Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wydawnictwo Wolno, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wydawnictwo Wolno, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, lipca 25, 2020

3881. Polska wierszem oglądana

Poleciałam na psa i kompozycję z okładki. Zbyt wiele sobie po ilustracjach obiecywałam i rozczarowałam się okrutnie: zbyt dużo detali, zbyt mało przestrzeni na domysły i emocje. Gusta i moje osobiste guściki, ale znalazłam dwa rysunki, które robią mi emocjonalną różnicę. Jestem więc na plusie, tylko muszę to jeszcze z Kaan przegadać, bo może nie doceniam czegoś, czego nie umiem dostrzec.

A wiersze? Pierwszy raz w życiu czytałam pisany wierszem komentarz do życia społecznego. Nie mam wątpliwości na kogo w drugiej turze wyborów prezydenckich głosował poeta. Nie spędza mu snu z powiek fakt, że długo jeszcze licealiści nie będą czytać jego wierszy, ale nas powinno to przynajmniej troszkę martwić.

A wydawnictwo? Jak zwykle na wysokości zadania stanęło. Papier, światło, przestrzeń — wszystko to w tym tomiku jest.

Zło odejdzie i będzie
wymienione na zło.
I wtedy powiedzą:
zawsze byli przeciw
temu złu, co odeszło.
Nowe zło jest lepsze.
Ale o co ci chodzi
?

*

Polska dziesięć
Albowiem trzeba się bać. Twarz ma
przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą.
Twarz ma w odwiecznym grymasie
jak u rodzącej kamień. Jak u
piszącej esemesa w nieznanym języku.

I trzeba się bać. Teraz miłość jest bezsilna,
jest tylko w deklaracjach
oraz deklamacjach. Wszelkie poranne złudzenia
przemieniają się w gorzki wieczór. Jest
później, niż myślicie.

*

Mowa nienawiści
Pouczający poniedziałek, wieje,
grzmi. Wracam z psem ze spaceru,
pies w panice sunie
pod ścianą kamienicy, idzie baba
i przez komórkę gada, pies w panice sunie,
a baba idzie psu naprzeciw, idzie
i mówi: „Jeszcze czego, psu nie
będę ustępować!”. Zagadka: na jaką
partię ta baba głosowała? I dlaczego to jest
tak oczywiste, jasne? Czy dlatego, że
jestem złośliwym oraz złym człowiekiem?
Skąd aż tak dobrze to wiem? Czemu się nie mylę?
Och, pouczający
poniedziałek
.

*

Auta się boją, że zmokną, więc zapierdalają.
Płoszą staruszków na przejściach, którzy nie wyczuwszy
właściwej odległości, mogą zginąć lub polec,
to zależy. A w autach też są ludzie, którzy
jeszcze pożyją, z ludzkością ich wiąże
fakt posiadania przenośnych telefonów, przez które
właśnie główne problemy ludzkie omawiają
.

*

Czas potrzebuje czasu, potrzebuje ochrony,
[…].

Gdzieś są
maleńkie drzwi
.

I nikt nikomu niech nie musi się przedstawiać, dawać poznać, niech wiedza o każdym obecnym jest już w nas od samego początku, od momentu, kiedy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi usiedliśmy na tych krzesełkach, nie czekając już na nic, nie bojąc się, nie łaknąc.

*

To już wczoraj! Już wczoraj w euforii
umarłem. Dzisiaj muszę obejrzeć te zwłoki
i je ostrzyc. I kopnąć w dupę. Jakoś uruchomić.
Bo jeszcze cykl depresji trzeba przecież odbyć
i kolejne euforie. Jeszcze nieskończone
zadanie: palec losu odgryźć,
środkowy palec
.

Marcin Świetlicki, Ale o co ci chodzi?, ilustr. Marcin Maciejowski,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2019.

piątek, stycznia 22, 2021

4109. Więcej grzechów nie pamiętam

Za wszystkie serdecznie dziękuję. Bo Bargielska. Bo wy­daw­nic­two. Znów ibu­ko­skne­ra nie miał prawa głosu, ale uprzej­mie przypomniał, że mam jeszcze zaległe tomiki Poetki do upo­lo­wa­nia. Uprzej­mie przypomniałam, że Poetki nie ćpam, karmię się nią powoli i od czasu do czasu. Dziś chciałam po­ży­wić się tym tomikiem — słowem i grafiką.

Nie da się żyć, nie rozumiejąc więcej i więcej,
to niezależne od nas, jak skurcz mięśnia
na środku jeziora i głos „pokaż, pływaku,
na co cię stać” dobiegający zupełnie znikąd.

*

[Bogdan] z równoległej klasy, który podduszał dziewczynki,
gdy nie mógł się z nimi dogadać. Czy ktoś się kiedykolwiek
dogadał z dziewczynką? No, więc właśnie, Bogdanie.
Inna rzecz, że gdy Bogdan dusił akurat mnie,
wszystko psuła obawa, że w dorosłym życiu
trzeba go będzie znaleźć i się z nim ożenić.

*

I strach, że dziecko spadnie, pewność, że uleci.

*

i tak dalej. Mówisz coś do mnie? Ależ skądże, rzeko,
idę wzdłuż, płynę z prądem, czasem robię zdjęcie.

*

To nie jest tak, że z umarłymi zaprzyjaźniasz się od razu,
nawet jeśli znałeś ich przedtem. Zwłaszcza jeśli
znałeś ich przedtem, jest trudniej. Gdy przychodzą we śnie,
przed nim lub tuż po, gdy przychodzą,
gdy mgły się podnoszą lub opadają, gdy przychodzą,
kiedy cię nie ma, bo poszedłeś ich szukać, jest ciężko.

*

wpuścił psa do domu, jest tak dobrze,
jak może być i to tak strasznie boli.

*

[…]. Jest dużo czasu na decyzję,
ten dom dopiero zaczął się rozpadać
i to nawet nie tu,
tylko tam.

*

To się może wydawać niesprawiedliwe
i pewnie takie jest, ale mnie się podoba ten widok,
a najbardziej, że go oglądasz ze mną,
bo to czyni go jeszcze bardziej prawdziwym.

Przyszłość jest jak robocza wersja esemesa do kogoś,
kto w międzyczasie umiera: masz dużo czasu
na szlifowanie tekstu, tylko po co.

Justyna Bargielska, Dziecko z darów,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2020.
(wyróżnienie własne)

moje dzieci, kiedy mówią sorry

są jak prehistoryczne stworzenia, które dopłynęły do brzegu praoceanu
i próbują powiedzieć, że coś im nie poszło,
błoto było za gęste, bóg miał inne plany,
w ogóle nie miał planów, to był fajny melanż
i trochę tutaj poleżą, ale nie mów tacie

biorę ich winę na siebie, wyciągam je, wycieram,
całuję, całuję i wrzucam z powrotem

(tamże)

niedziela, maja 14, 2023

5045. Z oazy (CXLVIII)

Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. W tygodniu przed gigantem literkami le­czy­łam się z żywych, więzami krwi przytroczonymi jeszcze przez chwilę w hiper­aktyw­ny sposób do mojego życia.

Długo czekałam na przyzwoitą cenę tej książki. Doczekałam się tego lekarstwa (syn­chroniczność?) dokładnie dwa tygodnie temu. Łyknęłam bardzo szybko, kojąc naj­bar­dziej miękkie miejsca w sobie. Najszybszą recenzją tej książki jest poniższe wspo­mnie­nie troski.

Sadownik:
(dokładnie dwa tygodnie temu
ciut przestraszony
)
Czemu płaczesz?
Co się stało?

Jabłoń:
(z najszczerszym uśmiechem)
Nic. Czytam i wzruszam się bardzo.

Sadownik:
(ma swoje, inne od Drzewka, zdanie
na temat takich książek
)

*  *  *

To od umierających dowiedziałam się,
jak ważne jest samo życie.
  //  Teresa Weber-Lipiec

*

Łóżko szpitalne nauczyło mnie, że nie wszystko dzieje się tak, jak byśmy sobie życzyli. I że prawdziwą sztuką jest znalezienie planu B. Trzeba pielęgnować w sobie elastyczność, wewnętrzny luz. Być otwartym na zmiany, wyrozumiałym.
  //  Małgorzata Rejdych

*

[…]  pamięć jest wdzięcznością za to, 
co otrzymałem […].
  //  o. Marek Donaj

*

Wiem, że nie warto się przejmować jakimiś bzdurnymi sprawami, jakimiś kłótniami, drobnostkami. Bo tak naprawdę w życiu – liczy się tylko życie.
  //  Małgorzata Rejdych

*

Hospicjum to miejsce, w którym rzeczywistość doczesna bardzo mocno styka się ze światem duchowym. Pacjenci hospicjum zaglądają na drugą stronę. Dzięki nim zaglądamy i my – ludzie, którzy tu pracują.
  //  x. Adam Trzaska

*

Każdy człowiek zostawia […] 
swoją obecność w innych ludziach.
  //  o. Marek Donaj

*

     [Małgorzata Musiałowicz]  Córce przytrafiła się zła ocena. Sąsiadka z ławki popatrzyła na kartkę z ocenami i pyta, czy się nie denerwuję tą dwóją z historii. Mówię: „To nie moja dwója, tylko córki”. „Ale to dla pani nie problem?” „Nie, bo ja na co dzień pracuję z prawdziwymi problemami”. […]  W hospicjum stykamy się z lękiem, cierpieniem, strachem, bez­rad­no­ścią, odchodzeniem, utratą marzeń. To jak mam się przejmować, że ktoś dzi­siaj jest nie w humorze? […]  Każdy, kto tu trafia, styka się z rze­czy­wi­sto­ścią, w której kluczowe są tak podstawowe sprawy jak oddech. Oddech. Czy ktoś myśli na co dzień o tym, czy on lub jego bliscy oddychają?
     [M.M./W.H.]  Nie.
     [M.M.]  A tu myślimy o tak podstawowych sprawach. To porządkuje hierarchię i zmienia sposób patrzenia na świat.

