czwartek, czerwca 07, 2018

2896. Ekstremalnie mocne

Miała premierę w tym samym dniu co Paddy & Gordon i książka Mroza dla Sadownika i Białego Kruka. Wiedziałam, że się ukaże, tydzień wcześniej. Przykuła mnie muminkowa kreska na okładce i jeden z cytatów w podczytniku:

To, że żadna z was w żadnym momencie nie spytała mnie o moją historię, wywoływało we mnie i nadal wywołuje wielki smutek.

Była „oczywistością” po Recepcie, choć nie wiem dlaczego. Gdy tylko spojrzałam na okładkę, otwierając książkę, zobaczyłam inaczej słowo „spadek”: po każdej relacji coś nam zostaje, coś zostaje w nas. Pomyślałam o człowieku, którego nie widziałam ponad ćwierć wieku. Pomyślałam o osobie, o której nie myślałam kilkanaście lat. Pomyślałam o ludziach, których od lat nie chcę widzieć w swoim życiu. Po każdej z tych osób coś mam — (odpowiednio) wdzięczność, za to, czego mnie nauczył; niesłabnące zadziwienie, że mogłam dać się tak wkręcić; niechęć i świadomość, że razem nam nie po drodze, choć „powinno” być po drodze, bo więzy krwi.

Po raz pierwszy w życiu żałowałam, że nie umiem norweskiego, by móc czytać komentarze, przyglądać się dyskusjom, które przetoczyły się w kraju powieści. To bardzo ważna książka odsłaniająca pewien mechanizm funkcjonowania w rodzinie.

Choć w książce wielki lej po jeszcze większym bum, w życiu nie musi wydarzyć się nie wiadomo co, by zostać wykluczonym z rodzinnego łona, a potem oskarżonym, że „gdybyś tylko inaczej” i obarczonym odpowiedzialnością za „kiepski” stan rzeczy. Każdy, kto tego doświadczył, znajdzie siebie w tej książce i mam nadzieję, że mu ulży, bo choć według Tołstoja każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób to mechanizm zamiatania pod dywan jest dziwnie ten sam. Możliwość konfrontacji z tym, co jest, nie zawsze jest dostępną opcją dla wszystkich członków rodziny — wymaga odwagi i zmusza do podjęcia decyzji, a to wymaga pewnej dojrzałości, a nie tupania nóżką w rytm refrenu „bo tak musi być”. Czasem po prostu lepiej odejść, co nie znaczy, że będzie łatwiej. Czasem trzeba odejść, by nie porzucić siebie.

Wszystko łączy się ze wszystkim. Żadne zdanie nie jest niewinne dla tych, którzy nastawiają uszu, żeby zrozumieć.

*

Bo krzywo patrzył. Bo widział z innej strony. Bo nie tylko mówił: to jest prawda. Ale pytał: co jeszcze jest prawdą.

*

[…] dla tych, którzy stają do konfrontacji ze swoimi ojcami i rodzinami, nigdy nie kończy się to dobrze.

*

[…] nie ma rozwiązania, gdy nic nie następuje we właściwej kolejności. Ten, kto zawiódł, nie może być chwalony za przyznanie się do winy, dopóki cierpienie, smutek i wściekłość osoby zawiedzionej nie zostaną zaakceptowane. Bez tego skrucha trafia jak kulą w płot. To prawo natury, mamy to zapisane w samym rdzeniu, ta kolejność jest nie do przeskoczenia.

*

Nie jest problemem, kiedy sympatyzujesz z jedną stroną konfliktu, powiedział Bo, problem jest wtedy, kiedy sympatyzujesz z obiema. Problem jest wtedy, kiedy obie strony są ofiarami i identyfikują się z rolą ofiary, potrzebują jej i wykorzystują ją na wszelkie sposoby, i nie chcą z niej zrezygnować.

*

[…] myślałam, że umrę, ale nie umarłam, jakoś to wytrzymałam, bo człowiek jest tak mądrze skonstruowany, że to, co wyparte, przerażające, nieznośne, wyłania się w chwili, kiedy jesteś w stanie sprostać takiej konfrontacji.

*

Roland Barthes powiedział do przyjaciela, że uczucie przemija, ale smutek zostaje. Przyjaciel odpowiedział: nie, uczucie powraca, tylko poczekaj.
     Uczucie powraca
.

*

[…] czy naprawdę sądzili, że można zacząć wszystko od nowa, jakby historia nie istniała, jakby historię można było usunąć, wymazać, mimo że wszystkie wojny na ziemi pokazywały, że historii nie da się pominąć, zamieść pod dywan, a jeżeli chce się uchylić destrukcyjne znaczenie historii dla przyszłości, należy wyłożyć na stół wszystkie wersje historii i je zaakceptować.

*

Kim ty jesteś, pytałam siebie, kim chcesz być i jaką miarą chcesz siebie mierzyć.

*

[…] chciała wyrazić swoje zdanie, ponieważ jeśli ludzie nie wyrażają swojego zdania, jeśli nie stawiają na swoim, jeśli nie są wierni swoim przekonaniom, tylko po prostu dają sobą manipulować, nie protestując przed całym światem, świat zejdzie na psy, bo ludzie będą połykać żaby, aby przypodobać się innym, aby uniknąć nieprzyjemności będących następstwem powiedzenia nie, i dlatego świat schodzi na psy, a ona nie chciała dłużej przykładać do tego ręki […].

Hjorth Vigdis, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

środa, czerwca 06, 2018

2895. Między setami

Jeśli chcemy wziąć się za łby, mamy kilka ulubionych planszy: konflikt izraelsko-palestyński; podatki: przywilej czy kara?; jednostka, wspólnota i ich dobro; dochód podstawowy.

Rozgrywki od lat kończą się zawsze tak samo — wybieramy się ochoczo na rekonesans mentalny do drugiego obozu, ale finalne oboje zostajemy przy swoim zdaniu z kiepsko ukrywanym poczuciem wyższości. I już. I koniec. I kropka. Gem. Set. Mecz.

Dziś rano Sadownik zapytał mnie, czy widziałam, co mi przysłał. Zobaczyłam. Pamiętaj,  T O  ja ci przysłałem, dodał. Pamiętam i chylę czoła.

Prawdziwy postęp zaczyna się od tego, czego nie może dać sama wiedza ekonomiczna, czyli od mądrości mówiącej nam, co znaczy żyć dobrze.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.

wtorek, czerwca 05, 2018

2894. Czekając na partię polityczną

Nabyłam tę książkę przez „przypadek” — książki wydawnictwa były w ogromnej promocji. Ta pozycja rozpoczyna stosik zakupionych wtedy ibuków. Od wczoraj czekam na partię polityczną, która tę książkę przeczyta ze zrozumieniem.

[…] utopie zawsze mówią więcej o czasach, w których zostały wymyślone, niż o samej przyszłości. Utopijna Kraina Obfitości mówi nam wszystko o życiu w średniowieczu. Było ono nędzne. Prawie zawsze i prawie wszędzie. […]
     Proste pragnienia rodzą proste utopie. Jeśli jesteś głodny, marzysz o wystawnej uczcie. Gdy jest ci zimno, pragniesz ogrzać się przy ognisku, a gdy zaczyna ci doskwierać coraz więcej dolegliwości, marzysz, aby być wiecznie młodym. Te wszystkie pragnienia miały kiedyś swoje odzwierciedlenie w utopiach, które zostały wymyślone, gdy życie było ciężkie, brutalne i krótkie
.

*

W rzeczywistości ludzie powinni wrócić do szkół
i przemyśleć ponownie to, o czym marzyli,
zanim pojawił się ktoś,
kto kazał im zarabiać na życie
.

Richard Buckminster Fuller (1895–1983)

*

Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi, którzy mają bardzo dużo zajęć, a tymi żyjącymi w ubóstwie: od ubóstwa nie można sobie zrobić przerwy.

*

[…] ubóstwo nie jest brakiem charakteru, lecz brakiem pieniędzy.

*

[George Orwell t]wierdzi, że sednem ubóstwa jest to, że „unicestwia przyszłość”. Pozostaje jedynie trwanie tu i teraz. Dziwi się również, że „jeśli czyjeś dochody spadną poniżej pewnego minimum, inni uznają, iż mają prawo wygłaszać doń kazania i odprawiać mu modły nad głową”.

