niedziela, kwietnia 23, 2023

5011. Z oazy (CXLIII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Ibukosknera po latach czekania w końcu sobie na­był tę książkę za grosze, a radość z obcowania z nią okazała się bezcenna. Nie, nigdy nie ma­rzyłam o przejechaniu obu Ameryk na rowerze. Nigdy nie przyszła mi nawet do głowy myśl, by do Ameryki Południowej się udać. Nie mam pojęcia, dlaczego nie. Nie mam pojęcia, dlaczego w związku ze swoją postawą uznałam, że teraz czas na tę lekturę.

Podróżniczych książek nie czytam wcale, więc czemu ta? Bo dla mnie podróżowanie nie jest dla Autora osią Jego książek. Jest wyłącznie pretekstem do pisania. Założę się, że pisałby nawet wtedy, gdyby latami nie ruszał się ze swojego domu. Wierzę, że podróżuje wyłącznie po to, by podróżować, a pisze, by zatrzymywać w literkach cen­ne chwile, wrażenia czy myśli. Te zatrzymania są niczym błyszczące, kunsz­tow­nie uwięzione w bursztynie cudowne robale życia — wtedy ja… staję się sroką.

Należy odnotować, że każdy rozdział zaczyna się cytatem z… Muminków. Niesamowitym było dzielić z Autorem zachwyt tymi samymi wyimkami.

[…]  nie chcę tłumaczyć, że na moje oko wydajemy się rówieśnikami. Jed­no­cześnie zastanawiam się, jakim prawem wartościują i porów­nu­ją własne życiowe wybory z moimi i dlaczego wydają się być świę­cie prze­konani, że im jest trudniej, że mają gorzej, że jest im źle? Sko­ro uważają, że prowadzę tak lekkie, przyjemne i szczęśliwe życie, a mój wy­bór nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji i można sobie po prostu beztrosko ruszyć przed siebie, czemu sami tego nie zrobią? Przecież wszyst­ko jest kwestią priorytetów.

*

Może poprosiłem myślami? Albo przez sen? Bardzo możliwe, że sam sen wystarcza i nie trzeba robić nic więcej. We śnie często jest zrozumienie, które gubi się i rozpływa po przebudzeniu.

*

Czasem, kiedy jadę, wydaje mi się, że sam jestem tym wiatrem. Po­wietrz­nym prądem, który niosę w sobie. Gdzieś na krawędzi horyzontu, gdzieś na krawędzi snu. Jak duch…
     A jazda z wia­trem wiejącym siedemdziesiąt kilometrów na godzinę, wiatrem wiejącym w plecy, jest czystą poezją. Jest poezją pozbawioną słów, tworzoną bez duchowych przewodników, map i drogowskazów, jest poezją bez poetów, sama w sobie jest wierszem…

*

Cisza. Lubię ciszę. To przedłużone preludium przed za­ska­ku­ją­cym dźwiękiem, niespodziewaną myślą, nie­ocze­ki­wa­nym spotkaniem.

*

I przestań tak na mnie patrzeć i w kółko pytać, jak masz się odwdzięczyć. Nijak. Niczego od ciebie nie chcę. Dla mnie nagrodą jest to, że mogę ci po­móc, to jest największą zapłatą. A jak sam się z tym źle czujesz i upierasz, aby mi się odwdzięczyć, to pewnego dnia pomóż drugiemu człowiekowi. Po prostu. Zrób to samo, co ja. Okaż serce komuś, kto tej pomocy będzie po­trze­bo­wał. Jak go rozpoznasz? Co ty, ślepy jesteś? Jak to jak, normalnie. Spoj­rzysz i będziesz wiedział. Bóg prędzej czy później kogoś ci pod nos podstawi.

*

Aleś ty uparty!… A chociaż wiesz, gdzie w tej chwili jesteś? Nie, nie mam na myśli nazwy miasteczka ani kraju, bo obaj wiemy, że jesteśmy w Meksyku. Czy wiesz, gdzie jesteś teraz? W swoim życiu gdzie jesteś?… Też nie wiesz? Nie zastanawiałeś się? No tak, w drodzeAle co to znaczy?

*

[…]  jak się śmiejesz, to nie myślisz, tylko po prostu jesteś.

*

Coś wymyślisz. Na świecie nie ma rzeczy niemożliwych, tylko czasem chęci brak. Nie chce się człowiekowi – zaraz jakiś pretekst wymyśli, że się nie da. Bo nie móc jest łatwiej niż móc.

*

[…]  przez krótką chwilę czułem, jakbym oszukał czas, wyśmiał prze­zna­cze­nie, jakby coś lub ktoś chciał mnie na moment przekonać do idei nie­skoń­czo­no­ści. […]  Że czas tak naprawdę nie jest linearny, ale cykliczny, i pewne rze­czy, osoby, zdarzenia lub chwile powracają. Nawet jeśli znikają dla nas, to może pozostają gdzieś dla innych, może wcale na zawsze nie umierają?

*

[…]  to są właśnie kryteria dobrego życia. […]  Radość z tego, co już jest. Przyjmowanie tego, co przyniesie dzień.

*

     – Jak to pan nie wiedział? To znaczy, że rzeźbił pan i nie wiedział, co rzeźbi?
     – Ile ty pytań zadajesz… Co mam ci odpowiedzieć… Tak, w sumie to było trochę tak, jak powiedziałeś. Coś zamierzałem stworzyć, ale do końca nie wiedziałem, co. Tyle tylko wiedziałem, że nie robię tego na sprzedaż. Ty zo­ba­czy­łeś ptaka, ktoś inny dostrzegłby coś odmiennego. Może gdzieś na prze­cię­ciu waszych wyobrażeń unosi się to, co byłoby najbliższe prawdy?

*

Zresztą, nie jestem masochistą, albo inaczej – coraz mniej bawi mnie bycie masochistą i udowadnianie sobie, że coś mogę albo muszę.

*

Bo nawet jeśli życie nie ma za grosz większego sensu, […]  to miło pomyśleć, że najpiękniejsze podróże, podobnie jak naj­pięk­niejsze miłości, są nie­śmier­tel­ne. Że żyją gdzieś po drugiej stronie. Choćby tylko w czyimś śnie.

*

Szukałem właściwego kamienia. Trochę to trwało, aż wreszcie znalazłem odpowiedni. Taki okrągły, szary, prawie nijaki, a jednak wyjątkowy, bo to w nim właśnie postanowiłem zostawić swoją podróż. Zacisnąłem dłoń i rzu­ciłem kamyk w wodę. Wpadł z głośnym pluskiem.

*

Rzeczy na biurku czekały cierpliwie, jak to mają w zwyczaju rzeczy, na naj­lżej­szy dotyk, dzięki któremu znów nabierają znaczenia.

*

Jak cicho. Jaka cisza wokół. Nic mi się nie chce, dziś już nic nie zrobię. Posiedzę trochę, pooddycham, odpocznę.

Piotr Strzeżysz, Sen powrotu,
Helion, Gliwice 2016.
(wyróżnienie własne)

W końcu się zatrzymałam. […]  Już nie mogłam dalej jechać. […]
     – Nie wszystko stracone – z odrętwienia wyrwał mnie jakiś nieznany mi głos.

*

Nagle zrozumiałem, że wszystko, co przydarzyło się pod­czas tej podróży, prowadziło dokładnie do tego miej­sca. Zrozumiałem, że którąkolwiek z dróg bym wy­brał, kim­kol­wiek starał się być i dokądkolwiek zmierzał, to i tak zatrzymałbym się właśnie tu. Tu, gdzie łączą się wszystkie proste, w środku snu.

*

pamiętaj, będę tu. Będę tu w powietrzu. Jeżeli kie­dyś zechcesz ze mną porozmawiać, odejdź na bok, za­mknij oczy i poszukaj mnie. Można tak ze sobą roz­ma­wiać, ale nie w języku słów. Za pomocą ciszy.
 //  Tiziano Terzani [w:] Koniec jest moim początkiem.

(tamże)

sobota, kwietnia 22, 2023

5010. Czekariat (XXXIX)

Że też da się zgubić coś, czego się nigdy nie znalazło – pomyślał […]. Słowa […]  opadały na ziemię i zamieniały się w drogę, przemieniały się w kolejny krok, a każdy z tych kroków coraz szerzej otwie­rał się na cze­ka­ją­cą za zakrętem możliwość.

Piotr Strzeżysz, Sen powrotu, Helion, Gliwice 2016.


Kaan.

5009. 112/365

budynek, który na zimę podszedł bliżej ula, wraca do siebie. w przestrzeni, którą opuszcza, jest coraz więcej tętniącej ży­ciem zie­lo­no­ści. zachwyt światem manifestują od wczo­raj de­li­katne wisienkowe kwiatuszki.

112/365


93–112/365

piątek, kwietnia 21, 2023

5008. W warzywniaku

Pati:
(opisała następne, nowiutkie ćwiczenie)

Jabłoń:
(nie dowierzając temu, co usłyszała,
w strachu niemałym, w oparach lekkiej paniki
)
Nie! Nie, nie, nie! Nieee!!!
(po krótkiej chwili, z nadzieją)
Żartujesz?

Pati:
(przepięknie spapugowała, udzielając
precyzyjnej odpowiedzi na pytanie
)
Nie! Nie, nie, nie! Nieee!!!

Pati & Jabłoń:
(ryknęły śmiechem, a potem,
oswajając drzewny strach,
zrobiły zaproponowane ćwiczenie
)

🍆

środa, kwietnia 19, 2023

5007. 109/365

najpierw on, ona nie wie kiedy, otworzył dzióbki pokrywek ich kubków z kawą, sto­ją­cych między przednimi fotelami samo­cho­du. po­tem ona, gdy on nie widział, obróciła oba kub­ki tak, by bez dodatkowych ruchów można było wziąć swój i pić kawę w trakcie jazdy.

dziś, w drodze, w dniu mo­je­go równo­ży­cia taki drobny, ale bez­cen­ny pre­zent po­da­ro­wa­ła nam miłość.

109/365

wtorek, kwietnia 18, 2023

5006. O magii małych liczb

Mówi się, że skuteczna rehabilitacja ortopedyczna to: pot, krew i łzy. Para­fra­zu­jąc, można spokojnie powiedzieć, że rehabilitacja neurologiczna to: łzy, niemoc i łzy.

