środa, czerwca 12, 2013

766. Odkrywanie nieznanego mentalnego lądu

Co „zrobić” z człowiekiem, który gada, gada i gada, peroruje, racje swoje wykłada, cały jest słowem, prawdą objawianą właśnie tobie? Zapytałam dziś.

(760+5). Kategorie prezentów

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są prezenty, z którymi nie wiesz, co zrobić.
Są prezenty, przy których czujesz się adresatem całkiem pomylonym.
Są prezenty zamówione i prezenty-niespodzianki. I są...
      ...prezenty-samo-mistrzostwo-świata — podarować komuś coś, czego się nie lubi, ale ma się pewność, że osobie obdarowywanej sprawi to przyjemność nie byle jaką. Uświadomił mi to Sadownik dając mi Maleńczuka...

Maciej Maleńczuk & Psychodancing, Sprzedaj mnie faktowi.

(760+4). Osobowości wielorakie

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(w rozmowie przez telefon)
Kocie, a może by tak...

Sadownik:
(przerywa)
Możesz do mnie mówić „Misiu”,
ale kotem w tym związku jesteś ty.
Zapamiętaj to sobie.

(godzinę później w parku)
Jabłoń:
(do Heniutki)
Myszko, tędy...

wtorek, czerwca 11, 2013

(760+3). U la la! (III)

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Między urodzinami Sadownika a urodzinami Jabłoni jest kilkadziesiąt dni, gdy różnica wieku między Dwunożnymi wynosi tylko dwa lata. W dniu urodzin Jabłoni, na dłuższą chwilę, różnica ta wzrasta do trzech lat. Ale wczoraj było inaczej…

Dwunożne:
(wrócone do domu przed północą)

Sadownik:
Wiesz kochanie, co?
Różnica wieku między nami teraz to…
nie trzy lata… to dekada!
(zaczyna się śmiać)

Jabłoń:
I znowu jestem szczęściarą. Po czterdziestce,
a młodego motocyklistę mam!
(kuguary zawsze spadają na cztery łapy!)

(760+2). U la la! (II)

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tydzień temu zapytał mnie Sadownik, czy jest coś szczególnego, co chciałabym robić w okrągłe, czterdzieste urodziny. Chciałam.

*

A dostałam dużo więcej niż chciałam.

*

Pobyć w domku na kocio-psich łapkach z Altówkami chciałam. Dostałam minitrening dla piesów. Poznałam pięciomiesięczną labradorkę Helę. I… ku memu absolutnemu zaskoczeniu, z okazji moich urodzin, jedliśmy… tort!

Gdy dziś myślę o ludziach, którzy wczoraj ze mną byli, którzy zadzwonili nie mogąc być, myślę… że są najwspanialszą Rodziną, jaką mogę mieć. Zadziwiające, że z żadnym z nich nie łączy mnie ani jedna kropla krwi, ale za to łączy całe serce.

(760+1). U la la! (I)

Były życzenia tylko dla mnie. Dziękuję i w nową drogę je zabieram…

Były życzenia, które nie sposób zostawić tylko dla siebie.
Dziękuję i ślę je dalej… do Was i w Świat… 

Tak też było…

poniedziałek, czerwca 10, 2013

760. Pierwszy dzień, co przyszedł po ostatnim

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czasy „młoda damo, nie wypada...” skończone.
Dziś rano rozpoczęłam drugą, jeszcze lepszą połowę życia.
Od dziś jestem najmłodszą w Starszyźnie.

*

(przy śniadanku)
Sadownik:
(z dumą hodowcy dzikich zwierząt)
No, to już teraz jesteś legalnym kugarem.

Jabłoń:
(z uśmiechem)
Noooo.

Sadownik:
(przewidując ze znawstwem przyszłość)
Ale możesz być jeszcze... pumą.

Jabłoń:
To chyba tylko kwestia czasu...

Sadownik:

Nie tylko, puma to zadbane 50+.

Jabłoń:
No to, nie jest to tylko kwestia czasu.

sobota, czerwca 08, 2013

(756+3). Tom i Pat

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dotyka człowieczeństwa. Dotyka najskrytszych marzeń. Porusza istotę rzeczy. Nie wolno czytać tej książki, jeśli nie ma się zgody na dotyk, co poruszy do łez; zmieni na zawsze perspektywę; wyśmieje to, co jeszcze wczoraj nazwane było niemożliwym.

     — Gdzie mój buziak? — pyta mężczyzna. — Gdzie mój buziak, wielkoludzie?
     Słysząc to, Tom wychyla się i dysząc z radości, składa wielki, mokry całus na policzku Pata Ringa.
     
[…] Pat nie był raczej typem „bojownika o prawa zwierząt”.
     — Kiedyś — mówi — jeżeli nie spodobało mi się, jak wyglądasz, po prostu nie podawałem ci ręki. A jeśli wyglądałeś inaczej niż ja, albo co gorsza wyglądałeś na geja… zapomnij.
     Gloria jeszcze ostrzej opisuje zachowanie ranczera na początkowym etapie ich znajomości:
     — Pat był po prostu burakiem. I chyba nie przeszkadzałoby mu, że używam tego określenia. Był kowbojem, myśliwych i homofobem. I panicznie bał się AIDS.
Kiedy Gloria wyznała Patowi, że planuje ratować szympansy, lekko go to zaskoczyło, ale mimo to przyrzekł, że jej pomoże. Kiedy się jednak dowiedział, że niektóre z małp będą seropozytywne, zaczął się wycofywać.
     — Wtedy się wszystko zaczęło — mówi. — Powiedziałem Glorii, że nie potrzebujemy tu żadnych szympansów z HIV. Nie zamierzałem zbliżać się do takich małp. Bałem się wtedy, że zarażę się HIV od ukąszenia komara. Byłem kompletnie ciemny.
     Podczas jednej z pierwszych wizyt w LEMSIP
[laboratorium biomedyczne] Gloria poznała Toma. Coś w tym szympansie — jego silna osobowość, surowa powierzchowność — natychmiast skojarzyło jej się z Patem.
     — Wróciłam do domu i po prostu powiedziałam: „Pat, musisz go poznać. On jest dokładnie taki jak ty!”.
     Podczas następnej wizyty Pat towarzyszył Glorii, a ta wyprawa całkowicie zmieniła jego życie.
[…] Ten szympans różnił się od pozostałych, które Pat poznał wcześniej. […] Upór, z jakim [Tom] odmawiał tego, czego żądali od niego technicy, poruszył w Pacie jakąś strunę. […] Pat Ring podszedł więc do pustej klatki, która sąsiadowała z klatką Toma i zawołał: „Tommie! Chodź, wielkoludzie! Chodź tu chłopie!”. Ku kompletnemu zdziwieniu techników laboratoryjnych, na dźwięk głębokiego barytonu Pata Tom po prostu wstał, przeszedł wolnym krokiem przez korytarz do nowej klatki, po czym usiadł obok tego szorstkiego, bezpośredniego nieznajomego, jakby znali się od zawsze.
     — Natychmiast zawiązała się między nimi nić porozumienia — mówi Gloria. — Od razu przypadli sobie do gustu.
     Ich relacja rozkwitła na farmie Fauna. Tom i Pat stali się nierozłączni, a Gloria zaczęła dostrzegać w Pacie cechy, których nigdy by się po nim nie spodziewała.
     — Szympansy widzą w nas rzeczy, z których sami nie zdajemy sobie sprawy — tłumaczy Gloria. — Wyglądało na to, że Pat znalazł bratnią duszę. Jego najlepszym przyjacielem został seropozytywny szympans.
     Teraz, ponad siedem lat po opuszczeniu Fauny, Pat nadal odwiedza Toma i jego szympansią rodzinę przynajmniej raz w miesiącu.
     Pat przyznaje, że bardzo zmiękł, odkąd poznał Toma. Stał się zdecydowanie bardziej otwarty na różne typy ludzi, wrażliwszy na cudze problemy. Zaczął też dostrzegać własne wady.
     — Ktoś taki jak Tom… Po tym wszystkim, co mu zrobiliśmy, nadal potrafi nam przebaczyć? Mówię ci, tylko niesamowite zwierzę byłoby w stanie to zrobić. Gdybyś kazał mi przejść choćby połowę tego, co przeszedł Tom, szukałbym cię przez resztę życia. Tropiłbym cię bez wytchnienia. Myślałbym tylko o zemście. Ale nie Tom. — Pat znowu wyciąga dłoń, żeby połaskotać przyjaciela. — Nie ty, wielkoludzie, prawda? — Tom sapie, a Pat go naśladuje. — Szympansy są lepsze od nas — mówi. Właśnie to mnie zmieniło.

