niedziela, lutego 12, 2023

4925. Z oazy (CXVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Saxifraga rękę na kocim pulsie trzyma od zawsze. Wie, że dobre ilu­stra­cje w książkach cieszą nie tylko me oko, więc dała cynk. Zro­bi­łam tylko klik, klik i wie­działam, że radość pomnożę jak szczęście, dzie­ląc te kreski z kocia­ra­mi, które są częścią mojego życia.

W przeciwieństwie do Autorki i Ilustra­tor­ki od zawsze byłam psem, a dokładniej pit­bulliną, choć moja potrzeba codziennej porcji sa­mot­no­ści — używanej jako na­rzę­dzia do higieny psychicznej — z pewnością ma kocią naturę. Pod wieloma wzglę­da­mi Biały Kruk wiedział, co w trawie piszczało, mówiąc o mnie „wybryk natury”. Dopiero po Jego śmierci dotarło do mnie, że było w tym stwierdzeniu więcej dumy niż drwiny.

[…]  klauzula nr 7: „Zgodnie z Miejskim Prawem Wynajmu właściciel wy­raź­nie zabrania najemcy posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia do­mo­we­go w zajmowanym mieszkaniu. […]”.
     Spędziłam ten czas, tęskniąc za zwierzęcymi pieszczotami i karmiąc cza­sem jednego czy drugiego bezpańskiego kota, który pojawił się na mojej dro­dze. Wtedy właśnie podjęłam decyzję, że gdy tylko skończę studia i wy­pro­wa­dzę się do innego miasta, nie będzie już żadnych wymówek i wrócę do swojego kociego życia.
     Zakaz z klauzuli nr 7 obudził we mnie potrzebę szukania kotów we wszystkich pracach artystycznych i obrazach, które pojawiały się przed moimi oczami, gdy studiowałam historię sztuki. Doszłam do wniosku, że koty od wieków inspirują i uwodzą artystów w każdym zakątku świata, od starożytnego Egiptu, gdzie uważano je za wcielenia bogów, po współ­czes­ność, kiedy to wielu z nas, skromnych ludzi, wciąż je uwielbia, jakby dalej były bogami.

*


Maud Lewis
(1903–1970)

*

Gdy ktoś zorientuje się, że lubię zwierzęta, zawsze zadaje pytanie, czy „bardziej interesuję się kotami, czy psami”, a ja, już trochę nauczona doświadczeniem, zwykle odpowiadam, że kocham psy, ale odkąd tylko pamiętam, zawsze byłam kotem.

Myślę, że one też mnie szukają, a przynajmniej chcę tak myśleć. My, ludzie uwielbiający zwierzęta, zwykle dostrzegamy piękno w nich wszystkich i w każdym z osobna. Bardzo trudno jest nam iść przez życie, w ogóle o nich nie myśląc.

*

*

Ludzie są zbyt zadufani i pewni siebie. Ale mieszkam z ko­ta­mi przez większość mojego życia i wiem, że można zo­ba­czyć i poczuć świat inaczej.
  //  Thomas Stearns Eliot (1888–1965)

[John Bradshaw]  powiedział, że nasze domowe mruczki nie postrzegają nas jako ludzi, ale jako gigantyczne koty na ich usługach. Przez cały czas spę­dza­ny z nami uczą się nas i sprawdzają, by dowiedzieć się, jak spo­wo­do­wać, żebyśmy robili to, czego potrzebują.

*

Hej był kotem, który czcił słońce, tak samo jak Egipcjanie czcili boga Ra. Głównym życiowym zajęciem Heja było pochłanianie naturalnego światła i dlatego miał doskonale przestudiowaną drogę promieni wpadających do domu przez okna. Zmieniał pozycję w miarę upływu godzin. W zależności od pory roku oraz ilości liści na drzewach lub na podłodze balkonów wy­bie­rał dogodne ułożenie, dostosowane do dostępności i natężenia światła.
     Uwielbiałam go głaskać i czuć ciepło jego ciała, i chyba nigdy nie zda­rzy­ło się, żebym nie uśmiechnęła się ze szczęścia, gdy patrzyłam, jak kom­for­to­wo czuje się w życiu, które wspólnie prowadziliśmy.

*

Mówi się, że zwierzęta wyczuwają, kiedy nie czujemy się dobrze, i in­stynk­tow­nie są gotowe nas chronić, a w przypadku kotów takie starania są szcze­gól­nie silne. Za każdym razem, gdy chorowałam, Hej nie odstępował mnie na krok.

*

Kiedy zwierzę jest częścią twojego życia, towarzyszy ci do końca twoich dni […].

Wspólne dni mijały powoli i spokojnie; zawsze byłam wdzięczna za każdy kolejny, który nastał.

*

Nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę być smutna.
Nie wiem też, czy w ogóle chcę, żeby mi to minęło.

*

W 1946 roku Kübler-Ross odwiedziła wyzwolony dwa lata wcześniej obóz zagłady w Majdanku […]  było tam jeszcze coś, czego nie spodziewała się znaleźć. Ściany pokryte były setkami wykonanych małymi paznokciami rysunków, które przedstawiały motyle. Kübler opowiadała potem, że po­trze­bowała dwudziestu pięciu lat pracy z umierającymi pacjentami, by w pełni zrozumieć, co to oznaczało: te dzieci wiedziały, że umrą, i zosta­wia­ły przesłanie nadziei. Ich ciał już nie ma, ale dzięki motylom żyją na zawsze w ludzkiej pamięci.

*

Życie stało się czymś innym. Z beztroską możliwością wyjścia z domu bez zastanawiania się i podejmowania środków ostrożności, z brakiem harmo­no­gra­mów naznaczonych rutyną opieki i leków, ale też z brakiem entuzjaz­mu. Z niemal kompulsywną potrzebą pieszczenia, zajmowania się i ba­wie­nia ze zwierzętami znajomych, która zaczęła budzić uśpioną chęć ponow­ne­go dzielenia się swoim życiem i przestrzenią.
     Ale strach przed cierpieniem tłumił te pragnienia, a decyzja po chwili przeradzała się w niezdecydowanie, a potem znowu w decyzję i tak dalej, tysiące razy, w nieskończonej pętli.

Pewnego dnia, nie wiedząc tak naprawdę, jak do tego doszło, poczułam, że w końcu jestem gotowa, by wprowadzić do mojego życia nowe zwierzę. Pragnienie wygrało z bólem.

Laura Agustí Corrado, Historia pewnego kota,
przeł. Urszula Żebrowska-Kacprzak,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Marina nigdy nie mogła powstrzymać się przed pójściem na skróty przez pola, a to miało swoje konsekwencje.

(tamże)

4924. Z oazy (CXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Kisiłam tę książkę i informację o niej od listopada zeszłego roku, bo miałam powód. Gdy tylko Wielka Kocica została urodzinowo ob­da­ro­wa­na tym wyborem literek, wzięłam się do czytania, nie wiedząc jeszcze, że ru­szę w ko­ci, ciut trudny, ty­dzień — dużo snu i tylko troszkę czytania, ale za to po­kry­te­go kocimi kłaczkami.

Tytuł i podtytuł nie skusiłyby mnie do klik, klik i czytania, ale kreska na okład­ce za­chwyciła mnie tak, że nie dałam sobie nawet wyboru. Wszystko, co w tej książce waż­ne, mądre, poruszające, zatrzymujące na dłużej w zadumie, jest dla mnie (nie­wprost) między wierszami i (wprost, ale w sumie też niewprost) w kresce ilustra­cji na okładce. Wybór cytatów? Nie podejmuję się — pozostawiam tu tylko blask wi­sien­ki na torcie.

     — […]  Kiedy pęka skorupa, widać, co jest w środku. I tylko dzięki podob­ne­mu „pęknięciu” w naszym życiu wiemy, z jakiej substancji jesteśmy ule­pie­ni – odpowiedział. – Dzięki przeciwnościom losu uczymy się odkrywać i poznawać swoją prawdziwą istotę.

*

     – Spójrz, jak koty przechodzą przez życie. Poruszają się w ciszy, jakby chodziły po chmurach, bezszelestnie. Spokój należy do ich istoty.

*

Każda część nas coś przekazuje. Nasze ruchy, nasz wygląd, nasz zapach, sposób ubierania się, muzyka, której słuchamy, to, co jemy, i to, co czytamy. Są to wszystko formy komunikacji: przekazują na zewnątrz to, czym jesteś­my w środku.

*

Nie myśl, że jeden krok jest nieistotny.

*

W obliczu strachu zazwyczaj wybieramy jedną z dwóch strategii: albo ucie­kamy, zostawiając go za sobą, albo stawiamy mu czoła. Tymczasem istnieje jeszcze inna strategia: przyjąć lęk jako część twojego doświad­cze­nia. Gdy go zaakceptujesz, powoli zniknie.

*

W wielkim cierpieniu, w smutku, w zranionym sercu, w tragedii, umysł przy­wra­ca cię samemu sobie, przywraca cię do bycia. Często jednak błą­dzi­my. To właśnie w bólu życie prze­war­to­ścio­wuje to, co naprawdę ważne i o czym zapomnieliśmy.

