czwartek, czerwca 09, 2016

1880. Peregrynacja, dzień 150.

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdyby nie kopytko, nie natknęłabym się na książkę, w której znalazłam tę. Rehab jest wymagający: chcesz chodzić, to zasuwaj dzień w dzień do znudzenia i więcej, i bardziej, i jeszcze więcej, i jeszcze bardziej. Można mieć dość, można zwątpić, można tracić nadzieję. Można? W moim przypadku to pewnik! Niestety.

Ta książka jest niczym kaizen nawyków. Już nie mam dość, nie wątpię, nie tracę nadziei. Zasuwam! Jak mały samochodzik. Przestałam być ofiarą rehabu. A to dopiero początek — potworne ćwiczenie zadane we wtorek zrób tylko jeden raz dziennie — robię z uśmiechem na ustach.

Każde wielkie osiągnięcie jest wynikiem tego, co je poprzedzało. Jeżeli prześledzimy losy takiego osiągnięcia, to okaże się, że na samym początku był ten jeden pierwszy krok.

*

Mrok nie żyje własnym życiem — oznacza tylko brak światła.

*

[…] onieśmielał mnie ogrom pracy, którą musiałbym wykonać w związku ze swoją tęsknotą za kondycją fizyczną; gigantyczny dystans, który dzielił chwilę obecną od pożądanej przyszłości. Przytłaczała mnie wizja całego roku ćwiczeń. Czułem się winny, przygnębiony i zniechęcony, jeszcze zanim zdążyłem cokolwiek zrobić.

*

To, że robi się choć trochę, jest nieskończenie większym osiągnięciem niż nicnierobienie (z punktu widzenia i matematyki, i praktyki). To, że robi się choć trochę każdego dnia, ma większą wartość niż to, że robi się dużo jednego dnia, a kiedy indziej nic.

*

Mininawyk to niepozorne, a zarazem konstruktywne działanie, które chcemy podejmować każdego dnia. Ze względu na swój niepozorny charakter nie wiąże się ono z ryzykiem porażki i dlatego też stanowi nadzwyczaj skuteczną strategię wprowadzania w życie upragnionych zmian, która nie wymaga szczególnego wysiłku, a nawet dodaje sił. […] Ludzie bardzo często uważają, że oni sami stanowią powód, dla którego nie mogą wcielić w życie żadnej trwałej zmiany. Tymczasem to nie oni są problemem, ale wykorzystywana przez nich technika. Można dokonywać wielkich rzeczy bez wywoływania poczucia winy, bez strachu, bez doświadczania ciągle takich samych porażek, które idą w parze z takimi strategiami jak motywowanie się, czynienie postanowień albo działanie typu „po prostu to zrób”.

*

[…] sukces rodzi sukces.

*

[…] mininawyki są takie fajne dlatego, że nie ma tu miejsca dla klęski, nie obawiasz się porażki, nie masz poczucia winy. Nawet jeśli brakuje Ci siły woli, Twoje zadanie jest tak drobne, że zawsze znajdziesz sposób, aby je wykonać.

*

Strach przestaje istnieć, gdy doświadczasz czegoś, co okazuje się nie takie przerażające, jak się wydawało.

*

Cóż, czy siódme poty nie są jednak znakiem tego, że jakaś część ciebie jest niezadowolona? Czy w trakcie procesu transformacji w lepszego człowieka nie byłoby korzystniej traktować siebie dobrze?

*

Mininawyki pomagają podejść do granic strefy komfortu i wykonać jeden krok poza nie.

*

Niech Twoje nawyki będą „absurdalnie drobne”.

Stephen Guise, Mininawyki. Małymi krokami do sukcesu,
przeł. Katarzyna Rojek, Helion, Gliwice 2015.
(wyróżnienie własne)

1879. Hogwarts (IV) in the City


Joe:
(na początku pracy na środku zapytał studenta,
którego dobrze zna od wielu lat
)
Who are you?

Sala:
(ryknęła śmiechem)

Joe:
Who are you today?

Sala:
(milczała, czekając na ciąg dalszy pracy)

Jabłoń:
(pozostała w zachwycie nad potrzebą szukania odpowiedzi codziennie)

Hogwarts. Łażę i nucę in the City,
tęskniąc za Wiedźmami.

środa, czerwca 08, 2016

(1877+1). Peregrynacja, dzień 148. (suplement)

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj, późnym popołudniem na mały spacerek
do apteki bez kul poszli
)

Jabłoń:
(pod koniec wracania do domu zdycha)

Sadownik:
Piersi do przodu, nie do brzucha!

Jabłoń:
(może i ledwo trzyma się na nogach,
ale rży jak wielkie zdrowe konisko
)

wtorek, czerwca 07, 2016

1877. Peregrynacja, dzień 148.

nie wszyscy muszą łamać kopytko. by nauczyć się ważnego. zachwyciły mnie mądre słowa Brr:

jeśli praca nie polega na ratowaniu życia,
to na pewno może poczekać.

i już.

1876. Jezu, nie ufam tobie

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Społeczeństwo ma pomysł na ciebie, ma pomysł na mnie. Każda rodzina ma pomysł na każdego swojego członka. Twoja rodzina wie, jaka powinnaś być ty. Moja rodzina ma wspaniały pomysł na to, jaka powinnam być ja.

Ile trzeba lat, by stanąć za sobą, swoim doświadczeniem, swoimi uczuciami? Ile lat potrzebnych, by odkopać się spod tych wszystkich super pomysłów na super człowieka i super życie? Ile, by poznać własny pomysł na własne życie? Ile trzeba sił, by się nie poddać? Odpowiedź brzmi: od jasnej cholery! Jednak warunkiem koniecznym jest człowiek, choć jeden, który nie podepcze naszej prawdy o nas samych, który ją uzna, uwierzy w nią i potraktuje serio. Bohaterce tej książki taki człowiek nie był dany.

*

Podczas czytania tej książki, wrócił do mnie znany obraz z dzieciństwa. Chodzi o ten z napisem Jezu, ufam tobie — wyszukałam wśród internetowych grafik — to niesamowite, że jest na nim biały, szczupły, w miarę wysoki mężczyzna, bez okularów, oczywiście. Taka religijna wersja idealnego męskiego barbie.

*

Ta książka pozostawia z pustką wypełnioną bezbrzeżnym milczeniem. Ta książka zatrzymuje niczym śmierć, bo jest o uśmiercaniu na początku życiu, o uśmiercaniu na całe życie.

Każdy z nas, jestem pewna, doświadczył w życiu braku akceptacji czy wręcz odrzucenia, chwilowego lub utrzymującego się przez dłuższy czas. Przyjmujemy to rozmaicie: z obojętnością, lekkim rozdrażnieniem, może też nam być z tego powodu przykro. Są wśród nas i tacy, którzy zaznali autentycznej nienawiści — i to z powodu czegoś, na co nie mają wpływu i czego nie mogą zmienić. Pewną pociechą może być dla nas świadomość, że odrzucenie czy nienawiść są nieuzasadnione — że nie zasłużyliśmy na nie.

*

Czarna dziewczynka pragnie mieć niebieskie oczy białej dziewczynki, a grozę czającą się u podłoża tego pragnienia przewyższa jedynie zło, jakie niesie ze sobą jego spełnienie.

*

[…] nasz smutek był tym dotkliwszy, ponieważ nikt poza nami go nie odczuwał. Ludzie byli zniesmaczeni całą historią, wstrząśnięci, oburzeni, rozbawieni, a nawet podekscytowani. I na próżno czekałyśmy, aż ktoś powie: „Biedna dziewczynka” albo „Biedne maleństwo”. Usta, z których winny paść te słowa, wykrzywiały się oskarżycielsko. Patrzyłyśmy ludziom w oczy, lecz zamiast troski widziałyśmy tylko zasłonę obojętności.

