czwartek, kwietnia 18, 2019

3252. Wspomnienie (kudłate)

Z bloga, który zamarł, nim blox postanowił przestać istnieć, zabieram to, co wciąż jest piękne.

#1

19 maja 2012.
Rozmowa z siedmioletnią dziewczynką. Podeszła po cichutku, zajrzała mi ze znawstwem głęboko w oczy, zrobiła znaczącą pauzę i zapytała:
     — Czy kocha pani swojego psa?
     — A jak myślisz?
     — Myślę, że bardzo.
     — Masz rację, bardzo.

Cudownie, że w tym wieku dzieci wierzą, że psy są warte naszej, ludzkiej miłości.

#2

26 maja 2012.
Dumna niczym Siedmiolatek. Wczoraj przed zajęciami w Radziejowicach mając jeszcze trochę czasu odpoczywałyśmy po podróży. Ja na ławce. Hexe na ziemi z pyskiem na moim bucie. Przyglądałyśmy się światu, a świat niespiesznie wędrował od jednej chwili do kolejnej. W pewnym momencie z prawej strony nadciągnęła grupa trzynasto-, czternastolatków. Z lewej szedł samotnie siedmiolatek. Jedna i druga strona, niczym przedstawiciele różnych gatunków człowieka, wrogich plemion wiekiem rozdzielonych. Ktoś z grupy nastolatków zapytał z lekką pogardą młodszego, jakby ten miał nigdy nie „urosnąć w latach”:
     — A ty gdzie idziesz?
     — Na zajęcia z psem
— odpowiedział z dumą w głosie Młody.

#3

26 maja 2012.
Podejście do zabawki, po wydaniu komendy szukaj:

Pojemnik z przykrywką zdobyty najszybciej...

...widać na zdjęciu nawet smaczki:

Czas na zasuwkę...

i szufladkę:

#4

19 czerwca 2012.
Student. Dwa tygodnie temu, na koniec zajęć przytrafiła mi się taka rozmowa z jednym z moich Studentów.

     — Muszę pani powiedzieć, że w tym semestrze, jeśli chodzi o zajęcia, pozostanę rozczarowany.
     — Bo??? Oczywiście, jeśli może pan powiedzieć.
     — Bo ani razu nie przyszła pani z psem.

Dziś z Hexe naprawiłyśmy ten błąd.

#5

5 lipca 2012. Poza słowami.
// ten rysunek wciąż wisi na drzwiach wejściowych do ula [18.04.2019].


Młoda Dama, lat 7.

#6

16 lipca 2012.
Tęczowa podróż. Miałyśmy wczoraj wyjątkowo dużo szczęścia. Gdy wracałyśmy, przez pół drogi, towarzyszyła nam przepiękna tęcza (pojedyncza i podwójna). Musiałam zatrzymać się na poboczu i zrobić zdjęcie wracającemu z pracy psu.

#7

31 sierpnia 2012.
Psia rozrywka, psia nauka.
Każdy pies poza jedzeniem, piciem, spokojnym miejscem do wypoczynku, poczuciem przynależności do stada, potrzebuje... intelektualnej rozrywki. O tym ostatnim właściciele rodzinnych pupili zwykle zapominają.

Labradory nie mają duszy pluszowego misia. To psy, które lubią pracować. Bardzo chciałam mieć mądrego psa i za Dżo He powtarzam jak mantrę:

nie chcę psa bezmyślnie wykonującego polecenia,
chcę psa myślącego
”.

A tego trzeba psa nauczyć. Inaczej, trzeba go nauczyć, że warto myśleć.

Z przyjemnością zameldowałyśmy się w ostatni weekend na kolejne Seminarium organizowane przez Altówki.

Było jak zwykle, cudownie... bo psy... bo ludzie...
bo przywilejem to dla nas jest...



the best!

17 września 2013.
Kudłata terapia. Upłakałam się dziś, gdy zobaczyłam tę psio-terapeutyczną opowiastkę...

(fot. źródło)

wtorek, kwietnia 16, 2019

3250.

dwa przystanki autobusem. myślę o moim świecie, że taki skurczony. klepnęła mnie w ramię świadomość, podrzucając pytanie:
     dlaczego uważasz, że dalej to lepiej?
dlaczego wydaje ci się, że musi być bardziej, mocniej, szybciej, więcej?

poniedziałek, kwietnia 15, 2019

3249. Piszna siurpryza

Plan: prace domowe, ośrodek, przerwa, Osti. I obietnica dana Sadownikowi, że o siebie zadbam.

Przerwa. Myślę. Optymalizuję. W drodze z ośrodka na tramwaj jest kawiarnia stylizowana na sklep rybny z czasów peerelu — przypomniało mi się. Czasu akurat na kawę i cúś. Idę.

Wchodzę i wspomnienie lokalu widzianego z zewnątrz wielokrotnie, rozjeżdża się z zastaną rzeczywistością. W tym lokalu podają ryby na kilkanaście różnych sposobów…

Ograniczona czasem i „osobistą sprawnością” postanawiam, że w rybnej knajpie kawę będę pić i kropka!

Obietnicą przygwożdżona zamówiłam również sałatkę — okazała się rewelacyjna. Wyszłabym stamtąd szczęśliwa, ale.

Stolik obok siada pan. Zamawia. I dostaje w naczyniu, którego kształt i kolor po raz pierwszy w życiu spotkałam w Hiszpanii ponad dwadzieścia lat temu, wdrukowując sobie już na zawsze, że w czymś takim tylko pyszne. Nie zastanawiałam się ani chwili, zamówiłam to samo. Wyszłam stamtąd przeszczęśliwa bez ale.

I muszę tam wrócić z Sadownikiem. Postanowione.

*


(źródło filmiku)

3248. Koza wyprowadzona

Najciekawsze blogi w sieci wyniosły się już z bloxa… Odwiedzałam wiele z nich.

Byliśmy, dzięki Heniutce, jednym z ciekawych — mam nadzieję — blogów:

Platforma blox dokładnie za dwa tygodnie przestanie istnieć. Wyniosłam się i ja… Skończyłam przenosiny dziś rano, w czterdziestym ósmym dniu. Zajęło mi to około trzystu dwudziestu godzin — koza* wyprowadzona — podarowało i zysk, i stratę. Zyskałam świadomość, że są na tym blogu dwa wpisy o tym samym numerze, a w ferworze sprawnego działania niechcący usunęłam, umieszczony już tu na blogspocie, jeden wpis (3222.). Plus, minus, czyli zero, a w poczuciu „do przodu”.

Nie tylko nauczycielom, ale również dziennikarzom od dziesięcioleci już się nie płaci przyzwoicie w Polsce (cytat à propos poniżej). Pracę setek blogerów, prowadzących wspaniałe blogi na blox-ie, olano. Nie potrzebujemy zewnętrznego wroga, zniszczymy wszystko (co najlepsze) sami.

