niedziela, listopada 28, 2021

4456. Czytane na gigancie (IV)

Istnienie tej książki odkryłam przez przypadek, szukając Autora ilustracji. Natych­miast zrobiłam klik, klik i już do mnie szła. Przyszła do ula dzień przed wyjazdem na gigant, dzień po naszym całostadnym z ula wyjeździe.

Podróż na gigant zajęła jej jeszcze tydzień. Gdy tylko wpadła w moje ręce, po­da­ro­wa­ła mi wielozmysłowe, fantastyczne doznanie, a potem pobiegła ucieszyć moją gigantową koleżankę. Gdy wróciła, uznała, że nie może czekać na koniec giganta, musi tu być już i zaraz. Z wyrzutem poinformowała mnie, że przecież w niedziele mam luz, to może? Niech będzie.

Dziś pierwszy dzień drugiej połowy turnusu, przedostatnia niedziela tu. Upuszczam więc książki, nim jutro ruszę do rehabilitacyjnej roboty.

I put all my heart into each picture and I think that’s why they speak to people—each and every one has a little piece of my soul in it.

*

*

*

*

*

An Elder Dragon
is a Tiny Dragon
who never give up.

*

*

James Norbury, Big Panda and Tiny Dragon,
Michael Joseph, London 2021.

*

*

(tamże)

4455. Czytane na gigancie (III)

Supełkami połączone sznureczki słów ponad dwa lata temu doprowadziły mnie do Autora. Ponieważ gatunek ten w moim świecie nie ma szczególnych przywilejów, wiadomość o publikacji tej książce przyjęłam do wiadomości bez gorączkowania się. Zaznaczyłam do upolowania, biernie oczekując na dzień, w którym ibukosknera zo­sta­nie po­in­for­mo­wany, że za naście złotych może wejść w posiadanie tej — w więk­szo­ści na­pisanej w pan­de­micz­nym czasie (są jakieś plusy covida!) — książki.

Tydzień przed gigantem miałam ją na czytniku i dorzuciłam do turnusowych pla­nów czytelniczych, a gdy przyszła jej kolej, nie mogłam się od niej oderwać. Wybór cytatów, jak zwykle przy tym gatunku literatury, był wyzwaniem, ale dałam radę. I co? I nic, czekam na kolejną książkę Autora. Na koniec pandemii też czekam.

     – Myślisz, że go znała?
     Skinął głową.
     – To dość prawdopodobne. Zwykle rezerwujemy taki poziom gniewu dla naszych najbliższych, nie sądzisz?

*

[…] zdołała, krok po kroku, pokonać zakręt smutku […].

*

Gdy zdarzało się jej poczuć, że ktoś pali fajkę, natychmiast czuła się podniesiona na duchu, bo kojarzyła wonne ciemne kłęby dymu z wiedzą i nauką, a także z życzliwością.

*

     – […]  Niewyrobiona, samotna… Zgadza się?
     – Mówi pan o mnie czy o sobie?

*

     – Nie poszło ci najlepiej.
     – Nie. – Mariana pokręciła głową. – Nie poszło.
     – Co teraz?
     – Nie wiem.

*

     – Intryguje mnie pani – oznajmił. – Zastanawiam się, co pani myśli.
     – Nie myślę… Słucham.

*

     – Nie wiem, jak się z tym czuję.
     – Na pewno dziwnie.
     Mariana pokiwała głową.
     – To dobre słowo.
     […]
     – Zrobi się łatwiej – zapewniła ją Clarissa.
     – Tak?
     – Ważne jest, by patrzeć do przodu. Nie wolno ci się oglądać za siebie.

*

Mariana się uśmiechnęła. A potem udawanie, że nie dzieje się nic złego, przestało działać.

*

Psychopatia lub sadyzm nigdy nie biorą się z niczego. Nie są roznoszone przez atakującego znienacka wirusa. Mają długą historię, która zaczyna się w dzieciństwie.
     […]
     Lecz przecież mnóstwo dzieci dorasta w potwornie brutalnym śro­do­wi­sku, a jednak nie zostaje mordercami. Dlaczego? Cóż, jak mawiała dawna superwizorka Mariany: „Nie trzeba wiele, by ocalić dzieciń­stwo”. Wy­star­czy odrobina życzliwości, zro­zu­mie­nia lub uznania; jeżeli ktoś zro­zu­mie i uzna rzeczywistość dziecka, uratuje jego zdrowie psychiczne.

*

Zabawne, jakie rzeczy się zapamiętuje.

*

     – Płaczesz, ponieważ czujesz się bezradna.
     – Zgadza się.
     – Tyle że to nieprawda. Przecież to wiesz. Mam rację? – Ruth zachę­ca­ją­co kiwnęła głową. – Możesz znacznie więcej, niż przypuszczasz.

*

Chcesz mojej rady? Zapomnij o tym „kto”. Zacznij od „dlaczego”.

*

     – Widzisz – odezwał się, dolewając też wina sobie. – Śmierć matki nakierowała mnie na matematykę teoretyczną i światy równoległe. Właśnie tego dotyczy moja praca.
     – Chyba nie rozumiem.
     – Nie mam pewności, czy sam rozumiem. Jeśli jednak istnieją inne światy, identyczne z naszymi, to znaczy, że gdzieś tam istnieje taki, w którym moja matka nie umarła. – Wzruszył ramionami. – No więc… wybrałem się na poszukiwanie jej. […]
     – Znalazłeś ją? – spytała.
     Wzruszył ramionami.
     – W pewnym sensie… Odkryłem, że czas nie istnieje tak naprawdę, więc ona nigdzie nie odeszła. Jest tutaj.

Alex Michaelides, Boginie,
przeł. Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

     – Masz na myśli szyszkę? […]
     – Nie chodzi o szyszkę sosnową jako taką, ale o to, co symbolizuje.
     – Czyli?
     Uśmiechnął się i znowu przyglądał się jej przez moment.
     – Chodzi o nasiona znajdujące się w środku. I na­sio­no w nas, ducha w ciele. O otwarcie umy­słu. Sku­pio­ne wejrzenie w głąb i znalezienie własnej duszy.

*

[…]  chwile skrajnej jasności w pewnym sensie przypominają upojenie.

(tamże)

4454. Czytane na gigancie (II)

Trzeci Dzień Ojca w tym roku poinformował mnie o swoim nadejściu kilka dni przed ukazaniem się tej książki, dwa–trzy dni przed Drugim Dniu Ojca. W przed­sprze­da­ży dostępne były tylko papier i audiobuk. Nabyłam drugie, bo czytał sam Autor, bo Biały Kruk umie czytać książki uszami, bo może i ja nauczę się tej formy kontaktu ze słowem.

Trzeci Dzień Ojca wypadł następnego dnia po Drugim Dniu Ojca. Biały Kruk mach­nął prezencik w mgnieniu oka, ja nijak nie dałam rady nauczyć się słuchać aka­pi­tów. Na szczęście ibuk ukazał się z pewnym opóźnieniem względem audiobuka i papieru, ale się ukazał i był mój. I miał zaklepany szczyt stosiku książek do przeczytania na gi­gan­cie.

Główny klucz do wyboru cytatów był dość prosty: Strajk Kobiet, a cytatom niepa­su­ją­cym do klucza zwyczajnie nie dałam rady się oprzeć i muszę je tu mieć.

Powiedzmy to sobie od razu, żeby nie było niedomówień: nie jestem ani specjalistą od języka polityki, ani tym bardziej jego miłośnikiem. Język ten jednak ma pewną cechę wspólną z piosenkami disco polo, którym w dużej części poświęciłem poprzednią książkę. Otóż ani jednego, ani drugiego nie da się nie słyszeć.
     […]  Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby ten język był przyjazny, inkluzywny, otwarty na dialog. Ale nie jest. Jest za to narzędziem walki, wy­klu­cza­nia, stygmatyzacji, nietolerancji, pro­pa­gan­dy i manipulacji.

*

Najprostszym sposobem porządkowania świata jest przeciw­sta­wia­nie sobie jego elementów, czyli posługiwanie się figurą antytezy. Posłużę się nią te­raz, mówiąc o dwóch stronach. Z jednej strony bowiem przeciwstawiamy sobie noc i dzień, dobro i zło, istotę i zjawisko, obecność i nieobecność, a wresz­cie to, co męskie, i to, co żeńskie. Uważamy, że cały świat da się tak podzielić, bez reszty. Ale z drugiej strony, próbując uporządkować papiery lub pliki w komputerze, zauważamy, że musimy założyć teczkę lub stworzyć folder „varia”, gdzie mieści się to, czego prosto zaklasyfikować się nie da.
     Dlatego warto zwrócić uwagę na „niebinarność”, czyli określenie tego, co wymyka się prostemu podziałowi na binarną opozycję. Wywołuje nie­po­kój we wszystkich miłośnikach prostych porządków, podziałów bez reszty.