*

Pauline ostatecznie się ukształtowała, a proces jej stawania się polegał, jak u większości z nas, na wyhodowaniu w sobie nienawiści do wszystkiego, co dziwi lub przeszkadza.

*

Wraz z ideą romantycznej miłości wchłonęła jeszcze jedną — ideę fizycznego piękna. Bodajże dwa najbardziej szkodliwe pojęcia w dziejach ludzkiej myśli. Oba zrodzone z zawiści, znajdowały pożywkę w braku pewności siebie i niezmiennie kończyły się rozczarowaniem.

*

Pewnej soboty, zatopiona w trawie na opuszczonej działce, rozrywałam łodygi mleczy i rozmyślałam o mrówkach, o pestkach brzoskwiń, o śmierci i o tym, gdzie podziewa się świat, kiedy zamykam oczy.

*

Piękno to nie tylko coś, co można zobaczyć; to również coś, co można zrobić.

Toni Morrison, Najbardziej niebieskie oko,
przeł. Sławomir Strudniarz, Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 06, 2016

1875. Znalezione pod powiekami

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

kłótnia. afera. darcie kota. ważna dyskusja. bardzo poważne argumenty. szantaż emocjonalny. i wszelkie inne odcienie ścierania się różnicy zdań, przekonań, wartości, gustów i widzimisię.

wszedłbyś w to? w stylu, który uprawiasz od zawsze? naprawdę? walczyłbyś do upadłego jak lew? gdybyś wiedział, ile zostało ci czasu. twojego czasu. ale i waszego wspólnego.

inna perspektywa, co nie?

1874. U Orzeszka i Białego Kruka (III)

Tamczasem. A tu,
proszę, następne…

…serce rośnie!

1873. Peregrynacja, dzień 147.

to twoje życie. dasz radę!

tak.

niedziela, czerwca 05, 2016

1872. Znalezione w autobusie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

sfrustrowana? zła? smutna? wściekła? wykończona? i te pe?

sprawdź — przyszło mi do głowy — czy nie weszłaś w nieswoją rolę. opiekunki zbyt dużego człowieka lub ludzi? organizatorki wycieczki zwanej weekendem lub życiem? animatorki szczęścia cudzego? boga, co decyduje o kwestiach życia i śmierci tego czy owego pomysłu?

sprawdzam prawdziwość tego, co do łba mi strzeliło. przebiegam znaczące kawałki życia. u mnie dokładnie tak było. a najszczęśliwsza jestem, gdy nie biorę na siebie cudzej odpowiedzialności. gdy jestem ludzko ułomnym człowiekiem, a nie aspirującą do wszechmocnego bóstwa.

sfrustrowany? zły? smutny? wściekły? wykończony? i te de?

sprawdź, czy nie wszedłeś w nieswoją rolę. opiekuna? organizatora? animatora? boga? boga, w szczególności.

bilet skasowany.

1871. zebrane z podłogi

nie chodzi o inne życie,
chodzi o inną ciebie.

*

czym się kierujesz,
gdy wybierasz, gdzie iść?

czad!

1870. Orientuj się!

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

o autoryzację Bliźniaczą Liczbę poprosiłam. dostałam. cytuję. płakałam ze śmiechu.

jestem tak heteroseksualna, że
nawet mój Animus jest gejem!

mój Animus. bliźniaczo. też jest gejem. choć uczuciowo-intelektualnie jestem bi. zdziwiona?

wcale!

(1868+1). O komunikacji

— Naprawdę?
— Tak?
— A nie?

no tak.

sobota, czerwca 04, 2016

1868. O braku

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

strasznie i okrutnie zachwyciło mnie wczoraj jedno słowo: naprawdę. dziś nad ranem po mojej stronie łóżka przycupnęła historyjka. wysłuchałam. oczyma wyobraźni obejrzałam. a ona, przykurczona, zapytała. podasz mnie dalej? podam.

     — brakuje mi pieniędzy, szczęścia i zdrowia.
     — naprawdę?
     — i jeszcze pracy, szacunku i miłości…
     — mało!
     — …przyjaciół i czasu…
     — mało!
     — i… sensu też mi brak.
     — o! tym możemy się zająć. co ty na to?

podałam.

(1827+40). Historie zeszłego wieku

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znalazła mnie w książce Pana Grzeli, na którą natknęłam się po tym, gdy Kaan wymieniła tytuł innej książki, która miała premierę dwa dni temu. Zamówiłam. Przyszła. Podczytywałam kawałkami między kilkoma innymi książkami rywalizującymi o moją uwagę. Krótko: książka, z książki, książce, książkami — ot, cała historia, a w zasadzie wstęp do historii z 1977 roku.

[Ruta Wermuth-Burak] Nie opowiadał. Dał mi ją do przeczytania. Wpisał dedykację . I tam jest napisane: „Moja mała Rutko, ponieważ trudno mi powiedzieć całą historię mojej córki, to w tej książce jest to opisane. Jak chcesz, to sobie przeczytaj, a później pytaj. […]”

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.

Czytając, co rusz, zastanawiałam się, jak się czytało tę książkę Pani Rucie. Czytając, co rusz, płynęły łzy. Łzy, których wczoraj potrzebowałam.

     — Jeśli kochasz kogoś mocno — mówił później — możesz po prostu zapomnieć o innych sprawach. Słowa, jakie mówisz tej drugiej osobie, sposób, w jaki się do niej odnosisz, zmieniają wzajemny stosunek i dominują nad teraźniejszością.

*

     — Nie rozumiem, dlaczego wszyscy robimy wokół tego tyle zamieszania — zauważyła sucho. — Najgorsze, co może mi się przytrafić, to tylko to, że umrę.

*

Nic nie wydawało się ostateczne. Ani nadzieja, ani zwątpienie.

*

[…] nie przykładam wagi do danych statystycznych. Bo co one w gruncie rzeczy oznaczają? Jeśli rzecz dotyczy określonej osoby, mnie lub ciebie, wygląda to zupełnie inaczej, niż na byle jakim kawałku papieru. Mam dosyć tego ciągłego gadania o statystykach.

*

[…] potrafię teraz bardziej niż przedtem cenić rzeczy (przynajmniej te piękne) i ludzi (przynajmniej tych miłych).

*

     — Zależy jak się do tego zabierzesz — odpowiedział jej na to Wiktor. — Rzecz w tym, aby nie pytać, czy ktoś zatrudniłby ciebie, ale aby zdecydować, co ty chciałabyś robić, a potem starać się to urzeczywistnić.
     […]
     — Ale zanim odkryjesz, co to ma być, powinnaś znaleźć coś, co chciałabyś i co lubiłabyś robić. Coś, co robić warto, co dałoby ci zadowolenie i uczucie spełnienia.

*

Wiktor wyszedł do ogrodu, aby powiedzieć Arlocowi, że Jane już wie. Reakcja chłopca była całkiem rzeczowa.
     — Ależ wiedziała o tym już od dawna — oświadczył z przekonaniem.
     Wiktor uniósł ze zdziwieniem brwi.
     — Nie, nie rozmawiałem z nią o tym — odpowiedział na jego nieme pytanie. — Ale czułem to wyraźnie.

*

Miłość nie kończy się wraz ze śmiercią.

*

     — Być może, że ty naczytałeś się Freuda, ale ja nie czuję się winny. — powiedział.
     — Bzdury — wybuchnął na to w pierwszej chwili Ryszard, ale potem dodał łagodniejszym tonem: — Tato, człowiek zawsze czuje się winny wobec ludzi, których kocha.

*

     — Czy wciąż jeszcze sądzisz, że to właśnie ty miałeś wtedy rację?

*

Jest ogromna różnica pomiędzy świadomością, że ból można unicestwić, a myślą, że będzie trwał w nieskończoność.

*

W tym wszystkim musi tkwić jakaś symbolika, jakieś tajemne znaczenie.

