niedziela, marca 13, 2016

1715. Kaganek miłości

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to szło? Ci, którym się wydaje, że mają coś do powiedzenia, grzmią: natura kobiety… naturalne role społeczne… porządek świata… jedynie słuszne chrześcijańskie wartości… rola kobiety… itd. I co? I rok 1929. I mężczyzna. Mądrość, miłość i zrozumienie w literki zaklina.

Rok 2016. Nie przedawniło się nic. Niby wszystko poszło do przodu, ale świat wciąż w deficycie mądrości, miłości i zrozumienia. Książka, która koi dorosłe już serce dziecka w nas, uczy, uwagę zwraca i tu, i tam. Na karty tej książki nigdy nie jest za późno. Zawsze jest dobry czas, by odkrywać w sobie korczakowską mądrość, dobroć, niepewność i miłość, a potem iść i ponieść ją w świat… z miłością.

To nie powieść ani książka szkolna — to książka naukowa.
     Są ludzie, którzy wolą książki awanturnicze, czarodziejskie, straszne przygody, smutne albo zabawne. A są ludzie, którzy mówią, że najciekawsze są właśnie książki naukowe.
     Z książek szkolnych człowiek się uczy, powieść czyta się prędko, przy czytaniu książki naukowej człowiek sam dużo myśli.

*

Cymbał, kto chce, żeby zawsze wszystko łatwo.
     Jeden niezdolny chłopiec taką sobie wymyślił zabawę:
     — Kiedy robię zadanie, liczby — to są żołnierze. A ja — wódz. Odpowiedź — twierdza, którą mam zdobyć. Gdy mi źle wypadło, znów zbieram rozbitą armię, robię nowy plan bitwy — i wiodę do ataku.

*

Nie należy wstydzić się zabawy. Nie ma zabaw dziecinnych.
     Niesłusznie mówią dorośli, a za nimi powtarzają zarozumialcy:
     — Taki duży, a bawi się jak dziecko. Taka duża bawi się jeszcze lalkami.
     Nie to ważne, w co się bawić, a jak, i co się przy tym myśli i czuje.

*

[…] zawsze czekają niespodzianki.

*

I dziwny bardzo jest człowiek.
     W każdym człowieku jest jakby cały świat.
     Jeśli patrzę na drzewo, są jakby dwa: jedno naprawdę drzewo, a drugie drzewo w moich oczach, w mojej głowie, w mojej myśli. Odszedłem już i zapomniałem, ale potem znów je widzę i poznaję, przypomniałem sobie. Więc to drzewo było gdzieś w moich myślach, jakby schowane.
     Wszystko jest jakby dwa razy, raz samo dla siebie, a drugi raz w moich oczach, w mojej głowie, w moich myślach.
     I zawsze coś mi się podoba, coś nie podoba.

*

Kto nie lubi myśleć, tego niecierpliwi rozmaitość, która zmusza do myślenia.

*

[…] cudze prawidła życia najmniej pomagają.
     […]
     Jedno tylko daję prawidło życia:
     Nie bądź tchórzem, miej odwagę powiedzieć, że nie chcesz. Nie krępuj się poprosić o pomoc, jeśli sam nie dasz rady.

*

Nawet często pytać się nie można, bo pytania natrętne płoszą i nieufność budzą i niechęć.
     Wolę wiedzieć mało, ale prawdę.

*

Prawda, dziewczynki często udają lepsze niż są. Ale i chłopcy są nieszczerzy, chłopcy udają gorszych, niż są.

Janusz Korczak, Prawidła życia,
Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

sobota, marca 12, 2016

1714. Co rządzi twoim myśleniem?

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wpadła mi w ręce przez przypadek jako nowość wydawnicza. Zamarłam przy czytaniu kolejnych rozdziałów. To książka, obok której nie można przejść obojętnie, jeśli jest się kobietą myślącą samodzielnie.

Podczas jej czytania przypominały mi się różne sceny z dzieciństwa. Dotarło do mnie, że duma z faktu, że jest się dziewczynką nie wchodziła w grę. W końcu rozumiem, w oparach jakiego paradygmatu dorastałam. Paradygmatu-absurdu, któremu osobiście od wielu lat pokazuję środkowy palec. A paradygmat? Ma się niestety świetnie, żonglując różnymi rekwizytami. Czego nie można powiedzieć o kobietach, a i mężczyźni wiele tracą. Szkoda.

Historia obrazu Pochodzenie świata w domu nie byle jakiego psychoanalityka (J. Lacana) fantastyczna, nie do przecenienia.

Courbet, Pochodzenie Świata (obraz)

Gustave Courbet, Pochodzenie świata, 1866.

*

Mury Sorbony opuściłam już jakiś czas temu, ale dopiero dziś zaczynam rozumieć sens przesłania Simone de Beavoir: „Nikt nie rodzi się kobietą, a jedynie się nią staje”. Jeśli młoda dziewczyna, w chwili gdy staje się kobietą, sądzi, że w pełni panuje nad swoim ciałem, myli się. Tak naprawdę nie ma pojęcia o swojej anatomii. Musi jeszcze zrozumieć, jakie błogosławieństwo i przekleństwo kryje się za taką, a nie inną budową ciała; […]. […]
     Dla każdej z nas odkrycie swojej intymności łączy się ze świadomością zranienia. Musi dokonać pierwszego, podstawowego wyboru, który będzie przesądzał o tysiącach innych decyzji podejmowanych przez nią rano, a odrzucanych wieczorem. Na tym właśnie bowiem polega uporczywa praca nad niełatwą wolnością.

*

Ignorancja nie oznacza niewinności.

*

[…] źródła wszelkiego zła należy szukać w kobiecie, tej buntowniczce, która „wypowiedziała posłuszeństwo zasadzie przedłużania rasy”. Ona jedna, wyzwolona od antykoncepcji, pracy zawodowej oraz dostępu do nauki, zagwarantuje odrodzenie państwa, gdzie prawa społeczne opierają się na prawach fizjologicznych.

*

„Histeria, droga pani, oto słowo na dziś. Zakochana? Histeryczka. Obojętna na namiętności targające przedstawicielkami twojej płci? Histeryczka, tylko skromna. Wiarołomna żona? Histeryczka typu zmysłowego. Złodziejka wynosząca ze sklepu kupony jedwabiu? Nałogowa kłamczucha? Histeryczka! Nerwowa? Histeryczka! Taka, owaka i jeszcze inna? Czyli dokładnie taka sama jak wszystkie kobiety od początku świata: histeryczka!, powiadam.” Cały Paryż czyta tę płomienną tyradę autorstwa niejakiego Guy de Maupassanta, którą 16 sierpnia 1882 roku publikuje dziennik „Gil Blas”.

*

„Wolność wymaga czasu dla siebie; pierwszym przywilejem powinno być prawo do samodzielnego decydowania o własnym ciele; prawo mówienia, co chce się robić w swoim małżeństwie i poza nim”.

*

Marzenia są równie ważne jak dyplomy! Nie rezygnujcie z nich!

*

Dyktator swoją doktrynę opiera na wizji kobiety, która u boku mężczyzny buduje nowe państwo: zdyscyplinowanej, wyróżniającej się surową godnością, realizującej swoje naturalne powołanie do macierzyństwa, wolnej od przywar strażniczki domowego ogniska.

Diane Ducret, Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji,
przeł. Anna Maria Nowak, SIW Znak, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

1713.

Obudziła mnie ogromna nadzieja,
która zaparkowała w słowach:

w tym, co zatrzymuje,
tkwi tajemnica.

Właścicielka jabłońskiej nóżki w zachwycie od samego rana.

czwartek, marca 10, 2016

1712. Zza, ku i proprio, dzień 59.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tęsk nię do ci ebie. tę sknię do sie bie. te j zdrowej w mi arę. na miar ę lat, które za mną. tęsk nię do n as. tęs knię bez mier nie. pięć dziesią tego dziewi ątego dnia. tak samo moc no jak dwudzie stego i trzy dzieste go pią tego. dzi ś. wie czorem wra cam na swo ją stronę łóż ka. po stan o wiła m.

1711. Towarzysząc Wiedźmom

już wychodziłyśmy, gdy
zobaczyłam to cudo na ścianie.

life begins at the end of your comfort zone

środa, marca 09, 2016

(1709+1). Peregrynacja, dzień 57. (suplement)

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Trzy Wiedźmy. Pomyślałam. Wtedy. Spotkały się po raz pierwszy na lotnisku.

