zanim po raz pierwszy
w tym roku osobiście
kupiłam bułki.

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
zanim po raz pierwszy
w tym roku osobiście
kupiłam bułki.

im wolniej ja,
tym szybciej
otwiera się
moje serce.
[suplement pikselowy: 11.11.2021]

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Bądź dla siebie dobra.
Przyszły do mnie te słowa, gdy rano, nie wiedzieć dlaczego, popatrzyłam w dość osobliwy sposób na fakturę skóry własnej dłoni w zagięciu między kciukiem a palcem wskazującym.
Być dobrym dla siebie?
Gdy niecierpliwość bierze górę nad rozsądkiem? Gdy wymagam więcej od siebie niż mogę? Gdy złoszczę się, że sprawność nie wraca tak szybko, jakby się chciało? Gdy osobiście ułożony plan dnia nie uwzględnia moich ograniczeń? Jak, no jak?
Bądź dla siebie dobra.
Trzeźwi mnie to zdanie. Stawia przede mną najtrudniejsze peregrynacyjne zadanie. Po dobrej chwili, trzech łykach kawy, gdy już to rozumiem, uśmiecham się głupkowato do siebie. Uśmiecham się uśmiechem zwycięsko-kumającym.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
— Ty, ty, ty! Taka, siaka i owaka!
Dawno, dawno temu wkurwiłabym się w ekstremalnie szybkim tempie, że porąbało babę, pogięło, że ja absolutnie taka nie jestem i co ona pieprzy, niech się ogarnie, niech kontakt z rzeczywistością złapie, itepe, itede.
— Ty, ty, ty! Taka, siaka i owaka!
A teraz? Zaciekawienie mi się odpala, że tyle energii w człowieku uruchomiłam, że on tę historię miesiącami w sobie nosił i właśnie erupcji oddał się całkowicie. Taka? Szukam w sobie. Siaka? Szukam. Owaka? Szukam. Znajduję i pierwsze, i drugie, i trzecie.
— Tak, bywam też taka, siaka i owaka, choć pewnie inaczej niż ty bym to nazwała.
— Taka, siaka i owaka? Tak.
Ale nie jestem tylko tym.
Dawno temu bym pewnie o tym zapomniała.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Gdy Orzeszek kończyła czterdzieści lat, byłam święcie przekonana, że zaraz umrze ze starości. Okrutnie płakałam po kątach w szkole z tego powodu.
Pamiętam, że mając 14–15 lat, dziewczyny starsze o trzy–cztery lata były, nie tylko dla mnie, staruchami.
Liczę. Gdy moi Rodzice byli w moim aktualnym wieku, miałam już prawie 17 lat. Niewyobrażalne.
Gdy kończyłam dwudziestkę wydawało mi się, że najlepszy czas mam za sobą. Jak na to wpadłam, niestety już nie pamiętam. Myliłam się jak cholera!
*
Widziałaś? Zapytał tydzień temu Sadownik. Tak, pierwsze naście sekund, znudziło mnie. To obejrzyj do końca — zaordynował. Obejrzałam i zachwyciłam się.
Biały Kruk nie istnieje, bo nie ma fejsa. Pokombinowałam, w plik hateemelowy włożyłam i mu posłałam. Razem z Orzeszkiem stwierdzili, że bardzo dobre. Wszyscy razem uznaliśmy za kluczowe słowa:
Kiedy ludzie zaczynają odpuszczać, wtedy się starzeją.
FloWish, Starość to stan umysłu.
Wszyscy czworo,
razem mamy 222 lat,
nie odpuszczamy!
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Polowałam na tę książkę od stycznia. W sumie to są w niej dwie książki, obie o literkach i światach okołoliterkowych. Kontrast między nimi wewnętrznie przewraca. Pierwsza jest o zaufaniu i wierze w to, że człowiek obok robi coś dobrego. Druga jest o niekonstruktywnym krytykanctwie drugiego człowieka. Pierwsza jest o konkretnych osobach z pasją i miłością do liter. W drugiej sporo demagogii; rozmowę z panią ministrą (nieaktualną już) ominęłam, bo jeśli mam czytać fikcję, to wolę dobrą powieść.
No i dowiedzieliśmy się z Sadownikiem:
My i Przytulisko jesteśmy błędem statystycznym.
Jako czytelnicy jesteśmy mega-nieznośnie-intensywni.
Nasi Przyjaciele i Bliscy też są „błędami” mega-nieznośnie-intensywnymi.
I? W głowie nam się to nie „zmieszcza”.
Cytaty? Zamyśliłam się. Nie mam wątpliwości, że każdy z nich nie pozostawia złudzeń co do swojej „narodowości”.
Osób, które mają co najmniej tysiąc książek, co wydaje się wielkością rozsądną, jest w granicach jednego procentu, czyli błędu statystycznego.
*
[…] jeszcze dwa lata temu osoba, która czytała więcej niż siedem książek rocznie, była nazywana czytelnikiem rzeczywistym; teraz jest określana jako czytelnik intensywny, czyli wymagania zostały obniżone.
*
Czytanie jest wielowymiarową praktyką kulturową.
*
Naprawdę, jak lubię Miłoszewskiego, który publicznie i świadomie broni kultury, to jego bohater jest po prostu półinteligentem. Bo dlaczego komisarz Wallander może czytać książki, komisarz Servaz z nagradzanych powieści Bernarda Miniera nie rozstaje się ze starożytnymi filozofami, a komisarz Szacki nie czyta nawet kryminałów Mankella czy Miniera? Pewnie z tego samego powodu, dla którego polscy politycy nie fotografują się na tle książek.
*
Powiedziałam jej ze śmiertelną powagą, że chcę posłuchać najsmutniejszej muzyki, jaką ma. Dostałam słuchawki, bibliotekarka włączyła Adagio Albinoniego. Usiadłam wygodnie w fotelu, po policzkach płynęły mi łzy, a bibliotekarka przyciskała tylko guzik „repeat”. Nie przeszkadzała mi. Następnego dnia znowu poszłam do biblioteki i ta sama bibliotekarka włączyła mi muzykę Mahlera, potem Czajkowskiego. Dopiero wiele lat później skojarzyłam, że to byli właśnie ci kompozytorzy. Po iluś dniach podeszła do mnie, położyła mi na kolanach książkę i powiedziała: „Można też poczytać”. I znowu zostawiła mnie w spokoju. Nie stała nade mną i nie pytała, czy potrzebuję pomocy, nie traktowała mnie jak dziecka. Była fajna.
*
Śmiem twierdzić, że człowiek jest w bibliotece jeszcze ważniejszy niż książki. Zachęcanie ludzi, zwłaszcza dzieci, do czytania ma ogromną wartość społeczną.
*
Nie jest łatwo być człowiekiem, wolność słowa też nie jest łatwa, ale biblioteka powinna być oazą, o której ludzie myślą: „To moje miejsce”.
*
[…] musimy być świadomi tego, co robimy i dlaczego to robimy.
*
[K. T.] Czy sam popełniłeś dużo błędów?
[Richard Herold] Wszelkie możliwe! Ale udało mi się też zrobić sporo rzeczy dobrze. Myślę, że przede wszystkim mam odwagę, żeby w ogóle coś robić. […] popełnianie błędów nie jest niczym złym, wszyscy je popełniamy. Trzeba z nich wyciągać wnioski, a potem… błądzić dalej.
*
Paradoksalnie, żyjąc w zglobalizowanym świecie, w którym łatwo o spotkania z innymi, stajemy się coraz bardziej zamknięci.
Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko-Zyglewska (red.),
Szwecja czyta. Polska czyta,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
kilka dźwięków. ● zagranych staccato. ● i uruchomiło się wspomnienie. ● nucę. ● co to jest? ● nucę. ● ??? ● nucę. ● mam! ● znalazłam. ● Pina! ● Jun Miyake. Lilies in the Valley. ● łomolę!
Pina, 2011.

to ciekawe, jak bardzo
marzenia uwielbiają
kolor zielony.