*

Były też […] trawestacje Kubusia Puchatka, głównie dzięki temu, że jeden z bohaterów nosi tam to samo imię, co poseł Bosak: „A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś Bosak. – Co wte­dy? – Nic wielkiego, wypierdalaj w podskokach, faszysto jebany – odparł Puchatek”.
     Przydatny okazał się też Michaił Bułhakow: hasło „Annuszka wylała olej” brzmi złowieszczo […].

*

Gdy ktoś nas bardzo zdenerwuje, to przecież mamy prawo do wy­ra­że­nia swoich emocji, prawda? Możemy wtedy skorzystać ze słów wul­gar­nych, które w języku już są (i wcale nie jest po­wie­dzia­ne, że mogą z nich korzystać wyłącznie przedstawiciele tzw. marginesu społecznego; przy okazji zauważmy, że ostatnie protesty spowodowały swoistą deme­ne­li­za­cję wulgaryzmów, bez­praw­nie zawłaszczonych przez jedną grupę społeczną).

*

Nie przeklinam, lecz zaklinam.

*

No i pozostaje pytanie, co mają krzyczeć wkurzone dziewczynki, skoro rze­ko­mo nie wypada im krzyczeć wulgaryzmów? „Wciór­ności!”? „Do dias­ka!”? Czy może: „Ładne kwiatki!”?

*

O przemocy policji wypowiedział się także pan prezydent Andrzej Duda. Stwierdził, że w czasie protestów przeciwko orzeczeniu Try­bunału Kon­sty­tu­cyj­nego zachowała się ona „naprawdę w nie­zwykle profesjonalny spo­sób”, ponieważ nikt nie zginął. Istotnie, nikt. Pa­ło­wa­nie i gazowanie były nie­zwykle delikatne, a łamane były co naj­wy­żej ręce. Stwierdzenie to miało charakter przyzwolenia na prze­moc, ale i przypominało logikę pewnej anegdoty o Stalinie, który przegonił dziewczynkę proszącą go o cukierka – a mógł zabić.

*

Kobiety ponoć częściej ulegają emocjom. Ale nie deprecjonowałbym tych emocji, nie mówiłbym, że to „tylko” emocje, nie trakto­wał­bym hasła „Wypierdalać!” jako językowego brudu, nie obu­rzał­bym się na jego prze­mo­co­wy charakter, nie zakazywałbym go w imię językowego savoir-vivre’u. Pamiętajmy, że od łamania za­ka­zów zaczynają się rewolucje.

*

Marta Frej napisała na Facebooku: „Byłyśmy cierpliwe, byłyśmy łagodne, byłyśmy koncyliacyjne, byłyśmy miłe, byłyśmy pokorne. A teraz… wy­pier­da­lać!”. Nawet najgrzeczniejszą i najlepiej ułożoną dziew­czyn­kę można, jak widać, doprowadzić stopniowo do furii.

*

Wulgaryzmy mają także – a może przede wszystkim – funkcję psychologiczną. Należą do tzw. ekspresywizmów, czyli sposobów ję­zy­ko­we­go wyrażania emocji. Są one w języku dlatego, że są w nas emocje, także te skrajne. Usunięcie ich z języka musia­ło­by się wiązać z usunięciem z nas emocji, a jesteśmy przecież istotami emocjonalnymi i bywamy po­sta­wie­ni lub po­sta­wio­ne w sytuacji wy­zwa­la­ją­cej w nas także te skrajne. Walka z eks­pre­sy­wi­zmami jest więc z góry skazana na porażkę.

*

Historię ma ten gest dość długą. […] Był za to dobrze znany w starożytnym Rzymie (można go znaleźć u Swe­to­niu­sza i Marcjalisa), gdzie służył nie tyl­ko do obra­że­nia interlokutora, ale też miał funkcję apo­tro­pa­iczną, czyli miał chronić przed ewentualnymi urokami rzucanymi przez ludzi o prze­ciw­nych poglądach.

*

Polski kler to zbiór zer.

Michał Rusinek, Mroczny Eros. Pypcie na języku polityki,
ilustr. Jacek Gawłowski, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Czytanie krytyczne to skłonność wykształciuchów, któ­rych prof. Waśko nie ceni: „Polacy o wy­kształ­ce­niu pod­sta­wo­wym i zawodowym okazali się sil­niej­szym ele­men­tem społecznym niż cała wielka rzesza ma­gi­strów” – pisał w 2016 roku w „Arca­nach”.

*

[…]narodowy”. […] dodawanie tego przymiotnika do wszy­stkie­go to cecha faszyzmu.

*

Fakty to fakty. Przypadek? Nie sądzę. […] Insy­nu­acja jest niestety skuteczną formą per­swazji. Logika? To coś dla wykształciuchów. A wy­kształ­ciu­chy to prze­cież tylko niewielki procent wyborców.

(tamże)

sobota, listopada 27, 2021

4453. Czytane na gigancie (I)

Wpadła mi w ręce chwilkę przed wyjazdem na gigant. Pomyślałam, że jest jak znalazł na listopadowe opadanie w ciemność.

Jest w niej masa wspaniałych fragmentów. Niestety cała reszta tak bardzo nie trzyma poziomu, że aż dziwne, że stanowi część tej samej książki. Tak czy inaczej, dla tych wspaniałych fragmentów było warto męczyć się z resztą.

Niektóre zimy nadchodzą w pełnym słońcu.

*

Czasami będziemy musieli nadać nazwy swoim osobistym zimom i słowa będą przechodziły przez gardło jak cierniste kule: ból, odrzucenie, depresja, choroba. Wstyd, klęska, rozpacz.

*

Musimy przestać wierzyć, że te okresy naszego życia są w jakiś sposób głu­pie, że są wyrazem braku odwagi, niedostatku siły woli. Musimy przestać je ignorować lub próbować się ich pozbyć. Są prawdziwe i czegoś od nas wy­ma­ga­ją. Musimy się nauczyć wychodzić zimie na spotkanie.

*

[…]  jeżeli szczęście jest umiejętnością, to jest nią także smutek. […]  jesteśmy uczeni ignorować smutek, upychać go w torbach i udawać, że go nie ma. Jako dorośli często musimy się uczyć, jak wyraźnie usłyszeć jego wołanie.

*

Przestawiliśmy się z brnięcia przez normalne życie na tworzenie nowego. Kiedy wszystko jest zniszczone, wszystko staje się także do­stęp­ne. To dar zimy: nie można się jej oprzeć. Zmiana przyjdzie jej śladem, chce­my tego czy nie. Da się z niej wyjść w innym ubraniu.

*

Odrobina pragnienia może być w rzeczywistości okrzykiem bojowym, mobilizującym do przetrwania.

*

Coś już się nieodwołalnie zmieniło.
     W tkaninie zwykłego świata są prześwity, które czasem się otwierają i wtedy wpada się przez nie gdzieś indziej. Gdzieś Indziej czas biegnie w in­nym tempie niż tu i teraz, gdzie funkcjonują wszyscy pozostali. Gdzieś In­dziej ukrywają się duchy, które ludzie w prawdziwym świecie czasem tylko dostrzegają przelotnie kątem oka.

*

Czasami trzeba zrobić parę kroków w tył
i zacząć gdzieś indziej.

*

Potrzebujemy ludzi, którzy przyznają, że nie możemy zawsze się trzymać. Że czasami wszystko pęka. W ostateczności musimy to robić dla siebie sami: odpuścić sobie, kiedy tego potrzebujemy, okazać sobie sympatię. Pozwolić sobie się odnaleźć w swoim własnym tempie.

*

Użyteczność to bezużyteczna koncepcja, jeżeli zastosować ją do ludzi.

*

Zadawałam sobie pytanie: o co chodzi w tej zimie? Pytałam siebie: jaka zmia­na nadchodzi? Natura pokazuje nam, że przetrwanie to kwe­stia prak­ty­ki. […] Nie robi tego raz, z niechęcią, zakładając, że pewnego dnia wszystko ogarnie i dalej będzie już dobrze. Zimuje cyklami, znowu i zno­wu, na wieki wieków. Zajmuje się tą pracą każdego dnia bez wyjątku. Dla roślin i zwierząt zima to część pracy. I to samo dotyczy ludzi.

*

Wszystko zajmuje właściwe sobie miejsce w odpowiedniej perspektywie.

