środa, stycznia 29, 2020

3681. Pierwszy

Pierwszy, warszawski śnieg tej zimy, nim zamienił się w breję. Heniutka była nim zachwycona, gdy Sadownik obie nas wyprowadzał na mały rekonesans.

wtorek, stycznia 28, 2020

3680. Przypadkowo spotkane piękno

To, czego szukasz, szuka również Ciebie.
// Rumi

3679. 28/366

odnoszenie naczyń do kuchni, sznurowanie butów. patrzenie, jak pada deszcz. prawdziwe cuda, udające oczywistą, nudną codzienność.

28/366

3678. O szczęściu

Jabłoń:
(zdecydowanie wchodzi do gabinetu)
Przyszłam po czułość.

Pan Ciasteczko:
(wstał z fotela, odszedł metr od biurka)

Sadownik & Jabłoń:
(przytuleni do siebie,
śmieją się z zaistniałej sytuacji
)

Jabłoń:
(po kilku chwilach, obtulona i pogładzona)
Bo jak człowiek wie, że
jest kochany, to mu łatwiej.

(uśmiecha się oczami)
To pa!
(i… poszła chodzić)

poniedziałek, stycznia 27, 2020

3677. 27/366

moje życie ma się dużo lepiej od czasu, gdy przestałam trzymać się go tak kurczowo. oddycha pełną piersią i wcina garściami żelki w kształcie małych misiów. w wolnych chwilach, niby od niechcenia, palcem wskazującym pokazuje mi cuda dnia powszedniego.

27/366

niedziela, stycznia 26, 2020

3676. 26/366

siła i sprawność fizyczna — jej przypływy zachwycają mnie zawsze, a odpływy?

uczę się ich — jak z nimi być, jak nie być ich ofiarą, jak z nich korzystać, jak objąć całość tego doświadczenia.

pływy — wszystkie punkty odniesienia tracą sens i nie pozostaje nic innego, jak szukać wciąż od nowa, z uporem maniaka, sensu wszystkiego, co się wydarza.

26/366

*

Ktoś kiedyś powiedział, że życie to właśnie to, co się odbywa, gdy robimy inne plany.

*

Nieznane puka do drzwi każdego, prędzej czy później. To natura życia, jego dar, a zarazem największa zagadka.

Dorota Danielewicz, Droga Jana,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

3675. Chronos niedzielny (IV)

Jedną książkę czytam ze wstydem — nie jestem pewna, czy się do niej tu przyznam, gdy skończę. Drugą czytam po dziesięć stron dziennie, bo w swej doskonałości jest bardzo wymagająca intelektualnie (przy dobrych wiatrach za półtora miesiąca skończę). Trzecią, od dnia premiery kilka dni temu, czytam po troszku i powolutku, bo mocna i wymaga łapania oddechu — uruchamia uczucia, powoduje przeciekanie. Czwartą czytam dla czystej lewackiej przyjemności. Z piątej się uczę. Szóstą kontempluję. Każda z tych sześciu książek ma swój własny ze mną czas w ciągu dnia.

Między. Pomiędzy. Za Bargielską zatęskniłam. Rezerwę poznawczą buduję. Tomik! Nie wstrzeliłam się z jego czytaniem. Zimy nie ma, dziś nie środa — taki klimat i kalendarz, ale czytało się w zadumie. Wytrawne bardzo są te literki.

Ledwoś przebaczyła poprzednią,
przychodzi kolejna zima
.

*

Rano stoję na balkonie i przepowiadam sobie,
kto jest większy ode mnie (mąż, złoty lew, wielki
płaski żółw — uniosą mnie, uniosą)
.

*

Czy Big Bang to był tylko seks? Rodzajowa
pomyłka, drgnienie wskutek drgań
?

*

Ze względu na deszcz i inne wydarzenia
natury religijnej, byłyśmy jedynymi
spacerowiczkami w parku
[…]

*

Ani czy byłby nadal zainteresowany moją miłością
i w jakim wymiarze, niczego!
Ani czy ja go kocham,
czy też pozostajemy normalnie, zwyczajnie,
jak te anonimowe bułki w Panu Bogu na zawsze
.

*

Jeżeli miłość szuka potwierdzenia,
to dzisiaj jest środa
.

*

trochę entuzjastka, a trochę odkrywca,
że nie wszystkie dzieci dają się pochować
.

*

Po co to myć, jak zaraz znowu będzie brudne,
mówi deszcz. Bóg dał, ale po co, Bóg wziął, lecz dlaczego?
Jeszcze nie skończyły płakać kobiety, a już trzeba zacząć pytać.

Nie poznać nikogo z tych wspaniałych ludzi,
nie przeżyć z nimi tych popołudni, nie usłyszeć tych słów,
stać tam, gdzie się wtedy stało, jeśli akurat padało,
stać w deszczu – bylebyś nie umarł.
To jest najdokładniej to, o co nie należy prosić
.

*

Akurat w Jędrzejowie nic nie robiliśmy,
chociaż na wyjeździe liczy się podwójnie
.

*

Znienacka pojawiające się motyle lub tęcze
bierzesz za to, czym naprawdę są — zapowiedź nagłej śmierci,
twojej i twoich na wiele pokoleń we wszystkie możliwe strony
.

*

Zrobiłam miejsce na śmierć w swoim życiu,
odchyliłam kołdrę, koszulę, odemknęłam klatkę żeber.
Nie miałabym miejsca dla nikogo z was, gdybym nie zrobiła
miejsca śmierci. Póki nie zrobiłam miejsca śmierci,
dla nikogo z was nie miałam miejsca, nie łudźcie się
.

Justyna Bargielska, Dwa fiaty,
Biuro Literackie, Wrocław 2018.

3674. Chronos niedzielny (III)

Wczoraj Gepardzica wprowadziła w moje życie nowy, bardzo użyteczny relacyjnie termin: gówniana historia. To znaczy, na dzień dzisiejszy myślę o nim, jako o narzędziu, które wspaniale służyć może bliskim relacjom (do szefa bym z tym raczej nie wyskoczyła). Używać go należy w następujący sposób.

Receptura/procedura postępowania jest następująca:

składniki:
     ważna relacja (1 szt.)
     zgoda na pichcenie (2 szt. — po jednej na osobę)
     empatia i ciekawość (min. 3 g)
     humor (do smaku)

czas przygotowania wraz z konsumpcją:
     około 5–10 minut.

przygotowanie:
     Jedna z pichcących osób prosi: opowiedz mi swoją gównianą historię. Druga z pichcących osób daje niezłego czadu*, opowiadając o tym, co w jej mniemaniu myśli o niej pierwsza osoba. Konsumpcja następuje natychmiast i  polega na tym, że pierwsza osoba mówi, co ona o „tym, co sobie niby myśli” myśli naprawdę i czy w ogóle dałaby radę „to, co sobie niby myśli” wymyślić. A potem zmiana, druga z pichcących osób prosi: opowiedz mi swoją gównianą historię, a pierwsza daje czadu*.

_______________
* nie wie, że wymiata, bo gdy zaczyna mówić, ta historia to prawda nad prawdami, a prawdy się nie stopniuje.

*

Koniec teorii, czas na pierwszą praktykę i pierwsze wnioski.

Praktyka. Dawno się tak nie uśmiałam, gdy Gepardzica opowiadała mi swoją gównianą historię o naszej relacji — nie wpadłabym na dziesiątą jej część. Moja — należy nieskromnie zaznaczyć, że piszę to z pewną dumą — też była niczego sobie:

że na bal introwertyków nikogo nie zaprosiłam, nie zająknęłam się nawet, że mam wolną chatę; jak można się ze mną przyjaźnić, skoro nie umiem dzielić się zasobami; naprawdę, wierzę, że jestem przyjaciółką? trzeba się na mnie obrazić… najlepiej śmiertelnie za egoizm, który nie zna granic… a Ona (Gepardzica) martwi się, a ja nawet znaku życia nie daję, by się nie wygadać, że sama jestem i rozkoszuję się samodzielnością, a na blogu napisałam (!!!), jak mogłam

Wnioski. Wymiana gównianych historii ubawiła nas obie, a przy okazji „zniknęła” te złote, pożerające energię, myśli. To niesamowite, jak gówniane historie jesteśmy w stanie w sobie pomieścić i pod ich wpływem żyć (choćby tylko przez chwilę), zamiast wybrać właściwy numer i powiedzieć:
     — Muszę Ci opowiedzieć gównianą historię. Masz czas, by jej wysłuchać?