Victor i Rosemary Zorza, Sposób na umieranie. Żyć do końca,
przeł. Rut Wermuth, Media Rodzina, Poznań 1999.
(wyróżnienie własne)

piątek, czerwca 03, 2016

1866. [*]

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziewiętnaście lat temu z hakiem wynieśli się z miasta. Pies, a w zasadzie psy były oczywistą potrzebą, nie tylko fizyczną, psychiczną, ale i duchową. Wszystkie były jedynymi w całej wsi, które nie żyły na łańcuchu przy budzie. Docent, uśmiecham się, przewielki wilkowaty, chodził na truskawki do ogródka, czym zmusił Białego Kruka, by ogrodził grządki. Docenciu miał niebywały dar bardzo delikatnego i ostrożnego poruszania się między krzaczkami.

Wspominam Wszystkie od początku do dziś, bo wczoraj odeszła Jaga. Na podwórku ganiali Amor (ze schroniskową historią), Mati (kataloński „poranek”), Kumpel, Misiek, Docent, Jaga, Bolo został więc sam. Sadownik nie poznał tylko Amora i Matiego. W domu rządziły Zuzia, Niunia, Tofik, a teraz nie odstępuje Orzeszka na krok Saba.

Gdy odchodzi pies, z którym dzieliło się jakoś życie lub chwile, coś w człowieku zatrzymuje się — najlepsza, kudłata część duszy? I dwunożne zwierzę wścieka się na naturę, że „piesy” tak krótko żyją. Ale zaraz potem myślę sobie, że tak jest lepiej, bo jak wytłumaczyć psu, że jego Pan lub Pani odeszli?

Zatrzymał mnie kudłaty Anioł, Jaga.
^..^

czwartek, czerwca 02, 2016

(1864+1). W świecie stojącego na nogach nad rzeką

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ten cytat chciałam uchronić od utonięcia wśród innych, choć są wspaniałe i znaczące.
Ten jest dla mnie szczególny, znaczący i ważny.

Rok temu odeszła ode mnie Janina.
     Adlai E. Stevenson wyraził następującą opinię o Eleanor Roosevelt: „Wolała zapalać świece, niż przeklinać mrok, a jej blask rozgrzał świat”. Sama Eleanor Roosevelt z kolei w taki oto sposób opisała ludzką moc stawiania granic człowieczej bezsilności: „Nikt bez twojej zgody nie może sprawić, byś poczuł się gorszy”. Znała tę moc, ponieważ odnalazła ją w sobie
.
     Toutes proportions gardées (Janina nie była nigdy żoną prezydenta, a świec miała tyle tylko, by ich starczyło na rozproszenie mroku w jednym pokoju i rozgrzanie tych, którzy w nim się znaleźli), zdawało mi się, jakbym czytał o Janinie, jakbym słyszał słowa o sile człowieka przez nią samą wypowiedziane — słowa opisujące logikę jej życia i wyrażające istotę jej wiary, jej własny sposób bycia w świecie.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

1864. W świecie stojących na głowie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy czytam tego typu książki, zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie. Czy sięgają po nie analitycy, menadżerowie do spraw bieżącej sprzedaży, prezesi instytucji finansowych czy medialne ekonomiczne gadające głowy? A jeśli sięgają, czy czytają ze zrozumieniem? I jak się wtedy mają? Czy poznawczo nadal im się wszystko zgadza? Wymieniając „ludziopodobne typy”, nie wymieniłam polityków , ponieważ jeśli o nich chodzi, złudzeń nie mam — w ogóle ich nie podejrzewam o czytanie.

Wciąż pozostaję w zadziwieniu, że żyję w kraju, w którym elementarna potrzeba posiadania miejsca do mieszkania — niekoniecznie na własność, koniecznie na względnie długo — nazywana jest chciwością.

Który już raz czytam o „potrzebie” ratowania czy chronienia banków, dbaniu o PKB, rynki, krzywą wzrostu za wszelką, również ludzką, cenę. Niezmiennie mam wrażenie, że wciąż powtarza się ta sama historia, która w moim przypadku zaczęła się tak.

W drugiej połowie podstawówki miałam w klasie spadochroniarza. Zbujował, zastraszał, bił i… co tydzień dostawał uwagę do dzienniczka, że za tydzień to już inne, poważniejsze konsekwencje będą wobec niego wyciągnięte. Czy były? Pytanie retoryczne. Jego najlepszy kumpel zagroził mi śmiercią, gdy nie zda i spadnie do mojej klasy. Nie zdał. Na moje „szczęście” w wakacje, które nas dzieliły od chodzenia do tej samej klasy, utonął. Żaden bank, żadna chora idea zysku niestety nie utonie.

Komunikaty pełne słów, a także komunikaty, które tworzy milczenie.

*

Jak zauważył Richard Rorty, opisując przypadek Ameryki, do pewnego stopnia — choć nie całkiem — różny od wariantu europejskiego:

Celem będzie odwrócenie uwagi roboli, sprawienie, aby 75 procent Amerykanów i dolne 95 procent światowej populacji zajmowało się wrogością etniczną i religijną oraz dyskusją na temat norm seksualnych. Jeśli będzie się trzymało roboli z dala od ich własnej rozpaczy za pomocą kreowanych przez media pseudowydarzeń, włączając w to krótkie i krwawe wojny, [superbogaci] nie będą mieli się czego bać.

Jak pokazują ostatnie doświadczenia, które nie pozostawiają wiele miejsca na wątpliwości, superbogaci zrobiliby wszystko lub niemal wszystko, by ze strony roboli nie groziło im nic, czego mogliby się bać…

*

Normalność o niczym nie świadczy, wyjątek świadczy o wszystkim, reguła istnieje tylko dzięki wyjątkom, które ją potwierdzają.

*

Przywykliśmy już do pomstowania na kilkuprocentowe podwyżki cen biletów kolejowych, wołowiny czy prądu, ale w obliczu 300-procentowej ogarnia nas już tylko konsternacja i paraliż woli. Czujemy się bezsilni, nie wiemy, jak reagować. W arsenale naszych defensywnych broni nie ma żadnej, której moglibyśmy użyć — przekonaliśmy się o tym, kiedy rządy bez zmrużenia oka wpompowały miliardy i biliony dolarów do skarbców banków, choć wcześniej przez dziesiątki lat awanturowały się o kilka milionów, które powinny były, choć tak się ostatecznie nie stało, zasilić budżety szkół i szpitali, systemy opieki społecznej oraz fundusze rewaloryzacji zabudowy miejskiej.

*

[…] system opieki społecznej podlegający gwarancjom i zarządowi państwa stanowi warunek konieczny zarówno zdrowej gospodarki, jak i ochrony przed najbardziej bolesnymi konsekwencjami gospodarki chorej. Ta myśl przenikała do powszechnej świadomości stopniowo, ostrożnie stawiając kolejne kroki, choć ostatnio posuwała się naprzód coraz szybciej w związku z widmem światowego kryzysu gospodarczego. Nie chodzi tu wyłącznie o kwestię hojności i dobroczynności, jak próbowały nam wmówić dominujące ideologie Reagonomiki i Thatcheronomiki. Rzecz w tym, że przywrócenie dawnych oraz zbudowanie nowych mechanizmów polityki zbiorowego zabezpieczenia przed indywidualnymi nieszczęściami nie leży jedynie w interesie ludzi, których te nieszczęścia spotykają. To kwestia wspólnego interesu, a w istocie wspólnego przetrwania. Konflikt interesów między podatnikami a osobami pobierającymi zasiłki stanowi w dużej mierze wytwór karmionej ideologią wyobraźni. To nie szczodrość państwa opiekuńczego najmocniej uderza w podatnika, ale właśnie jego skąpstwo — godzi bowiem w źródło jego własnego dobrobytu: w dochody, od których odprowadzane są podatki.

