Kaan jest pięknym darem.

Świętowałyśmy swoją zwyczajność!
(siedząc pod tą fotą)
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kaan jest pięknym darem.

Świętowałyśmy swoją zwyczajność!
(siedząc pod tą fotą)
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
To pewnie można było przewidzieć. Likwidacja papieru spowodowała, że kilka książek wylądowało na stosiku czytania dziennego. Tylko pozornie te dwie książki nie mają ze sobą nic wspólnego. W rzeczywistości, myślę sobie, są o tym samym. Różni je forma przekazu, ale poruszają te same rejony Ducha.
Ptaki. Jako metafora. Gołębie, sroki, wróble, mazurki, czarne miejskie ptaki — mam do nich osobiste nastawienie. Mewy? Niespecjalnie zwracałam na nie uwagę. Ale po zdjęciach w książce Bacha wszystko się zmieniło. No i sam Bach. Książka książką, ale natura i doświadczenie Autora, które sprawiły, że widzi świat w taki sposób — zamyśliły mnie na długo, zainspirowały.

(Richard Bach, źródło)
Skoro talent jest mitem, to co jest prawdą?
Jest nią ciężka, wytrwała i odpowiednio rozplanowana praca. […] To nieustanne szukanie wyzwań, wybieranie spośród nich tych najtrudniejszych i skupianie na nich swej uwagi.
Artur Król, Talent nie istnieje. Droga do praktycznego osiągania
mistrzowskich umiejętności, Helion, Gliwice 2012.
(wyróżnienie własne)
***

(fot. Diego Bencomo Carrasguel, fragm.)
— Dlaczego, Jon, dlaczego? — spytała go matka. Dlaczego nie możesz upodobnić się do reszty stada? Dlaczego latania na małej wysokości nie zostawisz pelikanom i albatrosom? Dlaczego nie jesz? Jon, zostały z ciebie przecież same pióra i kości!
— Nie zależy mi na tym, jak wyglądam, mamo. Chcę tylko dowiedzieć się, czego potrafię dokonać w powietrzu, a czego nie. Chcę wiedzieć.
*
Każdego dnia po trochu poszukaj siebie dalej, siebie prawdziwego, niczym nieograniczonego Fletchera. Odtąd to on będzie twoim nauczycielem. Musisz go zrozumieć i nad nim pracować.
*
— Każdy z nas jest w rzeczywistości obrazem Wielkiej Mewy, doskonałym obrazem Wolności — mawiał Jonathan podczas wieczorów na plaży. Precyzyjne latanie jest krokiem ku pełniejszemu wyrażeniu naszej prawdziwej natury.
*
— Nie czekaj na wiarę — powtarzał Chiang. — Nie potrzebowałeś wiary, by latać, wystarczyło jedynie zrozumieć istotę lotu.
Richard Bach, Mewa,
przeł. Radosław Zubek, Rebis, Poznań 2010.
(wyróżnienie własne)

życzliwa. troskliwa. zabiera ból. woda.
budzi moje pragnienia, marzenia. dotyka możliwości. woda.
(6+5+4) × (2 × 25 m)
mogę stać się. dla siebie i innych. jak woda?
ツ
Sadownik:
(nadokuczał z powodu jabłońskiego kalectwa)
Uśmiechnij się!
Jabłoń:
(nabzdyczona z wyłączonym modułem poczucia humoru)
Do czego?
Sadownik:
Do mnie!
(po chwili)
Ja cię kocham za nic.
Jabłoń:
Za nic?
Sadownik:
Kocham cię pomimo
i dobrze się nad tym zastanów.
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
fakty. ● kobieta. po trzydziestce. z dużą nadwagą. platfusem. i chorym kolanem.
figura senna. bluzka z pliską niczym sukieneczka. koronkowe stopki. prześwitujące przez nie intensywnie wiśniowe paznokcie. widzę dziewczyneczkę.
poziom esencji. spojrzałam w jej oczy. głęboko. i głębiej. nie było tam kobiety. nie było tam dziewczyneczki. był potencjał. wspaniały.
*
fakty. ● mężczyzna. po czterdziestce. niski. szczupły. w garniturowych spodniach. w szpitalnych ochraniaczach na skarpetkach.
figura senna. człowiek wymuskany. nielubiący tracić czasu. zdobywca wszelkich dóbr i zachwytów. widzę zwycięzcę. tylko chwilowo na rehabie.
poziom esencji. spojrzałam w jego oczy. głęboko. i głębiej. nie było tam mężczyzny. nie było tam zwycięzcy. był potencjał. wspaniały.
bingo!
ツ
Sadownik:
(telefonicznie o znajomym, do którego się udał)
Mieszka w lesie…
Jabłoń:
Super!
Sadownik:
…z rodzicami.
Jabłoń:
Cóż. Każdy ma swojego grzyba…
(po chwili)
…A Ty wrócisz do swojego muchomora?
miliona rzeczy nie mam. ● tryliona rzeczy mieć nie będę. ale z tego, co mam, wycisnę, ile się da!
postanowione.
ツ
[suplement pikselowy: 15.12.2020]

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ostrzyłam zęby na ten tytuł. Czekałam, aż ukaże się w ibuku. Inne książki, wydane przez to samo wydawnictwo, są w wersji elektronicznej, a ta jedna nie. Czemu? A kto to wie. Czekałam. Aż mi się odechciało. Złamałam się.
Pomysł. Sprawił, że ostrzyłam sobie zęby własną fantazją na temat tej książki. Jeden człowiek. Wiele perspektyw postrzegania jego osoby. Mniam, mniam — myślałam.
Zapomniałam, że to Morrison. Że będzie o samotności. Że będzie o stracie. Że będzie o nieżywym, co żywym dość sprawnie układa wciąż życie. Że słowa niewypowiedziane mają moc i uruchamiają monstra. Że. Że. Że.
Już na początku tej książki, zamyśliłam się nad przyjętym kulturowo, by o zmarłych źle nigdy nie mówić. Dotarło do mnie, że ta złota reguła życia społecznego wielu ludziom nie pozwala przerobić znaczących w ich życiu trudności; zamyka im usta; nie pozwala odbić się od dna; zmusza do życia w niby-rzeczywistości. I że niby po co, w imię trupa?
Śpiewam półgłosem, głównie dla siebie, jak przystało starej kobiecie, którą wprawia w zakłopotanie świat — to taki je sposób wyrażania sprzeciwu wobec obrotu spraw w naszym stuleciu. W którym wszystko jest wiadome, a nic nie rozumiane.
*
Oto co sprawia nienawiść. Spala wszystko prócz siebie samej, tak że bez względu na to, jakie żywisz urazy, twoja twarz wygląda dokładnie tak samo jak twarz twego wroga.
*
— Wszystko ma swoje miejsce, proszę pana — zauważył Sandler.
— Święta prawda. Wszystko. Z wyjątkiem kobiet. Tych zawsze pełno wszędzie.
Sandler się roześmiał.
— W łóżku — ciągnął Cosey — w kuchni, koło domu, przy stole, pod nogami, na karku.
— Nie jest to takie nieszczęście — zaryzykował Sandler.
— Nie. Nie. To wspaniałe. Wspaniałe.
— To czemu pan się krzywi?
*
Nieważne, jaka jest twoja pozycja życiowa czy stan umysłu; rozgwieżdżone niebo jako sceneria twojej nocy czyni cię bogatym.
*
„Myślisz ciągle o śmierci” — powiedziałam jej. „Nie — odparła. — To śmierć ciągle myśli o mnie”.
*
Przepaść między pokoleniami jest rzeczą normalną, ale nie musi być nieprzekraczalna.
*
— Pokręcone, tak? Ja nigdy nie wierzyłem zbytnio w wolną wolę. Nic ci po niej, jak nie masz wyboru.[…] Ale wśród niewielu spraw, w których masz coś do powiedzenia, jest to, z kim się zadajesz. […] Niech ci się nie zdaje, że jak się cofniesz, to jesteś mięczak. Może ci to uratować życie. Nie jesteś bezwolny, Romen. Nie wierz w to. Czasami trzeba więcej ikry, żeby się cofnąć, niż brnąć dalej.
*
— Przepraszam, przepraszam bardzo — powiedział, sięgając po chusteczkę do nosa.
— Nie ma za co. Niech pan nigdy nie przeprasza za płacz po kimś.
[…]
Zbiegła na dół, nagle uświadamiając sobie różnicę miedzy obowiązkiem, a potrzebą serca.
Toni Morrison, Miłość, przeł. Krzysztof Zarzecki,
Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Między papierem. Bo co by dobrego nie powiedzieć o papierowych wersjach książek, nie poczytasz takich w nocy bez zapalania lampki. A kundla i owszem, i tak. Rozmowy na weekend zamieniły się w rozmowy czytane nocą. Ich klimat, gdzieś między literkami i znakami interpunkcyjnymi, wymykający się słowom, łatwy do poczucia, jest bezcenny.