Gówniane historie nigdy nie znikną.
Niech więc żyją! Pod warunkiem,
że je sobie opowiadamy
.

*

Gepardzica:
(napisała dziś)
Tak, potrafimy wymyślać
i piękne, i gówniane historie —
przywilej osób wrażliwych i kreatywnych
.

3673. Chronos niedzielny (II)

Kobiecość. Co ja wiem na Jej temat? Że jest wykorzystywana, deprecjonowana, nadużywana, wyśmiewana, chętnie społecznie kontrolowana. Że czasem nie pomaga. Że czasem trzeba się z niej tłumaczyć lub spowiadać. Że niektórych brzydzi przynajmniej raz w miesiącu. Że łatwo z nią być nie musi. Że… worek stereotypów dorzucić mogę w „gratisie”.

Kobiecość. Wiem też, że jest żywiołem i mocą — do odkrycia i odkrywania wciąż na nowo, bo nie jest dostępna z automatu tym, którzy na przedostatnim miejscu w peselu mają parzystą cyfrę.

Kobiecość. Gapię się na ten fragment obrazu i wiem, że chcę wiedzieć i czuć na Jej temat więcej. Zrobię to!


Kaan, fragment.

3672. Chronos niedzielny (I)

Jak ważni są Nauczyciele, ale nie en masse, wiedzą wszyscy ci, którzy mieli szczęście i spotkali kogoś, komu zaufali i pozwolili pełnić taką rolę. Nauczyciel to nie zawód, jak wydaje się wielu ludziom, lecz postawa wobec drugiego człowieka na drodze życia.

Jest taki Nauczyciel. Nie mój, ale jakoś od dziś też mój. Uświadomił mi, że choć nie maluję i nie rysuję, jestem szczęśliwie zarobiona i kocham swoją pracę od świtu (teraz przedświtu) do samego wieczora, siedem dni w tygodniu.

Pod pojęciem «praca» rozumiem malowanie, rysowanie, ale także picie wina, kawy, czytanie książek, spacery i dyskusje o sztuce.

*

To dobry czas na eksperymenty!

*

Nie chcę Wam robić korekt. Korekta zakłada, że robicie coś źle, a ja to koryguję. A ja chcę z Wami rozmawiać na temat tego, co robicie. Chciałbym dawać uwagi, a nie robić korekty.

Mistrz z Marsa.

sobota, stycznia 25, 2020

3671. 25/366

mówisz, że twojej winy* w tym nie ma wcale, ani trochę, zero, nul, jesteś czysta jak łza, nie maczałaś w tym swoich paluszków. gratuluję niezachwianej pewności. pamiętaj tylko, że niewinni ludzie nie mają przyjaciół i bardzo trudno ich kochać.

25/366

___________
* zamiast słowa „wina” wolę używać słowa „odpowiedzialność”, ale niech ci będzie.

3670. Niech!

Od prawie tygodnia mam Go w materialnej formie. Wracam, zawracam, w rękach obracam, trzymam, cały urok i moc pochłaniam oczami i… nie wiem, jak zatrzymać Go w pikselu, by duszy mu nie ukraść. Jednocześnie wiem, że gdy przyjdzie właściwy czas, będę wiedzieć. Nie wymyślę tego. Czekałam.

Od prawie tygodnia nie miałam pojęcia, jak mieć Jego piękno szybko i pod ręką tu. Szłam (stawiając niespiesznie krok za krokiem) i… przyszło do mnie znienacka i znikąd, do kieszonki się wślizgnęło: tak ma być. No to jest. Niech!


Kaan.   

*

ten drugi żywioł:
     tam, żeby być, musimy być inne.
 
Tam, żeby wiedzieć, musimy wiedzieć inaczej
,
[…]

*

Gorsze zmysły
     Jeśli myślimy, że piękno
to wzrok, zapominamy
     o cieple, które idzie z ognia
w jaskrawym świetle kominka,
o wdzięku pokrytej zmarszczkami wody,

     która gasi pragnienie.
Gładki jak powietrze dotyk futra
     pod dłonią, która go dotyka,
jest z pewnością nie mniej piękny
niż krzywizna kociego skoku.

     Nie ma większego piękna
nad suchą gałąź bylicy,
     nad ten ostry, cierpki zapach,
który sprowadza z daleka niemą
pustynię z powrotem do serca
.

Ursula K. Le Guin, Dotąd dobrze,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

*

ten też jest mój. niesie
wiosnę i lato. Niech!

Kaan.

3669. Święty czas życia

Rok temu o istnieniu twórczości Le Guin nie miałam pojęcia. Rok temu nie przeczuwałam nawet spotkania z Nią na stronach Jej książek. Rok temu nie miałam pojęcia, ile mogę stracić, broniąc się przed Nią jako autorką fantasy, którego nie czytam z natury. Nie upierałam się i nie straciłam. Zazdroszczę tym, którzy jeszcze nic o Niej nie wiedzą — mają wszystko, co dobre, przed sobą.

Ostatnie Jej wiersze — w oryginale i spolszczone — perełka, majstersztyk (translatorski) i chapeau bas. Nic dodać, nic ująć… tylko czytać i wracać.

Las, w którym się zgubiłaś,
a który wie, dokąd idziesz
.

*

Do deszczu
Deszczowa matko, rozmaita, niezmierzona,
która bruzdy zraszasz, pola, lasy,
dachy, niską szopę i wysoką wieżę,
która wlewasz do studni wodę czyścicielkę, rozleglejsza
niż miasta, łagodniejsza niż siostrzeństwo, większa
niż wiejski pejzaż, która koisz, przywołujesz:
wróć do nas i swym wiecznym zstępowaniem
naucz nasze dusze skołatane,
jak opadać, być do pary, czuć korzenie,
nurzać się, leczyć, słodkim czynić morze
.

*

Wściekłość to mój przywilej,
nie była mi ciężarem.
Z utratą wszystkiego
i gniew postradałem.
 
Dziś moim przywilejem,
gdy racje odmierzam,
te krztyny i okruszki,
jest cierpliwość świeża.
 
Gniew sieje spustoszenie,
głód syci się, ratuje.
Łaknę, pragnę, czekam,
szczęśliwy, że mam
okruszki i krztyny
.

*

Cóż tam jest przed nami,
jeśli nie za falą
druga fala, noc za dniem,
dalsza dal za dalą
.

*

W te chwile podczas służby, kiedy
nie halsuję, nie trwam przy rumplu,
staję czasem w bezruchu,
chłonąc bezmiar w każdym oddechu
i wtedy całą swą uwagę
poświęcam wszystkiemu
.

*

Ludzie
Niektórzy wchodzą do moich snów,
przybywają z odległych stron,
wędrują przez górskie przełęcze,
których nikt z żywych nie poznał.
Starzy ludzie pachnący mgłą
i miękką korą sekwoi.
Mówią wespół po cichu.
Wiedzą więcej niż ja.
Myślę, że przychodzą tu z domu
.

*

Lata wyprawiają cuda z naszą tożsamością.
Bo co to znaczy, że to ja
jestem tym dzieckiem na fotografii
z Kishamish z 1935 roku?
Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że
jestem cieniem liścia tej akacji
ściętej siedemdziesiąt lat temu
i sunę po kartce, którą czyta dziecko
.

*

Brak mi osób, którymi byłam,
kochanków, współpodróżników,
kobiet, z którymi ruszałam na biegun
.

