piątek, czerwca 28, 2019

3324. Wrócona z wyłącznie przetrwania

Zaczęło się prawie tydzień temu od karczemnej awantury. Przeskoczyłam samą siebie podniesioną do entej potęgi. Wyjęłam paragony żalu i domniemanych krzywd z ostatnich piętnastu lat oraz faktury pro forma prognozowanych strat nadchodzącej dekady i jechałam, rozpędzając się coraz bardziej przy każdym z argumentów — jezoo, jaka byłam obrzydliwie mocna. Gdyby ktoś urządził mi taką jazdę, trzasnęłabym drzwiami i nigdy bym nie wróciła, ale to ja meblowałam piekło Sadownikowi. Nie wyszedł. Wyprztykałam się z wszystkich parabol, przesadzeń i czarnowidztw, ale nie poczułam ulgi ani żadnej zmiany. Zdziwiona tym faktem, nie odpuściłam sobie i w środku nocy dowiedziałam się, że tak naprawdę chodziło mi o to, że… boję się — chwilami boję się śmiertelnie, a przyznanie się do tego nie jest najłatwiejsze. Następnego dnia rano byłam gotowa, by przeprosić, prosić o wybaczenie i powiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło, bo przecież nie o to, co wykrzyczałam. Dopiero gdy to zrobiłam, poczułam ulgę i zrozumiałam cały napad osobistego nieszczęścia.

Następnego dnia wyłączył mi się jeden z dużych mięśni w nodze, a zaraz potem przyszły trzy dni wściekłego upału — trudny czas to mało powiedziane.

Książka-LIFO (last in, first out) — rzuciłam wszystko, co czytam, by ją połknąć. Czytanie jej było mało terapeutyczne, choć kazało zastanowić się nad pewnymi kwestiami i chyba to zastanawianie, samo w sobie, trochę pomagało przetrwać upał, ułożyć sobie w głowie parę rzeczy i docenić to, co mam. Wciąż jeszcze mam.

Uczę się trudnej pory roku, jaką jest lato, i odnajdywania się w niej z chorobą. Drugi dzień z ludzką temperaturą, aż chce się żyć. Gdy dziś rano, przy pierwszej kawie od tygodnia, w chłodzie wspominaliśmy moje urządzanie piekła, Sadownik podsumował swoje doświadczenie związane z tą awanturą tak: zdziwienie i frustracja bezcenne, za resztę zapłacisz kartą.

*

Wszystkie wydane w języku polskim książki Genovy mam połknięte, ale ta była pierwszą, którą czytałam jako osoba dotknięta chorobą neurodegeneracyjną. Gdy w dniu premiery zobaczyłam okładkę, pomyślałam „sm” i wiedziałam, że nie dam rady. Zmieniłam zdanie i już drugiego dnia po premierze zaczęłam połykać kolejne rozdziały, bo jest to książka o jednej z kilku „gorszych” chorób niż moja. Niestety, nie czyni mojej łatwiejszą, tylko inną.

Ile w tej książce dobrej muzyki! — należy dodać, a nawet wykrzyknąć. Niezmiennie pozostaję pod wrażeniem tego, jak Autorka przygotowuje się do pisania powieści, zapoznając się z najdrobniejszymi detalami doświadczania danej choroby — czuć to w każdym rozdziale.

Tajemnicą pozostanie dla mnie tłumaczenie tytułu (oryg. Every Note Played). Naprawdę nie dało się nic bardziej mylącego, nic lepszego wymyśleć? Przekład to sztuka, nie rzemiosło pomyślałam, patrząc na polski tytuł z politowaniem.

     — Uśmiechnij się do mnie tak szeroko, że aż sztucznie. Jak Hillary.
     Richard się uśmiecha.
     — A teraz zrób dziubek. Jak Trump
.

*

Wszystko, co żyje, jest w ruchu, dokądś zmierza, mówi, idzie, dziobie, leci, robi. Życie to nie statyczny organizm. Richard codziennie staje się trochę bardziej przygaszony, odcięty, wyłączony. Trochę mniej w ruchu. Trochę mniej żywy. Staje się dwuwymiarowym obrazem przedstawiającym martwą naturę, nieuchronnie przechodząc do równoległego wymiaru chorych i umierających.

*

Bierze głęboki wdech i wypuszcza powietrze z westchnieniem. Przygląda się przejeżdżającym samochodom, ludziom idącym po chodniku i spacerującym po parku, dziecięcemu wózkowi, kolarzowi, psu, wiewiórce. Uśmiecha się. Znów jest wśród żywych.

*

Na milion sposobów życie z SLA to praktykowanie zen.

*

Stwierdzono u niego chorobę, z którą pacjenci żyją średnio trzy lata, więc „później” jest, kurwa, teraz.

*

Każdy nowy lek, sprzęt adaptacyjny, specjalista czy urządzenie oznaczają utratę kolejnej funkcji życiowej i ograniczenie niezależności. […] Każdy z nich jest jego podpisem na wykropkowanej linii umowy, w której zgadza się na kolejną fazę SLA. Stoi pośród gęstych, ruchomych piasków i każda oferta pomocy jest jak kawał betonu kładziony na jego głowie, przez który bezpowrotnie zapada się głębiej.

*

Myślałeś, że twój stan jest zły? Poczekaj, aż zobaczysz, co będzie dalej!

*

     — Potrzebuję, żeby ktoś mnie przytulił.
     Kathy bez wahania odstawia pudełko chusteczek i staje przed Richardem
. […] Powstaje między nimi jakaś ludzka więź i ona wydaje się Richardowi równie niezbędna do życia, co powietrze, którym wciąż oddycha.
     Na początku nie jest w stanie stwierdzić, co w niej takiego jest. Ta więź nie ma związku z nadzieją. Nie jest wyrazem współczucia. Nie powstała z miłości.
     To opieka
.

*

Roślina nie wyrośnie z ziarenka bez miłości okazywanej jej przez słońce i wodę.

*

Kto choruje na SLA? Na podstawie obserwacji prowadzonych w klinice wnioskuje: każdy. […] Nie zna chyba bardziej poprawnej politycznie choroby. SLA nie ma żadnych uprzedzeń, alergii ani fetyszów. To zabójca, który nie dyskryminuje nikogo.
     Dlaczego czterdziestopięcioletni pianista koncertowy zapada na SLA? A dlaczego nie? Słyszy głos swojej matki
: Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie. Ale to jedyna odpowiedź, jaką jest w stanie znaleźć.

*

Wcześniej czy później trzeba chwycić byka za rogi. Bo byk biegnie z impetem wprost na niego.

*

Pojedynczy klawisz na fortepianie może odegrać cały wachlarz ludzkich emocji. Razkreślne C można grać staccato i fortissimo, niczym nagły krzyk, który będzie oznaczał złość, niebezpieczeństwo, niespodziankę. Ta sama nuta zagrana pianissimo zmieni się w szept, skradanie się na palcach, delikatny pocałunek. Długo przytrzymane C na wciśniętym pedale może natomiast przekazać tęsknotę, zadumę, gasnące życie.

*

Negacja, tępa i zaokrąglona, bardziej przypominająca łyżkę niż nóż, to jego jedyna broń.

*

Zarówno ostateczna pewność, jak i tymczasowa niepewność co do przyszłości Richarda, możliwa i niemożliwa do wyobrażenia, wisi w powietrzu nad wigilijną kolacją.

*

Czy życie za wszelką cenę to zwycięstwo? SLA w niczym nie przypomina futbolu. Ta choroba nie ma koszulki z numerem, nie traci zawodnika ze względu na kontuzję ani nie rozgrywa kiepskiego sezonu. To wróg pozbawiony twarzy, przeciwnik bez słabego punktu i z rekordem nie do pobicia.

*

Oswaja się z każdą narastającą stratą […].

*

Lokalizacja jest w kwestii przeznaczenia równie istotna, co w sprzedaży nieruchomości.