*

     — […]  Pamiętaj, że to, czego szukasz, jest bliżej niż twój własny oddech.
     I znów zapadła cisza między nami.
     — Wszechświat stworzył nas jak nasiona. Możemy nimi pozostać albo otworzyć się i rozkwitnąć. „Kwitnąć” to najpiękniejsze słowo.

*

Moja wrażliwość jest moim darem i moim krzyżem. Tam, gdzie wielu nie może wejść, mnie wolno być i czuć.

*

Cisza jest wszędzie wokół nas, jeśli tylko umiemy ją rozpoznać. Można ją znaleźć w przestrzeni między jednym a drugim oddechem lub w padającym śniegu. O wschodzie słońca lub w ciszy po burzy. Między dwiema nutami lub w rosnącym nasionku – odezwała się. – Zwróć uwagę, że słowa są prze­rywane króciutkimi chwilami ciszy. Milczenie jest spoiwem, które je łączy i z którego powstają.

*

Słyszeć to wyczuwać to, co jest poza słowem.

*

[…]  nie jesteś wydarzeniami, które narzuca ci życie. Jesteś odpowiedzią na każde z nich. To są filary stawania się wojownikiem.

*

Często nie widzimy rozwiązania, ale ono tam jest, czeka, by pokazać się, gdy tylko będziemy gotowi je rozpoznać.

*

W naszych próbach żyją już nasze zwycięstwa, tylko są ukryte.

*

To, co nas spotyka, to doświadczenia. Przychodzą one dla nas, a nie przeciwko nam.

*

     – Ale nadzieja nie jest chyba czymś złym. Tak mi się przynajmniej wydaje.
     – To zależy od tego, jak się przeżywa nadzieję. Czy rozumie się ją jako proste zaufanie, czy jako oczekiwanie.

*

Jeśli chcesz mieć dobrą przeszłość, zacznij od teraz. Jeśli chcesz mieć dobrą przyszłość, zacznij od teraz. Jeśli chcesz mieć dobrą teraźniejszość, teraz jest czas, by nad nią popracować.

*

Dziękuj za życie, bo każdy dzień jest cudem. Dziękuj za tę chwilę, bo to wszystko, co masz. Dziękuj za to, co przychodzi, bo jest to dar. Dziękuj za to, co odchodzi, bo spełniło swoje zadanie. Dziękuj wszechświatowi, bo jesteś jego częścią.

Corrado Debiasi, Mnich, który kochał koty,
przeł. Tomasz Kwiecień, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Kiedy stajesz przed obrazem, przyciąga cię on tylko wte­dy, gdy może sprawić, że coś poczujesz. Nieważne, czy w porównaniu z innymi jest piękny, czy nie. Musi prze­ka­zy­wać coś, co już posiadasz, coś, co już jest w to­bie i co na jego widok budzi się do życia.

*

Kochać to stracić równowagę i w końcu się odnaleźć.

*

[…]  zgodnie z pradawną indyjską legendą, kiedy czło­wiek szczerze się śmieje, wszystkie niewidzialne istoty w pobliżu biegną, by go zobaczyć. Ponieważ to właś­nie w śmiechu objawia się dusza.

*

Akt przebaczenia zakłada akceptację teraźniejszości.

*

Możemy tworzyć nowe początki, a czasem nawet prze­kształcać zakończenia. Wybór należy wyłącznie do nas.

*

Wszystko ma swoje dobre strony, ważne jest, aby to do­strzec. Szczęście to raczej po­now­ne odkrycie niż nowe znalezisko. To coś, o czym zawsze za­po­minałeś, że to po­sia­dasz, a pewnego dnia uświadamiasz sobie, że zawsze było z tobą.

(tamże)

sobota, lutego 11, 2023

4923. [Też] Panna cotta (LXXVI)

Jabłoń:
(wysłała Wiewiórze swój grafik łapania równowagi:
ciemnozielone to Dar Serca, reszta zieleni to praca własna,
ciemnozielone i niezielone bez fioletu to mój
sentai)

Wiewióra:
(przysłała odpowiedź)
to się nazywa „siedzenie w domu”? 😅

Jabłoń:
(przeczytała dysleksyjnie znak interpunkcyjny)
to się nazywa „siedzenie w domu”!
(i odpisała)
Taak!

*

Czasami upaść jest sposobem, by nauczyć się ponownie odnaj­do­wać równo­wa­gę — głosi dziś, w Świa­to­wy Dzień Chore­go, kar­tecz­ka z włoskiego kalendarza. Wpisuje się w słowa Lusi, które wracają do mnie co jakiś czas pytaniem: czy to prawie już?


[dostęp: 11.02.2023], źródło.

środa, lutego 08, 2023

4922. 38–39/365

     — owoc, ziarno i narzędzie.
     — trzy w jednym?
     — tak*!

38–39/365

___________
  *  wdzięczność.

Georg Friedrich Händel, Lascia ch’io pianga, PianoBasso,
(aranżacja na fortepian i kontrabas),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #32.

wtorek, lutego 07, 2023

4921. Oni w kinie (I)

Jabłoń:
(skutki „uboczne” rehabilitacji na własnej skórze uwielbia odczuwać
i zarządziła kinoterapię: zero kompromisów — raz w miesiącu Jabłoń
wybiera film, raz, w tym samym miesiącu, wybiera Sadownik i idą
razem bez dyskusji o tym, że gusta kinematograficzne mają różne
)

Sadownik:
(w niedzielę tuż po seansie)
Wiedziałem, że to nie będzie film
przyrodniczy, komedia czy kino akcji,
ale tym razem pojechałaś ostro!

*

Sadownik:
(wczoraj, gdy wracali po zabiegu do ula)
Powiedz mi, dlaczego
chciałaś obejrzeć ten film?

Jabłoń:
(wymieniła pięć istotnych społecznie powodów, dla których
zdecydowanie warto było ten film zobaczyć, poza tym,
co w poniższym minizwiastunie, znalezionym dziś
)

Wieloryb, reż. Darren Aronofsky, 2022.

people are amazing!

poniedziałek, lutego 06, 2023

(4919+1). Mój sentai

Nie lubię wojennych metafor używanych w odniesieniu do ciężkich chorób, a na szcze­re, i co z tego, że z dobrymi intecjami składane, ży­cze­nia — siły i wytrwałości, by wal­czyć z cho­ro­bą — nie­zmien­nie odpowiadam głosem nie­zno­szą­cym sprzeciwu: z ni­czym nie walczę, żyję najpełniej, jak jest to możliwe, bardziej i moc­niej niż kie­dy­kol­wiek wcześniej. Ale!

Nim ale! Wszystkich tych poczciwych palantów, którzy mówią bezrefleksyjnie na wieść o czyjejś śmierci: przegrał z chorobą, chciałabym mieć możliwość zapytać, czy na­praw­dę chcą, by ludzie umierali (nie da się uniknąć śmierci) wyłącznie w nagły sposób — w wypadkach komuni­ka­cyj­nych, na zawał w centrach handlowych czy udar na przy­stan­kach, wskutek morderstw czy samo­bójstw — serio? Z chorobą nigdy się nie prze­gry­wa, z chorobą się żyje, do­świad­cza­jąc nieraz cudów, których zdrowi (jesz­cze!) lu­dzie często nawet nie zauważają.

Ale! Od przeczytania poniższego fragmentu, czyli od dłuższego czasu, nie opuszcza mnie słowo sentai (jap. szwadron, oddział piechoty, kompania). „Uśmiecha” mnie ono sze­roko. Dzięki niemu wiem, jak jednym słowem bardzo precyzyjnie nazwać inter­dys­cyplinarny zespół ds. dobrego życia, w którego skład wchodzą dzielnie na pierwszej linii frontu profesjonaliści: Pati, Rysia, Akuszer. Drugie skrzypce to Ci, którzy wspie­ra­ją swoimi (innymi, równie profesjonalnymi) mocami, czyli La Tesora, Hannah i Zkemi. O Sadowniku, moich, Jego i naszych Przyjaciołach, co mocy serca używają, nie wspominając, bo brak jest właściwych słów. Wspaniali Ludzie, do­sko­nały sentai!

To nie była opowieść o dziewczynce, która musi zmężnieć, aby walczyć o dobro wszechświata. To była opowieść o dziewczynce, […]  która, jeśli tylko zechce, może walczyć o dobro wszechświata.
     Jefferson pisze o motywie sentai: poszczególni bohaterowie muszą zjed­no­czyć siły, żeby stworzyć drużynę i pokonać wroga. To motyw znany z Power Rangers. To motyw znany z kreskówki o wojowniczych żółwiach ninja. Każdy z bohaterów przynależący do kręgu sentai ma przy tym dodatkowe siły i specjalizację, która sprawia, że tylko razem stanowią skuteczną całość. W ten sposób dobierają się też Czarodziejki.

Weronika Murek, Dziewczynki. Kilka esejów o stawaniu się,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Moją Ulubioną Panią od języka japońskiego zapytałam dziś zdalnie o znaczenie każ­de­go z krzaczka, składającego się na słowo sentai, mając z tyłu głowy nieustający za­chwyt kotem i psem, studentem i nauczycielem. Z przyjemnością patrzę na two­rzą­ce słowo sentai linie, na opowieść, którą tworzą, im dłużej na nie patrzę.

grupa bojowa
(wojna + oddział)

niedziela, lutego 05, 2023

4919. Z oazy (CXIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Doskonała! Piekielnie trudna, jeśli chodzi o wy­bór cytatów.