Miesiąc z  małym haczykiem dzień w dzień, od poniedziałku do piątku, tłukłyśmy z Pati na start to samo ćwiczenie, którego w ramach pracy własnej nie byłam w sta­nie robić sama. W tym czasie co wieczór sprawdzałam, czy może jednak już bym mogła. Nie!

W sobotę rano po raz pierwszy zrobiłam samodzielnie dwie serie po dwa, a wie­czo­rem jedną serię złożoną z czterech powtórzeń. W niedzielę, nie dowierzając swo­je­mu szczęściu, machnęłam rano dwie serie po trzy, wieczorem zaś, wró­co­nemu z drugiego zjazdu Jednorożcowi, za­pre­zen­to­wa­łam dwie serie: w pierwszej cztery, w drugiej pięć powtórzeń. Wczoraj (wciąż z pewnym niedowierzaniem) wie­czo­rem, pomimo wy­jąt­ko­wo zagonionego dnia, zrobiłam dwie serie po pięć.

Dziś, gdy już inne dwa ćwiczenia z Pati na start tłuczemy z nadzieją, że któregoś dnia wej­dą do kanonu ćwiczeń wykonywanych w ramach pracy własnej, opo­wie­dzia­łam Jej w skrócie, jak wiele nauczył mnie miniony miesiąc z hakiem tym jed­nym ćwi­cze­niem. Na to Pati powiedziała coś, co muszę tu pod ręką już zawsze mieć.

Neurorehabilacja to
nauka cierpliwości.

Pati

🍆

5005. O 4×tak i 3×nie

Tak. Wiele miesięcy temu widziałam w sieci zajawki neurografiki. Przyciągnęły mo­ją uwagę kolory i kształty. Niosły obietnicę czegoś porywającego, ale zrezy­gno­wa­łam, nie próbując nawet, gdy tylko doczytałam o akcesoriach, które trzeba mieć*, by zacząć. Brzmiały jak wymóg posiadania karategi, by przyjść na pierwsze zajęcia ka­ra­te, gdy jeszcze nie masz pojęcia, czy będziesz chciał_a wrócić na kolejne.

Nie. Książeczkom do kolorowania dla dorosłych w każdych okolicznościach mówię stanowcze: nie! Potrzeba anarchii, stanowiąca immanentny składnik mojej Duszy, wy­klu­cza grzeczne kolorowanie po cyferkach. Nie są w stanie do tej formy aktyw­no­ści prze­konać mnie żadne ludzkie tłumy wielbicieli_ek.

Tak. Aku wspomniała, że Ona wsiąkła. Ponieważ Jej zdanie ma dla mnie znaczenie, zaryzykowałam. W stylu ziosio-samosiowym na­by­łam kredki i pisaki. Kilka dni po­cze­ka­łam. Przyszły i… porwało mnie!

Nie. To poniżej to nie neurografika per se. Neurografika to określone procedury, których poszczególne kroki mają właściwe sobie znaczenie i cel. To poniżej to efekt wyśmienicie spędzonego przeze mnie czasu z moją wewnętrzną anarchistką, która, jak się okazało, uwielbia zaprzęgać elementy neurografiki, by zatrzymać w kresce wrażenia.

Tak. Pojawił się na blogu nowy znacznik (1:1). Pomyślało mi się, że choć sztuką bywa wybranie cytatów z przeczytanych książek, to tylko czasem jest to ogromne wyzwanie. A gdyby tak, strzeliło mi do łba… No? Podwyższyć sobie poprzeczkę ku własnej radości i… Tak, tak, tak! Spodobał mi się ten pomysł. 1:1 to wpisy, w których jest tylko jeden fragment (dla mnie osobiście najbardziej znaczący, ważny, poru­sza­ją­cy) i tylko jedno, zaklęte w neurograficzne linie i kształty, wra­że­nie na temat całej książki.

Nie. Zosio-samosiowanie to nie był dobry pomysł: kredki mnie rozczarowały, mazak był zbyt gruby, o pędzelku nawet nie ma co wspominać. Sadownik, doświadczeniem Kaan pchnięty ku wła­ściwemu miejscu, podarował mi kredki. Wczoraj dorzucił pi­sa­ki i dwa pędzelki. Sklepy dla plastyków to nie sklepy dla snobów, lecz miejsca, gdzie źródło potencjalnego szczęścia przybiera realny kształt kredek, farb, pisaków i pa­pie­ru o szlachetnej gramaturze. Niech!

Tak. Wczoraj testowałam nowe pisaki i wyłam z zachwytu. Na tapet trafiło wrażenie kwietniowych włoskich literek, które jest moją odpowiedzią na pytanie, z któ­rym po­zo­sta­wiła mnie Autorka książeczki: E tu… di che colore pensi siano i ba­ci? [A ty… jak myślisz, jakiego koloru są buziaki?]. Ja? Takiego!


[i baci]

___________
  *  w rzeczywistości, moim skromnym zdaniem, by spróbować, wystarczy czarny pisak i kilka naj­zwy­klej­szych kredek.

poniedziałek, kwietnia 17, 2023

5004. 107/365

gdybyśmy byli sami ze sobą szczerzy, wiele naszych relacji skończyłoby się, nim na dobre się zaczęły, by dowlec nas do miejsc wielu zranień. ponieważ byliśmy i jesteśmy szczerzy wobec siebie nawzajem, nasza relacja ma się dobrze i trwa.

wyliczyłam jakiś czas temu i dziś sobie przypomniałam, że po­ju­trze będzie dzień mojego równożycia — będę świętować, że dokładnie pół swojego życia dzielę z Sadownikiem.

107/365

Liczyła, ile już minęło od jakiegoś wydarzenia – od ukończenia szkoły, stu­diów, ważnej roli, wyjazdu na stypendium. Wynik ją zaskakiwał, zawsze pozytywnie, jakby była rośliną, która właśnie wypuściła kolejny obie­cu­ją­cy listek, gdy nikt się tego nie spodziewał.

Maria Karpińska, Ucichło,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

niedziela, kwietnia 16, 2023

5003. Z oazy (CXLII)  //  Panna cotta (LXXXIV)

Dwuniedzielne odliczanie literek, cztery. Kwietniowa dostawa włoskich znaczeń. Wypatrzyłam tę książkę ponad rok temu. Odkładałam zakup, bo zawsze znalazłam coś równie ciekawego, a zdecydowanie tańszego. W końcu dotarło do mnie, że to ostatni dzwonek, by cieszyć się nie tylko szatą graficzną książki i ilustracjami.

Leczyłam przytrzaśniętą poświątecznie Duszę, która wpadła w stupor. Ukojenie było. I radość ogromna, że do słownika nie trzeba było zaglądać, też była. Odrobina regresu lingwistycznego czyniła ze mną cuda, nawet przy trzecim czytaniu.

Quando vado in bicicletta sono più forte del vento!
Mi piacciono le rondini, le torte alla marmellata di fragole
e mi piace ascoltare le storie che mi racconta la mia mamma.
[Kiedy jadę na rowerze jestem szybsza od wiatru!
 Lubię jaskółki, ciastka z dżemem truskawkowym
 i lubię słuchać historii, które opowiada mi moja mama.]

*

Ciò che più amo fare, però, è colorare!!!
[Jednak to, co kocham robić najbardziej, to kolorować!]

Dipingo milioni di cose con i miei COLORI: coccinelle ROSSE, cieli BLU e banane GIALLE. E anche PINGUINI e GORILLA, ma… non ho mai dipinto un BACIO. Di che COLORE è un BACIO?
[Maluję miliony rzeczy moimi KOLORAMI: biedronki CZERWONE, niebo NIEBIESKIE i banany ŻÓŁTE. Także PINGWINY i GORYLE, ale… nigdy nie namalowałam CAŁUSA. Jakiego KOLORU jest CAŁUS?]

*

[A jeśli byłby ZIELONY?
 Kocham kolor krokodyli!
 Są takie sympatyczne!]

Però odio le VERDURE che sono VERDI…
[…] i broccoli…
[…] gli spinaci… e neanche i piselli!
[…]carciofi
[Ale nie znoszę WARZYW, które są ZIELONE…
 brokuły…
 szpinak… ale również zielony groszek!
 i karczochy

*

[Jeśli byłby BIAŁY jak ŚNIEG?
 I JASNY jak Księżyc i gwiazdy?]

*

MINIMONI è confusa…
Mammaaa! Tu lo sai di che COLORE è un BACIO?
[Mała Moni jest zdezorientowana…
 Mammooo! Ty wiesz, jakiego KOLORU jest CAŁUS?]

Di tutti i COLORI del MONDO!
[Wszystkich KOLORÓW ŚWIATA!]


Rocio Bonilla, Di che colore è un bacio?,
Valentina Edizione, Milano 2021.

*

(5001+1). 1:1 (II)

Pro­po­nuję, by­śmy po­świę­cały tyle samo uwagi na­szej tro­skli­wo­ści, co na­szym am­bi­cjom. Zmier­za­cie w stronę wol­no­ści, a funk­cją wol­no­ści jest wy­zwa­la­nie in­nych. […]  nie do­ko­nuj­cie wy­bo­rów, kie­ru­jąc się je­dy­nie wła­snym spo­ko­jem i bez­pie­czeń­stwem. Nic nie jest bez­pieczne. To nie zna­czy, że co­kol­wiek kie­dy­kol­wiek ta­kie było albo że co­kol­wiek war­tego osią­gnię­cia po­winno ta­kie być. Rze­czy war­to­ściowe rzadko ta­kie są. By­cie ro­dzi­cem nie jest bez­pieczne. Kwe­stio­no­wa­nie sta­tus quo nie jest bez­pieczne. Nie jest bez­piecz­nie po­dej­mo­wać się pracy, któ­rej nikt do­tąd nie wy­ko­ny­wał. Ani też wy­ko­ny­wać stare za­da­nia w nowy spo­sób. Za­wsze znaj­dzie się ktoś, kto bę­dzie chciał was po­wstrzy­mać.

Toni Morrison, Samoszacunek. Eseje i medytacje, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)


[w urasowionym i upłciowionym świecie]

5001. Z oazy (CXLI)

Dwuniedzielne odliczanie literek, trzy. Świeżynka podczas długiego czytania za­mie­niła się w podstarzałą nowość. Warta nieczekania, choć pozostawiła mnie z wielką dziurą w sercu i smutkiem bezbrzeżnym. Bycie tak ogromnie inteligentną kobietą, jaką bezwględnie jest Toni Morrison, zwyczajnie musi boleć i głęboko roz­cza­ro­wy­wać w kontakcie z ludźmi, którzy przynajmniej teoretycznie powinni prezentować przyzwoity poziom.