*

     — Nie, nie mogłabym cię prosić o coś takiego.
     — Nie prosisz, sama oferuję pomoc
.

*

Gdy improwizuje, utwór zaczyna dotyczyć podróży, nie celu, zgubienia się gdzieś po drodze i tego, co można odkryć. […]
     Utwór się kończy, a publiczność bije brawo. Karina otwiera oczy i po twarzy spływa jej łza. Jest zachwycona, zmieniona, przypomniała sobie, kim jest.

*

Tego, co się stało, nie można cofnąć. Ale może po to są właśnie przeprosiny

Lisa Genova, Życie za wszelką cenę, przeł. Joanna Dziubińska,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne;
każde wystąpienie angielskiego terminu określającego
chorobę [ALS] zamieniłam na poprawną w j. polskim SLA)

Przez kolejne siedemnaście lat pętla u jej szyi była, w zależności od dnia, ciasna jak smycz lub stryczek. Na prawo znajdowała się niewybrana ścieżka. Kto wie, dokąd wiodła?

*

Czuje się lepiej, gdy wyrzuci z siebie te słowa — słowa opisujące emocje, z którymi borykał się, kiedy miał sześć lat, ale nie potrafił się jeszcze wysłowić, słowa, które chciał wykrzyczeć, kiedy miał lat szesnaście, ale brakowało mu odwagi, słowa, za pomocą których chciał dyskutować, ale nie miał w sobie na tyle opanowania, słowa, które chciał powiedzieć, gdy miał czterdzieści sześć lat, ale dosłownie głos odmówił mu posłuszeństwa. Listy, które pisze, wyrażają to, czego nigdy nie mógł powiedzieć.

*

[…] nie chce ich opuszczać. Chce słuchać dalej, wibrować, oddychać, być.
     Chce jeszcze kilku nut
.

*

Nie widać horyzontu, na nijakim niebie nie świeci Gwiazda Polarna — tylko te niemożliwe wybory, których muszą dokonać.

*

     — Boisz się?
     Mruga.
     — Ja też
.

(tamże)

niedziela, czerwca 23, 2019

3323. Ostatnia ważka

Raz. Mając w pamięci Pana Szpaka z czereśkami, płakałam ze śmiechu, jak podobny wyczyn próbowała powtórzyć wrona z wiśniami za naszym oknem. Za ciężka, gdy robiła skłon po owoc, spadała — nic z tego nie wyszło.

Dwa. Upał zmusił nas do podjęcia decyzji o roletach, które będą odbijać promienie słoneczne. Pojawią się na dniach. Ważka będzie musiała poszukać dla siebie nowego miejsca w ulu — dotarło do mnie. Nikt na razie go nie zna.

Raz, dwa… cyk.

piątek, czerwca 21, 2019

(3291+8+23). Skończony (III)

3. tom skończony. Było podobnie jak z pierwszymi dwoma — do pewnego momentu możesz odłożyć i zająć się inną lekturą, ale jest w każdym tomie taka scena i takie zdanie, że umarł w butach… nie możesz już przestać, dopóki nie skończysz, nie zamkniesz historii.

W tej części, mając doświadczenie dwóch pierwszych, już na początku wyglądasz nowej postaci, którą chcesz poznać, bo już za chwilę będziesz jej kibicować i dobrze życzył przez całą opowieść. Z tego powodu zajrzałam już na początek czwartego tomu… zapowiada się. Choć zanim dam się wciągnąć, mam w planie skończyć dwie inne książki.

Czemu szukam czegoś, czego nie pojmuję, z człowiekiem, którego nawet nie znam?
     Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania
.

*

Teraz jednak nastąpiło zachwianie Równowagi, a tego może dokonać tylko jedno stworzenie.
     — Człowiek? — podsunął z wahaniem Arren.
     — My, ludzie.
     — Jak?
     — Poprzez niepohamowane pragnienie życia.
     — Życia? Czyż źle jest chcieć żyć?
     — Nie. Lecz kiedy pożądamy władzy nad życiem — nieskończonych bogactw, absolutnego bezpieczeństwa, nieśmiertelności — wówczas pragnienie przeradza się w chciwość. A jeśli z chciwością połączy się wiedza, powstaje zło, które narusza Równowagę świata, wyrządzając ogromne szkody
.

*

     — Zrozum, Arrenie, żaden czyn nie jest aktem samym w sobie, jak sądzą naiwni młodzieńcy. Kiedy podnosisz kamień i rzucasz nim, trafiając lub chybiając celu, nie jest to koniec całej historii. Gdy podnosisz kamień, ziemia staje się lżejsza, a twoja dłoń cięższa. Kiedy nim ciskasz, gwiazdy reagują w swym biegu. W miejscu upadku odmienia się wszechświat. Na równowagę całości składają się pojedyncze zdarzenia. […] Musimy zachować równowagę. Ponieważ mamy rozum, nie wolno nam ulegać ignorancji. Dokonując wyboru, powinniśmy pamiętać o ciążącej na nas odpowiedzialności.

*

     — […] to przekracza wszelkie granice.
     — Owszem. Tam, dokąd zmierzamy, nie doprowadzi nas zdrowy rozsądek. Pójdziesz ze mną czy nie
?

*

Wiedział wreszcie, jak to jest być ściganym, a nie myśliwym; ofiarą, a nie przywódcą pościgu. Oznaczało to wolność i swobodę. Ostro skręcił w prawo i schylony śmignął przez wysoki most.

*

Śmierć i życie to jest to samo, są jak dwie strony mojej ręki, grzbiet i wnętrze dłoni. A jednocześnie wnętrze dłoni i jej grzbiet nie są przecież takie same; nie da się ich ani rozdzielić, ani połączyć.

*

     — Czy czarnoksiężnicy przykładają wielką wagę do snów?
     Krogulec łowił ryby. Czujnie obserwował linkę. Po długiej chwili rzekł:
     — Czemu pytasz?
     — Zastanawiałem się, czy sny kiedykolwiek mówią prawdę.
     — Oczywiście
.

*

Zamykam uszy przed radą zrodzoną z rozpaczy. Jestem głuchy i ślepy.

*

     — Pierwsza i ostatnia lekcja, jakiej uczymy się na Roke, brzmi: czyń to, co konieczne. I nic poza tym!
     – Zatem wszystkie lekcje pomiędzy nimi muszą dotyczyć tego, co uznaje się za konieczne
.

*

Jedynie za daleka podróż może okazać się właściwa.

*

Ogarnęła go groza, jednakże zaciętość w jego sercu była tak wielka, że nie pozwolił lękowi kierować swymi czynami; więcej, nie uświadamiał sobie nawet własnego przerażenia. Miał jedynie wrażenie, jakby coś gdzieś w głębi niego rozpaczało niczym zwierzę zamknięte w klatce i skute łańcuchami.

*

Cóż złego uczyniły im te drzewa? Czy muszą karać trawę za własne winy? Ludzie to plemię nieokrzesanych dzikusów, gotowych podpalić ziemię tylko dlatego, że nie zgadzają się z innymi ludźmi.

Ursula K. Le Guin, Najdalszy brzeg, tom 3. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Nic nie jest nieśmiertelne. Jednakże tylko nam jest dana wiedza o tym, że musimy umrzeć. To wielki dar: dar świadomości. Mamy bowiem jedynie to, o czym wiemy, że musimy to utracić, to, co sami zgadzamy się utracić. Świadomość, która jest naszym przekleństwem, skarbem i oznaką człowieczeństwa, nie trwa wiecznie. Zmienia się, znika niczym fala na morzu.

*

Kiedy smoki szukają czegoś, zawsze to znajdują.

*

     — […] Brak mi sił.
     — Masz ich wystarczająco wiele
. […] To, co raz pokochasz, będziesz kochał nadal. Dokończysz to, co zaczniesz. Tyś jest spełnieniem nadziei. Można na tobie polegać. […] Odrzucając śmierć, odrzuca się także życie.

