niedziela, czerwca 07, 2015

(1353+1). Książki chorując (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytając skrzydełko Świadka, wiedziałam, że rychło przyjdzie czas na drugą książkę tego autora. Bo ten Autor. Bo zaburzenie osobowości.

Kiedy ostatni raz czytałam coś, kształtem przypominającego powieść, dotyczącego borderline’a? Pamiętam! To było dokładnie siedem lat temu. Na przełomie maja i czerwca. Gryzmoliłam wtedy po papierze aż miło. Teraz zaznaczałam elektroniczne wersy. Zmieniłam medium, ale zapał pozostał ten sam.

Ale naprawdę przetrwałaś, bo miłość jest tak potężna, że nawet niewielka jej ilość pozwala znosić najgorsze.

*

     — Chce pan powiedzieć, że nie ma żadnych różnic między kobietą a mężczyzną?
     — Nic podobnego. Chcę tylko zauważyć, że wiele rzeczy, o których mówiłaś, nie zależy od płci. Stanowczość i siła nie są cechą tylko jednej płci. Dotyczy to też inteligencji, kompetencji czy emocjonalnej stabilności.
     — Wiem tylko jedno — podjęłam, nie zważając na jego argumenty — mój ojciec prędzej dałby się zabić, niż poszedłby do psychiatry.
     — I uważasz, że to dobrze?
     — Tak, oczywiście! Niewykluczone, że pan szanuje kobiety dlatego, że sam jest pan zbyt uczuciowy. Może ojciec miał rację, kiedy mówił, że wszyscy psychiatrzy to oszuści i pedały.
     
Ale mu dokopałam, pomyślałam zadowolona z siebie.
     — A jeśli Twój ojciec tak uważał, bo bał się swoich uczuć? Zastanawiałaś się nad tym?
     — A może to pan sam siebie oszukuje?! Ojciec był silny. Nie zadręczał się swoimi problemami. Potrafił się sam pozbierać. Był mocny. Niczego się nie bał.
     — Na tyle silny, by znęcać się nad niewinnym, bezbronnym dzieckiem? — spytał łagodnie.
     — Już to słyszałam!
     — Chcę, żebyś usłyszała to raz jeszcze. Mylisz surowość i brutalność z siłą. To bardzo łatwe, wziąwszy pod uwagę to, co przeszłaś. Ale tak czy owak, jest to błąd. Nie każda stereotypowa, męska cecha jest dobra, podobnie zresztą jak nie każda kobieca.

Raczel Reiland, Uratuj mnie. Opowieść o złym życiu
i dobrym psychoterapeucie, (przeł. Krzysztof Puławski),
Media Rodzina, Poznań 2006.

***

Zakochani mają łatwiej. Nie dlatego, że świat im sprzyja, przeciwnie, albo zazdrości, albo ostentacyjnie pokazuje, jak bardzo jest znudzony szczęściem, jak mało jest ono twórcze, jakie nudne. Mają łatwiej, przez energię, która zamienia słowo „chciałbym” na „chcę”.

*

Rozmawialiśmy o normach, o tym, kto je ustanawia, jak bezpiecznie odnaleźć się w już skonstruowanym świecie, tak by mu nie ulec.

*

     — Nie przerywaj mi. Spędziliśmy cudowny weekend i tak, teraz się rozstajemy, ale nie tylko ty zostajesz sama, ja, kurwa, też! Nie tylko ja jestem tobie potrzebny, też tutaj jestem, a ty jesteś za mnie odpowiedzialna!

*

[…] potrzebna mi bezpieczna przestrzeń, w której znajdę sobie miejsce.

*

     — Stary, zajebiście, to bardzo mądra i seksowna kobieta. — Nie laska, nie materac, nie babka, nie facetka, nie dziewczyna, Michał powiedział „kobieta”, zakochał się.

Robert Rient, Chodziło o miłość,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013.

piątek, czerwca 05, 2015

1353. Książki chorując (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kilka. Kilkanaście osób. Dorosłych. Rozmowy. Poważne. Niepoważne. Dorosłe. Lub mniej. Z poobiedniej drzemki budzi się trzy– czterolatek. Genialny, oczywiście, dodać należy. Od dziesiątek lat nikt już nie robi zwykłych dzieci. Staje w drzwiach. I koniec. Śladu po dorosłych nie uświadczysz. Latorośl rządzi. Matka, która jeszcze przed chwilą dawała radę w roli kobiety, żony w mgnieniu oka przeistacza się w matko-bosko-wszystko-wiedząco wywołując u niektórych odruch wymiotny. Nie pogadasz. Już. Za podajnik do zabawek też nie chcesz robić. Jeszcze. Wychodzisz. Ewakuujesz się do świata rządzonego przez istoty dorosłe.

To jest moje doświadczenie od momentu, gdy w cieniu dorosłych siadałam, gdy do świata dorosłych aspirowałam, gdy już legalnie ten świat zamieszkiwałam. Doświadczenie z cyklu makabrycznych. Doświadczenie, które jest komplementarnych do doświadczenia Autorki, która jako Mama czwórki wchodzi do pokoju i wszyscy traktują ją jak półgłówka, czy w najlepszym razie jako osprzęt pielęgnacyjno-organizacyjny. Czytałam o Jej doświadczeniu z zapartym tchem.

O tej książce dowiedziałam się w Dniu Matki, nie mając pojęcia, jak bardzo zadba o mój dobrostan trzy dni później, gdy w pociągu relacji Kraków–Warszawa nabierać będę kolorków i temperatury.

Książka wyjątkowo ciepła, pełna miłości i… z hepiendem. Książka, która pozostawiła mnie z refleksją, że kobiety, bez względu na etykietki na plecach, nie mają łatwo. Pięknie napisała Tłumaczka w przedmowie van Laak ukazuje, jak cienka granica dzieli nas „normalnych ludzi, od osób, które często z nonszalancką swobodą szufladkujemy jako margines społeczny.

Kiedy nagle brakuje pieniędzy, wprawdzie nie można sobie pozwolić na wiele rzeczy, ale można zadbać o to, by nadal było przyjemnie.

*

Dziwne, jak bardzo człowiek staje się spokojny, gdy nie ma już nic do stracenia.

*

Jeśli chodzi o samotne matki, tolerancja wynajmujących w sprawie liczby dzieci kończy się na dwójce. Szybko się o tym przekonałam, szukając dla nas mieszkania.

*

[…] jeszcze nie przyzwyczaiłam się do naszej nowej sytuacji. A tę można by określić w skrócie tak: kobiecie bez męża albo mężczyzny ufać nie wolno.

*

Kiedy kobieta opuszcza męża, zabierając ze sobą czwórkę dzieci, sprawa jest prosta: znalazła sobie kogoś nowego. Kiedy jednak tajemniczy nieznajomy nie pojawia się przez całe tygodnie, a i w szkole niewinne dzieci nie potrafią niczego powiedzieć o nowym kochanku mamy, wówczas w głowach dorosłych, związanych ze szkołą i sąsiedztwem, powoli rodzi się myśl: ona nie ma nikogo nowego, nie, odeszła od męża, bo chce się realizować. Kosztem dzieci. No i oczywiście kosztem tkwiącego w finansowych tarapatach męża.

*

Postanowiłam od teraz przyglądać się własnym uprzedzeniom. (Nie zawsze mi się to udawało). Starałam się nikogo z góry nie osądzać i dzięki temu przeżyłam niesamowite spotkania, których nigdy nie żałowałam. Jeśli jestem w podróży i mam jakieś pytanie, zwracam się z nim do szczególnych ludzi: punków, inwalidów, otyłych, bardzo wiekowych itd. — często muszą się najpierw otrząsnąć ze zdziwienia, nim udzielą mi bardzo grzecznej i kompetentnej odpowiedzi, wskażą drogę, poinformują mnie o godzinie odjazdu pociągu lub polecą jakiś sklep. Bardzo rzadko spotyka mnie przykrość, jej można się spodziewać po normalnych ludziach.

*

     — Mamo, Nadine powiedziała, że jesteśmy żulami.
     — A to dlaczego?
     — Bo u nas wszystkie dzieci śpią w jednym pokoju i nie mamy telewizora.
     — Ach tak. A ty też tak uważasz?
     — Niee, żulerskie to jest to, że kot sąsiadów sika pod naszymi drzwiami.

*

Czymże jest materia? To niesamowite, jak szybko przedmioty tracą na znaczeniu, jeśli gra toczy się o własną egzystencję.

*

Kiedy pęka jedwabna nitka, na której wisiała nasza uprzywilejowana egzystencja, wówczas nadarzają się okazje pozwalające nam zastanowić się nad naszą dawną  p o z y c j ą  w społeczeństwie i naszym ówczesnym  z a c h o w a n i e m. Ciekawe. I frapujące.

Petra van Laak, 1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie),
(przeł. Agnieszka Piekarowicz-Tilk),
PWN, Warszawa 2013.

czwartek, czerwca 04, 2015

(1340+12). Dyplomant finiszuje

Jabłoń:
(oddelegowana do sprawdzania przecinków w Sadowniczym dyplomie
czepia się pewnego związku frazeologicznego)
Zamieniłabym »wywoływać« na »wzbudzać«,
bo wywołuje się zdjęcia, a zainteresowanie się wzbudza…

Sadownik:
(niewerbalnie prezentuje niepewność lub niezrozumienie)

Jabłoń:
(odpowiada na niedookreślony niewerbalny komunikat)
…no wiesz, inny przykład, nie wywołuje się pożądania,
pożądanie się wzbudza…

Sadownik:
(ożywia się i protestuje)
O nie, kochana, pożądanie się  w z n i e c a!