*

Pojawiła się jeszcze jedna przestrzeń graniczna, skrzyżowanie między tym, co banalne, a tym, co magiczne. Zima wydaje się ich pełna: prze­lot­ne za­pro­sze­nia do opuszczenia codzienności.

*

My, którzy przezimowaliśmy, czegoś się nauczyliśmy.

Katherine May, Zimowanie. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak, przeł. Anna Dorota Kamińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Głosy kobiet są kwestionowane w sposób, jaki nie spo­ty­ka głosów mężczyzn. Jeżeli mówimy za cicho, je­ste­śmy traktowane jak łagodne myszki, jeżeli pod­no­si­my głos, by nas wysłuchano, jesteśmy natarczywe.

(tamże)

4452. 331/365  //  na gigancie, dzień 14.

co lubisz? kto w tobie to lubi? czy wiesz?

331/365

piątek, listopada 26, 2021

4451. Czekariat (XVIII) [wyjątkowo] słów

#1

jeśli szarpiesz i nie idzie, odpuść.
JiM

ciekawość jest tym,
co posuwa cię naprzód
.

JiM

#2

Coldplay, Higher Power.

I’m so happy that I’m alive
happy I’m alive at the same time as you
’cause you've got a higher power

#3

Czasami, gdy jestem beztroski, myślę, że przetrwanie jest ła­twe: po prostu idzie się naprzód z  tym, co się ma lub co pozo­sta­ło z tego, co się kiedyś do­sta­ło, dopóki coś się nie zmieni – lub dopóki w końcu sobie nie uświa­do­misz, że możesz się zmie­nić bez znikania, że wszyst­ko, co należy zrobić, to po­cze­kać, aż burza minie i oka­że się, że – owszem – twoje imię wciąż jest przy­wiązane do ży­wej istoty.

Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę,
przeł. Adam Pluszka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.

4450. 330/365

wrażenia. depczą mi po piętach. dodają skrzydeł.

330/365

4449. na gigancie, dzień 13.

niedziela, listopada 21, 2021

4444. W malinowym domku (II)

Malinka:
(ceniona przez Jabłoń ilustratorka 3D
książek dla dzieci i młodzieży
)

Jabłoń:
(z pewnym opóźnieniem dostrzegła,
że Mama Malinki upubliczniła cudo;
natychmiast upewniła się, że to
kotolotek)

Mama Malinki:
We własnej osobie
– kotolotka Jane.

Jabłoń:
(szybciutko wyszukała cytaty z Jane w roli głównej,
które nie zmieściły się we wcześniejszym wyborze
)


Malinka.

Czy posiadanie skrzydeł musiało oznaczać samotność? Oczy­wi­ście ptaki mają skrzydła, ale niewiele ptaków odnosiło się uprzej­mie do skrzydlatego kota. A sowy i jastrzębie były niebezpieczne.

*

     — […] Strzeżcie się mnie, gdyż jestem Jane, jestem wolna!

Ursula K. Le Guin, Kotolotki, ilustr. S.D. Schindler,
przeł. Maciejka Mazan, Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

4443. na gigancie, dzień 8.

czwartek, listopada 18, 2021

4440. 322/365  //  na gigancie, dzień 5.

wtedy — dwieście cztery wpisy temu — pierwszy raz, drugi – sto dwadzieścia wpisów temu. dziś — trzeci, trochę zdziwiony tym, co odsłonił bezliść. czekam na śnieg, choć­by małe pru­sze­nie, by zro­bić czwarte cyk.

322/365

wtorek, listopada 16, 2021

niedziela, listopada 14, 2021

4436. 318/365  //  na gigancie, dzień 1.

szarość. burość. dużo
nadziei i trochę obaw.

318/365

Nawet gdy liście opadają, zawiązki przyszło­rocz­nych są już na miejscu, czekając na wio­sen­ną eksplozję.

Katherine May, Zimowanie. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak, przeł. Anna Dorota Kamińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

4435. W drodze na gigant

4434. Czytane przed gigantem (III)

Dziesięć dni przed publikacją miałam tę książkę zakupioną, bo Dąbrowska, bo uwielbiam sposób, w jaki rozmawia z ludźmi, nie mówiąc o tym, z kim rozmawia. Trzeba było tylko poczekać do 10 listopada, by móc się nią delektować.

Trafił się po raz pierwszy jeden interlokutor, który wzbudził odrobinę niechęci i całkiem spore zdziwienie (niedoterapeutyzowany?). Podkreśliłam bardzo dużo frag­men­tów, ale tu chcę mieć pod ręką wyłącznie samo gęste, najgęstsze.

Jabłonko, na gigant! Na gigant!

Myślę, że my wiemy różne rzeczy
nawet wtedy, kiedy nie wiemy.
// Ora Dresner

*

Ludzie potrafią być bardzo dobrzy.
     Być może im jesteśmy starsi i bardziej świadomi śmierci, tym mocniej doceniamy czyjąś emocjonalną szczodrość?
// Ora Dresner

*

Od siebie mogę powiedzieć tak: jest szereg poszlak, że istnie­nie Boga jest mniej absurdalne niż Jego nieistnienie. Ale dla mnie to jest piękna tajemnica. Wierzę, że miłość jest wartością metafizyczną.
// Bogdan de Barbaro

*

Czy umiemy wątpić we własne myśli? Kwestionować je? Brzmi trochę ma­so­chi­stycznie, ale wcale takie nie jest. Tak naprawdę otwiera fantastyczne perspektywy: coś sobie myślisz, ale zarazem w to wątpisz, jesteś zmuszona do budowania wewnętrznych sporów, dialogów. Taki ruch myśli wzbogaca nas.
// Bogdan de Barbaro

*

[…] sens polega na szukaniu sensu. I w związku z tym nie mam obowiązku czym prędzej go znaleźć.
// Bogdan de Barbaro

*

W miarę upływu czasu nauczyłem się nie żałować przeszłości. Szybko zro­zu­mia­łem, że popełnione błędy, zamieszanie, a nawet cierpienie nimi spo­wo­do­wa­ne, zdarzały mi się, bo miały się zdarzyć, że dzięki nim do­wia­dy­wa­łem się czegoś ważnego o sobie, o ludziach i o życiu. […] Kryzys jest oka­zją do rozwoju, choć gdy trwa, tak się tego nie odczuwa.
// Wojciech Eichelberger

*

[J.D.] A co według ciebie jest warte w życiu starania?
[W.E.] Dowiedzieć się, kim naprawdę jesteśmy.
[J.D.] I kim ty jesteś, Wojtku?
[W.E.] Nie wiem. Bo kto miałby to wiedzieć?

*

„Akceptacja” to dla mnie absolutnie kluczowe słowo. Uświa­dom sobie zmiany, a potem przyjmij je. Nie walcz. […] Nie znam innego sposobu. Przyjęcie do wiadomości, że jest jak jest – to podstawa.
// Yona Teichman

*

[…] im poważniejszy jest problem, tym bardziej warto go zostawić, nie zaj­mo­wać się nim, tylko pisać haiku (jest taka metoda konsultacji biz­ne­so­wych – pisanie wierszy w najtrudniejszych sytuacjach). I żeby znaleźli w so­bie ra­dość, bo bez niej każdy się robi taki wyciśnięty, jak z tubki.
// Ryszard Praszkier

*

[…] trzeba być w kontakcie z tym, co się naprawdę dzieje do­okoła. I w sobie, i w drugim człowieku. I nie omijać tego, co trudne.
// Emanuel Berman

*

[…] zawsze jest jakiś dalszy ciąg. Że życie nie kończy się w momencie, kiedy coś strasznego się dzieje. Tylko najpierw trzeba przez to przejść. Nie tylko przez fakty, ale także przez uczucia, a zwłaszcza przez ból. Trzeba się z tym spotkać, a potem rozstać.
// Lidia Mieścicka

Justyna Dąbrowska, Zawsze jest ciąg dalszy. Rozmowy
z psychoterapeutami
, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Zmiany są kruche, a sprawy w toku. Nigdy nie wiemy, co będzie później.
// Emanuel Berman

*

Wierzę, że jakieś dobro tym wszystkim rządzi. I ja mu ufam.
// Ryszard Praszkier

piątek, listopada 12, 2021

4433. 316/365

     — nie jest kłopotem to, że czegoś nie możesz lub nie masz. pro­blem rodzi każdy moment, gdy nie czujesz, że masz wszyst­ko, cze­go potrzebujesz, by poradzić sobie z tym, co przyniosło ci Życie.

poprawiając delikatnie wielokolorowy, anty­listopadowy szal na mojej szyi, szepnęła mi świadomość.

