wtorek, czerwca 21, 2016

1907. Lektura obowiązkowa (I) / Subiektywnik (VI)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Najpierw na tę książkę polowałam. Trwało to dobrą chwilę. Upolowałam. Zabierałam się do niej, gdy przychodziła kolej na autora w moim gienderowym suwaku autorów i autorek, ale dawałam radę na kilkanaście, czasem dwadzieścia–trzydzieści stron i… odpadałam. Za dużo niewyobrażalnego, nieogarnialnego strukturalnego zła.

Skończyłam w piątek. W związku ze świeżością wrażeń, oburzeń i bezsilności, niektórych wystaw na festiwalu nie mogłam znieść. A Sadownik nie mógł znieść mojego komentarza, którym go raczyłam. Wystawę o uchodźcach i dzieciach-uchodźcach przebiegłam, wyszłam z sali, klapnęłam na krzesełku i na przeciwległej ścianie zobaczyłam dwa słowa, które stanowiły mój komentarz do samozapętlającej się nieświadomości przywilejów białego człowieka:

*

Jeśli chcemy z Sadownikiem pokłócić się okrutnie. Ruszamy w temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jedno nie może uwierzyć, że naród, który na własnej skórze przećwiczył holokaust, wyczynia takie cuda. Drugie z uporem maniaka twierdzi, że Izrael nie ma wyjścia i tylko się broni. Wszystko mamy rozgrzane do wściekłej czerwoności. Na ostatniej prostej powrotu z festiwalu, prawie pod domem, podnosiliśmy sobie nawzajem ciśnienie.

*

Ale wcześniej, w sali z albumami, poza albumem Siegfrieda Hansena, zatrzymała mnie na długo trylogia. Stanowiła przepiękne wizualne uzupełnienie fragmentów książki Domosławskiego. Pomysł na projekt par portretów poruszył we mnie wiele strun. A gdy wróciłam do domu, na spokojnie spotkałam inne fotografie Fazala Sheikha — pozostaną ze mną.

Fazal Sheikh, The Erasure Trilogy. Independence | Nakba.

Michael. Kiedyś irytowało go, gdy ktoś mówił o polityce jego kraju: „apartheid”. To nie tak, są problemy, polityka Palestyńczyków mu się nie podoba, nie można jednak porównywać Izraela do RPA. Ale dla samego siebie zbierał dowody „za” i „przeciw”. Wyszło mu, że to jednak apartheid. Systemowy, zapisany w prawie. Jeden przykład: za takie samo przestępstwo na terytoriach okupowanych inne procedury i kary dla Palestyńczyka, a inne dla Żyda.

*

Jonatan nie brał udziału w akcjach bojowych, pilotował śmigłowiec ratunkowy. Teraz zastanawia się, czy to właśnie dlatego odkrywanie prawdy o naturze okupacji zajęło mi tyle czasu.
     Po zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku — był wtedy w Stanach Zjednoczonych na szkoleniu dla pilotów — zszokowała go antyislamska propaganda w mediach i w armii.
     — Robili nam pranie mózgu.
     Jonatan skojarzył, że wszystko to zna z własnego kraju, lecz dopiero w Stanach Zjednoczonych dostrzegł kłamstwa, uprzedzenia, rasizm. Po powrocie nie zaznał spokoju.
     Świat Jonatana, ten wyniesiony ze szkoły, dzielił się na zacofanych, fanatycznych Arabów i oświecony, szlachetny Izrael. O tym, że izraelska niepodległość w 1948 roku to dla Palestyńczyków
nakba, czyli katastrofa, czystki etniczne, wygnanie z domostw, dowiedział się, mając… trzydzieści jeden lat.

*

Wyburzenie domów to na pozór mało spektakularny aspekt okupacji — nie ma krwi, nie ma zabitych. W istocie — jeden z jej nerwów. […] Wyburzenia to element „dearabizacji” terytoriów okupowanych, tworzenie terenu dla żydowskich osiedli. Także sposób na zamykanie Palestyńczyków w enklawach — za pomocą muru i sieci dróg, po których nie mogą się poruszać.
     Jeff mówi, że perwersja tej polityki polega na tym, że z pozoru wygląda to niewinnie: procedury, plany urbanistyczne, których nikt nie ma cierpliwości studiować. Gdy ktoś podnosi głos sprzeciwu, łatwo zamknąć mu usta: przecież chodzi tylko o ochronę terenów zielonych albo o dogodny przebieg autostrady — czy w waszym kraju nie robi się takich planów?

*

[Zygmunt] Bauman mówił z bólem i rozczarowaniem o polityce izraelskich rządów, ujmował się za krzywdzonymi Palestyńczykami. Przypomniał przyczyny swojego wyjazdu z Izraela w 1971 roku, gdzie mieszkał przez kilka lat po wypędzeniu z Polski w ramach antysemickiej czystki […]. Będąc ofiarą jednego nacjonalizmu, nie chciał milczeć wobec tego, że kraj, który dał mu schronienie, uprawia ksenofobię i nacjonalizm podobne do tych, które wygnały go z ojczyzny.
     Wypowiedział również myśl, która wywołała wściekłość obrońców polityki Izraela wobec palestyńskich sąsiadów. „Czymże jest mur wznoszony dziś wokół terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta? Zadawanie cierpienia upadla i niszczy moralnie tych, co cierpienie zadają — a cierpiących, wbrew wierzeniom, bynajmniej nie uszlachetnia”.

*

Nie ma myślenia poza językiem. Dopóki nie ma słowa opisującego problem, szczególnie problem trudny do nazwania, nowy, jego znaczenie i waga, a nawet samo istnienie mogą zostać niezauważone lub niedocenione. […]
     Autorem angielskiego terminu genocide, przetłumaczonego później jako „ludobójstwo” i promotorem uczynienia zeń osobnej kategorii prawa międzynarodowego był polski prawnik żydowskiego pochodzenia Rafał Lemkin (1900–1959). Ludobójstwem Lemkin określił masowe zabijanie ludzi ze względu na ich narodowość, rasę, wyznanie religijne, a także świadome pozbawianie danej społeczności dostępu do żywności, ochrony zdrowia, dachu nad głową oraz wyniszczanie jej kultury.

Artur Domosławski, Wykluczeni,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 20, 2016

1906. Niedzielny późny poranek w Tekturze

(1893+12). Bohater Kot

miś dawno temu. ołówek w sobotę. nie zdziwiła mnie już wcale ta postać, spotkana w niedzielę.

