niedziela, sierpnia 22, 2021

4346. Czytanie poza kolejnością

Czysty przypadek sprawił, że ten książkowy drobiazg wpadł mi w ręce. Ten czysty przy­pa­dek okazał się źródłem najczystszej przyjemności. Dotarto do mnie, że studia moich marzeń to sześć semestrów gramatyki opisowej i dziesięć translatoryki.

Nie wiem co — okładka, tytuł, przeczucie, na pewno nie vel w nazwisku — co miało moc, bym porzuciła wszystkie czy­tane aktualnie książki. Wiem tylko, że odłożyłam wszystko w mgnieniu oka, by delektować się światem tych dwóch rozmawiających ze sobą osób. Delektowałam się nim dwie kawy i wiele znaczących mgnień oka.

[K.J. v. D.] Gdy ruszyłem z moim projektem nauczenia się stu języków w cią­gu dziesięciu lat, moim wielkim problemem było określenie, którymi z nich się zajmę. Kiedy tworzymy listę języków, najczęściej wypisujemy około pięć­dzie­się­ciu i się zatrzymujemy, bo znalezienie kolejnych sprawia dużą trudność. Nawet jeśli wypiszemy wszystkie języki europejskie, to i tak lista wciąż będzie krótka.

*

Chyba dość często tak jest, że ludzie, którzy uczą się języków albo innych rzeczy, wchodzą w stan uzależnienia.

*

[M.C.R.] […] musieliśmy tłumaczyć teksty w parach. Obie Polki siedziały ra­zem i szeptem dzieliły się uwagami. Ja ciągle się im przysłuchiwałem, mimo że wówczas niczego nie rozumiałem. Zakochałem się w języku pol­skim i po­sta­no­wi­łem się go nauczyć. […]
     Miesiąc po podjęciu decyzji o rozpoczęciu nauki języka polskiego zupełnie przypadkiem znalazłem się w księgarni uniwersyteckiej. Niespodziewanie mój wzrok przykuła książka w charakterystycznej różowej okładce. Jej ty­tuł brzmiał: „Cześć! Jak się masz? Polonês para iniciantes. Władysław T. Mio­dunka” (to była portugalskojęzyczna wersja wydanego przez UJ pod­ręcz­nika do nauki języka polskiego dla obcokrajowców). Dziś myślę, że to dzięki Bogu, a nie przypadkowi, trafiłem do tej księgarni, bo książka, którą tam znalazłem, zmieniła bieg mojego życia.

*

[K.J. v. D.] Czytałem kiedyś, że struktura każdego języka wymaga od nas podania pewnej liczby informacji. Gdy na przykład mówię o tym, co jakaś osoba zrobiła, w języku polskim zmuszony jestem do określenia, czy to męż­czy­zna czy kobieta, bo używam słów „on” i „ona”. W języku fińskim nie ma już takiej konieczności. Gdy mówię o zdarzeniu z przeszłości, w polskim mu­szę określić, jakiej płci była osoba, która wykonała czynność. […] W por­tu­gal­skim nie jest to już jednak wymagane. Z kolei we francuskim forma żeń­ska czasownika pojawia się tylko w piśmie, bo w przypadku formy żeń­skiej musisz dodać literkę „e”, której się nie wymawia. Dwa zdania: „Michel est arrivé” oraz „Michelle est arrivée” są wymawiane identycznie, więc do­pie­ro z tego, jak są zapisane, można wywnioskować, czy przyszedł Michel, czy przyszła Michelle.

*

Błędy są potrzebne, byśmy mogli nauczyć się dobrze ko­mu­ni­ko­wać z innymi.

*

[K.J. v. D.] Gdy przekładasz coś na angielski, tracisz dużo informacji. Mó­wisz na przykład: „Jesteś smutna” po polsku, przekładasz to na angielski jako „You are sad”, a gdy chcesz potem przetłumaczyć to zdanie na kolejny język, nie wiesz już, kto jest tak naprawdę smutny: „ty” czy „wy”, kobieta czy mężczyzna…

*

[K.J. v. D.] Po polsku „e” jest najczęściej otwarte. Ale nie zawsze. Na przy­kład gdy wypowiadamy słowo „sieć”, to „e” jest w nim już bardziej za­mknię­te, ponieważ znajduje się obok „si”. Polacy nie słyszą jednak różnicy w wy­mo­wie, choć ty mógłbyś ją pewnie dostrzec.
     [M.C.R.] To bardzo ciekawe. Powiem szczerze, że nie zwróciłem na to wcześniej uwagi. Teraz jednak przypominam sobie, że zauważyłem na przy­kład, iż w kościele imię Jezusa jest wymawiane raczej przez „e za­mknię­te”, a nie „otwarte”, nie tak jak się spodziewałem. Słyszę wyraźnie w tym wyrazie „e zamknięte”.

*

Nauczyciel pokazuje ci tylko drogę, ale nie weźmie cię na ręce i nie za­pro­wa­dzi tam, gdzie chcesz dojść. To od ciebie zależy, czy podążysz tą drogą i dotrzesz do celu.

Konrad Jerzak vel Dobosz, Więcej niż słówka.
Rozmowa z poliglotą Marlonem Couto Ribeiro
,
Oficyna Wydawnicza RIVAIL, Warszawa 2015.

sobota, sierpnia 21, 2021

4345. Panna cotta (XI)

Klucz jest prosty: czasem tylko jedno słowo, czasem słowa, fraza albo dwie — usły­szę, oddzielę od potoku innych słów, znam albo nie znam, ale umiem zapisać i… zachwyt gotowy! I do szczęścia niewiele więcej mi potrzeba.

A tu, jakby było mało słów i fraz, trafiła się jeszcze aliteracja. Łomolę!

Giordana Angi, Amami adesso.

amami, amami, amami adesso
vieni, vieni, vieni vicino

piątek, sierpnia 20, 2021

4344. 232/365

że granica jest najważniejsza. że prowokacja i wojna hybrydowa. kurwa, to są przede wszystkim ludzie!

232/365

Ayoub Houmanna, Dla Polaków.

dla wielu ludzi na świecie jesteśmy Ameryką. i, tak jak Ame­ry­ka, potrzebujemy imigrantów. kurwa, kiedy to zro­zu­mie­my?

232/365

czwartek, sierpnia 19, 2021

4343. Ciężki kaliber a koi

Trzeci dzień chodzę wokół zająknięcia się na temat tej książki. Napisać, że waż­na, że mocna, że potrzebna, to nic nie napisać.

Dotyka ran i blizn — wszystkich — również tych, których nie było się świa­do­mym. Na szczęście potem rozdział po rozdziale zbiera człowieka kawałek po ka­wał­ku w ca­łość, nazywając rze­czy, które potrzebują być nazwane; otwierając oczy na do­bro, któ­re aż prosi się, by po nie sięgnąć.

Czy znam osobę bez deficytów Dobrej Matki? Nie znam. Nie dlatego, że wszyst­kie matki są złe — choć niektóre są tak złe, że ich dzieci powinny trzymać się od nich z daleka, a nawet z bardzo daleka — ale dlatego, że Dobra Matka to arche­typ, którego nie jest w sta­nie wy­peł­nić jedna ludzka istota.

Jak długo jeszcze to potrwa? Według mnie zostawiamy za sobą przeszłość wtedy, kiedy przestajemy ją przeżywać. Kiedy zatrzaśniemy za sobą drzwi. Tak po prostu.

*

[…] możesz mieć teraz to, na co zasługiwałeś wtedy.

*

Uczymy ludzi, jak mają się do nas odnosić, poprzez to, jak im odpo­wia­da­my.
     Do wytyczenia granicy wystarczy czasem proste „to mi nie pasuje”. Nie musisz niczego uzasadniać, a już z pewnością nie robić sobie wyrzutów z po­wo­du odmowy.
     Nasze granice są częścią tego, co daje nam poczucie nienaruszalności i kon­tro­li nad własnym życiem. Im mocniejsze granice i większa pewność, że potrafimy utrzymać ich zewnętrzny krąg, tym łatwiej nam się rozluźnić i nie czuć zagrożenia wśród ludzi, którzy są niedelikatni lub wręcz na­pa­stliwi.

*

Umiejętność wyznaczania granic daje poczucie, że nie mu­si­my się poświęcić, aby pozostać w relacji. Gdy po­tra­fi­my po­wie­dzieć „nie”, możemy częściej mówić „tak”.

*

Jeśli desperacko pragniesz relacji, nigdy jej nie osiągniesz” – pi­sze [Laura] Davis. „Odpuść, a być może kiedyś dostrzeżesz, że wemknęła się tylnymi drzwiami”.

*

[…] nikt nie może czuć się szczerze kochany (ani nawet lu­bia­ny), jeśli nie ma poczucia, że jest widziany takim, jakim jest w istocie.

*

Zmiana wewnętrznej atmosfery panującej w twoim umyśle to najważniejszy „projekt remontowy”, jakiego możesz się podjąć.

*

[…] rodzinna spuścizna. Odrzucamy i nie potrafimy wesprzeć w sobie i w na­szych dzieciach tego, czego nie wspierali w nas nasi rodzice, czego z kolei najczęściej nie wspierali w nich nasi dziadkowie. Możemy prze­rwać ten łańcuch, lecz wymaga to podjęcia świadomej decyzji.