środa, czerwca 03, 2015

1351. Perełka w dłoniach

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Droga między sypialnią a łazienką jest drogą, na której często znajduję perły: pomysł na rozwiązanie jakiegoś problemu; słowo najwłaściwsze; uczucie zagubione; ideę, wartą nie tylko pomyślenia. Szłam wczoraj rano. Myłam ręce i dopadła mnie konkluzja, że świat, w którym żyjemy, nie jest światem dla ludzi. I kropka. Bo.

*

Osobiście, we własnym życiu dawno, dawno temu stanęłam przed dylematem: mieć dzieci czy mieć siebie. Wybrałam. Nigdy nie żałowałam.

*

Problemem nie jest dokonanie własnego wyboru — pomyślałam wczoraj i to było novum. Bo. absolutną  c h u j o z ą  — dotarło do mnie — jest to, że tak wiele kobiet żyło, żyje lub będzie żyło w świecie, który  bez pardonu stawia je przed praktycznym rozwiązaniem tego wielowymiarowego dylematu, rozwiązania tu i teraz. I kropka. Bo tak.

Wieczorem wracaliśmy z teatru. Teodora z wypitą do połowy flaszką syropu i paczkami chusteczek w swym brzuszku, Sadownik i ja. Podzieliłam się mym odkryciem z Miłością mego Życia. Bycie pragnącą odkrywać nowe światy kobietą nigdy nie było, nie jest i nie będzie łatwe w żadnym kraju — powiedział i ścisnął mocniej moją dłoń.

(fot. źródło)

wtorek, czerwca 02, 2015

1350. Animusy

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
Ty naprawdę jesteś chora!

Jabłoń:
?¿?

Sadownik:
Ostatni wpis na blogu jest z 26 maja!

Jabłoń:
(ledwo zipie)

*

Gardło. Kaszel. Katar. Przyusza. Przesyt czucia różnych części ciała. Syropek. Chusteczki. Kaszel. Katar. Temperatura. Pan Doktor, do którego Sadownik Jabłoń za uszy zawlekł, powiedział, że nic jej nie jest. To nic powoduje rzecz magiczną. Gdy choruję, tracę nie tylko smak, opuszcza mnie zupełnie poczucie humoru — wszystko biorę literalnie i śmiertelnie poważnie. Wczoraj było najbeznadziejniej… Sadownik wychodząc rano na godzinkę powiedział pa, a ja byłam pewna, że wyjeżdża i wróci dopiero za dwa dni. Popłakałam się z bezsilności.

*

Sadownik:
Jesteś gorsza niż facet, jak chorujesz!

Jabłoń:
Niestety.

(1348+1). Odreagowywanie

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zanim przyszedł chory piątek, odreagowywałam wtorek. Na żadnej z „moich” książek skupić się nie mogłam. Otworzyłam w kundlu książkę, którą Smok łyknął jednym zianiem ognia, a i Gepardzica sprawnie dziabnęła swoim zębem.

Błyskotliwa książka, dobrze skrojona diagnoza społeczno-mentalna Polaka. Płacze się ze śmiechu, by na końcu tego śmiechu spotkać odrobinę smutku nad polską paranoją. Końcówka książki cuci z młodego polskiego kapitalistycznego snu, pokazując jak kruche jest wszystko w naszym życiu.

Tu jest równocześnie postęp gospodarczy i krach cywilizacyjny. Dlatego ten kraj jest taki fascynujący. […] Albo pomniki. Popatrz, na przykład, na te pomniki rzeźby Jana Pawła II. Mamy tutaj — wyjął komórkę — zbiór zdjęć tych najpiękniejszych. Zawsze robię, jak zobaczę. Potem pokazuję kolegom w Niemczech. I, wyobraź sobie, nie są w stanie pojąć, że zaraz obok ich kraju, jednak jednego z najbardziej rozwiniętych na ziemi, jest państwo, które praktykuje tak prymitywny totemizm.

*

Polska, kraj, który nigdy siebie nie zaakceptuje, ale nie dlatego, że ma takie wysokie wymagania, tylko dlatego, że nie jest tym, kim chciałby być, czyli każdym normalnym krajem. Każdym innym. Kraj, którego obywatele albo z niego szydzą i go nienawidzą, albo wzbudzają w sobie chorą do niego obsesję i na niego chorują — a tak w żadnym normalnym kraju nie ma.

*

Powiesz — przypadek nie będzie określał mnie jako człowieka — i będziesz miał do tego prawo. Powiesz — nie będę uczestniczył w waszej idiotycznej i dziecinnej zabawie w polskość, w jakąkolwiek inność, w rosyjskość, litewskość, niemieckość, zasraność, samodiablość — i do tego też będziesz miał prawo, ba, będziesz miało święte prawo.

*

Jechałeś przez to państwo, ten dziwny kraj, wmawiając sobie, że leży w środku Europy, najlepiej na kilku środkach Europy jednocześnie, wymierzający i oznaczający u siebie te środku Europy, na ścianach swoich sklepów z odzieżą na wagę, na swoich wycioranych trawnikach, ale doskonale wiedzący, że to tylko zaklinanie rzeczywistości, o, jak dobrze to wiedzący. Bo choć nie współtworzył tej kulturowej specyfiki, która sprawiła, że świat musiał uznać Europę za osobny kontynent, to zawsze lubił tupać nogą i wrzeszczeć jak rozwydrzony bachor, że jest w środku, i że jest najważniejszy, a gdy świat tego nie zauważał, obrażał się i wściekał — był przez to coraz bardziej obcy.

Ziemowit Szczerek, Siódemka,
Korporacja Ha!art, Kraków 2014.

wtorek, maja 26, 2015

1348. Ręce do ziemi po wielokroć

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czekałam na tę książkę. Doczekałam się. Nie tylko jej, ale również nowego Prezydenta i starego sejmu, który nie zajmie się związkami partnerskimi. Dwóch osłów, rządzący i opozycyjny, w radiu błysnęło pustką we łbie. Nie ma na nią lekarstwa, żadne zdrowaśki czy różaniec nie pomogą.

A książka? Po niej uznałam, że świadkowie Jehowy mają znamiona sekty. Po dzisiejszym dniu, znów pomyślałam, że katolicyzm w wydaniu polskim ma znamiona zarazy. Twoja wiara jest dla mnie jak najbardziej ok, dopóki nie upierasz się, że ja muszę tak jak ty, że całe społeczeństwo też musi, że to naturalne lub że działało przez tysiąclecia.

Istnieje nieformalna lista książek zakazanych, do których należy ta, którą właśnie czytasz, wszelkie publikacje wypowiadające się negatywnie na temat świadków Jehowy oraz te napisane przez byłych wyznawców.

*

Nagle jest to zupełnie oczywiste, śmieję się z absurdalności poczucia braku. Zanim zacznie mi brakować miłości, pieniędzy, uznania, sławy, seksu, uwagi, spokoju, odsłania się przestrzeń, trwa to krótko, jak okamgnienie, choć przestrzeń jest tam zawsze. A w niej miejsce na podjęcie decyzji, jak się mam czuć z brakiem czegokolwiek. Wtedy mogę zdecydować się na rzeczywistość, zaakceptować ją jako kompletną i jedyną, lub dołożyć smutek, zmartwienie, żądzę, zazdrość, przygnębienie, namiętność, by poczuć się źle.

*

Ostatecznie to, kim jestem dla ciebie, nie jest tym, kim jestem.

*

Świadkowie Jehowy nie chcą rozmawiać. Nie po to pukają do obcych drzwi. Przyszli nawracać. Nie są zainteresowani innym od własnego sposobem myślenia, oni znają prawdę.

*

[…] już rozumiem, że jestem homoseksualistą od momentu, w którym heteroseksualiści staja się heteroseksualni. I przestaję walczyć, na zawsze.

*

Nie kłamię, nie obnoszę się, bliscy wiedzą, na Paradzie Równości byłem. Wszyscy wiedzieć nie muszą. Dziennikarz powinien być obiektywny.
     Wiem o kilkudziesięciu, że się ukrywają — kilkunastu znam osobiście, aktorka, aktorzy, muzyk, wokalistka, dramaturg, reżyser, reżyserka, dziennikarki, dziennikarze, tancerz, choreograf, recenzent, pisarze, prezenterzy. Niemożliwe, żeby po ich wyjściu z szafy nie doszło w Polsce do realnej zmiany.

*

Ślepi na piękno — ślepymi na dobro. Proszę uprzejmie nie dyktować mi fragmentów życia. Nie dyktować!

*

Nieważne, jak będzie ciężko, nieważne, że będziesz wątpił, nieważne, że większość się odwróci — być może nie zrozumie. Ważne, że Ty przejdziesz przez to i dotrzesz tam, gdzie zawsze na Ciebie czekano, i wtedy okaże się, po co przyszedłeś. Po co w ogóle ruszałeś się z miejsca. Będziesz zadowolony! Ja też. Zwyczajnie. Innego wyjścia nie ma.

*

W Nowym Testamencie wszystkie trzy wzmianki (Rz 1:27; 1 Kor 6:9; 1 Tm 1:10) dotyczące homoseksualizmu pochodzą od jednego człowieka, apostoła Pawła. W Liście do Rzymian nazywa praktyki homoseksualne hańbą, taką samą, jaką są długie włosy u mężczyzny i krótkie u kobiety, taką samą jak kłótnia, zazdrość, złośliwość, oszczerstwo, bałwochwalstwo, złodziejstwo, podstęp, nieposłuszeństwo rodzicom. Według Pawła wszyscy, którzy tak czynią, zasługują na śmierć, wszyscy my.