Trzy Wiedźmy. Pomyślałam. Wczoraj. Jedna prowadziła auto. Druga w charakterze. Trzecia z nóżką i octopusem zrobionym rano przez Touch-Wiedźminę. Do Pana Doktora mknęły.

*

Trzy Wiedźmy. Nóżka i octopus. Pierwszy dzień, gdy w peregrynacyjnym tunelu zamiast wątłego światełka pojawił się ogień. Szczęście utrwalane w słowie to okropny banał. Ale tak. Kobiety. Uczyniły mnie wczoraj najszczęśliwszą istotą na Ziemi. Wciąż mało wiem o relacjach, ale od wczoraj jakby ciut więcej. A nóżka na to wszystko pozostaje w zachwycie.

wtorek, marca 08, 2016

1709. Peregrynacja, dzień 57.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(na absolutnym haju szczęśliwości)
Jabłoń:
(pochwaliła się zdjątkiem ortopedycznego octopusa)

(fragment)

Kaan:
(napisała)
ej, no tak graficznie, to jest bardzo interesujące zjawisko.
ja bym jeszcze pazurki pociągnęła podobnym kolorem.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem na myśl o malowanych pazurkach)

1708. Czas

1707.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

chodzą za mną te słowa od wielu godzin. może robiąc na nie tu miejsce, uda mi się je porzucić, a jednocześnie zachować od zapomnienia.

może się nie udać.
takie jest życie. ale
czemu nie spróbować?

poniedziałek, marca 07, 2016

1706. Poszły na spacer

Jabłoń:
(do Heniutki)
Szczęściara z ciebie, idziesz z Ciocią na dwór.

Bliźniacza Liczba:
Nie. Na pole.

Heniutka & Bliźniacza Liczba:
(poszły na wieczorne sikanio-wąchanie)

1705. Trójka na trzy sposoby

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W oczekiwaniu na Zkemi, Sadownik zapytał, kiedy ostatni raz Zkemi była w Przytulisku. Jabłoń otworzyła komputer, przeglądarkę, kliknęła tu i tam i poinformowała Sadownika z dokładnością do roku, miesiąca, dnia i okoliczności. Niełatwe życie mają najulubieńsi i najukochańsi Jabłoni.

*

Paradoks wczorajszego popołudnio-wieczoru:
Trzy doktórki, tylko jedna może wypisać receptę.
Trzy matki, ale tylko jedna bezdzietna.

Wieczorem dobiła Gepardzica.
Trzy Wiedźmy nauce się oddały.

*

Bliźniacza Liczba:
Jeśli wydaje ci się, że coś wiesz,
to tylko dlatego, że czegoś nie uwzględniłeś.

Jabłoń:
Skąd to?

Bliźniacza Liczba:
Z teorii chaosu.

Jabłoń:
Śliczne!

niedziela, marca 06, 2016

(1702+2). Przewrotność chwili

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
(zakwitnięta pękiem łez)
Jest… chujowo.
(po dobrej chwili dzieli się refleksją)
Ale skoro jest chujowo, to znaczy,
że jest już dobrze.

1703. Szukając świadomości

kto? co? do kogo? po co?

1702. Peregrynacja, dzień 55.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wrócona na chwilę do tej części życia, co na zewnątrz Przytuliska się żyje. Trzy dni nowego starego dobrego czasu (52.–54.). A nóżka na to: hola, hola, stop! Spuchła i leży dziś w łóżeczku. Jabłoń siłą rzeczy razem z nią. Poruszona niemocą. Tęskni do swojego życia. Tęskni okrutnie.

sobota, marca 05, 2016

1701. Odwyk od Odwyku

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Już. Nareszcie. Koniec. Błogosławiona Świadomość, że można było tę książkę odłożyć na dzień lub dwa; żeby odpocząć od tego, co stanowi jej fabułę. Powieść, w której nie ma szybkich samochodów, nagłych zwrotów akcji, czy wielkich pieniędzy, jest życie. Męcząca książka, ale dobra, bo w jakiś sposób prawdziwa.

[…] to jest jakiś obłęd, bełkot, biegunka myślowa, przecież ja bez przerwy prowadzę jakiś dialog w swojej głowie […].

*

[…] głęboko oddychać, wiedzieć, że ja istnieję naprawdę, dać sobie prawo do istnienia, jestem, mam prawo czegoś nie chcieć […].

*

Ale momentalnie opadło mnie całe porażające tchórzostwo. Bałem się ciemności w swojej sali, mimo że wcale nie byłem sam, bałem się półmroku w świetlicy, mimo że tuż obok znajdowała się dyżurka pielęgniarska, a nie bałbym się tych zupełnych ciemności na dworze, przy wyjącym wichrze, trzaskających drzewach, grzmotach?

*

[…] schroniłem się do kliniki psychiatrycznej i od miesiąca przeżywałem swoją nędzną szczurowatość. Tyle razy już umierałem i nie stać mnie było, żeby sprowokować los do końca. Udawałem życie i oszukiwałem świat. Czułem jakąś straszną wróżbę — że teraz już nie oszukam świata, że przyszła na mnie kolej… Chciałem, żeby strzelił we mnie piorun i zakończył tę nędzną szarpaninę raz w jedną, raz w drugą stronę.
     Zacząłem bać się swoich myśli.

*

Każdy oddech był olbrzymim wysiłkiem i miałem niedorzeczne wrażenie, że z każdego oddechu powstaje jakaś równie niedorzeczna myśl. Z każdej myśli powstawała zmarszczka i czułem, że już niebawem będę składał się tylko i wyłącznie ze zmarszczek.

Jan Paweł Krasnodębski, Odwyk,
Videograf, Chorzów 2012.

środa, marca 02, 2016

1698. Przygoda wewnętrzna

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Uznaj, że to,
     co rzuca ci się w oczy?
     co przykuwa twoją uwagę?
     co cię porusza, ożywia?
     co wzbudza twoją ciekawość?
jest prawdziwsze i ważniejsze niż to,
     czym właśnie powinieneś się zająć,
     kim powinieneś być,
     jak powinieneś się zachowywać,
     co powinieneś myśleć i czuć.

Eksperyment. Radykalny dość. Nagle pojawił się we mnie. Zmysłom zawierzam człowieczeństwo swe. I? I los mój staje się zupełnie inny. I czas inaczej płynie. I życie ma dla mnie inny smak.

*

I? I nie liczą się słowa tej piosenki wcale. Liczy się niewidzialne a zauważalne, co zmienia, przemienia mnie w środku. Łomolę, daję się zahipnotyzować…

Passenger, The Once & Stu Larsen, Hard to Say I'm Sorry.

1697. Blubrając z ukochanym szowinistą

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Rozmowa dwóch mądrych osób o kolonializmie. W sobotę miała miejsce. Oczyma wyobraźni widzę białego człowieka, mężczyznę, któremu cały świat bezwzględnie się należy, bo on wie, co, gdzie, jak i boży porządek zna jak własną kieszeń. Szacunek i uległość niech wszystko inne żywe prezentuje.

Rozmowa dwóch mądrych osób o kolonializmie. Przestaję słyszeć, bo odlatuję w głąb siebie. Przypomina mi się pewna teoria — przeczytana, usłyszana, może wymyślona, nie upieram się — że każdy człowiek od zygoty przechodzi wszystkie etapy ewolucji: kijanką każdy z nas w życiu płodowym był; że każdy człowiek w przyśpieszonym tempie wszystkie etapy rozwoju ludzkości jako istot myślących przebiega. I tak sobie myślę, i tak siebie pytam: wewnętrzny kolonizator, co to za figura? Sprzeciwu nie znosi, wszystko wie najwszystkiej; świat i ludzie, wszystko jego? Czyżby wewnętrzny krytyk to współczesne pozostałości po zamierzchłym kolonizatorze, którego w sobie mam?

*

Sadownik & Jabłoń:
(jadą wczoraj do pana doktora)

Jabłoń:
(zna swojego wewnętrznego krytyka, ale…
hipotezę o wewnętrznym krytyku-kolonizatorze ma
)
Pomyśl o tej części ciebie, która zawsze wie
i zawsze znajdzie sposób, by poinformować cię,
że mogłeś zrobić coś lepiej, szybciej,
w inny sposób, wcześniej, później,
we właściwszy, najwłaściwszy sposób.
(pauza)
Masz to?

Sadownik:
No.

Jabłoń:
Jakiej jest płci?