Zapowiedziałam wszystkim znajomych: jeśli chcesz, bym przeczytała coś w gazecie, musisz to dla mnie wyciąć, zeskanować, bo już nie kupuję gazety. Nie kupuję czterdziesty ósmy dzień… i żyję — dobrze żyję.

Przenosiny skończone,
niekupowanie będzie trwać.

dzięki gazeto!
     sama z siebie nie podjęłabym się tej orki. tu będzie nam lepiej, choć gramy teraz w drużynie cyfrowego wujka Sama i każdą literką pomagamy uczyć się maszynom, które nie wspierają dobrostanu ludzkości, niestety.

[M.K.] Przypomniało mi się […], ówczesny szef „Dużego Formatu”, powiedział, że jest jeden czy dwa etaty i najlepszym sposobem, żeby je dostać, jest pisanie dobrych, okładkowych tekstów. A znam autorów takich tekstów — Mirka Wlekłego lub Anię Śmigulec, laureatkę Grand Press za reportaż — którzy nigdy etatów nie dostali. […] rozmawiamy o Agorze, nie udawajmy, że rozmawiamy o mediach w Polsce w ogóle — opłaca się mieć wielu świetnych autorów, którym nie trzeba organizować etatów. Sytuacja, w której gazeta ma znakomitą zawartość i nie trzeba na nią wydawać zbyt dużych pieniędzy
     [A.S.] …
jest bardzo komfortowa.
// Adrian Stachowski w rozmowie z Magdaleną Kicińską

Non/fiction. Nieregularnik reporterski, nr 5.: Szkoła,
Warszawa 2019.
(wyróżnienie [fioletowe] własne)

_________________
* efekt kozy jak w poniższym dowcipie:
Przychodzi biedny Żyd do rabina i prosi o radę:
     — Rabe, pomóż mi, moje życie takie ciężkie, mieszkam w niewielkiej chatce z żoną, czwórką dzieci, i teściową. Już się zupełnie nie mieścimy w tej małej izdebce. Pomóż, mądry Rebe…
     Na to Rabin powiada:
     — Słyszałem, że masz w obórce kozę?
     — Tak Rebe, mam jedną kozę, co daje mleko, którym karmię dzieci.
     — To ją teraz weź do domu — mówi rabin.
     — Rebe, Rebe, co ty mówisz? ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i jeszcze koza?
     Ale rabin pozostał nieugięty.
     Za parę tygodni rabin spotyka tego Żyda i pyta:
     — A co tam Icek u ciebie?
     — Rebe, teraz to już zupełnie nie da się żyć w domu. Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i jeszcze teraz ta koza. To już nie jest życie.
     Na to rabin powiada:
     — To zabierz kozę z powrotem do obórki.
     Za niedługo rabin jeszcze raz spotyka Żyda i pyta się go:
     — Jak tam Icek, w twoim domu?
     — Rebe! Jakiś ty mądry! Jak my teraz mamy w domu dużo miejsca. Świetnie mieścimy się w tej izdebce, ja, żona, czwórka dzieci, żona i teściowa. Oj jakiś ty mądry, Rebe

niedziela, kwietnia 14, 2019

3247. Literki odnotować (IV)

Tomik ten zajął mi prawie dwa miesiące. Kudłaty, wspaniały tytuł. Dwa pedofilne wierszydła. Zachwyt i obrzydzenie. Wszystko to w tym tomiku jest. Błogosławiłam, że nie zaczęłam spotkania z wierszami Autora od tego zbioru — rzuciłabym pięcioma kurwami i tyle by tego było.

Są tu wiersze na tyle wulgarne i przedmiotowo traktujące kobiety, że jako kobieta miałam niejedną reakcję, na przykład, by przyłożyć panu na odlew, panie Bukowski. Jeden, drugi, dziesiąty taki wiersz i zaskoczyłam, i na swoje potrzeby zrozumiałam. Znieczulał się pan (tylko), panie Bukowski, alkoholem i kobietami. Czym mocniej, bardziej, częściej, panie Bukowski?

Przy całej pana nędzy niemożności pójścia dalej, panie Bukowski, jest w tym zbiorze dużo perełek. Wdzięczność za nie we mnie jest. Już się nie odgrażam, że nigdy po pana nie sięgnę… sięgnę, wiem.

dziewczęta w rajstopach czekają
[…]

przejeżdżam obok
i gapię się na ich nogi
zadowolony, że nigdy nie będę

częścią ich nieba ani
piekła
[…]

*

to prawdziwa łaska móc lubić muzykę rockową,
muzykę symfoniczną, jazz…
wszystko, w czym tkwi pierwotna energia
radości
.

*

moi rodzice jej nie znosili
ja nie znosiłem swoich rodziców
tworzyliśmy piękną
czwórkę

*

zawsze znajdzie się jakaś kobieta,
która uratuje cię przed inną

*

[…] kobiety. ich fart kontra twoje
przeznaczenie
. […]

*

samotność na tym świecie jest tak wielka
że widać ją w powolnym ruchu
wskazówek zegara
.

*

jeśli tylko
przez chwilę
rzeczy nie idą najgorzej
zapominamy
.

*

spogląda w górę i mówi:
„niech to diabli, przez chwilę
byłem królem, warto
było”.

bywam zgorzkniały
ale czasem życie smakowało
słodko. boję się tylko
to powiedzieć. to tak
jak kiedy twoja dziewczyna mówi:
„powiedz, że mnie kochasz”, a ty
nie możesz
.

*

wszyscy mamy stracha, ale kiedy człowiek wygląda okropnie
i nie ma już prawie nic, dodaje mu to
sił
[…]

*

strach ostatecznie staje się prawie
znośny,
ale nigdy do końca

strach skrada się jak kot
sunie cicho jak kot
przez moje myśli

*

nigdy przedtem tak naprawdę
nie widziałeś schodów

(każdy stopień przygląda ci się
osobno
)

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

3246. zachwyty dzisiejsze (dwa)

 
podwójny sygnał to dwie prawdy.
JiM
 

sobota, kwietnia 13, 2019

3245.

Siódma rano, ósma też — padał śnieg. Trudno było w to uwierzyć, ale odnotować trzeba. W zimnie dnia spotkały mnie tak piękne słowa:

Wszystko jest trudne, zanim nie stanie się proste.

Kupiłam na pniu.

piątek, kwietnia 12, 2019

(3242+2). Zefir przedwielkanocny

jasny gwint! cudo!
i już! i kropka.

fot. Saxifraga.

3243. Literki odnotować (III)

gazeta, a dzięki niej sześćdziesiąt dni wokół bloga. Dziś… czterdziesty piąty dzień. Jestem prawie pod wierzchem.

Wskutek powyższego drugi miesiąc czytam jak na lekarstwo, ale czując oddech końca beznadziejnej roboty z przenosinami, natychmiast oderwałam się od archiwalnych literek i popędziłam ku innym, obcym literkom. Poszłam sobie. Delektowałam się kolekcjonowaniem doznań i wrażeń estetycznych, czytając tę książkę. Nie śpieszyłam się, a i tak się skończyła.