*

Intymność wymaga emocjonalnej otwartości, chęci dostrzegania i bycia do­strze­ga­nym oraz pozwolenia na to, aby nasze potrzeby były zaspokajane.

*

Gdy widzimy, że to, co jest oferowane, jest dawane z miłości, a nie z obowiązku, jesteśmy głęboko poruszeni.

*

Wnosimy do naszych intymnych relacji wszystko to, czego nie prze­pra­co­wa­li­śmy lub nie zakończyliśmy w dzieciństwie. Patrząc z per­spek­ty­wy tych, którzy postrzegają związek jako ścieżkę wzrostu, to błogosławieństwo.

*

Mózg jest niczym rzep dla negatywnych i teflon dla po­zy­tyw­nych do­świad­czeń, wyjaśnia [Rick] Hanson, więc nawet jeśli teraz twoje życie wypełniają pozytywne doznania, jeżeli nie nauczysz się przystawać w miej­scu i je chłonąć, przepłyną przez ciebie jak przez sito, w ogóle cię nie odży­wiając.

*

Jak zmieniłby się twój odbiór własnej osoby, gdybyś czuł, że wszystkiego jest pod dostatkiem zamiast w niedoborze?

*

Trzeba nauczyć się, że ujawnianie własnych potrzeb nie jest już nie­bez­piecz­ne i że są ludzie, którzy chcą je zaspokajać! To ryzykowne, ponieważ nie prze­ko­na­my się, że faktycznie tak jest, dopóki nie spróbujemy. Trudno się z tym pogodzić.
     Poglądy zmieniają się jedynie pod wpływem nowych doświadczeń.

*

[…] nasze światy wewnętrzne i zewnętrzne w fascynujący sposób splatają się ze sobą […].

Jasmin Lee Cori, Matka niedostępna emocjonalnie,
przeł. Katarzyna Iwańska, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Choć sporo brakuje, są obszary, gdzie twój rozwój był wspie­ra­ny, więc ist­nie­ją też solidne i prawdziwe kawałki ciebie. Ważne, aby czuć to, co jest, na równi z tym, czego jeszcze nie ma lub co jest niedostatecznie rozwinięte.

*

Wiele z tych luk ma zarówno wymiar zewnętrzny, jak i we­wnętrz­ny.
     […] ­ istnieją trzy sposoby na uzupełnienie brakujących kawałków:
     •  Zidentyfikować, czego nam trzeba, i wprost o to poprosić.
     •  Znaleźć ludzi i sytuacje, w których łatwo znajdziemy to, czego po­trze­bu­je­my (np. okoliczności sprzyjające bezpiecznemu dotykowi).
     •  Dać sobie samemu to, czego nam brakuje.

(tamże)

wtorek, sierpnia 17, 2021

4342. 229/365

czytam: stres ma duży wpływ na postęp choroby.
wiem: postęp choroby wywołuje ogromny stres.

szukam kija, który moż­na włożyć w szprychy tego błędnego koła.

229/365

niedziela, sierpnia 15, 2021

4341. 227/365

udowodnij, że nie jesteś wielbłądem? definitywnie wy­rosłam z rodzinnych planszówek z czarnymi owcami i wielbłądami za­miast pionów. sorry, nie gram, pas.

227/365

Achille Lauro, Me ne frego.

me ne frego.

środa, sierpnia 11, 2021

4340. Panna cotta (X)  //  Czekariat (XIV)

Smutki zajeść czekoladą, lodami, zaskoczyć zakupami — można. Frustrację zmęczyć spacerem, basenem, siłownią, zabić przysiadami na zmianę z pompkami — moż­na. Leczyć się ucieczką, marzeniem, celem — można. Ilu ludzi, ile problemów, tyle me­tod, żad­na lepsza.

Na żałobę też każdy musi znaleźć swój sposób. Zagłuszyć ją czasem na chwilę, po­zwo­lić jej wsiąkać w serce, ustać wszystkie niełatwe uczucia, które budzi. Setki dzie­sią­tek razy le­czy­łam się już tą piosenką. Wciąż to robię.

Nie mogłam jej tu upuścić do dziś z powodu uprzedzenia do banalności polaryzacji w obrazku: ko­bie­ta/mężczyzna, czerń/biel. Już mogę, chcę i potrzebuję, bo — choć z utrwaloną nie­chęcią po raz n-ty do ob­raz­ka podeszłam — dojrzałam piękno tańca i oba wy­ko­rzy­sty­wa­ne na świecie kolory żałoby. Jakim cu­dem nie widziałam tego wcześ­niej? Pojęcia nie mam.

Motyl, czekający już jakiś czas cierpliwie na swój czas — z pewnością siebie godną po­za­zdrosz­cze­nia — na to wszystko: ten wpis jest mój! Tak, jest twój.

Giordana Angi, Stringimi più forte.

stammi più vicino
stringimi più forte
solo per stanotte
inganniamo la sorte
[…]
solo per stanotte
inganniamo il destino

*


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Rusałka żałobnik
[errata, 17.01.22]

Anonymous:
Rusałka kratkowiec

4338. Na czytelniczy ząb

Czysty przypadek poinformował mnie o istnieniu tej książki jeszcze na gigancie, gdy nie mogłam sobie znaleźć ani miejsca, ani książki. Klik, klik i miałam, i pod­czy­ty­wa­łam.

Nim kilka dni temu oddałam się bezeceństwu czytania czterech książek na raz (I, II, III, IV) skoń­czy­łam tę, ponieważ nędzne, bo nędzne, ale jednak jakieś poczucie przy­zwo­ito­ści czy­tel­ni­czej posiadam. Wybrałam wiele smacznych kąsków, ale też natknęłam się na zgrzyt.

Nie kupiłam tych trzech zdań i mam nadzieję, że też ich nie kupisz: Istniało między nami prawdziwe partnerstwo. Była moją stałą towarzyszką we wszelkich moich pracach. Dzieliła ze mną kłopoty i aspiracje. Partnerstwo de­fi­nio­wa­ne wyłącznie przez mężczyzn zawsze mnie rozśmiesza. Szkoda, że nie jest moż­li­we przeczytanie Dziewięciu lekcji autorstwa Gertrude — Żony, Partnerki, Towarzyszki, Miłości Autora.


It takes courage to not be discouraged.
Benjamin Ferencz
(1920–)


fot. Autor(ka) nieznan(y/a),
[dostęp: 10.08.2021], źródło.

#1  (o polityce naszej powszedniej):

Przywódcy, którzy mówią, że ich naród jest największy, oraz popierający ich rodacy, podobnie jak ci, którzy chcą być najwięksi, to ludzie małego ducha.

*

Z moich badań dotyczących przyczyn dążenia do wojny wynika, że są one trojakie. Pierwszą jest religia: ludzie są gotowi zabijać i umierać, jeśli uwa­ża­ją, że ktoś zagraża ich bogu. Druga to nacjonalizm – są gotowi zabijać i umierać, jeśli uważają, że ktoś zagraża ich narodowi. Trzecią przyczyną są warunki ekonomiczne: faceci są gotowi zabijać i umierać, jeśli nie mają czym nakarmić żon i dzieci.
     Od czasu, kiedy mały Dawid pokonał dużego Goliata, wydaje nam się, że fantastycznie jest rzucać w kogoś kamieniami. Nie udało nam się zro­zu­mieć, że z ideologią nie poradzimy sobie za pomocą karabinu. Sądzimy, że jeśli wybijemy połowę ludzi wroga, osiągniemy zwycięstwo. To idiotyzm.

*

[…] wszystko zaczyna się od skłonienia ludzi, żeby zmienili swoje myślenie na temat metod rozstrzygania sporów, i na tym się kończy.

*

Postanowiłem nie stawiać przed sądem szeregowców – chodziło mi tylko o ludzi najwyższych rangą i najlepiej wykształconych. Jeśli któryś nie miał co najmniej jednego doktoratu – nie przechodził kwalifikacji. […]
     Oskarżeni, których wybrałem w Norymberdze, nie byli zwykłymi prze­stęp­cami. Wszyscy wyróżniali się inteligencją i wykształceniem. Mieli stop­nie naukowe z ekonomii i prawa. Jeden był z zawodu śpiewakiem ope­ro­wym, a inny duchownym luterańskim. Wszyscy zaprzeczyli, jakoby po­peł­ni­li jakąś zbrodnię. Największą lekcją, jaką wyciągnąłem z tego do­świad­cze­nia, jest to, że wojna całkiem przyzwoitych ludzi zmienia w morderców.

#2  (o człowieku):

Świat jest pełen fantastycznych ludzi, którzy czynią dobro. Cza­sem wystarczy, że o tym pamiętamy i uchwycimy się tej prawdy, aby wziąć się w garść, dać się zainspirować i w trudnych chwilach dodać sobie otuchy.

*

*

Jeśli się boisz, to dlatego, że masz coś do stracenia – a to jest dobre. Oznacza, że możesz o coś walczyć. Jeśli skupisz się na tym, zamiast się bać, strach przemienisz w produktywność, wydajność, odwagę, szybkość – czy cokolwiek, czego wy­ma­ga sytuacja.