Sadownik:
Mogę szowinistycznie?

Jabłoń:
Ofkors.

Sadownik:
Krytykę przyjmuje się wyłacznie od facetów,
baby się czepiają!

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem troglodyty)

wtorek, marca 01, 2016

1696. Peregrynacja, dzień 49.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z kronikarskiego obowiązku, bo najprawdopodobniej za rok ten  m i l o w y  drzewny krok będzie tylko wspomnieniem, epizodem, historyjką wzbudzającą uśmiech na ustach.

Wczoraj. Siódmy dzień siódmego tygodnia. Nikomu nic nie mówiąc. Z muszli klozetowej na szafkę. Z szafki na umywalkę. Z umywalki po przekątnej na pralkę. Na pralce usiadłam. Nogi w brodzik. I w górę! Skrzydełka prysznica zasunęłam. Woda. Odkręcona! Łzy wzruszenia jak grochy lały się długo! 49. dnia peregrynacji bez kopytka po raz pierwszy prysznicowałam się. Przyleciał Sadownik w wersji zdziwiono-przestraszonej. Na łzach przyłapał, ale je rozumiał jak mało kiedy. Byłam w niebie!

W ilu niebach dziś już byłaś?
W ilu niebach dziś będziesz?

Pozwolić sobie zobaczyć niebo w prozie życia.
To sztuka!

poniedziałek, lutego 29, 2016

1695. Ważne pytania

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przeczytałam wczoraj u Gepardzicy. Zachwycił mnie punkt widzenia. Zachwyciła perspektywa. Wrażenie z czytania zapadło we mnie i układało się przez noc. Wstałam dziś z wspaniałymi pytaniami — gapią się na mnie, siedząc obok. Nie odpuszczają, nie zadowalają się prostymi, gładkimi odpowiedziami:

Jakiej historii nigdy nie opowiadam?
O czym w ogóle nie wspominam?
W jaki sposób to milczenie pracuje w moim życiu,
     zmienia je, zniekształca moją percepcję,
     tworzy kłopoty w ważnych dla mnie relacjach,
     uniemożliwia realizację marzeń?

I co ja na to? Jeszcze przed pierwszą kawą.

niedziela, lutego 28, 2016

1694. Leniwy niedzielny wieczór

Sadownik:
Idę po lody.

Jabłoń:
To ja też poproszę dwie łyżki.

Sadownik:
(przekomarza się ze śmiertelną powagą)
Twoich nie ma.

Jabłoń:
Jakie są?

Sadownik:
(przekomarza się ze śmiertelną powagą)
Twoich nie ma.

Jabłoń & Sadownik:
(ryknęli śmiechem, a za kilka minut jedli,
każde z nich, te które lubią najbardziej
)

1693. Filozofia rozterek płci obu

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
(bardzo rzadko komentuje życie innych)
Wziął sobie młodszą, to tak ma.
(patrzy znacząco na Jabłoń)
Ja wziąłem sobie starszą i też tak mam!

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
Takiego Cię kocham!

________________________
† (dużo × 5) młodszą.

*

Jabłoń:
(łomoli w 48. dniu peregrynacji)

Mikromusic, Niemiłość 2. W dupie to mam.

czwartek, lutego 25, 2016

1692. Peregrynacja, dzień 45.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zasłyszane:

miewamy w życiu okresy powodzenia i okresy pechowe, ale rzadko umiemy je od siebie odróżnić

trafiło do mnie we właściwej chwili, bo od rana użalam się nad sobą okrutnie. A jeśli wszystko mi się pomyliło? I wszystko jest dobrze.

środa, lutego 24, 2016

1691. Kobiety kobietom, czyli o piekle

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Audycja. Prawie dwa tygodnie temu. Obserwacja Autorki. Bardzo ciekawa. I decyzja, że chcę tę książkę przeczytać. Zakonnice. Dwie siostry mojej Babci. Skojarzenia? To dzięki nim w bieliźniarce u Babci można było znaleźć czekoladki. Katolicyzm. Szczególnie ten polski. Religia, która nie znosi kobiet. Polskie katolickie zakonnice. Piekło, które tylko kobiety kobietom mogą zafundować. A książka? Jest nie tylko rozmową z tymi, które zrzuciły habit. Są też obserwacje księży, zakonników. Wszystko bezcenne.

     — Siostry są rzetelne, solidne, flaki sobie wypruwają, ale zrobią wszystko perfekcyjnie. My, mężczyźni, łatwiej się dystansujemy, często nie robimy czegoś na sto procent, a one z marszu we wszystko się angażują. W konstytucjach też każda rzecz jest dla nich tak samo ważna, żadnej nie odpuszczą, nawet jakiegoś przepisu sprzed wieku, który dawno stracił znaczenie.

*

Ojcowie od razu dorzucają kilka różnic:
     
[…]
     — Są ciągle w pracy, zrywają się o piątej rano, nie mogą zaspać. „Jak to, siostra zmęczona? Poprzedniczki dawały radę. Może siostra nie ma powołania?” A ja budzę się rano i zagospodarowuję swój dzień. Przeora nie obchodzi, jak to zrobię.
     — Żyją w religijnym matriksie. Powołaniem nazywają to, że się zaharowują. A przecież odpoczynek jest wkalkulowany w życie. Potrzebny jest reset, żeby się na chwilę wyłączyć.

*

     — W zakonach męskich jest inaczej. Siostra opowiadała mi o takiej sytuacji: chciała pójść na cmentarz i odwiedzić grób znajomej, akurat była w okolicy. Przełożona nie wyraziła zgody, nie wyjaśniła dlaczego. Ja nie musiałbym prosić o pozwolenie. Powiem więcej — gdybym zapytał o tak małą rzecz, pokazywałoby to moją niedojrzałość.

*

Ideałem jest konsensus. Życie w jedności, która jest różnorodnością, jest dla nas oczywiste. Dlatego tym bardziej nie rozumiemy nadużywania władzy w zakonach żeńskich. Wiemy od sióstr, jak daleko są w stanie posunąć się ich przełożone. Uważamy, że to nieludzkie.

*

Dla niektórych księży zakonnice są tylko służącymi. Traktują je gorzej, bo są kobietami i do tego nie realizują się nawet w podstawowej roli, w której Kościół widzi kobiety: nie rodzą dzieci.

*

Jezus nigdy od nas nie żąda ślepego posłuszeństwa i nie będzie żądał, bo religia chrześcijańska jest zachętą do dobrowolności, do wyboru. Jest tylko zaproszeniem, nigdy przymusem. Jest krokiem, który robisz w stronę twojej wolności. Amen.

*

Bóg z Katechizmu jest płytki, prymitywny, przewidywalny. Bóg Starego Testamentu jest groźny, mściwy, tajemniczy, żądny krwawych ofiar. Bóg Dobrej Nowiny — poświęcił własnego Syna, wydał go na śmierć.
     Czasem brakuje mi Boga, który mógłby w prosty sposób nadać sens mojej egzystencji.
     Brakuje mi Boga, który zachwyca, zadziwia… Boga, który się odsłania, który pozwala się usłyszeć i doświadczyć. Boga, który jest zaprzeczeniem ludzkiego o Nim wyobrażenia. Który jest, w którym można się zanurzyć i znaleźć ukojenie. Brakuje mi mojego Boga. Chcę, żeby był w ludzkiej bezsilności, opuszczeniu, samotności, lęku, niezrozumieniu, w chwili uniesienia, radości, żalu, smutku i śmierci.

Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu,
Wydawnictwo Polityki Krytycznej, Warszawa 2016.

1690. Moja Modlitwa

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Słowa, które w szczególny sposób przykuły moją uwagę:

Nie wchodzić po dwa stopnie. Wchodzić z klasą.

Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu,
Wydawnictwo Polityki Krytycznej, Warszawa 2016.

*

Wchodzić po dwa, trzy stopnie na raz.

Zupełnie bez klasy. Pragnę!

poniedziałek, lutego 22, 2016

1689. O świadomości posiadanych praw

Jabłoń:
(zdrowiejące odruchy zaczyna mieć i wgapia się
w wystające spod Sadowniczej koszulki futro torsowe
)
Mniam, mniam.

Sadownik:
(udaje, że mu to w ogóle nie sprawia przyjemności)
Nie śliń się!