Dlaczego nikt nie napisał takiej książki, gdy byłam nastolatką? Oszczędziłoby mi to marnowania marzeń na te niemożliwe (mieć 155 cm wzrostu) czy te socjalizujące (naprawdę muszę mówić to, co myślę? nie mogę się po prostu uśmiechnąć?). Dużo wcześniej przestałabym się przejmować osobistym niedopasowaniem do normy społecznej, ale wtedy nie byłoby tego bloga, nie byłoby Jabłoni. Ciekawe, kim bym wtedy była? Jedno nie zmieniłoby się na pewno: byłabym, tak jak jestem od zawsze, kieszenistką. Kieszenistką w czerwonych butach!

[…]  i w sierpniowym słońcu – było coś kojącego, coś, co mówiło, że świat – mimo wątpliwości, które czasem się pojawiały – jest bez­piecz­nym miej­scem. Do dzisiaj doświadczenie dzielenia się lekturami (czytanie na głos, wysyłanie sobie fragmentów czy całych książek, notowanie: musisz to przeczytać! musisz to usłyszeć!) jest dla mnie tym, czym (tak sobie wyobra­żam) dla innych jest zastawienie stołu, by karmić bliskich ludzi.
     […] 
     To mała książeczka, ale mam nadzieję, że chociaż w jakimś fragmencie sprawiła, że wasz dzień stał się sierpniowym popołudniem – bez względu na porę dnia i roku.

*

[…]  pomysł, żeby kolor różowy automatycznie przypisywać dziewczynkom, jest stosunkowo nowy. Jeszcze w 1893 roku w „New York Timesie”, wśród porad dotyczących stylowych dziecięcych ubranek, można było przeczytać, że dla chłopców poleca się odzienia różowe, dla dziewczynek natomiast – błękit. Róż był kulturowo po stronie chłopców, a to dlatego, że – to jedna z hipotez – jest pochodną purpury, purpura zaś to kolor kardynałów i kró­lów, czerwień, która musi dorosnąć i dojrzeć. Błękit był w tym ujęciu barwą słabszych; błękit jest w malarstwie tradycyjnym kolorem szat Matki Bo­skiej, a to oznacza, że mógł symbolizować opiekę, jaką rozciąga ona nad młodymi niewiastami.

*

Większość z nas przecież i ze swojego dzieciństwa pamięta, jak łatwo można było stać się ciałem do sprawiania przyjemności dorosłym – niby w nie­win­nym sensie, ale i tak będącym przekroczeniem granic i potwierdzającym re­gułę, że dziecięce „nie” właściwie nic nie znaczy. Mówię o tych wszystkich momentach, gdy kazano nam się do kogoś przytulić, dać buzi cioci, uściskać dziadka, powiedzieć wierszyk babci, wszystkich tych sprawach, wobec któ­rych dorośli wyciskają z dziecka jak z tubki pasty – mimochodem, do końca, bez namysłu.

*

[…]  przemiana dziecka w dorosłego kryje w sobie większą tajemnicę niż przemiana krwi w wino.

*

Bo dziewczynki są jeszcze trudniejsze do uchwycenia niż kobiety.
     O tej rzekomej trudności obszernie pisze Simone de Beauvoir. Zauważa: powiedzenie, że kobieta jest tajemnicą, nie oznacza, że jest tajemnicą, tylko że jej mowa nie zostaje wysłuchana. Mężczyzna, który nie rozumie kobiety, czuje się szczęśliwy, jeśli zdoła własne podmiotowe niedołęstwo usprawie­dli­wić obiektywną niemożnością tkwiącą w naturze kobiety. Miast przy­znać się do ignorancji, twierdzi, że istnieje tajemnica – oto alibi, które schle­bia zarówno lenistwu, jak i próżności.

*

Amerykańska pisarka i eseistka Siri Hustvedt opisuje w jednym z wywia­dów obrotowość zaimków: podobno ci, którzy na skutek choroby tracą pa­mięć, odzyskują zdolność posługiwania się nimi jako ostatnią, podobno dzie­ci uczą się poprawnego stosowania zaimków na samym końcu podsta­wo­wej nauki języka, długo pozostając przy zastępowaniu „ja” swoim imie­niem: Ania widziała, jakby w żadnym pojęciu nie mieściło się jeszcze to, że „ja” jest ruchome, właściwe wszystkim, którzy zabierają głos we własnym imieniu.

*

Dziewczynki ucieleśniają podwójność swojego losu: jednocześnie dziecka i kobiety.

*

[…]  paradoks, przed którym nieustannie stają dziewczynki – ale i kobiety w ogóle: generalnie są zwykle za duże, za stare na wszystko – z wyjątkiem chwili, gdy mają się o czymś wypowiadać jako ekspertki. Wtedy najlepiej sprawdza się zasada, że kobieta jest zawsze młodsza od mężczyzny, bez względu na to, ile które z nich ma lat.

*

Koniec XVIII i początek XIX wieku to wojny polemiczne między dwoma obozami – kieszenistów i antykieszenistów. Antykieszeniści wzywali ko­bie­ty do wyrzeczenia się kieszeni na rzecz małych torebek; argu­mento­wa­no, że są bardziej eleganckie i nowoczesne. Kieszeniści podnosili z kolei, że torebki są niepraktyczne, zajmują ręce […].
     Kieszeniści ukazywali też kieszenie jako środek do pewnej – niecałkowitej oczywiście, daleko jeszcze było do takich szaleństw – samodzielności kobiet.

*

Można się zbliżać do drzwi na dwa sposoby: jakby się chciało ledwo spraw­dzić tylko, kto stoi za progiem, i zaraz zawrócić, nie tyle spotkać drugiego, ile wyjść z tego spotkania cało – albo iść wprost do drzwi, na zwarcie, uchy­lać, nie uchylać, szarpać za klamkę, co się stało?

*

Kieszenie są wspaniałe; wystarczy szybka przymiarka spodni, spódnicy czy sukienki, przesunięcie dłońmi wzdłuż linii ud; odkrycie, że ma się kieszenie, zawsze poprawia humor.

*

Wiliam Marston – już w 1937 roku zastanawiał się, jak wprowadzić do ko­miksu postać kobiecą, „ale taką, którą czytelnik szanowałby, zamiast nią gardzić”. Wyszło mu, że musi połączyć najlepsze cechy obu płci i do męskiej wszechmocy dołożyć odrobinę typowego piękna i dobroci.

*

[…]  zły bohater męski jest zły, bo trauma, rozpacz i fru­stra­cja, inaczej nie potrafi, a zły bohater kobiecy jest zły, bo nie wie, że się da inaczej: nie domyśliła się.

*

[…]  bycie dziewczynką to ten czas w życiu, gdy niczego nie można być pew­nym: wszystko zmienia się tak szybko, że człowiek nigdy nie wie, kim się zastanie, kiedy znowu zatrzyma się, by samego siebie o to spytać – co wte­dy będzie z jego ciałem, pewnie przestanie być rozpoznawalne, pewnie zno­wu wybiegnie w przód albo zostanie z tyłu, za rówieśnikami.

*

A przecież to wszystko – dzienniki, pamiętniki, sekrety, torebki, kieszenie i widoczki – to przenośna wersja własnego pokoju, kawałek miejsca, który ma się tylko dla siebie, którego nikt nie odbiera, w którym można pobyć sama ze sobą i sprawdzić: kim jestem lub kim się staję.

*

[…]  wiedz, że kiedy zaczynasz jako dziewczynka, jesteś od razu – podobnie jak w grze w chińczyka – unieruchomiona na polu startu, dopóki nie wy­rzu­cisz szóstki, najlepiej czterech naraz, najlepiej jednej po drugiej.
     Byłyśmy głupie, bo mówiłyśmy to, co myślałyśmy naprawdę – znowu wraca to zdanie.
     Wypowiadające je dziewczynki wiedzą już, że świat nie pyta ich o zdanie, tylko prosi o wypowiedzenie słów kluczy, które – tak jak w grze – mają się pojawiać w odpowiednim momencie i o odpowiedniej porze, gruntując i po­twierdzając to, co raz uznane.

*

Wystarczy spojrzeć w twarz Meduzy, by ją ujrzeć: od tego się nie umiera. Ona jest piękna i się śmieje.
  //  Hélène Cixous

*

To, co męskie, to to, czemu będzie odpuszczone.
To, co kobiece, to to, co występne.

*

Bo dzienniczki dziewczęce – zauważa to Jane Hunter – służą do celów me­dy­ta­cyj­nych, są strefą ochronną, prywatnym rezerwatem, w którym wolno napisać wszystko, łącznie z rzeczami niepopularnymi: że się nie­na­wi­dzisz, że wszystko jest twoją winą – i że czasem marzysz o śmierci.

*

To jedna z przyjemności bycia dzieckiem: możliwość ga­pie­nia się w miarę bezkarnie, bo sankcją jest tylko dorosłe prze­stań się patrzeć.

*

Kobiety, które wierzą, że w niczym nie różnią się od mężczyzn, są – według [Hugh]  Hefnera – naturalnymi wroginiami mężczyzn.
     Powtarza to samo, co pisała Simone de Beauvoir: chłopcy to norma, dziewczynki – odstępstwo od normy, chłopcy to centrum, dziewczynki to peryferie, chłopcy to indywidua, dziewczynki to typy.


