— tęsknię…
— wspaniale! to najlepsze miejsce, by nie poddać się i zacząć znów od nowa, całym sercem, wbrew logice.
284/365

fot. Saxifraga, fragment.
Profesora Saxifraga:
Miłorząb dwuklapowy
Ginkgo biloba
/owoc/
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
— tęsknię…
— wspaniale! to najlepsze miejsce, by nie poddać się i zacząć znów od nowa, całym sercem, wbrew logice.
284/365

fot. Saxifraga, fragment.
Profesora Saxifraga:
Miłorząb dwuklapowy
Ginkgo biloba
/owoc/
Tak jak wtedy i wtedy, również tę książkę rekomendował Tollini. Tylko w papierzu, brrrr, ale Tollini zachęcił. Audiobuka wciąż — próbowałam — brrrr, nie umiem słuchać, a Tollini apetytu na książkę narobił.
Złamałam się i zamówiłam w papierzu. Poczekałam. A potem prawie dwa tygodnie uprawiałam rehabilitację przez literaturę. Umęczyłam się, ale było warto. Wielbicielom papieru śpieszę donieść, że — wiem, co mówię — ta książka jest przepięknie wydana — piękny papier i niezwykły, jak na polskie warunki, skład — jest moc.
Nie, nie czytam książek Szustaka jako wierna kościoła. Czytam jako błyskotliwe i mądre przypowieści, które w symboliczny sposób odnoszą się do psychologicznego rozwoju człowieka. Odnoszą się pięknie, wspierając te części nas, które los zagonił w najciemniejsze życiowe zaułki.
Madianitą w Tobie można więc nazwać wszystko to, co nie pozwala Ci się ogarnąć. Często bowiem tak jest, że powoli zaczyna dziać się w Tobie dobrze. Zaczynasz osiedlać się w swoim życiu, aż tu nagle wbiega jakiś Madianita, mąci wszystko i nie wiadomo, kto to jest i co z nim zrobić. […] To jest taki ktoś, kto nieustannie stwarza problem, problem, który trudno nazwać, który niełatwo daje się uchwycić, skonkretyzować, ale wiadomo o nim na pewno, że robi hałas i ogromne zamieszanie.
”
[…] spadło na niego wszystko to, czego najbardziej się lękał.
”
Anioł to nie jest jakiś bliżej nieokreślony osobnik z góry, tylko wewnętrzny głos człowieka.
”
Każda Twoja rozmowa w głowie, która rzutuje na Twoją przyszłość, jest właśnie gadaniem z Aniołem.
”
Błąd, który często popełniamy, polega na tym, że oczekujemy, że nastąpi taki moment, gdy wątpliwości znikną. A tak na pewno się nie stanie.
”
[…] naszą główną skazą jest to, że cały czas tkwi w nas wątpliwość, czy nadajemy się do dobra, które chcemy robić.
”
My bowiem cały czas powstrzymujemy się przed wykonaniem kroku do przodu, bo liczymy na zmianę sytuacji. Oczekujemy, że dokona się nadnaturalne rozmnożenie naszych sił, umiejętności, talentów, czy czegokolwiek innego. Anioł jednak staje się i mówi: „To co masz, wystarczy”.
”
Wiesz, czemu się tak strasznie boisz? Bo nie masz bladego pojęcia, kim jesteś.
”
[…] ktoś odchodzi, gdyż boi się odrzucenia.
”
[Józef t]o facet, który nigdy nie otworzył ust, natomiast często śnił. […] [to człowiek], którego sen przeobraża.
”
Dlaczego to takie ważne, by nauczyć się tracić?
”
[…] przegrana to nie ostatnie słowo.
Adam Szustak OP, Garnek strachu. Droga do dojrzałości.
Lekcje Gedeona, Wydawnictwo
RTCK*, Nowy Sącz 2018.
(wyróżnienie własne)
_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

Co sprawia, że nie jesteś jeszcze w miejscu, w którym chciałbyś być?
”
Poszukaj kilku najważniejszych obaw, jakie masz, i zadaj sobie pytanie: „Co fantastycznego tam się kryje?”. Nie pytaj, czego tam się boisz, bo to łatwo zlokalizować. Spróbuj sobie nazwać, jaka fantastyczna perspektywa jest za tym strachem.
”
[…] rzeczy, których się najbardziej boisz w życiu, kryją coś ważnego.
”
Bo najfajniejsze rzeczy w naszym życiu są ukryte za największymi lękami.
”
Idź z tą siłą, którą posiadasz […].
(tamże)
Oni pakują się na urlop. One zostają.

fot. Kocia Mama, fragment.
alternatywny tytuł wpisu:
4398. Kromeczki (XV)
znaleźć sens tego, co wydarza się w moim życiu. a może wystarczy, by tego sensu szukać jak wiatru? otworzyć się, wyczuwać jego puls, czuć i nie móc go nigdy zamknąć w słowach…
282/365
[suplement pikselowy: 14.10.2021]

Moja intuicja — unikać tej książki, by uniknąć bólu — była jak najbardziej słuszna, ale podkusiło mnie i stało się.
Potrzebowałam dwóch dni, by wybrać cytaty, kolejnych trzech, by odparować lekturę i móc zająknąć się na jej temat. Są w niej fragmenty, które wywołują odruch wymiotny, gdy czytając, staje się człowiek świadkiem okrucieństwa. Na kilka dni odebrało mi moc posługiwania się słowami.
A jak dodać do tego fakt, że nie ruszając mnie z ula, wypchnięto mnie z cywilizowanego, europejskiego kraju do krainy, którą trudno ogarnąć rozumem, gdzie od lat fakty są opiniami, wyroki stały się wyłącznie publikacjami satyrycznymi, a głupota objawem patriotyzmu, to brak słów pogłębia się do nieznanego do tej pory poziomu.
Push-back mentalny na milionach — tani ten eksperyment nie będzie, jestem pewna. Niestety, nie zapłacą za niego ci, co nam go zafundowali. Jeden z cytatów wyjętych z tej książki przyłożony do tego, czego jesteśmy świadkami brzmi tak: duma z powodu bycia Polakiem powinna dziś stanowić pierwszy objaw wstydu.
Gdy słowa tracą moc, pozostaje pamięć ciała. Byśmy tylko w odpowiednim czasie powiedzieli: pamiętamy.
Najczęściej nazywali mnie babą, a dla nich to słowo było najgorszą obelgą – wyczuwałem to z ich tonu, kiedy to mówili – wyrażającą większą odrazę niż kretyn albo przygłup. W tym świecie, w którym męskie wartości zostały wyniesione do najwyższej rangi, nawet moja matka mówiła o sobie: Mam jaja, nikt mi nie podskoczy.
*
[…] ton jej głosu dobitnie wyrażał niepokój, zamęt w głowie wyczuwalny u osób, które stają nagle oko w oko z obłędem. No to co robisz całymi dniami, jeśli nie masz telewizji?
*
W miasteczku jest tak, jakby kobiety rodziły dzieci po to, żeby stać się prawdziwymi kobietami – bez tego nie do końca nimi są. Uważa się je za lesbijki albo oziębłe.
*
Wybrała hipotezę szaleństwa, by nie wymknęło jej się to inne słowo, pedał – żeby odpędzić, wykluczyć myśl o homoseksualizmie, samej sobie wmówić, że w grę wchodzi szaleństwo, lepsze od uznania faktu, że jej syn to ciota.
*
Może duma z powodu bycia prostą kobietą stanowi pierwszy objaw wstydu.
*
Choć rodzice nie potrafili ni w ząb zrozumieć mojego zachowania, moich wyborów i upodobań, to kiedy mowa była o mnie, ich wstyd często zaprawiony był dumą.
*
Patrząc na wychowawczynię na dziedzińcu szkolnym, próbowałem odgadnąć, kim chciała zostać, kiedy była małą dziewczynką.
*
Lubiłem szkołę. Nie gimnazjum, nie gimnazjalne życie – tam byli moi dwaj prześladowcy. Ale lubiłem nauczycieli. Oni nie mówili baby czy pieprzone pedały. Tłumaczyli nam, że trzeba akceptować inność – to był język republikańskiej szkoły, że wszyscy jesteśmy równi. Że nie wolno osądzać człowieka na podstawie koloru jego skóry, religii czy orientacji seksualnej […].
*
[…] słowa, które chciałoby się móc zapomnieć, co więcej, zapomnieć, że się zapomniało, żeby całkiem i do reszty zniknęły […].
*
Trzeba było uciekać.
Z początku jednak nie myśli się o ucieczce, nie wie się bowiem, że istnieje jakieś „gdzie indziej”. Nie wie się, że ucieczka jest pewną możliwością. Najpierw próbuje się być takim jak inni, wobec tego ja również próbowałem być taki jak wszyscy.
*
Sytuacje dla dorosłego śmiechu warte, ale w dziecku pozostają na długo.
*
[Moja ucieczka] była ostatnim, po serii osobistych porażek, rozwiązaniem, jakie wziąłem pod uwagę. Najpierw postrzegałem ją jako porażkę, złożenie broni. W tym wieku sukces oznaczał bycie takim jak inni. A ja już spróbowałem wszystkiego.
*
Te sytuacje, kiedy im więcej upływa czasu, tym bardziej szanse na naprawę błędu czy na wybrnięcie z kłopotliwej sytuacji maleją, a zdolność do działania słabnie.
*
Prokurator zadał mu zwykłe pytania […]. I inne pytania, których Sylvain nie rozumiał z powodu języka, nie tylko języka prawniczego, ale także świata, w którym ludzie kończą studia.
*
Ten, kto nie czuje się mężczyzną, lubi za takiego uchodzić, a ten, kto zna swoją ukrytą słabość, chętnie urządza popis siły.
*
Te słowa, które padają po alkoholu i nigdy tak do końca nie wiadomo, czy są od dawna skrywane, zepchnięte w głąb duszy człowieka, z którego ust padają, czy też nie mają żadnego związku z prawdą.
*
[…] cierpienie jest ustrojem totalitarnym – wymazuje wszystko, co się w nim nie mieści.
Édouard Louis, Koniec z Eddym,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