Andrew Westoll, Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)

Tom

(źródło)

(i więcej)

758. Nieoczywiste

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przed oczami stanęły mi trzy tomy André Malrauxa wraz ze swoimi wymownymi tytułami: Nadprzyrodzone, Nierzeczywiste, Ponadczasowe. Odkryłam Nieoczywiste… Ale najpierw wydarzyło się poniższe.

*

W czwartek. Po pracy. U Francuza. Przycupnęłam w niewybrednym towarzystwie. Croissant z czekoladą. Niesłodzona kawa. Chwila tylko dla mnie przeznaczona.

Zagapiłam się na rytm podjeżdżających na przystanek autobusów. I usiadła przy moim stoliku… świadomość Nieoczywistego.

Nieoczywiste, że ja
u Francuza
z croissantem
i kawą
w czasie pokoju.

Nieoczywiste, że w ręku
z takim czy innym fachem,
z pracą tu i tam,
z tym mężczyzną.

Życie uznane za nieoczywiste
w cud istnienia się zamienia,
w baśń, piękny sen,
w gwiazdkę z nieba,
w wielki dar…

757. Koło ratunkowe

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na czarną godzinę zachować potrzebuję znaleziony u Ojca cytat, kóry pięknie parafrazuje znane mi powiedzenie Churchilla. Wpis do działu S.O.S. dodałam.


(cytując za Ojcem Karmiącym)
 

środa, czerwca 05, 2013

756. Wyznanie wiary

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
Wierzysz we mnie?

Sadownik:
Tak. Wierzę.

Jabłoń:
To cudnie.

Sadownik:
Skąd takie pytanie?

Jabłoń:
(czyta na głos poniższy fragment)

*

     — Powiedziałem Glorii, że nie ma rzeczy niemożliwych — opowiada dziś Richard. I tego właśnie potrzebowała. (...)
     — Wierzył we mnie — powtarza Gloria. — A jeśli ktoś w ciebie wierzy, jesteś w stanie osiągnąć niemal wszystko. Trzeba mieć w życiu ludzi, którzy w ciebie wierzą, wtedy sobie poradzisz. Nawet jeśli marzysz o czymś najdziwaczniejszym na świecie.

Andrew Westoll, Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

*

Jabłoń:
(gdy skończyła czytać)
Ja też w Ciebie wierzę.

Najdziwaczniejsze Marzenia
Sadownika i Jabłoni
:
(ucieszone ogromnie)

wtorek, czerwca 04, 2013

755. Wyjątkowa okazja: dziś!

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przeczytałam ten wiersz wczoraj.
Znalazł mnie, zatrzymał i do dziś trzyma:

Życie — jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;

być psem,
albo głaskać go po ciepłej sierści;

odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;

mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;

i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;

i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.

Wisława Szymborska, „Notatka”, Chwila/Moment,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2011.

*

Sadownik:
(dziś rano)
Jesteś smutna?

Jabłoń:
Nie. Spokojna.
Jak nigdy wcześniej w życiu.

*

Dziś. Dla mnie. Wyjątkowa okazja, by porozmawiać, pobyć, kochać, zatrzymać bieg myśli...

sobota, czerwca 01, 2013

(589+ 165). Pawłowicz 2.0

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Błysło się dzisiaj pewnej, nieznanej mi Pani w komentarzu do wpisu:

Szczerze Pani współczuję! Doświadczenia związane z macierzyństwem warte są wszystkich skarbów świata, także tych niematerialnych. Rozumiem kobiety, które gotowe są poświęcić wszystko, byle urodzić swoje dziecko. Kobiety bezdzietne są ułomne, mają defekt, wadę. Mogą temu zaprzeczać oczywiście, ale im głośniej krzyczą, tym bardziej słychać hipokryzję i rozpacz. Kobieta, która nie rodzi, chociaż może to gwałt zadawany naturze.

Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować. Zachwyciły mnie te słowa. Wadliwa, ułomna lecę gwałcić dalej Naturę...

753. Kim jestem?

Dostałam to od Sadownika parę dni temu. Ubawiło to pokratkowaną część mnie.

(źródło)

(751+1). Samochodowa gra

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeżeli chcesz poczuć więcej szczęścia i spokoju, zacznij od prowadzenia samochodu, myśląc o jadących przed Tobą kierowcom i ustępując im drogi.

R. Maurer, Filozofia kaizen,
Helion, Gliwice, 2007.

*

Obśmiałam się, gdy czytałam te słowa. Mamy bowiem z Sadownikiem ulubioną samochodową grę. Polega ona na tym by, gdy jest to możliwe, ustąpić kierowcy, który jedzie za nami — zjechać, by łatwiej było mu nas wyprzedzić. Gdy obdarowany naszym gestem kierowca podziękuje mrygając awaryjkami, zdobywamy 1 punkt. Jeśli samochód, który nas minął jest samochodem na warszawskich blachach… i mrygnął… zdobywamy 5 punktów. Jeśli samochód, który nas wyprzedził jest samochodem marki BMW… i mrygnął… uzyskujemy 10 punktów. Jeśli jest to BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… zdobywamy 20 punktów. Jeśli jest to czarne BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… łączna pula naszej wygranej wzrasta o 50 punktów. Piękna gra. Zawsze wygrywamy!

*

W środę ruszyliśmy w pierwszą w naszym życiu podróż innego typu. Dziewczynki wsiadły do samochodu i pojechały na wieś. Sadownik na motongu przemierzał tę samą drogę dwie godziny później. Wróciliśmy w tym samym, seksistowskim układzie w czwartek. Dziś przy śniadanku rozmawialiśmy o naszych wygranych.

Jabłoń:
Wiesz, zdobyłam za jednym razem 100 punktów.

Sadownik:
???

Jabłoń:
(z dumą, że wie troszkę o etykiecie motocyklistów)
Ustąpiłam kierowcy na motorze. Mrygnął…
i „powiedział” dziękuję używając motocyklowej etykiety.

Sadownik:
A ile punktów dostaje motocyklista,
który ustąpi czarnemu BMW na warszawskich blachach,
którego kierowca podziękuje mryganiem?

Jabłoń:
Żartujesz?

Sadownik:
No! Tak właśnie było!

Jabłoń:
To tysiąc!

751. Moja broszura roku 2013

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak zwykle przypadek, ciekawość i odrobina dobrej woli.

Prolog. Służbowe maile od czasu do czasu w temacie mają słowo kaizen. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale na kilometr śmierdziało mi na nieobowiązkowe szkolenie, którego głównym składnikiem będzie obowiązkowe tracenie czasu. W świetle przyjętych w ten sposób założeń kasowałam każdy taki mail bez czytania i nadal mam zamiar tak robić.

Akcja. Dostaję mail z nowościami książkowymi, wznowieniami. I co? Przypadek, oczywiście, widzę tam znajome, nieznane mi słowo. Dobijał się do mojego mózgu „dwusylab” tak długo, że w końcu postanowiłam chociaż go intelektualnie obwąchać. Wynalazłam w zapasach jednej z internetowych księgarni. Uznałam, że mogę zaryzykować siedemnaście złotych i pięćdziesiąt groszy. Odczekałam swoje. Odebrałam.

Reakcja. Gdy tylko dostałam ją w swe ręce, natychmiast przed oczami stanął mi mój zamierzchły znajomy, który mawiał, że książki poniżej dwustu stron to broszury i on po nie sięgać nie zamierza. No więc, nie jest to książka. Można powiedzieć, że jest to broszurka. Malutka, chudziutka i inaczej być nie może.

Epilog. Broszurkę tę zaczęłam czytać po raz drugi zaraz po tym, jak tylko ją skończyłam. Jest wspaniałym antidotum na wyniesione z domu przekonania dotyczące zmiany, dyscypliny, wysiłku. Pokochałam tę książeczkę.

*

Podejmowanie małych kroków z wiedzą, że za ich pomocą opanowuje się strach i buduje nowe nawyki, wymaga zaufania i optymizmu. Ludzie zmagający się z kaizen mają problemy nie dlatego, że kroki są tak trudne, a właśnie dlatego, że są one łatwe. W ich przypadku przeszkodą jest wpojona im przez kulturę zasada, że zmiana musi być natychmiastowa, musi wymagać żelaznej dyscypliny i nigdy nie może być przyjemna. Sądzimy, że osiągniemy lepsze wyniki, gdy jesteśmy dla siebie surowi, zmuszając się do szybszego i bardziej wyczerpującego działania.

*

Zwracanie uwagi na małe szczegóły wydaje się czymś łatwym, lecz w istocie wymaga dużo szacunku, wyobraźni i ciekawości.

*

(…) jednym z najlepszych wskaźników sukcesu życiowego jest umiejętność zwrócenia się do innego człowieka w trudnych chwilach.

*

(…) małe kroki naprawdę się liczą i nawet najkrótszy kontakt z inną osobą jest niezwykle istotny.