[Małgorzata Halber] Uczysz się tego, że nie ma czegoś takiego jak sądy ogólne, nie ma „bo wszyscy uważają”, „bo mówi się, że”. Bo w sumie to każdy mówi o sobie, tylko dla bezpieczeństwa ubiera to w jakieś „kobiety”, „ludzie”, „Polacy”. Uczysz się też tego, żeby nie oceniać innych, bo tylko wtedy można naprawdę rozmawiać. I tego, żeby nie udzielać innym rad. To są rzeczy, które przydają się nie tylko uzależnionym.
*
[Dr Mariola Kosowicz] Czasami jedyną formą czułości jest trzymanie za rękę i ważne, żeby z tego nie rezygnować. Dotyk ma cudowne właściwości. Na poziomie psychicznym osoba chora czuje, że jest z nią ktoś bliski, kochający i czuje się bezpiecznie. Na poziomie fizycznym na przykład rany szybciej się goją.
*
[Anna Janko] Zazwyczaj myślimy o dzieciach w sposób „gatunkowy”, nie jak o indywiduach. Bo w istocie są one najpierw jakby tajemniczymi gośćmi na ziemi, przybywają do nas z zaświata i są symbolem niewinności, słabości, więc potrzebują ochrony i opieki.
*
[Ludwika Włodek] Czekałam na swoje wystąpienie w pierwszym rzędzie, za mną siedzieli jacyś chłopcy. Nagle jeden z nich mówi do kolegi: A ten Iwaszkiewicz to pedał podobno był. Gdy wyszłam na mównicę, nawiązałam do tego. Powiedziałam, że owszem, tak było, ale w sumie co to za różnica, czy kochał mężczyzn, czy kobiety.
*
[Hanna Samson] System, w którym funkcjonujemy, jest nieludzki. Liczę na to, że w końcu coś nam przeskoczy. Klik i zauważymy, że oprócz gromadzenia dóbr, liczy się także możliwość wpływania na swoje życie, wybierania, decydowania, dbania zarówno o sferę prywatną, jak i zawodową czy publiczną. Te sfery nie muszą być konkurencyjne, powinny się uzupełniać.
*
[Agnieszka Graff] Jest w nas takie pragnienie, żeby złapać, gdzie jest sedno.
*
[Red Lipstick Monster] Nie można polegać na zasłyszanych opiniach, trzeba zawsze krzyczeć: Sprawdzam!
*
[Krystyna Sienkiewicz] Musisz mi trochę pomagać w rozmowie, bo miałam rok temu udar, który zabrał mi dużo słów. Ot tak, gdzieś je pogubiłam. Teraz uczę się ich od nowa.
Praca zbiorowa, Polki. Rozmowy na weekend,
Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kilka dni temu. ● Dwa łóżka dalej. Na rehabie. Młody człowiek w typie aktywnego piłkarza wtoczył się o kulach, usiadł i został przepytany przez swojego rehabilitanta. Do dwudziestego sierpnia lekarz zabronił mu obciążać nogę.
Dla niewtajemniczonych, oznacza to, że dwudziestego będzie mógł ją obciążyć 25% swojej wagi, w następny tygodniu 50%, w kolejnym 75% i dopiero w jeszcze następnym 100%. Stuprocentowe obciążenie to dopiero początek trasy do uzyskania pełnej sprawności.
Ale on, ów młody człowiek oświadczył, że on rozumie lekarza, ale dwudziestego sierpnia chce chodzić i już! W duchu ryknęłam śmiechem. Miałam do tego prawo, bo rozumiem ten stan — gdy dotarło do mnie, że połamałam nogę, pomyślałam: sześć tygodni gipsu, dwa tygodnie rehabu i już!
Rehabilitant narobił się ostro, by choć lekko ostudzić zapał nieświadomego człowieka, który z uporem maniaka powtarzał, że dwa miesiące niesprawności to jest naprawdę wszystko, co on może znieść i poświęcić na tę kontuzję. Chwilę jeszcze zajmie sprowadzenie tego mężczyzny na ziemię. Nasze życia, nasze zdrowia mają w dupie kalendarze.
Świat bez kopytka mnie zmienił. Zmienił w sposób, który, choć przeczuwalny, przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Dopiero teraz, dopiero taka, jaką się stałam, mogłam sięgnąć ze zrozumieniem po tę książkę. Wcześniej byłam piłkarzem do nieskończonej potęgi.
Jabłoń:
(poranna, w 207. dniu Peregrynacji)
13 × (2 × 25 m)
ツ
*
Dzisiaj, w piątek 5 sierpnia 2005 roku, jestem […]. Przeczytałam dzisiaj, w piątek 5 sierpnia 2016 roku, początek pierwszego rozdziału. Uśmiechnęłam się, stwierdziwszy ten niesamowity zbieg kalendarzowych okoliczności: ten sam dzień, miesiąc i dzień tygodnia. Po kilku, kilkunastu akapitach strzelił mi do głowy pomysł na czytanie tej książki, który zagwarantuje nieśpiech — będę ją czytać w tempie, w jakim została napisana. Cdn.
Żeby wytrwać w czymkolwiek, trzeba utrzymać rytm. To ważne przy długoterminowych przedsięwzięciach. Kiedy ustali się tempo, reszta pójdzie jak z płatka. Problem polega na tym, by koło zamachowe obracało się z wyznaczoną prędkością, a dotarcie do takiego punktu wymaga całej naszej uwagi i wysiłku.
*
To, że jestem mną i nikim innym, jest jednym z moich największych walorów. Emocjonalne rany są ceną, którą się płaci za bycie niezależnym.
*
Nieważne, o jakiej dziedzinie mówimy — wygrywanie z innymi po prostu mi nie odpowiada. Znacznie bardziej interesuje mnie to, czy zdołam osiągnąć cele, które sobie wyznaczam, zatem pod tym względem biegi długodystansowe nadają się idealnie dla takiej mentalności jak moja.
*
[…] jedynym przeciwnikiem, jakiego ma się do pokonania, jesteśmy my sami i to, jacy byliśmy wczoraj.
Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)
Zbliżam się teraz do sześćdziesiątki. Kiedy byłem młody, nie mogłem sobie wyobrazić, że wiek XXI nadejdzie naprawdę i że — żarty na bok — skończę kiedykolwiek pięćdziesiąt lat . Teoretycznie, rzecz jasna, było oczywiste, że pewnego dnia — jeśli nic innego się nie wydarzy — ogarnie nas wiek XXI, a ja skończę pięćdziesiąt lat. Kiedy byłem młody próby wyobrażenia sobie siebie w wieku pięćdziesięciu lat były tak trudne jak próby konkretnego wyobrażenia sobie świata po śmierci. […]
Ale oto żyję teraz w tym niewyobrażalnym świecie. Czuję się w nim naprawdę dziwnie i nie potrafię powiedzieć, czy mam szczęście, czy nie. Może to bez znaczenia. Jest to dla mnie — i prawdopodobnie dla wielu innych — pierwsze doświadczenie starości, a uczucia, jakie mnie ogarniają, pojawiają się również po raz pierwszy. Gdybym doświadczał tego wcześniej, potrafiłbym to lepiej zrozumieć, ale ponieważ nie doświadczałem, nie potrafię. Jedyne, co mogę teraz zrobić, to odłożyć szczegółowy osąd na później i brać rzeczy takimi, jakimi są.
(tamże)
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Znam. ● Dwa niezawodne sposoby stwierdzenia, że upłynęło w naszym życiu więcej czasu niż myślimy.
Sposób pierwszy. Spotkać się ze znajomymi, których małe dzieci dość dobrze pamiętasz. I co? Zdziwiona, że nie mają dwóch, trzech lat? Przecież widziałaś tych znajomym wcale nie tak dawno temu. Patrzysz i własnym oczom nie wierzysz, „dzieci” mają dziesięć, dwanaście, piętnaście lat. Kiedy to się stało? Nie masz pojęcia.
Sposób drugi. Pójść do osobistej biblioteki. Rozejrzeć się chwilkę. Zdjąć z półki książkę, która cię urzekła kilka lat temu. Może też być książka, która czeka na przeczytanie od dwóch–trzech lat. I co? Zdziwiona, że pożółkłe przerażająco kartki? Momencik! Sprawdzasz rok wydania książki, bo wcale tak dawno nie kupowałaś tej książki. Patrzysz i własnym oczom nie wierzysz. Tę książkę kupiłaś w 1990, 1996, 1998 lub 2001. Jak to możliwe? Nie masz pojęcia.
Jestem taka mądra, bo oba te narzędzia mierzenia upływu czasu przećwiczyłam na własnej skórze nie raz i wiem, że działają świetnie. Mają oczywiście swoje wady, jak wszystko, musisz mieć znajomych z dziećmi lub posiadać własny księgozbiór.