zwłaszcza te świeże,
pachnące nowością
marzenia.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nie wiem, czy zwróciłabym uwagę na tę książkę, gdyby nie przeprowadzka do świata bez kopytka.
Jako „chwilowy” — jaki piękny eufemizm! — teoretyk biegania, skakania, tańczenia, kucania i chodzenia, postanowiłam oddać się chodzeniu teoretycznie. I? I zakochałam się w tej książce, odnalazłam swoją Biblię!
Książki nie nauczą nas żyć, ale dzięki nim możemy nabrać ochoty, by żyć inaczej: pomagają nam odnaleźć w sobie możliwość życia, jego zasadę. […] książka daje nadzieję na inne życie.
*
Chodzenie to nie sport. Stawiania jednej nogi przed drugą to dziecięca zabawa. […] Dla tych, którzy chcą zwolnić, nie wymyślono nic lepszego niż chodzenie. Do chodzenia wystarczą dwie nogi. Reszta jest zbędna. Chcecie przyśpieszyć? To nie chodźcie, róbcie coś innego: jeźdźcie, ślizgajcie się, latajcie. Nie chodźcie. Kiedy chodzicie, liczy się tylko błękit nieba, uroda krajobrazów. Chodzenie to nie sport.
*
Życie, na najgłębszym poziomie, to coś, w czym nikt nie może nas zastąpić.
*
Chodzenie wiąże się nie tylko z prawdą, lecz także z realnością. Chodzić to doświadczać realności.
*
[…] bogactwo człowieka jest pochodną jego poczucia, że niczego mu nie brakuje.
*
Szybkość daje złudne wrażenie, że zyskujemy na czasie. Na pierwszy rzut oka rachunek wydaje się prosty: robiąc coś w dwie godziny, zamiast w trzy, godzinę zyskujemy. Jest to jednak abstrakcyjny rachunek, w którym każdą godzinę dnia traktuje się jak godzinę na zegarku, równą wszystkim pozostałym.
Tymczasem pośpiech napędza czas, który zaczyna płynąć szybciej — dwie godziny pośpiechu skracają dzień. Każdą chwilę wyszarpujemy, wypełniamy tak, że niemal eksploduje, w jedną godzinę wtłaczamy ocean spraw.
*
Kiedy idę, towarzyszę sobie, jest nas dwóch.
*
Chodzenie umożliwia ten rodzaj stanowczego kontaktu z samym sobą, który nie jest żadnym rodzajem mętnej introspekcji (dla której najlepszym miejscem jest kanapa), lecz raczej skrupulatnym badaniem swojego wnętrza.
*
Rozstania, pisał Nietzsche, są trudne, ponieważ przerwana więź sprawia ból. Ale szybko w jej miejscu wyrasta nam skrzydło.
Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
co słychać? ● a ile masz czasu? ● to może w pigułce? ● w pigułce? ● nooo. ● wszystko, wszystko od nowa! ● fatalnie! ● nie! zajebiście! to powiedziałam ja, Drepcząca Cierpliwie. ● Howgh!
*
Dyscyplina to niemożliwe osiągnięte dzięki upartemu powtarzaniu możliwego.
Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.
W muzyce jest takie sformułowanie da capo, czyli powtórz od początku.
Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy,
Świat Książki, Warszawa 2016.
*
Imany, Try Again.
stop! try again! don't be afraid to fall apart.
I pray, I swear, I swear, I'm only me!
stop! try again!
Biały Kruk:
(gdy w południe raport ze zdrowia
sobie nawzajem z Jabłonką zdawali)
No dobra, córcia, los na taczkę i pchamy!
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
a teraz odwróci się pani. ● ależ proszę bardzo! ● cztery kroki bez kul zrobiłam. ● a teraz… ● tak? ● dwa kroki w tył. ● że co? że jak? ● do tyłu? ● ludzie do tyłu chodzą? ● naprawdę? ● to był jeszcze większy kosmos!
*
wracałam
z rehabu
zielenią.

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Historia z delikatną brodą, ale i całkiem świeżą puentą.
W poniedziałek idąc na rehab spotkałam odpsią sąsiadkę. Obie na swój widok cieszyłyśmy się ogromnie, choć każda z innego powodu. Ja, bo normalność do mnie wraca. Ona, bo?
Od słowa do słowa. Sąsiadka odetchnęła, bo ze swoją mamą wymyśliły, że skoro mnie nie widać, a Sadownik sam „ze psem” chadza, to nic tylko się rozwiedliśmy.
Gdy tylko wróciłam do domu, nakablowałam, jak to prostowałam plotkę na nasz temat. A Sadownik na to: no wiesz, na czarno facet nie chodzi, uśmiecha się, to pogonił babę…
*
Jabłoń:
(wczoraj tekstowo opowiadała tę historię
Bliźniaczej Liczbie)
Bliźniacza Liczba:
I że mu psa zostawiłaś?
No way!!!
Czyli Cię nie zna.
a teraz odwróci się pani. ● tak. ● i zrobi pani dwa kroki w moim kierunku. ● jak to?!? bez kul?!? ● tak, chcę zobaczyć, jak pani chodzi. ● i poszła Jabłoń w kosmos dwa kroki. ● i popłakała się ze wzruszenia.
*