Wszystkie Szpagaciki wokół mnie nieuchronnie przepoczwarzają się w nieletnią młodzież — wyrośli już z takich książek, ale i do nich nie dorośli jeszcze po raz drugi. Czego nie można powiedzieć o mnie: wyrosłam z nich i dorosłam do nich — zachwycałam się pomysłem na książkę i kreską.

Tak bardzo chciałem zasnąć, że czułem, jak sen odchodzi ode mnie stanowczym marszowym krokiem.

*

Siedzieliśmy, przytulając się do siebie; trochę z chłodu, trochę z sympatii, a trochę z niepokoju, co będzie dalej, i nie mówiliśmy nic, to znaczy każdy czekał, żeby zaczął ten drugi.

*

         — Skąd wiesz, że on był starszy? – przerwał mu Kot. – Był tylko większy i grubszy.
         — To prawda — ucieszyłem się. — On wcale nie mówił, że jest starszy.
         — Ale miał wąsy — upierał się Filip.
         — Co z tego — zdenerwowałem się. To jeszcze o niczym nie świadczy. Ty też masz wąsy. I on też. — Wskazałem na Kota.

*

         — Dokąd prowadzi ta droga? – postanowiłem zmienić temat.
         — To jest droga donikąd – zahuczała Sowa.
         — To znaczy, że co tam jest? — wtrącił się Filip.
         — To znaczy, że tam niczego nie ma.
         Nie mieściło mi się to w głowie.
         — Ale gdybyśmy my tam poszli, to już by coś było – zauważyłem nieśmiało.
         — Trzeba spróbować — przytaknął zając.
         — Nie radzę
. — Sowa była innego zdania.

*

*

         — Nawet się nie zatrzymał — powiedziałem, chociaż wcale nie było mi przykro.
         — Bo to był pospieszny — wyjaśnił Pan. — Nim jadą wszyscy, którzy się ciągle tak spieszą, że nawet nie myślą o spaniu. Wysyłam za nimi różne sny, ale prawie nigdy nie udaje im się ich dogonić.

Anna Onichimowska, Sen, który odszedł,
ilustr. Krystyna Lipka-Sztarbałło,
Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

środa, kwietnia 10, 2019

3242. Błękit wiosenny i…

Z nieuleczalną, przewlekłą i postępującą chorobą łączy się zagrożenie depresją — przeczytałam przedwczoraj, czekając w kolejce, choć wcale o chorobie czytać nie zamierzałam.

Profilaktyka depresji… zamyśliłam się wczoraj, najlepsza dla mnie (chyba nie tylko):

rób to, co karmi twoją Duszę.

Uprawiam… wyłącznie profilaktykę depresji. I cyk!

*

spytały, czy dobrze się czuję.
powiedziałem im, że każde doświadczenie
na coś się przydaje
i że wyrwały mnie
ze zwykłego mrocznego
nastroju.

*

musi być jakiś sposób.

na pewno musi być sposób, o którym jeszcze
nie pomyśleliśmy.

kto we mnie umieścił ten mózg?

woła
domaga się
mówi, że jest nadzieja.

nie powie
„nie”.

*

coś ze mną nie w porządku
oprócz
melancholii.

*

w końcu dowiesz się tego,
co powinnaś wiedzieć

już tak strasznie
dawno.

*

upór
żadnego bohaterstwa
konieczność

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.

poniedziałek, kwietnia 08, 2019

3241. Żałoba po życiu, którego nie będzie

Żałoba po życiu, którego nie będzie… ma etapy.

Pierwszy. Poziom indywidualny. Szok. Informacja o diagnozie zwala z nóg, wycina, jest się gdzieś obok siebie, wszystko, co się słyszy, dotyczy kogoś innego, choć dotyczy nas. I nawet jeśli nie opuścił nas rozum i logiczne myślenie, a pojawiającym się uczuciom pozwalamy na to, by nas dotknęły i przemieliły, to i tak jesteśmy w szoku. Nie wiemy tego, ale tak jest. Dowiemy się o tym, ale dopiero gdy szok minie. Przynajmniej ja tak miałam. Nie ma co mówić osobie chorej, że jest w szoku — to ją może tylko rozwścieczyć. Nikt, na szczęście, nie wystartował do mnie z tą rewelacją, Mnie by ona do szewskiej furii doprowadziła.

Drugi. Poziom relacyjny. Szok trwa, ale o tym wciąż nie wiesz. Krąg osób, wiedzących, co się z tobą dzieje, ograniczasz tylko do tych, którzy są ci najbliżsi. Żadna ze stron nie ogarnia tego, co się dzieje, do końca, nie wie, co będzie. Na tym etapie osoba chora nie wyobraża sobie, że któregoś dnia będzie musiała zakomu­ni­ko­wać światu: jestem chora przewlekle i nieuleczalnie. Na tym etapie musi pró­bo­wać wyobrazić sobie kociokwik związany z wszystkimi dodatkowymi ba­da­nia­mi, szukaniem i ustawianiem właściwej rehabilitacji, zmianą stylu życia. Bez naj­bliż­szych relacji, nie wiem, jak można przez ten etap przejść.

Trzeci. Poziom społeczny. Szok minął. Przychodzi taki dzień, gdy ktoś z sąsia­dów mija cię i życzy ci powrotu do zdrowia — może trzeba mieć psa, by to się wydarzyło — a ty dziękujesz i… dodajesz spokojnie i rzeczowo, że bardzo chcesz wrócić do sprawności — mówisz, bo już możesz — ten powrót jest nawet jakoś możliwy, ale musisz się też liczyć z tym, że może być też tak, że stan, w którym jesteś teraz, jest najlepszym, co masz, bo chorujesz. I wtedy zaczyna się dziać…

Etap pierwszy będziesz pamiętać jak przez mgłę. Etap drugi wymaga końskiego zdrowia od każdej, biorącej w tym huraganie, osoby, by wyrobić się na zakrętach i ogarnąć logistykę. Etap trzeci jest, z wymienionych do tej pory, najciekawszy. Zaskoczy cię, ile osób choruje na to, co ty. Zdziwisz się, że ludzie obok ciebie też to mają i żyją z tym od lat, bo nie ma na to lekarstwa. Ja byłam i zaskoczona, i zdziwiona. I już wiesz, że gdy mówisz, jak jest, znikają plotki (ludzie i tak o tym gadali). Jedni będą współczuć. Inni będą współczuć, ciesząc się jednocześnie, że ich ta choroba nie złapała. Jeszcze inni się od ciebie odwrócą lub uciekną. A ty? A ty możesz stać się żywym przykładem, że choć masz tę chorobę, to ona nie ma ciebie. Niech ludzie cię widzą, niech wiedzą, że wciąż jest życie po diagnozie, i może to być bardzo dobre (nawet jeśli trudne) życie. Pomyśl, czy gdybyś miał wybór: życie z chorobą lub nieżycie, to co wybierasz — nawet jeśli czasem masz serdecznie dość?