Robert Maurer, Filozofia kaizen,
Helion, Gliwice 2007.

***

Pobiegłam do mojej ulubionej Nauczycielki języka japońskiego. O napisanie w edytorze i znaczenie każdego znaku poprosiłam. Zmieniać się na lepsze — czyż nie brzmi to pięknie?

kaizen = zmiana/poprawa na lepsze
(zmiana + dobroć)

wtorek, maja 21, 2013

(739+11). Hołdując spójnikowi ‘i’

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dzisiaj przeczytałam:

List
Napisał raz Los krótki list do swojej Pani.
Silił się na łagodność, kobiecości nie chciał zranić…
W słowach kilku zrzekł się całej tej posady.
Pisał: Piękno? Zgoda. Ale Mądrość? No już bez przesady!

Małgorzata Zalewska, nagrodzona wyróżnieniem
w VI OTWOCKIM TURNIEJU JEDNEGO WIERSZA, 2010.

Losie, westchnęłam, proszę Cię, bez przesady!
I Piękno, i Mądrość, i Siła, pamiętasz, prawda?

749. Po kronikarsku

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tej książki nie należy czytać jako pierwszej Autora, bo może stać się również ostatnią, a szkoda by było. Bez porywu, bo to kompilacja różnych tekstów, ale wydłubać smaczne się dało.

Duchowości tej nie należy jednak mylić z religijnością. Zdarza się bowiem, że na początku trzeźwienia chory idzie na kilka mityngów AA, potem wraca do kościoła, spowiada się, dostaje rozgrzeszenie i myśli, że Pan Bóg teraz będzie trzeźwy za niego. Najczęściej kończy się to zapiciem. Religia bardzo pomaga w trzeźwieniu, ale tylko wtedy, gdy nie zastępuje pracy nad rozwojem duchowym, emocjonalnym oraz nad przebudową myślenia. Duchowość osiągnięta w AA nie jest cudownym lekarstwem, ale najczęściej ukoronowaniem ciężkiej pracy nad własnym rozwojem.

*

Trzecim środkiem leczenia z przemocy jest stworzenie możliwości, by ludzie gwałtowni mogli nabierać szacunku do samych siebie. Można to uzyskać poprzez proste prace, z których mogą się wywiązać warsztaty artystyczne i nauka szkolna czy uniwersytecka. Nauka nie jest bowiem tylko gromadzeniem wiadomości lub zdobywaniem umiejętności przydatnych w życiu. Uczenie się jest najtańszym w skali społecznej i najbardziej dostępnym środkiem budowania poczucia własnej wartości.

*

[Ernest Kurtz w rozmowie z W. Osiatyńskim] (…) Używam słowa „duchowy” w szerokim znaczeniu — duchowa jest na przykład przyjaźń.
     (…)
     Duchowość to jest coś, co nam mówi, że najcenniejsze rzeczy w życiu nie podlegają naszej kontroli. Jest też sposobem życia z tą świadomością.
(…)
Istnieje taki rodzaj zadziwienia i wzruszenia, który wiąże się z uświadomieniem sobie, że rzeczywistość wykracza poza osobę człowieka. To wystarczy.

*

Nie myśleć w kategoriach „rozum albo coś innego”, lecz „rozum plus coś jeszcze”. Rozum i tajemnica. Rozum i emocje. Rozum i intuicja. Rozum i objawienie. Rozum i mądrość. Rozum i miłość.

Wiktor Osiatyński, Drogowskazy,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niedziela, maja 19, 2013

748. Małe, ważne odkrycie

muszę...
nie mogę...
powinienem...

nie pytam, czy możesz, musisz, powinieneś...
pytam, czy chcesz?

pragnę...
chcę...

czasem nie jest istotnym, że czegoś chcę, ale...
czy tego potrzebuję?

*

Tego się nauczyłam w kończącym się tygodniu.
To, czego nie chcę, jest tym, czego potrzebuję — teraz właśnie tak jest.

747. Domorosły kudłatych Klinicysta

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

(wczoraj, równiutko o 20:55)
Heniutka:
(zrywa się ze spania, niczym kukułka wyskakująca z zegara
i patrzy jednoznacznie, intensywnie na Dwunożne)

Jabłoń:
(w codziennym niesłabnącym zadziwieniu,
że Henia znów doskonale wie, która jest godzina
)

Sadownik:
Wiesz co, Henia, jak można w życiu zajmować się tylko jedzeniem,
spaniem i spacerami... książkę byś jakąś przeczytała.

(po chwili)
Sadownik-klinicysta:
A w ogóle, to idź na terapię, bezustannie jesteś szczęśliwa,
to musi być dwubiegunówka z wieczną fazą maniakalną.

Stado:
(nic sobie nie robiąc z diagnozy
poszło na wieczorny spacer
)

sobota, maja 18, 2013

746. O wartościach

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jabłoń zapytała Sadownika, jak to jest możliwe, że ta sama religia (katolicka) może jednych czynić ludźmi przez wielkie ‘L’, a innych niszczyć, np. Ksiądz Tischner i znajomy, rodzinny Katotalib.

Sadownik:
(próbuje znaleźć analogię, by w sprawny sposób
podać swoje wyjaśnienie,
a gdy ją już prawie ma mówi
)
Kiepski przykład, bo w poprzednich wyborach nie głosowałaś na PO.

Jabłoń:
No, nie głosowałam. Popełniać błędy — tak,
ale nigdy dwa razy te same.

(po chwili, gdy złapała się na tym,
że semi-mądrość życiową Sadownikowi wyłożyła
)
Jabłoń:
A teraz możesz mnie zapytać,
czy bym za Ciebie wyszła,
gdybyśmy cofnęli czas.

(oboje ryknęli śmiechem)

745. Jabłoń u Doktora

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jabłoń:
(zbliża się do swojego ośrodka zdrowia
i widzi swojego Doktorka jarającego z kolegą fajki
)
Panie Doktorze, po pierwsze, nie urośnie Pan,
a po drugie, jest Pan lekarzem i na pewno Pan wie, że palenie szkodzi.

*

(po półgodzince)
Jabłoń
:
(wchodzi do gabinetu świadoma układu rang;
ma niższą, nie dyskutuje, tylko stosuje się do zaleceń
)

Pan Doktor ulubiony:
(rozbawia Jabłoń do łez, wyciągając paczkę cienkich, mentolowych papierosów)
Tak w ogóle to ja nie palę.
Robię to okazjonalnie z powodów społecznych.
No wie pani, żeby się pokolegować.

*

Jabłoń:
Panie Doktorze, po objawach mogę stwierdzić,
że chorą prostatę panu przyniosłam.

Pan Doktor ulubiony:
Czy my się nie umawialiśmy w lutym, że widzimy się za rok?

Jabłoń:
Też bym tak chciała, ale nie wyszło.
Cały pakiet utyskujących na mnie organów przyniosłam i lęków worek cały.

Pan Doktor ulubiony:
(po wysłuchaniu listy nieszczęść)
Damy radę!

Jabłoń:
Trzymam za słowo.
(ustalili co i jak będą leczyć, co na badania musi pójść)

wtorek, maja 14, 2013

744. Prośba Wielka!

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Poszukiwania mądrze wyglądających głupich wypowiedzi na temat /bez/dzietności rozpoczęte. Potrzebuję każdą ilość. Sama nie jestem w stanie wymyślić takich prawd życiowych. Niestety, nie wszystkie, warte „obrobienia”, wpadną mi w ręce.

Gdyby — niechcący, przez przypadek — wpadło Wam coś w rękę, proszę, podarujcie mi to w komentarzu. Listę fantastycznych cytatów rozpoczyna hicior absolutny:

Lepiej być grubą matką niż chudą bezdzietną
Dorota Wellman, tu.