*

Choroby psychiczne, otyłość, zanieczyszczenie środowiska, przestępczość — im tego więcej, tym lepiej dla PKB. To właśnie kraj z największym na świecie PKB per capita, czyli Stany Zjednoczone, jest jednocześnie liderem, jeśli chodzi o problemy społeczne.
Jak mówi pisarz Jonathan Rowe: „Dla PKB najgorsze są w tym kraju rodziny, które w istocie funkcjonują jak na rodzinę przystało — same gotują sobie obiady, później idą razem na spacer i ze sobą rozmawiają, a nie hodują dzieci w taki sposób, aby dawały sobie radę w świecie zdominowanym przez kulturę masową
”.

*

Gdy jest się opętanym wydajnością i produktywnością, trudno dostrzec prawdziwą wartość nauczania i opieki zdrowotnej. Właśnie dlatego tak wielu polityków i podatników zwraca uwagę jedynie na koszty. Nie rozumieją, że im państwo bogatsze, tym więcej pieniędzy powinno wydawać na nauczycieli i lekarzy. Wzrost takich wydatków traktuje się nie jako błogosławieństwo, lecz jako chorobę.
     Jeśli jednak wolimy zarządzać szkołami i szpitalami w taki sposób, jakby to były fabryki, możemy być pewni, że koszty opieki zdrowotnej i nauczania będą stale rosły
. […] Patrzenie jedynie na cenę łączy się z ignorowaniem dużej części kosztów. Pewien brytyjski think tank obliczył, że każdy funt zarobiony przez szefa firmy reklamowej generuje stratę 7 funtów w postaci stresu, nadmiernej konsumpcji, zanieczyszczenia środowiska oraz długów. Z drugiej strony każdy funt przeznaczony na zbieranie śmieci stanowi ekwiwalent 12 funtów wydanych na ochronę zdrowia i zrównoważony rozwój.

*

Po drugiej wojnie światowej Kuznets [twórca miernika PKB] był coraz bardziej zaniepokojony potworem, którego stworzył. W 1962 roku napisał: „Musimy pamiętać o różnicach pomiędzy ilością i jakością wzrostu, kosztami i zyskami oraz perspektywą krótko- i długoterminową. Założenia związane z większym wzrostem powinny określać, czego będzie dotyczył wzrost i w jakim celu ma on następować”.
     Teraz musimy ponownie pochylić się nad odwiecznymi kwestiami: czym są wzrost i postęp? A nawet nad jeszcze bardziej fundamentalnym pytaniem: co tak naprawdę nadaje życiu sens
?

*

To nie przypadek, że kraje o najkrótszym tygodniu pracy mają również największą liczbę wolontariuszy i najwyższy poziom kapitału społecznego.

*

[…] jak sądzisz, czego ci potrzeba?

*

Impet temu nagłemu zainteresowaniu [bezwarunkowym dochodem podstawowym] dało referendum przeprowadzone w Szwajcarii 5 czerwca 2016 roku. Jeszcze 5 lat temu prawdopodobnie jedynie kilkuset Szwajcarów miało pojęcie, czym jest bezwarunkowy dochód podstawowy, dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Propozycja jego wprowadzenia została oczywiście odrzucona znaczną większością głosów mieszkańców tego kraju. Należy jednak pamiętać, że nie tak dawno, w 1959 roku, Szwajcarzy nie zgodzili się na inne dziwaczne, utopijne rozwiązanie, czyli prawo wyborcze dla kobiet. Ale już w drugim referendum, które odbyło się w 1971 roku, większość głosujących mężczyzn było za.
     Uważam, że szwajcarskie referendum nie kończy dyskusji, ale ją rozpoczyna
.

*

Zrozumienie, że mój tak zwany brak realizmu ma niewiele wspólnego z prawdziwymi błędami w moim rozumowaniu, zajęło mi trochę czasu. Nazwanie moich idei „nierealistycznymi” było uproszczonym stwierdzeniem,, że nie pasują one do status quo. A najlepszym sposobem na uciszenie ludzi jest sprawienie, że czują się głupio. To metoda skuteczniejsza nawet od cenzury, ponieważ niemal zawsze gwarantuje trzymanie języka za zębami.

*

Bądźmy realistami, domagajmy się niemożliwego!brzmiało zawołanie demonstrujących w 1968 roku w Paryżu. Koniec niewolnictwa, równouprawnienie kobiet, rozwój państwa opiekuńczego — wszystkie te postępowe idee, traktowanie z początku jako szalone i „nieracjonalne”, zostały ostatecznie uznane za całkiem rozsądne.

*

W XXI wieku prawdziwą elitą nie są ci, którzy urodzili się w odpowiedniej rodzinie czy klasie społecznej, lecz ci urodzeni we właściwym kraju. Ta współczesna elita jest jednak niewystarczająco świadoma szczęścia, jakie ją spotkało.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 04, 2018

2893. Bądźmy szaleńcami!

To nie jest najważniejsza książka roku 2018 — to najważniejsza książka dekady lub ćwierćwiecza. Obowiązkowa, arcyważna, rozprawiająca się z mitami, przez które boimy się bardziej, przez które czujemy się pozostawieni samym sobie, które ograbiają nas z człowieczeństwa.

Ten cytat jest dla mnie najważniejszy.
Nie pozwólmy nikomu zamknąć nam serc i umysłów.

Większość ludzi naprawdę ma serce na właściwym miejscu.
       […] Nie pozwólcie nikomu wmawiać wam, co jest czym. Jeśli chcemy zmienić świat, musimy być nierealistyczni, nieracjonalni i nieznośni. Pamiętajcie, że ludzi domagających się zniesienia niewolnictwa, praw wyborczych dla kobiet oraz małżeństw osób tej samej płci również nazywano szaleńcami. Do czasu kiedy historia dowiodła, że mieli rację.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

2892. O synonimach

Jabłoń:
(po rehabce ledwo żywa od upału, nie spodziewając się wcale,
zobaczyła krowę* z migdałami w kuchni
)
Boże, mam więcej szczęścia niż rozumu!

Sadownik:
(opierając się o kuchenną futrynę)
Jeśli to synonim słowa „mąż”, to masz rację.

Jabłoń:
(rżnie głupa)
Ale że mąż to synonim szczęścia czy rozumu?

Sadownik:
Wybierz.

Jabłoń:
(zapisując te słowa, doszła do rozumu i pomyślała,
że ze skromnym człowiekiem jest,
bo nie wspomniał o „mężu” jako synonimie Boga;
a może po prostu jest z mężczyzną z XXI wieku i nie z PiSu
)

__________
* w idiolekcie naszej relacji to spolszczona nazwa croissanta, czyli kro(wy)-świętej.

2891. U Orzeszka i Białego Kruka (XXXVII)

Jak zwykle wysłałam Białemu Krukowi wykadrowane Jego zdjęcia. Na te, gdy rozmawialiśmy wczoraj wieczorem, powiedział, że jeszcze jaśmin musi mi wysłać. Przysłał. Reklamowałam dziś z rana, że bez zapachu trafił do mojej skrzynki, ale za to ze słońcem w liściach w lewym górnym rogu.

fot. Biały Kruk, fragment.

piątek, czerwca 01, 2018

2888. Przy okazji

Sama byłam ciekawa, jak wybrnę. Według jakiego klucza zdecyduję się wybrać cytaty? Bo ta książka jest przeze mnie pogryzdolona dużo bardziej niż inne. To w niej spotkałam Grubego Tony’ego. To z niej mogłabym spokojnie wybrać setkę lub dwie wspaniałych fragmentów. To w niej spotkałam swoich nauczycieli zachwytu: Bacha, Mahlera, Dickinson i Mandelbrota.

Gdy skończyłam, nie miałam wątpliwości — trzy, tylko trzy cytaty, wszystkie lekko psychologizujące. Nie miałam wątpliwości, bo dziś druga ruchoma rocznica. Dwa lata temu, w piątek po Bożym Ciele na sali rehabilitacyjnej o tej samej godzinie z Georginią, „szukając” naszych osobistych sprawności, „odkryłyśmy” Amerykę, że na kawę pójdziemy razem nie raz, że „odkryjemy” wspólnie jeszcze niejedną Amerykę. Dziś już wiem, że obie jesteśmy Czarnymi Łabędziami. Tak jak Ty.

Klasyczny model odkrycia przebiega w następujący sposób: szukacie czegoś, co znacie (na przykład drogi do Indii), i przy okazji odkrywacie coś, o czego istnieniu nie mieliście pojęcia (Amerykę).