tęsknię. w trzech zdaniach? wolne żarty!
279/365
*
sei a Milano, sono a Varsavia.
dov’è il nostro amore? torna a casa.
279/365
Francesco Gabbani, Viceversa.
in pochissime parole
il complesso meccanismo
che governa l'armonia del nostr'amore
[…]
ti amo e basta
padło medium społecznościowe.
chwilowy koniec świata czy tylko.
globalny zespół odstawienny.
277/365
Elisa & Tommaso Paradiso, Andrà tutto bene.
guardarsi negli occhi per poi dire
[…]
andrà tutto bene
lo so
[…]
andrà tutto bene
anch'io!
Nie przeżyłabym tamtej książki. Porzuciłabym ją w cholerę. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że poszłam na wymianę — w nagrodę za rozdział tam, miałam rozdział tej książki.
Kocia Mama tych dwóch Dziewczynek, a w zasadzie One Same były pretekstem, by zajrzeć do tej książki, która szczęśliwie ma w sobie wszystkie cztery opowieści o kotkach ze skrzydłami.
Ilustracje! Nie mógłby ich narysować ktoś, kto nie żył pod jednym dachem z kotami. Najdrobniejsze subtelności kocich ruchów zatrzymane zostały w rysunkach w mistrzowski sposób.
Mistrzyni słowa, Mistrz kreski i Mistrzowie życia, czyli prawdziwe Koty — oto pełny skład autorów tej opowieści. Dla siebie wyjęłam psa, dla Michela sowę, a wszystkie koty dla Kocich Mam, które uwielbiam.
– Może mają skrzydła, bo przed ich urodzeniem marzyłam, żeby mogły stąd odfrunąć – odparła pani Jane Bura.
*
– Co to jest, to coś w rzece? – szepnął.
Rodzeństwo zbliżyło się i spojrzało. W wodzie widać było w świetle gwiazd jakiś ruch – srebrne migotanie, błysk… Roger szybko sięgnął łapką…
– Moim zdaniem to kolacja – powiedział.
*
– Lepszy gołąb w garści niż kocurek na dachu! – zaśpiewała Harriet, przycupnięta na wieżyczce.
*
To wszystko nie od razu stało się jasne dla Sowy. Sowa nie myśli szybko. Sowa myśli długo. […] Sowa myśli powoli, lecz skutecznie.
*
James nic nie mówił, ale bolało go lewe skrzydło i żałował, że wyruszył w tę podróż.
Harriet nic nie mówiła, ale bolały ją oba skrzydła i żałowała, że wyruszyła w tę podróż.
*
– Bycie innym jest trudne – powiedziała Thelma. – A czasami bardzo niebezpieczne.
*
Przymknęli oczy. I czekali. Koty są cierpliwe. Nawet kiedy się niepokoją i boją, cicho czekają na dalszy rozwój wypadków.
*
Gdy słońce zaszło, usiadła na dachu i zadała sobie pytanie:
– Dokąd teraz?
*
Sądził, że świat kończy się płotem ogrodu. Dlatego zdziwił się, gdy odkrył, że płot ma jeszcze drugą stronę.
Ursula K. Le Guin, Kotolotki, ilustr. S.D. Schindler,
przeł. Maciejka Mazan,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

W końcu, gdy byłam już półżywa ze zmęczenia, nagle podniosły mnie ręce. Prawie nie rozumiałam, co się dzieje.
(tamże)
Sto lat temu tygodnik opiniotwórczy — dałam się nabrać. W czwartek opiniotwórcza w zakresie książek osoba — i jest jak wtedy — dałam się nabrać. Podkusiło mnie. Nabyłam, bo w końcu była w ibuku i była w akceptowalnej dla mnie cenie. Czytałam. I niech to jasna cholera! Przeczytałam do końca, bo gen „zaczęłaś-skończ” po Orzeszku mam. Przeczytałam i nigdy więcej.
Fantastyczny tytuł, doskonały pomysł sprawnie rozwinięty na dwóch stronach, kilkanaście wspaniałych zdań i… nic więcej. Bełkot i niewiarygodność. Siostra Orzeszka trzydzieści parę lat temu podarowała mi książkę — jednolicie czerwona okładka, chwytliwy tytuł: Być kobietą i autor: mężczyzna-ksiądz. Naprawdę? — pomyślałam — trzeba być idiotą, by wymądrzać się na temat planety, o której nic się nie wie. Idiota? Mało? Idiota w koloradce. Nie dałam mu szans.
I tu to samo… główna bohaterka — nie kupuję tej postaci! — ma dupę, ale pali papierosy. Nie kupuję, bo? Bo, i to jest najmniejszy zarzut, rejestr mi się nie zgadza: albo ma tyłek i pali, albo ma dupę i jara.
Człowiek opiniotwórczy mówi: gdybyś miał tylko jedną książkę kupić. Ja mówię: jeśli tylko jedną, to nie tą.
Mama wciąż szukała miłości i wciąż nie trafiła na odpowiedniego faceta – tata zniknął wiele lat temu i od tego czasu włóczyła się od ciała do ciała, wciąż nie mogąc znaleźć w ich stosie takiego z długim terminem przydatności do spożycia, zażycia i współżycia.
*
[…] zastanawiałam się, dlaczego to, co tymczasowe, ubiera się w porażającą stałość i nie odpuszcza nikomu.
*
Nie miałam z nim o czym rozmawiać i brakowało mi trochę tych naszych niemych seansów, ściągania miękkich warstw, docierania do kłującego wnętrza.
*
[…] sądziła, że w ten sposób człowiek może się z człowiekiem dogadać – poprzez Boga. I zupełnie nie rozumiała, że przez Boga w ogóle nie można się dogadać, bo przez Boga można się wyłącznie nie dogadać.
*
Babcia warknęła […]. Zdziwiłam się, że odzyskała głos i znowu urosła, ale widocznie duch nie babrze się w logice.
*
[…] zawsze będę sobą i nie zdołam sobie uciec.
*
Jarzeniówki, w odróżnieniu od słońca, nie lubią człowieka. Mącą mu w głowie światłem, które nie ma w sobie światła. Tak sobie migoczą, byleby tylko ściągnąć powieki na sam dół, aż do kości.
*
[…] zaczęłam wiercić ziemię palcem. Wiedziałam, że niczego nie dosięgnę, ale tęskniłam za prawdą, która może być kością albo zwierzęciem.
*
Cmentarz wżerał się w łąki i któregoś dnia miał je całkowicie połknąć. Szłam po ziemi, pod którą leżały dotąd sarny, zające, jaszczurki i dżdżownice. Jednak kiedyś mieli pod nią spocząć także ludzie, zgodnie ze zwyczajną dla siebie logiką zawłaszczania wszystkiego na świecie. Nawet poprzez śmierć. Bo co, nie da się poprzez śmierć sobie świata zawłaszczać?
Łukasz Barys, Kości, które nosisz w kieszeni,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.