*

[…] Niepewna, nieobuta,
idę, by nie upaść, bez pośpiechu, dalej,
gdzie wszystko dziś jest dla mnie
nieprzejrzyste. Wyjście to czy wejście?
Wewnątrz czy na progu poczuję się wolna?
Nie mam już wyboru. Wędruję
w labiryncie, drzwi jego i cel są dla mnie zagadką
.

*

Czasem czuję
drżenie, jakiś ślepy ruch
coraz wyżej pode mną
 
jakby wielkie istoty
wielkich głębin
szukały mnie w ciszy
tak jak ja ich szukam
.

*

Gdy patrzę na ciebie z drugiej strony
przepaści, którą nakreśliłeś
między nami, boję się, bo widzę,
z jaką siłą i jak szybko nurt lat
drąży ten kanał. Dzielą nas dziś
mile. Nie wiem, jak głębokie
.

Ursula K. Le Guin, Dotąd dobrze,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Czego szukałam w podróżach, znalazłam;
o co prosiłam, dostałam. Teraz
 
odkrycia stają się tajemnicą, a dar – utratą.
 
Za horyzontem zdobyczy i celów
jest tylko podróż w świetle gwiazd.
 
Gdybym umiała przyjąć to bez lęku,
poddać się, oddać, nie trapić się tym,
że to drobne coś, co poznałam, jest wszystkim
.

*

W proch się obrócisz
Duchu, przetrenuj wędrówki ciała,
które są jeszcze przed nim, a ruchy materii,
która cię wstrzymuje, dobrze przećwicz.
 
Wznieś się dymem ze świętego drzewa.
Spadnij deszczem, który pada.
Zstępując, zstąp do korzeni. Wzbierającym sokiem
pnij się ku gałęziom, ku koniuszkom liści,
ku koronie. Jak liście jesienią
spocznij na zimę, butwiejąc cierpliwie.
Powróć w zielonych źródłach wiosny.
Pozwól się nieść, święty pyłku, i pozwól sobie opaść
w blasku słońca jak dar nieba.
Cały pył tej ziemi
jest życiem, jest święty, jest duszą, która czeka
.

(tamże)

3668. Men made my (yester)day

Na czterodniowy karnawałowy bal introwertyków zaproszenie wysłałam tylko sobie. Zarobiona, zabiegana, zamyślona wczoraj balowałam drugi dzień. I choć byłam samieńka, dwoje mężczyzn „uśmiechnęło” mnie od ucha do ucha. Chronologicznie było tak.

*

Pan, dałabym sobie uciąć dłoń, że widziałam go pierwszy raz w życiu, dokonywał corocznej kontroli przewodów wentylacyjnych i gazowych. Wszedł do cichego ula i zastrzelił mnie słowami:
     — A psina gdzie?
     [A Heniutka z Panem Ciasteczko w delegacji.]

Oniemiałam z wrażenia. Nie miałam pojęcia, że Heniutka ostała się w pamięci pana od zeszłego roku. Biały Kruk wieczorem skwitował to krótko: psiarz — oni tak mają.

*

Gapiłam się wczoraj na te zdjęcia. Luźne skojarzenia osobistego zachwytu: bifurkacja, fraktale (zachwycać mnie zaczęły dziesiątki lat temu). Nic z tego, to „tylko” piękno materialnego świata. O zgodę na publikację natychmiast wystąpiłam. Otrzymałam. Próba wytwarzania nanowłókien — Apus robi w sztukach pięknych też, pomyślałam. Nanowłókna — jottazachwyt.



fot. Apus.

piątek, stycznia 24, 2020

czwartek, stycznia 23, 2020

3666. Przeciekanie moje powszednie

Informacja o tej książce znalazła mnie podczas czytania Mózgu w żałobie. Klik, klik, zapytanie o wycenę sprowadzenia jej zza oceanu — cena wymagająca konsultacji ulowych. Zapytana jakiś czas potem, czy jest coś szczególnego, co chciałabym dostać pod choinkę, nie wahałam się ani chwili.
     — To zamów — dał zielone światło Sadownik.

Szła do mnie sześć tygodni. Gdy ją odebraliśmy, dokładnie dwa tygodnie temu, pomyślałam w pierwszej chwili, że przegięłam (za trudna), ale szybko okazało się, że nie, że to dla mnie pierwsza książka w kategorii: moja książka roku 2020. Struktura, pomysł, podział na części, ilustracje, historie, wiersze — wszystko mnie zachwyca.

Choć jest już za mną, wciąż do tej książki wracam przy porannej kawie… otwieram na losowo wybranej stronie i… wzruszam się i przeciekam, i dobre życie rozsiada się obok mnie, i macza sobie swojego sucharka w mojej kawie, patrzy mi w oczy, promieniście się uśmiecha… i co mu zrobisz.

I am here and you are there. I respect our differences.
// Chip Spann

*

Work of the eyes is done, now
go and do heart-work
on all the images imprisoned within you

// Rainer Maria Rilke

*

Rilke believed without our demons, our angels would fly away. The creative soul lives in the shadow, not in denial or in the following someone else’s way. Stories and poems reacquaint us with the truth.
// Chip Spann

*

Quarrel
Bob and I
     in different rooms
     talking to ourselves
carrying on
     last night’s
     hard conversation
convinced
     the other one
     the life companion
     wasn’t listening

// Grace Paley

Ah, grief, I should not treat you
like a homeless dog
who comes to the back door
for a crust, for a meatless bone.
I should trust you
.
// Denise Levertov

*

Healing involves becoming more whole. It’s not just about getting the body well.
// Chip Spann

*

All you need to do is to be slightly friendly with what you are feeling. Poet James Wright said that people discover poems in secret, when they need them. […] Poems are meant to be discovered.
// Chip Spann

*

A way that can be named
is not the way
.

// Sam Hamill

*

you have your own story
you know about the fear the tears
the scar of disbelief

you know that the saddest lies
are the ones we tell ourselves
you know how dangerous it is

// Lucille Clifton

*

The universe had hit them [patients] over the head with two-by-four and said: “CHANGE”.
// Chip Spann

*

It’s a journey… and I want… to go…
// Nikki Giovanni

*

In mythology these periods are called quests. The hero goes out and finds out who he or she really is […]. Illness is a quest, too.
// Chip Spann

*

For many years I lived under the misconception that I needed to feel inspired in order to write. Writing is a place to find what you have to say. Keeping a written record of your thoughts, dreams, struggles, and triumphs is one of the best things you can do for yourself during an illness.
// Chip Spann

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Thomas Minor (the illustrator),
Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

3665. Moment na stole

zobaczyłam przy śniadaniu mandalę  
na łodyżce. i było po mnie. 

(2964+700). Jazda bez trzymanki

Siedemset wpisów później. Bałam się tej książki, że mnie „podupadnie”, więc trzymałam się od niej z daleka, ale I’griega zachęciła tak, jak tylko Ona umie. Zajrzałam, wsiąkłam i „podupadłam” społecznie.

Autorka, jak zwykle, bez żadnego zbędnego słowa opowiada o Polsce, z jakiej trudno być dumnym. Jako społeczeństwo jesteśmy kretynami, wartymi tysiąca pań Pawłowicz i panów Piotrowiczów, nie mówiąc o partii małych ludzi.

Cytaty? Dużo i każdy mocny, ale zdecydowałam się tylko na dwa, bo jak nie dwa, to musiałoby być ich dwadzieścia. Tylko dwa, by nie rozrzedzić społecznego dna, jakie udało nam się zorganizować w ciągu ostatnich trzydziestu lat na terenie kraju i w naszych głowach. Neoliberalnie wyprane łby powinny być z siebie dumne i… przeczytać tę książkę. Nie wierzę, że coś, pod jej wpływem, w nich drgnie. Nie wierzę nawet, że dotrą do jej końca ci, jeżdżący symbolicznymi beemkami czy audicami, ci ludzie są z Polski, nie z Czech. Nie przyjmują do wiadomości, że życie nie jest o „ja, mi, mnie w beemce czy audicy”, a ich święta mantra „człowiek — kowalem swojego losu” jest ślepa na okoliczności, które nie są równie łaskawe dla wszystkich. Koszty społeczne postawy „ja, mi, mnie w coraz lepszej beemce czy audicy” są ogromne — właściciele tych beemek i audic nie ponoszą ich w żadnym stopniu.