Jabłoń:
Czemu nie? Kulawi też się kochają!

niedziela, lutego 21, 2016

1688. Peregrynacja, dzień 39., 40. i 41.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

39. Piątek. Ja mam dość. Sadownik ma dość. Oboje mamy dość. Choć to nawet nie jest półmetek.

40. Wczoraj. Narzekałam okrutnie na swój los, by na końcu przytomnie stwierdzić, że chyba jest wielu ludzi, którzy chętnie by się ze mną zamienili.

41. Obudziła mnie myśl przewrotna: zaprzyjaźnij się ze swoim życiem, takim, jakim jest właśnie dziś, właśnie teraz. Zaprzyjaźnij się z tą chwilą, bo przeminie, tak jak i ty.

Nie napinaj się. Nie obrażaj się. Zaprzyjaźnij się…

*

Passenger, Let Her Go.

1687. Na książkowym szlaku

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tę książkę odłożyłam w połowie czytania, by spotkać Susan Sontag.
Tę książkę pożyczono mi na chorujący czas.

Figury retoryczne. Szpagat stylistyczny. Drwina. Ironia. Kwiecistość terminów. Filozoficzne zamyślenia wywołuje. Z pewnością nie starczyło mi intelektu i erudycji, by zachwycić się wszystkimi perełkami. Gęsta książka.

Metafizycy Tlönu nie poszukują prawdy ani nawet prawdopodobieństwa, a tylko zadziwienia.

*

[…] wszystkie rzeczy zdarzają się każdemu teraz, dokładnie teraz. Mijają wieki, a tylko w teraźniejszości dokonują się fakty; niezliczeni ludzie w powietrzu, na ziemi i na morzu, a to, co rzeczywiście się zdarza, zdarza się właśnie mi…

*

Układanie obszernych książek to pracowite i zubażające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut.

*

     „… prawda, której matką jest historia, spółzawodniczka czasu, depozytariuszka czynów, świadek przeszłości, przykład i monit dla teraźniejszości i nauka dla wieków przyszłych”.
     Zredagowane w wieku siedemnastym, napisane przez „genialnego laika” Cervantesa, wyliczenie to jest po prostu retoryczną pochwałą historii. Menard pisze natomiast:
     „… prawda, której matką jest historia, spółzawodniczka czasu, depozytariuszka czynów, świadek przeszłości, przykład i monit dla teraźniejszości i nauka dla wieków przyszłych”.
     Historia — matką prawdy; pomysł jest zadziwiający. Menard, współczesny Williamowi Jamesowi, nie określa historii jako badania rzeczywistości, ale jako jej źródło. Prawdą historyczną, dla niego, nie jest to, co się wydarzyło: jest nią to, co uważamy, że się wydarzyło.

*

W sieni jest lustro, które podwaja wiernie pozory.

Jorge Luis Borges, Fikcje, przeł. Kazimierz Piekarec, Andrzej Sobol-Jurczykowski,
Kalina Wojciechowska, Stanisław Zembrzuski, PIW, Warszawa 1972.
(wyróżnienie własne)

piątek, lutego 19, 2016

1686. Zaskoczka książkowa

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zastanawiałam się wiele razy, czy w ogóle, a jeśli, to kiedy ukaże się ta książka w Polsce. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam ją w nowościach. Jeszcze ciepłą, na dobrą chwilę przed papierową premierą, czytałam — odłożywszy na chwilę czytanego mężczynę. Przeczytałam z uwielbieniem dla precyzji wypowiedzi, wnikliwości i przytomności Susan Sontag. Zamknęłam. Uleżeć musiały się wrażenia kilka dni.

To książka o naciekach kulturowych na trudnych przewlekłych czasożernych chorobach. Naciekach, które czynią te choroby jeszcze trudniejszymi i jeszcze bardziej zagrażającymi życiu. Niestety, choć książka ma swoje lata, nie straciła nic ze swojej aktualności.

Ale od metafor nie można się zdystansować, jedynie ich unikając. Należy je obnażać, krytykować, wałkować, zużywać.

*

Nie jesteśmy ofiarami inwazji. Ciało to nie pole bitwy. Chorzy nie są ani nieuniknionymi ofiarami, ani też nieprzyjaciółmi. My — medycyna, społeczeństwo — nie zostaliśmy upoważnieni, by walczyć, nie przebierając w środkach… Co się zaś tyczy metafory, tej militarnej, parafrazując Lukrecjusza, powiedziałabym: oddajmy ją militarystom.

*

Autodefinicja Europy i krajów o europejskich korzeniach polega po części na tym, że Pierwszy Świat to miejsce, gdzie katastrofy tworzą historię, są czynnikami przemian, podczas gdy w biednych krajach Afryki czy Azji stanowią część cyklu, a zatem coś należącego do świata natury.

*

Aby uczynić jakąś rzecz rzeczywistą, należy powtarzać ją wciąż na nowo.

*

Siła metafory polega bowiem na tym, że przywołuje obraz choroby otoczonej tajemnicą, przesyconej zmyśleniami i nieodzownym fatalizmem. Nasze poglądy na raka i narzucone mu metafory są w dużym stopniu odbiciem powszechnych mankamentów naszej kultury: płytkiego stosunku do śmierci, niepewności względem uczuć, beztroskiej i rozrzutnej postawy wobec „problemów wzrostu”, niepowodzeń w budowaniu rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, które we właściwy sposób regulowałoby konsumpcję, i wreszcie naszych całkiem uzasadnionych obaw o naznaczony coraz większą przemocą bieg historii.

*

Lęk przed AIDS narzuca aktowi, którego istotą jest doznanie teraźniejszości (a także kreacja przyszłości), pewien szczególny stosunek do przeszłości, którą lekceważyć można jedynie z ryzykiem dla siebie. Seks nie wyłącza już partnerów, choćby na moment, ze sfery społecznej. Nie można go uznać jedynie za partnerstwo dwojga; jest łańcuchem przekazu sięgającym w przeszłość. „Pamiętajmy zatem, że kiedy ktoś odbywa stosunek płciowy, odbywa go nie tylko z jednym partnerem bądź partnerką, lecz ze wszystkimi, z którymi osoba ta obcowała w ciągu minionych dziesięciu lat”, brzmi uroczo obojętne na płeć partnera, złożone w 1987 roku oświadczenie sekretarza Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, doktora Otisa R. Bowena.

*

Kiedy zjawiska polityczne przyrównuje się obrazowo jedynie do chorób śmiertelnych, metafora zyskuje charakter szczególnie kategoryczny. Obecnie, kiedy zdarzenia lub sytuacje polityczne przedstawiane są w przenośni jako choroby, mamy do czynienia z wskazywaniem czyjejś winy i domaganiem się kary.

Susan Sontag, Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory,
przeł. Jarosław Anders, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 18, 2016

1685. Serce sercu podarowało

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Opowiedziała, nim wyszła z Przytuliska. Zakochałam się w tych słowach. W ich znaczeniu. W poruszeniu, które wywołują. W prawdzie, którą odsłaniają w oka mgnieniu.

Nie pytaj, czego chcesz? Odpowie ci głowa.
Zapytaj, za czym tęsknisz? Odpowie ci serce.

Dziękować, dziękować, dziękować.

(1683+1). Marzenie o plumkaniu

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tkliwy. Brzuch? Nie. Uczucia. Łzy jak grochy na widok biegnącej kobiety. Uwalniają horror „odpoczywania” i bezsilność. Budzą pragnienia i nadzieje. To są bardzo dobre łzy.

Wszędzie widzę dobre, zdrowe, sprawne stawy. Od miesiąca hipnotyzuje mnie tych kilka minut z dwunastoma fantastycznie plumkającymi stawami. Moje pragnienia świetnie się mają, gdy oglądamy to razem po raz… tysięczny? Mało!

najbardziej leczące od 2:30

a i puenta niczego sobie.

Kabaret Ani Mru-Mru, Indianie.

1683. Quva!

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tkliwy. Brzuch? Nie. Uczucia. Wściekłość na „empatyczne”: to sobie odpoczniesz. Quva, raz! Pod gabinetem do pobrań krwi gapi się jeden z drugą, ale żeby się ruszyć, przesunąć, wstać, mowy nie ma. Złorzeczyłam wczoraj. Quva, dwa! I trzy, i cztery. Quva, Quva! To brak intelektu, wyobraźni czy czego właściwie?

Tkliwy. Brzuch? Nie. Uczucia. Z chwilowej nienawiści do narodu leczę się dźwiękiem, rytmem i harmonią. Łomolę.

Bardzo głośno łomolę!

Richard Bona, Janjo La Maya.

