środa, kwietnia 15, 2015

(1308+2). Kumpela morderczyń

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Morderczynie. Skąd się wzięły w moich rękach? Katarzyna Bonda — królowa polskiego kryminału — Sadownik zachwycał się jej książką czas jakiś temu. Znane ze słyszenia było mi więc nazwisko. Bonda, morderczynie, moja miłość do reportażu i... stało się. Tyle że nim kapnęłam, doceniłam formę, walor tej książki, musiałam wyskakiwać na inne literki, by o higienę psychiczną zadbać — złapać oddech, wynurzyć się z beznadziei, w innym, lepszym(?), świecie się potaplać.

Inne literki. Może coś lekkiego, coś fikcyjnego? Przypomniało mi się, że Kaan, kobieta delikatną kreską rysowana, nie tylko lubi literki Sylwii Chutnik. I w ten sposób na własne potrzeby dwupak się utworzył. Dziś kończyłam tę drugą, co odskocznią od morderczyń była.

Nastrój. Atmosfera. Słowa w niespotykane pęczki powiązane. Sceny precyzyjnie szybkim ruchem kreślone. Przytomność. Uważność. Absurdu tropienie. Bezcenne dwuznaczności czekające na nasz uśmiech. Zdania, co pełnią rolę instrumentu, który porusza nie jedną strunę wewnątrz człowieka. To bardzo dużo jak na jedną chudą książeczkę.

Stare baby jeżdżą, zakonnice jeżdżą, a ja nie jeżdżę, bo się boję.

*

Nie wiem, co by im się miało stać, gdyby na chwilę odpuścili i dali mi możliwość konkretnej histerii na środku domu. Ze smarkami, szlochem i rozmazanym tuszem. Wiem, to nie jest komfortowe tak stać i patrzeć, ale z drugiej strony histeria to raczej gra indywidualna, nie trzeba bardzo pomagać. Gdybym tylko mogła wtedy żegnać normalnie wszystkie te ubrania.

*

Do widzenia, nie odkręcaj gazu, bo wylecisz w powietrze, nie odkręcaj wody, bo zalejesz całą kamienicę, nie pal świeczek, bo spalisz cały dom, i się nie odkrywaj, bo cię zawieje i wszyscy się będą składać na twój pogrzeb, bo ja nie mam nic, więc na mnie nie licz.

*

[...] czekała na swoje życie w nie swoim świecie.

*

Idziesz z czarnymi myślami po ulicy i coraz bardziej chcesz rzucić się pod samochód. Lecz nagle oczy dostrzegają w witrynie sklepowej nową książkę ulubionej pisarki. Przez chwilę się rozpraszasz — i już. Kierujesz swoje kroki do księgarni. Zapominasz o smutku, samobójstwie, rozpaczy. Sytuacja uratowania, umysł oddycha z ulgą. Tym razem się udało.

*

Nie wierzę już w abonament, życie kończy się zwykle nagłym zerwaniem umowy.

*

Co jednak dzieje się z naszymi słowami, jeśli nie znajdziemy dla nich odpowiedniej drogi wyjścia? Puścimy je w niebezpieczny labirynt i patrzeć będziemy, jak błądzą zatroskane między przezroczystymi ścianami naszych przyzwyczajeń i urojeń. Z nich to rodzą się przekonania ogólne, że nie wypada mówić, mówienie z góry jest niebezpieczne przez samo prowokowanie odpowiedzi.

*

Było takie podejrzenie, zrodziło się pewnej bezsennej nocy, że alfabet jest już skończony.

*

[...] ale jak człowieka natchnie chwila, to mimo wszystko szybciej wyrzuca z siebie słowa i trochę o nich nie myśli, podłącza kabel bezpośrednio do serca i nie fatyguje przy tym mózgu.

*

Właściwie nikt by się nie domyślił, że zostały za nimi wszystkie złudzenia i inne niepotrzebne uczucia.

*

Na śniadanie smarowała wszystkim chleb utyskiwaniem na rząd polski, drugie śniadanie pakowała wnuczkom z szantażem emocjonalnym, na obiad gotowała pretensje do rodziny za zmarnowane życie, a kolacja — wspólna dla wszystkich — to było wywoływanie duchów.

*

[...] modlitwy były w jidysz, którego Bóg stacjonujący w Polsce nie znał.

*

Babciu, babciu, a co to getto?
To taka agroturystyka w środku miasta. Mają tam żywe zwierzęta i przyrodę.

Sylwia Chutnik, W krainie czarów,
Znak Literanova, Kraków 2014.

wtorek, kwietnia 14, 2015

1309. Ty, ja, czyli kto?

Nie wierzę w to, że rodzimy się carte blanche.
Rodzimy się „kimś”. Tylko że kilkadziesiąt lat
zajmuje nam odkrycie, kim właściwie jesteśmy.

1308. Mordercza pozycja

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj wieczorem. Sadownik w delegacji. Bliźniacze Liczby w bliźniaczych krajach, bliźniacze kundle i...

Jabłoń:
Co czytasz teraz?

Bliźniacza Liczba:
Morderczynie!

Jabłoń:
Oooo! Ja też.

*

Skończyłam. Zdjęcia Edwarda Kaweckiego bezcenne. To książka o perspektywie. O wielu perspektywach.

Ta książka powstała, by pokazać, że nic nie jest czarno-białe, że w każdym z nas jest agresja, a bariera pomiędzy nami a bohaterami tej książki, jest płynna. Powtórzę za Philipem Zimbardo: ludzie są mozaiką dobra i zła, a zło najczęściej czynią zwyczajni ludzie.

*

[Ewa] Jak człowiek ma wyrok na karku, to ceni każdą chwilę wolności. Podobnie czują się ludzie, którzy dostają diagnozę — torak. Nie kłócą się o drobiazgi, żyją dniem dzisiejszym.

*

[Ewa] Nie, nie wybaczę sobie nigdy. Wyobraźcie sobie, że wszystko macie w zasięgu ręki i nagle w ułamku sekundy to wszystko tracicie. Pryska bańka mydlana. Dotychczasowe życie okazuje się snem.

*

[Aneta] Wtedy zrozumiałam, że wcale nie byliśmy razem, że tak naprawdę byłam sama. I on był sam. Tylko razem mieszkaliśmy. To nie była ani miłość, ani przyjaźń.

*

[Małgorzata] Pewnych rzeczy nie da się cofnąć, ani odwrócić.

*

[Irena] Zanim wyjdę na wolność, chciałam pójść tak na próbę, przynajmniej na jedną czy dwie przepustki. Żeby nie zachłysnąć się tą wolnością, żeby chociaż poczuć, jak się teraz po ulicach chodzi. Tyle lat siedziałam w zakładzie zamkniętym [...].

*

[Krystyna] Cenię wolność, choć z niej nie korzystam. Może już nie potrafię? Ale nikt nie wie, jak dobrze jest móc pójść do sklepu, kiedy się chce, kupić to, na co ma się akurat ochotę, na przykład owoce albo lody [...]. Nawet jeśli stąd nie wychodzę, bo nie mam gdzie, to wiem, że mogę to zrobić.

*

[Lidia Olejnik, dyrektor Zakładu Karnego dla kobiet w Lublińcu] Nadzieja to niezwykle ważne słowo w więzieniu.

*

[Lidia Olejnik] Każdy człowiek ma prawo popełnić w życiu błąd, zrobić źle. Ma też prawo się podnieść, naprawić swój błąd. Ale powinien mieć poczucie winy.
     — Popełniając zbrodnię, tak naprawdę one zabijają swoje dotychczasowe życie, do którego nie mają już nigdy powrotu.

*

[Lidia Olejnik] — Często powtarzam, że ludzie agresywni wobec zwierząt i dzieci, są chorzy z braku miłości.

*

[Bogdan Lach, psycholog policyjny i profiler] — Ustalmy jedną rzecz — zbrodni stricte kobiecej nie ma. Niemniej badania wykonywane na całym świecie ujawniły daleko idące różnice, jeśli chodzi o agresję kobiet i mężczyzn. Kobiety mają inne sposoby działania, inne są ich uwarunkowania sytuacyjne, motywacyjne i troszkę w innych warunkach funkcjonują.

Katarzyna Bonda, Polskie morderczynie,
Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2013.

piątek, kwietnia 10, 2015

(1303+3).

Jej kobiecość nie była tak oczywista jak w przypadku jej wielu szkolnych koleżanek z dużym biustem i krągłymi biodrami. Taka ultrakobieca uroda pana Franka nie interesowała, bo aż nadto rzucała się w oczy.
     — To dla mężczyzn bez wyobraźni — zwykł mawiać.

Iza Klementowska, Minuty. Reportaże o starości,
PWN, Warszawa 2014.

1305.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

lej po mentalnej minie przeciwpiechotnej. w samym środku jestestwa. nie wiadomo kiedy wybuchła. rano lej był. sprawdziła trzy razy. „zewlokła” się. poinformowała, że potrzebuje poszukać siebie. poszła.

trochę to trwało.
wróciła. odnaleziona.

Sadownik:
to już wiesz, gdzie się zgubiłaś?