Podnosząc się z „podupadania”, wiem, że jedyne co możemy, to budować inny świat chociaż w sobie i wokół siebie. Nic innego nie pozostaje.

Przez ostatnie trzydzieści lat zlikwidowaliśmy w Polsce kilkanaście tysięcy kilometrów linii kolejowych. […]
     A w takich Czechach nadal możemy przemieszczać się pociągiem z jednej małej miejscowości do drugiej. I co, Czesi są mądrzejsi czy głupsi?
     Coś ci opowiem.
     Żyje sobie w Czechach taka mała Olga. Po szkole podstawowej w swoim małym miasteczku chce iść do liceum. W jej miejscowości nie ma liceum. Więc co robi Olga? Wsiada do pociągu i jedzie dwa miasteczka dalej. W pociągu ma znajomych, bo przecież wszyscy dojeżdżają. Zna konduktora, bo spotyka go codziennie, jeździ według rozkładu, który przez lata się nie zmienia. Olga wie, że tym pociągiem każdego dnia dotrze do szkoły i wróci do domu.
     Olga jest dobrą uczennicą, więc kiedy kończy liceum, chce się nadal rozwijać. Idzie na studia do miasta jeszcze bardziej oddalonego od jej małego miasteczka. Nadal jednak dojeżdża. Kiedy kończy studia, szuka pracy, którą dostaje jeszcze dalej, ale ciągle do niej jeździ swoim pociągiem. Olga rozwija się zawodowo, działa społecznie, ludzie ją doceniają, w końcu angażuje się politycznie i w wieku trzydziestu paru, czterdziestu paru lat zostaje posłanką.
     Trafia do Izby Poselskiej w pałacu Thunów. Już nie musi nigdzie dojeżdżać, bo w związku z obowiązkami poselskimi opuszcza wreszcie swoją małą miejscowość i przeprowadza się do Pragi. Myślisz, że Olga zlikwiduje linię kolejową, którą jeździła całe życie? Przecież wie, że inne małe Olgi także potrzebują tego pociągu, żeby dojechać do szkoły, a w przyszłości może dostaną się do parlamentu. Olga nigdy nie zagłosuje za likwidacją takiego połączenia.
     Janek po drugiej stronie granicy również mieszka na wsi i od dzieciństwa marzy o samochodzie. Gdy ma szesnaście lat, chce już tylko wziąć passata w TDI od kuzyna albo starszego brata, żeby pojechać gdzieś dalej i poczuć tę wolność, tę dorosłość. Jak skończy szkołę, wyjedzie popracować za granicę, dorobi się i też kupi sobie używany samochód. Potem awansuje w markach i będzie miał coraz lepszą audikę czy beemkę, w każdym razie porządny bawarski samochód. A gdy Janek zostanie posłem, będzie chciał mieć porsche.
     Ten poseł nigdy nie jeździł koleją, więc dlaczego miałoby mu zależeć na jej utrzymaniu?
     Jeżeli posłowie nie mieli w swoim życiu doświadczenia z transportem publicznym lub mieli złe, myślą, że to nie jest nikomu potrzebne. Że ludzie potrzebują dróg i autostrad pod beemki i audiki, a nie jakichś pociągów, których nie ma, które się spóźniają, którymi nigdzie nie można dojechać
.

Olga Gitkiewicz, Nie zdążę,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Kiedy w Polsce śniliśmy o własnych osobówkach, do mieszkańców Europy Zachodniej już docierało, że jakość życia w mieście staje się koszmarna, bo wszędzie mają poupychane samochody, a cała przestrzeń miejska jest zawłaszczona przez parkingi i asfaltowe jezdnie. Amerykański socjolog Lewis Mumford w wydanych u schyłku lat siedemdziesiątych wspomnieniach zatytułowanych My Works and Days radził wprost: zapomnijcie o tych przeklętych samochodach i budujcie miasta dla tych, których kochacie.

(tamże)

3663. 23/366

     — jest to, co jest.
     — tylko tyle?
     — aż tyle!

23/366

środa, stycznia 22, 2020

3662. 22/366

złość nigdy nie ma nic wspólnego z siłą, zawsze jest oznaką słabości.

złość oznacza, że jest coś, na czym ci bardzo zależy (upewnij się, czy dokładnie wiesz, co to jest).

złość niewyobrażalnie zawęża i zniekształca percepcję — zauważasz tylko to, co ci pasuje do twojej wewnętrznej opowieści na temat tego, co niby ma miejsce (zwykle nic takiego się nie dzieje, dlatego upewnij się, że wiesz, w czym realnie bierzesz udział).

22/366

wtorek, stycznia 21, 2020

3661. Owocujący las

Temat: Las tropikalny na Marsie. Odpadłam.



Kaan.

* * *

I trust, and nothing that happens disturbs my trust.

*

I can say with conviction that the struggle which evil necessitates is one of the greatest blessings. It makes us strong, patient, helpful men and women. It lets us into the soul of things and teaches us that although the world is full of suffering, it is full also of the overcoming of it.

Helen Keller, Optimism,
The Merrymount Press, Boston 1903.

* * *

Tamten obróciłam i zmienił się temat na: Tu i teraz.
To zupełnie inny obraz.


Kaan.

3660. 21/366

     — pomijając fakt, że to nic nie daje, naprawdę uważasz, że masz czas, by martwić się? — zapytała jakaś przytomna figura wewnętrzna.
     — nie bardzo — przyznałam z niechęcią.
     — no właśnie.

21/366

3659. Bez śniegu

te trzy bez okazji w styczniowym słońcu.

3658. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIV)

Biały Kruk napisał dziś, że żurawie wróciły do Małej Danii. Wiosna! Po raz drugi już jest, choć zimy jeszcze nie było.

niedziela, stycznia 19, 2020

3656. 19/366

     — dziewczynki, z każdym rokiem robicie się droższe — powiedział gówniarz jeden, śmiejąc się serdecznie.
     dopiero przy wyjściu z ula, jakiś czas później, zrozumiałam, dlaczego bez okazji dostałam (tylko!) trzy kwiatki. arytmetyka kwiatowo-urodzinowa — dwa pęczki kupił — i wszystko jasne.

19/366

3655. Na collegium redakcyjnym


Kaan.

*

sobota, stycznia 18, 2020

3654. 18/366

w drobny mak rozwalił mnie fragment wiersza*. kilka godzin później ten sam fragment złożył mnie w doceniającą życie całość. nawet na samym dnie: ile wciąż mam przywilejów!

18/366

*

_____________
* ten fragment wiersza:

    How long has it been since someone touched me?
    Twenty years?
    Twenty years I’ve been a widow.
    Respected.
    Smiled at.
    Never held so close that loneliness
    was blotted out
.

    // Donna Swanson

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

3653. Wzloty i upadki entuzjazmu

Musiało w końcu do tego dojść. Umęczył mnie Barnes ciut. Najpierw zachwycił pomysłem, lekką paranoją bohaterów, potem zniechęcił, przeczołgał nudą, by dać nadzieję, że może końcówka będzie przewrotna. Czy ja wiem? Można żyć bez tej książki. Luksusowy, literacko wypasiony harlekinek.

Zarówno miłość, jak i pieniądze chadzają własnymi drogami i są obojętne wobec spustoszeń, które czynią.

*

Ludzie często wyobrażają sobie, że zawarcie małżeństwa „rozwiąże wszelkie problemy”, jak to ujmują.