*

[…] to bowiem, co ulega nieustannym zmianom, tym samym pozostaje niezmienne.

(tamże)

(3319+2). uczona wiatrem

poranna kilometrówka, nim upał wygoni na północne peryferie ula. ja w chłodzącej kamizelce, krok za krokiem, chłodny wiatr na gołych ramionach i szczęście bezgraniczne w śpiącym jeszcze mieście. nim spotkałam malwy, strzeliło mi do łba:

co trzeba ci zabrać, byś wreszcie zobaczył,
poczuł, jak obrzydliwie jesteś wciąż bogaty*?

ja potrzebowałam dnia samobójcy.

____________
* nie próbuj iść na łatwiznę, nie chodzi o dobra materialne.

myślałam, że zatrzymały mnie kwiaty.
robiąc cyk, wiedziałam już,
że chodzi o magię tła.

czwartek, czerwca 20, 2019

3320. biegnij!

nie mój ten sen, ale porwał mnie. porusza mnie i wzrusza, i pyta o moją prawdę. w ten sposób stał się też moim snem. kupiłam go na pniu! (przy pierwszym czytaniu).

   — […] biegnij, to jest twoja prawda. […]
   — A jaka jest twoja prawda, dziewczynko?

    // Phar Lap The Man.

na tę morwę czaiłam się od tygodnia.
i w końcu ją tu mam.

środa, czerwca 19, 2019

3319. Dzień samobójcy

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
(poszukała najodpowiedniejszych słów
na stan, w którym się znalazła
)
Dziś jest dzień samobójcy.

Na kilka ładnych godzin opuściła mnie wszelka nadzieja. Po raz pierwszy w tak dojmujący sposób. Nie dotarłabym tu, gdybym przed chwilą nie przeczytała tych słów: nie tylko w snach, dochodząc do siebie.

Po długiej chwili mag dodał:
     — Nie tylko we snach stawiamy czoło temu, co dopiero nadejdzie albo co już dawno zostało zapomniane, oraz wspominamy coś, co wydaje się błahostką jedynie dlatego, że nie potrafimy dostrzec jego znaczenia
.

*

Nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Nie ma też końca. Aby usłyszeć słowo, potrzebna jest cisza; dopiero w ciemności widać gwiazdy.

*

     — […] Nic nie wystarczy.
     — Może — odparł Ged. — Pamiętaj jednak, że choć ty wybrałeś rozpacz, my jeszcze nie zrezygnowaliśmy
.

*

Dostrzegał życie w każdym źdźble poruszanej wiatrem trawy, w każdym cieniu i odłamku skały. Tak właśnie czuje się podróżnik stojący po raz ostatni w ukochanym miejscu, świadom, że wyrusza w drogę, z której nie ma powrotu.

*

     — Nie wiesz nic więcej?
     — Nic. Ale się dowiem
.

Ursula K. Le Guin, Najdalszy brzeg, tom 3. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.

wtorek, czerwca 18, 2019

3318. Sęk! (II)

potrzebujesz miłości…
njuejdżowo-biblijno-mistyczny truizm. banalny, przyjemny, ale zścierpła mi skóra od oczywistości tej frazy — ktoś nie potrzebuje? i kropka.

żułam od wczoraj ten banał, nad ranem rzucony mi w twarz. aż pojawiło się stado znaków zapytania jako rozwinięcie…

czy zrobiłeś dziś coś dla siebie, swojego zdrowia, swoich pasji, realizacji marzeń? jeśli miałeś dziś okazję, czy zawalczyłeś o siebie? po czym dziś poznajesz, że ktoś cię kocha, lubi, ceni, dobrze ci życzy? co zrobiłeś, by ktoś wiedział właśnie dziś, że Ty go kochasz, lubisz, cenisz, dobrze mu życzysz, choć to przecież dla Ciebie beznadziejnie oczywiste? uśmiechnąłeś się do napotkanego, obcego człowieka, dziś? dziś, obdarowałeś komplementem kogoś, kogo już najprawdopodobniej nie spotkasz w swoim życiu? tylko dziś. jutra nie ma.

dlaczego (jeszcze) nie?

sobota, czerwca 15, 2019

3317. Partnerska arytmetyka

Sadownik:
(stawia na stole talerzyki,
po czym zamienia je miejscami
)

Jabłoń:
Skąd wiesz, że wolę ten od tamtego?

Sadownik:
Żyję z tobą dwadzieścia kilka lat!

Jabłoń:
(protestuje i wymądrza się)
Nie, nie! Jeśli uznamy, że „dwa” to „kilka”, to
dopiero w przyszłym roku będziesz mógł tak powiedzieć.

Sadownik:
Kochanie, z tobą niektóre lata liczą się podwójnie.

Jabłoń:
(ryknęła ze śmiechu i głupiej dumy,
że jest wyzwaniem nie tylko dla siebie samej
)

3316. Nie jest z PiSu, a potrafi…

Upał:
(niedemokratycznie rządzi,
zawłaszczając przestrzeń i czas
)

Jabłoń:
(składa propozycję zmian w porządku dnia)

Sadownik:
I co? Mam cię posłuchać?

Jabłoń:
(mabenę* odpaliła)
Mądra żona, mądra żona,
mąąądra żona, mądra żona,
mądra żona, mądra żona, mądra żona,
mądra żona, mądra żona,
mądra żona,
mądra żona, mądra żona,
mądra żona, mądra żona, mądra żona,
mąąądra żona, mądra żona,
mądra żona, mądra żona…

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Kłamstwo powtórzone tysiąc razy…
No, wiesz.

_______________
* MaBeNa — MAszyna BEzpieczeństwa NArracyjnego — Grand Prix Innowacji AD 2018. Wynalazek pomaga tworzyć pozytywny wizerunek przemian w Polsce. Off Zyberto-Nic tłumaczył manual do tego urządzenia ciemnemu narodowi prawie półtora roku temu, to się Jabłoń naumiała, na potrzeby rodzinne zakupiła i używa.

3315. Wracając ze ślubu

Jabłoń:
(poruszona ślubem,
dotykiem upływającego czasu,
spotkaniem z bliskimi
)
Jestem z Tobą szczęśliwa.

Sadownik:
Ja z Tobą też.

Jabłoń:
Wiesz, że to brzmi jak
odnowa przysięgi małżeńskiej?

Sadownik:
Każdym dniem ją odnawiamy.

Jabłoń:
(poruszona jeszcze bardziej, przeciekła oczami)

3314. Na ślubnym przyjęciu

Eeee tam, orła cień! Biedronkę w welonie widziałam…

fot. Sadownik.

*

3313. Nim ruszyliśmy na ślub

Jabłoń:
(przedwczoraj po południu została wygoniona
przez upał do pokoju północnego
)

Neska, Pan Ciasteczko i inni:
(w tym samym czasie zabijali
z broni gładkolufowej metalowe postacie
)

fot. Pan Ciasteczko, fragment.

*

Sadownik:
(wczoraj przy porannej kawie pokazał Drzewku
zdjęcie, które wypatrzył i zrobił
)

Jabłoń:
(zachwycona, poinformowała, że musi je tu mieć)

Sadownik & Jabłoń:
(godzinę później pojechali na ślub*)

____________
* zdjęcie, wciąż nieprzeterminowane, stanowi metaforę tego, co po ślubie, czyli żyli długo i szczęśliwie

czwartek, czerwca 13, 2019

3312. Sto dwadzieścia sześć stron i starczy

Lechu* jest „winny” wylądowania tej książki w ulu. Upał wygumował mnie niedelikatnie z życia w ruchu, więc czytam. Czy warte czegoś jest to czytanie, poza czterema cytatami? Chyba, może, a jeśli, to… po to (wiedziałam), by zrozumieć, że każdy chory na sm choruje inaczej i że, tak czy inaczej, nie można pojąć, jak to jest, pochorować się na tę chorobę w wieku dziewiętnastu lat, gdy człowiek ma w głowie siano ułożone w kiepskie snopki — nie jestem w stanie objąć rozumkiem tego doświadczenia.

