poniedziałek, sierpnia 03, 2020

3888. 216/366

     — mam dość — powiedziała. bólu i kalectwa. i walki z wiatrakami.

216/366

*

[…]  rozdrapywałem to w kółko, odłamek po odłamku, przyjmując prawdę w maleńkich dawkach, tak jak zażywa się truciznę, aby od niej nie zginąć.

*

     A mogłabyś mnie teraz po prostu pocałować i skończyć tę dyskusję?

*

[…]  jest tyle rzeczy, o które tak trudno mi poprosić, Claro, ponieważ prosząc o zwykłe, proste drobiazgi, ujawniam więcej, niż kiedy proszę o coś ważnego.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, sierpnia 02, 2020

3887. Oni

Apus i Oś — podziwiam obu, choć żadnemu prosto w twarz tego nie powiedziałam, bo o miłości nie tylko mężczyznom czasem głupio wspomnieć.

Apus oczami Autora dał się już poznać ciut bliżej. Który raz patrzę na ten świeżutki portret? Bez znaczenia, bo niezmiennie uśmiecham się na widok atrybutu pięć­dzie­się­cio­latka, tak delikatnie, ale stanowczo nakreślonego.


Oś.

3886. Jasny gwint!

Ona. Z niejedną Boginią (a nie tylko z Bogami) umie rozmawiać. Nudna trochę, bo od zawsze rozmawia wyłącznie o miłości. Na cokolwiek innego szkoda Jej czasu.

Gapię się na ten obraz od wczoraj. Gdyby musiał mieć tytuł — obrazy czasem zmusza się do posiadania tytułów — brzmiałby on: Miłość. I Bóg mi świadkiem, ile perspektyw skrywa. Hawk!


Kaan.

*

W sztuce chodzi o jedno: bezpośrednią rozmowę z Bogiem w Jego własnym języku, z nadzieją, że słucha.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

3885. 215/366

nieuleczalna choroba nie pyta: ogranicza, zabiera, anektuje. jednak nie jest w stanie pozbawić tego, co w naszym życiu jest dla nas samych naj­waż­niej­sze. już to wiem, dotarło do mnie, poczułam.

215/366

sobota, sierpnia 01, 2020

3884. Róbmy narodowcom falę!

Mitomance Terlikowskiej zawdzięczam od prawie pięciu lat profesora Obirka. Profesorowi Obirkowi (nie tylko) zawdzięczam powrót do znanego i lubianego hinduskiego jezuity Anthony'ego de Mello. W latach, gdy po niego sięgałam, nie miałam pojęcia, że był jezuitą, a że hinduskim i ciut wyklętym przez Watykan to dopiero u prof. Obirka przeczytałam.

Coś mnie tknęło w połowie przebudzonej żaby… klik, klik. O, TEGO nie znam! Klik, klik, mam. Jeszcze TEGO nie prze­czy­ta­łam i długo nie przeczytam, bo nie śpieszę się wcale, ale ten kawałek zrobił mi dzień, jakbyśmy powiedzieli w drugim najpolsko-patriotycznym języku ojczystym. Muszę mieć ten fragment pod ręką!

Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie klient, jest wyzdrowienie. On nie chce wy­zdro­wieć, chce doznać ulgi.
     Eric Berne, jeden ze znamienitszych psychiatrów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ujął to bardzo obrazowo. Prosił, żebyście wyobrazili sobie klienta, który jest zanurzony po nos w szambie. Tak, nazywał to płynnymi ekskrementami. I ten klient przychodzi do lekarza, i wiecie, co mu mówi? Prosi lekarza: — Czy mógłby pan mi pomóc, aby ludzie nie robili fal
?

Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 30, 2020

3883. 212/366

niech ten dzień wybrzmi pełnią.
niech gada do mnie. niech go usłyszę.

212/366

Michel Godard, Soyeusement.

3882. Szach i mat

Sadownik & Jabłoń:
(lubią zabawę w trudne pytania,
którą zwykle uprawiają w samochodzie
)

Jabłoń:
(poszukuje inspiracji w radzeniu sobie
z postępującym kalectwem fizycznym
)
Co byś powiedział komuś, kto ma tak jak ja?

Sadownik:
Zapytałbym: na czym ci zależy?

sobota, lipca 25, 2020

3881. Polska wierszem oglądana

Poleciałam na psa i kompozycję z okładki. Zbyt wiele sobie po ilustracjach obiecywałam i rozczarowałam się okrutnie: zbyt dużo detali, zbyt mało przestrzeni na domysły i emocje. Gusta i moje osobiste guściki, ale znalazłam dwa rysunki, które robią mi emocjonalną różnicę. Jestem więc na plusie, tylko muszę to jeszcze z Kaan przegadać, bo może nie doceniam czegoś, czego nie umiem dostrzec.

A wiersze? Pierwszy raz w życiu czytałam pisany wierszem komentarz do życia społecznego. Nie mam wątpliwości na kogo w drugiej turze wyborów prezydenckich głosował poeta. Nie spędza mu snu z powiek fakt, że długo jeszcze licealiści nie będą czytać jego wierszy, ale nas powinno to przynajmniej troszkę martwić.

A wydawnictwo? Jak zwykle na wysokości zadania stanęło. Papier, światło, przestrzeń — wszystko to w tym tomiku jest.

Zło odejdzie i będzie
wymienione na zło.
I wtedy powiedzą:
zawsze byli przeciw
temu złu, co odeszło.
Nowe zło jest lepsze.
Ale o co ci chodzi
?

*

Polska dziesięć
Albowiem trzeba się bać. Twarz ma
przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą.
Twarz ma w odwiecznym grymasie
jak u rodzącej kamień. Jak u
piszącej esemesa w nieznanym języku.

I trzeba się bać. Teraz miłość jest bezsilna,
jest tylko w deklaracjach
oraz deklamacjach. Wszelkie poranne złudzenia
przemieniają się w gorzki wieczór. Jest
później, niż myślicie.

*

Mowa nienawiści
Pouczający poniedziałek, wieje,
grzmi. Wracam z psem ze spaceru,
pies w panice sunie
pod ścianą kamienicy, idzie baba
i przez komórkę gada, pies w panice sunie,
a baba idzie psu naprzeciw, idzie
i mówi: „Jeszcze czego, psu nie
będę ustępować!”. Zagadka: na jaką
partię ta baba głosowała? I dlaczego to jest
tak oczywiste, jasne? Czy dlatego, że
jestem złośliwym oraz złym człowiekiem?
Skąd aż tak dobrze to wiem? Czemu się nie mylę?
Och, pouczający
poniedziałek
.

*

Auta się boją, że zmokną, więc zapierdalają.
Płoszą staruszków na przejściach, którzy nie wyczuwszy
właściwej odległości, mogą zginąć lub polec,
to zależy. A w autach też są ludzie, którzy
jeszcze pożyją, z ludzkością ich wiąże
fakt posiadania przenośnych telefonów, przez które
właśnie główne problemy ludzkie omawiają
.

*

Czas potrzebuje czasu, potrzebuje ochrony,
[…].

Gdzieś są
maleńkie drzwi
.

I nikt nikomu niech nie musi się przedstawiać, dawać poznać, niech wiedza o każdym obecnym jest już w nas od samego początku, od momentu, kiedy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi usiedliśmy na tych krzesełkach, nie czekając już na nic, nie bojąc się, nie łaknąc.

*

To już wczoraj! Już wczoraj w euforii
umarłem. Dzisiaj muszę obejrzeć te zwłoki
i je ostrzyc. I kopnąć w dupę. Jakoś uruchomić.
Bo jeszcze cykl depresji trzeba przecież odbyć
i kolejne euforie. Jeszcze nieskończone
zadanie: palec losu odgryźć,
środkowy palec
.

Marcin Świetlicki, Ale o co ci chodzi?, ilustr. Marcin Maciejowski,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2019.

piątek, lipca 24, 2020

3880. 206/366

     — tak. — odpowiedziała zapytana, czy jest coś intymniejszego niż seks lub gapienie się w niebo.
     — jest, oddech — dodała.

