piątek, lutego 12, 2021

4132. Staroć, ale jaka jara

Zastanawiałam się: sześć czy osiem lat temu? Siedem — w książce znalazłam pa­ra­gon. Siedem lat temu z Tollinim o tej książce rozmawialiśmy. Kupiłam, może stronę czy rozdział prze­czy­ta­łam, zachwyciłam się, że napisał ją lekarz i odłożyłam. Na pra­wie siedem lat.

W zeszłym tygodniu przypomniałam sobie o jej istnieniu. Odkopałam i oniemiałam nie tylko dlatego, że napisał ją praktykujący medycynę zachodnią lekarz. To książka, która mogłaby mieć taki podtytuł:
     — wszystko, czego cię nauczono o modlitwie, to bzdura,
     — modlisz się częściej, niż myślisz,
     — jesteś modlitwą lub
     — wszystko, co chciałbyś wiedzieć o modlitwie, ale wstydziłeś się zapytać.
Każdy z zaproponowanych przeze mnie podtytułów jest prawdziwy, ale w żaden z nich nie uwierzysz i ja to zro­zu­miem. Naprawdę.

Z tej książki wyjęłam najpiękniejszą modlitwę świata dla mnie, dla Ciebie, dla Świata: niech zdarzy się to, co jest dla mnie [dla Ciebie, dla Świata] najlepsze.

Mistrz Eckart zapewne wiedział, że słowo „modlitwa” (ang. prayer) ma związek z […] precari — „[…] szczerze prosić”.

*

Może […] Emerson miał rację mówiąc, iż modlitwa jest właściwie ćwi­cze­niem w podłości, zachłanności i złodziejstwie. Niektórzy dostrzegają w mo­dli­twie arogancję: kimże jestem, żebym mógł mówić wszechświatowi, jak się ma zachować? Wiele naszych niezdefiniowanych i nieokreślonych po­staw wobec modlitwy ma źródło w doświadczeniach z dzieciństwa. Uczo­no nas, że modlitwa polega na głośnym lub cichym wymawianiu słów, za­zwy­czaj dosyć długo, w kierunku określonego Boga rodzaju męskiego, który nadstawia ucha, żeby sprawdzić, czy się nie pomyliliśmy i czy mo­dli­my się w wyznaczonym do tego czasie.

*

Wiele osób, uważa, że nauka kłóci się z wiarą i że modlitwa nie powinna być przedmiotem badań. Jednak wiara jest naukowcom potrzebna. Często przychodziło mi do głowy, że wielu z nich ma znacznie więcej wiary niż zwykły religijny człowiek. Uczeni wierzą na przykład w regularność bu­do­wy wszechświata; wierzą, że poznanie jest możliwe […]. Bez wiary nauka nie mogłaby istnieć. Wiara jest fundamentem nauki, podobnie jak jest fun­da­men­tem modlitwy.

*

Modlitwa jest zagadnieniem medycznym i naukowym.

*

Pomimo powszechnego poczucia, że upływ czasu jest zjawiskiem nie­od­wra­cal­nym, historia nauki nie zna ani jednego eksperymentu, który by udo­wod­nił, że czas rzeczywiście płynie.

*

[…] nasze tu i teraz. W cudach pławimy się na co dzień; nie ma żadnych bogatszych chwil, na które powinniśmy czekać.

*

Moja religia jest bardzo prosta. Moją religią jest życzliwość.
// Dalajlama

*

Już czas zacząć mniej wymagać od własnego ciała. Nasze ciała pewnie będą nam za to wdzięczne. Nikt nie chce wciąż słuchać, że musi być doskonały.

*

Modlitwa może się ziścić w każdym momencie życia, nie jest fanaberią, o której można swobodnie zapomnieć.

*

Bóg daje człowiekowi orzechy, ale nie rozbija za niego skorup.

*

Z niektórymi sprawami już tak jest: najlepiej zejść z drogi, żeby działały skutecznie.

*

Należy przejść przez strach, który czujemy […], a nie próbować go ominąć. Jeżeli przejdziemy przez strach, minie on i stanie się naszym sojusznikiem, a nawet doda nam sił.

*

W modlitwie najbardziej liczą się nie rekomendacje, lecz miłość, współ­czu­cie i troska.

*

To sami ludzie ze swoją nieuzasadnioną podejrzliwością wbijają klin mię­dzy odległe z pozoru praktyki religijne, takie jak modlitwa i medytacja. Na­sze ciała nie są opanowane przez dogmat i okazują się mądrzejsze od nas.

*

Słowa prawie nigdy nie mają znaczenia. Osoba chora potrzebuje miłości, a nie pogawędki.

*

Właśnie. Dlaczego przypuszczamy, że modlitwa musi dokądś iść? Czy modlitwa jest rzeczą? Czy musi odbyć podróż?

*

W swojej najprostszej formie modlitwa jest stanem duchowym i stanem serca; jest to raczej forma bycia, a nie czynności.

*

Esencją modlitwy jest to, co wychodzi gdzieś poza mnie i poza Ciebie.

Larry Dossey, Modlitwa to dobre lekarstwo,
przeł. Krzysztof Mazurek, Santorski & Co, Warszawa 2001.
(wyróżnienie własne)

O tkwiących w nas pokładach mądrości pięknie mówi historia opo­wie­dzia­na przez filozofa i pisarza Jamesa W. Jonesa, zaczerpnięta z za­so­bów sta­ro­żyt­nej literatury indyjskiej. W legendzie tej bogowie spierali się, gdzie ukryć sekret życia, aby nikt z ludzi nie mógł go znaleźć. „Zakopmy go pod górą — powiada jeden z bogów. — Nigdy go tam nie znajdą”. „Nie! — nie zgadzają się inni. — Pewnego dnia nauczą się rozkopywać góry i znajdą sekret ży­cia”. „Złóżmy go na dnie najgłębszych oceanów — proponuje inny z bogów. — Będzie tam bezpieczny”. „Nie! — mówią inni. — Kiedyś ludzkość znajdzie sposób na podróże w głębiony mórz i oceanów i tam go znajdzie”. „Złóżcie ten sekret wewnątrz nich samych — powiada jeszcze inny z bogów. — Ni­gdy nie wpadną na to, żeby ram go szukać”. Wszyscy bogowie zgodzili się z tym pomysłem i właśnie tak się stało — ukryli sekret życia w nas samych.

*

Uświęcone tajemnice pozostaną tajemnicami.

(tamże)

wtorek, lutego 09, 2021

4131. 40/365

mężczyzna, lekarz, troglodyta psychologiczny. i weź tu, rozmawiaj z trzema zerami.

zapamiętaj: jeśli potrafisz się wkurwić, to masz różne rzeczy, ale na pewno nie głęboką depresję.

40/365

niedziela, lutego 07, 2021

4130. 38/365

wejść. w ciemność, w bezruch, w niemoc, w milczenie. mam dość odwagi, by wejść w to, co jest, i wrócić ze skarbem.

38/365

Danit, Rey&Kjavik, Cuatro Vientos.

[suplement pikselowy: 2.09.2021]

4129. Ekumenizm gatunkowy

Ałperka w czwartek po skończonym u nas dyżurze przysłała sms, by Heniutkę za uszkiem podrapać, bo w piątek pierwsza rocznica ich wspólnego spacerowania w te dni, gdy Sadownik vel Pan Ciasteczko wyfruwa z ula w świat. Coś mi w środku pękło — już rok? Tak, już od roku Heniutka ma spacerową ciocię.

Dlaczego obiecałam Jej kiedyś tylko to, że Ją przeżyję? Dlaczego nie obiecałam więcej? W skutek choroby nie pełnię już funkcji, umożliwiających zaspokajanie psich potrzeb. Heniutka, ze swoim nieskończonym optymizmem, swoją obecnością — zawsze blisko mnie — mówi z uporem maniaka: nie o to chodzi, mama, nie o to chodzi!

Porusza mnie, gdy mając do wyboru swoje miejsce na kanapie, woli położyć się na podłodze pod moimi nogami. Bawi mnie, gdy w środku nocy postanowię trochę po­ćwiczyć, a ona, uświadomiwszy sobie, że nie ma mnie w sypialni, rusza ciemnym przedpokojem na drugi koniec ula, by upewnić się, że u mnie wszystko w porządku. Zaspana patrzy z miną: ty żartujesz z tymi ćwiczeniami, wracaj do łóżka! — i de­mon­stru­je, jak to się robi, żebym wiedziała, jak wrócić. Kochana suka!

I czytam, i wiem, że muszę tu te słowa mieć, a kiedy indziej napiszę, jak ta książka znalazła się w ulu i jak długo na mnie czekała. Bo dziś najważniejsze jest, że psy nie tylko idą do nieba:

psy są modlitwą!

* * *

[…] zwierzęta dają zarówno mężczyznom, jak i kobietom społecznie ak­cep­to­wal­ny pretekst do dotykania — głaskania, drapania, poklepywania lub innych form dotyku […].

*

Czy zwierzęta potrafią się modlić? Z uwagi na to, że modlitwa niesie uczu­cia miłości, więzi i bliskości, prawdopodobna odpowiedź brzmi „tak”.

*

Modlitwa to nie jest coś, co robimy, lecz coś, czym jesteśmy.
     Czy potrafimy otworzyć oczy na ten skarb?

Larry Dossey, Modlitwa to dobre lekarstwo,
przeł. Krzysztof Mazurek, Santorski & Co, Warszawa 2001.

piątek, lutego 05, 2021

(4120+7+1). Jabłoń, nie porzeczka*!

