czwartek, maja 19, 2016

1844. Harlekinek, ale inteligentny

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tę książkę wyjęłam z tej przy pomocy tych słów: Założycielka wydawnictwa, Pia Printz, zakochała się w tej powieści. Wystarczyło mi to jedno zdanie, by dodać książkę do polowań. Powieść nie jest gatunkiem, na temat którego mogę cokolwiek powiedzieć. Bo w końcu co komu do tego, co komu się podoba, co kogo zachwyca i w odmienny przyjemny stan świadomości wprawia. Z powieścią, jako gatunkiem, jest dla mnie jak z gustami — nie dyskutuję.

Zachwycił mnie pomysł na tę książkę, który znajduje odzwierciedlenie w tytule. Rozczarowało mnie, że nie mogłam poznać historii bohaterów, gdy dobiegali sześćdziesiątki czy siedemdziesiątki. Dobrze bawiłam się przy muzyce, której jest w tej książce niebywale dużo. Najważniejsze, według mnie, jest w nastrojach i wątpliwościach. No i zapłakałabym się, gdybym miała to w papierze, bo to jednak jednorazowa przygoda.

Zadzwoń albo ja zadzwonię, ale jedno z nas na pewno zadzwoni, dobra? To znaczy, to żadne zawody. Nie przegrasz, jeśli zadzwonisz pierwsza.

*

— Możemy tam wejść. To nie jest zbyt trudne. Jak myślisz? Spróbujemy? Myślisz, że dasz radę?

*

— Która godzina?
— Już dzień!

*

Temat siedzi między nimi, pośrodku pokoju, i ciągle się o niego potykają.

*

— To pogadamy później, okej?
— Odszukaj mnie.
— Albo ty odszukaj mnie.
— Albo ty mnie.
— Albo ty mnie.

David Nicholls, Jeden dzień,
przeł. Małgorzata Miłosz,
Świat Książki, Warszawa 2011.

*

M People, Don't Look Any Further, (fragm. kadru).

*

M People, Moving On Up.

środa, maja 18, 2016

(1835+5+3). Nie, dziękuję

całe życie brzydzę się wyścigami. teraz nie biegam w ogóle. może dlatego, że nigdy nie wygrałam i nie wygram. w konkurencjach na:
     największe cycki,
     najdłuższe fiuty,
     najzgrabniejsze 90-60-90,
     najszybsze samochody,
     najlepsze matki, matki w ogóle.

brzydzę się. od dziś wiem dlaczego. dać się wkręcić w jakikolwiek wyścig, to sprowadzić życie do jednego wymiaru. uświadomił mi dziś Akuszer. a mnie nawet 2D czy 3D mało interesuje. mój apetyt na Życie ma dużo, dużo więcej wymiarów.

ścigamy się? żartujesz?

1842. monologi

zawalone. przepieprzone.
spalone mosty.
zatrzaśnięte drzwi.
koniec. basta.
czas nie do cofnięcia.
gorzej być nie może, co?
     a ty? zawsze coś zyskujesz!
     — jak śmiesz?!
śmiem:
     zawsze coś zyskujesz!

zyskałam.

wtorek, maja 17, 2016

1841. widziane z dołu

zasłyszane.
— jaka ona jest?
grymasem twarzy poprzedził odpowiedź:
— no wiesz, taka zwykła.

wielkie pytania.
małe odpowiedzi.
że niby mało warte?

zwykłego zdrowego życia.
że niby mało chcę?

niby.

poniedziałek, maja 16, 2016

(1835+5).

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

słowa. słyszane nie raz. niby już nie ranią. śmieszą. nie przewracają już. ale jednak ranią.

i niby wiesz, jak tę ranę opatrzeć. ale boli. i niezgodę masz, że można w ciebie walić jak w bęben. i boli. i wkurwia, że można cię wykorzystać, by poczuć swą moc. no nie, kurwa mać!

leczyły mnie te kobiety. leczyły mnie te konie. skutecznie.
delikatność wymaga ochrony, nie napierdalania.

Strong Women, Wild Horses.
(Elissa Kline, 1:12)

power of the strong woman and the wild horse is inside me

1839. Peregrynacja, dzień 125. (suplement)

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zdziwiłam się, gdy odkryłam w sobotę, że noga połamała się dokładnie w połowie trzynastego roku naszego małżeństwa. Kończąc ostatnie popołudnie osiemnastego wspólnego roku, postanowiliśmy wrócić do układu starej, dobrej sypialni. Krzesło precz. Heniutkowe posłanie z powrotem na maminą stronę. Świeczniki wracają do siebie. My do siebie. Od wczoraj wieczorem świata bez kopytka w sypialni już nie ma.

niedziela, maja 15, 2016

1838. Może świat się nie kończy

można mieć wykształcenie muzyczne,
można być ubranym,
można mieć coś bardzo trudnego do opowiedzenia
     i mimo to wszystko wygrać.
niesamowicie budujące.

Jamala, 1944.

(1831+6). Rocznicowo

Sadownik & Jabłoń:
(uroczystym obiadem świętują miłosną „osiemnastkę”)

Jabłoń:
O rany, z nikim wcześniej tak długo nie byłam!

1836. Peregrynacja, dzień 125.

noski. sztuk pięć.

*

Jabłoń:
(pokazuje to zdjęcie Sadownikowi)

Sadownik:
Kochanie, nudne już się robią te twoje portrety!

1835. Matkom dedykując

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tak. ominie mnie to, co w twoim życiu najważniejsze.
ciebie ominie to, co w moim życiu najważniejsze.
i co z tego?

*

wracałam do domu…

piątek, maja 13, 2016

(1829+5). Dojrzała na tyle, by dojrzeć

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Poetka. Jest moją Przyjaciółką. Pisze do szuflady, ale czasem Jej wiersze mają taką moc, że same bezkompromisowo przepychają się łokciami do świata. Uwielbiam te chwile.

Poezja — test na inteligencję niezdany w żadnej z obowiązkowych szkół, które mnie przechowywały. Test, do którego nawet nie próbowałam podejść przez kolejnych kilkadziesiąt lat, bo po co? W tym życiu nie muszę już nic!

Poetka. Inna. Ma swój rozdział w Rozmowach. Zachwyciła mnie sobą, swą myślą i perspektywą tak bardzo, że zaryzykowałam.

Dziś w nocy dojrzałam. Na swój własny sposób. Zachwycił mnie brak znaków interpunkcyjnych. Zachwyciły mnie słowa w rządki ułożone, które brzydzą się jednoznacznością. Czuj i bądź, reszta bez znaczenia. A znaki interpunkcyjne? Wstaw, które chcesz, gdzie chcesz, czuj się wolny w interpretacji.

Nie myślę, że moje życie było nieudane, czy szczególnie bolesne. Było bardzo dużo nieszczęść, ale przyjmuję to w sposób naturalny. Mam bardzo pozytywny stosunek do życia i jakbym odchodziła, to z poczuciem wdzięczności za istnienie, za możność skorzystania ze świata, bo wiele pięknego mnie spotkało. Spotkałam ludzi, którzy byli mi bliscy i życzliwi. To wielki skarb. Doceniam to.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.

*

TO CO SIĘ DZIEJE już wcześniej się działo
w myślach i w ciemnych znakach nocnych
[…]
Ale wyławiamy chwile szczęśliwe
Wszak należy nam się jakaś nagroda
za zbrodnie jakich dokonuje na nas czas

*

zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały

*

Radości proste życie proste
dane nam były od zarania
więc skąd to samobójcze poczucie winy
które jak grzech pierworodny
jest nie do naprawienia

*

najlepiej iść z tobą na ugodę
nieśmiertelna samotności

*

gdybyś wiedział do kogo mówisz
może mówiłbyś inaczej

Julia Hartwig, Zapisane,
Wydawnictwo a5, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

1833. Peregrynacja, dzień 123.

majowy deszcz.
drzewne łzy szczęścia.
łzy spełnienia.

stałam. mokłam.
zachwycona.
niebem na ziemi.