______________
* moja tendencja do zdrabniania imion w przypadku tego człowieka nie działa wcale. I nie jest to dla mnie Lech, Pan Lech, lecz właśnie Lechu, bo moc wtedy ma.

Ale snopki źle ułożone można mieć również w dojrzałym wieku i pomimo porządnego wykształcenia: wyczyn matki-lekarki, by zatrzymać dla siebie informację o diagnozie córki… ręce opadły mi do ziemi — czasem matki chcą dobra dzieci w kretyński sposób i gdyby mama była fryzjerką, sklepową czy geolożką**, a dziecko miało lat pięć — może mogłabym to zrozumieć, ale lekarka z dorosłą córką? Bo mamusia miała nadzieję, że pierwszy rzut będzie ostatnim? Pierwszy rzut jest pierwszym, nie ostatnim.

______________
** przepraszam fryzjerki, sklepowe czy geolożki, chodziło mi o zawody niemedyczne.

Świeżo zdiagnozowani powinni trzymać się od tej książki z daleka. Choć od jej wydania minęło „zaledwie” dziewięć lat, jest w niej — na szczęście dla chorych — trochę nieaktualnych danych.

Ta książka zmusiła mnie do rozstania się z ideą, którą z tyłu głowy miałam, że ludzie kończący filologie (różne) potrafią pisać w języku ojczystym i odróżniają biernik od narzędnika w przypadku użycia zaimków — nie muszą, niektórzy nie potrafią i nie rozróżniają. Trzy razy sprawdzałam, czy ta książka miała redaktora — miała, trudno mi było w to uwierzyć.

[dopisane 15.06.2019] Gniotła mnie jeszcze ta książka po żebrach, choć ją tu porzuciłam. Namyśliłam się… Ta książka jest książką obowiązkową dla bliskich ludzi osób chorujących na sm, by wiedzieli, mieli czarno na białym, czego ich ukochanym robić nie wolno, np. udawać, że nic im nie jest.

Jeśli myślicie, że coś jest Wam dane na zawsze i że zawsze już będzie tak, jak jest, to… pomyślcie jeszcze raz.

*

[…] nawet jeśli wydaje Ci się, że Twoje zmagania z góry skazane są na porażkę, stań do walki. Czy faktycznie nie masz szans? Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz, jeśli nie zdobędziesz się na odwagę zawalczenia o siebie, o swoje życie.

*

Za cokolwiek się bierzesz, czegokolwiek się podejmujesz w tej nierównej walce, musisz wierzyć ponad wszelką wątpliwość, że to ma sens. Taka wiara jest w stanie ruszyć to, co wydawało się absolutnie nie do ruszenia.

*

To co, walczymy czy przyglądamy się sobie?

Anna Bartuszek, Bestia ujarzmiona,
Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

3311. monochromatyczne piękna dwa

o 4:30 odpoczywała na ścianie saloonu. kilka godzin później Kaan zapytała, czy widziałam. nie widziałam, ale do teraz widziałam i słuchałam kilkanaście razy.

porusz.ona

choreo. Tarek Aïtmeddour,
muz. Abel Korzeniowski, Charms.

środa, czerwca 12, 2019

3310. Na urodzinach

spieprzyłam zdjęcie – stwierdziłam we wtorek rano. nie da się go powtórzyć. nie zmienia to faktu, że byłam na fantastycznych i niezapomnianych urodzinach w poniedziałek. urodzinach, które pojawiły się w ulu dzięki Dwóm Kurierkom ciałem i Jednej Duchem.

a spieprzone zdjęcie? dziś pokroiłam — w kawałkach cieszy, budzi miłe wspomnienia i apetyt na powtórkę oraz chce tu być.


 
*

[…] each time you notice that you're wrong, if you accept it, you'll grow immediately. It's one of the few moments where you can see such a clear sign of improvement. From wrong to less-wrong, wrong to better, or wrong to right.
// Stephen Guise

wtorek, czerwca 11, 2019

(3306+3). Sęk!

Drzewko przyznało się Sadownikowi na niedzielnym spacerze, że to, co ją budzi w nocy lub rano przed budzikiem, często ma njuejdżowo-biblijno-mistyczną naturę. Tak bardzo njuejdżowo-biblijno-mistyczną, że aż wstyd się przyznać. Trudno jednak nie rozważyć, choćby z powodów czysto filozoficznych, prawdziwości, pojawiających się w ten sposób, przewrotnych dość rewelacji. Zdecydowanie trudniej jest przyznać się do tych rozważań (3292, 3264, 3260). Od soboty Jabłoń kontempluje:

masz dziś wszystko, czego potrzebujesz, by być szczęśliwą.

3308. Razem czy osobno

— o, kwiat!
— czasem nawet okwiat*.

______________
  * tego słowa nauczyła mnie Saxifraga.


4:30. upał jeszcze śpi. tylko Heniutka i ja. i kwitnąca cisza osiedla. po jednym — cyk! — na poranek.

3307. moja droga

sm to droga,
     której nikt dla siebie nie wybiera,
     która wybrała sobie wielu ludzi.
w Polsce około 50 000 osób.

poniedziałek, czerwca 10, 2019

3306. Upalny weekend (II)

najintensywniejsze życie wiodę od wielu dni między 4:15 a 9:30 rano. niedzielny ranek skonsumowaliśmy w lesie. nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie podzielili się swoimi marzeniami. niech!


5 100 m

3305. Upalny weekend (I)

Jabłoń:
(życie ma zdemolowane przez upał)
Nie uwierzysz! Przez cały weekend
nie przeczytałam ani linijki,
nie napisałam ani słowa.
Grałam i grałam!

Sadownik:
(śmieje się śmiechem, niosącym się po całej ulicy)
Czyli masz szczęśliwy mózg!

Jabłoń:
15 × 15 to dla mnie już pestka! Szkoda, że
póki co naprawdę trudnych było tylko kilka.

piątek, czerwca 07, 2019

(3147+53+104). Wymiary miłości (IV)

Orzeszek kolejny raz uzbierała dla mnie, a ja w roztargnieniu zapomniałam wziąć z Małej Danii.

Przyszły razem z zamówionym u Białego Kruka dobrym wykonaniem Beethovena w środę i już prawie się kończą.

*

Dziś przy porannej kawie Sadownik zażyczył sobie mojego telefonu, mówiąc, że nie będę żałować.

Nie żałuję ani trochę… Teraz nie rzucę już pierwsza kamieniem — mam grę w telefonie i nie waham się jej użyć, gdy utykamy na światłach, gdy czekam, aż Sadownik ustali z panem sprzedawcą detale zamówienia. Wygląda to jak uzależnienie, ale ja z uporem maniaka nazywam to rehabilitacją… dziury w moim mózgu zachwycone.

czwartek, czerwca 06, 2019

3303. Spotkanie na szczycie

Georginia spotkała go dziś. Zapytana, jakim cudem udało Jej się zdążyć ofocić zwierza, odpowiedziała, że zamieniła z nim kilka zdań i dał się zatrzymać w pikselu. Czyli on chce na bloga? — zasugerowałam. Mówił, że byłoby miło, stwierdziła Georginia. Ma to u mnie!

Komuś służy ten upał, pomyślałam. Mi mniej, ale od dziś testuję kamizelkę chłodzącą, by zachować jakość życia.

fot. Georginia, fragmenty.

środa, czerwca 05, 2019

3302. U Orzeszka i Białego Kruka (LVII)

Ostatnia flaszka soku z kwiatów czarnego bzu z zeszłego roku, na czarną godzinę upału trzymana, skończyła się dziś. Wczoraj Biały Kruk przysłał zdjątko z rozpoczętą produkcją tegorocznej dostawy tego specyfiku — mojego ulubionego z wszystkich soków, które dostajemy z Małej Danii.