*

Grzeczna, niegrzeczna: to drugie słowo opada w rejestry związane z językiem dorosłych, chociaż ostatecznie nawet w języku erotyki niegrzeczna dziewczynka to grzeczna dziewczynka.

*

Istnieją badania jeszcze z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wie­ku – na przykład te autorstwa Myry i Davida Sadkerów – dotyczące różnic między zachowaniem chłopców i dziewczynek w wieku szkolnym. Co się okazuje: jeśli chłopiec nieprawidłowo odpowie na pytanie, z większym prawdopodobieństwem usłyszy, że musi się bardziej starać i więcej pra­co­wać: to, że nie zna odpowiedzi, wynika z tego, że zaniedbał pracę, że jest leniem śmierdzącym, chociaż przecież zdolnym. Dziewczynki zaś – czy­ta­my – częściej otrzymają informację, że nie chodzi wcale o starania, tylko o ustawienia fabryczne, nie zrobiły czegoś dobrze nie dlatego, że się nie starały, i następnym razem – jeśli zmienią nastawienie – pójdzie im już lepiej. Słyszą, że porażka jest nieodłącznie związana z tym, kim są same w sobie: głupszymi istotami. Każdej uda się kilka razy trafić. Może miała szczęście i akurat przeczytała na ten temat w gazecie? Może coś jej się sko­ja­rzyło, bo ktoś jej kiedyś o tym opowiedział? Ale to tyle: nie jest żadną ekspertką, niczego tak naprawdę nie wie. Nie zabierze głosu, bo będzie się bała, że lada moment wyjdzie na jaw to, co oczywiste: że jest oszustką. Impostorką. Udawaczką.

*

[…]  w pewnym sensie wszyscy mają zadatki na to, by czuć się oszustami. Wszyscy pojawiliśmy się na świecie mniej więcej w ten sam sposób: jako osoby kompletnie bezradne i zdane na opiekunów, którzy wydawali się wiedzieć wszystko (a na pewno i przez długi czas: więcej niż my). Uczy­li­śmy się, naśladując to, co robili. Nie byliśmy nimi, ale udawaliśmy, że nimi jesteśmy, tak jak dziewczynka, która przymierza buty mamy, udaje, że staje się mamą. Doświadczenie bycia impostorem jest doświadczeniem ogólnym.

*

[…]  skoro i tak wszyscy mamy poczucie, że nieustannie oszukujemy i uda­je­my, dlaczego nie udawać tak, by dawało nam to siłę, wolność i radość? Dlaczego nie zamienić przekonania, że jest się oszustem, w świa­do­me po­słu­giwanie się – choć od czasu do czasu – impostorskim alter ego, sprawiając tym samym, że przygoda podobna do tej, której doświadcza dziewczynka, przymierzając buty mamy, siostry, taty czy ciotki – przygoda związana z „przymierzaniem się” – przeciągnie się nieco w głąb życia, a z nią moż­li­wo­ści kolejnych transformacji? Nie w takim sensie, w jakim kładzie się na­cisk na to, by nieustannie stawać się lepszym, mądrzejszym, mieć więcej, pracować dłużej i wycisnąć ze świata moż­li­wo­ści to, do czego wyciskania się nas nęci, nie – po to, żeby – skoro i tak już się żyje – móc chociaż trochę, choć odrobinę nasycić wobec zmiennego prądu życia swo­ją dziecięcą ciekawość.

*

[…]  czy jednoznaczność i binarność, których się domagamy, rzeczywiście dają nam szansę na szczerą odpowiedź?

Weronika Murek, Dziewczynki. Kilka esejów o stawaniu się,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  czerwone buty wkładali i papież, i kurwa w porcie. Czerwonych butów nigdy nie nosiło się bezkarnie. Przez lata czerwień była kolorem kobiet, którym udało się zbiec społeczeństwu, tym, które schodziły z utartej – uznanej za prawidłową – ścieżki. Posiadanie butów – jakichkolwiek butów – to proste marzenie; kto ma buty, ten może iść przed siebie. Buty powinny być wygodne, powinny być ciepłe. Powinny chronić stopę przed nieczułą powierzchnią ziemi. Buty czerwone to buty ostentacyjne; to buty funkcjonujące niczym deser – marzenie o życiu, które mogłoby być czymś więcej, niż jest. Na to, aby potraktować to marzenie poważnie, mało kto może sobie pozwolić. Czerwone buty to nie buty do chodzenia, to buty do bycia zobaczonym.

*

Myślę o obietnicy kryjącej się w zawołaniu: „dziewczyn­ki!”. Nie o tym przyrzeczeniu, które mieści się w słowie, jest jego definicją czy uściśleniem. Myślę o obietnicy, za którą idą energia, zakasanie rękawów wobec życia, nagłe poderwanie się od stołu: chodźcie, dziewczynki, dopiero się zaczynamy, jeszcze możemy stać się wszystkim i jeszcze wszystko może się wydarzyć! Bo ostatecznie do tego się to sprowadza: do rozedrganej wody w wysokiej przezroczystej szklance, do tego, co w człowieku nieuleżałe, nieopowiedziane i nieusadzone przy stole.
     Piszę więc o dziewczynkach także z racji mojego do­świadczenia życia jako dziewczynka. Ale właściwie pi­szę o dziewczynkach bez względu na wiek i płeć.

(tamże)

4918. Z oazy (CXIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Z nudów, z chwilowej porehabkowej niemocy, z braku decyzji co teraz w poniedziałkowy ranek zabiłam kilka chwil na insta — co robię tak rzadko, że nie pamiętałam swojej ostatniej tam bytności. Być może więc z powodów wymienionych powyżej, a może po prostu Opatrzność Literkowa mnie tam zawlokła, bo po przeczytaniu słów Dudi’ego — [s]orry za rosyjskie słówko, ale oni mają takie jedno, które mówi wszystko, i świetnie te reportaże określa: duszo­szczi­pa­tielnyje. Takie one są. — nie miałam wątpliwości, że muszę zrobić klik, klik. Zrobiłam.

To jest sto trzynasta książka, przeczytana przeze mnie w czasie wojny w Ukrainie. Po słowach:

Nie, nie trzeba. Nie ma po co kupować nowej altówki. Ona przecież ma swo­ją, w Kijowie. Wróci do niej i do operetki, jak tylko wojna się skończy. Oboje z Dmy­trem na to czekają. Codziennie ćwiczą, bo chcą być gotowi, gdy przyj­dzie czas jechać do domu. Liczą dni. Do tej pory minęło ich sto trzy­dzie­ści pięć.

policzyłam dni i ja: dziś, do tej pory minęło ich trzysta czter­dzie­ści sześć.

To książka, która mogłaby mieć inny podtytuł i brzmiałby on tak: Dziesięć historii i jedna inna, bo ostatnia historia może (jeśli) mieć swoją puentę dopiero za kilka­dzie­siąt lat.

Dla mnie osobiście alternatywny podtytuł brzmiałby: Dziesięć historii, jedna inna i jedna nagle urwana… bo choć tej dwunastej nie ma w tym zbiorze, znam kilka zdań z jej środkowych akapitów i wiem, że jej ciepło pozostanie w mym sercu i pa­mię­ci na zawsze.

Wolelibyście kochać bardziej i bardziej cierpieć czy mniej kochać i mniej cierpieć? Oto, jak sądzę, ostatecznie, jedyne rzeczywiste pytanie.
  //  Julian Barnes, Jedyna historia.

*  *  *

Póki ktoś na nas patrzy z czułością, póty istniejemy.

*  *  *

Ostatnia miłość może się okazać pierwszą i najważniejszą, tego nigdy nie wiemy.

*

     – Wszystko potoczyło się normalnie i jednocześnie zupełnie niezwy­czaj­nie dla nas obojga – tłumaczy Joe. – Okazało się, że dzięki temu, że jesteśmy razem, każde z nas robi coś po raz pierwszy, coś, co dla drugiego jest czymś zwyczajnym, a wręcz nawykiem.

*

Kobieta, która czyta, jest warta spotkania.

*  *  *

Ona odpisała następnego dnia rano, a potem znowu on. I tak to poszło: ona, on, ona do niego, on do niej. 1418 maili, 3436 dni, między nimi 273 kilometry.

*

The John Scofield Organic Trio, Crying Time.

*  *  *

[…]  nie ma takiego sanatorium, które leczy z żalu i z milczenia […].

*  *  *

*  *  *

Problemy zaczęły się, kiedy Wiesława, pięćdziesięcioletnia księgowa z Iła­wy, wybrała ciało Zdzisława zamiast ciała Chrystusa. Wcześniej przez wie­le lat Maryjki patrzyły na nią czule i z miłością. Porozsiadały się na pół­kach, na parapecie i na stoliku w sypialni jej mieszkania w bloku. Ciche, skromne, bez uśmiechu. Jedenaście sztuk.

*

Była przerażona i zawstydzona. Ale on się nie spieszył. Rozbrajał ją powoli.
     – Wysupłał ją z tego pasa cnoty, z tych wszystkich lęków i uprzedzeń. Rozkwitła przy nim – opowiada Iga.