206/366

[suplement pikselowy: 21.04.2022]

wtorek, lipca 21, 2020

(3878+1). Bo to Ty…

Wybierając cytaty z tej książki, z premedytacją od razu dzieliłam je na dwie grupy. Ten wybór jest dla mnie ważniejszy, bo nie dotyczy instytucji, władzy czy świętego patrona pedofili.

Cytaty zebrane tu — w minimalnej liczbie, by nie rozwodnić — dotyczą drogi, którą idzie każdy z nas. Idziemy, potykamy się, podnosimy się i odkrywamy jakąś prawdę na temat naszego życia raz za razem — uczymy się otwartości na doświadczenie swoje i innych ludzi. Uczymy się wolno, wolniutko, każdego dnia.

[St.O.] A u mnie wstąpienie do zakonu miało związek z tym, że widziałem Kościół jako przekaziciela kultury, miejsce, w którym kultura znajduje schronienie.
     [A.N.] Szczególnie wśród jezuitów.
     [St.O.] Jezuici stanowili odpowiedź na najgłębsze tęsknoty, z których nie do końca zdawałem sobie sprawę, a których zaspokojenia szukałem w literaturze i teatrze. Chodziło o poważne potraktowanie podstawowych pytań egzystencjalnych.

*

[St.O.] […] z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że te rozmowy i lektury na temat religijnego wymiaru ateizmu były dla mnie przełomem. Do tej pory wydawało mi się, że utrata wiary w Boga to największy grzech, a nawet zbrodnia. I że ja temu grzechowi zacząłem ulegać pod wpływem pisarzy i filozofów, którzy mnie fascynowali.
     Dzięki jezuitom zrozumiałem, że rozmawianie i czytanie na te tematy to żaden grzech. To po prostu inny sposób szukania prawdy — uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym, który poszukuje
.

*

[St.O.] […] zetknięcie się z medytacją buddyjską pomogło mi odkryć, że istnieje religijność, której ścieżką poznania jest pogłębione wejście w siebie.
     
[A.N.] To jest ta nasza tytułowa „wąska ścieżka”. „Szeroka droga” zapełniona jest ortodoksją, ten typ religijności jest tyleż prosty, co bezbarwny.
     [St.O] Tak, podążanie „wąską ścieżką” jest o wiele ciekawsze. Jej praktykowanie może sprawić, że będziesz postrzegany jako apostata, odstępca czy nawet zdrajca. Podążanie nią może jednak doprowadzić do odkrycia czegoś, co dla innych nie będzie zrozumiałe.

*

[St.O.] Dużo się teraz mówi, że tradycyjne wyznania czy religie przeżywają kryzys, pomija się natomiast to, że dokładnie w tym samym momencie pojawiają się nowe typy wspólnoty, współodczuwania, które są owocem transgresji. Ktoś, kto w poszukiwaniu swojej prawdy potrafi się wznieść ponad fanatyczny judaizm, islam czy chrześcijaństwo, doskonale się odnajdzie w dialogu z kimś, kto ma za sobą to samo doświadczenie, choć wyszedł z innej tradycji. Dla mnie to jest coś szalenie pozytywnego.

*

[St.O.] Eklektyzm ma negatywny ładunek, bo brzmi jak konglomerat idei od Sasa do Lasa. Ja widzę to bardziej jako mozaikę, proces twórczy, którego efekt jest nieskończony, ale coraz bardziej wyraźny. Sądzę, że na tym polega dojrzałość — i ta intelektualna, i ta duchowa — że człowiek nie staje się wyznawcą czegoś, co zostało jakoś raz na zawsze ustalone, ale dojrzewa, jego spojrzenie się zmienia i staje się coraz bardziej pełne, coraz bardziej własne.

*

[St.O] Wiedział [jezuita George Coyne], że tak naprawdę podziały na wiarę i niewiarę są drugorzędne. Szukanie zrozumienia siebie nawzajem jest ważnym doświadczeniem duchowym.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

3878. Bo to Polska właśnie…

Trzecia, czwarta wciąż rozgrzebane, a do dwóch innych zaglądam bez żadnych wyrzutów sumienianapisałam. Ta była drugą z tych dwóch.

Nie śpieszyło mi się do niej. W dniu premiery zaznaczyłam do upolowania i cze­ka­łam na niską cenę, bo podtytuł nie zachęcał mnie do czytania — co mi po powodach, dla których prof. Obirek przestał księdzować.

Podtytuł nie kłamie, ale to nie książka-usprawiedliwienie lecz rozmowa z mądrym, oczytanym człowiekiem, który przemyślał i przeżył głęboko wiele. To książka, która uświadamia mi, że bliżej mi do katolicyzmu niż niejednemu polskiemu klesze.

[St.O.] Do dziś to zresztą widać, teologia jest poniekąd narzędziem ucisku i walki. Z jednej strony stygmatyzuje się bowiem tych wszystkich, którzy nie podzielają katolickiego światopoglądu jako ludzi niemoralnych, zdeprawowanych i ulegających obcym wpływom, a z drugiej — mobilizuje się opinię społeczną do masowych akcji poparcia dla Kościoła. Nigdzie indziej na świecie nie występuje to na taką skalę. Poza tym tylko w Polsce udało się konserwatystom katolickim uzyskać tak wielki wpływ na politykę.

*

     [St.O.] Wracając do Opus Dei — to stowarzyszenie stało się niezwykle wpływowe za Jana Pawła II.
     [A.N.] Ciekawy jest wątek związków Opus Dei z generałem Franco i z faszyzmem.
     [St.O.] Tak. Jak wiemy, Franco był, w przeciwieństwie do Hitlera i Mussoliniego, blisko Kościoła. Przedstawiano go nawet jako tarczę przed lewactwem.

*

[St.O.] Na świecie księża i biskupi rzadko już chodzą w długich sutannach. Biskupi na Zachodzie zwykle noszą garnitury. Polscy księża i biskupi są soczewką, która skupia w sobie najbardziej groteskowe cechy polskiego społeczeństwa. A to społeczeństwo ciągle szuka własnej tożsamości i — zamiast upatrywać ją w intelektualnych etosach pracy, wykształcenia, solidności, uczciwości czy też wierności swoim zasadom — poszło w kierunku szlacheckiego rozpasania, takiego „postaw się, a zastaw się”; nieważne, co robię, ważne, jak mnie widzą.

*

[St.O.] A co do Soboru Watykańskiego II, to on wyrósł właśnie jako próba nawiązania partnerskiego dialogu ze współczesną kulturą. Wojtyła w dużym stopniu tę kulturę odrzucał, by w ostatnich latach swego pontyfikatu ją stygmatyzować jako „cywilizację śmierci”.

*

[St.O.] Myślę, że ważnym źródłem tego, iż Kościół tak się broni przed nauką, jest obawa przed utratą monopolu na wyjaśnianie rzeczywistości.

*

[St.O.] Kościół polski […] absolutnie nie jest w stanie zaakceptować demokratycznych reguł gry i ciągle próbuje je podważyć. A czyni to, korumpując polityków, domagając się jakichś specjalnych przywilejów, bo inaczej będzie inkryminował takiego czy innego przedstawiciela władzy.
     To kaleczy demokrację. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją jak dziś — że Kościół domaga się penalizowania twórców spektakli, które w jego mniemaniu są gorszące. To się dzieje, jak sądzę, dlatego, że gdzieś w tle jest właśnie przeświadczenie, że Kościołowi należy się więcej niż innym.
     
[…] Historia pokazuje, że Kościół nigdy się nie zmienia, dopóki nie zostaje przymuszony do zmian. Nigdy nie są to dobrowolne ustępstwa, procesy emancypacyjne, gdy ludzie stopniowo wychodzą z roli wasala Kościoła lub kiedy otwierają się na świat, to jest uczą się języków, poznają inne kultury. Intelektualiści, a więc osoby, które rozumieją biologię, funkcjonowanie ludzkiego ciała, seksualność, mechanizmy ludzkich zachowań, nie będą przecież akceptować nauczania, a właściwie pseudonauczania księży, którzy wszystko tłumaczą diabłem, opętaniem, którzy chcą egzorcyzmować zamiast pozwolić na normalną terapię psychiatryczną.
     I ta forma emancypacji osób, które są wyposażone w aparat poznawczy, budzi w tym tradycyjnym i konserwatywnym Kościele poczucie największego zagrożenia. Hierarchowie wolą kontrolować wiernych i narzucać im pseudonaukowe prawdy
.