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Proste pytanie.
Banalne dość. Zadałam Białemu Krukowi. Co najbardziej lubi Mozarta?
Proste pytanie.
Odpowiedź od wczoraj mam. Chwilę mi zajmie jej usłyszenie i wysłuchanie.
Proste pytanie.
Banalne okrutnie. Cieszę się jak dziecko, że zdążyłam zadać Mu to pytanie, że zdążę nacieszyć się odpowiedzią i zadać jeszcze wiele pytań.
*
Tego wykonania nie tylko słucham, ale przede wszystkim gapię się i wzruszam co chwilę do łez.
W. A. Mozart, Koncert fortepianowy nr 20 d-moll,
Mitsuko Uchida (fortepian + prowadzenie).
*
Jakby było mało, synchronicznie trafiam wczoraj na takie piękne słowa:
Każda muzyka jest zaproszeniem do lekkości.
Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Z kronikarskiej potrzeby. Bo ja miliony lat świetlnych dalej.
Miałam nosa, by zaburzyć porządek trylogii. Walka jest równie dobra lub lepsza — w sensie poruszenia, które powoduje — co Odwaga. Nie przeczytałam tej książki, ja ją połknęłam. Wczoraj nad ranem została mi do skonsumowania tylko strona redakcyjna.
Nie zgadzam się tylko z bohaterką ostatniego reportażu w kwestii idealizowania, moim zdaniem, aktualnych dwudziesto- dwudziestopięciolatków.
Moja subiektywna kolejność to Walka, Odwaga, a Grzech jak już nie ma nic godnego grzechu do zrobienia, z masochizmu gienderowego lub z czytelniczego obowiązku.
Trzymanie fasonu to czynność zewnętrzna i wewnętrzna.
*
Moim zdaniem polityką polskiego Episkopatu jest właśnie wzbudzanie w ludziach zrywu do palenia czarownic: nie akceptuję cię, nie umiem powiedzieć dlaczego, ale odejdź, jesteś inny, nienawidzę cię. I o to mam pretensje do Kościoła polskiego.
*
Picie jest otoczone wstydem. Co ciekawe, nie jest wstydem, że moja koleżanka alkoholiczka tańczy półnago na stole. Wszyscy to rozumieją — jest przecież pijana. Ma przyzwolenie od towarzystwa na takie zachowanie. Ale moje mówienie głośno, że mam problem z alkoholem, jest powodem do wstydu. Dlatego uznałam, że moje leczenie przebiegnie tak cicho, jak to tylko możliwe. […] Niesprawiedliwe jest to, że kiedy pijące kobiety wracają po terapii do swoich domów, ich mężczyźni piją dalej. Zazwyczaj jest tak, że kiedy mężczyzna przestaje pić, jego żona czy partnerka też nie pije, żeby ułatwić mu abstynencję i go wspomóc. Kobietom takich prezentów nikt nie robi.
*
Kiedyś chciałam się zmieniać, a dziś chciałabym się rozwijać.
*
Gdzie we współczesnym świecie jest miejsce na przeżywanie? Na ten czas, w którym jesteśmy „nieproduktywni” dla społeczeństwa, bo zbyt rozwaleni, żeby robić cokolwiek.
*
[…] już nie jest kolejny plan. Życie to jest już, w tej chwili.
*
Jak zostaje się nagle samą, to ma się tysiące niedopowiedzeń. Kategoria „Wyszedł w pół słowa”. I wcale nie wróci i nie dokończy. To roby rysy w głowie, sercu, duszy. We wszystkim. […] Na początku wszyscy wiedzą oczywiście lepiej od ciebie, czego ci potrzeba. Albo wprost przeciwnie, czują się wobec ciebie bezradni i znikają.
*
Walka mężczyzn tworzy historię, o której możemy przeczytać w tysiącach książek. A walka kobiet? Wiele z nich prowadzi swoją walkę po cichu. Na pozór nieważną walkę, o której często milczy historia przez duże H.
[…]
Czasami walczą o miejsce dla siebie. O to, by to, co czują i przeżywają, zostało potraktowane serio.
Urszula Jabłońska (prow. zbioru), Walka jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Sadownik:
(zameldował, że
do łóżka chce, że
okrutnie zmęczony)
Jabłoń:
Czym?
Sadownik:
Forsownymi spacerami z żoną!
Jabłoń:
???
Sadownik:
Ty wiesz, jak się trzeba narobić,
żeby dwa kilometry zrobić w dwie godziny?
Jabłoń:
(zachwycona, że dożyła takich żartów)
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Najbardziej bieżące dane informują, że 63% Polaków nie miała w ręku żadnej książki w ciągu ostatniego roku. Mimo tego niewyobrażalnego dla mnie faktu, to właśnie Jego książki najczęściej widywałam na oddziale. Poruszały czytające je Osoby, coś w nich zmieniały, dawały nadzieję. Ponieważ nigdy dotąd tych książek nie przeczytałam, gdy dotarła do mnie informacja o promocji na Jego ostatnią, powiedziałam: sprawdzam, wchodzę w to.
Kiedy poznałem, co to słabość, perspektywa śmierci, cierpienia, strachu, otworzyły mi się oczy na nieskończone bogactwo życia i miłości. Wszystkie moje poprzednie priorytety legły w gruzach. Poczułem się znacznie szczęśliwszy niż przedtem, co jest szczególnie zaskakujące.
*
Dawno temu musiałem przejść wyczerpującą chemioterapię. Trwało to trzynaście miesięcy. Znalazłem nietypowy sposób, żeby nie czuć okropnych mdłości — spałem z psem przy boku i często go głaskałem. Wydaje mi się, że on rozumiał, iż ma ważną rolę do odegrania w mojej walce o zdrowie. Co rano wychodziłem z nim pobiegać. Można by powiedzieć, że swoją misję tak wziął sobie do serca, iż raczej to on wyprowadzał mnie co rano na spacer.
*
[…] konkretne decyzje są zawsze lepsze od negatywnych refleksji.
*
Moją receptą na zachowanie kapitału optymizmu jest koncentracja na tym, co toczy się pomyślnie. Każdego dnia robię przegląd wszystkich rzeczy, większych i mniejszych, które sprawiły mi radość lub zwyczajnie mnie rozbawiły. Czuję się za to wdzięczny losowi.
David Servan-Schreiber, Można żegnać się wiele razy,
przeł. Wiktoria Melech, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)
W. A. Mozart, Koncert fortepianowy nr 23 A-dur,
Daniel Barenboim (fortepian + prowadzenie).

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
z pomocą kul. ● dwa kilometry zrobiłam. ● pierwszy raz od trzech i pół miesiąca. ● razem. ● całą trójką w lasku. ● a Heniutek luzem! ● pięknie, piękniście było. ● witamina de też była wciągana nosem, uszami i skórą.
*

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
„Trylogia”. Odwaga. Walka. Grzech. Walkę zostawiłam na koniec, zakładając, że będzie tak dobra jak Odwaga. Wzięłam się za Grzech. Grzech jest kobietą (?) Co za głupi tytuł, wręcz insynuacja. Natychmiast przypomniał mi się Marek Halter, którego zdjęłam z półki, by wygrzebać z jego książki najbardziej znaczące dla mnie zdania dotyczące grzechu.
W judaizmie, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, ludzie przez swoje słabości i błędy nie grzeszą, lecz dopuszczają się nieposłuszeństwa. […] sama Biblia czynu Adama i Ewy wcale nie uznaje za grzech. Zarzuca im natomiast nieposłuszeństwo. Innymi słowy, obarcza ich odpowiedzialnością… za dokonanie złego wyboru.
*
Podoba mi się myśl, że posłuszeństwo i nieposłuszeństwo to wzięcie na siebie odpowiedzialności, nie zaś dowód uległości wobec silniejszego i potężniejszego ode mnie. Jestem nieomal pewien, moi drodzy, że jesteście na to tak przeczuleni jak ja. Czy każdy z nas doświadczając ojcowskiego nakazu: „Masz słuchać!”, nie odczuwał nieprzepartej chęci zapytania: „ Dlaczego?”.
Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla moich chrześniaków,
przeł. Katarzyna Skawina, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001. (wyróżnienie własne)

Grzech. Reportaże. Z daleka śmierdziało mi tanim myśleniem i stereotypem. Uderzyło mnie, że wszystkie napisali mężczyźni. No tak, kto lepiej niż mężczyźni od wieków najlepiej, najpełniej i najpiękniej definiuje kobiece grzechy. Jeden z reportaży kompletnie nie trzyma jakiegokolwiek poziomu — Katarzyna W. wraca… komentarzami z sieci i wieściami z tabloidu — ja bym się wstydziła podpisać pod tym i jeszcze nazywać to reportażem, a pan autor się nie wstydził, pani prowadząca zbiór też nie, niesamowite.
Grzech. Reportaże. Mimo wszystko, kilka naprawdę dobrych w tej książce jest — nie jestem pewna czy o grzechu, na pewno nie o grzechu, co jest kobietą.
Pani Deptuchowa w ogóle uważała, że nadmiar wiedzy i kultury zabija w człowieku ducha, przysparza melancholii — każdy powinien w sobie pielęgnować odrobinę chama, a akurat pan Krzysio pielęgnuje całego.
*
Staruszka okrąża mnie, przyglądając się z podejrzliwością. Zatrzymuje się, gdy na stole zauważa plakietkę z napisem „Dziennikarz”. Recepcjonistka kazała mi ją przypiąć do piersi, ale zauważyłem, że na ludzi z plakietkami („Terapeuta”, „Pielęgniarka”, „Kuchnia”) pensjonariusze reagują jak kierowcy na policjantów — odruchowo robią się mniejsi.
— A o co młodzieniec chce zapytać? — docieka zdziwiona pani.
— O poczucie winy.
— Dla młodzieńca jest na to za wcześnie. Niech młodzieniec poczeka jeszcze parę lat, a Bóg na pewno zaspokoi jego ciekawość.
[…]
— Niech młodzieniec spojrzy na ten parking. Pusty. Widać, jak wielu młodych nie może udźwignąć czwartego przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. I nawet się nie dziwię. Ono nie jest na dzisiejsze czasy. Bóg dał nam je dawno temu, ale zapomniał go znieść, gdy człowiek stał się długowieczny.
— Żyjemy teraz średnio siedemdziesiąt siedem lat, czyli o trzydzieści więcej niż nasi przodkowie na początku XX wieku — wtrącam.
— Oni nie mieli pojęcia o prawdziwej starości, dlatego mogli być rozliczani z czwartego przykazania. Dzisiejszym młodym jedyne, co po nim zostało, to poczucie winy.
Ewa Wołkanowska-Kołodziej (prow. zbioru), Grzech jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Większość mego życia, całe dorosłe, jest życiem bez telewizora. W trakcie czytania tej książki przestałam włączać radio. Wycofałam się do środka siebie. Zdystansowałam się wobec społecznego wymiaru życia. Na ściemę nie chcę marnować ani chwili.
[…] jedynym wyborem prawdziwie demokratycznym jest wybór przez losowanie.
*
Nie ma powodu, by gardzić demokratycznymi wyborami. Chodzi tylko o to, by obstawać przy tym, że nie są one same przez się wskazaniem Prawdy — przeciwnie, z reguły zmierzają do tego, by odzwierciedlać panującą potoczną opinię określoną przez rządzącą ideologię.
*
Kapitalizm jest wyjątkowy dlatego, że stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie wolności i równości z wyzyskiem i dominacją.
*
Słowa nigdy nie są „tylko słowami”. Mają wagę, bo definiują kontury tego, co możemy zrobić.
*
„Oprócz powietrza, ziemi, wody i ognia to pieniądz jest piątą naturalną siłą, z którą najczęściej musi się liczyć człowiek”. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, rzut okiem na ostatni kryzys finansowy w zupełności wystarczy, by je rozwiać.
*
Tymczasem w przypadku kryzysu finansowego konieczność natychmiastowego działania była bezwarunkowa, natychmiast trzeba było znaleźć niewyobrażalne sumy pieniędzy. Ratowanie wymierających gatunków, obrona planety przed globalnym ociepleniem, ratowanie chorych na AIDS i tych, którzy umierają z powodu braku funduszy na drogie terapie, ratowanie głodujących dzieci… to wszystko może trochę poczekać. W odróżnieniu od tego wezwanie: „Ratujmy banki!”, to bezwarunkowy imperatyw, na który trzeba odpowiedzieć natychmiastowym działaniem.
*
To prawda, że często mówimy o czymś, zamiast robić, jednak czasami robimy rozmaite rzeczy, by uniknąć myślenia i rozmawiania o nich.
*
Jedyną prawdziwą niespodzianką związaną z kryzysem finansowym z 2008 roku jest osobliwa łatwość, z jaką zaakceptowano tezę, że nie dało się go przewidzieć i że uderzył w rynki niespodziewanie.
Slavoj Žižek, Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza,
przeł. Maciej Kropiwnicki i Barbara Szelewa,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