Wspaniały słoneczny poranek. Przymierzyłam się do zrobienia zdjęcia i szyb­ko się poddałam. Za godzinę już wiedziałam, że to była najwłaściwsza decyzja.

W zasadzie nie mam pojęcia, jak Ona to zrobiła. Więk­szość żywej części mojego drzewa ge­ne­alo­gicz­ne­go** prawie przez pół wieku nie dostrzegła mojej dru­giej, tej niepłaskiej strony, a Ona zrobiła to w kilka dni — jak?

Bo gdy obrócić to mydełko na drugą stronę… brak słów, znów przeciekam ze wzruszenia.


Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 5.02.21], źródło.

____________
  * stareńki komentarz.
  ** to piękne określenie zapożyczyłam do swojego słownika od Nosowskiej.

czwartek, lutego 04, 2021

(4120+7). Czekariuszka

Wiedziałam!
Od dwóch dni to ja byłam czekariuszką. Przestępowałam z jednej na drugą (mentalną) nóżkę.

Jest!
Wygrane mydełko dotarło do ula. Dotarło w uroczym szlafroczku przewiązanym w pasie miłością.

Nie wiedziałam!
Przesyłka była zdecydowanie za duża jak na jedno wygrane mydełko. Onie­mia­łam na widok akwarelek i musiałam poczekać na wewnętrzną go­to­wość, by zaj­rzeć do środka. Będzie potrzebne światło, by sfotografować duszę jednego z tych roztańczonych pudełeczek.

Sadownik:
(zna Drzewko dość dobrze i doskonale
wie, co oznacza nieruchoma cisza
)
Przeciekasz?

Jabłoń:
(wzruszona)
Przeciekam…

4126. Czekariat (VI)

Nim go zlicytują! Muszę go tu mieć!
Nim pójdzie do swojego, dobrego Człowieka.

Obraz w działaniu — brzmiały słowa uruchamiające twórczy proces. Ten obraz uruchomił mi tęsknotę za MOCAKiem i kawą z Ma.


Kaan.

4125. Czekariat (V)

Z odpowiednio zaostrzonym aparatem poznawczym zachwyciłam się tym ćwiczeniem dwa tygodnie temu (z malutkim haczykiem). Wtedy zabrakło mi sił, by przywlec je tutaj.

Dziś pomyślałam na widok tych coś-urów: przedmioty użytku co­dzien­ne­go. Przedmioty niezbędne!


Kaan.

4124. Rajd przez pokolenia

Pamiętam pierwszą książkę o drugim pokoleniu. Pamiętam książki, które musiały poczekać albo na publikację, albo na przekład wiele dziesiątek lat (wpis-książkowa-matrioszka, o miłości). Kilka innych wciąż na mnie czeka na czytniku, a ja nie mam na nie odpowiedniej wyporności.

W zasadzie omijam już ten temat, ale ponieważ mózgowe książki czytam, skusiłam się. Powiedziałam „tak”, bo alzheimer. Prawie wszystko, co w tej książce napisano o tej chorobie, to zbiór nieprawd, raczej luźnych myśli i skojarzeń. W tej historii alzheimer jest rekwizytem, okolicznością, cynglem do opowiedzenia doświadczenia trzeciego pokolenia. To opowieść o tym, że nitki wojennego doświadczenia wplatają się z łatwością nie tylko w losy dzieci tych, którzy przeżyli Holokaust.

Jak zwykle u mnie z połkniętymi książki — wybór cytatów wymagał trawienia. Podwójne znaczenie tytułu to… majstersztyk. I ta chwila — gdy odkrywasz sposób konstruowania zdań przez Autora, gdy zaczynasz sprawdzać swoją hipotezę na ich temat — ta chwila jest tylko jedna i nie możesz już czytać w sposób, w jaki czytałaś wcześniej. Piękna jest ta książka. Bardzo. O miłości.

Dziadek stracił brata w Auschwitz i drugiego brata w Auschwitz, i ojca, i matkę w Auschwitz, i narzeczoną, którą wtedy miał, w Auschwitz, i przy­naj­mniej jednego kuzyna i ciotkę w Auschwitz, i kto to wie, ilu przy­ja­ciół w Auschwitz, ilu sąsiadów, ilu kolegów z pracy, ile osób mniej lub bardziej bliskich, i on był jedynym, który przeżył i wsiadł na statek płynący do Bra­zy­lii, i spędził resztę życia, nie wypowiadając imienia żadnego z nich.

*

Czy robi różnicę myślenie w kategoriach liczbowych, że w Auschwitz i w obo­zach, które powstały na jego podobieństwo, zabito blisko sześć milionów Żydów? Czy dla mojego ojca jest ważne, że nie było to tylko sześć milionów Żydów, ale dwadzieścia milionów dodanych tam Cyganów, Słowian, homoseksualistów, niepełnosprawnych fizycznie lub umysłowo, pospolitych kryminalistów, więźniów wojennych, muzułmanów, ateistów, świadków Jehowy?

*

Nie chciałbym opowiadać kolejnej historii o ponownym ocenianiu własnego życia w ekstremalnej sytuacji, jakby perspektywa końca kogoś bliskiego spra­wia­ła, że widzimy, jak wszystko inne staje się nieważne.

*

[…] to, co syn wie od urodzenia, jego milczące przypuszczenie, kiedy jeszcze jest słaby i zależy wyłącznie od miłości ojca, i nie ma sensu, żeby ojciec przez resztę życia starał się odpokutować z powodu dystansu, zlek­ce­wa­że­nia albo celowego braku, albo przypadkowego, tej miłości, bo to jest wspo­mnie­nie, które syn będzie z sobą niósł przez życie, bez względu na wiek.

*

Pierwszą oznaką, że masz problem z alkoholem, jest fakt, że połowa twoich rozmów toczy się wokół niego, a dziewięćdziesiąt procent tych rozmów wokół faktu, że teraz nie pijesz już tak dużo jak kiedyś i możesz przez lata mówić, że miałeś ciężki okres, ale teraz przepracowałeś problem […].

*

[…] pierwszy raz, kiedy ktoś mówi, że cię kocha, pierwszy raz, kiedy ty to przyjmujesz, i jak sam sobie z tym radzisz, i jak się zachowujesz wobec nieskończoności problemów, które to z sobą niesie […].

*

[…] niemal wyrzuciłem przez okno to, co ta osoba mi ofia­ro­wy­wa­ła, szczęście i cud, którym było to, że pewnego dnia mo­ja droga przecięła się z jej drogą […].

*

[…] ja też się zmieniłem — nikt nie przechodzi bezkarnie przez rozwód i nikt nie wchodzi w drugie małżeństwo bez świadomości, na co jest się w stanie zgodzić, a na co nie.

*

[…] nigdy nie używałem innej techniki poza siłą zmieszaną z odwagą, która jest niemal pragnieniem sponiewierania się razem z przeciwnikiem […].

*

Bezsensowność ludzkiego doświadczenia we wszystkich czasach i miejscach ma tę pozytywną stronę, że może uczynić pewne rzeczy mniej ciężkimi i bardziej radosnymi. […] ktoś zdecydował się dać swego rodzaju prezent ojcu i samemu sobie, przeżyć ostatnie wspólne lata życia inaczej, by ojciec mógł zobaczyć, jak jego syn […] postanawia odrzucić przeznaczenie, by umrzeć bezsensownie, niczego nie zro­zu­miaw­szy.

*

[…] nie wiem, czy z jakiegoś szczególnego powodu, czy przez przypadek, jednak ona w końcu usiadła obok mnie.

Michel Laub, Dziennik upadku, przeł. Wojciech Charchalis,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

4123. 35/365

trzy w jednym: dobrzy ludzie, świetni urzędnicy medyczni i choć najlepsi z możliwych, to fatalni lekarze, bo taki mamy klimat.

na jeden lek jestem ciut za stara, na drugi jestem za zdrowa, na trzeci zbyt niedołężna. jestem pod kurwa-mać-wrażeniem, jak bardzo państwu polskiemu kalkuluje się hodowanie kalek.

35/365

wtorek, lutego 02, 2021

4122. O prawdzie

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(kilka dni temu uświadomiła Drzewku, że ludzie
na lektoracie, odpowiadając na pytania, zwykle
nie kłamią, choć przecież by mogli
)

Jabłoń:
(przeczesała pamięć udziału w zajęciach
językowych: nigdy nie skłamała
!)

*

Jabłoń:
(wczoraj, wciąż pod wrażeniem, zapytała)
Kłamałeś na lektoracie?

Sadownik:
Kłamałeś??? Wciąż kłamię!
Io amo mia moglie.

Jabłoń:
Okłamałeś mnie teraz!

Sadownik:
(ryknął śmiechem)

poniedziałek, lutego 01, 2021

4121. 32/365

trzy zdania? mowy nie ma! bo słońce przepięknie* świeci drugi dzień, wiosnę na prapecie głaszcząc mi delikatnie przy okazji.

31/365

___________
  * równie pięknie Heniutka szaleje ze szczęścia na śniegu — prosiła, by odnotować.

niedziela, stycznia 31, 2021

4120. 31/365

ostatnie trzydzieści sekund aukcji*.
na drzewnym bezdechu.
tęczowe mydełko jest nasze!

31/365

______________
  * od niej się wszystko zaczęło — Pan Ciasteczko klik, klik, popatrz — powiedział i otworzył się przed Drzewkiem wolny od nudy Świat niezliczonej liczby zachwytów.


Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment.

4119. Zamykając czytelniczy rok (II)

Broniłam się przed tą książką kilka miesięcy i cały 2020 rok. Dobrze mi szło, ale kilka dni temu w korespondencji z niesamowitą kobietą wypłynął Autor — wypłynął w samych superlatywach. Klik, klik, może jest coś nowego? Nie ma. Jest Ginczanka i ja (za głupia na Zuzannę).

Otwieram darmowy fragment, by upewnić się, że naprawdę jestem wciąż za głupia na tę książkę. Dwa akapity i… po mnie! Rzucam dwie książki, które mnie zajmują. Wpadam w tę książkę, wyjmuję z niej Poetkę, wpadam w Jej wiersze po uszy, kończę tomik i wracam do pierwszej z dwóch, odkładam po rozdziale, ląduję w tej książce na troszkę, odkładam, wciąż w drodze między pierwszą i tą, pierwsza, ta, pierwsza, ta… dopóki nie skończę obu. Druga odzywa się cichutko, ale z wyrzutem: a ja? Już do ciebie wracam.

Ginczanki nie czuję, ale miłość i pasję Autora czuję i uwielbiam. I dlatego ta książka jest pyszna. Autor — to, że poeta, ma kolosalne znaczenie w tej książce. Przyjaciel Autora samym swoim istnieniem i miłością do języka polskiego jest współ­win­ny istnienia tej książki — to niewymieniony na okładce współautor.

Lecz tylko próbować się liczy. Iść za bolesnym, osza­la­łym instynktem jedynej rzeczy, która ma sens, lecz jej sensu nie znamy.

*

Kiedy powinniśmy zacząć opowiadać? Czy w chwili, kiedy dowiedzieliśmy się już wszystkiego, czy kiedy nie wiemy nic albo prawie, a tym „prawie” jest intuicja, że ten ktoś zagęszcza w sobie coś ważnego dla nas, choć nie wiemy, ani co to jest, ani co w ogóle dla nas jest ważne?

*

Z perspektywy tego, co stało się potem — nie tylko jej śmierci, lecz przede wszystkim zachowania polskiej dozorczyni lwowskiego mieszkania Zuzanny, Chominowej, która ją zadenuncjowała — jakoś przerażająco wygląda jej wybór. W domu mówiło się po rosyjsku, ale ona postanowiła być polską poetką. Mogła postanowić inaczej.

*

Już mnie uwiera to pisanie o Ginczance. Męczy. Wyżyma. Czuję, że powinienem dać komuś za Ginczankę w pysk…

*

Podobno Zuzanna „liczyła” jeszcze na to, że trafi do Auschwitz („liczyć na Auschwitz” — tego by nikt nie wymyślił). Stało się inaczej — pod koniec 1944 roku Zuza i Blumka zostały rozstrzelane na wzgórzu w Płaszowie.

*

Z upływem czasu zmieniają się nazywalne motywacje, lecz rdzeń wciąż jest ten sam i tkwiąc w nas niezmiennie, daje szansę, byśmy po latach doszli do tego, co w nas najważniejsze.

*

[…] pisała na przykład: „Nie jestem niczym innym,/ jak mądrą odmianą zwierząt/ i niczym innym nie jestem,/ jak czujną odmianą ludzi”. A co to za autorka, to sobie zgadnij. […]
     […]

      Nic z tego, Sylwek, [Silvano De Fanti, włoski tłumacz z j. polskiego]
     nie zgadłeś!
        Ani Jasnorzewska-Pawlikowska, ani Poświatowska, ani zespół O.N.A. (swoją drogą skąd Ty, u diabła, znasz Agnieszkę Chylińską?).
        Poetka nazywa się Zuzanna Ginczanka.

*

Oprócz samej siebie nie znam innej dali.
// Zuzanna Ginczanka

*

[…] uzmysłowiłem sobie, że istnieje coś takiego jak pamięć o ludziach i zdarzeniach i pamięć własnej pamięci czy raz już opowiedzianych wspomnień. I są to dwie różne pamięci.

*

[…] po cóż byłoby pisać i myśleć, gdyby nie wiązało się to z ryzykiem?

*

No, teraz lepiej.
 
ZUZANNA
Lepiej, bo gorzej?
 
REŻYSER
Tak, lepiej, bo gorzej. Sama wiesz, jak jest.

*

Często dzieci coś wiedzą, ale nie wiedzą skąd.

*

Lokomotywę, o której wszyscy myślą, że jest o maszynie, a to może o gru­bej babie, która nagle się zakochała i poczuła leciutka jak piłeczka, jak „frasz­ka, igraszka, zabawka blaszana”… Sama pomyśl: „Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…”. Przecież to czysta erotyka dla grubasów, żaden tam utwór dla dzieci…
 
ELŻBIETA (rozbawiona)
Boże, a ja tyle razy czytałam Jureczkowi…
 
ZUZANNA
I dobrze! Bo to także dla dzieci, tyle że każdy rozumie z tego, co chce…

Jarosław Mikołajewski, Cień w cień. Za cieniem Zuzanny Ginczanki,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Wygłupiasz się, prawda? Nie myślisz, że to by było możliwe.
 
ZUZANNA
Bo głośno czy bo wesoło? Czy dlatego, że z tobą?

*

Co ma się dziać, już właśnie się dzieje…

*

Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno.
Budzę się zwykle w roli spóźnionego świadka,
kiedy cud już odbyty,
dzień ustanowiony
i zaranność mistrzowsko zmieniona w poranność.

(tamże)

4118. Zamykając czytelniczy rok (I)

Uwielbiam ciekawość, która prowadzi Autora pod prąd. Ibukosknera na początku października 2020 zaznaczył nowość do upolowania. Było co czytać, można było poczekać. Czekanie gniotło, Ibukosknera nie odpuszczał. Prze­chy­trzy­ła go Ma — podarowała mi tę książkę.

Pamiętam, gdy w wiadomościach podano, że najsłynniejszy eksperyment Zimbardo to jednak obrzydliwe oszustwo. Zadziwiło mnie wtedy, jak szybko przestała to być istotna informacja dla mediów. Świat nauki zawiódł kolejny raz, nic z tym nie ro­biąc.

A Milgram? Na pewno słyszeliście o tym panu. W ostatnich latach jego eksperyment znów wielu ludziom tłumaczy dynamikę ludzkiego świata, nie zająknąwszy się na­wet, że jest manipulacją, a nie rzetelnym badaniem naukowym.

Czytana powolutku — delektowałam się rozdział po rozdziale — przez półtora miesiąca. Pozwalałam przytaczanym historiom wsiąkać w moje jestestwo. Gdybyś miała przeczytać, gdybyś miał przeczytać w tym roku tylko jedną książkę — prze­czy­taj tę! Koniecznie, bo ona obali wszystko, co wydaje ci się oczywiste, jeśli chodzi o ludzkość. Daj się zaskoczyć, namierz nieprawdziwe, wytarte od używania prze­ko­na­nia i pozwól im odejść w niebyt.

To jest książka o radykalnym poglądzie.
     Poglądzie, który od dawna denerwuje rządzących. Poglądzie, któremu zaprzeczają religie i ideologie, który jest ignorowany przez media infor­ma­cyj­ne i wymazywany z annałów historycznych.
     […]
     Na czym więc polega ów radykalny pogląd?
     Na tym, że większość ludzi w głębi duszy jest całkiem przyzwoita.

*

[…] cynizm jest tylko kolejnym słowem oznaczającym le­ni­stwo. To wy­mów­ka, by nie brać na siebie odpo­wie­dzial­ności.

*

Jedno jest pewne: lepszy świat nie zaczyna się od większej empatii. Jeśli w ogóle, to empatia sprawia, że jesteśmy mniej wyrozumiali, ponieważ im bardziej identyfikujemy się z ofiarami, tym bardziej generalizujemy sy­tu­ację naszych wrogów. […] Smutna prawda jest taka, że empatia i kse­no­fo­bia idą w parze. To dwie strony tego samego medalu.

*

Bo to właśnie robi z nami empatia. Wykańcza nas. […] w przeciwieństwie do empatii, współczucie nie zmniejsza naszej energii. […] współczucie jest lepiej kontrolowane i konstruktywne. Nie chodzi o doznawanie cudzego cierpienia, ale o to, żebyś mógł je rozpoznać, a następnie przejść do dzia­ła­nia. Mało tego, współczucie wstrzykuje nam siłę, której potrzebujemy, by pomóc.

*

[…] wszystko co najlepsze w życiu: im więcej dajesz, tym więcej masz. To prawda o zaufaniu i przyjaźni. To prawda o pokoju.

*

Kiedy zamykamy się we własnych okopach, tracimy z oczu rzeczywistość. Zaczynamy myśleć, że mała, podżegająca do nienawiści mniejszość od­zwier­cie­dla całą ludzkość. Jak garstka anonimowych trolli inter­ne­to­wych, którzy są odpowiedzialni za prawie cały jad na Twitterze i Facebooku.

*

[…] raz za razem trafiamy z powrotem do okopów. Zbyt łatwo za­po­mi­na­my, że ten drugi facet, sto metrów dalej, jest taki sam jak my. Raz po raz strzelamy do siebie z daleka — za pośrednictwem mediów spo­łe­czno­ścio­wych lub forów internetowych, z bezpiecznego miejsca, w którym się oko­pa­li­śmy. Pozwalamy, aby strach, ignorancja, podejrzliwość i stereotypy były naszymi przewodnikami, tworząc uogólnienia na temat ludzi, których nigdy nie poznaliśmy.

