



Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Czwartkowy wieczór. Rzuciłam okiem na półkę z książkami Mamy Sadownika. A tam: przeczytane przeze mnie dawno temu, nieprzeczytane nigdy w przeszłości i przyszłości, bo nie moja bajka. I! Grafika przykuła moje oko, chwyciła mnie za serce, zaciekawił tytuł. Myk, myk i było po książeczce.
Piątkowy ranek. Klik, klik, a kto zabroni mieć nadzieję? Nie dosyć, że jest dostępna w ibuku, to jeszcze są trzy kolejne części! Klik, klik i miałam wszystkie. Niech bardzo mądre długonose stworzenia zabiorą cię w podróż. Mnie zabrały.
Zaufaj sobie. W głębi duszy dobrze wiesz, czego naprawdę potrzebujesz i czego pragniesz.

*
Nie bój się mieć dobre zdanie o tym, co myślisz.

*
Jeśli czegoś pragniesz, to pragnij. Nie zniechęcaj się. Nawet gdy tego nie uzyskasz, samo pragnienie jest czymś cennym.

*
Widzisz smutek na czyjejś twarzy — weź głęboki oddech. Spokojnie. Pamiętaj: uszczęśliwianie innych nie jest twoim obowiązkiem.

*
Nie bądź zbyt surowy dla siebie. Pomyśl, czego pragniesz, i postaraj się o to.

*
Miej zawsze chwilę dla siebie. […]

Cherry Hartman, Bądź dla siebie dobry. Elfie pogotowie,
ilustr. R.W. Alley, przeł. Ernest Bryll i Marta Bryll,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2016.

Bo eseje Sontag uwielbiam — za precyzję, błyskotliwość i trafianie w punkt. Bo zachwyciła mnie książka Autorki, przy okazji kilka dni temu zwracając uwagę, że mam przed sobą jeszcze jedną jej książkę. Mój wewnętrzny Ibukosknera zemdlał, jak zobaczył cenę elektronicznej wersji książki — i dobrze, bo nie miałam zamiaru negocjować. Bo, bo, bo. To wszystko bez znaczenia, tę książkę się połyka. I kto by pomyślał, że o Susan można jeszcze na nowo i pięknie poczytać i… ciut odbrązowić Ikonę.
Uśmiechnęłam się, gdy Autorka napisała, że Susan nauczyła ją delektować się filmami z pierwszych rzędów. Mnie tego nauczyły studia Sadownika.
Jest tylko jedno, raczej osobnicze „ale”. Gdybym najpierw czytała tę książkę, nie jestem pewna, czy sięgnęłabym po książkę syna Sontag. Nie biłabym się o nią, nie ściągałabym zza wielkiem wody i… trochę bym straciła.
Jest jeszcze jedno, obiektywne „ale” — ta książka wystarczyła tylko na jedną popołudniową kawę, dwie godziny nocy i kawałek podróży do Małego Nowego Jorku. Jeśli więc chcesz książkę na kilka wieczorów, to ta nie spełni tego kryterium.
Ileż godzin spędziłyśmy, paląc i rozmawiając. Było to dla mnie niewyobrażalne: najbardziej zajęta, najbardziej produktywna osoba, jaką znałam, jakimś cudem zawsze miała czas na długą rozmowę.
*
Myśl, że gdziekolwiek może nie pasować z powodu wieku, do niej nie docierała — podobnie jak myśl, że mogłaby gdzieś być zbędna.
*
— Powiedz Sigrid, jaka byłam, kiedy mnie poznałaś. No, powiedz!
— Była idiotką — odparła Fornés.
Kiedy Susan przestała się śmiać, zwróciła się do mnie:
— Chciałam tylko powiedzieć, że i dla ciebie jest jeszcze nadzieja.
*
[…] mężczyzna, który zachowywałby się tak jak Susan, nauczyłby się już dawno temu, zapewne z pomocą pięści innego mężczyzny, co nieco na temat szacunku dla ludzi.
*
— Kobiecie j e s t trudniej — przyznawała.
Czyli należy: być poważną, brać siebie na poważnie, sprawić, by inni traktowali ją poważnie. Susan jeszcze w dzieciństwie postawiła na swoim. Pozwolić, by płeć jej przeszkodziła? Nie ma mowy! Ale większość kobiet jest zbyt nieśmiała. Większość kobiet boi się okazywać stanowczość, wyglądać zbyt inteligentnie, wykazywać się ambicją i pewnością siebie. Boją się, że ktoś uzna je za niekobiece. Nie chcą być postrzegane jako twarde, zimne, aroganckie czy egoistyczne. Wolą nie wyglądać męsko. Zasada numer jeden: zignorować takie problemy.
*
[…]
nie chciała nosić torebki. […]
— Dlaczego wydaje się nam, że bez torebki czułybyśmy się zagubione? Mężczyźni nie noszą torebek, jak zauważyłam. Dlaczego kobiety obarczają się takim brzemieniem? Dlaczego nie włożą ubrań z kieszeniami wystarczająco dużymi, by wsadzić tam klucze, portfel i papierosy, jak robią to mężczyźni?
*
To od Susan po raz pierwszy się dowiedziałam, że film oglądany z miejsca blisko ekranu może być o wiele bardziej ekscytujący.
*
— No i proszę — mówi, przytulając się do Josifa. — Jeszcze nawet nie w średnim wieku, a już walnięci dwiema najbardziej zabójczymi chorobami na świecie.
[…]
— Co byśmy dali za te zwyczajne smutki!
Josif wzrusza tylko ramionami.
— Uwierz: tych również jej nie brakowało.
I po dłuższej chwili zamyślony dodaje:
— Wiesz, ostatecznie to wszystko nie ma znaczenia, to, co przydarza ci się w życiu. Ani cierpienie. Ani szczęście czy nieszczęście. Ani choroba. Ani więzienie. Nic.
To dopiero europejskie.
Sigrid Nunez, Sempre Susan. Wspomnienia
o Susan Sontag, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

drugie imię kraju, w którym żyję, brzmi: pogarda. pogarda wobec kobiet, matek, lgbt, bezrobotnych, bezdomnych, osób z niepełnosprawnościami*. bonus: rzadko należysz tylko do jednej dyskryminowanej grupy.
120/365
_________
* główna ulica Małego Nowego Jorku — studium barier architektonicznych.
Gepardzica:
(wczoraj późnym popołudniem)
Smoku wybierał, nie zbierał.
Jabłoń:
(wczoraj ryknęła śmiechem, a dzisiaj musiała cyk)

* * *
Sadownik & Jabłoń:
(dziś w drodze na ostatnie dni przed odstawieniem
Drzewka na turnus rehabilitacyjny)
Jabłoń:
(o czterotygodniowym pobycie
na zdrowotnej kolonii bez Stada)
Bardzo chcę, ale trochę się boję…
Sadownik:
Nie dziwię się…
Odstawiona od męskiego cyca…
(po chwili dodaje)
To się nazywa wygnanie z raju!
Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli zdrowym śmiechem)
* * *
Jabłoń:
(w drodze, karaluchuje, strawiwszy
kolejny element ciągu Fibonacci’ego)
Gepardzica:
(zacytowała łotsapem)
[…] w kabale karaluch jest znakiem przemijania starego, po to by nastąpić mogło nowe. W pełnym znaczeniu jest symbolem przemiany duchowej, w której dawne standardy muszą zostać porzucone.
choroba to nie problem. choroba to fakt. problemem jest świat, który nie przyjmuje do wiadomości choroby, kalectwa czy śmierci.
119/365
[suplement pikselowy: 24.06.2021]

Specjalna książeczka, specjalna instrukcja. Dopracowana forma graficzna nie pozostawia złudzeń: to nie jest paracetamol.
Patrzyłam tylko chwilkę i nie potrzebuję specjalnej książeczki i specjalnej instrukcji, bo to tylko pierwsze elementy ciągu Fibonacci’ego: 1, 1, 2, 3, 5, 8. Docelowo jest osiem malutkich tabletek zamkniętych w jednej większej.

