czwartek, stycznia 23, 2020

3665. Moment na stole

zobaczyłam przy śniadaniu mandalę  
na łodyżce. i było po mnie. 

(2964+700). Jazda bez trzymanki

Siedemset wpisów później. Bałam się tej książki, że mnie „podupadnie”, więc trzymałam się od niej z daleka, ale I’griega zachęciła tak, jak tylko Ona umie. Zajrzałam, wsiąkłam i „podupadłam” społecznie.

Autorka, jak zwykle, bez żadnego zbędnego słowa opowiada o Polsce, z jakiej trudno być dumnym. Jako społeczeństwo jesteśmy kretynami, wartymi tysiąca pań Pawłowicz i panów Piotrowiczów, nie mówiąc o partii małych ludzi.

Cytaty? Dużo i każdy mocny, ale zdecydowałam się tylko na dwa, bo jak nie dwa, to musiałoby być ich dwadzieścia. Tylko dwa, by nie rozrzedzić społecznego dna, jakie udało nam się zorganizować w ciągu ostatnich trzydziestu lat na terenie kraju i w naszych głowach. Neoliberalnie wyprane łby powinny być z siebie dumne i… przeczytać tę książkę. Nie wierzę, że coś, pod jej wpływem, w nich drgnie. Nie wierzę nawet, że dotrą do jej końca ci, jeżdżący symbolicznymi beemkami czy audicami, ci ludzie są z Polski, nie z Czech. Nie przyjmują do wiadomości, że życie nie jest o „ja, mi, mnie w beemce czy audicy”, a ich święta mantra „człowiek — kowalem swojego losu” jest ślepa na okoliczności, które nie są równie łaskawe dla wszystkich. Koszty społeczne postawy „ja, mi, mnie w coraz lepszej beemce czy audicy” są ogromne — właściciele tych beemek i audic nie ponoszą ich w żadnym stopniu.

Podnosząc się z „podupadania”, wiem, że jedyne co możemy, to budować inny świat chociaż w sobie i wokół siebie. Nic innego nie pozostaje.

Przez ostatnie trzydzieści lat zlikwidowaliśmy w Polsce kilkanaście tysięcy kilometrów linii kolejowych. […]
     A w takich Czechach nadal możemy przemieszczać się pociągiem z jednej małej miejscowości do drugiej. I co, Czesi są mądrzejsi czy głupsi?
     Coś ci opowiem.
     Żyje sobie w Czechach taka mała Olga. Po szkole podstawowej w swoim małym miasteczku chce iść do liceum. W jej miejscowości nie ma liceum. Więc co robi Olga? Wsiada do pociągu i jedzie dwa miasteczka dalej. W pociągu ma znajomych, bo przecież wszyscy dojeżdżają. Zna konduktora, bo spotyka go codziennie, jeździ według rozkładu, który przez lata się nie zmienia. Olga wie, że tym pociągiem każdego dnia dotrze do szkoły i wróci do domu.
     Olga jest dobrą uczennicą, więc kiedy kończy liceum, chce się nadal rozwijać. Idzie na studia do miasta jeszcze bardziej oddalonego od jej małego miasteczka. Nadal jednak dojeżdża. Kiedy kończy studia, szuka pracy, którą dostaje jeszcze dalej, ale ciągle do niej jeździ swoim pociągiem. Olga rozwija się zawodowo, działa społecznie, ludzie ją doceniają, w końcu angażuje się politycznie i w wieku trzydziestu paru, czterdziestu paru lat zostaje posłanką.
     Trafia do Izby Poselskiej w pałacu Thunów. Już nie musi nigdzie dojeżdżać, bo w związku z obowiązkami poselskimi opuszcza wreszcie swoją małą miejscowość i przeprowadza się do Pragi. Myślisz, że Olga zlikwiduje linię kolejową, którą jeździła całe życie? Przecież wie, że inne małe Olgi także potrzebują tego pociągu, żeby dojechać do szkoły, a w przyszłości może dostaną się do parlamentu. Olga nigdy nie zagłosuje za likwidacją takiego połączenia.
     Janek po drugiej stronie granicy również mieszka na wsi i od dzieciństwa marzy o samochodzie. Gdy ma szesnaście lat, chce już tylko wziąć passata w TDI od kuzyna albo starszego brata, żeby pojechać gdzieś dalej i poczuć tę wolność, tę dorosłość. Jak skończy szkołę, wyjedzie popracować za granicę, dorobi się i też kupi sobie używany samochód. Potem awansuje w markach i będzie miał coraz lepszą audikę czy beemkę, w każdym razie porządny bawarski samochód. A gdy Janek zostanie posłem, będzie chciał mieć porsche.
     Ten poseł nigdy nie jeździł koleją, więc dlaczego miałoby mu zależeć na jej utrzymaniu?
     Jeżeli posłowie nie mieli w swoim życiu doświadczenia z transportem publicznym lub mieli złe, myślą, że to nie jest nikomu potrzebne. Że ludzie potrzebują dróg i autostrad pod beemki i audiki, a nie jakichś pociągów, których nie ma, które się spóźniają, którymi nigdzie nie można dojechać
.

Olga Gitkiewicz, Nie zdążę,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Kiedy w Polsce śniliśmy o własnych osobówkach, do mieszkańców Europy Zachodniej już docierało, że jakość życia w mieście staje się koszmarna, bo wszędzie mają poupychane samochody, a cała przestrzeń miejska jest zawłaszczona przez parkingi i asfaltowe jezdnie. Amerykański socjolog Lewis Mumford w wydanych u schyłku lat siedemdziesiątych wspomnieniach zatytułowanych My Works and Days radził wprost: zapomnijcie o tych przeklętych samochodach i budujcie miasta dla tych, których kochacie.

(tamże)

3663. 23/366

     — jest to, co jest.
     — tylko tyle?
     — aż tyle!