Czwarty. Przychodzi niepostrzeżenie po pierwszych trzech. Już nie chcesz gadać o chorobie. Chcesz żyć. Na pytanie: jak się czujesz? odpowiadasz: to co teraz robimy? Jeśli już przyszło ci mierzyć się z nieuleczalną chorobą, ten etap jest najzajebistszy. I choć (jest to nieuniknione) będziesz miał nawroty do wszystkich wcześniejszych etapów — ja je mam — żegluj z uporem maniaka do czwartego.

zadziwi.ona

niedziela, kwietnia 07, 2019

piątek, kwietnia 05, 2019

3239. Tam (VI)

(3237+1). Po armagedonie

użyłam jak pies w studni.

wtorek. nasprzątałam się w swoim życiu po rewolucjach psiego układu pokarmowego — tak uważałam. o tym, że się myliłam, dowiedziałam się we wtorkowe popołudnie.

środa. nasprzątałam się w swoim życiu po rewolucjach psiego układu pokarmowego — po wtorkowym sprzątaniu miałam prawo tak uważać. o tym, że o sprzątaniu nie miałam wcześniej pojęcia, dowiedziałam się w środę późnym popołudniem, zmywając psią krew.

czwartek. piąta rano. wyję z tęsknoty do własnego starego życia*. przy kawie muszę w końcu coś poczytać, bo zwariuję. nie przenoszę bloga, trafiam na dwa wiersze i chcę z powrotem swoje udomowione dwadzieścia tysięcy bogów, bo suki są przynajmniej dwa razy mądrzejsze i fajniejsze od psów — chcę mojego zdrowego kudłatego anioła, nawet jeśli do całego tego tomiku wierszy mam wiele zastrzeżeń.

samotny pies
idący po rozgrzanym letnim
chodniku
zdaje się mieć w sobie moc
dziesięciu tysięcy bogów.

dlaczego
?

*

psy i anioły nie różnią się specjalnie
od siebie
.

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.

______________
* życia, w którym czytam, piszę, zagapiam się na świat. a ja dzięki gazecie nie czytam, przenoszę bloga. nie piszę, przenoszę bloga.
     nie czytałam, napisałam kilka słów, nie przenosiłam bloga we wtorek i w środę, sprzątałam po umęczonej, zatrutej czymś suce.

wtorek, kwietnia 02, 2019

3237. Kudłata jazda

wet. kroplówka. z antybiotykiem. z osłoną na jelita.
z osłoną na żołądek. przeciwból. jeszcze jedna kroplówka.

dom. co pół godziny sprawdzam, czy oddycha.
bo nie rusza się wcale.

serce się kroi. otwieram lodówkę. w kuchni bytuję.
jem obiad. i nie dogląda mnie żadna psia obecność.

wieczór i szczęście ogromne:
usłyszeć, jak chrapie.
usłyszeć, jak śni psie sny.

chrapie!

poniedziałek, kwietnia 01, 2019

3236. Słówko o miłości

Pan Ciasteczko:
(wczoraj wieczorem pochwalił się
świeżutko nauczonymi włoskimi słówkami
)

Jabłoń:
(zapamiętała jedno, niepodobne
do hiszpańskiego odpowiednika, i dziś,
jeszcze przed świtem, gdy Sadownik musiał już wstać, użyła
)
Dzisiaj będzie dobry dzień, Ragazzo*.
(po chwili dodała)
To słowo kojarzy mi się z hiszpańskim el regalo**.
W sumie na jedno wychodzi, ponieważ Ty
w moim życiu jesteś najważniejszym Prezentem.

_____________
     * bo Jabłoń zrozumiała dzień wcześniej, że słowo to znaczy „przyjaciel” (a znaczy „chłopak”, o czym dowiedziała się kilka godzin później).
    ** prezent.

piątek, marca 29, 2019

(3233+2). Zauroczenie

mam szczęście.

do Twórców Wrażeń na tym blogu dołączyło Oko Saxifragi*.

po prostu padłam, gdy zobaczyłam te piękne kwiaty. szybciutko o autoryzację poprosiłam. dostałam zgodę na ocalenie w moim świecie od zagubienia.

Georginia, pomyślałam, zachwyci się — już widzę Jej uśmiech.
pozostałam z aktywną tęsknotą za aparatem fotograficznym.
dlaczego go nie używam?

*

czarne. białe. kot!


kudłaty model: Mars, fot. Saxifraga.

__________________
* są plusy wyniesienie się z bloxa.

wtorek, marca 26, 2019

3232. O wzorach nadziei

badyl. ruszył z kwitnięciem.
trzy lata przegapiałam ten szczególny moment.

piąta rano. na własnych nogach. z Heniutką obok. w ciszy dosypiającego osiedla.  czysta magia.

Mądrość, którą odkrywamy, nie ma początku.

*

We wszystkim, co istnieje, obecna jest magia, jakiś żywy pierwiastek. Coś żywego, coś realnego przenika dosłownie wszystko.

Chögyam Trungpa, Szambala. Święta ścieżka wojownika, przeł. Roman Skrzypczak, Jacek Santorski & Co, Warszawa 2003.

niedziela, marca 24, 2019

3231. O związkach

Jabłoń:
(wczoraj przy obiedzie przeżywała, że
pary, po kilkudziesięciu latach razem,
rozłażą się jak sfilcowane swetry
)
Chcę być twoją papużką nierozłączką…

Sadownik:
Bycie łabędzicą* ci już nie wystarcza?

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem w  łabędzim duecie)

_____________
* Sadownik twierdził, że są monogamiczne. Jabłoń sprawdziła i dodatkowo dowiedziała się, że łabędzie: podobnie jak ludzie potrafią wybierać sobie dziwnych kandydatów… i znów ryknęła śmiechem, wdzięczna swojemu Łabądkowi za jego wybór.

sobota, marca 23, 2019

3230. konfiturka różana ze słońca

przeszłość, pamięć i słońce
w jednym miejscu. wypatrzyłam.

tu i teraz w przepiękny dzień.

3229. U Orzeszka i Białego Kruka (LVI)

Biały Kruk:
(wczoraj późnym wieczorem napisał i zdjątko załączył)
Kwitnie
dereniówka.


fot. Biały Kruk.

3228. Literki odnotować (II)

gazeta, a dzięki niej sześćdziesiąt dni wokół bloga. Wczoraj… dwudziesty czwarty dzień.

Wskutek powyższego czytanie tylko rano do kawy. Czasu, by zająknąć się na temat książek, wybrać cudne cytaty, brak. Ale wczoraj z Georginią i Kaan o tej książce rozmawiałyśmy, a to oznacza, że jest czas najwyższy, by wspomnieć w końcu, choć wydawało mi się, że zrobię to dokładnie tydzień temu.