*

Szybko zapominamy, że już sam fakt naszego istnienia jest niezwykle szczęśliwym przypadkiem, zdarzeniem o bardzo niskim prawdopodobieństwie, ogromnym łutem szczęścia.
     Wyobraźcie sobie drobinę pyłu obok planety miliard razy większej niż Ziemia. Owa drobina pyłu to prawdopodobieństwo, że przyjdziecie na świat; natomiast ogromna planeta obok to prawdopodobieństwo, że do tego nie dojdzie. Więc przestańcie narzekać na drobiazgi. Nie zachowujcie się jak niewdzięcznik, który dostał w prezencie zamek, ale martwi się pleśnią w łazience. Przestańcie zaglądać darowanemu koniu w zęby — pamiętajcie, że jesteście Czarnymi Łabędziami
.

*

Jean-Olivier Tedesco, z którym chodziłem do klasy w Paryżu […] zatrzymał mnie kiedyś, gdy chciałem puścić się pędem, żeby zdążyć na metro, i oznajmił: „Ja nie biegam za pociągami”.
     Nie przejmuj się swoim przeznaczeniem. Nauczyłem się nie pędzić na złamanie karku, żeby dotrzymać terminów. Może ktoś uzna to za błahostkę, ale mnie wiele ta rada nauczyła. Kiedy przestałem biegać, żeby zdążyć na pociąg, poczułem prawdziwą wartość elegancji i estetyki w zachowaniu, kontrolę nad własnym czasem, własnym planem dnia i własnym życiem. To, że uciekł wam pociąg, jest przykre tylko wtedy, gdy biegliście, żeby na niego zdążyć! Na tej samej zasadzie niespełnianie oczekiwań innych jest bolesne tylko wtedy, gdy wam na tym zależy
.

Nassim Nicholas Taleb, Czarny Łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń, przeł. Olga Siara, seria Refleksje, Kurhaus Publishing, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

*

Ze względów psychologicznych i intelektualnych trudno jest nam stosować metodę prób i błędów i pogodzić się z tym, że życie musi się składać z wielu drobnych błędów. Mój kolega Mark Spitznagel rozumiał, że ludzie mają problem z porażkami: jego motto brzmiało: „Musisz pokochać przegrywanie”.

(tamże)

czwartek, maja 31, 2018

2887. Kocimiętka

patrzę, ale słyszę, jak cichutko węszy. patrzę i 
czuję dotyk Jej noska i wibrysów na swej skórze.

to zdjęcie zamienia mnie w miętkę.
złudzenie optyczne? wywołane kocim skupieniem.

fot. Georginia, fragment.

2886.

wczoraj. po wszystkim. Akuszer powiedział: twoje „ja” jest w szoku, ale twoja dusza ma się lepiej. tak, dziś też.

moje „ja” jest w szoku, ale
moja dusza ma się lepiej.

kadr z filmu Strong Women, Wild Horses.

wtorek, maja 29, 2018

(2884+1). Naprawdę można! (komentarz)

Sadownik:
(poproszony o wrażenie na temat wpisu,
uśmiecha się szyderczo i puszcza oko
)
Maleńka, to kiepskie wytłumaczenie, że nie masz E i F.

Jabłoń:
(z przekorą)
A ja myślałam, że jesteś facetem na poziomie bez E i F.

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

2884. Bez naprawdę można!

Gruby Tony kwestionuje założenia… czytając te słowa, poczułam wewnętrzne poruszenie, zachwyt i rozkwitający na mej twarzy uśmiech — zupełnie nie wiadomo skąd i dlaczego. Przyzwyczajona jestem do takiej konstrukcji siebie, że niby najzwyklejsza fraza lub mało znaczące zdanie potrafią przykuć moją uwagę, zatrzymać wewnętrznie i spowodować, że zobaczę coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam, ale o co chodzi z Grubym Tonym?

Bo Gruby Tony kwestionuje założenia… znów się uśmiecham. Ale do czego? Bo przecież nie do kretyńskiego kwestionowania założeń. Kretyńskie, czyli jakie? Przykład, wystarczająco ogólny, by możliwe było przypomnienie sobie choć jednego ludzkiego desygnatu tego zachowania bez podawania imienia i nazwiska (RODO) — to imię i nazwisko, które przychodzi mi natychmiast na myśl nic wam nie powie; ono mówi mnie — każdy ma swojego kuca. Przypuśćmy więc, że jest sobie gość, który chce się czegoś nauczyć, znajduje nauczyciela, a liznąwszy materii, którą postanowił opanować, już wie (!), że nauczyciel go źle uczy i dla dobra dziedziny, którą chce ogarnąć, musi mu to powiedzieć. Dokładnie wie (!!), gdzie nauczyciel popełnia błędy, gdzie powinien zmienić swoje metody uczenia, żeby było gościowi łatwiej przyswoić sztukę, którą chce opanować. I to jest właśnie kretyńskie kwestionowanie założeń, bo gościu chce się tego nauczyć czy nie? Mądry nauczyciel wyśle takiego na drzewo. Bo mądry nauczyciel wie, dlaczego uczy w ten sposób, a ty, gościu, dopóki nie posiądziesz umiejętności, którą podobną chciałeś zdobyć, nie jesteś dla owego nauczyciela partnerem do dyskusji o tym, jak tego uczyć. I koniec, i kropka.

A Tymczasem Gruby Tony wciąż kwestionuje założenia… I ja, wciąż się uśmiecham. Ale do czego ty uśmiechasz się tak uparcie, Jabłonko? Szczerze szczerzę się do potencjału, który tkwi we frazie:

kwestionuj swoje przekonania.

Oczywiście, żeby móc je kwestionować, musisz je znać. Tropić je to przednia zabawa, a odkryć je na gorącym uczynku, choć może być sporym zaskoczeniem — one naprawdę ciężko pracują — to crème de la crème. Przykład? Przykład!

Kiedy będziesz mógł poczuć się szczęśliwy, spełniony? Kiedy uznasz, że osiągnęłaś sukces osobisty, zawodowy? Kiedy zacznie się twój najlepszy czas? Naprawdę musi zajść A i B, musi wydarzyć się C i D, a ty musisz mieć E i F? Skoro tak mówisz…

Na potrzeby własnego życia
kwestionuję tego typu przekonania.

niedziela, maja 27, 2018

(2882+1). W Małej Danii (II)

wczoraj wieczorem wypatrzone. w łazience.

dziś. cyk. tylko.

*

gdzie znika ciekawość? gdzie wybywa inteligencja, poczucie humoru, upór, dyscyplina? gdzie emigruje wrażliwość i zachwyt? gdy człowiek zamienia się w cierpiące ciało.

pozostaję z tymi pytaniami po mojej osobistej czarnej środzie.

2882. W Małej Danii (I)

raniutko.

a Heniutek węszyła.

sobota, maja 26, 2018

2881. A Ty bądź zdrów jak najdłużej

W tej książce więcej pracy niż życia, więcej życia niż umierania, więcej o pacjentach niż lekarzach, więcej o lojalności niż gonitwie za kasą. Bardzo dużo, zbyt dużo, o chorym systemie, który umiera na moich, twoich, naszych oczach, który wykituje, wystarczy tylko poczekać jeszcze kilka lat, aż te dinozaury harujące po 300–400 godzin w miesiącu odejdą… I system po prostu pierdolnie z hukiem.

Jest taka historia, która wydarzyła się zaraz po wojnie. Jakiś sekretarz partii powiedział: „Brakuje doktorów? To nie płaćcie doktorom dużo, to będą zapierdalać na czterech etatach i w ten sposób będziemy mieli sprawę załatwioną”.
     I to działa do dzisiaj. Proszę posłuchać, co mówi władza: „Lekarze chcą zabijać pacjentów!”. Jak to? „Bo protestują!” A czego się domagają? Żeby pracować zgodnie z Kodeksem pracy. Po osiem godzin dziennie, a nie po szesnaście. Czyli ktoś, kto chce przychodzić do pracy wypoczęty, ustrzegać się błędów, być miły, mieć czas dla pacjenta, według władzy „chce zabijać
”.

*

Wie pan, na tym polega paradoks systemu. Kierowca tira może jechać siedem godzin. Potem ma przymusową przerwę. Inaczej mógłby być groźny dla innych uczestników ruchu. Takie ograniczenie nie dotyczy ani lekarza, ani ratownika medycznego. Oni mogą pracować na okrągło.

*

Szacuje się, że w Polsce brakuje połowy lekarzy, by obsadzić wszystkie etaty i dyżury z poszanowaniem prawa pracy narzuconym przez UE — lekarz nie powinien pracować więcej niż czterdzieści osiem godzin w tygodniu.

*

Nie ma miejsca, czasu, łóżek, rąk do pracy. System ma swoje algorytmy, procedury, opłaty. Ból, strach, niecierpliwość, zmęczenie nie zostały przewidziane przez ustawodawcę.