Jabłoń:
nie chciałam dowiedzieć się, gdzie się zgubiłam.
chciałam się odnaleźć.
(po chwili)
jak to, gdzie się zgubiłam?
na progu, oczywiście!
(śmiech żywy, prawdziwy, wolny, zdrowy... nareszcie!)

1304. Pierwsza po świętach

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ludzkie doświadczenie. Doświadczanie życia przez konkretnych ludzi. Interesuje mnie. Najbardziej. Jedynie. To główny klucz wyboru książek, których nie czytam, lecz połykam. Jak powiedziała w książce Katarzyna Kamińska: nic nie rozumiem, ale po tej książce jakby troszkę, tyci, mniej. W tej książce ważne są nie tylko spotkania, atmosfera, szczerość czy słowa, ale również zdjęcia, zwłaszcza portrety.

[Mariusz Anyszek] [...] nie sztuka powiedzieć: naprzód, sztuka powiedzieć: za mną.

*

[Michał Kowal] Wszystko bez słów. Każdy wiedział, jak się zachować, co robić. Tęsknię za tym, gdy wszystko jest jasne, proste, nie trzeba wyjaśniać, tłumaczyć.

*

[Magalena Rigamonti] Nikt was na siłę nie wysyłał.
     [Michał Kowal] Wiedziałem, że to powiesz. Ale ja jestem żołnierzem, a nie fryzjerem. Nie uważam się za najemnika. Na misji to już po pierwszym patrolu widać sens — chodzi o to, żeby nikt nie zginął i żeby utrudnić talibom podkładanie ładunków.

*

[Michał Kowal] Płaczę też czasem, że żyję i jestem szczęśliwy. [...] A starszy syn mi powiedział, że jest ze mnie dumny. To najważniejsze, bo mimo tej roboty, którą robię, to miękki generalnie jestem.

*

[Magalena Rigamonti] Wcześniej wiedziałeś, że jest coś takiego jak stres bojowy?
     
[Szymon Mutwicki] No skąd. Przecież żołnierze to twardziele... Teraz wiem, że każdy z wojny wraca z ranami. Nie widać ich. Są w sercu, w głowie. I strasznie ciężko się goją.

*

[Katarzyna Kamińska] Wiesz co, przed Afganistanem rozmawiałam z wieloma żołnierzami, którzy tam byli, i wydawało mi się, że wszystko rozumiem. Nic nie rozumiałam. Dopiero tam zrozumiałam. Tego się nie da porównać do niczego, to abstrakcja.

*

[Arkadiusz Żukrowski] Pies mnie nie poznał, kiedy do domu wróciłem. Szczekał na mnie.
     
[Sylwia, żona] A potem go na krok nie odstępował. Do pracy odprowadzał, zawsze szedł przy tej zdrowej nodze.

*

[Beata Łucka] Cierpienie nie uszlachetnia, strata nie utwardza.

*

[1, 2 i 3, komandosi] 1: Wiecie co, ja muszę lecieć, żonie obiecałem, że będę przed szóstą. Pamiętaj, wszyscy komandosi to pantoflarze.
     3: Święte słowa.
     2: Na robotę nie boimy się iść po nocy, na wojnę pojechać, a jak żona dzwoni, to od razu strach.

Magalena Rigamonti, Maksymilian Rigamonti, Straty.
Żołnierze z Afganistanu, PWN 2015.

czwartek, kwietnia 09, 2015

1303. Zanim starość pobłogosławi nas sobą

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z poniedziałku na wtorek. Wychodząc ze świątecznego czasu. Wchodząc w ten zwyczajnie uświęcony. Wtedy zdążyłam przeczytać tylko pierwszy reportaż, który mną wstrząsnął. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać nad kluczem, w jaki wybieram książki.

Nie odłożyłam. Przeczytałam do ostatniej deski. To najmocniejsza książka, jaką czytałam w ostatnich latach.

Ostatni rozdział to rozmowa z psycholożką. I zgodzić się z nią nie mogę, że seniorowi dobrze jest sprawić psa — pies nie jest urządzeniem do wyprowadzania staruszków trzy razy dziennie na dwór — zapamiętajcie, na zawsze!

W zabrudzonych frędzlach z zaplątanej sierści wyglądał jak umorusany pyłem anioł na polowaniu.

*

Denerwowała ją ta troska wrzucona pomiędzy chleb z twarogiem i jajka na miękko. Czasem miała wrażenie, że córka w ogóle jej nie słucha. Dlatego raz powiedziała:
     — Nocą wyrosła mi trzecia ręka.
     Córka pokiwała głową, przełykając łyk kawy z mlekiem.

*

„Człowiek oderwany od życia, do jakiego przywykł, czuje się, jakby go już nie było” — nie potrafiła przestać o tym myśleć.

*

Nie do końca ma ochotę słuchać. Chce rozmawiać.

*

Ani jednego artykułu o starości, ani jednej wskazówki, jak poradzić sobie z własnym starzeniem się, ani jednego słowa, co zrobić z czasem, który pozostał. Wszędzie tylko troska o dobre samopoczucie, płaskie brzuchy, krągłe pupy, kuse sukienki, splecione nagie ciała i próby rozwiązania zagadki: „Jak wspólnie przeżyć orgazm?”.
     — Mamo, już obie dla świata jesteśmy niewidoczne.
     — Nie dla wszystkich. Niektórzy jeszcze na nas napadają...

*

Pani Barbara odłożyła słuchawkę. Nie potrafiła wytłumaczyć córce, że ci obcy ludzie są jej dużo bliżsi niż własna rodzina.

*

Wspomnienia to wszystko, co człowiek tak naprawdę posiada.

*

     — Masz piękne kurze łapki — powiedział żonie w dniu jej czterdziestych szóstych urodzin i pocałował najpierw lewe oko, potem prawe.

*

Miłość po prostu się wydarza. Miałem z niej zrezygnować, żeby inni mieli lepsze samopoczucie? Bo skoro skończyłem sześćdziesiątkę, to już w życiu nic mnie nie czeka? Ani uczucie, ani seks, ani bliskość?

*

[...] zdałam sobie sprawę z tego, że on, mój wspaniały, mężny i odważny mężczyzna, również jest śmiertelny. Nie czułam tego nawet wtedy, kiedy chorował na raka. Bo raka można wyleczyć, ze starości niestety już się nie wychodzi.

*

[...] kartki już całkowicie pożółkły.
     — Tak wygląda umykający czas — mówiła do siebie za każdym razem, gdy spoglądała na grzbiety książek.

*

     — To moja przyszłość. Jeżeli dożyję — szepnęła do siebie.

*

     — Najważniejsze to nauczyć się żyć tym, co jeszcze nam zostało, bo zamartwianie się lub myślenie, co by było gdyby, nic nie daje prócz bólu. A tu każdy chce go uniknąć, najdłużej jak się da.

*

[...] idę do pobliskiego parku, siadam na ławce i patrzę na życie innych — matki z dziećmi, ojcowie z synkami uczącymi się jeździć na rowerze, wesołe nastolatki podrygujące w rytm muzyki i śmiejące się z nie wiadomo czego, psy obsikujące drzewa i murek dzielący park od ulicy, za nim jadące samochody i tramwaje. Ten chaos mnie uspokaja. Przez moment czuję, że jestem częścią tego biegnącego żwawym rytmem życia i wprawia mnie to w radosny letarg.

Iza Klementowska, Minuty. Reportaże o starości,
PWN, Warszawa 2014.

środa, kwietnia 08, 2015

1302. Między bitami

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W czasach przedblogowych na moim biurku przez długi czas była przyklejona karteczka z zasłyszanymi słowami, które układały się mniej więcej w taki sens: między akcją i reakcją jest przestrzeń, by podjąć decyzję.

Wczoraj ubawiłam się do łez, bo... w stechnicyzowanym świecie informacji, bitów, bajtów... między zerem i jedynką jest przestrzeń na... uczucia. Kupiłam na pniu!

(1298+3). Poświątecznik (III)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O tej książce przeczytałam dwa tygodnie przed świętami. Była tylko w papierze. Machnęłam ręką. Trudno. W wielkopiątkowy poranek coś mnie tknęło. Jest i na kundla. Na święta jak znalazł. To była doskonała książka na lany poniedziałek — prysznic patriotyczno-mentalny przez cały dzień. Ręce do ziemi od czasu do czasu, na dłuższą chwilę, niestety. Trudno uwierzyć w tak skonstruowaną czy dekonstruowaną polską rzeczywistość. Sprawdziłam, to nie działo się dwadzieścia–trzydzieści lat temu. Reportaże obejmują lata 2006–2014.

Stanąłem nago obok kas i promocji kawy. Chciałem się sprzedać. Miałem kartkę z ceną człowieka: 9,99. Przybiegła ochrona marketu. [...]
     Kultura, w którą jestem zaangażowany, powinna mieć funkcję zmiany społecznej. Jest kulturą krytyczną i zaangażowaną. Taka trochę „donkichoteria”. Ma inspirować do myślenia, dotykać.