*

Ścieżki ludzkiego życia nie są proste. Wielokrotnie skręcają, prowadzą to w dół, to w górę i usiane są wybojami. Jednak kiedy dotrzesz do odcinka z pięknym widokiem, stwierdzisz, że wszystkie te objazdy miały swoją war­tość, chociaż gdy się przez nie przedzierałeś, bywały nieznośne.

*

[…] wierzę w oddawanie. Jeżeli ktoś ci pomoże, ty też mu pomóż, kiedy tylko możesz. Nie obowiązują tu przepisy o przedawnieniu i w grę nie mu­szą wchodzić pieniądze. Wdzięczność dopełnia twoje człowieczeństwo w bar­dzo szczególny sposób. Trudno to porównać z czymkolwiek innym.

*

Twoje słabe strony mogą stać się mocnymi, jeśli wykorzystasz je jako swoją siłę napędową. Nie narzekaj na przeciwności losu, w ten sposób nie roz­wią­żesz trudnych sytuacji, a poza tym wyzwania więcej cię nauczą niż bez­ustan­ny wiatr w żagle.

*

[…] dobrze jest mieć w sobie zgodę na własne towarzystwo.

*

Tylko dzieci nie zwracają uwagi na różnice między rówieśnikami, takie jak rasa, kolor skóry czy wyznanie. Radko zdarza im się narzekać na warunki bytowe, chyba że ktoś im to zasugeruje. One po prostu nie znają innego ży­cia. Ważniejsze od wynajdywania podziałów albo od posiadania nie­zna­nych im dóbr materialnych czy możliwości jest poczucie wspólnoty, za­ba­wa, wolność i niezależność. Taki stan umysłu powinniśmy się starać za­cho­wać jako dorośli.

*

Dobrze jest uświadomić sobie, o co warto walczyć, a o co nie. Czasem lepiej wyswobodzić się z sytuacji, której nie da się naprawić.

*

*

Prawda jest rzeczą bezcenną. Nie zakładaj, że ludzie wiedzą, pamiętają lub potrafią zrozumieć to, co ty uznajesz za prawdę.

*

Ci, na których wam zależy, koniecznie powinni wiedzieć, jacy są dla was ważni.

*

*

[…] nie daj się omamić pokusie, aby działać szybko. Przypomnij sobie bajkę o żółwiu i zającu. Nie wszystko, co dobre, da się osiągnąć szybko, a tempo wcale nie gwarantuje powodzenia. Nie męczy mnie cierpliwe wy­drepty­wa­nie ścieżek na rzecz zmian.

*

Wszystko jest niemożliwe do czasu, aż się wydarzy.

*

Potrafisz przezwyciężyć to, co cię gnębi, niezależnie od tego, jak poważne ci się to wydaje. Jestem pewny, że udało ci się już przetrwać gorsze rzeczy. Sam też kieruję się takim myśleniem.
     I pamiętaj: jeśli nie potrafisz osiągnąć pełnej satysfakcji, to przynajmniej popchnij głaz jeszcze kawałek pod górę. Zwiększ presję. Napisz coś. Naucz się czegoś nowego.

*

„Smutno mi dzisiaj, Benny” – mawiałam czasem. „Moja dro­ga – odpowiadał – niezależnie od tego, o co chodzi, na pew­no zdarzało ci się przetrwać trudniejsze czasy”.

*

Czasami pojawiają się przed nami drabiny, na które nie mamy ochoty się wspinać, co nie znaczy, że nie możemy tego zrobić, a widok z góry nam się nie spodoba. Nie odrzucaj sytuacji, które masz przed sobą, tylko dlatego, że odbiegają od ideału z twoich marzeń. Staraj się najlepiej, jak potrafisz, daj z siebie wszystko, a może się okazać, że masz z tego więcej satysfakcji, niż pierwotnie przewidywałeś.

*

*

Porażka to stan umysłu. Potraktuj ją jak przeszkodę w biegu przez płotki, przez którą musisz przeskoczyć, a nie jak ślepy zaułek. Jeśli się przewrócisz, wstań i biegnij dalej, a potem dopilnuj, aby drugi raz nie potknąć się o ten sam płotek.

*

Zawsze wszystkiego spróbuj; pójdzie ci znacznie lepiej, niż ci się wydaje.

Benjamin Ferencz, Słowa na pożegnanie. Dziewięć lekcji
wyjątkowego życia
, przeł. Marzena Rączkowska,
Czarna Owca, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Tych, których kochasz, zawsze miej przy sobie, gdziekolwiek jesteś. Miłość trwa wiecznie.

(tamże)

4339. Piękne energie  //  Panna cotta (IX)

Co było pierwsze: jajo czy kura, krótkowidz czy szczególarz? Nie wiadomo, czy lu­dzie stają się krótkowidzami, bo przestali dobrze widzieć z da­le­ka od wgapiania się w detale, czy może skupiają się na detalach, bo „daleko” odjechało im tak daleko, że nie ma na co patrzeć. A może ludowe przekonanie o korelacji krótkowzroczności i szcze­gó­larstwa jest tischnerowską gówno prawdą. Nie wiem.

Wiem, że jestem markowym krótkowidzem, który dzięki zdjęciu okularów z nosa znika cały świat. Wiem, że szczegółom lubię się przyglądać, długo się nad nimi po­chy­lam, rozczulam, z uwagą podchodzę do tego, czego innym nie chce się nawet zauważyć, i uwielbiam, gdy natura szczegółów prowadzi mnie w nieznane lub przy­naj­mniej do tej pory niepoznane. Tyle w ramach uzasadnienia istnienia tego czer­stwe­go ciut wpisu.

Słowa: rzeka, miłość. Jakie masz pierwsze skojarzenia? Nie czytaj dalej, zepsujesz sobie zabawę, do której nie będzie powrotu. Zaufaj sobie. Rzeka? Miłość? Co wi­dzisz, co czu­jesz? Zamknij oczy. Rzeka? Miłość?

Rzeka, dla mnie… przyjemna atmosfera, cisza, zaduma, trzymanie za rękę kochaną osobę nad jej brzegiem. Miłość, dla mnie… szalona, uparta, ciepła, wszech­ogar­niająca.

W kontekście tych dwóch słów dwa miesiące temu pojawiło się zadziwienie i zaciesz ogromny, które dziś po­trze­bu­ję tu upuścić. Zaczęło się niewinnie, czyli lin­gwi­stycz­nie — rzekamiłość po włosku są rodzaju? Męskiego!!! Jak to? Tak to i już.

Zrobiłam krok w tył. Rzeka. Miłość. Jakie masz pierwsze skojarzenia, gdy patrzysz na nie przez pryzmat męskiego pierwiastka? Rzeka? Miłość?

Rzeka, dla mnie… siła, żywioł, nieustępliwość i… zaczynam się trochę bać. Miłość, dla mnie… twarda, odpowiedzialna, nieugięta i… zaczynam rozumieć męski im­pe­ra­tyw działania, organizowania, który pomija słowa, widząc w nich stratę czasu.

Od dwóch miesięcy jestem ostrożniejsza wobec słów, bawię się z nimi, bo tak na­praw­dę potrzebuję i męskiej, i żeńskiej energii, którą w sobie kryje każde z nich.

Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie przyszedł czas, by już zawsze pod ręką mieć pio­sen­kę, a w niej los — rodzaju żeńskiego! — który nie rozstrzaska mnie o skały.

poniedziałek, sierpnia 09, 2021

4337. 221/365

rozgrzewająca, ale mało egzotyczna emocja — złość. za­wsze dotyczy przeszłości, odległej choćby tylko o sekundę — po­in­for­mo­wa­ła mnie ze stoickim spokojem świadomość. wracaj do tu i teraz, natychmiast — dodała.

221/365

4336. Nim nas wykreślą…

To Jego ulubiony francuski pisarz. To jedna z dwóch wydanych po polsku książek tego pisarza (z czterdziestu dziewięciu dostępnych w języku francuskim). Druga z dwóch już do mnie idzie. Kupowanie książek, gdy skromna cena dostawy jest dzie­wię­cio­krot­nie wyższa od ceny książki, otwiera mi scyzorykiem puszkę z bezdennym smut­kiem. Tyle o uczuciach zaklętych w liczbach.

Ci, co tu bywają, wiedzą, że strony redakcyjne czytam od deski do deski. Wy­czy­ta­łam, że pierwsze wydanie tej opowieści dla dzieci ukazało się we Francji… 46 lat te­mu. W Polsce pierwsze (jedyne?) wydanie tej książki dopiero co staje się na­sto­lat­kiem, a już wyleciało z publicznej biblioteki. Cóż za zbieg okoliczności! Ta książka jest metaforyczną opowieścią o tym, że każdy z nas będzie mierzył się z do­świad­cze­niem bycia wykreślanym z inwentarza żywych istot [z pewnością bez widelca w dłoni].

Tomek myli się w sprawie kruków i wszystkich krukowatych: one są piękne! Żeby nie powiedzieć w chuj piękne, co byłoby bliższe prawdy.

     — Chciałbym być taki jak pan.
     — To nie takie zabawne być taki jak ja.
     — Ani jak ja…

*

     — Ech… Niech no pomyślę… Jakie myśli najbardziej cię zaprzątają?
     Tomek nie wahał się ani przez chwilę.
     — O nieskończoności… Gdzie ona się kończy, ta nieskończoność?
     — Gdzie się kończy nieskończoność? — poprawił go Maurycy, któremu niewątpliwie nieobca była drobiazgowość. — Do diabła! To nie byle co! A o jaką nieskończoność chodzi?