*

Gdy się mówi: Kocham Cię, wróżki rosną.

Robert Rient, Świadek,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.

poniedziałek, maja 25, 2015

1347. fantazja wyborcza

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Cisza wyborcza za nami.

Mogę już pochwalić się pomysłem, na który wczoraj wpadłam i próbowałam wdrożyć w życie. Otóż, złożyłam Sadownikowi propozycję, by zagłosował inaczej niż ja. Zdziwił się i zapytał:
     — Dlaczego?
     — No wiesz, mogłabym zobaczyć, jak to jest, iść do łóżka z wrogiem.

Propozycję „mą” Sadownik odrzucił w trybie wyborczym.

sobota, maja 23, 2015

1346.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

słowa. przyszły do mnie w czasie dzisiejszych zajęć. zapisałam. choć miały się nijak do tego, co działo się wokół mnie. uśmiechnęłam się do siebie. uśmiechnęłam się do tych słów. bo przyszła odpowiedź, której nie mogłam namierzyć od wielu dni. odpowiedź, na którą czekałam. odpowiedź, która jest dla mnie wyzwaniem, drogowskazem, dużym zadaniem, ale i potrzebą serca.

piątek, maja 22, 2015

1345. Prawda nad prawdami

Sadownik & Jabłoń:
(w objęciach kuchennych, gdy w garnuszkach
grzeją się
Pani Soczewica i Pan Ogórek)

Jabłoń:
(z miłością)
Jesteś szajbus, wiesz?

Sadownik:
A który nieszajbus by z tobą wytrzymał?

Jabłoń:
(z dumą)
Żaden!!!

(1343+1). Ślad po literkach

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O tej książce napisać nic nie umiem. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa.

Jak powiadał Nietzsche: „Jeśli potrafimy odpowiedzieć życiu «dlaczego», to idziemy przed siebie, nie zważając na wszelkie «jak»”.

*

Nauczyć się żyć tu i teraz. Oto czego nauczyłam się o raku — pokazuje ci bliski koniec, po czym wypluwa cię z powrotem do świata, do codziennego życia z wszystkimi jego radościami i przyjemnościami, których doświadczasz teraz o wiele mocniej niż przedtem. Wiesz, że coś ci odebrano i coś dostałeś w zamian.

*

[…] jest coś jeszcze: czasami wydaje mi się, że tęsknię za życiem, którego nie przeżyłam. Po prostu mi żal.
     […]
     — Czego ci żal, Ellie?
     — Chyba żal mi, że nie byłam wystarczająco odważna.

*

Rezygnacja z nadziei na lepszą przeszłość to mocna koncepcja.

*

Tak, tak, jak wiesz, moja rodzina na zewnątrz wygląda bardzo dobrze, ale wewnątrz… wewnątrz jest tyle bólu.

*

— Czasem sobie myślę, że terapeuci przywiązują za dużą wagę do relacji międzyludzkich. Świat się na tym nie kończy. Ja nie mam ochoty stykać się z innymi ludźmi. Doskonale się bez nich obchodzę. Niektórzy po prostu lubią samotność.
     — Dobrze mówisz. Ja właśnie uważam, że relacje są najważniejsze. Wszyscy jesteśmy w nich zanurzeni i funkcjonujemy lepiej, jeśli łączą nas z ludźmi ożywcze, intymne więzi.

Irvin D. Yalom, Istoty ulotne,
(przeł. Paweł Luboński),
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

1343. Nie lękajcie się czy co?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Odłożyłam . W praskim życiu rzuciłam się na świeżego Yaloma. Wiedziałam o tej publikacji kilka miesięcy wcześniej. Czekałam. Gdy ukazała się w papierze, czekałam na wersję elektroniczną. Doczekałam się.

Poniższy fragment mnie powalił i przemienił. Procedurę kontrolną w me życie wprowadził: czy robię coś, bo chcę, czy może dlatego, że należy, trzeba lub by czegoś uniknąć?

Pomyślało mi się, że są pytania, z których zadawania nie warto się zwalniać.

Nic cię nie pociąga za sobą, przeciwnie, jesteś popychany przez pewną wewnętrzną siłę, która zmierza do ucieczki przed lękiem i ryzykiem.

1342. Orientacyjno-miłosny patchwork

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jest Osoba, którą spotkałam na swojej drodze, choć nigdy nie znaleźliśmy się w tym samym punkcie czasoprzestrzeni. Ta Osoba. Niebywale świętująca swoją kobiecość. Z każdym Jej słowem rósł mój podziw dla kobiecości. Budziło się we mnie nieznane pragnienie świętowania własnej kobiecości. W ten sposób ta Osoba stała się moją Nauczycielką.

*

Przypomniało mi się, jak rok temu byliśmy całym Stadem w parku. Heniutka węszyła w trawie, a my rozmawialiśmy o tym, że orientacja seksualna jest niczym los na loterii — nie można jej sobie wybrać i przez całe życie jest się albo w większości — z wszystkimi związanymi z tym przywilejami — albo w mniejszości z wszystkimi trudnościami dotyczącymi nie tylko materialnego świata. Wyobraź sobie — zaproponowałam Sadownikowi — że ten świat urządzony jest inaczej, to my heterycy jesteśmy w mniejszości. Kobiety kochają kobiety. Mężczyźni kochają mężczyzn i nikt nie wyobraża sobie niczego bardziej naturalnego. Jest wypracowany przez tysiąclecia rytuał uświęconych spotkań w celu poczęcia nowego życia. I teraz pomyśl, że jesteśmy częścią takiego świata. Jak mam wytłumaczyć, że kocham mężczyznę, przecież to nienaturalne.

*

Niedawno dyskutowaliśmy. Nie pamiętam kontekstu. Pamiętam, że Sadownik powiedział: nie wyobrażam sobie, że mógłbym się kochać z mężczyzną. No cóż — uśmiechnęłam się od ucha do ucha i odpowiedziałam — ja sobie nie tylko potrafię to wyobrazić, ale czerpię z tego ogromną przyjemność i satysfakcję.

*

Kiedyś rozmarzyłam się, że wchodzi się do sklepów z odzieżą, a tam wszystkie możliwe numery i tęgości spodni, sukienek, a każdy ciuch we wszystkich możliwych kolorach. Nie ma podziału na płeć. Pani bierze spodnie. Pan bierze kwiecistą sukienkę. Idziesz po ulicy i… co najwyżej widzisz pięknego człowieka. Nie byłoby łatwo, ale fascynująco. Gdy teraz o tym piszę, przypominają mi się słowa Olgi Tokarczuk z wstępu do książki Judith Butler.

Co kryje się bowiem pod pojęciami „kobiety” i „kobiecości”? Co mieści się w tym zbiorze i co wyznacza tę cechę? I co to w ogóle znaczy „kobieta” i „mężczyzna”?
     Weźmy film
Gra pozorów Neila Jordana, w którym bohater zakochuje się w pewnej kobiecie. Nie ma co do swojego uczucia żadnych wątpliwości, podobnie jak nie ma wątpliwości, że obiekt jego uczucia jest kobietą, ponieważ  w y g l ą d a  jak kobieta. Okazuje się jednak, że to powierzchowne wrażenie jest mylne i ukochany obiekt jest raczej mężczyzną. Nasz bohater „zakochał się w kobiecie”, lecz po odkryciu, że obiekt nie jest kobietą, jego miłość nie mija.

Olga Tokarczuk, „Kobieta nie istnieje” w książce
Judith Butler, Uwikłani w płeć,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

***

Jeśli chodzi o orientację seksualną dostała mi się w tym życiu heteroseksualna karta. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi. Jeśli chodzi o orientację estetyczno-intelektualną to zdecydowanie jestem bi i… uwielbiam to. Sięgnęłam więc po tę książkę, ponieważ mam świadomość, że jestem w większości, mam w związku z tym masę przywilejów i klapki na oczach. Chciałam poznać inne perspektywy. Na raz nie dałam rady. Przeczytałam pół. Odłożyłam. Przeczytałam inną. Wróciłam. Skończyłam. Było warto.

     — Tak? — uśmiecham się kokieteryjnie. — A co takiego pana fascynuje w kobietach?
     — Delikatność! — odpowiada bez namysłu. — Te słodkie fatałaszki, pończoszki… Intryguje mnie, jak się czuje człowiek ubrany w coś takiego. Jaką trzeba mieć osobowość, żeby czuć się w tym dobrze. I ja chcę mieć tę osobowość — na chwilę, na dwie. A potem bezpiecznie wrócić do swojego ciała.

*

Do Paryża przyleciałam na zaproszenie dwóch innych pań: Carli Boni i Marie-Laure Picard. Kilka dni wcześniej stały się najsłynniejszą parą we Francji. Sąd przyznał im obu równe prawa rodzicielskie do trzech dziewczynek urodzonych przez Marie-Laure. To nie lada precedens w kraju, w którym jeszcze w 1982 roku homoseksualizm był przestępstwem.

*

— Wczoraj na stołówce jeden chłopak powiedział mi: „Kocham cię tak bardzo, że zrobię dla ciebie wszystko”. A ja spojrzałam mu w oczy, o, tak głęboko — Gulietta zwęża oczy i rozchyla usta. „Naprawdę wszystko?” „Wszystko”. A ja: „To zjedz za mnie brokuły!”