*

[St.O.] Jak każde społeczeństwo mamy tożsamość zbudowaną z mitów, a ich dekonstrukcja jest niezwykle trudna. Przekonali się o tym Niemcy, którym pożegnanie z mitem Tysiącletniej Rzeszy zajęło ładnych parę lat i było możliwe tylko wskutek wielkiej klęski tej idei. Polacy prawdo­po­dob­nie nie są jeszcze gotowi na pożegnanie z mitem nieska­zi­tel­nego Jana Pawła II. Nasza obywatelskość jest krucha, naznaczona totalitaryzmami i rozpaczliwie potrzebuje mocnej narracji. O tym, jak to się dzielnie sprzeciwialiśmy faszyzmowi, komunizmowi, że ponieśliśmy największe ofiary, a zaraz po „wyklętych” zwieńczeniem tej romantycznej narracji jest postać świętego Jana Pawła II, który jednoczył Polaków, obalił komunizm na świecie i pokazywał Zachodowi, jak żyć.

*

[St.O.] Dla Wojtyły katolik jest w posiadaniu prawdy, dla Bergoglia jest jej pokornym poszukiwaczem. Jak wiesz, idolem polskiego kleru jest Wojtyła, a nie Bergoglio.

*

[St.O.] Można mówić o dwóch rodzajach moralności: jednej, która obowiązuje wiernych i o której księża tak wiele na ambonie opowiadają, i drugiej, która jest dla wtajemniczonych, czyli właśnie dla kleru. Im wolno pić, gromadzić pieniądze, prowadzić rozwiązłe życie — i wara od tego innym! Jeśli się na to zwraca uwagę, jest się wrogiem Kościoła, a nawet nieprzyjacielem Pana Boga.
     To właśnie dziedzictwo Kościoła katolickiego, który bardzo przyczynił się do dwóch rzeczy trapiących polskie społeczeństwo: do braku refleksyjności politycznej czy religijnej oraz do układów towarzyskich, które niekiedy przypominają powiązania o charakterze wręcz mafijnym. Taki sam zarzut można było kiedyś sformułować pod adresem aktywu partyjnego, który z jednej strony walczył o „interes klasy robotniczej”, a z drugiej „dbał przede wszystkim o pomyślność partii i jej przedstawicieli
”.

*

[St.O.] Mamy obsesję pławienia się w tradycjach klęsk, wojen, tej całej martyrologii. Dla mnie ten „fenomen” to wynik lenistwa intelektualnego, które ma głębokie korzenie w naszej kulturze. To jest taki topos, pojawił się u nas już w schyłkowym okresie renesansu, gdy część kultury szlacheckiej odwróciła się od korzeni greckich i łacińskich i zaczęła doszukiwać się fantastycznych genealogii w prehistorii.
     [A.N.] Tę dość egzotyczną ideologię zwykliśmy nazywać sarmatyzmem.
     [St.O.] Ja bym ją nazwał antyintelektualizmem. Niechęcią do krytycznej refleksji nad samym sobą i własną tożsamością. Jan Stanisław Bystroń trafnie to określił jako megalomanię narodową połączoną zwykle z pogardą dla innych.

*

[St.O.] Niesamowite, że jest w naszej kulturze przyzwolenie na alkoholizm, a nie ma przyzwolenia na wielość opinii i na konstruktywną krytykę.

*

     [A.N] Nie zapowiadał się [M. Jędraszewski] na homofoba?
     [St.O] Absolutnie. Ale w pewnym momencie zadziałała niedobra reguła. Ubiorę ją w słowa pewnego znajomego księdza: piuska biskupia wpływa na intelekt. Mam wrażenie, że wielu biskupów, nawet profesorów, nie mówiąc już o mniej utytułowanych intelektualistach, po tym, jak zostało biskupami, przestało używać rozumu.

*

[St.O.] Chcę coś jasno powiedzieć, choć myślę, że dla wielu katolików nie będzie to przyjemne. Myślę, że instytucja kościelna żywi się takimi ofiarami, które — w ramach biernego podporządkowania się ideologii, wedle której najważniejsze jest dobro Kościoła — zapominają o tym, że często owo dobro oznacza ofiarę z własnego życia.

*

[St.O.] Musiałem sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, czy ten Kościół jest jeszcze mój, czy daje mi takiemu, jakim jestem, przestrzeń dla siebie. […] Bo człowiek, który żyje sfrustrowany w relacji absolutnie nierokującej, siłą rzeczy otwiera się na nowe możliwości. Kiedy ma absolutne przekonanie, że coś się wyczerpało, szuka miłości, wolności.

*

[St.O.] Ręce Kościoła są długie — w urzędach, na uczelniach, wszędzie.

*

[St.O.] Wymienię tu Michela Foucaulta i Pierre’a Bourdieu, którzy przenikliwie i bardzo racjonalnie pokazali, że sakramenty i różne rytuały kościelne nie pełnią żadnej funkcji w zbawieniu człowieka. Tak naprawdę służą z jednej strony kontroli społecznej, z drugiej zaś zabezpieczeniu dobrostanu Kościoła — bo były i nadal są odpłatne.

*

[St.O.] Był [x. Michał Heller] prawdziwym i utalentowanym kosmologiem, który wierzył, że piękno wszechświata jest najbardziej prze­ko­nu­ją­cym dowodem na istnienie Boga. Nie wdawał się w ideologiczne potyczki. Słynne były jego przyjaźnie z innymi astrofizykami i filozofami, które do dziś owocują dynamicznym rozwojem wspomnianego Copernicus Center. Dla mnie to wzór godny naśladowania. Szkoda, że nie Michał Heller, a Tadeusz Rydzyk jest dziś twarzą polskiego katolicyzmu.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

[St.O.] Powtarzałem często i tego się trzymam, że zrobiłem dwie mądre rzeczy w swoim życiu: wstąpiłem do zakonu i z niego wystąpiłem. Podtrzymuję to. Uważam, że człowiek ma prawo do błędów, a pewne wybory wyczerpują się.

*

[St.O.] Dla mnie ważniejsza była prawda, to, że nie będę udawał nikogo innego, niż jestem. Pamiętam rozmowy z ludźmi autentycznie przejętymi moją przyszłością. Padło pytanie: „A czy pan kogoś ma?”. Zapytała mnie o to znakomita socjolożka, profesor Hanna Świda-Zięba, z którą się przyjaźniłem: „Tak, mam”, odpowiedziałem szczerze. Ona mi na to: „To jest bardzo ważne, bo jak człowiek nie ma nikogo bliskiego, to źle mu jest na świecie”. Była ateistką, miała szerokie horyzonty. Dla niej kwestia wierności ślubom nie była w ogóle problemem. Ważne było tylko to, czy ja będę szczęśliwy. To były bardzo mądre słowa.

(tamże)

poniedziałek, lipca 20, 2020

(3875+2). Powidoki (II)

Matko, pomóż mi, jak kochać
Ponad moimi ludzkimi lękami,
Naucz mnie wszystkich radości życia,
Schowanych za zasłoną łez.

Daj mi odnaleźć przyjemność
Delikatnych rąk kochanka,
Pozwól mi poznać mądrość
Szacunku bez żądań.

O, Strażniczko Wybaczania,
Naucz mnie, jak widzieć
Poza drobnymi osądami,
Wspierając ludzką godność.

Nauczę się twej Mocy
Matki, kochanki, przyjaciółki,
Uczącej innych, jak kochać
I naprawiać złamane serca
.

Jamie Sams, 13 Pierwotnych Matek Klanowych, przeł. Maria Ela Lewańska,
CoJaNaTo Blanka Łyszkowska-Zacharek, Warszawa 2012.


Kaan.