*

Biały Kruk:
(napisał przy okazji podesłania zdjęcia)
Pierwsza partia zrobiona
…i w butelkach. Degustacja też była.


fot. Biały Kruk.

wtorek, czerwca 04, 2019

3301. tylko pytam

     — najgorsze. ile razy wydarzyło się w twoim życiu? zapytałam samą siebie.
     — z ręką na sercu?
     — z ręką na sercu.
     chwilę trwało ustalenie i zliczenie, co było bezdyskusyjnie „najgorsze”:
     — trzy.
     — jakim cudem przeżyłaś pierwsze dwa? co wydarzyło się później?
     — chcesz, żebym ci powiedziała, że potem wydarzyło się coś, o czym nie miałam odwagi wcześniej marzyć?
     — nic nie chcę, tylko pytam.
     — weź, mnie nie wkurzaj! — odpowiedziałam, uśmiechając się od ucha do ucha.

poniedziałek, czerwca 03, 2019

3300. Tam (VIII)

dlaczego coraz więcej ludzi choruje na przewlekłe, nieuleczalne choroby? ponieważ życie nie znajduje innego sposobu, by wyrwać ich sprawnie i skutecznie ze światów, w których tkwili, i podarować im nowe, choć niełatwe. hawk!

[Zwierzę uwolnione z klatki] nagle jest zdane tylko na siebie. Nie wie, co ma robić. Dawne życie i wszystkie dobrze znane rzeczy nagle należą do przeszłości. Ta niepewność może nas paraliżować. Co konkretnie byśmy zrobili, gdybyśmy nagle mogli korzystać w życiu z pełni wolności? Dokąd byśmy poszli? Jak byśmy się na co dzień zachowywali? Skąd czerpalibyśmy poczucie sensu? Te pytania mogą napawać przerażeniem.

*

Zwracając sobie wolność rozumianą jako przeżywanie chwili obecnej i bycie sobą, zaczynamy darzyć sami siebie większym zaufaniem i zyskujemy większą pewność siebie. Dzięki temu możemy się rozwijać, doskonalić i w pełni realizować swój potencjał. Dzięki temu możemy czerpać autentyczną radość z kontaktów z innymi i ze światem. W ten sposób zyskujemy motywację i poczucie wyzwolenia.

Brendon Burchard, Manifest motywacji,
przeł. Magda Witkowska, MT Biznes, Warszawa 2016.

niedziela, czerwca 02, 2019

(3291+8). Skończona

Warto żyć! Również po to, by czytać Le Guin. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu Ziemiomorza, do pewnego momentu można drugą część cyklu odłożyć, zająć się czymś innym, nawet poczytać coś innego, ale przychodzi moment, że nie można się oderwać, dopóki nie dobiegnie się do końca historii.

     — Skąd mam wiedzieć, że jesteś tym, kim się wydajesz? — spytała wreszcie.
     — Nie wiesz. Ja też nie wiem, kim się tobie wydaję
.

*

Dotyk był jedynym przewodnikiem. Idący nie widział drogi, lecz trzymał ją w dłoniach.

*

Tylko czarownik mógłby otworzyć te drzwi. Czarownik

*

[…] nie sama woda mnie ocaliła, lecz moc rąk, które ją podały.

*

Siedziała zasłuchana. Nie powiedział ani słowa więcej. Milczeli, lecz to milczenie było inne niż cisza, jaka panowała w komnacie przed jej przyjściem. Teraz wypełniały ją ich oddechy, szum płynącej w żyłach krwi, skwierczenie świecy w cynowej latarni… Mikroskopijne, żywe dźwięki.
     — Jak to się stało, że znasz moje imię
?

*

Nikt samotny nie zdoła się długo opierać Siłom Ciemności. Są potężne.

*

     — […] Umiesz czytać?
     — Nie. Czytanie to jeden z czarnych kunsztów.
     Kiwnął głową.
     — Ale użyteczny — stwierdził
.

*

Ogarnęło ją dziwnie słodkie uczucie, rozkosz wolno i całkowicie wypełniająca umysł, aż w końcu się przelała […]. Rozejrzała się dookoła z wszechogarniającym zachwytem.

*

     — Wierzysz w to?
     — Zawsze wierzyłam.
     — Czy wierzysz w to teraz
?
     […]
     Musisz dokonać wyboru — powiedział miękko.

*

     — Mógłbym przywołać królika — mruknął, grzebiąc w ognisku krzywą gałęzią jałowca. — Wszędzie wokół nas króliki wychodzą teraz ze swoich jam. Wieczór to ich pora. Gdybym zawołał któregoś jego imieniem, przyjdzie. Ale czy potrafiłabyś zabić, obedrzeć ze skóry i ugotować królika, którego przywołałaś w ten sposób? Mnie wydaje się to nadużyciem zaufania.

*

Normalne życie okazało się czymś o wiele wspanialszym i bardziej zdumiewającym, niż mogła sobie wyobrazić.

Ursula K. Le Guin, Grobowce Atuanu, tom 2. cyklu Ziemiomorze, przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

A ona przyglądała mu się, wiedząc, że nigdy nie zdołałaby wypowiedzieć tego, co miała w sercu — tutaj, gdy siedziała obok niego w blasku ogniska, o zmierzchu wśród gór.

*

Zaczynała dopiero poznawać ciężar swobody. Wolność to wielkie brzemię, niezwykłe i trudne do zrozumienia dla ducha. Nie jest łatwa. Nie jest darem otrzymanym, lecz dokonanym wyborem. I ten wybór wcale nie jest prosty. Droga wiedzie w górę, do światła, lecz zmęczony podróżnik może nigdy nie dotrzeć do jej końca.

*

     — Odwiedzisz mnie kiedyś?
     — Gdy tylko będę mógł
.

(tamże)

sobota, czerwca 01, 2019

3298. Piękno pod stopami

Heniutka, ja i piąta rano. zatrzymało mnie piękno, które moc ma ogromną — wszechobecnej kostce bauma się nie daje.

zatrzymało i Heniutkę, bo przecież cyk!

3297.

nie jesteś mi nic winna.
przyszło do mnie prawie tydzień temu. najpiękniejsze zdanie, które mogę wypowiedzieć w twoją nieobecną* stronę. uwalniam nim ciebie, czuję to całą sobą. te słowa, wypowiedziane przeze mnie na głos, paradoksalnie uwalniają również mnie. uwalniają przede wszystkim mnie.

nie jesteś mi nic winna.
powtarzam, nie dowierzając, jak bardzo leczący jest to zestaw głosek. a ty? ty musisz poszukać swojego leczącego zdania.

uwolni.ona

______________
* sześć lat temu powiedziałam: starczy, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. nie zmieniłam zdania.

piątek, maja 31, 2019

3296. w drodze

zostanę tu
     ile trzeba,
     ile się da,
nim odejdę.

póki jestem, rozkoszuję się
     smakiem*, dźwiękiem,
     kolorem**, ruchem,
Twoją obecnością w moim życiu.

______________
  * dziś: truskawek.
** dziś: truskawek.

*

w uerze zarżnęłam płytę z VII Symfonią Beethovena… czekam na nową… a póki co, marny jutiub — marny, bo nie można aspołecznie walnąć tak, by cały blok musiał się delektować — po cichu ta symfonia nie działa…

Ludwig van Beethoven, VII Symfonia A-dur op. 92.
(energetycznie to utwór-Imagine-Dragons początku XIX w.)

(1880+1415). Książka-przypadek

Pomylił mi się tytuł i szata graficzna z inną książką, na którą polowałam od początku roku. Nie ma przypadków! Że pomyłka zaszła, dotarło do mnie, gdy upolowałam tę właściwą w połowie czytania tej. Ta, już niepomyłka, razem z Mininawykami stanowią niezastąpiony duet, nawet jeśli — tak jak ja — jednej historii z tej książki nie łykniesz, pomimo dobrze nasmarowanego haczyka.