Tradycja zimowa rozpoczęta.
Świat układa się na nowo…
Niech!

fot. Biały Kruk, fragment.
nareszcie! znów! bo są grzechy, któ-
rych czasem nie chcę z nikim dzielić.
273/365

*
[…]
wytarmosiłam z kieszeni pękaty woreczek, szkielet do samodzielnego złożenia i rozrzuciłam kości na ławce obok babci.
– Pokaż, pokaż.
[…] podnosiła je do oczu i uważnie oglądała. A potem zaczęła układać je w odpowiedni sposób obok siebie i zdumiałam się, że one do siebie pasują, że kryją w sobie rozwiązanie, którego nie potrafiłam dostrzec. […]
– To fragment czaszki. To łapka. I trochę kręgosłupa – markotała pod nosem babcia.
A potem, bardzo dumna z siebie, zaprezentowała mi ułożoną całość:
– No i zobacz, zebrałaś prawie całą nutrię.
Łukasz Barys, Kości, które nosisz w kieszeni,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.
Bo Stehlíka okolice, bo kryminał — trzeci raz z grubsza w ten sposób zaczyna się wpis — ale przede wszystkim dlatego, że to trzecia część cyklu, która nawet w oryginale bardzo długo (ponad cztery lata) kazała na siebie czekać.
Przywiązuję się do bohaterów, więc cierpliwie, choć biernie (mam zaznaczoną Autorkę jako lubianą) czekałam. Ibukosknera musiał zacisnąć oczy, gdy chwilę po ukazaniu się tej części, bez mgrugnięcia okiem miałam książkę na czytniku.
Językowo wciąż fascynuje mnie konstrukcja pierwszego rozdziału, w którym dzięki urokom czasu teraźniejszego w języku polskim, nie wiadomo, jakiej płci jest wypowiadająca kolejne kwestie osoba. A potem jest trochę pięknych instrumentów, dobrej muzyki i marzeń, no i trup (nie jeden), bo to w końcu kryminał.
Sprawa się potknęła i zboczyła z wytyczonej trasy, ale galopowała dalej, wciąż napędzana przez energię, której źródło jeszcze się nie wyczerpało. Holina wciąż nie wiedział jednak, kto biegnie i do jakiej mety.
*
Z tyłu auta Erik zauważył wózek inwalidzki i natychmiast obleciały go nerwy. Nie potrafił rozmawiać szczerze z osobami niepełnosprawnymi, budziły w nim dziwne poczucie winy, które skutkowało przesadną życzliwością i nadgorliwością.
*
Starożytny system godzin planetarnych zakłada, że każdej godzinie dnia przewodniczy inna planeta, która ma odmienny potencjał. To, co mogło wydarzyć się o piątej, raczej nie wydarzy się o siódmej.
*
– Czyli miał niepohamowaną skłonność do mijania się z prawdą. Takie zachowanie może wynikać na przykład z nieumiejętności pogodzenia się ze stratą. Lub z tego, że ktoś ma kłopot z przyjęciem zastanych faktów, akceptacją rzeczywistości. Na to wskazuje z kolei kwinkunks do Saturna w retrogradacji…
– Byłbyś łaskaw zejść z nieba na ziemię, przestać bredzić o świnskunksach i wyjaśnić mi to po ludzku? – nie wytrzymał Diviš.
*
– Czy ja mówiłam, że sobie pójdę?
– Nie mówiłaś, że sobie nie pójdziesz – odparł i aż go rozsadzało, żeby wrzasnąć: Zostań ze mną, do jasnej cholery!
*
– Pewnie by coś słodkiego zjadł po obiadku? – Postawiła na ladzie talerz puszystych pączków z dżemem i bitą śmietaną na wierzchu. – Rabarbarowe – dodała tonem, który magicznym sposobem zmieniał bombę kaloryczną czeskiego cukiernictwa w produkt z półki „zdrowa żywność”. – Skusi się?
*
Jeszcze chwilę temu był przekonany, że w jej mózgu zwyczajnie brakuje jakiejś synapsy, umiała być jedynie obiektywna. Mylił się.
*
Sensem życia jest miłość. Jeśli będziesz miał szczęście, możesz nią kogoś obdarzyć, ale nie możesz jej nikomu odbierać”, wyjaśniła mu kiedyś ciotka Jozefína, a że nigdy już nie trafił na zwięźlejsze objaśnienie świata, do dziś wierzył w to, które otrzymał od cioci.
*
– Czy komuś pan wadzi?
Dragoun natychmiast przytaknął.
– Komu?
– Samemu sobie.
*
[…] stwierdziła nagle, że jest już dorosła i nikt nie będzie jej mówił, co ma robić. Zerwała więzy, wyrwała drzwiczki, rozwinęła skrzydła i wyleciała z klatki.
*
[…] właśnie tu, na skromnych dziesięciu metrach kwadratowych, najczęściej odwiedzała go intuicja.
*
Zazwyczaj czekając na kogoś, porządkował myśli lub przeglądał notatki. Teraz splótł ręce na piersi i zapatrzył się na gołębie.
*
— […]
pamiętam za to bardzo dokładnie, kiedy tak powiedziałeś.
– Ja też pamiętam: nigdy.
– A jednak.
*
– Nie zniosę tego – łkała.
– Tak ci się tylko wydaje – pocieszał ją. – Człowiek to wyjątkowo silna bestia.
*
[…] każdego nowego dnia rodziły się dziesiątki ofert zmiany. Wystarczyło podjąć wyzwanie, ruszyć z miejsca.
[…] Zawsze jest kilka opcji.
[…] wystarczy jedna decyzja i kilka zgrabnych słów, by zupełnie zmienić rzeczywistość.
*
Los czasami zapędza nas w trudne sytuacje, które wydają się bez wyjścia i z których bardzo trudno wydostać się o własnych siłach.
Iva Procházková, Zagraj mi na drogę,
przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.