*

[…]  zanim sami umrzemy, zazwyczaj musimy mierzyć się ze śmiercią najbliższych.
  //  Donata Liberacka

*

     [M.M./W.H.]  Młody człowiek krzyczy: dlaczego ja? A ksiądz co odpowiada?
     [x. Adam Trzaska]  Że też mnie to interesuje. Że też jestem ciekaw, dlaczego ty teraz umierasz. I pytam ich, czy na wszystkie pytania można znaleźć odpowiedzi.

*

Ja uważam, że Bóg nam się w życiu objawia.
Trzeba tylko patrzeć.
  //  x. Adam Trzaska

*

     [Małgorzata Musiałowicz]  Gdy ma się perspektywę, że dziecko będzie ży­ło jeszcze trzy miesiące, to można z nim po prostu być lub można za­an­ga­żo­wać się w pozyskiwanie pieniędzy i być daleko od niego. […] 
     [M.M./W.H.]  Pani jest matką?
     [M.M.]  Tak. I nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji. Obserwuję jed­nak umierające dzieci i chcę być ich adwokatem. Wiem, że dla dziecka naj­waż­niej­sze jest, by w tych ostatnich tygodniach czy miesiącach życia byli z nim rodzice. Lepiej porozmawiać z dzieckiem, posiedzieć, pobyć z nim, niż gorączkowo szukać pieniędzy. Przeżyć czas, który pozostał, w sposób naj­lep­szy z możliwych. Zostawić sobie dobre wspomnienia. W leczeniu pa­lia­tyw­nym chodzi przede wszystkim o jakość życia – pacjenta i ca­łej rodziny. Nie poziom życia, lecz jakość. Każdy sam musi sobie od­po­wie­dzieć na pytanie, czym jest dla niego ta jakość.

*

     [M.M./W.H.]  Na czym polega jakość umierania?
     [Teresa Weber-Lipiec]  Na braku cierpienia. To pryncypium medycyny paliatywnej: nie wolno, żeby człowiek cierpiał. Nie wolno, żeby coś go bo­la­ło. Nie wolno, żeby się dusił. Nie wolno, żeby wymiotował. Nie wolno, by miał zaparcia lub cierpiał na bezsenność. Żeby płakał.

*

Niezwykle trudno pomóc człowiekowi, który nas unika, nie życzy sobie kontaktu.
  //  Magdalena Bysiak

*

Zmienia się też nastawienie do codzienności, do tego, co nam przynosi. […]  W sytuacji gdy ma się ograniczoną ilość czasu do wy­ko­rzy­sta­nia, za­­czy­na­my myśleć, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze.
  //  Małgorzata Musiałowicz

*

Odchodzenie to czas, który warto poświęcić raczej na to, by w dobry sposób pożegnać się z tym światem […]. Docenić to, co się prze­ży­ło. Często podczas rozmów z pacjentami wracamy do przeszłości, wy­cią­ga­my na wierzch pięk­ne i dobre chwile. Lżej iść ku nieznanemu, gdy za sobą ma się gładką toń, a nie zgliszcza. Pojednanie i pogodzenie się ze sobą, bli­ski­mi, światem całym – przynosi spokój.
  //  o. Marek Donaj

*

Śmierć nie jest straszna. Ona jest smutna. I ten smutek trzeba przeżyć. Trzeba pozwolić go sobie przeżyć.
  //  Małgorzata Musiałowicz

*

To [przeżycie traumy]  ciężka praca mentalna, pewien proces z różnymi trudnymi momentami, z początkowym etapem zmagania się z kryzysem i je­go negatywnymi konsekwencjami.
  //  Donata Liberacka

*

[…]  świadomość, jak cienka jest granica pomiędzy życiem a śmiercią. Pomiędzy „jestem” a „nie ma mnie”.
  //  Małgorzata Rejdych

*

     [Jerzy Wordliczek]  […]  nie prowadzić terapii daremnej.
     [M.M./W.H.]  Czyli uporczywej?
     [J.W.]  Już nie używa się tego określenia. Ten termin zniknął. I dobrze.
     [M.M./W.H.]  Dlaczego?
     [J.W.]  Bo odpowiedni dobór słów jest ważny. A słowo „uporczywa” nie­sie w sobie pewną konsekwencję działania: uporczywie leczymy pa­cjen­ta, walczymy o niego, jakbyśmy byli przekonani, że możemy uzyskać po­zy­tyw­ne efekty, że jest na to choćby cień szansy. A mówimy przecież o przy­pad­kach, w których tej szansy nie ma.

*

[…]  jeśli wszystko analizuję, to nie mam przestrzeni, żeby przeżywać. To mechanizm obronny z wysokiej półki, ale – mechanizm obronny.
  //  Donata Liberacka

*

     [M.M./W.H.]  Co jest najgorsze w umieraniu?
     [Jerzy Wordliczek]  Jeśli chodzi o sferę somatyczną, to powiedziałbym, że na pewno ból. Dlatego zarówno w intensywnej terapii, jak i w medycynie paliatywnej skupiamy się na tym, żeby ten ból skutecznie uśmierzyć. […]  I nasze postępowanie ma przede wszystkim zapewnić komfort umierania. Sama nazwa medycyny paliatywnej wywodzi się od słowa pallium, a więc – płaszcz. W tej specjalizacji chodzi nie tylko o leczenie, ale też o otoczenie pacjenta i jego rodziny swoistym płaszczem opieki. Żeby nie bolało, żeby dobrze się oddychało, żeby zapewnić higienę, żeby nie karmić na siłę.

*

[…]  w umieraniu, podobnie jak w życiu,
chodzi o jakość.
  //  Teresa Weber-Lipiec

*

Cały nasz świat cierpi na atrofię uważności, istotności, pamięci. Tym­cza­sem każde spotkanie jest ważne. I to w dwóch aspektach: jego istotności oraz pamięci o nim. […]  jeżeli coś z naszego spotkania jednak przetrwa, to gdy nas zabraknie, wasze wspomnienie o mnie czy moje o was będzie formą waszego lub mojego trwania w tym świecie. I to będzie modlitwa.
  //  o. Marek Donaj

Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Każda droga wiąże się z innym ryzykiem.
  //  Małgorzata Musiałowicz

*

Zawsze powtarzam, że nie trzeba mieć broni, żeby zabić. Wystarczy jedno niewłaściwe słowo. Słowo może zabić, ale – odpowiednio dobrane – może też ocalić życie.
  //  Magdalena Bysiak

*

Każdą chwilą swojego życia dziękuję ci
za to, że jesteś.

*

Trzeba opłakać stratę i zaakceptować ją. Dopiero wtedy przychodzi czas na próbę jej zrozumienia i za­da­nie sobie pytań. Co ta strata zrobiła w moim życiu? Co ja z nią zro­bię? Jak będzie wyglądało dalej moje życie?
  //  o. Marek Donaj

*

[…]  wybieram słońce, dobroć, optymizm. Trzeba umieć się cieszyć tym, co jest.
  //  Małgorzata Rejdych

(tamże)

Nieważne, jak żyć, tylko z kim.
x. Józef Tischner 
Znak, nawet gdy upadnie,
nadal wskazuje.

niedziela, maja 28, 2017

2383. Znak zapytania

 wpis przeniesiony 31.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wigilia — niełatwy czas, to wiem. W piątek pod wpływem pewnej audycji dotarło do mnie, że są ludzie dla których Dzień Matki, Dzień Dziecka może być piekielnie trudnym dniem.

Czy to książka, którą chciałabyś dostać od swojej Mamy?
Czy to książka, którą chciałabyś podarować swojej córeczce?
Nie wiem. Wiem, że łezkę uroniłam.

Do dzisiaj moje serce pękło tysiąc razy, to nic, tak to w życiu jest. Ale raz moje serce zostało złamane, jak to mówią lekarze z przemieszczeniem.
Gdy urodziłam ciebie, wzięłaś sobie kawałek mojego serca i teraz z nim łazisz, nawet nie wiem gdzie
.

Justyna Bargielska, Iwona Chmielewska, Obie,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2016.

(tamże)

niedziela, maja 06, 2018

2853. Pod włos

Już. Mogę zająknąć się w sprawie tej książki. Mogę, bo dotarła szczęśliwie do wszystkich kociarskich rąk, do których chciałam, by trafiła.

Kot to nie pies — niby oczywistość, ale uchwycić najdrobniejsze niuanse kociej filozofii to już sztuka. I jest ona i w kresce, i w słowie, i między wierszami w całej tej książce. Na każdej stronie.


Kilka krótkich przeciwko śmierci

Tak bardzo próbowałem zainteresować cię
czymś innym — martwą naturą, polityką,
komarami, sobą. Umyślnie na krawędzi
biurka stawiałem kubek z kawą,

przechodziłem na czerwonym, wdawałem się
w bójkę i traciłem wątek. Służyłem ci
wiernie, paląc trzy paczki dziennie
i czytając francuskich filozofów.

Ale nie. Ty oczywiście musiałaś zrobić
po swojemu — uderzyłaś w kota, który był
ci pomocnikiem. Przesadziłaś i to zasadniczo

zmienia rozmowę. Sprawa stała się osobista.
Nic większego wcześniej do ciebie nie miałem,
ale teraz idziemy na solo
.
*
Gdybym […]
a ogona bym nie miał,
[…]

[…]

Ogon dobry jest,
cierpliwy jest.

Wszystko znosi,
wszystko przetrzyma
.
*
Wczoraj byłem nieśmiertelny,

a przynajmniej zwinny, celny —
nie podskoczył pies ni człowiek.
Dzisiaj tylko chcę być dzielny,

życiu nadać rys subtelny,
tak mi się złożyło bowiem:
wczoraj byłem nieśmiertelny
dzisiaj tylko chcę być dzielny
.

*



Tomasz Majeran, Koty. Podręcznik użytkownika, ilustr. Pola Dwurnik,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017.
(wyróżnienie czerwone własne)



(źródło)

piątek, marca 09, 2018

2778. Na wspaniałym papierze

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To nie książka, lecz picture book.

To nie picture book, lecz…

Szkicownik, rysunkowy notatnik, kontemplownik o wielu warstwach, odkrywanych przy drugim, trzecim i piątym „czytaniu”, który uruchamia wiele uczuć i wrażeń. Pozostawia w zadumie, zachwycie, z łezką w oku i wdzięcznością w sercu. Zatrzymuje w kreskach niewysławialne słowami.