*

Ni stąd, ni zowąd wszystko się na nas wali i trzeba sobie jakoś z tym radzić. I wtedy opowiadamy różne głupstwa. Słowa, które w naszej opinii mógłby wygłosić jedynie ktoś zupełnie inny, nagle padają z naszych własnych ust.

*

Człowiek ponosi pełną odpowiedzialność za własne szczęście — nie można się spodziewać, że pewnego dnia ono wpadnie nam przez drzwi, jak list wrzucony przez listonosza.

*

Moja wiarygodność ma więc niby zależeć od mojej pozycji profesjonalnej bądź społecznej. Cóż, pan wybaczy. A raczej — spieprzaj pan. Jeżeli panu tak bardzo zależy na mojej tożsamości, mogę natychmiast stworzyć ją na pański użytek. A może ja wcale nie jestem dziewczyną, a jedynie tak wyglądam?

*

     — Być może gdy wszystko rozpoczyna się katastrofą, człowieka nie kusi, by spoglądać wstecz i udawać, że kiedyś wszystko było idealne.

*

I mówię to panu z całą szczerością. Z niektórymi prawdami można żyć, jeżeli doświadczyło się ich tylko raz. Bo wtedy jeszcze nie działają opresyjnie, nie dławią nas i nie duszą. Ale nie zniosłabym, gdyby okazały się prawdziwe i w innych przypadkach. Tak więc dystansuję się od pewnych prawd i od małżeństwa.

Julian Barnes, Pomówmy szczerze, przeł. Katarzyna Kasterka,
Świat Książki, Warszawa 2019.

3652. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIII)

Biały Kruk:
(napisał dziś i zdjątko przysłał)
Oto
…rezultat.


według tego przepisu.

wypiek ma wdzięczną nazwę:
jabłka w szlafroczkach.

piątek, stycznia 17, 2020

3651. 17/366

what a shame to find that you were cruel to yourself almost all your life. what a beautiful day it is! the first one you are more compassionate not only to the world, but also to yourself.

17/366

// à la Leon Leszek Szkutnik.

środa, stycznia 15, 2020

3650. 14–15/366

tylko TO, co karmi moją Duszę, koi lub daje energię. a za co będziesz żyć? dziś tylko TO, by żyć.

14–15/366

*

If you tell me why the fen
appears impassable, I then
will tell you why I think that I
can get across it if I try
.

// Marianne Moore

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

(3616+33). Jak dobrze mieć przed sobą

Początek banalny, choć księgarnia niebanalna. Fakt istnienia tej powieści — nie jestem dobra w powieściach — dopadł mnie podczas czytania tego fragmentu:

Tym, których szczególnie polubią, wręczają na pamiątkę egzemplarz swojej ulubionej powieści „Życie przed sobą” Emile’a Ajara, której żelazne rezerwy mają na zapleczu.

Anna Karczewska, Rezerwaty książek. Polskie księgarnie kameralne, Wydawnictwo MOST, Warszawa 2017.

Ponieważ Pani Maria i Pan Tomek to Instytucja, której ufam… ponieważ z Panią Marią dzielę bardzo skromny zachwyt pisaniem Ferrante, a kilka książek obie cenimy… to jeszcze tego samego dnia klik, klik… jest tylko papier… zamówiłam. Ku memu zdziwieniu była do odebrania w Sylwestra. A na koniec Nowego Roku była już książką przeczytaną, choć starałam się czytać wolniutko. W Nowy Rok było też już zamówionych kilka dodatkowych egzemplarzy. Dopóki nie dotarły do swoich właścicieli, nie mogłam się o tej książce tutaj zająknąć — tak na wszelki wypadek. Ale już mogę.

Dawno żadna powieść mnie tak nie zachwyciła, a tłumaczenie — wszystkie neologizmy, niepoprawne językowo frazy, które są jak najbardziej na miejscu, gdy się pojawiają, łamiąc tabu lub rysując nieoczywistą perspektywę (prawdziwą jak najbardziej) — to niebywały majstersztyk, którego nie da się nie docenić od pierwszych stron. Teraz ta książka jest i w mojej puli najlepszych powieści, gdzie do tej pory królowała Zabić drozda.

Tyle wiedziałem, że na pewno miałem ojca i matkę, bo pod tym względem natura jest nieubłagana.

*

Pani Lola z czwartego piętra jest transwestytą, pracowała w Lasku Bulońskim i przed trawestowaniem była mistrzem bokserskim w Senegalu. Znokautowała w Lasku jednego klienta, który był sadystą i niaciął się na nią, no bo skąd miał wiedzieć.

*

Mówiłem: „Pani Lolu, pani jest jak nic i nikt na świecie”, miło jej było to słyszeć, odpowiadała: „Tak, mój mały, jestem istotą z marzeń” i to była prawda […]. Mówiła: „Zobaczysz, Momo, jak dorośniejsz, że są takie zewnętrzne oznaki poważania, które nic nie znaczą, na przykład jaja — to wybryk natury.”

*

     — Już dobrze, pani Rozo, wiem, że w sprawie mojej matki nie da się nic zrobić, ale czy zamiast tego nie moglibyśmy mieć psa?
     […] Kiedy go wyprowadzałem, czułem się kimś, bo byłem wszystkim, co on miał na świecie. Kochałem go tak bardzo, że aż go oddałem. […] Potem siadłem na chodniku i płakałem jak bóbr, wycierając oczy kułakiem, ale byłem szczęśliwy. U Pani Rozy brakowało bezpieczeństwa, wszyscy wisieliśmy na włosku z chorą, starą kobietą bez pieniędzy i Opieką Społeczną na karku, to naprawdę nie było życie dla psa.

*

Tłumaczył mi z uśmiechem, że nic nie jest czarne albo białe i że białe to jest często czarne, które się ukrywa, a czarne to czasami białe, które się dało przyłapać.

*

Ruszyło mnie i wpadłem w straszny szał. To brało się ze środka, a wtedy jest najgorzej. Jeśli przychodzi z zewnątrz, jak od kopa w tyłek, można zwiać. Ale jak ze środka nie da rady. Kiedy mnie chwyci, chcę wyjść i w ogóle już nigdzie nie wracać. Jest tak, jakby ktoś we mnie mieszkał. Zaczynam wrzeszczeć, rzucam się na ziemię i tłukę głową, żeby wyjść, ale nie mogę, to coś nie ma nóg, nikt w środku nie ma nóg. Mówienie o tym sprawia mi ulgę, jakby trochę tego ze mnie wylazło. Rozumiecie, co mam na myśli?

*

[…] choćby się wiele zniosło, można zawsze się jeszcze czegoś nauczyć.

*

     — Ach tak… Jesteś bardzo inteligentnym chłopcem, bardzo wrażliwym, nawet zbyt wrażliwym. Często powtarzałem pani Rozie, że nigdy nie będziesz jak wszyscy. Tacy wyrastają niekiedy na wielkich poetów, pisarzy, a czasem…
     Westchnął.
     — …czasem na buntowników. Ale bądź spokojny, to bynajmniej nie znaczy, że będziesz nienormalny.
     — Mam nadzieję, że nigdy nie będę normalny, panie doktorze, tylko dranie są zawsze normalne.
     — Normalni.
     — Zrobię wszystko, żeby nie być normalny

*

[…] pan Hamil mówi, że mam predyspozycje do niewyrażalnego. Mówi, że tylko w niewyrażalnym trzeba szukać szczęścia i tam je można znaleźć.

*

Nie narzucał się [ksiądz] pani Rozie i zachowywał się bez zarzutu. My też nic nie mówiliśmy, bo z Bogiem, no, sami wiecie, jak to z Nim jest. Robi co chce, bo ma siłę za sobą.

*

     — Boję się…
     — Wiem, pani Rozo, to dowodzi, że pani ciągle żyje
.