*  *  *

     – Wtedy zmiękło mi serce – opowiada Iwona dwa lata później. – Jak chłop jest dobry dla dzieci i dla zwierząt, to już nie ma o co pytać.

*

     – Ślub mógłby mnie zabić – śmieje się. – A jeszcze młody jestem.
     Kiedy wprowadził się do Iwony, miał siedemdziesiąt sześć lat, ona – sześćdziesiąt jeden.
     – Razem z Robikiem [pies], który ma trzynaście lat, stuknęło nam sto pięćdziesiąt. Piękny wiek – mówi on i oboje się uśmiechają.

*  *  *

*  *  *

Widać od razu, że to taka para, która przez lata stała się jednością. Jedno drugiemu przytakuje, kończą nawzajem swoje zdania. Te same gesty, słowa. Bo nie tylko żyją razem, ale też grają razem w kijowskiej operetce. Korekta: grali.

*

Choć na co dzień obcują z dźwiękami, oboje lubią ciszę.

*

Spakowali się w małą walizeczkę. Co się zabiera, uciekając przed wojną? Ciepły zimowy sweter, bieliznę, leki, zdjęcie matki. A jeśli się jest muzykiem, to także instrument. Czyli w ich przypadku to była jedna walizka i dwie altówki. Postanowili, że każdy weźmie swój futerał w rękę, a bagaż będą ciągnąć na zmianę. Ale przecież był jeszcze kot Tigrik. […] 
     To zwykły dachowiec, spokojny, nieduży. Nawet nie jest taki ciężki, ale jak sobie poradzić z walizką, dwiema altówkami i kotem, uciekając przed wojną? To nie krótka wycieczka za miasto. Z Kijowa do polskiej granicy jest ponad sześćset kilometrów, a potem, już w Polsce, kto wie, ile jeszcze? Luba nie zastanawiała się długo. Czule pożegnała się ze swoją altówką. […]  Luba owinęła instrument tkaniną, włożyła do futerału i schowała do tapczanu. Może ocaleje.

*

Czy się bali?
     – Byliśmy we dwoje. Razem można wszystko prze­trwać – mówi Luba, a Dmytro potwierdza, kiwając głową.

*

Nie mieli ani żadnego adresu, ani pomysłu, gdzie się zatrzymają. Tylko siebie, altówkę i kota. […]  Odpowiadali wielokrotnie na te same pytania. Tak, jesteśmy z Kijowa. Tak, Luba, Dmytro i kot. Nie, nie znamy nikogo w Polsce. Nie mamy planu. Jedno tylko wiedzieli: nie mogą się rozstać.

*

Dominik, mąż Kasi, długo czekał na dworcu. Jak ich poznał w tłumie? To proste. Dwojga staruszków z altówką i kotem nie sposób nie zauważyć. Stali na peronie i trzymali się za ręce.

*

*  *  *

Odpowiedziała po raz kolejny – bo nie pierwszy raz powtarzała się ta sama rozmowa – że jej szklanka jest do połowy pełna. Że pojedyncze dni cza­sem znaczą więcej niż tygodnie czy lata i że poczeka. Wojna przecież nie potrwa wiecznie.

Agata Romaniuk, Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Szybko wypracowali własny język, jak ludzie, którzy du­żo i czule mówią do siebie i po jakimś czasie nikt inny nie potrafi ich zrozumieć. Pojawiają się słowa, które zna­czą coś tylko dla tej dwójki.

*

Książce towarzyszy playlista zatytułowana „Krótko i szczęśliwie”, którą znajdą państwo na Spotify.

*

Na nic nie jest jeszcze za późno.

(tamże)

4917. Z oazy (CXII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Ta książka w oryginale ukazała się jedenaście lat przed tym, nim wydano oryginał Wron. Polski podczytnik tej nienachalnie sugeruje między wierszami, że ma ona związek z Wronami. Na moje jeśli nawet tak jest, to jest to zwią­zek dość luź­ny — obie książki łączą jedynie: osoba Autorki i nędzna re­la­cja głównych bo­ha­te­rek z ich matkami.

Tu zupełnie inna struktura, ani jednego dialogu — monolog, który masakruje. Na­gro­ma­dze­nie niemocy, przemocy, głupoty, przyczyn, których znajomość nie pomaga z poradzeniem sobie ze skutkami. Bardzo chciałabym spotkać osobę, którą ta książ­ka zachwyciła i chętnie do niej wróci. Mnie przemieliła. Zdecydowanie wolę i wybie­ram (wyłącznie) Wrony.

Okładka tej książki była dla mnie obietnicą równie poruszających ilustracji, jak te we Wronach. Ostrzy­łam sobie na nie zmysły, a tu? Figa!

Wydawało mi się, że śmierć jest czymś pięknym, spokojnym i że wkroczenie w nią jest łatwe niczym rozbieg i skok do zimnego jeziora. Z początku czło­wiek trochę się boi, ale gdy wreszcie się odważy i zacznie biec, cały lęk mija.
     A potem w tej bezbrzeżnej rozpaczy nagle pojawiła się bezwzględna świadomość, że muszę wreszcie podjąć jakieś kroki. Nie mogłam już ignorować różnicy między pełnym i zdrowym życiem kobiety a tym, co przeżywałam ja. Napędzała mnie dziwna siła, którą czułam gdzieś głęboko w sobie, jeszcze głębiej, niż sięgały anoreksja i głód. I ta siła pozwoliła mi poczuć, że gdzieś we mnie tkwi jakiś szczególny świat, zdrowy i pełny.

*

[…]  zauważyłam to również u wielu gorliwych katoliczek − przejawia się pewna szczególna obojętność wobec cierpienia innych ludzi.

*

My dear,
czy nie miewasz wrażenia, że człowiek sobie tak po prostu żyje, robi nor­mal­ne, zupełnie zwyczajne rzeczy i nawet do głowy mu nie przyjdzie, że za mi­nu­tę jego życie ulegnie całkowitej zmianie? Czasem się zastanawiam, czy to wszystko jest istotnie tylko zbiegiem okoliczności… A może prawda zawsze czeka na nas gdzieś za rogiem? Nawet jeśli nie chcemy jej poznać i unikamy jej za wszelką cenę…

*

Z biegiem czasu głód nabrał wielu kolejnych funkcji i znaczeń, ale nie wsku­tek moich świadomych decyzji. Nie stało się tak dlatego, że pewnego dnia wbiłam sobie do głowy: chcę umrzeć i osiągnę to poprzez zagłodzenie się na śmierć. Po prostu zmniejszały się porcje. Było mi wtedy dobrze, nie odczu­wa­łam nic złego. Nareszcie ciało żyło tak, jak żyła dusza. Ważne było dla mnie poczucie, że to moje życie jest prawdziwe. […]  Jeśli po­stron­ni twier­dzą, że można nad nią zapanować za pomocą własnej woli, to po prostu nic nie rozumieją. Anoreksja tkwi głębiej niż wola.

*

Ach, Joss,
[…]  Masz rację, w życiu każdego człowieka powinna wreszcie przyjść chwila, w której przestanie spoglądać wstecz i rozpamiętywać to, czego mu nie dano; chwila pogodzenia się ze swoim życiem, zwrócenia myśli ku temu, co było dobre, i ruszenia dalej.

*

Nie jest tragedią to, że człowiek zawiedzie i rozczaruje in­nych, ale to, że przestanie szanować własne granice. Że sta­ną się one dla niego niegodne przestrzegania.

*

My dear,
pytasz, czego teraz potrzebuję do życia najbardziej. […] utracone matczyne objęcia, których tak intensywnie poszukuję, noszę w sobie, w swoim wnętrzu. Pojęłam, że właśnie tam tkwi La Loba – olbrzymia siła potrafiąca udźwignąć wielki ból i stratę. […] A jednocześnie [La Loba to] życzliwa matka, cierpliwie zbierająca kości, wkraczająca w cierpienie i potrafiąca tchnąć życie przez swą siłę twórczą.

*

Stopniowo zaczęłam postrzegać swą kobiecość jako coś pewnego i otoczonego granicami. […]  Zrozumiałam, że wewnętrzne granice kobiety tkwią w świadomości jej własnej tożsamości, której nikt nie może naruszać.

*

Zatem widzisz, dear,
[…]. Do miejsca, w którym mnie poznałaś, wiodła jeszcze długa droga.

Petra Dvořáková, Jestem głód,
fot. Věra Stuchelová, przeł. Mirosław Śmigielski,
Wydawnictwo Stara Szkoła, Rudno 2023.
(wyróżnienie własne)

Tamtego dnia zrozumiałam, która droga mnie z tego wszystkiego wyprowadzi.

*

Stało się to, co jest do uleczenia najistotniejsze. W głowie przestawiła się jakaś zwrotnica […]. Coś się we mnie roz­luźniło. Byłam szczęśliwa. Żywiłam się przeko­na­niem, że mam ciało kobiety i że to jest piękne. Że jest ono moje, że to jestem ja.

*

Nie miałam pojęcia, że prawdziwa kobiecość kryje się właśnie w tej dzikusce. I że kiedy stłumię dzikuskę, stłumię własną naturę.