316/365

czwartek, listopada 11, 2021

4432. Czytane przed gigantem (II)

Jeszcze ciepły trop, wydanej prawie miesiąc temu książki, podjęłam z ogromną przy­jemnością. Potrzebowałam czytania o sierści. Wiedziałam o tym po pierwszym akapicie tej opowieści o wspaniałym zwierzęciu.

Powoli trzeba przyśpieszać: myśleć, uzupełniać, wybierać, decydować, co na gi­gan­cie będzie potrzebne, niezbędne, wymagane. Logistyka wyjazdów to nie jest moja mocna strona. Potrzebuję się jednak zmieścić ze wszystkim, co potrzebne, nie­zbęd­ne i wymagane, w jednej walizce. Ta książka i wrażenia po niej zostają w ulu.

     – Wilki, jak się o nich myśli, są bardzo dzikie, a jak się je spotka, to już są dobre – powiedziała ośmioletnia Halszka, a mnie aż wbiło w fotel. Lepiej bym tego nie ujęła! Boimy się i wyolbrzymiamy to, czego nie zna­my. Po­zna­nie pomaga w oswojeniu.

*

Wilk, który odchodzi z rodzinnego domu, zwykle odchodzi na dobre.

*

Za pozbawienie życia wilka grozi nawet pięć lat odsiadki. Jak dotąd w Pol­sce skazano zaledwie pięć osób. Kara polegała na zapłaceniu grzy­wny, w żad­nym z wypadków nieprzekraczającej dziesięciu tysięcy złotych i wy­ro­ku pozbawienia wolności na nie więcej niż dwa lata w zawieszeniu. Wszyscy skazani byli myśliwymi. Dla porównania – we flandryjskiej części Belgii karę za zabicie wilka podniesiono niedawno z dwustu pięćdziesięciu tysięcy do pół miliona euro. To się nazywa: cenić dziką przyrodę.

*

     – Co mnie się w wilkach podoba? To, że są od wszystkiego wolne. I że są nomadami. Co prawda w obrębie swoich te­ry­to­riów, ale stale się przemieszczają.

*

     – Wilk nie jest w pełni wilkiem bez rodziny – powiedział filmowiec i fo­to­graf Sławek Wąsik.
     Przekonuję się, że to, poza wspomnianą przez Zenka Wojtasa wolnością, jest kwintesencją wilka.

*

[…] reintrodukowanie, czyli przywracanie naturze zwierząt tam, gdzie dużo wcześniej wyginęły, a częściej – zostały wybite przez ludzi – kiepsko się sprawdza. Zwykle wywołuje zbyt duży opór społeczny. Problemem jest nawet, kiedy nikt nie sprowadzi celowo „nieobecnych”, a same skądś przy­wędrują.

*

[…] to, co kiedyś usłyszałam od Sabiny Pierużek-No­wak: „Wataha to po prostu wilcza rodzina”. W dodatku taka, która świetnie funkcjonuje. […] Badacze celowo odchodzą od użycia słowa „wa­ta­ha” na rzecz określeń „grupa rodzinna” albo „rodzina”. Rzecz w tym, że „wataha” zapożyczona jest z języka łowieckiego, a do tego ma negatywne konotacje – dawniej oznaczała również uzbrojoną bandę rabusiów, opryszków.

*

Przekonała się [Kinga Stępniak], że psy są oportunistami, a przede wszyst­kim indywidualistami. Z kolei wilki współpracują – w dziczy muszą to ro­bić, że­by przetrwać – dlatego znacznie większy nacisk kładą na stworzenie więzi. Ich mowa ciała jest bardziej subtelna od psiej. Wystarczy de­li­kat­ne uniesienie wargi czy ruch jednego ucha i syn czy córka wiedzą, żeby do ro­dzi­ca nie podchodzić. Psy musiały się nauczyć bardziej wy­ra­zi­stych sy­gna­łów, żebyśmy my mogli zrozumieć ich przekaz.

*

Za plecami [Lecha] Serwotki wisi tabliczka ze słowami świętego Augustyna: „Dusza żywi się tym, z czego się cieszy”.

*

Kiedy widzę, w jakie przerażenie wpędzam uwięzione zwierzęta, mam ochotę stamtąd uciec. Kiedy już naprawdę źle czuję się ze swoim czło­wie­czeń­stwem, dostrzegam je. Uszy. Sterczą pomiędzy gałęziami w prawie identycznym kolorze. Dopóki wilczyca nie orientuje się, że została zau­wa­żo­na, i nie wykonuje ruchu, nie jestem nawet stuprocentowo pewna, że to ona. Dotąd tylko słyszałam, że właśnie tak to wygląda – wilk skądś nas ob­ser­wu­je i jeśli mamy szczęście, dostrzeżemy tylko jego sterczące uszy.

*

[…] dzikie zwierzęta dorośleją”. To z kolei w pewnym mo­men­cie wymaga oddzielenia od rodziców, pójścia własną drogą. Żeby nie tylko być dorosłym, ale i dojrzeć.

*

     – Wilk a pies to jak pies a… bo ja wiem? Wieloryb! W zestawieniu z psem nie ma żadnej relacji! Psa to sobie możesz „mieć”. Z wilkiem się nie roz­sta­wa­łem. Jak przychodzili do mnie goście, trochę odchodził, ale cały czas miał mnie na oku. To jest rodzina. Przebywa się razem non stop.

*

[…] Temple Grandin twierdzi, że zwierzęta widzą obrazy tego, co czują węchem. Nie od dziś przecież wiadomo, że psy, a tym bardziej wilki, patrzą nosem, a tam, gdzie my nic nie dostrzegamy, one „widzą” nawet całkiem odległą przeszłość. Na przykład nas przechodzących ścieżką, którą wę­dro­wa­li­śmy dwa tygodnie wcześniej. To nasuwa pytanie o ich odczuwanie czasu.

*

     – Ja się właśnie tego w lesie najbardziej boję – przyznaję. – Że mogę dostać taką kulą, bo chodzę po różnych chaszczach i po ciemku, a ludzie z bronią są wszędzie.
     – Wiesz, że zanim usłyszysz wystrzał, leżysz już na ziemi?

*

[…] przeliczanie wszystkiego na pieniądze i niepohamowane korzystanie z zasobów przyrody doprowadziło nas tu, gdzie jesteśmy, na urwisty skraj katastrofy klimatycznej.

*

Jego [Zenka Kruczyńskiego] zdaniem myśliwi sami nie wierzą, kiedy mó­wią, że dbają o dziką przyrodę. Interesują się najwyżej trzydziestoma ga­tun­ka­mi zwierząt. Tymi, do których wolno im strzelać, a przecież w Polsce jest około sześciuset gatunków kręgowców.
     – Nie są w stanie uzmysłowić sobie, że tymi pięciuset siedemdziesięcioma gatunkami nikt nie zarządza. Nie dokarmia, nie reguluje pogłowia, a w tych naturalnych procesach wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku.

*

Ochrona środowiska jest jak kultura, przynajmniej w kwestii niedofinansowania.

*

Według naukowczyni strach rzadko jest pochodną bezpośredniego doświadczenia, częściej uprzedzeń, a z tym bardzo ciężko walczyć. Przecież to, że boimy się pająków, nie oznacza automatycznie, że są nie­bezpieczne.

Anna Maziuk, Instynkt. O wilkach w polskich lasach,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Niektórzy nigdy nie będą cię lubić,
ponieważ twój duch irytuje ich demony.
Denzel Washington

4431. U Białego Kruka (LXXXVII)

Ostatnie, które układali razem. Nie skończyli. Odłożyli na poźniej.

Biały Kruk odważył się je odwinąć. Pogroził im, że jak przez trzy dni nic do obrazka nie dołoży, to weźmie wszystkie te puzzle i spali. Prze­stra­szy­ły się i dały się ułożyć.

Biały Kruk:
(zdjątko przysłał i napisał)
Orzeszek byłaby dumna…


fot. Biały Kruk.

4430. Nieczekariat

Saxifraga:
(cudo, a nie zdjęcie, z historią podarowała)
[…] psina kładzie się w pobliżu wron,
wrony podlatują i dziobią ją w ogon,
a ona wtedy się zrywa i je goni.
😉

Jabłoń:
(w niemym zachwycie
— psie uszy, psi ogon i ptaki —
nie pozwoli zdjęciu czekać
)


fot. Saxifraga, fragment.