Gdy dłuuuugo czyta się książkę, trudno wybrać cytaty – niektóre, istotne na początku czytania straciły na wadze — a tu niezmiennie uparta jak osioł jestem i chcę mieć pod ręką tylko te najważniejsze. Chwilę to trwało. Wybrałam. Mogę spokojnie wrócić do Ziemiomorza, skoro równolegle czytam już tylko trzy inne książki.

[…] możliwość jest tylko jedna: żyj, jak chcesz.

*

Idąc powoli, też dotrzesz do celu.

*

Kiedy „nie możesz”, automatycznie zaczynasz szukać wymówek, powodów, żeby czegoś nie zrobić. Kiedy „nie robisz”, automatycznie zaczynasz szukać sposobów, żeby tak właśnie było — bo takim człowiekiem teraz jesteś.

*

Niewielkie sukcesy dają radość, ale i motywację.
     Dlatego masz już wszystko, czego potrzebujesz.
     Dlatego motywacja nie jest czymś, co można mieć. Motywacja jest czymś, co bierze się z ciebie, automatycznie, z dobrego samopoczucia, kiedy odnosisz małe sukcesy
.

*

Przestań się porównywać do siebie z przeszłości. Zacznij porównywać swoje obecne ja — bez względu na to, jak daleko udało ci się zajść we własnych oczach — z tym, co faktycznie można osiągnąć.
     Przestań spoglądać wstecz. Zacznij z niecierpliwością sprawdzać, jak daleko jeszcze możesz dotrzeć.

     I ciężko pracuj, żeby się tam dostać
.

*

Zacznij po cichu. Po prostu rób, co trzeba.

*

Każdy sukces jest skutkiem podążania trudniejszą drogą.

*

[…] prośba o pomoc jest w domyśle komplementem. Jeśli proszę cię o pomoc, to mówię ci, że wiesz coś, czego ja nie wiem, albo potrafisz zrobić coś, czego ja nie potrafię. Kiedy prosimy o pomoc, to tak, jakbyśmy mówili: „Doceniam twoją wiedzę/umiejętności/doświadczenie”.

*

Módlcie się tak, jakby Bóg troszczył się o wszystkich,
działajcie tak, jakby wszystko zależało od was
.

św. Ignacy Loyola

Jeff Haden, Mit motywacji, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.

Przeszłość jest cenna. Ucz się na błędach. Ucz się na błędach innych.
     A potem odpuść
.
     […] wszystko zależy od perspektywy. […]
     Przeszłość cię nie definiuje. Po prostu następnym razem będziesz wiedzieć, co zrobić inaczej.

*

Żeby odnieść sukces, nie trzeba być odważniejszym od innych. Trzeba tylko znaleźć siłę, żeby iść dalej. Strach paraliżuje, a działanie daje pewność i wiarę w siebie.

(tamże)

3294. Wyautowana w aucie

Pan Ciasteczko:
(wczoraj zgarnął Drzewko po rehabilitacji)

Jabłoń:
Wyautowałam się dziś.

Sadownik:
Wiedziałem, że to zrobisz!

Jabłoń:
(zdziwiona to mało!)
Skąd?

Sadownik:
Ja nie o tobie, tylko
o tym motocykliście przed nami.

czwartek, maja 30, 2019

3293. #worldmsday

każdego dnia znajdę sposób, by 
pomimo choroby, z uporem maniaka 
realizować moje marzenia. hawk!

jeśli miałabym wybrać jedną rzecz na temat mojej choroby, którą chciałabym, abyś przyjął do wiadomości — wybieram: zmęczenie.

#myInvisibleMS

nie jestem leniwa. nie olewam. nie jest mi wszystko jedno. nie czekam, aż coś zrobisz za mnie. bywam (eufemizm) zmęczona. niewyobrażalnie. bezgranicznie. beznadziejnie. i wiem, że trudno to zrozumieć.

*


ilustr. Doug Ankerman, źródło.

*

World MS Day 2019, #MyInvisibleMS.

*

I was not cursed with this disease.
I was blessed to be strong enough
to carry this disease.

Kim Clark, źródło.

środa, maja 29, 2019

3292. spodziewaj się cudów i już!

spodziewaj się cudów!
jeszcze jakiś czas temu zabiłabym każdego, kto poczęstowałby mnie tym zdaniem… naprawdę? serio? w mojej sytuacji? żartujesz, prawda?

spodziewaj się cudów!
jakiś czas temu… tak, tak, koniecznie! proszę, niech ktoś mi powie, że jest lekarstwo na moją chorobę albo że moje wyniki badań wcale nie są moje, że zaszła pomyłka. o, to byłby prawdziwy cud! jestem na niego gotowa od zaraz.

spodziewaj się cudów!
przylazły do mnie te słowa na granicy snu i jawy. i posypały się cuda — pozbierałam wszystkie z wdzięcznością, choć nie wszystkie wymieniam poniżej. ja z suką dwa kwadranse po wschodzie słońca na spacerze. poranna porcja ćwiczeń przyniosła radość, która była preludium do rozkoszowania się smakiem kawy i czytanej książki — wciąż w porannej ciszy. nieśpieszny prysznic. przyjęłam pomoc Sadownika, by znaleźć się w centrum miasta na mojej sesji z Akuszerem. zjadłam pyszny obiad. piłam fantastyczną czekoladę. wysiadłam z autobusu i trzy metry dalej zatrzymałam się, by podziwiać pracującego czarnego labradora. a gdy dotarło do mnie, że niewidomy chce przejść na drugą stronę ulicy, zaproponowałam pomoc — szliśmy: cztery nogi, cztery łapy i dwa kije — rozstając się, serdecznie życzyliśmy sobie miłego popołudnia. pracowałam. wróciłam komunikacją miejską do domu. a podczas jazdy pierwszym autobusem w stronę ula, szykującą się do wysiadania, młodą dziewczynę zapytałam, co czyta, bo widziałam wcześniej, że w dłoniach miała pięknie wydaną książkę. Susan Sontag! porozmawiałyśmy o innych wspaniałych Jej książkach. gdy Młodość wysiadała, życzyłyśmy sobie dobrego wieczoru. łomolę poniższym już prawie miesiąc, ale dziś szczególnie głośno (i już wiem, że muszę mieć pod ręką w autobusie)… samodzielność, nawet jeśli ograniczona i wymagająca czasu, jest dla mnie cudem! hawk! a dzień się jeszcze nie skończył…

Imagine Dragons, Whatever It Takes.

wtorek, maja 28, 2019

3291. Jeszcze jedno dziewictwo precz!

Najpierw.
Przeczytałam poniższe słowa i wiedziałam, że czas na utratę fantasy-dziewictwa wybił wielkim bim-bam. Ten we mnie, co algebrę wyższą uwielbia — choć nie spotykamy się od dekad — zawył z rozkoszy i zakochał się w tym cytacie:

Dwa plus jeden daje trzy. Dwaj bracia zawodzą, trzeci wypełnia misję. Akcja powoduje reakcję. Los, Szczęście i Konieczność są tak samo nieubłagane w Śródziemiu jak w Kolonosie albo Dakocie Południowej. Opowieść fantastyczna zaczyna się tutaj, a kończy tam (lub z powrotem tutaj), gdzie doprowadziły ją subtelne i nieuniknione powinności sztuki narracji. W głębi, na skale macierzystej, rzeczy są takie, jakie muszą. To tylko wszędzie powyżej tego podłoża nic nie musi być takie, jakie jest.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Potem.
Z Połówką Duetu rozmawiałam, a gdy usłyszałam: będzie ci się podobać, nie miałam już żadnych wątpliwości. W środę wieczorem rzuciłam cztery inne książki, które czytam. Zachwyciłam się, widząc, kto zajął się tłumaczeniem tej, a zaraz potem byłam wsiąknięta w czytanie, by w niedzielę wieczorem „być po” i mieć szybciutko upolowany cały cykl (bo wyszedł w jednym zbiorze).