*

[…] gra słów jest dla mnie najbardziej niebiańską z uciech. Uwielbiam ją. Mam z niej tym więcej radości, im słabsze karty przypadają mi w udziale podczas kolejnego rozdania i im mocniej muszę wytężać umysł, im bardziej się wysilać, żeby nadrobić braki i ustrzec się przed pokusą pójścia na łatwiznę. Nie o cel wędrówki tu chodzi, ale o to, by pozostać w ruchu, pokonać przeszkody lub się ich pozbyć — to właśnie daje życiu smak.
     […] wygląda na to, że nie potrafię myśleć bez pisania

*

[…] wrażenie dyslokacji towarzyszyło mi, odkąd tylko pamiętam: poczucie, że jestem nie na swoim miejscu, nie w swoim czasie; a także jeszcze silniejsze poczucie ogromnego dystansu oddzielającego mnie od „ludzi interesu” — odległości zarówno fizycznej, jak i duchowej, wynikającej i z ich, i z moich własnych wyborów. Gotów jestem przyznać, że ów stan okazał się dla mnie przyjemny, ba, wręcz głęboko satysfakcjonujący.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

środa, czerwca 01, 2016

1863. Wyliczanki dwie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to mówią ludzie? Że pierwszy dom należy wybudować na próbę lub dla kogoś obcego, drugi dla znajomego, a dopiero trzeci dla siebie?

Nasz pierwszy dom mieścił się na dwunastu metrach kwadratowych, może był na próbę — nie pamiętam już. Nasz drugi dom wynieśliśmy własnymi rękoma z wynajmowanego mieszkania, którego właściciel był niepocieszony, że traci tak niebywale przyzwoitych, bezproblemowych wynajmujących. Trzecim domem jest nasze Przytulisko. Ten Dom jest pierwszym i jedynym dla Kudłatej, Sadownika i Jabłoni.

*

Jak to twierdzą ludzie? Że pierwsza miłość rzadko bywa ostatnią, że za pierwszym razem najłatwiej o porażkę, że sparzyć się w życiu trzeba?

Sadownik jest drugim mężczyzną, który wzbudził sobą we mnie ciekawość. Jest drugim, którego pokochałam. Jest drugim, który wzbudził we mnie podziw. Jest drugim, z którym chciałam być. I choć nie jest drugim, to jednocześnie jest pierwszym i jedynym, z którym chcę się zestarzeć.

ene due rike fake?

*

Cyndi Lauper, True Colours.

I see your true colours,
and that's why I love you
.
So, don't be afraid to let them show.
Your true colours,
True colours are beautiful
.
Like a rainbow.

1862. Dzień Dziecka, Dzień Odwagi

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znam kobietę, której marzenie o byciu babcią nie spełniło się. Chciała być babcią, by… mieć, o czym rozmawiać ze swoimi przyjaciółkami. Jak sobie radzi? Nie wiem.

*

Szłam na przystanek autobusowy. Babcia pchała wózek. Pierś do przodu. Duma i moc połknięte niczym kij od szczotki. Bagaż lat — nie wierząc, że należy do niej — ciągnął się dziesięć metrów za wózkowym duetem. Podziwiałam. Pomyślałam: dzieci dają siłę. Szkoda, że niektóre kobiety kontaktują się ze swoją siłą tylko i wyłącznie dzięki dzieciom.

*

Dziś. Dzień Dziecka. Jakieś statystycznie znaczące dziecięce marzenie? Być dużym, dorosłym i robić to, co się chce! Czy znasz chociaż jedno dziecko, które choć przez chwilę o tym nie marzyło?

Marzenie marzeniem, a rzeczywistość skrzeczy. Bo duży nie musi oznaczać pełnoletni. Bo pełnoletni nie musi oznaczać dorosły. Bo dorosły nie musi oznaczać dojrzały, mądry, kochający, nie wspominając już w ogóle o robieniu tego, co się chce.

Dziś. Dzień Dziecka. Niech będzie też Dniem Odwagi, by realizować marzenia, a nie odkładać je ad acta. Własne marzenia, nie cudze!

to dziś!

wtorek, maja 31, 2016

poniedziałek, maja 30, 2016

1859.

niczym słowo na niedzielę. mam pytania na ten tydzień. wielkie. do siebie. zajmuje mnie odkrywanie odpowiedzi.

jak doświadczam dziś siebie?
co zostawia we mnie emocjonalny ślad?
co mnie dotyka, porusza, zatrzymuje?
co przykuwa moją uwagę? co mi się przydarza?

i?

(1683+1+174). Peregrynacja, dzień 140.

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Uczyłam się chodzić. Od nowa. Uczę się wciąż. Szlifuję technikę.
Odzyskuję siłę, sprawczość, samodzielność. Krok po kroku.

Opanowałam już do perfekcji korzystanie z komunikacji miejskiej. Posiadłam magiczne moce i umiejętnie je wykorzystuję, by ustąpiono mi siedzącego miejsca, nim tramwaj/autobus ruszy. Najlepszą anegdotą filozoficzno-absurdalną pozostaje wejście o dwóch kulach do tramwaju i oglądanie wyświetlanego w nim dzieła w ramach kampanii dotyczącej bezpieczeństwa: „trzymaj się! prowadzący pojazd może musieć gwałtownie zahamować”, a skąd wziąć trzecią rękę?

Czasem klik, klik i patrzę na zapomniane już prawie momenty w świecie bez kopytka. Sama nie mogę uwierzyć, że tak było, że tak długa droga i zmiana za mną. A na tej drodze aktualnie dwie anegdoty.

Pierwsza. Od tygodnia chodzę z Heniutką na siuśkowe spacery bez kul. Kilka dni temu wyszłyśmy. I. Lunęło! Mocno. Intensywnie. Przepięknie! I? Zachwycona byłam. Że ja, że na dworze, że krople deszczu na twarzy, że moknę! Na ostatniej prostej do domu Heniutka ciągnie jak głupia. Odpięłam Suczydło ze smyczy i obroży i widząc, co się dzieje, parsknęłam śmiechem. Kudłata mokra dziewczynka galopem poleciała pod daszek klatki. Nie będzie mokła z powodu odmienionej dziwnie matki.

Druga. Indianie jeszcze nie są w zasięgu moich możliwości. ale odkryłam, że mogę już tańczyć. Jak przedszkolak, ale za to z niebywałym zaangażowaniem! Strasznie fajnie jest być przedszkolakiem, stopę do stopy dostawiać w rytm melodii. Świetnie nadaje się do tego ścieżka dźwiękowa z filmu Gorączka sobotniej nocy. Przy tej piosence tracę rozum zupełnie. Musi tak być, bo czy ktoś widział przedszkolaka z doktoratem.

Yvonne Elliman, If I Can't Have You.

niedziela, maja 29, 2016

1857. Świr, zajob, punkt widzenia, 500+?

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dwa dni przed tym, gdy zaczął się świat bez kopytka, napisałam tu na blogu: nim wezmę się za najnowszą tej Autorki. Minęły cztery miesiące ze sporym hakiem, gdy wzięłam się za najnowszą książkę tej Autorki. Z rozdziawioną gębą, z niedowierzaniem, z przerażeniem, z nożem, co w kieszeni się otwiera. I cóż poradzić, skoro rodzimy, polski rynek dostarcza równie ciekawych form myślenia. W końcu kto zabroni człowiekowi z bogatą fantazją i utajoną paranoją?

Duke odkrył prostą prawdę, że nienawiść można szerzyć równie skutecznie, promując miłość. Do narodu, rasy, tradycji, Jezusa Chrystusa, a przede wszystkim do rodziny. Nikt normalny nie będzie się przecież czepiał rodziny. Konieczność segregacji rasowej Duke tłumaczył troską o przywrócenie chrześcijańskiego ładu i bezpieczeństwa.