4429. Święto* Kostki Brukowej

_____________
  * dawniej: Święto Niepodległości.

Dajcie Polakom rządzić,
a sami się wykończą.
Otto von Bismarck
(1815–1898)

TELEGRAM DO PRZYSZŁOŚCI:
Idzie nam świetnie. STOP. XX wiek niczego nas nie nauczył. STOP. Naziole maszerują. STOP. Nie śmieszy mnie to wcale, gdy idzie mrok. STOP.

Śmieszny to widok, jak dorośli ludzie opowiadają dorosłym ludziom bajki o Piłsudskim czy Dmowskim, o żołnierzach wyklętych czy o „na­ro­dzie jako całości”. Takie bajki mają to do siebie, że nieistotne w nich są kategorie praw­dy i kłamstwa. Mogą mieć morał, ale żeby znać morał, trzeba wie­dzieć, o co chodzi. A wiedza ta jest bajko­pi­sa­rzom obecnym niedostępna.

Marcin Król, Do nielicznego grona szczęśliwych,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018.


fot. Łukasz Błasikiewicz,
[dostęp: 11.11.2021], źródło.

murem za polskim murem!
[przeczytałam dyslektycznie, ale w punkt]

środa, listopada 10, 2021

4428. 314/365

wczoraj, w pięćdziesiątą dziewiątą rocznicę pierwszej randki. zapalił światełko na cmentarzu. powiedział mi o tym dziś.

314/365

wtorek, listopada 09, 2021

4427. Czytane przed gigantem (I)

O istnieniu tej książki dowiedziałam się w piątek. W ten sposób dowiedziałam się również o tym, że zbliża się drugi w tym roku Dzień Ojca — ruchome dla mnie i Białego Kruka święto. Klik, klik, kupić, zapłacić i czekać, by do rąk Bia­łe­go Kruka trafiła.

Drugi Dzień Ojca wypadł dziś, bo dziś Biały Kruk Ją odebrał. Rodziciel za­czy­na przyjemność, jaką zdecydowanie jest ta książka — ilustracje, historie — ja ją dziś skończyłam, bo chwilę po tym, gdy wy­sła­łam papier w stronę Małej Danii, coś mnie tknęło i klik, klik — był ibuk!

Natychmiast, nie oglądając się na ibukosknerę, zrobiłam kolejne klik, klik i miałam na czyt­ni­ku, reglamentując sobie liczbę spotykanych dziennie latarni, by star­czy­ło na jak najdłużej. Najdłużej nie trwało długo, ale za to przyjemność była ogromna.

Po głowie chodził mi pomysł, którego zaczynem były ulubione książki – poetyckie atlasy z mapami pełne zwięzłych opowieści, zdolnych ponieść Czytelników w odległe zakątki z zacisza wygodnego fotela.

*

W NIEMOŻLIWEJ ARCHITEKTURZE tych budowli tkwi piękno i dzikość. Być może dzieje się tak, ponieważ wyczuwamy, że konają. Ich blask wy­ga­sa, ich ciała kruszeją. I choć wiele z nich nadal stoi na straży, wiernych swemu powołaniu, by rozświetlać wody, za sprawą nowych technologii stają się dziś coraz bardziej zbędne. Statki nie potrzebują już ich ro­man­tycz­nej opieki; pojawili się nowi przewodnicy – satelity na orbicie, nawigacja GPS, sonary, radary – przez co zapominamy, że latarnie morskie były do­mo­stwem i miejscem pracy wielu mężczyzn i kobiet, niejednokrotnie nie­znanych.

*

Pustka odczuwana z dala od opieki bliźnich jest dla nie­któ­rych piekłem. Za to dla innych, jak dla Charlesa Bukowskiego, „odo­sob­nie­nie to dar”.

*

Pod koniec dziewiętnastego wieku umysł Szuchowa wykreował wieże, dachy, pawilony i budynki stabilne pomimo zużycia minimalnej ilości materiału. Udało mu się tchnąć życie w proste szkielety ze stalowej siatki i przeobrazić je w budowle niezwykłe, organiczne, lekkie, wyjęte spod władzy czasu.

*

OD PRZESZŁO DZIESIĘCIU LAT światło nie działa. Bez jego blasku w wie­ży zadomowiły się tysiące morskich ptaków. Upływ czasu zostawił ślady na opuszczonych obiektach: popękany tynk na ścianach, rdzę na metalowej konstrukcji, stare zniszczone silniki i potłuczone szyby w oknach. Latarnia na Aniwie osuwa się powoli do morza.

*

Projekt latarni, choć tylko pośrednio, zainspirowała obserwacja drzewa. […] Jej projektant John Smeaton sporządził szkic budowli, będąc świad­kiem niebywałej wytrzymałości starego dębu, który nie ugiął się podczas potężnej burzy.

*

To najbardziej samotna i najmniej przyjazna z argentyńskich latarni.
     […]
     STARĄ LATARNIĘ MORSKĄ ZAMIERZANO wyłączyć, jednak światło, skrupulatnie doglądane, nadal działa. Z siedziby latarników widać morze.

*

W sierpniu 2019 roku Daniela Ortiz, kapral marynarki wojennej Chile i specjalistka od łączności, została pierwszą kobietą latarnikiem w Evan­gelistas.

*

„TEN ZAWÓD WYMAGA NERWÓW ZE STALI”, ostrzegano w ogłoszeniu o naborze latarników do Grip. Samo zejście na ląd stanowiło nie lada wyczyn.

*

PRZYLĄDEK GWARDAFUY WYZNACZA SZPIC ROGU AFRYKI. W sta­ro­żytno­ści był nazywany Aromatum Promontorium (Przylądkiem Przypraw), po arabsku Ras Asir (Przylądkiem Łez), a przez średniowiecznych włoskich marynarzy – Guardafui (Patrz i uciekaj), z racji groźnych prądów oraz gęstych i niespodziewanych mgieł.

*

Ida [Lewis] nie umie żyć z dala od latarni i szybko wraca na Lime Rock. Oficjalnie posadę latarniczki otrzymuje w 1879 roku.
     „Niekiedy mgiełka, która rozbryzguje się na oknach, jest tak gęsta, że nic nie widać, czasem zaś przez wiele dni fale są tak wysokie, że żadna łódź nie odważyłaby się zbliżyć do wyspy, nawet gdybyśmy głodowali. Jestem jed­nak szczęśliwa. Na tej skale panuje spokój, którego nie sposób doświadczyć na wybrzeżu. Latem wpływają i wypływają setki statków, a za moim szczę­ściem kryje się świadomość, że to ode mnie zależy ich bezpieczeństwo”.

*

DALEJ NA POŁUDNIE NIE MA JUŻ ŚWIATŁA, tylko rozszalałe morze i ry­czą­ce czterdziestki. Następny stały ląd to dopiero Antarktyda.

[…] ostatnimi laty ogłoszono program wolontariatu dla pary, która chcia­ła­by spędzić na wyspie pół roku. Tymczasowi mieszkańcy byli zobo­wią­za­ni nadzorować wyposażenie i dokonywać pomiarów mete­o­ro­lo­gicz­nych. Na pierwszy nabór wpłynęło ponad tysiąc zgłoszeń.

*

PO ZAKOŃCZENIU PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ Francja wspiera reintegrację zawodową wielu żołnierzy, którzy zdrowiem przypłacili udział w konflikcie. Dekret z 1924 roku wyznacza listę zawodów za­revzer­wo­wa­nych dla weteranów, na której znajdują się posady listonosza oraz straż­ni­ka parków i muzeów. Urzędnicy umieszczają tam również zawód latarnika, być może zakładając, że to mało wymagająca służba.

*

KIEDY NIEDOŚWIADCZONEGO KEVINA ARSENAULTA przydzielono do obsługi latarni, o której prawie nic nie wiedział, zapytał swoich kompanów ze straży przybrzeżnej, jak wygląda tam życie. Jeden z nich zapewnił go, że dziewczyny rosną tam na drzewach. Gdyby Arsenault przeczytał coroczny raport Lighthouse Board z 1891 roku, dowiedziałby się, że na Matinicus Rock „nie ma ani jednego drzewa ani krzaka, a trawy na skale też się nie uświadczy. Powierzchnia wysepki to ledwie bezładna sterta kamieni, często smaganych i przesuwanych przez fale”.

José Luis González Macías, Światło na krańcach świata. Mały atlas latarni morskich, przeł. Patryk Gołębiowski,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021.

niedziela, listopada 07, 2021

4426. 311/365

fakt, który — dla zmniejszenia siły rażenia — często traktujemy tylko jako opinię: nie ma dla mnie ratunku.

ale, ale — nie wiadomo skąd pojawia się przewrotne i niegłupie pytanie: przed czym uratowała mnie choroba?

z czego w tym chorym świecie mogę teraz świadomie zrezygnować i cieszyć się jeszcze bardziej swoim Życiem?