1832. Trup z szafy

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dobrze, niedobrze. super, beznadziejnie. wspaniale, „a w chuj z tym“.

dziecięcy paradygmat — dychotomia dobrze/źle. w dzieciństwie ratuje życie. kształtuje kręgosłup moralno-etyczny i system wartości. ale. dziecięcy paradygmat przeniesiony w dorosłość — automatycznie, wyjątkowo łatwo, całkiem nieświadomie — staje się dziecinny. to pułapka.

złe, zły. zła jest tylko przemoc wobec ciała, ducha i umysłu. wszystko inne jest ciekawe.

zajęło mi to. kilka lat pracy nad sobą.

*

czwartek, maja 12, 2016

1831. Bardzo miłośnie

Jabłoń:
(z trzewi hamaka)
Kocham Cię.

Sadownik:
(zmienia głosik na romantyczno-uwodzący)
Powiedz mi, jak mnie kochasz?

Jabłoń:
(troszkę się ociąga, bo to nie ta chwila)
Przymierzam się…

Sadownik:
(zmienia ton głosu i podpowiada kwestię)
Kocham Cię miłością pełnoletnią.

Jabłoń:
To za trzy dni.

*

— Powiedz mi, jak mnie kochasz.
— Powiem.
— Więc?
Kocham cię
[…].
[…]
— I gdy śpisz. I gdy pracujesz […].

Konstanty Ildefons Gałczyński, Rozmowa liryczna.

(1829+1). Cebulowo

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Cebula. W moim rodzinnym domu robiło się z niej syrop dla dzieci. Pyszny!

Cebula. Chciałam, by miała swój własny wpis. Dlaczego?
„Bez dlaczego” — jak mawiał Marek Edelman.

[…] musiałam się wycofać, wyciszyć, odejść z domu, nawet porobić błędy, aby się odnaleźć, żeby się podnieść inną osobą.

*

Kultura ciągle rozważała przeszłość wojenną, taką Kantorowską, traumatyczną, z umarłymi, wojenną. Więc my upominaliśmy się o własną tożsamość, o radość, o życie, no i o ciało, zawłaszczone jako towar przez media i kapitalizm, które transformuje wszystkie możliwości — jest narzędziem, wehikułem i pamięcią. Zaczęłam robić fotografie wszystkich kobiet ze swojej rodziny nakładając na siebie kolejne, odsłaniające starzenie się — pokazując, że skóra, czyli ciało-które-widać, a nie maszyneria ukryta, jest pamięcią czasu, ale też że się zmienia, co kultura chce ukryć.

*

Śmierć jest brakiem wyboru, podczas gdy całe życie jest możliwością zrobienia lub nie zrobienia czegoś. Póki żyjesz, zawsze możesz wybierać, od drobnostek po ważne rzeczy. A kiedy wyboru nie ma — nie ma życia. Brak wolności jest śmiercią.

*

Pamięć związana jest z brakiem. Sztuka pozwala pytać.

*

Na wystawie „Siedmiu ojców” kataloguję i analizuję swoje relacje ze starszymi mężczyznami, którzy pełnili lub mieli pełnić kulturowo, czy życiowo, czy zwyczajowo role ojców — łącznie z moim ojcem biologicznym, z teściami i z tymi, którzy deklarowali, że chcą mnie zaadoptować. To też wizualizacja pozycji w dyskusji o związkach partnerskich i reakcja na pytanie: „Ilu można mieć ojców?”. Na pniach z jednego wielkiego dębu pociętego na siedem kawałków umieściłam siedem malutkich rzeźb ojców wykonanych z pamięci.

*

W konserwatywnej kulturze zwraca się uwagę na to, że to rodzice kształtują dzieci. Zwłaszcza podkreśla się rolę kobiety tylko wtedy, kiedy jest matką. A tymczasem w swojej rzeźbie wizualizuję, że to my, dzieci, następne pokolenie, w pewnym momencie kształtujemy naszych rodziców, stają się materią w naszych rękach, i jeżeli nie stworzymy pamięci o nich, choćby idąc na grób, to jakby tych ludzi nie było.

*

[…] pamięć to dla mnie kategoria teraźniejszości i przyszłości.

*

Przez całe życie nie można było zostawić skrawka cebuli, bo mama powtarzała, że cebula ratuje życie, jest najważniejsza. Cebula była zawsze i na wszystko. Na każdą chorobę, na smutki. W moim domu była po prostu adoracja cebuli.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

(fragm. kadru z filmu Zuzanna Janin — Siedem tańców, wystawa)

1829. Nieprzegapiona

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kaan wspomniała o książce. W gugla wbiłam. Premierę ma na początku czerwca. Poczekam.

Nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła okiem na inne książki tego wydawnictwa. I proszę! Przykro byłoby tę książkę przegapić.

To nie jest książka o tych, co odeszli. W każdym razie nie tylko.
To nie jest książka o tych, co zostali. W każdym razie nie tylko.
To książka o głębokim procesie dojrzewania. Przede wszystkim o tym.

Nigdy nie skarżyłam się na samotność, bo w niej najwięcej mogłam zrobić.

*

[…] to był pierwszy człowiek, który mi potwierdził, że to, co mówię i co myślę, jest prawdą, że miałam dom, miałam rodzinę. Sama przestawałam już w to wierzyć. Myślałam, że to mi się uroiło.

*

Jestem bardzo wdzięczna za bardzo wiele doświadczeń, które ludzie uważają za naturalne, a ja uważam za przywilej, za dobro. Wdzięczność pomaga żyć.

*

[R. G.] Jakie to uczucie?
     Takie do ryczenia.

*

Niby wiemy, że rodzice kiedyś umrą, a jednocześnie wydaje się nam, że nigdy nie umrą.

*

Rysiek miał taką ładną dewizę: życie bez pasji jest wegetacją.

*

Staszek siedział przy mnie. Wtedy powiedziałam, kim jestem. Uznałam, że skoro wojna się skończyła, mogę mu wreszcie powiedzieć o sobie. I wtedy on tak pięknie powiedział, nigdy tego nie zapomnę: „Niezależnie od tego, kim jesteś, chcę, żebyś została ze mną całe życie, nie tylko kiedy jesteś młoda i piękna, ale też jak będziesz stara i niedołężna”. I tak było. Spędziliśmy ze sobą całe życie. Długo nikt poza nim nie wiedział.

*

[R. G.] Mówisz czasem do swojej mamy?
     Mówię. I nawet nie wiem, do której. Myślę, że obie nade mną czuwają. Bo jakie tam mogą mieć ważniejsze sprawy?

*

[R. G.] Klucz do domu był talizmanem?
     Zawsze, jak już się spakował, pytał: „A gdzie są moje klucze? Muszę mieć klucze, żebym wiedział, że mam dokąd wrócić”. Brał klucze, a ja byłam spokojna. Zakładał, że wróci. Chciał wrócić.

*

Nie lubiła być kurą domową. W Ameryce, kiedy wychodziłem do pracy, często zostawała w domu. Miała jakieś irracjonalne poczucie, że powinna być przykładną gospodynią i będzie na mnie czekać z obiadem. A ponieważ chciała być bardzo gospodarna, to jeździła gdzieś na drugi koniec miasta kupić pietruszkę tańszą o centa. Uważała, że gospodyni tak powinna i nie dała sobie tego wybić z głowy. Dla mnie to było bez sensu. Próbowała nawet gotować, ale ponieważ tutaj talentu nie miała, odetchnęła z ulgą, kiedy powiedziałem: „Teresa, ty lepiej nie gotuj, bo jakieś nieszczęście może się z tego wyniknąć”. Uszanowała ten pogląd.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

środa, maja 11, 2016

(1825+3). Wklęsło-wypukłe złudzenie optyczne

nie daje mi spokoju. jedno zdjęcie. ale
wrażenia mam — tylko ja? — dwa różne.