*

Tu liczyły się praca, inteligencja, operatywność i szczęście. Mit zakładał, że jeżeli powinie ci się noga, to wylądujesz na bruku bez pomocy, ale zarazem co dzień będziesz budzić się z szansą, że wieczorem zostaniesz milionerem. To jest Ameryka, tak została pomyślana. Wszyscy mają tu się czuć równi. Tylko że do niedawna, żeby uczestniczyć w tej równości, trzeba było spełnić jeden warunek. Być białym.

*

Wczoraj wieczorem wzięliśmy globus, znaleźliśmy Europę, ale Polski nie było.
     — Musi być.
     — Nie było.

*

     — Chrystus rzekł: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.
     — A weź przestań, marksistowska propaganda!

*

     — Martin Luther King mawiał: „Lękamy się tego, czego nie znamy”. Ludzie nienawidzą innych ludzi, bo się ich boją, a wynika to z tego, że ich nie znają, a nie znają, bo są rozdzieleni. My byliśmy w domu uczeni nienawiści do czarnych. Czarni byli uczeni nienawiści do nas.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

czwartek, maja 26, 2016

1856. Bożocielcowa Wigilia

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z seksem jest jak ze sztuką kulinarną, każdy ma potrawy, które uwielbia. Zdrowienie jest również wracaniem do stołu, do ulubionych seksualnych dań. Jabłoń skonsumowała wczoraj, po raz pierwszy na peregrynacyjnej drodze, ulubiony seksualny deser.

Jabłoń:
(wciąż „odlecona”)

Sadownik:
Powinnaś jutro pójść do kościoła.

Jabłoń:
(mocno zdziwiona, poza tym, że w cudownie odmiennym stanie)
Po co? By podziękować?

Sadownik:
Nie. By prosić o postęp geometryczny.

środa, maja 25, 2016

1855. Mężczyźni

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

gdybyś była mężczyzną, to jakim? — zapytał tydzień temu. dużym, o wielkim poczuciu humoru — odpowiedziałam po chwili.

*

w niedzielę w galerii stanęłam pod tą fotografią. zastygłam. oniemiałam. bo kompozycja. bo wrażenie.

Sandro Miller/John Malkovich (2014),
Victor Skrebneski/Orson Welles (1970).

*

jedno i drugie doświadczenie to jedynie punkty startu. do wewnętrznej podróży. do opowieści o sercu, niezłomności, mięsistej cielesności dającej siłę i radość. o wszystkich tych uczuciach, które uruchamiają we mnie te obrazy. uczuciach, których nazwać nie sposób. które kolejny dzień mnie cieszą i prowadzą.

gdzie dziś dojdę?

wtorek, maja 24, 2016

1854. Peregrynacja, dzień 134.

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Pierwszy dzień 20. tygodnia świata bez kopytka. Świata, który opuszczam powoli. Bardzo powoli. Wyrabianie nowych nawyków jest nie tylko bolesne, ale i frustrujące. Bo chciałoby się szybciej, bardziej, mocniej, na dłużej. Kto by nie chciał? A tu nic z tego.

Jak inni sobie radzą z wprowadzaniem zmian? Jakie mają taktyki, strategie, pomysły? Hmmm. Ciekawe. Pomyślałam. I sobie testuję. I biorę to i owo do budowanego przeze mnie nowego świata. Świata z dwoma kopytkami.

[…] choć duże sprawy mają znaczenie, niekiedy to drobiazgi potrafią odmienić życie.

*

Pamiętaj: „Duże drzwi chodzą na małych zawiasach”.

*

Zawsze jest łatwiej nic nie robić, niż podjąć działanie.

*

[…] jeśli nie wiesz, dlaczego coś robisz,najprawdopodobniej tego nie zrobisz.

*

Jest cienka granica między naciskiem, jaki musisz na siebie wywrzeć, aby zrealizować procedurę, a nakładaniem na siebie zbyt dużej presji. […] Zamiast brać na siebie zbyt dużo i próbować robić więcej niż to możliwe, skup się na minimum, ale za tym najistotniejszym.

*

[…] wybaczaj [sobie] i rób dalej swoje.

Steve Scott, Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie,
przeł. Marta Czub, Helion, Gliwice 2016.
(wyróżnienie własne)

*

3 minuty: szklanka wody. Achilles. więzozrost.

procedura 1.

poniedziałek, maja 23, 2016

1853. zadumiona

to, co się przydarzyło, przylazło, pojawiło się,
jest rozwiązaniem, nie problemem.

to wrażenie. ten nastrój. to zatrzymanie. ten sen. to uczucie.

(Igor Morski)

tak.

(1845+7). Po książce, po śmiechu (III)

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ile można się śmiać? Śmiech w smutek i zadumę przechodzi. Śmiech przez łzy maskuje, ukrywa trudność indywidualną, relacyjną, bajorowo-społeczno-narodową. Ujawnia, że czasem macham ręką, że za mojego życia nic się nie zmieni, że chwilami nie wierzę, że za życia twoich wnuków będzie inaczej. Taka karma? Mantra? Czy chuj wie co? Można by zapytać w stylu Magdy, nie Leny. Opadają ręce.

Ale, ale! Być może prawie na nic nie mam wpływu, to pewne jak w banku — to nawet bardzo dobrze, ale jednocześnie mam wpływ na wszystko, czyli siebie i mały mój świat. Tego będę się trzymać! Z uporem maniaka.

[…] dzieci mają sporo intuicji, która ich wiedzie przez ten wielki dorosły świat. Ta intuicja jest niewytłumaczalna, nienamacalna, ale działająca. Skuteczna. Dobra. Potem się ją rok po roku rzeza, wykorzenia z dziecka i, utracona, przestaje nas chronić na resztę życia. Już tylko chronią nas firmy ubezpieczeniowe, alarmy, komórki, komputery, kremy z filtrem do leżenia plackiem w skwarze i poduszki powietrzne w samochodach, którymi jeździmy za często i za szybko. Intuicji już nie ma.

*

Jego maleńkie jestestwo, niczym zagubiona na oceanie szalupa, przeżyło właśnie jeden z pierwszych huraganów. Ten straszliwy huragan, którego nie sposób zrozumieć, którego ja, mimo że starsza, też nie rozumiałam. Bo jak dziecko zadające bez przerwy swoje nieśmiertelne i wkurwiające dorosłych pytanie: „Po co?”, może zrozumieć coś takiego? Jak może pojąć, PO CO dorośli robią takie rzeczy? Przecież to logiczne, to wie nawet siedmiolatek, a co dopiero dorosły. Niemowlę wcale nie przestanie płakać, jak dostanie lanie.

*

[…] jak nie możesz okazać uczuć i nie wpadniesz w furię, to możesz po prostu umrzeć z bólu.

*

Borysek wygląda dziś nieco lepiej. Dostał dobre żarcie, ma swój fotel i piłkę do zabawy. Codziennie zasypia przy moim łóżku, a gdy o szóstej rano dzwoni budzik, wspina się na dwie łapy, przybliża głowę do mojego ucha i zaczyna mruczeć głośno i znacząco, żebym wiedziała, żebym nie przeoczyła, żebym po latach porannego wkurwu zrozumiała wreszcie, że przez całe życie byłam w piekielnym błędzie, bo prawda jest taka, że nie wolno ignorować poranków. Poranki, jak każda inna część dnia, są niezwykle ważne, nie zasługują bynajmniej na agresję niemej furii, ale na czujną obecność. Gdy więc wstanę, gdy zwlokę się z łóżka, niezrażony moim ociąganiem się kot oficjalnie uznaje dzień za otwarty i rozpoczyna swój poranny, malowniczy i niezwykle zaraźliwy festiwal radości życia.

*

Sorry. Słuchanie to wysiłek, to proces ustępowania, to w końcu jakieś ryzyko utraty swojej racji.