*

Tak, Henryk miał czas. Nieskończoną ilość czasu.
Do tej pory zużył z niego tylko siedemdziesiąt lat.
I było to, jak mawiał, nieskończenie mało.

*

Joanna Concejo, Kiedy dojrzeją porzeczki,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017.

wtorek, kwietnia 26, 2016

(1791+2). Ten Autor, Ta Książka (warstwa kudłata)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka jest jak ogr — ma wiele warstw. Gdy trafiam w niej na pierwszego psa, uśmiecham się i zachwycam autorskim pomysłem na to porównanie. Gdy spotykam drugiego, przeczuwam spotkanie z trzecim, a potem wypatruję trzeciego, czwartego, piątego… Nic sobie nie robię z tego, że ja jestem pitbuliną.

Maciek idealnie pasuje do swojego psa i gdybym miał go do jakiegoś porównać, jest jasne, że to może być tylko owczarek niemiecki. To bardzo stara, szlachetna, dobra rasa. Arystokratyczna. Psy bardzo użyteczne, umiarkowanie agresywne, temperamentne, rycerskie i z fasonem, chociaż z Niemiec. Ale w moim rodzinnym domu mówiło się zawsze, że to owczarki alzackie, bo też takie mieliśmy, a było nie do pomyślenia, żeby trzymać Niemca w domu.

*

To domowa rasa, psisko, któremu dobrze patrzy z oczu, łagodne i towarzyskie, z uśmiechniętym pyskiem ciamajdy, żywego pluszaka, więc idealnie nadającym się do dzieci. Wierne, serdeczne, powolne w ruchach, łakome i ze skłonnością do tycia, które poliże cię, jak wpadniesz w gości, będzie się cieszyć, merdać ogonem, uślini nawet portki i nie da spokoju, dopóki nie dasz ciasteczka. Wtedy labrador usiądzie, popatrzy mądrze w oczy i pogada.

*

Wszędobylski typ. W wiecznym biegu jak pies rasy beagle. Mały, słodki, nadaktywny prymus, którego wszędzie pełno, więc paniuńcie go uwielbiają, a z każdym facetem ma raczej pod górkę, bo właściwie nie sposób nauczyć nygusa posłuszeństwa, ale który jest jednak cholernie przydatny, pomocny, pożyteczny, jak to pies gończy. Niewyrośnięty pointer jeden, mądraliński.

*

Brylant prawdziwy. Mądry, niezawodny i solidny jak wyżeł szorstkowłosy, mocno zbudowany pies do wszystkiego, nie do zdarcia, który padnie na pysk, a wykona zadanie. Zdechnie, zajeździ się na śmierć, a nie przestanie aportować, nie przestanie przynosić patyka. Nie kombinuje, tylko się stara, pomaga, zapieprza ile sił.

*

[…] narwany, zadziorny i zawzięty jak terier szorstkowłosy. To zwierzę, co da się zarżnąć, a nie odpuści, chociaż nie jest głupie. Bardzo pożyteczny pies o mądrych, wesołych oczach, z którymi nawet da się pogadać, jak się nagania, potem napije zimnej wody i uspokoi.

*

Jest nie do zdarcia, w ciągłym ruchu, biegu, pędzie i, o dziwo, wygląda, jakby sprawiało mu to niewypowiedzianą uciechę, jak himalaiście, maratończykowi, jak pociągowemu psu rasy husky, dla którego praca, cierpienie, ciągnięcie sań ciężkich ponad siły to słodka radość, osobliwa, trudna do zrozumienia przyjemność, nawet wtedy, kiedy sam wykombinował, że musi targać ten majdan, i nawet wtedy, gdyby miał paść przy tym na pysk.

*

Nosił w swojej klatce żeber bardzo szlachetną odmianę nieprzyzwoicie nierasowej psiej duszy. Do tego miał naturę włóczęgi, koczownika, zhipsiałego mieszańca […]. To typ kundla, co nawet nie musi mieć budy, bo bardziej ceni wolność niż wygodę, a jak buda jest, to nie po to, żeby ją z kimś dzielić, raczej, żeby mieć gdzie znosić fanty, łupy, trofea, ogryzione kości, żeby mieć co zagracać, zaburdelić z kretesem.

*

Zawsze mówi do niej bardzo wolno, cicho, łagodnie, wprost czule, jak trzeba, tłumaczy cierpliwie jak dziecku. Marek ma bardzo niski, ciepły głos, wolne na stare lata ruchy i z wiekiem coraz bardziej staje się podobny do spaniela, który, nawet jak jest mu wesoło, mordę ma rozpaczliwie smutną.

*

Nie mam wątpliwości, że kiedyś byłem psem. Nawet teraz umiem z nimi gadać, chociaż nie ze wszystkimi mam ochotę, bo jak wszystkie zwierzaki w moim domu mam uprzedzenia rasowe. Wszyscy nie cierpimy na przykład pitbuli, a także bulterierów, cholernych psich mięśniaków, czworonożnych drecholi, przygłupów z mózgiem wielkości orzecha laskowego.

*

Nie, kotami nie będziemy się zajmować. Koty trzyma się po nic, są do niczego, do bani, do kitu. Nie potrafią biec za człowiekiem, nie potrafią przynosić patyka i, co najważniejsze, cieszyć się, jak wracasz do domu. Są do niczego.

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.

poniedziałek, marca 23, 2020

3751. W coronaczasie

Audycja wieczorem, w dniu, gdy szkoły zamknęły swe podwoje. Prawie ją wyłączyłam, bo książka dla dzieci, a ja nie byłam w nastroju na dydaktycze książki dla dzieci, ale usłyszałam nazwisko Autorki (cenionej przeze mnie)… a potem nazwisko mojej ulubionej Ilustratorki… a potem, że Autorka tylko z Ilustratorką Tą mogła się podjąć wydania tej historii… po wielu, wielu latach.

Zamówiłam niejeden egzemplarz. Sześć dni do premiery musiałam poczekać, i jeszcze jeden roboczy dzień i weekend, by kurier w drzwi zapukał. Ciepłe drukowane bułeczki wieczorem z Sadownikiem rozwieźliśmy, więc mogę już napisać, że to nie jest książka dla dzieci, że czasem musi dużo czasu upłynąć, nim historia może być opowiedziana, a potem jeszcze trochę, by mogła być spisana.

A Heniutka… tak pięknie się wepchnęła, gdy papier w piksel zamieniałam, że ją zostawiłam wraz ze słońcem na jej dziobie.

Opowiem. Bardzo dużo lat… To nie to, że ja nic nie mówiłam, zawsze coś mówiłam. Wiem, że są ludzie, którzy nic nie mówią, ja coś mówiłam. Tylko że nigdy nie mówiłam wszystkiego od początku do końca. Kawałkami. I też tylko tak… ludziom bliskim.

*

Nie czułam się smutna. Nie było mi źle. Nie wiedziałam w ogóle, że jest inne życie. Myślałam, że tak to jest. Nigdy nie chciałam wyjść, bo nie wiedziałam, że można wyjść.

Mówił do mnie tak: „Ja tu mam węgiel. W worku na spodzie jest taka wkładka z dykty, na wierzchu będzie węgiel”. Miałam siedzieć w środku, w skrytce. Obiecał, że mnie nie znajdą. Nawet jak każą mu otworzyć worek, zobaczą tylko węgiel. „Wiesz, jak się węgiel zachowuje?” — zapytał. „Wiem — powiedziałam — on rysuje”. „Rysuje?” — zdziwił się. „Tak, on pisze i rysuje”. „Nie, węgiel leży. On nic nie mówi, tak powiedziała mama, żebyś pamiętała: węgiel leży. Nic nie mówi, nie płacze, nie krzyczy. On po prostu leży, jak kamień. Tak leży”. Pokazał. Wtedy zrozumiałam, jak węgiel się umie zachowywać. „Czy będziesz tak umiała?”. Na pewno. „Jak będę musiał otworzyć worek, jesteś węglem. Nic nie mówisz, nic nie piszczysz, nie wolno śpiewać. Mama mi mówiła, że ty lubisz śpiewać, nie wolno śpiewać, węgiel nigdy nie śpiewa”. „Dobrze, dobrze, już zrozumiałam”.

*

Najlepiej być mamą. Dziecko wszyscy chcą złapać, wszyscy chcą je zastrzelić, zabrać od rodziców. Ja już nie chciałam być dzieckiem, chciałam tylko urosnąć. I być dorosła. Jak będę mamą, będę miała dobry wygląd i moje tarapaty się skończą.
     Tak zawsze myślałam
.

Myślałam, że jak będę duża, to będę miała jasne włosy i niebieskie oczy, i Niemcy nie będą chcieli mnie złapać. Będę umiała wyjść z getta i wejść do getta. I nikt mnie nie złapie. Jak będę duża, to ja będę taka jak mama. I kiedy mama mówiła: „O, jak ty urosłaś, Zosieńko”, to ja pytałam: „Czy już mam dobry wygląd?”. Zawsze myślałam, że jak będę duża, to będę miała dobry wygląd.

*

Nikt mnie nie chciał. A ja też nikogo nie chciałam, tylko żeby mama była zdrowa! I żeby była. Ale Pan Bóg się mnie nie zapytał i ona nie wydrowiała nigdy.

W sypialni Zosi w Jerozolimie stoi niewielkie zdjęcie mamy. Na odwrocie zapisano czarnym atramentem: „20 sierpnia 1942” — pięć dni po ucieczce z getta.
     Zosia skończyła osiemdziesiąt lat. Stale rozmawia z mamą. Wszystko jej opowiada. A ona jej radzi
.