1827. O gustach czytelniczych

Pan Ciasteczko:
(zaorany pracowniczo czwarty dzień)

Jabłoń:
(nie dzwoni, bo telefoniczne połączenia
wzmagają jej tęsknotę
)

Pan Ciasteczko:
(wciąż bardzo zaorany)

Jabłoń:
(pozwoliła sobie na poczet konta Sadownika
kupić książkę na portalu aukcyjnym
)

(po kilku godzinach dzwoni ze śmiechem w głosie)
Sadownik:
Chciałem się tylko dowiedzieć,
czy dobrą książkę kupiłem?

Sadownik & Jabłoń:
(ustalili, że nikt się nie włamał Sadownikowi na konto)

Jabłoń:
(śmiała się bardzo głośno, gdy usłyszała, jak Sadownik to ustalił,
sprawdził tytuł i wszystko było dla Niego jasne…
tylko Drzewko mogło tej książki szukać
)

Książka w podróży do Przytuliska:

1826. Wytrych?

co budzi się we mnie dziś?

*

Maria Anto, Park.

wtorek, maja 10, 2016

1825. Peregrynacja, dzień 120.

piękność
spotkana na przystanku tramwajowym.

dwa kulawe istnienia
przeglądały się w sobie
niczym w lustrze.

1824. Bez numerka w ICD-10

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

nabyty strach, lęk przed odrzuceniem, wyśmianiem. kiedy łapiemy to schorzenie, co trzyma nas potem przez dziesiątki lat w garści? głupie pytanie. kiedy pojawia się refleksja, jak bardzo przypadłość ta determinuje nasze myślenie i wybory? równie głupie pytanie.

leczenie. brak tabletek, syropu czy szybkiej procedury medycznej. wychodzi się z tego latami. powoli. czasem trzy kroki do przodu i cztery do tyłu. gdzieś w pół drogi do zdrowia odkrywasz, że sam odrzucasz i wyśmiewasz, nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie.

ale przychodzi dzień, bardzo magiczny dzień, gdy otwierasz się na odrzucenie i wyśmianie. i?

i nie dzieje się nic złego. piękne!

fragment pracy Urszuli Gawron.

*

to, co wyśmiewane, jest czymś ważnym, nawet jeśli społecznie jest passé. może być czymś ponadczasowym, a z pewnością czymś wykraczającym poza aktualną chwilę. jest Darem. jest tym, czego potrzebujemy jak powietrza.

poniedziałek, maja 09, 2016

(1822+1). Góra najważniejszych rzeczy w życiu

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O ludziach gór, jeśli już, czyta Sadownik. Ja gór nie rozumiem, więc to swoje osobiste nierozumienie pogłębiam programowym nieczytaniem. No ale Hugo-Bader kiedyś tam. Pamiętam burzę po Jego książce — mało mnie obchodziła, ja z tej książki wzięłam, co chciałam. W marcu, w nowościach pojawiła się inna, kobieca, perspektywa. Niestety, tylko w papierze i, co gorsza, w twardej oprawie — czyli nie dla mnie. Niedawno ukazała się również w ibuku, hip, hip, hura. I?

I warto. Są góry, ale nie ma ich zbyt wiele. Są ludzie gór, ale przede wszystkim jest życie, świadomość i ludzkie serca. Jest w tej książce śmierć, ale miłości i sensu jest dużo, dużo więcej.

W tej znojnej wędrówce noga za nogą, w tym skupianiu się, gdzie postawić stopę, oglądaniu się za siebie, by sprawdzić, jak daleko zaszliśmy, przy jednoczesnym patrzeniu przed siebie, na cel, który chcemy osiągnąć — w tym jest cała prawda o życiu.
     […] Dylemat „Dojdę czy nie dojdę?” nie jest aksjomatem. Bo jeśli nie dojdę, nic się nie stanie. W razie czego zawrócę. Jak nie teraz, to może uda mi się innym razem.

*

[…] poszukiwanie siebie to najbardziej ekscytująca wyprawa. Ekspedycja, którą nie można się znudzić.

*

W rozmowie z Edwardem Miszczakiem Berbeka powiedział: „Pomoc tej drugiej osobie nie polega na tym, że ja mam wziąć partnera i go znieść, bo fizycznie bym nie był chyba w stanie tego zrobić. Ale samo bycie, uczestniczenie w tym, że ta osoba słabsza nie zostanie sama”.

*

Krzysztof Wielicki zawsze powtarza, że himalaizm jest nie w mięśniach, tylko w głowie.

*

Codzienność bowiem to wyjątkowo twarda przeciwniczka, wytrzymała jak tur i niezwykle konsekwentna. Nie odpuści ani na milimetr, ani na chwilę.

*

[…] „nie teraz” nie znaczyło „nigdy”.

*

To było coś niezwykłego. Ksiądz, my dwie i Rebe leżący pod ołtarzem — tyle dusz chwaliło Pana na Wiktorówkach tego pięknego wtorkowego dnia.
     Atmosfera była tak domowa, że labrador zupełnie się zapominał i co rusz bezczelnie chrapał. Ksiądz Marcin pomiędzy jednym a drugim nabożnym tekstem upominał psa: „Rebe, nie chrap!” i jakby nigdy nic wracał do przerwanej kwestii.
     Nie ominął żadnej części nabożeństwa. Dwie duszyczki musiały więc wysłuchać kazania, które okazało się mądrą przyjacielską rozmową. Nie padały banały typu: „Czas leczy rany”.

*

Przebywanie ze sobą, a nie zagadywanie rzeczywistości, tak wyglądało życie z nim — mówi Ewa.

*

To co? Wysiadamy? Tu? Czy jeszcze kawałek?

Beata Sabała-Zielińska, Jak wysoko sięga miłość?
Życie po Broad Peak. Rozmowa z Ewą Berbeką
,
Prószyński Media, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

niedziela, maja 08, 2016

1822. W drodze na osobiste Kilimandżaro, dzień 118.

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Żółtodziobów opornych odmeldować przeczytanie. Zachować od niepamięci najfajniejsze z nich zdania. Trzeba, pomyślałam, gdy przeczytałam poniższy fragment, który precyzyjnie podaje przepis na moją peregrynacyjną drogę. No cóż, moje małe, w jednej z dzielnic europejskiej stolicy umieszczone, Kilimandżaro zdobywam. POLE, POLE!

Ale uwaga, na Kilimandżaro trzeba śpieszyć się powoli, i to jest największy paradoks tego miejsca. To wyjątkowo przewrotna góra i tubylcy doskonale ją znają, na każdym kroku ostrzegają turystów. Na terenie parku co kilka metrów rozwieszone są tablice z napisem „POLE, POLE”.
     — Myślałam, że to może nazwa jakiejś doliny albo miejsca, które można przegapić — śmieje się Ewa. — „POLE, POLE” rzucało się w oczy niczym billboardy w centrach naszych miast. Okazało się tymczasem, że to nic innego jak: „POMAŁU, POMAŁU”. Ostrzeżenie, rada i wskazówka w jednym. Najkrótsza na świecie recepta na zdobycie Kilimandżaro.

Beata Sabała-Zielińska, Jak wysoko sięga miłość?
Życie po Broad Peak. Rozmowa z Ewą Berbeką
,
Prószyński Media, Warszawa 2016.