*

Kiedy jakieś zwierzę nie ma ochoty na przebywanie z kimś w jednym pomieszczeniu, to sobie idzie na drugi koniec świata i ma w dupie. Tylko ludzie przyklejają sobie ten drętwy fałszywy uśmiech i zasznurowani konwenansem, udają, że jest fajnie.

*

Dzieci nie czytają książek, dzieci patrzą w emotikonki, bo już skończyły się prawdziwe emocje, są już tylko emocje-znaczki:
     — Dzień dobry, czy są jakieś emocje?
     — Tylko w emotikonkach.
     — To ja poproszę dwa kilo radości.
     — Radości już nie ma. Nie produkują.
     — A co jest?
     — Strach, gniew i odraza. Osobiście proponuję gniew, bo jest w promocji. Do każdego kilograma dorzucamy kilogram wkurwu gratis.
     I tak wszyscy chodzimy wkurwieni.

Sylwia Kubryńska, Furia mać!,
Czwarta Strona, Poznań 2016.

sobota, maja 21, 2016

1849. O wolności

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

1) pokochał.
2) przyszedł i zabił.

wiele słów płynęło obok. bezstronna, niezaangażowana, prawie obojętna. dostrzegłam. że fakty są tylko faktami. bo…

a) bałaganiarstwo.
b) trzy karaluchy.

…to Ty nadajesz znaczenie temu,
co wydarza się w twoim życiu.

1a, 2b, 12ab, 1ab, 2a, 1b, 21ba.

więc?

1848. O pięknie, nie tylko chwili

piątek, maja 20, 2016

(1845+2). Płaczę ze śmiechu przy książce (II)

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Płaczę ze śmiechu co chwilę. Sadownik ma tego serdecznie dość. To chyba nie jest książka do czytania na głos mężczyznom, nawet jeśli są zadeklarowanymi i rzeczywistymi feministami.

*

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj wieczorem mają metr do siebie,
ale każde robi co innego
)

Jabłoń:
(co chwilę, nie może i muuuusi
przeczytać Sadownikowi fragment,
zaśmiewając się okrutnie
)

Sadownik:
(próbuje oglądać, nomen omen, mecz!)
Nienawidzę, jak razem „czytamy”!

Jabłoń:
(nie może pojąć, dlaczego Sadownik się nie śmieje)

*

     — Światła, dwójka, zwolnij, szybciej, sprzęgło, uważaj, za szybko, za wolno, bardziej w lewo, jak trzymasz kierownicę, nie słyszysz silnika, trójka, czwórka. Jezu, wyprzedź, lewy pas, prawy pas, puść go, nie puszczaj, gaz, z gazu. JA PIERDOLĘ!!!
     No więc tak sobie wesoło jedziemy na zakupy. No i już, już za moment ma być koniec przygody, za chwilę zaparkuję i wyjdę, za sekundę odetchnę, zapomnę, wyprę z głowy te wszystkie demony zżerające mój magnez, potas, melatoninę, serotoninę, wszystkie enzymy życia wraz ze szpikiem kostnym, gdy nagle, przy ostatnim wydechu rury spalinowej, przy grzecznym ułożeniu wajchy zmiany biegów na wsteczny, przy naciśnięciu hamulca, słyszę nieoczekiwany huk:
     — Jak jedziesz, ty kurwo jedna pojebana!!!
     Podskoczyłam na fotelu ze zdumienia i spojrzałam na ojca, który jednak nie zwracał na mnie uwagi. Zajęty był jednostronną konwersacją z jakąś kobietą z sąsiedniego auta, która ponoć skandalicznie zajechała mi drogę.
     — Tato, nie krzycz.
     Jak on ma nie krzyczeć?! Jak ma nie ryczeć mi do ucha, skoro ta bladź jedzie jak popierdolona?! Jak ma nie krzyczeć, skoro taka pizda zajeżdża drogę i, o, zobacz, nawet NIE WIE, że jego tu z nerwów rzuca po ścianach! I tak go rzuca, że musi na kogoś zrzucić tę złość. I nieważne, że ta furia nie jest wymierzona we mnie. Ja jestem pod ręką. Ja obrywam. Na mnie ona ląduje. Siada mi na twarzy, przygniata, nie pozwala oddychać. W czym problem? Ano w tym, że przez nią musimy zająć miejsce parkingowe cztery metry dalej. Cztery metry. To są cztery kroki. I żeby nie było niejasności. tu nie chodzi o rozwiązanie problemu, bo faktycznie tego problemu nie ma. Ten manewr to wyładowanie napięcia w jego głowie na głowie mojej. Przecież ta kobieta, ta „bladź pojebana”, nie ma pojęcia o bombie atomowej, która wybucha w samochodzie obok. Ona tego nie słyszy. Ona nie wie. JA SŁYSZĘ.

Sylwia Kubryńska, Furia mać!,
Czwarta Strona, Poznań 2016.

1846. białe czy czarne? zielone!

zawsze. możesz dostać od życia. prezent. zawsze. jest trzecia opcja.

dziękuję.

[suplement pikselowy: 30.09.2021]

1845. Płaczę ze śmiechu przy książce

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sto lat temu, na konsultacjach, werbalnego przedskoczka Wykładowcy w rozmowie podrzuciłam, że ja, tu, głupie pewnie pytanie mam. Na to Wykładowca zrobił znaczącą pauzę, po czym poinformował mnie, że wytłumaczy mi, co to jest głupie pytanie.

W ramach dygresji należy uzupełnić, że był to Człowiek, który miał niebywałą lekkość łączenia kolorów, których nikt inny nigdy nie zestawiłby razem — On łączył i miał w dupie, co ludzie na to.

Ad rem. Wskazując na zestaw kolorystyczny swojego ubrania, powiedział:
     — Widzi pani, moja córka rano, patrząc na mój dzisiejszy ubiór, zapytała mnie: „jak mogłeś się tak ubrać?”. I TO, proszę pani, jest głupie pytanie, bo skoro się tak ubrałem, to znaczy, że mogłem.

To była jedna z cenniejszych nauk ogólnych wyniesionych z politechnicznego kształcenia.

Wychodzę z siebie po pierwszym zdaniu, po pierwszym oddechu niosącym zdanie:
     — Powinnaś się postarać. Musisz się zmienić. Nie możesz tak czuć.
     Nie możesz pisać takich bzdur, nie możesz mieć takich poglądów, a w coś ty się ubrała, co ty gadasz, jak ty wyglądasz.

Sylwia Kubryńska, Furia mać!,
Czwarta Strona, Poznań 2016.

Mam ogromny przywilej, nie wychodzę już z siebie. Lata, dziesięciolecia odpowiadania na głupie pytania; przekonywania, dziś już sama nie wiem po co.

Nie mogę? Bardzo ciekawe!

czwartek, maja 19, 2016

1844. Harlekinek, ale inteligentny

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tę książkę wyjęłam z tej przy pomocy tych słów: Założycielka wydawnictwa, Pia Printz, zakochała się w tej powieści. Wystarczyło mi to jedno zdanie, by dodać książkę do polowań. Powieść nie jest gatunkiem, na temat którego mogę cokolwiek powiedzieć. Bo w końcu co komu do tego, co komu się podoba, co kogo zachwyca i w odmienny przyjemny stan świadomości wprawia. Z powieścią, jako gatunkiem, jest dla mnie jak z gustami — nie dyskutuję.

Zachwycił mnie pomysł na tę książkę, który znajduje odzwierciedlenie w tytule. Rozczarowało mnie, że nie mogłam poznać historii bohaterów, gdy dobiegali sześćdziesiątki czy siedemdziesiątki. Dobrze bawiłam się przy muzyce, której jest w tej książce niebywale dużo. Najważniejsze, według mnie, jest w nastrojach i wątpliwościach. No i zapłakałabym się, gdybym miała to w papierze, bo to jednak jednorazowa przygoda.