*

     Ona: — Ja się nigdy nie zastanawiałam, czy dusza koniecznie musi mieć serce. Ale wiem, że kiedyś księża byli takim pobraniom przeciwni.
     On: — Dla mnie to oczywiste. Dusza nie musi mieć serca, nerek czy wątroby. Bo to jest dusza! Inaczej musiałaby jeść, pić, a nie je i nie pije. A jakby taka dusza była się znalazła, co lubi alkohol czy narkotyki, to co by było?

*

Ten lęk sięga jeszcze czasów okupacji, gdy Polacy najpierw ukrywali Żydów przed sąsiadami, a dopiero potem przed Niemcami. Sąsiad wiedział, kto jest Żydem, Niemiec nie.

*

A w liceum to chyba wiedziała o nas cała szkoła. I wtedy, na języku niemieckim, gdy klasa wybuchła śmiechem, w tym śmiechu właśnie nie było wrogości. Poczułem takie szczęście i ulgę.
     Albo jak wtedy gdy już byłem z Pawłem i przechodziliśmy pierwszy raz przez most w Cieszynie. Już po czeskiej stronie mogliśmy się wziąć za ręce. Wtedy też taka ulga i szczęście.

*

Bo uczynki, a nie krzyżyk na szyi, czy mycka na głowie — świadczą o człowieku i jego wartości. Krzyż jako taki nie budził i nie budzi moich emocji. Budzili je ludzie.

*

Zaakceptowałem siebie, udało mi się stworzyć szczęśliwy związek, który dał mi poczucie radości, spełniły się moje marzenia o byciu kochanym przez mężczyznę. Ten krzyż, który dźwigałem przez okres mojego dorastania, udało się zdjąć i odłożyć na bok.

Paweł Reszka, Diabeł i tabliczka czekolady,
Agora, Warszawa 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2015

1300. Świątecznik

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zapiski poświąteczne robiąc, między jednym a drugim poświątecznikiem wszedł Sadownik i zapytał, czy mam ochotę na eksperyment. No ba! Z Sadownikiem? Zawsze!

Bo my mamy świecką tradycję, ustanowioną po tym, gdy udało nam się wiele lat temu wyrwać Wielkanoc z rodzinnego kalendarza obowiązków obowiązkowych. W świąteczny poniedziałek kuchenne utensylia od nas odpoczywają. Nie gotujemy. Lodówkę otwieramy tylko śniadaniowo.

Nie było: pani zamknie oczy. Ale też nie miałam pojęcia, gdzie Sadownik mnie wiezie. Uśmiechał się tajemniczo. Postawiłam tylko jeden warunek: ma być dobre. I? I!

Łzę wzruszenia powstrzymałam, bo głupio trochę by było, wszystkie stoliki wokół nas były zajęte. Z wrażenia nie mogłam znaleźć słowa, co by dało Sadownikowi znać, dobrze jest czy źle. Bo! Bo?

Dlaczego nam Polakom tak ciężko? Bo wiadomo, położenie geopolityczne beznadziejne, rząd fatalny, fiskusy, zusy, srusy, prawda? Nooooo! A tu, proszę, Hindusi, nie będąc „u siebie”,mając za nic geo-fiskuso-polityczne okoliczności, karmią z miłością ludzi! Poprosiłam Sadownika o sfotografowanie drugiej strony menu. Można? Można!

Curry House, karmią z miłością

*

Tylko my byliśmy w tym miejscu po raz pierwszy. Na pytanie: czy smakowało? przy każdym ze stolików podobna odpowiedź: jak zawsze było pyszne.

(1298+1). Poświątecznik (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mój ulubiony serwis z informacjami o ibukach ma wiele zalet. Można sobie odhaczyć ulubionych autorów, poczekać na inne ceny określonych tytułów (nie dorosłam do tej opcji), można mieć coś na oku, można też pomaszerować od razu do ulubionego działu. Reportaż. To właśnie tam szukałam. Nie znalazłam kilku tytułów, które papierem już wyszły. Poczekam. Napatoczyłam się za to na reportaż, co w czytaniu prawie w ogóle nie przypomina reportażu.

To książka, która przypomina o jedynej wspaniałej rzeczy, jaką można spotkać w Stanach Zjednoczonych — o systemie edukacji. Na takie wykłady? Zamyśliłam się. Ciekawe, kto poszedłby ze mną? Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

[...] ona wiedziała, że przetrwanie to sztuka. I właśnie tego chciała nauczyć swoich studentów.

*

     — To niesamowite, jak działa ludzki organizm — kontynuowała. — Nasze ciała troszczą się o nas przez całe życie. Troszczą się o nas, kiedy źle się czujemy i kiedy jesteśmy chorzy. Na sam koniec też to robią.

*

     — [Erik Erikson] Uważał, że rośniemy, rozwijamy się i zmieniamy przez całe życie — mówiła. — Nigdy nie zostajemy tacy sami. Każde doświadczenie kształtuje nas i zmienia.

*

Gdzieś po drodze po prostu przestała się bać — rodziców, życia, śmierci.

*

     — Dobrze jest żyć, prawda? — zwróciła się profesorka do studentów po zakończeniu sekcji, również do tych, którzy wybiegli na zewnątrz we łzach. — Czy zauważyliście, jacy jesteśmy delikatni? Nie powinniśmy uważać naszego życia za coś oczywistego.

*

Norma Bowe często mawiała, że wierzy w cud towarzyszący uwolnieniu swojej opowieści, niezależnie od tego, jak strasznej, i puszczeniu jej w świat. Powtarzała studentom, że wypowiedzenie historii na głos uwalnia inny rodzaj energii niż zapisanie jej na papierze czy wystukanie na klawiaturze komputera. Daj jej głos, a nigdy nie wiadomo, jakiego rodzaju dar otrzymasz w zamian.

*

Rzeczy, których się boisz, są albo poza twoją kontrolą, albo pozbawione znaczenia. Jedyne, nad czym masz kontrolę, to twoje działania i twoje reakcje na działania innych.

*

[...] Norma nigdy nie przeprasza za to, kim jest.

*

     — Możesz być wkurzony — wyjaśnił Jonathan — przygnębiony, odpychać ludzi od siebie, robić milion rzeczy, ale ostatecznie albo ruszysz do przodu, albo zaczniesz się cofać.

Erika, Hayasaki, Lekcje umierania. Prawdziwa historia o życiu,
PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

1298. Poświątecznik (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Biały Kruk woli powieści od reportaży, bo gdy w tych pierwszych dzieje się zło, to pociesza Seniora fakt, że to wszystko tylko wymyślone. Zgadało się na ten temat przy okazji nieszczęsnej powieści, którą Biały Kruk ma zamiar szturchnąć pazurem swym, a Jabłoń twierdzi, że strata czasu i humoru.

Jabłoń woli reportaż od powieści, bo gdy w tych drugich dzieje się zło, to ona wie, że w jakimś sensie wydarzyło się właśnie i bardzo smutno jej się robi, że niby co, mało na świecie zła?

***

Czasem do znajomości trzeba dojrzeć. Czasem zabiera to dużo czasu. Czasem ludzie rodzą się w różnych czasoprzestrzeniach, ale to nie znaczy, że nie może nadejść właściwy czas spotkania i zachwytu. Tak jest z Jabłonią i Mamą Muminków. Pierwsza poznaje tę ostatnią od końca. Biografią po troszeczku raczy się.

Każda sztuka wymaga biegłości, ale też radości tworzenia”. Tove Jansson przez całe życie pracowała nad sobą, jako artystka, pisarka i jako człowiek.
     „Praca i miłość” to jej ulubiona maksyma
[...] (dewiza sformułowana przez Tove głosiła: Labora et amare, a powinna raczej brzmieć Labora et ama, co znaczy pracuj i kochaj).

Boel Westin, Tove Jansson. Mama Muminków,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

W Wielką Sobotę zarządziliśmy ranek poza Świętami, czyli kawa na mieście i czytanie. Gdy już rozsiadłam się wygodnie w fotelu, dotarło do mnie, że kundel został w domu. Na szczęście w plecaku był odebrany papier, co nie był łaskaw ukazać się w wersji elektronicznej. Błogosławiony druk! Miło było wrócić na chwilę do przerzucania rzeczywistych kartek, delektować się marginesami i interlinią. Bo to książką do degustacji. Subtelna. Nastroje. Uczucia. Emocje. Nadzieje. Strachy. Lachy. Międzyludzie. Nic w tej książce grubą linią nie zostało nakreślone. Przewrotna, od tytułu poczynając. To jest powieść, po której nie muszę się leczyć.

     — Proszę nie mieć mi za złe, panno Kling — kontynuowała Anna — ale w pewnym sensie urzeka mnie, że nigdy nie mówi pani tego, czego się po pani oczekuje, że — proszę wybaczyć — nie ma w tym nic z tak zwanej uprzejmości... Uprzejmość bywa niekiedy czymś w rodzaju oszustwa, prawda? Rozumiem pani, co mam na myśli?
     — Tak. Rozumiem.

*

     — Jedno sobie zapamiętaj — powiedziała na odchodne. — Pogodzenie się z czymś nie musi oznaczać, że się poddajemy.

*

     — Katri, proszę teraz posłuchać, co ja mam pani do powiedzenia. Otóż wolę być oszukiwana, niż bez przerwy kogoś podejrzewać.