743. Ech, Życie!

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Dawno, dawno temu, wymyśliłam grę Taśmociąg. Idąc w niedzielę na superwizję zobaczyłam inną jej wersję:

Praca. Mieć. By. Nieruchomość. Nabyć. Przetargi. Wygrywać. Zamówienia publiczne. Realizować. Kryzys wieku średniego. Zwalczać. Setki koni mechanicznych. Ujeżdżać. Nie martw się, klepsydrę zamówi za ciebie już ktoś inny…

Pan lub Pani od reklamy głowę na karku mieli, by ludzkie życie tak sprawnie zamknąć w pięciu słowach. Następujących po sobie. Nie w przypadkowej kolejności. Może nawet zaryzykować można tezę o zgrabnie uchwyconym statystycznym sensie życia Polaka...

poniedziałek, maja 13, 2013

742. Lingwistyczna eugenika stosowana

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

     — Normalni ludzie robią tak… — rozpoczęła swą wypowiedź studentka siedząca jeden stolik obok mnie w Kafce.
     — Normalni, czyli jacy? — pomyślałam zaczepnie przy moim stoliku.
     — Dominujący! — przyszło mi do głowy…

…w obuwniczym damskie 38 i męskie 43
formułują statystycznie silne hipotezy na temat
kształtu i długości życia ludzkiego…

…sposób, w jaki dziewczyna wyartykułowała zgrabne, zupełnie normalne zdanie, sprawił, że dotarło do mnie zaskakujące:

Za każdym razem, gdy przyjdzie nam powiedzieć: „normalni ludzie to…”,
normalny człowiek to…” stosujemy… eugenikę…
wobec swoich uczuć, pragnień, wobec siebie.

niedziela, maja 12, 2013

741. /Bez/dzietne pogaduchy

Jabłoń:
(po kilku miesiącach przyznaje się do strachu)
Wiesz, bałam się, że nas znielubisz…

Bliźniacza Liczba:
(z Synkiem dwudziestocentymetrowym)
Ja też myślałam, że już nie będziecie nas lubić…

*

Urzekła mnie ta wczorajsza, krótka wymiana zdań.

*

Jak często — bojąc się — przychodzi nam do głowy, że druga strona też się boi?

sobota, maja 11, 2013

(735+5). Reminiscencje (vi)

Jabłoń:
(w środę, w godzinach pracy Sadownika,
po raz drugi dzwoni do Małżonka
)

Sadownik:
Kochanie, koledzy w pracy się śmieją,
że ja zamiast pracować, tylko gadam przez telefon
albo z żoną, albo z kochanką.

Jabłoń:
Kochanie, jakie albo–albo?
Powiedz im, że między słowami żona, kochanka,
używasz spójnika „i”.

(mija kilka godzin)

Jabłoń:
I co? Powiedziałeś kolegom?

Sadownik:
(wrócony z pracy)
Nie.

Jabłoń:
Dlaczego nie?

Sadownik:
Nie zrozumieliby.

(735+4). Reminiscencje (v)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Niektóre kobiety są… Piękne.
Niektóre kobiety są… Mądre.
Mądre i Piękne kobiety?
Bagaż, z którym weszłam w dorosłe życie zawierał przekonanie, że kobiety mogą być albo piękne, albo mądre. Dużo czasu zajęło mi dojście do miejsca, w którym pomiędzy tymi przymiotnikami z niebywałą pewnością stawiam spójnik „i”.

Odkrycie przekonania, które dotyczyło kolejnej pary przymiotników — silna, piękna — zaskoczyło mnie. Wyjaśniło się, dlaczego reagowałam złością i bezsilnością, za każdym razem, gdy okazywałam się silną kobietą. Byłam już wtedy piękna i mądra. Nie chciałam być tylko mądrą i silną. Dzięki Pauli Cole z łatwością postawiłam spójnik „i” pomiędzy trzema przymiotnikami…

*

Przypomniała mi się ta moja wewnętrzna przemiana, gdy czytając Osiatyńskiego, przeczytałam, że i On ceni sobie książkę Susan Jeffers pt. Nie bój się bać. Tak! Siła, uświadomiona i dobrze wykorzystywana, nie zabija miłości, Ona tworzy! Przypomniane przez Autora Rehabilitacji słowa ćwiczenia Susan Jeffers postanowiłam zachować od zapomnienia.

*

Dla Nietoperza, któremu komputer czyta:

Jestem silny i kochany.
Jestem silny i kocham.
Jestem silny i to uwielbiam.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

(735+3). Reminiscencje (iv)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Ostatnia część Trylogii (Rehab+Litacja+Rehabilitacja) za mną. Szkoda.

Od kilku dni myślę sobie co jakiś czas z wdzięcznością: „Panie Wiktorze, dziękuję, dziękuję, dziękuję!”. Książka, która w zamierzeniu Autora miała być o dojrzewaniu, o tożsamości, o miłości i przyjaźni, jest o dojrzewaniu, o tożsamości, o miłości i przyjaźni — jest piękna!

Wybrane z wybranych podkreśleń:

Wiem tylko tyle, że zmieniałem się poprzez kryzysy i dzięki nim.

*

Zawsze starał się załatwiać sprawy innych ludzi, a teraz zobaczył, iż robił to po to, żeby samemu się dowartościować. Zapisał więc: Nie dawaj nikomu rad, dopóki cię nie poproszą. I nie załatwiaj nikomu ich spraw, nawet jeśli cię poproszą.

*

Kolejną płaszczyzną zdrowienia było nauczenie się dbania o siebie. Należy otaczać się ludźmi, którzy troszczą się o siebie, a unikać wszystkich, którzy siebie niszczą. Nauczyć się mówić ludziom i propozycjom „nie”, po to, by znaleźć czas dla siebie samego.

*

Tylko rodzice mieli prawo okazywać złość. Innych uczuć nie okazywali, bo chyba nie umieli. Gdy W. chciał mówić o swoich uczuciach, słyszał, żeby w nich nie grzebał, pracował i był zadowolony z tego, co ma.

*

Wewnętrznie wolny człowiek żąda i bierze odpowiedzialność, niewolnik błaga i obwinia.

*

Nie wiedziałem dokładnie, na czym to wybaczenie polegało, aż po latach ktoś mi przysłał maila, że „wybaczenie oznacza pozbycie się wszelkiej nadziei na lepszą przeszłość”.

*

W Sierra Tucson usłyszał, że najważniejsze decyzje życiowe podejmujemy — nieświadomie — w dzieciństwie, pod wpływem doświadczenia i bólu. Ten, którego spotykają kary za wyrażenie złości, będzie milczał, a kogo nagradzają za śmiech będzie się śmiał. Ale każdemu kiedyś zrobi się dziura w tkance życia i w duszy. Może zatem najważniejsze w wychowaniu jest nie to, by temu zapobiec, ale by uczyć dzieci, jak taką dziurę dostrzec, zatrzymać, by oczka nie poleciały za daleko i umieć ją zacerować. Życie, dobre życie to chyba jest właśnie umiejętność naprawiania tego, co inni albo my sami popsuliśmy.

*

Gdy mikrobus odjechał, W. przypomniał sobie obietnicę na bramie wjazdowej „Spodziewaj się cudu”. Pomyślał o cudach, jakie tu przeżył. […]
Gdy mikrobus dojeżdżał do bramy wyjazdowej W. przeczytał drugi napis: „You are a Miracle”, czyli „Ty sam jesteś cudem”.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

(735+2). Reminiscencje (iii)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wdałam się w mijającym tygodniu w dwie nędzne, ale pouczające rozmowy. Wyciągnęłam wnioski i nie dam się już więcej sprowokować. Tak postanowiłam. I już.


     — czy psychoterapia ma sens?
     Odpowiedź poprawna, ale jednocześnie całkowicie niewłaściwa:
     — TAK. Bo… tutaj należy wypruć sobie flaki wyciągając, poza argumentami merytorycznymi, również osobiste wątki. W końcu każdy psychoterapeuta, poza swoją praktyką, ma za sobą setki godzin terapii własnej i ewidentnie mu się lepiej żyje.

     Odpowiedź niepoprawna, ale całkowicie uzasadniona:
     — NIE. I już. Zadowolony?

*

Był taki czas w mej młodości, gdy chciałam zostać weterynarzem. Wygląda na to, że będąc psychoterapeutką „spełnia” się również to marzenie. Popłakałam się ze śmiechu czytając poniższą opowiastkę.

[...] W. wymyślił opowieść o stonodze. Przychodzi stonoga do doktora, kulejąc na kilkanaście nóżek. Lekarz ją bada i mówi, że może da się to jakoś naprawić. Zaczyna masować nóżkę. Ale ta mnie nie boli tak bardzo jak tamta, mówi stonoga. Nie szkodzi, odpowiada lekarz i masuje dalej. Potem drugą. Stonoga znowu protestuje, bo tamte sześć, po drugiej stronie są w gorszym stanie. A lekarz swoje. Po kilku zabiegach zdziwiona stonoga przestaje kuleć. Jej problem tkwił w centralnym układzie nerwowym, który trzeba było pobudzić i zmienić jego funkcjonowanie. Można się było do niego dostać od dowolnej nóżki, z wyjątkiem tych, które były już w dużej części zniszczone.
     Z czasem W. radził swoim podopiecznym, by na początek nie wybierali największych wad. Raczej takie, co do których sądzą, że będą mogli sobie z nimi stosunkowo łatwo poradzić. Bo nie ma większej przeszkody niż porażka i większej motywacji niż sukces.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

(735+1). Reminiscencje (ii)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Czytając Osiatyńskiego dotarło do mnie, że jestem „współuzależniona”, pomimo nieposiadania rekwizytu, jakim jest uzależniony członek rodziny. To, co nazywałam swoim życiem, zawierało zbyt wiele elementów wyraźnie nacechowanych między innymi chronicznym cierpieniem na perfekcjonizm czy rzutami pracoholizmu. Postanowiłam podjąć kroki ku wyzdrowieniu...