ツ
*
Od kilku dni jestem niczym spadkobierca po samej sobie. Likwiduję papierową bibliotekę. Obliczyłam, że tą metodą, odzyskamy kilka metrów sześciennych kubatury Przytuliska. Likwiduję, dzieląc zdejmowane z półek książki na (a) te które zostają, (b) te które wychodzą, bo z nich wyrosłam i (c) te, które wychodzą, bo choć chcę je zachować, mogę mieć w wersji elektronicznej.
Biorę książkę z półki, decyduję (a), (b) czy (c)? Odkładam na odpowiedni stosik. Ale okazuje się, że we własnej bibliotece można się również mile zaskoczyć.
Wzięłam wczoraj do ręki książkę. Pamiętam dzień, w którym przyniosłam ją do domu. Było pochmurno, zimno i padał deszcz. Nie pamiętam, jak to się stało, że książkę odłożyłam na półkę bez przeczytania. Wtedy.
Wzięłam ją wczoraj do ręki. Tak. Tytuł zaintrygował mnie znów. Bogatsza o świat bez kopytka, który trwa, nie śpiesząc się, przeczytałam przedmowę. Książka nie wylądowała na stosiku (a), (b) czy (c) — znalazła miejsce przy hamaku, na stosiku papieru do bieżącego czytania — zauroczyła mnie idea wolnego jej przeczytania; czytania przez pryzmat świata z kopytkiem.
Bez względu na to, jak przyziemna wydaje nam się jakaś czynność, jeśli zajmuje nas wystarczająco długo, staje się aktem kontemplacyjnym, a nawet medytacyjnym.
*
[…] natknąłem się na duży artykuł o maratonie. […]
Jeden z maratończyków powiedział o mantrze, której nauczył go starszy brat — również biegacz — i którą ów długodystansowiec powtarzał, odkąd tylko zaczął biegać. Brzmiała ona tak: „Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem”. Powiedzmy, że biegniesz i myślisz sobie: „Cholera, tak mnie boli, że dłużej nie wytrzymam”. Fragment z „boli” jest nieuniknioną rzeczywistością, ale to, czy się wytrzyma, czy nie, zależy tylko i wyłącznie od biegacza.
*
[…] w książce tej jest nieco tak zwanych „życiowych nauk”. Nie są one niczym wielkim — to lekcje, które odebrałem, wprawiając własne ciało w ruch i przekonując się dzięki temu, że cierpienie jest wyborem.
Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czekaliśmy. ● Na lubianych bardzo ludzi. Wczoraj. Przyznałam się Sadownikowi do pewnej urbanistycznej perwersji, którą od dwóch tygodni uprawiam, gdy przemierzamy setki kilometrów polskich dróg. Nie wiem, co spowodowało tę dziwną zmianę optyki.
Otóż, konstrukt myślowy, prowadzący do i ku, jest następujący. Świat urządzono na patriarchalną modłę. Świat kręci się według patriarchalnych reguł gry. Świat odciska patriarchalny ślad na myśleniu o mężczyznach, kobietach, dzieciach i zwierzętach — zniewalając wszystkich od ‘a’ do ‘z’ i z góry na dół, czyniąc spustoszenie nie tylko w ludzkich umysłach…
Otóż, mając powyższe z tyłu głowy wjeżdżaliśmy do niedużej miejscowości, domki, domki, wieża kościelna, domki. Wjeżdżaliśmy do kolejnej miejscowości, domki, domki, wieża kościelna. Kolejne kilometry, zabudowania, domki, domki, wieża kościelna, zabudowania. I nagle myśl i optyka przestawiona, miejscowość jako tkanka społecznego życia widziana jako ciało wyciągnięte na łące. Przyjmuję tę optykę i co widzę? Ciało miejscowości jest męskie i zdrowe, w końcu miejskie fallusy (wieże kościelne) stoją od setek lat. Padłam ze śmiechu nie raz…
Jabłoń:
(przyznała się do powyższego)
Ciekawe, jakby wyglądały miejscowości,
gdyby urządziły je kobiety?
Sadownik:
Miałyby katakumby!
Jabłoń:
(nie wiedziała, czy ma się śmiać)
ツ
Jabłoń:
(w wodzie czuje się jak młoda bogini)
11 × (2 × 25 m)
Sadownik & Jabłoń:
(wracali z porannej pływalni)
Jabłoń:
(na schodach do domu)
Jak ja się kiepsko rozchodzę
w gazowym ośrodku!
ツ
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ja i Sadownik. Sadownik i ja. Należymy do grupy kilkuset osób, które wsparły wydanie tej książki w Polsce. Wsparły, ale pozostały z małym niesmakiem, ponieważ do dnia dzisiejszego nie otrzymałam elektronicznej wersji jednego rozdziału, co zostało nam zadeklarowane podczas wspierania tego projektu — nie musiano tego robić, ale skoro podjęto się takiej deklaracji, to wypadałoby się z niej wywiązać, ale może nie w Polsce…
Czy ja rozumiem, dlaczego niektóre książki — wcale niepięknie wydane, niezawierające ilustracji — ukazują się tylko w papierze? Nie rozumiem. Po prostu nie kupuję…
Pożyczyłam od Kaan, dzięki Jej pamięci. Dużo cytatów postanowiłam zachować od zapomnienia. Być może nawet kiedyś uznam się za dostatecznie „zgwałconą” i postanowię ją kupić (papier)…
Póki co, mogę tylko napisać, że warto, warto, warto! Warto tę książkę przeczytać. Ferment w mózgu cudowny! Nie, nie musisz się zgadzać, z tym, co czytasz — w ogóle nie chodzi o to. Nie ma co spłycać doświadczenia tej lektury. Chodzi tylko o to, by dopuścić do siebie myśl, że perspektywy są różne — niektóre fantastycznie obrazoburcze. Logiki tej książce odmówić nie można, jest do bólu spójna. Czy może zmusić nieruchawych do przygody myślowej? Chyba nie każdego. Oczywistym jest jednak, że nie da się tej książki nazwać oczywistą.
Bo muszę przyznać: tego ideału, którym nam ciągle wymachują przed nosem i do którego mamy wszystkie dążyć, pomijając fakt, że nie wiadomo właściwie, po co się tak strasznie męczyć — szczęśliwej białej kobiety, atrakcyjnej, ale nie kurwy, zamężnej, ale nie zahukanej, pracującej zawodowo, ale nieprzyćmiewającej męża swymi sukcesami, zachowującej dobrą figurę, ale nieznerwicowanej na punkcie jedzenia, młodą bez pomocy chirurgii plastycznej, spełnionej matki, ale nieograniczającej swoich horyzontów do pieluch i kaszek, dobrej pani domu, ale nie kury domowej, kobiety wykształconej, ale zawsze trochę mniej niż mężczyzna — nigdy jeszcze nie spotkałam. Nigdzie. Szczerze mówiąc, nie wierzę, by taka kobieta istniała.
*
Jesteśmy wciąż kontrolowane przez mężczyzn, którzy nieustannie wtrącają się w nasze sprawy i wskazują nam, co jest dla nas dobre, a co złe, a przede wszystkim przez inne kobiety, rodzinę, pisma kobiece i panujący dyskurs. Siła kobiet jest wciąż dewaloryzowana, bo nigdy nie służy ich kobiecości: „kompetentna” nadal znaczy „męska”.
*
Mężczyźni, nawet jeżeli potrafią ostro wypowiadać się przeciw niesprawiedliwościom społecznym i rasowym, stają się bardzo wyrozumiali, kiedy przychodzi do rozważania problemu męskiej dominacji. Wielu nawet gotowych jest dowodzić, że walka feministyczna jest zbytkiem, luksusem dla bogatych, pozbawionym istotnego znaczenia. Trzeba być idiotą albo po prostu człowiekiem nieuczciwym, by uważać jeden rodzaj ucisku za nieznośny, a w drugim doszukiwać się poezji.
*
To, co mnie skrzywia, i co mnie ustanawia.
*
Bo, wbrew temu, co się o mnie sądzi, wcale nie jestem tak bardzo na nich [mężczyzn] wściekła. A jeśli już, to nie na to, kim są i co robią, lecz na to, że chcą mi przeszkodzić w byciu tym, kim chcę i w robieniu tego, co mnie się podoba.
*
A przecież tradycyjnie nie oczekuje się od kobiet i mężczyzn, by się rozumieli, dogadywali i żyli razem w prawdzie. Jasno widać, że taka możliwość budzi lęk.
Z jednej strony godność jest na ustach wszystkich, z drugiej strony godność wszyscy mają gdzieś.
*
Rodzina, waleczność, męskość wstyd — wszystkie te tradycyjne wartości przypisujące każdą płeć do przewidzianych dla niej ról. Mężczyzn do roli trupów dostarczanych gratis państwu, a kobiet do roli niewolnic mężczyzn. Aż na koniec wszyscy zostajemy podporządkowani, a nasza seksualność — skonfiskowana, ocenzurowana, unormowana. Zawsze istnieje jakaś klasa społeczna, w której interesie jest zachowanie istniejącego stanu rzeczy i która będzie dążyć do ukrywania swoich najgłębszych motywacji.