Znienacka poszerzył mu się horyzont, jakby ktoś wyburzył budynek przysłaniający widok na coś istotnego.
Iva Procházková, Zagraj mi na drogę,
przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.
Oślo uparta bywam. Eufemizm? Ci, co mnie znają, powiedzieliby, że oślo uparta to ja nie bywam, ja taka jestem! Ja mam powód do potencjalnej dumy, oni do wkurwu, a prawda jest taka, że po prostu uwielbiam rozumieć. Nie dawało mi spokoju lub. Odłożone ad acta pytanie — dlaczego w języku potocznym lub z automatu traktowane jest jako albo? — samo znalazło na siebie odpowiedź. Obudziłam sie rano i wiedziałam, a gdy użaliłam się rehabilitacyjnie Pati, miałam jasność!
Alternatywa (lub) redukuje się do alternatywy wykluczającej (albo), gdy jej składniki dotyczą tej samej kategorii, np. biała lub czarna koszula (kolor) – jeśli koszula nie ma wzorków można mieć bez filozofowania wyłącznie białą albo czarną; audi lub bmw (marka samochodu); Hiszpania lub Włochy (kraj).
Gdy więc mknął po hiszpańskich lub włoskich ulicach w swoim audi, lamborghini lub bmw z rozpiętym kołnierzykiem w białej lub czarnej koszuli w najmodniejszym w tym sezonie kroju, mogło zdarzyć się tylko jedno i ona o tym wiedziała, a może tylko przeczuwała.
Właśnie wtedy wszystko było jasne: koszula była albo biała albo czarna (bez wzorków!), samochód był marki albo audi, albo lamborghini, albo bmw, a wszystko to działo się albo w Hiszpanii, albo we Włoszech. Nie mogło być inaczej.
Jeśli więc pieniądze i kobiety należałyby do tej samej kategorii, to moi kochani panowie mieli rację, a Autor był optymistą, że istnieją tylko trzy powody popełniania przestępstw: albo pieniądze, albo kobiety, albo kobiety i pieniądze, a przecież jest wiele innych powodów, które nie dotyczą stanu posiadania. Kłopot jest taki, że jeśli kobiety i pieniądze potraktować jako elementy należące do tej samej kategorii, to feministka we mnie protestuje przeciwko przedmiotowemu traktowaniu kobiet, a dym nie dotyczy już tylko logiki, ale gienderu, feminium i — tfu, tfu, tfu! — mającego kiepską prasę światopoglądu zwanego popularnie ideologią. Nie jest mi wszystko jedno, z kim jadam posiłki!
Nie, nie, nie! Kobiety i pieniądze to nie są dwa wzajemnie wykluczające się zjawiska należące do tej samej kategorii — jak zielony i czerwony w ramach jednej kategorii, jakim jest kolor. Panowie i Autor nie mają racji, pierwsi czytając i twierdząc, że wszystko jest OK, trzeci pisząc bzdury, nie mówiąc o redaktorze, który opuścił zajęcia z logiki (są na wszystkich humanistycznych studiach).
Bo gdy więc mknął w swoim aucie z rozpiętym kołnierzykiem, zadzwonił jego przyjaciel i potwierdził zrealizowanie wysyłki czegoś czerwonego lub damskiej torebki pod wskazany adres, a ona o tym wiedziała i już czekała.
Przesyłkę mogło stanowić czerwone ferrari albo fioletowa torebka ze skaju, zakupiona na podmiejskim targowisku, ale, ale! To mogła być marna czerwona torebunia Louis Vuitton, ale również czerwone ferrari razem z torebką Birkin od Hermèsa, nie tylko dlatego, że kto bogatemu zabroni? Dzieje się tak dlatego, że kolor i rodzaj przedmiotu to dwie różne kategorie, współistnieją, a nie wykluczają się wzajemnie.
Ponieważ alternatywa jest prawdziwa, gdy przynajmniej jeden jej składnik jest prawdziwy – przynajmniej jeden może oznaczać… na przykład, wszystkie! Po co się ograniczać?
Szczęśliwe chwile lub dobry sen lub pyszna kawa w fantastycznym towarzystwie — wybieraj!
Wybieraj? Po co? Biorę szczęśliwe chwile, dobry sen i pyszną kawę w Twoim towarzystwie. Biorę co dnia!
Zamówił damską torebkę lub coś, co było czerwone, niebieskie lub zielone. Wszystko, co mógł dostać, można było zaznaczyć punkcikiem na tym diagramie:

*
A te książeczki? Boskie! Bo ja czasem widzę, że słyszysz, co czuję.

Ja i psychologia,
[dostęp: 28.09.2021], źrodło.
Jabłoń:
(na głos przeczytała Sadownikowi,
a Białemu Krukowi wysłała,
pytając o treść poniższego cytatu)
Na czym polega błąd logiczny?
– Dziewięćdziesiąt procent przestępstw popełnia się dla pieniędzy lub z powodu kobiet.
– Wyświechtany frazes – odparła Urszula. Użyła polskiego słowa, ale Holina ją zrozumiał.
– Strasznie wyszwiechtany – przyznał. – Ale prawda.
– Co z pozostałymi dziesięcioma procentami?
– To te, które popełniono dla pieniędzy i kobiet jednocześnie.
Iva Procházková, Zagraj mi na drogę,
przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.
Jabłoń:
(załamała ręce, bo chłopaki, choć z technicznym wykształceniem
„oba one”, okrutnie upierali się, że wszystko jest OK)
Ale z Was tłuki,
nic nie wiadomo o dziesięciu procentach!
(lub — to nie jest operator alternatywy wykluczającej)
Podpowiedź:

Mama Malinki:
(w chuj fantastyczna polonistka,
gdy Jej się Jabłoń użaliła, odpisała)
Wytłumaczenie może być tylko jedno:
obaj w głębi serca są humanistami.
Jabłoń:
(głowę popiołem posypała, ponieważ lub to
w j. polskim również synonim albo*;
palcem pokazał to Drzewku Sadownik)
_________
* albo — operator alternatywy wykluczającej.
*

Logika,
[dostęp: 27.09.2021], źrodło.
Jabłoń:
(gdy po trzydniowej procedurze prozdrowotnej
zaczęła wracać do siebie i odzyskiwać wigor,
czyta na głos poniższe czarne literki)
[…] myśli wirowały w nim prawdopodobnie jak cyklon gnany mroźnym huraganem. Holina był ciekaw, co z tego wyniknie. Kiedy sonda kosmiczna Voyager 2 zbliżyła się do Neptuna, zarejestrowała na nim wiatr wiejący z prędkością około dwóch tysięcy czterystu kilometrów na godzinę, temperaturę minus dwieście osiemnaście stopni Celsjusza i wysłała na Ziemię masę fantastycznych danych i zdjęć, które utwierdziły Mariána w przekonaniu, że znak Ryb, którym patronuje Neptun, jest pełen skrajności i kieruje się zasadami, których inne znaki zodiaku nigdy nie mogą do końca pojąć.
Iva Procházková, Zagraj mi na drogę,
przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.
Sadownik:
To o mnie!
Jabłoń:
(cieszy się, że nie tylko ona tak myśli)
No, raczej!
Świeżutka Kocia Mama:
(w tym samym czasie ze swoją Rybą,
całym Stadem jadą do swojego ula)
Dziewczynki Kociej Mamy:
(ufocone przez Kocią Mamę w drodze do domu)