Dla mnie ta książka jest przede wszstkim o samotności, której z jednej strony się potrzebuje, by żyć, z drugiej nijak nie można opuścić, bo w pewnych kwe­stiach nie ma komu wyjść naprzeciw.

By zająknąć się na temat tej książki, musiałam poczekać, aż opadną fusy wrażeń, aż je zrozumiem. Bolała mnie ta książka. Bolała bardzo. Dużo fragmentów muszę mieć tu pod ręką. Rekordowo dużo i nie uspawiedliwi tego fakt, że poniższy wybór to tyl­ko wierzchołek góry zaznaczonych pod­czas czytania cytatów. Muszę i już.

Zda­nie z ele­men­ta­rza do pierw­szej klasy, „Bie­gnij, Jip, bie­gnij”, do­pro­wa­dziło mnie do py­ta­nia, dla­czego on bie­gnie. Czy to jest po­le­ce­nie? Je­śli tak, to do­kąd? Czy psa ktoś goni? A może to on ko­goś goni? Póź­niej, gdy się­gnę­łam po Ja­sia i Mał­go­się, po­ja­wiły się po­waż­niej­sze py­ta­nia.

*

Przede wszyst­kim mu­szę za­ufać 
swoim wła­snym wspo­mnie­niom.

*

Je­śli pi­sa­nie to my­śle­nie, od­kry­wa­nie, se­lek­cja, po­rzą­dek i zna­cze­nie, to jest to także po­dziw, sza­cu­nek, ta­jem­nica i ma­gia.

*

Za­głę­bia­nie się w li­te­ra­turę nie jest ani ucieczką, ani nie­za­wod­nym spo­so­bem na po­cie­sze­nie. To nie­ustanne, cza­sem gwał­towne, a za­wsze pro­wo­ka­cyjne ob­co­wa­nie ze współ­cze­snym świa­tem, z pro­ble­mami spo­łe­czeń­stwa, w któ­rym przy­szło nam żyć.

*

Prze­szło­ści jest nie­skoń­cze­nie wię­cej niż przy­szło­ści. Może nie w cza­sie chro­no­lo­gicz­nym, ale na pewno pod wzglę­dem da­nych. Dla­tego każdy krok wstecz to ko­lejny świat, i ko­lejny. Prze­szłość jest nie­skoń­czona. Nie wiem, czy przy­szłość też, ale wiem, że prze­szłość jest na pewno. W le­gen­dach nie cho­dzi tylko o prze­szłość. Wska­zują też, jak funk­cjo­no­wać we współ­cze­snych cza­sach, i pod­po­wia­dają, jaka bę­dzie przy­szłość.

*

To wła­śnie w szcze­li­nach za­pi­sa­nej hi­sto­rii czę­sto znaj­duję „nic”, „za mało”, „nie­wy­raźne”, „nie­kom­pletne”, „zdys­kre­dy­to­wane” lub „za­ko­pane” in­for­ma­cje, które są dla mnie ważne.

*

Kon­flikt uznaje uza­sad­nione prze­ci­wień­stwa, uczciwe, ale od­mienne in­ter­pre­ta­cje da­nych, kwe­stio­no­wa­nie teo­rii. […]  Ma złą re­pu­ta­cję tylko dla­tego, że na­uczono nas ko­ja­rzyć go z wy­graną i prze­graną, z de­spe­racką po­trzebą po­sta­wie­nia na swoim, by­cia alfą. Z prze­mocą. „Kon­flikt” to nie jest ko­lejne słowo ozna­cza­jące kry­zys, wojnę czy ry­wa­li­za­cję. Kon­flikt sta­nowi wa­ru­nek ży­cia in­te­lek­tu­al­nego, a moim zda­niem także jego ra­dość.

*

Cza­sami szu­kamy w sztuce bez­pie­czeń­stwa, oazy po­rządku, spo­koju; roz­po­zna­wal­nego, a na­wet tra­dy­cyj­nego piękna; pew­no­ści, że dana forma sztuki prze­nie­sie nas poza na­sze przy­ziemne „ja” w głę­bię, w któ­rej i my za­miesz­ku­jemy.
     Cza­sami szu­kamy w sztuce nie­bez­pie­czeń­stwa, chcemy, by po­rwało nas do­świad­cze­nie tego, co dziwne, na­głe zro­zu­mie­nie, jak nie­sa­mo­wite jest to, co znane. Szu­kamy w niej bodźca, wstrząsu, żeby prze­war­to­ścio­wać my­śli, które do tej pory uwa­ża­li­śmy za oczy­wi­ste, żeby na­uczyć się in­nych spo­so­bów wi­dze­nia, sły­sze­nia. Szu­kamy pod­niety. Wzbu­rze­nia. Nie­po­koju.

*

Cią­gle przy­ku­wają na­szą uwagę i wcią­gają nas wy­obra­że­nia o ży­ciu, któ­rego ni­gdy nie pro­wa­dzi­li­śmy, o emo­cjach, któ­rych ni­gdy nie od­czu­wa­li­śmy, do któ­rych nie mamy em­pi­rycz­nego do­stępu, i o oso­bach, które ni­gdy nie zo­stały za­pro­szone do na­szych snów.

*

Kiedy [umysł]  nie jest za­jęty pró­bami po­zna­nia, po­pada w ru­inę.
     Umysł na­prawdę jest pa­ła­cem. Nie tylko dla­tego, że do­strzega sy­me­trię i to, co osza­ła­mia­jąco piękne, lecz także dla­tego, że po­trafi wy­my­ślać, wy­obra­żać so­bie i – co naj­waż­niej­sze – zgłę­biać.

*

Z ca­łym sza­cun­kiem dla Freuda, drzewa 
za­wsze wy­da­wały mi się ko­biece
.

*

Kiedy bu­dzimy się ze snu, chcemy pa­mię­tać go w ca­ło­ści, choć frag­ment, który pa­mię­tamy, może być – i bar­dzo moż­liwe, że jest – naj­waż­niej­szym ele­men­tem tego snu.

*

Wła­sny ję­zyk – ten, w któ­rym śnimy – to bo­wiem dom.

*

Kiedy pa­trzymy na świetny ob­raz, do­świad­cze­nie pa­trze­nia jest głęb­sze niż dane zgro­ma­dzone pod­czas oglą­da­nia.

*

Nie­wi­dzialny atra­ment to to, co znaj­duje się pod, po­mię­dzy, poza wier­sza­mi, ukryte, do­póki nie od­kryje tego wła­ści­wy_a czy­tel­ni­k_czka. Mó­wiąc o „wła­ści­wych” czy­tel­ni­kach, mam na my­śli to, że pewne książki zde­cy­do­wa­nie nie są dla wszyst­kich.

*

Osoba „stwo­rzona” dla książki to ta, która jest wy­czu­lona na nie­wi­dzialny atra­ment.

*

To, co nie­na­pi­sane, jest rów­nie zna­czące jak to, co na­pi­sane.

*

To miło, kiedy do­ro­śli szep­czą do sie­bie pod koł­drą. Ich roz­kosz bar­dziej przy­po­mina ła­godny sze­lest niż dziki ryk, a ciało sta­nowi na­rzę­dzie, nie osta­teczny cel. Szu­kają bo­wiem cze­goś in­nego, cze­goś pra­wie nie­uchwyt­nego, cze­goś, co tkwi da­lej, głę­biej.

*

[…]  wy­si­łek […]  sta­nowi dla mnie ra­czej wa­ru­nek niż pro­blem. Wy­zwa­nie, a nie zmar­twie­nie.

*

[…]  chcia­ła­bym, by­śmy przy­jęli, że w ca­łej na­szej edu­ka­cji, nie­za­leż­nie od tego, czy od­bywa się ona w in­sty­tu­cjach czy nie, w do­mach, na uli­cach czy gdzie­kol­wiek in­dziej, nie­za­leż­nie od tego, czy jest na­ukowa czy do­świad­czalna, za­cho­dzi swego ro­dzaju po­stęp. Prze­cho­dzimy od da­nych do in­for­ma­cji, do wie­dzy, do mą­dro­ści. A od­dzie­la­nie jed­nego od dru­giego, umie­jęt­ność ich roz­róż­nia­nia, czyli zna­jo­mość ogra­ni­czeń i nie­bez­pie­czeństw zwią­za­nych z ko­rzy­sta­niem z jed­nego z po­wyż­szych ele­men­tów bez udziału po­zo­sta­łych, przy jed­no­cze­snym po­sza­no­wa­niu każ­dej ka­te­go­rii in­te­li­gen­cji, jest za­sad­ni­czo tym, o co cho­dzi w po­waż­nej edu­ka­cji.

*

[…]  jak ła­two i ku­sząco jest za­ło­żyć, że dane to tak na­prawdę wie­dza. Albo że in­for­ma­cja jest w isto­cie mą­dro­ścią. Albo że wie­dza może ist­nieć bez da­nych. I jak ła­two, i jak bez wy­siłku jedno może uda­wać i prze­bie­rać się za dru­gie.

*

[…]  żeby coś mieć, mu­sisz to so­bie wy­obra­zić.

*

Pa­mięć jest dla mnie za­wsze świeża, mimo że obiekt, który się pa­mięta, jest już skoń­czony i prze­szły.
     Pa­mięć (świa­domy akt za­pa­mię­ty­wa­nia) jest formą świa­do­mej kre­acji. Nie cho­dzi o to, by do­wie­dzieć się, jak było na­prawdę – na tym po­le­gają ba­da­nia. Cho­dzi o to, by za­sta­no­wić się nad tym, jak to się wy­da­rzyło i dla­czego w taki wła­śnie spo­sób.

*

Prawda jest oczy­wi­ście taka, że „ura­so­wie­niedo­ty­czy nas wszyst­kich.

*

A skoro Ame­ry­ka­nin to z de­fi­ni­cji biały męż­czy­zna, który jest inny, a do­bry lub od­no­szący suk­cesy Ame­ry­ka­nin to biały męż­czy­zna, który jest inny i silny, to cała ta kon­struk­cja działa dzięki czerni, ko­bie­co­ści, stra­te­giom de­fa­mi­lia­ry­za­cji i opre­sji.

*

Prawa ko­biet to coś wię­cej niż tylko abs­trak­cja czy idea, to także sprawa oso­bi­sta. Tu nie cho­dzi je­dy­nie o „nas”, lecz także o mnie i o cie­bie. O nas obie.