(1904+1). Subiektywnik festiwalowy (V)

przy tym albumie wyłam z rozkoszy wizualnej. Sadownik rozumiał dlaczego, choć sam tak nie ma. moje ulubione sąsiadujące strony. ta po prawej uwielbiona. wracałam do nich i wracałam. od teraz mam je „pod ręką”.

Siegfried Hansen, Hold the line.

1904. Subiektywnik festiwalowy (IV)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

ostatni dzień festiwalu. zaczęliśmy gwiazdą fotografii.

Sadownik. powtarzał. że klasyk. że czy widzę styl, precyzję, oko, wrażliwość. że takich zdjęć już nikt nie robi.

tak. widziałam. doceniam. ale smutek mieszał się we mnie z wkurwem. czyli patrzyłam na sztukę najwyższych lotów. każda z dziecięcych fotografii łamała mi serce. zastanawiałam się nad tym, jak potoczyły się losy tych dzieci. myślałam o tym, że wiele z nich przemknęło już przez swoją dorosłość i nie żyje.

te dzieci, ta historia, to się wydarzyło… wróć! to ciągle się dzieje, ale nie ma białej skóry. i tylko ludzie, białym zachodnim losem obdarowani, mogą patrzeć na te fotografie i dyskutować o kompozycji, świetle, pewnej konwencji. jakim cudem ty i ja dostaliśmy taką szansę?

dziś nikt już tak nie fotografuje. dziś tej fotografii nikt by nie zauważył, bo nie leje się krew. ta dziewczynka. ciekawe, kim była w dorosłym życiu? czy była szczęśliwa? co sprawiało jej radość? pozostałam z pytaniami bez odpowiedzi i wrażeniem, które to zdjęcie wciąż na mnie robi: ciekawości, nie ustawaj!


fot. David Seymour (1911–1956)

1903. Kobiecość: sacrum, meritum, profanum?

wtedy nie śnił mi się ten dzień. wczoraj, czyli siedemdziesiąt cztery dni później. peregrynacja, dzień 160. trwa projekt: człowiek zdrowiejący, kobieta szczęśliwa.

niedziela, czerwca 19, 2016

(1897+5). Subiektywnik festiwalowy (III)

te trzy zdjęcia. z puli tych, które mnie zatrzymały wczoraj na dłużej. pozostaną już ze mną. dotykają. poruszają. zmieniają. mnie.

Troi Anderson, Prayer for Legba.

Calvin Chen, Amazon Rain.

Megan E. Doherty, Winter.


jeszcze dziś.

1901. już!

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wczoraj. nim, jako zestaw dwóch sztuk, ruszyliśmy „na sztukę”. OFF Piotrkowska kawa nieśpiesznie pita. metr dalej, cztery stoliki złączono w jeden. zainstalowano w sumie kilkanaście osób. dorosłych osiem. cztery pary. w mniej więcej tym samym wieku. i radość ze spotkania. i śmiech. i uwaga. i promienie słońca. i rozmowy. i serdeczność. nigdy wcześniej w życiu czegoś takiego nie widziałam.

nie wiedzieć kiedy. nie wiedzieć jak. nie wiedzieć czemu. nieznane mi do tej pory. ogromne pokłady dobroci otworzyły się we mnie.

fajnie jest rozumieć swoje życie i świat. ale jeszcze fajniej jest czuć zrozumienie. pomyślałam. czuć całą sobą.

*

wczoraj. obejrzałam kilkadziesiąt — kilkaset — żyć. które nie były, nie są i nie będą moim udziałem. świętowaliśmy z Sadownikiem nasze życie, przywileje i nasz czas.

a dziś?

1899. Okna

nie odleciał.

*

nie odpłynęła.

(1894+4=1897+1). Okno (IV) / Subiektywnik (II)

1897. Subiektywnik festiwalowy (I)

1900. światło i miłość

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

z opisu jednej z prac przedstawionej na festiwalu. autor, Paweł Kula. słońce jest wewnątrz każdego owocu — to część kosmicznego pulsu. piękna perspektywa. pomyślałam.

ale. jest i piękniejsza. jesteś owocem miłości. jest więc w tobie nie tylko światło. w związku z tym. coś? dziś?

nie czekaj.

piątek, czerwca 17, 2016

1892.

zmyłam z dłoni wszystkie dotykane klamki, odsuwane krzesła, gładzone blaty stołów. padłam. ale zanim. cyk.

czwartek, czerwca 16, 2016

1891. Znalezione na ranem

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dawaj! no wiesz, młoda wdowa. wieńcówka, udar, zawał, do wyboru, do koloru. wszystko, co jesteś w stanie sobie wyobrazić, byle na śmierć.

dawaj! no wiesz, młody wdowiec. rak jajników, piersi, jelit, do wyboru, do koloru. wszystko, co jesteś w stanie sobie wyobrazić, byle na śmierć.

czujesz ten klimat? walka z wiatrakami statystyk umieralności. zdrowy styl życia nie musi cię uratować. nawet najlepsza profilaktyka nie gwarantuje sukcesu. wszystko to wiesz. lęk, strach, przerażenie, życiowy paraliż — monstrum. ile to energii żre? energii, której tu i teraz nie użyjesz. szkoda.

naprawdę szkoda.

środa, czerwca 15, 2016

(1825+65). Peregrynacja, dzień 155. (suplement)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynacja, dzień 120. Pierwsze spotkanie z panią Magą. Wydusiła nóżkę. Blizny poprzesuwała. Zakres ruchu zmobilizowała. I powiedziała:
     — A teraz, trzymając się o tu, proszę zrobić przysiad. Tyle, ile się da.
     — Ale ja jestem już w takim wieku, że nie muszę robić przysiadów — broniło się okrutnie Drzewko.
     — Jeśli chce pani schodzić normalnie po schodach, to musi pani.

*

Peregrynacja, dzień 155. Wczoraj. Zrobiłam pierwszy pełny przysiad. Jutro Maga wraca z urlopu. Chyba nie obijałyśmy się z panią Rehabilitantką, która dzielnie Ją zastępowała.

Chyba?

wtorek, czerwca 14, 2016

1889. Z domu do domu

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeden człowiek wystarcza, by urządzić Istocie Ludzkiej piekło na ziemi. Jeden człowiek wystarcza, by uratować Istotę Ludzką lub nadać sens Jej Życiu. Cała trudność polega na tym, by odróżnić jednego człowieka od drugiego.

I o tym właśnie jest ta książka. Chwilę trwa powrót z tej historii.