Fantasy.
To dla mnie… książki głęboko filozoficzne — podzieliłam się wrażeniem z Sadownikiem. Obśmiał się, ale mnie nie wyśmiał. Pozostałam z — robiącymi coś w środku — pytaniami: jakie jest moje prawdziwe imię? jakie jest prawdziwe imię Sadownika? oraz odpowiedzialnością, by każdego dnia być otwartą na odpowiedzi.

Ged stał przez chwilę bez ruchu, jak ktoś, kto dowiedział się wielkich nowin i musi rozszerzyć swą duszę, aby je przyjąć.

*

Albowiem magia zawiera się w tym właśnie, w prawdziwym nazywaniu rzeczy. […] Wielu magów o wielkiej mocy — powiedział wtedy mistrz — spędziło całe życie na odkrywaniu imienia jednej tylko rzeczy — jednego tylko zgubionego albo ukrytego imienia.

*

     — Aby słowo mogło być wymówione — odpowiedział powoli Ged — potrzebne jest milczenie. Przedtem i potem.

*

Człowiek o czarnoksięskich zdolnościach wcześnie się uczy, że w gruncie rzeczy niewiele z jego spotkań ma przypadkowy charakter, niezależnie od tego, czy prowadzą do dobrego, czy do złego.

*

[…] wierzył, że człowiek mądry to taki, który nigdy nie stroni od innych żywych stworzeń, niezależnie od tego, czy posiadają mowę, czy też nie; i później długo starał się nauczyć tego, czego można się nauczyć w milczeniu z oczu zwierząt, z lotu ptaków, z wielkich powolnych poruszeń drzew.

*

A prawda jest taka, że im bardziej rośnie prawdziwa moc człowieka, im bardziej poszerza się jego wiedza, tym bardziej zwęża się droga, którą może on kroczyć; aż wreszcie niczego już nie wybiera, lecz czyni tylko i wyłącznie to, co musi czynić

*

Jeśli będziesz szedł przed siebie, jeśli nie przerwiesz ucieczki — dokądkolwiek uciekniesz, wszędzie napotkasz niebezpieczeństwo i zło, ono bowiem cię popycha, ono wybiera dla ciebie drogę. To ty musisz wybierać. To ty musisz poszukać tego, co ciebie szuka. Musisz ścigać to, co ciebie ściga.

*

[…] szukaj swego źródła i tego, co leży przed źródłem. Tam spoczywa twoja nadzieja na odzyskanie siły.

*

Nareszcie, po tym długim, gorzkim, zmarnowanym okresie, wiedział raz jeszcze, kim jest i gdzie się znajduje.

*

Wszystko tutaj było na swoim miejscu, spokojne i pewne; toteż Ged, rozglądając się po oświetlonej ogniem komnacie, powiedział:
     — Oto jak powinno się żyć — i westchnął.
     — Cóż, to tylko jeden z dobrych sposobów – powiedział Vetch. — Są i inne
.

*

[…] nazywając cień swej śmierci swoim własnym imieniem, uczynił siebie całością: człowiekiem; kimś, kto znając swoje całe, prawdziwe ja, nie może zostać wykorzystany ani zawładnięty przez żadną inną moc poza samym sobą, i kto przeżywa dzięki temu swoje życie w imię życia, a nigdy w służbie zniszczenia, cierpienia, nienawiści lub ciemności. .

*

Przynosisz wieści czy sam jesteś wieścią?

*

Czekaj. Dojrzałość to cierpliwość. Biegłość to cierpliwość dziesięciokrotna.

*

Aby słyszeć, należy milczeć.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu, tom 1. cyklu Ziemiomorze, przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

3290. Opierzony zachwyt

co mnie dzisiaj poruszy, zadziwi, zachwyci?
zaciekawione ciszą poranka pytanie. przyszło do mnie. przyszło z samego rana. czekałam. byłam ciekawa, co to będzie. i proszę!

takie cudo! gapię się i widzę zachwycającą precyzję ruchu, który dzieje się na moich oczach w tej nieruchomej fotografii. widzę Maga, Skrzydlatego Nauczyciela skupienia, determinacji i bycia tu i teraz, Pan Szpak:


fot. Saxifraga, fragment.

*

     — Kiedy zacznie się moja nauka, panie?
     — Już się zaczęła – odpowiedział Ogion
.
     […]
     — Ale ja się jeszcze niczego nie nauczyłem!
     — Bo nie zdałeś sobie jeszcze sprawy, czego uczę — odparł mag
[…].

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

poniedziałek, maja 27, 2019

3289. Jest takie miejsce w Polsce

Wiele już razy przejeżdżaliśmy obok tego miejsca. Myślę o nim: Skandynawski Spot, bo rządzi tam międzyludzkie zaufanie, a nie arcypolska podejrzliwość. Można tam kupić jabłka z sadu — bierze się worek, a odliczony pieniążek wrzuca do dziurki. Nie ma tam żywego człowieka.

Wczoraj, wracając z Małej Danii, postanowiliśmy zatrzymać się. Kupiliśmy dwa gatunki jabłek i worek gruszek. I już wiemy, że Skandynawski Spot to dla nas miejsce z duszą, obowiązkowe podczas wracania do ula.

piątek, maja 24, 2019

3287. Chwile ciszy w sercu (II)

skulona. schowana przed światem. uzdrawiającym pytaniem:
     — czego poszukujesz?
leczyłam się. świeżutka kreska Kaan pomogła rozpocząć proces wracania do siebie z miejsca, w którym jest się zlekceważonym, niezauważonym, olanym, a przynajmniej tak się czuje, dopóki nie wróci się do siebie.

Kaan.

Ged ujrzał schowane w fałdach płaszcza skulone, śpiące zwierzątko, które wpełzło tam w poszukiwaniu ciepła.

*

Stał w środku świata.

*

Dalej więc, zabierz się do pracy. Wykonuj ją jak należy. To wszystko, co możesz zrobić.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

czwartek, maja 23, 2019

3286. Chwile ciszy w sercu

poranny korytarz.
cichy, pusty. bez studentów.
i takie nieme cudo.

fragm. ikebany. pozostałości 
po Nocy Muzeów.

*

Ale nie wolno ci zmieniać ani jednej rzeczy, ani jednego kamyka, ani jednego ziarnka piasku, dopóki nie będziesz wiedział, jakie dobro i zło wywoła ten czyn. […] Zapalić świecę znaczy rzucić cień… — Spojrzał znów na kamyk. — A poza tym, skała jest niezłą rzeczą, wiesz? — rzekł mniej uroczystym tonem. — Gdyby wyspy Ziemiomorza były całe z diamentu, wiedlibyśmy na nich ciężki żywot. Ciesz się złudzeniami, chłopcze, i pozwól, aby skały były skałami.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

środa, maja 22, 2019

3285. Deseczki (I)

najtrudniej maluje się twarze… powiedziała jakiś czas temu Kaan i wytłumaczyła dlaczego. mój zachwyt nie należy do trudnych — jest łatwy, ale niebanalny, bardzo przyjemny i nieustający.


Kaan.

wtorek, maja 21, 2019

3284.

oczekiwania.
nic lepiej i bardziej nie popsuje ci dnia czy życia.

     oczekiwania twoje wobec innych — próbuj, Syzyfie!
     oczekiwania innych wobec ciebie — można wyśmiać, przemilczeć lub olać.
     oczekiwania, jakie masz wobec siebie, mogą urządzić ci piekło na Ziemi — po co ci to?

Michał Anioł, Stworzenie Adama, 1511.
(fragmencik)

niedziela, maja 19, 2019

3283. Zastrzał literkowy

Samochód-niespodzianka: maluch z silnikiem Ferrari. Książka-granat: mały format, tylko sto stron i zostajesz z lejem po bombie w sercu. Kosińska w swych literkach taka jest i dobrze o tym wiedzieć, nim się podejdzie do opisywanych przez nią światów.