*

A tu — podsuwa mi opasłą książkę historyczną — znajdziesz informację, że do XII wieku homoseksualiści mogli wychowywać dzieci. Zabroniono im tego dopiero w czasie krucjat, kiedy Kościół potrzebował pieniędzy. Bo jeśli ktoś umierał bezdzietnie, jego majątek łatwiej przejmował kler.

*

     — Ludzie mówią: jesteś gejem, to znaczy, że nie chcesz mieć dzieci. A ja zawsze chciałem — wzrusza ramionami Sebastian. Smaruje kolejną tartinkę, którą dziewczynka połyka w całości. — Ostatnia, kotku, będziesz grubaskiem. Mamy spory kłopot z Coco, bez ustanku je. Nie wiesz, co z tym zrobić?
     Ma trzydzieści siedem lat. Przystojny brunet, dyrektor personalny w dużej firmie.
     Paul, czterdzieści siedem lat, delikatnej urody, o kobiecych ruchach, jest lekarzem. W stanie wojennym woził dary do kościołów w Polsce. Ich miłość trwa już dwadzieścia lat.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Beznadziejna ucieczka przed Basią.
Reportaże seksualne
, W.A.B., Warszawa 2007.

czwartek, maja 21, 2015

1341. Stare nowe życie

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Naprawdę nie wiem, gdzie zacząć stare nowe popraskie życio-pisanie. Z dylematów wyrywają mnie zobowiązania. A gdy wracam do siebie, znów nie wiem.

Czy zacząć i zostawić kilka słów o magii lotnisk? Leciałam jakimś małym czymś, więc z płyty głównej lotniska, na którą dowieziono pasażerów autobusem. Wcześniej, czekając przy ostatniej bramce, na poziomie „0” miałam okazję po raz pierwszy obserwować: tankowanie dużego samolotu, załadunek cateringu — jaka cudna ciężaróweczka z podnoszoną do góry częścią właściwą! — wachlowanie walizkami i… wisienka na torcie: wypychanie samolotu przez bardzo sprytny pojazd, co szybę przednią i tylną miał w tym samym rozmiarze, a w środku pan kierowca dysponował obrotowym fotelem — miodzio! I popłakałam się ze wzruszenia, widząc ile osób w bardzo zorganizowany sposób krząta się przy jednym samolocie, by zwykły człowiek mógł bezpiecznie odlecieć i wylądować w innym miejscu świata.

Czy wspomnieć i zostawić parę słów o łzach? Uderzyło mnie w trakcie praskiej przygody, że gdy ludzie widzą łzy natychmiast pytają. Coś się stało? Z czymś ci pomóc? O jej, kto cię skrzywdził? Łzy… dotarło do mnie, że nie notuję bez nich dnia. Mokną mi oczy za każdym razem, gdy się wzruszam, gdy przesadzę ze śmiechem, gdy coś poruszy we mnie nieznany mi kawałek, gdy czuję wdzięczność, gdy łapię kontakt ze swoimi uczuciami, ze sobą lub z tęsknotą za sobą. A w Pradze tak właśnie było.

Czy? Tak, tak, tak! O tym na pewno — książki będą musiały poczekać. No więc, upłakałam się do łez, gdy zobaczyłam poniższe zdjęcie. Są na tym świecie koty, które mruczą: poczytaj mi, Mamo! I Mama czyta o pewnej Suni, o pewnych ludziach, o pewnej historii miłości wielu…

(fot. Nika)

wtorek, maja 19, 2015

1340. Nocka dyplomanta

Student:
(przez telefon)
Gdyby nie wczorajszy seks,
dzisiejszy wypadek i moje dobre serce,
poszedłbym dziś spać.

(mija godzina)

Student:
(po wyartykułowaniu w drzwiach słów „wydymany mąż wita żonę”)
Moja żona pójdzie spać, potłuczony Cappuccino
przytuli się do swojej żony i też pójdzie spać,
a ja… będę pisał.

Jabłoń:
(bez empatii ryknęła śmiechem)

poniedziałek, maja 18, 2015

(1336+3). Bez zdziwienia

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

już tak mam. w nowych miejscach jestem wyjątkowo czuła. na zapachy, kolory, smaki i… nuty. pierwszą melodią, którą usłyszałam, będąc pierwszy raz w Pradze, była ta. dlaczego nie byłam zdziwiona… lecz bardzo mile zaskoczona.

Falling Slowly, z filmu Once.

***

everything might be a problem or a blessing. what's your choice?

(1336+2).

do not be against yourself

(1336+1). O tym jak wcale tam nie byłam

Jabłoń:
(przy dzisiejszym śniadanku)
Będąc już w Pradze, dowiedziałam się,
że wcale mnie w niej nie będzie,
jeśli nie pójdę na most Karola.

Sadownik:
No i co, byłaś?

Jabłoń:
Byłam!

Sadownik:
A selfi masz?

Jabłoń:
Nie.

Sadownik:
To nie byłaś!

1336. Bez słów o pewnym miejscu

środa, maja 13, 2015

(1334+1). Nim (suplement)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nim. Ostatnie podrygi.

Stan wyjściowy. Kochałabym kulinarną sztukę, gdyby człowiek łaskaw był mieć naturę węża i jadł raz na miesiąc. Daję słowo, byłoby wykwitnie, pięknie podane, świątecznie za każdym razem. Niestety, pech, człowiek musi jeść codziennie. W ogólności schemat jest następujący, trzy dni daję radę. Czwartego proszę, by zabrać mnie na miasto, bo mam dość nie tylko gotowania, ale przede wszystkim myślenia o gotowaniu.

Stan obecny. Kontrola. Dwa tygodnie jesteśmy na diecie. Diecie partnerskiej. Jedna para. Dwa różne cele. Postawiłam warunek. Wszystko mi jedno, ale nie będę gotować na dwa gary. Z jednym mam sporo trudności. Pani Dietetyczka stanęła na wysokości zadania. Dała radę i… jeśli o mnie chodzi, uczyniła cud… jestem wiecznie głodna. Czyli jest dobrze — powiedziała dziś.

Będziemy długo dietować, a potem długo z diety wychodzić. W związku z tym procederem zaczęliśmy zbierać dietetyczne anegdoty. Jedną zgubiłam w niepamięci, ale dwie pamiętam. Druga całkiem świeżutka.

Sadownik:
Co robiłaś?

Jabłoń:
(uśmiecha się rozbrajającym najedzonym uśmiechem)
Byłam w lodówce!
(pożarła prawie całe opakowanie twarogu,
nie zważając na rubryczki tabelki,
w życiu by nie wpadła, że można być tak głodną
)

*

Jabłoń:
(widelcem ruch wykonała
i fragment listka sałaty
wypadł z miseczki na stół
)

Sadownik:
Kaloria ci uciekła.

Jabłoń:
(zachwycona swoim głodem)
Już ja ją dogonię!

1334. Brzuch zabieram ze sobą

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wrażenia. Zostawić tu. Nim wezmę walizkę, którą spakował mi Sadownik. Nim pojadę na lotnisko. Nim wsiądę w samolot i odlecę. Tak. Zostawić, koniecznie. A potem. Wziąć. Pojechać. Odlecieć. Nowe wrażenia zebrać. Nową siebie odkryć.

*

Nie ma tej książki w księgarniach. Na żebry w jedyne właściwe miejsce poszłam. Sadownik kliknął tu i tam, kilkanaście złotych, dwa dni i książka na biurku czekała na mnie.

Brzuch… długo można o nim mówić. Byłam ciekawa pisanych z głębi trzewi historii Evy Ensler. Ta książka, papier niestety, będzie stać obok Mitu urody. Brzuch. Wypnij! Nie krępuj się, już nie.

Jedzenie daje życie i więź z innymi ludźmi. [...] Prawdę powiedziawszy, z gotowania robi sztukę, w której ważny jest zarówno kolor, jak i czosnek. Czerwienie, żółcie i zielenie. Uwiódł mnie swoją obezwładniającą sałatką z bakłażana. Uwiódł mnie połykaniem piękna.
     Uwiódł radością życia.

*

Nigdy tego nie pojmę w taki sposób, jak byś chciała. Twój brzuch nie stanowi dla mnie problemu. Problem stanowisz ty. Nie ma cię ze mną. Ja pragnę związku z tobą, Eve. Nie zamierzam rywalizować z twoim brzuchem.

*

Może bycie doskonałym nie polega na pozbyciu się czegoś.
Może doskonałość ma coś wspólnego z życiem w rozgardiaszu,
Chwilą,
Z lodami,
Ze słabością,
Z upadkami,
Z wadami.
Może to, czego staram się pozbyć,
To najdoskonalsza część mnie.
Czyli:
Pasja,
Tłuszcz,
Wiek,
Krągłość
.
Może bycie doskonałym polega na tym,
Aby żyć pełnią wewnątrz wszystkiego.
Nasze ciało to nasza ojczyzna,
Jedyne miasto,
Jedyna wioska,
Jedyne,
Co kiedykolwiek poznamy.

Eve Ensler, Dobre ciało,
(przeł. Monika Walendowska),
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, maja 11, 2015

1333. Inteligentny Pudelek z iesbeenem

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pokolenie moich rodziców na jej książki czekało. Kilka osób z tego pokolenia lubię. Kilka szanuję. Kilka kocham. Gdy już zaopatrzyłam najbliższych w ostatni tom, usiadłam i sama go przeczytałam.

Statystyka wygląda tak. Szlag mnie trafił w kilku miejscach. Poza dwoma świetnymi fragmentami, przytoczonymi poniżej, cała reszta jest całkowicie jednorazowym zbiorem liter. Jak na mój marny gust.