(tamże)

sobota, lutego 04, 2023

4916. W polskiej filii Biura Wag i Miar Sèvres

Jabłoń:
(komentuje zmianę opakowania
wagonika wkładów tytoniowych
)

Sadownik:
(trzymając w dłoni paczkę fajek, tłumaczy różnicę
między dwiema firmami, które je produkują
)

Jabłoń:
(przelicza nałóg Sadownika na swoje uzależnienie)
Jedna paczka to prawie jedna książka…
Wagon to osiem–dziewięć książek!

Sadownik:
(przelicza egzystencjalne potrzeby Drzewka na swój nałóg)
Jedna godzina twojej rehabilitacji to wagon!

Jabłoń:
(jako nieustająca wielbicielka nawet tych mikro,
a może zwłaszcza tych mikroefektów rehabilitacji
)
Rany! Czyli w tygodniu „przepalam”
jedenaście i pół wagona!

Sadownik:
Ano!

Jabłoń:
(ma pewność, że nie są to pieniądze i czas wywalone w błoto;
o 12:00 jest już, w ramach weekendowej pracy własnej, po rowerku,
pierwszej porcji ćwiczeń i chodzeniu na czworakach
)
cin cin!
Pati! Rysia!

(bo dużo Im zawdzięcza)
cin cin!
(do wieczora jeszcze rozciąganie Achillesa,
chodzenie, druga porcja ćwiczeń i czworaki
)

4915. 35/365

gdy stracisz nadzieję*, a w zasadzie gdy ją opuścisz, rozstaniesz się z nią lub w końcu dojrzysz, że ma naturę nie­moż­li­wo­ści.

gdy więc swoją porzuciłam, poczułam, że przesunął mi się śro­dek cięż­ko­ści. niesamowite uczucie, być dla siebie samej kimś nowym, ciekawym, bardziej żywym, przytomnym, na no­wo tak pięknie sprawczym i otwartym na to, co przyniesie życie, bez upierania się, by dostać to, czego dostać nie mogę.

35/365

___________
  *  jest wielu ludzi, którzy mnie nie chcieli / nie chcą w swo­im życiu. kilkoro z nich mam uwewnętrznionych. kamieniem nie rzucę, jest wielu ludzi, których i ja nie chcę w swoim życiu.

piątek, lutego 03, 2023

4914. 34/365

bosa trębaczka, którą mi pokazałeś. nie przestaje
dziś w ulu dla Ciebie, w ostatnim dniu Twojego bardo,
grać. niech, Biały Kruku, niech!

34/365

Astor Piazzolla, María de Buenos Aires (fragment),
Lucienne Renaudin Vary (trąbka), Pablo Ferrandez (wiolonczela),
Jérôme Ducros (orkiestrator); całość utworu w wykonaniu
Orkiestry Symfonicznej Monte Carlo, Sascha Goetzel (dyrygent).

Astor Piazzolla, Oblivion, Lucienne Renaudin Vary (trąbka),
Krystian Zimmerman (aranżacja na trąbkę i orkiestrę),
Orkiestra Symfoniczna Monte Carlo, Sascha Goetzel (dyrygent).
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

*  *  *

[suplement 4.02.2023:
 Znalazłam (!) w końcu tę książkę, dlaczego stała na tej,
 a nie innej półce? Pojęcia nie mam.]

To właśnie jest rozwidlenie dróg w bar-do, gdzie każda dusza zaczyna wędrować w swoim własnym kierunku […]. A zatem, choć z całkowitą pewnością mogę powiedzieć, co cze­ka cię mniej więcej do tego miejsca, spekulacja na temat dal­sze­go kierunku twojej wędrówki mijałaby się z celem.

Anton Grosz, Listy do umierającego przyjaciela.
Co nas czeka po śmierci. Opracowanie na podstawie
Tybetańskiej Księgi Umarłych
, przeł. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Ravi, Łódź 1996.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 02, 2023

4913. O zdobyczach motoryzacji

krytyk wewnętrzny jest jak gaźnik.
bez wyregulowanego gaźnika
samochód nie jedzie
.

JiM
tam, gdzie cię uderza krytyk wewnętrzny,
tam jest twoje źródło wolności.

Jabłoń:
(zachwycona wyregulowanym karburatorem)
Kocie, co mają nowoczesne
samochody zamiast gaźnika?

Sadownik:
(rzeczowym tonem)
Wtryski.

Jabłoń:
(wie, co ma)
Jak dobrze być starej daty!

4912. 33/365

rodzina to ludzie, którzy z tobą żyją,
znają cię, wiedzą, co u ciebie słychać.

JiM

usłyszałam. usłyszało moje serce
i dusza. mam wspaniałą rodzinę.

33/365

poniedziałek, stycznia 30, 2023

4911. Panna cotta (LXXVI)

Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(wracają po zabiegu samochodem do ula)

Onemu:
(po tygodniu spędzonym na urlopie dzwoni,
usiłuje odnaleźć się w ciasteczkowym świecie
)

Pan Ciasteczko:
(z nieukrywaną radością)
Ciao! Come stai?

Onemu:
Tutto bene, kurwa mać!

Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(dłuższą chwilę ryczeli ze śmiechu
w wielu językach
)

4910. Teodora III  // Czekariat (XXXIII)

Gdy ręce potrzebne są, by móc się przemieszczać, gdy tylko dwie się ma, to li­pa: torebunie (nie­mo­cą popychane) idą w ostateczny nie­byt. Ile to już lat?

A tymczasem jakiś czas temu Kaan — tak zeznała po wszystkim — wy­pa­trzyła na ulicy u jakiejś pani, pokojarzyła fakty i na­by­ła sobie bóstwo. Wyliśmy z zachwytu z Sadownikiem na jego widok. Sadownik w ta­jem­ni­cy przed Drzewkiem do Kaan zadzwonił, by dowiedzieć się, gdzie na­by­wa się takie piękności, a Kaan mu na to: za późno!

Kaan ma bóstwo. Mam i ja! Dostałam je od Kaan wraz ze zwróconą mi samodzielnością: zeszyt, długopis, kredki, ipad, telefon — wszystko to tam wejdzie i jeszcze tro­chę miejsca zostanie, na przykład na kubek termiczny i… w długą do parku na wiosnę.

A póki co, nim ciepło i zieleń wiosenna nadciągną, ósmy dzień z Teo­dorą — damską nerką ozdobną, bóstwem niewiarygodnym, pięknością nad pięknościami — nie rozstaję się wcale. Uprosiłam dziś o cyk.

Używając balkonika, na lewym ramieniu przewieszam i piękno mam na plecach. Używając ferrari, na prawym ramieniu przewieszam i piękno mam z przodu. Niebo!


fot. Sadownik, fragment.

niedziela, stycznia 29, 2023

4909. Z oazy (CXI)

Niedzielne odliczanie literek, cztery. Hmmmm, od czego zacząć? Co przemilczeć?

Informacja o tej książce dotarła do mnie w rocznicę śmierci Autora — najczęściej czytanego przeze mnie Mnicha. Dokład­nie jede­naś­cie miesięcy po Jego śmierci, nim na cmentarzu wybrzmiał Scott, odczy­ta­ne zostały jedne z ważniejszych dla mnie mni­sich słów, któ­re były, są i będą dla mnie i kołem ratunkowym, i kotwicą.

Klik, klik i miałam książke na czytniku. Ibukosknera nie próbował zgrzytać zębami, bo wiedział, że dla mnie nie będzie to książka, lecz jeden z niezbędnych elementów zestawu pierwszej pomocy. Nie pomylił się ani trochę.

Możesz zrobić to samo po przebudzeniu. Zrób wdech i po­wiedz sobie, że został ci ofiarowany nowy dzień i że musisz tu być, aby go przeżyć.

*

Jedynym sposobem radzenia sobie z niepewnością, lękiem i cierpieniem jest głębokie przeżywanie chwili obecnej.

*

Cudem jest chodzenie po ziemi, a nie chodzenie po wodzie czy w ogniu. Prawdziwym cudem jest chodzenie po tej ziemi.
  // Linji Yixuan (chiń. 臨濟義玄)

*

Błędne wyobrażenia. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdego dnia to­wa­rzy­szą nam błędne wyobrażenia. […]  musimy nawzajem sobie po­ma­gać, aby widzieć jaśniej i głębiej.
     […]  „Czy jesteś pewien swoich wyo­brażeń?”. Płynie w tobie rzeka wyo­brażeń. Powinieneś usiąść na brzegu i je kon­temp­lować.

*

To wszechświat podtrzymuje nasze ciała i umysły. Chmury na niebie nas odżywiają; karmi nas światło słońca. Kosmos w każdej chwili oferuje nam witalność i miłość.

*

Nic nie ma stałej tożsamości. Ta nietrwałość nie jest wcale czymś nega­tyw­nym. Gdyby rzeczy pozostawały niezmienne, nie mogłyby się rozwijać ani w żaden sposób przejawiać. […]  To z powodu nietrwałości wszystko jest możliwe. Nasza nadzieja tkwi w nietrwałości.

*

Zaczynanie od nowa to cudowna rzecz i ciągle to robimy.

*

Myślisz, że druga osoba w twoim życiu będzie tam zawsze, ale to nie­praw­da. Ta osoba jest nietrwała, podobnie jak ty. Jeśli więc możesz zrobić coś, aby ją uszczęśliwić, powinieneś to zrobić od razu – powiedz lub zrób teraz. Teraz albo nigdy.