Nie wzięłabym jej do ręki, gdyby nie cytat:

Gdy szli przez plac, na drodze Stelli stanęło stado dziobiących ziemię gołębi.
     – Hej, maleńki – powiedziała do ptaka, który oddalił się od centrum kotłowaniny.
Wszystkie gołębie poderwały się do lotu w eksplozji piór i pierza.
     — Czemu to robią?
     — Co?
     — Działają jednocześnie. Jeśli jeden odlatuje, odlatują wszystkie.
     — Pewnie są katolikami.

Gdy czytałam tę książkę, zwierzchnicy polskiego kościoła katolickiego zrobili swoim wiernym test na inteligencję, a w zasadzie na debila. Moją niewierną reakcję na ten poniżający bełkot mogłabym podsumować tak: KEP, puknij się w łeb! W tych okolicznościach poniższe trzy cytaty czytało się pysznie:

[…] Gerry rzucił, że gdyby dusze — w które nie wierzył — istniały, dusza Stelli musiałaby być ostra jak żyletka. Winą za to obarczył Kościół katolicki, który rzekomo uczynił z niej osobę nieustępliwą, ograniczoną i zdolną do dokonywania ogromnych zniszczeń w imię przestrzegania reguł i przepisów. Stella absolutnie się nie zgodziła. Powiedziała Gerry’emu, że wszystko, co w niej dobre, zawdzięcza właśnie religii. Kościół wpoił jej poczucie słuszności, sprawiedliwości i równości.

*

Katolicyzm był dla niej źródłem duchowych komórek macierzystych. Mogły zmienić się we wszystko, czego potrzebowała akurat jej dusza. Oferowały pomoc w radzeniu sobie z trudnościami, takimi jak to, że duchowieństwo stało się wylęgarnią potworów, prawicowych despotów i dewiantów seksualnych. Był przecież taki czas, gdy zdawało się, że w zorganizowanych instytucjach dziećmi opiekują się wyłącznie pedofile w koloratkach. A ich szefowie, ci w grubszych koloratkach, zamiatali wszystko pod dywan, by ratować twarz Matki Kościoła. Stella zawsze uważała zaś Kościół za wspaniałą, dobrą organizację.

*

Jak możemy zmienić świat na lepsze? Trzeba podejmować choćby i najdrobniejsze wysiłki. Mimo to, co Kościół myśli o kobietach.
       — Znałam kiedyś wspaniałą zakonnicę, która mówiła, że na ostatni sobór watykański przybyli jedynie biskupi, ale przewidywała, że na następny przyjadą już z żonami. A na jeszcze kolejny z mężami. — Stella zaczęła się śmiać. Kathleen rozsiadła się wygodniej i zaklaskała w dłonie. — Mamy więc na co czekać.

 
Ale są w tej opowieści również smaczki, cytaty, których wartość nie zależy od okoliczności:

Gdy byli w Warszawie, Stella zastanawiała się na głos, skąd tu tyle parków. Usłyszała w odpowiedzi, że powinna zapytać Niemców.

*

[…] architektura to sztuka dostarczania klientowi usług (gazu, wody i elektryczności) w sposób tak elegancki, jak to tylko możliwe. Nic mniej, nic więcej. Nie szkodziło oczywiście, jeśli umiałeś przy okazji narysować linię prostą bez linijki i zadbać, by dana konstrukcja się nie zawaliła. Architekci ratowali życie – wznosili budynki, które nikogo nie zabijały. […] Doktor Rice był wspaniałym nauczycielem. Twierdził, że chce, by jego uczniowie mieli dość pewności siebie, by tworzyć, a jednocześnie dość wiedzy, by w siebie wątpić.

*

Trudno było nie zachwycić się bezczelnością małych dzieci — wbijały wzrok w kogo chciały, nieświadome zasad uprzejmości i taktu.

*

     — Zrobisz sobie krzywdę.
     – Akurat cię to obchodzi.
     – Słucham?
     – Słyszałaś.
     Stella wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę.
     
[…]
     — Szkoda, że się nie widzisz. Kiedyś byłeś dobry i wrażliwy. Co się stało? Został z ciebie jedynie apetyt
.

*

     — Kropelka na dnie? — spytała. — Odkąd to dno ciągnie się do połowy butelki?
     — Szperasz mi po bagażach?
     — Daj spokój, Gerry.
     — W hotelu byłem bardzo wstrzemięźliwy. Powinnaś być ze mnie dumna
.

*

Biel goździków nie była brakiem koloru; tym, co pozostaje, gdy się kolor usunie. Była intensywna, wyrazista i nieskazitelna. Lśniąca biel – odbijająca światło.

*

Krótki wiersz* zaczynał się od pytania: „Czy życie dało ci, czego chciałeś, mimo wszystko?”. Kiwnięcie głową, tak. A co konkretnie? „Mogłem powiedzieć, że jestem kochany. Czuć się kochany na tej ziemi”.

*

     — Lepiej czy gorzej?
     – Znacznie gorzej – odparła Stella. – Co masz na myśli?
     – Optyczka zawsze zadaje to pytanie.
     – Jakie?
     – Lepiej czy gorzej? Kiedy dobiera soczewki.
     – Lepiej, skoro wiem już, o co chodzi. Ale wczoraj w nocy było gorzej
.

Bernard MacLaverty, Przed końcem zimy,
przeł. Jarek Westermark, Agora, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

_____________________
*    And did you get what
    you wanted from this life, even so?
    I did.
    And what did you want?
    To call myself beloved, to feel myself
    beloved on the earth
.
    // Raymond Carver, Late Fragment, 1988.

piątek, marca 22, 2019

3227. O przyjaźni

walczy z demonami. staje naprzeciwko trudności. pokonuje przeciwności losu. i… jest w ciężkim błędzie, gdy myśli, że robi to samotnie.

*

kłamstwo ma krótkie nogi — „sie wie”. Kwartecik ryczał wielokanałowo ze śmiechu, że milczenie ma jeszcze krótsze odnóża.

Jabłoń:
(już z ula uprzedziła)
uprzejmie informuję, że mają Panie
właściwości leczące, których
już nigdy nie zawaham się użyć. ❤ ❤

środa, marca 20, 2019

3226. Ślad Ich Czasu w ulu

Pani Koliber w ulu przez Nich. Od wczoraj
również ten Pan Serce zamieszkał z nami. Moim
jedynym zadaniem było znaleźć Jego miejsce.

Znalazłam.

wtorek, marca 19, 2019

3225. Lek

do łez wzruszenia i wdzięczności doprowadzona, natychmiast poprosiłam o jeżyka w liściach. dostałam. teraz i słowa, i kreskę przykładam na bliznę po wielkiej niemocy.