*
[…] czy miałam prawo powiedzieć to, co powiedziałam. Kobieta. Moja płeć. Mój wygląd. We wszystkich artykułach, zresztą dość uprzejmie. O autorach pisze Houellebecqa. Gdyby, będąc tak uwielbianym pisarzem, był zarazem kobietą, pisaliby, że jest piękny. Albo że nie jest. Tak czy inaczej, znalibyśmy ich odczucia w tej kwestii.
*
Nie lubić kobiet to u mężczyzn postawa. Nie lubić mężczyzn to u kobiet patologia.
*
Warto wiedzieć, co nas czeka, jak tylko spróbujemy powiedzieć cokolwiek. Nawet najbardziej wkurwiony hip-hopowiec nie jest traktowany tak źle jak kobieta. A przecież wiemy, co Biali myślą o Czarnych. Lecz nie ma nic gorszego, niż być kobietą osądzaną przez facetów. Wszystkie chwyty dozwolone, począwszy od najpaskudniejszych.
*
Jako kobieta dostaję podwójną porcję ocen zaprawionych pełną rozbawienia wyższością. Plus zniewagi i przywoływanie do porządku. Z kim się spotykam. Dokąd wychodzę. Ile wydaję. Gdzie mieszkam. Pod kontrolą. Ze wszystkich stron. Dziewczyna.
*
Rady, jakie kobiety dają kobietom. Wyborne. Ukryjcie swoje rany, moje panie, ten widok może zbrzydzić kata. Trzeba być ofiarą godną szacunku. Czyli taką, która potrafi milczeć. Jej słowa zostają skonfiskowane. Są niebezpieczne, to już wiemy. Ale czyj spokój zakłócają?
*
Jasne, że czasem szlag mnie trafia i wybucham. W sposób, przyznaję, niezbyt kobiecy, za to często (czy to był przypadek?) skuteczny.
*
Im mniej ma facet męskich cech, tym podejrzliwiej spogląda na to, co robią kobiety. I odwrotnie, im więcej ma pewności siebie, tym lepiej znosi różnorodne postawy dziewczyn, a także ich męską stronę.
*
Po wielu latach starannych, uczciwych i rzetelnych badań w końcu odkryłam, że kobiecość to kurewstwo. Sztuka służalczości. Możemy, rzecz jasna, nazywać to uwodzeniem i pokazać w stylu glamour. Ale to poziom olimpijski, w tym sporcie bardzo rzadko mamy z nim do czynienia. W większości wypadków wystarczy okazać swoją niższość. Wchodzimy do pomieszczenia, rozglądamy się, czy są jacyś mężczyźni, staramy się podobać. Nie mówimy zbyt głośno. Nie wyrażamy się w zbyt kategorycznym tonie. Nie siadamy wygodnie rozkładając kolana. nie wypowiadamy się autorytarnie. Nie rozmawiamy o pieniądzach. Nie chcemy przejąć władzy. Nie chcemy obejmować ważnych funkcji. Nie zależy nam na autorytecie. Nie śmiejemy się zbyt hałaśliwie. Nie jesteśmy zbyt dowcipne. Podobanie się mężczyznom to skomplikowane zadanie, wymagające wymazania wszystkiego, co związane z dziedziną władzy.
*
Kapitalistyczny świat wali się i nie zaspokaja ludzkich potrzeb: brakuje pracy, w pracy brakuje godności, ekonomiczny przymus prowadzi do absurdów i okrucieństw […]. To nie panujący system polityczny jest wadliwy, tylko emancypacja kobiet szkodliwa.
*
Nie mam zamiaru uciekać przed konfliktem, by nie ujawnić swojej siły i nie ryzykować utraty kobiecości.
*
W czym się […] utwierdzamy? Czego właściwie się boimy? Co strasznego się stanie, gdy rozpadną się posklejane na ślinę z fałszu archetypy, gdy okaże się, że dziwki są zwykłymi kobietami, a matki przez sam fakt bycia matkami nie stają się dobre ani dzielne, ani kochające? Że wszystko zależy od ludzi, od sytuacji, od chwili?
Uciec od maczyzmu, tego kanału, w który dają się wpuścić tylko idioci. Wypiąć się na obowiązujące zasady podziału cech. Na system obowiązkowych maskarad.
*
Istnieje pewna forma mocy, która nie jest ani męska, ani żeńska; która powala, wstrząsa i utwierdza. Zdolność powiedzenia NIE, narzucenia swojego punktu widzenia, nieukrywania się.
*
Prawdziwa odwaga. Skonfrontować się z tym, co nowe. Co możliwe. Co lepsze.
Viriginie Despentes, Teoria King Konga,
przeł. Anastazja Dwulit i Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Feminoteki, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jeszcze rano czytałam: Większość ludzi nie ma pojęcia o istocie transpłciowości. Ktoś musi o tym mówić. I to jest święta prawda. Prawdą jest też to, że ci, którym w życiowym rozdaniu przywilejów trafiło się ciało „zgodne” z tym, kim są, powinni o tym przeczytać.
Książkę wypatrzyła Kaan. Książkę tę mi podarowała. Dzięki niej nie przegapiłam — cudowne uczucie, dostać i czytać.
Książka zmusza — może tylko tych zbyt refleksyjnych — do rewizji, remanentu mankamentów własnego życia. Jeśli jesteś od urodzenia w tym ciele, w którym chcesz być, cała reszta trudności karłowacieje bądź znika, bez względu na to, czy jesteś hetero czy homo.
Tę książkę i książkę Tego Autora łączy, wymieniona z imienia i nazwiska, Ewa Hołuszko, której kilka wypowiedzi znalazło się już na tym blogu — uśmiechnęłam się, jak zwykle, gdy „spotykają się” książki, bohaterzy, autorzy.
[…] mam ogromną nadzieję, że będzie lepiej. Nadzieja jest jakimś pogodzeniem się z losem, poddaniem się mu.
*
Tak trudno się odsłonić przed ludźmi, którzy ofiarowali ci życie.
*
Dziewczyny… Jak ja im zazdrościłam, że mogą uwalniać to wszystko, co we mnie uwięzione i skulone, skomlące jak zbity pies. Ich swoboda, wolność. To właśnie z wolnością kojarzy mi się kobiecość.
*
Z czasem dotarło do mnie, jak złożone są problemy tożsamości i że nikogo nie należy oceniać. Trzeba tylko otworzyć się na to, kim drugi człowiek jest i jak sam siebie określa.
*
Korekta to także grzebanie się w sobie i ciągłe konfrontowanie z wewnętrznymi demonami, nie tylko z ludźmi, z normami społecznymi, z rodziną. To jest daleka podróż, podczas której dowiadujesz się bardzo wiele o życiu i zmieniasz się nieodwracalnie pod wieloma względami.
*
W dodatku kobiecość jest surowo oceniana przez mężczyzn. Trudno się na to znieczulić, trudno się uniezależnić, stworzyć własny system wartości. A masz do niego prawo i świat musi to zaakceptować, bo jest dla ciebie, a nie tylko ty dla niego.
Buntuję się, widząc, jak wiele kobiet w obawie przed odrzuceniem spycha to, co w nich najcenniejsze, w głąb siebie.
*
Na koniec dnia mam siebie i chcę, aby to było dobre towarzystwo, a nie wróg.
*
Ludzie chyba potrzebują „innego”, żeby go obwiniać o to, jaki ten świat jest. Zdejmują z siebie odpowiedzialność za to, co się wokół nich dzieje. Nawet katolicy zapominają o nauczaniu Jezusa. Wiedzą lepiej. Nierzadko są to kapłani.
Głośno skandujący krótko ostrzyżeni mężczyźni też uważają się za głosicieli jedynej prawdy.
[…]
W tłumie im łatwiej. Ludzie, którzy w grupie mnie atakowali, przechodzili obok mnie bez słowa, nawet na mnie nie spoglądając, gdy byli sami. Nawet widziałam wstyd za wcześniejsze zachowanie. Nie zdarzyło się też, by zranił mnie ktoś, kto mnie dobrze znał.
Zatem jestem ofiarą jakichś legend.
*
— Często się boję. Pani też?
— Tak. Ja też. Często.
— Myślałem, że dorośli są odważni.
— Legendy… Uściskasz mnie?
Kinga Kosińska, Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

oddech. ● wszedł w nią. oddech. opuścił jej ciało.
na ławeczce ich troje. Jabłoń, oddech i drzewne życie, które zapytało:
— idziemy?
— idziemy.
tak!
ツ
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Polsko, pomyślałam nie raz podczas lektury tej książki, gratuluję ci, że zrezygnowałaś z dwóch, a może nawet trzech, pokoleń swoich obywateli. Czy było warto? Czy skórka warta wyprawki?
Uważał też [Keynes], że poprawa położenia milionów pracowników tu i teraz automatycznie przełoży się na ich lepsze jutro. I odwrotnie, jeżeli składamy na ołtarzu reform całe pokolenie, wcale nie gotujemy lepszej przyszłości ani tej, ani kolejnej generacji.