311/365

4425. Z książki wyjęte… (III)

Te literki (jak tamte) wyjęłam z tej książki. Klik, klik i na samym szczycie wirtu­al­ne­go stosiku książek-wyjętych-z-innych-książek okrakiem rozsiadł się ten esej.

Esej w moim świecie dość egzotyczny, bo z historii idei. Wyma­ga­ją­cy inte­lek­tual­nie, ale też stanowiący plasterek na moje kompletne niezro­zu­mie­nie tego, co dzieje się w Polsce, w której miernota organizuje życie wszystkim obywatelom, gdzie jeden z drugim kretynem*, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności, dokonują pro­jekcji swojego skromnego potencjału umy­sło­wo-emo­cjo­nal­ne­go na innych.

___________
  * tak, tak, to bardzo grzecznie o marszałku z-bożej-łaski-terleckim (pisownia pozbawiona sza­cun­ku nieprzypadkowa).

[…] do rozmowy potrzebne jest oczywiście minimum dobrej woli, ale poza tym jako tako uporządkowane i racjonalne poglądy. Żeby roz­ma­wiać trzeba wiedzieć, o czym się rozmawia i jakie w danej kwe­stii zajmuje się stanowisko. I oczywiście nie wolno kłamać, chociaż – jak w każdych negocjacjach – elementy przesady i delikatnego szantażu są nie­uniknio­ne. Ilość jednak nie wie[,] co mówić, bo nie wie, co myśli. Nie jest to w żadnej mierze obraza, to opis rzeczywistości, której uniknąć się nie da. A w związ­ku z tym politycy reprezentujący, w swoim mniemaniu, bo in­nej legitymizacji niż mniemanie (poza zde­pra­wo­wa­ny­mi wyborami po­wszech­ny­mi) nie posiadają, nie mogą mieć choćby minimalnie spójnych poglądów. To nie jest nawet ich wina. Ich winą jest tylko to, że wy­łącz­nie z chęci czy żą­dzy władzy, decydują się na zostanie politykami.

*

Ilość nie chce słuchać, chce tylko usłyszeć jedno słowo, ostatecznie jedno krótkie zdanie.

*

Od kilkunastu, a na pewno od kilku lat, pojawiają się jednak „nowi dzicyw sferze politycznej, którzy niczego negocjować nie chcą. […] Innymi słowy, jeżeli zgodzimy się – powtarzałem to wiele razy – że w po­li­ty­ce są tylko dwa narzędzie: rozmowa i siła, to negocjacje, czyli roz­mo­wę, coraz częściej zastępuje się siłą. Siła zaś wynika z wsparcia ilości. A często wsparcie to jest wątpliwe, jednak arytmetyka wyborcza je wymusza.

*

Wulgaryzacja i – szerzej mówiąc – dewastacja języka literackiego ma poważniejsze konsekwencje dla kultury niż zwykliśmy sądzić. Nowy język, na skutek spo­wo­do­wa­nych – między innymi – przez wulgaryzację, a po­nad­to przez zatratę zdolności gramatycznych i uży­wa­nie słów bez sensu i zrozumienia, uniemożliwia wła­ści­wy odbiór dawnych dzieł sztuki, a zwłaszcza książek.

*

W zasadzie w normalnych okolicznościach – wbrew licznym auto­rom – polityka historyczna po prostu nie istnieje. W ramach wolnego spo­łe­czeń­stwa działają rozmaite grupy wielbicieli postaci historycznych czy ważnych zdarzeń, lokalnej historii lub – na przykład – historii mówionej. I znakomicie. Z polityką historyczną nie ma to nic wspól­nego. Poli­ty­ka historyczna polega na lansowaniu określonego wizerunku przeszłości dla celów teraźniejszości, czyli polega na mani­pu­lo­wa­niu przeszłością w celu na­rzu­ce­nia konkretnych wzorców i symboli, konkretnej wizji czasu minionego. Nie ma polityki historycznej bez – łagodnego lub natarczywego – forsowania jednej wizji, jednego kryterium wyboru i jed­ne­go wyobrażenia przeszłości.

*

Paradoksalnie to w sporach demokratycznych polityka historyczna zaczęła zajmować coraz poważniejsze miejsce, kiedy to poza zdobywaniem głosów na naj­bliż­sze wybory postanowiono stworzyć stabilny elektorat. Polityka historyczna stała się zatem zabiegiem sto­so­wa­nym przez partie polityczne. Dodajmy, że sto­so­wa­nym tym intensywniej, im mniej te partie mają do zaoferowania w realnych dziedzinach życia.

*

Przebywanie w świecie równoległym wymaga obe­cno­ści także w świecie ilości. Więc, jak wszyscy, reaguję na kłamstwo, głupotę, ale i na wielkość. Nie obwiniam świata ilości o to, że mi utrudnia życie lub czyni je nie­znoś­nym. I co by to dało? Jestem przecież częścią tego świata. Nie jest tak, że my­śle­nie równo­le­głe ustanawia byt równoległy. Sądzić tak byłoby świa­dectwem ra­dy­ka­lne­go i zarazem utopijnego kon­ser­wa­ty­zmu. Nie jestem ani lepszy, ani bardziej sku­tecz­ny. Ze­sta­wiam tylko swoje myślenie, swoje po­czu­cie miejsca w świecie ducha. Nie mam pretensji do innych, że są gdzie indziej, dopóki mi niczego nie zakazują lub dopóki ich praktyki nie za­gra­ża­ją moim sposobom myślenia.

*

[…] wiedza ekonomiczna o świecie współczesnym opie­ra się na idei wzrostu i idei naukowości. Widzimy, jak łatwo ludzkość daje się oszukać, czy raczej podlega, bo nie winię ekonomistów, autoułudzie. We wszystkich innych przy­pad­kach, kiedy nas ktoś namawia do zgody na naukowy charakter przewidywania przyszłości, ma­my go za oszusta lub szaleńca, ewentualnie na­zy­wa­my to „futurologią”. Wzrost to nie tylko opis[,] że wzrasta, to norma – powinno wzrastać – i miara[,] ile komu wzrasta, oraz prze­po­wied­nia – będzie wzrastać.
     Oczywiście, we wszystkich tych wymiarach akce­ptu­je­my wzrost i by­li­by­śmy bez niego pozbawieni busoli. Żadna inna idea nie opanowała tak świa­ta za­cho­dnie­go. Zaczyna się od jednostki i jej manii lepszej pracy, lepszego samochodu, lepszych wakacji, lepszych dzieci, lepszego leczenia i – ge­ne­ral­nie – lepszego życia, cho­ciaż nie wiadomo, jaki miałby być sens tego życia. Na­stęp­nie idea wzrostu ogarnęła większe zgrupowania ilości, aż – ostatnio – sięga coraz częściej poza umowne granice Zachodu. Na wszystkie za­strze­że­nia – bez­ro­bo­cie, zła służba medyczna czy edukacja, niedostatki przy­jem­no­ści i rozrywki – odpowiedź jest jedna: im wzrost będzie szybszy, tym wię­cej jeszcze istniejących problemów uda się rozwiązać, a każde za­ha­mo­wa­nie wzrostu prowadzi do poczucia nie­szczęś­cia, do po­czu­cia kry­zy­su, do zmian po­li­tycz­nych i po­li­tycz­ne­go wysiłku na rzecz uratowania wzrostu.

*

Te same pytania wymagają czasem innych odpowiedzi. Banalność polega na tym, że sądzimy, iż z samego przy­zywania przeszłości cokolwiek wy­nik­nie. Nie ma europejskich wartości bez warunku, jakim jest auto­kry­ty­cyzm. A jakie będą to wartości, ba, jakie są – tego nie wiemy, bo nie myślimy rów­no­leg­le, bo banał uwiel­bia­ny przez ilość nas satysfakcjonuje. Bo się powta­rza­my. Jednak wcale tak być nie musi. I to jest nasza druga strategia – wal­czyć z bezmyślnością, banałem i brakiem filozofii, czyli zdzi­wie­nia i nie­ustan­ne­go podawania w wątpliwość. Jaka będzie jej skuteczność? Tego nie wiem, ale wiem, że tędy droga. Nic nie jest stracone.

Król Marcin, Do nielicznego grona szczęśliwych,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Zachowuję wdzięczność dla ludzi, ksią­żek, obrazów, pejzaży, dzięki którym świat wy­dawał się swo­bod­niej­szy i roz­leg­lej­szy, bliż­szy, kryjący w so­bie wiele zakątków.