*
Jabłoń:
(mierzy się z niełatwym procesem
przyzwyczajania organizmu do leku)
Sadownik:
Bądź jak karaluch*,
nie daj się!
____________
* dostosowująca się i wytrzymała, nie obrzydliwa.
Przyszła do mnie jakiś miesiąc temu za grosze i całkiem przez przypadek.
Jak dużej odwagi trzeba, by, nie mając nic, pozostać człowiekiem; jak mało trzeba, by mając wszystko, przestać nim być — dwa wrażenia, które mi towarzyszyły podczas czytania tej książki w bogatym kraju, który postanowił mieć w dupie prawa człowieka.
Jedna historia z tej książki pozostanie ze mną już na zawsze — nie wiem, czy to dobrze.
Behrouz relacjonuje wydarzenia w celu wytworzenia nowej wiedzy i zbudowania filozofii, pozwalającej rozpracować i ujawnić systemowość tortur oraz kompleks graniczno-przemysłowy. Jego zamiarem zawsze było odsłanianie systemu przed nim samym, jego demontaż oraz wytworzenie zapisu historycznego ku pamięci zabitych i tych, którzy wciąż cierpią.
// Omid Tofighian, przełożył tę książkę z farsi na j. angielski.
*
Jesteśmy grupą zwykłych ludzi, uwięzionych tylko za to, że szukali schronienia.
*
Jestem przekonany, że gdyby uchodźcom z więzienia Manus dać szansę ukształtowania i przedstawienia naszej własnej perspektywy i stanowiska, moglibyśmy przeciwstawiać się systemowi w znacznie bardziej rozmyślny sposób i z większą łatwością. Rzeczywistość jest jednak taka, że Australia czyniła, co tylko mogła, żeby sprawić, iż nie będziemy prezentowani jako ludzie wykształceni, jako cenni i wnikliwi uczestnicy dyskursu. Rząd próbował nas kneblować, ponieważ wie, że gdybyśmy byli postrzegani w takim świetle, sprawy wyglądałyby inaczej. […] Respekt jest kluczowy. Potrzebujemy go, by móc się nadal opierać, potrzebujemy szacunku, to on daje nam siłę i zawziętość.

Behrouz Boochani
(ur. 1983)
*
Jak to możliwe, że piłki do gry w nogę są zakazane, a papierosy zawsze dostępne? Z upływem miesięcy staje się jasne dla wszystkich, że papierosy to krew w żyłach więzienia. Czy raczej tętno samych osadzonych. Kiedy tylko system uznaje to za niezbędne, ogranicza dopływ tej krwi.
*
Tacy już są ludzie, czy to w więzieniu, czy w innych sytuacjach. Ich zachowanie zawsze wiąże się z otoczeniem, z ludźmi dokoła – dostosowują się do tego. Ta przestrzeń jest miejscem, gdzie stykają się emocje, gdzie dochodzi do pertraktacji między emocjami. Tutaj nie ma pociechy, jeśli z naprzeciwka nie patrzy na ciebie bratnia twarz, jeśli w twarzy współwięźnia nie dojrzysz braterstwa.
*
To nie tak, że to niewiarygodne /
Po prostu bardzo trudno w to uwierzyć /
To boli, znaleźć się w położeniu, w którym rzeczy niełatwych do uwierzenia jest tak wiele /
Znaleźć się w położeniu, w którym trudno uwierzyć, że niemal każda rzecz musi być urządzona tak, a nie inaczej /
…to położenie staje się przyczyną cierpienia.
*
Uchodźców przetrzymywano w więzieniu Manus bezterminowo, bez stawiania zarzutów, na wiele sposobów uniemożliwiano im również wymianę myśli i tworzenie planów na skalę szerszą niż więzienna, co ograniczało wpływ, jaki sami mogli uzyskać, próbując działać na rzecz swojego oswobodzenia.
[…]
Przetrzymywani uchodźcy dysponują autorytetem, dającym im perspektywę i narzędzia krytyczne niezbędne do analizowania logiki polityki ochrony granic oraz jej szerszych konsekwencji społecznych i kulturowych. Niestety, ograniczona wyobraźnia w kwestiach doświadczeń życiowych i socjopolitycznych osób obdarzonych przywilejem obywatelstwa potrafi czasami doprowadzić do wypaczeń w ważnym i cennym dialogu z więźniami dotkniętymi polityką ochrony granic. Wskutek tego podstawowego braku zrozumienia zdarzają się akty niesprawiedliwości, rozmyślnie rozwijane zarówno przez instytucje rządowe, jak i pozarządowe.
*
[…] bycie zarazem za uchodźcami i przeciwko nim staje się możliwe i dopuszczalne, a sprzeczność tę racjonalizuje się poprzez logiki instytucyjne i społeczne.
*
Przy przedstawianiu tożsamości uchodźców stosuje się poniższe schematy, często umniejszające przeżycia i zdolności tych ludzi, a służące przy tym do wykluczania ich z dyskursu i ruchów na rzecz sprawiedliwości. Schematy te wyrastają z dychotomii niedoboru/nadmiaru, w której uchodźców stawia się w kontraście do obywateli:
• Osoba uwięziona – ucieczka na Zachód;
• Zdesperowany petent;
• Ten, który zwycięża po walce – bojownik;
• Ofiara, tragiczna i cierpiąca;
• Złamana istota ludzka;
• Mistyczny mędrzec – idiosynkratyczny i zagadkowy, trickster.
Każdy z tych stereotypów, stosowany na różne sposoby, czasami w kombinacjach kilku, może sprowadzać uchodźców do przedmiotów narracji upraszczających, oglądackich, wyższościowych i odbierających sprawczość (powyższa lista nie jest wyczerpująca, może być rozszerzana i modyfikowana).
*
Oto jedna z barw walki /
Im dalej od niej jesteś, tym bardziej się boisz /
To tak, jakby oddalając się od jednego rodzaju trwogi /
Otrzymywało się inną /
Tym razem z dala od pola walki.
*
Prorockość oznacza otwarcie nowej drogi /
Prorockość oznacza odsłonięcie nowych horyzontów /
Prorockość osiąga to przez wplatanie poezji /
Prorockość osiąga to przez sączenie emocji /
Prorockość to wykształcenie podejścia, które rodzi miłość.
Nie należy jednak utożsamiać proroka ze świętym. W przeciwnym razie mógłbym wstać z tego krzesła, na którym sobie siedzę… mógłbym wstać, wejść na to krzesło, zapalić papierosa, spuścić spodnie i odlać się na wszystko, co święte we wszechświecie.
*
Wypaczony i pokrętny system, czerpiący przyjemność z obserwowania, jak ludzie chorują. Gdy ktoś niedomaga, lekarze i sanitariusze mają doskonałą okazję, żeby dać upust kompleksowi władzy.
*
Tacy właśnie są ludzie. Nawet w niespodziewanych okolicznościach może nimi owładnąć zadziwienie, rozbudzona fascynacja. Choć to, co nieprzewidywalne, budzi też lęk. W tej akurat sytuacji, jak myślę, lęk jest bardzo naturalną reakcją.
*
Koniec z przeklinaniem /
Krótki, zdławiony krzyk /
Cisza.
*
Porzucone spuścizny zawsze budzą w człowieku niewiarygodną nostalgię. Źródło tego uczucia nie jest jasne – przypomina ono emocje, jakich doświadczamy na opuszczonym cmentarzu, zarośniętym chwastami, gdzie zlatują się stare wrony, by przesiadywać na kwaterach.
*
Strach ma niesamowitą moc motywowania ludzi: sprawia, że przyspieszają kroku, wyznacza kierunek ich marszu. Strach to góra lodowa, niemal w całości ukryta pod wodą, strach jest matką wszystkich tortur.
*
Czasem bezpośrednie znoszenie trudności jest łatwiejsze niż nieustanny lęk przed ich nadejściem. Przecież nie pierwszy raz będę musiał przezwyciężać życiowe przeciwności.
*
Gdy trwa walka o uniknięcie śmierci, rodzi się ufność w cuda. Powstaje miejsce dla wiary. Byłoby cudem, gdybyśmy usłyszeli ryk silnika pompy.
Behrouz Boochani, Tylko góry będą ci przyjaciółmi.
Słowa z więzienia Manus, przeł. Tomasz S. Gałązka,
ArtRage i Książkowe Klimaty, Warszawa–Wrocław 2020.