Po przeczytaniu pierwszej wydanej w Polsce książce Autora, unikałam drugiej, unikając tym samym bólu, ale dwa dni po premierze tej (trzeciej) książki, musiałam ją mieć i pochłonąć, co zaowocowało szybkim zaznaczeniem drugiej do upolowania.
To drobiazg książkowy ciężkiego kalibru — ten Autor nigdy o łatwym nie pisze — o przywilejach, których posiadanie zbyt wielu ludziom wydaje się oczywiste, a wcale takie nie jest.
Kto zabija kogo w Polsce? Ciekawa byłaby to lista. Kogo w Tobie zabija ten kraj na zimno, dzień po dniu, z wyrachowania i pospolitego skurwysyństwa, z najdroższej w skutkach oszczędności?
Pewnego dnia z myślą o tobie napisałem w moim notatniku: Opowiedzieć historię jego życia to spisać historię mojej nieobecności.
*
W ostatnich latach bardzo się zmieniłeś. […] Ty, który przez całe życie powtarzałeś, że problemom Francji winni są cudzoziemcy i homoseksualiści, teraz krytykujesz we Francji rasizm, chcesz, żebym ci opowiedział o mężczyźnie, którego kocham.
*
Zapomniałem prawie wszystko, o czym ci opowiadałem, kiedy przyjechałem się z tobą zobaczyć po raz ostatni, ale pamiętam to wszystko, czego ci wtedy nie powiedziałem. Ogólnie wracając myślą do przeszłości i naszego wspólnego życia, przypominam sobie przede wszystkim to, czego ci nie powiedziałem, moje wspomnienia są o tym, czego nie było.
*
Byłeś ofiarą przemocy – zarówno tej, którą stosowałeś, jak i tej, której sam doświadczałeś.
*
Taki jest problem z tym, co kradzione – jak z tobą i twoją młodością – nie możemy zmusić się do myślenia, że naprawdę to do nas należy, i trzeba to dalej kraść, kraść bez końca. Chciałeś swoją młodość nadrobić, odzyskać, na nowo ją ukraść. Tylko ci, którzy zawsze wszystko dostają, mogą mieć autentyczne poczucie posiadania, nie inni. Posiadanie nie jest czymś, co można wywalczyć.
*
[…] utraciłeś przywilej zdumienia i zgrozy, niczego nie uważałeś za nieoczekiwane, bo niczego już nie oczekiwałeś, niczego nie uważałeś za brutalne, gdyż przemocy nie nazywałeś przemocą – nazywałeś ją życiem: nie nazywałeś jej, ona po prostu była.
*
Twoje życie dowodzi, że nie jesteśmy tym, co robimy, ale odwrotnie: jesteśmy tym, czego nie zrobiliśmy, ponieważ świat bądź społeczeństwo nam w tym przeszkodziły. Ponieważ zapadły na nas – gejów, transów, kobiety, czarnych i ubogich – wyroki, jak je nazywa Didier Eribon, przez co pewien rodzaj życia, niektóre doświadczenia, jakieś marzenia stały się dla nas niedostępne.
*
[…] myślę, że udajesz odrazę do szczęścia po to, by sobie wmówić, że nawet jeśli twoje życie wygląda na nędzne, to jest to twój wybór, jakbyś chciał samego siebie przekonać, że sprawujesz kontrolę nad własną nędzą, jakbyś chciał stworzyć wrażenie, że jeśli twoje życie jest tak trudne, to dlatego że – z odrazy do przyjemności i radości – sam tego chciałeś.
*
[…] pamiętam dzień, kiedy się to stało, czy raczej nie mogę, nie jestem w stanie go zapomnieć.
Édouard Louis, Kto zabił mojego ojca,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Sierpień 2017 roku – rząd Emmanuela Macrona odbiera pięć euro miesięcznie Francuzom o najniższych dochodach, zmniejsza o pięć euro pomoc socjalną pozwalającą najuboższym mieć gdzie mieszkać i z czego opłacić czynsz. Tego samego dnia lub dzień, dwa dni później, to zresztą nieważne, ogłasza obniżkę podatku dla najbogatszych ludzi we Francji. Uważa, że biedni są zbyt bogaci, a bogaci są nie dość bogaci.
*
Nie ma dumy bez wstydu: byłeś dumny, że nie jesteś nierobem, bo wstydziłeś się przynależności do tych, których można takim słowem określić.
*
[…] ludzie należący do klasy uprzywilejowanej mogą się skarżyć na prawicowy albo lewicowy rząd, ale żaden rząd nie przysparza im nigdy problemów trawiennych, nigdy nie rujnuje im kręgosłupa, nigdy nie jest również dla nich powodem wyjazdu nad morze. W ich życiu polityka nie zmienia niczego lub zmienia niewiele. […] oni ją uprawiają, tymczasem nie ma ona prawie żadnego wpływu na ich życie. Dla klasy uprzywilejowanej polityka najczęściej jest kwestią estetyczną: sposobem myślenia, sposobem postrzegania świata, sposobem budowania własnej osobowości. Dla nas była kwestią przeżycia.
(tamże)
Jak lubię mężczyzn, jak uwielbiam wielu, jak kocham kilku, tak każdy kolejny rozdział tej książki uświadamiał mi, że panowie en masse od stuleci to po prostu idioci, którym np. niezmiennie mylą się przyczyny ze skutkami. Nie znam ani jednej tak głupiej kobiety.
Raz na rok (zwykle we wrześniu?) czytam (kończę!) książkę, która otwiera mi scyzoryk w kieszeni, bo potwierdza nie to, co się przeczuwa, ale również to, co osobiście się przeżyło, czemu zaprzeczyć nie da się rady, choćby nie wiem jak mocno zaciskać powieki. W zeszłym roku były to Niewidzialne kobiety, w tym roku ta książka. Wybieranie cytatów bolało, układanie porządku wybranych stanowiło wyzwanie — zajęło kilka dni.
Sposób traktowania kobiet jest jedną z najciemniejszych kart historii ludzkości. Zbyt długo odwracaliśmy wzrok, może w obawie przed konfrontacją z bolesną rzeczywistością.
*
[…] umysł idzie na skróty, postrzegając różne zjawiska nawykowo. Droga na skróty czasem skutkuje postępowaniem, które jest w sposób nieświadomy niesprawiedliwe, a to dlatego, że umysł został trwale naznaczony wbijanym mu przez lata przekonaniem, że kobiety są mniej wartościowe.
*
Aby więc kobieta w dowolnych okolicznościach mogła zostać uznana za równą mężczyźnie, tak naprawdę musi być od niego lepsza.
*
Zmorą kobiet jest nie tylko dyskryminacja, ale często całkowite wykluczenie ekonomiczne, wypaczona nauka zaś nie dostarcza nawet narzędzi opisu tego zjawiska. Jedyne proponowane przez nią dziś wyjaśnienia brzmią następująco: (a) kobiety są biologicznie gorsze z perspektywy udziału w gospodarce lub (b) kobiety same podjęły taką decyzję, by postawić się w gorszym położeniu we wszystkich krajach i we wszystkich dziedzinach gospodarki, co jest tezą równie nieprzekonującą, jak seksistowską.
*
Orędowanie za powrotem do tradycyjnych ról kobiecych i męskich to promowanie porządku społecznego, który rządzi się nędzą i przemocą, gwałcąc przy tym prawa człowieka. To nie cywilizacja życia, lecz cywilizacja okrucieństwa.
*
We współczesnym świecie kraj, który krytycznie odnosi się do kobiet aktywnych zawodowo, nie rozkwitnie, lecz utraci mieszkańców – zwłaszcza wykształconych – oraz zasoby finansowe. Cywilizacja okrucieństwa promująca dyskryminację kobiet jest krzywdząca dla wszystkich, nawet dla mężczyzn, którzy są przekonani, że dzięki swojej dominacji zyskają władzę.
*
Kiedy mężczyźni żyją oddzielnie, brakuje przeciwwagi dla rywalizacji i agresji. Powstaje zwykle sztywna, autokratyczna hierarchia, zmuszająca do posłuszeństwa i wyrażająca się w pogardzie względem kobiet.
*