*

     — Już jeden redaktor mnie pytał, czy rzucę dodatkowe zajęcia, jak będą podwyżki.
     — Rzuci pani?
     — W swoich rachunkach zapomina pan o lojalności.
     Lojalność znaczy tyle, że jak Anna nie weźmie dyżuru, to będzie musiał go wziąć jakiś zmęczony kolega albo jakaś koleżanka. A jak nie znajdzie się już absolutnie nikt, to pacjenci zostaną bez lekarza
.

*

Za granicą potrzebują lekarzy. W związku z tym trudno się dziwić, że wyjeżdżają i to nie tylko lekarze, ale również ratownicy medyczni, pielęgniarki. To jest naprawdę exodus. Wyjeżdżają, bo chcą żyć.

*

Najbardziej wkurzają mnie motocykliści. Rozpierdalają się, a ja ich muszę zbierać. I zawsze wiem, jakie pierwsze pytanie usłyszę: „Co z motorem?”.

*

Przyszła pani o godzinie 15.00 i siedzi. Aha, po dwóch godzinach jest pierwsza! Bo tamci, co przed nią, zostali już przyjęci. W tym momencie wjeżdża karetka z chorym w stanie ciężkim. A ona staje w drzwiach i mówi: „Ale ja byłam przed nim”. Niebywałe, ale przecież to są notoryczne zachowania: „On był drugi, on był za mną!”. To ja pytam: „Chce się pani zamienić? Naprawdę, chce być pani w takim stanie?”.

*

Wie pan, co to jest bomiś? Takie co mówi: „Bo mi się należy”. Bomisie są wszędzie. Ludziom się wydaje tak: „Wy od tego jesteście, ja na to płacę składki”.
     Wchodzi pan i pani na SOR, kobieta ubrana high level i mówi:
     — Ja jestem prokuratorem, a to jest mój ojciec.
     Więc pytam ją grzecznie: — A czy tacie oprócz tego coś dolega?
     Czego wymagać od ludzi, powiedzmy, na jakimś przeciętnym poziomie, skoro człowiek z wyższym wykształceniem, który reprezentuje podobno inteligencję, jest w stanie się tak zachować? Jeżeli ktoś, kto ma pozycję społeczną, zachowuje się w ten sposób, to znaczy, że istnieje społeczne przyzwolenie na poniewieranie nami. Po prostu
.

*

     — Panie doktorze, pan patrzy na tego tu. Ten to sobie coś w dupę wsadził.
     — Niemożliwe!
     — Bankowo! Żona wyjechała, oglądał jakiegoś zboczonego pornola i sobie wsadził, a teraz nie może wyciągnąć.
     — No, niemożliwe!
     — Zaraz pan zobaczy: Proszę pana, proszę pana! Pan tu pozwoli, do gabinetu.
     Gość wchodzi, a sanitariusz do niego prosto z mostu:
     — Co pan sobie w dupę wsadził?
     Gość czerwony, duka, ale w końcu mówi: — No, żona wyjechała i oglądałem taki film…
     — Dobra, dobra. Co se pan wsadził?
     — No, marchewkę.
     I wtedy sanitariusz mówi do mnie tak: — To nie ma co teraz wyciągać, panie doktorze, bo się pan umęczy. Poczekamy do wiosny, natka się pojawi i pójdzie łatwiej
.

*

Medycyna, zanim stanie się sztuką, najpierw jest rzemiosłem, trzeba sobie znaleźć mistrza, do którego człowiek się przyczepi i będzie się przy nim uczył.

*

Ludzie, którzy decydują się na medycynę ratunkową, to są często osoby o bardzo fajnym charakterze, o vtakim zacietrzewieniu poszukiwawczym, zacięciu do podejmowania wyzwań. Powiem tak: czadowa specjalizacja. Wiąże się ona z chaosem, ale chaos tak naprawdę nie jest czymś, co my wytwarzamy, tylko tym, co do nas trafia. A my mamy to uporządkować.

*

Fachowo ten gatunek dziennikarski nazywa się reportażem wcieleniowym. Ma długie tradycje. W Polsce kiedyś Janusz Rolicki zatrudniał się na budowach, w Niemczech Günter Wallraff był alkoholikiem i gastarbeiterem. John Howard Griffin, by w 1959 roku […] zmienił farmakologicznie kolor skóry i ruszył w podróż przez Amerykę.
     Dla mnie to było reporterskie wyzwanie. Ale koledzy z zespołu ratowniczego ryzykowali bardzo dużo. Gdyby ktoś się dowiedział, że byłem z nimi, straciliby robotę. Dziękuję im za zaufanie, za odwagę i za to, że nie udawali
.

Paweł Reszka, Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

2880. Dzień Orzeszka

z Orzeszkiem. na tarasie.
z poezją. w ręku.
z Heniutką. pod nogami.

dobry Dzień Matki.

piątek, maja 25, 2018

2879. Dzień Georginii

Georginia:

Jabłoń:
(w zachwycie grozi)

Georginia:

2878. Ranek magiczny

Przeszło miesiąc temu Zalo zapytał mnie o książkę, o Tę książkę. W ten sposób zaczął nas łączyć sekret i tajemnica, a wszystko po to, by uszczęśliwić Bliźniaczą Liczbę. Trudne było tylko trzymanie języka za zębami — w kwestii cieszenia się książkami trud ten u mnie graniczy z niemożliwością, ale podjęłam się zadania i dałam radę.

Zamówiłam bliźniaczo dwie sztuki. Odebrałam. Egzemplarz dla Bliźniaczej Liczby Sadownik zaniósł na pocztę. Osiem dodatkowych dni i mogłam usiąść do swojego egzemplarza.

Dziś, przy pierwszej kawie od siedemdziesięciu godzin, delektowałam się potrójnie: smakiem, dotykiem i patrzeniem. Ilustracje, papier, format — porywające. A treść? Ciekawe, jakie wrażenie ta książka robi na dzieciach? Ja czytałam, zachwycając się co chwilę historią, ponieważ czytałam ją jako opowieść o procesie indywiduacji — opowieść, która zachęca do znalezienia swojego miejsca na świecie, które jest zupełnie innym miejscem, niż to, w którym przyszliśmy na świat. Zachęca do poszukiwania swojego Wolnego Plemienia oraz do poznania wewnętrznych figur Pantery Bagheery, Niedźwiedzia Baloo, Matki Wilczycy, Ojca Wilka, Węża Kaa, Sępa Chila — którzy ci sprzyjają — i Tygrysa Shere Khana, z którym przyjdzie się zmierzyć, by stać się tym, kim masz być. 

Widząc, że niedźwiedź nie nadąża, Bagheera wróciła do niego i powiedziała:
     — Nie możemy czekać! Jeśli trudno ci za nami nadążyć, idź w swoim tempie. Zobaczymy się w Zimnych Ruinach
!

*

Siłą watahy jest wilk, a siłą wilka jest wataha!

*

*

*

Rudyard Kipling, Księga dżungli, ilustr. Quentin Gréban,
przeł. Michał Goreń, Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki 2017.

czwartek, maja 24, 2018

2877. Odżycie

Wczoraj nie żyłam. Dowiedziałam się, że są na świecie antybiotyki-chemioterapeutyki. Jedna saszetka została zapisana na mój pesel. Odżyłam około dwudziestej pierwszej, by dotarła do mnie informacja o premierze świeżej książki Barnesa. Nie patrzyłam, klik, klik, a potem zasnęłam.

Wczoraj premiera. Dziś przeczytane. Szybko, bo Barnes. Szybko, bo o miłości. Niebanalnie.

Może miłości nie da się uchwycić w definicji, może można ją uchwycić jedynie w historii.

*

[…] każdy ma swoją historię miłości. Nawet jeśli zakończyła się fiaskiem, nawet jeśli się wypaliła, jeśli nigdy nic z niej nie wynikło, jeśli od początku rozgrywała się tylko w wyobraźni: nic nie czyniło jej ani trochę mniej prawdziwą. I to była jedyna historia.

*

Bo są takie rzeczy, które zamieszkują w tobie i nigdy tak naprawdę nie znikają.

*

Chodziło o coś więcej: o twoje ja i o to, gdzie je przechowujesz, i komu — o ile komukolwiek — wolno je zobaczyć w pełnej krasie.

*

Tego, co zniknęło, nie można przywrócić; teraz to wiedział. Ciosu, raz zadanego, nie można cofnąć. Słów, raz wypowiedzianych, nie można wymazać. Możemy żyć dalej, jakby nic nie przepadło, nic się nie stało, nic nie zostało powiedziane; możemy twierdzić, że o wszystkim zapomnieliśmy, ale serce nie zapomina, bo to nas zmieniło na zawsze.