*

Kończę i wychodzę z psami na spacer. […] Psy pędzą za sarną. Wiedzą przecież, jak i ja wiem, że nie dojdę do moich ho­ry­zon­tów, tak jak one jej nie dogonią. Ale pędzą zadowolone. Obym umiał brać z nich przykład.

(tamże)

sobota, listopada 06, 2021

4424. Z książki wyjęte… (II)

Z tej książki wyjęłam te rozmowy. Dawno nie miałam takiego tempa wyciągania książek z książek — to druga z trzech (pierwsza tu, trzecia tu).

Dwie poranne kawy i dużo przyjemności z czytania — o tym jest dla mnie ta książka, te rozmowy, te zatrzymane w słowach doświadczenia i chwile. A potem już tylko dwa dni, by zdecydować się na wybór cytatów.

Cytatów zaś dużo, bo dużo wspaniałych Ludzi w tej książce zabiera głos. Zabiera w mądry sposób. Muszą tu więc być.

Wie pan, ja [Małgorzata Goetz] jako dziennikarz nauczyłam się używać „słów”, znam – jak mi się wydaje – większość. Ale takiej wiązanki to nie słyszałam chyba nigdy. I myślę sobie, że blok jest komunalny, cała masa ludzi mieszka, z różnych środowisk, no ale żeby tak latem, tak głośno takie wiąchy puszczać…
     [B.S.] Ale takie soczyste czy takie banalne, trywialne?
     Ona [M.G.]: Żadne tam trywialne! Soczyste, proszę pana, wymyślne! A przede wszystkim głośne. No i nagle zdaję sobie sprawę, że ten głos świet­nie znam. I że to robi tuż za ścianą, przy otwartym oknie mój mąż, który w wię­zie­niu nauczył się… Wie pan, to jest takie ładne tłumaczenie, że w wię­zie­niu człowiek się takich soczystych fraz nauczył. A to są takie wie­lo­pię­tro­we przekleństwa.
On [Karol Modzelewski]: Bo póki człowiek nie wysapie całej złości, to jeszcze ma w głowie masę pomysłów, co by tu z siebie wyrzucić.

*

No, jakoś tak to widzę. Że owszem, jesteśmy odrębni, różni, ale to, co nas łączy – jest wspólne. Przyglądamy się temu, co między nami, chronimy to, czasem tłuczemy, a czasem sklejamy. Zawsze razem.
// Małgorzata Goetz

*

[B.S.] A jak czułość okazują sobie stare ciała?
     Ona [Małgorzata Goetz]: Już panu mówiłam. Trzeba się dotykać bez przerwy.
     On [Karol Modzelewski]: Ciało to nie jest problem. Nie prze­szka­dza w miłości.
     [B.S.] Ale się zmienia.
     On [K.M.]: Zmienia się, oczywiście. Ale co, mam płakać, że nie pojadę już na narty? Przemijanie nie boli tak bardzo, jak się może wydawać.
     [B.S.] Co się zmienia na starość?
     On [K.M.]: Człowiek mądrzejszy jest.
     [B.S.] Namiętność przemija?
     Ona [M.G.]: Dotyk na starość jest inny. Ale wie pan, to nie jest tak, że się przeskakuje z młodości w starość. Tego się nie zauważa, bo to ciągle jesteśmy my, człowiek się ciągle odrobinę zmienia.

*

[B.S.] Zastanawiam się, jak w sposób niebanalny i nie­egzal­to­wa­ny okazywać sobie czułość.
     Ona [Małgorzata Goetz]: Codziennie, w każdej moż­li­wej chwili!

*

On [Jan Kulma]: Ja siebie kocham! Bo jeśli ja nie będę siebie kochał, to już nie żyję. A Joanna [Kulmowa] siebie nie lubi. Ale jest dobrą osobą. Więc całe nasze życie polega w zasadzie na tym, że Joanna ma dobre odruchy, a ja je muszę robić.

*

On [Jan Kulma]: Kochani moi, Jo. Zawsze, gdy na horyzoncie pojawia się zło, to temu złu trzeba pokazać figę. Trzeba zawsze złu zrobić na złość.

*

Pan chciałby mówić o sprawach łóżkowych, tymczasem liczą się tylko te duchowe. Łóżko to posiada, proszę pana, każden jeden, natomiast duchowe sprawy to już nie każdy.
// Joanna Kulmowa

*

Ona [Anna Sobolewska]: Dobrą strategią jest autoironia i dystans. I zawsze jest nadzieja.
     [B.S.] No w czym?
     Ona [A.S.]:: A choćby w tym, że było się zdolnym do zniesienia po­raż­ki. Za zakrętem już kryje się coś dobrego i idziemy dalej.

*

[B.S.] Coś panią w mężu irytuje?
     On [Wojciech Jagielski]: Chyba najbardziej irytuje cię, kiedy mówię, że „wszystko będzie dobrze”.
     Ona [Grażyna Jagielska]: No tak! Nie cierpię tego. Mąż mój jest optymistą nieuleczalnym.

*

Zdarza się, że cała ta złość bierze się nie z tego, co jest rzeczywistym po­wo­dem kłótni, tylko z tego, że nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa opi­su­ją­ce­go, co czuję.
// Wojciech Jagielski

*

Cały czas staram się panu powiedzieć, że żeby człowiek cokolwiek zrobił ze swoim życiem, to musi nauczyć się nazywać swoje emocje, pragnienia i po­trze­by. Poza tym musi nauczyć się rozmawiać z partnerem. Jak to wy­glą­da? Otóż trzeba usiąść naprzeciwko siebie i wypowiedzieć najjaśniej, jak się potrafi, swoje stanowisko. Pozwolić drugiej osobie wypowiedzieć najjaśniej, jak się da, jej stanowisko. Wtedy jest szansa na kompromis.
// Grażyna Jagielska

*

Ale jeśli już tak bardzo potrzebuje pan życiowych mądrości, to moim zdaniem miłość będzie tak naprawdę potrzebą by­cia z kimś w jego najgorszych chwilach. Archaicznie brzmi, prawda?
// Grażyna Jagielska

*

Jeśli już coś mną [Ludwik Wilczyński] kierowało, to potrzeba doskonałości, przynajmniej w wyścigu ze samym sobą, piękno drogi i styl jej pokonania.
     [B.S.] W codzienności nie da się tego osiągnąć?
     Ona [Barbara Wilczyńska]: Da się!
     On [L.W.]: Ale jak?
     [B.S.] Przejmować kontrolę nad światem podczas budzenia dzieci do szko­ły, przygotowywania im śniadania, zawożenia ich na zajęcia poza­lek­cyj­ne, codziennego chodzenia do pracy…
     On [L.W.]: Te wszystkie czynności nie są niezwykłe. Natomiast to praw­da, niezwykłe jest, gdy człowiek podporządkowuje się temu codziennemu rytmowi. Myślę, że moje zmaganie się ze ścianą, kiedy mam kontrolę nad sytuacją, jest w jakimś sensie porównywalne z chwilami, w których czło­wiek odnajduje satysfakcję w codziennej krzątaninie.

*

[B.S.] A może mamy problem z patrzeniem na przemijanie?
     Ona [Elżbieta Malzahn]: To znaczy?
     [B.S.] Brzydzi nas patrzenie na to, co leży.
     Ona [E.M.]: To prawda! Natura pokazuje nam swoje różne oblicza. Jest idealną metaforą przemijania. Coś może upaść na ziemię, ale w naturze to wcale jeszcze nie oznacza, że zostało stracone.

*

[B.S.] Co to jest miłość?
     On [Antoni Gucwiński]: To trzeba pytać jakiegoś humanistę.
     [B.S.] Pytam pana! Pan jest doświadczony w miłości.
     On [A.G.]: To jest zupełnie inne zjawisko w zależności od tego, ile ma się lat.

*

Przedmioty mają w domu przynajmniej dwa znaczenia. Po pierwsze wyrażają duchowość – te najczęściej związane są ze wspomnieniami. Po drugie są naszymi marzeniami i wyobrażeniami o domu.
// Cezary Szczylik

*

Ona [Henryka Krzywonos-Strycharska]: Starzy kochankowie. Tak trzeba żyć. Nieustannie się bawić życiem. I na nic się nie oglądać.
     On [Krzysztof Strycharski]: I głaskać!
      Ona [H.K.S.]: I głaskać! Codziennie przytulać, całować kilka razy dziennie. I żyć.