*

     — Ciągle się pan gniewa?
     — Trochę.
     — Ale tylko troszeczkę?
     — Nie mówmy już o tym!

*

     — Zgadzam się z tobą. Nigdy nie byłem dobry w dzieleniu, bo musisz wiedzieć, że nie jesteśmy magikami „od wszystkiego”. To odrobina magii, która jest nam dana, jak w moim przypadku, kosztuje dużo, bardzo dużo.
     — Ile? Mam trochę pieniędzy w skarbonce.
     — Nie chodzi o pieniądze, Tomku…

*

     — Są piękne — powiedział Tomek. — Dlaczego jedne ptaki są piękne, a inne bardzo brzydkie, jak kruki?
     — Kruki nie czują się brzydkie.

*

     — Przecież tak się nie da żyć…
     — Ja też wcale nie żyję, Tomku.
     […]
     — Szkoda — powiedział Tomek. — Takie rzeczy jak czereśnie albo biszkopty to sama przyjemność.

*

Tomek czekał cierpliwie. Na pewno pośród tych poważnych osób znajdzie się w końcu ktoś, kto potrafi mu wszystko wytłumaczyć. Cieszył się także widząc, jak trudno jest w jasny sposób odpowiedzieć na pytanie, czym jest nieskończoność.

*

     — Odwagi — powiedział Maurycy. — Chodźmy. Zamknij oczy i nic się nie bój.

Michel Déon, Tomek i nieskończoność, ilustr. Ètienne Delessert,
przeł. Milena Kusztelska, Oficyna Wydawnicza G i P, Poznań 2010.
(wyróżnienie własne)

Rolą literatury jest pełnić te same funkcje, realizować te same zadania, które w dawnych społecznościach realizowali mędrcy, szamani i starcy: skłaniać do refleksji, wprowadzać w materię życia, wskazywać w nim mocne punkty, w końcu dawać wskazówki prowadzące do zwycięstw, pozwalające kochać życie ze wszystkim, co ono niesie — radościami i troskami, cierpieniem i szczęście, trwaniem i przemijaniem.
// prof. dr Grzegorz Leszczyński we wstępie do polskiego wydania.

niedziela, sierpnia 08, 2021

4335. Uparte piękno

Przedwczoraj — dzień pod psem — zimno, mokro i bez nadziei.

Kilka dni wcześniej wypatrzyłam Upartą, ale to Heniutka w ten mokry, ciut podły dzień wypatrzyła świeżą dziczyznę, prychając potem quasi-wegańskim obrzy­dze­niem. Uparta i Uparty nie chcieli słyszeć o podłych dniach pod psem. Musiałam. Cyk!

piątek, sierpnia 06, 2021

4334. All hail Mr. Czarnek!

Pierwsza, druga i ta — książki podarowane brunatnemu urzędaskowi. I? I ta jest wspaniała! Wspaniała?

Ponieważ w zachwycie jestem — świeżutko po douczkach z języka polskiego, a do­kład­niej ze stopniowania przymiotników — muszę tu w kontekście pierwszego edu­ka­to­ra Rzeczypospolitej zabłysnąć. Pola, fascynująca i zafascynowana językiem pol­skim, ubawiła mnie formą najwyższego stopnia przymiotnika i impe­ra­tyw czuję, by się tu zastosowaniem tej wiedzy wykazać. Wspaniała książka? Wspa­nial­sza niż? A może naj­wspa­nial­sza? Nie, nie, nie! Mało! Ta książka jest w chuj wspaniała! Piękny ten najnajwyższy (jakby ujęli to Australijczycy) stopień przymiotnika, w chuj piękny, prawda?

Gdybyś miał (r.m., bo kobiety czytają więcej) przeczytać tylko jedną oko­ło­gien­de­ro­wą książkę w tym roku, niech to będzie TA książka! Jest piękna, ciepła i mądra — two­ja wrażliwość doprowadzi cię do łez nie raz, a przynajmniej zatrzyma. Nigdy nie przyglądałam się posągom Buddy, a po tej książce nie omieszkam.

Ta książka uświadomiła mi, że choć jestem ciskobietą, kulturowo jestem chłopczycą — nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę ozdobą ogniska domowego — zachwyconą życiem chłopczycą jestem.

Jednego przeżyć nie mogę, że mi za głupie wypowiedzi nikt nigdy nie dał żadnych książek! Wobec tego faktu, nie pozostaje mi nic innego, by — poza prezentową za­wi­ścią — kibicować ministerkowi, bo może znów palnie coś godnego przyniesienia mu kolejnych fantastycznych trzech książek, o których poinformuje mnie antyre­żi­mo­we medium.

Póki co, skromnie mogę polecić trzy inne, piękne książki (żółte linki umiesz­czone w poniższych cytatach). Równie skromnie proszę o informację o przegapionych przeze mnie dobrych książkach, gdybyśmy na wyobraźnię i precyzję wypowiedzi ministerka liczyć już nie mogli. Hawk!

Trwa wojna, my w niej nie walczymy, ale i nie możemy od niej uciec. […]
     – Jesteś cudem.
     – Tak?
     – Naprawdę
.

*

     – To bardzo dziewczęce – zgodziła się Rosie, całując go w szyję.
     – Bardzo chłopięce jest wyjść za takiego dziewczęcego faceta.
     – A bardzo dziewczęce użyć słowa „facet”.
     – I bardzo chłopięce, że taki dziewczęcy facet się podoba.

*

Jak można zgadzać się na dziwne skarpetki, a zabraniać sukienki? Ak­ceptować czyjąś tożsamość, ale zakazywać zgodnego z nią ubioru? Uczyć małych ludzi, że liczy się tylko to, co mają wewnątrz, jednocześnie robiąc tyle szumu wokół okrycia wierzchniego?

*

Odpowiedzieć „jak” było łatwiej niż „dlaczego”. Radziła sobie tak, jak to człowiek zwykle sobie radzi we wszystkich nie­moż­li­wych sytuacjach. Jeden krok po kroku. Jeden dzień po drugim.

*

     – Ichtiolog? To coś jakby biolog morski?
     – Coś w tym rodzaju, ale lepszy. Biolodzy morscy muszą się zajmować wszystkimi, którzy żyją w oceanie. Ichtiolodzy mogą się skupić tylko na rybach. A wiedziałaś… – tu głos Poppy ścichł do konspiracyjnego szeptu, choć w pokoju było tylko ich troje – …że wiele ryb zmienia płeć?

*

     – Nie znoszę rodziny – powiedział Roo.
     – Obawiam się, że i to trzeba czasem przecierpieć – odparła jego matka.

*

[…] wyjechać to tylko zrobić miejsce komuś innemu. […] Wyjazd nie jest oznaką słabości, wyjechać nie znaczy poddać się. To odważna decyzja poprzedzona ciężką walką, zmiana jak każda inna – trudna i strasz­na, ale ostatecznie zwykle konieczna.

*

Jak my wszyscy nie ma pojęcia, dlaczego jest tym, kim jest, i pragnie tego, czego pragnie.

*

     – Łatwe życie jest fajne, ale nie tak dobre, jak docieranie do prawdy o sobie albo bronienie spraw, w które się wierzy – po­wie­dział Penn. – Brzmi nieźle, ale nie przypuszczam, by często wiodło do sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pracy, zadowalającego związku albo szczęśliwej egzy­sten­cji. […] Nie­wie­le z tego, co ma dla mnie w życiu wartość, jest łatwe. I raczej nie chciałbym więcej rzeczy łatwych kosztem wartościowych.

*

Zapisujesz opowieść, by inni mogli ją przeczytać, a wtedy ona zaczyna rosnąć. Przygważdżasz ją do jednej chwili, by mogła zaistnieć w czasie.

*

Rozpraszanie strachu. Sposób na ujarzmienie rzeczy strasznych: nie trzeba ich ukrywać, wypierać, odpychać czy trzymać w sekrecie – wystarczy przy­pomnieć sobie oraz wszystkim wokół, że lepiej wybrać miłość i ot­war­tość, że należy myśleć i zachowywać spokój. Że istnieją więcej niż dwie prawidłowe ścieżki, że jest więcej możliwości niż tylko wybór między sekretem a zdradą, impasem a zbolałym sercem, mężczyzną a ko­bie­tą, prawidłowym i nieprawidłowym. Istnieją drogi środka. Drogi nie­ozna­czo­ne.

*

Zdumiewało ją wręcz, jak wiele może zobaczyć, nie patrząc.

*

     — Ty? Nic. Już zrobiłaś zbyt wiele. Teraz kolej na nią. I już wykonała pierwszy krok: wyszła z szafy.
     — Odfajkowane – przyznała – choć nie celowo. Jaki będzie drugi krok?
     — Drugi krok polega na tym, że wielu ludzi cię odrzuca, a tobie jest z tym bardzo źle.
     — Także zaliczony. Jaki jest trzeci?
     — Tutaj zaczyna się ciekawie. Krok trzeci to iść naprzód.
     — Ile to zabiera? – powiedziała Rosie nadąsanym tonem.
     — Całe życie. – W głosie pana Tongo znów słychać było radość. – Więc dobrze, że wcześnie zaczęła.