Dlaczego lubią jej pisanie? — zapytałam. Pozyskałam odpowiedź. Lekko się czyta. Przypomina stare czasy, budzi własne wspomnienia z tamtego okresu. No dobrze, to już rozumiem. I to wszystko na ten temat. Zabieram te dwie sceny i „znikam” tę książkę z pamięci.

Myślę o nim, choć jeszcze go nie znam. Tak bym chciała pójść z nim na długi spacer po wiosennym deszczu. Rozumieć się bez słów, patrzeć sobie w oczy. Wracać do domu ponaglona świadomością jego tęsknoty. Słyszeć jego oddech obok mnie nocą. Poczuć jego głowę na moich kolanach i gładzić ją, gdy wieczorem czytam książkę na kanapie. Jestem gotowa na nową miłość… Chcę znowu mieć psa.

*

Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Nigdy nie będzie tak jak dziś

*

     — Mamo, to w końcu wierzysz w życie pozagrobowe?
     — Wyłącznie.
     — Jak to?
     — Bo tu i teraz jest życie pozagrobowe. Kiedy chodzimy, jemy, oddychamy, wszystko to dzieje się poza grobem. Kiedy umieramy, trafiamy do grobu, więc możemy powiedzieć, że teraz cały czas żyjemy życiem pozagrobowym.

Monika Jaruzelska. Oddech,
Czarne i Czerwone, Warszawa 2015.

1332.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

omnipotencja młodzieńcza mnie opuściła

przemijanie. dotknęło mnie w piątek, gdy Biały Kruk powiedział: w przyszłym roku jak dożyjemy. przemijanie. w sobotę trzymało mnie za gardło w swej garści. nad ranem w niedzielę miałam już pewność, że jest inaczej.

skończony mam czas. swój. skończony jest czas Orzeszka i Białego Kruka. skończony mamy czas na wszystko… ciekawe, czy choć przez chwilę będziemy przyjaciółmi? nie musimy. ale możemy.

świadomość śmiertelności pobudza apetyt, budzi odwagę.
chyba już jestem nieodwołalnie dorosła.
choć dzieckiem podszyta chcę być do końca.

(1330+1). Rozmiar szczęścia

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

30/38

*

Nie mam pojęcia, skąd w TYM Człowieku tyle wiary…

…przeżyłam czasy, gdy kupując buty wszystko sprowadzało się do wyboru jednego z dwóch modeli — tego mniej brzydkiego… przeżyję w czasach, gdy kupno dżinsów dla mnie to nie miód i orzeszki tylko wściekłość i łzy…

…nienawidzę sklepów, zakupów, nie chodzę częściej niż muszę, nigdy bez TEGO Człowieka, czyli Sadownika, żadna kobieca natura mi się nie uruchamia. W tak nakreślonych okolicznościach przyrody kur mnie opiał…

…wróciłam wczoraj wieczorem z zajęć, lekka jak piórko i przeszczęśliwa, a Sadownik oświadcza mi, że był, że pytał, że po drodze opieprzył „gupią babe w Luisie”, że nie wszystkie kobiety mają metr czterdzieści jak ona i żeby mu tu nie mówiła, że nikt takich spodni nie szyje, że on wie, że w cywilizowanych krajach spodnie mają dla kobiet nie tylko długość 40, ale nawet 42; oświadczył mi również z nieukrywaną dumą, że znalazł miejsce, gdzie mają absolutny wybryk natury, że jutro przed pracą o dziesiątej rano osobiście mnie tam za uszy dociągnie do przymierzalni…

…zaciągnął. W cywilizującym się kraju żyjemy!
     Miski z wodą dla psów na stacjach benzynowych…
     spodnie damskie w rozmiarze 30/38 sztuk raz sklep dziś miał.
     Już nie ma, bo teraz ja je mam.

niedziela, maja 10, 2015

1330. Świat się zmienia… na lepsze i już!

Wracaliśmy.
Sieć stacji paliw, na której kupujemy zawsze kawę.
Nowa stacja mile zaskoczyła nie tylko nas…

(1326+2+1). Kroki, nie tylko moje

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ufff, wybrałam. Cytaty. TA książka. TA Autorka, której nazwisko poznałam dokładnie tydzień temu. Autorka, ona sama i jej historia nie istniały w mej świadomości osiem dni temu. To pierwsza TAKA Książka!

Natychmiast chcesz podarować ją innej kobiecie, z którą łączy cię szczególna nić. Było dla mnie niezmiernie ważne, że nie przeżywam tej książki w samotności. Czytała się również gdzie indziej. We wspólnocie Kobiet arcyważnych dla mnie. Wdzięczna jestem ogromnie, że są w moim życiu.

Kiedy zostaje u ciebie zdiagnozowany nowotwór, czas zmienia nagle bieg. Zaczyna szaleńczo pędzić przed siebie i jednocześnie stoi w miejscu. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Siedem miesięcy. Wrażenia. Sceny. Promienie. Tomografie.

*

[…] człowiek musi dokonać wyboru między rodziną a własną godnością.

*

Może fale porwały nasz kajak, kiedy na chwilę straciliśmy czujność i nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Może pozostaje nam już tylko wiosłować, płynąć z prądem, być przy sobie w trudnych chwilach i cieszyć się, jeżeli gdziekolwiek i kiedykolwiek dobijemy do brzegu. Może nie mogę dać ci nic więcej — nic z wyjątkiem tej pustki, którą gotowa jestem się dzielić.

*

Najwyraźniej istnieje coś, co przeraża mnie jeszcze bardziej niż nowotwór. To myśl, że musiałabym się zatrzymać. [...]
     — To będzie dla pani przełom. Nauczy się pani współczuć samej sobie. Nauczy się pani, jak być pacjentką. — Kiedy tego słucham, mam ochotę owinąć kroplówkę wokół jego szyi i mocno pociągnąć.

*

Wychowałam się w Ameryce — kraju, w którym wartość mają tylko marzenia, przyszłość, produkcja. Nie istnieje czas teraźniejszy. To, co jest teraz, nie znaczy nic — liczy się tylko to, co może zostać stworzone, zbudowane, lub wykorzystane z tego, co już jest. Oczywiście ta sama zasada dotyczyła także i mnie. Sama w sobie nie miałam wartości. Nie pracując, nie podejmując wysiłku, nie starając się niczego osiągnąć czy udowodnić — nie miałam ani prawa, ani powodu, żeby tu przebywać. Samo życie było nieistotne, jeżeli do niczego nie prowadziło. Jeżeli drzewo nie jest drewnem, domem, stołem, to jaka ma wartość?

*

Miłość nieustannie się rozrasta, więc potrzebuje miejsca, powietrza, ruchu, wolności. Zauważam, że kocham dużo mocniej, kiedy nie podejmuję żadnych zobowiązań dotyczących tego, w jaki sposób będę kochała.

*

Tak wiele w życiu zależy od sposobu obudowywania i nazywania rzeczy.

*

Zawsze szukałam miłości. Okazało się, że miłość nie wymaga poszukiwań.

*

[…] być może cała ta historia wcale nie jest moja.

*

Co by było, gdybyśmy w chorobie nie byli stadium czy statystyką, tylko pewnym procesem? A gdybyśmy postrzegali raka jako zdarzenie podobne do złamanego serca, zmiany pracy, pójścia do szkoły — i w podobny sposób uczące nas wielu rzeczy? Co by było, gdybyśmy zamiast być wykluczani i definiowani za pomocą jakiejś ostatecznej kategorii, byli traktowani jak osoba w trakcie przemiany mogącej wzbogacić jej duszę, otworzyć serce?

Eve Ensler, W trzewiach świata. Wspomnienia,
(przeł. Maria Zawadzka),
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

środa, maja 06, 2015

(1326+2). Krok (III)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Galliano. Bach. Siedzę. A teraz finalnie to.

O tej Autorce nie miałam pojęcia do niedzieli, ale w poniedziałek miałam tę książkę już na kundlu, a we wtorek po południu byłam po ostatniej literce.

Wszystkie akapity, rozdziały wciąż we mnie pracują. Życie, Miłość, każdy Oddech, cudem to wszystko jest — trzyma mnie w swych ramionach wrażenie poksiążkowe i pozostawia bez słów w paraliżu niemocy, by wybrać, póki co, więcej niż jeden akapit.

Jestem typem osoby, która zawsze wierzy, że znajdzie wyjście i wydostane się z tarapatów. Wszyscy robimy to, co musimy, żeby przetrwać. Cynizm. Optymizm. Obie te ścieżki wymagają ogromnej pracy.
     Musisz się okopać, żeby nie zacząć wierzyć.
     Musisz rozbudzić w sobie sarkazm.
     Gorzko wykpić i przyjmować podejrzliwie tych, którzy mają wiarę.
     Nie chodzi o to, że nie widzę otaczającego mnie świata. Nie odrzucam rzeczywistości. Nie, naprawdę ją widzę. Ale wkładam wiele pracy w to, żeby stała się inna.

Eve Ensler, W trzewiach świata. Wspomnienia,
(przeł. Maria Zawadzka), Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

(1326+1). Krok (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Galliano. Bach. Siedzę. Może teraz tu?

Ada gustuje, smakuje... muzykę, filmy, życie. A ponieważ zagustowałam w Jej guście, w poniedziałek przed snem z Sadownikiem filmowaliśmy. Przy tym filmie można odwodnić się od płaczu — jest doskonały! Osobiście do łez ze wzruszenia doprowadził mnie już sam zwiastun. Film łzawił mnie od pierwszej do ostatniej klatki. Dotknął, oj mocno dotknął.

