niedziela, sierpnia 16, 2020

3911. Jadalne piłki golfowe

Wyjęcie książki z książki w moim przypadku to nudna oczywistość, wyjęcie muzyki z książki to dla mnie zmysłowa rozkosz, ale po raz pierwszy z niekulinarnych literek pozyskałam jadalną roślinę wraz z przepisem na jej przyrządzenie.

W naszym kręgu kulturowym nie mówi się kabaczek, mówi się cukinia, hoduje się ją w Małej Danii, pilnuje, by nie urosła zbyt duża i pała­szuje na wiele różnych spo­so­bów, ale o istnieniu okrągłej, jadalnej odmiany dowiedziałam się w połowie stycznia tego roku. Podpuściłam Białego Kruka, trochę pogrzebaliśmy w internetach (nie: rond de Nice, tylko banalnie: okrągła cukinia) i nasiona do Małej Danii szły. Musiał tylko jeszcze minąć odpowiedni czas na poprawę warunków meteo­ro­lo­gicz­nych, na sianie, wzejście, rozwinięcie liści, kwitnięcie i owocowanie.

Istniało ryzyko, że Barnes zmyślił, ale nie. Pierwszą degustację mamy za sobą. Wczoraj na kolację, gdy chłód zwrócił nam chęć do życia, delektowaliśmy się delikatnym, subtelnym smakiem jagód rond de Nice. Pisznnne! To potrawa dla koneserów, dziś wieczorem robimy dogrywkę.

Właśnie niezwykle bujnie i swawolnie dojrzewają kabaczki. Hoduję odmia­nę zwaną rond de Nice. Osobiście wątpię, czy można ją dostać w Anglii, gdzie preferujecie te długie, kutasowate w kształcie odmiany […]. Tym­cza­sem rond de Nice, jak sama nazwa wskazuje, mają kształt kulisty. Zbiera się je, gdy są większe od piłki golfowej, ale mniejsze od piłki do te­ni­sa, po czym gotuje krótko na parze, przecina na pół, polewa kropelką masła, oprósza czarnym pieprzem i zażywa się rozkoszy podniebienia.

Julian Barnes, Pomówmy szczerze, przeł. Katarzyna Kasterka,
Świat Książki, Warszawa 2019.
(wyróżnienie oryginalne)


fot. Autor(ka) nie do ustalenia.
[te są za duże na kulinarną orgię]

3910. 229/366

staraj się popełniać jak najmniej błędów w życiu — bzdura!

nie ma czegoś takiego jak popełnianie błędów w życiu. pamiętaj: jedyny błąd popełniasz, mając przekonanie, że istnieje coś takiego jak błędy w życiu, ich popełnianiestaranie się, by nie…

229/366

Mumford & Sons, If I Say.

and if I say I love you,
then I love you

sobota, sierpnia 15, 2020

3909. 228/366

milczenie* to nie karmiąca cisza.

nieobecność* jest formą obecności.

a dusza w hamaku.

228/366

____________
* à propos niełatwych więzów krwi.

piątek, sierpnia 14, 2020

3908. Zielnik (XV)

Tę roślinę, nie tylko z nazwy, znam dzięki, nomen omen, Saxifradze. Wiedziałam, że mam. Nie pa­mię­ta­łam gdzie. Cierpliwie przetrząsnęłam to i owo. Po dwóch dniach szukania… znalazłam! I cieszę się jak dziecko. Już wiem, że mam to zdjęcie dokładnie od miesiąca — też na mnie czekało.

Ta-kwitnąca-wytrwałość uczy mnie konstruktywnego uporu i pogody ducha. Niezły, a jednocześnie prze­pięk­ny, z niej Nauczyciel.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Saxifraga Caesia

Jabłoń:
(klik, klik…)
Skalnica seledynowa

3907. 227/366

granica. między słuchaj swojego ciała a folgowaniem sobie. cieniutka jest bardzo.

227/366

Lambchop, Is a Woman.

can you be sure
of anything you make
?

*

is a woman […]
more than it is
no more than it is

3906. Pogaduchy międzygatunkowe

Kudłata:
(kursuje za Białym Krukiem kuchnia–spiżarka,
spiżarka–kuchnia z maniakalnym uporem
i wiecznym labradorskim głodem w oczach
)

Biały Kruk:
Czemu mnie wąchasz?
Nie ma we mnie nic do jedzenia.

Jabłoń:
(zza ściany ryknęła śmiechem)

Kudłata:
(niezrażona tryska optymizmem, że
może jednak małe conieco… wysępi
)

środa, sierpnia 12, 2020

3905. 225/366

marzenia mieć — koniecznie te niemożliwe, z księżyca, nieracjonalne przynajmniej ciut. zwariowałaś? one mówią o tobie, mówią do ciebie — otwierają możliwości.

225/366

[suplement pikselowy: 26.08.2021]

3904. Oni

Nie ze swojego Miejsca Mocy, ale razem — Bliźniacza Liczba i Zalo łapią oddech. Tak bliscy, są blisko, a jednocześnie (fizycznie) boleśnie daleko.

Jest w tym zdjęciu coś… latarnia, skały, a może latarnia i skały? I gada do mnie każdy piksel: nie ustawaj! Przypomina o historiach, które za mną (dałaś radę, pamiętasz?), o tym, co jest teraz (jest dobrze!), o przyszłości — dasz radę!

Mogę tradycyjnie już napisać: pozostaję poruszona i tęskniąca — wyjątkowo mocno tęskniąca.


fot. Bliźniacza Liczba, fragment.

3903. Doczekanie

Długo czekały, choć od razu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie — dzikie dzwonki. Poza pięk­nem, samym w sobie, są metaforą, jak nie ustawać (wbrew logice) i mieć dobre życie pomimo nie­ule­czal­nej choroby — jak? tak właśnie!

Czekały, bo wciąż mi czegoś było brak, by dom­knąć tymczasową całość. Dziś w nocy już wiedziałam: mam, przyszedł do mnie brakujący element! I jest.

Co im każe tam rosnąć […]?
Saxifraga
[…]  nie dość, że żyją wbrew logice,
to jeszcze są tak kolorowe


fot. Saxifraga, fragment.

[…]  kobieta spojrzała na niego i powiedziała: — Rumi mówi, że rana jest miejscem, przez które wstępuje w ciebie światło.
     