*

Wiele ko­biet ży­wiło prze­ko­na­nie, że ta­kie prawa [równe] obej­mują rów­nież wy­bór by­cia matką, su­ge­ru­jąc, że nie­by­cie matką to ża­den de­fekt, a wy­bór braku ma­cie­rzyń­stwa (na do­wol­nie długi czas) można do­dać do li­sty swo­bód; ozna­cza to, że można wy­brać ży­cie wolne od ro­dze­nia dzieci i nie pod­lega ono żad­nym ne­ga­tyw­nym czy war­to­ściu­ją­cym oce­nom.
     […]  A co, je­śli przyj­miemy, że ro­dze­nie dzieci, na­zy­wa­nie się matką sta­no­wiło naj­wyż­szy akt wol­no­ści – a nie jej prze­ci­wień­stwo? A co, je­śli za­miast ro­dzić dzieci pod przy­mu­sem (ze względu na płeć, sta­tus nie­wol­nicy i zy­ski), wy­bie­rze się od­po­wie­dzial­ność za nie, uzna się je za swoje; in­nymi słowy, nie bę­dzie się re­pro­duk­torką, ale ro­dzi­cem. W nie­wol­nic­twie ame­ry­kań­skim ta­kie rosz­cze­nie było nie tylko nie do przy­ję­cia ze spo­łecz­nego punk­tu wi­dze­nia, ale wręcz nie­le­galne i anar­chi­styczne. Sta­no­wiło także wy­raz nie­do­pusz­czal­nej ko­bie­cej nie­za­leż­no­ści.

*

To, że nie chcemy lub nie po­trze­bu­jemy dzieci, nie po­winno ozna­czać, że mamy zre­zy­gno­wać z upodo­ba­nia do opie­kuń­czo­ści.

*

Po­że­gna­nie to mo­ment wprost stwo­rzony do li­te­rac­kiej dra­ma­tur­gii, do głę­bo­kich emo­cjo­nal­nych ob­ja­wień ki­pią­cych zna­cze­niem. In­te­re­sują mnie po­że­gna­nia mię­dzy czar­nymi i bia­łymi nie­zna­jo­mymi, które łą­czyło lub mo­gło łą­czyć coś waż­nego albo które re­pre­zen­tują ko­niec cze­goś więk­szego niż one same, kiedy roz­sta­nie sym­bo­li­zuje na przy­kład stratę lub od­nowę.

*

Wy­co­fa­nie się z osądu, od­rzu­ce­nie nie tyle wie­dzy, ile wnio­sków. I wy­da­wało mi się, że kryje się w tym za­lą­żek cze­goś więk­szego.

*

[…]  pod wie­loma wzglę­dami całe na­sze ży­cie jest uwi­kłane w prze­szłość – w jej ma­ni­pu­la­cje. A bo­jąc się jej uści­sku, igno­ru­jemy ją, od­rzu­camy lub wy­pa­czamy we­dług wła­snego uzna­nia, ale ni­gdy nie po­tra­fimy jej wy­ma­zać. Kiedy w końcu po­ję­łam na­turę na­wie­dze­nia – że jest ono za­równo tym, czego pra­gniemy, jak i tym, czego się bo­imy – udało mi się do­strzec ślady wid­mo­wej obec­no­ści, resztki wy­par­tej prze­szło­ści w pew­nych kon­kret­nych, ale i alu­zyj­nych szcze­gó­łach. Zwłasz­cza od­ci­skach stóp. Które zni­kają i po­wra­cają tylko po to, by znów znik­nąć.

*

[…]  owo­cem roz­bu­dzo­nej świa­do­mo­ści, która ze­tknęła się ze świa­do­mo­ścią stłu­mioną, jest czę­sto wy­bu­chowy kon­flikt we­wnętrzny.

*

De­cy­zji o tym, żeby prze­ciw­sta­wić się swo­jej spo­łecz­no­ści, nie po­dej­muje się lek­ko­myśl­nie. O wiele le­piej być u sie­bie, wśród swo­ich, niż na­ra­żać się na drwiny i nie­na­wiść z ich strony. A na pew­nym po­zio­mie szy­der­stwo czy na­wet nie­na­wiść lu­dzi po­ru­szają nas, bo są tak ślepe: to straszne pa­trzeć, jak lu­dzie kur­czowo trzy­mają się swo­jej nie­woli i ob­stają przy wła­snej zgu­bie.
   //  James Baldwin (1924–1987)

*

Akt pi­sa­nia to swego ro­dzaju akt wiary.

*

[…]  je­stem prze­świad­czona, że kla­row­ność co do tego, kim się jest i co się robi, jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zana z miej­scem w ple­mie­niu, ro­dzi­nie, na­ro­dzie, ra­sie, płci czy co tam jesz­cze. […]  Dla­tego tak ważne jest, by wie­dzieć, czym jest „to, co ko­chamy”, by o to dbać i to pie­lę­gno­wać.

*

[…]  coś po­zo­staje poza kon­trolą,
ale nie poza zro­zu­mie­niem […].

*

[…]  to, co uwa­żam za nie­bez­pie­czeń­stwo: gdy ktoś za­kłada, że można za­stą­pić przy­wi­leje wol­no­ścią, że cu­dze nie­do­statki mogą nam po­słu­żyć do wy­ka­za­nia się wspa­nia­ło­myśl­no­ścią, a cu­dze nie­szczę­ścia i kosz­mary do spre­cy­zo­wa­nia wła­snych ma­rzeń.

*

Nie­bez­pie­czeń­stwo nie za­wsze wy­nika z obo­jęt­no­ści, ale także z ak­cep­ta­cji. […]  ist­nieje wiele aspek­tów tej kul­tury, które nie są godne za­ufa­nia i nie dają wspar­cia.

*

Pa­sja nie wy­star­czy, umie­jęt­no­ści też nie. Ale spró­buj. Dla na­szego i two­jego do­bra za­po­mnij o swoim imie­niu na ulicy; po­wiedz nam, czym był dla cie­bie świat w miej­scach mrocz­nych i ja­snych. Nie mów nam, w co mamy wie­rzyć, a czego się bać. Po­każ nam sze­roki płaszcz wiary i ścieg, któ­ry roz­plata cze­pek stra­chu. […]  Tylko ję­zyk chroni nas przed grozą rze­czy, które nie mają nazw. Tylko ję­zyk jest me­dy­ta­cją.

*

Czemu je­ste­śmy naj­bar­dziej od­dani? Ro­dzi­nie, gru­pie ję­zy­ko­wej, kul­tu­rze, kra­jowi, płci? Re­li­gii, ra­sie? A je­żeli żadne z po­wyż­szych nie ma zna­cze­nia, to czy na­le­żymy do grona osób świa­to­wych, ko­smo­po­li­tów, czy też je­ste­śmy po pro­stu sa­motni? In­nymi słowy, jak de­cy­du­jemy, do­kąd przy­na­le­żymy? Co nas prze­ko­nuje, że tak wła­śnie jest? Albo, ina­czej mó­wiąc, o co cho­dzi z ob­co­ścią?

*

[…]  ję­zyk ni­gdy, prze­nigdy nie do­równa ży­ciu. I nie po­wi­nien. Ję­zyk nie zdoła uchwy­cić nie­wol­nic­twa, lu­do­bój­stwa, wojny. Nie po­wi­nien też aspi­ro­wać do aro­gan­cji, by móc to zro­bić. Jego siła, jego szczę­śli­wość po­lega na tym, że sięga ku temu, co nie­wy­sło­wione.

*

[…]  łak­niemy spo­sobu, by wy­ra­zić,
kim je­ste­śmy i o co nam cho­dzi.

*

[…]  do­bro jest nie tylko lep­sze i do­bre dla was, ale jest też bar­dziej in­te­re­su­jące, bar­dziej skom­pli­ko­wane, bar­dziej wy­ma­ga­jące, mniej prze­wi­dy­walne, bar­dziej eks­cy­tu­jące niż jego prze­ci­wień­stwo. Zło tak na­prawdę jest nudne. Może i sen­sa­cyjne, ale na pewno nie in­te­re­su­jące. To ni­ska ak­tyw­ność, któ­ra po­trze­buje ogrom­nych mas, oso­bli­wo­ści, krzyku, wrza­skli­wych na­głów­ków, żeby w ogóle zwró­cić na sie­bie uwagę, pod­czas gdy do­bro nie po­trze­buje ni­czego.

*

Sztuka za­pra­sza nas do po­zna­nia piękna i do po­szu­ki­wa­nia go na­wet w naj­bar­dziej tra­gicz­nych oko­licz­no­ściach. Sztuka przy­po­mina nam, że tu jest na­sze miej­sce.

Toni Morrison, Samoszacunek. Eseje i medytacje, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)

Ra­sizm to dys­cy­plina na­ukowa i za­wsze tak było. To nie gra­wi­ta­cja ani pływy oce­anu. To wy­na­la­zek na­szych po­mniej­szych my­śli­cieli, na­szych po­mniej­szych przy­wód­ców, po­mniej­szych na­ukow­ców i na­szych naj­więk­szych przed­się­bior­ców. Można go od­wy­na­leźć, zde­kon­stru­ować, a jego uni­ce­stwie­nie za­czyna się od wy­obra­że­nia so­bie jego braku, jego utraty, a skoro nie można go utra­cić od razu ani po­przez słowa, to trzeba to zro­bić, za­cho­wu­jąc się tak, jakby od tego za­le­żało na­sze wolne ży­cie, bo tak wła­śnie jest. Je­śli przez całe ży­cie będę gar­dzić tobą ze względu na twoją rasę, klasę czy re­li­gię, stanę się twoją nie­wol­nicą. Je­śli ty po­świę­cisz swoje ży­cie na nie­na­wi­dze­nie mnie z po­dob­nych po­wo­dów, to dla­tego, że je­steś moim nie­wol­ni­kiem.

*

Ceną bo­gac­twa, hi­sto­rycz­nie rzecz bio­rąc, były krew, za­głada, śmierć i roz­pacz.

*

[…]  jedną z za­let tego ter­minu [jazz]  jest jego swo­bodne sko­ja­rze­nie z ener­gią i zmy­sło­wo­ścią. I wol­no­ścią. I wy­zwo­le­niem. I za­wi­ło­ścią. A wszystko to na tle roz­po­zna­wal­nej mu­zyki, którą stwo­rzyli i ukształ­to­wali czarni lu­dzie.