Ingerencje Kościoła katolickiego w polskie przepisy i w życie codzienne graniczą z pogwałceniem praw człowieka. Jak już wspomniałam wcześniej w tej przedmowie, planowanie rodziny – w tym dostęp do antykoncepcji – uznano w 1968 roku za prawo człowieka. Prawo do pracy zostało zawarowane w Powszechnej deklaracji praw człowieka (1948). Być może Polki mogłyby skutecznie wywrzeć nacisk na organizacje międzynarodowe, aby te ostatnie podjęły działania zgodnie z hasłem: „prawa kobiet są prawami człowieka”.
*
Przez kilkaset lat naukowcy płci męskiej próbowali odkryć fizyczne różnice między mózgiem męskim a kobiecym, ale te wysiłki spełzły na niczym. W końcu mózgi bardziej przypominają wątroby albo gałki oczne niż jądra czy jajniki: po prostu nie odbijają płci w taki sposób, w jaki niektórzy by sobie tego życzyli.
*
[…] nie możemy już dłużej utrzymywać, że dyktowane przez religię role kobiet i mężczyzn są naturalne czy korzystne dla całego gatunku.
*
Możemy poczekać, aż zostanie zaprowadzony taki światowy porządek, który nie będzie stwarzał żadnych problemów, i dopiero wtedy zająć się kwestią dyskryminacji ze względu na płeć. Albo też możemy teraz wysunąć sprawę kobiecą na pierwszy plan.
Połowa populacji to dość dużo. Pięć tysiącleci przemocy to dość długo. Największa dyskryminacja wśród wszystkich grup dyskryminowanych jest już wystarczającą niesprawiedliwością, a walka o przyszłość, która niesie nadzieję – wystarczającym powodem.
*
[…] wykluczanie kobiet ma wysoką cenę, a włączanie ich przysparza wszystkim korzyści.
*
Wielu twierdzi uparcie, że niekorzystne położenie kobiet jest wynikiem „autoeliminacji” – domagają się od nas, byśmy uwierzyli, że kobiety ze wszystkich krajów, w całej historii, w każdej branży, w każdym zawodzie, w każdej dziedzinie światowej gospodarki albo samodzielnie torpedują własne wysiłki, albo brakuje im jakiejś cechy, która warunkuje sukces we wszystkich tych przypadkach.
*
Gdy tylko kobiety nieśmiało podnoszą głowy, krytycy deklaracji krzyczą: „Kobiety na końcu – najpierw cała reszta!” – i wskazują wszystkie problemy tego świata jako sprawy pilniejsze.
*
[…] konsumpcja nie tylko wyraża, ale też formuje tożsamość, moralność i estetykę. Widzimy, jak jedna kategoria dóbr konsumpcyjnych – strój – służy do wyrażenia dezaprobaty, podporządkowania, stosunku własności, lojalności, lecz także buntu, a nawet pewnej nonszalancji. Ludzie budują sobie otoczenie, które po pierwsze zapewnia im najbardziej podstawowe schronienie, a po drugie podnosi ich na duchu.
*
Ludzie, którzy wypowiadają się i zachowują jak męscy szowiniści, powinni spotykać się z taką samą dezaprobatą jak rasiści.
*
Porzucenie etyki dominacji na rzecz etyki współdzielenia będzie od nas wymagać ni mniej, ni więcej, tylko ewolucyjnego skoku. Ale zdolność przystosowywania się jest najmocniejszą stroną człowieka. Damy radę.
Wytyczona ścieżka jest jasna i prosta, potrzeba nagląca, a potencjał ogromny.
*
[…] wszyscy na okrągło trajkoczą o matematyce, ale mam wrażenie, że sami nie potrafią czytać twardych danych […].
*
Ograniczenie ludzkich potrzeb do tego, co absolutnie niezbędne do przetrwania, jest odczłowieczające. W takim świecie nie powstałyby muzyka, literatura ani sztuka, bo nie są potrzebne, by utrzymać się przy życiu na poziomie żującej trawę krowy. A przecież można postawić tezę, że właśnie one „czynią nas ludźmi”, a „życie wartym przeżycia”. Kiedy nasza praca ma służyć społeczności, musimy wybiec myślą poza krowią paszę.
*
Dwudziestoprocentowy spadek wydatków konsumenckich w okresie świątecznym wystarczyłby, do wykolejenia zachodnich gospodarek.
Linda Scott, Kapitał kobiet. Dlaczego równouprawnienie wszystkim się opłaca, przeł. Dorota Konowrocka-Sawa,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Terminem neoliberalizm szafuje się tak nonszalancko, że trudno powiedzieć, co on znaczy. Może się odnosić do nadmiernej wiary w kapitalizm dający pierwszeństwo „niewidzialnej ręce rynku” (co sama określam mianem gospodarki skrajnie wolnorynkowej). Może być też używane jako narzędzie krytyki programów, które nie rozwiązują systemowych problemów, oczekując od ludzi, że każdy z nich poradzi sobie na własną rękę.
*
Inwestycja w żłobki i przedszkola zostaje zrównoważona napływem na rynek pracy tych kobiet, które inaczej musiałyby zostać w domu. Ich obecność prowadzi do wzrostu PKB, a tym samym do wzrostu przychodów podatkowych. Jednocześnie dane statystyczne świadczą o tym, że mężczyźni nie tracą zatrudnienia z chwilą pojawienia się kobiet na rynku, bo wpływają one na rozwój gospodarczy i sprzyjają tworzeniu kolejnych miejsc pracy. Mężczyźni czerpią również inne korzyści, dzieląc się z kobietami odpowiedzialnością materialną: w końcu napompowane testosteronem środowisko zawodowe, wyłączna odpowiedzialność za wyżywienie rodziny i przepracowanie szkodzą mężczyznom na całym świecie.
*
Bezmyślne dążenie do wzrostu jest typową cechą gospodarek patriarchalnych; to nie wzrost powinien być naszym głównym celem.
*
[…] w niektórych kategoriach kobiety wciąż kupują mniej niż mężczyźni. Ci ostatni kupują i wypalają znacznie więcej papierosów, piją też więcej alkoholu. Kobiety znacznie rzadziej przegrywają pieniądze w kasynach. Właśnie dlatego gospodarcza równość kobiet jest korzystna dla dzieci i z tej samej przyczyny powszechne przekonanie, że mężczyźni dokonują racjonalniejszych zakupów, jest wierutną bzdurą.
*
[…] to nie bogate kraje stać na wyzwolenie kobiet – to wyzwolenie kobiet czyni kraje bogatymi.
(tamże)
Jabłoń:
(wczoraj, z niemocy i nieszczęścia w reakcji
na niepoddającego się niczemu Sadownikowi)
Podaj mi jeden fakt z ostatnich trzech lat,
który pozwala Ci mieć nadzieję?
Sadownik:
(doprowadzony do ostateczności, ze łzami w oczach)
Podaj mi jeden fakt z ostatnich trzech lat,
który pozwala mi Cię kochać?
(po chwili, by mieć pewność, że Drzewko
rozumie, co do niej mówi, dodaje)
Wiara, nadzieja i miłość — to nie ma nic
wspólnego z faktami i racjonalnością.
Koniec tematu.
* * *
Jabłoń:
(dziś, dziarsko zdobywa kolejne
metry na własnych nogach)
Sadownik:
Wyprostuj się, pierś do przodu…
Tnij fale życia, mój galionie!
Jabłoń:
(musiała przystanąć, bo iść
i śmiać się jednocześnie nie może)
* * *
I piękno, które czekało,
i nie chciało już tego robić dłużej…
fot. Saxifraga, fragment.
lista, na niej dziewięć punktów, źródłem siedmiu ja i suka. sam z siebie dorzuca jeszcze dwa i bierze się do roboty, przy odhaczaniu realizacji trzeciego, czwartego, a może piątego punktu jest już tylko wkurwiony na los.
patrzę, tylko tyle mogę — takie uroki choroby neurodegeneracyjnej.
263/365
Są zdjęcia, które robimy tylko w pamięci. To jest zdjęcie, które razem z Sadownikiem od lat na tym nośniku mieliśmy — Sadownik swoje, ja swoje. Za każdym razem mijając to miejsce na trasie, obiecywaliśmy sobie, że następnym razem zatrzymamy się, by cyk. Obiecaliśmy to kilkanaście razy, za każdym razem sprawdzając, czy nadal jest ten kadr, o który nam chodziło. Wczoraj, w drodze do ula Sadownik zatrzymał się na poboczu, włączył awaryjki i poszło: cyk On, cyk ja.