[…]
     Rumi go przekonał
. […] Spojrzała na niego, spojrzała w swoje obliczenia, głośno westchnęła. — Joseph Campbell powtarzał: „Kiedy spadasz — zanurkuj”. Już czas. Musisz się w końcu dowiedzieć, kim jesteś.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

wtorek, sierpnia 11, 2020

3902. 224/366

wilegiatura, dzień czwarty. czytamy.
psy też są «niemożliwymi» osobami.

224/366

Niemniej nie znam żadnej pięknej rzeczy, która nie byłaby właśnie taka: obraz, rozkwitający kwiat, związek z drugą osobą — wszystko to jest przecież «niemożliwe».

*

Muszle, kamyki, lalki, liście, guziki, kwiaty, patyki, pla­sti­ko­we zwierzaki, łuski ryby, kryształy, pióra, wstążki, kości, mosiężne figurki, figurki szklane, maska demona, ości, ziarna, sztuczna szczęka.
     […]  Tysiące przedmiotów, którymi można wyrazić to, co dzieje się w duszy.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

3901. ONE trzy

Gepardzica:
(zdjątko, nieprzypadkowo przez siebie zrobione, przysłała)

(fot. fragment)

Jabłoń:
Bierę te Anioły, bo
wspaniałe piersi majom.

Gepardzica:
W ogóle mamy fajne cycki!

Kaan:
(nie polemizuje z tym, co napisała Gepardzica,
odpowiada na drzewny zachwyt
)
Nie chcę cię rozczarować,
ale to są dłonie.

Jabłoń:
(znana bliskim z oślego uporu w każdej kwestii)
Piersi!!!

poniedziałek, sierpnia 10, 2020

3900. 223/366

nie ma dobrej prasy Syzyf i wiadomo dla­cze­go. ale na granicy snu zoba­czy­łam w nim człowieka wielkiej nadziei i wiary, który co dnia z determinacją robi swoje. bo liczy się droga, jak mówi inna piękna tradycja.

223/366

*

Gdzie popełnił błąd?
     
[…]
     Pozbierał fragmenty tamy i zaczął od nowa
.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń, Agora, Warszawa 2020.

[suplement pikselowy: 12.08.2021]

3899. Prezentoczytanie

Jabłoń:
(wczoraj z uśmiechem od ucha do ucha
informuje Rodziciela, jednego z prezentodawców
)
Uprawiam prezentoczytanie.

Biały Kruk:
Nieważne, czym się bawią dzieci.
Ważne, żeby nie płakały.

*

     W Indiach wierzy się w to, że dźwięk podtrzymuje świat.
     
[…]
     W Indiach wierzy się w to, że życie żyje się po to, żeby zrozumieć.
     
[…]
     I nikogo tu nie obchodzi, w co wierzą inni. Przecież każda dusza ma swoją drogę
.

  Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

[…]   czy naukowcy, zupełnie jak żony, też się (nigdy!) nie mylą? Wszak, jak donosi pewien użytkownik internetu, Ojciec_Mateusz53, którego kompetencje i wiarygodność są dodatkowo wzmocnione przez całkowitą anonimowość: „nauka nie jest nigdy niczym dobrym, bo wprowadza tylko zamieszanie, a de facto jest bardzo ograniczona i ułomna, więc nie warto się nią posługiwać”. No bo — wtóruje mu Marcin B. na LinkedInie: „w czasach, gdy poziom zaufania do wszelkich badań, rankingów, sondaży jest niski, komu należy ufać? Chyba tylko zdrowemu rozsądkowi”. Zresztą — uzupełnia Lubie_maslo1234 — „po co dowody naukowe – wystarczy się po znajomych rozejrzeć, w rodzinie popytać, po mieście pospacerować”. No to rozejrzyjmy się, pospacerujmy po mieście, dokładniej rzecz ujmując: po dziewiętnastowiecznym Wiedniu.

Janina Bąk, Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.

niedziela, sierpnia 09, 2020

3898. 222/366

kończy się tydzień przemocy. przemocy, której nadejścia w poniedziałek nawet nie przeczuwałam. niech jutro zacznie się lepszy dla nas czas, niech!

222/366

*

Kaan:
Od wczoraj myślę inaczej o strachu.
Bo ważniejsze od strachu jest
to, czego się boimy. Tak jak
od bólu istotniejsza jest choroba.

3897. Czytana tam (II)  // Trzecia z trzech

Czytana tam, musiała uleżeć się kilka dni. Fusy wrażeń musiały opaść. Ta książka mnie zdziwiła i nie zdziwiła wcale. Dziwiła podczas czytania — jak dobrze, że nie była to pierwsza przeze mnie czytana książka Autora. Nie zdziwiła wcale, gdy ją skończyłam i oddaliłam się od niej na kilkadziesiąt godzin.

Kilkudziesięciu godzin potrzebowałam, by zrozumieć mądrość, którą ta książka dla mnie kryła. Cały Autor!

     Czyta panienka książki?
     Tak.
     Proszę tego nie robić.
     Nie?
     Czy w tym domu widzi panienka jakieś książki?
     Nie, w rzeczy samej, jeśli się zastanowić, to nie.
     Właśnie. Nie ma książek.
     Dlaczego?
     Rodzina pokłada ufność w przedmiotach, w osobach i w sobie samych. Nie widzi potrzeby, by uciekać się do półśrodków
.

*

Nie śpieszyła się, czekała, aż właściwe gesty same nadejdą, pojawią się jak wspomnienia, niespójne, ale precyzyjne w każdym szczególe.

*

Łączyły ich pociąg do niedokończonych zdań, zamiłowanie do pewnego rodzaju światła i obojętność wobec ciasnoty umysłu.

*

[…]  ustąpiłem, gdy zrozumiałem, że zdania przemawiają do mnie, tylko jeśli pozwolę im swobodnie płynąć […].

*

[…]  kochać się to bez ustanku szukać takiej pozycji, w której można się stopić z drugą osobą, pozycji, która nie istnieje, ale istnieje szukanie, i sztuką jest wiedzieć, jak to robić.

*

Ciekawe, ile nocy trzeba spędzić, żeby stać się taką kobietą. I ile dni stracić. Lat. Dolała sobie wina. Raz się żyje.

*

Nawet wtedy, kiedy z pozoru uczą, jak być silnym i rezolutnym, a właściwie przede wszystkim wtedy, kiedy uczą siły i rezolutności, w rzeczywistości przekazują strach, bo wszystko, co według nich mocne i rezolutne, jest niczym innym jak ich lekarstwem na strach, często na pewien szczególny, określony strach.