Ida nigdy nie powiedziała do niej: „Jesteś moją córeczką. Bardzo cię kocham. Wcale nie urodziłaś się w rynsztoku. Urodziłaś się w moich ramionach. Chodź tu, przytul się do mamusi”. Nawet jeśli matka tak nigdy nie powiedziała, to powinien był znaleźć się ktoś inny — ktokolwiek — kto szczerze wypowiedziałby te słowa.

*

     — Rozumiesz, o co mi chodzi? Zadbaj o siebie. Jesteś wolna. Nikt i nic cię nie zbawi, możesz to zrobić tylko ty sama. Obsiej swój grunt. Jesteś młoda i jesteś kobietą — to podwójne spore ograniczenie. Ale jesteś też człowiekiem. Nie pozwól, żeby ktokolwiek — czy to Lenore, czy byle fircyk, czy tym bardziej jakiś podły konował — decydował o twoim losie. To postawa niewolnika. A w tobie gdzieś przecież tkwi ten wolny człowiek, o którym mówię. Odkryj go i niech uczyni choć trochę dobra na tym świecie.
     Cee zanurzyła palec w słoju konfitury z czarnej porzeczki. Oblizała go.

*

Brały odpowiedzialność za własne życie i za każdą rzecz, każdą istotę, która potrzebowała ich pomocy. Brak zdrowego rozsądku u innych irytował je, ale nie dziwił. […] Starości nauczyć się nie można, ale dorosłość jest dla wszystkich.

*

Wybieraj sama — radzili — i nie dawaj się zniechęcić. Żeby byle zniewaga ani kuksaniec nie zbiły jej z pantałyku. […] Znajdź swój talent i pomnażaj go.

Toni Morrison, Dom, przeł. Jolanta Kozak,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 13, 2016

1888. Peregrynacja, dzień 154.

trzy autobusy. tramwaj. żadnej kuli! i powrót. tramwaj. autobus. i tramwaj. bez kul! po raz pierwszy.

1887. Street Art

Artystka, Artysta, Artyści, Artystki. nieznane. Fotograf. znany. bałam się, że deszcz zeżre Dzieło. poprosiłam Sadownika, by zatrzymał Dzieło w klatce aparatu. i proszę. Dzieło. na mnie działa. żaden deszcz mi go już nie zabierze.

niedziela, czerwca 12, 2016

1886. Też świętuje

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dała mi to, czego sama w dzieciństwie i młodości nie dostała. wolność. mylił mi się ten dar przez lata i dziesięciolecia z opuszczeniem, zaniedbaniem, niezrozumieniem, brakiem. aż mnie olśniło. jakiś czas temu. jeszcze pod koniec zeszłego roku.

wolność. to dzięki niej rozwinęłam w sobie odwagę. utrzymałam dziecięcą ciekawość i pewną naiwność wobec świata, pomimo płynących lat.

wolność. dała mi. i życie też. dziś. obchodzi urodziny.

Orzeszek.

sobota, czerwca 11, 2016

1885. do not!

(1881+3). Podczas wczorajszego świętowania

1883. Deszcz też nie przeprasza

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

jeśli moje łzy sprawiają, że jesteś przestraszony, nieswój, przecież nie chciałaś mnie dotknąć swoimi słowami, zachowaniem czy obecnością, po prostu chcesz szybko uciec od tej chwili, zniknąć, wyparować albo nie wiesz, co zrobić, to znaczy tylko tyle, że ta chwila nie była Nasza. byliśmy razem w tej samej przestrzeni. może całkiem blisko. ale się nie spotkaliśmy.

częściej niż inni? płaczę. sporo. z wielu powodów. z bezsilności też. z wdzięczności często. gdy jestem poruszona zawsze. po prostu tak mam. więc?

nie obarczaj mnie odpowiedzialnością za swoją reakcję. na moje łzy.

przylazło do mnie,
nim wpadłam na pomysł,
by powiedzieć przepraszam za łzy.

czwartek, czerwca 09, 2016

1880. Peregrynacja, dzień 150.

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdyby nie kopytko, nie natknęłabym się na książkę, w której znalazłam tę. Rehab jest wymagający: chcesz chodzić, to zasuwaj dzień w dzień do znudzenia i więcej, i bardziej, i jeszcze więcej, i jeszcze bardziej. Można mieć dość, można zwątpić, można tracić nadzieję. Można? W moim przypadku to pewnik! Niestety.

Ta książka jest niczym kaizen nawyków. Już nie mam dość, nie wątpię, nie tracę nadziei. Zasuwam! Jak mały samochodzik. Przestałam być ofiarą rehabu. A to dopiero początek — potworne ćwiczenie zadane we wtorek zrób tylko jeden raz dziennie — robię z uśmiechem na ustach.

Każde wielkie osiągnięcie jest wynikiem tego, co je poprzedzało. Jeżeli prześledzimy losy takiego osiągnięcia, to okaże się, że na samym początku był ten jeden pierwszy krok.

*

Mrok nie żyje własnym życiem — oznacza tylko brak światła.

*

[…] onieśmielał mnie ogrom pracy, którą musiałbym wykonać w związku ze swoją tęsknotą za kondycją fizyczną; gigantyczny dystans, który dzielił chwilę obecną od pożądanej przyszłości. Przytłaczała mnie wizja całego roku ćwiczeń. Czułem się winny, przygnębiony i zniechęcony, jeszcze zanim zdążyłem cokolwiek zrobić.

*

To, że robi się choć trochę, jest nieskończenie większym osiągnięciem niż nicnierobienie (z punktu widzenia i matematyki, i praktyki). To, że robi się choć trochę każdego dnia, ma większą wartość niż to, że robi się dużo jednego dnia, a kiedy indziej nic.

*

Mininawyk to niepozorne, a zarazem konstruktywne działanie, które chcemy podejmować każdego dnia. Ze względu na swój niepozorny charakter nie wiąże się ono z ryzykiem porażki i dlatego też stanowi nadzwyczaj skuteczną strategię wprowadzania w życie upragnionych zmian, która nie wymaga szczególnego wysiłku, a nawet dodaje sił. […] Ludzie bardzo często uważają, że oni sami stanowią powód, dla którego nie mogą wcielić w życie żadnej trwałej zmiany. Tymczasem to nie oni są problemem, ale wykorzystywana przez nich technika. Można dokonywać wielkich rzeczy bez wywoływania poczucia winy, bez strachu, bez doświadczania ciągle takich samych porażek, które idą w parze z takimi strategiami jak motywowanie się, czynienie postanowień albo działanie typu „po prostu to zrób”.

*

[…] sukces rodzi sukces.