*
Bardzo mi się podoba takie zasłyszane gdzieś zdanie, że w Polsce od 1989 r. uprawiamy taki wyczynowy kapitalizm, począwszy od reform Balcerowicza. My zawsze mieliśmy być najlepsi na świecie. Zawsze wściekałem się na takie dictum, bo moim zdaniem nam by wystarczyło, byśmy byli coraz lepsi. A nie zawsze najlepsi.
*
Wpadanie w pułapkę jakiejś ideologii często skutkuje ślepotą na niedoskonałości modelu.
*
„Pracownicy wydają tyle, ile zarabiają, przedsiębiorcy — tyle, ile wydają” — dowodził Kalecki. Przecież to równie proste jak słynny bon mot Henry’ego Forda, że „samochody nie kupują samochodów”, i dlatego warto pracownikom płacić tyle, by stali się konsumentami.
*
„ […] Polak słyszy, że rząd powinien się zachowywać podczas kryzysu jak gospodyni domowa, która gdy nie ma pieniędzy, to oszczędza. I myśli sobie, że to ma sens. Z tego typu rozumowaniem zgadza się większość sił politycznych w kraju” — opowiadał mi Jerzy Osiatyński. Przełom przyniósł dopiero obecny kryzys. Im dłużej trwa, tym bardziej trafia do przekonania Kaleckiego, który brzmi tak: jeśli nie pójdziesz do fryzjera, to twój fryzjer nie zje obiadu. W sumie nie musi cię to niepokoić, ale jeżeli wszyscy będziemy oszczędzać i przestaniemy kupować, czeka nas bezrobocie. Wtedy budżet nie zbierze ani VAT-u, ani podatku dochodowego — i jeszcze trzeba będzie wypłacać zasiłki.
*
Wszak populista to zawsze… ktoś inny. […] ten straszny, nieodpowiedzialny populizm, przed którym wielu przestrzega, po prostu… nie istnieje? Nie ma go. Został wymyślony jako narzędzie walki politycznej i niszczenia niewygodnych politycznych konkurentów. Bez konieczności wchodzenia z nimi w merytoryczną debatę.
*
[…] logika rynku zastosowana w wielu dziedzinach zwyczajnie się nie sprawdza. Tak jak w służbie zdrowia albo transporcie kolejowym. Te dziedziny po urynkowieniu przestają być publiczne.
*
[…] ludzie są szczęśliwsi wszędzie tam, gdzie nie muszą na każdym kroku boksować się z konkurencją i wymieniać swoich umiejętności na chleb w wielkim rynkowym współzawodnictwie — nawet jeśli w tej rywalizacji kryje się milion okazji i szans.
*
Liberałowie powtarzają zwykle, że trzeba czekać na to, aż rynek w końcu wróci do stanu równowagi. Tymczasem Keynes zdał sobie sprawę, że gospodarka nie potrafi podnosić się po wielkich kryzysach w sposób naturalny. A już na pewno nie robi tego szybko. Ktoś musi jej pomóc. Kto ma to zrobić? Oczywiście ludzie! W końcu to nie jacyś wszechmocni bogowie doprowadzili do kryzysu, lecz właśnie ludzie tworzący gospodarkę. A skoro to my sami wpędziliśmy się w kłopoty, to teraz sami powinniśmy sobie pomóc.
Rafał Woś, Dziecięca choroba liberalizmu,
Studio EMKA, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
fatal error. ● somatyka nie nadążała za duchem. upał. niemoc. rany boskie. ile to będzie trwało? dziś już wiem, 48 godzin. czy w ogóle się skończy? tak, choć prawie przestałam w to wierzyć. było źle. skąd wiem? wszystko, zupełnie wszystko zawiesiłam na kołku. wtórne, kompletnie bez znaczenia, a dużo mówiące: nie przeczytałam nawet linijki, nie zapisałam ani słowa. nie ogarniałam tego, co ze mną się działo. ale dziś nad ranem rozmarzyłam się na temat śniadania. wiedziałam, że wróciłam.
szczęście!
ツ
*
Wróciłam do czytania też. Ta książka uświadomiła mi wartość dobrych powieści. Zostałam z poczuciem, że zaskoczyłam, jeśli chodzi o ten gatunek.
To nie jest książka, od której warto zacząć czytanie Morrison. Oj nie. Chyba. Dla mnie to nie tylko opowiedziana historia, która przybliża okrutny czas, ale przede wszystkim to ponadczasowa, uniwersalna książka o demonach, które zakrzywiają ludzką percepcję. To opowieść, po której już wiesz, jeśli nie wiedziałeś wcześniej, że każdy, choćby nie wiem jak irracjonalny, ludzki czyn zwykle ma bardzo logiczne uzasadnienie.
— Teraz będzie bolało — ostrzegła Amy. — Jak martwe wraca do życia, to boli.
*
— Mówiłam o czasie. Tak trudno mi uwierzyć w czas. Niektóre rzeczy odchodzą. Mijają. Niektóre zostają. Myślałam, że to moja pamięć. No, wiesz. O pewnych rzeczach zapominasz. O innych nigdy nie zapomnisz. Ale to nie to. Miejsca, miejsca pozostają na zawsze.
*
Nikt z nich nie zdawał sobie sprawy z ogromnej przyjemności obcowania z czarami, kiedy nie tyle podejrzewa się, co wie, że za rzeczami kryją się inne rzeczy.
*
Cz to będzie w porządku? Czy będzie w porządku zaczynać od nowa i czuć? Zaczynać od nowa i liczyć na coś?
*
— Może wszystko powinno zostać tak, jak jest — odezwała się Sethe.
— A jak jest?
— Jakoś się żyje.
— A co w środku?
— Nie wchodzę do środka.
*
— Dzisiaj to jest teraz — rzekła Sethe. — A jutro to nigdy.
*
Paula D zawsze zdumiewała cichość śniegu. On nie padał jak deszcz, lecz jak tajemnica.
*
Nie trzeba zdumiewać się w obliczu cudu, który jest naprawdę cudowny, bo czar kryje się w tym, że zawsze wiadomo, iż czeka tam na ciebie.
*
— Jak poprosi, to mu pomogę, w czym chce.
— A dlaczego nagle wymagasz, żeby sam poprosił?
*
Powolne, co-by-było-gdyby myśli, które głęboko ranią, ale nie natrafiają na nic, na czym można by się było oprzeć.
*
[…] nikt nie potrzebuje dorosłego zła siedzącego przy stole z pretensjami.
*
Na początku nie było słowo. Na początku był dźwięk, i wszystkie wiedziały, jak ten dźwięk brzmiał.
*
Wszystko mogło go wzruszyć, a on wszelkimi siłami próbował tego nie pokochać.
*
Jest taki rodzaj samotności, którą można ukołysać. Trzeba skrzyżować ręce, kolana podciągnąć pod brodę i zacząć się powoli bujać. Ten ruch, w odróżnieniu od statku, uspokaja i przywraca panowanie nad sobą. To jest odmiana wewnętrznej samotności, przylegająca ciasno jak skóra. Ale jest również inna samotność, która lubi wędrować. Na taką kołysanie nie zda się na nic. Ta jest żywa, samodzielna. To coś suchego, rozpraszającego się, co wydaje dźwięk podobny do tupotu stóp nadchodzących z bardzo odległego miejsca.
Toni Morrison, Umiłowana,
przeł. Renata Gorczyńska,
Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czasem myślałam sobie, że może psychologia troszkę przesadza, że wahadło wychyliło się niezdrowo na stronę toksycznych rodziców, nadużyć, przemocy takiej i siakiej.
Myślałam tak, bo jednak są ludzie, którzy używają toksycznych rodziców, nadużyć i przemocy jako fantastycznego usprawiedliwienia, by po prostu nic nie robić ze swoim życiem, problemami i trudnościami, pomimo piątej, szóstej dziesiątki na karku.
Myślałam. Sobie. Tak.
*
Sobota. Mały Nowy Jork. Ryknął w kuchni nie na mnie. Dwie futryny dalej zamarłam, wstrzymałam oddech. Uczucie. Intensywne. Skąd je znam? — zaczęłam się przyglądać temu, co przytrafiło się mojemu ciału. Mam! Na ułamek sekundy nie było mnie w Małym Nowym Jorku, byłam trzysta kilometrów dalej, miałam naście lat i mój ojciec się darł.
W sobotę ryknął nie mój ojciec na swojego syna, jakby ten ostatni miał kilkanaście lat, a nie czterdzieści. Wyobraziłam sobie tę scenę dwadzieścia kilka lat temu z nastolatkiem, całkowicie zależnym od rodziców, w roli głównej. Jak się czuł? Moment. Stop. To była przemoc psychiczna. Nie myślę tak. Ja to wiem. Kropka.