*

Trudno przedrzeć się przez trzy lata milczenia i rozłąki. Wytworzyła się między nimi taka odległość, że Syn od dawna przestał być dla Panny młodej łatwo dostępną myślą, wspomnieniem czy uczuciem. Stał się miejscem. Enklawą skrytą w krajobrazie emocji, którą nie zawsze dało się odnaleźć. Często wyruszała, żeby do niej dotrzeć, lecz po drodze się gubiła. Łatwiej by jej było, gdyby dysponowała jakimś fizycznym pragnieniem, którego mogłaby się uchwycić i wspiąć po ścianach zapomnienia.

*

     Czego najbardziej panu brakuje?
     Oprócz snów?
     Oprócz snów.
     Snów na jawie.
     Wiele ich było?
     Tak.
     Zrealizował je pan?
     Tak
.

*

Idiotyzm, powinienem był wyrzucić wszystko, co kobieta, którą tak bardzo kochałem, pozostawiła, ale jak, skoro rozstanie jest jak zatonięcie statku, na wodzie pływa mnóstwo różnorakich rzeczy. Nie da się tak naprawdę wszystkiego sprzątnąć. Czegoś musisz się uchwycić, kiedy brakuje sił, by płynąć dalej.

*

[…]  kiedy zaprowadzasz ład na świecie, nie ty, lecz on decyduje, jak szybko się to stanie.

*

Przez cały czas patrzyłem na nią i szukałem w myślach nazwy na tę cienką powłoczkę, jaka pozostaje na kobietach, które kiedyś kochaliśmy, ale z którymi tak naprawdę się nie rozstaliśmy, nie nienawidziliśmy czy walczyliśmy, lecz zwyczajnie się oddaliliśmy. Nie powinno mnie to specjalnie obchodzić teraz, kiedy już na wszystko brakuje mi nazw, rzecz w tym, że z tą nazwą mam niewyrównane rachunki, bo umyka mi od lat.

*

Południe reorganizuje priorytety. Zmienia się podejście do problemów — rozwiązywanie ich nie jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy. Dlatego przez chwilę spacerowałem, potem usiadłem w porcie na niskim murku, a na koniec zacząłem obserwować przypływające i wypływające łodzie.

*

Dlatego teraz wiedziała, że nie ma wielu losów, lecz jest jedna historia, a jedynym dokładnym ruchem jest powtórka.

Alessandro Baricco, Panna młoda,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

sobota, sierpnia 08, 2020

3896. 221/366

wilegiatura, dzień pierwszy. szpitalną wylinkę zrzucić, obrazy przemocy strukturalnej spod powiek usunąć. dojść do siebie.

221/366

3894. Czytana tam (I)  // Druga z trzech

[K]lik, klik i […] dowiedziałam się, że mam zaległości czytelnicze (nomen omen, trzy!) — napisałam, po przeczytaniu pierwszej wiele miesięcy temu. Dlaczego nie wzięłam zaraz potem do ręki drugiej i trzeciej, nie mam pojęcia.

Gdy kończyłam powieść, która testowała moją cierpliwość, wiedziałam — ku własnemu zdziwieniu — że chcę powieść, powieść męską dłonią nakreśloną, chcę i już! Szybko przypomniały mi się włoskie zaległości.

Druga z trzech była pierwszą połkniętą z rozkoszą w tamczasie. Nie znam innego pisarza, który potrafi uchwycić w słowa drżenie życia wewnętrznego człowieka. Pomysł na fabułę fantastyczny i od początku do końca wyłącznie rozkosz, która za nic miała szpitalną pande­rze­czy­wi­stość.

     — Nie, nie o to chodzi, po prostu nie chciałbym jej urazić. Koniec końców mówimy o pieniądzach w zamian za nagie ciało.
     — Jasne, jeśli tak pan to widzi…
     — Tak
jest.
     — Nieprawda. Tylko taki zakompleksiony purytanin jak pan może ująć to w takich sposób.
     — A zna pani lepszy?
     — Jasne.
     — Słucham.
     — „Czy w zamian za pięć tysięcy funtów pozwoli się pani oglądać przez trzydzieści dni, czas niezbędny, bym mógł przelać na papier pani tajemnicę?”. Nie takie trudne do powiedzenia. Niech pan poćwiczy przed lustrem, pomaga.
     — Pięć tysięcy, sporo.
     — Co, znowu pan zaczyna?
     Jasper Gwyn popatrzył na nią z uśmiechem i wielką sympatią. Przez chwilę myślał, że z nią wszystko byłoby prostsze, doskonały początek nowej pracy.
     — Niech pan da spokój, za stara jestem. Nie powinien pan zaczynać z kimś starym, to zbyt trudne.
     — Pani nie jest stara. Pani nie żyje.
     Starsza pani wzruszyła ramionami.
     — Umieranie to tylko szczególnie precyzyjny sposób starzenia się
.

*

Co jakiś czas w głosie starszej pani pojawiał się nauczycielski ton. Owa szorstkość, z jaką podchodzi się do spraw, które leżą na sercu.

*

Nagle zrozumiała, a spadło to na nią jak grom, bo czasami tak piorunują nas rzeczy, które rozumiemy długo po czasie, choć zawsze mieliśmy je przed oczami, wystarczyło tylko dobrze się przyjrzeć.

*

Zatrzymujemy się na myśli, że jesteśmy postacią uczestniczącą w jakiejś przygodzie, dajmy na to zwyczajnej, a powinniśmy zrozumieć, że jesteśmy całą historią, a nie tylko jedną postacią. Jesteśmy lasem, po którym ona chodzi, złym bohaterem, który ją oszukuje, chaosem wokół, napotkanymi ludźmi, barwami, dźwiękami.

*

Patrzył na nich. Przez długi czas. Aż w końcu dostrzegał w nich historię, którą byli.

*

     — Kiedyś mi powiedziałeś, że wykonanie komuś portretu to sposób na to, by go sprowadzić do domu. Czy to prawda?
     — Tak, coś w tym stylu.
     — Sposób, by sprowadzić go do domu.
     — Tak
.

*

Potem siedzieli przez dłuższą chwilę w milczeniu, każde zatopione we własnych myślach, jak para, która kocha się od tak dawna, że nie musi już rozmawiać.

*

     — Nie bądź gamoniem.
     — Nie będę.
     — Czy już ci mówiłem, że cię kocham, brachu?
     — Dzisiaj jeszcze nie.
     — Dziwne
.