Agata Tuszyńska, Mama zawsze wraca,
ilustr. Joanna Chmielewska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2020.

poniedziałek, lipca 04, 2011

291. Jestem i chcę pozostać nikim

 wpis przeniesiony 1.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W pewnym małym mieście, gdy wchodzi się na cmentarz, po lewej stronie jest grób. Wysoki, jasny. Gdy byłam mała bałam się go. Gdy byłam ciut większa robiło mi się przy nim smutno. Wciąż jest mi przy nim lub na jego myśl smutno. To grób mężczyzny, który zmarł dokładnie w moje urodziny. Nie w dzień moich trzecich, piątych czy osiemnastych urodzin. Dzień, który dla kilkorga moich bliskich był jednym z najwspanialszych --- dzień, który rozpoczął moje życie, był jednocześnie dniem, w którym umarł Ktoś, kogo na pewno kochano, szanowano, potrzebowano, kogo ktoś inny nie chciał stracić. Połączył nas jeden, ten sam dzień. Ten grób lub myśl o nim wciąż i wciąż uczą mnie pokory.

***

Szłam dzisiaj na kawę. Wolno, tak jak lubię. Zamyślając się po drodze. Uśmiechając się do psów. Rozmawiając z ich właścicielami. Gdy przechodziłam przez przejście dla pieszych, przyszło mi nagle do głowy, że życie jest jak kredyt hipoteczny. Filozofia życia przypominać może strategię spłacania kredytu. Można zaharowywać się, by szybciej spłacić kredyt i wtedy zacząć żyć pełnią życia. Można też płacić ciut wyższe raty wynikające z dłuższego okresu kredytowania, a różnicę potraktować jako cenę karnetu za kolejny miesiąc, w którym można znaleźć chwilę na swoje marzenia, pragnienia, pasje, by je spełniać i rozwijać. Ciekawa jestem, co ów Pan, co zmarł w dniu moich urodzin, mając za sobą doświadczenie całego życia, powiedziałby na temat strategii, która stała się naszym udziałem. Może chciałby być nikim, zgodnie z cytatem z książki, którą czytam bardzo, bardzo wolno:

Ostatnio zafascynował mnie pewien szczególny rodzaj heroizmu, mianowicie niegodzenie się na pośpiech. Żyjemy w społeczeństwie zdominowanym chroniczną gonitwą. Brak czasu stał się wyznacznikiem rangi osoby oraz sposobem pompowania własnej wartości. Jeśli nie musisz wciąż się śpieszyć, jesteś nikim. Jeśli Twój kalendarz, terminarz czy osobisty organizer nie jest wypełniony po brzegi, jesteś nikim. Jeśli nie dzwoni co chwila twój telefon komórkowy, masz powody, by wątpić w swoje istnienie. Jeśli nie jesteś przeciążony, jesteś bezużyteczny.

T. Hellsten, Odwaga poddania się, Osiem sprzeczności na ścieżce duchowej,
Wydawnictwo JK, Łódź 2009.

poniedziałek, lutego 01, 2016

(1240+411). Z uwagą wśród liczb

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynacji dzień 21.
Peregrynacji Sadowniczej w mojej peregrynacji dzień 2.
Dziś.
Mój 365. dzień z kundlem. Sprawdziłam.
91. książka w tym czasie. Skończona.

     — Dziecko — zapytał mnie Biały Kruk jakiś czas temu — jak to się dzieje, że ty tyle czytasz?

Całkiem normalnie się dzieje. Czytam w tramwaju, autobusie, metrze. Od roku czytam po ciemku. Na przystankach późnym wieczorem. Bez zapalania światła w łóżku w środku lekko bezsennej nocy.

*

Nie dla akcji, nie dla fabuły czytam z przyjemnością Jej książki. Czytam dla atmosfery, dla wyobraźni, której używa, dla wyobraźni, którą budzi, dla wrażliwości, która w Niej spisała słowo po słowie, dla wrażliwości, która we mnie czyta. Bo akcji i fabuły prawie brak.

Zaczęłam więc toczyć. Szło bardzo pomału. Kamień wciąż kładł się na plecy i leżał bez ruchu, a kiedy udawało mi się znów go odwrócić, kładł się na brzuchu i się bujał.

*

Trzeba przechadzać się w ciszy i spokoju i badać swoje samopoczucie, i zastanawiać się, za czym się właściwie tęskni.

*

Prawdę mówiąc, zrobiłam tylko to, co każdy dobry obywatel powinien zrobić. Chodzi mi o to, że przegnać niebezpieczeństwo potrafi byle kto, ale sztuką jest gdzieś je potem ulokować.

*

Przekręciłam klucz i czekałam. Po chwili drzwi same się otworzyły, bardzo pomału, tak jakby ktoś je pchnął od środka szafy. A potem wysunęła się czarna tiulowa spódnica i drzwi stanęły. Powtórzyłam to kilka razy. Za każdym razem drzwi otwierała tiulowa spódnica mamy, tak jakby była żywa.

*

Zwierzę domowe nigdy cię nie oszuka, ale też tobie nigdy nie wolno go nabrać.

*

Kiedy się zbiera kamienie, trzeba chodzić samemu.

*

Wiosłowanie szło wolno, ale szło.

*

Słońce wzeszło akurat w porę na poranną kawę.

*

Jest czwarta rano, a ja uratowałam trzy ważne godziny, które można uznać za dodatkowe. Albo może trzy i pół. Nauczyłam się odczytywać godziny na zegarze, ale minut jeszcze nie.

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, przeł. Teresa Chłapowska,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lipca 23, 2012

(509+1). Nie zgubić odnalezionych słów (Achronos IV)

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W piątek wepchnęła mi się do ręki. Wiedziałam, że istnieje. Nie chciałam jej czytać. Jednak w piątek rzuciła się znienacka z pomiędzy znanych tytułów. Chudziutka — może jednak dam radę przeczytać, przemyśleć, zrozumieć — prześlizgnęło się po korze mózgowej. Usiadłam w księgarni pod regałem z reportażami. Przerzuciłam kilka stron. Zmiękłam. Wzięłam ze sobą do domu. Przeczytałam. „Przemyśliwuję”. Nie jestem w stanie zrozumieć. Dziękuję Autorowi za pytania, na które nie udziela odpowiedzi. Tylko pytania pozwalają zachować człowieczeństwo.

(...) Notuję imiona dzieci, nazwiska i dodatkowe informacje umieszczone pod każdym zdjęciem. O Aurore, że była rozgadanym dzieckiem i że lubiła pić mleko. Zapisuję każde słowo, które ktoś tutaj przyniósł. Ktoś, kto przeżył i znał drobne codzienne szczegóły. Jestem mu wdzięczny, bo zrobił to także dla mnie. Bym się dowiedział i zrozumiał, że tego, co tutaj widzę, nie wolno mi zatrzymać dla siebie. Bym potem opowiadał i tego, co teraz notuję, nie poddawał żadnej cenzurze. Dlaczego chcę o tym opowiadać? Komu i po co? Tym, którzy powiedzą, że nie wiedzieli? Że nie znali prawdy? Ale gdzie jest granica między mówieniem prawdy a epatowaniem? Czy ten, który mi powie: epatujesz dziecięcym cierpieniem, będzie mówił o mnie? Czy raczej o sobie: tego, co opowiadasz, nie potrafię przyjąć, nie ma we mnie na to miejsca, brzuch mnie boli, podbrzusze.
     Ale czy to jest powód, bym zamilkł?

*

Ciałobójstwo. O tym nie wolno milczeć. Pisz, niech czytają, niech wiedzą. Tylko dlaczego już po kilku dniach rozmów, po kilku stronach przeczytanej książki, zaczynamy myśleć jak ludobójcy?
     Bo kogo widzisz, kiedy patrzysz na nią?
     Zgwałconą kobietę. Tę, która urodziła dziecko z gwałtu. Tę, która od gwałciciela dostała chorobę. A gdyby była profesorką uniwersytetu? Albo ministrem do spraw kobiet? Prezydentem kraju? Kogo wtedy w niej zobaczysz? Mądrą profesorkę? Sensowną panią polityk? Powiesz: ta zgwałcona Rwandyjka jest świetna. Nie dajesz jej szansy na bycie kimś innym. Kaci zatruli i twoje myśli: najpierw widzisz jej hańbę. Może myślisz o tym bez pogardy, nazywasz to krzywdą albo cierpieniem. Ale to jej cierpienie widzisz przede wszystkim. I zawsze tak będzie. Każda inna informacja — co robi, jak myśli, kim jest — będzie jedynie dodatkiem do jej zgwałconego ciała. Gdziekolwiek mieszkasz, i ty ją teraz zabijasz. Bronisz się? Zaprzeczasz? A jaka jest twoja pierwsza myśl o dziecku? Kim ono jest?
     Dlaczego nie mówię o nim: syn?
     Mówię: ten chłopak.
     Rzadziej: moje dziecko.
Syn? Mój syn?

Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

środa, kwietnia 16, 2014

1013. W drodze ku sobie

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wracałam wczoraj do siebie. Na przerwie kawowej gapiłam się w okno od samej ziemi. Gdy w końcu pojawił się oddech głęboki, miarowy, pełen wdzięczności za me życie, wiedziałam, że jestem u siebie, z sobą i nie tylko ku własnej uciesze.

Na krawędzi mego świata powitała mnie świeżutko odebrana Susan Sontag. Czytałam z premedytacją wolno, robiąc przystanki na przemyślenia i zachwyt, ale i tak nie wiedzieć kiedy, dotarłam do ostatniej strony. Dziś, pozostając pod wrażeniem książki, z półki zdjęłam album Annie Leibovitz (A Photographer’s Life), by spotkać znów Susan, wrócić do zapamiętanych przeze mnie fotografii, które Jej zostały zrobione. Okazało się, że jest ich w albumie o wiele, wiele więcej. Złożyłam na ręce Sadownika wniosek, by Annie i Susan mieszkały obok siebie. Wniosek przeszedł.

Trzeba tworzyć sobie własną przestrzeń — taką, w której jest spokój i dużo książek.

*

Jedną z najstarszych krucjat, które prowadzę, jest ta przeciwko rozróżnieniu myślenia i czucia — uważam je za podstawę wszystkich antyintelektualnych poglądów. Serce i rozum, myślenie i odczuwanie, fantazja i sąd... [...] Mam wrażenie, że myśl to forma odczuwania, a odczuwanie — myślenia.