Holly Near, I Ain't Afraid.
I'm afraid of what you do in the name of your god.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Z wczoraj. ● Rehab. Dwadzieścia cztery godziny wcześniej mogłam wykonać ten ruch, a teraz nie mogę. Dlaczego? — pytałam głupkowato. A dlaczego nie? — odpowiada Ciało. ● Ciało. Niewiarygodny wymiar życia. Gada do mnie. Definiuje rzeczywistość. A ja? Uśmiecham się do niego, tocząc stopą piłkę rehabilitacyjną. ● Przewrotność. To nie ja odzyskuję sprawność, to moje Ciało odzyskuje… mnie i należną mu moją uwagę.
// po-superwizyjna perełka:
pytanie, które trzeźwi, budzi. natychmiast.
zmusza, by się samookreślić i odkryć.

zachwyciło mnie dziś.
uskrzydliło. umysł otwarło.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Dziś. Pierwszy dzień czternastego tygodnia. Dokładnie pierwszy dzień czwartego miesiąca.
Lekarzyna mnie w piątek zapytał, czy zus wzywał mnie już na kontrolę. To można udawać S82.6? Chyba brak mi wyobraźni.
*
Gdy w styczniu w gipsie na nodze wspinasz się po zewnętrznych schodach, jesteś bohaterem. Gdy w marcu po tych samych schodach „wchodzisz” w ortezie, jesteś pacjentem. Gdy w kwietniu w dwóch butach należących do tej samej pary, o dwóch kulach „idziesz” po wąskim chodniku, możesz się zdziwić słysząc: a szerzej pani nie może? Zaniemówiłam i zatrzymałam się z wrażenia. Bardzo śmieszne, dziadu! Przyszło mi do głowy: quva, nie pomyślałam, że kule to ozdoba, fetyszyk, biżuteria, a dwa takie same buty czynią mnie zupełnie zdrowym człowiekiem.
*
Idę na rehab. Idzie kobieta. Wiem, że ją znam, nie pamiętam skąd, ale gdy odpowiada na moje „dzień dobry” po głosie ją poznaję. To niesamowite, że trzy miesiące wycięły mi ją z pamięci podręcznej. A ona? Na mój widok, też zdziwiona:
— Nie poznałam pani, zawsze była pani taka żywa.
Nie mówię jej, że nigdy w życiu nie czułam się bardziej żywa niż teraz, tyle że… w środku! Tego nie widać.
*
Na przystanek tramwajowy kiedyś szłam w pięć minut. Teraz, gdy idę na rehab, potrzebuję dwudziestu minut, by pokonać dwie trzecie tej trasy. Ale idę i uszczęśliwia mnie prostota i złożoność robienia każdego kolejnego kroku.
Tramwaj? Na razie dla mnie to wyzwanie i przyszłość.
*
O Boże, co ty masz za paskudztwo na wyświetlaczu telefonu? Jestem zdziwiona reakcją. Jak to, co mam? Tak wygląda szczęście, zdrowie, zaufanie i dobry sen!

wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Po przeczytaniu pierwszego reportażu umieszczonego w tej książce, miałam chęć ją odłożyć. Spokojnie, gdyby nie inna autorka, mógłby się on znaleźć w tomie od zamykania oczu. Dobrze zrobiłam, że nie odłożyłam.
Od wielu, wielu miesięcy mam świra na punkcie kobiet — kim są, jakie mają marzenia, jak je realizują, dokąd zmierzają, czy są widziane i słyszane, czego potrzebują. Ta książka mnie zachwyciła.
Dużo rozmawiamy, wiemy, że jako para możemy mieć w Polsce przykrości, nie my pierwsze, ale rezygnować z miłości ze zwykłego strachu?
*
Są rzeczy, których doświadczamy tak silnie, że nie potrafimy ich wytłumaczyć.
*
Możliwość ucieczki była tak kusząca, na wyciągnięcie ręki — wystarczyło wyjść najpierw z toalety, potem z budynku i już. Łatwizna. Wtedy zrozumiałam, że dorosłość polega między innymi na tym, że człowiek staje twarzą w twarz z własnymi demonami — choćby nie wiem jak bardzo były one śmieszne dla innych, muszę dać sobie z nimi radę, w przeciwnym wypadku przegram życie już na starcie. „Odwagi, dziewczyno! — mówiłam sobie. — Nie ty pierwsza, nie ostatnia”.
*
Odwaga czyni ludzi bardziej wolnymi.
*
Za każdym razem, gdy doświadczamy jakiegoś kryzysu i przeżywamy go w mądry sposób, ból uświadamia nam nasz fizyczny i mentalny stan, zupełnie jak dźwięk budzika na ranem. Nawet jeśli niekoniecznie witamy ból z radością, możemy z czasem docenić to doświadczenie. Zamiast myśleć wyłącznie o tym, jak najszybciej uwolnić się od bólu, jesteśmy wówczas w stanie coś wynieść z tego doświadczenia. Gdy uznamy ból za kolejny element mozaiki, na którą składają się doświadczenia naszego życia, zyskujemy nową perspektywę.
*
Ale i tak, jeśli nie znajdę szczęścia między uszami, we własnej głowie, myśli, to żaden wyjazd na koniec świata mi tego nie da.
*
Ni stąd, ni zowąd zapytał mnie, czy ja z nią współżyję. Po czym uzyskawszy informację, zapytał:
— Ale nie jesteś lesbijką?
— Tato, jestem.
Na co on:
— Ale jesteś szczęśliwa?
— Tak, jestem.
— Cholera, nie sądziłem, że czegoś takiego dożyję. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bo nie chciałeś wiedzieć.
— Ale przecież pytałem.
— Jak pytałeś? Przypomnij sobie pytania, które stawiałeś.
Marta Szarejko (prow. zbioru), Odwaga jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