*
I nagle otworzyła mi się klapka w głowie. Trudności w relacjach rodziców i dorosłych dzieci nie są związane tylko i wyłącznie z tym, że ci ostatni są nie dość wdzięczni, nie dość szanujący, nie dość dobrzy, nie dość doterapeutyzowani (jeśli są dość bogaci). Te trudności mają niebanalne źródło w tym, że rodzice, pomimo niebagatelnego upływu czasu, nie przyjmują do wiadomości, że ich dzieci to już dorośli ludzie. Bo łatwiej nawrzeszczeć — użyć tak bardzo skutecznej kiedyś metody, a że nie działa dziś? Złe dziecko, wciąż! Ale teraz ze źle wychowaną żoną w pakiecie.
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kilka dni temu, a może tydzień temu lub tydzień z okładem, Sadownik przeczytał mi fragment rozmowy. Było o kilku rodzajach męskiego orgazmu. Koła nie odkryliśmy, ale miło się rozmawiało o naszym doświadczeniu. Postanowiłam upolować książkę — wszak mężczyzną nie jestem, więc co ja wiem o zabijaniu.
Pani zadająca pytania trzyma poziom od początku do końca — infantylny, prostacki i stereotypowy — jeśli tak postanowiła, chylę czoła, bo to sztuka ogromna. Pan daje radę, prostuje, powtarza, tłumaczy i dlatego warto tę książkę przeczytać, bo treść odpowiedzi, na szczęście, budzi wiele refleksji i pozostawia ze świadomością daru, jakim jest dotyk.
Przede wszystkim powiedz, dlaczego kobiety roszczą sobie prawo do decyzji, jaka pasja jest dla mężczyzny dobra, jakie hobby infantylne? Jaki gadżet jest mu potrzebny, a jaki bezużyteczny? Czy tobie byłoby miło, gdyby partner grzebał ci w kosmetyczce i wyliczał szminki?
*
Drogie panie, wy także musicie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A w związku z tym, że być może same nie wiecie, jakiego partnera szukacie, łatwiej wam mówić o kryzysie męskości, a nie o rozkwicie czy przełomie męskości.
*
W latach dziewięćdziesiątych największym marzeniem każdego nastolatka było odnalezienie u rodziców kasety VHS.
Pamiętam swój pierwszy film porno. Pewnego dnia dzwoni do mnie kolega z siódmej klasy. Dyszy do słuchawki: „Przychodź szybko, znalazłem pornola”. Biegnę zatem do klatki obok. On już trzymał w ręku dwie czarne kasety. Nie mają naklejek. Pytam: „Skąd wiesz, że to porno? Bo znalazłem w szafce z majtkami rodziców”. Dzwonimy więc do reszty chłopaków z naszej paczki. Solidarnie czekaliśmy, żeby wspólnie wsunąć kasetę w otchłań magnetowidu. Filmy były dwa — jeden produkcji niemieckiej, drugi czeskiej. Sceny tam zawarte były pornograficzne, jednak dziś podobne widzimy w każdym filmie puszczanym przed dwudziestą drugą.
*
Bo czym jest seks? Radością, dawaniem radości, braniem radości, spotkaniem intymnym.
*
Ale zależy mi na tym, żeby dorosłego faceta nie traktować przedmiotowo. Ty jako kobieta podejrzewasz, że on, biedny żuczek, dał się zmanipulować i zdeptać pantoflem silnej partnerce. Nie musi tak być! On ma wybór. Podejmuje decyzje, jest dorosły. Koniec zwalania winy na kobiety. Mężczyźni mają swój rozum, znają siebie i powinni umieć za siebie decydować. A jeśli nie umieją podjąć decyzji, niech się nauczą. Albo ponoszą konsekwencję. Na tym, niestety, między innymi polega dorosłość.
*
Największym seksualnym organem ludzkiego ciała jest skóra, a nie penis, nie wagina. Ogniska zmysłowe, strefy erogenne mogą być na całym ciele. Tylko pozwólcie sobie na to, żeby je odkryć. Przytulajcie nago swoich partnerów. Dotyk stymuluje układ nerwowy, w związku z tym w mózgu uruchamiają pracę przekaźniki odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. W człowieku pojawia się uczucie dobrostanu, szczęścia, bo mózg dosłownie zalewany przez endorfiny. […] zacznie wydzielać się oksytocyna, czyli neuroprzekaźnik, który przywiązuje nas do siebie.
*
Moim zdaniem mężczyzna ma prawo mieć wydepilowane brwi i nadal być męski. Bo mężczyzna ma prawo być, jaki chce, bez względu na to, co podoba się kobietom.
*
A związek nie jest constans. To nie jest ciało stałe. To zawsze jest ciało ciekłe. To jest żywy organizm, bo partnerzy są żywi. Związek wciąż się porusza, rozwija, płynie.
*
[…] istnieją trzy najczęstsze sytuacje, w których podnieca nas nasz długoletni partner. Są to chwile, w których jesteśmy daleko od siebie, kiedy nasz partner czy partnerka robi coś zaskakującego, nieznanego i kiedy realizuje swoje pasje. We wszystkich tych sytuacjach widzimy partnera oderwanego od nas, a tym samym podniecającego.
*
Czy ty naprawdę myślisz, że wszyscy faceci tak się boją kobiet i presji? Przykro mi, nie macie aż takiej władzy. […] Nie przypisujcie sobie wszystkich zasług w zmianach obyczajowych. Wybacz, ale nie tylko wy macie dobre pomysły.
*
Pamiętajmy, im mniej pracy wkładamy w relację na początku, tym więcej pracy czeka na później. Niestety, łatwiej nam widzieć w partnerze misia niż tygrysa. Dlatego ludzie udomawiają swoje potrzeby seksualne, traktując je kanapowo.
*
Zachowujesz się jak więzienna strażniczka! Jakie masz prawo oceniać czyjeś wybory? Każdy ma prawo wiązać się z kim chce! Może ten facet miał już dość bycia mądrym facetem? Chciał wyjść z tej roli?
*
Zacytuję ci mądrą wypowiedź profesora Tomasza Zaleśkiewicza: „Kapitalizm wżarł się w nasze życie na dobre, degenerując i sprawiając, że wszystkie działania, które podejmujemy, są przez nas wartościowane. Właściwie już niczego nie robimy dla czystej przyjemności”.
*
Na trop naprowadził mnie przyjaciel mojej rodziny, pan po siedemdziesiątce. Jechaliśmy gdzieś tam samochodem i po drodze mieliśmy odebrać z dworca jego żonę. Powiedział: „Chodź, podjedziemy po tę obcą babę, co będzie czekała na peronie. Pewnie znowu jej nie poznam”. Zdziwiłem się, pytam go, jaką obcą babę? Przecież jedziemy po twoją żonę, tak? A on odpowiedział, że jak ona wyjeżdża, choćby tylko na dwa dni, to zawsze wraca jakaś obca, odmieniona, inna niż wyjeżdżała. I że jemu się to strasznie podoba […].
*
[…] według mnie ważne jest, żeby się otworzyć na zmiany, na przemijanie, ulotność chwil, upadki i wzloty. […] pewnych rzeczy już wprawdzie nie zrobisz, ale wiele innych jeszcze zdążysz. Tymczasem niektórzy z nas nie dadzą sobie szansy i możliwości na przeżycie nowej przygody, którą proponuje nam dojrzałość i starość.
Michał Pozdał, Agata Jankowska, Męskie sprawy.
Życie, seks i cała reszta, Świat Książki, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

— co się stanie? ●
— nie wiem. robię to pierwszy raz. — uśmiechnęła się.
ツ
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
krytykowanie siebie. ● zatrzymałam się w sobie. zatrzymałam, tak jak lubię. I?
i. krytykowanie siebie to doskonałe, jeśli nie najdoskonalsze, narzędzie, byś mógł pozwolić sobie nie być tu i teraz, tym kim jesteś.
jestem!
ツ
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czy się bałam? ● Tak. Czy chciałam? Bardzo. Zaprotokołować!
Dziś. Pierwszy raz w tym roku byłam na pływalni. Odkrywam na nowo pływanie. Ruchowo zrzuciłam z siebie ponad dwadzieścia lat. Jutro powtórka. I pomyśleć, że pół roku temu bez jednego dnia — krytyku wewnętrzny, uwierzysz, że pojąłeś termin pół roku? — marzyłam o misce. Życie jest cudem. Niebywałym! Baza jest:
10 × (2 × 25 m)
Obroniłam tytuł nadany przez Sadownika:
The Best «Cripplessa» of the World!
pływam!
ツ
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Tytuł przewrotny. Nie można się zdecydować, interesujący czy zabawny. Ale z niebywałą prostotą budzi wewnętrznego anarchistę i już chcesz, już prawie wiesz, że będzie ogromną przyjemnością zatopić w tej książce siekacze.
I to jest przyjemność! Kolejka książek do czytania? Pieprz to! Rany boskie, ty klniesz? Pieprzyć to! W tym roku, obok filozofii chodzenia, to druga najlepsza książka „filozoficzna”.