Stara sprawa — na uchodźcach i elgiebetach bezgraniczną polską miłością do bliźnich nie jedne wybory można wygrać. Brzydzę się polskimi katolikami. Brzydzę się nadwiślańskim katolicyzmem, co bierze się za najłatwiejsze, czyli urządzanie życia innym. Jak łatwo mieć gotowe odpowiedzi dla innych, gdy nie trzeba samemu mierzyć się z pytaniami.
Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie obraz wyjęty z tej książki, który wciąż za mną łaził i nie odpuszczał. Nie odpuszczała też książka. Na taką dwójkę nie było mocnych — napisałam prawie dwa tygodnie temu.
Nie byłoby tego wpisu na blogu, gdyby nie uchodźcza opowieść, którą skończyłam dwa dni temu. Te cytaty są doskonałym do niej wstępem. A obraz? Wciąż za mną łazi, tak jak Palermo.
Polscy prawicowi publicyści, a wraz z nimi niektórzy duszpasterze, a nawet księża biskupi straszą Polaków. Według nich grozi nam napływ mężczyzn, kobiet, dzieci i starców zagrażających naszemu podnoszącemu się z kolan, ale ciągle jeszcze biednemu krajowi. […]
Przecież Polska może zaproponować przyjęcie do siebie tych bezpiecznych – martwych uchodźców. Ministrowie spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych nie będą mieli problemu ze sprawdzaniem ich statusu i ewentualnym monitoringiem podczas pobytu w naszym kraju.
// x. Wojciech Lemański
*
„Są uchodźcami czy emigrantami ekonomicznymi?”, pytają, jak gdyby uciekać od głodu było czymś mniej wzniosłym i uprawnionym od ucieczki przed wojną.
Dlaczego? Po co?… Historii jest tyle ilu ludzi i żadna nie jest oczywista. Żadnej się nie wymyśli.
*
Nie zatrzyma się kogoś, kto ucieka od wojny albo wyprowadza rodzinę spod deszczu bomb, z nędzy i głodu. Jedyną rzeczą, jaką można zrobić, jest przygotowanie samych siebie na przyjazd gości. Metamorfoza własnej kultury. Klepsydra została odwrócona. Piasek przesypuje się z dołu do góry. Wędrówka trwa. I nigdy już się nie zatrzyma. Stawianie barier jest bezcelowe. Pozostaje nam tylko przemyśleć siebie.
*
A w ogóle, to dlaczego Europa uważa, że na spotkaniu z Afryką może stracić? Niech tylko pomyśli, czego się może nauczyć…
*
— To grupy rodzinne? – pytam Sycylijczyka.
— Rodzinne z wyboru…
— Całe Morze Śródziemne jest rodziną – wtrąca Jean-Charles. – Oni to my, tylko z drugiego brzegu.
*
Zabytkowe serce Palermo to eklektyzm w czystej postaci: coś ze Wschodu, coś z Południa, coś z Północy, coś z Zachodu.

Francesco Lo Jacono, Veduta di Palermo, 1875,
[dostęp: 14.04.2021], źródło.
Na Sycylii, zapewnia Andrea [Cusimano], wszystko jest obce, czyli swoje. Niech dowodem będzie obraz Veduta di Palermo namalowany przez Francesca Lo Jacona (także Lojacono) w XIX stuleciu. Przedstawia krajobraz z okolic miasta: piaszczystą drogę, zielone drzewa i krzewy, na ostatnim planie wapienne wzgórze z nagimi pionowymi turniami. Nie znam się na tym, lecz chyba to dość pospolite malarstwo, nasiąkłe nieznośnym romantyzmem jak gąbka wodą. Lecz dla Andrei obraz ma wartość niezwykłą: większość roślin, które odmalował Lo Jacono, czego dowiedli najbardziej poważni botanicy i dendrolodzy, została na Sycylię przywieziona, tymczasem tak wrosły w pejzaż, że bez nich nie ma Sycylii.
*
Andrea [Camilleri] zaciąga się raz, drugi, trzeci.
— Widzisz, Jaro… — mówi z zastanowieniem. – Europa albo się stanie gościnna, albo utonie. Od lat powtarzam, że to, co się dzieje, to nie jest mała emigracja, tylko ruch epokowy. Przybędą tutaj miliony.
*
– Ale jakoś się nie martwię – mówi Andrea [Camilleri]. – Kraje takie, jakim teraz jest Polska, prędzej czy później ustąpią. Tyle tylko, że na razie przypominają lustrzane odbicia ISIS. Bo religijne zamknięcie łatwo staje się fanatyzmem. Poczucie, że ktoś, kto nie wierzy w to samo co ty, jest nieprzyjacielem twojej religii. Ciekawe, jak Kościół w Polsce tłumaczy to, że Franciszek leci do Afryki i chodzi sobie ramię w ramię z imamem.
*
Miłosierdzie dla tych, co nie żyją. Miłosierdzie dla nas, którzy coś muszą zrobić z życiem.
Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)
Na urlopie wytchnieniowym Sadownik spotkał pióra, co miały parcie na szkło. Pogroził, że jak nie odlecą, to on zrobi cyk. Nie odleciały. Sadownik słów na wiatr nie rzuca. Cyk.
Dziś po powrocie pióra, wśród wielu innych zdjęć pokazał. W okolicach ula takiego ptaka nie widujemy. Do zielnika piór! — zaordynowało Drzewko, mając pewność, że to nie gołąb, fantazjując, że może to pani Szpakowa lub żona Kosa.
Teraz pióra czekają na fachowe oko Saxifragi, co się pewnie zdziwi, że państwo w ulu takiego łatwego do rozpoznania ptaszka nie znają z imienia.

fot. Sadownik, fragment.
Saxifraga:
Pani Kos
Ten Pan Szpak miał pewność, że tu trafi, więc cierpliwie czekał. Zaczął się awanturować dopiero wtedy, gdy groziło mu, że będzie musiał przepuścić nieznanego ptaka. Obiecałam mu, że pójdzie na pewno przed nieznanymi piórami.
Nie miałam pojęcia, że będzie czekał tak długo. Pan Szpak uruchamia tyle pięknych snów, że musiałam poczekać na słowa, które mają podobą moc. Przyszły.

fot. Saxifraga, fragment.
Sny przedstawiają życie /
Sny są samym życiem /
Sny to poezja /
*
Zwierzęta zawsze wyprzedzają ludzi o krok, bo polegają na swoich instynktach.
*
Ziszcza się jakiś nieświadomy potencjał, pełen niedostępnych, odległych obrazów.
*
Czy człowiek musi określić logiczny powód dla każdego działania? Boże drogi, jakże oszukańczy potrafi być ludzki umysł. Pozostaję tutaj, oddycham otoczony trwogą i majestatem nocy.
*
W podświadomości poszukuję /
Czegokolwiek, co ukształtowało moje istnienie /
*
Zawsze tak jest: potężna moc płynąca z głębi duszy przezwycięża nasze słabości i podtrzymuje w chwilach utraty nadziei.
Behrouz Boochani, Tylko góry będą ci przyjaciółmi.
Słowa z więzienia Manus, przeł. Tomasz S. Gałązka,
ArtRage i Książkowe Klimaty, Warszawa–Wrocław 2020.
Postępująca choroba jest wymagająca nie tylko dla ludzi nią dotkniętych. Wymaga bardzo dużo od zdrowych bliskich, którzy choć drugoplanowi z punktu widzenia choroby, są pierwszoplanowi, jeśli chodzi o system rodzinny mierzący się z chorobą. Dlatego bardzo ważnym elementem dbania o chorego jest, choćby najkrótszy, urlop wytchnieniowy dla opiekującego się osobą chorą.
Karty w naszej rodzinie rozdane. Szukamy dżokerów, a w międzyczasie Sadownik na pierwszym w życiu, czterodniowym urlopie wytchnieniowym. Raz dziennie przez chwilę rozmawiamy przez telefon.
Jabłoń:
Kochasz mnie
jeszcze troszeczkę?
Sadownik:
Nawet bardzo.
Dlatego jestem tu,
gdzie jestem…
(pauza)
…nie na zawsze.
fot. Sadownik, fragmenty.
Pięć lat temu
w decathlonie.
Wczoraj
odbierając ferrari.
Dziś
od rana już trzy ćwiczenia wymyślone, każde w kilku seriach powtórzone. Obikujemy z Heniutką w ulu. Dobrze się bawiąc, włączamy w nasze wspólne życie ferrari. Znów z Kudłatą jesteśmy duetem.