Ostatnia miłość Pana Morgana, 2013.

Sadownik jest szczeliną w moim świecie!

1326. Krok (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdzie zacząć? Galliano. Bach. Usiąść. Trzy dni poruszenia, smakowania życia. Jak zamknąć w słowach? Jak zatrzymać, zachować od zapomnienia stan ożywienia, w który wprawia tak cudownie życie?

*

Gdzie zacząć? Może tu.

Jakiś czas temu Sadownik czytał ostatnią powieść Harnego. Na kanapie z Heniutką. Zaczyna czytać na głos fragment, przy którym kilka dni wcześniej i ja się uśmiałam:

Zaprowadziła go na pięterko. Kończyła zmieniać pościel, kiedy uznał, że nadeszła właściwa pora. Objął ją od tyłu. Wywinęła się.
     — Nie, znów źle mnie zrozumiałeś,
mon ami. Ja będę spała z Aminą. Zresztą jak zwykle. Jak każdej nocy.
Dopiero teraz poczuł, że chyba rzeczywiście wypił za dużo.
     — Słucham? Więc czyje są te dzieci?
     — Nasze.
     — Jak to: wasze?
     — No nasze. I nie patrz tak. Nie zawsze byłyśmy, jak to niektórzy mówią, takie. Tylko że faceci są do niczego. W Afryce przede wszystkim, ale i w Europie nie lepsi. Doskonale można sobie poradzić bez nich. Potrzebni są tylko do robienia dzieci. A dzieci, jak widzisz, już mamy.

Marek Harny, Dwie kochanki,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Uśmialiśmy się wtedy oboje. Bardzo serdecznie. Cieplutko wspominając Dwie Kobiety — uwielbiane przez nas — które mogłyby się pod tymi słowami podpisać obiema rękoma, i stopami chyba też.

Przypomniało mi się, że któregoś razu, gdy od Nich wracaliśmy do Przytuliska, zapytałam Sadownika w ramach pewnej zabawy wyobrażeniowej: czy gdyby miał być z jedną z Tych Kobiet, to z którą? Sadownik udzielił odpowiedzi. Nie zdziwił mnie zbyt mocno, bo ja, inaczej niż On, byłabym... z Drugą.

To wszystko stanęło mi przed oczami wczoraj, gdy przeczytałam esemesa Pierwszej:

ja jestem jednak apodyktyczna i nieżyczliwa...

Pomyślałam: nooo, to tak jak ja. Druga i Sadownik tacy nie są. I już. Ciekawe, co Druga i Sadownik odpowiednio w Pierwszej i Jabłoni kochają, bo przecież nie apodyktyczność i nieżyczliwość? Jedno jest pewne, cudownie mieć świadomość, że wokół są ludzie, którzy kochają.

niedziela, maja 03, 2015

1325. stając się (bardzo powolutku)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tak. śmak. owak. oczywiście! nie może być inaczej!
rach! ciach! bach! reagujemy. szybko. i zawsze.

a przecież smilodon nie goni. głód nie każe widzieć wszędzie mamuta. człowiek z dzidą na nas nie czyha u zbiegu ulic. jak się dobrze zastanowić. zdecydowana większość trudnych sytuacji dnia codziennego nie jest sytuacją zagrożenia życia. dlaczego tak ważne, by na nasze wyszło? po naszemu było? bez racji człowieka współczesnego niebyt pochłania niczym czarna dziura? czy co?

r a c j a  — pewien konstrukt myślowo-uczuciowy od rana nie daje mi spokoju — no więc, racja zabiera nawet najmniejszą szansę na rozwój.  r a c j a  czyni ślepym i głuchym na okazję, która próbuje dobić się do nas pod przebraniem w trudności mniejsze i większe.

*

zabij, uciekaj lub zastygnij w bezruchu — a kto nie ma preferowanej przez siebie automatycznej reakcji na trudności, niech pierwszy rzuci kamieniem.

*

rozebrawszy wszystko na czynniki pierwsze. przejrzawszy się w bagażu osobistego doświadczenia. postanowiłam zrezygnować z automatycznego reakcyjnego pilota.

a swoją drogą to bardzo ciekawe: zabijasz, uciekasz, czy zastygasz? ja zabijałam. byłam w tym dobra. nie znaczy, że zawsze skuteczna.

(źródło)

sobota, maja 02, 2015

1324.

W czwartek weszłam do Ośrodka. I?
Zaniemówiłam. I?
Fotkę szybciutko strzeliłam. I?
Dziś poprawiłam. I?
Jest. Tu.
Zachowana.

Amen.

1323. Bo masz szczęśliwy los

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Historia przyrośnięta do tej książki zaczyna się tak: dopóki brak jej w wersji elektronicznej czekamy, ale...

We wtorek wyszłam do pracy na chwilę przed dziewiątą z perspektywą kilku przerw w ciągu dnia i powrotem około dwudziestej drugiej. Heniutka w związku z szalonym rozkładem moich robótek, pojechała z Sadownikiem do Jego pracy. Wszyscy zadbani więc byliśmy. Weszłam do tramwaju, drzwi się zamknęły i zong. Myśl złapała mnie, że kundel na stole został. Trzy przerwy w ciągu dnia bez czytania, kto to słyszał!

W pierwszej przerwie do Wrzenia Świata popędziłam. Nie szkodzi, że w elektronicznej wersji jeszcze nie ma. Chwilowo i papier zachwyci — pomyślałam. — Uratowani! Nabyłam. Szczęście, choć bezcenne, czasem kosztuje trzydzieści cztery złote.

Akurat na jeden dzionek starczyło. Nie starczyło już siły, by wspomnieć o tej książce. Do dziś. Odparować musiałam. To książka, która świetnie nadaje się jako uzupełnienie Święta Pracy i magii słów: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz czy kowalem swego losu bądź. Pamiętam te czasy, lata dziewięćdziesiąte. Niestety, rzeczywistość wtedy w niektórych miejscach Polski silniejsza była od magii. Nie wiedzieć czemu, dużo więcej szczęścia miałam. Tak, to prawda, że dużo pracy włożyłam, by być tu gdzie jestem, ale ta prawda nie odpowiada na pytanie, dlaczego wygrałam szczęśliwy los. Nie jestem pewna, czy wielką przesadą będzie napisanie, że Ty też taki los masz, skoro czytasz te słowa...

Była też wartość dodana zapomnienia kundla — informacja, że na początku maja zostaną wznowione reportaże Hanny Krall, które czytałam dawno, dawno temu i żałowałam, że nie mam ich na wyciągnięcie ręki, lecz z biblioteki. Cóż, jest kilka reportaży, na które czekam w maju...

„Po komunie” w Sztynordzie żyje się, bo „żywy przecież w ziemię nie wlizie” — jak mówi Henryka Dziczek.
     „Po komunie” dotarło do ludzi, że nie mają nic własnego. Oprócz mebli i myśli. — A czasem nawet myśli wydają się obce — mówi Ewa P., która zerwała kontakty z ludźmi, bo ileż można opowiadać o biedzie?

*

Mąż Marianny, Jerzy, w listopadzie wziął ostatni zasiłek. Zdrowy, w sile wieku, rozmyśla: — A gdyby tak dać się samochodowi potrącić? Leciutko, Niemcowi na przykład. Od razu byłoby jakieś odszkodowanko, może nawet renta.

*

     — Warszawa nie jest żadnym dla nich rarytasem — przerywa milczenie. — To konieczność. Tu nie mają szans na pracę.

*

Marian ociera łzy: — Czy żałuję? Od zabierania życia jest Bóg. Ale teraz czuję się jak w niebie, bo wiem, że on już nie przyjdzie. Mogę być nawet w więzieniu, tu lepiej niż z nim w domu. Tylko w nocy zimno.

*

Maciek ma ogoloną głowę, nosi białą koszulę, czarne szelki i szeroki pas. Lekko podwija dżinsy, żeby było widać glany (ciężkie buty) z białymi sznurówkami. [...]
Słowo „nacjonalizm” w takim wydaniu to znak frustracji i przerażenia. — To taka pokraczna postać: słabość, a nie siła, lęk przed wolnością, lęk przed podjęciem osobistej odpowiedzialności za siebie, za bliskich i tym podobne — dodaje Anna Wyka [socjolog z IFiS PAN].

Irena Morawska, Było piekło, teraz będzie niebo,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.

1322. Poświątecznik majowy

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

plan. na ostatni guzik dopięty.
harmonogram. często napięty.
bo człowiek składa się głównie z wody i pracy.

plan. wziął w łeb. pięknie to zrobił. elegancko wręcz. w jego samowolce odkryłam sens głęboki, spotykając to, co stało się potem. bo człowiek składa się głównie nie tylko z wody i pracy, ale przede wszystkim z uczuć. nic nowego — wszyscy o tym wiemy — ale nie o „wiedzenie” chodzi, lecz o „czucie”.

harmonogram. nie jeden napięty do granic możliwości. do wczoraj miałam. przyjrzałam się im. korektę wprowadziłam dużą. do każdego z nich. bo składam się przede wszystkim z uczuć i wody. każdy plan ma uwzględniać naturę mą. i już.