*

Kiedy w święta 1914 roku pokój rozprzestrzenił się jak epidemia, niewielu żołnierzy było na niego odpornych. Jednym z rzadkich wyjątków był sztywny, dwudziestopięcioletni kapral w 16. Bawarskim Rezerwowym Pułku Piechoty, który stwierdził, że „Takie rzeczy nie powinny się dziać w czasie wojny”. Nazywał się Adolf Hitler.
     […]
     Historyk wojskowy Tony Ashworth opisuje Boże Narodzenie 1914 roku jako „nagłe pojawienie się [nie wierzchołka, lecz] całej góry lodowej”. Nawet w czasie wojny istnieje bowiem ogrom pokoju, gotowy w każdej chwili się wynurzyć. Aby zepchnąć tę górę z powrotem pod powierzchnię, generałowie, politycy i podżegacze wojenni muszą wy­ko­rzy­stać wszystkie dostępne im środki, od fałszywych wieści do fizycznego przymusu.

*

Jednym z najistotniejszych odkryć nauki o kontaktach jest to, że uprze­dze­nia można wyeliminować tylko wtedy, gdy zachowamy własną tożsamość. Musimy zdać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy różni i nie ma w tym nic złego. Możemy budować dla naszej tożsamości mocne domy z solidnymi fundamentami.
     A potem możemy otworzyć drzwi.

*

[…] pomysły nigdy nie są tylko pomysłami. Jesteśmy tym, w co wierzymy. Znajdziemy to, czego szukamy. A to, co przewidujemy, zaczyna się urzeczywistniać…

*

Jeśli masz ukarać człowieka, musisz go zranić. Jeśli masz go zreformować, musisz go poprawić. Ale ludzie nie stają się lepsi dzięki ranom.
// George Bernard Shaw

*

„Przeciwieństwem zabawy nie jest praca”, powiedział kiedyś psycholog Brian Sutton-Smith. „Przeciwieństwem zabawy jest depresja”. Obecny sposób pracy wielu z nas – bez wolności, bez zabawy, bez wewnętrznej motywacji – napędza epidemię depresji. Według Światowej Organizacji Zdrowia jest ona obecnie chorobą numer jeden na świecie. Mamy naj­więk­sze braki nie na koncie bankowym lub w budżecie, ale w nas samych. To niedobór tego, co nadaje sens życiu. Niedobór zabawy.

*

Bo nic nie jest potężniejsze od ludzi, którzy robią coś tylko dlatego, że chcą to robić.

*

[…] wszystko się zmienia, gdy wymieniasz podejrzenia na bardziej pozytywne spojrzenie na ludzką naturę.
     Wartościami czołowymi stają się umiejętności i kompetencje, a nie przychód czy wydajność.

*

Nasze głębokie przekonania — niezależnie od tego, czy są prawdziwe, czy też wyobrażone — mogą również ożywiać, powodując bardzo realne zmiany w świecie.

*

„Mam wrażenie”, pisze Rebecca Solnit, […] „że największy strach rozsiewają potężni ludzie, którzy postrzegają całą ludzkość na swoje podobieństwo”. Dyktatorzy i despoci, gubernatorzy i generałowie — zbyt często uciekają się do brutalnej siły, aby zapobiec scenariuszom, które istnieją tylko w ich głowach. Zakładają, że przeciętny człowiek będzie — tak jak oni — dbał wyłącznie o własne interesy.

Rutger Bregman, Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz,
przeł. Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
(wyróżnienie własne)

Każdy dobry uczynek jest jak kamyk w stawie, wysyłający fale we wszystkich kierunkach.

*

Aby wyciągnąć do kogoś dłoń, potrzebujesz przede wszyst­kim jednej rzeczy. Odwagi. Bo może się okazać, że skończysz ze zranionym sercem lub ktoś urządzi sobie z tego po­śmie­wi­sko.

*

Bądź więc realistą. Bądź odważny. Bądź wierny swojej na­tu­rze i oferuj innym swoje zaufanie. Czyń dobrze w biały dzień i nie wstydź się swojej hojności.

(tamże)

*

Rutger Bregman, Humankind: A Hopeful History.

sobota, stycznia 30, 2021

4117. Skok w bok

Zawsze jest jakaś książka, którą właśnie czytam. Albo dwie lub trzy. Zawsze. Czasem te dwie lub trzy książki odkładam, bo muszę w inną dać nura. Dokładnie tak było z tą. Dwie odłożyłam, do nowej zajrzałam, a z niej wyjęłam tę Poetkę.

Okładka mnie porwała, pierwszy wiersz wessał i zniknął mi zwykły świat. No cóż, pomyślałam po wszystkim, jestem tylko drobnym listkiem na czytelniczym drzewie moich wyborów. Przedwczoraj wystarczył prawie niezauważalny powiew, by odłożyć na chwilę aka­pi­ty pełne słów i myśli, zanurzając się w strofach. Musiałam poczekać, by się we mnie ułożyły, nim wrócę na dobre do akapitów słów i myśli.

Tęsknota to jest słowo na „ż”:
żarzy się, żagwi, żegna, żałuje, żebrze.
Tęsknota to jest słowo na „b”:
boli, blisko, bardzo, beznadziejnie, bez końca.
Tęsknota to jest słowo na „t”:
Ty.

*

Słyszę jak się czas rozbiera z godzin znów
jak wtedy gdy z tobą patrzyłam w niebo
od upału tak przezroczyste
że obnażony drżał na dnie absolut

*

Jest twoje ciało śpiące tuż przy mnie w popiołach poranka
Jest wiatr co przeprowadza pierwsze jesienne liście przez ulicę
[…]
Jest takie miejsce we śnie z którego bardzo trudno zawrócić

*

I rzekł Bóg kochankom:
Jestem wyżej
Syzyfie

*

O Boże!… Westchnienie to z głębi do głębi
Z nicości w nicość zapada
W ludzkim gardle chwilę gada
I tyle dowodu na istnienie Boga
Reszta to trwoga, trwoga, trwoga

*

Na końcu alei nie ma końca alei

*

Tamta noc, gdy obudziłeś się w jego ramionach.
Nie bałeś się go, nie bałeś się, że odejdzie, zapomniałeś, że umrze.
Słuchając jego oddechu poczułeś, co znaczy to zdanie nie do wiary,
że Bóg przychodzi do nas
przez drugiego człowieka.

*

W oddech twój po płaczu, wchodzę w twoją pamięć.

*

Naprawdę się starałem, naśladowałem Boga,
chcąc stworzyć cały świat z jednego słowa
(jest takie słowo, które daje tę szansę).

*

Tak łatwo stoczyć się w głąb siebie
       i jak wiadro w studni jęczeć łańcuchem

*

Wreszcie przestałam się szarpać
Siadłam naprzeciw siebie
jakbym zamierzała się golić
W końcu kobieta mężczyzna —
to samo przez to samo
o ile odgarnąć włosy z czoła
i popatrzeć sobie prosto w oczy

*

Obiecaj że nie będziesz uparty
i nie dotrzesz do żadnego rozwiązania

*

Powidok i cienie prawdziwej miłości — widziałem.
I czułem jak ból fantomowy to, czego nie miałem.
Tęskniłem; umarłem tyle razy, ile mnie nie chciano.
Czy wiesz jak ciężkie może być ciało,
          gdy umarła dusza?

*

Kocham cię coraz dawniej, wczoraj i na zawsze.
[…]
Przed nami już tylko my. Długa droga przed nami.

*

Miałam w życiu wszystko,
ale tej jednej rzeczy nie — .
I nie wiem, co to jest,
może ma imion wiele.
Lecz jeśli, jak mówią ludzie,
tęsknota to jedyna prawdziwa wiedza o świecie,
to miałam także i to.
Lub raczej byłam blisko.

*

Koty siedzące w okienkach piwnic
mają takie miny jakby były właścicielami domów

Anna Janko, Miłość, śmierć i inne wzory,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

Dziewczynka, którą byłam przed laty, jest trochę mną, choć niedokładnie ją pamiętam. I żal mi jej jak dziecka, które zapomniałam zabrać ze sobą do nowego domu. Ona zaś trwa w przeszłości niezmieniona i wie o mnie wszystko, jakby to ona wywróżyła mi cały mój los.

(tamże)

piątek, stycznia 29, 2021

4116. 29/365

pomysł, że jestem dość dobra, wystarczająca i całkiem w porządku. szalony? tak, ale to uwalniająca idea.

29/365

(4110+5). Niesucharek

Sucharki odświeża, nadając im blask, któremu oprzeć się nie mogę. Tym razem świeżynce dodała uroku. Pozostaję w niemym za­chwy­cie i te­go pikselka muszę tu mieć.


Kaan,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

4114. Strajkowe czytanie (XII)

Ten wpis miał być napisany wczoraj, ale zabrakło mi sił. Miał się tu znaleźć w reakcji na obudzenie się w kraju rodem z bardzo złego snu, który stał się jawą.

Że politycy nie czytają (nawet bez zrozumienia), że pseudo­sę­dzio­wie w pseudo­try­bu­na­le tego nie robią, to mają! Całe stada wkurwionych małych Mi, ich partnerów i mężów wyszło i wyjdzie na ulicę. Myślałam, że odłożyłam Muminki na dłużej, ale nie. Przespacerowałam się po całym cyklu śladami małej Mi, nim wszystkie wyjdą dziś na ulicę. Panowie i panie — nieprawi, zepsuci i głupi — parafrazując małą Mi: nie wiecie, co robicie.