[…] we are not bound by our wheelchairs—they give us freedom and independence to live our lives.
Naomi G., I Am Not ‘Wheelchair-Bound’,
[dostęp: 24.04.2021], źródło.
ostatni możliwy lek — start.

ostatni raz korzystając ze szpitalnego wózka.
na kilka godzin przed odbiorem ferrari.
Sadownik & Jabłoń:
(w dłuższej trasie)
Sadownik:
Powiedz mi coś dobrego…
Jabłoń:
Kocham Cię.
Sadownik:
O! To taka współczesna wersja
abrakadabra?
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
Sadownik & Jabłoń:
(chwilę później ustalili, że abrakadabra to piękny,
świeżutki termin w ich relacyjnym idiolekcie)
*
Jabłoń:
(pod latarnią ma najciemniej, naprawdę nie pyta
o siebie, bo przecież ma wiele dużych wątpliwości)
Co robisz z kobietą,
która wszystko wie najlepiej?
Sadownik:
???
Jabłoń:
(szczerze)
Ja olewam.
Sadownik:
(robi teatralną przerwę, by Jabłoń
mentalnie go dogoniła)
Jak to co?
Kocham.
Jabłoń:
(dogoniła, ale udaje, że nie rozumie,
dlaczego Sadownik zanosi się śmiechem)
Ze szczenięcych lat przypomniała mi się roślina, która niezmiennie wprawiała mnie w niemy zachwyt. Choć ukatrupiłam w ulu niejedną roślinę doniczkową, postanowiłam na ambicję sobie wleźć. Klik, klik, zakupiłam, poczekałam. Sadownik odebrał z paczkomatu wczoraj wieczorową porą. Bonus! Nie miałam pojęcia, że ta roślina kwitnie. Teraz mam i pojęcie, i kwitnącą roślinę. Jest wyzwanie.
Nie zamordować myślą, mową, przesadą czy zapomnieniem.
Starzec Rowleya
/ senecio rowleyanus /
Czekałam na tę książkę bardzo. Nabyłam ją kilka dni przed dniem jej premiery i czekałam. W dniu, w którym się ukazała, miałam ją z samego rana na czytniku. Dzięki niej podróżowałam: Sycylia, Szwecja, Sycylia, Szwecja. Po kawałeczku, nieśpiesznie, tylko przy porannej kawie. Obie książki skończyły się tego samego dnia. Ta potrzebowała dużo więcej czasu, bym miała pewność, które fragmenty chcę tu mieć.
Ja potrzebowałam dużo więcej czasu, by odkaszlnąć te zdania, które we mnie zostały, oliwiąc i dając siłę tym kawałkom mnie, które nie są zainteresowane harmidrem chorego współczesnego świata.
Szwecja to kraj kolektywnych marzeń, o równouprawnieniu, ochronie środowiska, odpowiedzialności za świat.
//
// Erikiem Gandini
*
Samotność, która mnie najbardziej przerażała, to ta, która pojawia się w towarzystwie innych ludzi. Niezdolność przebicia się. Rozmowa, której słowa nic nie pozostawiają. Bycie z pozoru częścią kontekstu, ale w rzeczywistości bycie poza nim.
// Malin Ekman
*
Może jest tak, że szwedzka samotność to po prostu marzenie o wolności? Pragnienie wyzwolenia od zobowiązań? Tęsknota za wyrwaniem się z kołowrotka zdarzeń i społecznych oczekiwań? Za oddychaniem pełną piersią? Za czuciem każdą komórką ciała?
*
Lubiłam i lubię spokojne, introwertyczne zajęcia, czytanie, pisanie, bycie w domu. Potrzebuję też samotności, żeby móc myśleć i pisać.
// Katarzyna Tubylewicz
*
[…] główną cechą introwertyków jest to, że dopiero w samotności odpoczywają. Potrzebują jej tak samo jak snu, po to, by naładować życiowy akumulator. Dla ekstrawertyka bycie wśród ludzi jest sposobem na dodanie sobie energii. Introwertyk po długim czasie w towarzystwie czuje się w środku dziwnie pusty, wydrążony i tylko samotność jest w stanie napełnić go z powrotem życiowymi siłami. I to jest dokładnie mój przypadek.
*
[K.T.] Czym jest dobry seks?
[Therese Bohman] W jakiś sposób to najbardziej uczciwe spotkanie między ludźmi, do jakiego może dojść. Ważna forma komunikacji. Oczywiście nie zawsze, ale może tym być, z właściwym człowiekiem i we właściwych okolicznościach. W naszej rzeczywistości seks może być bardzo piękną przestrzenią całkowitej uczciwości i autentyczności.
*
Nie chodzi tylko o to, że są jacyś inni ludzie praktykujący to samo co ty, ale o cały system wiedzy. To nie jest tak, że człowiek siada sobie gdzieś sam w lesie i ot tak sobie medytuje. W tym momencie staje się częścią pewnej koncepcji […].
// Joakim Gavazzeni
*
W twoim wnętrzu otwiera się sklepienie za sklepieniem bez końca. Nigdy nie będziesz gotowy i tak jest słusznie.
// Tomas Tranströmer
*
[…] w spotkaniu z krowami my, ludzie, jesteśmy jak nierozumiejący innych istnień kosmici? Czy to stąd bierze się część naszego wyobcowania? Tu, na ziemi? Mamy za to zmysł zachwytu. Co do tego nie ma wątpliwości.
fot. Daniel Tubylewicz, fragment.
*
„Samotność” to jedno z tych słów, które wywołuje emocje i wiele sprzecznych uczuć. Jest podstawową kondycją człowieka, który odcięty od pępowiny zostaje sam w swoim pierwszym krzyku i równie sam będzie, kiedy przyjdzie mu ten świat opuścić. I choćby nie wiem, jak się starał, żeby tak nie było, to samotność będzie mu gdzieś w życiu towarzyszyć lub doskwierać. A z drugiej strony, bez względu na kulturę, w której się wychował, bez względu na epokę, w której żył lub żyje, człowiek także pragnie być sam. Chce się wyrwać z ograniczających go wymagań i nacisków społeczeństwa. Odpocząć od rodziny.
*
Do dyskusji potrzeba argumentów. Należy wykonać jakąś wewnętrzną pracę, wątpić, zastanawiać się.
// Stina Oscarson
*
Jeśli nie potrafimy ze sobą pogadać, to jak, do cholery, mamy zachować pokój? Demokracja nie została stworzona po to, żebyśmy mieli takie same poglądy i wartości. Rozmowa to sposób na to, by się z tym zmierzyć, nie mordując się nawzajem.
// Stina Oscarson
*
Żadne idee nie mają się dobrze, jeśli zamienimy je w kościół. W kościele czystość ideologiczna staje się szybko ważniejsza od społecznej sprawiedliwości, którą zgodnie z deklaracjami chce się osiągnąć. […] Brudu nie zwalcza się argumentami, tylko higieną.
// Håkan Lindgren
*
Są takie doświadczenia w chorobie, których zdrowy nigdy nie zrozumie, nie podzieli. W ogóle jest tak, że sytuacje ekstremalne pogłębiają nasze doświadczenie samotności. To nie musi być tylko choroba, wystarczy nagły rozwód. Są problemy i tematy w życiu, których nie da się dzielić z innymi.
// prof. Peter Strang
Katarzyna Tubylewicz, Samotny jak Szwed?,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