Zadzwoń albo ja zadzwonię, ale jedno z nas na pewno zadzwoni, dobra? To znaczy, to żadne zawody. Nie przegrasz, jeśli zadzwonisz pierwsza.

*

— Możemy tam wejść. To nie jest zbyt trudne. Jak myślisz? Spróbujemy? Myślisz, że dasz radę?

*

— Która godzina?
— Już dzień!

*

Temat siedzi między nimi, pośrodku pokoju, i ciągle się o niego potykają.

*

— To pogadamy później, okej?
— Odszukaj mnie.
— Albo ty odszukaj mnie.
— Albo ty mnie.
— Albo ty mnie.

David Nicholls, Jeden dzień,
przeł. Małgorzata Miłosz,
Świat Książki, Warszawa 2011.

*

M People, Don't Look Any Further, (fragm. kadru).

*

M People, Moving On Up.

środa, maja 18, 2016

(1835+5+3). Nie, dziękuję

całe życie brzydzę się wyścigami. teraz nie biegam w ogóle. może dlatego, że nigdy nie wygrałam i nie wygram. w konkurencjach na:
     największe cycki,
     najdłuższe fiuty,
     najzgrabniejsze 90-60-90,
     najszybsze samochody,
     najlepsze matki, matki w ogóle.

brzydzę się. od dziś wiem dlaczego. dać się wkręcić w jakikolwiek wyścig, to sprowadzić życie do jednego wymiaru. uświadomił mi dziś Akuszer. a mnie nawet 2D czy 3D mało interesuje. mój apetyt na Życie ma dużo, dużo więcej wymiarów.

ścigamy się? żartujesz?

1842. monologi

zawalone. przepieprzone.
spalone mosty.
zatrzaśnięte drzwi.
koniec. basta.
czas nie do cofnięcia.
gorzej być nie może, co?
     a ty? zawsze coś zyskujesz!
     — jak śmiesz?!
śmiem:
     zawsze coś zyskujesz!

zyskałam.

wtorek, maja 17, 2016

1841. widziane z dołu

zasłyszane.
— jaka ona jest?
grymasem twarzy poprzedził odpowiedź:
— no wiesz, taka zwykła.

wielkie pytania.
małe odpowiedzi.
że niby mało warte?

zwykłego zdrowego życia.
że niby mało chcę?

niby.

poniedziałek, maja 16, 2016

(1835+5).

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

słowa. słyszane nie raz. niby już nie ranią. śmieszą. nie przewracają już. ale jednak ranią.

i niby wiesz, jak tę ranę opatrzeć. ale boli. i niezgodę masz, że można w ciebie walić jak w bęben. i boli. i wkurwia, że można cię wykorzystać, by poczuć swą moc. no nie, kurwa mać!

leczyły mnie te kobiety. leczyły mnie te konie. skutecznie.
delikatność wymaga ochrony, nie napierdalania.

Strong Women, Wild Horses.
(Elissa Kline, 1:12)

power of the strong woman and the wild horse is inside me

1839. Peregrynacja, dzień 125. (suplement)

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zdziwiłam się, gdy odkryłam w sobotę, że noga połamała się dokładnie w połowie trzynastego roku naszego małżeństwa. Kończąc ostatnie popołudnie osiemnastego wspólnego roku, postanowiliśmy wrócić do układu starej, dobrej sypialni. Krzesło precz. Heniutkowe posłanie z powrotem na maminą stronę. Świeczniki wracają do siebie. My do siebie. Od wczoraj wieczorem świata bez kopytka w sypialni już nie ma.

niedziela, maja 15, 2016

1838. Może świat się nie kończy

można mieć wykształcenie muzyczne,
można być ubranym,
można mieć coś bardzo trudnego do opowiedzenia
     i mimo to wszystko wygrać.
niesamowicie budujące.

Jamala, 1944.

(1831+6). Rocznicowo

Sadownik & Jabłoń:
(uroczystym obiadem świętują miłosną „osiemnastkę”)

Jabłoń:
O rany, z nikim wcześniej tak długo nie byłam!

1836. Peregrynacja, dzień 125.

noski. sztuk pięć.

*

Jabłoń:
(pokazuje to zdjęcie Sadownikowi)

Sadownik:
Kochanie, nudne już się robią te twoje portrety!

1835. Matkom dedykując

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tak. ominie mnie to, co w twoim życiu najważniejsze.
ciebie ominie to, co w moim życiu najważniejsze.
i co z tego?

*

wracałam do domu…

piątek, maja 13, 2016

(1829+5). Dojrzała na tyle, by dojrzeć

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Poetka. Jest moją Przyjaciółką. Pisze do szuflady, ale czasem Jej wiersze mają taką moc, że same bezkompromisowo przepychają się łokciami do świata. Uwielbiam te chwile.

Poezja — test na inteligencję niezdany w żadnej z obowiązkowych szkół, które mnie przechowywały. Test, do którego nawet nie próbowałam podejść przez kolejnych kilkadziesiąt lat, bo po co? W tym życiu nie muszę już nic!

Poetka. Inna. Ma swój rozdział w Rozmowach. Zachwyciła mnie sobą, swą myślą i perspektywą tak bardzo, że zaryzykowałam.

Dziś w nocy dojrzałam. Na swój własny sposób. Zachwycił mnie brak znaków interpunkcyjnych. Zachwyciły mnie słowa w rządki ułożone, które brzydzą się jednoznacznością. Czuj i bądź, reszta bez znaczenia. A znaki interpunkcyjne? Wstaw, które chcesz, gdzie chcesz, czuj się wolny w interpretacji.

Nie myślę, że moje życie było nieudane, czy szczególnie bolesne. Było bardzo dużo nieszczęść, ale przyjmuję to w sposób naturalny. Mam bardzo pozytywny stosunek do życia i jakbym odchodziła, to z poczuciem wdzięczności za istnienie, za możność skorzystania ze świata, bo wiele pięknego mnie spotkało. Spotkałam ludzi, którzy byli mi bliscy i życzliwi. To wielki skarb. Doceniam to.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.

*

TO CO SIĘ DZIEJE już wcześniej się działo
w myślach i w ciemnych znakach nocnych
[…]
Ale wyławiamy chwile szczęśliwe
Wszak należy nam się jakaś nagroda
za zbrodnie jakich dokonuje na nas czas

*

zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały

*

Radości proste życie proste
dane nam były od zarania
więc skąd to samobójcze poczucie winy
które jak grzech pierworodny
jest nie do naprawienia

*

najlepiej iść z tobą na ugodę
nieśmiertelna samotności

*

gdybyś wiedział do kogo mówisz
może mówiłbyś inaczej

Julia Hartwig, Zapisane,
Wydawnictwo a5, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

1833. Peregrynacja, dzień 123.

majowy deszcz.
drzewne łzy szczęścia.
łzy spełnienia.

stałam. mokłam.
zachwycona.
niebem na ziemi.

1832. Trup z szafy

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dobrze, niedobrze. super, beznadziejnie. wspaniale, „a w chuj z tym“.

dziecięcy paradygmat — dychotomia dobrze/źle. w dzieciństwie ratuje życie. kształtuje kręgosłup moralno-etyczny i system wartości. ale. dziecięcy paradygmat przeniesiony w dorosłość — automatycznie, wyjątkowo łatwo, całkiem nieświadomie — staje się dziecinny. to pułapka.

złe, zły. zła jest tylko przemoc wobec ciała, ducha i umysłu. wszystko inne jest ciekawe.

zajęło mi to. kilka lat pracy nad sobą.

*

czwartek, maja 12, 2016

1831. Bardzo miłośnie

Jabłoń:
(z trzewi hamaka)
Kocham Cię.

Sadownik:
(zmienia głosik na romantyczno-uwodzący)
Powiedz mi, jak mnie kochasz?

Jabłoń:
(troszkę się ociąga, bo to nie ta chwila)
Przymierzam się…

Sadownik:
(zmienia ton głosu i podpowiada kwestię)
Kocham Cię miłością pełnoletnią.