*

[…] wzywała mnie reszta życia, takiego, jakie jest i jakie będzie.

*

I tak siedzieli w milczeniu, paląc, i może właśnie brak sztucznej rozmowy zachęcił mężczyznę, żeby odwrócić się i oznajmić spokojnym refleksyjnym tonem:
     — Powiedziała, że chce spocząć na moim ramieniu jak ptak. Pomyślałem, że to brzmi poetycko. Oraz że to świetnie, że tego mi właśnie trzeba. Nigdy nie lubiłem takich, co się uwieszą.
     Mężczyzna przerwał. Paul zawsze chętnie służył podpowiedzią.
     — Ale nic z tego nie wyszło?
     — Dwa problemy. — Mężczyzna zaciągnął się, po czym wypuścił dym w aromatyczne powietrze. — Po pierwsze, ptaki zawsze odlatują, prawda? To leży w ich ptasiej naturze, prawda? A po drugie, zanim odlecą, zawsze nasrają ci na ramię.
     I z tymi słowy zgasił papierosa, skinął głową i ruszył plażą ku łagodnym falom
.

*

I teraz rozumiał lepiej, czemu pary kurczowo trzymają się swojej historii — często każde innej jej części – długo po tym, jak ich uczucie ostygło, nawet wtedy, kiedy nie są już pewni, czy mogą się nawzajem znieść. Zła miłość nadal zawiera ślad, wspomnienie, dobrej miłości — gdzieś w głębi, gdzie nikomu nie chce się już kopać.

*

Może i dobrze czasem przypomnieć sobie, że niektórzy mężczyźni mylą prostactwo ze szczerością. Tak jak inni mylą pruderię z moralnością.

*

Fotele były te same, tylko starsze; osoby, które je zajmowały — te same, tylko starsze.

*

     — To nie jest kwestia ponownego wciągnięcia. Wciąż w tym siedzisz.
     — Jak to?
     — Wciąż w tym siedzisz. Zawsze będziesz siedział. Nie, nie dosłownie. Ale w głębi serca. Nic się nigdy nie kończy, jeśli zaszło tak głęboko. Już zawsze będziesz żyć z ranami. Po jakimś czasie to jedyny wybór. Żyć z ranami albo umrzeć
.

*

[…] sama miłość nigdy nie jest absurdalna, absurdami nie są też ci, którzy jej doświadczają. Pomimo surowych norm w dziedzinie uczuć i zachowań, które może chcieć narzucać społeczeństwo, miłość się im wymyka. Czasem na wiejskim podwórzu widywało się nieprawdopodobne formy więzi — gęś zakochaną w ośle, kocię bawiące się bezpiecznie między łapami uwiązanego mastifa. Na ludzkim podwórzu też istniały formy więzi, które były równie nieprawdopodobne, a mimo to ich uczestnikom nigdy nie wydawały się absurdalne.

*

Nie zastanawiasz się, ile czasu kalendarzowego minęło, bo liczy się to, jak ten upływ czasu odczuwa serce.

*

Kiedy razem uciekaliście, powiedziałam, że oboje macie jaja. Macie jaja i macie miłość. Jeśli to nie jest dość dobre dla świata, to świat nie jest dość dobry dla was.

Julian Barnes, Jedyna historia,
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak,
Świat Książki, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

wtorek, maja 22, 2018

2875. O miłości

Drzewko ma trzy stosiki książek do przeczytania. Jeden wirtualny z ibukami, dwa całkiem materialne: jeden z książkami pożyczonymi i drugi z własnymi. Ta książka gadała do mnie od tygodni, choć na stosiku pożyczonych na samym szczycie leżała chyba dwa miesiące. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem przegapiłam jej premierę w 2008 roku, ale faktem jest, że tylko dzięki Georginii mogłam o niej się dowiedzieć i ją przeczytać, bo Georginia lubi ludzi. Bardzo.

Piękna książka. Aż słów brak. Trzeba było dziesięcioleci, by ta historia (jak inne) mogła zostać opowiedziana. Ważne, by była usłyszana i zrozumiana.

Ale Aimée i Jaguar to także historia miłości dwóch kobiet. Niedawno w Polsce stracił władzę rząd, który w Europie wsławił się między innymi swym homofobicznym nastawieniem. Mam nadzieję, że opowieść o tej miłości, która mogła zaistnieć w okolicznościach najgorszych z możliwych, wniesie również jakiś wkład do poprawy stosunku do mniejszości seksualnych.
// Erica Fischer, Berlin 2007 (z przedmowy do polskiego wydania).

*

Współczucie i empatia nie są dziełem przypadku — pisze Birgit Rommelspacher w zbiorze esejów Kultura dominacji. — Wyrozumiałością najczęściej obdarzamy «swoich» i tych, którzy mają coś do powiedzenia. Uczucia stają się kolaborantami władzy.
// Erica Fischer, Berlin 2002 (z przedmowy).

*

Uśmiecha się pani teraz? Ależ proszę to zrobić — z przyjemnością to sobie wyobrażam.

*

Słuchaj, jestem teraz taka odważna tylko na papierze, podobnie jak Ty w zepsutych budkach telefonicznych!

*

Szum w głowie i całym ciele jest głośny jak lawina spadających kamieni. Jakby w ucieczce przed jej miażdżącą siłą Lilly zamyka oczy i poddaje się wargom Felice. Nagle nastaje spokój tak wielki, jakby ich walące serca przestały bić. Kiedy Lilly wraca do przytomności i rozbudzona patrzy w dziwnie dorosłą twarz Felice, do oczu napływają jej łzy. Przepełnia ją tak ogromna czułość jak nigdy dotąd.

*

Czy to przypadkiem troszeczkę nie Twoja wina, że jestem szalona? Kompletnie szalona!

*

Wstyd? Jeszcze nigdy w życiu Lilly nie czuła się tak bezwstydna. I jak dobrze! Chce robić, nadrobić, poznać wszystko, wszystko, wszystko.

*

To dobrze, że się nadzieją łudzimy w ukryciu,
choć to oszustwo potrzebne do zapomnienia
o tym, że nasz gościnny występ w życiu
jest tragiczną komedią istnienia
. —
(maj 1938)

*

[…] jak Cię znam, chcesz przecież ode mnie tylko potwierdzenia decyzji, którą już i tak podjęłaś. Chciałabyś ode mnie usłyszeć: zostań tam, pij dalej mleko prosto od krowy, śmiej się bez cywilizacji i śpij bez ortografii. […]

*

Znasz to uczucie otaczającego Cię kłamstwa, uczucie, jakbyś stała w ciemnym pokoju i bała się poruszyć, żeby na coś nie wpaść? Wiesz, jak to jest bać się zapytać, aby nie usłyszeć kłamstwa w odpowiedzi?

*

Kocham Cię, Ty mój naprawdę „pierwszy Człowieku”! Wcześniej miałam często dziwne uczucie, jakby poczucie winy, że coś jest nie tak, musiałam się wstydzić — teraz mogę puścić lejce, dać się ponieść uczuciu bez granic.

*

Jeśli będziesz koło mnie, a oni mnie dorwą, masz po prostu iść dalej.

Erica Fischer, Aimée & Jaguar. Historia pewnej miłości, Berlin 1943,
przeł. Katarzyna Weintraub, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008.
(wyróżnienie własne)

*

Kamień pamięci przy Friedrichshaller Straße 23 w Berlinie.
(źródło). Stolperstein (niem. kamień, o który się potykamy).

*

Czas bardzo szybko upływa,
[…]
Czy porzuciłaś mnie? Ja czekam

Z nadzieją szary dzień upływa,
[…]
Czy porzuciłaś mnie? Ja czekam

Wątpliwości wciąż przybywa,
[…]
Czy porzuciłaś mnie? Ja czekam

Lecz kiedy spojrzę w głąb mej duszy,
[…]
Ty nigdy nie opuścisz mnie!
(Lilly, 3.8.1945)

(tamże, wyróżnienie własne)

poniedziałek, maja 21, 2018

2874. O dbaniu

Sadownik:
(pokazuje na stoliczek kawowy)
A to? Co to?

Jabłoń:
To? Książka. Ostatnia, którą mi kupiłeś.

Sadownik:
Ja? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłem ci książkę.

Jabłoń:
(z dumą kochającej żony w głosie)
Bo ja dbam* o to, żebyś nie miał wyrzutów sumienia,
że mi ich nie kupujesz.