*

[…] mininawyki są takie fajne dlatego, że nie ma tu miejsca dla klęski, nie obawiasz się porażki, nie masz poczucia winy. Nawet jeśli brakuje Ci siły woli, Twoje zadanie jest tak drobne, że zawsze znajdziesz sposób, aby je wykonać.

*

Strach przestaje istnieć, gdy doświadczasz czegoś, co okazuje się nie takie przerażające, jak się wydawało.

*

Cóż, czy siódme poty nie są jednak znakiem tego, że jakaś część ciebie jest niezadowolona? Czy w trakcie procesu transformacji w lepszego człowieka nie byłoby korzystniej traktować siebie dobrze?

*

Mininawyki pomagają podejść do granic strefy komfortu i wykonać jeden krok poza nie.

*

Niech Twoje nawyki będą „absurdalnie drobne”.

Stephen Guise, Mininawyki. Małymi krokami do sukcesu,
przeł. Katarzyna Rojek, Helion, Gliwice 2015.
(wyróżnienie własne)

1879. Hogwarts (IV) in the City


Joe:
(na początku pracy na środku zapytał studenta,
którego dobrze zna od wielu lat
)
Who are you?

Sala:
(ryknęła śmiechem)

Joe:
Who are you today?

Sala:
(milczała, czekając na ciąg dalszy pracy)

Jabłoń:
(pozostała w zachwycie nad potrzebą szukania odpowiedzi codziennie)

Hogwarts. Łażę i nucę in the City,
tęskniąc za Wiedźmami.

środa, czerwca 08, 2016

(1877+1). Peregrynacja, dzień 148. (suplement)

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj, późnym popołudniem na mały spacerek
do apteki bez kul poszli
)

Jabłoń:
(pod koniec wracania do domu zdycha)

Sadownik:
Piersi do przodu, nie do brzucha!

Jabłoń:
(może i ledwo trzyma się na nogach,
ale rży jak wielkie zdrowe konisko
)

wtorek, czerwca 07, 2016

1877. Peregrynacja, dzień 148.

nie wszyscy muszą łamać kopytko. by nauczyć się ważnego. zachwyciły mnie mądre słowa Brr:

jeśli praca nie polega na ratowaniu życia,
to na pewno może poczekać.

i już.

1876. Jezu, nie ufam tobie

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Społeczeństwo ma pomysł na ciebie, ma pomysł na mnie. Każda rodzina ma pomysł na każdego swojego członka. Twoja rodzina wie, jaka powinnaś być ty. Moja rodzina ma wspaniały pomysł na to, jaka powinnam być ja.

Ile trzeba lat, by stanąć za sobą, swoim doświadczeniem, swoimi uczuciami? Ile lat potrzebnych, by odkopać się spod tych wszystkich super pomysłów na super człowieka i super życie? Ile, by poznać własny pomysł na własne życie? Ile trzeba sił, by się nie poddać? Odpowiedź brzmi: od jasnej cholery! Jednak warunkiem koniecznym jest człowiek, choć jeden, który nie podepcze naszej prawdy o nas samych, który ją uzna, uwierzy w nią i potraktuje serio. Bohaterce tej książki taki człowiek nie był dany.

*

Podczas czytania tej książki, wrócił do mnie znany obraz z dzieciństwa. Chodzi o ten z napisem Jezu, ufam tobie — wyszukałam wśród internetowych grafik — to niesamowite, że jest na nim biały, szczupły, w miarę wysoki mężczyzna, bez okularów, oczywiście. Taka religijna wersja idealnego męskiego barbie.

*

Ta książka pozostawia z pustką wypełnioną bezbrzeżnym milczeniem. Ta książka zatrzymuje niczym śmierć, bo jest o uśmiercaniu na początku życiu, o uśmiercaniu na całe życie.

Każdy z nas, jestem pewna, doświadczył w życiu braku akceptacji czy wręcz odrzucenia, chwilowego lub utrzymującego się przez dłuższy czas. Przyjmujemy to rozmaicie: z obojętnością, lekkim rozdrażnieniem, może też nam być z tego powodu przykro. Są wśród nas i tacy, którzy zaznali autentycznej nienawiści — i to z powodu czegoś, na co nie mają wpływu i czego nie mogą zmienić. Pewną pociechą może być dla nas świadomość, że odrzucenie czy nienawiść są nieuzasadnione — że nie zasłużyliśmy na nie.

*

Czarna dziewczynka pragnie mieć niebieskie oczy białej dziewczynki, a grozę czającą się u podłoża tego pragnienia przewyższa jedynie zło, jakie niesie ze sobą jego spełnienie.

*

[…] nasz smutek był tym dotkliwszy, ponieważ nikt poza nami go nie odczuwał. Ludzie byli zniesmaczeni całą historią, wstrząśnięci, oburzeni, rozbawieni, a nawet podekscytowani. I na próżno czekałyśmy, aż ktoś powie: „Biedna dziewczynka” albo „Biedne maleństwo”. Usta, z których winny paść te słowa, wykrzywiały się oskarżycielsko. Patrzyłyśmy ludziom w oczy, lecz zamiast troski widziałyśmy tylko zasłonę obojętności.

*

Pauline ostatecznie się ukształtowała, a proces jej stawania się polegał, jak u większości z nas, na wyhodowaniu w sobie nienawiści do wszystkiego, co dziwi lub przeszkadza.

*

Wraz z ideą romantycznej miłości wchłonęła jeszcze jedną — ideę fizycznego piękna. Bodajże dwa najbardziej szkodliwe pojęcia w dziejach ludzkiej myśli. Oba zrodzone z zawiści, znajdowały pożywkę w braku pewności siebie i niezmiennie kończyły się rozczarowaniem.

*

Pewnej soboty, zatopiona w trawie na opuszczonej działce, rozrywałam łodygi mleczy i rozmyślałam o mrówkach, o pestkach brzoskwiń, o śmierci i o tym, gdzie podziewa się świat, kiedy zamykam oczy.

*

Piękno to nie tylko coś, co można zobaczyć; to również coś, co można zrobić.

Toni Morrison, Najbardziej niebieskie oko,
przeł. Sławomir Strudniarz, Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 06, 2016

1875. Znalezione pod powiekami

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

kłótnia. afera. darcie kota. ważna dyskusja. bardzo poważne argumenty. szantaż emocjonalny. i wszelkie inne odcienie ścierania się różnicy zdań, przekonań, wartości, gustów i widzimisię.

wszedłbyś w to? w stylu, który uprawiasz od zawsze? naprawdę? walczyłbyś do upadłego jak lew? gdybyś wiedział, ile zostało ci czasu. twojego czasu. ale i waszego wspólnego.

inna perspektywa, co nie?