(1810+11). Konsumpcja jednego słowa

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wszystko zaczęło się we wtorek od jednego słowa. W środę zrealizowałam daną sobie obietnicę zaspokojenia podstawowej ciekawości. W czwartek było po wszystkim. Tylko jak się przyznać do tej książki? Dla opornych, dla upartych głupio być może, dla niedowiarków, że to ma jakikolwiek sens. Czyli dla mnie, chcącej stanąć na skraju rzeki dobrze znanej Panu Ciasteczko.

Książszczyna, broszurka jak mawia Brr. Prościutka, chudziutka — na więcej na pierwszy raz nie dałabym się namówić nawet sobie. Chwilami handlowy urzyg. Należy się prześlizgnąć. Trochę sztuki manipulacji. Należy przymknąć oko. A wszystko po to, by znaleźć jedno, dwa, a może kilka zdań, które zmieniają percepcję. Można tam też znaleźć echa myślenia zachodu i wschodu, o których czytało się tu z zachwytem. Najbardziej zachwycają… pytania!

Oczywiście, że moje pojmowanie tej książki jest głęboko terapeutyczne — może nawet paragony czytałabym w ten sposób. Dyskusje z Sadownikiem podgrzewały atmosferę niejednego posiłku, bo choć oboje o tym samym, to jednak zasadniczo innym językiem mówiliśmy. Nie, nie, nie, to nie tak — mówił. A ja wolę myśleć o tym tak, tak i tak. Pozostaliśmy przy swoich perspektywach, ale pozostaliśmy z zachwytem, że inna też jest możliwa.

Zawsze pytaj „dlaczego” i „dlaczego nie?”. Przyszłość należy do tych, którzy pytają. Przyszłość należy do tych, którzy z pewnością siebie i odwagą pytają o to, czego chcą, a potem powtarzają pytanie i nigdy nie przestają pytać.

*

[…] pewnego dnia zapytałem doświadczonego handlowca, jak radzi sobie z nieustającymi odmowami. Ten podzielił się ze mną magicznymi słowami: „Odmowa nie jest skierowana do ciebie osobiście”.
     Nie traktuj odmów osobiście. Gdy ktoś w trakcie negocjacji na twoją prośbę odpowiada „nie”, nie wyraża tym samym osobistej opinii o tobie ani cię nie ocenia. Mówiąc „nie”, nie stwierdza, czy jesteś dobrą , czy złą osobą. Twój kontrahent po prostu wyraża swoją biznesową opinię o ofercie. Ta opinia nie ma nic wspólnego z tobą. Dlatego nie powinieneś traktować jej
osobiście.

*

Wybór oznacza wolność.

*

W kulturze zachodniej podpisanie umowy oznacza zakończenie dyskusji bądź negocjacji. Natomiast w kulturze chińskiej oznacza to rozpoczęcie negocjacji i dyskusji.
     Zgodnie z chińską mentalnością w umowie zapisywane jest to wszystko, co jest do pomyślenia i przewidzenia. Jednocześnie strony umowy mają świadomość, że w okresie jej ważności pojawią się nowe informacje, a sytuacja może ulec zmianie. W efekcie konieczne może okazać się renegocjowanie umowy, przy zachowaniu zasad sprawiedliwości i godziwego traktowania obu stron.

*

Zadaj sobie pytanie: „No i co z tego?”.

*

[…] celem negocjacji jest „osiągnięcie takiego porozumienia, że potrzeby wszystkich stron zostają zaspokojone w takim stopniu, że każda ze stron ma wewnętrzną motywację, aby dotrzymać zobowiązań i gotowa jest ponownie zaangażować się w negocjacje i transakcje z tym samym partnerem”.

*

Źródłem każdego niepowodzenia są błędne założenia.

*

W realnym życiu największe sukcesy w negocjowaniu osiągają ci, którzy postępują uczciwie, prostolinijnie, bezpośrednio i szczerze, kierują się jasno określonym celem, który chcą osiągnąć, i zaangażowani są w osiągnięcie porozumienia korzystnego dla obu stron.

Brian Tracy, Negocjowanie, przeł. Marek Rostowski,
MT Biznes, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

piątek, maja 06, 2016

(1818+2).

każdy ruch jest leczący

dosłownie i w przenośni.

(1818+1). Peregrynacja, dzień 116.

Biały Kruk:
(telefonicznie)
Jak dziś?

Jabłoń:
(wydłubana z nędznego czasu)
Dobrze.

Biały Kruk:
Co to za szkolna odpowiedź?
„Jak w szkole? Dobrze.”
Trochę detali!
Uprawdopodobnij tę historię!

Jabłoń:
(upłakała się jak norka)

1818. Wyimek z osobistego kodeksu drogowego

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W zakresie siebie mam pewne doświadczenie. Jeśli wpadam w dół. Jeśli ląduję w czarnej dupie. Jeśli bezsilność i bezradność zabierają mnie do siebie na zbyt długo, nie podając kawy i ciasteczek ani razu. To. Nie dzieje się nic szczególnego, choć koniec świata. To tylko wielki ostrzegawczy znak drogowy: za szybko, za dużo, zbyt na-ten-tychmiast.

W zakresie siebie mam pewne doświadczenie. I nie zawaham się go użyć. Tędy nie idź, Jabłonko. W tył zwrot. Trzydzieści sześć stopni w prawo. Powolutku…

czwartek, maja 05, 2016

1817. Manipulacja rodzinna

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mówi mi, że szkoda, że pożałuję, gdy będzie za późno, gdy on będzie dwa metry pod ziemią. Ręce opadają na rzeczowość tego typu argumentów. Manipuluje ostro — myślę. Jak mu wytłumaczyć, że nie można żałować utraty czegoś, czego się nigdy nie miało?

Bo… moja rodzina pochodzenia nie jest dla mnie optymalnym środowiskiem do życia. Nie jest nawet suboptymalnym czy quasi-optymalnym. Jest na dłuższą metę nie do zniesienia. I nie ma się co obrażać, i piekła nie trzeba urządzać. „Trza” żyć. Dobrze żyć! Póki się da.

*

A tę melodię pierwszy raz usłyszałam u Białego Kruka. Nie usłyszeć jej, to byłaby dla mnie strata. Dziwoląg ze mnie. A kto mi zabroni?

Ola Bilińska, A jingele, a mejdele.

1816. Proste, ale niełatwe

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

ja i ty* nigdy nie chcemy tego samego.

odkryłam dziś. proste. niby proste. a jak zmienia perspektywę i optykę.

___________________
* ja i ty — dwie osoby bez względu na rodzaj łączącej je relacji; dwie grupy; dwie firmy; wszelkie kombinacje wymienionych: osoba i grupa; firma i człowiek, człowiek i system rodzinny, itd.

1815. Dzień po Heniutkowych urodzinach

Sadownik:
(wychodzi z łazienki i recytuje)
Ja nigdy nie chrapię,
ja śnię o motocyklach.

Jabłoń:
(rechocze, bo wie sporo o Sadowniczym i Kudłatym chrapaniu)

Sadownik:
(że niby jak chrapie, to chrapie bardzo cichutko)
Wyobrażasz sobie, na jakich motocyklach ona [Kudłata] jeździ?

środa, maja 04, 2016

(1813+1). Jaka Matura, taka Literatura? (2016)

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po Bronnie Ware, po Jakubie Janiszewskim wiadomo było, że łatwo kolejnej książce nie będzie utrzymać się w stawce. To może zwolnię?

Nie pamiętam, w której książce padło nazwisko tej autorki. Kwestia wydawała się ciekawa na tyle, by zaryzykować beletrystycznie. To może zwolnię.

No tak. Do połowy śmiałam się co chwilę. Błyskotliwie umieszczane obok siebie słowa, które nieczęsto bywają swymi sąsiadami, frazy i zdania trafiające w punkt pewnych rzeczywistości psychicznych zachwycały mnie nieprzyzwoicie często. Od połowy już nie dało się tego czytać. Wytrwałam, licząc na dobrą puentę. Puenta była. Czy dobra, dyskutowałabym. Właściwa dla całości? Jak najbardziej: Po cokolwiek przyszliście — tego tutaj nie ma.