*

Najpierw pomyślałem, że Żydówka boi się Boga i ma nadzieję wymkąć Mu się, jeśli nie będzie miała religijnego pogrzebu. A wcale nie o to chodziło. Nie bała się Boga, powiedziała, że teraz jest za późno, co się stało, to się stało i On już nie musi prosić jej o wybaczenie. Myślę, że pani Roza, gdy jeszcze miała głowę w porządku, chciała umrzeć na dobre i wcale nie tak, jakby musiała gdzieś iść jeszcze potem.

*

Nie rozumiem, dlaczego jedni ludzie mają wszystko — są brzydcy, starzy, biedni i chorzy — a drudzy nie mają zupełnie nic.

*

     — Pewny czego, madame? Nie jestem pewny absolutnie niczego, nie po to przychodzimy na świat, żeby być czegoś pewni.

*

Momo, ja nie chcę żyć tylko dlatego, że medycyna tego wymaga.

*

     — A co byśmy robili, jak się już pobierzemy?
     — Martwilibyście się o siebie. Do cholery, przecież po to się wszyscy żenią
.

*

     — Ile masz lat?
     — Już mówiłem, kiedyśmy się spotkali. Dziesięć. Dziś właśnie skończyłem. Ale wiek się nie liczy. Mam przyjaciela, który ma osiemdziesiąt pięć lat i ciągle żyje
.

*

[…] rozumienie niczego nie załatwia, wręcz przeciwnie.

Romain Gary (Émile Ajar), Życie przed sobą,
przeł. Krystyna i Krzysztof Pruscy,
Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, stycznia 13, 2020

3648. 13/366

bal przebierańców przez telefon. pępek świata krzywdę swoją tylko widział. jaką ulgą było zdjąć ten kostium kilka godzin później.

13/366

niedziela, stycznia 12, 2020

3647. 12/366

jest dobrze.
       bo cały blok słuchał Beethovena.
       bo plany na przyszłość mam.

12/366

3646. Czekając na deszcz

Klimat nie zmienia się. Dziesięć stopni na plusie w styczniu w Polsce to normalka. Australia płonie, bo chce lub wydaje nam się, że płonie, bo przecież jest daleko. Węgla starczy nam jeszcze na dwieście lat. Ręce do ziemi nie opadają wcale.

Czekam na deszcz i na elegię na śmierć świata w Australii.

Natychmiast przed oczami mam ten wiersz, nie wymyślony, ale podyktowany życiem, które dźgnęło. Niech nikt mi nie mówi, że Pan tak chciał wtedy, że tak chce dziś — kiepski to jest żart… jak wszystkie katolickie żarty nie śmieszy mnie wcale.

elegia na śmierć świń w nowoberezowie
14 września 2019


[…]

czy ich głos wniebogłosy
dla nich samych był wzniosły?

rozśmieszał ludzi?
podrywał kwiaty do lotu?

okrył kirem cmentarze i miejscową cerkiew?

stanął w gardle turystom odwieczną konserwą?

jedyną pamiątką po tym świńskim chórze
ponad dwóch tysięcy rozśpiewanych ryjów
będzie trafna metafora którą powtarzamy
kiedy w naszych oczach przegląda się ogień

nieludzki ból

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia, źródło.

sobota, stycznia 11, 2020

3645. 11/366

odwagi, by ustać swój strach. siły, by nie interpretować tego, co przychodzi. tylko i aż tyle potrzebuję, gdy życie prowadzi mnie w nieznane.

11/366

3644. Przegląd wodorostów (VIII)

są miejsca, gdzie podłogi wołają o pomstę do nieba. często są to miejsca, gdzie stężenie pasji na metr kwadratowy jest bardzo wysokie. zachwyca mnie, że są.

Temat: Szczelina — smak szczęścia. Odpadłam.


Kaan.

* * *

I’m writing to save my life.
// Joanna Luce

*

It’s not like it’s the end of the world—
just the world as you think

you know it
.

// Rita Dove

*

A way that can be named
is not the way
.

// Sam Hamill

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

* * *

Konsekwencja zamyślenia — linijki à la Leon Leszek Szkutnik:

I am writing to save my life.
she is painting to save her life.
who is singing to save their life?
we all cherish every moment.

piątek, stycznia 10, 2020

3643. 10/366

elektryczność zatrzymała cienie — usłyszałam. unieruchomione nie opowiadają już żadnych historii. trzeba zapalić świecę, by zaczęły do nas mówić na nowo.

10/366

*

I will tell you something about stories,
[he said]
They aren’t just entertainment.
Don’t be fooled.
They are all we have, you see,
all we have to fight off
illness and death.

You don’t have anything
if you don’t have the stories
.

[…]
// Leslie Marmon Silko

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

*

z języka angielskiego na angielski przełożyłabym tak (na mój gust lepiej wygląda i lepiej brzmi):

You have nothing
if you don’t have the stories
.

3642. Przegląd wodorostów (VII)

Kaan:
Kotek, jak tam dziś?

Jabłoń:
Jeżykuję i powolutku.

*

Podczas jeżykowania… przedwczoraj z samego rana taka piękność wbiła we mnie wzrok:


Kaan.

*

Podczas jeżykowania… wczoraj przyszła książka, na którą czekałam od listopada.

Podczas jeżykowania… dziś spotkałam ten (czerwony) fragment wiersza i nareszcie mam wszystko to, czego potrzebuję, by mieć piękność tutaj pod ręką. I jeszcze wiersz, który porwał mnie wczoraj, gdy witała się ze mną ta  książka.

but the good things in life
are too good to be missed

// Nikki Giovannni

*

First Memory
Long ago, I was wounded. I lived
to revenge myself
against my father, no
for what he was—
for what I was: from the beginning of time,
in childhood, I thought
that pain meant
I was not loved.
It meant I loved
.

//Louise Glück

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.

poniedziałek, stycznia 06, 2020

3640. 6/366

trzech króli. trzy zdania. jeden brak.

6/366

*

problemy to możliwości, które trzeba umieć dostrzec.
// Daredevil, sezon 1., odcinek 6.

3639. spotkani na spacerze


czyli moment, nim ona odleciała.
on utknął pod sklepem na ciut dłużej.

3638. W ręku przez dwa poranki

Dżo powiedziała w grudniu, że należę do innego kręgu kulturowego. Gdy powtórzyłam to Sadownikowi, obśmiał się i stwierdził, ku memu zaskoczeniu, że nawet dla Niego jestem czasem (eufemizm) egzotyczna. Dżo pracuje z wieloma innymi kręgami kulturowymi i z kręgu, który nie jest ani jej, ani mój, przyszła do niej dawno, dawno książka, o której mi wspomniała. Ta książka.

Klik, klik, tylko w „papierzu”, tylko portal aukcyjny. Kupiłam za niecałe dziesięć procent okładkowej ceny, koszty wysyłki były trzy razy wyższe — smutne to było dla mnie bardzo. Miała przyjść po Nowym Roku, ale Sadownik odebrał ją z paczkomatu w Sylwestra. To była druga z tych, które nie pozwoliły mi dotrzymać przyrzeczenia.

To opowieść z pierwszej ręki… do bólu z pierwszej ręki. Kompletnie nie ma znaczenia, czym jest brak.

Dla niego byłam tylko niedokończoną kością, której nienawidził, podczas gdy w rzeczywistości byłam jego przekonaniami, charakterem, usposobieniem, lękami i uprzedzeniami. Tym, jak traktował ludzi.

*

Bardzo trudno przyznać się do inności — jakakolwiek by ona była.

*

Popatrzyliśmy sobie w oczy — on z zaciekawieniem, ja — z przerażeniem.
     — Co ci stało w rękę.
     Padło w końcu to pytanie, na które podświadomie czekałem. Chciałem wtedy odpowiedzieć, naśladując mamę: „Tak już jest…”, ale zdobyłem się na śmiałość, która mnie samego zaskoczyła. Odparłem bez namysłu:
     — Nic. Urodziłem się bez dłoni.
     — Naprawdę?
     — Tak.
     — No to w porządku
     I na tym się skończyło
.