Strzelczyk Błażej, Moja żona głaszcze jeże. Rozmowy małżeńskie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.
(wyróżnienie własne)

Ona [Justyna Pronobis-Szczylik]: Chłopcy. Jeśli ktoś jest silny, to nie bije na zasadzie bij zabij. Taka walka na śmierć i życie, tłuczenie talerzami, trza­ska­nie drzwiami, odwracanie się na pięcie, spirala oskarżeń i tak dalej wca­le nie dotyczą ludzi silnych!
     [B.S.] Tylko?
     Ona [J.P.Sz.]: Tylko bezsilnych!
     On [Cezary Szczylik]: Ja myślę, wie pan, że to można pokazać na przy­kła­dzie polityki.
     Ona [J.P.Sz.]: No nie.
     On [C.Sz.]: Zaraz! Nie uważasz, że istnieje tu podobieństwo? Przecież są tacy politycy, których osobowość nie zweryfikowała się w związku. Nigdy nie byli w związku albo ich związki się nie udały.
     [B.S.] No, jest ktoś taki w polityce.
     On [C.Sz.]: Prawda? I z jakiegoś powodu tacy ludzie nagle odnoszą suk­ce­sy? Są mistrzami manipulacji?
     Ona [J.P.Sz.]: Ale jaki on sukces osiągnął? Tam nie ma żadnego sukcesu.

*

Jednym z elementów dojrzałości jest umiejętność prze­wi­dy­wa­nia konsekwen­cji niszczących działań. Innymi słowy, dorosły człowiek jest zobowiązany do tego, żeby wziąć odpo­wie­dzial­ność za skutki swojego postępowania.
// Justyna Pronobis-Szczylik

(tamże)

piątek, listopada 05, 2021

4423. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#5)

Złota, polska jesień — a w zasadzie to, co po niej zostało — przed izbą przyjęć jednego z war­szaw­skich szpitali i… musiałam cyk. Konkursu pew­nie nie wygra, ale nominacja do Złotej Siekiery 2021 należy się jak psu micha. Może będzie chociaż wy­róż­nie­nie? — lobbuje kontener.

Pamiętacie akcję: Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu? Cóż, była skierowana do ludzi, nie do firm.

Obśmiałam się tylko, bo kompozycja wydała mi się zacna. Bezmyślni są wśród nas. Są wszędzie, nie tylko w rządzie. I za tę profesjonalną bez­myśl­ność biorą pieniądze.

Mało? I numer kontenera — wiesz? — jest palindromem.


Złota Siekiera 2021

czwartek, listopada 04, 2021

4422. 308/365

cel — z jednej strony niedościgniony, ale ścigany; z drugiej ten beznadziejnie oczywisty. droga — trzeci tydzień wystarczająco trudna, by mieć dość. ale towarzystwo — wspaniałe!

308/365


 & much more of James Norbury’s Art,
[dostęp: 4.11.2021].

środa, listopada 03, 2021

4421. Podwójne „po”

Z premedytacją na pierwsze „takie” dwa dni listopada nabyłam, bo nie­zabliźnio­ne jeszcze, osierocone miejsce w sobie mam. I był to strzał w dziesiątkę. Jest po, czyli 3 listopada. Jest po, czyli po książce.

Intymna. Poruszająca. I to wystarcza z nawiązką temu delikatnemu, bez­bron­ne­mu miejscu.

Wa­hać się to iść przez śro­dek, praw­dzi­wy śro­dek, nie jed­nej, lecz wie­lu li­nii.

*

[…]jak gdy­by[…] ba­da przej­ście mię­dzy dwo­ma świa­ta­mi, prze­mie­rza­jąc je, za­wsze pra­wie nie­zau­wa­żal­ny­mi kro­ka­mi, łą­czy, krą­żąc od jed­nej do dru­giej, dwie moż­li­we tra­sy, dwa spo­so­by za­pusz­cza­nia się w nie – bez sko­ków, bez dłu­gich su­sów, bez zbyt­nie­go oddalania się.

*

Wy­my­śla­nie hi­sto­rii to nie fan­ta­zjo­wa­nie. To wy­ry­wa­nie ze snów po­żyw­ki dla re­al­no­ści.

*

Sztu­kę sta­wia­nia py­tań na­zy­wa się ero­te­ty­ką. Jest to, jak do­brze wska­zu­je ety­mo­lo­gia te­go sło­wa, sztu­ka prze­ka­zy­wa­nia pra­gnie­nia wie­dzy, po­bu­dza­nia hi­sto­rii. Sztu­ka ero­ty­zo­wa­nia wer­sji.

*

Otwie­ra­my się na to, by coś się zda­rzy­ło.

*

Ci, któ­rzy pi­szą po to, by od­kryć lub zba­dać, co my­ślą – wie­dzą, że pi­sa­nie i myśl są z tej sa­mej ma­te­rii.

*

Cóż wie­my o tym, co trzy­ma nas przy ży­ciu?

*

[…] hi­sto­ria wca­le się nie koń­czy. Że otwie­ra się na coś in­ne­go. Na in­ne wa­rian­ty, in­ne nie­do­koń­cze­nia, in­ne obec­no­ści.

*

Zna­kiem sta­je się to, na co od­po­wia­da­my.

*

Wy­my­ślać hi­sto­rie, ak­tyw­nie, by prze­ka­zać – i dać od­czuć – moż­li­wo­ści do­tąd nie­do­strze­ga­ne lub prze­mil­cza­ne. Na tym po­le­ga sztu­ka prze­mian.

*

Zna­ki na­le­żą, oczy­wi­ście, do za­so­bów.

*

Bo­wiem nie cho­dzi o to, czy mó­wi praw­dę, czy nie­praw­dę, cho­dzi o zro­zu­mie­nie, co ta wy­po­wiedź po­ru­sza i ja­kie są jej skut­ki. […] To, co nie mo­gło być zro­bio­ne, da się jesz­cze zro­bić.

*

[…] roz­sz­czel­nia­nie du­szy: spo­tę­go­wa­nie zdol­no­ści od­czu­wa­nia, wy­pró­bo­wy­wa­nie róż­nych wa­rian­tów by­cia obec­nym.

*

Zresz­tą sny ja­ko śro­dek tech­nicz­ny czę­sto funk­cjo­nu­ją wła­śnie w ten spo­sób. Moż­na by o nich po­wie­dzieć, że są pod­stęp­ne: prze­ka­za­nie wia­do­mo­ści to przy­kryw­ka, gdy tym­cza­sem ich praw­dzi­wy cel to wpra­wić w ruch, wy­słać, zo­bo­wią­zać do prze­ka­za­nia, po­łą­czyć.

*

Ta­jem­ni­ca, in­spi­ra­cja, sen: trzy miej­sca, w któ­rych na­ga­bu­je się, in­da­gu­je, zmu­sza do pra­cy myśl.

Vinciane Despret, Wszystko dla naszych zmarłych.
Opowieści tych, co zostają
, przeł. Urszula Kropiwiec,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Zmar­li po­sia­da­ją nie­sa­mo­wi­tą zdol­ność po­bu­dza­nia wi­tal­no­ści. Bez nich licz­ni ży­wi spo­śród tych, któ­rzy znaj­du­ją się pod ich opie­ką, by­li­by mniej ży­wi.

*

Moż­li­wość przy­ję­cia jest wa­run­kiem da­ru.

*

Sen wy­ma­ga od te­go, kto jest je­go ad­re­sa­tem, by na­uczył się go for­mu­ło­wać ja­ko py­ta­nie, na któ­re trze­ba czyn­nie od­po­wie­dzieć: „Cze­go ode mnie chce?”. […]
     Na py­ta­nie: „Co z tym zro­bić?” Mar­cos Ma­te­os ra­dzi od­po­wie­dzieć: „No cóż, ro­bi się z te­go za­gad­kę”. […]
     Zmar­li spra­wia­ją, że śni­my. To jed­na z ulu­bio­nych form tro­ski, ja­ką ota­cza­ją ży­wych, zmu­sza­ją ich do pra­cy nad za­gad­ką, zmie­nia­ją bieg ich dzia­łań, za­chę­ca­ją do ze­rwa­nia z przy­zwy­cza­je­nia­mi, ka­żą ina­czej poj­mo­wać rze­czy.

(tamże)

4420. 307/365

w każdej chwili znaleźć szczelinę szansy. w niemożliwym wypatrzeć zarys tego, co wciąż możliwe. i koniecznie oddychać!

307/365

poniedziałek, listopada 01, 2021

4419. 305/365  //  Panna cotta (XVIII)

wdech, wydech. wdech–miłość, wydech–strach. czasem nie pozostaje nic innego, ale można dorzucić radość, wynikającą z konsekwencji zmiany rodzaju*.

305/365

___________
  * l’amore (r.m.), la paura (r.ż.).