Istnieje, oczywiście, niemałe prawdopodobieństwo, że to „niemoje” pokolenie, „niemój” system wartości, „niemoja” fantazja i „niemoja” wrażliwość na pokusy-zakusy szybkiego świata. Może dzięki tej książce niczego nie wiem bardziej niż to, jaka jestem okropnie niedzisiejsza i „moja”.

Zaletą — tak, tak,tak! — największą tej książki stała się niewielka liczba stron — trzask-prask i po wszystkim, jak mawiał Dziadek Jacek z Rodziny Poszepszyńskich. Nigdy więcej!

Niesprawiedliwa bym była, gdybym z kronikarskiego obowiązku nie doniosła, że cytat z Susan Sontag jest. Nie mogę powiedzieć, że książka się nie starała. Może tylko ja byłam przejedzona, przebodźcowana, nierozumiejąca i nieczytająca między wierszami.

Romantyzm tej nieistniejącej relacji polegał na
nieustające krytyce.

*

Jedyna słuszna droga jest przez barierę języka.
Trzeba przestać rozumieć, by zrozumieć od nowa.

*

Nawet z nauki wypada robić sobie żarty —
na przykład będąc kobietą, pisać doktorat o tym,
że pisząc, kobieta unieważnia się jako podmiot.

*

Mówisz, że nie lubisz Warszawy.
A co, jeśli Warszawa też cię nie lubi?

*

Niektóre rzeczy robi się z odwagi.
Ale mało.
Większość ze strachu.
A resztę z bezmyślności.
A resztę bez powodu.

*

Żeby coś zrobić, trzeba to robić.
Żeby coś robić, wystarczy zacząć to robić.

*

— Umyj ręce!
— Umyłam.
— Umyj, nie przepłucz!
— Umyte.
— Przepłukane!
Po czym obie wróciły do jedzenia.
Tak potrafią rozmawiać tylko matki z córkami.
Jeśli coś nie jest zrobione, to źle.
Jeśli jest zrobione, to jest zrobione źle.
A wnioski, które z tego płyną, są żadne.

Dominika Dymińska, Danke, czyli nigdy więcej,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

1813. Matura 2016

Sadownik:
(tradycyjnie jak co roku uwielbia się emocjonować
prostactwem, „nowych” dla nas, matur polskich
)
Jakie banalne w tym roku te matury!

Jabłoń:
(uważa, że 80% nauczycieli jest do niczego
i „do niczego” to eufemizm i długo może bronić tej tezy
)
Kotku, ale ty jesteś „2.1 raza” starszy od maturzysty,
masz bagaż doświadczeń, wagon wspomnień
i torbę trudności, z którymi sobie świetnie poradziłeś.

Sadownik:
(nie ustaje w popieraniu własnej tezy)
Na każdy, na  k a ż d y!, temat napisałbym od ręki.
Tylko na temat niespełnionych marzeń Rzeckiego
musiałbym zajrzeć do książki.

Jabłoń:
(mająca w dupie wszystkie lektury licealne,
które były do dupy już za jej czasów)
To akurat łatwe: nie ożenił się!

Sadownik:
(z ostrym niedowierzaniem)
On miał takie marzenie?

Jabłoń:
No, gdyby był kobietą w tamtych czasach,
musiałby takie mieć.

*

Matura 2016

1812. Peregrynacja, dzień 114.

Sadownik:
Nikt nie mówił, że
będzie łatwo, miło i przyjemnie.

Jabłoń:
Ale czy musi być chujowo?

wtorek, maja 03, 2016

1811. Z Tam do Tu

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tam. Dziś.

Dziś. W drodze do Tu.

*

każda chwila ma swój kolor. pomyślałam.

(1807+3). Urobek wróconej

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wracaliśmy do siebie. gadaliśmy. bo my dużo ze sobą gadamy. za dwanaście dni będzie osiemnaście lat, jak gadamy. widzisz, jak siadasz do stołu, musisz wiedzieć, czego chcesz — powiedział. — to podstawa, jak w negocjacjach. zaintrygował Jabłoń Sadownik na chwilę przemieniony w Pana Ciasteczko. zaintrygował jednym słowem bardzo. szczególara!

1809. Dylemat mniejszości: co teraz czytać?

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W co włożyć oczy, gdy skończyło się książkę Bronnie Ware? A może nie wkładać wcale? Gapić się na piękno świata? Więc? No i autor ma być, nie autorka. Przerzuciłam kilka tytułów grzecznie czekających w ogonku, leżących na stosiku. Nic! A co byś chciała? Coś… Susan Sontag bym chciała… w literkach, co zachowały Jej wrażliwość i przytomność umysłu, pomieszkać chwilę zamarzyło mi się… ale wszystko przeczytane… choć to nie autor a autorka, to po Bronnie Ware… tylko Susan Sontag… i marudzi Jabłoń… i mendzi Drzewko… i czytać się jej chce… i nie pamiętam siebie takiej. I przypomniała się książka, o której wiedziałam od momentu, gdy się ukazała trzy lata temu. Przepchnęła się ciut łokciami, bo ile można czekać. I proszę, strzał w dziesiątkę! A w środku nawet słowa Susan Sontag, niczym na zamówienie. I tylko ni cholery nie wiem, dlaczego nie zajrzałam do tej książki wcześniej — jest i wspaniała, i piękna, i straszna, i prawdziwa, niestety.

Marzy mi się, żeby HIV znormalniał. Żeby był traktowany tak jak niedoczynność nerek albo tarczycy. To jest choroba i to smutne. Na pewno. Ale to bierzmo moralne czyni wszystko nieznośnym. Sprawia, że mówienie o tym kosztuje tak wiele.
     W Polsce „HIV” jest naprawdę bardzo, bardzo ciężkim słowem.

*

Pytasz, czy powinniśmy dbać o ludzi, z którymi spędzamy tylko jedną noc, parę godzin. Tak. Bardzo. To, że o siebie nawzajem dbamy, czyni nas ludźmi. Jesteśmy tu wszyscy, siedzimy tu teraz — ty i ja — bo ktoś o nas kiedyś dbał. Bez tego skończylibyśmy na śmietniku lub w beczce z kiszoną kapustą.
     To najcenniejsze, co mamy. Troska o innych ludzi.

*

Chciałbym, żebyśmy jako ludzie bardziej dbali o siebie nawzajem. Jako ludzkość. Żebyśmy nie patrzyli na siebie jak na słupki sprzedaży leków albo badań, które mają przynieść określone rezultaty.

*

Norma jest zawsze mniej spektakularna niż wyobrażone zagrożenie. Powiązanie niebezpieczeństwa z bliżej niesprecyzowanym „innym” pozwala zachować porządek świata. Zaraza zawsze jest na zewnątrz. Poddaje się naszym racjonalizacjom, przypuszczeniom lub wierze.

*

Lekarze zachowują się, jakby nigdy nie mieli być pacjentami. To największa zagadka.

*

Pytanie o skuteczną prewencję coraz wyraźniej splata się z dylematami tożsamościowymi. Kto potrzebuje seksu i jakiego? Co w ten sposób zaspokaja, które z potrzeb? Jeśli seks nie służy budowaniu więzi — to czemu służy? Czy aktywności seksualne można dzielić na dobre i złe? Czas unikania odpowiedzi odchodzi w przeszłość. Można odrzucić te dylematy, odłożyć je ad acta, ale przecież wrócą. Jak bumerang.