emocje mogą zwieść na manowce,
ludzie mogą kręcić, kłamać. uczucia nigdy.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
— moja wina, moja bardzo wielka wina. jesteś winna. jestem winny.
wina. jej szukanie czyni nas odrębnymi jednostkami; samotnymi, borykającymi się z życiem bytami. zaprzecza temu, że jesteśmy współistniejącą świadomością. bardziej przeczuwam to, niż wiem.
— wina, proszę, dolej mi kochanie. za życie twoje, moje, nasze i za świat toast wznoszę dziś.
// po-superwizyjna perełka:
sytuacja w uzgodnionej rzeczywistości to tylko pretekst,
by zobaczyć wewnętrzną rzeczywistość, wewnętrzną historię na ten temat;
pretekst, by zejść głębiej.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wyobraź sobie. Nie śpiesz się.
Wyobraź sobie, że trzymasz w ramionach noworodka. Ludzkiego noworodka. I? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.
I? Jeden z wielu scenariuszy zamieniający nieudolnie uczucia na słowa:
— Witaj Kruszynko na tym świecie! Ten świat czekał na ciebie! Piękne życie, całe przed Tobą…
I nie śpiesz się. Wyobraź sobie tę scenę z Tobą w roli tej osoby, co ramiona dorosłe ma. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.
Co poczułaś? Miłość bezgraniczną? Wiarę w dobro życia i świata? Co poczułeś? Czuj! Czuj! Jeszcze bardziej. Jeszcze mocniej. Daj sobie czas.
A gdy masz już w sobie te czy inne wspaniałe uczucia, gdy masz ich świadomość, powiedz mi, dlaczego nie masz ich w takim natężeniu wobec siebie, swoich marzeń, Twoich najukochańszych Ludzi? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.
Przyszło do mnie, gdy na rehabilitacji pole magnetyczne owiewało mi kostkę. Bo wczoraj rodzili się. Franek, Piotruś i Basia. Basia, Piotruś i Franek.
Życzę Tobie i sobie, niech niosą nas właśnie te uczucia w naszych wspaniałych życiach!
Jabłoń:
(Bliźniaczej Liczbie przez telefon opowiedziała
o niebywale szybkim rozwiązaniu zagadki przez Sadownika)
Sadownik:
(po wszystkim, zadziwiony Drzewnym zdziwieniem dot. szybkości,
przy kolacji „sfilozofował”, „ugienderynił” i zgeneralizował)
Mężczyzna jest od tego, żeby znaleźć rozwiązanie,
a nie p o c z u ć rozwiązanie!
86. dzień. Przy kawie.
Jabłoń:
Mam dla Ciebie zagadkę.
Sadownik:
Nooo?
Jabłoń:
Na cięciu operacyjnym mam strip.
Ma on tam pobyć jeszcze tydzień.
To oznacza, że nie mogę iść pod prysznic,
a potwornie swędzi mnie skóra głowy.
Jak mam umyć głowę?
Sadownik:
To proste. Idź do fryzjera i podetnij końcówki.
*
87. dzień. Jabłoń s o l o. Taksówka. Fryzjer — nie tylko końcówki. Taksówka. A potem.
Jabłoń:
(pod domem dzwoni do Sadownika,
by asekurował wejście po schodach)
Sadownik:
(„zszedłowiony”)
Jabłoń:
Muszę szybko do domu.
Sadownik:
Co się stało?
Jabłoń:
But mnie dotyka. Nie obciera. Po prostu dotyka.
Dwanaście tygodni bez buta zrobiło swoje.
wpis przeniesiony 21.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kopytko. Spokojnie mogę powiedzieć: wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! Wiedziałam, że nauczy mnie wiele, dużo i jeszcze więcej. Uczyć mnie będzie tego, co najtrudniejsze i najprostsze jednocześnie. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie miałam pojęcia o zakresie i efekcie tych nauk. Czym innym są dla mnie teraz relacje, zdrowie, czas. Chylę czoła przed Relacjami, Zdrowiem i Czasem. Z wdzięczności za to, co mogę zobaczyć, usłyszeć, poczuć, wzruszam się do łez — moje życie jest Cudem.
*
To jest ta druga. Rozpoczęta natychmiast po pierwszej. Wróciła mnie do Sensu. Wpadła w me ręce przez przypadek, wróć!, przez Przypadek, we właściwym momencie, by pochylając się nad literkami, pochylić się nad mądrością doświadczenia „bezkopytkowego” już prawie kwartału.
Nie, nie trzeba umierać lub łamać nogi, by dać się dotknąć tej książce.
[…] zdrowie to coś więcej niż zarządzanie cholesterolem, ćwiczenia fizyczne i zdrowe odżywianie, a równie ważne jest nasze dobre samopoczucie psychiczne i duchowe.
*
Wdzięczność to najwyższy wyraz nadziei.
*
[…] brak kontroli działa wyzwalająco, jeśli tylko potrafisz się wyluzować i przyjąć tę koncepcję. Życie z nią prowadzi do ciekawości i zdziwienia, a to podstawa kreatywności i wewnętrznego rozwoju. […] Po prostu żyjesz, postępujesz najlepiej jak potrafisz i cieszysz się przynoszonymi przez życie chwilami.
*
Bywają dni, w których w twym sercu brakuje pieśni.
Śpiewaj mimo wszystko.
Emory Austin
*
Możesz mi tu pomóc?
*
Jeśli potrafisz pogodzić się z brakiem kontroli, to potrafisz zaakceptować wszystko, co się pojawia, i pogodzić się z tym, że z dalszej perspektywy czasowej nie wiesz, czy jest to dobre, czy złe. A wtedy nic nie wydaje się aż tak złe. Jak powiedziała Helen Keller, życie może być „odważną przygodą”, a wszystkie pojawiające się w nim wydarzenia — nauką.
Sam wybierasz świat, w którym żyjesz. Może to być miejsce strachu i niedostatku, a może — tajemnicy i kreatywności. Wybierasz złość na swoje i cudze niedoskonałości, czy podchodzenie do nich z wyrozumiałością? Twój świat zdominuje strach przed śmiercią czy radość życia? To proste.
*
Odkryłem też, że życie pełnią życia nie ma nic wspólnego z chorowaniem albo niechorowaniem.
*
To tylko percepcja. […] rzeczywistość dla każdego człowieka jest czymś innym. Gdy widzę kolor niebieski, tonie mam pojęcia, czy ty, patrząc na tę samą rzecz, widzisz to samo. Kiedy słyszę wypowiadane przez kogoś zdanie, to nie wiem, czy interpretujesz je tam samo ja. W kinie na tym samym filmie możesz mieć zupełnie inne przeżycia niż ja, a ja prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, czego ty doświadczasz.
*
Mając kilkanaście lat, myślałem, że „uświęcony” oznacza „nudny” — staroświecki, oschły, zakurzony. I z pewnością mało zabawny.
Teraz wiem, że „uświęcony” to tylko inne określenie na najszczególniejszy, a zatem najbardziej zabawny, najsensowniejszy, najintymniejszy, najbardziej erotyczny, najbardziej fascynujący, najbardziej zmysłowy, najbardziej ekstatyczny, najweselszy i najradośniejszy.
*
Zaufanie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy czujemy się bezpiecznie, możemy otworzyć serce przed drugą osobą, stanąć przed nią bez jakiejkolwiek zasłony i pokazać swoją bezbronność — na poziomie fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Kiedy otwieramy swoje serce na oścież i stajemy bezbronni, doświadczamy dogłębnej bliskości, która działa uzdrawiająco, sprawia radość, dodaje siły, rozwija kreatywność i wprawia w ekstazę. Poddajemy się komuś nie ze strachu, uległości albo słabości, lecz z mądrości i siły.
*
Jeśli szukam radości, zabawy i przyjemności, znajduje radość, zabawę i przyjemność. Jeśli szukam kłopotów, stresu i bólu, to je znajduję. Odkryłem, że jeśli co wieczór zapisuję lub mówię Kathy o trzech rzeczach, za które jestem wdzięczny, to z każdym dniem zaznaję więcej radości i przyjemności. Lęk i strach się rozpływają. Nauczyłem się także akceptować fakt, że czynniki powodujące stres stanowią nieodłączny element życia. I to zaakceptowanie przyniosło mi spokój.