*

     — Ładna linia — powiedziała.
     — To jest nadburcie — wyjaśnił Mats.
     Pokiwała głową.
     — Dobre słowo. Czy zastanawiałeś się nad urodą i rzeczowością fachowej terminologii? Nad nazwami zawodów, narzędzi, kolorów...

Tove Jansson, Uczciwa oszustka,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

piątek, kwietnia 03, 2015

1297. Niech!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wie pani, najbardziej nie znoszę, gdy ktoś mówi mi: będzie dobrze. Bo niby skąd ma tę pewność?

będzie dobrze! i pozamiatane. nie spotkają się. ktoś nie chce przyjąć do wiadomości trudnej rzeczywistości... ktoś nie chce słyszeć o doświadczeniu chorego... mentalnie zostawia go, porzuca, unicestwia jego aktualną percepcję świata i życia... nie chce o tym mówić... nie chce o tym słyszeć... zaprzecza powadze sytuacji... ucieka przed własną bezradnością, strachem... udaje... nie będzie dobrze, jest źle. i nie wolno o tym wspominać.

Wolałabym, by powiedziała: niech będzie dobrze.

tylko jedno dodatkowe słowo. i dzieje się magia. można się spotkać... nie trzeba zaprzeczać, że sytuacja jest bardzo poważna... że nie wiemy, ile czasu nam zostało... możemy, choć nie musimy, rozmawiać... jesteśmy razem i mamy nadzieję.

*

To była Wielka Lekcja w Wielki Piątek.
Dziękuję całym sercem za zaszczyt usłyszenia tych słów osobiście.

zamiast:
będzie dobrze!

powiedz:
niech będzie dobrze!

na tym blogu chyba nie było ważniejszych słów.

czwartek, kwietnia 02, 2015

1296. Maminsynek

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik i Jabłoń:
(w temacie świątecznej listy zakupów)

Jabłoń:
(wymienia, co ma w planie zrobić
i że bardziej palcem nie ruszy
)

Sadownik:
Ty miałaś „takie” w repertuarze,
czy to mamusia?

*

Ciasto. „Takie”. Postanowiono. Też będzie.

na niebiesko, bo 2 kwietnia,
Światowy Dzień Świadomości Autyzmu
.

1295. w korpo nie robię, czyżby?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

są tacy, co w korpo robią. zadowoleni. patrzysz i myślisz, no tak, albo są na wysokich stanowiskach, albo jeszcze zdrowie nie upomniało się o swoje, pustki jeszcze nie poczuli w sobie. robi się lżej. bo przecież ty w korpo nigdy w życiu. ja też nie. a może zawiść przez nas przemawia?

są tacy, co w korpo robili. wyszli o własnych siłach, z własnej lub cudzej woli. mają inny plan na swoje życie, albo cv gdzie indziej ślą. może do większej, innej korpo, bo jeszcze nie mają dość? możesz z czystym sumieniem powiedzieć: a nie mówiłam, bo przecież ty w korpo nigdy w życiu. ja też nie. a może jednak ty, ja i zawiść?

są tacy, co w korpo nigdy nie robili. nie planują. szczycą się kręgosłupem zbudowanym z właściwych wartości, co przyświecają im od zawsze. dumni siłą, co od korpo trzyma ich z daleka. ty? ja? czyżby?

*

no to co jeszcze musisz w tym życiu? posadzić drzewo a najlepiej las, wybudować dom, potomka nie jednego mieć, doktoraty, embieje, własną firmę, stajnię mieć, rentierem być — wszystko to najlepiej przed trzydziestką, jakby inaczej. co jeszcze? bo z mej mało wymagającej wyobraźni tylko tyle udało się wycisnąć. oczywiście, musisz. nie! przecież nauczyłeś się słowo „muszę” zamieniać na „chcę”, bo przecież chcesz i drzewa, i lasu, i domu i te de, prawda? zdrowe podejście przecież do życia masz. tyle, że... dotarło do mnie... w ten sposób we własnym wewnętrznym korpo robimy. nie ma człowieka co w korpo choć przez chwilę nie robił, nawet jeśli było tylko jednoosobowym miejscem pracy. w każdym razie kamieniem pierwsza nie rzucę.

*

przypomniało mi się, że zawsze na święta miałam listę rzeczy, które chciałabym zrobić, by nadgonić to i owo. w nadchodzący świąteczny dla jednych czas, dla mnie po prostu wolny, po raz pierwszy nie mam takiej listy — nie będę robić świątecznie w korpo wewnętrznym. czego i Tobie życzę, nie tylko w świąteczny czas.

przypomniało mi się, że zawsze na święta miałam listę rzeczy i uśmiecham się, bo ktoś mądrzejszy we mnie zawsze bojkotował większą jej część — jest we mnie kawałek co nigdy w żadnym korpo nie robił. za nim zamierzam podążać.

*

niebiesko, nie dlatego, że profesjonalnie.
na niebiesko, bo 2 kwietnia.

środa, kwietnia 01, 2015

1294.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ktoś z miejsca o krótkiej, soczystej nazwie do mnie wlazł. Czasem lubię odbyć drogę w odwrotnym kierunku. Zaszłam w miejsce o ciekawej nazwie: rdza.blox.pl. Z przyjemnością przeczytałam o książce, którą w czasach przedblogowych chapnęłam zębem własnym. Uśmiechnęłam się na wyobrażenie, jak Autorka bloga do Wrzenia Świata trafiła, kawy nie wypiła, ale książkę nabyła.

Odtruć się po powieści chciałam jak najszybciej, więc jeszcze przed pracą w poniedziałkowy ranek klik, klik, pyk, pyk i książkę, co ją Autorka nabyła, na moim kundlu miałam. No i nową serię, dzięki Autorce, odkryłam przy okazji.

Wczoraj skończyłam. Gnałam z czytaniem, bo byłam bardzo ciekawa „trzydzieści pięć lat później” i muszę przyznać, że poraziło mnie to nie mniej niż cała historia.

Odtrułam się po powieści. Pozostałam zamyślona z jakimś nieokreślonym bliżej przeczuciem, odczuciem, wrażeniem. Niech się kluje, nim zamieni się w działanie, czyn, fakt.

Czy uwierzą Państwo, że w 1979 roku w Polsce — w Sandomierzu — zakończył się proces o zbrodnię, której miara kryminalna, obyczajowa i prawna przerastała wszystko, co znał ówczesny świat?
     A co znał?
     Zabójstwo Kennedy’ego, porwanie i śmierć Aldo Moro oraz masakrę w Jonestown.

     [...]
     W wigilijną noc 1976 roku we wsi Połaniec w świetle reflektorów autobusu bestialsko zamordowano trzech mieszkańców wsi Zrębin. Potem nieudolnie upozorowano wypadek. Świadkami zabójstwa było co najmniej trzydzieści osób — mieszkańców wsi, którzy siedzieli w autobusie i oglądali zbrodnię przez okno. Jeszcze tej samej nocy wszyscy złożyli śluby milczenia. Sprawcom niemal udało się zataić sprawę.

Mariusz Szczygieł (red.), 100/XX. Antologia polskiego reportażu
XX wieku
, tom 2, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

***

Spytano kiedyś Halinę Bortnowską (która od lat tłumaczy nam, dlaczego wyrok śmierci jest złem), czy za zbrodnię powinna być kara. „Tak — odpowiedziała — ale kara, która jest naprawianiem. Powinno się prowadzić człowieka tak, by zrozumiał, co uczynił. Człowiek powinien być zamknięty, by nie stanowił zagrożenia, ale jednocześnie mógł coś zrobić, by pomóc innym. Nawet jeśli ktoś zrobił coś strasznego, to kara śmierci tego nie naprawi. A rzeczywista sprawiedliwość, która ludzi umacnia i pociesza, to sprawiedliwość w naprawianiu, a nie zemście.

*

     — Czy w Zrębinie ludzie chcą rozmawiać na temat sprawy?
     — Ludzie się trzęsą, bo oskarżeni mogą wyjść wolni.
     — We wsi wiedzą, że Wojda był ławnikiem?
     — Tak, Wojda miał ciągnik, liczył się jako Bóg i znawca prawa.

*

A prawdziwa prawda — pan redaktor pyta? Człowiek w strachu o prawdzie zapomni, ciała broni.

*

     — Ogarnął mnie lęk — powiada. — Swoi zaczęli mnie straszyć.
     Co to jest lęk? To jest to, co on czuje, a czego nie potrafi nazwać. Objaśni, co to są grabie albo chleb z kiełbasą — ale lęk?
     Zastanawia się: — Może lęk to to, że wszyscy się od człowieka odwracają?

*

Wojda przestał ziewać. Już kilkakrotnie usłyszał, jak biegł za Krysią w pole, jak na głowę Miecia naprowadzał fiata. Coś się zacięło w sprawnie działającym mechanizmie do zamykania ludziom gęby przed sądem.

*

Największe poruszenie na sali wywołał dialog:
     Sędzia przewodniczący: — Czy panią nie zainteresowało to, że za autobusem leży obnażona kobieta, którą oświetlają latarkami?
     Świadek: — Nie... A co mi tam...
     Sędzia: — A gdyby tam leżała krowa?
     Świadek: — A, krowa to co innego!