*

Do czego jesteśmy zdolni, pomyślała. Dorastamy, kochamy, rodzimy dzieci, starzejemy się — będąc jednocześnie również gdzie indziej, w czasie zatrzymanym przez nieotrzymaną odpowiedź czy niedokończony gest. Ileż ścieżek pokonujemy i w jak różnym tempie podczas pozornie jednej podróży.

*

Bo to nie są jakieś czary-mary. Porównać to można do przejścia przez pustynię albo wspięcia się na górę. Nie można tego dokonać w salonie […].

Alessandro Baricco, Mr. Gwyn,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

Pięknie tu, powiedziała starsza pani w wodoodpornej chustce na głowie.

*

To nie może się udać, powiedziałaby pani w wodoodpornej chustce.
     Ale świat jest dziwny i się udało
.

(tamże)

3895. Chrystus stoi za nami murem!

Kopernik złożyła zawiadomienie do prokuratury albo (źródła nie podają zbyt precyzyjnie) osobiście udała się na komendę, by donieść, że została zbez­czesz­czo­na — jakie pięknie szeleszczące patriotycznie słowo! W jej ślady pobiegła warszawska Syrenka, bo poczuła się zbrukana. Wytrzymałam oba te fakty, nie zabierając głosu.

Gdy jednak dziś jakiś prawicowy pionek powiedział, że sprofanowano symbol religijny, jakim jest Chrystus, dokonał się akt obrazy moich uczuć religijnych i głos muszę zabrać. Symbolem religijnym to może być smoleński wrak, gest Lichockiej czy kłamstwa Pinokia, a Chrystus żadnym symbolem nie jest. Chrystus na jednej ławeczce z Buddą siedzą i nie mogą uwierzyć, że ludzie ludziom piekło w XXI wieku urządzają jak za starych „dobrych” czasów, nie pamiętając o historii, która się z nimi łączy.

Gdyby dziś zstąpił z nieba, sam rozdawałby tęczowe flagi i stał w jednym szeregu z tymi, którzy żądają równych praw dla wszystkich ludzi (jeśli ze zrozumieniem czytać Pismo Święte). Nie zmieniłby tego fakt, że uczucia religijne rządzących w tym kraju są delikatniejsze od uczuć kogokolwiek innego i z tego powodu (znów patriotyczny szelest) szczuje się bardziej prawych na tych, co im się praw zupełnie bezprawnie (zdaniem tych bardziej prawych) zachciało.

Choć prawa człowieka w tym kraju wydają się konstrukcją prawną należącą się wyłącznie białym­-heteroseksualnym­-mężczyznom­-aktywnym­-seksualnie­-kato­likom, są niezby­wal­nym prawem każdego człowieka, również kobiet, dzieci i osób 2SLGBTQQIA oraz kobiet i mężczyzn 2SLGBTQQIA, heteroseksualnych kobiet i dzieci, mimo że rządzącym od dziesięcioleci nie mieści się to w głowach.

To zdjęcie jest dla mnie zdjęciem roku 2020. We mnie budzi nadzieję.


fot. Marta Bogdanowicz / Spacerowiczka, źródło.

I nie daj zawłaszczyć Chrystusa polskim pseudokatolikom. Pamiętaj, że Chrystusem się bywa — może często, ale na pewno tylko na milisekundy — gdy dajesz coś z siebie, nie oczekując nic w zamian. Jak to? Tak to.

piątek, sierpnia 07, 2020

(3892+1). 217–220/366

szpital to… czekanie i bycie obdzieranym żywcem z godności. robią to młode istoty zaraz po uczelniach wyższych. uczą się sztuki, nim jeszcze trafisz na oddział.

217/366

szpital to… infantylizacja. na poziomie mistrzowskim: przy­trzy­ma pani rączkę, nie będzie bolało (wiadomo, że będzie), nie ma co płakać. a ja tę sześćdziesięciosześcioletnią kobietę, co płakała, kurwa, rozumiem.

218/366

szpital to… żołnierski ton i krzyk. jeśli masz trudność w wer­bal­nym udzieleniu odpowiedzi lub potrzebujesz na to czasu, jesteś przygłucha, trzeba się drzeć — proste! na neurologii, kurwa, naprawdę?

219/366

infantylizacja i żołnierski ton — jak ja bym chciała zobaczyć, jak te „narzędzia kontroli” używane są w pozaszpitalnym świecie z rów­nym sobie zawodnikiem. bardzo bym chciała i uśmie­cham się do tej fantazji — wyobrażasz to sobie? koń by się śmiał i śmiał, a ja patrzyłabym z lubością, jak ktoś dostaje w zęby (werbalnie lub niewerbalnie), bo mu się, kurwa, naprawdę należy!

220/366

[suplement 24.01.2026]
Szpitale, szpitale, szpitale. Gdy o nich myślę, to zawsze mam ciarki na ple­cach. To miejsce, które za każdym razem uświadamia mi, jak bardzo je­stem zależny od innych. Jak kruche jest moje zdrowie i życie. A także jak łatwo pozbawić mnie moich praw, a nawet człowieczeństwa.

Warto w tym miejscu pochylić się nad nielegalną praktyką wyrzucania opie­kunów osób z przewlekłymi chorobami z oddziałów, niemal siłowego odseparowywania nas od nich, co notabene nikomu nie służy. Ani pa­cjen­tom, ani personelowi medycznemu. Nasi opiekunowie często stanowią nie­ocenioną pomoc dla medyków, ułatwiają wzajemną komunikację, wspo­ma­ga­ją ciężką pracę pielęgniarek i pielęgniarzy. Jednak z jakichś bliżej nie­okre­ślo­nych względów (ambicjonalnych?) ich obecność jest nie­mi­le wi­dzia­na. Uznawana za coś nagannego, podważającego lekarski autorytet. Coś, do czego za żadne skarby świata nie można dopuścić. Jest to również eg­zek­wo­wa­ne w niezwykle brutalny sposób. Na porządku dziennym są groźby, kłamstwa, szantaż, krzyk. Opiekunowie w obliczu takiego po­stę­po­wania dają za wygraną, nie wytrzymują presji.

Tymczasem według prawa nikt nie może ich stamtąd wyrzucić ani tym bardziej oddzielić od osób, którymi od lat się opiekują. Niestety rzadko o tym wiemy, nie jesteśmy o tym właściwie poinformowani. […]  Prawa pacjenta nie pozostawiają tutaj jednak żadnych wątpliwości. Otóż: „Przez dodatkową opiekę pielęgnacyjną sprawowaną nad pacjentem małoletnim lub posiadającym orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, w pod­miocie leczniczym, o którym mowa w art. 33 ust. 1, rozumie się rów­nież prawo do pobytu wraz z nim przedstawiciela ustawowego albo opie­ku­na faktycznego”. Ten ustęp pokazuje czarno na białym, że wszelkie próby wypraszania opiekunów ze szpitalnych oddziałów są cał­ko­wicie bezprawne i nie powinny mieć miejsca.