1874. U Orzeszka i Białego Kruka (III)

Tamczasem. A tu,
proszę, następne…

…serce rośnie!

1873. Peregrynacja, dzień 147.

to twoje życie. dasz radę!

tak.

niedziela, czerwca 05, 2016

1872. Znalezione w autobusie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

sfrustrowana? zła? smutna? wściekła? wykończona? i te pe?

sprawdź — przyszło mi do głowy — czy nie weszłaś w nieswoją rolę. opiekunki zbyt dużego człowieka lub ludzi? organizatorki wycieczki zwanej weekendem lub życiem? animatorki szczęścia cudzego? boga, co decyduje o kwestiach życia i śmierci tego czy owego pomysłu?

sprawdzam prawdziwość tego, co do łba mi strzeliło. przebiegam znaczące kawałki życia. u mnie dokładnie tak było. a najszczęśliwsza jestem, gdy nie biorę na siebie cudzej odpowiedzialności. gdy jestem ludzko ułomnym człowiekiem, a nie aspirującą do wszechmocnego bóstwa.

sfrustrowany? zły? smutny? wściekły? wykończony? i te de?

sprawdź, czy nie wszedłeś w nieswoją rolę. opiekuna? organizatora? animatora? boga? boga, w szczególności.

bilet skasowany.

1871. zebrane z podłogi

nie chodzi o inne życie,
chodzi o inną ciebie.

*

czym się kierujesz,
gdy wybierasz, gdzie iść?

czad!

1870. Orientuj się!

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

o autoryzację Bliźniaczą Liczbę poprosiłam. dostałam. cytuję. płakałam ze śmiechu.

jestem tak heteroseksualna, że
nawet mój Animus jest gejem!

mój Animus. bliźniaczo. też jest gejem. choć uczuciowo-intelektualnie jestem bi. zdziwiona?

wcale!

(1868+1). O komunikacji

— Naprawdę?
— Tak?
— A nie?

no tak.

sobota, czerwca 04, 2016

1868. O braku

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

strasznie i okrutnie zachwyciło mnie wczoraj jedno słowo: naprawdę. dziś nad ranem po mojej stronie łóżka przycupnęła historyjka. wysłuchałam. oczyma wyobraźni obejrzałam. a ona, przykurczona, zapytała. podasz mnie dalej? podam.

     — brakuje mi pieniędzy, szczęścia i zdrowia.
     — naprawdę?
     — i jeszcze pracy, szacunku i miłości…
     — mało!
     — …przyjaciół i czasu…
     — mało!
     — i… sensu też mi brak.
     — o! tym możemy się zająć. co ty na to?

podałam.

(1827+40). Historie zeszłego wieku

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znalazła mnie w książce Pana Grzeli, na którą natknęłam się po tym, gdy Kaan wymieniła tytuł innej książki, która miała premierę dwa dni temu. Zamówiłam. Przyszła. Podczytywałam kawałkami między kilkoma innymi książkami rywalizującymi o moją uwagę. Krótko: książka, z książki, książce, książkami — ot, cała historia, a w zasadzie wstęp do historii z 1977 roku.

[Ruta Wermuth-Burak] Nie opowiadał. Dał mi ją do przeczytania. Wpisał dedykację . I tam jest napisane: „Moja mała Rutko, ponieważ trudno mi powiedzieć całą historię mojej córki, to w tej książce jest to opisane. Jak chcesz, to sobie przeczytaj, a później pytaj. […]”

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.

Czytając, co rusz, zastanawiałam się, jak się czytało tę książkę Pani Rucie. Czytając, co rusz, płynęły łzy. Łzy, których wczoraj potrzebowałam.

     — Jeśli kochasz kogoś mocno — mówił później — możesz po prostu zapomnieć o innych sprawach. Słowa, jakie mówisz tej drugiej osobie, sposób, w jaki się do niej odnosisz, zmieniają wzajemny stosunek i dominują nad teraźniejszością.

*

     — Nie rozumiem, dlaczego wszyscy robimy wokół tego tyle zamieszania — zauważyła sucho. — Najgorsze, co może mi się przytrafić, to tylko to, że umrę.

*

Nic nie wydawało się ostateczne. Ani nadzieja, ani zwątpienie.

*

[…] nie przykładam wagi do danych statystycznych. Bo co one w gruncie rzeczy oznaczają? Jeśli rzecz dotyczy określonej osoby, mnie lub ciebie, wygląda to zupełnie inaczej, niż na byle jakim kawałku papieru. Mam dosyć tego ciągłego gadania o statystykach.

*

[…] potrafię teraz bardziej niż przedtem cenić rzeczy (przynajmniej te piękne) i ludzi (przynajmniej tych miłych).

*

     — Zależy jak się do tego zabierzesz — odpowiedział jej na to Wiktor. — Rzecz w tym, aby nie pytać, czy ktoś zatrudniłby ciebie, ale aby zdecydować, co ty chciałabyś robić, a potem starać się to urzeczywistnić.
     […]
     — Ale zanim odkryjesz, co to ma być, powinnaś znaleźć coś, co chciałabyś i co lubiłabyś robić. Coś, co robić warto, co dałoby ci zadowolenie i uczucie spełnienia.

*

Wiktor wyszedł do ogrodu, aby powiedzieć Arlocowi, że Jane już wie. Reakcja chłopca była całkiem rzeczowa.
     — Ależ wiedziała o tym już od dawna — oświadczył z przekonaniem.
     Wiktor uniósł ze zdziwieniem brwi.
     — Nie, nie rozmawiałem z nią o tym — odpowiedział na jego nieme pytanie. — Ale czułem to wyraźnie.

*

Miłość nie kończy się wraz ze śmiercią.

*

     — Być może, że ty naczytałeś się Freuda, ale ja nie czuję się winny. — powiedział.
     — Bzdury — wybuchnął na to w pierwszej chwili Ryszard, ale potem dodał łagodniejszym tonem: — Tato, człowiek zawsze czuje się winny wobec ludzi, których kocha.

*

     — Czy wciąż jeszcze sądzisz, że to właśnie ty miałeś wtedy rację?

*

Jest ogromna różnica pomiędzy świadomością, że ból można unicestwić, a myślą, że będzie trwał w nieskończoność.

*

W tym wszystkim musi tkwić jakaś symbolika, jakieś tajemne znaczenie.