*

Tu zaś mamy przestępstwo zbiorowe — zabójstwo i milczenie wokół niego.

*

Pan mnie też krzywdzisz. Łuka, mówisz mi, że tyle sędziów tę sprawę przemyślało, to chyba oni się nie mylą. A ja mam już gotową odpowiedź: te sędzie to ludzie z teorią! Nie mają praktyki w poznawaniu rozumu chłopa!

*

Czas płynie.
Pytam ludzi: co to znaczy moralność?
Słyszę: a po co to komu wiedzieć?

Wiesław Łuka, Nie oświadczam się,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2014.

wtorek, marca 31, 2015

1293.

usłyszałam dzisiaj z rana. zamyśliłam się.

moje słabości są największą moją siłą

miałam się nie podnieść. poddać. pozostać na dnie rozpaczy.
ile razy? patrzę po latach i widzę, że podniosłam się.
zwyciężyłam. odbiłam się od dna. nie jeden raz.

upadnę, przegram, dotknę dna, wiem.
przydarzy mi się to tysiące razy, bym mogła
podnieść się i iść dalej... moją drogą.

1292. u- czy z- mysł?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tylko jedna literka inna, a doświadczanie życia diametralnie inne, pomyślało mi się.

*

mego u-mysł-u z-mysł-y moje czasem nie kumają.
nie przepraszają za to. nie wstydzą się tego.
bezwstydnie mają moc.

u-mysł twierdzi, że sąsiadów trzeba za mega łomolenie przeprosić.
z-mysły-y zaś pasą się od niedzieli tym… i musi być głośno, cholernie głośno!

Hozier, Angel of Small Death & the Codeine Scene.

*

sama, oczywiście, bym na ten kawałek nie wpadła. wszystko przez Brr! nie cichutko, nie, nie, nie! głośno, bardzo głośno, szczególnie od 0:50. z-mysł-y moje zachwycone!

poniedziałek, marca 30, 2015

1291. Takim książkom mówię nie!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tygodnik opiniotwórczy. W dziale z kulturą recenzja. Podkusiło mnie. Nabyłam książkę. Przeniosłam na kundla. Czytałam. I niech to jasna cholera! Przeczytałam do końca, licząc na to, że może znajdę choć jeden powód, dla którego warto sięgnąć po tę książkę. Skończyłam. I pozostał mi niesmak. Pomniejszony o to, że zakończenie książki traktuję jako otwarte.

Niesmak na dnie serca. Dopełniłam go, oglądając wczoraj wieczorem razem z Sadownikiem Sponsoring Szumowskiej. I już wiedziałam, jaki smak ten niesmak ma. Książkę i film — w moim świecie — łączy samotność i klasowość. Możemy sobie śnić o lepszym życiu społecznym, ile chcemy. Jako społeczeństwo bogatego kraju chorujemy na samotność, klasowość i jeszcze większą samotność, bo w tłumie, w rodzinie, wśród bliskich. Czytać o tym nie zamierzam, zwłaszcza gdy w literkach stereotyp goni stereotyp. Bezradności, bezmyślności jest wystarczająco dużo w realnym świecie, bez stwarzania dodatkowych fikcyjnych dusz i ludzkich dramatów. Chciałoby się zmienić w tytule jedną literkę, by uzyskać ten właściwy, czyli Nieważność.

Ale, ale. Okładka przepiękna. No i rozmarzyłam się, bo chętnie spotkałabym kogoś, kogo ta książka zachwyciła.

     — Projekty — ożywiła się Zuzanna. — Więc też je macie.
— Oczywiście. Projekty, granty, rezydencje. Całe życie można spędzić na wypełnianiu wniosków. — Roześmiał się.

*

     — Po prostu lubię... słowa. Takie hobby, jak tropienie zwierząt.

*

[...] patrzyła na domy; każdy zawierał jakieś losy, aktualne, szczęśliwe i straszne.

Julia Fiedorczuk, Nieważkość,
Marginesy, Warszawa 2015.

piątek, marca 27, 2015

1289.

życie i tak cię w końcu zabije!
bez żadnej taryfy ulgowej dla
     grzecznych,
     miłych,
     dobrych,
     uczynnych
     dziewczynek
     w każdym wieku.
nim tak się stanie,
niech będzie naprawdę twoje!

1288.

wsunęła dłoń w jego dłoń.
nim zrobili wspólnie krok.

policzyła prawdopodobieństwo tego zdarzenia,
     że ona, że on,
     że tam i wtedy,
     że zaufali sobie nawzajem,
     że uwierzyli we wspólną przyszłość,
     że wciąż chce im się ją budować,
     że dziś jej dłoń w jego dłoni.
wyszło mniejsze niż na wygraną w totka.

czyli wygrywają co dnia.
pomyślała. delektując się chwilą.

*

a poza tym... zabiera mnie, wzrusza, porusza, pochłania... aż do łez:

Diana Krall, If I Take You Home Tonight,
z albumu Wallflower, 2014.

czwartek, marca 26, 2015

1287. filozoficzne (?) pytanie bez odpowiedzi

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

napadło mnie ciekawe pytanie. na które nie znam odpowiedzi. ale zadziwia mnie ogromnie. może ktoś, kto tu zagląda, zna odpowiedź.

dlaczego ludziom tak często
seks myli się z intymnością,
a intymność z seksem?

*

ciekawe, czy to już tak będzie, że Jabłoń nawet roboczych, tymczasowych odpowiedzi nie ma, a zamiast pozostaje jej tylko zadziwienie.

1286.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

jechałam rano na staż. mogłam głowy znad książki nie podnieść. mogłam. ale podniosłam. między przystankami w oknie tramwaju zobaczyłam coś fantastycznego. podjęłam decyzję, że jak będę wracać zatrzymam się i zrobię focię. zrobiłam.

zamyśliłam się. gdy już z fotografią w kieszeni siedziałam w tramwaju. w moim przypadku pierwszy krok jest bardzo często krokiem w tył...

środa, marca 25, 2015

1285. Owoce spisku rodzinnego

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

spiskowałam. za plecami Bliźniaczej Liczby. pierwszy raz. nie mogę obiecać, że ostatni. język za zębami trzymałam. dwa–trzy tygodnie? jakoś tak.

bo wszystko przez mężczyzna. całe zło na świecie! o, o, o! zagalopowałam się. choć fakt, że początek tej historii to mężczyzna — a w zasadzie Jego zachwyt.

Zalo zamówił u mnie polską wersję książki. w tajemnicy. by Bliźniaczej Liczbie niespodziankę zrobić. bo Bliźniacza Liczba muuuuusi tę książkę przeczytać. a skoro tak, to bliźniaczo ja też się poczuwam. zakupiłam dwa egzemplarze. w papierze, bo wtedy nie było jeszcze wersji elektronicznej. jedną dla Bliźniaczej Liczby, jedną dla mnie i Sadownika.

kruszyna, nie książka. piękne ilustracje ma, więc nie gniewam się, że w papierze ją mamy. gdy książka do Bliźniaczego domu dotarła, wzięłam się za nasz egzemplarz.

pierwsze trzydzieści stron trzymał mnie przy czytaniu wyłącznie Zalowy zachwyt tą książką. nie da się spamiętać wszystkich nazw własnych, nie da się wyobrazić sobie topologii miejsc. jest się niczym dziecko we mgle. pierwszej w życiu mgle. i trzeba dać się zgubić, porwać, inaczej nic z tego czytania nie będzie. a człowiek broni się, jak może. daję słowo.

po pięćdziesięciu stronach łapie się pomysł i zachwytem go się obdarza, i nie można już oderwać się. choć to kompletnie nie moje zaułki literatury, wzruszyłam się pięknie, w upragniony sposób, nie raz i połykałam stronę za stronicą, zdanie za zdaniem. delektowałam się do ostatniego słowa. to nie książka, to etiuda na uczucia, przeczucia i orkiestrę „się”.

z przyjemnością czekam teraz na wrażenia Bliźniaczej Liczby i Sadownika.

     — Czytelnicy spodziewają się pewnych rzeczy — powtórzyłem. — Ludzie przeczytają to i poczują się zawiedzeni. Opowieść nie dostarcza tego, co powinna dawać normalna literatura.
     Wtedy Vi powiedziała coś, co zapamiętałem na zawsze.
     — Pieprzyć ich — stwierdziła. — Dla nich historie pisze się cały czas. A co ze mną? Gdzie są teksty dla takich jak ja?

*

To jest dla tych wszystkich lekko poszkodowanych.

(Nate Taylor, źródło)

Zeszła ze ścieżki poprawnego biegu spraw. Najpierw doprowadzasz do porządku siebie. Potem swój dom. Następnie swój kawałek nieba...
     Cóż, wtedy nie wiedziała dokładnie co się działo potem. Miała jednak nadzieję, że po
tym świat weźmie się do roboty, jak odpowiednio złożony werk zegarka potraktowanego olejem.