Kaan trzyma rękę na pulsie, byśmy żadnej książki Autorki nie przegapiły. I choć swoje zdanie w sprawie bezów w świecie tych, co tylko parę chromosomu 21. mają, wyraziłam dawno temu, to Beza mnie przewróciła (i słusznie!). I Kaan wiedziała, że tak będzie.

Od tygodnia katolik brzmi jak obelga (i słusznie!). Po tej książce trzeba ustać w roli zdrowy człowiek i przyznać: jesteśmy barbarzyńcami — każdy proporcjonalnie do możliwości, preferencji i wrażliwości, nawet jeśli tylko raz w życiu, przez ułamek sekundy i wyłącznie myślą, a nie uczynkiem — w co ja oczywiście nie uwierzę.

Ludzie z dodatkowym chromosomem.
     Jak można mieć czegoś więcej, a jednocześnie znaleźć się na życiowym minusie? Z czymś, a jednak bez czegoś? Czego? Waszego rozumu?
     Bez, każdy jest bez czegoś, choć się tego nie widzi
.

*

Czy rzeczywiście słuchamy innych, a może raczej naszego wyobrażenia o tym, kim są?

*

Lubiłam poznawać coś nowego. […] człowiek musi poznać coś, czego nie znał wcześniej, bo wtedy też uczy się, kim jest.

*

Wieczne zapominanie, przypominanie, powroty. Odnajduję siebie zmienioną. Jak drzewo, które nasza gospodyni posadziła przed blokiem. Wciąż się zmienia w czasie, na ile się da.

*

Opieramy się na sobie jak elementy rusztowania. Nie ma innego życia.

*

Mówię „NIE!”, czyli milczę, bo nie wiem, co mam powiedzieć, bo nie wiem, jak się wydostać z tej klatki, zamknięta w bańce pomocy, bez której nie poradzę sobie w życiu.

*

Wytykają mnie palcami. Rodziny, które przyjechały na komunię innych dzieci, patrzą się. Mama udaje, że nic nie widzi. Ksiądz udaje, że nic nie widzi. Ja widzę i nie umiem udawać.

*

Nie wstydzę się tego, kim jestem, choć często chciałabym być kimś innym. To są dwie różne sprawy i ludzie tego chyba nie rozumieją.

*

Wzywało mnie życie, kierowało moimi krokami. musiałam iść.

*

Coraz większa niezależność, nawet jeśli tylko myśli, oznacza nieobliczalność. Wolność prowadzi do decyzji, a te wywołują konsekwencje.

Kinga Kosińska, Beza, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.

sobota, maja 18, 2019

3282. Dotknięta

Książki tej Autorki w Polsce wychodzą wyłącznie w „papierzu”. Normalnie olewam wydawnictwa reprezentujące taką postawę, ignorując książkę. Ale nie w przypadku Linde. Choć wciąż czeka na półce jedna jej opowieść, tę musiałam mieć tak szybko, jak się da. Ostatnią rzeczą, którą wczoraj zrobił Sadownik, nim w godzinę doszedł do 39,5°C, było odebranie gdzieś na mieście i przyniesienie do ula tej przepięknie wydanej książki.

Okładką zachwycałam się po wielokroć — przed czytaniem, w trakcie i po wszystkim — głęboka matowa czerń, połyskująca czerwień, oszczędność kształtów, która z każdym rozdziałem nabiera głębi. Jak zwykle (w przypadku Autorki) dobry papier — tak wydane książki cudownie trzyma się w dłoniach.

Rzuciłam wszystko inne, co czytam, bo gdy się zacznie tę książkę, nie można się oderwać. Sadownik faszerowany lekami spał, a ja pochłaniałam, nie mogąc odłożyć na później. Teraz? Teraz niecierpliwie czekam na wrażenia Kaan po byciu z tą opowieścią.

Miałam głęboką nadzieję, że będzie to nasza wspólna szczelina, więc zaczęłam mówić: mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ludzie mówią, że takie rzeczy umacniają, ale nie bardzo wiem, ile taka siła miałaby być warta. Jak sądzisz? Popatrzyła na mnie takimi niezgłębionymi oczami: nie, niektórych doświadczeń nie chce się mieć, niezależnie od tego, co ci dają.

*

Więc milczałam i on milczał, jak się milczy, gdy nie nadszedł czas na wyjawienie tajemnic, które wcześniej czy póżniej trzeba będzie wyjawić.

*

Myślałam o tym, co Grace przed chwilą powiedziała, czy naprawdę można być samemu odpowiedzialnym, czy nie jesteśmy wszyscy spleceni tak, że jeśli pociągnie się za jakąś nitkę, to zaraz inna nitka poruszy się gdzieś indziej? A jeśli pociągnęło się za jakieś oczko, to dlatego, że już kilka innych się spruło? Czy w ogóle da się odróżnić człowieka od innych ludzi? Musi tak być, bo czym byłaby samotność?

*

Może było tak, że najpierw zakochałam się w tej, którą była kiedyś, a długo potem w tej, którą się stała.

*

To w wyobraźni, w dzień i w nocy, dokonują się zmiany. Ale co się zmienia i jak, dowiadujemy się dopiero po fakcie.

*

Ten gest włączył we mnie ciepło, o którym nie wiedziałam, że wciąż je mam, gazowana krew, którą potrafi obudzić tylko skóra drugiego człowieka.

*

Kiedy wszystko na pozór wydarza się nagle, kiedy to, co dobrze znamy, pojawia się w nowej postaci, trudno rozpoznać siebie i innych. To bolesne błądzenie, jedyne, czego człowiek pragnie, to żeby czas się zatrzymał, aż człowiek znów się rozpozna w tym, co kiedyś było takie komfortowe i bezpieczne.

*

To, że zdawała się nie rozumieć, co się we mnie dzieje, pojmowałam tylko tak, że wcześniej czy później mnie skrzywdzi. Jeśli nie za pomocą noża, to czasu.

*

Nie mam pojęcia, które kłamstwa sprawiają, że jesteś w stanie co rano wstać z łóżka.

*

Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej? Jej głos był ostry: bo niektóre rzeczy są zbyt trudne.

*

Nikt nie wychodzi bez szwanku ze swoich doświadczeń.

*

Czym jest miłość, jeśli nie zgodą na to, co niemożliwe. Przecież ja też mam swoje tajemnice.

*

[…] pozwoliłam im patrzeć. Oto moje nieszczęście, myślałam, bierzcie, ile wlezie. A jeśli chcecie użyć mojego cierpienia, żeby przykryć własne życia, proszę bardzo. Siorbcie w siebie fantazje o tym, co takiego mi się przytrafiło, żebyście mogli porównać i upewnić się, że nigdy nie znajdziecie się tam, gdzie ja się znalazłam. Ale wierzcie mi. W każdej chwili, każdy może stracić wszystko. To cierpienie jest tak samo wasze, jak i moje, nie jest ani święte, ani tajne. Pękanie jest tak samo trywialne jak kupowanie dzieciakom cukierków w sobotni wieczór.

*

Ta sama młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca w autobusie, kiedy weszłam, utykając, ale odwróciła się, zanim zdążyłam się uśmiechnąć. Idiotyczne rozczarowanie. Być tym, który pomyślał o kimś coś więcej, niż tamten pomyślał o tobie.

Ida Linde, Mama mordercy,
przeł. Justyna Czechowska, Lokator, Kraków 2019.

suplement niedzielny (19.05.2019)
Kaan już przeczytała. Zwróciła uwagę na poniższy cytat. Nie wiem, jak to się stało, że go pominęłam. Teraz? Teraz czekam na wrażenia Georginii. A może czekamy razem z Kaan? My dwie dotykające już tej książki i przez nią dotknięte.

Powiedziałyśmy coś nieznacznego, czasem to nie znaczenie słów odgrywa rolę, ale fakt, jak rozciągają nitki pomiędzy ustami. Ważne, że powstaje siatka, w którą można schwytać to, co rzeczywiście ma sens.

(tamże)