Wojciech Sawicki, Życie na kółkach,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[suplement 5.06.2026]
[…]  po­dejście, utrwalające oddzielenie ciała od duszy i umysłu, sprzyja złe­mu traktowaniu chorych i ich odczłowieczaniu. Postawa ta, w połączeniu z opisaną wcześniej mentalnością podszytą chęcią dominacji, pokazuje, jak nonszalancko i bezceremonialnie można się z pacjentem obchodzić — ni­czym z jakąś maszyną — lub też jak można w jego obecności mówić o nim tak, jak gdyby go tam nie było.

Wobec lekarza zawsze jest się w pozycji kogoś słabszego: bo przecież cierpi się na mniej lub bardziej poważne schorzenie, kończące się niekiedy śmier­cią; bo przecież on dysponuje wiedzą, której nam brakuje, a jeśli w czyjejś mocy jest nas uratować, to tylko w jego; bo przecież my leżymy, a on nad nami stoi — jak zauważał [Pierre (1939–1988)] Desproges. Owa sytuacja bezbronności powinna jednak skłaniać lekarzy do okazywania pacjentom przynajmniej odrobiny życzliwości, nie zaś do skazywania ich na jeszcze większą bezradność.

Uderzające jest to, że medycyna skupia w sobie nadal wszystkie te aspekty nauki, które zrodziły się w epoce polowań na czarownice: jest w niej agre­syw­ny duch podboju i nienawiść do kobiet; wiara we wszechmoc nauki oraz tych, którzy się nią zajmują, a także w możliwość oddzielenia ciała od umysłu, w chłodną, wyzbytą jakichkolwiek emocji racjonalność.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

3892. Tam (XVII)




poniedziałek, sierpnia 03, 2020

3891. Skończona jeszcze tu

Czwarta z czterech skończona! Prawie dwa miesiące mi zajęła, przy czym większość tego czasu z doskoku. Czterdzieści procent książki czytałam przez pięćdziesiąt pięć dni z uporem wynikającym wyłącznie z faktu, że Autor w wywiadzie z 2019 stwier­dził, że to jest jego najlepsza powieść.

Żadnej książce w moim życiu nie dałam tak długo trwającej szansy. Dla równowagi ostatnie czterdzieści procent czytałam — nie! — pochłonęłam w zastraszającym tempie (niepełne dwa wieczory). Dobra książka, ale nie najlepsza Autora.

Lubię takie zakończenia, zachwyciłam się swoistą inkrustacją, jaką jest dla mnie rozmowa głównego bohatera z matką pod koniec (sic!) książki. Warto zajrzeć, ale dobrze, że nie czytałam jej jako pierwszej — nie dałabym rady, nie chciałoby mi się nawet dowiedzieć, że Autor uznał tę książkę za swoją najlepszą.

Dla mnie najlepszą pozostaje (bezapelacyjnie) Znajdź mnie — choć jeszcze wszystko może się zmienić, bo jedna powieść wciąż przede mną (mam ją zaznaczoną do upo­lo­wania).

Czy jej życie było zawszonym okopem udającym elegancki butik? Może — powiedziała. Niektórzy z nas spędzili w okopach całe życie. Niektórzy z nas zmagają się i żyją nadzieją, i kochają tak blisko okopów, że cali nimi cuchną.

*

[…] nasze ciała znają nas lepiej niż my sami […].

*

Starałem się stąpać jak najostrożniej. O ile jedna część mnie nie wiedziała, dokąd zmierzam, o tyle inna czuła, że celowo wkraczam na grząski grunt.

*

     — Szukam swojej gwiazdy. — Zmień temat, idź dalej, daj temu spokój, zasłoń się dymem, powiedz cokolwiek.
     — Więc teraz nagle mamy swoje gwiazdy?
     — Jeśli mamy jakieś przeznaczenie, to mamy też swoje gwiazdy
.

*

[…] nie boję się rozczarowania, boję się, że otrzymam coś, na co nie zasługuję, i nie wiedziałbym, co z tym zrobić, a już na pewno nie potrafiłbym o to codziennie walczyć.

*

     — Czyli jak: ty niby wiesz, czego chcesz?
     — A ty?
     — Chyba tak. Chciałem tego od samego początku i doskonale o tym wiesz.
     — Wcale nie. Pukasz do drzwi, ale sam nie jesteś pewien, czy chcesz, żeby ci otworzono.
     — A ty?
     — Ja nie pukam. Już sobie otworzyłam. Ale fakt, nie weszłam jeszcze do środka
.

*

Zostawiłam ci milion wiadomości, tyle że nie raczyłeś ich sprawdzić.
     Nie sprawdzałem właśnie z obawy przed tym, że żadna wiadomość nie będzie na mnie czekać
.

*

     — Nie wiesz, czy będzie jeszcze jakieś jutro?
     — A ty wiesz?
     — Niczego nie obiecuję.
     — Ja też nie. — Przemawiała przeze mnie buta.
     — Printzu, czasami sam nie wiesz, co wygadujesz
.

*

[…] nie miałem już nic do stracenia, żadnej godności, żadnej amunicji, ani kropli wody w tykwie, i czułem, że warto cisnąć resztki dumy w ogień, tak jak w bardzo zimny dzień przemarznięty ubogi poeta mógłby rzucić w płomienie swój manuskrypt, żeby się ogrzać, odnaleźć miłość, wzgardzić sztuką i pokazać przeznaczeniu coś takiego, że nieźle by się zdziwiło.

*

Oto były słowa, którymi odznaczał czas w tej prywatnej księdze, w której prowadzimy rejestr tego, co tracimy, co nam się nie udaje, jak się starzejemy, dlaczego dostajemy tak niewiele z tego, czego pragniemy, i czy nadal mądrze jest czekać na coś lepszego, bo przecież radzimy sobie z życiem danym nam do przeżycia i z tym, którego nie przeżyliśmy, i z tym, które przeżyliśmy połowicznie, i tym, które chcielibyśmy nauczyć się przeżywać, kiedy mieliśmy jeszcze czas, i tym, które chcielibyśmy napisać od nowa, gdybyśmy tylko mogli, i tym, o którym wiemy, że pozostaje i może na zawsze pozostanie nienapisane, i tym przeżytym lepiej i mądrzej od naszego, którego życzymy innym […].