*

No i do­brze. No i w po­rządku. Dal­szy ciąg […]  hi­sto­rii mógłby ich oboje za­pro­wa­dzić do miej­sca, skąd nie ma po­wrotu.

*

[…]  lu­dzie, któ­rzy wy­my­ślili hie­rar­chię „rasy”, kiedy było to dla nich wy­godne, nie po­winni zaj­mo­wać się jej wy­ja­śnia­niem te­raz, kiedy jej ist­nie­nie nie jest im już na rękę. Nie­mniej kul­tura ist­nieje i za­równo płeć, jak i „ra­sa” kształ­tują ją i są przez nią kształ­to­wane.

*

Świat nie staje się bez­ra­sowy ani nie sta­nie się od­ra­so­wiony po­przez twier­dze­nie.

*

Chcia­ła­bym prze­czy­tać książkę, w któ­rej płeć nar­ra­tora jest nie­okre­ślona, nie­do­po­wie­dziana. Płeć, po­dob­nie jak rasa, nie­sie ze sobą sze­reg pew­ni­ków – pi­sa­rze­_rki wy­ko­rzy­stują je, by wy­wo­łać okre­ślone re­ak­cje i być może po­wstrzy­mać inne.

*

Zło – słusz­nie – uważa się za wszech­obecne, nie­mniej nie wy­wo­łuje już w nas tak gwał­tow­nych emo­cji. Nie prze­raża nas. To tylko roz­rywka. Dla­czego nie bo­imy się go na tyle, by w pa­nice zwró­cić się ku do­bru?

*

Kto bę­dzie opo­wia­dał, a tym sa­mym kon­tro­lo­wał hi­sto­rię prze­szło­ści? Kto bę­dzie kształ­to­wał przy­szłość? Są to spory o war­to­ści, o etykę. O toż­sa­mość oso­bi­stą. Czym jest mę­skość? Ko­bie­cość? I wresz­cie, co naj­waż­niej­sze, czym jest oso­bo­wość?

*

Od­po­czy­nek, czyli zby­tek pracy lub walki o na­grody w po­staci je­dze­nia lub dóbr luk­su­so­wych, ma w dzi­siej­szych cza­sach co­raz mniej­szą war­tość. Ten brak pra­gnie­nia su­ge­ruje szcze­gólny ro­dzaj śmierci bez umie­ra­nia.

*

Wiem, że warto wal­czyć o de­mo­kra­cję. Wiem, że o fa­szyzm nie warto. Aby wy­grać tę pierw­szą walkę, trzeba pro­wa­dzić mą­drą kam­pa­nię. Do zwy­cię­stwa tej dru­giej nie po­trzeba ni­czego. Wy­star­czy współ­pra­co­wać, mil­czeć, zga­dzać się i po­stę­po­wać po­słusz­nie […].

*

W świe­cie prze­chy­lo­nej szali za­so­bów, skan­da­licz­nego, bez­wstyd­nego bo­gac­twa, które przy­cup­nęło, roz­sia­dło się i pręży przed wy­własz­czo­nymi, sama idea ob­fi­to­ści, wy­star­czal­no­ści jako uto­pii po­winna przy­pra­wić nas o dreszcz.

*

[…]  rzeka Mis­si­sipi zo­stała w nie­któ­rych miej­scach wy­pro­sto­wana, by zro­bić miej­sce na domy i działki zdatne do za­miesz­ka­nia. Od czasu do czasu rzeka za­lewa te miej­sca. Lu­dzie uży­wają słowa „za­lewa”, ale tak na­prawdę to nie za­le­wa­nie, lecz przy­wo­ły­wa­nie wspo­mnień. Rzeka przy­po­mina so­bie, któ­rędy kie­dyś pły­nęła.
     Woda ma do­sko­nałą pa­mięć i za­wsze stara się wró­cić tam, gdzie wcze­śniej była.

*

Wiem, że świat jest lep­szy, szla­chet­niej­szy, bo on w nim żył. Mój nie­po­kój do­ty­czył kwe­stii oso­bi­stych. Czy ja by­łam lep­sza? Szla­chet­niej­sza? Ży­łam prze­cież w świe­cie wy­obra­żo­nym. Czy on byłby mną roz­cza­ro­wany? Od­po­wiedź nie ma zna­cze­nia. Ale py­ta­nie ma zna­cze­nie i to wła­śnie sta­nowi spu­ści­znę Mar­tina Lu­thera Kinga jr. Spra­wił on, że akt wzię­cia oso­bi­stej od­po­wie­dzial­no­ści za ni­we­lo­wa­nie krzywd spo­łecz­nych stał się czymś zwy­czaj­nym, na­wy­ko­wym i nie­od­par­tym. Mój hołd dla niego to głę­boka wdzięcz­ność za dar, ja­kim na­prawdę było jego ży­cie.

*

Ję­zyk sek­si­stow­ski, ję­zyk ra­si­stow­ski, ję­zyk te­istyczny – wszyst­kie one są ty­powe dla po­li­cyj­nych ję­zy­ków wła­dzy, nie do­pusz­czają no­wej wie­dzy ani nie za­chę­cają do wza­jem­nej wy­miany my­śli.

*

Ję­zyk urzę­dowy, wy­kuty po to, by usank­cjo­no­wać igno­ran­cję i za­bez­pie­czyć przy­wi­leje, to pan­cerz wy­po­le­ro­wany do ośle­pia­ją­cego po­ły­sku, sko­rupa, którą ry­cerz opu­ścił już dawno temu. A jed­nak ist­nieje: głupi, dra­pieżny, sen­ty­men­talny. Wzbu­dza sza­cu­nek u uczniów, daje schro­nie­nie de­spo­tom, przy­wo­łuje fał­szywe wspo­mnie­nia sta­bil­no­ści i har­mo­nii wśród spo­łe­czeń­stwa.

*

Wszy­scy, za­równo wy, jak i ja, wiemy, że sy­tu­acja jest bar­dziej niż tra­giczna – jest nie­bez­pieczna.
     Wszelka sztuka wszyst­kich mi­nio­nych epok może zo­stać uni­ce­stwiona w ciągu kilku mi­nut przez bez­myślną po­li­tykę i/lub gry wo­jenne.

*

Być może naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­styczną ce­chą na­szych cza­sów jest to, że mury i broń znów zaj­mują rów­nie ważne miej­sce jak w śre­dnio­wie­czu. […]  Wszystko to dzieje się w tym sa­mym cza­sie, gdy tech­no­lo­gia zre­du­ko­wała od­le­gło­ści mię­dzy na­ro­dami i kra­jami.

*

Ży­jemy w świe­cie, w któ­rym spra­wie­dli­wość jest rów­no­znaczna z ze­mstą. Gdzie pry­watny zysk na­pę­dza po­li­tykę pu­bliczną.

*

Te­raz, gdy ta śre­dnio­wieczna szkoła po­now­nie otwiera po­dwoje, stare pro­gramy na­ucza­nia prze­cho­dzą we­ry­fi­ka­cję. W po­śpie­chu re­ali­zu­jąc lek­cje, rządy wy­my­kają się spod kon­troli, la­wi­rują mię­dzy na­uko­wym oszu­stwem i cho­dze­niem na skróty a tępą prze­mocą, mię­dzy kur­sami im­pe­rial­nego fun­da­men­ta­li­zmu a se­mi­na­riami o teo­kra­tycz­nej do­mi­na­cji.

*

Kiedy nie­kom­pe­ten­cja i ir­ra­cjo­nal­ność prze­wa­żają nad przy­zwo­ito­ścią i na­dal za­gra­żają „po­mniej­szym” ist­nie­niom, mo­żemy spo­dzie­wać się gwał­tow­nego wzro­stu kosztu tro­ski. Kosztu, który mu­simy po­nieść, je­śli ce­nimy cy­wi­li­za­cję.

*

[…]  że cza­sem trzeba od nowa wy­ma­rzyć so­bie ży­cie, że ży­cie za­wsze może przy­nieść wię­cej świa­tła.
//  Ben Okri (1959–)

*

Oczy­wi­ście, że ist­nieje okru­cień­stwo. Okru­cień­stwo to ta­jem­nica. Ale je­śli po­strze­gamy świat jako jedną długą, bru­talną grę, to na­tra­fiamy na inną ta­jem­nicę, ta­jem­nicę piękna, świa­tła, ka­narka, który śpiewa na czaszce... O ile wszyst­kie epoki i wszyst­kie rasy ludz­kie nie ule­gły złu­dze­niu... wy­daje się, że ist­nieje coś ta­kiego jak wdzięk, coś ta­kiego jak piękno, coś ta­kiego jak har­mo­nia... A wszystko to cał­ko­wi­cie wolne i do­stępne dla nas.

*

Wy­obraź­cie so­bie, po­my­śl­cie, jak by to było, gdy­by­ście wie­dzieli, że wasz kom­fort, wa­sze przy­jem­no­ści, wa­sze bez­pie­czeń­stwo nie opie­rają się na zu­bo­że­niu in­nych. To jest moż­liwe. […]  je­śli nie na­kar­mi­cie głod­nych, to oni was po­żrą, i to na ty­leż róż­no­rodne, co za­cie­kłe spo­soby.

(tamże)

(4999+1). 1:1 (I)

A dyskryminacja kogokolwiek
nie jest „poglądem”.

Paula Szewczyk, Ciała obce. Opowieści o transpłciowości,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.


[pragnienie pełni siebie]

4999. Z oazy (CXL)

Dwuniedzielne odliczanie literek, dwa. I’griega podarowała mi tę książkę jednego dnia. Drugiego zajrzałam do niej tylko na chwilkę. Trzeciego było po książce.

Z czym zostałam po tej lekturze? Z radością, że o dwóch fantastycznych rodzicach (jednej mamie i jednym tacie) czytałam — powolutku czytałam, wiedząc, że ich postawa to póki co wyjątek, a nie norma. Zostałam z ogromnym marzeniem, by ta książka szybko, szybciutko, w najbliższej przyszłości stała się książką historyczną.

Pierwszy z wybranych cytatów jest dla tych, którym się wydaje, że są w czołówce europejskiej akceptacji dla ludzkiej różnorodności. To jedyny tu cytat z transfobią i homofobią (kiepsko skrywanymi). Dlaczego? Już kilka razy słyszałam takie wy­po­wie­dzi na żywo i widziałam zdziwione miny, gdy uprzejmie tłumaczyłam z polskiego na polski, co kryje się pod tymi słowami. Nie, to nie jest tolerancja czy akceptacja. W żadnym przypadku nie jest. Amen.