     — Czy to jest koniec świata? — zapytała mała Mi ciekawie.

Włóczykij spojrzał bezradnie na małą Mi.
     — Nastrasz ich Buką! — zaproponowała.

Mała Mi wrzeszczała, ile tylko miała sił.

Tove Jansson, Lato Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

     — Całą parą naprzód! — krzyczała mała Mi.

Tove Jansson, Zima Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

Ten wpis miał być napisany wczoraj, ale zabrakło mi sił. Miał się tu znaleźć, bo. Ode mnie do Sadownika — jeden uścisk dłoni. Od Sadownika do Pana Ciasteczko — chwila, bo to dwie dłonie tej samej osoby. Od Pana Ciasteczko do Maestry-Di-Italiano — jeden uścisk dłoni. Od Maestry-Di-Italiano do Zawsze-Wolnej-od-Nudy jedno bicie serca. Sadownik pokazał mi kolorowe, wolne od nudy miejsce. Pasę się tam przez oczy czwarty dzień.

Mała Mi, jak zwykle, wyruszyła gdzieś na własną rękę, ale to nie było groźne, ponieważ z całej rodziny ona najlepiej radziła sobie sama.

     — Jak się gniewać, to się gniewać – stwierdziła mała Mi, obierając ziemniaka zębami. — Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.
     — Drogie dziecko — powiedziała Mama Muminka – Tatuś wie, co robi.
     — Ja myślę, że nie wie — rzekła wprost mała Mi. — Wcale nie wie
.

Tove Jansson, Tatuś Muminka i morze Muminków,
przeł. Teresa Chłapowska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

4113. Gdzie jest dzisiaj Włóczykij?

Moja ukochana postać ze świata Muminków. Czasem fantazjowałam, co robi Włóczykij, gdy Muminki śpią snem zimowym?

Tej zimy jest w gościach u Zawsze-Wolnej-od-Nudy.


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

Włóczykij był pogodny, wiedział mnóstwo różnych rzeczy, ale nie mówił o nich bez potrzeby.

Tove Jansson, Lato Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

czwartek, stycznia 28, 2021

4112. Wodorościk (XXII)  // Zielnik (XXIV)

Nie miał pojęcia, że ona umie kwitnąć. Dwa dni temu przy­słał zdjęcie zieloności, co na parapecie w do­sko­na­łym hu­mo­rze żywot wie­dzie szczęśliwy. Dla mnie nie do wiary.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Jak na imię ma ta kon­struk­cja złożona z zielonych patyczków?


fot. Biały Kruk, fragment.

alternatywny tytuł wpisu:
4112. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXIX)

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
Hatiora

poniedziałek, stycznia 25, 2021

4111. Wodorościk (XXI)

Wracam do siebie. Czy wrócę? Pojęcia nie mam, ale przy po­ran­nej kawie wciąż lubię czytać. Dawno nie czytałam tak lek­kiej opowieści. Przyszła do mnie przez przy­pa­dek. Obie­ca­ła, że jest na ząb, dwie kawy i jedno poruszenie serca. Do­trzy­ma­ła słowa.

By­łem cał­ko­wi­cie po­chło­nię­ty dro­gą i moją po­gar­sza­ją­cą się sy­tu­acją.

[…]  i tak nie wiem, jak dojechać tam, gdzie chcę dojechać — powiedziałem sam do siebie, dając upust złości.

Kie­dy masz do wy­bo­ru dwie opcje — ży­cie w zgo­dzie ze swo­im prze­zna­cze­niem lub po pro­stu ży­cie — może się wy­da­wać, że de­cy­zja jest oczy­wi­sta.
     Ale tak nie jest.

Je­steś w do­brych rę­kach.

     — Cie­ka­wie to uję­łaś — od­par­łem.
     Ca­sey się uśmiech­nę­ła.
     — Cza­sa­mi le­piej jest po­pa­trzeć na coś z in­nej per­spek­ty­wy niż za­zwy­czaj.

Wie­lu lu­dzi twier­dzi, że nie na­rze­ka. Jed­nak nie­któ­rzy chcą cze­goś wię­cej niż tyl­ko bra­ku po­wo­dów do na­rze­ka­nia. Pra­gną cze­goś wspa­nial­sze­go.

     — […]   By­li­by­ście bo­ga­ci.
     Męż­czy­zna uśmiech­nął się i od­parł:
     — Może już je­stem bo­ga­ty?

Spo­ra część tego, co po­sia­dam, po­ma­ga mi ode­rwać się od sza­rej co­dzien­no­ści i spra­wia, że le­piej się czu­ję. Za­sta­na­wiam się tyl­ko, ile z tych rze­czy fak­tycz­nie chciał­bym mieć, gdy­bym nie od­czu­wał po­trze­by od­re­ago­wa­nia czy chwi­lo­we­go za­po­mnie­nia o ca­łym świe­cie. Gdy­bym za­wsze ro­bił tyl­ko to, co na­praw­dę chciał­bym ro­bić, nie miał­bym od cze­go ucie­kać i od cze­go od­po­czy­wać, nie od­czu­wał­bym też aż ta­kie­go stre­su.

[…] to za­baw­ne, w jak róż­nych mo­men­tach czło­wiek za­czy­na zda­wać so­bie spra­wę z pew­nych rze­czy.

Otóż, cała sztu­ka tkwi w tym, aby zro­zu­mieć, że coś przy­no­si nam szczę­ście i sa­tys­fak­cję nie dla­te­go, że ktoś tak twier­dzi, ale dla­te­go, że sami tak uzna­my i sami się o tym prze­ko­na­my.

Nie mo­żesz bać się, że nie zdo­łasz cze­goś zro­bić, je­śli już to zro­bi­łeś albo je­śli ro­bisz to każ­de­go dnia.

John P. Strelecky, Kawiarnia na końcu świata. Opowieść o sensie życia, przeł. Alicja Laskowska, Wydawnictwo Aktywa, Frampol 2018.
(wyróżnienie własne)

Je­śli wszyst­ko, co wy­da­wa­ło mi się tak waż­ne i istot­ne, w rze­czy­wi­sto­ści było tyl­ko py­łem i po­wie­trzem, to co na­praw­dę ma zna­cze­nie?

Pa­trząc na wszyst­ko z dal­szej per­spek­ty­wy, na­sze lęki, zmar­twie­nia, zwy­cię­stwa i po­raż­ki nie mają więk­sze­go zna­cze­nia.
     A jed­nak to w ob­li­czu na­szej po­zor­nej ma­ło­ści od­naj­du­je­my sens ży­cia.

(tamże)

4110. 25/365

     — i jak? — spytało z trudnym do ukrycia en­tu­zja­zmem.
     — nie rzucaj mi nowych kłód pod nogi — odpowiedziała swojemu Życiu z wyrzutem.
     — to nie kłody, lecz wyzwania, dasz radę.

25/365

piątek, stycznia 22, 2021

4109. Więcej grzechów nie pamiętam

Za wszystkie serdecznie dziękuję. Bo Bargielska. Bo wy­daw­nic­two. Znów ibu­ko­skne­ra nie miał prawa głosu, ale uprzej­mie przypomniał, że mam jeszcze zaległe tomiki Poetki do upo­lo­wa­nia. Uprzej­mie przypomniałam, że Poetki nie ćpam, karmię się nią powoli i od czasu do czasu. Dziś chciałam po­ży­wić się tym tomikiem — słowem i grafiką.

Nie da się żyć, nie rozumiejąc więcej i więcej,
to niezależne od nas, jak skurcz mięśnia
na środku jeziora i głos „pokaż, pływaku,
na co cię stać” dobiegający zupełnie znikąd.

*

[Bogdan] z równoległej klasy, który podduszał dziewczynki,
gdy nie mógł się z nimi dogadać. Czy ktoś się kiedykolwiek
dogadał z dziewczynką? No, więc właśnie, Bogdanie.
Inna rzecz, że gdy Bogdan dusił akurat mnie,
wszystko psuła obawa, że w dorosłym życiu
trzeba go będzie znaleźć i się z nim ożenić.

*

I strach, że dziecko spadnie, pewność, że uleci.

*

i tak dalej. Mówisz coś do mnie? Ależ skądże, rzeko,
idę wzdłuż, płynę z prądem, czasem robię zdjęcie.

*

To nie jest tak, że z umarłymi zaprzyjaźniasz się od razu,
nawet jeśli znałeś ich przedtem. Zwłaszcza jeśli
znałeś ich przedtem, jest trudniej. Gdy przychodzą we śnie,
przed nim lub tuż po, gdy przychodzą,
gdy mgły się podnoszą lub opadają, gdy przychodzą,
kiedy cię nie ma, bo poszedłeś ich szukać, jest ciężko.

*

wpuścił psa do domu, jest tak dobrze,
jak może być i to tak strasznie boli.

*

[…]. Jest dużo czasu na decyzję,
ten dom dopiero zaczął się rozpadać
i to nawet nie tu,
tylko tam.

*

To się może wydawać niesprawiedliwe
i pewnie takie jest, ale mnie się podoba ten widok,
a najbardziej, że go oglądasz ze mną,
bo to czyni go jeszcze bardziej prawdziwym.

Przyszłość jest jak robocza wersja esemesa do kogoś,
kto w międzyczasie umiera: masz dużo czasu
na szlifowanie tekstu, tylko po co.