*

Któregoś dnia przyjdę tutaj posprzątać, powybierać odłamki jej życia, jego życia — gorzej, swojego własnego życia. Bóg jeden wie, na co się natknę, czego nie jestem gotów znaleźć.

*

Czasami — mówi — nie chcemy już nigdy kogoś widzieć z obawy, że nadal nam na nim zależy. Albo innym na nas. Czasami odwracamy się od przeszłości i spoglądamy ze wstydem gdzie indziej. Ale niewielu z nas całkowicie o niej zapomina. Znajdujemy innych ludzi. Najtrudniejsze jest zacząć od początku z tymi resztkami, które nam za każdym razem pozostają.
     
[…]
     Gasi niedopalonego papierosa. Spogląda na mnie, a potem poza mnie.
     — Poznałam kogoś.
     Matka kogoś poznała
.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

[…]  powściągam podekscytowanie i uciekam do pokoju, żeby się opanować. Tymczasem nieznajomy bierze moje szybkie wyjście za obojętność albo gorzej — za arogancję. Ja chciałem, żeby wywabił mnie z sypialni, podczas gdy on chciał zobaczyć radość i wdzięczność. Kiedy wreszcie nie mogę wytrzymać i pytam kogoś, czy to prezent dla mnie, słyszę: „Pewnie tak”, ale gość już wyszedł i zabrał paczkę ze sobą.

*

[…] nigdy nie stańcie się widmami, znaczącymi swoje lata kolejnymi warstwami rdzy, póki nie zacznie się przez nie przesączać woda, a wy przemienicie się w zwykłe koryta, puste kadłuby uwięzione na mieliźnie po wielu złych zakrętach i płytkich zakolach, aż stracicie panowanie nad swoimi sterami i rdza nie będzie już całkiem wasza, i przestaniecie pamiętać, że kiedyś byliście statkami — to wasza podróż jest prawdziwa, nie moja.

(tamże)

3890. Zielnik (XIV)

Cywilizowana (na oko) obok półdzikiej udawała dziką. Czy rośliny mogą marzyć o byciu kimś, kim nie są?

Jeśli tak, ja je troszkę rozumiem — jako dziecko marzyłam o kręconych włosach i stu pięćdziesięciu centymetrach wzrostu. Nie mam ani jednego, ani drugiego — jestem nieporzeczką.

Ale, ale. Myślę, że i rośliny, i ludzie lubią wiedzieć, kim są. Dziewczyny ci pomogą — dałam znać roślinie.

Profesora Saxifraga:
Żeniszek meksykański

3889. Zielnik (XIII)

Półdzikie (na oko) z uporem maniaka udaje cywilizowaną roślinę. Pojedyncze kwiatki na długich nóżkach lubią być od siebie daleko. Testowały mnie i bezczelnie zapytały, jak im na imię. A ja nie wiedziałam i nie wiem.

Dziewczyny będą wiedzieć — poinformowałam zielsko.

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(narzędzie podsunęła i cyk)
Gaura biała
[29.01.2021]

3888. 216/366

     — mam dość — powiedziała. bólu i kalectwa. i walki z wiatrakami.

216/366

*

[…]  rozdrapywałem to w kółko, odłamek po odłamku, przyjmując prawdę w maleńkich dawkach, tak jak zażywa się truciznę, aby od niej nie zginąć.

*

     A mogłabyś mnie teraz po prostu pocałować i skończyć tę dyskusję?

*

[…]  jest tyle rzeczy, o które tak trudno mi poprosić, Claro, ponieważ prosząc o zwykłe, proste drobiazgi, ujawniam więcej, niż kiedy proszę o coś ważnego.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, sierpnia 02, 2020

3887. Oni

Apus i Oś — podziwiam obu, choć żadnemu prosto w twarz tego nie powiedziałam, bo o miłości nie tylko mężczyznom czasem głupio wspomnieć.

Apus oczami Autora dał się już poznać ciut bliżej. Który raz patrzę na ten świeżutki portret? Bez znaczenia, bo niezmiennie uśmiecham się na widok atrybutu pięć­dzie­się­cio­latka, tak delikatnie, ale stanowczo nakreślonego.


Oś.

3886. Jasny gwint!

Ona. Z niejedną Boginią (a nie tylko z Bogami) umie rozmawiać. Nudna trochę, bo od zawsze rozmawia wyłącznie o miłości. Na cokolwiek innego szkoda Jej czasu.

Gapię się na ten obraz od wczoraj. Gdyby musiał mieć tytuł — obrazy czasem zmusza się do posiadania tytułów — brzmiałby on: Miłość. I Bóg mi świadkiem, ile perspektyw skrywa. Hawk!


Kaan.

*

W sztuce chodzi o jedno: bezpośrednią rozmowę z Bogiem w Jego własnym języku, z nadzieją, że słucha.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

3885. 215/366

nieuleczalna choroba nie pyta: ogranicza, zabiera, anektuje. jednak nie jest w stanie pozbawić tego, co w naszym życiu jest dla nas samych naj­waż­niej­sze. już to wiem, dotarło do mnie, poczułam.

215/366

sobota, sierpnia 01, 2020

3884. Róbmy narodowcom falę!

Mitomance Terlikowskiej zawdzięczam od prawie pięciu lat profesora Obirka. Profesorowi Obirkowi (nie tylko) zawdzięczam powrót do znanego i lubianego hinduskiego jezuity Anthony'ego de Mello. W latach, gdy po niego sięgałam, nie miałam pojęcia, że był jezuitą, a że hinduskim i ciut wyklętym przez Watykan to dopiero u prof. Obirka przeczytałam.

Coś mnie tknęło w połowie przebudzonej żaby… klik, klik. O, TEGO nie znam! Klik, klik, mam. Jeszcze TEGO nie prze­czy­ta­łam i długo nie przeczytam, bo nie śpieszę się wcale, ale ten kawałek zrobił mi dzień, jakbyśmy powiedzieli w drugim najpolsko-patriotycznym języku ojczystym. Muszę mieć ten fragment pod ręką!

Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie klient, jest wyzdrowienie. On nie chce wy­zdro­wieć, chce doznać ulgi.
     Eric Berne, jeden ze znamienitszych psychiatrów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ujął to bardzo obrazowo. Prosił, żebyście wyobrazili sobie klienta, który jest zanurzony po nos w szambie. Tak, nazywał to płynnymi ekskrementami. I ten klient przychodzi do lekarza, i wiecie, co mu mówi? Prosi lekarza: — Czy mógłby pan mi pomóc, aby ludzie nie robili fal
?

Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 30, 2020

3883. 212/366

niech ten dzień wybrzmi pełnią.
niech gada do mnie. niech go usłyszę.

212/366

Michel Godard, Soyeusement.

3882. Szach i mat

Sadownik & Jabłoń:
(lubią zabawę w trudne pytania,
którą zwykle uprawiają w samochodzie
)

Jabłoń:
(poszukuje inspiracji w radzeniu sobie
z postępującym kalectwem fizycznym
)
Co byś powiedział komuś, kto ma tak jak ja?

Sadownik:
Zapytałbym: na czym ci zależy?

sobota, lipca 25, 2020

3881. Polska wierszem oglądana

Poleciałam na psa i kompozycję z okładki. Zbyt wiele sobie po ilustracjach obiecywałam i rozczarowałam się okrutnie: zbyt dużo detali, zbyt mało przestrzeni na domysły i emocje. Gusta i moje osobiste guściki, ale znalazłam dwa rysunki, które robią mi emocjonalną różnicę. Jestem więc na plusie, tylko muszę to jeszcze z Kaan przegadać, bo może nie doceniam czegoś, czego nie umiem dostrzec.

A wiersze? Pierwszy raz w życiu czytałam pisany wierszem komentarz do życia społecznego. Nie mam wątpliwości na kogo w drugiej turze wyborów prezydenckich głosował poeta. Nie spędza mu snu z powiek fakt, że długo jeszcze licealiści nie będą czytać jego wierszy, ale nas powinno to przynajmniej troszkę martwić.

A wydawnictwo? Jak zwykle na wysokości zadania stanęło. Papier, światło, przestrzeń — wszystko to w tym tomiku jest.

Zło odejdzie i będzie
wymienione na zło.
I wtedy powiedzą:
zawsze byli przeciw
temu złu, co odeszło.
Nowe zło jest lepsze.
Ale o co ci chodzi
?

*

Polska dziesięć
Albowiem trzeba się bać. Twarz ma
przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą.
Twarz ma w odwiecznym grymasie
jak u rodzącej kamień. Jak u
piszącej esemesa w nieznanym języku.

I trzeba się bać. Teraz miłość jest bezsilna,
jest tylko w deklaracjach
oraz deklamacjach. Wszelkie poranne złudzenia
przemieniają się w gorzki wieczór. Jest
później, niż myślicie.

*

Mowa nienawiści
Pouczający poniedziałek, wieje,
grzmi. Wracam z psem ze spaceru,
pies w panice sunie
pod ścianą kamienicy, idzie baba
i przez komórkę gada, pies w panice sunie,
a baba idzie psu naprzeciw, idzie
i mówi: „Jeszcze czego, psu nie
będę ustępować!”. Zagadka: na jaką
partię ta baba głosowała? I dlaczego to jest
tak oczywiste, jasne? Czy dlatego, że
jestem złośliwym oraz złym człowiekiem?
Skąd aż tak dobrze to wiem? Czemu się nie mylę?
Och, pouczający
poniedziałek
.

*

Auta się boją, że zmokną, więc zapierdalają.
Płoszą staruszków na przejściach, którzy nie wyczuwszy
właściwej odległości, mogą zginąć lub polec,
to zależy. A w autach też są ludzie, którzy
jeszcze pożyją, z ludzkością ich wiąże
fakt posiadania przenośnych telefonów, przez które
właśnie główne problemy ludzkie omawiają
.

*

Czas potrzebuje czasu, potrzebuje ochrony,
[…].

Gdzieś są
maleńkie drzwi
.

I nikt nikomu niech nie musi się przedstawiać, dawać poznać, niech wiedza o każdym obecnym jest już w nas od samego początku, od momentu, kiedy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi usiedliśmy na tych krzesełkach, nie czekając już na nic, nie bojąc się, nie łaknąc.

*

To już wczoraj! Już wczoraj w euforii
umarłem. Dzisiaj muszę obejrzeć te zwłoki
i je ostrzyc. I kopnąć w dupę. Jakoś uruchomić.
Bo jeszcze cykl depresji trzeba przecież odbyć
i kolejne euforie. Jeszcze nieskończone
zadanie: palec losu odgryźć,
środkowy palec
.

Marcin Świetlicki, Ale o co ci chodzi?, ilustr. Marcin Maciejowski,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2019.

piątek, lipca 24, 2020

3880. 206/366

     — tak. — odpowiedziała zapytana, czy jest coś intymniejszego niż seks lub gapienie się w niebo.
     — jest, oddech — dodała.

206/366

[suplement pikselowy: 21.04.2022]

wtorek, lipca 21, 2020

(3878+1). Bo to Ty…

Wybierając cytaty z tej książki, z premedytacją od razu dzieliłam je na dwie grupy. Ten wybór jest dla mnie ważniejszy, bo nie dotyczy instytucji, władzy czy świętego patrona pedofili.

Cytaty zebrane tu — w minimalnej liczbie, by nie rozwodnić — dotyczą drogi, którą idzie każdy z nas. Idziemy, potykamy się, podnosimy się i odkrywamy jakąś prawdę na temat naszego życia raz za razem — uczymy się otwartości na doświadczenie swoje i innych ludzi. Uczymy się wolno, wolniutko, każdego dnia.

[St.O.] A u mnie wstąpienie do zakonu miało związek z tym, że widziałem Kościół jako przekaziciela kultury, miejsce, w którym kultura znajduje schronienie.
     [A.N.] Szczególnie wśród jezuitów.
     [St.O.] Jezuici stanowili odpowiedź na najgłębsze tęsknoty, z których nie do końca zdawałem sobie sprawę, a których zaspokojenia szukałem w literaturze i teatrze. Chodziło o poważne potraktowanie podstawowych pytań egzystencjalnych.

*

[St.O.] […] z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że te rozmowy i lektury na temat religijnego wymiaru ateizmu były dla mnie przełomem. Do tej pory wydawało mi się, że utrata wiary w Boga to największy grzech, a nawet zbrodnia. I że ja temu grzechowi zacząłem ulegać pod wpływem pisarzy i filozofów, którzy mnie fascynowali.
     Dzięki jezuitom zrozumiałem, że rozmawianie i czytanie na te tematy to żaden grzech. To po prostu inny sposób szukania prawdy — uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym, który poszukuje
.