*
[…] bliskość osiągamy tylko dzięki otwartości, a otwartość powoduje, że możemy zostać zranieni. Człowiek ma serce na dłoni. A wszystko inne to tylko muzyczny podkład.
Lee Lipsenthal, Ciesz się każdą chwilą, każdą kanapką,
przeł. Dariusz Bakalarz, MT Biznes, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niczym abstynent w sklepie alkoholowym,
niepalący w trafice,
cukrzyk w cukierni,
analfabeta w księgarni,
wybierałam rehabilitacyjne szpilki.
[przy nieocenionej pomocy Sadownika]

*
ale zanim, zaraz po wyjściu z klatki:
Sadownik:
Zobacz, magnolia już kwitnie!
Jabłoń:
(patrzy i natychmiast ma łzy w oczach)
Sadownik:
Co jest?
Jabłoń:
Nic, strasznie się wzruszam co chwilę.
Sadownik:
To coś ty połamała, mózg?
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jeśli tu zajrzeliście i nie uciekliście od razu, to znaczy że autorefleksja nie jest wam obca. Jeśli tu wracacie regularnie, to znaczy że refleksyjność być może jest waszym nałogiem. Nie jest dobrze, mógłby powiedzieć ktoś zorientowany rynkowo.
Ale może być dużo gorzej po przeczytaniu tej książki. Mnie ona zmasakrowała. To po cholerę ją czytałaś? — mógłby zapytać ktoś inny. Powody były trzy. Po pierwsze, czas na autorkę. Po drugie, które powinno być pierwszym, chciałam przenieść się ze świata wyjątkowo uprzywilejowanych, białych, dobrze funkcjonujących mężczyzn do ciut bardziej realnego świata, w którym nie wszystko idzie wymedytować i wypracować. Po trzecie, moim zdaniem ominięcie tej książki jest zamykaniem oczu.
To książka, do której w pakiecie trzeba mieć drugą, która będzie stanowić odtrutkę na straszność, która zrównoważy wściekłość i świadomość bezsilności wobec systemu, który dumnie nazywany jest Rzeczpospolitą Polską.
Szybciutko trzeba wziąć inną — gwarantującą wzruszenie — książkę, która dotknie, doprowadzi do dobrych łez, by nie abdykować z człowieczeństwa, wrażliwości i refleksyjności, by nie utknąć w stanie „nic nie mogę”, by nie przepraszać za swoje przywileje; by dzieląc się nimi, zmieniać to, co możemy zmienić wokół nas i w sobie.
Jestem przekonana, że polskie prawo nie chroni zgwałconych kobiet. Adwokaci zrobią z nich zwykłe kurwy, a prokuratura będzie się temu przyglądać. Politycy mówią, że w Polsce jest sprawiedliwość. Gdzie?
*
Gdy w instytucjach zamkniętych pojawiają się systemy wymuszania informacji i zdobywania haków w zamian za przywileje, to łatwo można zamienić więzienie w zwykły system mafijny.
*
W wieku czternastu lat dostałem aparat słuchowy, operacyjnie zlikwidowano mi oczopląs, parę lat później wszczepiono jeszcze implant do ucha. Po raz pierwszy usłyszałem śpiew ptaków w naszym lesie. Nie da się opisać, co czułem. Zrozumiałem, że całe dzieciństwo spędziłem z dala od tego, co w życiu najpiękniejsze. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Beethovena, to cały w środku drżałem.
Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy,
Świat Książki, Warszawa 2016.

Koniec i basta! Łóżko dzienne zlikwidowane.
Tadam! Pierwsza kawa w hamaku wypita.
*
Jabłoń:
(ućwiczona i upracowana okrutnie)
Mam dość, poproszę obiad do łóżka
i odcineczek filmu.
Sadownik:
Nie da rady!
Jabłoń:
???
Sadownik:
Moja żona zarządziła jakiś czas temu,
że w sypialni się tylko śpi lub kocha.
*
Już! Szew pooperacyjny wyjęty.
Voilà! Od jutra dwa — z tej samej pary — buciki na nogach.
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik nie rozumie tej miłości. Jabłoń kocha ilustrowane książki dla dzieci, choć prawdą jest, że kocha miłością wybredną.
Dzięki Szpagacikowi, w majestacie prawa buszuję w książkach 8+. Ta utorowała sobie drogę do Przytuliska tytułem i kreską na okładce — nie zastanawiałam się ani minuty nad jej kupnem. A gdy przyszła — bo dzięki Szpagacikowi grany jest też papier — z każdym zdaniem, z każdą stroną miałam coraz bardziej rozmigdalone oczy.
Drugi tydzień wydzielałam sobie troszkę słów i obrazków, by starczyło na jak najdłużej. I śmiałam się, i w zadumę i w zachwyt wpadałam, taplałam się w pojawiających się uczuciach i tych dorosłych, i tych „dzieckowych”.
Ta książka to nie książka, to nie baja, nie opowieść! To jest Mistrzostwo Świata pod każdym względem — i tekst, i bohaterzy, i losy, i ilustracje tylko do kochania i… wracania. Skończyłam, ale i zaczęłam jeszcze raz.
A Sadownik? Gepardzica stwierdziła, że może jeszcze po prostu jest za młody na tę książkę. Nadzieja jest, może dojrzeje. Ale żeby sprawa była jasna, nie musi, nie sprzykrzy się Jabłoni.
— Wiewiórko, czy ja ci się kiedyś sprzykrzę?
— Ty? — odpowiedziała wiewiórka. — No coś ty.
Mrówka umilkła, a po chwili powiedziała:
— Przecież to możliwe.
— Nie — upierała się wiewiórka. — To niemożliwe. Jak miałabyś mi się sprzykrzyć?

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)
Mrówka i wiewiórka milczały i odpoczywały od samych siebie. Od czasu do czasu wzdychały, marszczyły czoła i zjadały parę orzeszków bukowych oraz odrobinę miodu.
*
— A tak właściwie, to jak się spada z wierzby? — zapytała wiewiórka.
— Twardo — odpowiedział słoń. — Ale z dębu jeszcze twardziej.
— A z topoli?
— Z topoli…? Szczerze mówiąc, nie wiem — odparł słoń.
Skoczył na równe nogi. Wiewiórka zdążyła jeszcze powiedzieć:
— Nie chodziło mi o to, żebyś…
Ale słoń już wspinał się na topolę i chwilę później spadł z jej czubka. Rozległ się potężny łomot, którego echo jeszcze długo rozbrzmiewało wokoło.
Zaniepokojona wiewiórka pochyliła się nad leżącym słoniem. Na jego czole pojawił się ogromny guz. Ale on wyszeptał:
— Rewelacyjnie, wiewiórko… Spada się rewelacyjnie.
*
— Kto tam? — zapytał [Kozioróg].
— Ja — odpowiedział głos. — Świerszcz.
Drzwi się otworzyły, ale nic widocznego nie weszło do środka.
— Gdzie pan jest? — zapytał kozioróg.
— Jestem tylko głosem świerszcza — odrzekł głos. — Reszta przyjdzie za chwilę.
Kozioróg głęboko westchnął. „Robota” — pomyślał.
Wkrótce do środka przeniknął zapach świerszcza, a wiatr przywiał na dywanik jego czułki, szczękę i korpus.
Po chwili w pokoju zrobiło się niespokojnie. To myśli świerszcza, jedna po drugiej, wlatywały do środka.
— Wybuchnąłem — oświadczył głos.
— No tak — powiedział kozioróg.
— Może mnie pan poskładać?
*