*

Do życia nie ma żadnego klucza ani wytrychu. Trzeba się go uczyć samemu.
     Na własną rękę
.

*

A jednak wciąż miałem przed oczami tego górala dochodzącego do siebie po stracie. Widziałem, jak porządkuje swoje życie i uczy się go od nowa, przyzwyczaja wszystkich do nowej sytuacji, nabiera pewności siebie, pijąc, a następnie wraca w góry, na wyrąb. Choć zachowuje pogodę ducha, to, co nastąpiło, nigdy go już nie opuści.

*

Otóż System uważa, że wszyscy ludzie są z grubsza tacy sami, mają bardzo podobne możliwości. To oczywiście błąd, bo nie każdy jest stworzony do pracy na budowie, do kopania rowów czy innych czynności, które wymagają siły, refleksu, wytrzymałości. Ludzie są bardzo różni, gdy przychodzą na świat. Ale System traktuje obywateli na równi, sprawiedliwie, wychodząc z założenia, że każdy powinien mieć szansę kopać rowy.

*

[…] w popłochu urywają, gdy wchodzę. Czasami nawet spuszczają wzrok. Nie jest to miłe uczucie — być tym, przy którym inni milkną.

*

Niepełnosprawność nie jest najgorsza. Straszna jest samotność, która z niej wynika. Nie zmieni tu nic miłość drugiego człowieka ani rodzina.

Michał Dąbrowski, Dłoń,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

To złudzenie, że wszyscy dostrzegają w Tobie tylko brak.

(tamże)

niedziela, stycznia 05, 2020

3637. 5/366

sytuacja.

poziom 0: to jest głupie i bez sensu,
poziom 1: to jest trudne,
poziom 2: to jest wymagające.

ktoś we mnie zawsze wybiera poziom mistrzostwa w reagowaniu na to, co przychodzi i urządza mi chwilę, dzień, życie.

5/366

3636. Przy wczorajszej kawie

W Nowy Rok skończyłam przepiękną książkę, ale jeszcze przez jakiś czas nie mogę się tu o niej zająknąć. Wrażenie, jakie na mnie zrobiła ta, o której dzisiaj cicho-sza, pogoniło mnie na półki z papierem, by odkurzyć inną książkę. Wczoraj przy kawie delektowałam się tą inną zupełnie na nowo, bo nie pamiętałam fabuły. To jedna z trzech książek Autora, z których nie wyrosłam i wciąż uwielbiam. Jedna z trzech, które zostały w ulu, gdy pozostałe go opuściły jakiś czas temu.

     — Nie nazywam się Momo, tylko Mojżesz.
     Następnego dnia on z kolei dorzucił:
     — Wiem, że nazywasz się Mojżesz, właśnie dlatego mówię na ciebie Momo, to brzmi trochę mniej groźnie.
     Następnego dnia, licząc monety, zapytałem:
     — A co to panu przeszkadza? Mojżesz to po żydowsku, nie po arabsku.
     — Nie jestem Arabem, Momo, jestem muzułmaninem.
     — To dlaczego mówią, że idą do Araba, skoro pan nie jest Arabem?
     — Bo „u Araba”, Momo, to znaczy „otwarte od ósmej rano do północy, a nawet w niedzielę”, kiedy się mówi o sklepie
.

*

Za sprawą pana Ibrahima w świecie dorosłych pojawiła się rysa, przestał być wciąż tym samym jednolitym murem, o który się obijałem, przez szparę wyciągała się do mnie jakaś ręka.

*

     — Panie Ibrahimie, kiedy mówię, że uśmiech jest dla bogaczy, chcę powiedzieć, że jest dla ludzi szczęśliwych.
     — I tu się mylisz. Bo właśnie uśmiech daje szczęście.
     — Akurat.
     — Spróbuj
.

*

     — To niesamowite, panie Ibrahimie, jak ubogie są wystawy bogaczy. Nic na nich nie ma.
     — Na tym polega luksus, Momo, niczego na wystawie, niczego w sklepie, wszystko w cenie
.

*

     — Nie, nigdy nie udało mi się wierzyć w Boga.
     — Nigdy się nie udało? Dlaczego? Trzeba się starać?
     Popatrzył w otaczając go półmrok.
     — Żeby wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens? Tak. Trzeba się bardzo postarać.
     — Ale tato, przecież obaj jesteśmy Żydami.
     —Tak.
     — A to, że się jest Żydem, nie ma związku z Bogiem?
     — Dla mnie już nie ma. Być Żydem znaczy po prostu, że ma się wspomnienia. Złe wspomnienia
.

*

     — Nie szkodzi — mówił pan Ibrahim. — Miłość, jaką do niej żywisz, jest twoja. Należy do ciebie. Jeżeli ona jej nie chce, to i tak nic nie może zmienić. Po prostu z niej nie korzysta. To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!

*

     I właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłem wirujących mężczyzn. Derwisze […].
     — Widzisz, Momo! Kręcą się wokół siebie, kręcą się wokół własnych serc, które są miejscem, gdzie przebywa Bóg. To jest jak modlitwa.
     — Pan to nazywa modlitwą?
     — Ależ tak, Momo. Tracą ziemskie punkty odniesienia, ociężałość zwaną równowagą, stają się pochodniami, które spalają się w wielkim ogniu. Spróbuj, Momo, spróbuj. Chodź
.

*

Żyć powoli, na tym polega tajemnica szczęścia.

*

Przy panu Ibrahimie zdałem sobie sprawę, że żydzi, muzułmanie i nawet chrześcijanie mieli wspólnie mnóstwo wielkich ludzi, zanim zaczęli wodzić się za łby.

Eric-Emmanuel Schmitt, Pan Ibrahim i kwiaty koranu,
przeł. Barbara Grzegorzewska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2004.
(wyróżnienie własne)

     — Tutaj, Momo, mieszkają ludzie bogaci: popatrz, są pojemniki na śmieci.
     — Co z tego, że są pojemniki na śmieci?
     — Jeśli chcesz wiedzieć, czy jesteś w miejscu bogatym czy biednym, rozglądasz się za pojemnikami na śmieci. Jeśli nie widzisz ani śmieci, ani pojemników, okolica jest bardzo bogata. Jeśli widzisz śmieci obok pojemników, nie jest ani bogata, ani biedna: jest turystyczna. Jeśli widzisz śmieci bez pojemników, jest biedna. A jeśli ludzie mieszkają pośród śmieci, jest bardzo, bardzo biedna
.

*

     — Nie, nie autostradą, Momo, nie autostradą. Autostrady mówią człowiekowi: jedź, nie ma na co patrzeć. Są dla idiotów, którzy chcą jak najszybciej dostać się z jednego punktu do drugiego. My nie uprawiamy geometrii, my podróżujemy.

(tamże)

sobota, stycznia 04, 2020

3635. 4/366

pomyśl. ile osób brało czynny udział w tym, byś pojawił się na świecie, choć przecież wcale się o to nie prosiłeś? dlaczego wierzysz, że ze wszystkim w życiu musisz sobie radzić sam?

4/366

3634. U Orzeszka i Białego Kruka (LXII)

Biały Kruk:
(wczoraj napisał i dołączył dowód)
Sukces
…o 17:10.

Jakiś czas temu napisałam: zima trwa 3 000 puzzli. I proszę, połowa zimy za nami. Żurawie mogą zacząć myśleć o pakowaniu manatków, by do nas wrócić.

piątek, stycznia 03, 2020

3633. 3/366

     — nie myśl sobie, że możesz mnie kontrolować — powtarza choroba lub życie, by po chwili dodać z udawanym wyrzutem:
     — a ty niezmiennie, z uporem maniaka, w ułudzie… do następnego razu, gdy dziobem zaryjesz w błocie.
     — podniosę cię — westchnęło dobre życie, co z ludźmi od wieków łatwego losu nie ma.