23/366

środa, stycznia 22, 2020

3662. 22/366

złość nigdy nie ma nic wspólnego z siłą, zawsze jest oznaką słabości.

złość oznacza, że jest coś, na czym ci bardzo zależy (upewnij się, czy dokładnie wiesz, co to jest).

złość niewyobrażalnie zawęża i zniekształca percepcję — zauważasz tylko to, co ci pasuje do twojej wewnętrznej opowieści na temat tego, co niby ma miejsce (zwykle nic takiego się nie dzieje, dlatego upewnij się, że wiesz, w czym realnie bierzesz udział).

22/366

wtorek, stycznia 21, 2020

3661. Owocujący las

Temat: Las tropikalny na Marsie. Odpadłam.



Kaan.

* * *

I trust, and nothing that happens disturbs my trust.

*

I can say with conviction that the struggle which evil necessitates is one of the greatest blessings. It makes us strong, patient, helpful men and women. It lets us into the soul of things and teaches us that although the world is full of suffering, it is full also of the overcoming of it.

Helen Keller, Optimism,
The Merrymount Press, Boston 1903.

* * *

Tamten obróciłam i zmienił się temat na: Tu i teraz.
To zupełnie inny obraz.


Kaan.

3660. 21/366

     — pomijając fakt, że to nic nie daje, naprawdę uważasz, że masz czas, by martwić się? — zapytała jakaś przytomna figura wewnętrzna.
     — nie bardzo — przyznałam z niechęcią.
     — no właśnie.

21/366

3659. Bez śniegu

te trzy bez okazji w styczniowym słońcu.

3658. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIV)

Biały Kruk napisał dziś, że żurawie wróciły do Małej Danii. Wiosna! Po raz drugi już jest, choć zimy jeszcze nie było.

niedziela, stycznia 19, 2020

3656. 19/366

     — dziewczynki, z każdym rokiem robicie się droższe — powiedział gówniarz jeden, śmiejąc się serdecznie.
     dopiero przy wyjściu z ula, jakiś czas później, zrozumiałam, dlaczego bez okazji dostałam (tylko!) trzy kwiatki. arytmetyka kwiatowo-urodzinowa — dwa pęczki kupił — i wszystko jasne.

19/366

3655. Na collegium redakcyjnym


Kaan.

*

sobota, stycznia 18, 2020

3654. 18/366

w drobny mak rozwalił mnie fragment wiersza*. kilka godzin później ten sam fragment złożył mnie w doceniającą życie całość. nawet na samym dnie: ile wciąż mam przywilejów!

18/366

*

_____________
* ten fragment wiersza:

    How long has it been since someone touched me?
    Twenty years?
    Twenty years I’ve been a widow.
    Respected.
    Smiled at.
    Never held so close that loneliness
    was blotted out
.

    // Donna Swanson

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

3653. Wzloty i upadki entuzjazmu

Musiało w końcu do tego dojść. Umęczył mnie Barnes ciut. Najpierw zachwycił pomysłem, lekką paranoją bohaterów, potem zniechęcił, przeczołgał nudą, by dać nadzieję, że może końcówka będzie przewrotna. Czy ja wiem? Można żyć bez tej książki. Luksusowy, literacko wypasiony harlekinek.

Zarówno miłość, jak i pieniądze chadzają własnymi drogami i są obojętne wobec spustoszeń, które czynią.

*

Ludzie często wyobrażają sobie, że zawarcie małżeństwa „rozwiąże wszelkie problemy”, jak to ujmują.

*

Ni stąd, ni zowąd wszystko się na nas wali i trzeba sobie jakoś z tym radzić. I wtedy opowiadamy różne głupstwa. Słowa, które w naszej opinii mógłby wygłosić jedynie ktoś zupełnie inny, nagle padają z naszych własnych ust.

*

Człowiek ponosi pełną odpowiedzialność za własne szczęście — nie można się spodziewać, że pewnego dnia ono wpadnie nam przez drzwi, jak list wrzucony przez listonosza.

*

Moja wiarygodność ma więc niby zależeć od mojej pozycji profesjonalnej bądź społecznej. Cóż, pan wybaczy. A raczej — spieprzaj pan. Jeżeli panu tak bardzo zależy na mojej tożsamości, mogę natychmiast stworzyć ją na pański użytek. A może ja wcale nie jestem dziewczyną, a jedynie tak wyglądam?

*

     — Być może gdy wszystko rozpoczyna się katastrofą, człowieka nie kusi, by spoglądać wstecz i udawać, że kiedyś wszystko było idealne.

*

I mówię to panu z całą szczerością. Z niektórymi prawdami można żyć, jeżeli doświadczyło się ich tylko raz. Bo wtedy jeszcze nie działają opresyjnie, nie dławią nas i nie duszą. Ale nie zniosłabym, gdyby okazały się prawdziwe i w innych przypadkach. Tak więc dystansuję się od pewnych prawd i od małżeństwa.

Julian Barnes, Pomówmy szczerze, przeł. Katarzyna Kasterka,
Świat Książki, Warszawa 2019.

3652. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIII)

Biały Kruk:
(napisał dziś i zdjątko przysłał)
Oto
…rezultat.


według tego przepisu.

wypiek ma wdzięczną nazwę:
jabłka w szlafroczkach.

piątek, stycznia 17, 2020

3651. 17/366

what a shame to find that you were cruel to yourself almost all your life. what a beautiful day it is! the first one you are more compassionate not only to the world, but also to yourself.

17/366

// à la Leon Leszek Szkutnik.

środa, stycznia 15, 2020

3650. 14–15/366

tylko TO, co karmi moją Duszę, koi lub daje energię. a za co będziesz żyć? dziś tylko TO, by żyć.

14–15/366

*

If you tell me why the fen
appears impassable, I then
will tell you why I think that I
can get across it if I try
.

// Marianne Moore

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

(3616+33). Jak dobrze mieć przed sobą

Początek banalny, choć księgarnia niebanalna. Fakt istnienia tej powieści — nie jestem dobra w powieściach — dopadł mnie podczas czytania tego fragmentu:

Tym, których szczególnie polubią, wręczają na pamiątkę egzemplarz swojej ulubionej powieści „Życie przed sobą” Emile’a Ajara, której żelazne rezerwy mają na zapleczu.