Jak ja mam się do Ciebie dobrać, skoro zakopujesz się pod liście jak jeż? Jak Ci pomóc, jak znikasz? Nie ma w tych pytaniach pretensji, nie oczekuję też odpowiedzi… […] miej świadomość, że jak siedzisz na ławce w parku i zauważysz kwitnący nieśmiało kwiatek albo wlepkę w autobusie, albo promyk w oknie w pracy, to wszystko mogą być dobre myśli dla Ciebie 🙂 Osobiście znam jeszcze kilka producentek takich, dedykowanych Tobie, ciepłych myśli. Więc kiedy się tak zakopujesz pod stertą liści, zdaj sobie sprawę, że nie wszystkie z nich to zwyczajne liście.

(wyróżnienie własne)
 

dziękuję, dziękuję, dziękuję…
 

ilustr. Kaan.

3224. O sierści

Bliźniacza Liczba:
(przysłała cudo, na które napatoczyła się na efce)

— Dziecko nie chce jeść mięsa. Czym je zastąpić?
— Psem. Wszystkie psy lubią mięso.

 

Jabłoń:
(wysłała powyższe cudo Sadownikowi)

Pan Ciasteczko:
(dziś rano skomentował)
Labrador ze wszystkich psów lubi najbardziej!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

poniedziałek, marca 18, 2019

3223. Urobek zeszłotygodniowy

nim przyszedł Pan Vojta, rozmawiałyśmy z Dżo o odkryciach ostatnich dni.

jeśli chcesz chodzić,
     musisz chodzić.

jeśli chcesz być process workerem,
     musisz procesować to, co przynosi życie.

jeśli chcesz… a chcesz?

a teraz Pan, Pani, ona, on, Ty:
jeśli chcesz _________*,
     musisz _________*.

_____
* wpisz TO, o robieniu czego marzysz — tylko Ty wiesz, co TO jest; w końcu to Twoje „najtwojsze” Życie.

niedziela, marca 17, 2019

3222.

usunięty [11.04.2019]. niechcący, ale skutecznie.

3221. Literki odnotować (I)

gazeta ubrała mnie w sześćdziesiąt dni wokół bloga, tzn. jeśli nie chcę stracić wpisów, muszę je sobie przenieść. No to przenoszę… dziewiętnasty dzień.

Gdy półtora tygodnia temu „wyrwałam” się do tam, z przyjemnością wzięłam tylko zeszyt, pióro i książkę w „papierzu”. Delektowałam się i w końcu zrozumiałam, dlaczego lubię te dla dzieci — pozwalają mi włóczyć się po świecie zamyśleń i zaczuć”. Tak też było z tą książką, którą w tam łyknęłam.

     To właśnie dziś zrobię — zdecydował. — Wybiorę się na wycieczkę brzegiem rzeki.
     Naturalnie robił to już wiele razy, ale wciąż było coś nowego do odkrycia
.

*

Kuba poczuł, że coś przyciąga go w ich [eukaliptusów] stronę. Czy za leśną ścianą czaiła się jakaś tajemnica, którą mógłby odkryć, gdyby miał na tyle odwagi?

*

     W którą stronę? — zastanawiał się.
     Jedna ze znanych mu dróg prowadziła w głąb doliny. Druga biegła w kierunku wybrzeża. Nie miał powodu, by zdecydować się na którąś z nich, więc zamknął oczy i wykonał obrót na jednej nodze. Gdy otworzy oczy, skieruje się tam, gdzie padnie jego wzrok. Otworzył oczy.
     Już wiem!

*

     — Przygody! — powtórzył Stary Wombat. — A jakież to przygody?
     — Różne — odparła zdecydowanie Kanga. — No wiesz. Przygody. Po prostu życie
!

*

Gdybym ja był tobą, a ty mną… – mruczał dalej, głośno sapiąc. — To dopiero zabawna myśl! Gdybyś ty była mną, a ja

*

Potem, gdy usiłował to sobie przypomnieć, nie potrafił określić, jak długo trwało to uczucie. Być może tylko chwilę, niecałą minutę, ale w sercu czuł, jakby to były całe lata, tysiące lat. Miał wrażenie, że nie ma już żadnych lat, nie ma zatrzymywania się ani ruszania w drogę, nie ma żadnego początku ani końca, żadnych wyjazdów ani powrotów.

Ursula Dubosarsky, Kuba i Kanga, ilustr. Andrew Joyner,
przeł. Maria Makuch, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

3220. W pierwszy tak ciepły wiosenny dzień

Stado:
(w parku w słońcu na ławeczce)

Sadownik:
(pokazuje na spodnie Jabłoni)
Jaki to kolor?

Jabłoń:
Rojo.

Pan Ciasteczko:
(co lekcje będzie wieczorem odrabiał)
Rosso.

czwartek, marca 14, 2019

3219. Trzymają mnie te słowa

Usłyszałam tę rozmowę wczoraj. Poruszyły mnie i zachwyciły te słowa. Wciąż ze mną są i chcę, by zostały, bo i ja zapraszam was jako świadka moich wzruszeń.

Idąc tak za Gombrowiczem: ja was zapraszam jako świadka swoich wzruszeń, a wy sobie dacie radę i wy możecie wyjść — ćwiczcie swoją wolność. To jest ważne, bo się urodziliście z tym.

*

[…] najpierw wychodzi, wychodzi […] to się trzyma kupy i nagle jest totalne tąpnięcie i od tego momentu tak naprawdę zaczyna się prawdziwa praca, dopiero po tym upadku.

*

Postanowiłam sobie bardzo dawno […] z procesu robienia filmu wezmę dla siebie wszystko […] po zakończeniu, zamknięciu filmu ja już wszystko wzięłam, co było do wzięcia.

// Jagoda Szelc w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską
(wyróżnienie własne)

fot. źródło.

wtorek, marca 12, 2019

3218. O drzewnej filozofii

Jabłoń:
To, że się z kimś spało, nie oznacza, że się go zna.

Sadownik:
Dzięki kochanie, dzięki!

Sadownik & Jabłoń:
(długo razem się śmiali)

(3215+2). Tak trzymać! (II)

À propos szczelin i odbić:

szukaj swoich. tych, którzy:
     wspierają cię.
     gotowi są ci pomóc.
     inspirują.

od reszty, w miarę możliwości, trzymaj się z daleka.

poniedziałek, marca 11, 2019

niedziela, marca 10, 2019

3215. Chore myślenie trzeba leczyć!

To ciekawe, że można się wstydzić swojej choroby. Przychodzi mi do głowy, że można się wstydzić poprosić o pomoc — tego się trzeba nauczyć, szczególnie w chorobie. Znane są mi przypadki chorych na nowotwór, których dopada wstyd, bo gdyby dbali o siebie, jedli co trzeba, nie pili alkoholu, spali ile należy, emocje okazywali, traumę przepracowali, systemowi rodzinnemu się pochylili we właściwy sposób, znaleźli siebie, zakończyli toksyczne relacje, nie stawali przeciwko swojej kobiecości/męskości, to wtedy na pewno by nie zachorowali! Oczywiście, miło by było, gdyby to było takie proste i tak pięknie wpisywało się w model przyczynowo-skutkowy.