Victor i Rosemary Zorza, Sposób na umieranie. Żyć do końca,
przeł. Rut Wermuth, Media Rodzina, Poznań 1999.
(wyróżnienie własne)

piątek, czerwca 03, 2016

1866. [*]

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziewiętnaście lat temu z hakiem wynieśli się z miasta. Pies, a w zasadzie psy były oczywistą potrzebą, nie tylko fizyczną, psychiczną, ale i duchową. Wszystkie były jedynymi w całej wsi, które nie żyły na łańcuchu przy budzie. Docent, uśmiecham się, przewielki wilkowaty, chodził na truskawki do ogródka, czym zmusił Białego Kruka, by ogrodził grządki. Docenciu miał niebywały dar bardzo delikatnego i ostrożnego poruszania się między krzaczkami.

Wspominam Wszystkie od początku do dziś, bo wczoraj odeszła Jaga. Na podwórku ganiali Amor (ze schroniskową historią), Mati (kataloński „poranek”), Kumpel, Misiek, Docent, Jaga, Bolo został więc sam. Sadownik nie poznał tylko Amora i Matiego. W domu rządziły Zuzia, Niunia, Tofik, a teraz nie odstępuje Orzeszka na krok Saba.

Gdy odchodzi pies, z którym dzieliło się jakoś życie lub chwile, coś w człowieku zatrzymuje się — najlepsza, kudłata część duszy? I dwunożne zwierzę wścieka się na naturę, że „piesy” tak krótko żyją. Ale zaraz potem myślę sobie, że tak jest lepiej, bo jak wytłumaczyć psu, że jego Pan lub Pani odeszli?

Zatrzymał mnie kudłaty Anioł, Jaga.
^..^

czwartek, czerwca 02, 2016

(1864+1). W świecie stojącego na nogach nad rzeką

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ten cytat chciałam uchronić od utonięcia wśród innych, choć są wspaniałe i znaczące.
Ten jest dla mnie szczególny, znaczący i ważny.

Rok temu odeszła ode mnie Janina.
     Adlai E. Stevenson wyraził następującą opinię o Eleanor Roosevelt: „Wolała zapalać świece, niż przeklinać mrok, a jej blask rozgrzał świat”. Sama Eleanor Roosevelt z kolei w taki oto sposób opisała ludzką moc stawiania granic człowieczej bezsilności: „Nikt bez twojej zgody nie może sprawić, byś poczuł się gorszy”. Znała tę moc, ponieważ odnalazła ją w sobie
.
     Toutes proportions gardées (Janina nie była nigdy żoną prezydenta, a świec miała tyle tylko, by ich starczyło na rozproszenie mroku w jednym pokoju i rozgrzanie tych, którzy w nim się znaleźli), zdawało mi się, jakbym czytał o Janinie, jakbym słyszał słowa o sile człowieka przez nią samą wypowiedziane — słowa opisujące logikę jej życia i wyrażające istotę jej wiary, jej własny sposób bycia w świecie.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

1864. W świecie stojących na głowie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy czytam tego typu książki, zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie. Czy sięgają po nie analitycy, menadżerowie do spraw bieżącej sprzedaży, prezesi instytucji finansowych czy medialne ekonomiczne gadające głowy? A jeśli sięgają, czy czytają ze zrozumieniem? I jak się wtedy mają? Czy poznawczo nadal im się wszystko zgadza? Wymieniając „ludziopodobne typy”, nie wymieniłam polityków , ponieważ jeśli o nich chodzi, złudzeń nie mam — w ogóle ich nie podejrzewam o czytanie.

Wciąż pozostaję w zadziwieniu, że żyję w kraju, w którym elementarna potrzeba posiadania miejsca do mieszkania — niekoniecznie na własność, koniecznie na względnie długo — nazywana jest chciwością.

Który już raz czytam o „potrzebie” ratowania czy chronienia banków, dbaniu o PKB, rynki, krzywą wzrostu za wszelką, również ludzką, cenę. Niezmiennie mam wrażenie, że wciąż powtarza się ta sama historia, która w moim przypadku zaczęła się tak.

W drugiej połowie podstawówki miałam w klasie spadochroniarza. Zbujował, zastraszał, bił i… co tydzień dostawał uwagę do dzienniczka, że za tydzień to już inne, poważniejsze konsekwencje będą wobec niego wyciągnięte. Czy były? Pytanie retoryczne. Jego najlepszy kumpel zagroził mi śmiercią, gdy nie zda i spadnie do mojej klasy. Nie zdał. Na moje „szczęście” w wakacje, które nas dzieliły od chodzenia do tej samej klasy, utonął. Żaden bank, żadna chora idea zysku niestety nie utonie.

Komunikaty pełne słów, a także komunikaty, które tworzy milczenie.

*

Jak zauważył Richard Rorty, opisując przypadek Ameryki, do pewnego stopnia — choć nie całkiem — różny od wariantu europejskiego:

Celem będzie odwrócenie uwagi roboli, sprawienie, aby 75 procent Amerykanów i dolne 95 procent światowej populacji zajmowało się wrogością etniczną i religijną oraz dyskusją na temat norm seksualnych. Jeśli będzie się trzymało roboli z dala od ich własnej rozpaczy za pomocą kreowanych przez media pseudowydarzeń, włączając w to krótkie i krwawe wojny, [superbogaci] nie będą mieli się czego bać.

Jak pokazują ostatnie doświadczenia, które nie pozostawiają wiele miejsca na wątpliwości, superbogaci zrobiliby wszystko lub niemal wszystko, by ze strony roboli nie groziło im nic, czego mogliby się bać…

*

Normalność o niczym nie świadczy, wyjątek świadczy o wszystkim, reguła istnieje tylko dzięki wyjątkom, które ją potwierdzają.

*

Przywykliśmy już do pomstowania na kilkuprocentowe podwyżki cen biletów kolejowych, wołowiny czy prądu, ale w obliczu 300-procentowej ogarnia nas już tylko konsternacja i paraliż woli. Czujemy się bezsilni, nie wiemy, jak reagować. W arsenale naszych defensywnych broni nie ma żadnej, której moglibyśmy użyć — przekonaliśmy się o tym, kiedy rządy bez zmrużenia oka wpompowały miliardy i biliony dolarów do skarbców banków, choć wcześniej przez dziesiątki lat awanturowały się o kilka milionów, które powinny były, choć tak się ostatecznie nie stało, zasilić budżety szkół i szpitali, systemy opieki społecznej oraz fundusze rewaloryzacji zabudowy miejskiej.