Anna Karczewska, Rezerwaty książek. Polskie księgarnie kameralne, Wydawnictwo MOST, Warszawa 2017.

Ponieważ Pani Maria i Pan Tomek to Instytucja, której ufam… ponieważ z Panią Marią dzielę bardzo skromny zachwyt pisaniem Ferrante, a kilka książek obie cenimy… to jeszcze tego samego dnia klik, klik… jest tylko papier… zamówiłam. Ku memu zdziwieniu była do odebrania w Sylwestra. A na koniec Nowego Roku była już książką przeczytaną, choć starałam się czytać wolniutko. W Nowy Rok było też już zamówionych kilka dodatkowych egzemplarzy. Dopóki nie dotarły do swoich właścicieli, nie mogłam się o tej książce tutaj zająknąć — tak na wszelki wypadek. Ale już mogę.

Dawno żadna powieść mnie tak nie zachwyciła, a tłumaczenie — wszystkie neologizmy, niepoprawne językowo frazy, które są jak najbardziej na miejscu, gdy się pojawiają, łamiąc tabu lub rysując nieoczywistą perspektywę (prawdziwą jak najbardziej) — to niebywały majstersztyk, którego nie da się nie docenić od pierwszych stron. Teraz ta książka jest i w mojej puli najlepszych powieści, gdzie do tej pory królowała Zabić drozda.

Tyle wiedziałem, że na pewno miałem ojca i matkę, bo pod tym względem natura jest nieubłagana.

*

Pani Lola z czwartego piętra jest transwestytą, pracowała w Lasku Bulońskim i przed trawestowaniem była mistrzem bokserskim w Senegalu. Znokautowała w Lasku jednego klienta, który był sadystą i niaciął się na nią, no bo skąd miał wiedzieć.

*

Mówiłem: „Pani Lolu, pani jest jak nic i nikt na świecie”, miło jej było to słyszeć, odpowiadała: „Tak, mój mały, jestem istotą z marzeń” i to była prawda […]. Mówiła: „Zobaczysz, Momo, jak dorośniejsz, że są takie zewnętrzne oznaki poważania, które nic nie znaczą, na przykład jaja — to wybryk natury.”

*

     — Już dobrze, pani Rozo, wiem, że w sprawie mojej matki nie da się nic zrobić, ale czy zamiast tego nie moglibyśmy mieć psa?
     […] Kiedy go wyprowadzałem, czułem się kimś, bo byłem wszystkim, co on miał na świecie. Kochałem go tak bardzo, że aż go oddałem. […] Potem siadłem na chodniku i płakałem jak bóbr, wycierając oczy kułakiem, ale byłem szczęśliwy. U Pani Rozy brakowało bezpieczeństwa, wszyscy wisieliśmy na włosku z chorą, starą kobietą bez pieniędzy i Opieką Społeczną na karku, to naprawdę nie było życie dla psa.

*

Tłumaczył mi z uśmiechem, że nic nie jest czarne albo białe i że białe to jest często czarne, które się ukrywa, a czarne to czasami białe, które się dało przyłapać.

*

Ruszyło mnie i wpadłem w straszny szał. To brało się ze środka, a wtedy jest najgorzej. Jeśli przychodzi z zewnątrz, jak od kopa w tyłek, można zwiać. Ale jak ze środka nie da rady. Kiedy mnie chwyci, chcę wyjść i w ogóle już nigdzie nie wracać. Jest tak, jakby ktoś we mnie mieszkał. Zaczynam wrzeszczeć, rzucam się na ziemię i tłukę głową, żeby wyjść, ale nie mogę, to coś nie ma nóg, nikt w środku nie ma nóg. Mówienie o tym sprawia mi ulgę, jakby trochę tego ze mnie wylazło. Rozumiecie, co mam na myśli?

*

[…] choćby się wiele zniosło, można zawsze się jeszcze czegoś nauczyć.

*

     — Ach tak… Jesteś bardzo inteligentnym chłopcem, bardzo wrażliwym, nawet zbyt wrażliwym. Często powtarzałem pani Rozie, że nigdy nie będziesz jak wszyscy. Tacy wyrastają niekiedy na wielkich poetów, pisarzy, a czasem…
     Westchnął.
     — …czasem na buntowników. Ale bądź spokojny, to bynajmniej nie znaczy, że będziesz nienormalny.
     — Mam nadzieję, że nigdy nie będę normalny, panie doktorze, tylko dranie są zawsze normalne.
     — Normalni.
     — Zrobię wszystko, żeby nie być normalny

*

[…] pan Hamil mówi, że mam predyspozycje do niewyrażalnego. Mówi, że tylko w niewyrażalnym trzeba szukać szczęścia i tam je można znaleźć.

*

Nie narzucał się [ksiądz] pani Rozie i zachowywał się bez zarzutu. My też nic nie mówiliśmy, bo z Bogiem, no, sami wiecie, jak to z Nim jest. Robi co chce, bo ma siłę za sobą.

*

     — Boję się…
     — Wiem, pani Rozo, to dowodzi, że pani ciągle żyje
.

*

Najpierw pomyślałem, że Żydówka boi się Boga i ma nadzieję wymkąć Mu się, jeśli nie będzie miała religijnego pogrzebu. A wcale nie o to chodziło. Nie bała się Boga, powiedziała, że teraz jest za późno, co się stało, to się stało i On już nie musi prosić jej o wybaczenie. Myślę, że pani Roza, gdy jeszcze miała głowę w porządku, chciała umrzeć na dobre i wcale nie tak, jakby musiała gdzieś iść jeszcze potem.

*

Nie rozumiem, dlaczego jedni ludzie mają wszystko — są brzydcy, starzy, biedni i chorzy — a drudzy nie mają zupełnie nic.

*

     — Pewny czego, madame? Nie jestem pewny absolutnie niczego, nie po to przychodzimy na świat, żeby być czegoś pewni.

*

Momo, ja nie chcę żyć tylko dlatego, że medycyna tego wymaga.