Czysta przyjemność. Niezmącona żadnym celem czy półśrodkiem do celu. Nieograniczona czasem. Niezawierająca nawet grama sensu. Odkryłam Ją. Najczystszą, pierwotną Przyjemność nakryłam na istnieniu. A stało się to tak... Leżałam na kanapie. Obok mnie Heniutka, z głową na mym brzuchu, z przymkniętymi oczami, rozluźniona, ciepła, spokojna, pewna, że właśnie tak wygląda proste, dobre życie. Moja kudłata, wielka Nauczycielka i odrobina ludzkiej uważności. Uznałam to odkrycie za pierwszy krok...

*

Przypomniało mi się zdjęcie, które otrzymałam od Atagi. Czyżby wróżyło już wtedy zmianę?

(źródło)

735. Reminiscencje (i)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Kim jesteś? To najtrudniejsze pytanie jakie znam. Niby wiem, że najczęściej pytający mają na myśli zawód, ale nawet wówczas, czyli biorąc to ograniczenie pod uwagę, konstruowanie odpowiedzi nie staje się dla mnie prostsze. Inna trudność obsługi tego pytania wynika chyba z natury mego „jestestwa” i polega na tym, że nie umiem na to pytanie odpowiadać, bo nie opuszcza mnie pewność, że jutro będę kimś innym niż byłam wczoraj.

Ostatnie dwa tygodnie pełne były drobnych gestów, niby nic nie znaczących rozmów, ważnych słów, zatrzymanych chwil. Przemieniły mnie tak bardzo, że sama siebie pytam: kim jesteś? Kto teraz będzie pisał tego bloga? po co?

niedziela, maja 05, 2013

734. Namolna Solenizantka

Henia:
(wczorajsza, urodzinowa, wieczorową porą gapi się na Drzewko)

Jabłoń:
(w ramach prezentu daje Kudłatej kawałek kiełbasy)

Henia:
(połyka, zamiast gryząc delektować się smakiem
i gapi się wciąż na Drzewko
)

Sadownik:
Ona Ci tylko mówi, że wciąż ma urodziny
i co ty na to?

733. O miłości inaczej

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Lane o czasach swojego studiowania — gdy Arny Mindell z nim pracował — powiedział dziś, w drugim dniu warsztatu:

He loved all
I couldn’t love.

Zapisałam. Właśnie przepisałam, by nie zgubić słów i uczucia, które mi teraz towarzyszy. Czuję bezkresną wdzięczność do moich Nauczycieli, którzy kochają wszystko to, czego ja na razie nie potrafię pokochać; wszystko to, o czym nie mam pojęcia, że mogę pokochać; wszystko to, o czym jeszcze nie wiem, że istnieje we mnie i na miłość czeka cierpliwie. Jestem szczęściarą, cholerną szczęściarą!

*

Do następnego spotkania z Lanem w przyszłym roku pozostaję z drogowskazem:

Pozostaję również z wspaniałym wyzwaniem, by pokochać własny strach, frustracje i lęki. Jestem szczęściarą!

sobota, maja 04, 2013

732. Ukochany Osiatyński

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Może dwa tygodnie temu włączyłam radio w okolicach 19.56, a może 20.56. Załapałam się tylko na końcówkę audycji „O pomaganiu”. Gdy rozpoczął się już blok reklam dotarło do mnie, że znam głos zaproszonego gościa, który należy do jednego z dwóch moich ulubionych Profesorów. Z tyłu głowy zapamiętałam, że na pewno nie przez przypadek pojawił się w radio. Prawie tydzień temu przypomniał mi się ów incydent. W ulubionej księgarni klik, klik... zdziwiłam się milusińsko... klik, klik i trzy nowe książki już szły na poczet majowego czytania. Jedna już za mną. Stanowi kontynuację Rehaba. Prawdziwa, mądra, ludzka...

Zapisał w dzienniczku, że po to, by być w dobrym stanie ducha, musi narzucić sobie codzienną dyscyplinę: chodzić wcześnie spać i rano wstawać; robić to, co do niego należy, nie odkładając nic na potem; nie planować za dużo i realistyczniej mierzyć czas potrzebny na każde zadanie; robić jedną rzecz naraz; codziennie trochę pisać i nie pisać wieczorami. Niemal nic z tego mu się nie udało. Nigdy.

*

Przypomniał sobie rozmowę, jaką przeprowadził siedem lat wcześniej z Janem Szczepańskim. Rozmawiali o sensie życia i o szczęściu. Profesor mówił o tym, że w życiu trzeba mieć cele i trzeba mieć dyscyplinę, by te cele realizować. W. porównał cele do mety i zapytał, czy dobiegnięcie do mety daje szczęście. „Nie” — odpowiedział profesor. „Szczęście to rozkoszować się pełnią sił podczas tego biegu”.

*

Zapomniałem o tym, że ludzie mają prawo być neurotyczni i pokręceni.

*

Nikt mu nie mówił o uczuciach — ani w szkole, ani w kościele, ani w domu. Słowo „uczucie” było synonimem miłości, oprócz tego były „emocje”, głównie zresztą złość.

*

Postanowił zapamiętać, co ma robić, jeśli nie chce cierpieć.
     1. Szanować siebie;
     2. Kochać siebie;
     3. Nie mówić do siebie bez przerwy „muszę”;
     4. Przestać się bać i wyzbyć poczucia winy;
     5. Wybierać i selekcjonować swoje plany i zobowiązania;
     6. Mniej mówić i słuchać innych;
     7. Nie krytykować;
     8. Akceptować innych i tolerować ich poglądy:
     9. Pomagać innym;
     10. Żywić uczucie rewerencji wobec świata, natury i ludzi.
     To było jego własne dziesięć przykazań. Tamte dostał od Boga po to, by być dobrym. Te dostał od siebie, z własnego życia, po to, by być szczęśliwym. A najpierw po to, by nie być nieszczęśliwym. Nauczył się ich na pamięć i włączył do codziennej porannej medytacji.
     Po jakimś czasie poczuł, że czegoś ważnego mu brakuje. Dopisał jedenaste przykazanie: Bądź radosny.

Wiktor Osiatyński, Litacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

niedziela, kwietnia 28, 2013

729. Kuguar na rozgrzanym dachu...

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nie jest żadnym odkryciem, że seks nie ma szczęścia do języka polskiego. Wybór jest chorobliwie ograniczony. Do medycznych terminów, z których uszło pożądanie zanim powstały. Do wulgaryzmów, których szerokie zastosowanie do opisu uczuć gwałtownych niewiele ma wspólnego z satysfakcjonującym pożyciem. Być może dlatego, pary tworzą na swoje potrzebny swój własny idiolekt. Wyrazy, frazy, swoisty kod miłosny, zwykłe słowa o niezwykłym znaczeniu. Odkryliśmy, że nasz wciąż się rozwija...

Jabłoń:
(w sobotni poranek ma w perspektywie naście godzin pracy
i nijak nie przypomina ryczącej prawie czterdziestki
)
Bardzo Cię przepraszam, ale mam już tylko 20 minut do wyjścia
i mając do wyboru seks albo śniadanie, wybieram śniadanie.

Sadownik:
(z teatralnym smutkiem na twarzy)
Miał być kuguar, a tu widzę, że kot marny mi się trafił...

*

(późnym wieczorem)
Jabłoń:
Czy ktoś tutaj zamawiał kuguara? 

sobota, kwietnia 27, 2013

728. Kult jakości życia

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Końcówka miesiąca niezmiennie oznacza embargo na owocne wizyty w księgarniach. Rzuciłam więc okiem na zasoby własne i na jednej z półek znalazłam Staruszkę. Kupiłam Ją, gdy była nowością, by choć w teorii odczarować ówczesne straszenie mnie starością, która… dopadnie mnie, czy tego chcę, czy nie… a jak powszechnie wiadomo, starość bez dzieci jest straszna… i niech temu nikt nie próbuje zaprzeczać… tak jest i basta. Dobrze mi radzono, z dna serca pełnego miłości, żebym może jednak przemyślała swoją decyzję. Chyba aż tak bardzo się nie bałam, skoro tylko nabyłam tę książkę, by zaraz potem odłożyć Ją na półkę. Musiałam jednak bać się choć troszkę, skoro postanowiłam poznać obiekt strachu choć w teorii, by mieć mgliste wyobrażenie o nieuniknionym.