*

[…] system opieki społecznej podlegający gwarancjom i zarządowi państwa stanowi warunek konieczny zarówno zdrowej gospodarki, jak i ochrony przed najbardziej bolesnymi konsekwencjami gospodarki chorej. Ta myśl przenikała do powszechnej świadomości stopniowo, ostrożnie stawiając kolejne kroki, choć ostatnio posuwała się naprzód coraz szybciej w związku z widmem światowego kryzysu gospodarczego. Nie chodzi tu wyłącznie o kwestię hojności i dobroczynności, jak próbowały nam wmówić dominujące ideologie Reagonomiki i Thatcheronomiki. Rzecz w tym, że przywrócenie dawnych oraz zbudowanie nowych mechanizmów polityki zbiorowego zabezpieczenia przed indywidualnymi nieszczęściami nie leży jedynie w interesie ludzi, których te nieszczęścia spotykają. To kwestia wspólnego interesu, a w istocie wspólnego przetrwania. Konflikt interesów między podatnikami a osobami pobierającymi zasiłki stanowi w dużej mierze wytwór karmionej ideologią wyobraźni. To nie szczodrość państwa opiekuńczego najmocniej uderza w podatnika, ale właśnie jego skąpstwo — godzi bowiem w źródło jego własnego dobrobytu: w dochody, od których odprowadzane są podatki.

*

[…] gra słów jest dla mnie najbardziej niebiańską z uciech. Uwielbiam ją. Mam z niej tym więcej radości, im słabsze karty przypadają mi w udziale podczas kolejnego rozdania i im mocniej muszę wytężać umysł, im bardziej się wysilać, żeby nadrobić braki i ustrzec się przed pokusą pójścia na łatwiznę. Nie o cel wędrówki tu chodzi, ale o to, by pozostać w ruchu, pokonać przeszkody lub się ich pozbyć — to właśnie daje życiu smak.
     […] wygląda na to, że nie potrafię myśleć bez pisania

*

[…] wrażenie dyslokacji towarzyszyło mi, odkąd tylko pamiętam: poczucie, że jestem nie na swoim miejscu, nie w swoim czasie; a także jeszcze silniejsze poczucie ogromnego dystansu oddzielającego mnie od „ludzi interesu” — odległości zarówno fizycznej, jak i duchowej, wynikającej i z ich, i z moich własnych wyborów. Gotów jestem przyznać, że ów stan okazał się dla mnie przyjemny, ba, wręcz głęboko satysfakcjonujący.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

środa, czerwca 01, 2016

1863. Wyliczanki dwie

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to mówią ludzie? Że pierwszy dom należy wybudować na próbę lub dla kogoś obcego, drugi dla znajomego, a dopiero trzeci dla siebie?

Nasz pierwszy dom mieścił się na dwunastu metrach kwadratowych, może był na próbę — nie pamiętam już. Nasz drugi dom wynieśliśmy własnymi rękoma z wynajmowanego mieszkania, którego właściciel był niepocieszony, że traci tak niebywale przyzwoitych, bezproblemowych wynajmujących. Trzecim domem jest nasze Przytulisko. Ten Dom jest pierwszym i jedynym dla Kudłatej, Sadownika i Jabłoni.

*

Jak to twierdzą ludzie? Że pierwsza miłość rzadko bywa ostatnią, że za pierwszym razem najłatwiej o porażkę, że sparzyć się w życiu trzeba?

Sadownik jest drugim mężczyzną, który wzbudził sobą we mnie ciekawość. Jest drugim, którego pokochałam. Jest drugim, który wzbudził we mnie podziw. Jest drugim, z którym chciałam być. I choć nie jest drugim, to jednocześnie jest pierwszym i jedynym, z którym chcę się zestarzeć.

ene due rike fake?

*

Cyndi Lauper, True Colours.

I see your true colours,
and that's why I love you
.
So, don't be afraid to let them show.
Your true colours,
True colours are beautiful
.
Like a rainbow.

1862. Dzień Dziecka, Dzień Odwagi

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znam kobietę, której marzenie o byciu babcią nie spełniło się. Chciała być babcią, by… mieć, o czym rozmawiać ze swoimi przyjaciółkami. Jak sobie radzi? Nie wiem.

*

Szłam na przystanek autobusowy. Babcia pchała wózek. Pierś do przodu. Duma i moc połknięte niczym kij od szczotki. Bagaż lat — nie wierząc, że należy do niej — ciągnął się dziesięć metrów za wózkowym duetem. Podziwiałam. Pomyślałam: dzieci dają siłę. Szkoda, że niektóre kobiety kontaktują się ze swoją siłą tylko i wyłącznie dzięki dzieciom.

*

Dziś. Dzień Dziecka. Jakieś statystycznie znaczące dziecięce marzenie? Być dużym, dorosłym i robić to, co się chce! Czy znasz chociaż jedno dziecko, które choć przez chwilę o tym nie marzyło?

Marzenie marzeniem, a rzeczywistość skrzeczy. Bo duży nie musi oznaczać pełnoletni. Bo pełnoletni nie musi oznaczać dorosły. Bo dorosły nie musi oznaczać dojrzały, mądry, kochający, nie wspominając już w ogóle o robieniu tego, co się chce.

Dziś. Dzień Dziecka. Niech będzie też Dniem Odwagi, by realizować marzenia, a nie odkładać je ad acta. Własne marzenia, nie cudze!

to dziś!

wtorek, maja 31, 2016

poniedziałek, maja 30, 2016

1859.

niczym słowo na niedzielę. mam pytania na ten tydzień. wielkie. do siebie. zajmuje mnie odkrywanie odpowiedzi.

jak doświadczam dziś siebie?
co zostawia we mnie emocjonalny ślad?
co mnie dotyka, porusza, zatrzymuje?
co przykuwa moją uwagę? co mi się przydarza?

i?

(1683+1+174). Peregrynacja, dzień 140.

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Uczyłam się chodzić. Od nowa. Uczę się wciąż. Szlifuję technikę.
Odzyskuję siłę, sprawczość, samodzielność. Krok po kroku.

Opanowałam już do perfekcji korzystanie z komunikacji miejskiej. Posiadłam magiczne moce i umiejętnie je wykorzystuję, by ustąpiono mi siedzącego miejsca, nim tramwaj/autobus ruszy. Najlepszą anegdotą filozoficzno-absurdalną pozostaje wejście o dwóch kulach do tramwaju i oglądanie wyświetlanego w nim dzieła w ramach kampanii dotyczącej bezpieczeństwa: „trzymaj się! prowadzący pojazd może musieć gwałtownie zahamować”, a skąd wziąć trzecią rękę?

Czasem klik, klik i patrzę na zapomniane już prawie momenty w świecie bez kopytka. Sama nie mogę uwierzyć, że tak było, że tak długa droga i zmiana za mną. A na tej drodze aktualnie dwie anegdoty.