(3875+1). Powidoki (I)

bez mężczyzn opowieści intymne zamierzchłe o mężczyznach. dzielenie się swoimi osobistymi historiami. prezent. bezcenne chwile.

trzy postawy. muszę je tu mieć i ONE o tym wiedzą.

chciałam być dziewicą w dniu ślubu.
duch hippy.
chciałam w trumnie nie być dziewicą!

ONE

piątek, lipca 17, 2020

3874. Pakując walizkę…

Jedziemy — zostawiając swoim mężów i partnerów – by mieć dla siebie czas […], siebie tam […] odwrócić w dobrą stronę wzrok // zostawić wszystko w tyle, tyle // bo może będzie lepiej pójść pod prąd. Podczas pakowania ta piosenka przedstawiła mi się i natychmiast mnie zagarnęła — samozwańczy, mój osobisty hymn nad­cho­dzą­ce­go wspólnego czasu w jednej przestrzeni (na ciut dłużej)… bez mężów i partnerów.

Rosalie, Moment.

3873. Wygrani przegrani

W tym samym dniu, gdy jako społeczeństwo przegrywaliśmy, Sadownik i ja kolejny raz mówiliśmy sobie „tak”. Kwiatom, które w tym dniu po raz osiemnasty, dziś musiałam „cyk”, bo jak wrócę w niedzielę, to już ich pewnie nie będzie.

3872. Zielnik (XII)

Znam te ozdobne liście, tzn. widziałam je w tysiącu miejsc. Znajoma bez imienia i bez mojej chęci pozyskania imienia.

Wczoraj dotarło do mnie, że te fioletowe kwiatki nie należą do innej ogrodowej rośliny, co zamieszkała pod naszym blokiem. Te fioletowe kwiatki, już na granicy przekwitnięcia należą do TYCH ozdobnych liści.

W takim razie to ja bym jednak chciała znać imię tej zieloności. Ciekawe, co na to powiedzą dziewczyny.

Profesora Saxifraga:
Funkia

poniedziałek, lipca 13, 2020

3870. 195/366

ukorzenić, zakorzenić. chwilę.
nie zadeptać i docenić.

195/366

3871. Zielnik (XI)

Im bardziej ignorowałam to zielsko, w tym większej liczbie miejsc na mnie napadało od wielu dni. Rozochocona polnym mleczem myślę sobie, że to polny rumianek. Zielsko nie potwierdziło. Że dzikie to pewnik, więc wiadomo, na czyje zielone oko* czekam.

_____________
* to have green fingers w wolnym tłumaczeniu, uwzględniającym okoliczności.

Profesora Saxifraga:
Przymiotno białe

Jabłoń:
(trochę jej przykro, że takie „bez skrzydeł”
to roślinne nazwisko, ale sprawdziła,
że rodzina astrowatych znów… i uśmiechnęła się
)

niedziela, lipca 12, 2020

3869. 194/366

ukorzenić jedną dobrą myśl o dniach, które przed nami. zakorzenić ją w sobie. tylko jedną, ale co dnia.

194/366

[suplement pikselowy: 19.05.2022]

3868. Zielnik (X)

Te kwiatowe nochale kiwnęły na mnie paluchem i… musiałam się zatrzymać, i cyk, i dziewczyny prosić o pomoc w ustaleniu zielonej tożsamości, co bezczelnie upomniała się o żółte, by zachować chronologię w zielniku, a nie wyrzucać, bo nieostre.

Detektywka Yuki:
(specjalizuje się tu w mniej dzikich)
Pstrolistka sercowata

3867. Zielnik (IX)


W zeszłym tygodniu zatrzymał mnie wspaniały cień tych kwiatów. Ale nieostre, skwitowałam po przyjściu do domu.

Nazywam tę roślinę szlachetniejszą wersją mlecza. Ma drobne płatki, mniejsze kwiaty, ciut inny kolor żółtego, na wysokich łodygach się trzyma. Imię z paszportu? Nie mam pojęcia. Liczę na Saxifragę, bo to dzika, czyli wolna roślina.

Wczoraj bez hipnotyzujących cieni, a ona wciąż uparcie nieostra i… muszę z tym żyć.

Saxifraga:
(nie kazała na siebie długo czekać)
rodzina astrowatych:
mlecz polny

Jabłoń:
(już teraz rozumie osobistą słabość do astrów,
mniszków i mleczy… to jedna rodzina robi jej ją
)

sobota, lipca 11, 2020

3866. Leczenie magią

Trzecia, czwarta wciąż rozgrzebane, a do dwóch innych zaglądam bez żadnych wyrzutów sumienia. Ta jest jedną z tych dwóch. Co zrobić, potrzeby Ducha za nic mają sobie liniowość, obowiązkowość i ge­ne­tycz­ne obciążenie po Orzeszku regułą zaczęłaś-skończ.

Gdy zajrzałam do darmowego fragmentu tej książki… szału nie było, ale zbliżały się urodziny Kaan (dzielimy miłość do literek Patti Smith)… więc dyskusji też nie było.

Biały Kruk, już to wiem, jest niecały tydzień starszy od Patti Smith i nie wiedzieć czemu, ma to dla mnie znaczenie — dwoje ważnych dla mnie ludzi jest z tego samego rocznika, niezłe! W tej książce jest sporo urodzin i rocznic. Najwięcej jest magii, której potrzebowałam bardziej niż powietrza.

Rok Małpy to również rok, w którym Patti Smith odbierała za Dylana nagrodę Nobla — nie ma o tym w książce ani słowa. Ile razy oglądałam, jak dopadła ją niemoc? Setki! I wciąż jestem pod wrażeniem Jej szczerości i serca. Przyszedł więc czas, by to tu mieć pod ręką. Jest moją Nauczycielką Magii i Serca.

Jakiś czas siedziałam, dumając, co dalej, aż wreszcie postanowiłam podążyć za impulsem, który weźmie akurat górę nad innymi. A więc za tym zwycięskim.

*

Marek Aureliusz. Otworzyłam jego Rozmyślania. „Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat dziesięć tysięcy”… Miało to jakiś straszliwy sens dla kogoś, kto jak ja wspiął się już wysoko po drabinie czasu i zbliżał się do siedemdziesiątki. Weź się w garść, powiedziałam sobie, po prostu rozkoszuj się ostatnimi chwilami sześćdziesiątego dziewiątego roku, świętą liczbą Jimiego Hendrixa, który na takie przestrogi miał własną odpowiedź: „Będę żył tak, jak mi się podoba”.

*

[…] cyknęłam zdjęcie polaroidem, a oderwana odbitka powędrowała do kieszeni.
     — Dziękuję ci, Motelu Marzeń – powiedziałam, trochę do powietrza wokół, ale trochę jednak do znaku.
     — Motelu
Snów! — wykrzyknął znak.
     — No tak, przepraszam — odparłam nieco skonsternowana. — Choć szczerze mówiąc, nic mi się nie śniło.
     — Czyżby? Nic a nic?
     — Nic a nic
!
     […]
     — A teraz?
     — Ten umysł! — krzyknęłam zrozpaczona, bo ruchome szkice mnożyły się w zastraszającym tempie.
     —
Przytomny umysł! — zachichotał znak triumfalnie.
     […] mózg, gdy naprawdę go rozruszać, uwrażliwia się na najróżniejsze sygnały… Nie miałam jednak zamiaru spowiadać się z tego wszystkiego jakiemuś znakowi.

*

[…] rozsiadłam się na ławce, żeby podumać o zeszłym wieczorze i jego ostrych krawędziach.

*

Dobry znak? Zły? Hm, zważywszy na ogólną kondycję świata, któż by je umiał rozróżnić?

*

Ogarnęło mnie złe przeczucie. Towarzyszył mu lęk, że zdarzy się coś prze­raź­li­we­go, czego zupełnie się nie spodziewam, albo co gorsza — że nie zdarzy się nic.

*

[…] tak to już z nim jest, że wciąż biegnie [czas], tyka sobie w najlepsze, i wciąż przybywa rzeczy, których nie da się zmienić ani nawet w porę zanotować.