Justyna Bargielska, Dziecko z darów,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2020.
(wyróżnienie własne)

moje dzieci, kiedy mówią sorry

są jak prehistoryczne stworzenia, które dopłynęły do brzegu praoceanu
i próbują powiedzieć, że coś im nie poszło,
błoto było za gęste, bóg miał inne plany,
w ogóle nie miał planów, to był fajny melanż
i trochę tutaj poleżą, ale nie mów tacie

biorę ich winę na siebie, wyciągam je, wycieram,
całuję, całuję i wrzucam z powrotem

(tamże)

4108. Najlepsze jest poza słowami (III)

Plan był: skończyć tę (trzecią) część, nim ukarze się czwarta (ostatnia). Prawie się wyrobiłam. Czwartą część miałam na czytniku w dniu premiery dwa dni temu.

Są rzeczy, o których nie warto mówić, lepiej je robić. Są rzeczy, o których nie warto mówić, ale warto troszkę poczytać. Ten cykl jest właśnie o takich rzeczach.

Niezmiennie zachwyca mnie część dedykacji, która po raz trzeci jest wciąż świeża, piękna, mądra i robi dobrą robotę, więc muszę mieć ją pod ręką:

wszystkim, którym zależy
 
temu, co możliwe

temu, co jest, jakie jest

mądrości

jasności umysłu

łagodności

miłości

Dotarcie na miejsce wymagało czasu. […] Gdy od celu dzielił ich tylko dzień marszu, mimo gróźb i próśb tragarze oświadczyli, że nie zrobią ani kroku więcej. Amerykanie, błagając o zmianę decyzji, zwracali tragarzom uwagę, że są już prawie na miejscu i od miasta dzieli ich tylko jeden wysiłek. Tu­byl­cy byli jednak nieugięci. Z jakiego powodu? Przedzierali się przez dżunglę w tak nienaturalnym tempie, że musieli zatrzymać się, by ich dusze mogły dogonić ciała.

Rzeczywistość konwencjonalna nie jest „zła”. Jest zwyczajnie niepełna. Ta niekompletność stanowi jednocześnie źródło na­sze­go cierpienia i szansę na uwolnienie się od niego.

Cóż za niespodzianka: gdy próbujemy zbliżyć się do horyzontu, ten się odsuwa.

Największy kłopot mamy zawsze z zaakceptowaniem drobiazgów, po­nie­waż w zasadzie nie rozumiemy, że życie, płynąc naprzód, będzie miało co naj­wy­żej luźny związek z naszymi fantazjami i lękami.

[przy użyciu] ambicji i lęków […] znieczulamy się na piękno i tajemnicę życia […].

Jasne, analityczne myślenie może być ogromnie użyteczne i skuteczne. Ale często nasze myślenie wcale nie jest aż tak klarowne, a kompletnie przy­ćmie­wa bezpośrednie doświadczanie oraz wszelkie inne płaszczyzny po­zna­wa­nia, których medium nie jest myśl.

[…] w bardzo realnym sensie, nie jesteś tym, za kogo się uważasz. Nikt nie jest. Wszyscy sięgamy znacznie dalej i jest w nas znacznie więcej tajemnicy.

Interpretujesz, zderzasz się z interpretacją. Wywołujesz strach, do­świad­czasz strachu. Rozbudzasz złość, zderzasz się ze złością. Istnieją nie­skoń­czone możliwości utknięcia w wytworach własnego umysłu, ucze­pie­nia się jakiegoś zdarzenia, po czym zmienia się ono w coś znacznie więk­szego, czym nigdy nie było.

[…] stawiamy opór, szamoczemy się, spinamy, zrzucamy winę na coś innego, nienawidzimy, wymuszamy zmiany, by rzeczy nieakceptowane stały się bardziej satysfakcjonujące, milsze, bardziej bezpieczne z naszego punktu widzenia. W ogóle nie dostrzegamy głębokiej struktury zdarzeń i wszystkich szans na ustosunkowanie się do nich w mądry sposób.

Każdego dnia zarówno odrobinę umieramy, jak i odrobinę się rodzimy. […] możemy dalej się rozwijać, dopóki jeszcze mamy sposobność, rozwijać się w tym, co najważniejsze, opierając się na tym, czym już jesteśmy, wiedząc, że właśnie o to chodzi. […] nic lepszego nas nie spotka, ponieważ wszystko dzieje się zawsze tylko teraz.

Życie nie kończy się wraz z uszkodzeniem ciała; może być nadal spełnione i interesujące.
// Christopher Reeve

Tak naprawdę nigdy nie wiemy, jak bogate są możliwości wszechświata ciała i wszechświata umysłu, nawet gdy przeżywamy groźny wypadek, dotyka nas choroba, a w ich następstwie cierpimy być może z powodu poważnych obrażeń i deregulacji. Jest tak zwłaszcza wtedy, gdy do na pozór nieprzezwyciężalnych trudności podchodzimy z absolutną uwagą i skupieniem.

Kiedy musisz liczyć się z ewentualnością przedwczesnej śmierci, zaczynasz rozumieć, że życie jest warte przeżycia i jest mnóstwo rzeczy, które chciał­byś zrobić.
// Stephen Hawking

Jon Kabat-Zinn, Uzdrawiająca moc uważności, [cykl],
przeł. Roman Skrzypczak, Czarna Owca, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Gdy Ja – szturmuję Siebie —
Czyż nie po własnej klęsce
Świadomość może w sobie
Widzieć zwycięzcę?

// Emily Dickinson

Ze zmianą mamy do czynienia zawsze i wszędzie. Ale często usiłujemy zahamować jej naturalny wpływ, starając się narzucić światu własną wersję wydarzeń, co w rzeczywistości zawęża nasz dostęp do prawdziwego stanu rzeczy, zamyka nas w ciasnej przestrzeni uwarunkowanego umysłu, pozbawionego teraz ukrytych wymiarów oraz możliwości, które w sprzyjających warunkach mogą nas obdarzyć nowym zakresem wewnętrznej i zewnętrznej wolności.

Może nadszedł czas, by praktykować, delektować się włas­nym życiem — takim, jakie jest — właśnie teraz, teraz i teraz…

(tamże)

środa, stycznia 20, 2021

4106. I po książce…

Co za wspaniały początek wydawniczego roku! Profesor Snyder — jeden po­po­łud­nio-wieczór. Le Guin — jedna wieczoro-noc.

Wczoraj, w przeddzień premiery dwóch książek, na które intensywnie czekam, no­we, polskie tłu­ma­cze­nie Le Guin. Mój wewnętrzny ibukosknera, pozbawiony zabawy w polowanie, ma ciężki czas — informuję go tylko: profesor Snyder, rozumiesz; Le Guin, ro­zu­miesz. Nie wiem, czy rozumie, jeśli nie, trudno — są książki, na które nie chcę czekać.

Wolno, wolniutko, a i tak literki te są tylko na ząb Duszy. Na szczęście smak utrzy­mu­je się dużo dłużej.

[…] w dzisiejszym rozumieniu poezji — postrzeganej nie jako rym i metrum, ale uporządkowane, intensywne użycie języka — cała Księga jest poezją.

Kiedy próbujesz podążać Drogą, to nawet jeśli co rusz z niej zbaczasz, spotykają cię dobre rzeczy, i to pomimo że nie zasługujesz na nie. W pracy nad Tao Te Ching zbaczałam ze ścieżki nie raz. Zaczęłam od kilku rozdziałów jeszcze przed trzydziestką. Mniej więcej co dziesięć lat robiłam kolejny fragment i wmawiałam sobie, że kiedyś usiądę i zabiorę się do tego porządnie.

W poezji […] piękno nie jest dekoracją; jest znaczeniem. Jest prawdą.

Lao był, jeśli był, filozofem, amerykańscy tłumacze Tao byli tłumaczami i sinologami, Ursula K. Le Guin była pisarką, polscy tłumacze, Bargielska z Jarniewiczem, są pisarzami. Czemu o tym mówimy? Bo w tej wielo­ję­zycz­nej, wielo­bran­żo­wej i wielo­epo­ko­wej sztafecie – od Daodejing przez Tao Te Ching po Księgę Drogi i Dobra — różnica między twórczością przekładową a dziełem autorskim nieuchronnie wyparowuje. Do pracy przystąpiliśmy więc ze świadomością, że nie tyle tłumaczymy, ile piszemy polską wersję utworu Le Guin, a nie Lao Tzu.

[…] tak wielu ludzi przez tak wiele wieków znajdowało w Księdze rzecz najcenniejszą: czyste przeczucie tajemnicy, której jesteśmy trybikiem.

Powroty i powtórzenia są ruchem, jest to ruch naprzód.

Ukryte światło i głęboka tajemnica są sygnałami nawołującymi: „pomyśl o tym” – pomyśl o uwadze, jaką powinniśmy darzyć sprawy nieistotne.

To know enough’s enough
is enough to know.

Dusza, gdy nie pragnie,
widzi, co ukryte.
Kiedy zacznie pragnąć,
widzi, co chce widzieć.

potem jest po przedtem,
by stać się przedtem dla potem.

Wielkość znaczy iść dalej,
iść dalej znaczy iść daleko,
iść daleko znaczy powracać.

Rozbić się na kawałki, by się nie rozlecieć.
[…]
W dawnych czasach mówiono:
„Tylko w kawałkach będziesz cały” —
mówiono od rzeczy?
Nie, mówiono po prawdzie,
bo bycie całością ma na imię powrót.