*
[Stina Oscarson]
Wszyscy możemy zrozumieć drugiego. Stąd moja wiara w rozmowę. Mamy inne doświadczenia, ale uczucia, takie jak samotność czy smutek, są takie same. Dlatego uważam, że inni ludzie mogą zrozumieć i mnie. Nie wszyscy to robią. Ale to jest możliwe i warto w to wierzyć. […]
[K.T.]
Gdybyś musiała dać radę ludziom doświadczającym podobnej samotności w tłumie, którą przeżywasz czasem ty, tego wytykania palcem, komentarzy z powodu ciała, co byś im poradziła?
[St.O.]
Kiedyś myślałam, że to ja muszę odpowiedzieć w takiej sytuacji, że to ja muszę zareagować, obronić się, pokazać zaświadczenie lekarskie dyrektorowi basenu. Jednak teraz myślę, że w sytuacji, gdy ktoś mnie umniejsza, traktuje mnie jako osobę niedorosłą, jakoś niepoczytalną, to musi pomóc mi ktoś inny. Na tej samej zasadzie będzie lepiej, jeśli to nie czarnoskóry chłopak będzie rozmawiał z pogardzającym nim nazistą. Tę rozmowę mogę przeprowadzić ja. Myślę, że w społeczeństwie musimy prowadzić pewne rozmowy za innych. Pomagać sobie. W takiej sytuacji ten, kto jest sam, nie jest silny. Jeśli ktoś krzyczy za mną na ulicy, to będzie lepiej, jeśli moja przyjaciółka powie: „Przepraszam, co mówiłeś?”.
*
[K.T.] […]
jesteś bardzo odważna, czy tylko nauczyłaś się radzić sobie ze strachem?
[Stina Oscarson] Cały czas strasznie się boję. Wcale nie nauczyłam się sobie z tym radzić. We wszystkim, co robię, chodzi o jakąś lojalność wobec mnie samej. O to, że nie mogę zdradzić tego, w co sama głęboko wierzę, że muszę być uczciwa względem siebie.
(tamże)
przyszły do mnie, nim otworzyłam rano oczy, słowa. mam jeszcze ten dzień. zrobię z niego cacko, obiecałam sobie.
108/365
[suplement pikselowy: 5.08.2021]

szumowiny o zgodności z konstytucją. szumowiny moralne o moralności szczepień. koń by się uśmiał, gdyby atrakcje ostatnich dwóch dni zmieściły mu się w głowie.
106/365
Ćwiczenie na temat: Podróż do siebie. Czekało i czekało na mnie ponad miesiąc. Centymetr po centymetrze musiałam wrócić. Do siebie.

Kaan.
Sztuka jest aktem wiary — wiary,
którą uprawiamy w praktyce.
// Julia Cameron
*
Malowanie to po prostu inny sposób prowadzenia dziennika.
// Pablo Picasso
Beatore:
(rzekł, o czym napisała Zawsze-Wolna-od-Nudy)
Obudziło się we mnie zwierzę…
Leniwiec.
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i kupiła na pniu!)
*
non è un leone.
non è una tigre.
è un bradipo.
Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(cacko z podręcznika do j. polskiego
dla obcokrajowców przysłała)
Jabłoń:
(zachwycona, dorzuciła propozycję nieobojętną
światopoglądowo w tym kraju)
mężczyzna — kobieta — człowiek
Czytana powolutku od dnia premiery przy porannych kawach, których z przyczyn zdrowotnych było mniej. Odkładana często, gdy nie ruszając się z fotela, nie lecąc na Sycylię, dopadała mnie świadomość, że mafijność i mentalność Trzeciego Świata mam tu na śniadanie, obiad i kolację w ramach endemicznej polskości.
To wspaniała książka-quiz: po pierwszym zdaniu lub akapicie zgadnąć, kto jest autorem danego tekstu. Pomyliłam się tylko raz.
Dopóki każdy tłumaczy sobie świat po swojemu i nazywa jego tajemnice językiem własnych kołysanek, warto podróżować i poznawać. Kultywować w sobie święte podejrzenie, że wieloimiennym Bogiem jest jednoimienna ludzka natura, zagrzewająca do miłości bliźniego, do bycia razem z innymi, którzy są nami samymi.
*
W każdym spotkaniu chodzi przecież o coś innego niż o jego cel bezpośredni i wypowiedziany.
*
Oczywiście, w klimat przeszłości nie wchodzi się tak, jak do basenu — na słupek i hop do wody — lecz pomalutku, dodając wspomnienie do wspomnienia, okruszek do okruszka. Gdy się uzbiera cała garstka, nie ma rady. Pamięć nakazuje porównywać to, co się widzi, z tym, co już znamy.
*
Wiedzieć że teraz jesteś tutaj w tym czasie
Wiedząc że zawsze tu byłeś
Wiedzieć że masz korzenie pradawne i mocne
Wiedząc że powstałeś z kwiatów
Wiedzieć że płacz jest nasieniem
Wiedząc że miłość jest prawem większym
Wiedzieć że byłeś, że byliśmy
że my jest może tym słowem
którym mówimy jest tym kim jesteśmy
ze stopami wrośniętymi w ziemię
// Biagio Guerrera
*
[…]
jestem, kim jestem, i jestem, kim byłem, a tak naprawdę to jestem również wszystkimi, którymi będę.
[…] Każdy moment, pozbawiony granic dzielących od innych momentów jest nie tylko okazją do zmiany, lecz również zmianą nieuchronną. Nawet potwierdzenie tego, kim byliśmy, jest zmianą.
*
[…] uczyć się nawzajem względności historii i perspektyw, przetłumaczyć jedno drugiemu fragmenty swoich rzeczywistości.
*
Albatrosy, czaple, żurawie. Istoty ciemne i jasne, pastelowe i posągowe. Akwarele. Stany skupienia wody.
[…]
Odchodzimy z poczuciem nienapatrzenia, ale też z pewnością, że na tym świecie — bo to jest ten świat, ten sam, w którym jestem teraz, na peryferiach Warszawy — nie można się napatrzeć, nacieszyć. Jesteś z kimś, wobec kogoś i czegoś — i tyle. Patrzysz, jesteś nienapatrzony — i tyle.
*
Jestem pewien, że w tym natrętnym hałasie i rozgardiaszu musi istnieć jakiś nieuchwytny dla mnie porządek.
*
Nigdy nie możemy być pewni, czy jesteśmy wystarczająco gotowi na spotkanie ze sztuką, nawet najbardziej wyczekiwaną.
*
[…] ktoś na nas jednak czeka tam, gdzie, jak się zdaje z perspektywy drogi, jest tylko pustka.
*
Sebastiano [Burgaretta] – Iano – jest cały ze spiżu. Ma nienaruszony etos człowieka honoru. A przy tym, w każdym swoim włóknie, jest chrześcijaninem. Wierzy, iż do słowa powołuje go Bóg, żeby przypadkowi nadać logikę zbawienia. Ach, jak bardzo wkurwia to Franca [Arminio]! Mówię „wkurwia” świadomie, bo inaczej tego oddać nie można.
*
Język – mówiono mi na studiach – to dialekt, który zrobił polityczną karierę.
Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Walka z posłuszeństwem wobec fatum, życiem zadekretowanym w chwili urodzenia i niepodlegającym przemianie, uległym do odległych, lecz istniejących granic wytrzymałości, zwieńczonym wreszcie skrajnym w swej postaci wybuchem gniewu i niepokory, należy do najważniejszych, najbardziej wyrazistych wątków sycylijskiego świata, sycylijskiej kultury i sycylijskiego losu.
*
— Powiedz, co zrobiliśmy źle — pyta na powitanie Ignazio, dyrektor szkoły, poeta. — Co zaniedbaliśmy? O czym nie pomyśleliśmy?
Ma na myśli zmiany klimatyczne, ksenofobię, przemoc, prymat kultury masowej.
*
Pytam, czy Włosi wolni są od rasizmu.
Andrea [Camilleri] zaciąga się przez dłuższą chwilę.
– Jesteśmy – mówi – rasistami wobec siebie, a co dopiero w stosunku do innych…
*
— Staliśmy się zakładnikami własnych słabości. Nasze wady to dzisiaj jedyna nasza siła. Kiedy wchodzisz do morza, zawsze zamoczysz spodnie. Sycylijskie morze to równoległe, ukryte państwo, które jest silniejsze od państwa realnego. Nie sposób tego nie zauważyć, chyba że celowo zamkniesz oczy. […] Sycylijskie elity mówią, że cały świat jest jednym globalnym państwem, wszędzie dzieje się to samo. Ale trafiają się też ludzie, którzy uważają, że tej patologicznej sytuacji już dłużej nie da się nie zauważać.
*
[…] walka z mafiosami nie jest tak ważna, jak walka z mafijnością. […] Ludzi można pokonać, lecz tym, czego nie udaje się zwalczyć, jest mafijna mentalność, to zaś dwie różne rzeczy. Mafijność przenika całe społeczeństwo sycylijskie, bogatych i biednych, arystokratów i mieszczan. Nosicielami mentalności mafijnej są tutaj nawet ci, którzy deklarują, że są wrogami mafii.
*
Każde spotkanie z Kasią do czegoś prowadzi. Ma w sobie coś znaczącego i wciąga w potrzebę sensu, którą żyje ona.