*

Kto ma hifa? Ludzie, którzy biorą narkotyki, na potęgę uprawiają seks lub pechowo znaleźli się w nieodpowiednim czasie z nieodpowiednią osobą. Kto potrzebuje hifa? Specjaliści zatrudnieni w poważnych instytucjach, zawodowi zbawiacze świata, dobrodzieje od pastylek. Czego potrzebują ludzie zakażeni hifem? Dobrej służby zdrowia i otoczenia, które spróbuje zrozumieć zamiast uciekać. Czego potrzebują specjaliści? Zaangażowania, wielkich kampanii, specjalnych programów i wyjątkowych przedsięwzięć.

*

Rzeczywiście, w świecie polskiego hifa jest wiele tez wymagających dalszych badań, na czele z wpływami kościoła katolickiego w obrębie instytucji i organizacji zajmujących się medycyną.

*

Elizabeth Pisani, Seks, narkotyki i HIV — bądźmy racjonalni, TED.

*

     Kurwa.
     Może ja jestem zbyt pesymistyczna?
     Znasz dowcip o żabach, co wpadły do mleka?
     Pierwsza wskoczyła, pomyślała: „To koniec, zaraz utonę”. I utonęła.
     Tymczasem druga pomyślała: „Będę machać łapkami, będę machać łapkami, może coś się wydarzy!”. I ubiła masło.
     Więc może pomimo wszystkich wątpliwości powinniśmy dalej machać łapkami? Nigdy nie wiadomo.

Jakub Janiszewski, Kto w Polsce ma HIV? Epidemia i jej mistyfikacje,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

1808. Kudłata Budda

Biały Kruk:
(wyzywa Henię od głupoli, bo stoi na podwórku
nie pod tymi drzwiami „co trzeba”; wyzywa okrutnie
)

Jabłoń:
(na górze do Sadownika)
On jest bierno-agresywny, no nie?

Sadownik:
Czasami bez bierno…

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i długo nie mogła wyhamować)

*

A w zasadzie to skąd ten niepohamowany, bezkresny śmiech, Jabłonko? Bo Heniutka, niczym Budda (przedostatni cytat z wpisu), wpuszczona do domu, nic sobie nie robiła z inwektyw, słuchała z labradorskim zachwytem melodii ludzkiego głosu i słyszała tylko miłość. Machała ogonem, cieszyła się i była gotowa tylko na najlepsze.

Zachwycona nauką, której udzieliła jej Heniutka, Jabłoń jest od dziś zawsze gotowa.

Gotowa tylko na najlepsze!

poniedziałek, maja 02, 2016

1807. Wigiia powrotu do siebie

1806. Peregrynacja, dzień 112.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

akademicki semestr ma dokładnie piętnaście tygodni. piętnaście poniedziałków. piętnaście wtorków. piętnaście śród, czwartków i piątków. magia „piętnastki” w zdobywaniu nowych kompetencji, umiejętności, nawyków i wiedzy. dziś zamyśliłam się. kończę peregrynować 16. tydzień. najtrudniejszy „semestr” w mym życiu. wyrabiam nowe nawyki.

*

na rehabilitacyjnym
spacerze
z Sadownikiem,
z miłością,
bez cierpliwości.

prostuj kolano!
krzyczy co chwilę
Sadownik.
z miłością krzyczy.

niedziela, maja 01, 2016

(1804+1). Bądźmy gotowi!

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jednym zdaniem chcę. Proszę bardzo. To książka o byciu gotowym. Gotowym na życie. Gotowym na uczucia. W każdej chwili.

Jedną wymianą myśli chcę. Proszę bardzo. Lekcje? Jakie lekcje, odpowiedziałam Gepardzicy. W ogóle ich w tej książce nie zauważyłam. Mam życiową alergię na lekcje.

Parafrazując jedno ze zdań w tej książce: jestem innym człowiekiem, jak wszyscy po długiej podróży. Dziś. 111. dnia mojej peregrynacji jestem inna. Dziś. Jeden dzień po przeczytaniu tej książki też jestem w jakimś sensie jeszcze inna.

[…] to, czego szukasz, szuka ciebie. Musisz tylko przestać stawiać opór. Rób, co możesz, a potem sobie odpuść. Nie bądź dla siebie samego przeszkodą.

*

To błąd uważać, że to, czy będziemy szczęśliwi, zależy od tego, co się stanie. Jest wręcz odwrotnie: coś się dzieje dlatego, że już jesteśmy szczęśliwi.

*

[…] rozum nie zna odpowiedzi, a serce nie zna pytań.

*

     — Nie przejmuj się drobiazgami. One nie mają znaczenia. Liczy się tylko miłość. Jeśli zapamiętasz, że miłość jest wszędzie, czeka cię dobre życie.

*

Poczułam, że kiełkuje we mnie nowe ziarno — spokojna świadomość tego, że coś się zmienia. Z uśmiechem szłam dalej.

*

     — A czy on wie, że go kochasz, Charlie? — zapytałam ostrożnie.
     Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
     — Chyba tak. Zawsze go chwalę. Wykonuje w domu dobrą robotę. Wie, że jestem z niego dumny.
     — Skąd wie? Powiedziałeś mu, że jesteś dumny z tego, że jest, kim jest, czy tylko go chwaliłeś, kiedy coś dobrze zrobił?
     Zamilkł na chwilę.
     — Nie, może nie powiedziałem mu tego wprost. Ale przecież on o tym wie — odparł.
     — Ale skąd? — nie dawałam za wygraną.
     Charlie się zaśmiał.
     — Wy, kobiety. Musicie dotrzeć do sedna, prawa?

*

Życie nic ci nie jest winne. Żaden człowiek też nie. Tylko ty jesteś sobie coś winna. A najlepszym sposobem, żeby z życia korzystać, jest je doceniać, a nie widzieć w sobie ofiarę.

*

Sukces to raczej odwaga, żeby być sobą,
niezależnie od wszystkiego.

*

Jest taki buddyjski mit o człowieku, który zaczął krzyczeć na Buddę. Ale Budda był niewzruszony. Kiedy go zapytano, jak zdołał zachować spokój i obojętność, odpowiedział: Jeśli ktoś daje ci prezent, a ty go nie otwierasz, to do kogo on należy? Oczywiście, do ofiarodawcy.

*

Ralph McTell, Streets of London.

*

Czasami dopiero znacznie później uświadamiamy sobie, że dana chwila zmieniła bieg naszego życia.

Bronnie Ware, Czego najbardziej żałują umierający,
przeł. Magdalena Słysz, Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

sobota, kwietnia 30, 2016

1804. Pod wpływem

przyszło mi do głowy. z samego rana. pod wpływem książki, którą czytam.

nim odejdziesz, żyj!

1803. Peregrynacja, dzień 110.

samotna
chwila.
o niej

marzyłam
kilkanaście tygodni.
świętowałam ją dziś.

(1800+2). Peregrynacja, dzień 109. (suplement)

Stado:
(wczoraj w samochodzie na majówkę)

Sadownik:
(gdy mijali odpoczywający na stacji benzynowej motocykl)
Widzisz, gdybyś była sprawna,
jechałybyście samochodem, a ja na Motongu.

Jabłoń:
(pamięta swoją nędzę ruchową)
Kotku, proszę, przecież nie jest już tak źle.

Sadownik:
Nie jest, ale ja jak dobry trener chcę więcej.


*

Stado:
(już u Orzeszka i Białego Kruka)

Jabłoń & Sadownik:
(wręczają cytrynę, która prosto z krzaczka jechała)
To dla Was od Gepardzicy i Smoku.

Orzeszek & Biały Kruk:
Ale my ich nie znamy.

Jabłoń:
(uśmiecha się)
Ale Oni znają Was.

Orzeszek:
Z tej złej strony?