*

     — A co byśmy robili, jak się już pobierzemy?
     — Martwilibyście się o siebie. Do cholery, przecież po to się wszyscy żenią
.

*

     — Ile masz lat?
     — Już mówiłem, kiedyśmy się spotkali. Dziesięć. Dziś właśnie skończyłem. Ale wiek się nie liczy. Mam przyjaciela, który ma osiemdziesiąt pięć lat i ciągle żyje
.

*

[…] rozumienie niczego nie załatwia, wręcz przeciwnie.

Romain Gary (Émile Ajar), Życie przed sobą,
przeł. Krystyna i Krzysztof Pruscy,
Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, stycznia 13, 2020

3648. 13/366

bal przebierańców przez telefon. pępek świata krzywdę swoją tylko widział. jaką ulgą było zdjąć ten kostium kilka godzin później.

13/366

niedziela, stycznia 12, 2020

3647. 12/366

jest dobrze.
       bo cały blok słuchał Beethovena.
       bo plany na przyszłość mam.

12/366

3646. Czekając na deszcz

Klimat nie zmienia się. Dziesięć stopni na plusie w styczniu w Polsce to normalka. Australia płonie, bo chce lub wydaje nam się, że płonie, bo przecież jest daleko. Węgla starczy nam jeszcze na dwieście lat. Ręce do ziemi nie opadają wcale.

Czekam na deszcz i na elegię na śmierć świata w Australii.

Natychmiast przed oczami mam ten wiersz, nie wymyślony, ale podyktowany życiem, które dźgnęło. Niech nikt mi nie mówi, że Pan tak chciał wtedy, że tak chce dziś — kiepski to jest żart… jak wszystkie katolickie żarty nie śmieszy mnie wcale.

elegia na śmierć świń w nowoberezowie
14 września 2019


[…]

czy ich głos wniebogłosy
dla nich samych był wzniosły?

rozśmieszał ludzi?
podrywał kwiaty do lotu?

okrył kirem cmentarze i miejscową cerkiew?

stanął w gardle turystom odwieczną konserwą?

jedyną pamiątką po tym świńskim chórze
ponad dwóch tysięcy rozśpiewanych ryjów
będzie trafna metafora którą powtarzamy
kiedy w naszych oczach przegląda się ogień

nieludzki ból

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia, źródło.

sobota, stycznia 11, 2020

3645. 11/366

odwagi, by ustać swój strach. siły, by nie interpretować tego, co przychodzi. tylko i aż tyle potrzebuję, gdy życie prowadzi mnie w nieznane.

11/366

3644. Przegląd wodorostów (VIII)

są miejsca, gdzie podłogi wołają o pomstę do nieba. często są to miejsca, gdzie stężenie pasji na metr kwadratowy jest bardzo wysokie. zachwyca mnie, że są.

Temat: Szczelina — smak szczęścia. Odpadłam.


Kaan.

* * *

I’m writing to save my life.
// Joanna Luce

*

It’s not like it’s the end of the world—
just the world as you think

you know it
.

// Rita Dove

*

A way that can be named
is not the way
.

// Sam Hamill

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

* * *

Konsekwencja zamyślenia — linijki à la Leon Leszek Szkutnik:

I am writing to save my life.
she is painting to save her life.
who is singing to save their life?
we all cherish every moment.

piątek, stycznia 10, 2020

3643. 10/366

elektryczność zatrzymała cienie — usłyszałam. unieruchomione nie opowiadają już żadnych historii. trzeba zapalić świecę, by zaczęły do nas mówić na nowo.

10/366

*

I will tell you something about stories,
[he said]
They aren’t just entertainment.
Don’t be fooled.
They are all we have, you see,
all we have to fight off
illness and death.

You don’t have anything
if you don’t have the stories
.

[…]
// Leslie Marmon Silko

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

*

z języka angielskiego na angielski przełożyłabym tak (na mój gust lepiej wygląda i lepiej brzmi):

You have nothing
if you don’t have the stories
.

3642. Przegląd wodorostów (VII)

Kaan:
Kotek, jak tam dziś?

Jabłoń:
Jeżykuję i powolutku.

*

Podczas jeżykowania… przedwczoraj z samego rana taka piękność wbiła we mnie wzrok:


Kaan.

*

Podczas jeżykowania… wczoraj przyszła książka, na którą czekałam od listopada.

Podczas jeżykowania… dziś spotkałam ten (czerwony) fragment wiersza i nareszcie mam wszystko to, czego potrzebuję, by mieć piękność tutaj pod ręką. I jeszcze wiersz, który porwał mnie wczoraj, gdy witała się ze mną ta  książka.

but the good things in life
are too good to be missed

// Nikki Giovannni

*

First Memory
Long ago, I was wounded. I lived
to revenge myself
against my father, no
for what he was—
for what I was: from the beginning of time,
in childhood, I thought
that pain meant
I was not loved.
It meant I loved
.

//Louise Glück

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

poniedziałek, stycznia 06, 2020

3640. 6/366

trzech króli. trzy zdania. jeden brak.

6/366

*

problemy to możliwości, które trzeba umieć dostrzec.
// Daredevil, sezon 1., odcinek 6.

3639. spotkani na spacerze


czyli moment, nim ona odleciała.
on utknął pod sklepem na ciut dłużej.

3638. W ręku przez dwa poranki

Dżo powiedziała w grudniu, że należę do innego kręgu kulturowego. Gdy powtórzyłam to Sadownikowi, obśmiał się i stwierdził, ku memu zaskoczeniu, że nawet dla Niego jestem czasem (eufemizm) egzotyczna. Dżo pracuje z wieloma innymi kręgami kulturowymi i z kręgu, który nie jest ani jej, ani mój, przyszła do niej dawno, dawno książka, o której mi wspomniała. Ta książka.

Klik, klik, tylko w „papierzu”, tylko portal aukcyjny. Kupiłam za niecałe dziesięć procent okładkowej ceny, koszty wysyłki były trzy razy wyższe — smutne to było dla mnie bardzo. Miała przyjść po Nowym Roku, ale Sadownik odebrał ją z paczkomatu w Sylwestra. To była druga z tych, które nie pozwoliły mi dotrzymać przyrzeczenia.