Zajrzałam Nie-Najmłodszej w bebechy z ciekawości. Sam pomysł na książkę… wyśmienity! Króciutkie rozdziały, których inspiracją były wyniki badań naukowych nad dobrostanem ludzkim. Zawartość każdego z rozdziałów jest historią człowieka. Wyjątkowo inspirująca książka. A starość? Dopadnie w dowolnym wieku, jeśli tylko sobie na ten nędzny luksus pozwolimy, bo starość nie ma nic wspólnego z wiekiem, proszę Państwa. Nic a nic!

     — Czy kiedykolwiek słyszeliście, aby dziecko zadawało pytanie, jeżeli nie jest zainteresowane odpowiedzią? —pyta Gary. — Nie. Dzieci zadają pytania, ponieważ naprawdę coś je ciekawi. Dlatego nigdy nie usłyszymy od dziecka: „Jak się masz?”. A ponieważ dzieci nie pracują zawodowo, nie pytają: „Czym się zajmujesz?”, a mimo to jakoś udaje im się zawierać znajomości między sobą i nawiązywać przyjaźnie.

*

Zrób dzisiaj coś, co odzwierciedla to, kim jesteś, na co cię stać i na czym ci zależy. Czy dokonasz tego w domu, czy w pracy, odpłatnie czy za darmo, zrób coś, czym wyrazisz siebie. Pragniemy widzieć świadectwa swoich umiejętności, potrzebujemy potwierdzenia swojej wartości. Jeśli udowodnisz sobie, że coś potrafisz, nie będziesz wątpić w swoje umiejętności.

*

Mogłoby się wydawać, że trudno wiele osiągnąć, stawiając małe kroki. W istocie jednak nie sposób dokonać czegoś wielkiego, nie posuwając się naprzód małymi kroczkami. Zdolność do posuwania się naprzód pomimo przeszkód staje się jeszcze ważniejsza, gdy przybywa nam lat. (…) potrzeba pokonywania trudności i dążenia do upragnionego celu towarzyszy nam na każdej z dróg życia.
     Po ukończeniu studiów medycznych doktor Robert Lopatin rozpoczął roczny staż. W przeciwieństwie do innych stażystów, na których pacjenci spoglądali sceptycznie, zastanawiając się, czy nie są aby za młodzi na lekarzy, Robert najwyraźniej wzbudzał zaufanie. Żaden z pacjentów nie miał obiekcji co do jego wieku. Być może miało to coś wspólnego z faktem, że Robert ukończył pięćdziesiąt pięć lat.

*

(…) uwierzyć w siebie — w swoje możliwości, wizje, pasje, we wszystko to, co pozwoliło ci zajść tak daleko. Tego nie mierzą żadne testy. Jest to niepokojące, ale z drugiej strony dodaje energii.

David Niven, 100 prostych sekretów lepszej połowy życia,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.

piątek, kwietnia 26, 2013

727. Prezent

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Bardzo rzadko dostaję książkowe prezenty. Jeszcze rzadziej dostaję takie książki, od których nie mogę się oderwać, choć literek jest w środku nich tyle, co pies napłakał. Dostałam. Oniemiałam. Obejrzałam i obczytałam ją już setki razy. I wygląda mi to na początek…

*

Strach pomyśleć, jakie byłoby moje życie…
Mam nadzieję, że Ona wie, że kocham Ją z całej swojej mocy…

Józef Wilkoń, Psie życie,
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011.

(źródła zdjęć)

środa, kwietnia 24, 2013

(724+2). Berlińskie łzy

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Upłakałam się jak norka z anegdoty, którą opowiedział Arny. Fragment, szybciutko zapisałam, by nie zgubić:

*

Upłakałam się ze wzruszenia, gdy jeden z Uczestników seminarium w niedzielę rano opowiedział, co mu się przytrafiło dzień wcześniej, gdy wracał z koleżanką po całym, wyczerpującym seminaryjnym dniu. Po powrocie do domu, napisałam do Piotra, by ocalić tę historię od zapomnienia. Oto ona:

We were on the underground and my friend Tracey lied down on the chair to relax. As she did that there was an older, kind of tramp guy who said:
Berlin is like a dream...
I said: wow, interesting...
He then offerred some Jägermeister to my friend.

He looked at her lying and said:
In Berlin we forgive everything...
I said: I see...
He said: We forgive because the whole world forgave us...

to już umiem:
danke shön

(724+1). Berlin

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W moim dwudniowym doświadczeniu Berlin był...

*

... kobietą. Piękną, wolną wolnością wewnętrzną, wrażliwą. Pasłam swoje oczy, serce, duszę.

*

...muzyką. Za każdym razem, gdy dwoje ludzi rozmawiało w absolutnie, dziewiczo obcym mi języku.

*

...snem. Prawie czterdziestoletniego dwulatka, który nie umie jeszcze mówić. Zamawiałam kawę. Zamawiałam ciastko... paluszkiem. Dwa razy dziennie. U tej samej Pani. Sto kilometrów od polskiej granicy rzeczywistość była dla mnie snem śnionym po niemiecku.

to już umiem:
danke shön

piątek, kwietnia 19, 2013

724. On

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W moich wyobrażeniach jest mężczyzną. Nieprzyzwoicie uporządkowanym. Intrygującym, pomimo swej niemieckiej zadaniowości, perfekcyjności, punktualności. Ciekawa jestem Jego zapachu i atmosfery, którą wokół siebie roztacza. Mam ochotę poczuć Jego siłę. Chcę usłyszeć nad ranem Jego westchnienie. Chcę poznać Jego Wyjątkowość. Chcę odkryć Jego kobiecą stronę... Spotkamy się po raz pierwszy. Tylko na dwa dni. Liczę na magię. Berlinie, już dziś w nocy... jadę do Ciebie.

środa, kwietnia 17, 2013

(722+1). I po dziewictwie

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Kupiłam Ją. Z ciekawości. Ze względu na Autorów. Z miłości do pięknych i mądrych książek dla dzieci. I zaskoczyła mnie. Bo to książka w swej formie niebywała. Mieści w sobie nie tylko „książkę właściwą” — słowa, zdania, akapity, rozdziały — zgodnie ze sztuką składania tekstu złożoną (miodzio!), ale również komiks, przypominajki, zbiorek ćwiczeń i… wyjątkowo urocze notatki na marginesach czynione.

W pierwszej chwili, przyzwyczajona do klasyki książkowej tożsamości — lewa strona, prawa strona i czytanie wiersz po wierszu od lewej do prawej — byłam lekko zdegustowana. Ale gdy poznałam Zosię, Profesora O’Rety i żelazną konsekwencję, z jaką nie wchodzą sobie w paradę, ba, nawet nic o sobie nie wiedzą, choć współdzielą wszystkie drukowano-malowane strony, to zachwyciłam się pomysłem, który przyświecał tworzeniu tej książki.

Kontynuując z wdziękiem rozpoczęty przez Sadownika sezon na tracenie dziewictwa… zrobiłam to! Po raz pierwszy w życiu przeczytałam cały komiks.

Kiedy przyszłam ze szkoły, w przedpokoju usłyszałam głos taty: „Czy szanowny pan zechce zjeść lub choć tylko z lekka powąchać tę jakże smaczną potrawę w postaci brązowych jak jesienne kasztany kuleczek pod pierzynką z niebywale delikatnej galaretki?”. Zajrzałam do kuchni i zobaczyłam tatę nakładającego naszemu Pimpkowi karmę do miski. Dziwne to było i nie wiedziałam, czy tata żartuje, postradał zmysły, czy jest po prostu przepracowany.
Zaraz go o to zapytałam.
— Nie patrz na mnie takim wzrokiem, Zosiu — powiedział tata. — To choroba, wirus
stylus niestosovnus. Mój mechanik go ma i ja to od niego złapałem.
I zaczął opowiadać, jak to dziś zawiózł samochód do mechanika i zastał nowego pana, z którym rozmawiał mniej więcej tak:
— Proszę pana, chyba padły mi klocki hamulcowe — pożalił się tata. — Proszę sprawdzić, bo wydaje mi się, że są już do wymiany. Coś tam piszczy przy hamowaniu.
— Szanowny panie, zechce pan wyjaśnić w szczegółach, na czym polega ta niedogodność, którą pan opisał dość jednak pobieżnie, jeśli można zauważyć.


A. Załazińska, M. Rusinek, Co Ty mówisz?! Magia słów czyli retoryka dla dzieci,
Wydawnictwo Literatura, Łódź 2013.

722. Świeżutki, jeszcze ciepły Prawiczek

Jabłoń:
(poczuła wiosnę i przez cały dzień
paraduje w nowej, różowej Piękności
)

Sadownik:
(wrócony do domu wieczorową porą
rzuca okiem na Drzewko
)
Hmmm... Z księżniczką jeszcze nie spałem...