Dziś coś mnie tknęło — scena ta sama, moment ten sam, ale my jako ludzie zupełni różni — ciekawa byłam, jak Sadownik przyciąłby zrobione przez siebie zdjęcie. Zszokował mnie kwadratem! Uzasadnił, bo bardzo oszczędnie z tego formatu korzysta.

fot. Sadownik.
*
Są zdjęcia, które potrzebują dojrzeć. Dziś na tarasie* w ulu przywitało mnie zdjęcie, które przed wyjazdem było całkiem zielone.

__________
* całe 0,46 m2 ze stoliczkiem, które miało przyjemność wyprawić kiedyś imprezę z winem, marzeniami i zamyśleniem na trzy dorosłe osoby.
Rewelacja, a nie powieść. Trzy perspektywy patrzenia na wydarzenia, z których każda kolejna opowiada wcześniejsze, a potem dorzuca nowe wydarzenia na osi czasu.
Po pierwszej (w kolejności czytania przeze mnie) powieści tego Autora z intrygującą okładką, po drugiej z okładką à la praca na zaliczenie CorelDRAW w liceum z końcówki lat dziewięćdziesiątych XX wieku, ta ma nie tylko wartą grzechu zawartość, ale wymowną okładkę, która obiecuje i — niech ją! — dotrzymuje słowa. Wyzwanie wybierania cytatów tak, by nie puścić farby, było niczym zaawansowana łamigłówka.
Nie licząc dwóch skoków w bok, po raz pierwszy urlop stał pod znakiem beletrystyki. Ta książka była fantastyczną wisieńką na wakacyjnym torcie podczas wracania do ula.
Tego Autora w przekładzie na język polski nie ma, póki co, już nic więcej ponad trzy powieści — każda jest dobrym powodem, by zalec w fotelu i poczytać. Urlop też już definitywnie za nami. Szykujemy się do zimy.
– Może w czymś pobłądziłam? – spytała.
– W żadnym razie.
– No to co jest między nami nie w porządku?
– Nic, przeżywamy tylko trudny okres.
– Uważasz, że jest trudny, bo nie możesz mnie znieść?
– Znoszę cię.
– Nie, ty znosisz tę kobietę, która stoi przy garnkach, sprząta mieszkanie, troszczy się o dzieci. Ale to tylko część mnie. Przecież ja także jestem jakąś osobą!
*
– Przepraszam, a jak ty wiążesz buty?
– Tak jak on.
– A jak on wiąże?
– Tak jak nikt.
*
Nauczyłem się nie słyszeć moich rodziców, zaś żeby ich nie widzieć, wystarczyło zamknąć oczy. Tą dziecinną sztuką posługiwałem się potem przez całe życie w niezliczonych okolicznościach. Bardzo mi się przydawała, uciekałem się do niej często. Zostawiłem za sobą pustkę, miałem w sobie pustkę.
*
Użalanie się na przeszłość jest żałosne, marne jest także ciągłe gonienie za jakimś nowym początkiem.
*
Przecież wiesz, jak to jest – tłumaczysz mi – kiedy człowiek zaczyna wchodzić po schodach. Nogi idą jedna za drugą, nauczyliśmy się tego w dzieciństwie. Ale radość tamtych pierwszych kroków mamy już za sobą. Dorastając, wzorowaliśmy się na sposobie wchodzenia naszych rodziców, naszego starszego rodzeństwa, naszych bliskich. Nogi już odruchowo dążyły w górę. A napięcie, emocje, szczęście, które czerpaliśmy z samodzielności, już utraciliśmy, przepadły podczas dalszej nauki wchodzenia. Wchodzimy w przekonaniu, że nogi przestawiamy my, ale tak nie jest, razem z nami pokonuje stopnie mały tłumek tych osób, na których się wzorowaliśmy; wyuczone i pewne kroki to tylko rezultat naszego nawyku. Człowiek albo taki konformizm odrzuca – stwierdzasz na koniec – by odnaleźć tamtą dziecięcą radość własnych kroków, albo skazuje się na coraz bardziej szarą pospolitość.
*
– Reaguje bardzo niesympatycznie – zawołała żona przyjaciela.
– Trudno jest cierpieć sympatycznie.
*
[…] patrzyła tak, jakby nie widziała dla siebie żadnego wyjścia.
*
Wieczorem, uważnie dobierając słowa, starałem się jej wyjaśnić, że to nie jest zdrada, że bardzo ją szanuję, że prawdziwa zdrada ma miejsce wtedy, kiedy zdradza się swój instynkt, swoje potrzeby, swoje ciało, samego siebie.
*
A ponieważ zawsze posługiwała się rozumowaniem ściśle logicznym, co nie pozwalało jej cierpliwie się nad czymś zastanowić, obawiałem się, że takie oschłe wnioskowanie, do którego się ucieknie, może ją popchnąć (popychało ją już codziennie, płaciła za to wyczerpaniem fizycznym i coraz większą nieufnością) do czynów, których nawet nie chciałem sobie wyobrażać.
*
– No, dość tego, zabawmy się trochę, wszystko stanie się bardziej zrozumiałe.
Domenico Starnone, Sznurówki, przeł. Stanisław Kasprzysiak,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Największy dystans to nie ten w przestrzeni, liczony w kilometrach, ani ten w czasie, liczony nawet w tysiącleciach, tylko ten, którego nabiera się w wyniku zmiany.
*
Co do reszty, życie było piękne i pięknie było żyć. Sam się zdumiewałem moim optymizmem, do którego nigdy nie miałem skłonności.
*
[…] tak długą nić czasu zwinęliśmy razem w kłębek.
(tamże)


Profesora Saxifraga:
(zaskoczyła Drzewko imieniem rośliny,
zaskoczyła ekspresowo, więc zielnik!)
Ostróżeczka polna
łac. Consolida regalis
Okładka — graficzne prostactwo, masakryczny infantylizm — trudno mi uwierzyć, że ktoś dał się przekonać, że to najlepsza oprawa, jaka może przytrafić się polskiemu wydaniu tej powieści. Na moje ta okładka nie zaprasza nawet zatwardziałych wielbicieli beletrystyki. Coś mnie tknęło — przecież nie muszę tu mieć okładki polskiego wydania powieści — sprawdziłam i załamałam ręce: oryginał i wersja angielska mają na okładce to samo, fuj!
Jak to się stało, że zajrzałam do tej książki, skoro smaczku nędznej okładce dodaje fakt, że Autor jest mężem Eleny Ferrante, której twórczość mnie nie porywa. Zajrzałam, bo Psikus mnie ubawił bardzo, bo Biały Kruk czytał tę powieść równolegle, łapiąc oddech.
Krytycy tej opowieści są zawiedzeni końcówką, mnie ona zachwyciła. Mają rację, mówiąc: nie oceniaj książki po okładce, choć ja uważam, że w dobie dumy z nieczytania wcale, okładki powinny zachęcać, a nie odstręczać.
„[…] nie znosi tego rządu, patrzy na polityków w telewizji i mówi: «Mogłem być nauczycielem tej hołoty»”.
*
Nigdy nie poznałam mężczyzny, w którym byłoby więcej życia, a zarazem byłby bardziej przerażony tym swoim zasobem.
*
– Przesadziłem, nie wiem, z jakiego powodu. Czuję w sobie taką niechęć, od długiego już czasu, ale wierz mi, nie jestem taki, a przynajmniej nie chciałbym taki być, dziś wieczorem zaś, gdy mówiłeś, przez cały czas się zastanawiałem: co popchnęło mnie, żeby powiedzieć to, co powiedziałem, żeby mówić, jak mówiłem, gdzie się podział mój rozsądek? Przepraszam cię.
– Nie masz za co przepraszać, powiedziałeś coś, co skłoniło mnie do refleksji.
*
[…] stawanie się dorosłym – pomyślałem – w gruncie rzeczy jest rezygnacją z bycia doskonałym.
*
Ale w tym oczekiwaniu życie przemija i przemija, coraz bardziej lekceważone, życie nasze i młodzieży, która rok po roku defiluje przed naszymi oczami, ale dno tak naprawdę jest nieosiągalne, upodlenie, starość, śmierć – tak, ale nie dno, przecież zawsze może być jeszcze gorzej. […] chcę tu pokornie powiedzieć, że czuję się mniej smutny – tak, mniej smutny – jeśli haruję, żeby ci, którzy i tak dobrze by wypadli, wypadali jeszcze lepiej dzięki mojej pracy, i żeby ci, którzy tak czy inaczej wypadliby źle, dzięki mnie nauczyli się robić coś dobrze. […] Istoty ludzkie sprowadzone do wrr, uaa, u, u, u – nie rokują dobrze.
*
Co zresztą mielibyśmy sobie powiedzieć: kiedy się pisze, można wyważyć zdania, tymczasem w rozmowach sam na sam istnieje ryzyko, że powie się za dużo, rozbudzi się coś, co tkwi w uśpieniu.
*
[…] siedź cicho, odpręż się, przyjmij to do wiadomości […].
*
Użyłem zwrotu „zarobiłem”, w czasie przeszłym, w aspekcie dokonanym, w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Nadia, która zdążyła już sprzątnąć ze stołu, a teraz prasowała moją koszulę – miałem wyjechać nazajutrz, wciąż tylko wyjeżdżałem – poprawiła mnie, nie podnosząc nawet wzroku znad deski do prasowania:
– Zarobiliśmy. Beze mnie nie napisałbyś nawet pół linijki.
– Tak, byłaś u mojego boku, twoja obecność miała kluczowe znaczenie – dodałem pospiesznie.
– Nie moja obecność, jaka znów obecność, mówię o moim czasie. We wszystkim, co piszesz, w twoich podróżach, w twoim sukcesie, w twoim wdzięczeniu się, odbieraniu komplementów i fetowaniu twojej osoby jest mnóstwo mojego czasu.
*
Udzielanie wyjaśnień w związku, cóż, może to obowiązek, ale zarazem luksus, który wiąże się z ryzykiem.
*
– […] Ty nie jesteś przejęta?
– W jakim sensie?
– Poruszona, wiesz, o czym mówię.
– Czy mogę nie odpowiadać?
– Powiedz mi na ucho.
– Nic ci nie powiem.
– Proszę.
*
– A ty chcesz?
– Co?
– Nauczyć się czegoś nowego.
– Tak.
– Teraz?
Domenico Starnone, Wyznanie, przeł. Katarzyna Skórska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