To opowieść z pierwszej ręki… do bólu z pierwszej ręki. Kompletnie nie ma znaczenia, czym jest brak.

Dla niego byłam tylko niedokończoną kością, której nienawidził, podczas gdy w rzeczywistości byłam jego przekonaniami, charakterem, usposobieniem, lękami i uprzedzeniami. Tym, jak traktował ludzi.

*

Bardzo trudno przyznać się do inności — jakakolwiek by ona była.

*

Popatrzyliśmy sobie w oczy — on z zaciekawieniem, ja — z przerażeniem.
     — Co ci stało w rękę.
     Padło w końcu to pytanie, na które podświadomie czekałem. Chciałem wtedy odpowiedzieć, naśladując mamę: „Tak już jest…”, ale zdobyłem się na śmiałość, która mnie samego zaskoczyła. Odparłem bez namysłu:
     — Nic. Urodziłem się bez dłoni.
     — Naprawdę?
     — Tak.
     — No to w porządku
     I na tym się skończyło
.

*

Do życia nie ma żadnego klucza ani wytrychu. Trzeba się go uczyć samemu.
     Na własną rękę
.

*

A jednak wciąż miałem przed oczami tego górala dochodzącego do siebie po stracie. Widziałem, jak porządkuje swoje życie i uczy się go od nowa, przyzwyczaja wszystkich do nowej sytuacji, nabiera pewności siebie, pijąc, a następnie wraca w góry, na wyrąb. Choć zachowuje pogodę ducha, to, co nastąpiło, nigdy go już nie opuści.

*

Otóż System uważa, że wszyscy ludzie są z grubsza tacy sami, mają bardzo podobne możliwości. To oczywiście błąd, bo nie każdy jest stworzony do pracy na budowie, do kopania rowów czy innych czynności, które wymagają siły, refleksu, wytrzymałości. Ludzie są bardzo różni, gdy przychodzą na świat. Ale System traktuje obywateli na równi, sprawiedliwie, wychodząc z założenia, że każdy powinien mieć szansę kopać rowy.

*

[…] w popłochu urywają, gdy wchodzę. Czasami nawet spuszczają wzrok. Nie jest to miłe uczucie — być tym, przy którym inni milkną.

*

Niepełnosprawność nie jest najgorsza. Straszna jest samotność, która z niej wynika. Nie zmieni tu nic miłość drugiego człowieka ani rodzina.

Michał Dąbrowski, Dłoń,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

To złudzenie, że wszyscy dostrzegają w Tobie tylko brak.

(tamże)

niedziela, stycznia 05, 2020

3637. 5/366

sytuacja.

poziom 0: to jest głupie i bez sensu,
poziom 1: to jest trudne,
poziom 2: to jest wymagające.

ktoś we mnie zawsze wybiera poziom mistrzostwa w reagowaniu na to, co przychodzi i urządza mi chwilę, dzień, życie.

5/366

3636. Przy wczorajszej kawie

W Nowy Rok skończyłam przepiękną książkę, ale jeszcze przez jakiś czas nie mogę się tu o niej zająknąć. Wrażenie, jakie na mnie zrobiła ta, o której dzisiaj cicho-sza, pogoniło mnie na półki z papierem, by odkurzyć inną książkę. Wczoraj przy kawie delektowałam się tą inną zupełnie na nowo, bo nie pamiętałam fabuły. To jedna z trzech książek Autora, z których nie wyrosłam i wciąż uwielbiam. Jedna z trzech, które zostały w ulu, gdy pozostałe go opuściły jakiś czas temu.

     — Nie nazywam się Momo, tylko Mojżesz.
     Następnego dnia on z kolei dorzucił:
     — Wiem, że nazywasz się Mojżesz, właśnie dlatego mówię na ciebie Momo, to brzmi trochę mniej groźnie.
     Następnego dnia, licząc monety, zapytałem:
     — A co to panu przeszkadza? Mojżesz to po żydowsku, nie po arabsku.
     — Nie jestem Arabem, Momo, jestem muzułmaninem.
     — To dlaczego mówią, że idą do Araba, skoro pan nie jest Arabem?
     — Bo „u Araba”, Momo, to znaczy „otwarte od ósmej rano do północy, a nawet w niedzielę”, kiedy się mówi o sklepie
.

*

Za sprawą pana Ibrahima w świecie dorosłych pojawiła się rysa, przestał być wciąż tym samym jednolitym murem, o który się obijałem, przez szparę wyciągała się do mnie jakaś ręka.

*

     — Panie Ibrahimie, kiedy mówię, że uśmiech jest dla bogaczy, chcę powiedzieć, że jest dla ludzi szczęśliwych.
     — I tu się mylisz. Bo właśnie uśmiech daje szczęście.
     — Akurat.
     — Spróbuj
.

*

     — To niesamowite, panie Ibrahimie, jak ubogie są wystawy bogaczy. Nic na nich nie ma.
     — Na tym polega luksus, Momo, niczego na wystawie, niczego w sklepie, wszystko w cenie
.

*

     — Nie, nigdy nie udało mi się wierzyć w Boga.
     — Nigdy się nie udało? Dlaczego? Trzeba się starać?
     Popatrzył w otaczając go półmrok.
     — Żeby wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens? Tak. Trzeba się bardzo postarać.
     — Ale tato, przecież obaj jesteśmy Żydami.
     —Tak.
     — A to, że się jest Żydem, nie ma związku z Bogiem?
     — Dla mnie już nie ma. Być Żydem znaczy po prostu, że ma się wspomnienia. Złe wspomnienia
.

*

     — Nie szkodzi — mówił pan Ibrahim. — Miłość, jaką do niej żywisz, jest twoja. Należy do ciebie. Jeżeli ona jej nie chce, to i tak nic nie może zmienić. Po prostu z niej nie korzysta. To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!