721. obiecaj, że już nigdy, przenigdy!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

przyszło mi do głowy dziś rano... dziś, w przepięknie słoneczny dzień, na ulicach mojego miasta minęłam się z wieloma Pięknymi Ludźmi zastanawiając się... czy wiedzą, że są piękni?

wtorek, kwietnia 16, 2013

720. Silna i piękna to nie oksymoron!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

...ożenił się z nią, bo miała małe stopy...
...jej kruchość zdobyła jego serce...
...urzekły go jej małe dłonie...
...zakochał się, bo była taka cichutka i subtelna...
     — Wiesz, Jabłonko — powiedział mi bardzo dawno delikatny kolega, jeszcze na pierwszym roku studiów — kobieta to problem i dlatego każdy mężczyzna chce mieć jak najmniejszą...

*

No, a czasami mówię do studentów facetów: „Jeśli chcecie się okazać naprawdę mężczyznami, to znajdźcie sobie taką subtelną, drobniutką dziewczynkę o pięknych oczach i delikatnych rączkach, zakochajcie się w niej nieprzytomnie i bezgranicznie, a potem ona wam tymi drobnymi rączkami wyrwie serce i rzuci w śnieg. I będzie bolało do końca życia. No, ale to jest zabawa dla prawdziwych mężczyzn”.

D. Kowalska, Zb. Mikołejko, Jak błądzić skutecznie, prof. Zbigniew Mikołejko
w rozmowie z Dorotą Kowalską
, ISKRY, Warszawa 2013.

***

Przez lata przyglądałam się światu, próbując znaleźć uniwersalną odpowiedź na pytania: jakie stopy i dłonie są już duże? co mają zrobić kobiety z dużymi stopami i dłońmi? co mają zrobić te, których śmiech rozpoznawalny jest z dalekiego korytarza lub półpiętra? co z kobietami, które dokładnie wiedzą, czego chcą i wcale tego nie mają zamiaru ukrywać siedząc cichutko w kątku? Co z tymi, które głośno i dosadnie mówią „nie”? Jedyna, marna, choć prawdziwa, odpowiedź do jakiej dotarłam, rozważając studium jednego czy drugiego przypadku, brzmiała: każda potwora znajdzie swojego amatora...

*

Rozbrzmiewa u nas od wczoraj płyta, której oficjalna premiera dopiero za tydzień. Oniemiałam. Pomoczyłam oczy już nie raz... Remanent w głowie między utworami zrobiłam. Klatkę pojęciową z głowy wyrzuciłam. Silna i piękna to już nie oksymoron, twór niemożliwy czy czysto hipotetyczny. To rzeczywistość! I pomyśleć, że wydawało mi się, że można być albo silną, albo piękną. Ciekawe, ale już nieaktualne przekonanie. Rozglądam się po świecie z entuzjazmem neofity i kolekcjonuję silne i piękne kobiety.

Piękne kobiety są piękne, ale silne i piękne
są jeszcze piękniejsze!

Paula Cole, Strong Beautiful Woman, Raven, 2013.

Zaktualizowana ścieżka dźwiękowa (23.03.14):

Paula Cole, Strong Beautiful Woman.

niedziela, kwietnia 14, 2013

719. Wykorzystać dam się!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

// po-superwizyjna perełka:

Innymi słowy, tak jak Drzewko to zrozumiało
i w sobie z uśmiechem zatrzymało, wykorzystajmy:
       — swoje talenty,
       — swoją wiedzę,
       — swoje doświadczenie,
       — swój czas na Ziemi.

piątek, kwietnia 12, 2013

(715+3). Klanowe spotkanie (III)

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W przedostatniej ławce siedziałam, nie chcąc przeszkadzać wiernym w uczestnictwie w nabożeństwie żałobnym. Koło mnie przemknęło wiele ciekawych fraz... orszak aniołów... ognie piekielne... służebnica pańska...

Boże, jesteś Miłością… czy właśnie z miłości pozwalasz im snuć tę baśń o dobrym Władcy? O dobrym Panu, który zwalnia z odpowiedzialności, bo zawsze można powiedzieć, że Bóg tak chciał? Jeśli na oba pytania masz twierdzącą odpowiedź, to jesteś Miłością… niepojętą i niepojmowalną. To chyba dobrze, prawda?

*

Gdy jako dziecko byłam przymuszana do kościelnych praktyk, zawsze mówiłam „nie jestem godzien” pod koniec mszy. Nie szło mnie tego oduczyć. Teraz już wiem dlaczego. Nie można nauczyć wiary w niegodność.

(715+2). Klanowe spotkanie (II)

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wyjechaliśmy z Wawy w pełnię popołudnia. Dojeżdżaliśmy na miejsce, gdy od kilku godzin było już ciemno. Cisza między utworami wykorzystała moment. Oczyma wyobraźni zobaczyłam polskie drogi z lotu ptaka. Mknące po nich samochody, pociągi i autobusy zmierzały do tego samego punktu na mapie, wioząc członków i przyjaciół klanu. Podziwiałam Siłę, która właśnie sprawiała, że następnego dnia spotkają się ludzie dalecy, obcy, nieznani, ale… z Klanu. Z Klanu, do którego zapisałam się dziesięć lat wcześniej, choć myślałam, że „biorę sobie” tylko Sadownika.

(715+1). Klanowe spotkanie (I)

Jabłoń:
(w samochodzie jadącym na północny zachód)
Spotkam osoby, których nigdy wcześniej nie widziałam.

Sadownik:
Myślisz, że tylko ty?

wtorek, kwietnia 09, 2013

715. Skracanie wymiarów

Tu? Nie. Tam? Nie mogę. Najwcześniej? W lipcu…
Jakie tu? Jakie tam? Czarne ubrania!

Nagle wszystko, co trudne, robi się łatwe…
poinformować, przełożyć, odwołać.

Wszystko, co łatwe, robi się trudne…
pójść, znaleźć, wybrać, kupić,
bo nie mam czarnych ubrań.
Wróć. Nie miałam.

Czterowymiarowa przestrzeń (x, y, z, t) chwilowo zdegradowała nam się do zerowymiarowej przestrzeni koloru czarnego. Wyjeżdżamy. Pogrzeb na drugim końcu Polski.

niedziela, kwietnia 07, 2013

714. Ahoj! Seksualne śmichy, chichy!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W sobotnim matriksie cyferka dziewięć przesuwając się z górnej części monitora na dół wykonała niespodziewany obrót o sto osiemdziesiąt stopni zamieniając się w szóstkę. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jabłoń wróciła z pracy o prawie trzy kwadranse wcześniej i miała szczęście z hamaka podziwiać resztki dnia. Sadownik, wiedziony nieznanym pędem, studiował repertuar kina. Robił to w sposób, jak na niego, zbyt metodyczny, by Jabłoń mogła nazwać to działaniem w stylu „a tak chciałem wiedzieć, co się na świecie dzieje”. Wszystko, co nakreślone do tej pory, przypominało czeski film — nie wiadomo było, o co chodzi, w jakim kierunku potoczy się szósty dzień tygodnia. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, Polakom zdarza się mówić czeski film, Czesi zaś mówią hiszpańska wioska. A jak mówią Hiszpanie? Dziś nie wiemy, ale się dowiemy...

Utrzymując ton, nastrój i niedookreślony kierunek podarowanego późnego popołudnia Dwunożne Stada udały się do kina. Na czeski film właśnie. Jednak nie w przenośni, a dosłownie. Od początku było wiadomo, o co chodzi. Pierwsze sceny przedstawiają bohaterów w jedyny, możliwy sposób, aby widz nie miał wątpliwości, że kibicuje każdemu z nich. Jest miłość, przyjaźń, wierność i dwadzieścia lat pożycia małżeńskiego. Film absolutnie doskonały. Stety, niestety, Dwunożne śmiały się najgłośniej i najczęściej. Jeśli więc wczoraj byliście w jednym z warszawskich kin i dwoje ludzi w ostatnim rzędzie średniej sali rżało prawie co chwilę, to byliśmy my i bardzo przepraszamy. Scena finałowa, o którą martwiła się troszkę Jabłoń, perfekcyjna i bezcenna! Można by nawet powiedzieć, że komedia ta ma pewien morał.