*

Innym razem ta świadomość mogłaby wyrzucić ją, wirującą gniewnie, poza nawias prawdziwości. Spoconą i zakręconą ponad wszelką nadzieję. Ale nie dzisiaj. Wobec leżącej przed nią tak cudownej prawdy. Wobec wszystkiego nagle tak prostego, żeby mogła to dostrzec. Trzy rzeczy są łatwe, jeśli wiesz, o co im chodzi.

*

A kiedy jej wzrok padł na pierścień na stole, pojęła, że już tu nie należy. Miał prawo iść, dokąd mu się podoba.

*

Jednak niektórych rzeczy nie można po prostu pośpieszać. Auri wiedziała to na pewno.

Patrick Rothfuss, Muzyka milczącego świata,
(tłum. Mirosław P. Jabłoński),
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, marca 24, 2015

1284. Drzewny sen

Jabłoń:
Śnił mi się seks.

Sadownik:
Dośniłaś do końca?

*

Te słowa padły w niedzielny poranek. Do dziś zadziwia mnie i urzeka wielowymiarowość tej krótkiej wymiany zdań. Prawda. Troska. Poczucie humoru. Wszystko w tej relacji jest.

1283. Wsparcie dla Studenta

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Studenta wspiera świat. Najpierw zadzwoniła koleżanka od Łona. Miejsce na wystawę ma. I pomysł ma, by po niej zrobić proces grupowy w ramach POP-Kreacji w tym roku. I co ja na to? Co na to Sadownik? Weszliśmy w to. Klamka zapadła.

Głosem, wrażliwością, interpretacją Diany Krall obdarowała mnie Gepardzica. Nie sądzę, by przypuszczała, jak bardzo wsparła dyplom Studenta. Modelina zasłuchana w płytę nie marudziła, że już nie może, że drętwieje jej to i owo, że kiedy koniec, bo nie da już rady! Modelina w fotograficznie pożądanym bezruchu słuchała i delektowała się szczęściem.

Mam absolutnego fioła na punkcie tego wykonania...
Przemienia mnie od pierwszego taktu, słowa, pauzy.

Diana Krall, Sorry Seems to Be the Hardest Word,
z albumu Wallflower, 2014.

1282. Psychoza XXI wieku?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Reportaż. O czymś, o czym zielonego pojęcia nie mam. O czymś, na temat czego każdy z nas jakieś zdanie ma — nawet jeśli go to nie dotyczy. Bo taki to już kraj, że zdanie trzeba mieć. A im mniej się wie, tym łatwiej trwać przy własnym osądzie, poglądzie, prawdzie jedynej.

Reportaż. Gatunek literacki, który był jednym z powodów zakupu kundla, by nie trzymać wszystkich tych książek na półkach. Trafił się. Na temat, od czasu do czasu aktualny w kraju.

Zaczęłam w niedzielę. Przeczytałam o rzeczach, które nie mieszczą mi się w głowie. Przeczytałam o rzeczach, które mieszczą się w niej dość swobodnie. Jedna z bohaterek reportażu mówi: chcemy żyć jak normalni ludzie. Tyle że dla mnie to zdanie nie jest o prawach i wolnościach, ale o histerycznym, dziecinnym tupaniu nogami.

Pozostałam po tej książce z dwoma wrażeniami. Jedno to zadziwienie, bo kto by pomyślał, że wielki, stu- dwustuletni sen o demokracji, ciepłej wodzie w każdym domu czy prawach człowieka zamieni się w koszmar o konsumpcjonizmie i „należy mi się” za wszelką cenę, nie tylko finansową. Mentalnie, szczury w klatkach a nie ludzie, pomyślałam, czytając, nie raz.

Drugie wrażenie dotyczy ogromu dylematów etycznych czy filozoficznych, które ludzkość stworzyła. Jesteśmy nieskończeni w pomysłowości, przewrotności i posługiwaniu się logiką, by uzyskać określony efekt. Dylematy są ogromne. Z wielu nie zdawałam sobie sprawy. Kamieniem nie rzucę.

*

     — Wydaje ci się, że zadajesz wszystkie pytania, które trzeba zadać, ale potem okazuje się, że nie zadałaś najważniejszych. Tych, które zada twoje dziecko.

*

Ku zaskoczeniu wszystkich sąd [w Izraelu] postanowił jednak wznowić postępowanie i wydał drugi wyrok, w którym odwrócił logikę, stwierdzając: „Rodzicielstwo jest podstawową egzystencjalną wartością zarówno dla jednostek, jak i dla społeczeństwa. Dla kontrastu, nie ma żadnej wartości w nieposiadaniu dziecka”.

*

Wyzwaniem stały się sytuacje, w których pary chcą skorzystać z zarodka obciążonego chorobą. W Wielkiej Brytanii pewna heteroseksualna, głucha para urodziła poczęte naturalnie głuche dziecko. Gdy zaczęli planować drugie, okazało się, że będą musieli skorzystać z in vitro, chcieli więc wybrać zarodki z genetyczną głuchotą. HFEA się temu sprzeciwiła, uważała, że zarodek z chorobą nie powinien być użyty. Zdaniem pary takie stanowisko oznacza, że życie głuchych jest warte mniej niż życie ludzi zdrowych.

*

Izrael jest krajem, w którym ten, kto nie ma dzieci, nie jest w pełni osobą.

*

[Sara Franklin] zwróciła uwagę na sposób, w jaki kobiety doświadczają leczenia niepłodności. Niekończące się wizyty lekarskie, badania, przygotowania, emocjonalne huśtawki sprawiają, że leczenie niejako przejmuje kontrolę nad życiem kobiety i staje się sposobem życia. Oprócz obciążenia fizycznego i psychicznego daje też złudne poczucie działania i wpływania na swoje życie. Pojawia się wewnętrzny przymus ciągłego próbowania. Pomimo porażek, które stają się nieodłączną częścią leczenia, kobiety chcą dalej próbować wszystkiego, aby móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: zrobiłam, co mogłam. To z kolei staje się pułapką, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejny raz nie przyniesie jednak sukcesu. Stąd poczucie, że dostępność medycyny reprodukcyjnej jest również w jakimś sensie przekleństwem.

*

Nie zmieniło się nic i zmieniło się wszystko. Moje uczucia zostają takie same.

*

[…] nie warto mieć tajemnic w rodzinie. Kłamstwo to trucizna. Trzeba się liczyć z tym, że w jakiś sposób, prawda wyjdzie na jaw. I co wtedy?

Karolina Domagalska, Nie przeproszę, że urodziłam. Historie
rodzin z
in vitro, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

poniedziałek, marca 23, 2015

(1277+4). Bez Muminków

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jasny gwint! Czy można napisać piękną książkę, w której fabuła nie ma większego znaczenia? W której istotą jest atmosfera i to co między słowami? To, co między dwójką ludzi, pojawia się na bardzo krótką chwilę i może pozostać zupełnie niezauważone? Można!

Można napisać. I aż chce się powiedzieć, że trzeba przeczytać. Wyjątkowo zgadzam się ze słowami Philipa Teira, który popełnił następujące słowa w przedmowie: Oto fikcja, która przestaje być fikcją, niemal po pierwszym zdaniu. Bo przecież znasz to uczucie, wrażenie...

[...] marnował podróże na tęsknoty za domem.

*

     — Rozumiesz, o czym mówię, rozumiesz, że człowieka na to nie stać, nie ma czasu, by się tak śpieszyć.

*

[...] rośliny oznaczały dla mnie odpowiedzialność na całe życie; albo mają za dużo, albo za mało wody, nigdy nie wiadomo.

*

Bar jest czymś specjalnym, prawda? Takie miejsce dla przypadku, dla wszelkich możliwości, schronienie na trudnym przejściu między tym, co się powinno, a tym co się musi.

*

Pustki nie może odzwierciedlić ktoś, kto nigdy nie znalazł się w pustce i nie obserwował jej bardzo dokładnie. To, co skazane na zatratę, jest ogromnie piękne.

*

[...] czasami ludzie przychodzą każde ze swojej strony i idą kawałek obok siebie. Wtedy wpływa się nawzajem na swoje tory.

*

Wyjazd rzadko jest tym, co zaplanowano.

*

Nie mieszał wdzięczności za to, co posiadał, z tym, czego pragnął.

*

Wiem, wiem, pamięć cofa się nocą, przedziera się przez wszystko, nie oszczędzając najmniejszego szczegółu — że nie miało się odwagi, że dokonało się złego wyboru, było się nietaktownym, nieczułym, karygodnie nieuważnym — i te katastrofy, te gafy, idiotyczne wypowiedzi nie do odwołania, o których każdy oprócz ciebie dawno zapomniał! Jakieś to niesprawiedliwe, że dopiero wieczorem człowiek otrzymuje nieskalaną pamięć, tyle że odwróconą?!

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

sobota, marca 21, 2015

(1277+3).

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

A gdy fotografujesz? Znam twoje zdjęcia, obrazy momentów wypełnionych czułością i okrucieństwem, czymkolwiek, ale każde z nich jest w pewien sposób obrazem Ciebie; czyż nie tak jest?

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

(1277+2).