Baaba Maal, Traveller.

środa, lutego 17, 2016

(1681+1). Peregrynacja, dzień 36. (suplement)

Wczoraj. Masaż. Dobre życie dotykiem zakotwiczone w ciele. Euforia. Buraczki piekące się w piekarniku. Chwila zarejestrowana uwagą, zatrzymana w kwadracie. Godzina, trzy a może cztery minęły. Nic szczególnego się nie stało. Nie wiadomo skąd, zjazd cenowy, smutek, strach, niechęć.

Sadownik & Jabłoń:
(na obchodzie, w połowie długości trasy,
po kilku przystankach na złapanie oddechu
)

Jabłoń:
(zrezygnowana)
Wczoraj w tym miejscu był dopiero pierwszy przystanek.

Sadownik:
Nie porównuj!
Każdy dzień jest inny!

poniedziałek, lutego 15, 2016

(1678+2). Nie uciekam, nie gryzę

Sąsiad z psem:
(wracają do domu)

Jabłoń:
(w okolicach 190. machnięcia)

Sadownik:
(do zdziwionego Sąsiada)
Wyprowadzam…
(z dumą)
…bez smyczy!

Sąsiad:
(utrzymał się w konwencji)
Nie ucieka?!?

1679. Drugi człowiek, kobieta

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Łatwiej byłoby mi się z tobą przespać niż… — powiedziała lub nie powiedziała dokładnie tymi słowami. Tak to zrozumiałam, a może wcale nie zrozumiałam, tylko tak to pamiętam. Pewna jestem za to miasta, adresu, daty, okoliczności.

Czytając przedwczoraj poniższe słowa, pomyślałam, że od tamtego miasta, adresu i okoliczności, choć nie poszłyśmy do łóżka, jesteśmy sto dwadzieścia trzy łóżka dalej i prawdziwiej w naszej relacji. Dlaczego sto dwadzieścia trzy? Nie skupiaj się na detalach.

Powrót do siebie jest przeciwieństwem wyrzeczeń, nadmiaru i wszelkich działań wynikających z lęku. W takim rozumieniu wejście w akt intymności z drugim człowiekiem nie musi oznaczać uprawiania seksu. Jest dzieleniem się tym, co cenne.

Hanna Rydlewska, Marta Niedźwiecka, Slow sex. Uwolnij miłość,
Agora, Warszawa 2016.

niedziela, lutego 14, 2016

1678. Walentynki 2016, nowy rekord

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik & Jabłoń:
(uradzili, że trzeba zwiększyć dystans)

Jabłoń:
Najpierw Henia czy ja?

Sadownik:
Laski w Walentynki mają pierwszeństwo!

Sadownik & Jabłoń:
(poszli na rundkę wokół bloku o kulach)


*

Sadownik & Jabłoń:
(jadą wokół bloku)

Sadownik:
O kulach zachowujesz się jak mężczyzna.

Jabłoń:
???
(zatrzymała się z wrażenia)

Sadownik:
Jak idziesz, to milczysz.

*

241 machnięć kulami done.

(1675+2). Mili, czas na seks

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z uważnością pogłaskałam Go po plecach.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Z wdzięcznością dłużej Mu w oczy patrzyłam.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Z uważnością i wdzięcznością przytuliłam. Jego do siebie. Się do Niego.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Mikroseks za mikroseksem. Tego ćwiczenia nie ma w tej książce. Wymyśliło się samo na nasze potrzeby. Mikroseksów co dnia, ile się da. Proszę bardzo i poproszę.

Jabłoń:
Mikroseks.

Sadownik:
A dlaczego mikro?

Jabłoń:
Żebyśmy nie uschli do cna,
mikro do mikro, porażka niemożliwa.

Sadownik:
Ale to dużo więcej niż mikro.

(uradzili, by zmienić rząd wielkości)

Z uważnością. Z wdzięcznością. Z miłością. Z czułością. Z intencją, by cieszyć się wspólnym życiem, choćby nie wiem co.
     — Miliseks — mówi każde z nich w drodze do pełni.

(1675+1). Seksowna książka

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są okoliczności przyrody, gdy człowiek przechodzi automatycznie do klubu teoretyków seksu. Niecałe dwa (?) tygodnie temu jedna z autorek ciekawie o pomyśle na tę książkę opowiadała. Słuchając jej, pomyślałam, że skoro siłą rzeczy teoretyczką jestem i jeszcze jakiś czas będę, to sobie chociaż poczytam.

Po fazie euforii — można po polsku ładnie mówić o seksie, bez tabu, bez medykalizacji, bez wieszania psów na pragnieniach. Przyszła faza wkurwu — bigos wymieszany z powidłami i bergamotką, czyli PBP, pranajama, mindfulness, tantra na potrzeby seksu w trzy minuty wyłożone. A potem, powoli, powoli… to tylko książka.

To tylko rozmowa dwóch fajnych babeczek. W kraju bez seksu, ale za to z wynagradzaną rządowo prokreacją i religijnym tabu nałożonym na fantazje to pozycja książkowa bardzo wartościowa. Ot, leksykon pojęć, haseł, kluczy, map. To tylko miejsce, od którego warto zacząć, nie cel. Zawiedzie się wielu tą książką, bo dużo w niej o pracy nad sobą.

To aż rozmowa, której warto się przysłuchać.

[…] żyjemy w gigantycznym deficycie dotyku.

*

Zachwyt, wzruszenie, pełne przejęcie tym, co nas spotyka, to jedne z najbardziej odżywiających stanów, w jakie możemy wejść. Z nich wyrasta kreatywność, sztuka, miłość.

*

Jako dzieci mieliśmy uważność stuprocentową. Dłubiąc patykiem w piachu ze stopami zanurzonymi w lodowatym Bałtyku, byliśmy absolutnie oddani tej czynności, a próba oderwania nas od niej kończyła się aferą. Nie musieliśmy czytać poradników, żeby trwać uważnie w zabawie, bo mamy tę zdolność od urodzenia. Rzecz w tym, aby zauważyć, że jakość, satysfakcja, mięsistość doznań pojawia się wraz z naszym zaangażowaniem i oddaniem się czemuś.

*

[…] podejmując trudne decyzje, dajemy świadectwo tego, że żyjemy, że zależy nam na samych sobie.

*

Bo uważność to sztuka bycia tam, gdzie postanowiłeś się właśnie znaleźć.

*

[…] trudność wynika z rezygnacji z czegoś, do czego się przyzwyczailiśmy. Ten krok jest niezbędny, żeby opuścić własną strefę komfortu.

*

Moment nieciągłości, gdy na skutek przypadku lub planu wszystko zaczyna działać inaczej, da się opowiedzieć chyba tylko przy pomocy poezji.

*

Dotyk wynosi nas poza własne „ja” w stronę drugiego człowieka i pozwala wejść w kontakt z jego ciałem, tak jak tego pragniemy. Możemy przekazać tą drogą namiętność, czułość, która jest namacalna, niedeklaratywna.

*

Każda z naszych cech ma awers i rewers — wtedy mówimy o wadzie czy o zalecie. Ale pod spodem znajdują się jeszcze uczucia.

*

To twoje zaangażowanie czyni działanie ważnym […].

Hanna Rydlewska, Marta Niedźwiecka, Slow sex. Uwolnij miłość,
Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1675. Peregrynacja, dzień 34.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dokładnie tydzień temu. Zgadnąć miałam, która z książek była inspiracją do tego prezentu. Gepardzica i Sadownik nie mogli wyjść z podziwu, jak bardzo nie wiem, o co chodzi. Jaka książka? Jaka inspiracja? Wyparcie — zdiagnozowała Gepardzica. Nadal nic mi się nie zgadzało. Nie mogło, bo okazało się po jakimś czasie, że na tamten moment książka ta czekała na swoją kolej. Ubawiliśmy się wszyscy troje.

Dziś. Książka, o której mowa, skończona. Dziś, szóstego dnia piątego peregrynacyjnego tygodnia, komisyjnie razem z Sadownikiem wyjęliśmy nogę z ortezy, która sznytem nowości i nowoczesności w Przytulisku od piątku jest. Pierwszy raz, po trzydziestu czterech dniach podeszwa stopy dotknęła powierzchni wody. Inaugurację nowego etapu zaszczycił prezent, którego szczególny zapach, gdy troszkę straci na intensywności, kojarzy mi się z kwitnącym jaśminem w upalne lato.

sobota, lutego 13, 2016

1674. Klucz wiolinowy, basowy i liczby

25. Niespodziankę imieninową zrobił mi Sadownik tydzień temu. Intensywność — tym dla mnie jest Jej głos — dobrze wpływa na odrastanie moich kosteczek. Łomolę…

Adele, Water Under the Bridge, 25,
XL Recordings, 2015.