Jabłoń:
Myślę, że z tej dobrej.

czwartek, kwietnia 28, 2016

(1791+8). Ten Autor

Ten Autor z okazji Tej Książki
wpisał nam się do Innej,
     ukochanej przeze mnie,
Książki.

Jacek Hugo-Bader (dedykacja dla Jabłoni i Sadownika

(1796+2). Antyparadoks

masz więcej niż ja, a ja
mam więcej niż ty. czy
to coś zmienia?

1797. Męskie światy / Male Worlds

Zalo, Vía i kwiatek…

…reszta jest miłością.

* (fot. Bliźniacza Liczba, fragment) *

Zalo, Vía, and a flower…

everything else is… love.

1796. Wielki błąd percepcji społecznej

cierpienie — gdy myślisz, wierzysz, jesteś święcie przekonany o tym,
że coś, czego nie masz i mieć nie będziesz nigdy, jest lepsze, niż
to, co masz. tu i teraz.

daj spokój! nie daj się wkręcać. opuść tę estetykę, ale już!

wtorek, kwietnia 26, 2016

(1791+2). Ten Autor, Ta Książka (warstwa kudłata)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka jest jak ogr — ma wiele warstw. Gdy trafiam w niej na pierwszego psa, uśmiecham się i zachwycam autorskim pomysłem na to porównanie. Gdy spotykam drugiego, przeczuwam spotkanie z trzecim, a potem wypatruję trzeciego, czwartego, piątego… Nic sobie nie robię z tego, że ja jestem pitbuliną.

Maciek idealnie pasuje do swojego psa i gdybym miał go do jakiegoś porównać, jest jasne, że to może być tylko owczarek niemiecki. To bardzo stara, szlachetna, dobra rasa. Arystokratyczna. Psy bardzo użyteczne, umiarkowanie agresywne, temperamentne, rycerskie i z fasonem, chociaż z Niemiec. Ale w moim rodzinnym domu mówiło się zawsze, że to owczarki alzackie, bo też takie mieliśmy, a było nie do pomyślenia, żeby trzymać Niemca w domu.

*

To domowa rasa, psisko, któremu dobrze patrzy z oczu, łagodne i towarzyskie, z uśmiechniętym pyskiem ciamajdy, żywego pluszaka, więc idealnie nadającym się do dzieci. Wierne, serdeczne, powolne w ruchach, łakome i ze skłonnością do tycia, które poliże cię, jak wpadniesz w gości, będzie się cieszyć, merdać ogonem, uślini nawet portki i nie da spokoju, dopóki nie dasz ciasteczka. Wtedy labrador usiądzie, popatrzy mądrze w oczy i pogada.

*

Wszędobylski typ. W wiecznym biegu jak pies rasy beagle. Mały, słodki, nadaktywny prymus, którego wszędzie pełno, więc paniuńcie go uwielbiają, a z każdym facetem ma raczej pod górkę, bo właściwie nie sposób nauczyć nygusa posłuszeństwa, ale który jest jednak cholernie przydatny, pomocny, pożyteczny, jak to pies gończy. Niewyrośnięty pointer jeden, mądraliński.

*

Brylant prawdziwy. Mądry, niezawodny i solidny jak wyżeł szorstkowłosy, mocno zbudowany pies do wszystkiego, nie do zdarcia, który padnie na pysk, a wykona zadanie. Zdechnie, zajeździ się na śmierć, a nie przestanie aportować, nie przestanie przynosić patyka. Nie kombinuje, tylko się stara, pomaga, zapieprza ile sił.

*

[…] narwany, zadziorny i zawzięty jak terier szorstkowłosy. To zwierzę, co da się zarżnąć, a nie odpuści, chociaż nie jest głupie. Bardzo pożyteczny pies o mądrych, wesołych oczach, z którymi nawet da się pogadać, jak się nagania, potem napije zimnej wody i uspokoi.

*

Jest nie do zdarcia, w ciągłym ruchu, biegu, pędzie i, o dziwo, wygląda, jakby sprawiało mu to niewypowiedzianą uciechę, jak himalaiście, maratończykowi, jak pociągowemu psu rasy husky, dla którego praca, cierpienie, ciągnięcie sań ciężkich ponad siły to słodka radość, osobliwa, trudna do zrozumienia przyjemność, nawet wtedy, kiedy sam wykombinował, że musi targać ten majdan, i nawet wtedy, gdyby miał paść przy tym na pysk.

*

Nosił w swojej klatce żeber bardzo szlachetną odmianę nieprzyzwoicie nierasowej psiej duszy. Do tego miał naturę włóczęgi, koczownika, zhipsiałego mieszańca […]. To typ kundla, co nawet nie musi mieć budy, bo bardziej ceni wolność niż wygodę, a jak buda jest, to nie po to, żeby ją z kimś dzielić, raczej, żeby mieć gdzie znosić fanty, łupy, trofea, ogryzione kości, żeby mieć co zagracać, zaburdelić z kretesem.

*

Zawsze mówi do niej bardzo wolno, cicho, łagodnie, wprost czule, jak trzeba, tłumaczy cierpliwie jak dziecku. Marek ma bardzo niski, ciepły głos, wolne na stare lata ruchy i z wiekiem coraz bardziej staje się podobny do spaniela, który, nawet jak jest mu wesoło, mordę ma rozpaczliwie smutną.

*

Nie mam wątpliwości, że kiedyś byłem psem. Nawet teraz umiem z nimi gadać, chociaż nie ze wszystkimi mam ochotę, bo jak wszystkie zwierzaki w moim domu mam uprzedzenia rasowe. Wszyscy nie cierpimy na przykład pitbuli, a także bulterierów, cholernych psich mięśniaków, czworonożnych drecholi, przygłupów z mózgiem wielkości orzecha laskowego.

*

Nie, kotami nie będziemy się zajmować. Koty trzyma się po nic, są do niczego, do bani, do kitu. Nie potrafią biec za człowiekiem, nie potrafią przynosić patyka i, co najważniejsze, cieszyć się, jak wracasz do domu. Są do niczego.

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.

(1791+1). Ten Autor, Ta Książka (warstwa indywidualna)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Obiektywnie, czyli jak? Mówić o ludziach, rozmawiać z ludźmi, będąc człowiekiem — obiektywnie? Wystarczy dowolne obiektywne, jednoznacznie zdefiniowane słowo wybrać i widzieć, jak wiele różnych skojarzeń, bardzo subiektywnych, w ludziach budzi, by poddać się. Słowo, a co dopiero zdanie, akapit, osąd, co całe historie budzą i rozwijają.

Tak, ta książka na pewno nie jest obiektywna — to nie kandydatka na podręcznik historii, choć historii naszej dotyka. Dla mnie to między innymi opowieść o ludzkim losie, opowiedziana po ludzku i z ogromną wrażliwością. No cóż, szkoda, że Gdańsk, Poznań czy Wrocław nie mają swoich „Jacków Hugo-Baderów”.

[…] nie ma nawet co gadać o obiektywnym reportażu. Jeśli potrzebujesz czegoś takiego, zabierz się do lektury książki telefonicznej. Tam żaden z tysięcy bohaterów nie powie czegoś takiego, od czego nawet twardym facetom chce się ryczeć.

*

[…] a kilka lat później, 10 czerwca 1972 roku…
     — Skąd tak dokładnie pamiętasz datę?!
     — Bo to moje osiemnaste urodziny
.

*

A ja ciągle i tak uciekam do przodu […].

*

A problem dziecka alkoholika polega na tym, że ono przychodzi do pijanego ojca i mówi: „Tata, nie pij”, a ten nie słyszy, nie zwraca na niego uwagi, nie widzi go nawet. Dziecko alkoholika nie umie wydobyć swojego istnienia.
     — A więc go nie ma.
     — Tak. A jemu się wydaje jeszcze, że wszyscy inni także patrzą na niego, jakby nie istniał, jakby go nie było
. […] im bardziej cię nie ma, tym bardziej się starasz, żeby zaistnieć.