[dostęp 13.04.2021], źródło.
— Jak to jest, kiedy Etna się zaczyna gotować? – pytam Kasi-Cateriny z hotelu Palladio w Giardini-Naksos.
— Śpiewa…
— Jak śpiewa?
— Pięknie.
— Ale jak?
— Przecież nie powtórzę…
Pytam nazajutrz pracownika Kasi, Emilia.
— Etna?… — zamyśla się Emilio. — Śpiewa.
— Jak? — dopytuję.
— No… Takie nagłe „łup!”.
— „Łup!” to nie śpiew – oponuję. – To bęben… Kocioł…
A Emilio swoje: to śpiew.
— Jeszcze kilkoro znajomych w Katanii potwierdza mi, że Etna śpiewa. Niektórzy dodają, że ten śpiew jest piękny.
*
Patrzę mu w twarz: jego kraj ma na imię Depresja. Smutek. Beznadzieja. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „muzułmanin”, a raczej przeczytałem. Jako dziecko, w stojącej na półce rodziców książce — obozowym wspomnieniu Abrahama Kajzera Za drutami śmierci. „Muzułmanin” znaczyło tyle, co wykończony człowiek; „zmuzułmanić” — doprowadzić do rozpaczy; „zmuzułmanieć” — rozpaczy i wycieńczeniu ulec.
*
[Matteo Collura, pisarz i dziennikarz] Kiedy jadę na Sycylię, zawsze wiem, że zobaczę samochody zaparkowane na przejściach dla pieszych; a cwaniacy będą się wciskali do kolejek w urzędach… Na Sycylii żyje się jak w Afryce Północnej. Pod względem zachowań społecznych należymy do Trzeciego Świata.
*
Uchodźcy są, powtarza, prośbą, która zmienia się w krzyk: pomóżcie nam posprzątać to, co sami nabałaganiliście.
*
Niech zabrzmi to jak fraza z bajki, lecz czasami po prostu się przelewa. Leoluca uważa, że słowo „mafia” sprzedawało się lepiej niż „prawo”, a „nienawiść” lepiej niż „miłość”. Kto występował przeciwko mafii, był co najmniej komunistą i ateistą, bo za mafią stali chrześcijańscy demokraci, Kościół, biskupi, czyli ci od zastanego porządku, ustalonych raz na zawsze reguł, rycerze wolności broniący świat przed nihilizmem, bezbożnictwem, rewolucją i wszelkimi zboczeniami. Albo był obcy, a to też był wielki grzech.
[…]
— Zacząłem walczyć z mafią, bo jestem Sycylijczykiem – opowiada burmistrz Orlando. – Występowałem przeciwko biskupom zachowującym się jak mafiosi, bo jestem katolikiem, choć przyznaję, był moment, iż w bezsilności chciałem przejść na protestantyzm. Z tych samych powodów odszedłem od chrześcijańskich demokratów, a obecnie jestem przeciwko włoskiej prawicy, populistom, Lidze Północnej i naszemu faszyście Matteo Salviniemu.
*
Ludzie stają się agresywni, gdy muszą się ukrywać. Dlatego w Palermo odbywa się największa w tym regionie Morza Śródziemnego, wielodniowa Gay Pride, oczywiście pod patronatem burmistrza, wiernego syna Kościoła katolickiego. I co? I nic. Wspierają go tutejsi księża i mianowani przez Franciszka nowi biskupi. Leoluca udzielił pierwszego ślubu homoseksualnego w mieście i w regionie. Czy ucierpiała na tym jego wiara? Przeciwnie, gdyż wiara rośnie w człowieku, kiedy widzi szczęście innych ludzi. Powtarza, że do niedawna chciał zmienić wyznanie. Antyewangeliczna bezduszność Kościoła katolickiego prawie zmusiła go do tego. Tymczasem jednak przyszedł papież Franciszek i burmistrz może być katolikiem zgodnie ze swoim sumieniem. Katolickim, ewangelicznym ojcem miasta.
*
— [Leoluca Orlando, burmistrz Palermo] Nie ścigam się z nikim, tylko robię swoje – tłumaczy. – Nie mam armii ani mennicy jak państwo, nie mogę stawiać granic ani rozdawać pieniędzy. Ale mogę pracować w Palermo na rzecz równości, szczęścia i wolności. Z przytupem, głośno.
(tamże)
wdech, wydech. przez dziesięciolecia niezauważalne, teraz bezcenne. takie czasy, że nie tylko dla mnie.
102/365
lista przyjemności — według klucza: bez wysiłku i w zasięgu moich możliwości — kiedyś bezkresna, od dziś konstruuje się na nowo.
a) oddech — cudowna świadomość każdego wykonanego z łatwością wdechu. b) leżenie na podłodze w świeżutkich, wiosennych promieniach słońca, które błądzą ciepłem po moim odsłoniętym brzuchu.
101/365
Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
se bastasse una bella canzone a […]
se bastasse una vera canzone a […]
se bastasse una buona canzone a […]
se bastasse una grande canzone a […]
dedicato a tutti quelli che stanno aspettando.
*
è sognatore. sono sognatrice. due siamo sognatori.*
101/365
____________
* // à la Leon Leszek Szkutnik:
jest marzycielem. jestem marzycielką. jesteśmy dwójką marzycieli.
*
pierdolę. nie dam rady. wysiadam.
95–100/365
Achille Lauro, C’est la vie.
capisci.
odziera mnie żywcem z życia. w co dobrego można przekuć doświadczenie choroby neurodegeneracyjnej? jeszcze nie wiem.
94/365
Utknęłam między dniem śmierci a dniem zmartwychstania, choć to nie moja religia.
Mój krzyż, jakby powiedzieli świętujący najważniejsze dla nich święta, zżerają korniki lubujące się w mielinie. Pula ludzi, co wiedzą lepiej, a nawet najlepiej; tych, co dają sobie święte prawo pouczania i grożenia; tych, co pytają, ale nie słyszą odpowiedzi, przekroczyła moją wyporność na bezgraniczną ludzką głupotę. Słowa przestały służyć komunikacji międzyludzkiej. Na usta cisną mi się wyłącznie mięsiste przekleństwa.
Do siebie, do bezludzia — zaordynowało Drzewko — natychmiast! Tylko w ten sposób nie utonę. Reanimuję się słowami i tym, co one uruchamiają we mnie dla mnie teraz, tak jakby jutra miało nie być.
Niebo znajduje się w miejscu, w którym stoisz, i to jest dobre miejsce do praktyki.
*
[…] czasami któryś z młodszych i śmielszych uczniów skarżył się: „Sensei, przerabiamy tę samą technikę od godziny. Prosimy cię, pokaż nam coś innego”. „Idioto! — wykrzykiwał Morihei. — Każda bez wyjątku była różna. Dopiero w momencie, gdy potrafisz dostrzec różnicę, zaczniesz robić postępy w Aikido”. Jeżeli ktoś prosił, by mu pokazać „tajemną technikę”, otrzymywał podobną odpowiedź. „Każda technika zawiera w sobie wszystkie tajemnice, których kiedykolwiek będziesz potrzebował”.
*
W Aikido uczymy się nie tego, jak wygrywać, ale jak zwyciężać w każdej sytuacji.
*
Ai, symbol oznaczający „miłość”.
*
Celem uczenia się jest wyzwalanie własnego ducha. […] Cały wszechświat jest wielką, otwartą i pełną cudów księgą i właśnie w niej należy szukać prawdziwych nauk. Z takim nastawieniem weź na siebie odpowiedzialność, intensywnie trenuj, rozwijaj się, rozkwitaj i niech Twój wysiłek zaowocuje.
*
[…] duch może pokonać materię także wtedy, gdy coś wydaje nam się nieuniknione bądź absolutnie niemożliwe.
*
W gruncie rzeczy każdy ruch może stać się metodą w Aikido, więc patrząc z takiej perspektywy, można powiedzieć, że błędy nie istnieją. Moja rada brzmi: naucz się i zapomnij! Naucz się i zapomnij! Niech metody staną się częścią twojej istoty!
*
Oddech jest nicią, która łączy ze sobą całe stworzenie.
*
Każde solidne drzewo wznoszące się ponad nami, ludzkimi istotami, zawdzięcza swój byt głębokim korzeniom.
Korzystaj z nauk udzielanych przez sosny, bambusy i kwiecie śliwy.
*
Jest wiele ścieżek wiodących na szczyt góry Fudżi, ale cel pozostaje ten sam.
*
Gdy Twoje oczy napotkają spojrzenie drugiej osoby, przywitaj ją uśmiechem, a ona odpowie tym samym. To jedna z podstawowych metod, z których korzysta sztuka pokoju.
*
Najlepsza strategia to ta, która zakłada nieograniczoną ilość reakcji.
*
Prawdziwą tarczą jest Twój duch.
Ciągle stajemy twarzą w twarz z naszymi przeciwnikami, ale w rzeczywistości oni nie istnieją.
*
Gdy głęboko kłaniasz się wszechświatowi, on odpowiada tym samym; gdy wzywasz imię boże, odbija się ono echem wewnątrz Ciebie.
Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.
Tę piękność wyjęłam z ostatniem strony tamtej książki. Nie jest warta niecałych dziewięciu złotych, które dwa wieczory temu wysupłał na nią bez jęczenia Ibukosknera — jest bezcenna.
Skończona — wczoraj. Cytaty — jutro. Dziś tylko słowa, których teraz mocno się trzymam, by zmienić hals.
Klęska jest kluczem do sukcesu. Każdy błąd czegoś nas uczy.
*
Trzymaj się podstaw
— Tajemnice są na wierzchu!
Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.