Ludzie, dopóki żyją,
są giętcy i delikatni,
niewzruszonymi stają się po śmierci.

Rodzina dysfunkcyjna
to porządni rodzice i sumienne dzieci.
Chore społeczeństwo
składa się z oddanych patriotów.

[…] bezkształtna, niezróżnicowana bryła, chaos, przed Słowem, przed Formą, przed Zmianą. W jej wnętrzu siedzi czas, przestrzeń, wszystko […] .

Droga też idzie czyimś śladem. Choć istnieje przed wszyst­kim, idzie za tym, co jest.

Ciało dobiega do mety, ale czego tu się bać?
[…]
Doceń jasność drogi, powróć do jej światła,
a nie będziesz pytała, kiedy skończyć.
To dobre ćwiczenie na to, co trwa wiecznie.

The great way is low and plain,
but people like shortcuts over the mountains.

No, świetną drogą idziesz, mówią,
ale niemożliwą.

Niech drobiazg będzie ogromem,
a szczypta — pełną garścią.

Możesz posunąć się o cal?
To o stopę się cofnij.

Lao Tzu napisała na nowo Ursula K. Le Guin, Księga Drogi i Dobra,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Żyjąc do końca życia,
żyję, ile trzeba.

Prawdziwe dobro
jest jak woda.
Woda jest dobra
na wszystko.
Nie ściga się.
 
Spływa wprost
do miejsc niskich i nijakich,
i tak znajduje drogę.

Nie zaufasz –
nie zaufają ci.

Drzewo, którego nie obejmiesz,
wyrosło z ziarenka.

(tamże)

4105. 20/365

dowiaduję się, najczęściej zupełnie przez przypadek, że Ty tu bywasz. potrzebuję o tym szybko zapomnieć, by móc tu znowu być jak u siebie.

ciekawe, co zmieniłoby się u Ciebie, gdybym wiedziała, że tu bywasz?

20/365

poniedziałek, stycznia 18, 2021

4104. 18/365

     — moje ciało daje mi życie.
     — pięknie*…
     — piękne*!

18/365

__________
* części mowy są równie fascynujące jak części ciała.

4103. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXVIII)

Biały Kruk:
(wczoraj rano napisał i zdjątko załączył)
W tej chwili minus 17°C.
W nocy było poniżej −25°C.

4102. Wszyscy jesteśmy Amerykanami, niestety!

Czterysta trzydzieści książek później na mojej czytelniczej drodze, ze świadomością, że inna książka Autora wciąż na stosiku czeka na moją uwagę i czas.

Informacja o tej publikacji dotarła do mnie trzy dni po premierze. Mój wewnętrzny ibukosknera niewiele miał do powiedzenia. Klik, klik. Nie zdążyłam przerzucić na czytnik. Jeden popołudnio-wieczór i po lekturze. To było dwa dni temu, dokładnie sto stron przed końcem Muminków — musiały poczekać. Wybieranie cytatów trwa­ło, bo wczoraj starczyło mi siły tylko na Muminki.

Podobnie jak O tyranii jest to książka arcyważna i obo­wiąz­ko­wa. Po ostatnim po­by­cie na SORze rozumiem, dlaczego ludzie wolą umierać w domu — ja też wolę. Po prze­czy­ta­niu tej książki nareszcie zrozumiałam, dlaczego większość lekarzy w kon­tak­cie z pacjentami (trwającym jak dobrze pójdzie dwie do czterech minut) sprawia wrażenie oderwanych od rzeczywistości kretynów — nie mogą inaczej — taki system. Nie jest łatwo pogodzić się z myślą, że nie trzeba jechać do Ameryki, by system medyczny olewał cię bez próby ukrycia tego faktu.

Pisanie jest dla mnie częścią terapii, gdyż moja własna niemoc ma znaczenie tylko o tyle, o ile pomaga mi zrozumieć naszą ogólniejszą chorobę. Przypominam sobie miejsca, w jakich nie powinienem był się znaleźć, oraz rzeczy, które nie powinny były się przydarzyć mnie ani nikomu innemu, i chcę nadać im sens.

[…] życie toczy się naprawdę wyłącznie wtedy, gdy nie chodzi tylko o mnie.

Kiedy ktoś umiera, możemy sobie powiedzieć, że tak musiało być, że stało się tak z jakiegoś powodu, że była to wola Boża. Ta wiara powstrzymuje nas przed kwestionowaniem systemu komercyjnej opieki zdrowotnej, który traktuje nas jak źródło zysku, a nie jak dzieci Boga. […] Nie jestem prze­ko­na­ny, czy Bóg chce, by moi współobywatele cierpieli i umierali po to, aby ko­mer­cyj­na medycyna mogła uczynić garstkę ludzi bogaczami.

[…] trzeba zdać sobie sprawę, w jaki sposób polityka zmienia praktyki, a praktyki zmieniają normy.

Wolność to wybór, ale możemy wybierać tylko spośród opcji, które widzimy. Tkwiąc w pułapce strachu, widzimy wszystko w binarnych kategoriach: my albo oni, walka albo ucieczka.

Oświeceniowym mottem było: „Miej odwagę być mądrym”.

[…] duże zbiory danych to nie to samo, co wiedza, której ludzie potrzebują, aby żyć. Wartości takie jak życie, zdrowie czy wolność nie mają znaczenia dla maszyn.

Słowo „dane” nie oznacza tego, co kiedyś. Teraz oznacza ono rzeczy, których nie wiemy. Firmy z branży mediów społecznościowych mają wiedzę o tobie, ale ty nie masz wiedzy o nich — nie wiesz, co o tobie wiedzą, jak się tego dowiedziały ani jak zamierzają to wykorzystać. Duże zbiory danych do­ty­czą zazwyczaj tego, jak można manipulować naszym umysłem dla zysku, a nie tego, jak moglibyśmy lepiej iść przez świat.

Żadna platforma społecznościowa nie może poprawić stanu naszego zdro­wia, gdyż każdy algorytm, któremu wyznaczono by taki cel, za­le­cił­by lu­dziom wyłączenie komputerów, umycie rąk i podjęcie aktywności fi­zycz­nej. Żadna platforma społecznościowa nie może działać na rzecz wolności, gdyż celem takich platform jest uzależnienie użytkowników.

W wypadku szpitala ciało ludzkie jest przedmiotem, który ma zostać do­star­czo­ny, zmodyfikowany i odesłany we właściwym czasie. Na miejscu nigdy nie powinno być za dużo ani za mało ciał. Celem jest optymalna liczba ciał na optymalnej liczbie łóżek. Dobrzy lekarze, dobre pielęgniarki i dobre salowe cały czas próbują opierać się tej logice, ale to syzyfowa praca.

Ciało daje przychody, jeżeli jest w odpowiedni sposób chore przez od­po­wied­ni czas. Niektóre rodzaje schorzeń, zwłaszcza te uleczalne (lub uwa­ża­ne za ule­czal­ne) przy użyciu chirurgii i leków, przynoszą pieniądze. Nikt nie ma motywacji ekonomicznej, aby utrzymać pacjenta w zdrowiu, zapewnić mu dobre samopoczucie, a nawet zachować go przy życiu. Zdrowie i życie są wartościami ludzkimi, a nie finansowymi; nieregulowany rynek leczenia naszych ciał generuje rentowne choroby, nie zaś dobre samopoczucie u ludzi.

Kiedy czytałem swoją dokumentację medyczną, uderzyło mnie, jak często lekarze wpisują to, co jest dla nich wygodne, a nie to, co jest zgodne z praw­dą. Trudno ich za to winić: są więźniami kosz­mar­ne­go systemu ewidencji, który pochłania ich czas i nasze pieniądze.

Specjaliści od zysku wkroczyli w przestrzeń fizyczną i mentalną, która była dotąd zastrzeżona dla specjalistów medycznych.

[…] to, co jest zyskowne, nie jest tym, co zapewnia zdrowie.

Niezależnie od tego, gdzie mieszkamy, i niezależnie od tego, na co cho­ru­je­my, nie jesteśmy rzeczami, lecz ludźmi i czujemy się lepiej, gdy jesteśmy traktowani jak ludzie. Każdy z nas trzyma pochodnię wściekłości, która buntuje się przeciw śmierci. I każdy z nas jest deską tratwy, która płynie przez życie z innymi. Zdrowie jest naszą wspólną słabością, a zarazem wspólną szansą na stanie się bardziej niezależnymi. […] Aby zyskać wol­ność, potrzebujemy zdrowia, a żeby móc się cieszyć dobrym zdrowiem, potrzebujemy siebie nawzajem.

Timothy Snyder, Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Jak przypomina nam Frederick Douglass: „cała historia postępu ludzkiej wolności pokazuje, że wszystkie ustępstwa poczynione jak dotąd wobec jej szlachetnych roszczeń były wynikiem zażartej walki”. Wyleczenie naszej choroby będzie wymagać walki. Początkiem tej walki jest stwier­dze­nie, że opieka zdrowotna to prawo człowieka.

Gdyby opieka zdrowotna była dostępna dla wszystkich, bylibyśmy zdrowsi nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Życie byłoby mniej niespokojne i samotne, gdyż nie mielibyśmy poczucia, że nasze przetrwanie zależy od względnej pozycji ekonomicznej oraz społecznej. Bylibyśmy nieporównanie bardziej wolni.