*

     – Obawiam się, że nie można mówić ludziom, kim mają być – odparła Rosie. – Można ich tylko kochać i wspierać takimi, jakimi już są.

*

     — […] czas, by poszukiwała, podejmowała decyzje, zmo­bi­li­zo­wa­ła siły, głośno mówiła, kim jest, walczyła o swoje prawa i sta­wi­ła czoło temu, co różni ją od innych.
      – Jak ma sobie z tym poradzić?
     – Tak samo jak wszyscy inni – zaskrzeczał. – Cierpiąc! Wasze małe miasto was nie akceptuje, więc wyjeżdżacie. Wasza rodzina was odrzuca, więc znajdujecie sobie nową. Wasze małe życie, pełne wstydu i myślenia życzeniowego, zaczyna robić się za ciasne, więc szukacie czegoś większego.

*

      – Czy to będzie trudne?
      – Bardzo.
      Zamknął oczy i przygotował się na straszne wieści.
      – Powiedz wszystko.
      – Otóż to – powiedziała czarownica. – Musisz wszystko powiedzieć. Nie możesz niczego trzymać w tajemnicy. Sekrety prowadzą do samotności. Gdy utrzymujesz sekret, wpadasz w paranoję. Zaczynasz myśleć, że nie ma innych takich jak ty, ludzi to-i-to albo ani-to-ani-tamto, którzy każdego dnia karczują sobie ścieżkę między tożsamościami. Ale tak nie jest. Kiedy żyjesz samotnie z sekretem, ogarnia cię strach. Kiedy go wy­znasz, ogarnia cię magia. I to dwa razy.
      – Dwa razy?
      – Okazuje się, że nie jesteś sam. I wszyscy inni też to sobie uświadamiają. W ten sposób świat staje się lepszy. Dzielisz się sekretem i zmieniasz świat.
      – To nie takie proste. […] Nie mogę tak po prostu podzielić się sekretem. Bardzo trudno go wyjaśnić. I zrozumieć. To skomplikowane.
      – Oczywiście. Takie jest życie.
      – Więc jak mam to zrobić? Jak podzielić się sekretem? Co mam po­wie­dzieć?
      – Opowiedz swoją historię – odparła czarownica bez chwili wahania. – Opowiedz ją. Wszyscy musimy to zrobić.

*

Potworna strata zdolna zrujnować życie skutkowała dobrem, które mogło je ocalić. To nie był promyk nadziei w mrokach, to było wprost oślepiające światło.

*

Penn zrobił na kolację naleśniki, ale prawie ich nie ruszyli. W porządku – wiedział przecież, że w tej sytuacji nie jest potrzebne jedzenie, tylko baśń. Nie ma nic lepszego niż inny nieszczęśnik, który zostaje ugotowany, pożarty albo zmieniony w drzewo, by życie zaczęło się wydawać mniej okropne. Nie ma nic lepszego niż nadzieja, że magia naprawi wszystko, nawet to, co pozornie wydaje się nie do naprawienia.

*

     — […] Myślę, że droga środka jest trudna z tego samego powodu, dla którego jest właściwa.
     — Czyli?
     — Bo jest niewidzialna.
     — Jak w baśni?
     — Nie – […] – A może tak, trochę jak w baśni. Droga się rozwidla. Wy­da­je się, że są tylko dwie możliwości. Że trzeba jedynie postanowić, czy idziesz w lewo czy w prawo, w przód czy w tył, głębiej w las lub bezpieczniej, jego skrajem, ale w rzeczywistości te wszystkie wybory są łatwe w porównaniu do prawdziwej decyzji. A ona polega na tym, że musisz ruszyć na wprost, gdzie w ogóle nie ma ścieżki.

*

     — Jestem wszystkim naraz. […]  — I jestem wszystkim, co dopiero nadejdzie.

*

     — Bo wiesz, co jest jeszcze lepsze od szczęśliwych zakończeń?
     — Co takiego?
     — Szczęśliwe środki.
     — Tak sądzisz?
     — Samo szczęście bez kończenia. Szczęście plus przestrzeń na wzrost. Czy może być coś lepszego?
     — Na jakiś czas…
     — Jakiś czas to bardzo długo – powiedział Penn.

Laurie Frankel, Tak to już jest,
przeł. Dariusz Żukowski, Poradnia K, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Jeśli opowiesz własną historię, możesz wybrać za­koń­cze­nie. Zwyczajne bycie sobą nigdy się nie spraw­dza, ale jeś­li wy­myś­lisz sam siebie, możesz stać się kimś, za kogo naprawdę się uważasz.

*

Będą wspólnie podejmować trudne decyzje, kiedy na­dej­dzie na nie pora, a tymczasem mogli cieszyć się chwi­lą oraz tym, co w życiu dobre.

*

     — Słucham?
     — To twoje szczęśliwe zakończenie.
     — Mówiłem.
     — To prawda.
     — Ale to nie koniec.
     — Nie? – Uśmiechnęła się do niego. Nie mogła przestać.
     — O, bynajmniej. – Odpowiedział uśmiechem.

(tamże)

środa, sierpnia 04, 2021

4333. 216/365

czemu mój Duch wybiera trudne do­świad­cze­nia? bo tylko w trud­nym ukryta jest nie­wy­ob­ra­żal­nie wielka moc i trzeba się poddać, by ją poczuć. trzeba poczuć, by zro­zu­mieć; zro­zu­mieć, by po­siąść; po­siąść, by nauczyć się z niej ko­rzystać dla dobra siebie i innych.

216/365

*

w definicji słowa życie nie ma   
przymiotnika „łatwe”.

     — ja pierdolę! serio?
     — serio!

216/365

poniedziałek, sierpnia 02, 2021

4332. 214/365  //  Czekariat (XIII)

rozumiem, że matka to też człowiek i swoje prawa ma — że szkolenie, swoje sprawy, a może nawet urlop, ale miesiąc to chyba dość, by się z tym wszystkim uporać?

obiecamy Orzeszkowi, że będziemy już grzeczni — wszyscy obiecamy — niech tylko wróci. obudziło mnie nad ranem głę­bo­ko dziecięce uczucie.

214/365


fot. Saxifraga, fragment.

*

Profesora Saxifraga:
Wrończyk alpejski

Jabłoń:
(niezmiennie, bez względu na okoliczności,
ubóstwia dostojność krukowatych
)

sobota, lipca 31, 2021

4331. 212/365

żało, ba! cen-
aza mi  ł
ość. dług nie do
spłacenia, bo za
cud.

212/365

[suplement 24.10.2025]
Był czło­wiek i nie ma człowieka. Była matka, nie ma matki. Nie ma matki. I choć nigdy do końca jej nie miała, to jednak kogoś ubyło.

Joanna Mizielińska, Księga umarłych,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.

piątek, lipca 30, 2021

4330. U Białego Kruka (LXXXII)

Wczoraj wieczorem pierwszy raz paliliśmy latarenkę. Każdy z nas przeżywa i pró­bu­je zinternalizować otaczającą nas (nie)obecność Orzeszka na swój sposób. Ja, po tej stro­nie tęczy, po­trze­bu­ję światła symboli.

Motyl i niezapominajki. Mam nadzieję, że podobałyby się Orzeszkowi. Z myślą o Niej je wybrałam. W jakiś sposób, dla każdego z nas w inny, Orzeszek z nami jest.

Autorką tej Piękności jest (oczy-
wiście) Zawsze-Wolna-od-Nudy.

*

Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wy­da­je się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.

Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.

4329. Chronos (II)  //  Czekariat (XII)

Wczoraj. Między ulem a Małą Danią. W ułamku sekundy wyprzedził wszystkie zie­lo­ne i pie­rzaste czekariusze, które bez awantur i skarg od prawie miesiąca cze­ka­ją i… cze­ka­ją grzeczniutko. Pierwszy raz zdarzyło się tak, że to literki czekały na piksele, a nie na odwrót.

Gdy zobaczyłam tę Upartą, a w zasadzie Upartego, wiedziałam natychmiast, że li­ter­ki Michała Cichego, które nosi w sobie moja świadomość — kiwając „głową” ze zro­zu­mie­niem od prawie miesiąca — znalazły sprzymierzeńca.

Każda afirmacja ma czarną podszewkę. Człowiek dorasta w pewnym mo­men­cie do głoszenia chwały istnienia, ale w tle jest przeszłe doświadczenie – depresja, niepokój, lęk, złość, poczucie niewartości. Motywacją do wejścia na drogę spokoju, ciszy i ulgi jest z reguły wcześniejsza katastrofa. Życie oka­za­ło się za trudne, a twoje siły – za małe.

Michał Cichy, Do syta,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

4328. Chronos (I)

Środowy upał nie dał nam rady. Może byliśmy troszkę ledwo żywi — dwójka z nas nie stanowiła najlepszej ilustracji do reklamy uporczywej rehabilitacji — ale z pewnością wszyscy mieliśmy dobre nastroje i wspa­nia­ły, wspólny czas.


Michel & Sadownik:
(jagnięciną się raczą i proponują
Drzewku, by spróbowało
)

Jabłoń:
Nie jadam dzieci.

Sadownik:
A myślisz, że bakłażana nie boli?

*

Dalida, Ne joue pas.