środa, kwietnia 29, 2015

1321. Pierwszy już jest!

Jabłoń:
(wczoraj rano przed lustrem odkryła go, zachwyciła się,
ale poczekać do wieczora musiała, by niezależny ekspert...
)

Sadownik & Jabłoń:
(wieczorową porą się spotkali)

Jabłoń:
(trzyma w palcach końcówkę włosa,
pochyla głowę w kierunku Sadownika
)
Zobacz, zobacz! Powiedz mi, czy on naprawdę jest siwy?

Sadownik:
Chyba tak...

Jabłoń:
Jakie chyba... przyjrzyj się dobrze.
(bo Jabłoń bardzo na siwe włosy czeka od lat)

Sadownik:
No tak, jest, ale...
jeden skowronek wiosny nie czyni.

Jabłoń:
(w zachwycie, czekała tyle,
poczeka jeszcze trochę
)

poniedziałek, kwietnia 27, 2015

1320. Zaproszenie

tym żyję w tym tygodniu.

to trudny, ale i fascynujący temat,
niebywała płaszczyzna do spotkania i poznania,
okazja do posmakowania narzędzia psychologii procesu,
jakim jest proces grupowy.

dlaczego dla mnie to ważne? dlaczego mi na tym zależy?
BO... marzy mi się, by kobiety nie stawały przeciwko kobietom.

może znasz Kobietę, Kobiety,
które miałaby ochotę na to spotkanie?
czy możesz dać Im znać o tym wydarzeniu?

link tu:
Dwa Światy: Matek i NieMatek,
czy jeden Świat Matek i NieMatek?

1319. Odleżyna

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Odleżało się książce. Zabierałam się do niej trzy lub cztery razy, tracąc wątek i zrozumienie w okolicach 30.–40. strony.

Ale to piękna i inspirująca książka. Trzeba tylko przetrzymać początek, by wgryźć się w szkielet konstrukcji i móc zachwycić się pomysłem i dotykiem czegoś Większego, co z pomiędzy wierszy się wyłania, każdemu w innym miejscu, w zależności od wieku, nastroju czy sytuacji życiowej i doświadczeń osobistych.

Odźwierny [pies] spogląda na naszą dwójkę. Jest mędrcem. Jest wiedzą. Mówi: „Cholera, najwyższy czas”.

*

     — Czy jestem prawdziwy?
     
[...] odpowiedź została nagryzmolona czarnym atramentem. Brzmi ona: „Oczywiście, że jesteś prawdziwy — jak każda myśl i każda opowieść. Jest prawdziwa, kiedy ty w niej jesteś”.

*

     — Musisz.
     — Jest wiele sposobów, żeby to zrobić — mówi.
     — Ale tylko jeden właściwy — odpowiadam.

*

Czy biadolę?
Czy narzekam?
Nie.
To przecież wybrałem.
„Ale czy tego właśnie chcesz?” — pytam.

*

     — Ed? — Odzywa się mój przyjaciel. Wciąż w wodzie. — Chcę tylko jednego.
     — Czego, Ritchie?
     Jego odpowiedź jest krótka:
     — Chcieć.

*

[...] tkwię tu z nadzieją, że odpowiedzi po prostu przyjdą.

*

Wątpię, żebyś to zrobił, Tommy. — I czuję się z tym dobrze. Miło wyrwać się z kłamstw.

*

Tradycja może być brzydkim słowem, zwłaszcza w okolicach Bożego Narodzenia.
     Rodziny z całego świata spotykają się przy stole i radują swoim towarzystwem przez jakieś kilka minut. Przez godzinę się tolerują. Później już z trudem znoszą swoją obecność.

*

[...] chyba prawdą jest, że wielkie rzeczy to często drobiazgi, które zostały zauważone.

*

Ludzie umierają z powodu złamanych serc. Miewają ataki serca. I to serce boli najbardziej, gdy wszystko idzie w diabły.

*

Widać jej zmarszczki, ale owszem, wydaje się szczęśliwa.
     Wydaje się szczęśliwa z powodu bycia kobietą.

*

Czasem ludzie są piękni.
Nie z wyglądu.
Nie w tym, co mówią.
W tym, kim są.

*

[...] kiedy się śmieją, w ich oczach widać cały świat.

*

Nie orientuję się jeszcze, co mam tam zrobić, ale jedno wiem na pewno. To do mnie przyjdzie.

*

Mimo że wyglądam jak chodząca katastrofa, czuję się silniejszy niż kiedykolwiek.

*

     — Dlaczego ja? — pytam Boga.
     Nie odpowiada.
     Śmieję się, a gwiazdy na to patrzą.
     Dobrze jest żyć.

Markus Zusak, Posłaniec, (przeł. Anna Studniarek),
Nasza Księgarnia, Warszawa 2009.
(wyróżnienie własne)

sobota, kwietnia 25, 2015

1318. Arytmetyka serc

są rozmowy, które karmią duszę. albo dwie.
jedna dusza. druga. szczerość.
odwaga. druga dusza. pierwsza. i.
drzwi do nieskończonych możliwości.
wymacane. otwarte. przewiew. i.
uśmiech Dusz. obu.

zero plus zero równa się nieskończoność

są rozmowy, są relacje,
które karmią moją duszę.

i już. taki fart. przywilej. szczęście.

środa, kwietnia 22, 2015

1365. Lucasa

Piękność nad pięknościami. Choć nieruchoma,
widzę, jak kręci biodrami. Nazwałam ją Lucasą. Tańczącą.

Z tego co wiem, spłonęła w sobotę.

Lucasa bezpieczna zostanie tu, a ja z wdzięcznością
myślę o wspaniałych Kobietach w moim Życiu.

(fot. Lucas)

wtorek, kwietnia 21, 2015

1316. Plan na życie mam

zrozum, nie oceniaj.

zdanie. zadanie. na całe moje życie.

***

bajka o stopniowaniu:

zrozum, nie oceniaj. jeśli nie możesz, spróbuj
zrozumieć, ale nie oceniaj. jeśli wciąż nie udaje ci się
zrozumieć, spróbuj chociaż nie oceniać lub…
idź do diabła!
:)

(1312+3). Książkowy weekend

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przemknął mi tytuł filmu przed oczami. Prawie dwa tygodnie temu. Ale wtedy razem z Sadownikiem zdecydowaliśmy się na inny film, by odreagować wydarzenie, które nas napadło i wściekło niebywale. Minął tydzień.

Znów ten sam tytuł, „tą razą” w artykule. Zaintrygowana zajrzałam, przeczytałam i dowiedziałam się, że film — tak, muszę go obejrzeć — na podstawie książki. W takim razie chcę najpierw książkę — pomyślałam, kliknęłam i już.

To książka, która nie wyszła w serii Przez Rzekę, ale u mnie będzie tak otagowana, bo jest ona drugą stroną Opiekunki. Nooo, teraz mogę już iść do kina z przyjemnością i z ciekawością.

Żałowała, że nie chorowała na raka. W jednej chwili zamieniłaby Alzheimera na nowotwór. Wstyd jej było, że tak właśnie czuła i z całą pewnością targowanie się w tej kwestii było bezcelowe, jednak i tak pozwoliła sobie na te fantazje. Mając raka, mogłaby z nim walczyć. Mogłaby poddać się operacji, naświetlaniom albo chemioterapii. Istniała szansa, że może wygrać. Jej rodzina oraz społeczność uniwersytecka — wszyscy wspieraliby ją oraz uznaliby jej walkę za szlachetną. I nawet gdyby ostatecznie poległa w tym starciu, to mogłaby spojrzeć im wszystkim w oczy i pożegnać się, zanim odejdzie.
     Choroba Alzheimera była zupełnie inną bestią. Nie istniała żadna broń, którą można by ją było pokonać.

*

Być może nigdy nie będzie mi dane odzyskać tego, co straciłam, jednak mogę utrzymać to, co mam, ponieważ nadal posiadam wiele. [...] Spójrzcie nam w oczy, mówcie bezpośrednio do nas.

*

A kiedy Lydia poprosiła wszystkich, aby opisali to samo wydarzenie, każde z nich zapamiętało je nieco inaczej, pomijając niektóre fragmenty, wyolbrzymiając z kolei inne, podkreślając swój indywidualny punkt widzenia. Nawet biografie nieprzesiąknięte chorobą były narażone na luki i wypaczenia.

*

Z każdym liźnięciem rozkoszowała się przepysznym smakiem czekolady i orzechów, demonstrując nienaruszone funkcjonowanie neuronów odpowiedzialnych za doznawanie przyjemności, tych samych, które odpowiadają za odczuwanie radości z seksu czy też wypicia butelki dobrego wina. Jednak w którymś momencie zapomni, jak się je loda w wafelku, zapomni, jak się wiąże sznurowadło i jak się chodzi. W którymś momencie jej neurony przyjemności zostaną uszkodzone przez gwałtowny atak nagromadzonych amyloid i nie będzie już w stanie czerpać radości z rzeczy, które kocha. W pewnym momencie wszystkie przyjemne momenty znikną.

Lisa Genova, Motyl, (przeł. Łukasz Dunajski),
Termedia, Poznań 2014.

poniedziałek, kwietnia 20, 2015

(1312+2). Magiczny weekend

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

szczęście.
w tym samym tramwaju.
Bliżniacze Liczby.
z kundlami w dłoniach.
czytają tę samą książkę.
tak było w weekend.
pozostało marzyć o kolejnym.

Nie potrafiła rozpoznać żadnej twarzy, jednak rozpoznawała emocje oraz energię wypełniającą salę. Wszyscy byli szczęśliwi i optymistyczni, przepełnieni dumą i uczuciem ulgi. Byli gotowi i żądni nowych wyzwań, by odkrywać, tworzyć i uczyć, by stać się bohaterami własnych przygód.