*

14. Imieninowo u Białego Kruka i Orzeszka, po konsultacjach, niespodziankę zamówiłam. Przyszła. Zaskoczyła bardzo mile, również historią, którą kryje: czternastoletni skrzypek, materiał nagrany w 1995 ukazał się po prawie dwudziestu latach, bo… odnalazł się. Łomolę…

Our feelings change all the time, but in themselves, at any given time, they are always true.

David Garrett, 14,
Deutsche Grammophon, Berlin 2013.

David Garrett, 14.

czwartek, lutego 11, 2016

1672. O szczęściu słów kilka

Pan Ciasteczko:
(z Heniutką na pokładzie jechał do pracy)

Sadownik:
(dzwoni z trasy)
Bardzo cię kocham.

Jabłoń:
Ja Ciebie też.

Sadownik:
Ale ja ciebie bardziej…
(pauza)
…bo  w r ó c ę!

Jabłoń:
(przelicytowana, ale przeszczęśliwa)

1671. Książka nie na podpałkę

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Książkę przysłał mi Biały Kruk. Na stosik odłożyłam. A w temacie książki przypomniało mi się, jak zdjęcie orzeszkowo-krukowym polanom robiłam prawie miesiąc temu. Dwa dni później Biały Kruk stwierdził, że książka fantastyczna, ale pewnie wyda mi się nudna, bo jest naprawdę dla mężczyzn. Przeczytałam swoje to i owo. Gapiąc się na szczyt czytelniczego stosiku, mając nie lada dylemat, wybrałam i pochłonęłam.

Jeden z portali, podobno opiniotwórczych, wybrawszy cytaty z tej książki, opatrzył je śródtytułami, a całości nadał tytuł zaczynając od słów: Obudź w sobie psychopatę — trzeba być niezłym świrem reklamowej targetologii klikalności, by coś tak idiotycznego wymyśleć. Mało? Mało! Ów portal zrobił to we współpracy z wydawcami — ręce do ziemi opadają. Na szczęście ten twórczy potworek wpadł mi w oczy dopiero dziś, gdy szukałam zdjęć.

A książka? Fascynująca! I? I gdybym była mężczyzną, chciałabym mieć ją w papierze. Psychopatów ta książka zanudzi na śmierć, bo jest o najwspanialszych cechach, jakie może mieć człowiek.

[…] polowałem na duszę ukrywającą się w rytuale palenia drewnem. Niestety entuzjaści tego surowca to takie plemię, które nieszczególnie lubi ubierać swoje uczucia w słowa. Widać je natomiast w wysokich, ostro zarysowanych stosach, w świeżym kicie w starych, żeliwnych piecach, w otwartych drewutniach o dłuższym boku wystawionym na południe (spokojnie, wrócimy jeszcze do tego). Dlatego właśnie w tej książce dużo będzie o metodzie, bo mówi ona pośrednio o uczuciach.

*

[…] zawsze możemy wysilić się bardziej niż zwykle. Być może efekt będzie lepszy, jeśli któregoś dnia popracujemy do ósmej i odpowiemy na e-mail już po położeniu dzieci spać, a już na pewno niemal wszystko da się ulepszyć, jeśli porobimy troszkę w weekend. A prywatnie — zawsze możemy zachowywać się trochę lepiej, więcej czasu spędzać z dzieciakami, rozmawiać o tym, o czym zwykle nie mamy ochoty.
Jednak praktyczna praca daje spokój ducha innego rodzaju. Gdy polano jest rozłupane, to jest rozłupane. Nie można go już przerobić ani ulepszyć. Frustracje dnia przechodzą na drewno, a później do pieca. Jedną z najbardziej fantastycznych cech drewna opałowego jest to, że ma zostać spalone. Nigdy nie będzie analizowane przez żadną komisję, pokazywane przez projektor ani porównywane z konkurencyjnym polanem
.

*

Nie ma nic złego w kontakcie także z tym, co przemija.

Lars Mytting, Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie,
przeł. Witold Biliński, Smak Słowa/Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

wtorek, lutego 09, 2016

1670. Trzy peregrynacyjne chwile

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

#1
Jabłoń:
(pomimo zaliczonej pierwszej nocy z pełnymi sześcioma godzinami snu,
ciut marudząca skarży się na swój los
)
Już wiem, dlaczego mamuty wyginęły. Jeden był w gipsie.

Sadownik:
(daje sobie pięknie radę z kiepściutkim drzewnym nastrojem)


#2
Jabłoń:
(za jakiś czas opowiada Gepardzicy,
że już wie, dlaczego wyginęły mamuty
)

Gepardzica:
Nie, nie dlatego. Bo się poślizgnęły!


#3
Jabłoń:
(za jakiś czas i jeszcze trochę czasu dostała takie cudo
i pomyślała: rodzinnie wszystko się zgadza!
)

poniedziałek, lutego 08, 2016

(1668+1). Peregrynując

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynuję siódmy dzień czwartego tygodnia. Czasem odsłoni się kawałeczek tajemnicy, po co mi to wszystko było, po co mi to jest. Poniższe cytaty aż prosiły się, by przytoczyć je ku czci każdej peregrynacji, która uczy nas szybko tego, czego w innych warunkach nawet nie moglibyśmy dostrzec, a co dopiero poczuć/zrozumieć, zinternalizować i używać.

Motocyklista miał rację: należało unieść ociężałe stopy, na oślep zrobić parę kroków wstecz, zaryzykować utratę równowagi, zaryzykować upadek w bezdenną otchłań, byle zrobić życiu miejsce. Czy o to właśnie mu chodziło? Kto to mógł wiedzieć.

*

[…] życie potrafi przynieść wstrząsy, gdy zmienia się zwrotnice. W czym mieści się zarówno sejsmologiczna, jak i kolejowa metafora. I właśnie dlatego, kiedy życie mknie niegrzecznie przed siebie, trzeba mu ustąpić.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1668. Wytrych

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Noce wykańczają mnie, więc ja wykańczam kolejne książki, a ich stosik wcale od tego nie maleje.

Na beletrystykę trudno mnie naciągnąć, chyba że moja ulubiona autorka lub ulubiony autor. Okazało się, że jest poza tym, dość łatwym do przewidzenia, kluczem również wytrych: niech książka „dotyka” jakiejś kobyły psychologicznej lub mini świętej krowy i mówię: wchodzę w to!

To właśnie książka z drzewnym wytrychem: relacje, ludzkie pragnienie bliskości, zrozumienia i porozumienia. Subtelna, ale i przerysowana. Dobrze się bawiłam.

Zauważyliście, jak czas staje w chwili zdmuchiwania świeczek, mimo że chwile unoszą dym?

*

     — Zawsze należy się spodziewać niespodziewanego — odkrzyknął.

*

No i gdzie te niedozwolone substancje?
     Cierpliwość to też substancja. Pozyskiwana z rud. Wywodzących się z gwiazdy. Czuła, że też jej trochę zawiera. Nie zawsze jednak przynosiło to owoce, a przynajmniej nie zawsze przynosiło to słodkie owoce.

*

Bake i Suzy zostali zaproszeni. Strony biernej od wieków używa się do zwalania winy na innych.

*

     — I kto to mówi.
     Była załamana, że doszli do tego punktu. Gdyby jednak człowiek znał przyszłość, gdyby umiał przewidzieć wszystkie zachowania bliskich, zapewne nie miałby odwagi niczego zaczynać ani tym bardziej ciągnąć. Najprawdopodobniej dlatego dziewięć dziesiątych ludzkiego mózgu leżało odłogiem: abyśmy byli dzielnymi głupkami. Do dyspozycji został nam zwierzęcy móżdżek, a boski, czarodziejski mózg, ten zdolny do przewidywania przyszłości i telekinezy, drzemał. Skurczybyk.