Usiadłam i policzyłam dla tych, co cenią liczby, przyczynę, skutek i wyznają religię racjonalności. Ile osób w Polsce przenosi się na tamten świat bez choroby? Zadałam sobie to pytanie. W 2017 roku było 2838 ofiar śmiertelnych w wypadkach samochodowych oraz 557 morderstw. Załóżmy, że wszystkie te osoby w chwili śmierci były nieprzyzwoicie zdrowe, dorzućmy duży margines (np. dla zabójstw)… niech to łącznie będzie dla równego rachunku 5 000 osób. Przyjmijmy, że w Polsce żyje 36 milionów ludzi. Dzielenie, mnożenie i… trzynaście setnych promila osób trafiło przed oblicze św. Piotra, przeniosło się na łono Abrahama, rozpłynęło się w Absolucie, nie wiedząc, czym jest choroba. Oznacza to, że ludzie wyłącznie w ramach błędu statystycznego przenoszą się na tamten świat bez doświadczenia choroby.

Sadownik zaprotestował. Jego zdaniem, nie uwzględniłam tych, którzy np. na przystankach autobusowych umierają na zawał, dostają śmiertelnego udaru. Zaprotestowałam — to, że ludziom nie rzucono w twarz diagnozy, nie znaczy, że jakość ich życia nie była naznaczona zmianami chorobowymi, na dziesiąte piętro nie biegali już po schodach (na pewno).

Wobec powyższego śmiem twierdzić, że choroba nie jest karą, konsekwencją, wielopokoleniową piramidą — choroba jest immanentną częścią życia.

Nie zmienia to jednak faktu, że można się wstydzić swojej choroby. O ile w przypadku nowotworów chorzy, gdy słyszą, że sami sobie zgotowali ten los, coraz częsciej każą się ludziom pukać w czoło, o tyle w przypadku chorób autoimmunologicznych (tj. autoimmunizacyjnych) wieść gminna, dotycząca przyczyn zachorowania, trzyma się mocno. Logiczne jest, że skoro twój organizm atakuje sam siebie, to musi być z tobą coś nie tak, musi być bardzo nie tak. W końcu choroby autoimmunizacyjne to inaczej choroby „autoagresywne”, a to świadczy wyłącznie o tym, że nie radzisz sobie z agresją i złością — nie radzisz sobie tak bardzo, że rzucasz się na siebie, co „potwierdza gołym okiem” fakt, że choroby autoimmunizacyjne najczęściej nie są demokratyczne. Kobiety chorują dwu- pięcio- czy dziewięciokrotnie (w zależności od choroby) częściej niż mężczyźni — co pięknie się wkomponowuje w głupiomądre myślenie o tych chorobach — facet pieprznie ręką w stół i dużo lepiej wszyscy się mają przecież, prawda? Światli, skądinąd ludzie, poczęstowali mnie tą teorią. Poprosiłam, by puknęli się w czoło. Miło byłoby móc kontrolować życie pod każdym względem, ale wtedy, no cóż, nie byłoby życiem.

Kropla drąży skałę… i dlatego postanowiłam zajrzeć do tej książki. Myślę sobie, że warto ją przeżyć od deski do deski, nawet jeśli nie jest się ciężko lub nieuleczalnie chorym.

[…] możesz dokonać wyboru, w jaki sposób myślisz o sobie, swoich cechach i jak interpretujesz wydarzenia ze swojego życia.

*

Zwątpienia i ból są bowiem naturalne i stanowią część życia.

*

Współczucie jest działaniem w czyimś najlepiej pojętym interesie, oczekiwaniem pozytywnych rezultatów, czerpaniem przyjemności z codziennych czynności i uczeniem się na doświadczeniach.

*

Paradoksalnie, zaczniesz się doskonalić dopiero wtedy, kiedy zaakceptujesz siebie takim, jaki jesteś. Postawa akceptacji w odniesieniu do własnych błędów i słabości sprawia, że jesteś bardziej zmotywowany do robienia postępów.

*

Rozpoznanie, akceptacja, doświadczenie tego, co w danej chwili czuję, a następnie potraktowanie siebie z życzliwością zamiast tłumienia i unikania bolesnych emocji jest wspaniałym doznaniem.

*

Uważaj, co do siebie mówisz,
bo może się okazać, że tego słuchasz
.

przysłowie ludowe

Malwina Huńczak, Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia,
Wydawnictwo Samo Sedno, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 08, 2019

3214. Ona

wypatrzona rano na suficie.
zapowiadała słoneczny dzień.

śmiesznie jeść jabłko bez asysty 
dwóch psich oczu. tak jest, bo zostałam 
sama. Heniutka i Sadownik wyjechani.

czwartek, marca 07, 2019

3213. Oni

Jabłoń:
Ars powiedział, że jestem maruda.

Sadownik:
Bo jesteś!

Jabłoń:
Kocham was obu!
(już wie, że w pracy nad sobą ma się czym zająć,
bo we dwóch mylić się nie mogą
)

poniedziałek, marca 04, 2019

3210. Weekendowy urobek

cztery miesiące. bez pięciu dni.
kilka rozmów. bez poczucia, że się w nich spotkaliśmy.

— czy ty nie rozumiesz? — bezsilność.

będę się przejmował tym, co mówisz, gdy stanie się faktem w naszym życiu. nie znoszę, gdy opowiadasz mi o przyszłości przez pryzmat tego, co wiesz na dziś. nie wiesz, co się wydarzy.

— oczekuj najlepszego! — nadzieja.

w końcu zrozumiałam, że Sadownik rozumie, co do niego mówię. w końcu zrozumiałam też, co On mówi do mnie. Susan Sontag byłaby z jego sposobu myślenia dumna. kupiłam to podejście: tylko najlepsze!

niedziela, marca 03, 2019

sobota, marca 02, 2019

3208. U Orzeszka i Białego Kruka (LV)

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko załączył)
No i
…poszedł w ślady poprzednika.

Misiek:
(na stole przed domem łypie
na fotografa po drugiej stronie okna
)

fot. Biały Kruk, fragment.

3207. Poranny komplet kawowy

Pan Ciasteczko:
(wrócił wczoraj)

Jabłoń:
(dumna, że tak dobrze dała sobie radę sama z piesą przez pięć dni)

Sadownik:
(z rana chce wcisnąć przycisk w ekspresie)

Jabłoń:
Ejże, choć byłeś we Włoszech, to wróciłeś z Włoch.
Jeszcze przez chwilę jesteś gościem w domu,
więc zrobię Ci podwójne espresso!

*


Heniutka:
(koło swojego Pańcia na kanapie)

Sadownik:
(przy kawce pokazuje zdjęcia z pracowniczych wypadów)
Sto siedemdziesiąt siedem schodów, każdy liczył!


Jabłoń:
No, popatrz! Nie dosyć, że ma
wyrzeźbione mięśnie, to jeszcze umie czytać!