__________
* jak nie ma książki w ibuku, jak nie ma nowej w księgarni, Jabłoń pędzi na portal aukcyjny i używa (często skutecznie) konta, które należy do Sadownika — swojego nie ma, żeby nie wydała wszystkiego na książki.

niedziela, maja 20, 2018

2873. Rocznicowa hulanka

Tytani. Pracy i Odpoczynku. Od lat kibicujemy miejscu, w którym sprzedają ładne rzeczy z Orientu — miejscu położonemu nad morzem. 

Tytani. Stella i Star. Dwa lata temu od słowa do słowa — my z Sadownikiem już dawno zauroczeni ciepłem Stelli — może coś z większych rozmiarów byłoby w magazynie. A magazyn w Podkowie Leśnej. Tego nam trzeba było, bo my nad morzem maksymalnie raz w roku.

Tytani. Że Pracy i Odpoczynku, zażartował dziś Star. W Dniu Otwartych Drzwi odwiedziliśmy miejsce, które daje nam kontakt z naszymi pragnieniami — miejsce, które uruchamia nasze sny.

Łapacz snów chodzi za mną od lat. Sowa jest dla moich wewnętrznych figur zwierzęciem mocy. Jakby było mało w jednej rzeczy zmieścił się jeszcze mój sentyment do makramy. Zakochałam się.

I zdziwiłam się mocno. Bo gdy u Stelli zamówienie na Jej przyszłą zimową podróż poczyniłam, bo muszę takie cudo mieć, okazało się, że Ten wspaniały Łapacz Snów szuka swojego człowieka. Znalazł.

A gdy wracaliśmy do ula z zamiarem obfotografowania Sennej Piękności, chwile zajęło mi znalezienie najlepszych imion dla Właścicieli Wnętrza Orientu — imion, które zachowałyby w sobie ciepło, serdeczność i radość życia, które z Tej szczególnej Pary emanują. Stella i Star. Tak, to Oni — zgodziłam się ze swoim wrażeniem.

sobota, maja 19, 2018

2872. Rocznicowe obchody

Jabłoń:
(z rana opowiada, co wymyśliła
w kwestii pierwszych uroczystości rocznicowych)
Ale to tylko propozycja…
do konsultacji społecznych*

(po chwili poprawia się)
do konsultacji związkowych**

Sadownik:
Myślałem, że do konsultacji rządowych!***


__________
* w końcu duet Sadownik–Jabłoń wraz z ich wszystkimi wewnętrznymi figurami można uznać za całkiem sporą społeczność.
** duet Sadownik–Jabłoń to relacja długoterminowa, tzn. związek.
*** że niby oczywistym jest, kto tu rządzi.

*

Jabłoń:
(nim spotkali się popołudniu o umówionej porze,
zobaczyła coś, obok czego przechodzi od lat
)

piątek, maja 18, 2018

(2870+1). Układanka

Że układanka, zobaczyłam, gdy wszystkie elementy trafiły na swoje miejsce, czyli wczoraj późnym wieczorem — prawie przed snem.

Archeo. #1 za ciuch, szmatę nigdy duszy bym nie oddała już od dziecka. #2 pełna ignorancja ubraniowych stylów i kodów w całym zawodowym życiu. #3 jak pokocham, musi się rozejść, bym uznała, że nie nadaje się do noszenia.

Przeszłość niedaleka. #4 dwa lata temu na Fotofestiwalu nie mogę odejść od apaszki, myślę, że z powodu zwierzęcia totemicznego. #5 Sadownik mi ją kupuje, a ja myślę, że ona mnie zachwyca, bo ze szlachetnego materiału wykonana; że czuję się w niej jakoś zupełnie inaczej. #6 gdzieś po drodze zaskakuję, że ludzie ludziom uruchamiają sny.

Wczoraj. #7 na przystanku stałam, gdy po drugiej stronie szła dziewczyna z torbą, na której piękną czcionką napisane było lubię ludzi — zamyśliłam się z uśmiechem na twarzy, bo ja też, nie tylko ja też, Georginii Bóg też. #8 i przychodzi do mnie myśl (całkiem oczywista): rzeczy uruchamiają ludziom sny. #9 wiem, czuję i uśmiecham się od ucha do ucha. #10 i już wiem, że ani chwili dłużej nie jest mi wszystko jedno…

Dziś. Nadal kocham te portki, ale zmianie kibicuję. Jest coś, co wymyka się logice i słowom — jest ze mną od wczoraj — ma moc.

(źródło)

2870.

I realized that
I am a dream trigger.
So are you.
Let’s celebrate it!

*

un paso, dos pasos, tres pasos, cuatro pasos, los pasos
¡tengo buena suerte! ¿cuándo volverás? ¡nunca jamás!

Soha, Mil Pasos.

czwartek, maja 17, 2018

2869. Ten Autor znów

Gdy czytałam o tym Autorze w 21 grzechach, przyjęłam do wiadomości, że jest to jedna z perspektyw, w jakie można czytać jego książki — ja ich tak nie czytam. Gdy po górskiej publikacji słyszałam głosy wściekłych na tę książkę, ja tej wściekłości nie rozumiałam. Ale udało się Autorowi mnie nie zjadowić, wkurzyć, zdenerwować, ale wkurwić na maksa w Tej książce — udało się nawet dwa razy.

Książka premierowała w zeszłą środę, ale dzięki Białemu Krukowi, zaczęliśmy ją podczytywać już w poniedziałek. Odkładałam, wracałam, odkładałam, czytałam inne, wracałam. Skończyłam trzy dni temu, ale musiałam odparować, by na jej temat się zająknąć.

A wkurw mnie złapał, bo… nawet jeśli wszyscy faceci na świecie mieliby fantazję o… — sprawdziłam, nie wszyscy mają (wystarczyło znaleźć jednego i ja go znalazłam) — to nie jest to wystarczający powód, by o tym pisać i manipulacyjnie przechodzić do porządku dziennego nad tym, że skoro wszyscy, to czemu nie. Bo, Panie Hugo-Bader, z pisaniem o tym w ten sposób jest dokładnie tak samo jak z selekcją przed klubami — to tylko wstęp, preludium i Pan, skądinąd mądry i inteligentny facet, powinien to wiedzieć — nawtykałam Autorowi w myślach.

A drugi raz szarpnęła mną megalomania Autora, że niby: A zobacz, ile już siedzisz nad tą książką? Z półtora tygodnia jak nic, skoro jesteś w tym miejscu. Mógłbyś oczywiście szybciej, ale jak wiemy, nie nawykłeś do czytania, to nie idzie ci wartko. Nie sądzę, by ci, którym książka ta do tego miejsca, zajęłaby półtora tygodnia, w ogóle po nią sięgną. Dzięki tym kilku akapitom zrozumiałam złość tych z tej innej książki. Znów, rozumiem, że Pan tak myśli, a nawet wie, ale paru ludzi jednak Pan nieźle obraził — poinformowałam Autora w myślach.

Te dwa wybryki, bo ja myślę, że jednak to nieprzemyślane literkowe hopsasy, gdyby to była pierwsza czytana przeze mnie książka tego Autora, sprawiłyby, że nie doczytałabym jej do końca i po żadną inną bym nie sięgnęła.

Ale to nie pierwsza książka Autora, którą przeczytałam. Nawet nie druga czy piąta, a osobisty, współczesny tryptyk polski [… ] zapis naszych wielkich przemian, bezkrwawej rewolucji widzianej oczami wałęsającego się psa — a w zasadzie jego pierwsza część, czyli ta książka — nie jest zła, jest trochę polską wersją Białej gorączki (ul ma autograf). Mając to z tyłu głowy, lektura nie jest łatwa, ale na pewno nie na więcej niż pięć podróży do i z pracy.

Aktualizacja. Autor wspomina, że [w] połowie tego wieku będziemy w piątce najstarszych społeczeństw w Europie, ale to prognoza i przyszłość, a my już dziś, od dwóch dni to wiadomo, jesteśmy wicemistrzem Europy w… homofobii — pokonała nas tylko Łotwa — komu pogratulować, że przez ćwierć wieku nic lepiej?

[…] zobaczył zwyczajną walkę o byt, uliczne wydanie wolnej konkurencji, a jedynym objawem klasowej segregacji okazała się selekcja przed nocnymi klubami. Tego Charlie najbardziej nienawidzi i jakby mógł, skopałby dupę łobuzom od tych klubów, bo (tak myśli swoim małym rozumkiem) – zaczyna się od selekcji na ulicy, w lokalu, a kończy na rampie kolejowej.

*

Takie kluby to rezerwaty dla ludzi, którzy czerpią zadowolenie z tego, że przeszli selekcję. Czują się lepsi od tych, którym się to nie udało. Najobrzydliwszy sposób wykorzystania wolności. Tak myśli Charlie.