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Usiądź i popatrz na mnie. Czy ty się mnie boisz?
     — Boję się, że cię zawiodę.
     — Jedyne, czego się boisz — ciągnęła Elena — to tego, że to twoja wina. Wszystko jest przez ciebie tak długo, jak żyjesz, i dlatego nigdy nie można być przy tobie szczęśliwym. Nie chcę z tobą nigdzie jechać, dopóki nie przestaniesz myśleć, że powinnaś być gdzie indziej.

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

1278. No nie!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

statystycznie
w Polsce
kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn.
     — i co z tego? — pomyślałam widząc na własne oczy obrazek ruchomy z życia wzięty.

komisja akredytacyjna.
trzech członków. sami faceci.
przy stole już siedzą.
herbatunię już niesie pani kilka lat temu habilitowana. za nią inna „doktórka” następną herbatunię dla kolejnego członka donosi.
     — to po to się habilitację robi? — oniemiała z wrażenia zapytałam samą siebie w duchu patrzając na obrazek ruchomy z życia wzięty.

*

po wszystkim, czyli serii pytań, odpowiedzi, mentalnych baczność, spocznij. po braku decyzji, czy członek chce być złym policjantem czy dobrym wujkiem. po wszystkim, gdy poszli gdzie indziej ciężko pracować, już nie na naszych oczach. znaczy się po. poinformowałam lepiej wykształconą, że flaki mi się przewracały, jak na to patrzyłam.

byłam jedyną osobą, którą to ruszyło. za to dowiedziałam się. (a) że przecież to normalne, że herbatunię jedni ludzie innym podają. (b) one sobie coś „załatwiały” w ten sposób. dowiedziałam się o tym z ust innych kobiet.

tylko pogratulować.

piątek, marca 20, 2015

1277.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

obcowanie
ze skończonością

uczy pokory,
     mądrego
     lub choćby
     mądrzejszego
bycia.

*

Jeśli będę miał sześcioro dzieci, pięcioro będzie artystami, szósty najgłupszy, może zostać dyrektorem banku, biologiem albo lekarzem.

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

*

obcowanie
ze skończonością

uczy mnie.

nie tylko pokory.

środa, marca 18, 2015

1276.

Nie możesz zmienić siebie.
Jedyne co możesz, to poznać siebie.
Powiedział dziś Akuszer.

Uśmiechnęłam się w zachwycie, a może z ulgą, może z przekorą wobec tych, co jednak próbowali zmieniać i mieli pretensje, że materiał oporny. Uśmiechałam się od ucha do ucha. Ba, teraz też się uśmiecham. Do siebie. Do Świata. Do wszystkiego co za mną. Do tego co przede mną.

1275.

// po-superwizyjna perełka:

zapisałam równym pismem w zeszyciku w niedzielę. zgeneralizowałam.

tworzę... miejsca, relacje, chwile... co najmniej współtworzę.
tworzę... czyli decyduję o kształcie, charakterze, rysie, smaku i...
nikt inny nie robi tego za mnie, nawet jeśli myślę, że nie mam na nic wpływu.

*

miejsca... które trochę bojkotuję, trochę olewam, trochę traktuję po macoszemu. bo. przecież. dlatego że. olśniło mnie.

właśnie te miejsca... małe chwilowe ojczyzny mojej Duszy na Drodze ku Czemuś Większemu... nim je porzucę, zostawię za sobą, nim z wdzięcznością umieszczę je w czasie przeszłym... te miejsca... wolę tworzyć. uznałam.

niedziela, marca 15, 2015

1274. tu & too

Sadownik:
(kieruje samochodem)

Ann, Greg & Jabłoń:
(w roli pasażerów)

Jabłoń:
(melduje o wolnych do parkowania miejscach)
tu...
(pokazuje na prawo)
tu...
(pokazuje na lewo)
tu.

Sadownik:
(jedzie)

Greg:
Too late...

Ann, Greg, Sadownik & Jabłoń:
(spędzili razem cudowny wieczór)

wtorek, marca 10, 2015

1271. Pytania (II)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na korytarzu usłyszałam, jak pytała kolegę:
     — Gdzie się spotkaliście?

Usłyszałam inaczej. Odniosłam do historii najważniejszego w mym życiu związku:
     — Gdzie się spotkaliśmy?
Uśmiechnęłam się na odpowiedź:
     — Spotkaliśmy się w… uśmiechu, smutku, poruszeniu, zwątpieniu, szczęściu, niepewności, odlocie bezgranicznym. Nie jeden raz. Jakie spotkaliśmy? My wciąż się spotykamy. Prawdziwie. Wciąż na nowo.

1270. Pytania (I)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Czy jest pani psychologiem klinicznym?
     — Nie. Jestem psychoterapeutką.
     — Acha… — westchnął.
     — Nie jestem psychologiem. Jestem psychoterapeutką. Podobnie jak jestem doktorem, ale nie lekarzem.

Cień zdziwienia zagościł na twarzy interlokutora.

Rozmowę o pagonach chyba mamy już za sobą.

niedziela, marca 08, 2015

1269. Podano zamiast Ciała

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(późnym popołudniem)
Jabłoń:
Potrzebuję emocji...
Pójdziesz ze mną do kina?

Sadownik:
Na co?

Jabłoń:
Na Ciało Szumowskiej.

Sadownik:
Takich emocji potrzebujesz? Dla mnie to za dużo.
Nie, nie pójdę dziś na ten film do kina, nawet z Tobą.

(za jakiś czas)

Sadownik:
Znalazłaś emocje?

Jabłoń:
Szukam.

Sadownik:
Zaraziłaś mnie.
To co obejrzymy?

Jabłoń:
Film, nie serial...

Sadownik:
To jesteśmy bliżej.

Jabłoń:
Coś, czego nie widzieliśmy jeszcze...

Sadownik:
Jesteśmy jeszcze bliżej!

(obejrzeli)

Whiplash, 2014.

Jabłoń:
Znalazłam to, czego szukałam!

*

To film o zjawisku zwanym autorytetem. Nie można go zdobyć, nie można go rozwijać, nie można go budować. Autorytetem można tylko być.

Można wybrać sobie Autorytet.
Można zostać wybranym.
Tylko i aż tyle.

To również film o tym, co w psychologii procesu nosi nazwę konfliktu z autorytetem. Fantastyczny film! Po prostu rewelka. Teraz rozumiem, dlaczego jakiś czas temu tak wielu ludzi mi o nim wspominało. Dziękuję.

czwartek, marca 05, 2015

1268. Stażystka

pierwszy dzień stażu. w mundurku pomykałam. poznając magię i moc kitla.

Jabłoń:
(opowiada o wrażeniach pierwszego dnia)

Sadownik:
Mogę zażartować?

Jabłoń:
Dawaj.

Sadownik:
Czy kupisz sobie mundur policjantki i kajdanki?

Jabłoń:
(śmieje się; doceniając, że mogą tak żartować)
Kajdanki, Kochanie. Koniecznie!

1267. Puk! Puk!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Lubię w sobie to Coś, co mądrzejsze jest ode mnie miliony, ba, tryliony razy.

Lubi mnie to Coś spotykać u zbiegu dwóch osiedlowych ścieżek. Jedna z nich, żadna kostka Bauma, lecz kwadratowe płyty chodnikowe. Druga, trylinka.

Idę wczoraj. Przy zmianie kształtów pod stopami Coś odezwało się:
     — Puk! Puk!
     — Tak?
     — Czy ty łapiesz, co się z tobą dzieje?

Gdy Coś pyta, to nie bez potrzeby. Pytanie może brzmieć trywialnie, ale znalezienie uczciwej odpowiedzi zawsze wymaga wewnętrznego zatrzymania. Odpowiedziałam:
     — Noooo, tak. Przede mną gna jeden zaplanowany na dziś „musiek”. Próbuję dotrzymać mu kroku wraz ze stadem „chcę”...
     — Ale co ty czujesz?
     — Co ja czuję? Emocje i uczucia nie dają rady dotrzymać narzuconego tempa. Tracą oddech. Wloką się wiele metrów za mną.
     — No właśnie!

Przytomnie zwolniłam. Przecież nie muszę gnać. Poczułam siebie. Odetchnęło Coś we mnie. Życie darem jest niebywałym. Moje życie ogromnym przywilejem dla mnie jest — poczułam, pomyślałam nie pierwszy raz. Brzmi fatalnie ta trywialna trywialność, ale jednocześnie jest to fakt.

Czasem wystarczy zwolnić, by dostrzec inną perspektywę.

*

Czy to się nazywa synchroniczność? Kto wie.

Też wczoraj. Osteo zapytał, a nigdy tego nie robi, jaka muzyka? Poprosiłam, by sam wybrał. No i proszę, wiedziałam, że ten kawałek jest dla mnie. Przyszedł za mną do domu i został. Łomolę.

Sara Taveres, Balancê.

balancê ye
balança ya

środa, marca 04, 2015

1266. Głos męża terapeutki

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
(wrócony z delegacji)
Mogę ci coś pokazać?

Jabłoń:
Dawaj.

Sadownik & Jabłoń:
(oglądają i płaczą ze śmiechu)

Kabaret PUK, Terapia małżeńska.

Sadownik:
(po obejrzeniu)
Ja chcę do takiego terapeuty!