– Problemem jest brak równości.
– W jakim sensie?
– Jeśli ma pan wiele przyrodzonych i społecznych przywilejów, podczas gdy ja nie mam żadnego, jakim sposobem szkoła miałaby jak najlepiej wykształcić zarówno pana, jak i mnie, skoro traktuje nas, jakbyśmy byli równi?
*
Szkołę – zamierzałem zakończyć – należało obmyślić na nowo, tak żeby dostarczyć wszystkim, absolutnie wszystkim, zwłaszcza nauczycielom, narzędzi, by śnili o swojej wyjątkowości, a w odpowiednim momencie obudzili się i ją urzeczywistnili.
(tamże)

Wczoraj na akord i na zapas morza chciałam nałapać. Byliśmy nad morzem, gdy wschodziło słońce. Byliśmy w ciągu dnia na dłużej. I na zachód słońca resztką sił też się dowlekliśmy, bo wiedzieliśmy, że od dziś będzie lało okrutnie i zdecydowanie.
Nie siąpi, nie pada, leje. To dobry czas, by upuścić pochłonięte literki. Skok w bok od fikcji zrobiłam, bo ibukosknera upolował książkę, na którą bardzo długo czekał. Nie przeczytałam tej książki, ja ją łyknęłam i jakby nigdy nic bez mruknęcia okiem szybciutko do fikcji wróciłam. Czytanie ułatwiała znajomość stylu pisania Autora — przy pierwszej (czytanej przeze mnie) jego książce mało mnie nie zabił, przy drugiej zachwycić, przy tej był winny nieprzyzwoitemu tempu pochłaniania kolejnych rozdziałów. Tytuł — rewelacja!
Ta książka jest jedną z perspektyw, które pozwalają stwierdzić, że opieka zdrowotna to frazes, mżonka i wiara w smoki — nie działa, nie istnieje. Jest za to zawód urzędniczy, który pozwala zostać dilerem w majestacie prawa.
[…]
to po prostu moje własne, stracone lata. Z tego nie ma nic specjalnego. Żadna mądrość nie jest tego warta. Wiecie, czego nie zrobiłem przez te sześć lat? Tego nie wiadomo, więc nie da się odzyskać.
[…]
I wiem teraz, że nigdy nie ma żadnych rozsądnych powodów, żeby zostać ćpunem.
[…]
W uzależnieniu nie ma żadnej specjalnej idei, są chemiczne reakcje w organizmie, za które nikt cię nie lubi. Ćpałem, bo coś tam, przestałem, bo coś tam. W życiu z niczyjej strony nigdy nie spotkało mnie nic złego. Miałem łatwe dzieciństwo. Zostałem ćpunem w sposób niebudzący współczucia. Współczuje się przy innych historiach.
*
Co, kurwa, robić, kiedy jednak nie jest dobrze, a tak bardzo chcesz udawać, że to tylko twoja sprawa?
*
– To jest pojebany świat, człowieku, ludzie już nie chcą odlatywać w kosmos, do gwiazd, chcą tylko udawać, że nic się nie dzieje, chcą się uśmiechać, kiedy cierpią, i iść ciągle naprzód. Co to za jebany minimalizm, że teraz ćpa się lekarstwa.
– Ale co mam zrobić?
– W jakiej kwestii co masz zrobić?
– No w… jej, proszków, życia, nie wiem.
– Nie wiem. Też nie wiem. Ale coś się robi w takiej sytuacji przecież. Przestaje się ćpać?
*
On podobno musi się wyłożyć, wszystko stracić, ale jak ma to zrobić i nie stracić życia jednocześnie? To przerażająca loteria.
*
Czemu, kurwa, zabrałem sobie z życia jakąś zwyczajną bezcelowość, bezproduktywność, lenistwo, pogodę ducha, spokój, bezpieczeństwo, ciekawość, tkliwość, ufność i inne zjawiska, których symulacje osiągam za pomocą tabletek?
*
– Głód czego?
– Cienia sensu głód. W tym absurdzie pierdolonym cienia sensu głód. Ten głód można tylko przyćmić, bo zaspokoić go nie ma jak. Można mówić o nim tylko albo nie mówić, ale momentami jest tak dojmujący, że trzeba go zagłuszyć jakoś. Nie wiadomo czym on jest, ten głód, nie wiadomo po co, ale on się nie kończy. To jest stres taki, kiedyś ludzie przez ten stres zaczynali chodzić do kościoła, ale teraz są tabletki.
*
Nie lubię kontaktów z ludźmi, którzy usiłują być moimi bliskimi.
*
[…]
to jest dziwne takie, że ja uruchamiam te lawiny przeszłości i robiłem to już chyba, kiedy miałem ledwo pięć lat. Od zawsze mam problem z upływem czasu. Zawsze staram się być jakoś nie teraz. Czy to normalne?
– Normalne. Dla ludzi bardziej wrażliwych inne rzeczy są normalne.
*
[…] całkowicie ze sobą milczeliśmy. Do siebie i nieco od siebie.
*
Bo tu nie ma nic nowego, bo przyszłość jest taka, że za drzwiami czeka przeszłość. Nie ma się jak i gdzie z tego leczyć.
*
Jestem w dupie. A kiedy jestem w dupie, nie musi być w tym logiki. Musi być natomiast ktoś, kto wyciągnie do mnie rękę.
*
[…] nie było łatwo, ale sam postanowiłem iść pod prąd samemu sobie, przeciwko, kurwa, nawykowi pierdolonemu moich myśli, zniewoleniu, kumasz? Ścieżka wojownika.
*
– OK, mnie chodzi o to – kiedy będę naprawdę zrelaksowany?
Uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
– Ej, no kiedy?
– W praktyce zazen nie chodzi o relaks, choć oczywiście może się on pojawić jako pewien produkt uboczny, ale to jest praktyka wypuszczania wszystkiego z rąk, więc relaksu też.
– Świetnie. Ile czasu mam tak siedzieć, żeby pojawił się ten produkt uboczny?
– Być może cię rozczaruję, ale zen jest o doświadczaniu rzeczywistości, a nie o relaksie.
– Ale to znaczy, że relaks jest sprzeczny z rzeczywistością?
*
Siedziałem pod zielonym Chrystusem i płakałem nad swoim losem.
– Gdzie ja jestem w tej twojej historii? – zapytał nagle z krzyża.
– Jeszcze ciebie mam mieć na głowie? Spierdalaj.
*
– Do gwiazd, kurwa. Przez trudy do gwiazd.
– Więc taki mam plan.
Juliusz Strachota, Relaks amerykański,
Korporacja Ha!art, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Pasja to jest ta inna chemia, która działa doskonale.
(tamże)
Sadownik kromeczką mnie poczęstował.
Wzięłam, bo muszę ją tu mieć.

fot. Sadownik.