*

     — I to dobro się kręci — mówi Wiesiek „Dziki” Kaniowski. — Pomagam, bo kiedyś tak samo to dobro przyszło do mnie. Ale piekło widziałem całkiem z bliska.

*

W każdym człowieku jest coś dobrego, tyle że oni piją z beznadziei. Zalewają straszliwą boleść swojej duszy. Wielkie serca. I wielka boleść. Bo gdy ktoś na bocznej ścianie ósemki czarną farbą namalował ogromny, staranny napis: TĘSKNIĘ ZA TOBĄ, ŻYDZIE, ktoś inny na niebiesko przemalował głoskę „DZ” na „C”, ale na tyle przyjaźnie, żeby oba rozpaczliwe przekazy były czytelne.

*

Długoterminowy więzień, który wychodzi na wolność, jest jak koń, który całą zimę przestoi w stajni: bezgranicznie wszystkim zdziwiony, niepewny i lękliwy – piszę przed dwudziestoma czterema laty.
     […]
     Przez lata przywykli, że ściany są dwa metry od siebie. Latami funkcjonowali od dzwonka do dzwonka, wszystko podawane było na czas, nie musieli podejmować decyzji, ani gdzie pójdą, ani co zjedzą, a nawet jak się ubiorą. Latami nie ponosili żadnej odpowiedzialności, o nic się nie martwili, zakład karny kupował im okulary, leczył zęby, a nawet wstawiał protezy. Latami traktowani byli jak dzieci. Kiedy zaspali i nie wyszli na apel, stawiani byli przed naczelnikiem, który beształ ich jak małolatów. Wyrzuceni na wolność – pozbawieni rusztowania, na którym zawieszony był ich świat, pozbawieni regulaminu, harmonogramu dnia, godziny spacerów i posiłków — doznają szoku. Są więc przerażeni.

*

[…] dokąd jadę w kwietniu 2007 roku, bo gdzieś usłyszałem, że w tym kryminale biją wszelkie krajowe rekordy w liczbie czytanych książek.
     […]
     — […] Trzeba się bardzo skupić, żeby z danej książki coś wynieść.
     — Zawsze pan dużo czytał? – pytam.
     — Nie. Tylko w kryminale, bo trzeba mieć pomysł na odsiadkę, a bynajmniej na taki duży wyrok jak mój. Weź se tam obier jakieś życie swoje, zawsze mówię młodym, i się tego trzymaj. Ucz się języka, jakiegoś zawodu, pracuj, zajmij czymś ręce, nawróć się, czytaj

*

Wyuczona bezradność to utrwalone przekonanie, że nie ma związku między własnym działaniem a jego konsekwencjami. Termin został wprowadzony do psychologii przez Martina Seligmana w 1972 roku.
     […] Według Seligmana pies, który nauczył się bierności, potrzebuje aż około dwustu doświadczeń zwanych pozytywnymi wzmocnieniami, żeby odkryć, że aktywność może przynieść ulgę czy korzyści.

*

     — Skąd wiesz, że szukałem?
     — Przez czipa. W głowie.
     — Masz zamontowanego?
     — Ty też. Tylko tego nie wiesz
.

*

     — […] Masz coś słodkiego?
     — Nie, ale jak będę szedł po kawę, to kupię czekoladę.
     — Dwa pączki zamiast czekolady. Lubię słodkie. Nałogowo. A więc dwa, tylko dwa. A to znaczy, że nie jeden i nie trzy, tylko dwa pączki. Żadne tam babeczki, eklerki, wuzetki, bajaderki ze zmiotków, tylko pączki. I koniecznie dwa. Bo jeden to małowato, a z trzema to już problem z nadmiarem, tego trzeciego trzeba zagospodarować, zmagazynować. Albo zainwestować, bo to już jest towar nadliczbowy, produkt, majątek... Kapitał! (Straszne słowo dla rewolucjonisty). A jeszcze musisz się z nim mordować, jakoś go schować, ukryć, ulokować i pilnować, bo zajebią jak kawę. Albo dać. Tylko komu? Złodziejowi? Same, kurwa, kłopoty. No to pączki mają być dwa
!

*

— Chce mieć słomę na sieczkę, bo ma konia.
     — Niech się pan z nim dogada, że do końca życia będzie mu pan dawał tę sieczkę.
     — Odpada. – Gospodarz z rezygnacją macha ręką. — To musi być sieczka z żytniej słomy ściętej kosiarką, a nie kombajnem.
     — A dlaczego nie kombajnem? — Ciągle zadawałem pytania, po których panu Staszkowi opadały ręce.
     — Bo koń się brzydzi. Spod kosiarki słoma jest prosta, ładna, równa, a z kombajnu pomięta.
     — Niemożliwe. Robi mnie pan w konia!
     — Wcale nie. Konie są bardzo wybredne
.

*

Kolejny przedmiot wyrzucam, rozstaję się z kolejną rzeczą,
Mnie takie rzeczy leczą, że rzeczy oknem lecą,
A ściany pustką świecą.
Mniej mam i mniemam, że nie mam ja mienia.
Mnie nie omamia mania mania,
Bo me imię nie tanie mienienie się mianem,
Ja manię mam na nie, a me imię — Niemanie
.
// Paweł Czekalski

*

Przebranie nędzarza daje niesamowite uczucie wolności. Wyzwala od starej tożsamości, pozwala przestać wstydzić się w imieniu tego, kim byłeś poprzednio. Kłopot sprawia tylko wyjście w łachmanach z domu, ale kiedy się od niego oddalisz, bez oporów zrobić możesz niemal wszystko, nie zastanawiając się, co o tobie pomyślą. Możesz śmiać się i zagadać do każdego, wyciąć hołubca na ulicy. Możesz posiedzieć, gdzie tylko zechcesz, choćby pod warszawską palmą albo wysoko na cokole obok Kopernika, z pięknym widokiem na Krakowskie Przedmieście. Możesz wysikać się na skwerku obok hotelu Bristol i opatulony w kołdrę w środku dnia usnąć na nieskalanym ludzką stopą trawniku pod pomnikiem Mickiewicza.

*

[…] trzeba umieć rozkwitać tam, gdzie nas Pan Bóg zasadzi […].

Jacek Hugo-Bader, Audyt,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

2868. Rocznice (III) o piątej rano

Miłość jest wszystkim, co istnieje —
To wszystko, co o niej wiemy;
Wystarczy — ciężar wozu musi
Stosowny być do kolein.



*

Dusza dobiera sobie Towarzystwo —
I — zatrzaskuje Drzwi —
Jak Bóg —ma w sobie prawie Wszystko —
A z Reszty sobie drwi —

Nie dba — że tłoczą się Rydwany
u jej pochyłych Bram —
Że na wytartym jej Dywanie
Przyklęka Cesarz sam —

Wiem, jak z nią jest — gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego — raz —
Zamyka się jak Śluza —zwiera
W sobie — jak Głaz

Emily Dickinson, 100 wierszy,
red. Stanisław Barańczak,
Wydawnictwo ARKA, Kraków 1990.

*

A wczoraj. Na przystanku autobusowym takie cudo na plakacie zachwyciło me serce:

poezja leczy z prozy życia

środa, maja 16, 2018

2867. Rocznica (II)

W codziennym newsletterze Literary Hub wyczytałam wczoraj o rocznicy śmierci Emily Dickinson. Nie miałam pojęcia (przegapiłam to pewnie w edukacyjnym kociokwiku), że za Jej życia ukazało się mniej niż tuzin z tysiąca ośmiuset Jej wierszy.

Wczoraj, ale dwadzieścia lat temu, Sadownik czekał na mnie.
Wczoraj, po dwudziestu latach od tamtego dnia, ja zaczęłam kilkudniowe czekanie na Sadownika, bo Pan Ciasteczko delegacyjnie wietrzy duszę.

Wczoraj, w rocznicę śmierci Emily Dickinson, w towarzystwie spokojnego wieczoru i chrapiącej Heniutki delektowałam się Dickinson i Barańczakiem, a potem Barańczakiem i Dickinson — oboje są nieśmiertelni.

Dzielącego nas Dystansu zmierzyć
W Milach Morskich czy Lądowych się nie dało —
Wnętrze Czaszki zna Podziały, na które
I Równika byłoby za mało

*

Jeśli są to wiersze tak ważne dla zrozumienia tej poezji — zapyta jednak Czytelnik — czemu nie znalazły się w pierwszym zbiorze? Odpowiedź jest prosta. Jak w każdej dziedzinie twórczości, tak i w tłumaczeniu poezji nie wszystko da się osiągnąć — mówiąc językiem sztangistów — w pierwszym podejściu.
// Stanisław Barańczak

Emily Dickinson, Drugie 100 wierszy,
przekład i sł. wstępne Stanisław Barańczak,
Wydawnictwo Znak, Kraków 1995.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, maja 14, 2018

(2727+57+81). Pang!