Sprzeciwianie się opiece zdrowotnej w przekonaniu, że daje ona korzyści tym, którzy na nią nie zasługują, przypomina zepchnięcie kogoś innego z urwiska, a następnie skok za nim w przekonaniu, że upadek zostanie zamor­ty­zo­wa­ny przez zwłoki zamordowanego przez nas człowieka. To jak gra w rosyjską ruletkę, tyle że do bębenka swojego rewolweru wkładamy jeden nabój, a do broni rywala dwa.

Potrzebujemy systemu solidarności, którego nie może sa­mot­nie zbudować żadna jednostka, ale z którego korzyści odnosiliby wszyscy.

Skoro prawda nas wyzwala, ludzie, którzy nas uciskają, prawdzie tej się sprzeciwiają. W wypadku każdej katastrofy, zwłaszcza spowodowanej przez nich samych, tyrani znajdą sposób, aby obwinić innych i uspra­wied­li­wić siebie, zarazem mówiąc nam to, co chcemy usłyszeć.

Kiedy Donald Trump dał jasno do zrozumienia, że jego priorytetem jest niska liczba zakażonych Amerykanów, najprostszym sposobem na zadowolenie tyrana było ich nie liczyć.

Gdyby lekarze podejmowali decyzje, nie próbowaliby walczyć z pandemią bez niezbędnego sprzętu. Gdyby to oni mieli władzę, nie musieliby dzień po dniu — całymi miesiącami — wchodzić do pomieszczeń pełnych zakażonych ludzi bez odpowiedniego zapasu masek.

Jego [Donalda Trumpa] koncentracja na zagranicznym źródle „winy” oznaczała, że na miejscu winny nie był nikt. Kiedy nikt nie ponosi odpowiedzialności, nikt nie musi też niczego robić.

Po akceptacji ignorancji i śmierci kolejnym krokiem polityków są pogróżki oraz wskazywanie winnych. Dziennikarzy, którzy zadają trafne pytania, oraz lokalnych liderów, którzy próbują ratować życie ludzkie, trzeba usunąć poza nawias, gdyż obnażają tchórzostwo autorytarnych przywódców. Politycy, którzy powodują swoimi czynami masowe zgony, jak Donald Trump, przedstawiają ten rezultat jako nieunikniony i niezawiniony przez siebie — jako dzieło wrogów, a następnie dokonują przyporządkowania ofiar w korzystny dla siebie sposób. Śmierć oraz strach przed nią stają się zasobami politycznymi. Zamiast zapewnić wszystkim opiekę zdrowotną, tyran będzie patrzeć, jak ludzie umierają, i spróbuje utrzymać się u władzy, manipulując gwałtownymi emocjami ocalałych.

Tam, gdzie media społecznościowe zniszczyły lokalne dziennikarstwo, panują nieufność i ignorancja. Nie chodzi tylko o to, że brakuje faktów; chodzi o to, że media społecznościowe rozpowszechniają wierutne kłamstwa, w tym na temat pandemii, które nigdy nie trafiłyby do druku w gazecie.

Nie możemy być wolni bez zdrowia i nie możemy być zdrowi bez wiedzy. Tej wiedzy nie możemy wygenerować samodzielnie jako jednostki: potrzebujemy powszechnej wiary w wartość prawdy, profesjonalistów zajmujących się dostarczaniem faktów oraz solidnych instytucji, które będą ich wspierać. Jest to przykład paradoksu wolności: nie możemy być sobą bez pomocy i nie możemy żyć w samotności bez solidarności innych. Równowagę między samotnością a solidarnością możemy osiągnąć tylko wtedy, gdy żyjemy we wspólnym świecie faktów, które pozwalają nam dostrzec ogólniejszy sens naszych działań.

Żadna propaganda nie jest w stanie ukryć podstawowego faktu o amerykańskim komercyjnym systemie opieki zdro­wot­nej: płacimy ogromne kwoty za przywilej umierania młodziej.

(tamże)

niedziela, stycznia 17, 2021

4101. Strajkowe czytanie (XI)

W tej części Muminki pojawiają się daleko na horyzoncie jak dobry powód do rozpisania ról do kolejnego sezonu, na który może i była ochota, ale nie starczyło zasobów.

W ten sposób dziewiąta część jest ostatnią. Soczysta, zwarta i tęskniąca za Muminkami. Ciekawe, ilu dzieciowych czytelników, czytając tę część, będzie wiedziało, co to fajerka.

Koniec. Więcej Muminków nie ma. Strajk Kobiet przycichł, ale wróci z hukiem, założę się.

Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jesz­cze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

Bardzo powoli, rozstając się z bliskim już bezpieczeństwem, odchyliła się do tyłu, aż do nieubłaganej granicy, za którą runęłaby w przepaść, ale za­trzy­ma­ła się na niej na moment trwający jakby jeszcze jedną wieczność, a po­tem opadła z powrotem w przód.

     — Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami.
     — Gniewa się? — zapytał Wuj Truj, który akurat był w salonie.
     — Boi się — odparła Mimbla, wchodząc na schody.

[…] zdziwiony dom patrzył na wszystkie strony świata przez świeżo umyte okna.

     — Znowu czytałeś! – zauważył Paszczak. – To niebezpieczne tak dużo czytać. Posłuchaj no. Lubisz wyciągać gwoździe?
     — Chyba nie — odparł Homek.
     — Jeżeli cokolwiek ma być zrobione — wyjaśniał mu Paszczak — to zawsze jest tak, że jeden buduje, a drugi znosi deski. Albo jeden wbija nowe gwoździe, a drugi wyciąga stare. Rozumiesz?
     Homek nic, tylko patrzył. Wiedział, że on jest tym drugim.

Taki się czułem szczęśliwy przez cały dzień. Co to było, że wszystko wydawało się takie proste?

Spróbowała jeszcze raz i jeszcze, bardzo ostrożnie przenosiła się z dźwięku na dźwięk, aż znalazła pierwszy, następne same już przyszły. Melodia uciekła jej, ale potem znowu wróciła. Na pewno trzeba wyczuwać, a nie szukać.

Znowu zaczęło padać. Nasłuchiwała uważnie, ale nic nie było słychać prócz deszczu. To, czego się bała, zniknęło.

Kiedy wrócili do kuchni, Wuj Truj powiedział do Filifionki:
     — Taka znowu STRASZNIE młoda to ty nie jesteś…

     — […] A więc ty nic nie potrafisz? Ale potrafiłeś się roz­złoś­cić, co? Tylko że potem wszystko popsułeś, chowając się pod stół.

Za późnoście się wszyscy urodzili i nie macie pojęcia o tym, co eleganckie. Nawet nikt z was żadnej szarady w swoim życiu nie widział!

     — Będzie śnieg — powiedział Włóczykij.

Następnego rana spadł śnieg, leciały z nieba małe, twarde płatki. Zrobiło się strasznie zimno.

[…] czuł, że Paszczak się boi. A Paszczak odpowiedział:
     — To by było cudownie.
     […] A więc takie to jest uczucie — myślał. — Tak wygląda żeglowanie. Świat wywraca się do góry nogami, a ty wisisz na samiusieńkim brzegu bezdennej przepaści, marzniesz, wstydzisz się i żałujesz, kiedy jest już znacznie za późno, żeś się w ogóle wybrał. Żeby on tylko nie zauważył, jak się boję.

Nie chcę mieć przyjaciół, którzy są mili, choć wcale mnie specjalnie nie lubią, ani też nikogo, kto jest miły tylko dlatego, żeby nie być niemiłym.

     – Co to było, to ostatnie słowo? — spytał Wuj Truj, który cały czas łapką nastawiał ucho. Miał dobry słuch, dopóki wiedział, o czym jest mowa. A to przecież było prawie zawsze wiadome.
     – Agresywność — powtórzyła Mimbla głośniej.
     – Nie krzycz, nie jestem głuchy — odpowiedział automatycznie Wuj Truj. — Co to takiego?
     – To jest to, co się pokazuje, jak ktoś jest zły – objaśniła Filifionka.

     — Ja się tak strasznie staram! — wybuchnął idący za nim Paszczak. – Tak okropnie chcę!
     Włóczykij wydał swoje charakterystyczne, nieokreślone mruknięcie, oznaczające, że usłyszał, ale nic nie ma do powiedzenia.

     – Nietrudno go mieć — roześmiała się Mimbla. — Wystarczy go sobie wyobrazić – i jest kot!

     — A ty kiedy pójdziesz?
     — To zależy — odparł Włóczykij.

Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Wrócili do domu, żeby się napić kawy; tym razem pili ją wspólnie i mieli nawet spodki pod filiżankami.

Naprawdę przyjemnie było żyć!

Chciał, żeby cała dolina była pusta, żeby było w niej miejsce na wielkie sny; potrzebuje się przestrzeni i ciszy, żeby móc coś kształtować z odpowiednią pieczołowitością.

Nie ma nic przyjemniejszego i nic prostszego, jak czuć się wygodnie.

Teraz nareszcie wiedział, co zrobi, to było całkiem proste! Przeskoczy przez całą zimę i jednym długim susem znajdzie się w kwietniu. Nie ma powodu do zmartwień, absolutnie żadnego! Wystarczy zrobić sobie przyjemny dołek do spania i niech się świat toczy dalej własnym torem. A kiedy się obudzi, wszystko będzie tak, jak powinno być.

Toft nastawił twarz do wiatru i usiadł, żeby czekać.
     Teraz nareszcie mógł czekać.

(tamże)