*

     I właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłem wirujących mężczyzn. Derwisze […].
     — Widzisz, Momo! Kręcą się wokół siebie, kręcą się wokół własnych serc, które są miejscem, gdzie przebywa Bóg. To jest jak modlitwa.
     — Pan to nazywa modlitwą?
     — Ależ tak, Momo. Tracą ziemskie punkty odniesienia, ociężałość zwaną równowagą, stają się pochodniami, które spalają się w wielkim ogniu. Spróbuj, Momo, spróbuj. Chodź
.

*

Żyć powoli, na tym polega tajemnica szczęścia.

*

Przy panu Ibrahimie zdałem sobie sprawę, że żydzi, muzułmanie i nawet chrześcijanie mieli wspólnie mnóstwo wielkich ludzi, zanim zaczęli wodzić się za łby.

Eric-Emmanuel Schmitt, Pan Ibrahim i kwiaty koranu,
przeł. Barbara Grzegorzewska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2004.
(wyróżnienie własne)

     — Tutaj, Momo, mieszkają ludzie bogaci: popatrz, są pojemniki na śmieci.
     — Co z tego, że są pojemniki na śmieci?
     — Jeśli chcesz wiedzieć, czy jesteś w miejscu bogatym czy biednym, rozglądasz się za pojemnikami na śmieci. Jeśli nie widzisz ani śmieci, ani pojemników, okolica jest bardzo bogata. Jeśli widzisz śmieci obok pojemników, nie jest ani bogata, ani biedna: jest turystyczna. Jeśli widzisz śmieci bez pojemników, jest biedna. A jeśli ludzie mieszkają pośród śmieci, jest bardzo, bardzo biedna
.

*

     — Nie, nie autostradą, Momo, nie autostradą. Autostrady mówią człowiekowi: jedź, nie ma na co patrzeć. Są dla idiotów, którzy chcą jak najszybciej dostać się z jednego punktu do drugiego. My nie uprawiamy geometrii, my podróżujemy.

(tamże)

sobota, stycznia 04, 2020

3635. 4/366

pomyśl. ile osób brało czynny udział w tym, byś pojawił się na świecie, choć przecież wcale się o to nie prosiłeś? dlaczego wierzysz, że ze wszystkim w życiu musisz sobie radzić sam?

4/366

3634. U Orzeszka i Białego Kruka (LXII)

Biały Kruk:
(wczoraj napisał i dołączył dowód)
Sukces
…o 17:10.

Jakiś czas temu napisałam: zima trwa 3 000 puzzli. I proszę, połowa zimy za nami. Żurawie mogą zacząć myśleć o pakowaniu manatków, by do nas wrócić.

piątek, stycznia 03, 2020

3633. 3/366

     — nie myśl sobie, że możesz mnie kontrolować — powtarza choroba lub życie, by po chwili dodać z udawanym wyrzutem:
     — a ty niezmiennie, z uporem maniaka, w ułudzie… do następnego razu, gdy dziobem zaryjesz w błocie.
     — podniosę cię — westchnęło dobre życie, co z ludźmi od wieków łatwego losu nie ma.

3/366

*
Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie.
Jeden — jakby nic nie było cudem, i drugi —
jakby wszystko było cudem
.

Albert Einstein
(1879–1955)

czwartek, stycznia 02, 2020

3632. Zaspokajając potrzeby

Self-publishing i sporo wiadomo (niestety). Redakcja i korekta przydałyby się tej pozycji książkowej (bardzo) — chwilami było ciężko. Kodeks etyczny pracy przydałby się autorce (w jednym miejscu) albo chociaż odrobina empatii — o której tak dużo w książce — a której w tym jednym miejscu zabrakło. Z karty redakcyjnej nie dowie się człowiek, kto jest autorem ilustracji — szkoda — można się tylko domyślać, ale pewności brak, więc tej informacji nie umieściłam w tym wpisie.

Pomimo wszystkiego tego, co powyżej, czytanie warte zachodu. Fajny pomysł, kilka cennych perspektyw i… 75/100, czyli coś o człowieczeństwie. Na koniec trzeba odnotować, że choć jest w tej książce coś drażniącego (im dalej, tym bardziej to czuć) — pewien rodzaj sztywności i schematyczności — to i tak warto zajrzeć choćby na chwilę lub dla jednej ilustracji czy jednego zdania. W tym sensie jest to książka i doskonała, i potrzebna.

Leżała sobie kilka lat na mojej cyfrowej półce i na mnie czekała. Wpadłam na nią przez przypadek, szukając czegoś w wirtualnej bibliotece. Łapałam przy tej książce oddech i uśmiech w świąteczny czas, czyniąc go lepszym i bardziej żyrafim, ale bez przesady.

Czym się różni chęć od gotowości? Kiedy masz chęć, to mówisz: chciałabym, ale… i masz 100 milionów wymówek. I nic nie robisz. Ale bardzo chcesz. Chęć nie oznacza, że idziesz i robisz. Gotowość oznacza, że chcesz i robisz. Ruszasz cztery litery i zasuwasz.

Trawa nie rośnie dlatego, że się ją ciągnie, podobnie, jak nie pcha się sznurka.

*

     — Co u Ciebie?
     — Dobrze.
     No, jak słyszę „dobrze”, to… nic nie słyszę, nic mi to nie mówi

*

Nie zawsze ludzie są gotowi do rozmowy. Warto się przyglądać, czy są gotowi, a jeśli tak, to ile mogą unieść.

*

ODRACZAĆ to nie znaczy REZYGNOWAĆ. Odraczać, to znaczy świadomie na chwilę zaczekać, ale kątem oka widzieć swoje potrzeby i o nich pamiętać. […] Jesteś CZŁOWIEKIEM i pamiętaj o tym.
     Odroczyć możesz, nie rezygnuj nigdy. Czy masz odwagę
?

[…] wcale nie chodzi, aby wybierać zawsze dobrze, tylko umieć powiedzieć sobie, że mój wcześniejszy wybór nie był najlepszy, zawracam i wybieram coś innego.