*

Warto też dodać, że większość naszych przekonań o tym, co możemy robić w danym wieku i co wiek oznacza, jest całkowicie arbitralnych — równie arbitralnych jak stereotypy płciowe. Sądzę, że przeciwstawienie młodego staremu i męskiego kobiecemu to dwa stereotypy, które więżą ludzi bodaj w największym stopniu. Wartości kojarzone z młodością oraz męskością uznaje się za ludzkie normy, wszystko pozostałe zaś jest mniej ważne bądź gorsze.

*

Kiedy byłam w Indiach, zapytałam Indirę Gandhi — z góry świetnie znając odpowiedź — czy fakt, że głową kraju jest kobieta, każe ludziom zmienić swój stosunek do kobiet i na przykład uznać je za bardziej kompetentne. Odparła: „To, że jestem premierką, nic nie oznacza. Tylko tyle, że jestem wyjątkiem”. Na tej zasadzie fakt, że we Francji żyła kobieta-rycerz, nie oznacza, że wszystkie kobiety będą tu jak Joanna d’Arc — a jedynie, że co jakiś czas na świat przychodzi odmieniec.

*

Żadna z inteligentnych, niezależnych, aktywnych, pełnych pasji kobiet, jakie znam, nie chciała być w dzieciństwie chłopcem. Dziewczynka żałuje, że nie urodziła się chłopcem, bo mogłaby wchodzić na drzewa, zostać marynarzem... i ma inne tego typu fantazje. Jako bardzo mała dziewczynka regularnie słyszysz, że różnych rzeczy nie wolno robić, i bolejesz, że nie masz płci, która pozwala na większą swobodę.
     Większość chłopców nie chce być dziewczynkami, bo mniej więcej od szesnastego miesiąca życia rozumieją, że być chłopcem jest l e p i e j. Dzieci chcą być aktywne, a do aktywności — brudzenia ubrań, dzikich zabaw — zachęca się chłopców. W dziewczętach takie odruchy się tłumi.

*

[J.C.] Napisałaś: „przeżycie, dzięki któremu człowiek uświadamia sobie nowe uczucia, zawsze zalicza się do najważniejszych, jakich może doświadczyć”.

Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem, Myśl to forma odczuwania,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

zdjęcie Susan Sontag

(fot. źródło)

piątek, sierpnia 05, 2011

(312+1). Pies nigdy, przenigdy nie_jest_debilem! ______(sprostowanie)

 wpis przeniesiony 1.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Tknęło mnie wczoraj. To nie Henia jest debilką, tylko ja... „Skucha” polegała na tym, że na zajęciach psiego przedszkola było: wybierzcie sobie gest, który będzie oznaczał warowanie. Wybrałam, zupełnie inaczej niż ma to w zwyczaju populacja szkolących psy. Wówczas nie miałam pojęcia, że to może być tak ważne. Nie wpadłabym na fakt, że mój pies wcale nie z powodu posiadania ludzkich przywar, cwaności i zdolności do wiecznego przeliczania zysków, ale z frustracji w najczystszej formie, z bezsilności od czasu do czasu kręci głową i... choć bardzo się stara, nie wie o co mi tak naprawdę chodzi.

Przypomniało mi się, że w książce, w której czytałam o szkoleniu border collie na pasterza olśnieniem było, że kłopotem dla psa są... źle postawione stopy, których kierunek kłócił się z treścią wydawanej przez człowieka komendy. Wolno, bo wolno, ale pomyślałam, że może cały psi świat ma rację i... sprawdziłam. Okazało się, że tylko i wyłącznie zmiana gestu na „międzynarodową” wersję odmieniła Kudłatą. Henia już nie musi „kalkulować”... w końcu bezbłędnie wie o co mi chodzi! Skończyły się kłopoty. Taki piękny prezent — odrobinę zrozumienia — podarowała mi wczoraj Heniutka w dniu, w którym skończyła dokładnie 15 miesięcy. Odwdzięczyć się mogłam tylko kiepsko opakowaną kosteczką świadomości, że kocham tego psa jak żadnego innego.

W praniu przećwiczyłam czytany miesiąc temu akapit:

Dlaczego, przynajmniej niektórzy z nas kochają psy? Dlaczego pokochałem Brenina? Chciałbym myśleć — i tu znów muszę uciec do metafory — że docierają one do najgłębszych pokładów dawno zapomnianej części naszej duszy. Tu właśnie mieszka nasze dawne ja — część nas, która była tam, zanim staliśmy się małpami człekokształtnymi. Tu właśnie jest wilk, którym kiedyś byliśmy. Ten wilk rozumie, że do szczęścia nie dąży się poprzez kalkulacje. Rozumie, że żadna prawdziwa relacja nie może się opierać na kontrakcie. Na pierwszym miejscu jest lojalność. I jest to coś, co należy szanować, choćby się waliło i paliło. Kalkulacje i umowy zawsze pojawiają się później — kiedy do wilczej dołącza małpia część naszej duszy.

M. Rowlands, Filozof i wilk. Czego może nas nauczyć dzikość
o miłości, śmierci i szczęściu
, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.

środa, czerwca 26, 2013

775. Mój zwierzęcy totem

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skojarzenia. Całkiem złe. Miałam. Ćwierć wieku. Własnego życia. Dałam radę. Znalazłam funt odwagi. Przed trzydziestką. Pamiętam ten dzień. Warszawskie zoo. Sadownik w swej dłoni moją miał. Skręciliśmy. W alejkę prowadzącą do zwierząt, których szyja ma tyle samo kręgów co moja czy twoja. Oniemiałam. Na ich widok. Żyrafy!
Skojarzenia. Dobre. Zaczęłam mieć. Gdyby ktoś pokazał mi żywą żyrafę, gdy byłam dzieckiem. Majestatyczne zwierzę. Może nie byłoby mi tak źle, podle, beznadziejnie, gdy wytykano mnie palcami i krzyczano za mną. Żyrafa!
Skojarzenia. Już tylko cudne. Mam.
Co roku w urodzinowym tygodniu wolno mi więcej. Odnalazła mnie książka. Zagubiona. Od razu wiedziałam, że chcę ją mieć dla fantastycznych, pełnych poczucia humoru ilustracji. Chcę przeczytać z ciekawości, podejmując ryzyko, że nie zachwycę się książeczką. Tak właśnie zaczęła się nowa odsłona hasła: żyrafa. Ach, żyrafa!
Żyrafami bądźmy, bo wygląda na to, że szczęśliwe życie ma bardzo długą szyję!

Dla wielu osób stawanie się świadomym własnych uczuć i potrzeb jest jak odkrywanie nieznanego kontynentu.

*

Żyrafa nie szuka konkretnych rozwiązań, lecz w pierwszym rzędzie chodzi jej o spotkanie z drugim człowiekiem.

*

[...] bycie żyrafą niekoniecznie oznacza bycie łagodnym i cichym! To oznacza obchodzić się samemu ze sobą z życzliwością i zaciekawieniem, żyć w bezpośrednim kontakcie ze swoimi uczuciami i potrzebami, i wchodzić w relacje z innymi.

Serena Rust, Tańcowała żyrafa z szakalem.
Cztery kroki empatycznej komunikacji
,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.


(źródło)

Właśnie takie kręte drogi doprowadziły mnie do wydanej ludziom w zeszłym tygodniu książki Marshalla B. Rosenberga. Czytam. Bardzo powolutku. Zachwyciły mnie dzisiaj umieszczone w niej słowa Harolda Whitmana:

Nie pytaj siebie o to, czego potrzebuje świat.
Zapytaj, co sprawia, iż czujesz, że żyjesz?
I zrób to.
Ponieważ świat potrzebuje
ludzi, którzy czują, że żyją.

Marshall B. Rosenberg, To, co powiesz, może zmienić świat. O języku pokoju
w świecie konfliktów
, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Ciekawostką oczywistą jest siła tłumaczenia. W obu książkach pojawia się powyższy cytat. Tyle, że w książce Rust jest on efektem tłumaczenia z angielskiego na niemiecki a potem na polski. W książce Rosenberga tłumaczenie jest jednokrotne z angielskiego na polski. Nie dziwi, że lepsze, mniej przegadane. Fajnie jest móc na to zwrócić uwagę. Houk!

PS. Jeśli wiesz, kto jest Autorem lub Autorką fotografii żyrafek, proszę, podziel się ze mną tą informacją.

piątek, marca 16, 2018

(2727+57). Środa (III)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!

Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

*

Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie?
     […]
     […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć.
     […]
     […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne.
     […]
     I po chwili powiedziała do siebie:
— Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę
.

*

Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.

*

     — Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro.
     — Aha — odpowiedziała Paddy.
     — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi...
     — Może mówił pan tak dla żartu?
     Gordon powoli pokręcił głową.
     — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać
.

*

Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy.
     — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon
.

*

Westchnęli oboje.
     — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

*

(tamże)

piątek, lipca 13, 2012

505. Motyl świecący

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Co robiliście 26 kwietnia 1986 roku? Tego dnia natura postanowiła przenieść mnie z plemiennego obozu dziewczynek do obozu kobiet. Pamiętam o tym tylko dlatego, że zapamiętałam swój strach, gdy dwa dni później stałam... w kolejce po jod... w nocy... nic nierozumiejąca... w przychodni... razem z rodzicami... Strach. Nigdy o tym strachu nie rozmawialiśmy. Wciąż pamiętam jego smak.

*

Są książki, które natychmiast człowieka do pionu stawiają. I dziwuje się człowiek, na co to on narzekał wczoraj? Co mu się nie podobało? Co było nie do przyjęcia? Karygodne? Niemożliwe do zaakceptowania? Od czego krew go zalewała?

Są takie książki, które szybciutko uświadamiają, że człowiek w kraju płynącym miodem i mlekiem żyje, że ma wszystko, że może wiele, że ma wpływ, choćby na to, czy spojrzy dziś w niebo, uśmiechnie się do świata, podziękuje za świadomość bycia człowiekiem bogatym, w czepku urodzonym, obdarowanym przez sam fakt, że urodził się i żyje w Polsce. Znów o naszym farcie geopolitycznym przyszło pisać — wbijać do głowy zamiast tych wszystkich przegranych bitew, powstań, klęsk i katastrof.