*

     — Niektóre sny wcale nie są snami. To tylko inna perspektywa, z której oglądamy rzeczywistość.
     — Jak mam to rozumieć? — spytałam.
     — Ze snami jest tak, że równania rozwiązują się w nich zupełnie inaczej niż zwykle
[…].

*

Być może potrzeba przerwy, czegoś na kształt antraktu, może trzeba porzucić jeden scenariusz, by mogło rozwinąć się coś innego. Coś, co jest nieistotne, lekkie i całkiem nieoczekiwane.

*

Czasem w inny wymiar przenoszą nas najbardziej przypadkowe rzeczy.

*

Żadnych zasad. Żadnych zmian. Tylko że wszystko w końcu się zmienia. Taki już jest ten świat. Cykle śmierci i wskrzeszeń, choć nie zawsze tych, które sobie wyobrażaliśmy. Na przykład: wskrzeszeni możemy wyglądać inaczej, chodzić w ciuchach, w których nawet umrzeć byśmy nie chcieli.

*

[…] nic o mnie nie wiedział, ja o nim jeszcze mniej. Ale tak czasem bywa. Ktoś nie całkiem obcy staje się nam bliższy niż wszyscy inni.

*

[…] każda pusta strona jest obietnicą ucieczki, a pióro robi swoje […].

*

[…] i tomiszcze o geometrii euklidesowej. Wyciągnęłam to ostatnie. Gęsto ilustrowana książka, z której niewiele rozumiałam, ale starałam się coś wchłonąć.
     — Zginął mi ten płaszcz od ciebie — powiedziałam. — Ten czarny, który mi dałeś na urodziny.
     — Wróci – odparł.
     — A jak nie?
     — To będzie na ciebie czekał w przyszłym życiu.
     Uśmiechnęłam się, bo z jakiegoś powodu podniosło mnie to na duchu
.

*

To wszystko zdawało się tak bliskie: promienie słońca, ta słodycz, poczucie utraconego raz na zawsze czasu.

Patti Smith, Rok Małpy, przeł. Krzysztof Majer,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

Istnieje wiele prawd i wiele światów — oświadczył uroczyście znak.

*

Pamiętałam, że jako dziecko na spacerze z wujkiem stanęłam kiedyś przed podobnym wizerunkiem trzech małp. Którą chciałabyś być? — spytał. Tą, która nic złego nie widzi, tą, która nic złego nie mówi, czy tą, która nic złego nie słyszy? Trochę mnie wtedy zemdliło, bo bałam się źle wybrać.

*

Nie tylko odłamki miłości, jak by to ujął Sandy, ale cała czara.

(tamże)

* * *

Patti Smith na gali wręczenia nagród Nobla w 2016 roku.

* * *

Ufałam jego dłoniom na kierownicy. Kojarzyły mi się z innymi dłońmi — należącymi do dobrych ludzi.
     
[…]
     Mówił głównie on, o geometrii metafizycznej. Ten jego cichy, medy­ta­cyj­ny styl, jak gdyby wyciągał słowa z tajemnego schowka
. […]
     — Nie ma hierarchii. Na tym polega cud trójkąta. Nie ma góry, dołu, żad­nych stron, po których można by stanąć. Usuń z Trójcy etykietki Ojca, Syna i Ducha Świętego, a pod każdą podstaw Miłość. Rozumiesz już, o czym mówię? Miłość. Miłość. Miłość. Równowaga w całym naszym tak zwanym życiu duchowym
.

(tamże)

Autor(ka) portretu nieznan(y/a), 2016.

piątek, lipca 10, 2020

3865. 192/366  //  wybory 2020

kandydaci idą łeb w łeb i dlatego bez względu na to, kto wygra, jako społeczeństwo przegraliśmy z kretesem.

problemem nie jest przegrana, lecz to, że nigdy się do niej nie przyznamy. i niczego nie nauczymy się na przyszłość.

192/366

*

W Roku Szczura w ślepo wpatrzonym w Amerykę kraju powtórka z rozrywki:

Miałam złe przeczucia co do wyborów w Roku Małpy. Wszyscy mówili: nie martw się, wygra większość. Akurat, spierałam się, chyba ta milcząca, o wy­ni­ku przesądzą ci, którzy nie chodzą głosować. Ale czy można ich wi­nić, jeśli to wszystko stek kłamstw, wybór zatruty toksycznymi odpadami? Miliony utopione w bagnie plazmy, przepuszczone na niekończący się ciąg kłótliwych spotów. Doprawdy zmroczniały nam dni. Za te pieniądze można było zdrapać ołów ze ścian rozpadających się szkół, dać schronienie bez­dom­nym, oczyścić skażoną rzekę. Co tymczasem robią kandydaci? Jeden desperacko ładuje pieniądze w bagno, drugi wznosi puste gmachy na własną cześć, i wszystko to równie nieetyczne. A jednak, mimo wszelkich wątpliwości, zagłosowałam.

Patti Smith, Rok Małpy, przeł. Krzysztof Majer,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 09, 2020

wtorek, lipca 07, 2020

3863. 189/366  // wodorościk (XVII)

kolory wyblakłe. atrakcje mało atrakcyjne. żuławy psychiczne*.

189/366

__________
* lub morze Martwe, Dolina Śmierci czy Lammefjord.

sobota, lipca 04, 2020

3862. Zielnik (VIII)

Posadzone z premedytacją przez człowieka w osiedlowym kwietniku, który na pewno pamięta słusznie minione czasy. Zatrzymało mnie zielone życie i co mu zrobić. Kopnęło moją oso­bi­stą nie­czu­łość na zielsko w kostkę. A ja? Ja biegusiem na skargę do Saxifragi. Kto mnie kopnął w niewiedzę?

Jabłoń:
(miała nadzieję, że komuś
ten badyl nie da spokoju
)

Detektywka Yuki:
(pokonała google’a, co guzik
o roślinie wiedział, i 
voilà)
Scewola

3861. Zielnik (VII)

Bo cień tak pięknie układa się na papierze.
Bo książka, którą kocham. Bo TE kwiatki
nie pierwszy raz proszą, bym dowiedziała się, jak mają na imię.

Bez Saxifragi ani rusz, bo daje światu coś, czego nie daje nikt inny.


fot. Gepardzica, fragment.

Profesora Saxifraga:
(szybsza od światła)
no jak to, nie wiesz???
Goździk kartuzek

3860. Wodorościk (XVI)

Anyone who doesn’t believe in
miracles is not a realist
.

David Ben-Gurion
(1886–1973)

*

Baptiste Trotignon & Minino Garay, Jenny Wren.

poniedziałek, czerwca 29, 2020

3859. 181/366

leje. mocno, głośno, bez umiaru, świata nie widać i nagle znikąd to. bądź jak woda — nie ustawaj, nie zatrzymuj się, znajdź sposób.

181/366

3858. Kromeczki (XI)

Gdy pierwszy raz zobaczyłam to zdjęcie, byłam pewna, że odwrócone jest do góry nogami. Musiałam przyjrzeć się, by zobaczyć, że nic z tego — wszystko z tym zdjęciem jest w najlepszym porządku, góra na górze, dół na dole. Osiem kaczych nóżek — jak pięknie rzeźbi powierzchnię wody.


fot. Kaan, fragment.

Może moje życie, podobnie jak to zdjęcie, wcale nie stoi do góry nogami? Może to tylko takie wrażenie, które utrzymuje się na tyle długo, bym prawie w to uwierzyła.

3857. Kromeczki (X)

Powrót do, czyli klasyczna kromeczka.



fot. Kaan, fragmenty.

Gapię się. I natychmiast przypominają mi się słowa, którymi Tollini podzielił się ze mną wczoraj. On sam został nimi poczęstowany przez przyjaciela:

Rozejrzyj się wokół. Niczego, co Cię otacza, nie stworzyłaś. Na nic nie zasłużyłaś, ani nie zapracowałaś. Wszystko jest darem. Dlatego każdą kolejną chwilę witaj i przyjmuj z wdzięcznością, bo jest Ci podarowana za darmo — bez Twojego udziału.

piątek, czerwca 26, 2020

3856. Zielnik (VI)

Kwietne dzwonki nie porywają mnie wcale. Róż i fiolet też już nie. Nigdy nie mów nigdy! Wyrwał mnie ten ozdobny badyl na plamki wewnątrz kielichów. Jakby było mało, bezczelnie w kwadrat nie dał się zamknąć. Ma wewnętrzne piękno i moc, choć nie jest owadożerny (chyba).