Jabłoń:
To za trzy dni.

*

— Powiedz mi, jak mnie kochasz.
— Powiem.
— Więc?
Kocham cię
[…].
[…]
— I gdy śpisz. I gdy pracujesz […].

Konstanty Ildefons Gałczyński, Rozmowa liryczna.

(1829+1). Cebulowo

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Cebula. W moim rodzinnym domu robiło się z niej syrop dla dzieci. Pyszny!

Cebula. Chciałam, by miała swój własny wpis. Dlaczego?
„Bez dlaczego” — jak mawiał Marek Edelman.

[…] musiałam się wycofać, wyciszyć, odejść z domu, nawet porobić błędy, aby się odnaleźć, żeby się podnieść inną osobą.

*

Kultura ciągle rozważała przeszłość wojenną, taką Kantorowską, traumatyczną, z umarłymi, wojenną. Więc my upominaliśmy się o własną tożsamość, o radość, o życie, no i o ciało, zawłaszczone jako towar przez media i kapitalizm, które transformuje wszystkie możliwości — jest narzędziem, wehikułem i pamięcią. Zaczęłam robić fotografie wszystkich kobiet ze swojej rodziny nakładając na siebie kolejne, odsłaniające starzenie się — pokazując, że skóra, czyli ciało-które-widać, a nie maszyneria ukryta, jest pamięcią czasu, ale też że się zmienia, co kultura chce ukryć.

*

Śmierć jest brakiem wyboru, podczas gdy całe życie jest możliwością zrobienia lub nie zrobienia czegoś. Póki żyjesz, zawsze możesz wybierać, od drobnostek po ważne rzeczy. A kiedy wyboru nie ma — nie ma życia. Brak wolności jest śmiercią.

*

Pamięć związana jest z brakiem. Sztuka pozwala pytać.

*

Na wystawie „Siedmiu ojców” kataloguję i analizuję swoje relacje ze starszymi mężczyznami, którzy pełnili lub mieli pełnić kulturowo, czy życiowo, czy zwyczajowo role ojców — łącznie z moim ojcem biologicznym, z teściami i z tymi, którzy deklarowali, że chcą mnie zaadoptować. To też wizualizacja pozycji w dyskusji o związkach partnerskich i reakcja na pytanie: „Ilu można mieć ojców?”. Na pniach z jednego wielkiego dębu pociętego na siedem kawałków umieściłam siedem malutkich rzeźb ojców wykonanych z pamięci.

*

W konserwatywnej kulturze zwraca się uwagę na to, że to rodzice kształtują dzieci. Zwłaszcza podkreśla się rolę kobiety tylko wtedy, kiedy jest matką. A tymczasem w swojej rzeźbie wizualizuję, że to my, dzieci, następne pokolenie, w pewnym momencie kształtujemy naszych rodziców, stają się materią w naszych rękach, i jeżeli nie stworzymy pamięci o nich, choćby idąc na grób, to jakby tych ludzi nie było.

*

[…] pamięć to dla mnie kategoria teraźniejszości i przyszłości.

*

Przez całe życie nie można było zostawić skrawka cebuli, bo mama powtarzała, że cebula ratuje życie, jest najważniejsza. Cebula była zawsze i na wszystko. Na każdą chorobę, na smutki. W moim domu była po prostu adoracja cebuli.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

(fragm. kadru z filmu Zuzanna Janin — Siedem tańców, wystawa)

1829. Nieprzegapiona

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kaan wspomniała o książce. W gugla wbiłam. Premierę ma na początku czerwca. Poczekam.

Nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła okiem na inne książki tego wydawnictwa. I proszę! Przykro byłoby tę książkę przegapić.

To nie jest książka o tych, co odeszli. W każdym razie nie tylko.
To nie jest książka o tych, co zostali. W każdym razie nie tylko.
To książka o głębokim procesie dojrzewania. Przede wszystkim o tym.

Nigdy nie skarżyłam się na samotność, bo w niej najwięcej mogłam zrobić.

*

[…] to był pierwszy człowiek, który mi potwierdził, że to, co mówię i co myślę, jest prawdą, że miałam dom, miałam rodzinę. Sama przestawałam już w to wierzyć. Myślałam, że to mi się uroiło.

*

Jestem bardzo wdzięczna za bardzo wiele doświadczeń, które ludzie uważają za naturalne, a ja uważam za przywilej, za dobro. Wdzięczność pomaga żyć.

*

[R. G.] Jakie to uczucie?
     Takie do ryczenia.

*

Niby wiemy, że rodzice kiedyś umrą, a jednocześnie wydaje się nam, że nigdy nie umrą.

*

Rysiek miał taką ładną dewizę: życie bez pasji jest wegetacją.

*

Staszek siedział przy mnie. Wtedy powiedziałam, kim jestem. Uznałam, że skoro wojna się skończyła, mogę mu wreszcie powiedzieć o sobie. I wtedy on tak pięknie powiedział, nigdy tego nie zapomnę: „Niezależnie od tego, kim jesteś, chcę, żebyś została ze mną całe życie, nie tylko kiedy jesteś młoda i piękna, ale też jak będziesz stara i niedołężna”. I tak było. Spędziliśmy ze sobą całe życie. Długo nikt poza nim nie wiedział.

*

[R. G.] Mówisz czasem do swojej mamy?
     Mówię. I nawet nie wiem, do której. Myślę, że obie nade mną czuwają. Bo jakie tam mogą mieć ważniejsze sprawy?

*

[R. G.] Klucz do domu był talizmanem?
     Zawsze, jak już się spakował, pytał: „A gdzie są moje klucze? Muszę mieć klucze, żebym wiedział, że mam dokąd wrócić”. Brał klucze, a ja byłam spokojna. Zakładał, że wróci. Chciał wrócić.

*

Nie lubiła być kurą domową. W Ameryce, kiedy wychodziłem do pracy, często zostawała w domu. Miała jakieś irracjonalne poczucie, że powinna być przykładną gospodynią i będzie na mnie czekać z obiadem. A ponieważ chciała być bardzo gospodarna, to jeździła gdzieś na drugi koniec miasta kupić pietruszkę tańszą o centa. Uważała, że gospodyni tak powinna i nie dała sobie tego wybić z głowy. Dla mnie to było bez sensu. Próbowała nawet gotować, ale ponieważ tutaj talentu nie miała, odetchnęła z ulgą, kiedy powiedziałem: „Teresa, ty lepiej nie gotuj, bo jakieś nieszczęście może się z tego wyniknąć”. Uszanowała ten pogląd.

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

środa, maja 11, 2016

(1825+3). Wklęsło-wypukłe złudzenie optyczne

nie daje mi spokoju. jedno zdjęcie. ale
wrażenia mam — tylko ja? — dwa różne.

1827. O gustach czytelniczych

Pan Ciasteczko:
(zaorany pracowniczo czwarty dzień)

Jabłoń:
(nie dzwoni, bo telefoniczne połączenia
wzmagają jej tęsknotę
)

Pan Ciasteczko:
(wciąż bardzo zaorany)

Jabłoń:
(pozwoliła sobie na poczet konta Sadownika
kupić książkę na portalu aukcyjnym
)

(po kilku godzinach dzwoni ze śmiechem w głosie)
Sadownik:
Chciałem się tylko dowiedzieć,
czy dobrą książkę kupiłem?

Sadownik & Jabłoń:
(ustalili, że nikt się nie włamał Sadownikowi na konto)

Jabłoń:
(śmiała się bardzo głośno, gdy usłyszała, jak Sadownik to ustalił,
sprawdził tytuł i wszystko było dla Niego jasne…
tylko Drzewko mogło tej książki szukać
)

Książka w podróży do Przytuliska:

1826. Wytrych?

co budzi się we mnie dziś?

*

Maria Anto, Park.