*

Wchodzimy z żołnierzami do chałupy. Mieszka tam samotna babcia.
     „No, babciu, jedziemy”. „Pojedziemy, dzieci”. „No to zbieraj się babciu”.
     Czekamy na ulicy, palimy papierosa. No i ta babcia wychodzi, w rękach trzyma ikonę, kotka i węzełek. To wszystko, co zabiera ze sobą.
     „Babciu, kota nie wolno. Zabronione. Ma radioaktywną sierść”. „Nie, dzieci drogie, bez kotka nie pojadę. Jakże go tu zostawię samego? To moja rodzina”.
     No i od tamtej babci... Od tamtej kwitnącej jabłoni... Od nich się wszystko zaczęło... Filmuję teraz tylko zwierzęta. Mówiłem pani — teraz już znam sens życia...
     Kiedyś pokazałem swoje tematy czarnobylskie dzieciom. Miały do mnie pretensje. Po co? Nie wolno. Nie trzeba. I tak ludzie żyją w tym strachu, wśród tych rozmów, mają zmiany we krwi, osłabiony układ immunologiczny. Spodziewałem się, że przyjdzie choćby kilkoro ludzi. Wypełnili salę do ostatka. Pytania były najróżniejsze, ale jedno dosłownie wryło mi się w pamięć. Jeden chłopiec, jąkając się i rumieniąc, widocznie z takich cichych, małomównych zapytał: „A dlaczego nie można było pomóc zwierzętom, które tam zostały?”. No dlaczego? Sam sobie takiego pytania nie stawiałem, toteż nie umiałem mu odpowiedzieć...

*

Proszę o miłość... Ale się boję... Boję się kochać... Mam narzeczonego, zarejestrowaliśmy się w urzędzie stanu cywilnego. Słyszała pani o hiroszimskich hibakusza? Tych, którzy przeżyli wybuch w Hiroszimie... Mogą liczyć tylko na małżeństwa między sobą. U nas się o tym nie pisze, nie mówi. A my jesteśmy... czarnobylskimi hibakusza... Przyprowadził mnie do domu, przedstawił swojej mamie... Jego dobra mama... Pracuje jako ekonomistka w fabryce. Udziela się społecznie. Chodzi na wszystkie wiece antykomunistyczne, czyta Sołżenicyna. Kiedy jednak ta dobra mama dowiedziała się, że jestem z rodziny czarnobylskiej, z przesiedleńców, zwątpiła: „Kochana, czy pani może urodzić dziecko?”. Zapisaliśmy się w urzędzie... On mnie błaga: „Odejdę z domu. Wynajmiemy mieszkanie” a ja mam w uszach: „Kochana, dla niektórych grzechem jest rodzić dzieci”. Grzech kochać...
     
(...) A nie wie pani, za co ten grzech? Grzech rodzenia dzieci... Przecież niczemu nie jestem winna.
     Czyż to moja wina, że chcę być szczęśliwa?

*

Boję się człowieka. I zawsze chcę go spotkać. Dobrego człowieka. Tak to już jest... Tutaj mieszkają albo bandyci, którzy się chowają, albo ktoś taki jak ja. Męczennik.
     Jak się nazywam? Nie mam dowodu. Milicja mi zabrała. Bili mnie. „Czego się włóczysz?” „Nie włóczę się. Pokutuję”. Wtedy jeszcze mocniej bili. Po głowie... Niech więc pani napisze: sługa boży: Nikołaj.
     Teraz już — wolny człowiek...

*

Porzucony dom... Zamknięty. Kotek w oknie. Myślałem, że to gliniany. Podchodzę — żywy. Objadł wszystkie kwiaty w doniczkach, geranium. Jak tam się dostał? Czy może go zostawili?
     Na drzwiach karteczka:
«Kochany przechodniu, nie szukaj cennych rzeczy. Nie mieliśmy ich. Korzystaj ze wszystkiego, ale nie szabruj. My tu wrócimy».

*

(...) Jakaś całkiem nieznana rzecz burzyła cały mój dotychczasowy świat. Wpełza, włazi w człowieka... Mimo jego woli... Pamiętam rozmowę z pewnym naukowcem: „To jest na tysiące lat — wyjaśniał. — Rozpad uranu to dwieście trzydzieści osiem półrozpadów. Przeliczmy to na czas: miliard lat. A jeśli chodzi o tor, to czternaście miliardów”. Pięćdziesiąt... Sto... Dwieście lat... Ale dalej? Dalej blokada, szok! Już przestałem rozumieć co to jest czas... Gdzie jestem?

*

Zanim zwolnili nas do domu, wzywał wszystkich kagebista i przekonująco radził: nigdzie i nikomu nie opowiadajcie o tym, cośmy tu widzieli. Kiedy wracałem z Afganistanu, wiedziałem, że będę żył. A w Czarnobylu akurat na odwrót: śmierć może dosięgnąć człowieka wtedy, kiedy już jest w domu.
     Wróciłem... I wszystko się dopiero zaczyna...

*

W pierwszych tygodniach i miesiącach wszyscy przycichli. (...) Nie pamiętam poważnych rozmów, pamiętam dowcipy: «Tak teraz u nas dobrze — każdy promienieje! Impotenci dzielą się na radioaktywnych i radiopasywnych». A potem dowcipy nagle znikły...

*

A jeszcze... Modlitwa likwidatora: «Boże, skoro uczyniłeś tak, że nie mogę, to spraw jeszcze, żebym nie chciał». Pocałujcie mnie wszyscy w d...!

Swietłana Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

Tu, też motyl.

czwartek, sierpnia 17, 2023

5153. Baksbatczycy i basta!

UWAGA!
wpis zawiera lokowanie reakcji
na jakość życia publicznego*
w kraju nad Wisłą.

__________
  *  kroniki PRL przy tym, co dzieje się teraz w prze­strzeni medialnej, to jed­nak — jak na mój gust — mały Miki w F-35.

Osaczony, walczący od wieków naród wstał z kolan. Defi­la­dy, pajace, marionetki, bru­natne sny o potędze, tęs­kno­ty samozwańczego wodza narodu i wszystkich jego pra­wych rączek, ra­cja stanu i prze­moc uczuć religijnych. Cham­stwo, głupota, uro­jo­na du­ma, zawłaszczona prawda i upa­sio­ne władzą uprze­dze­nia przebrane za chrze­ści­jań­stwo. Tak, to tu, w sercu Europy! Między Niemcami a wojną.

Lokalny produkt rzemieślniczy; przestarzała, dobrze trzy­ma­ją­ca się innowacja; naj­polski, przepolski, prze­pysz­ny; po­zba­wiony wątpliwości etycznych katolicyzm in­kru­sto­wa­ny hojnie pol­skością, czyli eksportowa wersja de luxe nienawiści. Proszę bardzo!

Polska to Izrael Europy. Mało? Mało! Bo Polska jest Chrystusem objawionym, co ma zamiar zbawić Europę Zachodnią, zmie­rzającą w zastraszającym tempie na ma­now­ce i dno moralne. Lepiej! Ale…

My po prostu jesteśmy Kambodżą Europy. Polacy? Nie, Baks­bat­czy­cy! Amen.

[…]  wystarczy na chwilę zatrzymać się w codzien­nym pędzie, przyjrzeć uważ­niej, by zobaczyć, że tam­to ciągle tu jest, nie odeszło. Dlatego wciąż tutaj cierpimy. Długo nie rozmawialiśmy między sobą o tamtym. Nikt nam nie powiedział, że trzeba. Bali­śmy się rozmawiać. I dzisiaj ludzie boją się ludzi, zawsze są czujni, napięci, obolali. Wszyscy są ofia­ra­mi. Albo katami. Nie wiadomo, kto jest kim. […]  Każdy, kto pamięta Czerwonych Khmerów, jest dziś bogatą biblioteką. Razem to tysiące bibliotek. I wszyst­kie za chwilę runą. Starsi odchodzą. Nie­za­pi­sa­ne historie zostaną stracone. Samych sie­bie tracimy. Młodzi myślą, że tamto ich nie dotyczy. Są w błę­dzie. Gubi nas wszystkich bierność, apatia, baksbat.
     Baksbat  – zespół złamanej odwagi.

*

  • To ból, którego się nie da uleczyć, więc jest przenoszony na kolejne pokolenia.

*

  • Baksbat  to strach, który nie odszedł po traumie.
  • […] 
  • Inne tłumaczenie baksbat: bojący się na wieki.
  • Albo: przetrącony kręgosłup.
  • Człowiek z baksbat  czuje, że nigdy nie odzyska dawnego spokoju.
  • Czuje, że nigdy już nie będzie się śmiał.
  • Nie ma inicjatywy. Nie podejmuje decyzji.
  • Łatwo się poddaje. Po pierwszej porażce nie podejmuje wyzwania ponownie.
  • Woli umrzeć, niż spróbować raz jeszcze.
  • […] 
  • Nie polega na sobie.
  • Nie mówi innym o swoich porażkach.
  • […]  Tamto nie chce odejść, jest i w snach, i na jawie. To nie wspo­mnie­nie, to czas teraźniejszy. Trauma trwa, ale chory nie chce o niej rozmawiać. Czuje się opuszczony, wycofuje się z kontaktów z ludź­mi, czarno widzi przyszłość, źle śpi, często wy­bu­cha gnie­wem, ma problemy z koncentracją, jest nadmiernie czujny. Jednak specjaliści dostrzegają różnice pomiędzy zachodnim zespołem stresu pourazowego a khmerskim zespołem złamanej odwagi. Objawy Bak­s­bat, których w PTSD nie ma lub nie są tak nasilone, to właśnie łatwość poddawania się. Także nieufność, posłuszeństwo, uległość.

*

  • Człowiek z baksbat  nie chce rzucać się w oczy.
  • Nie pomaga innym, bo się innych boi.

*

  • Człowiek z baksbat  daje się łatwo zdominować.
  • Straci życie, byle się nie postawić.
  • Według tradycyjnych uzdrowicieli baksbat  może oznaczać utratę duszy. Dusze wyskakują z ciała albo uciekają na końce włosów ro­sną­cych na ciele. Bo w Kambodży ludzie wierzą, że mamy dzie­więt­na­ście małych dusz i jedną duszę wielką. Kiedy małe dusze giną bez wieści, człowiek traci świadomość. Psychiatrzy mogliby jego stan po­równać do stanu dysocjacji, depersonalizacji, derealizacji. Ale we­dług uzdro­wi­cie­li jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy ginie dusza wielka. Wtedy człowiek szaleje. Latami umiera.