*

Prawdziwą naturą rzeczywistości jest współistnienie.

*

Kiedy głęboko przyjrzymy się kwiatu, zobaczymy w nim wszystkie elemen­ty niebędące kwiatami, takie jak ziemia, słońce, minerały, ogrodnika i tak dalej. Jeśli przyjrzymy się wystarczająco głęboko, zobaczymy, że cały wszech­świat pracował na to, by przejawić się jako ten cud. Kwiat jest pełen wszystkich elementów wszechświata – czasu, przestrzeni, słońca, deszczu, nawet twojej świadomości – wszystkiego.

*

„Jaka była twoja twarz przed narodzinami twojej babci?”. Gdzie byłeś w tym momencie? Koan zachęca cię do tego, abyś to odkrył.

*

Jeśli spalimy kawałek papieru, nie możemy go zredukować do zera. Papier zamieni się w ciepło, które uleci w przestrzeń i zamieni się w dym, który wniknie w chmury na niebie. Jutro kropla deszczu spadnie na twoje czoło i nawiążesz nowy kontakt z kawałkiem papieru. Popiół powstały w wyniku spalenia ponownie połączy się z ziemią i pewnego dnia przejawi w postaci stokrotek. Czy masz w sobie dość uważności, by rozpoznać w tych sto­krot­kach kawałek papieru?
     […] 
     Pojęcie śmierci, nicości, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ wpędza ludzi w cierpienie. W naukach buddyjskich nicość jest tylko koncepcją i nigdy nie ma zastosowania do rzeczywistości.

*

Powinniśmy mądrze wykorzystywać swój czas, ponieważ czas to nie tylko pieniądze, lecz coś o wiele cenniejszego. To samo życie.

*

Konflikty i cierpienie często wywołuje osoba, która nie chce zrezygnować ze swoich wyobrażeń na temat pewnych rzeczy.

*

Jeśli są rzeczy, z powodu których cierpisz, musisz wiedzieć, jak je puścić. Szczęście można osiągnąć, odpuszczając, w tym także odpuszczając swoje wyobrażenia na temat szczęścia.

Thích Nhất Hạnh, Jesteś tutaj. Odkryj magię chwili obecnej,
przeł. Łukasz Hojun Szpunar, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  szczęście nie jest czymś, co znajdziesz na końcu drogi. Musisz zrozumieć, że ono jest tutaj i teraz.

*

Aby patrzeć, musisz się zatrzymać, a kiedy patrzysz głęboko, zatrzymujesz się.

*

Nosisz w sobie cały wszechświat.

*

Wdech – wydech.
Głęboko – bez pośpiechu.
Spokojnie – płynnie.
Uśmiecham się – odpuszczam.

*

Musimy być tu dla samych siebie; musimy być tutaj dla ludzi, których kochamy; musimy tu być dla samego życia ze wszystkimi jego cudami.

*

Czerwone światło nie jest twoim wrogiem. To przyjaciel, który pomaga ci wrócić do siebie.

*

Być kochanym to być rozpoznanym jako coś istniejącego.

(tamże)

4908. Z oazy (CX)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Z beletrystyką trudna relacja, ale do czeskiej fik­cji odrobinę serca mam, bo na kolejną część czeskiego kryminału czekam bardzo. Czescy autorzy i największy polski wielbiciel Czech mają tu swój znacznik, by szybko i łatwo mieć dostęp do czeskiej przygody czytelniczej Drzewka — jest tam kilka bar­dzo smacznych pozycji.

Słowa w podczytniku do książki, która ukaże się w polskim przekładzie jutro, nie po­zostawiły mi wyboru: [w]śród czytelników Wron duże kontrowersje wy­wo­łu­je za­koń­czenie powieści, otwarte i pozostawiające pole do interpretacji — kocham otwarte zakończenia!

Ibukosknera był ze mnie dumny, bo nabyłam tę książkę za niecałe dwanaście zło­tych. Nie mogłam się od tej opowieści odczepić. Zakończenie tej książki jest ge­nial­ne, nie kontrowersyjne! Nadchodzący poniedziałek zapowiada się fantastycznie.

     – Na pewno nic się nie stało?

*

Dzisiaj czytałam fajny artykuł. Miał tytuł Prawa dziecka według ONZ i było w nim napisane, że dzieci nie można bić ani poniżać. Czytałam to kilka razy i wydało mi się świetne, że ktoś mógłby zabronić mamie i tacie mnie bić i na mnie krzyczeć. Chociaż nie wiedziałam, czy chodzi o to, że nie można w ogóle bić, czy może trochę można. Bo rodzice na pewno by powiedzieli, że biją mnie tylko trochę, więc to właściwie nie szkodzi, i nikt by im nic nie zrobił.

*

     – I co z tego?
     Na to nie potrafię odpowiedzieć, bo tak właściwie sama nie wiem, co z tego. Ale robi się mi trochę przykro.

*

     – Wiesz, że ja i tata bardzo cię kochamy?
     – Wiem. – Kiwa głową, ale minę ma jakąś dziwną.
     – Jeśli coś ci się nie podoba, możesz nam o tym powiedzieć – kontynuuję i obserwuję, co ona na to. […]
     Nagle mówi:
     – Dlaczego na Kaśkę tak nie wrzeszczysz?
     Trafiła w czuły punkt. Właśnie tego ona nigdy nie zrozumie. Ale to nawet dobrze, że poruszyła ten temat. Przynajmniej wreszcie jej to spokojnie wyjaśnię. Strzepuję palcem okruszek z obrusa.
     – Basiu, to nieprawda. Kaśka też potrafi mnie porządnie wkurzyć. Tyle że ona tak nie prowokuje – odpowiadam i czekam, co Baśka na to.
     Herbatnik w jej palcach rozpadł się na kawałki. Szybko je zgarnia i wciska do buzi. Udaję, że tego nie widzę.
     – Przecież ja też nie prowokuję – broni się.
– Oczywiście, że prowokujesz. Gęba ci się nie zamyka – mówię stanowczo.

*

     – Nie płacz, bo obudzisz Kasieńkę – pocieszam ją.

*

Widzę, że przez chwilę się waha.
     – Nie podobają się nam też niektóre inne rzeczy. Basia mówiła, że…
     Na to już nie mam nerwów.
     – Droga pani, proszę się nie gniewać, ale jest mi całkowicie obojętne, co mówi Basia, bo to moja córka i bardzo dobrze wiem, do czego jest zdolna.

*

     – Czy pani chce powiedzieć, że nasza córka jest ofiarą przemocy domowej? – powtarzam.
     Nauczycielka jeszcze bardziej traci rezon.
     Wytaczam najcięższe działa.
     – Niech państwo spytają Kasieńkę. Sama wam powie.
     – Rozmawialiśmy z Kasią. – Młody kiwa głową.
     – No i? – Skaczę wzrokiem to na nią, to na niego.
     – Kasia myśli, że te lania się Basi należą – dodaje młody. – A to dodat­ko­wo wszystko pogarsza. – Stoi i patrzy na nas wyzywająco.
     – Proszę posłuchać, to nie państwa sprawa, jak wychowujemy swoje cór­ki – odszczekuję.

*

[…]  przychodzi mi do głowy, że perspektywa to takie ciekawe słowo […].

*

     – Niech ją pani obetnie.
     – Ale ja nie chcę! – Baśka wstaje z fotela.
     – Znowu zaczynasz? – krzyczę na nią. – Mam zmienić zdanie w sprawie tej twojej szkoły? – grożę jej.
     Widać, że to na nią działa. W końcu siada i pozwala sobie obciąć grzywkę.
     Obie dziewczynki wyglądają bardzo ładnie. Przychodzi mi do głowy, że powinnam je sfotografować, żeby miały takie ładne wspólne zdjęcie.

*

*

Najchętniej powiedziałabym mu też, że chcę zostać malarką, ale mama ciągle powtarza, że to głupota, bo człowiek musi robić coś porządnego.

*

[…]  skoro mam skrzydła, mogłabym spróbować wzbić się w powietrze, bo przecież skrzydła służą do latania. Macham więc nimi i rzeczywiście trochę się unoszę, więc macham jeszcze mocniej, a wtedy już naprawdę lecę. Czuję się nagle lekka, lżejsza niż kiedykolwiek byłam, a gdy na siebie patrzę, widzę, że zamiast swojego ciała mam ciało ptasie, ale wcale mi to nie przeszkadza.
     Wylatuję przez okno i jest mi dobrze, bo wiem, że już nigdy tu nie wrócę.

Petra Dvořáková, Wrony, ilustr. Tereza Basařová,
przeł. Mirosław Śmigielski,
Wydawnictwo Stara Szkoła, Rudno 2020.
(wyróżnienie własne)

4907. Z oazy (CIX)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Kupiłam tę książkę prawie pięć lat temu. Czemu? Nie mam pojęcia, choć pamiętam, kto mi ją pokazał. Po co? Nie mam pojęcia, nic wtedy nie zapowiadało, że moje życie za chwilę, w związku z chorobą, stanie się rea­li­za­cją planu B. Czy do niej wtedy zajrzałam? Może na jeden lub dwa akapity, nie po­rwała mnie. Czemu teraz? Powody są dwa. Pierwszy, nazwisko współautora, wy­ję­te z tej książki, przypomniało mi o tej, leżącej na wirtualnej półce bez nadziei na ludz­ką uwagę. Drugi, hmmm, jest taki.