środa, lipca 28, 2021

4327. Nie, nie, jeszcze nie!

Najpierw mnie zachwycił ich sens, a chwilę później cieszyłam się jak dziecko, że w tych ważnych (arcyważnych dla mnie) czterech słowach nie ma ani jednej literki, która potrzebuje znaku diakrytycznego. Mogłam zaszeleć z czcionką.

Tak! To zdecydowanie jeszcze nie koniec! Ukorzeniam się na nowo dziś od samego rana.


[…] nie koniec zauroczeń, nie koniec „ukorzeniania się”, a później patrzenia jak strumień Losu te korzenie wymywa, by znowu rozpoczynały od nowa… i od nowa.
// Tami

4326. Przeczytane na gigancie (IV)

Przypomniało mi się, że na premierę tej książki czekałam w zeszłym roku. Czekałam podwójnie, bo premiera ibuka opóźniła się względem planowanej przez wy­daw­nic­two daty o minimum dwa tygodnie. Czekałam, czekałam, wyczekałam, nabyłam i po kilkudziesięciu stronach rzuciłam w kąt ze względu na merytoryczny poważny błąd, nie wierząc, że został popełniony, a potem przeoczony.

Przypomniało mi się, że książkę tę mam, choć nie mogłam przypomnieć sobie, dla­cze­go ją porzuciłam. Tak czy inaczej ze względu na jeden uścisk dłoni od Autorki do prof. Osiatyńskiego posłałam książkę Białemu Krukowi i sama też się za nią wzięłam.

Przypomniało mi się migiem, dlaczego rzuciłam ją w kąt. Chaotycznej końcówce dziękowałam, że stanowi ostatnie rozdziały książki, które mogłam już dopchnąć kolanem zgodnie z maksymą Orzeszka: zaczęłaś, skończ. Skończyłam i dałam radę wydłubać trochę dobrych liter.

Warto jednak pamiętać, że dobre życie nie powstaje ze strachu – czyjegoś przed nami i naszego przed innymi. „Obecność? Nieobecność? Co jest prawdą? Jeżeli ten, kto odszedł, jednak nadal jest, bo pozostawia ślady, o których tylu ludzi opowiada, to odszedł czy nie odszedł?

*

Tracę siebie… Jak to przetrwać? Czy przetrwam?

*

[…] nie wszystko i nie zawsze układa się dobrze. A w gruncie rzeczy dość często układa się źle. Jednak wtedy ma się wybór lub raczej trzy wybory: załamać się lub nie załamać; szukać winnych albo nie szukać; skupić się na przyczynach albo zająć rozwiązaniami.

*

[…] główną motywację w wyborze światopoglądu oraz filozofii życia i śmierci stanowi wolna wola, która nas prowadzi, manewrując pomiędzy lękami i tęsknotami, niewiedzą i wiedzą, pragnieniami i przeczuciami.

*

Sentencja brzmiała: „Zawsze znajdujesz się w miejscu, w jakim chciałaś być”. Och, jak się wtedy wściekłam. Ale zaraz potem pomyślałam: „Dobrze. Przekonamy się, kto ma rację”. Pomyślałam tak z przekornym prze­świad­cze­niem, że oczywiście rację mam ja i udowodnię, że w tamtej mojej sytuacji nic nie da się zrobić. Nieszczęście to nieszczęście. Wyrok. Koniec, kropka.
     I co? Zrobiłam ten pierwszy krok, tak jak mi ktoś doradził, w zupełnie inną stronę niż sądziłam, że zdołam. Pamiętam, że ze zdumienia nie mogłam się otrząsnąć: nagle znalazłam się w zupełnie innym miejscu niż chwilę przedtem. W odróżnieniu od poprzedniego to miejsce było znacznie lepsze, otwierało się na nowe możliwości, a przede wszystkim dotarło do mnie, że i to nowe miejsce, i to poprzednie niedobre miejsce zależało od „losu” tylko trochę, ale głównie ode mnie samej. I że nawet jeżeli nie mogę od razu robić tego, co chcę czy bym chciała, to na pewno mogę myśleć i czuć się tak, jak sama zechcę. „Zawsze znajdujesz się w miejscu, w którym chcia­łaś być” – jakże innego znaczenia nabrało wówczas to powiedzenie.

*

[…] przyjmować siebie z pokorą, jak jedyny, a więc naj­lep­szy możliwy dar od losu.

*

Doświadczenie to raczej subiektywne zjawisko, na które składają się trzy zasadnicze elementy: doznania, emocje i myśli.
// Yuval Noah Harari

*

Bo nie sztuka być ofiarą, która amputuje swój ból. Każda amputacja zawsze pozbawia kawałka żywej ciebie. Prawdziwa sztuka to swemu bólowi nie zaprzeczać i nie pozbywać się go, ale go ukoić, uciszyć i nie pozwolić mu odebrać sobie radości życia.

*

Lubię słowa z ukrytymi kalamburami, takimi jak ten: po-moc. Tak to właśnie widzę, słyszę i rozumiem – po-MOC.

*

Coś w końcu trzeba robić z tym wszystkim, czego nie mogę zmienić.
     […] A ze śmiercią – co robię, gdy zabiera mi tych, których będzie mi już zawsze brakować? Dla nich otwieram swój wszechświat wewnętrzny. Mam tam już najważniejsze osoby z całego mojego życia; są moimi myślami, pamięcią i uczuciami.

*

Jeżeli nie ruszysz z miejsca i zostaniesz w tym ciasnym tunelu, nigdy nie dowiesz się, że twoje bolesne przeżycie jest tylko małym kadrem widzianym z głębi tunelu, z twojej pułapki. Rusz do przodu, wydostań się. Wyjdź z tu­ne­lu, rozejrzyj się, im szerzej się rozglądniesz, tym więcej zobaczysz dróg, możliwości, szans.

*

Trzeba szukać powodów do dumy z siebie, zadowolenia ze swoich dokonań i wdzięczności za swoje życie.

*

Akceptacja natomiast jest zaprzestaniem nieracjonalnej walki i obróceniem odzyskanej energii oraz oszczędzonych zasobów fizycznych, psychicznych i społecznych na własny pożytek. Kapitulacja to przegrać, akceptacja to wygrać. Kapitulacja to ulec i zrezygnować z siebie, akceptacja to wziąć na nowo w swoje ręce ster nawy. Kapituluje słabszy i bezradny, akceptuje silny i ciekaw dalszej drogi. Kapitulacja to bezczynność, akceptacja to dzia­ła­nie. Kapitulacja zatrzymuje w miejscu ze spuszczoną głową, ak­cep­ta­cja pozwala iść dalej z głową podniesioną.

*

Akceptacja jest aktem duchowym. Nie jest ona transakcją w sferze relacji międzyludzkich, nie jest efektem czyjegoś dorobku naukowego ani wy­so­kie­go ilorazu inteligencji. Jest stanem uspokojenia i ulgi. Osiąga się ją przez zmianę myśli, uczuć i zachowań, przez zaprzestanie uporu i lamentu i do­pusz­cze­nie do głosu szeptu, ugody, nawet uśmiechu, chociaż może być przez łzy.

*

Im bliżej akceptacji, tym bardziej człowiek gotów jest przyjmować rzeczy takimi, jakie są, tym chętniej współpracuje, poddaje się prowadzeniu, za­czy­na słu­chać, nie szuka już ucieczek, nie chowa się za swoją wy­jąt­ko­wo­ścią, nie odrzuca wskazówek i pomocy.

*

Stratę trzeba oswoić – dla siebie i w sobie. Spojrzeć jej w oczy. Odważyć się przyjąć ją na zawsze. Żałoba po kimś najważniejszym to droga, tym trud­niej­sza, im głębsza była więź ze zmarłym. Ale wtedy też trzeba – w imię pa­mię­ci wspólnej przeszłości – powrócić do życia. Ból nie mija, lecz z cza­sem stopniowo cichnie i płowieje.

Ewa Woydyłło, Żal po stracie,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.

[…]

Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

[…]

„Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.
  // Wisława Szymborska, Trochę o duszy.

(tamże)

4325. Przeczytane na gigancie (III)

Poetę wyjęłam z audycji. Jednej z niewielu, których przynajmniej fragment wy­słu­cha­łam, łapiąc oddech między jedną a drugą aktywnością na gigancie, próbując uciszyć skowyt w sobie. Późnym wie­czo­rem klik, klik, a cichymi, nieskończenie czarnymi nocami nieśpieszne kłap, kłap. I było po tomiku. I przez chwilę było tak przyjemnie, jakby nikt bliski mi nie umarł.

Nic nie widać.
Popatrzcie.

*

Wszystko inaczej,
chociaż trochę tak samo.

Teraz tylko tę mądrość oprawić.

*

To jest ważne, a tamto nieważne.
To nieważne, bo zdarzyło się mnie.

*

Technika wspominania
technik wypominania

*

Noc liczy sobie nas na palcach

*

Co się panu nie podobało w mojej nowej książce?
To było jedyne pytanie profesor Staniszkis na egzaminie,
który, dawno temu, zdaliśmy z Cezarem na pięć.

*

Nie bądź vege, zjedz kolegę.

*

Ale jak radziłem sobie bez telefonu?
Kiedy odeszły monety, a wkroczyły żetony? karty?
Nic się nie wie.
Żenada.
Na legalu żenada.

Marcin Sendecki, W,
Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017.