*

  • Jeśli latami ludzie nie mają odwagi poprzeć tego, co sprawiedliwe, i stanąć przeciwko temu, co niesprawiedliwe, rosną kolejne po­ko­le­nia ślepych na ludzką krzywdę, głuchych na cierpienie innych. Masy ludzi nieczułych.
  • Społeczeństwo, w którym poza rodziną nie ma więzi.
  • Społeczeństwo, ale nie wspólnota.
  • Baksbat  – zabójca każdej wspólnoty.

Wojciech Tochman, Pianie kogutów, płacz psów,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Jak już się stanie coś złego, to jednak nie córka jest winna, nie syn. Tylko obcy. Każdy w Kambodży ma swojego obcego pod ręką. […]  Ludzie muszą mieć wroga. Bez wroga nie umiemy oddychać. Niczemu nie jesteśmy winni, za nic odpowiedzialni. Tylko ona, tylko on, wróg. Nie Khmerzy chcieli Khme­rów zabijać, do mordowania zmusili nas Chińczycy. Ameryka wcze­śniej nas bombardowała. Jeszcze wcześniej Francuzi ciemiężyli Khmerów przez dziesięciolecia. Nikt nam dobrze nie życzył. W końcu ocalili nas Wiet­nam­czy­cy, z Phnom Penh przegonili Pol Pota, ale przecież nie po to, by nam pomóc, tylko by nad Kambodżą przejąć kontrolę. By nad nami panować. Wła­dza chętnie nami steruje i dzisiaj. Kto jest odpowiedzialny za naszą bie­dę i za nasze choroby? Wietnamczycy! Wszyscy tu nienawidzimy Wietnamczyków. […] 
     Sztuka rozmowy?
     Każda rozmowa to napięcie. Ludzie nie słuchają ludzi. Nie słyszą, co się wokół nich dzieje. A używają słów ostrych jak noże.

*

My tu świetnie umiemy poniżać. Za to nie wiemy, jak się wzajemnie wspierać, kochać.

*

My, Khmerzy, uważamy się za buddystów, odprawia­my ry­tu­a­ły, ce­re­mo­nie. Ale nie rozumiemy ich sensu. Nauk Buddy nie znamy. Sły­sze­liś­my, owszem, że nie wolno zabijać, krzywdzić niczego, co żyje. Sły­sze­liś­my, że nie wolno kraść. Żyć w rozwiązłości. Kłamać. Używać środków, któ­re mą­cą umysł. Tak, ludzie wierzą, że jeśli komuś uczynisz coś dobrego, dobro do ciebie wróci, to się może nawet opłaci. A jak uczynisz drugiemu coś złego, opłaci się na pewno. Karmę ludzie mają tu w nosie. Nasz bud­dyzm to udawanie, folklor, plastik i dewocja. Buddyzm nas przed ni­czym nie ochronił. Skrzywdziliśmy siebie nawzajem, bo jesteśmy ludźmi.

*

Uczniowie [w 1969 roku]  musieli w domu pisać wypracowania, po­rów­ny­wać bohaterów lektur, mieć własne zdanie, refleksję. Teraz po­dob­no nie mu­szą. Teraz własne zdanie nie jest w cenie.

(tamże)

czwartek, listopada 20, 2025

5949. Z oazy (CCCXCIV)

Ta jest drugą książką, któ­rą wyjęłam z tamtej. Jest niczym kudłaty suplement do Znaków. Swoisty przybornik. Plasterek wyjęty z apteczki z kłaczkiem.

Wszystkim cudownym futrzakom,
które kochałam […].
Ślady waszych łap odcisnęły się w moim sercu
na zawsze.

🖇 🖇

Nawet jeśli wiemy, że nadszedł już czas, w którym zwierzę musi odejść, serce nie przestaje cierpieć i tęsknić.

🐾🐾

Nie jest łatwo puścić coś [kogoś], co ze wszystkich sił kochasz – tak naprawdę jest to najtrudniejsze zadanie.

🐾🐾

Kiedy umiera nam ukochana osoba, każdy traktuje żałobę jak coś oczy­wi­ste­go, niekoniecznie jednak dzieje się tak w przypadku śmierci zwierzęcia. Ludzie, którzy wydawali nam się sprawdzeni i zaufani, często postrzegają żałobę po zwierzęciu jako coś dziwacznego lub głupiego. „To tylko zwierzę”, z ich ust zwykle padają te słowa. Twój towarzysz jest kimś o wiele waż­niej­szym niż zwykłe zwierzę, ale zrozumie to wyłącznie inny właściciel, który doświadczył ogromu smutku po jego stracie.

🐾🐾

Miłość ma swoją cenę, ale jeszcze więcej nas kosztuje odcięcie się od niej.

🐾🐾

     – Smutek przewraca nasze życie do góry nogami – powiedziała, nie zwra­cając się do nikogo bezpośrednio. – Ryzykujemy za każdym razem, kiedy obdarzamy kogoś uczuciem, wierzę jednak, że ryzyko związane z mi­łością przewyższa nawet ból po stracie. Cierpienie, w którym się po­grą­ża­my, po prostu nie pozwala nam tego dostrzec.

🐾🐾

Stary człowiek i jego pies szli wzdłuż wiejskiej drogi, podziwiając kra­jo­bra­zy, kiedy mężczyzna nagle uświadomił sobie, że nie żyje. […]  Starzec i jego pies podeszli do bramy, ale natychmiast zatrzymał ich człowiek siedzący przy pięknym rzeźbionym biurku.
     – Czy to Niebo? – zapytał mężczyzna z psem siedzącym u jego boku.
     – Zgadza się, proszę pana – odpowiedział człowiek.
     […] 
     – Pan może wejść, ale nie wpuszczamy zwierząt.
     Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, nie mógł jednak zostawić psa samego. Podziękował strażnikowi, odwrócił się i zaczął iść w przeciwnym kierunku. […]
     – Czy mój przyjaciel też może wejść? – Starzec wskazał na swojego psa.
     – Oczywiście. Obok studni jest miska.
     […] 
     – Co to za miejsce? – zapytał mężczyzna.
     – To jest Niebo.
     – Z pewnością tak nie wygląda. Dopiero co wróciłem z miejsca na końcu tej drogi, gdzie powiedziano mi, że to Niebo.
     – Ma pan na myśli miejsce ze złotą ulicą i perłową bramą? To było Piekło.
     Starzec zamyślił się przez chwilę, zastanawiając się, czy był to jakiś test.
     – Nie denerwuje pana, że nazywają się Niebem?
     – Ależ skąd, to zaoszczędza nam bardzo dużo czasu. Od razu odsiewają ludzi gotowych zostawić swoich najlepszych przyjaciół na ze­wnątrz.

🐾🐾

Wielu ludzi martwi się, że próbują zastąpić jedno zwierzę drugim, ale w rze­czy­wistości nikogo – ani zwierzęcia, ani człowieka – nie da się za­stą­pić. Można natomiast obdarzyć kolejne osoby miłością. Nasze zwierzęta i bliscy z Zaświatów mogą zobaczyć, usłyszeć i poczuć, co się z tobą dzieje, a ostatnią rzeczą, jakiej by sobie życzyli, jest twój smutek.

🐾🐾

[…]  akt komunikacji zawsze jest ten sam – niezależnie od tego, czy rozmawiamy z człowiekiem, czy ze zwierzęciem, opiera się na duszy.

🐾🐾

     – Czy zwierzęta nam wybaczają? – zapytał mnie bez zbędnych ceregieli.
     – Nie uważam, żeby zwierzęta żywiły do nas urazę w taki sposób jak lu­dzie – odpowiedziałam, wciąż czując gorąco na dłoni. – Zazwyczaj jest tak, że to my sami jesteśmy swoimi największymi wrogami, więc nie po­trze­bu­je­my przebaczenia od nikogo innego niż od siebie.

🐾🐾

     – Nie ma sprawy. – Uśmiechnęłam się. – Nie musisz wierzyć w życie po śmierci, żeby istniało.

🐾🐾

Jesteś bardzo dzielny, ale jesteś tylko człowiekiem. Wolno ci odczuwać zra­nie­nie. Wolno ci się bać, a nawet szlochać i się nad sobą użalać. To wszystko jest ludzkie. Jesteś odważny, ale musisz także być dla siebie dobry i przestać przepraszać za bycie człowiekiem. Pies nie przeprasza za to, że jest psem, a kot za to, że jest kotem.
     […]
     Koty spędzają dużo czasu na myciu się i drzemkach w promieniach słoń­ca. Psy przeznaczają swój czas na zabawę. Dbanie o siebie nie jest luk­su­sem, tylko paliwem dla twojej duszy.

🐾🐾

Jeśli przechodzisz trudny czas, odczuwasz smutek, załamanie lub niepokój, wiedz, że nie jesteś słaby ani nie jesteś sam. Jesteś odważny. Poznałeś ciem­ność i się z niej wyłoniłeś.

🐾🐾

Najłatwiej jest trwać w stagnacji po stracie bliskiej osoby lub zwierzaka, ale jeśli chcemy ruszyć z miejsca, musimy zdobyć się na wysiłek i zostawić ból za sobą, zabierając w dalszą podróż tylko szczęśliwe wspomnienia. […]  Uwol­nienie się od bólu nie polega na zapomnieniu, tylko na pozwoleniu na­szym bliskim na odbycie swojej podróży, po której – o czym często za­po­mi­na­my – i tak do nas wracają.

🐾🐾

[…]  możemy składać obietnice, ale stają się one bezwartościowe, jeśli prze­sta­niemy dbać o nasze własne marzenia i pomysły. Musimy być dla siebie dobrzy.

🐾🐾

Druga Strona wcale nie jest tak daleko, jak myślimy.

🐾🐾

Samo odnalezienie celu nie oznacza jednak, że życie poda nam go na tacy.

🐾🐾

     – Miej plany, ale nie złość się, jeśli będziesz musiał zmierzać do celu okrężną drogą – mawiała Marjorie.