*

Siedzę na schodach, twarz mam w dłoniach. Biorę chwilę dla siebie, jakby mnie nie było. Hanka przysiada się i mówi w tempie karabinu maszynowego: smuteczek masz? To może ja ci coś pomogę? […] Ale może ty chcesz herbatki, a może kolację, a przytulaska? Ale masz smuteczek, czy jak? Ej, kobieto, co się martwisz, przecież masz tę MOC!

*

Rozwój jest tam, gdzie nas jeszcze nie było, w tym, czego jeszcze nie próbowaliśmy. To co znamy, to znamy.

*

Trzeba mieć odwagę powiedzieć NIE, i umieć zatroszczyć się o osobę, która to NIE słyszy. Mieć odwagę przyjąć NIE i zatroszczyć się o siebie. Trudna sztuka.

*

[…] on uczy mnie przyjmowania WSPARCIA. Żeby przyjąć wsparcie, to się trzeba zatrzymać. I on mnie zatrzymuje, kiedy nadal biegnę, choć nie mam już siły.

Zmień pionki na szachownicy — zmienisz wynik gry. Wymień jeden pionek, a już układ i rozkład sił może się zmienić.

*

Powiedziałeś czemuś TAK, wsiadasz i jedziesz, ale widzisz tylko kawałek. Nie potrzebujesz więcej. Jedź! Nie przewidzisz wszystkich przeszkód. Nie wiesz, gdzie będą roboty drogowe, gdzie się zatrzymasz na kawę i ciacho. Jak poczujesz, że potrzebujesz odpoczynku, to się zatrzymasz. Nie wiesz, gdzie trafisz na drzewo zwalone i naglę będzie objazd. Nie wiesz, gdzie utkniesz w korku.
     Ale wsiadłeś i jedziesz… i dojedziesz
.
     […] Widzę tylko to, co mam TU i TERAZ. Więc uczę się czerpać z pewności, jaką mam TU i TERAZ, w związku z tym, co TERAZ widzę oraz siłę z tego, że przecież jak dojadę do przeszkody, to się wtedy zastanowię, co mam zrobić. Teraz nie będę się zastanawiać, bo nawet nie wiem, jak ona wygląda.

Marzena Kopta, Podążając za żyrafą,
Wydawnictwo internetowe E-bookowo.pl, Będzin 2015.
(wyróżnienie własne)

To, co poniżej, jest ważne, bo często właśnie tak jest, ale ja bym dużego kwantyfikatora nie użyła, bo czasem (nawet jeśli tylko nieczęsto) krytyka dotyczy dokładnie tego, co robimy (naprawdę!). I dobrze, że tak jest — przekonałam się o tym wiele razy.

Każda krytyka mojej osoby, każda ocena, opinia dotycząca tego kim jestem, co robię, lub czego nie robię — jest wyrazem niezaspokojonych potrzeb i emocji osoby, która krytykę wypowiada. Mówiąc o mnie, tak naprawdę mówi o sobie!

(tamże)

3631. 2/366

czasem, by gapić się w ścianę. czasem, by biec przed siebie. a dzisiaj — co jest ważne?

2/366

środa, stycznia 01, 2020

3630. 1/366

idź i kochaj. dzień po dniu. ciekawe, gdzie dojdziesz za 366 dni.

1/366

*


Kaan.

ten kartonik jest ze mną trzeci tydzień… i uśmiecha. niezmiennie i bardzo. wpędził mnie w wyzwanie.

3629. Dobra wróżba

Kaan:
Dobra kawa to jak
dobra wróżba na nowy rok ;)

Kaan, Sadownik & Jabłoń:
(kilka godzin później w ulu dobro wspólnie wróżyli)

Jabłoń:
(ma nadzieję, że wszyscy
bliscy jej sercu pili dziś dobrą kawę
)

wtorek, grudnia 31, 2019

3628. Już za chwileczkę, już za momencik

Stado:
(jadące na święta dziesięć dni temu)

Jabłoń:
(przyznało się do trudności,
którą od jakiegoś czasu ma
)
Boję się marzyć…
(po chwili ciszy dodała)
…bo boję się, że mi los
środkowy palec pokaże… :(((

Sadownik:
Coś Ty temu losowi zrobiła?
Cztery razy pod rząd oblałaś?

Jabłoń:
Czym?
(dopiero po chwili przypomniała sobie, że
nauczycielem akademickim była
…)
Acha… :((((

Sadownik:
To przestań marzyć, stawiaj sobie cele.
Do celów los nie ma nic!

* * *

U pani Marii dwa dni później czerwień chwyciła mnie za serce. Ten kalendarz — skojarzenia z brewiarzem nasunął, przypomniał magiczny notes Kaan — nie musiał się prosić, by wprosić się do mojego życia.

Brewiarzyk dobrego życia dał się wczoraj sfotografować w Małej Danii, a jutro rusza do pracy…

* * *

Nikt ci nie przywróci dawnego życia.
Musisz je odzyskać sam
.

// Defenders, sezon 1, odcinek 1.

poniedziałek, grudnia 30, 2019

3627. Apus i już!

Krytyk wewnętrzny Autora, pomimo szczenięcego wieku, poczęstował mnie nad wyraz wyrośniętą wątpliwością. Nie, nie uwielbiam tego Portretu dlatego, że Autorem jest dziecko.

Autor nie wie, że prawda o mnie jest taka, że nie znoszę dzieci. Nie jestem zainteresowana, nawet w minimalnie społecznie wymagany sposób, dopóki w dziecku nie zobaczę człowieka. Jeśli jednak dojrzę Duszę, to jestem kupiona. Bywa też tak, że Duch w dziecku zagada do mnie (najczęściej niewerbalnie) i … jestem kupiona już na zawsze.

Autor Apusa w sercu zatrzymał. Apus do tej pory był tu tylko stopami.


Autor: Oś.

*

Miłość jest prosta… to namaluj! Ja się poddaję.

Umiem ją tylko zobaczyć.

3626. w Galerii

Zamknięte galerie frustrują. Ale nie Ta!