To książka o wymiarowaniu, określaniu właściwych wymiarów rzeczy, poglądów i światów.
Kiedy mówimy różnym sprawom „pieprzę to”, znaczenia zaczynają się kruszyć.
*
Na tym polega cały dowcip:
[…] Duchowość jest we wszystkim. Wszyscy i wszystko ma wymiar duchowy. […] Możesz szczerze powiedzieć wszystkiemu „pieprzę to” i nadal być uduchowionym, bo niemożliwe jest nie być uduchowionym.
*
Spróbuj robić mniej, a nie więcej. […] zadaj sobie pytanie, czy warto poczekać i zobaczyć, co się stanie.
*
Wszystko przyspiesza w kulturze sukcesu. Nawet uczestnicy zajęć z jogi rozglądają się, kalkulując, jak szybko uda im się wykonać tę skomplikowaną asanę albo czy ćwiczenie pranajama przyniesie im spokój we wszystkich sferach życia.
Czuję się spięty, tylko o tym pisząc.
Selekcjonowanie własnych pragnień jest oczywiście trudne. […] Niektóre pragnienia mogą istnieć obok siebie, a inne ze sobą konkurują. Zacznij się nad tym zastanawiać.
*
Kiedy świat znaczeń przestaje mieć nad nami władzę, rzucamy wyzwanie wszystkim tym, którzy nadal w nim tkwią.
*
Dzisiaj jedynym moim punktem widzenia jest to, co widzą moje oczy.
John C. Parkin, Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha,
przeł. Cezary Welsyng, Helion, Gliwice 2011.
(wyróżnienie własne)

*
Opus, Live is Life.
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Z uporem maniaka na tym blogu nie ma (prawie) ani słowa na temat aktualnych, politycznych, publicznych dramatów, dylematów, kwestii, dróg donikąd, klauzul sumień najbardziej sumiennych. Nie ma, bo trzeba by długo, bezowocnie i całkiem bez sensu. Ale czasem wyjątek sam włazi w ręce — publiczne staje się prywatnym.
Coś napadło mnie wczoraj. Zachciało mi się w autobusie ruchomego, ale od końca. Było więc With My Own Hands, Beautiful Day, potem Cohen i Zębaty z tym samym utworem. Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie mój szczery śmiech i ubaw, w który wpędziły mnie katolickie przygotowania do ŚDM. Wyszłam z Ośrodka, kilometry chodzenia chciałam sobie nabić, więc obok Placu Piłsudskiego mknęłam. I?
I upłakałam ze śmiechu. Scena na placu, głośna muzyka i. I co? I Hallelujah Leonarda Cohena! Trzeba przyznać, że to niezły chichot historii, pochodzenia i perspektyw widzenia świata. Chyba śpiewający tę „nutę” nie wiedzieli nic o tym utworze. Nikt im nie powiedział, że nie każde Alleluja ma wymiar katolicko-mizoginistyczno-żałujący-za-grzechy wielbienia pana? Przenośnie, parabole, elipsy, inne środki wyrazu? Gdzie? Czepiasz się babo. Alleluja! Wiem. Czepiam się. A może? Chwila, chwila. Oczywiście, że jest to głęboko religijna pieśń, tyle że religią nie jest katolicyzm, lecz człowieczeństwo.
*
Nie byłoby tego wpisu również z drugiego powodu. Dziś rano przeczytałam piękne słowa:
Udawanie, że jest inaczej, wymagałoby zapoczątkowania nowej religii, której przyświecałoby chwytliwe hasło: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę”.
O to właśnie chodzi w religii. Tyle tylko, że zawsze dodaje się jeszcze jedną linijkę, która psuje mi humor i całe hasło brzmi wtedy następująco: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę. A jeśli jesteś inny niż ja, wtedy jesteś w błędzie. I będziesz się przez to smażył w piekle”.
John C.Parkin, Filozofia f*k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha,
przeł. Cezary Welsyng, Helion, Gliwice 2011.
(wyróżnienie własne)
*
Przypomniały mi się zajęcia z przekleństw. Grzeczna nad wyraz, poza wszelką normę dla kobiet ustanowioną, spokojna do bólu dziewczyna. Przekleństwo przez jej gardło przejść absolutnie nie mogło. Nauczyciel zarządził na koniec, że nie wyjdziemy, jeśli każdy nie przeklnie. No i groziło nam uwięzienie na resztę wieczności. Dziewczyna nie chciała, nie potrafiła, nie mogła, o sumieniu nie wspomniała — nie było wtedy takiej mody. Nauczyciel już prawie się poddał, gdy z grzecznej dziewczyny wyrwało się głośne, niskie: fuck it all! Zatkało nas wszystkich z wrażenia. To było spektakularne przekleństwo!
Więc?
Fuck it all! Hallelujah!
It’s a beautiful day!
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nie zawsze, gdy budzę się w środku nocy, jestem przeszczęśliwa z tego faktu. Ale dziś w nocy właśnie tak było. Mogłam spokojnie skończyć książkę.
Książkę bardzo grubą kreską malowaną, jaskrawymi nićmi wydarzeń w życiu bohaterów szytą. Zero subtelności, pięścią między oczy. Być może inaczej niektórym łatwiej byłoby polemizować, niuansować. Nie jest to możliwe po tej książce.
Książka ta jest prawdziwą gratką dla wielbicieli stron redakcyjnych — należę do nich. Dowiedzą się oni nie tylko o tym, że to najnowsza powieść Autorki, ale również zdziwią się, jak bardzo tytuł polski nie ma nic wspólnego z oryginalnym tytułem. Efekt, gdy kończyłam książkę, pomyślałam, że każdy z nich ma swój ważny wymiar. Miodzio!
I pomyśleć, że stała w kolejce do kupienia i przeczytania. Kaan mnie zmobilizowała, by nie czekać. I nie mogę uwierzyć, że dwa miesiące temu nie miałam pojęcia o tej Autorce. Do wczoraj nie wiedziałam nawet, że jest Noblistką — pewnie gdybym wiedziała, nie ruszyłabym Jej prozy, bo na paru noblistach przejechałam się nie tylko w szkole średniej.

(fragment kadru z filmu poniżej)
Nauczyła mnie czegoś, co zawsze powinnam była wiedzieć. To, co robimy dzieciom, ma znaczenie. A one mogą tego nigdy nie zapomnieć.
*
— Przez kłamstwo. Przemilczenie. Niemówienie, co jest prawdą i dlaczego.
— O czym.
— O naszym dzieciństwie, tym, co nas spotkało, i że robimy i myślimy różne rzeczy właśnie w związku z tym, co nam się przydarzyło, gdy byliśmy dziećmi.
*
— Wiem, ale…
— Nie ma ale. Naprawiaj, co możesz; ucz się z tego, czego nie możesz naprawić.
*
Ukształtowała go bezpośrednia dyskusja i tekst na papierze. Co sobota rano, przed śniadaniem, jego rodzice odbywali konferencję z dziećmi, żądając od każdego z nich odpowiedzi na dwa pytania: 1. Czego się nauczyłeś, co jest prawdziwe (i skąd to wiesz)? 2. Jaki masz problem? Przez lata odpowiedzi na pierwsze pytanie miały zasięg od „Robaki nie latają”, „Lód pali”, „W naszym stanie są tylko trzy hrabstwa” — po „Królowa jest mocniejsza niż pionek”. Odpowiedzi na drugie pytanie bywały różne: „Dziewczynka mnie uderzyła”, „Trądzik mi się odnowił”, „Algebra”, „Odmiana łacińskich przymiotników”.
*
Chyba niewiele osób docenia ciszę, albo uświadamia sobie, że jest ona najbliższa muzyce.
*
— To tylko kolor — powiedział Booker. — Cecha genetyczna, nie żadna wada ani klątwa, nie dobrodziejstwo i nie grzech.
— Ale przecież — zaprotestowała — ludzie myślą rasowo…
Booker jej przerwał.
— Z punktu widzenia nauki nie istnieje coś takiego jak rasa, Bride, więc rasizm bez rasy jest świadomym wyborem. Wyuczonym, rzecz jasna, przez tych, którym się przydaje, ale zawsze tylko wyborem. Ludzie, którzy go wyznają, bez niego byliby niczym.
*
[…] aby się znaleźć na podłodze, ma się do wyboru: położyć się lub upaść.
Toni Morrison, Skóra, przeł. Jolanta Kozak,
Świat Książki, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

*
BBC Imagine Documentary, Toni Morrison Remembers, 2015.
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
ale o co chodzi? ● źle! niedobrze! za mało! za wolno! zbyt rzadko! nie dość intensywnie! za późno!
w porównaniu do jakiego twojego wyobrażenia? zastygł i zaniemówił.
mój wewnętrzny krytyk ma coś z małego człowieka. niczym dziecko — które wczoraj pójdzie na lody, a jutro było na karuzeli — on kompletnie nie ogarnia przedziałów czasowych: kwartał, pół roku, rok, dwa lata. rozumie tylko natychmiast lub na jutro.
ramię w ramię. oboje mamy wspólne duże marzenie, ale każdy z nas, przy okazji kopytka, ma nauczyć się czegoś innego. pomyślałam.
jakiego koloru chcesz kropkę? zapytałam. ale natychmiast? uśmiechnęłam się. tak, natychmiast.
takiego.