*

Milczy nieskończenie długo. Płacze do środka.

*

A wiesz, co najbardziej mnie tam przeraża? Że bezpieka odkryje moją największą tajemnicę. Odkryją, kim jestem […]. Panicznie boję się, że na przesłuchaniach ubecy jakoś poznają moje myśli, marzenia, sny, które obsesyjnie nachodzą mnie od dzieciństwa, że jestem…
     — Dziewczynką?
     — Nie, nie. Dużą, dorodną, piękną kobietą.
     — Co robisz w tych marzeniach?
     — Przede wszystkim wyglądam. Widzę piękną kobietę, to znaczy siebie, która idzie ulicą w prześlicznym ubraniu i pantofelkach na obcasie.

*

     — Stasiu, śpisz?! — ktoś szarpie go za ramię.
     — Nie. Powieki sobie oglądam.

*

W duszy mówię: „Poszłam”, a głośno: „Poszedłem”. Cały czas trzeba mieć w głowie włączonego tłumacza. To jest potworne. Nienawidzę tego mojego męskiego opakowania zastępczego.

*

Niezwykłe w chorobie alkoholowej jest to, że ty to wszystko wiesz, ale jesteś taki biedny, nieszczęśliwy, pokrzywdzony przez los i ludzi, więc potrzebujesz siebie jakoś nagrodzić. I pijesz, chociaż wiesz, że tylko pogarszasz sytuację, że to ci szkodzi, zmienia cię. Degraduje.
     Jak bardzo? To zależy, co rozumiesz przez degradację. Ludzie uważają, że jesteś zdegradowany, kiedy leżysz w rynsztoku, w śmietniku, na przystanku autobusowym, we własnych wymiocinach, ale to nie musi być prawda. Zdegradowany alkoholik to także ktoś, kto przychodzi do biura, zamyka się w swoim gabinecie i musi się napić, żeby wystartować.

*

Parę lat temu, kiedy los jak zwykle porządnie nakopał mi w tyłek, myślę sobie, że chciałabym mieć raka, bo wtedy odzyskam rodzinę. Teraz mam raka. I nic się nie zmienia.

*

[…] a potem zaczynają się coraz większe schody, coraz bardziej kręte, strome […].

*

Sport nie jest dla mnie celem, tylko metodą weryfikacji założeń. Wolę ciężki trening niż udział w zawodach.

*

Jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia, bo mam cel. Kocham to, co robię.

*

     — Dużo jest takich ludzi ja ty?
     — Kilkuset w całej Polsce. Jeden człowiek na sto tysięcy. Przypadek odwrotny, mężczyzny, który wygląda na kobietę, jest trzy razy częstszy.

*

     Zobacz! Worek jest pusty! To ostatnia chemia.
     — Bogu dzięki.
     — Nie ma za co dziękować. Okrutnie sobie ze mnie zażartował. Ciekawa jestem dlaczego. Kiedy przed Nim stanę, wygarnę Mu prosto w oczy: „Teraz się wytłumacz”.

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1791. Ten Autor, Ta Książka (warstwa społeczna)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zasady są po to, by je łamać. Och, jakie to na czasie! Prorządowy Duch.

Zasada brzmi: nie kupuję książek droższych od 19,90 zł. Koniec. Kropka.

Zasada. Ale Hugo-Bader. Ale w czwartek idę na spotkanie autorskie. Więc?

O zasadach trochę z Białym Krukiem w sobotę wieczorem pogadaliśmy, a gdy tylko skończyliśmy buch, klik, klik, klik i jest! Świeżutki! Bo zasady są, by je łamać.

Dziś zobaczyłam, że premierę ta książka ma za dwa dni. Wczoraj ją skończyłam. I? I czekam na następną. Jestem wielbicielką ludzkiego, pełnego wrażliwości pisania Jacka Hugo-Badera. Chylę czoła przed pomysłem, którego realizacja czekała i dojrzewała tyle lat.

Okładka, skromna na pierwszy rzut oka, z każdym kolejnym rozdziałem staje się wielowymiarowa — są na niej wszystkie możliwe warstwy, płaszczyzny i punkty, z których można do tej książki podejść, z których można patrzeć, słuchać i usłyszeć.

     — A więc nie żałuję w życiu ani jednego dnia — mówi jej ojciec i wyrywa Rudemu wielkiego, opitego kleszcza spod pachy. — Co mogłem zrobić, zrobiłem najlepiej, jak się da.
     — A ja bym chciała powiedzieć politykom: spieprzyliście, dranie, wszystko, o co walczyli moi rodzice. Nieważne, skąd przyszliście i kim jesteście. Spieprzyliście! Wszyscy!

*

     — Myśmy tworzyli społeczeństwo, a nie państwo podziemne — mówię. — Niesformalizowany, demokratyczny ruch ludzi wolnych.

*

     — Nie szkoda ci życia?
     — Dlaczego ma być szkoda? — dziwi się Janek. — Gdyby nie problem z córką, to wcale nie uważałbym mojego życia za przegrane… Chociaż z upływem lat narasta we mnie poczucie wstydu, że przyłożyłem rękę do budowy tego, co powstało na gruzach PRL-u.

*

     — To jest środowisko, w którym mnóstwo wartościowych ludzi oddało najpiękniejsze lata swojego życia dla wielkiej sprawy, a teraz się okazuje, że na czele byli, kurwa, transseksualistka, współpracownik bezpieki i złodziej.
     Ten gorzki rachunek ma tylko trzy, a nie cztery składniki, bo „kurwa” jest ozdobnikiem zdania, więc od razu jest jasne, że to słowa Maćka Zalewskiego.
     — A jeszcze dołożyć paru i wychodzi, że na dodatek sami alkoholicy — brnie w sarkazm Maciek.

*

[…] jej jedyna córka wyszła za Niemca i mieszka w Szwajcarii.
     — I ja ci, Jacek, jako zootechnik powiem, że te Szwajcary to jest zupełnie inny gatunek niż my — mówi Hanka i oplata mnie swoim chuligańskim spojrzeniem. — Zupełnie inne zwierzęta. Czy u nich byłoby możliwe, żeby od ponad dwudziestu lat kłócić się, czy ogrodzić nasze podwórko parkanem? Bo chodzi o to, żeby pijaki nie pili wódki pod naszymi oknami. A gdzie niby mają pić, jak to jest ich podwórko?

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.

1790. Konfiturka ze zdrowienia

zanim po raz pierwszy
w tym roku osobiście
kupiłam bułki.

poniedziałek, kwietnia 25, 2016

(1788+1). Odkrycie uczynione w autobusie

im wolniej ja,
tym szybciej
     otwiera się
moje serce.

[suplement pikselowy: 11.11.2021]

1788. Peregrynacja, dzień 105.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bądź dla siebie dobra.
Przyszły do mnie te słowa, gdy rano, nie wiedzieć dlaczego, popatrzyłam w dość osobliwy sposób na fakturę skóry własnej dłoni w zagięciu między kciukiem a palcem wskazującym.

Być dobrym dla siebie?
Gdy niecierpliwość bierze górę nad rozsądkiem? Gdy wymagam więcej od siebie niż mogę? Gdy złoszczę się, że sprawność nie wraca tak szybko, jakby się chciało? Gdy osobiście ułożony plan dnia nie uwzględnia moich ograniczeń? Jak, no jak?

Bądź dla siebie dobra.
Trzeźwi mnie to zdanie. Stawia przede mną najtrudniejsze peregrynacyjne zadanie. Po dobrej chwili, trzech łykach kawy, gdy już to rozumiem, uśmiecham się głupkowato do siebie. Uśmiecham się uśmiechem zwycięsko-kumającym.