Było
jak było

ale mężczyźni nie chadzali
w klapkach
po ulicy

rowerzyści
nie pruli
chodnikiem

tatuaże
mieli marynarze
bandyci
i Beckham

nie istniały
słowa youtuber
blogerka
modowy

cywilizacja śmierci
dopiero zmieniała się
w cywilizację śmieci

(tamże)

4324. Przeczytane na gigancie (II)

Gdzieś w środku tej książki zostałam półsierotą i straciłam umiejętność prze­twa­rza­nia pisma. Zamiast czytać, gapiłam się w okna i przestrzeń. Utrzymywał mnie przy życiu widok du­żych, zielonych braci i sióstr, w których konarach ptaki z uporem ma­nia­ka śpie­wa­ły psalmy o kruchości i cudzie życia. Zamiast, bo nic mądrzejszego do zrobienia nie przy­cho­dzi­ło mi do głowy.

Kilkanaście dni i tomik poezji były potrzebne, by zaufać, że zrozumiem, co czytam, że będę w stanie skupić się na zdaniu, akapicie, rozdziale, że odnajdzie mnie na no­wo przy­jem­ność czytania.

Nunez… jeśli nic tej Autorki nie czytaliście, to zazdroszczę, że tyle piękna, mądrości i magii przed Wami.

Nunez… mam nadzieję, że nie byłaby zachwycona (eufemizm), gdyby dowiedziała się, jak przetłumaczono oryginalny tytuł tej książki (What Are You Going Through). Nie jestem w stanie wypatrzeć ścieżki mentalnej, awruk, łączącej oryginalny tytuł z Pełnią miłości.

Wariatka. Czego boisz się najbardziej? Stara wariatka z torbami na parkowej ławce. Rzeczy błogosławione, rzeczy przeklęte. Typowa kobieca opowieść.

*

[…] wiele leży im na sercu i wiele siedzi w głowie […].

*

     — To już koniec – mówił. Zacytował innego pisarza, tłumacząc z fran­cu­skie­go: „Przed człowiekiem był las, po człowieku zostanie pustynia”. – Jeśli dawniej istniało coś, co mogło powstrzymać katastrofę, jakieś działania czy poświęcenie, stało się jasne, że ludzkości brakuje chęci, zbiorowej woli, by je przedsięwziąć.

*

[…] wyszłam z kina, myśląc o popularnym haśle mo­ty­wa­cyj­nym: „Bądź życzliwy, ponieważ każdy, kogo spotykasz, z czymś się zmaga”.

*

[…] mówi „przepraszam”. Ona rzuca wściekle coś, czego nie rozumiem, a on odpowiada: „Przecież przeprosiłem”. Ona pokazuje mu środkowy palec i idzie dalej. On woła za nią: „Przecież przeprosiłem!”. Ona, nie odwracając się, odkrzykuje: „Za późno, kurwa, na «przepraszam»”. „Doskonale! – od­wrza­sku­je budowlaniec. – W takim razie wszystko odwołuję. Wcale, kurwa, nie przepraszam!”.

*

Ale czyż miłość nie zawsze taka jest? Musi się wydarzyć, nie­ważne, jak jest nieoczekiwana, nieważne, jak niemożliwa.

*

Pamięć. „Potrzebujemy innego słowa, by opisać sposób, w jaki postrzegamy minione wydarzenia, które wciąż w nas żyją” – uważał Graham Greene.
     Zgoda.
     Zgoda również z Kafką. I jednocześnie z Camusem: „Dosłowne znaczenie życia jest tym, co powstrzyma cię przed odebraniem go sobie”.

*

[…] bezdzietna. Nie potrafiła pojąć, że to może być świa­do­my wybór, a nie kara boska.

*

George Balanchine powiedział: „Jeśli ustawisz na scenie grupę mężczyzn, dostaniesz grupę mężczyzn, ale jeśli ustawisz na scenie grupę kobiet, do­sta­niesz cały świat”.
     Jeśli umieścisz grupę kobiet w książce, dostajesz „prozę kobiecą”. Której unikają niemal wszyscy czytelnicy płci męskiej i całkiem sporo czytelniczek.

*

Co jest sensem twojego życia?
     — Rodzina.
     — Miłość.
     — Postępować właściwie.
     — Być dobrym człowiekiem.
     — Pozytywne nastawienie i spełnianie marzeń.
     — Sensem życia jest to, że się kończy. Oczywiście taką odpowiedź musiał wymyślić pisarz. I oczywiście musiał to być Kafka.
     — Ale własnymi słowami – prosi pracownica społeczna.
     — To są moje słowa. Zgadzam się z Kafką.
     — Ale pytanie brzmi: Jaki jest sens  t w o j e g o  życia?
     — Że się kończy – mówi moja przyjaciółka. – Tak jak to ujął Kafka.

*

Wiesz, udawaj tak długo, dopóki się nie ziści.

*

A co, jeśli Bóg w istocie zrobił więcej? Co, jeśli, po pierwsze, dał własny ję­zyk nie tylko innym ludom, ale także każdej istocie – język tak unikatowy jak odciski palców? A po drugie, by uczynić życie wśród ludzi jeszcze bar­dziej konfliktogennym i chaotycznym, co, jeśli zabrał im tego świa­do­mość? I wtedy, choć pozornie rozumielibyśmy, że jest mnóstwo plemion mó­wią­cych wieloma różnymi językami, dawalibyśmy się zwodzić, że każdy w na­szej grupie posługuje się tym samym językiem co my.
     […] Każdy z nas mówi osobnym językiem, którego znaczenie jest jasne dla nas samych, ale poza tym dla nikogo innego.

*

Jak ty to przetrwasz? – pomyślałam.
     Naprawdę nie wiem – odparła w myślach.

*

A każda historia to historia o miłości.
     A każda historia o miłości to historia o duchach.
     A każdy kiedyś kogoś kocha. Jak w piosence: Everybody loves somebody…

*

Wiesz, udawaj tak długo, dopóki się nie ziści.

Sigrid Nunez, Pełnia miłości, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

„Quel est ton tourment?”. W tłumaczeniu: „Przez co przechodzisz?”. Kiedy Simone Weil twierdziła, że zadanie tego pytania oznacza prawdziwą miłość bliźniego, pisała w ojczystym francuskim. A po francusku sens tego wiel­kie­go pytania brzmi: „Jaka jest twoja udręka?”.

*

[…] nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ci ludzie, zamiast mó­wić to, co naprawdę czują i myślą, mówią to, co chcieliby usły­szeć inni. Czyli to, co jest akceptowalne, właściwe – sto­sowne.

*

Czy nie to właśnie robią ludzie? Uśmiechają się, próbują się zachowywać normalnie, radośnie, ukrywają łzy – a po co? Bo uznali, że to ułatwi życie choremu i pomoże mu zachować dobry nastrój. Właśnie dlatego. […]
     — No więc ta kobieta zrobiła coś, co nie było łatwe – opowiadała przy­ja­ciół­ka. – Spojrzała prawdzie w oczy i nie drgnęła. Wypowiedziała nie­wy­po­wia­dal­ne. Nazwała to, co trzeba. A ci wszyscy ludzie nią manipulowali. Wca­le nie byli szczerzy: ani z nią, ani z sobą. Bo oni nie potrafili za­akcep­to­wać prawdy, musieli pochować ją pod toną bzdur.

*

Na świecie istnieją dwa rodzaje ludzi: ci, którzy widząc czy­jeś cierpienie, myślą: To mogło przydarzyć się mnie, oraz ci, którzy myślą: Mnie się to nigdy nie przydarzy. Ci pierwsi po­ma­ga­ją nam przetrwać, ci drudzy zmieniają życie w piekło.

*

Kto lepiej niż dziecko wie, jak to jest na łasce ukrytych i ar­bi­tral­nych sił i że wszystko może się zdarzyć, nawet coś bardzo dziwnego, na dobre albo na złe.

(tamże)

4323. Przeczytane na gigancie (I)

Historia mojej świadomości istnienia tej książki zaczyna się od brunatnego urzęd­ni­ka Czarnka, który otrzymał trzy książki po tym, jak błysnął intelektem rodem ze śre­dnio­wie­cza. Z telewizyjnego programu informacyjnego w Małym Nowym Jorku kil­ka dni przed wyjazdem na gigant wyjęłam tę i drugą, bo trzecią — ze wspo­mnia­nych trzech książkowych prezentów dla urzędasa anty­edu­ka­cyj­nego — czy­ta­łam dawno te­mu. Klik, klik, obie na czytniku były gotowe na cztery tygodnie re­ha­bilitacji.

Łatwa to ta książka nie jest. Nie wierzę, że ministerek ją przeczyta, ale gdyby jednak to zrobił (ze zrozumieniem koniecznie), to byłabym jedną ze szczególnie za­cie­ka­wio­nych osób, co z tej lektury wyniósł, co zrozumiał — w końcu, czy nie o to chodzi w edu­kacji?

Czy homoseksualizm jest zaburzeniem, czy pełnoprawną odmianą ludzkiej seksualności? Czy to kwestia wyboru, czy cecha stała? Wrodzona czy nabyta? A może nałóg, który można leczyć tak, jak leczy się alkoholizm czy narkomanię? Czy można być szczęśliwym gejem lub lesbijką? A mo­że ich cierpienie jest skutkiem stygmatyzacji, a leczenia potrzebuje homofobiczne społeczeństwo?
     Terapia konwersyjna to coś więcej niż kontrowersyjna praktyka na sty­ku psychologii i religii – przez dwie dekady był to ważny ruch społeczny, dochodowy interes, a zarazem front tak zwanych wojen kulturowych.
// Agnieszka Graff we wstępie.