3/366

*
Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie.
Jeden — jakby nic nie było cudem, i drugi —
jakby wszystko było cudem
.

Albert Einstein
(1879–1955)

czwartek, stycznia 02, 2020

3632. Zaspokajając potrzeby

Self-publishing i sporo wiadomo (niestety). Redakcja i korekta przydałyby się tej pozycji książkowej (bardzo) — chwilami było ciężko. Kodeks etyczny pracy przydałby się autorce (w jednym miejscu) albo chociaż odrobina empatii — o której tak dużo w książce — a której w tym jednym miejscu zabrakło. Z karty redakcyjnej nie dowie się człowiek, kto jest autorem ilustracji — szkoda — można się tylko domyślać, ale pewności brak, więc tej informacji nie umieściłam w tym wpisie.

Pomimo wszystkiego tego, co powyżej, czytanie warte zachodu. Fajny pomysł, kilka cennych perspektyw i… 75/100, czyli coś o człowieczeństwie. Na koniec trzeba odnotować, że choć jest w tej książce coś drażniącego (im dalej, tym bardziej to czuć) — pewien rodzaj sztywności i schematyczności — to i tak warto zajrzeć choćby na chwilę lub dla jednej ilustracji czy jednego zdania. W tym sensie jest to książka i doskonała, i potrzebna.

Leżała sobie kilka lat na mojej cyfrowej półce i na mnie czekała. Wpadłam na nią przez przypadek, szukając czegoś w wirtualnej bibliotece. Łapałam przy tej książce oddech i uśmiech w świąteczny czas, czyniąc go lepszym i bardziej żyrafim, ale bez przesady.

Czym się różni chęć od gotowości? Kiedy masz chęć, to mówisz: chciałabym, ale… i masz 100 milionów wymówek. I nic nie robisz. Ale bardzo chcesz. Chęć nie oznacza, że idziesz i robisz. Gotowość oznacza, że chcesz i robisz. Ruszasz cztery litery i zasuwasz.

Trawa nie rośnie dlatego, że się ją ciągnie, podobnie, jak nie pcha się sznurka.

*

     — Co u Ciebie?
     — Dobrze.
     No, jak słyszę „dobrze”, to… nic nie słyszę, nic mi to nie mówi

*

Nie zawsze ludzie są gotowi do rozmowy. Warto się przyglądać, czy są gotowi, a jeśli tak, to ile mogą unieść.

*

ODRACZAĆ to nie znaczy REZYGNOWAĆ. Odraczać, to znaczy świadomie na chwilę zaczekać, ale kątem oka widzieć swoje potrzeby i o nich pamiętać. […] Jesteś CZŁOWIEKIEM i pamiętaj o tym.
     Odroczyć możesz, nie rezygnuj nigdy. Czy masz odwagę
?

[…] wcale nie chodzi, aby wybierać zawsze dobrze, tylko umieć powiedzieć sobie, że mój wcześniejszy wybór nie był najlepszy, zawracam i wybieram coś innego.

*

Siedzę na schodach, twarz mam w dłoniach. Biorę chwilę dla siebie, jakby mnie nie było. Hanka przysiada się i mówi w tempie karabinu maszynowego: smuteczek masz? To może ja ci coś pomogę? […] Ale może ty chcesz herbatki, a może kolację, a przytulaska? Ale masz smuteczek, czy jak? Ej, kobieto, co się martwisz, przecież masz tę MOC!

*

Rozwój jest tam, gdzie nas jeszcze nie było, w tym, czego jeszcze nie próbowaliśmy. To co znamy, to znamy.

*

Trzeba mieć odwagę powiedzieć NIE, i umieć zatroszczyć się o osobę, która to NIE słyszy. Mieć odwagę przyjąć NIE i zatroszczyć się o siebie. Trudna sztuka.

*

[…] on uczy mnie przyjmowania WSPARCIA. Żeby przyjąć wsparcie, to się trzeba zatrzymać. I on mnie zatrzymuje, kiedy nadal biegnę, choć nie mam już siły.

Zmień pionki na szachownicy — zmienisz wynik gry. Wymień jeden pionek, a już układ i rozkład sił może się zmienić.

*

Powiedziałeś czemuś TAK, wsiadasz i jedziesz, ale widzisz tylko kawałek. Nie potrzebujesz więcej. Jedź! Nie przewidzisz wszystkich przeszkód. Nie wiesz, gdzie będą roboty drogowe, gdzie się zatrzymasz na kawę i ciacho. Jak poczujesz, że potrzebujesz odpoczynku, to się zatrzymasz. Nie wiesz, gdzie trafisz na drzewo zwalone i naglę będzie objazd. Nie wiesz, gdzie utkniesz w korku.
     Ale wsiadłeś i jedziesz… i dojedziesz
.
     […] Widzę tylko to, co mam TU i TERAZ. Więc uczę się czerpać z pewności, jaką mam TU i TERAZ, w związku z tym, co TERAZ widzę oraz siłę z tego, że przecież jak dojadę do przeszkody, to się wtedy zastanowię, co mam zrobić. Teraz nie będę się zastanawiać, bo nawet nie wiem, jak ona wygląda.

Marzena Kopta, Podążając za żyrafą,
Wydawnictwo internetowe E-bookowo.pl, Będzin 2015.
(wyróżnienie własne)

To, co poniżej, jest ważne, bo często właśnie tak jest, ale ja bym dużego kwantyfikatora nie użyła, bo czasem (nawet jeśli tylko nieczęsto) krytyka dotyczy dokładnie tego, co robimy (naprawdę!). I dobrze, że tak jest — przekonałam się o tym wiele razy.

Każda krytyka mojej osoby, każda ocena, opinia dotycząca tego kim jestem, co robię, lub czego nie robię — jest wyrazem niezaspokojonych potrzeb i emocji osoby, która krytykę wypowiada. Mówiąc o mnie, tak naprawdę mówi o sobie!

(tamże)

3631. 2/366

czasem, by gapić się w ścianę. czasem, by biec przed siebie. a dzisiaj — co jest ważne?

2/366

środa, stycznia 01, 2020

3630. 1/366

idź i kochaj. dzień po dniu. ciekawe, gdzie dojdziesz za 366 dni.

1/366

*


Kaan.

ten kartonik jest ze mną trzeci tydzień… i uśmiecha. niezmiennie i bardzo. wpędził mnie w wyzwanie.

3629. Dobra wróżba

Kaan:
Dobra kawa to jak
dobra wróżba na nowy rok ;)

Kaan, Sadownik & Jabłoń:
(kilka godzin później w ulu dobro wspólnie wróżyli)

Jabłoń:
(ma nadzieję, że wszyscy
bliscy jej sercu pili dziś dobrą kawę
)

wtorek, grudnia 31, 2019

3628. Już za chwileczkę, już za momencik

Stado:
(jadące na święta dziesięć dni temu)

Jabłoń:
(przyznało się do trudności,
którą od jakiegoś czasu ma
)
Boję się marzyć…
(po chwili ciszy dodała)
…bo boję się, że mi los
środkowy palec pokaże… :(((

Sadownik:
Coś Ty temu losowi zrobiła?
Cztery razy pod rząd oblałaś?

Jabłoń:
Czym?
(dopiero po chwili przypomniała sobie, że
nauczycielem akademickim była
…)
Acha… :((((

Sadownik:
To przestań marzyć, stawiaj sobie cele.
Do celów los nie ma nic!

* * *

U pani Marii dwa dni później czerwień chwyciła mnie za serce. Ten kalendarz — skojarzenia z brewiarzem nasunął, przypomniał magiczny notes Kaan — nie musiał się prosić, by wprosić się do mojego życia.

Brewiarzyk dobrego życia dał się wczoraj sfotografować w Małej Danii, a jutro rusza do pracy…

* * *

Nikt ci nie przywróci dawnego życia.
Musisz je odzyskać sam
.

// Defenders, sezon 1, odcinek 1.