To jakieś ogrodowe, ugrzecznione przez człowieka zielsko, ale co ma wpisane w dokumenty rodowe, tylko Profesora zielnika wie.

Profesora Saxifraga:
(przeszła najśmielsze oczekiwania Jabłoni)
Naparstnica purpurowa

czwartek, czerwca 25, 2020

3855. 177/366

chwile i doświadczenia, których nie sposób zamienić na słowa bez utraty informacji. bezcenne drobiazgi. życiowe drogowskazy.

177/366

Lars Danielsson, Liberetto.

*

Zamknij oczy, żeby łatwiej ci było zbliżyć się do tego, co w tobie święte.

Judith Orloff, Błogość życia, przeł. Magdalena Witkowska,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2020.

3854. Opierzony zachwyt (III)

Za naszym oknem dojrzewa teraz wiśniowe drzewko. Miesiąc z jedno­dnio­wym haczykiem temu wrona nie pogardziła czereśnią — napisała w tamtym czasie Saxifraga.

Pamiętałam o szpaku, a ta piękność wypadła z mojej pamięci? Nie może tak być. Jak dobrze czasem zrobić odrobinę porządku w elektronicznej poczcie.

Pół kilograma piękna. Monochromatyczny ptak. Jeszcze nie lubisz wron?


fot. Saxifraga, fragment.

środa, czerwca 24, 2020

3853. Opierzony zachwyt (II)

Wrony mają szczególne miejsce w moim życiu. Uwielbiam te monochroma­tycz­ne ptaki od dziesiątek lat, gdy odkryłam, że są w mieście cały okrągły rok i… dają radę.

To zdjęcie, jedno z wielu, leczyło mnie zachwytem w pandetamczasie. Czekało na mnie, na moją decyzję — w prawo czy w lewo? Najpiękniejsze to zobaczyć, że szary ptak (a) różowe ma jak ja czy ty, (b) gdy po raz pierwszy coś robi, pewności nie ma wcale, ale próbuje jak ty czy ja. Ja pewnie bardziej panikuję.

To zdjęcie łaziło za mną miesiąc i dwa dni — te dzieciaki dziś to już wspaniale latające ptaki, ale wtedy przymierzały się do swojej natury. Ten zbiór nieprzypadkowych pikseli przypomniał mi o innym odważnym ptaku, który został zatrzymany w pikselu przez Saxifragę. I stało się jasne, że zielnik piór — seria limitowana i ekskluzywna — już tu jest, zawsze pod ręką, po prostu klik.


fot. Saxifraga, fragment.

*

[…] wszystkie odpowiedzi są zwodnicze. Jeżeli będąc w czasie, za­da­jesz pytanie o to, co jest możliwe, odpowiedź jest prosta: wybór drogi leży przed tobą. Żadna z dróg nie jest zamknięta.

C.S. Lewis, Podział ostateczny, przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 21, 2020

3849. Z rekomendacji (II)

Mogłabym napisać znów to samo, czyli, że książkę tę polecił mi Tollini, gdy rozmawialiśmy o tamtej książcemoim odkryciu książkowym. Klik, klik, była w ibuku, więc nim skończyliśmy rozmawiać, miałam ją już na kundlu. Wepchnęła się bez kolejki na trzy poranne kawy.

Bawi, śmieszy, ale i wprawia w zadumę ta chudziutka książkowa staruszka (w oryginale ma 75 lat). Ani przez chwilę nie trąci myszką — piekło, które opisuje, świeżutkie jak mało co. Mało piekielnych wrażeń? Rozkręcić gaz pod własnym kotłem?

     — A więc ci, co mówią, że Niebo i Piekło to stany umysłu, mają rację?
     — Sza, nie bluźnij – przerwał mi poważnie. – Piekło jest stanem umysłu. Nie mógłbyś powiedzieć nic bardziej zgodnego z prawdą. Każdy stan umysłu pozostawiony sam sobie, każde zamknięcie się stworzenia w lochach własnego umysłu zmienia się w końcu w Piekło. Ale Niebo nie jest stanem umysłu. Niebo jest samą rzeczywistością. Wszystko, co naprawdę realne, ma swoje miejsce w Niebie. Wszystko, co chwiejne, zostanie zachwiane, a pozostanie tylko to, co nigdy się nie zachwieje
.

*

Czasem łatwiej jest z tymi, którzy nienawidzą dobra, niż z tymi, którzy nic o nim nie wiedząc, myślą, że już je posiedli.

*

     — Ależ oni mnie zobaczą!
     — No to co?
     — Wolałabym umrzeć!
     — Przecież to już za tobą. Nie ma sensu znowu do tego wracać
.

*

Trafiali się już ludzie tak pochłonięci udowadnianiem istnienia Boga, że w efekcie sam Bóg nic już dla nich nie znaczył… tak jakby nie miał On do roboty nic innego, jak tylko  istnieć!  Byli i tacy, którzy trudniąc się rozprzestrzenianiem chrześcijaństwa, nie mieli już czasu myśleć o Chrystusie.

*

     — Boże! — westchnął.
     — Co, Boże? — zapytał Duch.
     — Jak to: co, Boże?
     — U nas ten zwrot zwykle rozpoczyna jakieś zdanie.
     — Aha. Chciałem tylko powiedzieć „o rety” czy coś w tym rodzaju
.

*

     — Ale co będzie z tymi, którzy nigdy nie dotrą do przystanku?
     — Każdy, kto tego chce, dotrze do niego. Nie obawiaj się. Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu „bądź wola Twoja” i tych, do których Bóg powie na końcu: „bądź wola twoja”. Ci, którzy są w Piekle, są tam z wyboru. Bez ich osobistego wyboru nie byłoby Piekła. Nie ma duszy, która jeśli pragnie radości poważnie i stale, miałaby jej nie osiągnąć. Ci, którzy szukają, znajdują, a tym, którzy kołaczą, jest otworzone
.

*

Straszą z obawy, że ich ktoś przestraszy.

*

     — […] Problem polega na tym, czy jest ona jeszcze zrzędą, czy już tylko samym zrzędzeniem. Jeżeli jest jeszcze prawdziwą kobietą, jeżeli został w niej choćby najmniejszy ślad osoby pod całą tą zrzędliwością, można ją będzie przywrócić do życia. Jeżeli pod popiołem zachowała się choć jedna maleńka iskierka, będzie można ją rozdmuchać tak, że cały stos rozżarzy się na nowo. Ale jeżeli nie zostanie już nic oprócz popiołu, nie można bez końca dmuchać nim sobie w oczy. Trzeba go zmieść.

*

     — Czy jest jeszcze nadzieja?
     — Tak, jest pewna szansa. To, co ona nazywa swoją miłością macierzyńską, zmieniło się co prawda w zakrzepłe, raniące i bezlitosne uczucie, ale wciąż jeszcze można odkryć w nim maleńką iskierkę, która nie jest tylko jej własnym ja. Z tej iskierki można wykrzesać prawdziwy ogień

*

Nikt z nas nie miał racji! To naprawdę zabawne; nie trzeba już udawać, że miało się rację! Wtedy właśnie zaczynamy żyć.

*

Z pozoru bardzo to wielkoduszne, gdy ktoś mówi, że nie zgadza się na zbawienie, które pozostawia choćby jedno stworzenie na zewnątrz, w ciemności. Ale nie daj się nabrać na taką sofistykę, bo w przeciwnym razie tyranem całego świata stanie się pies ogrodnika.

*

     — To wszystko bzdury! To okrutne i nieludzkie! Jakim prawem mówisz takie rzeczy o miłości macierzyńskiej? To najczystsze, najświętsze ze wszystkich ludzkich uczuć!
     — Ależ Pam, żadne ludzkie uczucia nie są same w sobie czyste lub nieczyste, święte lub pozbawione świętości. Są święte, tylko ręka Boga trzyma je na wodzy. Ale jeżeli pozostawi się je same sobie, zwyrodnieją i przemienią się w fałszywych bogów
.