Drugi tom miał premierę w środę w środku marca. Ten — trzeci — też w środę, prawie dwa miesiące później. Ostatnia środa obrodziła premierami — wśród nich podejrzanie dużo książek, na które ostrzę sobie zęby. Majowy środowy kryminał towarzyszył mi przy kilku porannych kawach. Nie śpieszyłam, ale i tak się skończył.

Paddy i Gordon — myślę i uśmiecham się natychmiast. Pang! W tym szwedzkim dziecięcym kryminale wciąż zadziwia mnie delikatność, z jaką wplatana jest w opowieść dydaktyczna nitka — zero smrodku.

I tylko z jednym w tej książce nie zgadzam się wcale: będziesz głupi i zły w swoim życiu jeszcze nie raz i całe Twoje szczęście! Bo to jedyny sposób, by się rozwijać, by stawać się tym, kim masz być, by lepiej rozumieć siebie, innych i świat.

     — On, ona albo oni to rozlazłe i okropne typki — powiedziała Paddy.
     — Ach tak — chrząknął Gordon.
     — To wygląda naprawdę przerażająco — mówiła dalej Paddy. — Może on, ona albo oni chcą mnie przestraszyć?
     — Ach – odparł Gordon i poczerwieniał.
     — Albo może on, ona albo oni chcą coś powiedzieć? — ciągnęła Paddy.
     — Używaj słowa „Duch” — zaproponował Gordon. — Jak mówisz on, ona, oni, bardzo komplikujesz... Duch!
     — Uch — westchnęła Paddy, która bardzo nie lubiła duchów. — Ale jeśli Duch chce straszyć, to on, ona albo oni nie powinni tak po prostu odchodzić…

*

Gordon pachniał świeżą pościelą, ciastkami i wesołą książką. Chociaż na posterunku pozostał tylko zapach dawnego Gordona

*

To najgorsze, co może się zdarzyć. Najstraszniejsze. Wszystko inne to właściwie głupstwa.
     No bo co się dzieje, kiedy ktoś kradnie orzechy? Chodzi tylko o to, żeby je zwrócił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś dokucza? Chodzi tylko o to, żeby przeprosił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś tajemniczo drapie? Chodzi właściwie tylko o to, żeby poprosić tego Ducha, żeby poszedł do domu spać.
     Ale dwoje zaginionych dzieci? To jest tak straszne, że aż chce się płakać
.

*

To dobrze, że tak się różnią [Paddy i Gordon].

*

Muszę teraz zapisać ważną rzecz.
     Przez chwilę mruczał coś pod nosem, a potem przeczytał na głos to, co napisał.
     Jest tyle rzeczy, których się boimy. Ale jest tylu miłych i dobrych, którzy chcą nam pomóc. I wcale nie jest pewne, że jest ktoś złośliwy

*

[…] ktoś, kto nie wie, co się stało, niewiele z tego zrozumie.
     — Ale my rozumiemy, moja najlepsza przyjaciółko Paddy — powiedział Gordon. — I z całą powagą obiecuję, że nigdy więcej nie będę głupi i zły
.

*

*

Wszyscy mają spać spokojnie.
Dobranoc! Dzień dobry!

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Jeszcze jedna sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

niedziela, maja 13, 2018

2864. Perliło się mi (X)

// po-superwizyjna perełka:
nie traktuj tego* dosłownie.
uruchom wokół
tego czucie i wyobraźnię.

JiM

__________
* konkretne słowo, fraza.   chcąc zachować tę uwagę od teraz na zawsze zamiast słowa, wybrałam konkretną fotografię, która dziś na mnie działa i pięknie uruchamia.

Baron A. de Meyer, The fountain of Saturn,
Versailles
, 1912.

Pam Roberts, Alfred Stieglitz, Camera Work.
The Complete Photographs 1903–1917
,
Taschen, Köln 2018.

(2855+2+1+5). Inspiron

Alfred Stieglitz… tak to się zaczęło. I ruszyła lawina (tu i tu). Znów wklepałam odpowiedni ciąg literek w książkowym portalu. Klik, klik i okazało się, że moje ulubione wydawnictwo albumów — umożliwiające za grosze, na dobrym papierze, mieć kontakt ze sztuką — wydało całe „życie” jednego z pierwszych kwartalników poświęconych fotografii, którego twórcą był Stieglitz. Klik, klik, poczekać, odebrać i delektować się.

„Przeczytałam”, smakując trzydzieści stron tekstu, prawie pięćset stron zdjęć. Przeżywam, zaglądam, zatrzymuję się na pojedynczych zdjęciach.

Z tym albumem łączy się pewna synchroniczność. Dwa, trzy tygodnie temu przed oczami miałam rzeźbę. Nie pamiętałam nazwiska rzeźbiarza, nie pamiętałam nazwy rzeźby — miałam ją tylko przed oczami. Oglądam powoli zdjęcia z tego albumu i… jest i rzeźbiarz, i rzeźba. Tak, chodziło o Myśliciela Rodina. Teraz mam trzy w jednym i rzeźbę, i rzeźbiarza, i fotografię.

Atmosfera tego albumu sprawiła też, że chodzę i nucę Satie. Nucę do upadłego. Sprawdziłam, jest już na jutiubie mój ukochany film z jego muzyką, który mam od kilku lat w pudełeczku z iesbeenem. Dlaczego Satie? — zapytałam samą siebie. Sprawdziłam. Satie i Stieglietz byli prawie rówieśnikami. Tak historia zatoczyła kolejne koło.

A gdy zobaczyłam poniższe zdjęcie, natychmiast przed oczami stanęła mi Georgia O’Keeffe… Wciąż do mnie wraca i ja wciąż do niej wracam.

Robert Demachy, Speed, 1904.

     — Georgia! Zwolnij! — drze się Beck, ale ja śmieję się z jej strachu i jadę jeszcze szybciej.
     To niesamowite, jak dobrze się z tym czuję. Świat przepływa przeze mnie, dziki, wspaniały, lekkomyślny. Nad nami sunie niebo. Lecę. Wolność.
     Beck kurczowo trzyma się klamki w drzwiach.
     Zatrzymujemy się.
     — Wysiadaj — mówię. Patrzy na mnie niepewnie. — Muszę jechać tak, jak mi się podoba.
     — Ale ty nie umiesz jeździć!
     Nie rozumie, że dokładnie wiem, gdzie jestem i co robię, i mowy nie ma, żebym z tego zrezygnowała.
     — Beck. Wysiadaj — powtarzam.
     Być może to sposób, w jaki wypowiadam jej imię, może to mocne k. Widzę jej przerażoną minę, gdy potulnie wychodzi z samochodu i zamyka za sobą drzwi. Nie oglądam się, żeby zobaczyć, jak tam stoi i na mnie patrzy. Jadę szybciej, gonię wiatr, a może staję się wiatrem, szybkością, wszystkim wokół, niebem
.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie sztuki współczesnej,
przeł. Maria Smulewska, Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

*

Eduard J. Steichen, Rodin — Le Penseur, 1905.

*

Baron A. de Meyer, Still Life, 1908.

*

Karl F. Struss, Over the House Tops, 1912.

*

Paul Strand, Photograph, 1917.

*

Eduard J. Steichen, Bartholomé, 1903.

My [Stieglitz’s] photographs are ever born of an inner need — an Experience of Spirit. I do not makepictures’ […] I have a vision of life and I try to find equivalents for it sometimes in the form of photographs. It’s because of the lack of inner vision amongst those who photograph that there are really very few true photographers. The spirit of my ‘early’ work is the same spirit of my ‘later’ work. — Of course, I have grown, have developed, ‘know’ much more, am more ‘conscious’ perhaps of what I am trying to do. So what I may have gained in form-in maturity — I may have lost in another direction. There is no such thing as progress or improvement in art. There is art or no art. There is nothing inbetween.

*

Stieglitz was always more interested in the present and the future than the past. […] He always sought growth and development, vitality and intensity rather than habit and stagnation, and looked for the ultimate truth to be found in freedom of experience, whatever the medium. Art had to add something new to what had gone before. It had to change the things, otherwise it was not art. Every man with a message deserved to be heard. Stieglitz had more messages than most.

Pam Roberts, Alfred Stieglitz, Camera Work.
The Complete Photographs 1903–1917
,
Taschen, Köln 2018.