Zawsze jestem ciekawa wpisów podzielnych przez dziesięć, bo muszą same przyjść, zadbać o siebie, przekonać mnie, że nie są kaprysem czy fanaberią chwili, która ma się za pępek świata. O uwagę poprosił symbol na klawiaturze: psie ucho, małpa, at…

Autor(ka) nie do ustalenia.
Pan Ciasteczko:
(oświecił Drzewko, czemu
zna to zwierzę po włosku)
chiocciola — @
[ślimak]
Jabłoń:
(w deserowo-kudłatym zachwycie)
Nazwisko jednego z Autorów jest dla mnie idealną antyreklamą sięgania po książki, których jest autorem. Nie ta estetyka patrzenia na życie — nic się nie zmieniło, brzydzi mnie ona w równym stopniu, co śmieszy termin life coaching. Gdy zastanawiam się, dlaczego nie trawię człowieka, to dochodzę do wniosku, że jest coś głębokiego i bardzo ważnego, o czym on wie — jestem przekonana — ale nie mówi o tym lub mówi w taki sposób, że mi ręce opadają. Gdyby więc był jedynym autorem, co najwyżej rzuciłabym okiem na okładkę tej książki.
Dwaj pozostali Autorzy, Ich perspektywa percepcji świata — ogromnym szacunkiem darzę wschodnie sztuki walki — sprawili, że wiele lat temu zaznaczyłam książkę do upolowania i… zapomniałam, bo miała chorą, obrzydliwie wysoką cenę (za czytanie autora z pierwszego akapitu powinni płacić czytelnikom i czytelniczkom). Trzy dni temu Ibukosknera doniósł, że 10,90 zł wysupła. Wysupłał. I dobrze, i bardzo dobrze.
Będziesz miał wiele okazji do ćwiczeń, bo niezależnie od tego, kim jesteś i czym się zajmujesz, wcześniej czy później życie wrzuci cię w sam środek chaosu.
*
Umiejętność odkrywania sposobności tam, gdzie inni widzą tylko przeszkody, jest potężnym zasobem.
*
[…] nasze nastawienie decyduje o tym, jak działamy, co przeżywamy, ma nawet wpływ na zachowanie innych wobec nas. […] taki oto naukowy eksperyment. Ta sama grupa kobiet parkuje na placu manewrowym. Gdy instruktor mówi im: „To będzie test na to, jak parkują kobiety” – wszystkie pachołki na placu są powywracane. Kiedy jednak kobiety słyszą informację: „Parkuj uważnie, bo tam może stać twoje dziecko” — wszystkie parkują idealnie. Odkryto też, że większość naszych emocjonalnych reakcji, niepotrzebnych dyskusji i awantur wynika z tzw. błędu atrybucji, czyli założenia, że osoba, która staje na naszej drodze, jest złośliwa, robi to celowo, chce nas wykorzystać, traktuje nas jak podwładnych itp.
*
W filozofii Wschodu nic się nie kończy ani nie zaczyna. Albo coś jest, albo tego nie ma.
// W. Eichelberger
*
[…] gdy ktoś zamierza cię uderzyć, zejdź z linii ataku. Przemieszczenie się w bok daje jeszcze wiele innych korzyści. Dzięki zmianie punktu widzenia możesz zobaczyć również to, co znajduje się za tobą. Istotne jest, by spojrzeć na sytuację z innej perspektywy — jeśli ktoś lub coś zmierza w twoim kierunku, a ty odbierasz to jako zagrożenie, zrób mały krok w bok i spójrz na ten problem pod innym kątem. Zmień punkt widzenia i zobacz, czy teraz wszystko nie wygląda zupełnie inaczej.
*
Nieważna jest wola zwycięstwa,
wielu ją ma, ważna jest wola
przygotowania się do zwycięstwa.
// Paul Breant
*
Droga bywa czasem mozolna, jest wiele dni i miesięcy, które zdają się nie przynosić żadnych zmian. Wtedy — jak powiedział jeden z naszych uczniów — najłatwiej jest przestać ćwiczyć, bo współczesny świat uwielbia szybkie i spektakularne efekty.
*
Stare porzekadło zen mówi: „dowiesz się, zrobiwszy to…” […] często to nie musi być nic wielkiego.
*
Aby randori wygrać, trzeba umieć ten chaos opanować i odnaleźć porządek w pozornym nieładzie. […] Randori to nie tylko akcja i reakcja, czyli fizyka w działaniu. Mistrzostwo to o wiele więcej niż repertuar gotowych odpowiedzi. Mistrzostwo wymaga artyzmu, kreatywności, odwagi wychodzenia poza strefę komfortu. Wymaga umiejętności opuszczania znanego i konfrontowania się z nieznanym — często bez żadnej gwarancji sukcesu. To uczy pokory — cechy zapomnianej, ale jakże obecnej i nieodzownej na drodze do mistrzostwa.
*
Trening czyni mistrza. Do tego potrzebna jest jednak spora doza pokory, która każe nam powtarzać bez końca pewne czynności i tak długo je cyzelować, aż zamienią się w tzw. nieświadomą kompetencję.
*
[…] nawet słonia można zjeść kęs po kęsie.
*
[…] jeśli potrafię reagować tylko w jeden określony sposób na daną sytuację — to jest żaden wybór. Zyskałem świadomość, że robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych rezultatów jest szaleństwem. Z kolei z innej książki dowiedziałem się, że wybór między dwoma sposobami zachowań to właściwie dylemat. Wybór istnieje dopiero wtedy, kiedy mamy dostępne trzy albo cztery sposoby reakcji na daną sytuację.
Paweł Bernaś, Paweł Olesiak, Jacek Santorski, Życiowe Aikido,
JS & Co Dom Wydawniczy, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