*

Ale czy się kłócimy? Ja nie, ja tylko… tylko rzucam od czasu do czasu parę pytań. Pytam: „Co ty, do cholery, wyprawiasz?” i „Chcesz nas wszystkich podusić?”, i „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. I jeszcze raz: „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. A potem: „Głuchy jesteś?”. Pytam go też: „Czym według ciebie jest małżeństwo? Naprawdę chciałabym to wiedzieć!” oraz „Twoim zdaniem tak wygląda porządnie przewietrzony dom?”. Krótki zwykły wywiad. Nie lubię się kłócić. Jestem nastawiona pokojowo.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1667. Peregrynacja, dzień 28.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wszystkie moje aktualnie największe marzenia mogą wydawać się postronnym dość trywialne. Nic bardziej mylnego, nigdy w życiu nie miałam tak soczystych, niby prostych, ale wymagających, wielkich drzewnych marzeń. To jedna z wartości dodanych całej tej peregrynacyjnej przygody, która leczy metodą szokową z niezdrowej neokapitalistycznej neurozy spełnień i neurotycznego kapitalizmu zachcianek mylonych namiętnie z potrzebami. Nie jestem materiałem, półproduktem czy targetem. Jestem jakoś inaczej, jakoś bardziej.

*

Nie mam zamiaru iść na żaden kompromis. Już dziś cieszę się na pierwszą szóstą rano, gdy będę mogła powiedzieć do Heniutki: idziemy!

(cała fantastyczna rysunkowa historia
tu, czyli źródło)

niedziela, lutego 07, 2016

(1663+3). Poprzedniczka

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od jakiegoś czasu czytam naprzemiennie, na suwak, przestrzegając parytetu, autorka, autor, autorka, autor. Na tapecie autorka, ale nazwisko i słowo zawiesiły czytanie, by pochłonąć z przeogromną przyjemnością nazwisko i słowo, a teraz poprzednik słowa. Magia!

Droga pani Schubert, piszę do pani w języku polskim. To dziwny język. Przykleja się do podniebienia. Trzeba go stale tłumaczyć na języki obce. […] Bywa, że rozkręca się w miłości. Pamięta pani ten leksykalny zawrót głowy, kiedy biegliśmy przez plażę, a deszcz zmywał nam resztki mowy z ust?

*

Szukam gorących źródeł naszej miłości, pijalni mineralnych słów, leczniczych godzin we dwoje.

*

Droga pani Schubert, czasami czuję się jak wystawiony na sprzedaż dom. Jest we mnie sześć pokoi, są dwie kuchnie, trzy łazienki i jeden przygarbiony strych. Teoretycznie mam dwa wyjścia, ale od podwórza wiecznie zamknięte.

*

Pyta pani, kiedy to się nie zdarzyło? Nie potrafię powiedzieć.

*

Droga pani Schubert, śniła mi się wojna. Od stóp do głów. Na szczęście niebo przechowało się w piekle, wiara w grzechu, ogień w ogniu.

*

Kiedy miłość zagląda w oczy, budzą się instrumenty dęte.

*

Droga pani Schubert, od dłuższego czasu obserwuję głupotę. Bestseller światowy. Napina mięśnie w toksycznej siłowni. Stepper. Handle. Sztangi. Pewna siebie kondycja. Podobno istniała już przed swoim narodzeniem.

Ewa Lipska, Droga pani Schubert…,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Książkę znakomicie ilustrował Sebastian Kudas.

(Sebastian Kudas, źródło)

(1630+35). Reality v. 2.0

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jest, jak przewidział. W naszym kinie już go nie grają. Jeszcze nie chodzę. No i? Zew zmiany. Postanowiliśmy na ten film pójść do kombinatu kinowego. Byłam zachwycona pomysłem od samego początku, gdy jeszcze w domu poprosiłam o lewy but i prawą frotową męską skarpetę na gips. Nie wspominając o bonusie: cudownym świeżym powietrzu, gdy tylko znaleźliśmy się na podwórku w sobotni wieczór.

*

Sadownik & Jabłoń:
(już przed domem na końcu bloku, w drodze do kina)

Sadownik:
Zostawię cię pod śmietnikiem i pójdę po samochód.

Jabłoń:
(z udawaną nadzieją w głosie)
Poczekamy, aż ktoś mnie weźmie?
(po chwili i przeczytaniu tabliczki informacyjnej)
Ale tu jest napisane „zakaz składowania gabarytów”!

Sadownik:
Ty nie jesteś gabaryt.
Ty jesteś nieruchomość!

*

*

(na powrocie do domu)
Sadownik:
Śmigasz na tych kulach tak,
że wystawimy cię w Wielkiej Pardubickiej!

Jabłoń:
(uśmiecha się przy każdym osobiście zdobytym metrze)

Rehabilitowanie współpracy zdrowej z chorą częścią narządu ruchu „wyjściem do kina” zakończyliśmy sukcesem o 1:30 w niedzielę. Dumni oboje!

_____________________
za naszych młodzieńczych czasów pod śmietnikiem zostawiało się przysłowiowy chleb dla konia, czyli wszystko to, co mogło się jeszcze komuś przydać.

sobota, lutego 06, 2016

(1657+7). Czekanie na Komplet

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Było:

Coś w tym jest. Eeeee! Jest w tym bardzo dużo. Poprosiłam o autoryzację. Otrzymałam. Umieściłam.


***

Jest:

Upuściłam już wszystkie wrażenia i czekam sobie. Czekam na Sadownika, który pojechał do Altówek po Heniutkę. Jeszcze chwilka i będziemy w komplecie.

1663. Objawienie (II)

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wiem, jak to się stało. Wymówiła nazwisko, po raz drugi w ciągu ostatnich kilku dni, a potem wypowiedziała słowo «miłość». Nie wiem, czy nazwisko i magiczne słowo stało się falą dźwiękową wczoraj, czy przedwczoraj. Wiem, że stało się to w Przytulisku, miejscu, w którym dla mnie ostatnio dzieje się wszystko.

Tknęło mnie wczoraj wieczorem, że może to nie chodziło o świetny tekst w magazynie, periodyku, gazecie, bo Ona czyta tego na tony i ja za nią w tej materii nie nadążam. Prawda jest szkaradna: nawet nie próbuję samej sobie na ambicję wleźć w tym temacie.

Tknęło mnie, jak już napisałam, zaanonsowałam, zeznałam. I co? I mnie nie było, szanowni państwo, nie było, bo to bardzo groźna książka, która przenosi w czasie, przestrzeni i uczuciach. A na jej końcu zaskoczenie — to już? koniec? — i wdzięczność, że można było wypuścić uczucia na tak piękny literkowy wybieg. Miłość? Miłość! I wdzięczność!

Droga pani Schubert, niepokój, jak pani zapewne pamięta, narodził się w bibliotece pośród odurzonych zdań. Żadne z nas nie wierzyło wtedy w Słownik Wyrazów Obcych, który próbował nas ostrzec.

*

Czy dowiedzieliśmy się wtedy czegoś więcej o sobie? Nie jest to nigdzie zapisane, chociaż słowa już w drodze.

*

Jak pani wie, wszystko co jest niemożliwe, nadaje się do życia.

*

Aroganckie przeznaczenie przegląda gazetę w pobliskiej kawiarni.

*

[…] a my, jak zwykle, w ulewie niepewności, gdzieś obok, w samym sercu, poza.

*

Droga pani Schubert, niech pani nie przyśpiesza Losu; że musi, że tylko teraz, że za zakrętem w prawo… Niech go pani nie popycha, nie nakłania, nie kusi… Jest właścicielem ziemskim. Skupuje miłość, fortunę, ogień i umarłych.

*

Jest wciąż ta sama pora samotności, której nie ma, chociaż na boku coś tam sobie notuje, szkicuje, pisze kamień.

*

Droga pani Schubert, zastanawiam się, gdzie zamieszkamy Potem. […] Będzie to pomiędzy tym, czego nie zrobiliśmy i czego już nie zrobimy.

*

A chciałbym pani tylko powiedzieć, że wszystko, co nigdy nie istniało, ma szansę się zdarzyć.

Ewa Lipska, Miłość, droga pani Schubert…,
Wydawnictwo a5, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

1662.

(1659+2). Objawienie (I)

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Już mogę. Bo wcześniej nie mogłam. To nie jest książka, która wystawi ci rachunek za marnowane życie. Nie jest o zdobyciu świętego Graala szczęśliwości wszelakiej w jeden weekend. Choć tytuł może kusić o założenie podobnej hipotezy i skutkować porzuceniem idei jej przeczytania.