Jabłoń:
(musi poniższe tu mieć)

wszystkie fot. Pan Ciasteczko.

Tu [blox.pl]: koniec

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wielkich ludzi poznaje się po tym, jak traktują maluczkich — brzmi aforyzm (autor wyparował mi z głowy). Parafrazując, można powiedzieć:

Wielkość firm poznaje się po tym, jak traktują ludzi.

No i wszystko jasne: gazeta wielka nie jest, plasuje się w grupie eurogazetek. Agora — kolosik na wacianych nóżkach — poinformowała we wtorek, że bardzo jej przykro, ale zamyka bloxa 29 kwietnia 2019.

Nie ma wątpliwości, że przykro jej nie jest — blox nie klika się i nie wymienia na srebrniki w założonym przez właścicieli stopniu, tylko tyle. Kolosik zapomniał, że tworzenie społeczności, społeczeństwa obywatelskiego nie spienięża się wcale — jest źródłem bogactwa, ale niekoniecznie pieniądza.

Blox to była społeczność. Każdy z nas (tych aktywnych od wielu, często dziesiątek, lat) włożył w to miejsce serce i setki tysięcy godzin, by dzielić się tym, co ma najlepsze. Wielu z nas wybrało to miejsce, by właśnie tu pisać, ponieważ mamy „totalnie lewackie”, przewrotowe poglądy: człowiek (każdy) ma prawo do bycia szczęśliwym, do życia w związku z osobą, którą wybierze na towarzysza życia, itd. Teraz wszyscy mamy zabrać to, czego nie chcemy stracić, i wynieść się stąd.

Z faktów, że „rządzący” informują o rzeczach ważnych na twitterze, a politycy obnażają swoją zaściankowość, głupotę i nieznajomość pisowni na fejskubu, nie oznacza, że mamy teraz gremialnie głupieć i doprowadzić się do stanu, w którym jesteśmy w stanie skupić się tylko na trzech linijkach tekstu, a najlepiej wychodzi nam rolowanie obrazków, klikanie łapek i serduszek. Korzystanie z mediów społecznościowych więcej niż… prostuje ludziom zwoje mózgowe. To, że „prawie wszyscy” tam się przenieśli, nie znaczy, że ja tam muszę być bardziej, niż jestem. I kto jak kto, ale Kolosik powinien wiedzieć, że podcina gałąź, na której siedzi — wtórni analfabeci nie będą kupować gazet. Ja już nie kupuję na znak osobistego wyrażenia niezgody na wpychanie ludzi w ramiona wyłącznie mediów społecznościowych.

Pod tymi słowami podpisałam się całą sobą:

kupuję papierową Gazetę od 1989...
od 2006 prowadziłem bloga na Waszej platformie i nie byłem tutaj przypadkowo, bo po prostu zawsze zgadzałem się ze światopoglądem jakim kierowała się Wyborcza ale decyzja o zamknięciu blox.pl wręcz mnie zdruzgotała, przybiła, rozwścieczyła i załamała...
a przecież można było wprowadzić opłaty czy pomyśleć o innych rozwiązaniach skoro wszystko w koncernie Agora musi być takie cholernie rentowne...
niestety nikt nie raczył pomyśleć o użytkownikach, którzy pozostawili tutaj kawał życia jak ja, bo opublikowałem prawie 4 tysiące wpisów i jakże prześmiewczo teraz brzmi hasło Gazety "NAM NIE JEST WSZYSTKO JEDNO" - owszem jest Wam wszystko jedno i macie w nosie czytelników, użytkowników i tych, którzy Wam zawsze sprzyjali więc nie pozostaje nic innego jak pożegnać Gazetę Wyborczą w wersji papierowej i elektronicznej i choć pisiurem na pewno nie zostanę to nie chcę mieć już nigdy do czynienia z Gazetą Wyborczą....
TAK SIĘ NIE ROBI !!!

Autor: m.1974 [już przeniesiony].

*

Wszystko to można było przewidzieć. Ponad dwadzieścia lat temu DF miał czterdzieści osiem stron i był wydawany na kredowym papierze. Teraz ma stron dwadzieścia na gównianym papierze i przeczytanie go ze zrozumieniem zajmuje czterdzieści minut.

Na bloxie też zmiany szły w kierunku miejsca, w którym znajdujemy się teraz. Najpierw wprowadzono warunkowo reklamę na szczycie blogu, gdy nie publikujesz wpisów od miesiąca. Potem reklama była już zawsze, minimum na jedną trzecią ekranu. Syndykat (polecane blogi) na bloxie padł jakiś rok temu. Za chwilę będzie po bloxie.

*

Ten blog tu [blox.pl] to — odrobina liczb:

  • Stąd [z blox.pl] „mam” 2 osoby i one mają mnie — przenieśliśmy kilka lat temu nasze relacje do realu. Dla mnie bezcenne, uszczęśliwiające bezgranicznie i nie umiem o tym pisać — ci Ludzie pojawiają się tu w wielu wpisach.
  • Stąd mam kilka blogów, które wciąż czytam — niektórzy ich Autorzy byli mądrzejsi i wynieśli się stąd sami z siebie jakiś czas temu.
  • 300 000 wejść.
    Blog w pierwszej dwusetce najczęściej czytanych blogów.
    Blog w pierwszej dziesiątce blogów w kategorii kobieta.
    Heniutka należała do Syndykatu od kwietnia 2011 do jego śmierci.
  • Nie ma już Sąsiada, nie ma już psa, ale jest ten wpis, a w nim Oni. Tu na bloxie odbyło się wiele cyfrowych spotkań tego typu.

Ten blog [na blox.pl] jest teraz tu:

bezdzietnaMama.blogspot.com
(wystarczy kliknąć w dowolny fragment nowego adresu)

Przenosiny potrwają (mozolnie wpis po wpisie). Trzeba się śpieszyć.

Klikalność i kasa nie uczynią świata lepszym. Nie zrobi tego również pomysł, że trzeba podążać za trendem, a trendem jest papka mediospołecznościowa. Świat zmienia wysiłek, który podejmujemy co dnia, by dbać o siebie samych, o siebie nawzajem, o nam najbliższych, ale i o zupełnie nieznanych ludzi obok (proste: uśmiech, ustąpienie miejsca), o dobro wspólne (prozaiczne: zbieranie psich kup, wrzucanie śmieci do śmietników). Nie jest prawdą, że Twoje dobro zależy tylko od Ciebie — potrzebujemy siebie nawzajem, potrzebujemy bardziej, niż myślisz. Totalnie lewackie, co?

Trzymajmy się razem. Dbajmy o relacje, nic piękniejszego, ale i trudniejszego czy równie bezcennego nie ma na świecie. Kolosik, biedactwo, zapomniał o tym. Kolosik nie ma świadomości co na platformie bloxa zbudował — ceni tylko kasę.

piątek, marca 01, 2019