My akceptujemy inność, mamy różnych znajomych, i osoby homoseksualne, nie mamy z tym problemu, ale inaczej jak coś takiego dotyka nas bez­po­średnio.

*

Syn jest naprawdę.
      Córki nie ma.
      Chociaż jest.

*

Jak do ciebie mówić?” – tak najłatwiej zacząć, kiedy się nie wie. Kiedy nie ma pewności co do tożsamości, a passing czy ekspresja nie pod­po­wia­da­ją. Używanie preferowanych zaimków, o które prosi osoba trans­płcio­wa, to dobry start na drodze do udanej tranzycji, do pogrzebania deadname’u. To jak zgoda na zaistnienie. Okazanie wsparcia.
     […] 
     Ci, do których bliscy i otoczenie zwracają się zgodnie z ich tożsamością, mówią o ogromnej uldze. O poczuciu, że wreszcie są. […] 
      Dla kogoś z boku odpowiednie końcówki to mała rzecz. Dla spo­łecz­ności kamień milowy zmniejszający ryzyko kryzysu psy­chicz­nego o 65 procent.

*

[…]  ciało to tylko jeden z aspektów płci. O tym, kim je­steś­my, nie decyduje ani ono, ani narządy płciowe. Liczy się to, jaka jest nasza tożsamość.

*

Lepiej, by ekspresja szła śladem stereotypów, by nikt nie podważył czegoś znacznie ważniejszego, całej tożsamości. Bo od tego niewiele kroków do prze­mo­cy, gdy ocena eks­presji decyduje o tym, czy padnie cios. Passing i ekspresja to nawet nie kwestia preferencji i satysfakcji, tylko bez­pie­czeń­stwa. Lepiej umieć wyrażać się tak, by nie wyróżniać się z tłumu.

*

     – Czasem wolałabym być chora niż transpłciowa. Przynajmniej dostałabym trochę empatii i miejsce parkingowe.

*

„Boże, jak wy nic o mnie nie wiecie!”, pomyślałam. Ale skąd mieliby wiedzieć?

*

     – Bo nie da się kobiecości we mnie obiektywnie zmierzyć. Sprawdzałam w aplikacji rozpoznawania płci. Niby dopasowała, że jestem kobietą. Ale raz wrzuciłam w nią zdjęcie psa. Odpowiedź: kobieta, lat czterdzieści. Więc jak mam jej wierzyć?

*

Tłumaczyłem jej, że przecież lubisz osobę, a nie płeć.

*

W wyrażeniu „obcinanie zdrowym kobietom piersi” każde z określeń jest w zasadzie błędne. Bo nie obcinanie, ale chirurgiczna rekonstrukcja, nie zdrowym, bo dysforia jest psychicznym cierpieniem, nie kobietom, tylko transpłciowym mężczyznom, i nie piersi, tylko balastu.

*

„Cierpisz, to się zabij”, tak odbieram
zachowanie naszego państwa.

*

Przestał wierzyć z rozczarowania. Pamięta, że w szkole i w domu mówili, że jak będzie się mocno modlił, Bóg go wysłucha. Modlił się, a Bóg nic. Bo dla­cze­go, gdy dziadek chorował na pylicę, chłopak prosił o jego wy­zdro­wie­nie, a dziadek zmarł? Dlaczego, gdy pytał w modlitwach, czy jest normalny, Bóg nie odpowiadał? Miał do niego żal, że go stworzył chłopcem, a pozwolił urodzić się dziewczyną.
     – Nie rozumiałem, skoro tworzył każdego na swój obraz, to dlaczego mnie nie? Zdarzały mi się też myśli, że skoro świat mnie nie chce takim, ja­kim jestem, to co ja tu w ogóle robię?

*

Człowiek musi mieć oparcie, musi w coś wierzyć.

*

Ale deadname jest jak zombi, powraca, chociaż miało raz na zawsze znik­nąć. Straszy, wyłazi z piwnicy przeszłości, rozdrapuje łapami dawne rany, gryzie w szyję z zaskoczenia. Przypomina o sobie, bo było pierwsze. Ale cho­ciaż było pierwsze, nie ma praw. Bo wybrali je inni, nie­świadomi, nie­winni. Nadali po urodzeniu, na długo zanim tożsamość powie, że to był błąd.

*

[…]  jego ból nie jest fizyczny. Siedzi wygodnie w głowie.

*

Cieszę się z tego, z czego mogę się cieszyć, ale czasami jakaś karta się jednak odkrywa. Nadziewa się człowiek na przeszłość jak na gwóźdź. Oddałabym wszystko, żeby urodzić się taką albo taką sobą i zająć się tym, co w życiu każdego człowieka jest ważne, rodzina, praca, tworzenie, rozwój, a nie ta ciągła szarpanina.
 //  Ewa Strzelec
Zabić się można w każdej chwili, ale najpierw trzeba spróbować ko­chać i spróbować żyć.

Paula Szewczyk, Ciała obce. Opowieści o transpłciowości,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.

Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym by zmienić oznaczenie płci w do­ku­men­tach, trzeba wy­to­czyć proces cywilny wła­snym rodzicom (jeśli oboje nie żyją, zastępuje ich ku­ra­tor). To jedyna droga, wy­de­pty­wa­na latami przez osoby transpłciowe, które dzieliły się między so­bą spo­so­ba­mi, jak się do tego zabrać. A to dla­te­go, że zmiana ozna­cze­nia płci jest w polskim prawie nieuregulowana, nie ma żadnego przepisu, który jasno określałby tego typu procedurę. Jedyne, co zostaje oso­bom trans­płcio­wym, to po­wo­ła­nie się na orzeczenie Są­du Najwyższego z początku lat 90., które stwierdza, że po­czucie przy­na­leż­no­ści do danej płci stanowi dobro osobiste podlegające ochronie.

(tamże)

4998. Z oazy (CXXXIX)  //  Panna cotta (LXXXIII)

Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. Bardzo zaległe odliczanie, bo dotyczy mar­cowej dostawy włoskich literek. Książka była w ulu w marcu i w tym samym mie­sią­cu była kilkakrotnie przeczytana, ale pojawiło się małe „ale” związane z tłu­ma­cze­niem.

Imię jednego z bohaterów po przepuszczeniu przez polską maszynkę deklinującą było językowym koszmarkiem. Coś trzeba było z tym zrobić. A może — huknęła mnie w ramię z liścia lingwistyczna świadomość — te imiona to rów­nież pospolite rzeczowniki? Nie pomyliła się! Maruder w bezmyślnym przekładzie byłby Kosmy­kiem, a wieczny optymista byłby Kolendrą, uwzględniwszy moją miłość do zacho­wa­nia w przekładzie rodzaju byłby Kolendrem.

Kosmyk! Żartujesz? To równie brzydko brzmi, gdy odmienić to słowo przez przy­pad­ki. Sy­no­nimy, Jabłonko, może nas uratują synonimy? Lok, pukiel, kędziorek, zadzior… Zadzior, kupuję! Wieczni maruderzy na dłuższą metę zawsze są wkurza­ją­cy, więc Zadziorek jest wspaniałym imieniem dla jednego z pingwinów.

Kolendra. Żartujesz? Wielkomiasteczkowe zioło, a do tego rodzaj nieodpowiedni do tej opowieści. Natka pietruszki dla botanicznej ignorantki, jaką jestem, ma podobne do kolendry listki. Niech będzie pietruszka. Rodzaj, Jabłonko, rodzaj! Pietruszek będzie fantastycznym imieniem dla drugiego pingwina.

Jak tłumaczysz, to bądź konsekwentna! Stary, mądry, przedstawiciel pingwiniej star­szyzny, czyli trzeci pingwin, dostał imię, które brzmi niczym imię indiańskiego wodza, godne, choć jest dosłownym tłumaczeniem włoskiego imienia.

Nie dało się wcisnąć w przekład zachwytu napotykanymi co chwilę gramatycznymi perełkami, o których, póki co w języku polskim, mogę gadać godzinami.

To na ten moment ostatnia z wy­da­nych do tej pory książeczek w ramach serii sere­na/mente. Już czekam na kolejne.

Proprio al centro dell’Antartide, un’altra muraglia di ghia­ccio proteggeva dalle gelide bufere invernali una co­lo­nia di pinguini. Una mattina un albatro picchiettò il becco con­tro l’igloo di Ciuffo, il pinguino più lamentoso di tutta colonia.
[W samym środku Antarktydy mur z lodu chroni kolonię pingwinów przed lodowatymi śnieżycami. Pewnego ranka albatros zapukał w igloo Zadziorka, najbardziej jęczącego pingwina w całej koloni.]

“Ecco! L’albatro mi ha svegliato e ora non riuscirò più a prender sonno!” sbuffò tra sé Ciuffo. “A questo punto tanto vale alzarmi e vedere che giornata mi aspetta…”
[„No, masz! Albatros mnie obudził i teraz nie będę mógł zasnąć!” parsknął do siebie Zadziorek. „W tym momencie równie dobrze mogę wstać i zobaczyć, jaki dzień mnie czeka…”]

*

Spaventato da ciò che avrebbe potuto trovarci dentro, strin­se forte il bastone per difendersi da eventuali nemici e, facen­do­lo volteggiare in aria, entrò.
[Przerażony tym, co mógłby znaleźć w środku, ścisnął mocno kij, by ochronić się przed potencjalnymi wrogami i, wywijając nim w powietrzu, wszedł.]

*

Ma Coriandolo, il pinguino più ottimista di tutta la colonia […]  domani partirai […]
     — Bene! In segno di pace, porterò la mia preziosa pietra portafortuna.
     Quella notte Coriandolo non rusciva a prendere sonno.
     “Come sarebbe bello se potessiamo conoscere una nuova colonia di pinguini! […]
[Ale Pietruszek, największy optymista w całej kolonii pingwinów […] jutro wyruszy…
      — Świetnie! Na znak pokoju wezmę mój cenny, przynoszący szczęście kamyk.
      Tej nocy Pietruszek nie mógł zasnąć.
      „Jak byłoby pięknie, jeśli moglibyśmy poznać nową kolonię pingwinów!”]