*

Słupy ognia i piasku, szarańcza, pożerająca całe miasta: chrześcijańskie historie były szybkimi rozwałkami, pro­wa­dzą­cy­mi do ostatecznego spełnienia.

*

Miałem dosyć zastanawiania się, dlaczego znalazłem się w tej sytuacji, jak też poszukiwania innych odpowiedzi, innych rzeczywistości, innych rodzin i innych ciał, w jakich mogłem się urodzić. Za każdym razem, gdy uświa­da­mia­łem sobie, że nie ma alternatywy, czułem się tym gorzej, im bardziej próbowałem jej szukać. Teraz byłem gotów przyjąć wszystko takim, jakim było.

*

Wszyscy zetknęliśmy się z pewnego rodzaju ultimatum, z jakim inni ludzie nie mieli nigdy do czynienia, z warunkami, które raczej nie były częścią rodzinnej miłości między rodzicami a dziećmi. W jakimś momencie wszyscy usłyszeliśmy: „Zmień to albo wynocha”. Gdybyśmy się nie zdecydowali, wylądowalibyśmy na ulicy bez grosza przy duszy, zostalibyśmy eks­ko­mu­ni­ko­wa­ni, wygnani. Wszyscy obawialiśmy się, że skończymy jako wyrzutki społeczeństwa; przestrzegano nas przed przyszłością narkomanów, sekso­ho­li­ków, przed śmiercią na zarazę AIDS w jakimś wielko­miej­skim rynsz­to­ku na Zachodnim Wybrzeżu. Historie, jakie nam opowiadano, zawsze szły w tę stronę. A my w nie wierzyliśmy. W większo­ści wypadków media, z ja­ki­mi mieliśmy styczność, potwierdzały te opowieści.

*

Przez całe życie zastanawiałem się, jak to jest być heterykiem – a przy­naj­mniej od czasu, gdy odkryłem, że jestem gejem; […] za­sta­na­wia­łem się, jak to jest, widzieć własne odbicie w każdym filmie, mieć przyjaciół i rodzinę, którzy nieustannie rzucają żarcikami na temat twojego życia uczuciowego, a także świat w całej okazałości do swojej dyspozycji. Jak to jest, nie za­sta­na­wiać się nad każdym krokiem, nie być na cenzurowanym za każdy po­stę­pek, nie kłamać codziennie?

*

Nasze oznaczane kolorami diagramy miały wyjaśnić, gdzie tkwiła przy­czy­na wszystkich nieszczęść. Jeśli sięgniemy wystarczająco głęboko we własną genealogię, znajdziemy tam jeśli nie samą przyczynę seksualnego grzechu, to przynajmniej informację, który z martwych i zdegenerowanych konarów naszego drzewa genealogicznego był za niego odpowiedzialny.

*

Panie, oczyść mnie. Jeśli Bóg miał kiedykolwiek wysłuchać moich modłów, musiałem stać się przejrzysty jak kropla wody. Zmiąć w kulę pierwszą część mojej historii i wrzucić ją do kosza. Wszystko inne tylko rozpraszało uwagę.

*

„Obrzydliwość” — mówił […]. — Obłędne słowo. Po hebrajsku „to’e’va”. Może odnosić się zarówno do gejowskiego seksu, jak i do krewetek. Te wszystkie małe nóżki, pływające w słonej wodzie, przyprawiały Izraelitów o dreszcz obrzydzenia, wiesz? Myśleli, że to sprzeczne z naturą.

*

Wiesz, jak tu jest ciężko. Nie wystarczy wierzyć w zmianę. Trzeba się na­pra­co­wać, żeby ją osiągnąć, rozumiesz? Jeśli się chce, żeby leczenie odniosło skutki, trzeba pozwolić sobie na zwątpienie.
     – Mam wrażenie, że to jedyne, co robię – odparłem. – Wątpię.
     — […] Tutaj nie zachęcają nikogo do wątpienia. Wszyscy są zbyt zde­spe­ro­wa­ni potrzebą znalezienia odpowiedzi.

*

Przyjmując moc niewidzialności, zgodziłem się także zre­zy­gno­wać z prawa głosu.

*

Co za idiota może myśleć, że pochodzi od małpy? – mawiał nasz pastor, a na każde takie stwierdzenie wierni odpowiadali głośnym: „Amen”. […] W owym czasie wydawało mi się relatywnie normalne, że nauczycielka biologii pomija niektóre działy, ale gdy potem zacząłem czytać o biologii w Internecie, zdałem sobie sprawę, że ignorowała to, w co wierzy dzisiaj dziewięćdziesiąt siedem procent społeczności naukowej. Podekscytowany, ale i czując nieuchronne potępienie, przeczytałem jeszcze kilka artykułów na ten temat. Mimo że wciąż wierzyłem w Boga, czułem się bardzo nie­zręcz­nie z koncepcją Pana, który ignoruje naukę.

*

     – Nie proście Boga, by dał wam znak – powiadał ojciec wiernym na kazaniach, pocierając tę stronę swojej twarzy, która niemal doszczętnie spłonęła. – Może wam się nie spodobać to, co otrzymacie.

*

Czasem właśnie to, co pozostaje niewypowiedziane lub niezrobione, stwarza atmosferę cudowności.

*

Gdzie się nie zwróciłem, czekał na mnie kolejny uśmiech, za którym, jak przeczuwałem, kłębiły się tysiące stłumionych myśli i pragnień.

*

Ale czymże jest jedna iluzja wobec faktu, że świat działa na całej ich masie? Z każdym dniem w ośrodku wydawało się, że moje stanie się hetero wy­ma­ga jedynie dobrego oświetlenia; wystarczało zignorować to, czego nie chcia­ło się widzieć.

*

Jak to możliwe, że wcześniej na to nie wpadłem? To od­kry­wa­nie przed ludźmi prawdy było źródłem kłopotów.

*

„Męski”. To słowo wyglądało tak żarłocznie, usadowione na końcu linijki, podsumowujące wszystko, co przed nim. Ale czy to nie był ostateczny cel? Męski znaczy silny. Męski, czyli: heteroseksualny. Gdybyśmy mogli poznać istotę męskości, nauczylibyśmy się całej reszty. Wyrwałem zapisaną kartkę, zwinąłem ją w kulkę i wrzuciłem do kosza na śmieci. Zbyt kobiecy.

*

     – Życz mi powodzenia.
     Między nami tylko trzy stopnie, ale także tysiąc sylab różnicy między tym, co chciałem powiedzieć, a tym, co faktycznie powiedziałem:
     – Powodzenia.

*

Miłość mogła nadejść nawet w miejscu, które wydawało się kompletnie jej pozbawionym.

*

Są dni, kiedy trudno mi uwierzyć, że kiedyś żyłem w świecie zo­rien­to­wa­nym na tak radykalne opcje samozniszczenia. Ale włączyłem wiadomości, poczytałem artykuły i zdałem sobie sprawę, że to, czego doświadczyłem, mogło być jedyne w swoim rodzaju, ale nie było oderwane od historii. Mniejszości nieustannie były tłamszone i manipulowane tak przez nik­czem­ni­ków, jak i przez osoby pełne najlepszych intencji, a szkodliwe idee lęgną się bez przerwy w łonie różnych orientacji politycznych na całym świecie.

Garrard Conley, Wymazać siebie, przeł. Kamila Slawinski,
Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

No i Bóg. Przez całą dekadę udręki nie będę wzywał Boga na pomoc. Nie dla­te­go, że chcę Go trzymać z daleka od swojego życia, ale ponieważ Jego głos umilkł. To, co się ze mną stało, uniemożliwiło mi rozmowę z Bogiem i wiarę w jakąkolwiek Jego wersję, która nie jest naznaczona nienawiścią do samego siebie. Moi terapeuci eksgejowscy odebrali mi Boga na dobre; niezależnie od tego, do jakich bym nie chodził Kościołów, czuję w piersi taki sam ciężar pustki. Będę czuł, jak odeszło z mojego życia wszechogarniające uczucie miłości; szukam dalej.

*

Wiele lat później, pewnego popołudnia, zadzwonię do ojca, żeby mu po­wie­dzieć, iż muszę napisać tę książkę; coś może mi się stać, jeśli tego nie zrobię i nie dowiem się, kim jestem, dopóki jej nie skończę.
     – Chcę tylko, byś był szczęśliwy – powie ojciec, a w jego głosie zgęstnieje wszystko to, przeciw czemu się broni. – Naprawdę tego chcę.
     A ja mu uwierzę.

(tamże)

4322. Ścinki z giganta


wtorek, lipca 27, 2021

4321. 208/365

samotność w grupie — znam i wybieram; samotność w ro­dzi­nie — znam i od niej nie stronię; samotność w związku — znam i wiem, gdzie prowadzi. samotność, wynikająca z po­stę­pu­ją­cej choroby, jest tylko czubkiem góry lodowej, z którą trze­ba oso­bi­ście się zmierzyć. jedynym pocieszeniem jest pewność: to się kie­dyś skończy.

208/365