*

Czasem całymi godzinami układałam kwiaty tylko po to, żeby rozweselić jakoś ten nasz nędzny, mały dom, a Robert, zamiast mi podziękować, wiesz, co mówił? Że wolałby, abym nie zapychała mu biurka kwiatami, kiedy on chce pracować. A jednego wieczoru zrobił mi straszną awanturę o to, że rozlała mi się woda z wazonu na jakieś jego papiery, chociaż nie miało to najmniejszego znaczenia, bo to w ogóle nie były służbowe papiery.

*

     — A co pan chciałby robić, gdyby miał możliwość wyboru?
     — Też coś! — żachnął się Upiór, a w jego głosie wyczułem nutkę triumfu. — J a  mam obmyślać plany? To Właściciele powinni wymyślić coś, żeby się nam nie nudziło, nie sądzi pan? To należy do ich obowiązków. Dlaczego mielibyśmy ich wyręczać
?

*

[…] przynaglali dusze Błogosławionych, aby zrzucili swe kajdany, wyrwali się z więzienia, jakim jest szczęście, własnymi rękami zniszczyli góry i posiedli Niebo „na własność”: Piekło obiecywało swą pomoc. Inni, urodzeni organizatorzy, nastawali, aby zbudować tamę na rzece, wyciąć drzewa, wytępić zwierzęta, wybudować kolejkę linową, a zamiast tej okropnej trawy, mchu i wrzosu położyć gładki asfalt.

C.S. Lewis, Podział ostateczny,
przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

Potępieni zawsze obstają przy zachowaniu czegoś dla siebie, nawet za cenę cierpienia. Zawsze znajdzie się coś, co jest im droższe niż radość, to znaczy niż rzeczywistość. […] Ale w dorosłym życiu nazywacie to znacznie wspaniałej i różnorodniej — gniewem Achillesa, dumą Koriolana, zemstą, ambicją, urażoną cnotą, tragiczną wielkością lub godnością osobistą.

(tamże)

(3847+1). Suplement do spacerujących światów

Jabłoń:
(pod wieczór wysłała Białemu Krukowi
zdjęcie napotkanego o 
6:22 ślimaka)

Biały Kruk:
(odpisał)
O takich mówią ranny ptaszek…

3847. Światy spacerujące od rana

     — Wolałabym się nigdy nie urodzić! Po co w ogóle przy­cho­dzi­my na świat?
     — Po to, żeby doznać niezmiernego szczęścia. W każdej chwili możesz mu wyjść na spotkanie

C.S. Lewis, Podział ostateczny,
przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.

sobota, czerwca 20, 2020

3846. 172/366

zaczyna się na spodach dużych palców u stóp, biegnie przez podeszwy stóp, ścięgna Achillesa, łydki, tyły ud, pośladki, plecy, kark, szyję, aż po czubek głowy — tylna taśma. rozciągać, rozciągać, rozciągać co dnia (tzn. odżywiać).

i tak wiele sposobów, by robić to również z przyjemnością.

172/366

3845. Zielnik (V)

Intensywna zieloność początku wiosny trzyma się na tym krzaku z uporem maniaka. Zagadał do mnie pięknym baldachem.

Teraz już tylko czekanie na Profesorę zielnika, by poznać imię Nieznajomej.

Profesora Saxifraga:
(dała czadu i wszystko jasne)
Pęcherznica kalinolistna

3844. O kandelach

(odwrócona plecami do światełka w tunelu)
Jabłoń:
(ciut obrażona na swoje życie)
Masz dni, kiedy nie widzisz
światełka w tunelu?

Sadownik:
Mam.

Jabłoń:
I co wtedy robisz?

Sadownik:
Jadę w trasę.

piątek, czerwca 19, 2020

3843. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIX)

Biały Kruk:
(dłuższy czas czekał, by kwiatek Orzeszka
rozkwitł w pełni, doczekał się i „cyk”
)


fot. Biały Kruk.

3842. 171/366

mogę? mogę.
mogę!

171/366

3841. Z rekomendacji (I)

Książkę tę zaanonsował Tollini, gdy rozmawialiśmy o moim odkryciu książkowym. Klik, klik, jest w ibuku — na papier bym się nie zdecydowała i już wiem, że wiele bym straciła. Piękny tytuł, piękne zdjęcie na okładce i rekomendacja Tollini’ego — nic więcej mi nie trzeba było.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego to nie przykazanie, lecz przekleństwo, które ma się od setek lat świetnie, bo ludziom dobrze idzie traktowanie innych jak siebie samych, czyli okrutnie / bez chęci zrozumienia / z pogardą czy przynajmniej dość krytycznie. Pierwsza kamieniem nie rzucę, zwłaszcza gdy rozpoczyna się dyskusja o tym, że większość polskiego społeczeństwa stanowią katolicy. Katolicy większością? Wolne żarty. Osobiście znam tylko jednego katolika, z drugim raz rozmawiałam, bo kumpluje się z pierwszym i zna Sadownika, więc los nas na chwilę przy jednym stole posadził (było miło).

Katolicy w Polsce to (według mnie) w większości wielkanocne baby i bożo­naro­dze­nio­we gwiazdki. Ilu znasz ludzi, którzy kontemplują swoją wiarę? Ilu z nich ma swojego przewodnika duchowego? Ilu otworzyło choć raz katechizm? Ilu czyta (ze zrozumieniem) Pismo Święte? Ilu z nich je zgłębia? Są katolikami? Większość społeczeństwa? Większość wybiera rodzynki z ciasta lub wyżera kruszonkę. Są też ci, co z katolicyzmu zrobili dobry interes, narzędzie kontroli lub przykrywkę dla przestępstw.

Tollini miał rację, to wspaniała książka. Dla mnie jest przede wszystkim o uwadze, świadomości i miłości. O czymś większym od nas, co pomaga nam dojrzeć osobiste Jerycho, ustać i nie panikować na jego widok. O tym, jak wiele cudów spotkało nas w życiu; o tym, że warto iść dalej i spodziewać się kolejnych jeszcze dziś!

Mam wrażenie, że gdyby istniała maszyna do duchowych projekcji, która pokazywałaby, jak wygląda sfera duchowa Kościoła i ludzi go tworzących, to z pewnością na ekranach pokazujących niedzielne zgromadzenia pełno byłoby ludzi z kaczkami, kurami, barankami lub wołami, inni mieliby na plecach wielkie worki z pieniędzmi, czyli wszystko, co potrzebne do ubicia transakcji handlowej z Bogiem.

*

Nie potrzeba nam nauczycieli, ale tych, którzy prawdziwie przemawiając, niosą życie, czyli świadków. Prawdziwymi zaś świadkami nie są ci, którzy tylko przemawiają, ale ci, którzy mogą zaświadczyć, że to jest prawda. Ale nie prawda teoretyczna, ideowa, nawet biblijna, tylko prawda, która wydarza się w życiu.

*

Na tej modlitwie urodziłem się na nowo. Gdy po śmierci zapytają mnie w niebie, kto mnie zrodził, to padnie dość nieortodoksyjna odpowiedź: „Dwóch facetów”, ale rzeczywiście tak się wydarzyło.

*

On chce, byśmy w końcu znaleźli to, kim naprawdę jesteśmy, jaka jest nasza najgłębsza tożsamość, jak brzmi nasze prawdziwe imię. W rzeczywistości bowiem naszą największą bolączką życiową nie są wcale grzechy i słabości, ale to, że większość z nas nie ma bladego pojęcia, kim jest.