*

Il cuore gli batteva forte, ma si fece coraggio: strinse la pietra tra le zampe e, fiducioso e sorridente, fece un piccolo passo dentro la grotta.
     Fu allora che vide qualcosa di incredibile. Una folla indi­stin­ta di pinguini lo gurdava sorridendo, avevano tutti in mano una pietra portafortuna uguale alla sua, come se volessero dargli il benvenuto.
     Coriandolo, davanti a questo spettacolo incredibile, sentì il cuore esplodergli dalla gioia.
[Serce biło mu mocno. Zdobył się na odwagę: ścisnął w łapkach kamyk i, pewny siebie i uśmiechnięty, zrobił mały krok do groty.
      Wtedy zobaczył coś niesamowitego. Niewyraźny tłum pingwinów spojrzał na niego, uśmiechając się; wszyscy mieli w swoich łapkach przynoszące szczęście kamyki, identyczne jak jego; jakby chcieli go powitać.
      Pietruszek, urzeczony tym wspaniałym spektaklem, poczuł, że serce eksploduje mu z radości.]

*

     — Ma come è possibile?! — disse un pinguino confuso. — Tutti e due siete stati nello stesso identico posto, ma avete visto due cose opposte? Io non capisco più niente, di chi dobbiamo fidare?
     Becco Giallo si rivolse allora a Coriandolo e a Ciuffo e disse loro: — Non ci resta che tornare alla grotta tutti in­sieme. Partiamo subito, verrò con voi.
[      — Ale jak to jest możliwe?! — powiedział pingwin zmieszany. — Oby­dwaj byliście w tym samym miejscu, ale widzieliście dwie przeciwne rze­czy? Nie rozumiem już nic, komu powinniśmy wierzyć?
      Żółty Dziób zwrócił się do Pietruszka i Zadziorka i powiedział im: — Nie pozostaje nic innego, jak wrócić do groty razem. Wyruszamy bez­zwło­cznie, idę z wami.]

*

Poco dopo si sentì la fragorosa risata del vecchio saggio: — Ora è tutto chiaro! Venite!
     Coriandolo e Ciuffo lo raggiunsero e si accorsero che la grotta era piena di lastre di ghiaccio che riflettevano l’imma­gi­ne di chi vi entrava.
[Po chwili dało się słyszeć donośny chichot starego mędrca: — Teraz wszystko jest jasne! Podejdźcie!
      Pietruszek i Zadziorek dotarli do niego i zdali sobie sprawę, że grota była pełna lodowych powierzchni, które odbijały postać tych, którzy wchodzili.]

Coriandolo e Ciuffo non credevano alle loro orecchie: il loro carattere, i loro pensieri e le loro emozioni avevano avuto il potere di creare, ai loro occhi, due storie complementare differenti.
     — Che questa esperienza sia di insegnamento per tutti quanti! — concluse Becco Giallo. — La vita è uno specchio e lo spirito con il quale decidiamo di affrontarla ha il potere di trasformarla in un incubo o in sogno a occhi aperti.
[Pietruszek i Zadziorek nie wierzyli własnym uszom: ich charakter, ich myśli i ich emocje miały moc tworzenia na ich oczach dwóch zupełnie różnych historii.
      — Co za doświadczenie, będące nauką dla wszystkich! — podsumował Żółty Dziób. — Życie jest zwierciadłem i duch tego, czemu decydujemy się stawić czoła, ma moc przekształcenia życia w koszmar lub sen na jawie.]

Luca Mazzucchelli, La vita è uno specchio, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2022.
(wyróżnienie własne)

sobota, kwietnia 15, 2023

4997. 105/365

     — dlaczego mnie kochasz?
     — bo tak!

bardziej wyczerpująca i sensowniejsza odpowiedź nie istnieje w świecie słów, bo ona należy do innego porządku.

105/365

[…]  ko­niecz­ność, coś, co po­prze­dza mi­łość, po­dąża za nią, kształ­tuje ją i czemu mi­łość jest pod­po­rząd­ko­wana.

Toni Morrison, Samoszacunek.
Eseje i medytacje
, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.

wtorek, kwietnia 11, 2023

4996. 99–101/365

świąteczny festiwal ambiwalencji za mną. wciąż nie jestem cał­ko­wicie zaimpregnowana na rodzinne atrakcje: mani­pu­la­cję, my­le­nie ról, próbę ich nadużywania, bierno-agresywne za­cho­wa­nie jako jedyną dostępną formę radzenia sobie z rze­czy­wi­stością.

szczęśliwie już w ulu, tym razem z malowanym jajkiem-nie­spo­dzianką: z kortyzolu będę schodzić kilka dni.

99–101/365

sobota, kwietnia 08, 2023

4995. 98/365

25 lat — bez miesiąca i ośmiu dni — póź­niej, czy­li dziś. włóczyli­śmy się tą samą trasą. i cyk!

98/365

*






czwartek, kwietnia 06, 2023

4994. 96/365

notatnik, który czekał na mnie ponad siedem lat — skąd wie­dział, że warto czekać?

30 magicznych, akwarelowych kredek, o których istnieniu nie mia­łam pojęcia do dziś — czy wiedziały, że trafią do ula? z mi­ło­ści je otrzymałam, ku radości, którą znajduję i odkrywam.

96/365

wtorek, kwietnia 04, 2023

4993. 94/365

symptom przytrzymał drzewko w bezruchu, którego zdecy­do­wa­nie wolałaby nigdy nie poznać, i zakomunikował:
     — nie śpiesz się w drodze do realizacji swoich pragnień i nie śpiesz się w drodze za tęczowy most. masz tę chwilę, delektuj się nią, smakuj, wykorzystaj.

94/365

[suplement pikselowy: 6.04.2023]

niedziela, kwietnia 02, 2023

4992. Z oazy (CXXXVIII)

Niedzielne odliczanie literek, którego miało nie być, dwa. Czekając na drugą część książki pt. Zanim wystygnie kawa, wypatrzyłam, że obie te części (druga ukaże się dopiero w połowie maja) reklamowane są na jednym obrazku z tą opowieścią. Do połowy maja daleko, zaryzykowałam!

Dawno przy beletrystyce nie zaniemówiłam. Przy tej zaniemówiłam i zamyśliłam na dłuższą chwilę. Ta książka nakarmiła mnie i przywróciła mi apetyt na życie. Kocham japońskie przekonanie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Jesteśmy! Czasem tyl­ko chwilą, gestem, spojrzeniem. Czasem zachwytem nad tym samym zdjęciem, zdaniem czy kilkoma linijkami kodu. Czasem dłońmi, wspólnymi chwilami lub ca­ły­mi aka­pi­ta­mi czy rozdziałami życia.

Są w życiu chwile, gdy człowiek chce obdarować kogoś pły­ną­cy­mi z głębi duszy słowami pociechy, choć nie wie, czy obdarowany się ucieszy.

Oby udało mi się spotkać kiedyś tego kogoś,
kogo szukam – marzy Hirasaka.

☕ ☕ ☕

Dzieci mogą być okrutne dla innych, bo ludzie się nie oburzają, nie krzyczą na nie. Myślą więc, że można atakować ile wlezie, zwłaszcza tych, którzy się od nich różnią, nie należą do tej samej kategorii ludzi.

     – No więc tak, jest to konieczne, bo wtedy humor nam się poprawia, mnie i temu tu, Kosakiemu.
     – To dobrze, jak humor się poprawia?
     – Może nie widać, ale to też naprawa.
     Samo mi się tak wyrwało, ale uznałem, że dobrze wyszło.
     – Naprawa – powtórzył Szczur.
     Powiedziałem na próbę:
     – Dzień dobry.
     – Dzień dobry. Dzień dobry. Czy w ten sposób naprawiam w środku?
     Szczur ukłonił się sztywno mnie i Kosakiemu.
     – Tak, to naprawa. Jak tylko przyjdziesz rano, twoim pierwszym za­da­niem będzie naprawić mnie i Kosakiego. Rozumiesz?
     – Tak, byliście zepsuci, naprawiłem was.
     Mimo woli uśmiechnąłem się gorzko. To prawda, gdzieś tam jesteśmy zepsuci.

     – W takich sytuacjach należy przeprosić, nawet nie­szcze­rze. Za to później będzie łatwiej pracować.
     – Nie wolno kłamać. Sprawne mechanizmy nie kłamią.

     — […]  Ale jak się umrze, to żaden lekarz, nawet najlepszy na świecie, nie przywróci życia. Nikt go nie przywróci!
     – Tak. Dlatego wyjąłem wszystko, co nie działało, wyprawiłem skórę, w miejsce oczu zamontowałem czujniki. Zamontowałem też mechanizm z zaprogramowanym wzorcowym ruchem cyklicznym. Wystarczy wy­re­gu­lo­wać, a będzie działał bez końca. Oczywiście teraz funkcjonuje lepiej niż przedtem.
     – Dlatego… – Chciałem wytłumaczyć jakoś, co to jest „życie”, ale nie znalazłem odpowiednich słów. – W każdym razie, Szczur, od dziś masz zakaz naprawiania życia!
     – Dlaczego?
     – Bo właściciele się wściekają.
     – Dlaczego się wściekają?
     No, dlaczego, cholera! Dlaczego ogarnia mnie przerażenie, jak patrzę na tego chomika? Mnie samemu nie było łatwo zrozumieć swoje uczucia. Dużo mówiłem, aż w końcu udało mi się wydusić ze Szczura:
     – Rozumiem. Nie będę naprawiał życia.
     Byłem wykończony. Patrzyłem na chomika, zastanawiając się, czy Szczur naprawdę zrozumiał. Chomik z wdziękiem węszył w kącie klatki.

☕ ☕ ☕

Jest taki zawód, o którym Mitsuru marzyła. Owszem, zastanawiała się, czy ona, z tak skomplikowaną przeszłością, powinna próbować to robić, ale my­śla­ła też: Właśnie dlatego powinnam.

Gdzieś w głębi coś ją poruszyło. Co to może być?
     Bardzo ciepłe uczucie tęsknoty.
     – Zawsze tu sam przychodzisz? – pyta.
     – Czasami.
     – Kiedy coś cię gryzie?
     Na te słowa chłopiec uśmiechnął się, zawstydzony, i skinął głową.
     – Ja też – mówi Mitsuru.

Pewnie dlatego, że wszyscy dotykają kamienia, błyszczy w tym miejscu. W tym miejscu wykrzyczane zostały setki marzeń…
     – Mitsuru, ten kamień… podobno jak się krzyknie, kim się chce być w przyszłości, i jak echo odpowie, to pragnienie się spełni. Taką ma moc.
     […]
     Kim chciał być?
     Co chciał robić?
     Cały czas szuka.
     – Szczerze mówiąc, do dziś nie wiedziałem. Przyszedłem tu, ale nadal tego nie wiem.
     […]  Ilekroć czyjaś ręka dotyka tego kamienia, w sercu tego człowieka pojawia się nadzieja na przyszłość.