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)
Toon Tellegen, Nie każdy umiał się przewrócić,
przeł. Jadwiga Jędryas, ilustr. Ewa Stiasny,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Siedziała na krześle obitym skóropodobnym materiałem. Nóżkami nie sięgała podłogi. Przed nią na stoliku deser lodowy w pucharku. W dłoni miała długą łyżeczkę. Obok, po jednej stronie mama, po drugiej babcia. Nabrała łyżeczką słodyczy i, bach, nią wprost w usta swojej mamy. Dziewczynka z pucharkiem i łyżeczką. Na oko mogła mieć pięć lat. Stała się moją Nauczycielką Życia.
Zaniemówiłam z zachwytu. Pojawiła się we mnie myśl, granicząca z pewnością nieznoszącą sprzeciwu, że każdy z nas w każdej chwili ma jakieś przywileje, którymi może się podzielić. Dziewczynka miała deser i sprawne ręce — podzieliła się. Podzieliła się tak pięknie!
Dzielmy się. Bo zawsze coś mamy.
*
David Garrett, Viva la vida.
[suplement pikselowy: 28.10.2021]

dobre życie jest
dzieleniem się swoimi przywilejami.
Odkryłam. A jak? To za chwilę tu.
Odkryłam. I niesie mnie ta prawda.
nie zapominaj o tym, proszę.
szepcze Drzewko Jabłoni do uszka wprost.
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Życie nie jest dla mnie biznesem. Relacje nie są aktywami, pasywami, nie podlegają dywersyfikacji, bywają ryzykowne, ale nie stanowią ryzyka. Mniej lub bardziej umiejętnie wchodzę w relacje, a nie inwestuję w nie, czy nimi zarządzam. To powoduje, że chwilami, przy kilku zdaniach tej książki wykręca mnie na lewą stronę — rozumiem, że taki styl, metafora, ale jednak nie.
Obrzydliwością jest wykorzystanie konkretnych nazwisk — żywych lub całkiem martwych już ludzi — nie mam zielonego pojęcia po co, poza pompowaniem autorskiego poczucia ważności. Fuj!
Reszta jest już czystą przyjemnością — pogaduchy dwóch mężczyzn (co mi to przypomina) — kilka, kilkanaście perełek w postaci zdań, akapitów, historii. Książka nie ukrywa prawdy — mówi wprost: praca, praktyka, praca, praktyka… inaczej się nie da i tak już do końca życia. I za to cenię sobie te spisane męskie spotkania.
[…] „znajdź w sobie karła”, bo on mieszka gdzieś po tej drugiej stronie. I razem z nim buduj olbrzyma. Ten karzeł może być prowadzony za rękę z najgłębszym współczuciem, które we mnie tkwi. Znajdując w sobie karła, mogę znaleźć w sobie bardzo głęboko ukrytą wewnętrzną moc, dobro, współczucie czy wrażliwość.
*
Gdy odkrywasz, że byłeś NIEOBECNY — ODZYSKUJESZ przytomność.
*
[…] wciąż chcę się uczyć, oduczać i uczyć na nowo.
*
[Sokrates] był już gotów iść na spotkanie, ale jeszcze przed wyjściem zapytał ucznia: „Tylko odpowiedz mi na pytanie, jako KTO idziesz do Protagorasa i jako do kogo?”. „A jakie to ma znaczenie?” — pyta uczeń. Sokrates na to: „Bo wiesz, jeżeli chcesz od kogoś nauczyć się, jak śpiewać piosenki, to możesz w każdej chwili wyjść z lekcji i po chwili zapomnisz piosenkę. Jeżeli próbujesz jakiejś potrawy, możesz w każdej chwili od niej wstać i już nie będziesz jej smakował. Natomiast jeśli ktoś uczy cnoty, to wystarczy, że na chwilę się otworzysz, a jedno wypowiedziane zdanie może zmienić cały twój umysł. Pytam więc, czy jesteś gotowy, żeby pójść do niego jako uczeń do mistrza i aż tak się otworzyć? Czy być może jako gospodarz Ateńczyk i przywitać go jako gościa?”. Pytanie „jako kto?” i „jako do kogo?” przychodzisz pozostały ze mną do dziś.
*
[…] liczy się każde słowo.
*
„Zaraz, zaraz, czego ja się mogę z tej sytuacji nauczyć? Czego potrzebują inni, co może dalej z tego wyniknąć. Czasem mam przecież ochotę komuś powiedzieć: „Głupstwa gadasz!”, albo coś jeszcze gorszego. Ale biorę oddech, przekładam zwrotnicę i pytam: „Jak do tego doszedłeś?”. Jest różnica? Mała, ale znacząca, bo otwiera przestrzeń do dalszej rozmowy.
Jacek Santorski, Jarek Szulski, Siła spokoju, którego nie ma,
Burda Publishing Polska, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wczoraj. 80. dzień. Pierwszy przepełniony poczuciem, że zdrowieję, że jestem coraz bliżej dwóch takich samych bucików; w jednej dłoni laseczka, w drugiej smycz, na końcu której Heniutka i deszcz, i wiatr.
Tylko osiemdziesiąt dni trzeba, by zaczynać życie od nowa. Zaczynać z nadzieją, że nie przegapię ważnego i najważniejszego. Zaczynać z wdzięcznością wobec Tych, którzy pomogli mi tę cholernie trudną drogę prze-być. Zaczynam.

To dla mnie ogromny przywilej.
Sadownik:
Kocham cię.
Jabłoń:
Dziękuję.
(zadumała się)
A Ty czujesz się kochany?
Sadownik:
W sumie… nie sprzątasz, nie gotujesz, nie pierzesz, brudzisz…
możesz po męsku [okazać miłość]… nie musisz mówić,
wystarczy, że zrobisz.
(puścił wielkie oko, gdyby drzewny moduł poczucia humoru nie zadziałał)
pierwszy dzień,
pierwsze świętowanie,
pierwsza kawa
we wspaniałym ludzkim towarzystwie.
bez śruby.

wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ankietę dla anestezjologa wypełniałam wczoraj. Przy każdym pytaniu zaznaczyć: tak/nie. Powagę chwili, mieszankę strachu, spokoju i lęku, wielogodzinny głód unieważnił na chwilę śmiech, którym ryknęłam po przeczytaniu pytania:
czy pan(i) jest w stanie wejść na drugie piętro bez zatrzymywania się?
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wracaliśmy. Ze sobą. Do siebie. Do naszego życia. Do Przytuliska. Z każdym kilometrem bliżej Domu. Ja z każdym kilometrem z większą świadomością, że ta Książka wciąż mnie trzyma — niczym dłonie, które za chwile podrzucą gołębia do lotu.
Wracaliśmy. Zastanawiałam się, które słowa pozostaną ze mną na dłużej. Na moje dalej, szerzej i bardziej. Już wiem. Te, o tu, poniżej.
W uciekaniu […] nie ma nic wyzwalającego.
*
[…] żaden zakaz nie zabroni ludziom uczyć i myśleć.
*
„Bycie uczniem to nie podążanie śladami i drogami tych, którzy byli przed nami, lecz szukanie tego, czego szukali oni” — kontynuowała [Joan Chittister], nawiązując do słów japońskiego poety Bashō.
Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)
znane miejsca, ale nie mój świat — powiedział.
niełatwe doświadczenie. zadumaliśmy się. w stylu naszego świata.
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ta Książka kontaktuje z powołaniem, które niekoniecznie musi być związane z religią. Jak świadczą życia wielu wypowiadających się Kobiet, powołanie to nie szybka ścieżka do sukcesu, to ciężka praca, zaangażowanie i kucie w społecznych skamielinach myślowych bez gwarancji bajkowego zakończenia. Jest konkretna robota do zrobienia — dla nas, dla innych, dla kolejnych ludzkich pokoleń — by przeciwdziałać istniejącej wokół nas ilości niekoniecznego cierpienia. Jest robota do zrobienia — dla mnie, dla ciebie już dziś. Ta książka rozpala ogień i pozostawia ze znakiem zapytania: co karmi moją duszę? na co chcę mieć wpływ? Wielkanoc jest dobrym czasem dla tych pytań, by nie pozostały bez odpowiedzi.
Można pozostać na idealistycznym poziomie fantazji o kobiecej receptywności i otwartości na życie albo rozmawiać o ciele takim, jakim go doświadczają kobiety.
*
Teoria gender uczy też, że musimy być podejrzliwi wobec własnych wyobrażeń o tym, co znaczy być mężczyzną i kobietą, oraz wobec ról, jakie na tej podstawie zadało nam społeczeństwo i Kościół. W tym sensie krytyczne spojrzenie na tradycję oraz praktykę społeczną i kościelną może być wyzwalające. „Jakim prawem współczująca miłość, szacunek czy opiekuńczość mają być uznawane za cechy kobiece, a nie po prostu ludzkie?” — pyta Elizabeth Johnson. „Dlaczego siła, władza, racjonalność mają przynależeć bardziej do mężczyzn niż do ludzi, włączając w to kobiety?”
*
Geniusz i tajemnica kobiety, jej piękno, intuicyjność i relacyjność oraz komplementarność płci. Bardzo to pięknie brzmi, ale czy odpowiada rzeczywistości? Geniuszu kobiety i komplementarności nie oszczędzają katolickie feministki. Wiele tuszu zużyto już na druk ich krytycznych opinii. Nie tak dawno amerykańska zakonnica, siostra Sandra Schneiders, oburzała się, kiedy na watykańskiej konferencji prasowej „tańczono” wokół tych terminów. „Najwyższy czas przyjąć do wiadomości, że słowa te, i inne należące do tej samej grupy językowej, są kodem oddającym teorię i program seksualnego apartheidu i kobiecego poddaństwa w Kościele — pisała w „National Catholic Reporter”.
*
Zamiast więc rozwijać poetycko stereotypy, moglibyśmy budować partnerską antropologię, która wzbogaci obraz i mężczyzn, i kobiet. A może kobiety opowiedziałyby o sobie same?
*
Prokreacjonizm krytykowany przez Gudorf skupia się na samym akcie seksualnym i jego potencjalne biologicznym, a nie na godności i dobru uczestników. Amerykańska teolożka nazywa moralnym minimalizmem sytuację, w której cnotą seksualną jest unikanie aktów zamiast skupiania się na konstruowaniu relacji seksualnych, które są sprawiedliwe i dają poczucie bycia kochanym, dzięki czemu wspierają osobisty i społeczny rozwój człowieka. Przypomina też o problemie przemocy seksualnej, wspominanym w tekstach i kazaniach dużo rzadziej niż kwestia antykoncepcji.
*
„Katolicy pytają, jak mogę być [Tina Beattie] feministką. Feministki pytają, jak mogę być katoliczką”. „I co odpowiadasz?” — dopytuję. „Ale są przecież katolickie feministki” — tłumaczy. „Może w Polsce jeszcze nie tak wiele. W jakimś sensie chciałabym obnażyć antyintelektualizm świeckiego feminizmu, który odmawia brania religii na poważnie. Wiele inteligentnych kobiet na całym świecie łączy feminizm ze swoją religijną wiarą. Kiedy świecki feminizm odmawia dostrzeżenia tego, też jest winny nietolerancji. Jest niemal lustrzanym odbiciem watykańskiego języka wykluczenia i kontroli”.
Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

(w środę wielki dzień, wyjmujemy operacyjnie śrubę)
Jabłoń:
(o planach poświętnych)
Wracamy w poniedziałek, bo
we wtorek muszę zrobić jeszcze ekg.
Zkemi:
A po co? Przecież ty nie masz serca.
Jabłoń:
(kocha Zkemi już prawie dwadzieścia lat)
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nie wiem, czy żyję dostatecznie długo, czy może czytam dostatecznie dużo, by otworzyć książkę i znaleźć w niej inne książki, które czytałam, które lubię, pamiętam, do których wracam i cenię ogromnie. Tak czy inaczej to bardzo przyjemne, gdy tak się dzieje, a dzieje się co krok.
Pamiętam. Kraków. MOCAK. Wystawa. Pierwsze dzieło i nic już nie było takie jak wcześniej. I czytałam dziś w nocy, że nie tylko mnie przemieniło to dzieło. Przyjemnie było o tym czytać.
[Benedyktynki z Erie], które pod przewodnictwem swojej ówczesnej przełożonej, Joan Chittister, jadą trzema autokarami do Cleveland na słynną feministyczną wystawę Judi Chicago The Dinner Party, brzmią nieprawdopodobnie, ale tak właśnie było. Za pomocą trójkątnego stołu i nakryć symbolizujących konkretne trzydzieści dziewięć kobiecych postaci historycznych Judy Chicago postanowiła pokazać historię kobiet. Na talerzach leżały obiekty przedstawiające stylizowane waginy. Chittister była tak zachwycona, że na wystawę przywiozła cały swój klasztor. Rok później na krajowym spotkaniu benedyktynek prowadziła dyskusję o waginie jako budującym symbolu. Tak, to działo się naprawdę.
*
Ruch kobiecy jest naprawdę czymś absolutnie wyjątkowym i zmieniającym ludzką historię. Nie było wcześniej takiego momentu w historii, żeby na całym świecie, w różnych kulturach, religiach i kontekstach kobiety wyłaniały się jako przywódczynie i nauczycielki oraz przemawiały w debatach. Stąd głęboki lęk przed anarchią i tym, że starożytne role i dotychczasowe ustalenia dotyczące płci zostaną naruszone.
Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ta książka. Audycja o niej. Rozmowa z Autorką innej książki, dotykającej tego samego, obcego mi z wyboru, świata. Mówi miękko, mądrze, bez zacietrzewienia. Słyszałam o Jej książce, gdy wychodziła. Postanawiam ją przeczytać.
Polski katolicyzm przypomina mi zepsute trzy mądre małpki: nie widzi, nie słyszy, ale wiecznie moralizuje, poucza, do piekieł strąca — nieustannie gada starymi dziadami, co kontakt z rzeczywistością stracili we wczesnej młodości.
Czytam. Gdy napotkałam po raz pierwszy w tej książce na związek frazeologiczny: chrześcijańska teologia feministyczna, pomyślałam: oksymoron! A potem było i jest już tylko lepiej.
To najwspanialsza feministyczna książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Chylę czoła przed kobietami, które wierzą, że kościół może być czymś więcej niż tym, czym jest. Czytam więc powolutku, delektuję się świątecznie. Kobiety — wspaniałe kobiety spotykam na kartach tej książki. Wspaniałe pytania i odpowiedzi.
Szpagacik w tym roku idzie do komunii — dzięki tej książce nie będą mi się z tej okazji przewracać flaki. Tylko kobiety mogą zmienić ostatni bastion wiary w seksizm. Kobiety bezczelnie i śmiałe — uwielbiam.
„Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie, że jeśli mi się powie, kim muszę być albo co muszę zrobić, postaram się zrobić dokładnie coś przeciwnego” — mówi [Diana Hayes], wybuchając śmiechem podczas jednego z prowadzonych przez siebie wykładów.
*
[…] termin womanist (na polski tłumaczony najczęściej za Bożeną Umińską jako „kobiecystyka”).
Walker oparła ten termin o słowa womanism i womanish (kobiecy), oba funkcjonujące w społecznym obiegu i niekoniecznie pochlebne, określające kobiety nazbyt bezczelne i śmiałe. Intencją Walker było przez neologizm wyrazić odpowiedzialność i dorosłość, połączone z dumą z bycia kobietą oraz docenieniem i wyborem kobiecej kultury oraz kobiecości jako takiej.
Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)