Kristy Robinett, Tęczowy most. Opowieści czworonożnych
przyjaciół z Nieba
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2025.
(wyróżnienie własne)

Zwierzęcy przewodnik często reprezentuje cechy i przy­mio­ty, które w sobie dostrzegasz albo które dopiero mu­sisz dostrzec […]. Możesz darzyć miłością wilki, niedź­wie­dzie, ping­winy, foki, aligatory, a nawet jednorożce. Atrybuty tych zwierząt pomogą ci odzyskać równowagę i odnaleźć drogę życiową.

🐾🐾

Otwórz się na niepewność. Czasami najpiękniejsze rozdziały przez długi czas nie zostają nazwane.

🐾🐾

Nie ma różnicy, czy kochało się kogoś przez dzień, czy przez lata – miłość i żal nie mają ram czasowych.

🐾🐾

Bądź otwarty na wszelkiego rodzaju wiadomości.

(tamże)

poniedziałek, października 12, 2020

3981. Pyszna pralinka książkowa

Trafiła w moje ręce przez zupełny przypadek i porwała. Starczyłoby jej zaledwie na dwie poranne kawy, ale niezłomność charakteru ćwiczyłam: 10% pierwszej, 10% tej, 10% trzeciej, odrobina czwartej. W ten sposób starczyło tej książki na dość długo.

Książka-drobiazg subtelnie ciesząca wiele zwojów mózgowych. Psia Gwiazda zabroniłaby mi ją czytać, bo nie wyrzucała mnie poza strefę komfortu. Mój mózg zamiast się rehabilitować, pławił się w lenistwie, a ja oddawałam się rozkoszy przeżywania zdania po zdaniu, akapitu po akapicie. Tylko jedna miniatura (tak je nazywam na własne potrzeby) przerosła mnie — realny brak testosteronu, wzwodów i polucji historycznie umieszczonych w czasach minionych uniemożliwił mi zro­zu­mie­nie — takie życie, jak to mówią w naszym drugim języku ojczystym: nobody’s perfect.

Bardzo dawno się tak dobrze nie bawiłam. Ta książka była lokomotywą aktualnie czytanego składu.

Cierpimy, jeżeli uparcie trzymamy się skorupy, która stała się zbyt mała. Cierpimy, chcąc zatrzymać niosący nas nurt. Kto więc w życiu rzekę dojrzy — ten w radość popłynie, a dla kogo będzie się ono jawiło jak kamień — ten utonie. Cierpienie wy­ni­ka z niezgody na zmianę, z odmowy rośnięcia. Dopóki bę­dzie­my postrzegać ocean życia jako przeszkodę, a nie jako drogę na drugi brzeg — będziemy cierpieć.

✁

Ofiary są często ofiarami dawnych ofiar. Sprawcy to ofiary podłych czy­nów poprzedniego pokolenia lub tragedii, które stały się ich udziałem we wcześniejszych fazach życia. Zło nie kończy się na jednym czynie, lecz jest jak kamień, który wywołuje trudną do zatrzymania lawinę zemsty, uprze­dzeń, neurozy.

✁

Aż w końcu podzielili się na dwa obozy. Pierwsi mieli objawione księgi, drudzy mieli giełdę. Jedni wołali: „Bóg jest wielki”. Inni wołali: „rynek jest wszechregulatorem”. Jedni drugich posądzali o to, że wybrali błędną i zgubną drogę, i że jedynym dla nich ratunkiem jest zaniechanie własnego myślenia oraz przejęcie idei strony przeciwnej. Jedni chcieli drugim wmusić wolny rynek i demokrację, a ci zaś chcieli narzucić swoim przeciwnikom prawdę świętą, jedyną i bezwzględne posłuszeństwo niebiańskiemu prawodawcy.
     Przekrzykiwali się nawzajem, a u źródła tych krzyków leżała jedna i ta sama przyczyna — niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności
.

✁

Siła łaski jest większa od siły nienawiści, ale mało kto o tym wie, i prawie nikt nie jest gotów, aby wypróbować ją jako pierwszy. Aby okazać łaskę, trzeba być silniejszym od tego, który nienawidzi z całej mocy. Tak, żądam wiele, ale i wiele obiecuję. Bowiem kto przezwycięży spiralę gwałtu i prze­mo­cy, ten puści w ruch spiralę miłości i szacunku. Dobro również — po­do­bnie jak zło — jest dziedziczne.

✁

Opiłem się trzeźwością. Na cokolwiek skierowałbym wzrok — w nowej jawiło się szacie. Albo może raczej rzec by trzeba, że bez szat żadnych się jawiło. Nie, nie żebym jakąś zdolność obnażania nabył, ale to moje w uchla­niu widzenie miało głębię niewysłowioną, dotychczas nieznaną. I nie było w niej niepokoju, ale cisza jakaś taka wzorami dziwacznymi, choć w nie­po­ję­ty sposób zrozumiałymi wypełniona.

✁

Na dnie duszy każdego złoczyńcy dostrzegałem diament, choć tak w błocie umazany, że tylko nadzwyczajny stan trzeźwości mojej umożliwiał mi jego rozpoznanie.

✁

A w całym świecie dostępnym dotykowi naszych rąk lub naszym myślom nie ma nic bardziej doniosłego niż nasiona. Te okruchy materii są zam­knię­tymi w sobie, niezależnymi wszechświatami, otoczonymi skórką samo­wy­star­czal­nymi prawdami, dla których klucz do życia jest oczywistością i je­dy­nym usprawiedliwieniem ich istnienia.

✁

Czasami na mojej drodze stawał ból. Pojawiał się nie­ocze­ki­wa­nie i cały świat na moment w niego się zamieniał.

✁

[…]   nie powiedzieć już „pomidor”, ale „posadźmy pomidory”. Byłoby to coś zupełnie innego, bo „pomidor” oddala, podczas gdy sadzenie pomidorów przybliża, zmusza do rozmowy, popatrzenia sobie w oczy.

✁

Tak oto musiałem pogodzić się z myślą, że jeżeli chcę zobaczyć Boga na własne oczy, to mogę i powinienem dostrzegać Go wyłącznie w drugim człowieku. A jeżeli Go chcę usłyszeć, to muszę uważnie przysłuchiwać się słowom bliźnich, a jeżeli chcę go poczuć, to im rękę podać muszę. Nie ma innego sposobu — najkrótsza droga do Boga prowadzi przez serce drugiego człowieka.

✁

Zrozumiałem, że miarą inteligencji jest ilość współ­za­le­żno­ści, których jestem świadomy, zaś miarą etyki ilość współ­za­le­żno­ści, jakie uwzględniam w swym działaniu.

Pierwszym przejawem zniewolenia mnie jako człowieka jest rodzina. Ani jej nie wybieram, ani nie mam na nią wpływu. Wybrać mogę partnera na założenie własnej rodziny, ale rodziny partnera też już wybrać nie mogę. Zakochanie jest uwikłaniem w jedną osobę, ale małżeństwo jest uwikłaniem w całą jej rodzinę — taką a nie inną. I już gotowe zniewolenie — nie poprzez opór materii, nie poprzez wymagania biologii, ale ze względu na konwenanse, daty imienin i urodzin, wyobrażenia, charaktery, oczekiwania…

✁

Ja i reszta świata. Ja i drzewo. Ja i góra albo morze, albo rzeka. Ja i on, ona, ono. Na dystans, w oddzieleniu. Ale czy faktycznie jest tak właśnie? Wokół przecież powietrze, atomy tlenu, azotu, takie same jak we mnie samym i skacząc z atomu na atom dojść mogę w każde miejsce na świecie i nie ma tu żadnej przerwy, żadnej nieciągłości, co najwyżej zmiana natężenia, gęstości i rodzaju pierwiastka. Woda we mnie — a skąd ta woda? Z rzek, z morza, z deszczu. Wapń we mnie — a skąd ten wapń? Ze skał, z gór, z ziemi. Węgiel we mnie — a skąd ten węgiel? I tak dalej, i tak dalej pytałem samego siebie, a odpowiadały mi atomy stare jak świat, atomy, które kiedyś były częścią łańcuchów górskich, ciał zwierząt dzikich i udomowionych, atomy, które szumiały onegdaj w liściach drzew, płynęły w chmurach po niebie, skrzypiały pod butem wędrowca. Nie było więc mowy o żadnej materialnej wolności, a jedynie o materialnym uwikłaniu, ani o żadnej oddzielności, lecz tylko o wzajemnym przenikaniu i ciągłości.

✁

Wolny jest ten, komu wolno wybrać łódź, którą wyruszy na morze i sieć do połowu. Wolny jest ten, któremu wolno wskazać partnera, wyjawić pogląd, wyznać religię, określić miejsce na ziemi, w którym chce żyć. Ale cokolwiek by wybrał, nie wybiera niezależności, ale właśnie zależność, nie odrębność, ale uwikłanie, nie dowolność, ale zasady i prawa.

✁

Schodząc z drzew, staliśmy się ludźmi, a teraz nadszedł dzień, by dać powtórny sygnał do uczłowieczenia. Należy po­krzy­żo­wać plany drwali.

Tomasz Mazur, Anatomia istnienia,
Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Ale można świat ten przetwarzać, przemieniać, nadawać mu kształt, kolor, sens i funkcję i tak tworzyć nowe jego drobiny, drobiny o pozornej odrę­bności. Spoglądałem więc na swoje dłonie i widziałem, jak robią się coraz sprawniejsze. Patrzyłem jak myśl poprzez dłoń kładzie się czarną kreską na papierze, kreską pozawijaną, przerywaną i ciężką od znaczenia. Pismo było przedłużeniem dotyku, podobnie jak czytanie było do­ty­ka­niem rzeczy oddalonych.

✁

W miłowaniu mieści się wiedza, umiejętność, pragnienie, zdolność, pasja i zdecydowanie. W miłowaniu jest przekonanie o słuszności postępowania, w miłowaniu jest ciężar, jest moc i niezawodna biegłość w splataniu przyczyn i skutków, posunięć i ich następstw. W miłowaniu spoczywa trafność doboru przypraw, precyzja zgrywania muszki ze szczerbinką. W miłowaniu drży umiejętnie poruszona struna.

(tamże)