Jabłoń:
(padła ze śmiechu)

(1261+4). Radości ciasnego umysłu

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jestem nie tylko niekulturalna i niesympatyczna, złośliwa, czy nierozumiejąca czasów, w których przyszło żyć młodym ludziom. Jestem również uparta i o wyjątkowo ciasnym rozumku. Niestety, śmiem twierdzić, że rozumek mam nieszczególnie ciaśniejszy niż średnia krajowa.

Ciasny jest jednak na tyle, że nie mam bezbrzeżnej otwartości, by odkrywać wszystkie nowe światy. Nie ma takiego urlopu, na którym postanowię rzucić się na powieści szpiegowskie, czy erotyczne powieści dla niewiast. No nie!

Prawda jest taka, że Miłoszewskiego postanowiłam ugryźć z trzech powodów. Pierwszy — robię wolne od „moich” książek, co wiadomymi ścieżkami chodzą. Drugi — słowa Autora na rozdaniu Paszportów Polityki. Trzeci — ciekawość, kryminał i przemoc domowa, ciekawe, bardzo ciekawe.

Wszystkie te trzy powody wraz z dwoma pierwszymi tomami „przygód” prokuratora Szackiego, w naturalnym sposób, doprowadziły mnie do tomu trzeciego. Starałam się zostawić sobie znaczącą jego część na lotniskowy czas, ale się nie udało. W sobotę w nocy było po wszystkim.

Podtrzymuję, że w pewnym sensie jest to książka edukacyjna, która z powodzeniem może zastąpić lekcje z przysposobienia do życia w rodzinie. Scena, gdy ofiara przychodzi do Szackiego, bezcenna i na szczęście fikcyjna.

Ta książka uświadomiła mi, że kryminały to forma baśni dla dorosłych lub doroślejszych. Czyli udając się na nieznany ląd, w sumie wylądowałam w świecie emocji, uczuć, afektów, innymi słowy, u siebie. Ciasny ten rozumek, oj ciasny.

Na koniec, zachwyciło mnie to, co innych nie zachwyca, otwarte zakończenie.

     — Ale statystyka kłamie. — Szacki uśmiechnął się delikatnie, jakby miał dobre wiadomości. — Obejmuje tylko zło ujawnione. Tak naprawdę przestępstw i krzywd jest znacznie więcej. Czasami nigdy nie wychodzą na jaw, ponieważ zbrodnie doskonałe dokonywane są codziennie. Czasami są to rzeczy zbyt drobne, żeby poszkodowani chcieli je zgłaszać. Najczęściej jednak, zło ukryte jest za podwójną kurtyną strachu i wstydu. To przemoc w rodzinie. Szkolne prześladowania. Mobbing w firmach. Gwałty. Molestowanie. Czarna liczba krzywd, których nie sposób policzyć. Was to też spotka. Jedna na pięć spośród siedzących tu dziewczyn będzie ofiarą gwałtu lub próby gwałtu. Będziecie się znęcali psychicznie nad partnerami, będziecie kraść pieniądze niedołężnym rodzicom. Dzieci będą kuliły się w łóżkach, słysząc wasze kroki na korytarzu. Wykorzystacie żonę, uznając, że to wasze prawo. Albo będziecie udawali, że krzyki bitych i gwałconych za ścianą was nie dotyczą, że nie ma co się mieszać w sprawy innych.

*

Miejsce urodzenia przestało go definiować i to było dobre.

*

W każdym razie wracałam z tego piekielnego spotkania, zajechałam na Orlen po kawę i spotkałam Agatę. Kojarzysz? Ta, która chodziła z facetem, który był później mężem Agnieszki, której wuj pracował przez chwilę z moim ojcem w Stomilu, opowiadałam ci kiedyś o tym ośrodku, gdzie złapałam kleszcza, prawda?

*

[...] podróż z żoną to tak naprawdę podróż służbowa.

*

     — Powiedz to.
     — Nie rozumiem.
     — Zamiast patrzeć na mnie wymownie, powiedz to słowami. Na pewno słyszałaś, że ludzie czasami stosują taki sposób komunikacji
.

*

     — Powtarzałam sto razy różnym osobom, powtórzę i panom: domowi oprawcy nie mają wyrzutów sumienia, gdyż w ich świecie te czyny nie są złe. Oni wykorzystują swoje święte prawo do dyscyplinowania, do wychowywania, do karania, do przywoływania do porządku. Zarządzają swoimi dwunożnymi nieruchomościami w sposób, jaki uznają za właściwy. Zazwyczaj są z tego dumni, o wyrzutach sumienia nie ma mowy, o wstydzie też nie.

*

[...] wielką naiwnością rodziców jest upieranie się, że znają swoje dzieci.

*

Kto przy zdrowych zmysłach spaliłby czarownicę mimochodem i bez promocji, tak, że większość miasta byłaby przekonana, że jakiś mały pożar wybuchł w centrum, ale chyba szybko go ugasili.

*

[...] w każdej grze można wygrać. Nawet jeśli karty są znaczone i jedna strona dyktuje reguły wedle uważania, i tak można wygrać.

*

[...] nie każda osoba, która doświadczyła przemocy jako dziecko, musi się stać ofiarą lub katem w dorosłym życiu. Ale wszyscy, którzy w dorosłym życiu zaczynają krzywdzić lub pozwalają się krzywdzić, byli ofiarami lub świadkami przemocy w dzieciństwie. Sto procent.

*

Szacki wszystko zauważał bardziej, każdy detal. Jakby chciał się nasycić, zanim pożegna się ze światem małych, śmiesznych rzeczy, których normalnie nie zauważamy, bo jesteśmy zbyt zaaferowani, zbyt poirytowani albo zbyt odkładający na później.

Zygmunt Miłoszewski, Gniew,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

1264. Soy así

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wczoraj. w drodze do ośrodka. krople deszczu na twarzy poczułam. niebo! tak smakuje doświadczanie nieba na ziemi. deszczu na twarzy nie miałam od tygodni. gdy tylko skończyłam zamieniać w myśl swój zachwyt, poczułam ukłucia topiących się igiełek. grad malutki. a potem śnieg. nie miałam pojęcia, że jeszcze się na to załapię przed wiosną.

*

też wczoraj. Sadownik wyjechany. a ja z myślą, że jest tylko jeden chłopiec na świecie, który rozumie mój zachwyt tą piosenką. łomoliłam. a Sadownik na to telefonicznie grzmiał. niech mnie ręka boska broni przed puszczeniem mu tego utworu. no to łomolę, póki męskie Serce Przytuliska jest poza domem. uśmiecham się, bo jest jeden mały Chłopiec na świecie, który mnie w tym zachwycie rozumie doskonale.

Soy así.

1263. Zimna suka uśmiecha się we mnie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tak. Jestem zimną suką.
Obrzydliwie zasadniczą. Tak.

Tak. Potrafię zrobić piekło. Jestem
niekulturalna i niesympatyczna. Tak.

Spóźniam się na wykłady minimum dwadzieścia minut. Nie.
Można o mnie powiedzieć wszystko, ale nie to, że się spóźniam.

W myśl unijnych przepisów studenci co semestr wypełniają ankietę oceniającą prowadzących zajęcia. W każdym semestrze studenci potrafią mnie zaskoczyć swoją diagnozą. Gołym okiem widać, że to „osoba prawdopodobnie z problemami natury psychicznej, należałoby skierować na badania”. Miał nosa człowiek, bo jak usłyszałam w grudniu — w zupełnie innych okolicznościach — normalni ludzie nie zostają terapeutami. Normalni, czyli jacy? Normalni, a ktoś chce taki być?

W każdym razie przy okazji pierwszego wykładu poinformowałam studentów, o tym co następuje.

Tak. Jestem zimną suką.
Obrzydliwie zasadniczą. Tak.

Tak. Potrafię zrobić piekło. Jestem
niekulturalna i niesympatyczna. Tak.

Spóźniam się na wykłady minimum dwadzieścia minut. No cóż, na to bym nawet nie próbowała liczyć.

Poinformowałam. Niech trawią do za tydzień, jaka suka im się trafiła. Swoje jednak wiem. Kilka lub kilkanaście osób z tego rocznika to fajne ludzie — będzie się z nimi wspaniale pracowało.

Zimna suka. Fantastyczna figura!

sobota, lutego 28, 2015

(1260+2). Bliźniaczy czas

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj z Bliźniaczym Małżeństwem wznieśliśmy toast za terapeutki i przyszłe terapeutki. Świętowaliśmy nasz wspólny czas i nasze plany na najbliższą przyszłość. Przywilejem ogromnym było móc siedzieć razem przy jednym stole.

*

(rodzinna kulturowo-gienderowo-seksistowsko-szowinistyczna potyczka,
argumenty padły, jeszcze parę minut podkręcania,
a wystarczyłoby podłożyć zapałkę i pożar gotowy
)

Zalo:
(śmiertelnie poważnie)
You should go shopping with her!

Sadownik:
Why?

Zalo:
Because you married her twin sister.

Bliźniacze Małżeństwa:
(ryknęły śmiechem)

Bliźniacza Liczba & Sadownik:
(poszli na zakupy)