Pierwsza. Od tygodnia chodzę z Heniutką na siuśkowe spacery bez kul. Kilka dni temu wyszłyśmy. I. Lunęło! Mocno. Intensywnie. Przepięknie! I? Zachwycona byłam. Że ja, że na dworze, że krople deszczu na twarzy, że moknę! Na ostatniej prostej do domu Heniutka ciągnie jak głupia. Odpięłam Suczydło ze smyczy i obroży i widząc, co się dzieje, parsknęłam śmiechem. Kudłata mokra dziewczynka galopem poleciała pod daszek klatki. Nie będzie mokła z powodu odmienionej dziwnie matki.

Druga. Indianie jeszcze nie są w zasięgu moich możliwości. ale odkryłam, że mogę już tańczyć. Jak przedszkolak, ale za to z niebywałym zaangażowaniem! Strasznie fajnie jest być przedszkolakiem, stopę do stopy dostawiać w rytm melodii. Świetnie nadaje się do tego ścieżka dźwiękowa z filmu Gorączka sobotniej nocy. Przy tej piosence tracę rozum zupełnie. Musi tak być, bo czy ktoś widział przedszkolaka z doktoratem.

Yvonne Elliman, If I Can't Have You.

niedziela, maja 29, 2016

1857. Świr, zajob, punkt widzenia, 500+?

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dwa dni przed tym, gdy zaczął się świat bez kopytka, napisałam tu na blogu: nim wezmę się za najnowszą tej Autorki. Minęły cztery miesiące ze sporym hakiem, gdy wzięłam się za najnowszą książkę tej Autorki. Z rozdziawioną gębą, z niedowierzaniem, z przerażeniem, z nożem, co w kieszeni się otwiera. I cóż poradzić, skoro rodzimy, polski rynek dostarcza równie ciekawych form myślenia. W końcu kto zabroni człowiekowi z bogatą fantazją i utajoną paranoją?

Duke odkrył prostą prawdę, że nienawiść można szerzyć równie skutecznie, promując miłość. Do narodu, rasy, tradycji, Jezusa Chrystusa, a przede wszystkim do rodziny. Nikt normalny nie będzie się przecież czepiał rodziny. Konieczność segregacji rasowej Duke tłumaczył troską o przywrócenie chrześcijańskiego ładu i bezpieczeństwa.

*

Tu liczyły się praca, inteligencja, operatywność i szczęście. Mit zakładał, że jeżeli powinie ci się noga, to wylądujesz na bruku bez pomocy, ale zarazem co dzień będziesz budzić się z szansą, że wieczorem zostaniesz milionerem. To jest Ameryka, tak została pomyślana. Wszyscy mają tu się czuć równi. Tylko że do niedawna, żeby uczestniczyć w tej równości, trzeba było spełnić jeden warunek. Być białym.

*

Wczoraj wieczorem wzięliśmy globus, znaleźliśmy Europę, ale Polski nie było.
     — Musi być.
     — Nie było.

*

     — Chrystus rzekł: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.
     — A weź przestań, marksistowska propaganda!

*

     — Martin Luther King mawiał: „Lękamy się tego, czego nie znamy”. Ludzie nienawidzą innych ludzi, bo się ich boją, a wynika to z tego, że ich nie znają, a nie znają, bo są rozdzieleni. My byliśmy w domu uczeni nienawiści do czarnych. Czarni byli uczeni nienawiści do nas.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

czwartek, maja 26, 2016

1856. Bożocielcowa Wigilia

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z seksem jest jak ze sztuką kulinarną, każdy ma potrawy, które uwielbia. Zdrowienie jest również wracaniem do stołu, do ulubionych seksualnych dań. Jabłoń skonsumowała wczoraj, po raz pierwszy na peregrynacyjnej drodze, ulubiony seksualny deser.

Jabłoń:
(wciąż „odlecona”)

Sadownik:
Powinnaś jutro pójść do kościoła.

Jabłoń:
(mocno zdziwiona, poza tym, że w cudownie odmiennym stanie)
Po co? By podziękować?

Sadownik:
Nie. By prosić o postęp geometryczny.

środa, maja 25, 2016

1855. Mężczyźni

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

gdybyś była mężczyzną, to jakim? — zapytał tydzień temu. dużym, o wielkim poczuciu humoru — odpowiedziałam po chwili.

*

w niedzielę w galerii stanęłam pod tą fotografią. zastygłam. oniemiałam. bo kompozycja. bo wrażenie.

Sandro Miller/John Malkovich (2014),
Victor Skrebneski/Orson Welles (1970).

*

jedno i drugie doświadczenie to jedynie punkty startu. do wewnętrznej podróży. do opowieści o sercu, niezłomności, mięsistej cielesności dającej siłę i radość. o wszystkich tych uczuciach, które uruchamiają we mnie te obrazy. uczuciach, których nazwać nie sposób. które kolejny dzień mnie cieszą i prowadzą.

gdzie dziś dojdę?

wtorek, maja 24, 2016

1854. Peregrynacja, dzień 134.

 wpis przeniesiony 22.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Pierwszy dzień 20. tygodnia świata bez kopytka. Świata, który opuszczam powoli. Bardzo powoli. Wyrabianie nowych nawyków jest nie tylko bolesne, ale i frustrujące. Bo chciałoby się szybciej, bardziej, mocniej, na dłużej. Kto by nie chciał? A tu nic z tego.

Jak inni sobie radzą z wprowadzaniem zmian? Jakie mają taktyki, strategie, pomysły? Hmmm. Ciekawe. Pomyślałam. I sobie testuję. I biorę to i owo do budowanego przeze mnie nowego świata. Świata z dwoma kopytkami.

[…] choć duże sprawy mają znaczenie, niekiedy to drobiazgi potrafią odmienić życie.

*

Pamiętaj: „Duże drzwi chodzą na małych zawiasach”.

*

Zawsze jest łatwiej nic nie robić, niż podjąć działanie.

*

[…] jeśli nie wiesz, dlaczego coś robisz,najprawdopodobniej tego nie zrobisz.

*

Jest cienka granica między naciskiem, jaki musisz na siebie wywrzeć, aby zrealizować procedurę, a nakładaniem na siebie zbyt dużej presji. […] Zamiast brać na siebie zbyt dużo i próbować robić więcej niż to możliwe, skup się na minimum, ale za tym najistotniejszym.

*

[…] wybaczaj [sobie] i rób dalej swoje.

Steve Scott, Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie,
przeł. Marta Czub, Helion, Gliwice 2016.
(wyróżnienie własne)

*

3 minuty: szklanka wody. Achilles. więzozrost.

procedura 1.