*

Dla mnie wiara nie jest więc tym, na co się zdecydowałem lub do czego doszedłem drogą nawrócenia, żmudną pracą i poszukiwaniami. Zbawienie zostało mi dane darmo. Bóg przyszedł, bo miał już dość czekania na mnie. On się niecierpliwił tym, że ciągle nic nie robię. Wszedł i powiedział: „Weźmiesz?”. Nie zrobił we mnie niczego na siłę, ale gdy tylko usłyszał moją zgodę, od razu zaczął działać z niezwykłą mocą. Nagle w moim życiu okazało się, że On potrafi we wszystkim działać — dosłownie we wszystkim! Obudził we mnie rzeczy, o których nigdy bym nie pomyślał, że będę je robić.

*

[…] miałem w sobie przekonanie, że już nic mnie nie ruszy i nie załamie wewnętrznie. […] No i wtedy nastąpił krach.

*

Idąc na to spotkanie, zdecydowałem, że „jadę na ścianę”, czyli robię totalne kamikadze i wszystko, co we mnie siedzi, bez żadnych ucieczek i pominięć mu opowiadam. Zrobiłem tak zwanego „danona”, czyli według tego, co mówiła stara reklama jogurtów Danone, „oddaję tobie, co kryję w sobie”. To powiedzenie wymyśliliśmy kiedyś z braćmi, stwierdzając, że jeśli ktoś bez ogródek opowiada o sobie, to właśnie robi „danona”.

*

[…] zrozumiałem, że Bóg jest kimś innym, niż mi się wydaje. Do tej pory sądziłem, że muszę się zmienić, nawrócić, naprawić, wydobyć z grzechów i pokonać wszystkie słabości, by On mnie pokochał. Nagle zobaczyłem, że On mnie kocha tak samo wtedy, gdy to wszystko w sobie mam. Co więcej, On chce to ze mną nosić.

*

Jezu, ale jak to Ty? Przecież to było straszne!”, On na to: „Tak, było straszne […], ale Ja posłużyłem się nimi, ponieważ to Ja mam Cię prowadzić. Ja ci mówię, co będziesz robił, kiedy będziesz robił i jak to będziesz robił. Będzie ci się rozwalało? Pewnie, że będzie, bo Ja na to pozwolę. Wierzysz Mi, że wszystko, co powiem, jest dobre? Wypełnisz każde słowo, które ci powiem?”. Wtedy Mu powiedziałem: „Dobra, to teraz Ci wierzę”.

*

Nie jest tak, że gdy o coś prosimy Pana Boga, obiecujemy Mu, że w zamian się nawrócimy albo coś Mu dodatkowego ofiarujemy? […] Mamy taką odwagę, by stawać przed Bogiem i mówić Mu: „Panie Boże, potrzebuję trzy miliony funtów na jutro. Nic Ci nie dam w zamian, bo nie mam. Będę głupi, jak byłem, dalej pewnie będę grzeszył, nic się nie zmieni. Daj mi, proszę”? Oczywiście nie chodzi tu o te wielkie pieniądze, ale o postawę serca, które nie boi się prosić Pana Boga, nie próbując zasłużyć na Jego miłość.

*

Nawet gdy na moment pojawi się zjazd i po ludzku nie mogę na siebie patrzeć, Bóg mnie dotyka i mówi: „Przecież wiesz, że to nieprawda. Możesz się chwilę posmucić, ale pamiętaj, jaka jest prawda”.

*

Bogu nie chodzi o to, byśmy stali się zupełnie bierni. Nie. On chce naszej aktywności, ale na początku inicjatywa jest zawsze po Jego stronie, dana absolutnie za darmo. Czas w to w końcu uwierzyć!

*

To był pierwszy sygnał, że istnieje jakaś inna rzeczywistość niż ta, którą znam.

Adam Szustak OP, Jestem nikim. Lekcje Jozuego,
Wydawnictwo RTCK*, Nowy Sącz 2020.
(wyróżnienie własne)

_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

[…] nasze życie, to, kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy w tej chwili, jakkolwiek beznadziejnym miejscem by nie było, jest jednocześnie święte.

*

Każdy z nas zna w sobie takie przestrzenie, na które nawet trudno mu patrzeć, bo budzą odrazę, a Bóg właśnie w nie przychodzi.
     
[…] Wszędzie tam, gdzie myślimy: „To jest we mnie ohydne”, On staje się obecny.

*

Zbawienie, czyli zwycięstwo w tych naszych Jerychach i zapieczętowanych księgach, jest możliwe w tym, co właśnie teraz robimy!

*

Nie, nie chodzi o to, co będzie po śmierci, ale o to, że Ziemia Obiecana dostępna jest tu i teraz.

*

Powinieneś wiedzieć, że nigdy nie wyprowadzam cię w pole lub dociskam do muru bez powodu.

*

[…] Jerycho. Są nim te wszystkie miejsca, które zostały w nas zranione, przez które uchodzi z nas życie, to są te przestrzenie, w których zostaliśmy skrzywdzeni, poturbowani, zdradzeni, zostawieni czy niezaakceptowani. Każdy z nas doskonale wie, co to u niego jest. Każdy zna w sobie zniszczone nadzieje, niegojące się rany, wspomnienia, z którymi trudno sobie poradzić, wstrzymane na skutek braku sił działania lub więzy, z których nie sposób się wyswobodzić.

*

Myślę, że wszyscy znamy z życia takie momenty, gdy jak ten ślepiec krzyczymy o pomoc, bo nic nie widzimy, niczego nie rozumiemy, sami nie możemy już sobie poradzić. Wydarzają nam się różne trudne rzeczy, a my zupełnie nie mamy pojęcia, dlaczego to się dzieje — co jest tego przyczyną. Różni ludzie próbują nam wyjaśnić, że niby taka jest wola Boża i ma to sens, ale i tak dalej nie rozumiemy. Może też jest tak, że od lat prosimy Boga, byśmy w końcu potrafili sobie z czymś poradzić, ale dalej się nic nie zmienia. Jesteśmy w pewien sposób ślepi, bo nie rozumiemy rzeczywistości, która nas otacza, a także tego, co dzieje się w nas samych. To niezrozumienie to również jest Jerycho w nas.

*

Zapieczętowaną księgą jesteśmy my sami. W niej zapisane jest wszystko to, z czym nie potrafimy sobie poradzić, w niej jest zamknięte na siedem pieczęci to, co trzeba w nas naprawić, wyzwolić, uzdrowić, a może i rozwalić, by w końcu móc zamieszkać w krainie mlekiem i miodem płynącej.

*

[…] nasze wewnętrze rzeczy tak nas przerażają, iż momentami nie jesteśmy w stanie nawet na nie patrzeć? Ja bardzo często boję się Jerycha w sobie samym i nierzadko zachowuję się jak święty Jan, który na widok szczelnie zapieczętowanej księgi wpada w rozpacz, a potem zaczyna płakać. Myślę: „Kurcze, to wszytko jest niemożliwe do otwarcia, nic z tym się już nie da zrobić, nie ma nikogo, kto by to potrafił pokonać”. Na szczęście do płaczącego Jana przychodzi jeden ze Starców, poklepuje go delikatnie po ramieniu i zupełnie spokojnym, wyluzowanym głosem mówi: „Nie płacz. Zobacz, nikt wokół ciebie nie płacze”. I rzeczywiście okazuje się, że starcy, zwierzęta i różne duchy niebiańskie czekają spokojnie na to, co nastąpi.

*

Siódemka to znak, że wszystko jest możliwe, że wszystkie pieczęcie świata mogą zostać przez Niego otwarte. Jeśli więc stoimy przed naszym Jerychem, płacząc nad zamkniętym szczelnie miastem w sobie, to ten sam anioł staje przy nas i mówi: „Spokojnie, nie płacz, jest Ktoś, kto podejdzie, weźmie wszystkie pieczęcie i je otworzy” […].

*

Sam od wielu już lat żyję w Ziemi Obiecanej, a cały czas odkrywam, że tam są kolejne miasta, które muszę zdobywać. Czasem strasznie nie chce mi się tego robić, bo one wyglądają jak olbrzymy, jak wielkie armie, które trzeba sukcesywnie pokonywać. Jedną pokonam, pojawia się kolejna i tak w kółko. Mimo to czuję, że cały czas naprawdę żyję w krainie mlekiem i miodem płynącej, że niczego mi nie brakuje, wszystko mam.

(tamże)