Sanaka Hiiragi, Fotograf utraconych wspomnień,
przeł. Barbara Słomka,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

     – A czy to… dlatego, że to pana bawi? – spytała Hatsue.
     A Hirasaka, jakby tylko czekał na to pytanie, z uśmie­chem odpowiedział:
     – Tak, po prostu to lubię.

     – To!
     – Ja też o tym myślałem. – Hirasaka pokiwał głową.

(tamże)

4991. Z oazy (CXXXVII)

Niedzielne odliczanie literek, którego miało nie być, raz. Miało nie być, bo mam na sta­nie wyłącznie roz­grze­bane książki — oko postanowiło przypomnieć mi z jaką cho­ro­bą się mierzę i z przytupem zarządziło czasem i przestrzenią: żadnych książek, żad­nych ludzi, żadnego ruchu, światła czy dźwięku. Gdy oko odpuściło i oddało mnie mi samej, wiedziałam, co chwycę, by na nowo znaleźć smak życia.

Nie miałam pojęcia, że pisze wiersze. Nie zastanawiałam się ani chwili. Niektóre wier­sze mnie przewróciły, inne zatrzymały. Wszystkie są przejmujące. Czy dlatego, że pisane w cieniu drugiego brzegu? A może tylko pisane w cieniu świadomości, że drugi brzeg naprawdę istnieje?

Wspaniałym jest to, że są pytania, na które wcale nie potrzebujemy usilnie szukać odpowiedzi. Są pytania, których nie warto zadawać, bo odpowiedzi nie da się za­mknąć w słowach. Można je ująć wyłącznie w do­świad­cze­niu — własnym, a nie tym przekazywanym z ust do ust.

Wier­sze te powstały mię­dzy 2008 a 2019 rokiem. W ciągu tych jede­na­stu lat na świe­cie zro­biło się mrocz­niej. Posta­rza­łam się. Poumie­rali bli­scy mi ludzie.
     Poezja dotyka samej istoty ludz­kiej egzy­sten­cji: życia, śmierci, odnowy, zmiany; w polu jej zain­te­re­so­wa­nia są także uczci­wość i nieuczci­wość, nie­spra­wie­dli­wość, cza­sem spra­wie­dli­wość. Świat w jego zróż­ni­co­wa­niu. Po­go­da. Czas. Smu­tek. Radość.
     I ptaki. W tych wier­szach jest wię­cej pta­ków niż kie­dy­kol­wiek.

🦋

Choć zamiast ognisk mamy dzi­siaj świeczki,
ucze­pi­li­śmy się sta­rych bogów,
zna­cząco pomniej­szo­nych.

🦋

Zbyt wcze­śnie w ciemną noc
Wysłali je męż­czyźni, któ­rym się zda­wało, że takie mają prawo

Wście­kłość i nie­na­wiść
Zazdrość i strach

Tak wiele sióstr zabi­jano
Przez lata, przez tysiąc­le­cia

Zabi­jali je stra­chliwi i malutcy męż­czyźni,
Któ­rzy chcieli być wyżsi

Przez lata, przez tysiąc­le­cia,
Tak wiele sióstr ginęło

Tak wiele łez…

🦋

Poezja to prze­szłość, która wybu­cha
w naszych ser­cach
– Rilke

🦋

Mam jedną uwagę (mówi),
może wycofa się pani nieco
z tego krzyku o pomoc, z tej roz­pa­czy


a zamiast (mówi)
przy­toczmy wie
pani zwe­ry­fi­ko­waną wie

wie­dzę o czło­wie
ku ludz­kiej (mówi) od
odpo­wie­dzial­no­ści ludz­kiej

dajmy ludziom
dajmy ludziom dojść
dajmy ludziom dojść samo­dziel­nie

do wnio­sków.
Dziel­nie do wnio­sków.
Mówi:

Jest w tym pewne ryzyko.

🦋

Można odejść, można się zagu­bić.
Taka jest moc słów.

🦋

Widać, jak na zewnątrz rze­czy się kur­czą,
ale w środku serce, i oddech,
i pod­skórna skóra czują, że jest ina­czej,
jak prze­past­nie, jak spo­koj­nie jest się czę­ścią wszyst­kiego

jak bar­dzo gwiaź­dzi­sty jest mrok.

🦋

Z całego serca umi­ło­wani, zebrani tutaj,
w tej zamknię­tej szu­fla­dzie,
spło­wie­li­ście dziś, tęsk­nię za wami.
Tęsk­nię za tymi, któ­rych nie ma, któ­rzy ode­szli wcze­śniej.
Tęsk­nię nawet za tymi, któ­rzy wciąż tu są.
Trawi mnie tęsk­nica za wami wszyst­kimi.

Tęsk­nica: inne słowo,
któ­rego już nie sły­chać.
Tęsk­nię prze­moż­nie, umi­ło­wani.

🦋

a potem co? A potem żal,
bo nas już nie ma.
Został trel, pieśń
pta­ków o zagu­bio­nych imio­nach.

Pta­kom nie potrzeba utra­co­nych imion.
My ich potrze­bo­wa­li­śmy, ale to było wtedy.
A dziś kogo to obcho­dzi?
Lwy nie wie­dzą, że są lwami.
Nie wie­dzą, jak bar­dzo są odważne.

🦋

Drzwi, ale nie­za­mknięte. To nic
trud­nego. To ni­gdy trudne nie było.
Zwy­czaj­nie otwórz.
Zwy­czaj­nie idź niżej, głę­biej.

🦋

Po tam­tej stro­nie stołu jest sześć klas:
nie­na­ro­dzeni, zmarli, żywi,
rze­czy, które pijesz, rze­czy, któ­rych nie pijesz,
rze­czy, o któ­rych nie możesz mówić.

🦋

Czy wtedy było dobrze?
Tak. Było dobrze.
Wie­dzia­łaś, że było dobrze?
W tam­tym cza­sie? W twoim cza­sie?

Nie, bo mar­twi­łam się

🦋

Za późno, by przyjść z pomocą. Spóź­nione listy
i zbyt późne wier­sze łączy nie­jedno.
Przy­cho­dzą, jakby nio­sła je woda.

🦋

Kształt nie­obec­no­ści,
który sie­dzi naprze­ciw mnie,
na twoim miej­scu przy stole,

🦋

a ci, któ­rzy tak długo ich ocze­ki­wali,
nie żyli już od dzie­się­cio­leci.

Takie wła­śnie histo­rie
lubi­li­śmy snuć. Pocie­szały nas
na swój spo­sób, mówiły:

każdy prze­cież gdzieś jest.
Ale nasi naj­drożsi, gdzie oni są?

🦋

„Na miłość? Tędy!
I pro­sto!
”.

🦋

Ty też masz taką nadzieję, prawda?
Że za gra­nicą śmierci czeka cię pod­niebny lot?
Po owi­nię­ciu w całun, powsta­niesz,
roz­ło­żysz skrzy­dła, i tak dalej? Och, skar­bie,
to nie będzie tak.
Nie cał­kiem.

Margaret Atwood, Wiersze przychodzą późno,
przeł. Jerzy Jarniewicz, Świat Książki, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

wie­lo­ry­bia matka
przez trzy dni nosiła dziecko,
opła­ku­jąc jego śmierć –
zabił je pla­stik.

Jest taka olbrzy­mia i smutna,
że trudno nam to pojąć:
jak mogli­śmy jej to zro­bić, żyjąc
naszym nor­mal­nym życiem
,

[…]

Się zrobi! Zrobi się?
Posta­no­wimy coś wresz­cie?

🦋

Mamy dobrą wolę?
Dla całej ludz­ko­ści?
Nie, już nie.
Mie­li­śmy kie­dy­kol­wiek
?

Gdy bogo­wie marsz­czą brew, psuje się pogoda.
Gdy się uśmie­chają, świeci słońce.
Uśmie­chamy się teraz nie­ustan­nie,
uśmie­chem gościa po lobo­to­mii,
a świat się smaży.
Prze­pra­szam. Zgłu­pie­li­śmy
.
Sączymy mar­tini, pły­niemy wyciecz­kow­cem.
Cze­go­kol­wiek dotkniemy, czer­wie­nieje.

🦋

Uczeń czar­no­księż­nika –
iden­tyczna histo­ria: „Start” łatwo powie­dzieć,
„Stop” to dopiero wyzwa­nie.
Z początku nikt o tym nie myśli.
Potem na
cze­kajjest za późno.

🦋

To wszystko się speł­nia,
bośmy otwo­rzyli oło­wianą pie­częć,
zlek­ce­wa­żyli ostrze­gaw­cze runy

(tamże)

sobota, kwietnia 01, 2023

4990. Panna cotta (LXXXII)

Dwa w jednym? Psy i terapia? Proszę
bardzo: po raz pierwszy, po raz drugi.

Trzy w jednym? Psy, terapia i włoski?
Niemożliwe! A jednak!


Autor_ka nieznany_a.

[Ogólnie rzecz biorąc czuję się dobrze. 
Przyszedłem tutaj, ponieważ  
w domu nie pozwalają mi  
wchodzić na kanapę
.]

(219+2586+2184). 91/365

w imieniu swoim i Kaan wraz z Sa­do­wni­kiem w dwu­na­stą rocz­ni­cę Jej ruszenia w nie­zna­ne; w podróż, której nikt po tej stro­nie nigdy nie pojmie. to był ostatni i jedyny żart w Jej wyko­na­niu, z któ­rego nikt się nie śmiał.

przyjdzie dzień, że znów będziemy ra­zem się śmiać.

91/365

[suplement strof: 2.04.2023]
Musia­ła­bym powę­dro­wać
Na zachód od księ­życa i od słońca na wschód

Żeby zna­leźć odpo­wiedź;
Wyrze­kła­bym zaklę­cie

I sta­nę­łaby przede mną,
Zdrowa, żywa, szczę­śliwa,

Ale to nie baśń jest.
To nie ta opo­wieść…

🦋

Wiem, że tam byli­śmy.
Byli­śmy? Kie­dyś tam będziemy?
Będziemy tam kie­dyś ponow­nie?
Daleko stąd?

Margaret Atwood, Wiersze przychodzą późno,
przeł. Jerzy Jarniewicz, Świat Książki, Warszawa 2023.