Otwarte galerie cieszą. Rzadko poza wystawą możesz jednocześnie rzucić okiem na przestrzeń magazynową. Ale w Tej Galerii możesz! Tylko spójrz!

obie fot. Kaan.

sobota, grudnia 28, 2019

3625. Kobieto! Puchu, co czynisz różnicę!

Gdy ją dostałam – miesiąc i pięć dni temu — nie umiałam się nią ucieszyć, bo śmietnik widziałam, a nie coś-ury, o których dowiedziałam się dużo, dużo później. Zapomniałam o niej. Tylko mój telefon pamiętał.

Nigdy nie wierz kobiecie! Było tu, że już żadnych błysków Julii Hartwig nie będzie, a jest! Jest, bo przypomniał mi o nieucieszonej na czas martwej naturze i Kaan, i o plastrach, których obecność uśmiecha mnie nie mniej niż coś-ury.

„Martwa natura” to obraz materii nieożywionej.
     A jednak są martwe natury, za którymi czuje się obecność ludzką
. […]

Julia Hartwig, Zwierzenia i błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2004.
(Błyski: I, II, III)


Kaan.

*

Nigdy nie wierz kobiecie! Było, że do końca roku książki w „papierzu” nie kupię. I co z tego, że w moich rękach będą dopiero po Nowym Roku — jedną zamówiłam, drugą kupiłam, obie w drodze. Charakteru mi brak. Za to śniegu jeszcze troszkę jest (tego pierwszego).

3624. Odcienie bieli


piątek, grudnia 27, 2019

(3598+15+10). Piękno i już (II)

W nowiutkim plecaczku wszystko (co potrzebne) do podróżowania samochodem było wczoraj pod ręką — dwie książki, kundel, chusteczki higieniczne, portfel i drugie błyski. Nim dojechaliśmy do Małej Danii, nim ściemniło się, było po nich. Koniec. Więcej błysków Julii Hartwig nie przeczytam, bo więcej nie ma.

Niektóre się powtarzają. I co z tego? Czujność czytającego sprawdzana, a może błyszczą tak mocno, że w dwóch książkach muszą się znaleźć.

Teraz nie pozostało nic innego, jak czekać na własne błyski — nie przegapić, zanotować, pochylić się nad nimi i uśmiechnąć się, że są.

„Kochanie, zdaje się, że już za stary jestem na rozłąki. To jest dobre dla młodych, romantycznych liryków:
     «Rozłączeni, lecz jedno o drugim pamięta».
     No i co? Wielka rzecz, że pamięta. Gdyby tylko o pamiętanie szło
”.

Najpierw przez długie lata terminować w podziwie dla cienkości, wyrazistości, „subtelności” myślenia i słowa, a potem już tylko pośpieszna lekcja wyrozumiałości wobec tych, którzy z taką nauką nie tylko nie mają nic wspólnego, ale zdają się nawet nie wiedzieć o jej istnieniu.

*

A jednak mówię ci, że nie ma recept nowych
i to co większe od nas — było zawsze tym,
co czyni życie życiem.
Jeżeli warte ma być tego miana
.

*

Nie musi następnego dnia wstać słońce, nie musi w oczekiwanym czasie wstać dzień, ani nadejść noc.
     Zbyt mocno wierzymy, że wszystko to nam się należy, że wszystko to jest absolutnie pewne
.

*

To, co prywatne, najprywatniejsze, to, co serdeczne, najserdeczniejsze, nigdy nie będzie powiedziane.

Lekkomyślność pogody. Od zmiany do zmiany.
     I bieg wiatru w poszukiwaniu wciąż nowego piękna
.

I ulubiony przez A. cytat z Desnosa:
     „Będą nas leczyć dni mijające
”.

*

*

Tęsknota największa, bo nieosiągalna, to dotknąć tej najczulszej chwili przeszłości. Dotknąć jej ciepła, barwy; dotknąć cieleśnie.

Okropnie pokochałem małego Tropika. Hania pyta się, co widzisz w tym psie? Jak to co? Pokochał mnie i będzie kochał do końca mojego czy swojego życia, nie będzie się żenił, ani rozwodził, nie będzie naciągał mnie na pieniądze, nie będzie pisał książek i szukał protekcji, nie obszeka mnie wśród innych psiaków, nie będzie miał ambicji, które przerosną jego uczucia, a najwyżej będzie się napierał kawałka serca. Czyż to nie najlepszy przyjaciel?
// z dzienników Jarosława Iwaszkiewicza, z dnia 26 stycznia 1966.

*

„Pies, gdy przestaje obserwować otaczające go przedmioty, zaczyna wyć” — mówi Jerzy Stempowski.
     Jestem więc z psem skoligacona
.

*

*

Odpowiedz, odpowiedz!
     Potrząsa Panem Bogiem, potrząsa wskrzeszonym widmem, potrząsa swoją skazaną na milczenie, niemą duszą
.

*

Jeden człowiek zbawił ludzkość.
     Jak On sam mógł w to uwierzyć
?

*

Julia Hartwig, Zwierzenia i błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2004.
(wyróżnienie własne)

(3595+27). Suplement do ryczenia

Może nie pierwsze, ale drugie, co zrobiłam po przyjeździe do Małej Danii, wyjęłam książkę i poprosiłam Białego Kruka, by wklejkę mi zanucił. Zanucił.
     — Schumann — dodał chwilę potem.

Miałam nosa, że to musi być konkretny utwór. Biały Kruk wynalazł dla mnie przyzwoite wykonanie i mam tu wszystkie miniatury. Ta z wyklejki to 2. Marsz żołnierski… słuchasz i widzisz, jak czwórka przyjaciół mija Cię i idzie dalej.

Schumann skomponował Album dla młodzieży dla swoich trzech córek, doczytałam. Nie wariowały wyłącznie przy gamach, pomyślałam.

Robert Schumann, Album dla młodzieży op. 68,
Michael Endres (fortepian).

*

*

fragment wklejki (nieobecnej w ibuku)   

Charlie Mackesy, Chłopiec, kret, lis i koń,
przeł. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Albatros, Poznań 2019.

środa, grudnia 25, 2019