*

Nie bierz niczego za pewnik, a dasz sobie radę.

*

— Tęsknię za sobą.
— Ja też za tobą bardzo tęsknię, Ali.
— Nie chciałam tego.
— Wiem.

Lisa Genova, Motyl, (przeł. Łukasz Dunajski),
Termedia, Poznań 2014.

(1312+1). Zasikany weekend

Jabłoń:
(w trakcie seminarium odkłada swój zeszyt,
idzie do toalety, mijając w korytarzu Irasa)

Iras:
Co, emocje ci się skropliły?

Jabłoń:
Noooo! :)

*

— Krótka przerwa?
— Tak, na sikundę.

niedziela, kwietnia 19, 2015

piątek, kwietnia 17, 2015

1311. Trzy ułamki sekund życia

człowiek. jako jednostka.
w perspektywie tysięcy lat. to
biodegradowalna substancja.
nie zostaje po nim nic.
absolutnie NIC.
choćby nie wiem co.

*

gdy usłyszę to, co boi się być wypowiedziane.
gdy dostrzegę to, co podobno niewidzialne.
gdy poczuję to, czego czuć w żadnym razie nie wolno.
to dla mnie ogromne COŚ.

*

SENS.
gdy robię krok u boku psa.

środa, kwietnia 15, 2015

(1308+2). Kumpela morderczyń

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Morderczynie. Skąd się wzięły w moich rękach? Katarzyna Bonda — królowa polskiego kryminału — Sadownik zachwycał się jej książką czas jakiś temu. Znane ze słyszenia było mi więc nazwisko. Bonda, morderczynie, moja miłość do reportażu i... stało się. Tyle że nim kapnęłam, doceniłam formę, walor tej książki, musiałam wyskakiwać na inne literki, by o higienę psychiczną zadbać — złapać oddech, wynurzyć się z beznadziei, w innym, lepszym(?), świecie się potaplać.

Inne literki. Może coś lekkiego, coś fikcyjnego? Przypomniało mi się, że Kaan, kobieta delikatną kreską rysowana, nie tylko lubi literki Sylwii Chutnik. I w ten sposób na własne potrzeby dwupak się utworzył. Dziś kończyłam tę drugą, co odskocznią od morderczyń była.

Nastrój. Atmosfera. Słowa w niespotykane pęczki powiązane. Sceny precyzyjnie szybkim ruchem kreślone. Przytomność. Uważność. Absurdu tropienie. Bezcenne dwuznaczności czekające na nasz uśmiech. Zdania, co pełnią rolę instrumentu, który porusza nie jedną strunę wewnątrz człowieka. To bardzo dużo jak na jedną chudą książeczkę.

Stare baby jeżdżą, zakonnice jeżdżą, a ja nie jeżdżę, bo się boję.

*

Nie wiem, co by im się miało stać, gdyby na chwilę odpuścili i dali mi możliwość konkretnej histerii na środku domu. Ze smarkami, szlochem i rozmazanym tuszem. Wiem, to nie jest komfortowe tak stać i patrzeć, ale z drugiej strony histeria to raczej gra indywidualna, nie trzeba bardzo pomagać. Gdybym tylko mogła wtedy żegnać normalnie wszystkie te ubrania.

*

Do widzenia, nie odkręcaj gazu, bo wylecisz w powietrze, nie odkręcaj wody, bo zalejesz całą kamienicę, nie pal świeczek, bo spalisz cały dom, i się nie odkrywaj, bo cię zawieje i wszyscy się będą składać na twój pogrzeb, bo ja nie mam nic, więc na mnie nie licz.

*

[...] czekała na swoje życie w nie swoim świecie.

*

Idziesz z czarnymi myślami po ulicy i coraz bardziej chcesz rzucić się pod samochód. Lecz nagle oczy dostrzegają w witrynie sklepowej nową książkę ulubionej pisarki. Przez chwilę się rozpraszasz — i już. Kierujesz swoje kroki do księgarni. Zapominasz o smutku, samobójstwie, rozpaczy. Sytuacja uratowania, umysł oddycha z ulgą. Tym razem się udało.

*

Nie wierzę już w abonament, życie kończy się zwykle nagłym zerwaniem umowy.

*

Co jednak dzieje się z naszymi słowami, jeśli nie znajdziemy dla nich odpowiedniej drogi wyjścia? Puścimy je w niebezpieczny labirynt i patrzeć będziemy, jak błądzą zatroskane między przezroczystymi ścianami naszych przyzwyczajeń i urojeń. Z nich to rodzą się przekonania ogólne, że nie wypada mówić, mówienie z góry jest niebezpieczne przez samo prowokowanie odpowiedzi.

*

Było takie podejrzenie, zrodziło się pewnej bezsennej nocy, że alfabet jest już skończony.

*

[...] ale jak człowieka natchnie chwila, to mimo wszystko szybciej wyrzuca z siebie słowa i trochę o nich nie myśli, podłącza kabel bezpośrednio do serca i nie fatyguje przy tym mózgu.

*

Właściwie nikt by się nie domyślił, że zostały za nimi wszystkie złudzenia i inne niepotrzebne uczucia.

*

Na śniadanie smarowała wszystkim chleb utyskiwaniem na rząd polski, drugie śniadanie pakowała wnuczkom z szantażem emocjonalnym, na obiad gotowała pretensje do rodziny za zmarnowane życie, a kolacja — wspólna dla wszystkich — to było wywoływanie duchów.

*

[...] modlitwy były w jidysz, którego Bóg stacjonujący w Polsce nie znał.

*

Babciu, babciu, a co to getto?
To taka agroturystyka w środku miasta. Mają tam żywe zwierzęta i przyrodę.

Sylwia Chutnik, W krainie czarów,
Znak Literanova, Kraków 2014.

wtorek, kwietnia 14, 2015

1309. Ty, ja, czyli kto?

Nie wierzę w to, że rodzimy się carte blanche.
Rodzimy się „kimś”. Tylko że kilkadziesiąt lat
zajmuje nam odkrycie, kim właściwie jesteśmy.

1308. Mordercza pozycja

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj wieczorem. Sadownik w delegacji. Bliźniacze Liczby w bliźniaczych krajach, bliźniacze kundle i...

Jabłoń:
Co czytasz teraz?

Bliźniacza Liczba:
Morderczynie!

Jabłoń:
Oooo! Ja też.

*

Skończyłam. Zdjęcia Edwarda Kaweckiego bezcenne. To książka o perspektywie. O wielu perspektywach.

Ta książka powstała, by pokazać, że nic nie jest czarno-białe, że w każdym z nas jest agresja, a bariera pomiędzy nami a bohaterami tej książki, jest płynna. Powtórzę za Philipem Zimbardo: ludzie są mozaiką dobra i zła, a zło najczęściej czynią zwyczajni ludzie.

*

[Ewa] Jak człowiek ma wyrok na karku, to ceni każdą chwilę wolności. Podobnie czują się ludzie, którzy dostają diagnozę — torak. Nie kłócą się o drobiazgi, żyją dniem dzisiejszym.

*

[Ewa] Nie, nie wybaczę sobie nigdy. Wyobraźcie sobie, że wszystko macie w zasięgu ręki i nagle w ułamku sekundy to wszystko tracicie. Pryska bańka mydlana. Dotychczasowe życie okazuje się snem.

*

[Aneta] Wtedy zrozumiałam, że wcale nie byliśmy razem, że tak naprawdę byłam sama. I on był sam. Tylko razem mieszkaliśmy. To nie była ani miłość, ani przyjaźń.

*

[Małgorzata] Pewnych rzeczy nie da się cofnąć, ani odwrócić.

*

[Irena] Zanim wyjdę na wolność, chciałam pójść tak na próbę, przynajmniej na jedną czy dwie przepustki. Żeby nie zachłysnąć się tą wolnością, żeby chociaż poczuć, jak się teraz po ulicach chodzi. Tyle lat siedziałam w zakładzie zamkniętym [...].

*

[Krystyna] Cenię wolność, choć z niej nie korzystam. Może już nie potrafię? Ale nikt nie wie, jak dobrze jest móc pójść do sklepu, kiedy się chce, kupić to, na co ma się akurat ochotę, na przykład owoce albo lody [...]. Nawet jeśli stąd nie wychodzę, bo nie mam gdzie, to wiem, że mogę to zrobić.

*

[Lidia Olejnik, dyrektor Zakładu Karnego dla kobiet w Lublińcu] Nadzieja to niezwykle ważne słowo w więzieniu.

*

[Lidia Olejnik] Każdy człowiek ma prawo popełnić w życiu błąd, zrobić źle. Ma też prawo się podnieść, naprawić swój błąd. Ale powinien mieć poczucie winy.
     — Popełniając zbrodnię, tak naprawdę one zabijają swoje dotychczasowe życie, do którego nie mają już nigdy powrotu.

*

[Lidia Olejnik] — Często powtarzam, że ludzie agresywni wobec zwierząt i dzieci, są chorzy z braku miłości.

*

[Bogdan Lach, psycholog policyjny i profiler] — Ustalmy jedną rzecz — zbrodni stricte kobiecej nie ma. Niemniej badania wykonywane na całym świecie ujawniły daleko idące różnice, jeśli chodzi o agresję kobiet i mężczyzn. Kobiety mają inne sposoby działania, inne są ich uwarunkowania sytuacyjne, motywacyjne i troszkę w innych warunkach funkcjonują.

Katarzyna Bonda, Polskie morderczynie,
Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2013.