Żałoba nie jest słowem, które się stopniuje, nie ma większej lub mniejszej żałoby — ża­ło­ba jest żałobą i już. Nie przeskoczysz, nie cofniesz czasu, czasem trzeba się moc­no starać, by przetrwać chwilę, kolejną godzinę czy dzień. Brakuje mi codziennych telefonicznych pogaduch. Brakuje mi rozmów o książkach, o muzyce, o potyczkach z codziennością, o nowych potrawach i wypiekach, ale najbardziej brakuje mi pla­nów — tych wspólnych i osobnych, które wymagały synchronizacji naszych ka­len­da­rzy, by zamysły mogły zamienić się w wydarzenia. Mój brak jest brakiem fan­ta­stycz­nej Osoby, która, miałam farta (!), była moim Tatą. Ten mój BRAK, choć tak doj­mu­ją­cy, wydaje mi się prawie niczym przy BRAKU, jakim jest strata Przyjaciela i Part­ne­ra. Skąd to wiem? Gdy tylko próbuję sobie to wyobrazić, łamie mi się serce, roz­padam się na milion ka­wa­łecz­ków. Tych, osobnych wobec mnie, planów Białego Kruka nie mogę od­ża­ło­wać, nie mogę skończyć ich opłakiwać. Dlatego sięgnełam po tę książkę, by mieć pewność, że Drugim Połowom relacji pisana jest jeszcze radość i szczęście i że będzie mi dane tę radość i szczęście oglądać.

Nie najkrótszą jest dla mnie droga od straty do wdzięczności, że miałam szczęście wi­dzieć Białego Kruka szczęśliwym. Uwielbiałam, gdy nowy wątek naszej rozmowy rozpoczynał od: a Hawwa to i tamto…

*

Z kronikarskiego obowiązku, muszę odnotować, że Facebook nie jest już stosun­ko­wo młodą firmą, jest karykaturą tego, czym chciał być lub czym był na początku, o którym tu i ówdzie wspomina Autorka. Idea — po­dob­nie jak komunizm, kato­li­cyzm czy ka­pi­talizm — zacna, a wyszło jak zwykle.

Było to – i jest do dziś – życie, którego sama bym nie wybrała, na które nie byłam w najmniejszym stopniu przygotowana.

*

Unikanie tematu uczuć nie jest tożsame z ich chronieniem.

*

Żal to wymagający towarzysz. We wczesnych dniach, tygodniach i miesią­cach był ze mną zawsze, nie tylko w głębi, ale i na powierzchni zdarzeń. Stale obecny, wzbierający. Unosił się jak fala i mnie ogarniał, jakby chciał wyrwać mi serce. W takich chwilach czułam, że nie zniosę bólu ani minuty dłużej, nie wspominając o kolejnej godzinie.

*

„Opcja A nie wchodzi w grę. Dlatego wykorzystajmy Opcję B najlepiej, jak się da”.
     Życie nie jest doskonałe. Wszyscy realizujemy jakąś Opcję B.

*

Wzmacniamy odporność psychiczną poprzez to, jak reagujemy na nega­tyw­ne wydarzenia. […]  powrót do zdrowia mogą opóźnić trzy pułapki na literę „p”: (1) personalizacja – przekonanie, że wina leży po naszej stro­nie; (2) powszechność – przeświadczenie, że negatywne wydarzenie wy­wrze wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia, i (3) permanencja – do­mniemanie, że jego skutki będą trwać wiecznie.

*

„Czułem się tak, jakbym przeszedł przez wrota”, powiedział mi [Jeff Huber]. „Nie można wrócić. Musisz się zmienić. Pytanie tylko jak”.

*

Każdy z nas doświadcza straty […]. Pytanie nie brzmi, czy, ale kiedy to na­stą­pi, bo wszystkich nas to czeka.
     Odporność psychiczna bierze się z naszego wnętrza i ze wsparcia ota­cza­jących nas ludzi. Jej źródłem jest wdzięczność za wszystko, co dobre w na­szym życiu, gotowość, by zmierzyć się z przeciwnościami, oraz ana­li­za spo­so­bu, w jaki przeżywamy ból, i jego akceptacja.

*

Jak mówi stare przysłowie: „Pozwól mi upaść, jeśli muszę. Złapie mnie ten, którym się stanę”.

*

Potrzeba czasu, aby wykorzystać do końca Plan C.

*

W każdym końcu kryje się nowy początek.

*

[…]  ludzie nie mówią, iż są szczęśliwi, będąc zaabsorbowani. Są tak zajęci, że dopiero później opisują to jako radosne przeżycie. Sama próba wypy­ta­nia ludzi o ten stan natychmiast ich z niego wyrywa.

*

Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała? – myślałam.

*

Tkwimy w sieci nieuniknionych wzajemnych powiązań, zespoleni jedną szatą przeznaczenia. To, co wpływa bezpośrednio na jednego z nas, po­średnio oddziałuje na wszystkich.
  // Martin Luther King Jr. (1929–1968)

*

Zdjęcia są ważne, bo dzięki nim szczęście zostaje zapamiętane, a nie tylko przeżyte.

*

Pokochanie innej osoby po stracie partnera jest jedyną rzeczą, o której rozmawia się trudniej niż o ponownym doświadczaniu radości.

*

W każdym z nas jest światło, które nie zgaśnie.

*

Ból nie tylko uderza w nas, ale i cofa się jak fala. W rezultacie nie tylko trwa­my, ale pod pewnymi względami stajemy się silniejsi. Opcja B stwarza możliwości. Nadal możemy kochać… Nadal możemy znaleźć radość.
     […]  Allen Rucker napisał o swoim paraliżu: „Nie sprawię, że dostaniesz gęsiej skórki, mówiąc, iż to «ukryte bło­go­sła­wieństwo». To żadne błogo­sła­wieństwo i nic nie jest ukryte, a jednak są rzeczy, które można zyskać, i rze­czy, które można stracić. Zdarzają się dni, gdy nie jestem pewny, czy zyski nie równoważą, a nawet nie przewyższają nieuchronnych strat”.

Sheryl Sandberg, Adam Grant, Opcja B. Jak radzić sobie
z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom
i odzyskać radość życia
, przeł. Zbigniew Kościuk,
Agora, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Dave odszedł dwa miesiące przed planowaną podróżą.
     Myślałam o tym, żeby zrezygnować z przyjazdu. Per­spek­ty­wa spędzenia weekendu ze współmieszkańcami Dave’a bez niego wydawała się przytłaczająca. […]  W końcu pojechałam, mając nadzieję, że znajdę pocie­sze­nie w towarzystwie przyjaciół, którzy, jak ja, opła­ki­wa­li jego odejście.
     Zachowałam mgliste wspomnienia z tego wyjazdu, ale pamiętam, jak ostatniego dnia usiadłam do śnia­da­nia z kilkoma kolegami Dave’a z pokoju. Wśród nich był Jeff King, u którego wiele lat wcześniej wykryto stward­nie­nie rozsiane. Dave i ja wielokrotnie rozmawialiśmy o jego chorobie, ale tamtego ranka zdałam sobie sprawę, że nigdy nie gadałam o tym z Jeffem.
     Witaj, słoniu.
     – Jak się miewasz, Jeff? – spytałam. – Powiedz mi, jak się naprawdę czujesz. Jakich uczuć doświadczasz? Czy się boisz?
     Jeff podniósł głowę i spojrzał na mnie zdziwiony, a póź­niej wahał się dłuższą chwilę, by w końcu odpo­wie­dzieć ze łzami w oczach:
     – Dziękuję ci. Dziękuję, że o to zapytałaś.
     Następnie odbyliśmy rozmowę.

     […]  Unikałam pytań o jego zdrowie nie dlatego, że mnie to nie obchodziło, ale dlatego, że martwiłam się, iż go zasmucę. Strata Dave’a uświadomiła mi, jak niedo­rzecz­ne jest to przypuszczenie. Nie mogłam przypomnieć Jeffowi, że choruje na stwardnienie rozsiane, bo był tego świadomy w każdej minucie każdego dnia.

*

Kiedy zjawia się ktoś z kończyną w gipsie, natychmiast zaczynamy wypytywać: „Co się stało?”. Jeśli złamałeś nogę w kostce, ludzie chcą usłyszeć całą historię, ale jeśli coś zniszczy ci życie, nie są zainteresowani.

*

[…]  pozornie nieskończona pustka ma dno.

*

Konkretne działania pomagają, bo zamiast podej­mo­wać próbę rozwiązania problemu, koncentrują się na szko­dach, które spowodował. „Niektórych rzeczy nie da się naprawić. Można jedynie mierzyć się z ich konsekwencjami[…].

*

Radość jest najwyższym aktem buntu.
  // Bono

*

[…]  poproszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Pragnienie rozwoju nie jest oznaką słabości.

*

Czasami trzeba przejść przez coś strasznego, aby zdać sobie sprawę z piękna na tym świecie.

(tamże)

*


Autorka karteczek (wyjęta z tej książki):
Emily McDowell.

*

Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.
  // Albert Camus (1913–1960)