Musisz mieć nadzieję, żeby wygrać.
*
Każdego dnia przypominam sobie, że mogę traktować swój umysł jako rzekę, nad którą siedzę. Nie wskakuję do tej rzeki, nie uciekam przed nią, nie przyspieszam też jej biegu.
*
[…] praktyka czyni mistrza. Nie odpuszczaj. Nawet jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem, próbuj znowu. To dlatego potrzebujesz być odważny.
(tamże)
grzmi, bo wie, jak być powinno. odkleił się od rzeczywistości, zaklina ją — nie jest tak, jak być powinno. nie drgnie jej nawet powieka, by nie wydało się, że widzi to inaczej.
88/365
Tomik wyczekany. Na wirtualnym stoliczku w dniu publikacji ibuka. Smakowany nieśpiesznie przy trzech kawach. Męki trwające prawie cztery dni, by wybrać fragmenty, te najwłaściwsze, które chcę tu mieć pod ręką. Wybrane, złożone, wyrzucone. Dwa wieczory mierzenia się z własną ograniczonością i zmiennością natury. Dziś ostatnie podejście: wybrane, złożone, zostają tu.
Czy można wierszem gównianą historię opowiedzieć? Można. I można to zrobić pięknie. Mikołajewski potrafi to zrobić przepięknie.
On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.
*
Przed epidemią mówiliśmy o „wirusie nienawiści”. Nikt już nie rozumiał, co znaczy „wirus”. W umierających rozpoznajemy w końcu skutek nienawiści. Zła to pociecha.
lekcja metafory
na lekcję metafory pan przyniósł dzisiaj
wirusa pogardy
i wirusa głupoty
wirusa spłaszczenia świętej wyobraźni
błogosławionej mateczki litości
i sługi bożej łaski przebaczenia
tak właśnie
powiedział
działa uproszczenie
pogarda
głupota
spłaszczona wyobraźnia
sproszkowane przebaczenie
i litość
[…]
jak wirus który nie jest metaforą niczego
tylko odwala swą zwykłą robotę
naturalną
bezkresną
niepodległą ocenom
*
Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.
wdzięczność
potrzebna jest nie bogu
lecz nam
*
Bóg zawsze nas łapie za język.
konsekwencje modlitwy
nie wódź na pokuszenie
i bóg zesłał starość
*
Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.
marzenie
nie ma wolnej woli
tylko przymus pieprzony który zbawi
bo skazał
*
wolę pytanie o sens
bo sensowniej
jest pytać bez szansy na dobrą odpowiedź
*
los to jest musieć i nie móc
inaczej
[…]
los jest bogiem
dlatego
bóg tak go nie lubi
*
pokój ludziom złej i dobrej woli
i ludziom niewoli
od własnego błędu
z którego rozliczać się będą przed sobą
w prywatnym czyśćcu
innego nie trzeba
*
musiałem przeoczyć
musiałem przeskoczyć
to nagłe pęknięcie
między kiedyś a teraz
*
oto w końcu doszło
do oczekiwanej harmonii
obu biegunów milczącego ciała
czas stopom spojrzeć w oczy
a oczom w stopy
*
sen we śnie
w którym właśnie w tej chwili
może jesteśmy
nie wiadomo które z nas
pyta
które odpowiada
długa droga przed nami
*
Moje sześćdziesiąte urodziny.
sto lat ale po co
żeby być coraz rzadszą rośliną
która puszcza liście stare
od urodzenia
i przeprosić cienie
zanim je spotkamy kiedy sami będziemy
już cieniem
Co dzień, wielokrotnie, jak zbir w ciemnej bramie, w myślach napadają na mnie starzy znajomi.
*
wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny
gdyby mimo wszystko zaczekał
na ciebie
Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

rozproszone wspomnienia ożywają we mnie
jedno rodzi kilka
a każde z tych kilku
chyba kilkanaście migotliwych cieni
których nazywanie byłoby jak próba
chrztu ryb co do jednej
w rozległej ławicy
*
z pauzami
dysgrafią
zawahaniem pióra
Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest — w moim odczuciu — dość serdeczny.
* * *
świat się mną najadł
zdradza skłonność do torsji
(tamże)
gówna w kolorowe papierki z feministkami nie będę zawijać. Sadownik to rozumie. wiem, dlaczego tylko on.
86/365
*
jest tylko to że rozumiesz
i kochasz
[…]
raz wyjdzie lepiej
raz nie wyjdzie gorzej
jest jedna i druga strona mocy
niemocy
Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.
Ostatnia z zamówionego pakietu. Wrażenia, mieszane podczas czytania (zakręcone konstrukcje językowe), musiały się uleżeć, bym mogła poczuć zachwyt i wybrać to, co chcę tu mieć. Wybór musiał być bardzo precyzyjnie określony, by przepisać z mozołem literkę po literce te fragmenty, których nie wyrzucę. Udało się! Wracam do ibuków — ich czytanie to czysta przyjemność bez elementów rehabilitacji dla jednej z moich dłoni.
Odsłaniać rzeczy, odnosić powierzchnię do jej głębokich źródeł, wynosić te źródła na powierzchnię — do tego nie trzeba po prostu czasu, musi to być pewien porządek czasu. Zasłona podnosi się stopniowo, podług zdolności, jakie można przypisać umysłowi […].
*
[Samoucy] posuwają się powoli, krok po kroku, wciąż porównując to, czego nie wiedzą, z tym, co wiedzą.
*
Triumf wiedzy, która zmniejsza nierówność, możliwy jest dzięki wiedzy o nierówności. […]
Równość i nierówność to nie dwa stany, lecz raczej dwie „opinie”, to znaczy dwa przeciwstawne założenia, które wyznaczają porządek nauczania.
*
Nauczyciel, który nie wie — nie wie o nierówności — zwraca się więc do „niewiedzącego” nie od strony jego niewiedzy, lecz od strony jego wiedzy. Domniemany niewiedzący wie już przecież wiele rzeczy. Nauczył się ich słuchając i powtarzając, obserwując i porównując, domyślając się i potwierdzając. Tak właśnie nauczył się ojczystego języka. […] Trzeba go tylko skłonić, by odniósł to, czego nie wie, do tego, co wie, by obserwował i porównywał, by opowiadał, co zobaczył i weryfikował to, co powiedział. Jeśli odmawia, to dlatego, że sądzi, że nie jest w stanie lub nie potrzebuje wiedzieć więcej. Nie niewiedza przeszkadza niewiedzącemu w wykorzystywaniu własnych zdolności, lecz jego zgoda na nierówność, ufundowana w przekonaniu o nierówności inteligencji.
*
A działanie maszyny nierówności zawiesić może nie wiedza nauczyciela, lecz wola. Polecenie wydane przez wyzwalającego nauczyciela nie pozwala rzekomemu niewiedzącemu zadowolić się tym, co wie, twierdzić, że nie jest w stanie wiedzieć więcej. Zmusza go do sprawdzenia własnych zdolności, do kontynuowania intelektualnej przygody za pomocą tych samych środków, którymi ją zaczął. Ta logika, działająca poprzez założenie równości i nakazująca jego potwierdzanie, zasługuje na nazwę intelektualnej emancypacji.
*
Uczeń jest zawsze poszukującym badaczem. Nauczyciel zaś jest przede wszystkim człowiekiem, który mówi do drugiego człowieka […].
*
[…] szkoła nie spełnia powierzonej sobie misji zmniejszania nierówności, ponieważ nic nie wie o tym, jak funkcjonuje nierówność. Udaje więc, że rozdzielając równo pomiędzy wszystkich tę samą wiedzę zmniejsza nierówność. Ale ten właśnie równościowy pozór stanowi w istocie motor reprodukcji szkolnej nierówności. Pozostawia on różnicowanie „indywidualnym talentom” uczniów. Same te talenty są jednak tylko kulturowymi przywilejami uwewnętrznionymi przez dobrze urodzone dzieci. Dzieci z klas uprzywilejowanych nie chcą tego wiedzieć, natomiast dzieci z klas podporządkowanych wiedzieć tego nie mogą, toteż same się wykluczają, odczuwając boleśnie swój brak talentu.
Jacques Rancière, O nauczycielach, którzy nie wiedzą,
przeł. Piotr Laskowski,
Oficyna Bractwa Trojka,
Poznań/Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)