ツ
spotkałam dziś. ● zagubioną chwilę. nienazwane uczucie. gdy spojrzałam na ścianę ponad stopą.
szczęściara!
pomyślałam.
ツ
*
Pamięć to najgorsza rzecz w dochodzeniu do zdrowia.
Toni Morrison, Skóra, przeł. Jolanta Kozak,
Świat Książki, Warszawa 2016.
wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kwartet książkowy: Sandel, Žižek, Bauman i banksterka. Plus ta, którą czytałam, czytałam i w końcu skończyłam.
To nie jest książka na jeden wieczór, przynajmniej nie w moim przypadku. Nie daj sobie wmówić, że ekonomia jest nauką. Nie jest też sztuką. Jak dla mnie jest to socjologiczna psychologia pieniądza — żywe mity i legendy.
Warto mieć własne zdanie. Warto rozwijać uwrażliwienie na nieoczywistość wszystkiego — temu pięknie może służyć każda z wymienionych książek, plus ta.
Rezultaty działania rynku nie są zjawiskami „naturalnymi”. Można je zmieniać.
*
Innymi słowy, ekonomia okazała się czymś gorszym niż nauką bez znaczenia. W takiej wersji, w jakiej była praktykowana przez ostatnich trzydzieści lat, czynnie przyczyniła się do krzywdy większości ludzkości.
*
Orzeł — wygrywam, reszka — przegrywasz.
*
To, co przydarzyło się światowej gospodarce, ani nie stało się przypadkiem, ani nie było skutkiem działania nieuniknionych sił historii.
*
Ale nawet ja wiem, że to niemożliwe, żeby 80 procent najzdolniejszych koreańskich dzieci, kształcących się w naukach ścisłych, nadawało się na lekarzy.
Zatem jeden z najbardziej elastycznych rynków pracy w bogatym świecie — rynek koreański — ponosi spektakularną porażkę w kwestii efektywnej alokacji talentów. Powód? Większa niepewność zatrudnienia.
*
W Korei jest takie powiedzenie, że nawet małpa może spaść z drzewa.
*
Równość szans to punkt wyjścia dla sprawiedliwego społeczeństwa. Ale to nie wystarczy. […] Jeśli jakieś dziecko ma złe wyniki w szkole, bo jest głodne i nie może się skoncentrować na lekcjach, to nie można powiedzieć, że sobie nie radzi, bo z natury jest mniej zdolne. […] Bez określonego stopnia równości rezultatów (na przykład dostatecznie wysokich dochodów wszystkich rodziców, by ich dzieci nie chodziły głodne), równe szanse (na przykład darmowa szkoła) tak naprawdę nie mają znaczenia.
*
Edukacja jest cenna, lecz jej wartość zazwyczaj nie polega na podnoszeniu wydajności pracy. Wspiera ona rozwój naszych potencjałów i sprawia, że jesteśmy bardziej niezależni, a nasze życie jest bardziej satysfakcjonujące.
*
Systemy szkolnictwa wyższego […] stały się jak teatry, w których niektórzy postanowili wstać, żeby lepiej widzieć, co spowodowało, że ludzie siedzący za nimi też musieli wstać. W końcu wszyscy muszą stać, co oznacza, że nikt nie widzi lepiej, za to wszystkim jest mniej wygodnie.
*
Jest wiele przedmiotów szkolnych, które nie mają żadnego, nawet pośredniego wpływu na wydajność pracy, na przykład: literatura, historia, filozofia i muzyka. Ze ściśle ekonomicznego punktu widzenia nauka tych przedmiotów to strata czasu. Jednak uczymy ich nasze dzieci, bo wierzymy, że dzięki temu wzbogacą one swoje życie i zostaną dobrymi obywatelami.
*
Wolny rynek nie istnieje. Każdy rynek rządzi się jakimiś zasadami i funkcjonuje w pewnych ramach, które ograniczają wolność wyboru. Rynek wydaje nam się wolny tylko dlatego, że tak bezwarunkowo akceptujemy restrykcje, którym on podlega, że nawet ich nie zauważamy. Nie można obiektywnie zdefiniować tego, jak bardzo jakiś rynek jest „wolny” — to określenie mające charakter polityczny.
*
[…] wszystkie płace są w gruncie rzeczy określane politycznie.
Ha-Joon Chang, 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie,
przeł. Barbara Szelewa, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 24.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Zaczęłam czytać książkę. Po każdym rozdziale musiałam zatrzymać się i zająć się czymś innym. Czytam wciąż. Odłożyłam ją na bok już kilka razy, również po to, by, na przykład, przeczytać pięć innych wspomnianych tu książek. Ta jest szóstą i na swój sposób łączy się z tą, którą czytam, czytam i czytam.
Banki w Polsce… zastanawiam się wciąż, jak można było być tak krótkowzrocznym i upierać się przy modelu handlu „na turka”… nie widzieć, jakie niesie to skutki społeczne na kolejne dekady… nie mieć świadomości, że podcina się gałąź, na której się siedzi. Związek Banków Polskich… budzi mój najszczerszy śmiech, gdy uważa się za „instytucję zaufania publicznego”. Czy ktoś jeszcze kupuje ten bełkot?
To nie jest wybryk jednego banku, na tym polega ten biznes.
*
[…] nie bierze się kredytu hipotecznego na nieruchomość kupowaną na rynku pierwotnym lub wtórnym. Tylko kupuje się kąt dla siebie i dla ukochanej, żeby być nareszcie ze sobą, bez teściów, sąsiadów z akademika, właścicieli wynajmowanych mieszkań. Wychodzić na pełen kwiatów balkon. Sam rozumiesz.
*
Wytłumacz mi, co to jest „cross-sell”.
[długi śmiech] To taki system, że kupujesz butelkę whisky, a oni chcą ci jeszcze wcisnąć autostradę A12 i zakonserwowane zwłoki wodza Indian.
*
Kredyt? Bezpieczny! Rata? Niska! Prowizja? Zerowa! Decyzja — dwa dni, pieniądze na koncie w tydzień. Media milczały, bo zamieszczały reklamy banków i z tego żyły. Mało, robiły plebiscyty, konkursy — na najbardziej miły, przyjazny, bezpieczny, kulturalny bank. A banki podpierały się wynikami konkursów w reklamach.
*
Zawsze te same zbitki: bezpieczne, niezawodne, dochodowe, pewne… Trzeba się obudzić, stanąć na nogach, spełniać marzenia. […] Ktoś musi sprzedać, ktoś kupić, a ktoś zarobić.
*
Ludzie to podpisują?
Umowa kredytowa może mieć 26 stron plus aneksy… Kto by to czytał? Facet widzi, że idę do niego z takim plikiem, i traci ochotę na czytanie. W końcu jest w banku, to ufa.
A gdyby przeczytał?
To i tak by nic z tego nie zrozumiał. Ja mu to sprzedaję i też mało z tego rozumiem.
Żartuje pan?
Nie jest to język klarowny. Blablanina prawna. Myśmy oczywiście mieli przewagę. Dokładnie wiedzieliśmy, gdzie jest to, co jest ważne. Na czternastej stronie jest punkt… i tak dalej. […] Ubezpieczam od utraty zysku, od utraty pracy. Od wszystkiego.
Po co?
Głównie po to, żeby na tym zarobić.
*
Sprzedawca ma swojego menedżera, menedżer ma swojego dyrektora, dyrektor ma swojego prezesa, prezes ma przewodniczącego rady nadzorczej, rada nadzorcza ma akcjonariusza, a akcjonariusze mają żony. I cały ten łańcuszek musi funkcjonować.
*
Oni — tam na górze — oczywiście wiedzą, z czym to się wiąże dla klientów. Ale idą na to.
Dlaczego?
A dlatego, że wszystkie banki to robią. Skoro wszyscy robią, to róbmy i my, przecież nie możemy zarabiać mniej od konkurencji. My nie dbamy o klientów, ale dbamy o interes właścicieli banku! I tych, co mają u nas oszczędności… Pięknie brzmi? Tylko że to jest g… prawda. Ideologia. Każdy dba wyłącznie o swój własny interes. Zarządy o to, by wyrabiać zyski, bo dostają premie, dyrektorzy oddziałów — żeby sprzedawać dużo, być na czele, bo dostają premie, dyrektorzy sprzedaży, sprzedawcy…
*
Kiedyś rodzina, która miała bank, myślała w perspektywie pokoleń. Jak tu pozyskać klientów, jak ich utrzymać. Teraz rada nadzorcza myśli w perspektywie roku.
Paweł Reszka, Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

kto w tym filmie jest kulawy?
We Are the Superhumans, Rio Paralympics 2016 Trailer.