Dziś przy śniadaniu wiedliśmy dysputy: jak to jest że bratni, czeski naród nie utknął w dołkach, w których my jako naród pozostaliśmy uprawiając martyrologię i zawistny egalitaryzm. Nie da się tego usprawiedliwić marną historią i kiepskim położeniem geopolitycznym. Ba, nawet dostęp do morza mamy, a oni nie. Jak to się stało, że w ich matriksie nie ma aż tylu wykrzykników i znaków zapytania, którymi można bezkarnie usprawiedliwiać statystycznie zbyt wysokie, współczynniki niechęci, niewiary i dbania tylko o siebie?

sobota, kwietnia 06, 2013

(712+1). Balon, tyż człowiek

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

     — Balon, powiadasz — powiedziała terapeutyczna część mnie.
     — Tak, człowiek nadęty do granic możliwości zasługami, często wyimaginowanymi, człowiek rozdęty do karykaturalnych rozmiarów samozachwytu — odpowiedziałam.
     — Cudownie! Fantastyczny nauczyciel ci się trafił. Stań się balonem!
Nadęłam się listą zasług...
...rzeczywistych...
     — bardziej!
...urojonych...
     — bardziej!
...domniemanych.
     — Tak! Dawaj! Dawaj! Świetnie ci idzie! Bądź jeszcze większym, jeszcze bardziej nadętym balonem! — nie ustawała terapeutka we mnie.
Byłam! Listę zasług...
...przyszłych...
dorzuciłam. Wielka! Byłam jeszcze większa niż wielka! Większa niż WIELKA!

*

Robiąc tę małą pracę wewnętrzną odkryłam, że jestem kimś, kogo wiedza ma znaczenie. Kimś, do kogo można się zwrócić o pomoc. Moje doświadczenie jest ważne w świecie, w którym żyję. Dlaczego więc tkwię w roli słupa ogłoszeniowego? Zaktualizowałam bazę wiedzy. Ten, kto będzie chciał mnie o coś zapytać, znajdzie sposób. Posprzątałam. Słup ogłoszeniowy przeniesiony do lamusa.

*

Balonie, dziękuję! Psychologio procesu, dziękuję!

piątek, kwietnia 05, 2013

712. Kudłata i ja

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W parku pół metra śniegu. Wydeptana przez właścicieli psów ścieżynka. Heniutka kilka metrów przede mną. My Dwie sam na sam z Panem Parkiem. Co kilka kroków wyłania się — zaskakująca mnie — rodząca się Heniutkowa Dorosłość. Sierściuch zatrzymuje się na chwilę, obraca głowę, by upewnić się, że mnie jeszcze nie zgubiła. Oczywiście, „powinnam” pomyśleć, że się pilnuje ten lepiej lub gorzej wychowany pies. Jednak wolę myśleć, że Ona opiekunem moim na chwilę się staje, zadbać o mnie chce. Sprawdza, czy nadążam, czy daję radę. Och, jak dobrze mieć psiego przyjaciela...

W świecie, w którym ludzie pompują swoje „ja” byle czym, byle jak, byle szybko, byle mocniej, tak miło mi stanąć w poprzek tej mentalnej grypie i krzyknąć: patrz, Ona, Ona, Ona!

Smutno dziś. Umęczyło mnie cudze „ja, mi, mnie!”... Rozumiem! Słyszę! Ale widzę nadmuchany balon, a nie człowieka. Lubię Ludzi, nie balony...

*

Podarunek od Coni The Wind in The Sun:

...i jest lepiej, dużo lepiej.

wtorek, kwietnia 02, 2013

711. Święta filmowe

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W przeciwieństwie do Prezesa Partii Małych Ludzi mamy z Sadownikiem zasadę: gromić, wyrażać niezadowolenie na temat dzieł wszelakich, jeśli raczyliśmy dzieło skonsumować w ramach naszych skromnych możliwości intelektualnych. W Wielką Sobotę wieczorkiem machnęliśmy sobie Pokłosie. Wypatrywaliśmy roli NiePolaka, szkalującej dobre imię Polaków. Nie udało nam się. Pozostaliśmy pod wrażeniem naszego braku wrażliwości patriotycznej. Film zachwycił nas. Role braci doskonałe. A mechanizm? Zadziwił nas swoją żywotnością. Ma się wciąż świetnie w zbyt wielu rodzinach, w społecznościach lokalnych i niestety nie są potrzebni do tego Żydzi mieszkający za miedzą. Inaczej myślących wciąż łatwiej zabić niż usłyszeć i spróbować zrozumieć. To smutne. Długo o tym wieczorem rozmawialiśmy...

Wczoraj zamknęłam Święta idąc do kina na film, na który szłam i szłam, i szłam. Gepardzica dawno temu zawyrokowała: idźcie, koniecznie. Ona wraz ze Smocentym wiedzą, co mówią, gdy mówią o filmie, więc nawet nie doczytałam opisu, zdałam się na nich. Iść na ten film, nic o nim nie wiedząc, to był strzał w dziesiątkę. Zwroty akcji niebywałe. Wróciłam pod wrażeniem. Z ewidentnym poczuciem własnego środka, najgłębszego „ja”. W ogóle o tym filmie z Sadownikiem nie rozmawialiśmy...

Bo ten film, choć to dokument, można tylko obejrzeć, by poczuć...

Sixto Diaz Rodriguez, I wonder.

poniedziałek, kwietnia 01, 2013

710. Nigdy nie jest za późno...

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jakiś czas temu rozmawiałam z Tollinim o wrażeniu, jakie zrobiła na mnie książka, która czekała na mnie prawie dwa lata. Tollini rzekł z niebywałą pewnością w głosie:
to przeczytaj sobie jeszcze o rodzeństwie...

Miał rację. Czytałam z wypiekami na policzkach. W tym samym czasie moje Dzieciństwo wzdychało z ulgą co kilka akapitów. Nareszcie odkłamane, ważne, prawdziwe, podmiotowo potraktowane. Spotkało się z podobnymi sobie... Potrzebowało dorosłego, mądrego świadka. Na kartach tej książki znalazło. Jak to dobrze, że na zrozumienie nigdy nie jest za późno...

Dawno, niedawno,
byli sobie rodzice,
co mieli dwie córki,
mądrą i piękną... Jedna z nich
została terapeutką.

Jestem tą szczęściarą!

***

(...) Jeśli chcemy mieć nadzieję, że „to się kiedykolwiek skończy”, musimy powitać z radością i traktować z szacunkiem samo pragnienie, żeby z tym skończyć raz na zawsze.

*

Ostatnie zdarzenie zrelacjonowała kobieta, która zazwyczaj nie brała udziału w dyskusji. Kiedy wysłuchałam jej opowieści, przyszła mi na myśl podstawowa zasada psychologa Dorothy Baruch: „Dopóki nie ujawni się złych uczuć, nie ma miejsca na dobre”.
     
(...)
     Kiedy wszystkie historie zostały już opowiedziane bądź odczytane, patrzeliśmy na siebie w zdumieniu. Jaka dziwna i wzruszająca rzecz dokonywała się na naszych oczach! Wydało się to zagadkowym paradoksem:

Zmuszanie dzieci do dobrych uczuć rozbudza złe uczucia. Pozwalanie dzieciom na ujawnianie złych uczuć prowadzi do rozbudzenia dobrych uczuć.

Okrężna droga do harmonii (...). A jednak — najkrótsza.

*

     — Bo ja jestem głupszy od Roberta [brat]...
     Tym razem byłam przygotowana na tę kwestię; wzięłam głęboki oddech i odparłam z powagą:
     — Słyszę, co mówisz, ale chcę, żebyś wiedział, że ja mam inne zdanie na twój temat. Uważam, że jesteś wspaniałym, 9-letnim chłopcem, który dzięki swojej inteligencji nauczy się wszystkiego, czego tylko będzie chciał!

*

     — A kogo kochasz bardziej? Mamę czy tatę? — pytała nieznajoma.
     W odpowiedzi Karolek zaczął przestępować z nogi na nogę, a najmłodsza z przejęciem dłubała w nosie. Poczułam złość do staruszki. I narastający niepokój. Zdałam sobie sprawę, że pragnąc, by dzieci kochały mnie i tatę jednakowo, bez wyróżniania, jednocześnie chciałam usłyszeć, że mnie kochają... bardziej!
     I wtedy najstarsza córka, 5-letnia Marta, zrobiła coś niezwykłego. Chwyciła za rączkę Karolka i Asię i odciągając ich od starszej pani, zawyrokowała pewnym głosem:
     — Mamę kochamy jak mamę, a tatę jak tatę! Chodźcie!
     Dzieci odwróciły się i pobiegły za przefruwającym motylem.
     Poczułam się szczęśliwa i dumna! Uczucia ulgi i lekkości nie zmąciło nawet zachowanie Karolka, który odwróciwszy głowę w kierunku odchodzącej kobiety, pokrzykiwał z dziecięcym zaśpiewem:
     — Głuuuuuupia babcia... Głuuuuuupia babcia...
W głębi duszy myślałam równie niegrzecznie jak syn.

*

(...) każdy z nas jest zdolny się rozwijać i zmieniać.

Adele Faber, Elaine Mazlish, Rodzeństwo bez rywalizacji.
Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością
, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 1995.
(wyróżnienie własne)