Jak ja do tej książki doszłam? Mam książkę, którą szalenie lubię. Zdziwiłam się, bo wyszła w języku polskim. Odkryciu temu towarzyszyło kolejne: pomysłodawca i realizator portalu ibukowego, który uwielbiam i któremu kibicuję, też lubi tę książkę. Rzuciłam okiem, co jeszcze lubi i w ten sposób odkryłam dla siebie tego Autora. Polecana książka jeszcze czeka, ale ta to prawdziwy majstersztyk. Zmienia perspektywę. Niby nic się nie stało, a stało się… wszystko.

Posiadasz pewną skończoną ilość czasu, uwagi i energii, jakie możesz zaoferować światu, a kiedy już je na coś „wydasz”, nie sposób ich odzyskać.

*

     — Czemu nie zaczniesz teraz? — zapytał go kiedyś przyjaciel.
     — Żartujesz? — zdziwił się mężczyzna. — Mam pięćdziesiąt lat! Nauczenie się gry na przyzwoitym poziomie zajmie mi pięć lat. Będę miał pięćdziesiąt pięć lat, kiedy w końcu zacznę sobie radzić jako pianista.
     Jego przyjaciel przez chwilę milczał, a następnie odparł:
     — A jak stary się wtedy poczujesz, jeśli jednak
nie zaczniesz uczyć się grać teraz?

*

[…] kiedy była mała, jej ojciec regularnie pytał: „jaką porażkę odniosłaś w tym tygodniu?”. Gdy odpowiadała „żadnej”, ojciec odcinał się mówiąc „ach, to szkoda”. Teraz Sara twierdzi, że ten rytuał nauczył ją, iż porażką nie jest wcale wynik starań, ale ich brak.

Todd Henry, Die Empty. Życie na 100%,
przeł. Piotr Borman i Marcin Jedynak,
OSM Consult, 2015.
(wyróżnienie własne)

(1655+5). Gapię się…

…który już dzień? ale to!
zobaczyłam dopiero dziś.

piątek, lutego 05, 2016

1659. Lekarstwo na kontrolę

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skończyłam czytać tę książkę w nocy. Przeżywam ją wciąż, w neofickim zachwycie pozostając.

*

Kontrolować siebie? Trzeba! Każdy głupi to wie. Kontrolować sytuację? Lubimy, lubimy. Kontrolować ludzi? Bardzo byśmy chcieli, choć w życiu się do tego tak łatwo nie przyznamy. No wiesz, żeby ona, on, one i oni robili to i owo właśnie tak, bo tak jest najlepiej, najkorzystniej, najwygodniej i nie ma zmiłuj. Predestynowane do tego w „naturalny sPiSób” są matki (nie wszystkie!), teściowe (prawie wszystkie?) i szefowie obu płci bez względu na preferencje polityczne. Nie bądźmy małostkowymi szowinistami, proszę!

Wróć, matki, teściowe i szefowie obu płci też, ale, powiedzmy to głośno, wszyscy ludzie tak mają — lubią, uwielbiają kontrolować, co się da, i basta! Bo tak ma być i koniec! To się trudno „leczy”. Relacje toto umie tak precyzyjnie i skutecznie rozwalić jak mało co. Antidotum?

Antidotum! Najważniejsze zdanie w tej książce:

Zamiast walczyć o kontrolę,
powinniśmy walczyć o wpływ.

Todd Henry, Die Empty. Życie na 100%,
przeł. Piotr Borman i Marcin Jedynak,
OSM Consult, Warszawa 2015.

1658. Imienionki

Damskie. Imienionki. Dwie.
Przy kawie. Magia relacyjna w pakiecie. Dziś.

Magia imieninowo-aniołowa na zadany temat.
Od dołu. Ku pamięci. Jabłoni.

1657. Czekanie na ukochanego Goja

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Coś w tym jest. Eeeee! Jest w tym bardzo dużo. Poprosiłam o autoryzację. Otrzymałam. Umieszczam. :)

A Pan Ciasteczko? Będzie w domu. Za niecałą godzinę.

*

The O'Jays, Now that We Found Love, 1973.

czwartek, lutego 04, 2016

1656. Przez telefon o smakach

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj wieczorem o jedzeniu rozmawiali,
że Jabłoń zadbana przez Dziewczyny cudownie jest,
że Pan Ciasteczko coś fajnego jadł, ale do domu już chce
)

Sadownik:
U was jutro Tłusty Czwartek?

Jabłoń:
(Tłusty Czwartek ją zawsze zaskakuje
w ten sam sposób: «tadam, jestem dziś!»)
Podobno.

Sadownik:
Buuuuu! To mnie ominie w tym roku.

Jabłoń:
Nic Cię nie ominie. Kto powiedział,
że Tłusty Czwartek musi być w czwartek?
Zrobimy go w sobotę!

1655. Peregrynacja nocą… między dniem 23. a 24.

*

A Pan Ciasteczko? Wraca. Za niepełnych 37 godzin.

1654. Peregrynacja, dzień 22. (wspomnienie)

wciąż się uśmiecham do chwil, które kryją się za frazą:

kotlet rzymsko-katolicki.

jadłam. nie tylko. :)

nie tylko. kotlet rzymsko-katolicki.
nie tylko. jadłam.

wtorek, lutego 02, 2016

1653. Gipsowo

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Jest prawdziwe.
nie mogę, nie dam rady, nie mam możliwości… to prawda!

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Jest fałszywe.
nie mogę, nie dam rady, nie mam możliwości… to nieprawda!
nie możesz dzisiaj,
nie dasz rady w tym tygodniu,
nie masz jeszcze niezbędnych zasobów,
ale czy chcesz? tylko to mnie interesuje.

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Szanuję.

poniedziałek, lutego 01, 2016

(1647+5). Czekając na ukochanego Goja

ćwicząc wieczorem, odkryłam na suficie…

…oskubaną szałwię judejską, 4/7 menory.

*

Pan Ciasteczko. Wraca. Za niepełnych 90 godzin.

(1240+411). Z uwagą wśród liczb

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynacji dzień 21.
Peregrynacji Sadowniczej w mojej peregrynacji dzień 2.
Dziś.
Mój 365. dzień z kundlem. Sprawdziłam.
91. książka w tym czasie. Skończona.

     — Dziecko — zapytał mnie Biały Kruk jakiś czas temu — jak to się dzieje, że ty tyle czytasz?

Całkiem normalnie się dzieje. Czytam w tramwaju, autobusie, metrze. Od roku czytam po ciemku. Na przystankach późnym wieczorem. Bez zapalania światła w łóżku w środku lekko bezsennej nocy.

*

Nie dla akcji, nie dla fabuły czytam z przyjemnością Jej książki. Czytam dla atmosfery, dla wyobraźni, której używa, dla wyobraźni, którą budzi, dla wrażliwości, która w Niej spisała słowo po słowie, dla wrażliwości, która we mnie czyta. Bo akcji i fabuły prawie brak.

Zaczęłam więc toczyć. Szło bardzo pomału. Kamień wciąż kładł się na plecy i leżał bez ruchu, a kiedy udawało mi się znów go odwrócić, kładł się na brzuchu i się bujał.

*

Trzeba przechadzać się w ciszy i spokoju i badać swoje samopoczucie, i zastanawiać się, za czym się właściwie tęskni.

*

Prawdę mówiąc, zrobiłam tylko to, co każdy dobry obywatel powinien zrobić. Chodzi mi o to, że przegnać niebezpieczeństwo potrafi byle kto, ale sztuką jest gdzieś je potem ulokować.

*

Przekręciłam klucz i czekałam. Po chwili drzwi same się otworzyły, bardzo pomału, tak jakby ktoś je pchnął od środka szafy. A potem wysunęła się czarna tiulowa spódnica i drzwi stanęły. Powtórzyłam to kilka razy. Za każdym razem drzwi otwierała tiulowa spódnica mamy, tak jakby była żywa.

*

Zwierzę domowe nigdy cię nie oszuka, ale też tobie nigdy nie wolno go nabrać.

*

Kiedy się zbiera kamienie, trzeba chodzić samemu.

*

Wiosłowanie szło wolno, ale szło.

*

Słońce wzeszło akurat w porę na poranną kawę.

*

Jest czwarta rano, a ja uratowałam trzy ważne godziny, które można uznać za dodatkowe. Albo może trzy i pół. Nauczyłam się odczytywać godziny na zegarze, ale minut jeszcze nie.

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, przeł. Teresa Chłapowska,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1650. Bo zabrakło mi słów…

wspaniały czas…

…dziękuję, dziękuję, dziękuję.