*

[St.O.] […] zetknięcie się z medytacją buddyjską pomogło mi odkryć, że istnieje religijność, której ścieżką poznania jest pogłębione wejście w siebie.
     
[A.N.] To jest ta nasza tytułowa „wąska ścieżka”. „Szeroka droga” zapełniona jest ortodoksją, ten typ religijności jest tyleż prosty, co bezbarwny.
     [St.O] Tak, podążanie „wąską ścieżką” jest o wiele ciekawsze. Jej praktykowanie może sprawić, że będziesz postrzegany jako apostata, odstępca czy nawet zdrajca. Podążanie nią może jednak doprowadzić do odkrycia czegoś, co dla innych nie będzie zrozumiałe.

*

[St.O.] Dużo się teraz mówi, że tradycyjne wyznania czy religie przeżywają kryzys, pomija się natomiast to, że dokładnie w tym samym momencie pojawiają się nowe typy wspólnoty, współodczuwania, które są owocem transgresji. Ktoś, kto w poszukiwaniu swojej prawdy potrafi się wznieść ponad fanatyczny judaizm, islam czy chrześcijaństwo, doskonale się odnajdzie w dialogu z kimś, kto ma za sobą to samo doświadczenie, choć wyszedł z innej tradycji. Dla mnie to jest coś szalenie pozytywnego.

*

[St.O.] Eklektyzm ma negatywny ładunek, bo brzmi jak konglomerat idei od Sasa do Lasa. Ja widzę to bardziej jako mozaikę, proces twórczy, którego efekt jest nieskończony, ale coraz bardziej wyraźny. Sądzę, że na tym polega dojrzałość — i ta intelektualna, i ta duchowa — że człowiek nie staje się wyznawcą czegoś, co zostało jakoś raz na zawsze ustalone, ale dojrzewa, jego spojrzenie się zmienia i staje się coraz bardziej pełne, coraz bardziej własne.

*

[St.O] Wiedział [jezuita George Coyne], że tak naprawdę podziały na wiarę i niewiarę są drugorzędne. Szukanie zrozumienia siebie nawzajem jest ważnym doświadczeniem duchowym.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

3878. Bo to Polska właśnie…

Trzecia, czwarta wciąż rozgrzebane, a do dwóch innych zaglądam bez żadnych wyrzutów sumienianapisałam. Ta była drugą z tych dwóch.

Nie śpieszyło mi się do niej. W dniu premiery zaznaczyłam do upolowania i cze­ka­łam na niską cenę, bo podtytuł nie zachęcał mnie do czytania — co mi po powodach, dla których prof. Obirek przestał księdzować.

Podtytuł nie kłamie, ale to nie książka-usprawiedliwienie lecz rozmowa z mądrym, oczytanym człowiekiem, który przemyślał i przeżył głęboko wiele. To książka, która uświadamia mi, że bliżej mi do katolicyzmu niż niejednemu polskiemu klesze.

[St.O.] Do dziś to zresztą widać, teologia jest poniekąd narzędziem ucisku i walki. Z jednej strony stygmatyzuje się bowiem tych wszystkich, którzy nie podzielają katolickiego światopoglądu jako ludzi niemoralnych, zdeprawowanych i ulegających obcym wpływom, a z drugiej — mobilizuje się opinię społeczną do masowych akcji poparcia dla Kościoła. Nigdzie indziej na świecie nie występuje to na taką skalę. Poza tym tylko w Polsce udało się konserwatystom katolickim uzyskać tak wielki wpływ na politykę.

*

     [St.O.] Wracając do Opus Dei — to stowarzyszenie stało się niezwykle wpływowe za Jana Pawła II.
     [A.N.] Ciekawy jest wątek związków Opus Dei z generałem Franco i z faszyzmem.
     [St.O.] Tak. Jak wiemy, Franco był, w przeciwieństwie do Hitlera i Mussoliniego, blisko Kościoła. Przedstawiano go nawet jako tarczę przed lewactwem.

*

[St.O.] Na świecie księża i biskupi rzadko już chodzą w długich sutannach. Biskupi na Zachodzie zwykle noszą garnitury. Polscy księża i biskupi są soczewką, która skupia w sobie najbardziej groteskowe cechy polskiego społeczeństwa. A to społeczeństwo ciągle szuka własnej tożsamości i — zamiast upatrywać ją w intelektualnych etosach pracy, wykształcenia, solidności, uczciwości czy też wierności swoim zasadom — poszło w kierunku szlacheckiego rozpasania, takiego „postaw się, a zastaw się”; nieważne, co robię, ważne, jak mnie widzą.

*

[St.O.] A co do Soboru Watykańskiego II, to on wyrósł właśnie jako próba nawiązania partnerskiego dialogu ze współczesną kulturą. Wojtyła w dużym stopniu tę kulturę odrzucał, by w ostatnich latach swego pontyfikatu ją stygmatyzować jako „cywilizację śmierci”.

*

[St.O.] Myślę, że ważnym źródłem tego, iż Kościół tak się broni przed nauką, jest obawa przed utratą monopolu na wyjaśnianie rzeczywistości.

*

[St.O.] Kościół polski […] absolutnie nie jest w stanie zaakceptować demokratycznych reguł gry i ciągle próbuje je podważyć. A czyni to, korumpując polityków, domagając się jakichś specjalnych przywilejów, bo inaczej będzie inkryminował takiego czy innego przedstawiciela władzy.
     To kaleczy demokrację. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją jak dziś — że Kościół domaga się penalizowania twórców spektakli, które w jego mniemaniu są gorszące. To się dzieje, jak sądzę, dlatego, że gdzieś w tle jest właśnie przeświadczenie, że Kościołowi należy się więcej niż innym.
     
[…] Historia pokazuje, że Kościół nigdy się nie zmienia, dopóki nie zostaje przymuszony do zmian. Nigdy nie są to dobrowolne ustępstwa, procesy emancypacyjne, gdy ludzie stopniowo wychodzą z roli wasala Kościoła lub kiedy otwierają się na świat, to jest uczą się języków, poznają inne kultury. Intelektualiści, a więc osoby, które rozumieją biologię, funkcjonowanie ludzkiego ciała, seksualność, mechanizmy ludzkich zachowań, nie będą przecież akceptować nauczania, a właściwie pseudonauczania księży, którzy wszystko tłumaczą diabłem, opętaniem, którzy chcą egzorcyzmować zamiast pozwolić na normalną terapię psychiatryczną.
     I ta forma emancypacji osób, które są wyposażone w aparat poznawczy, budzi w tym tradycyjnym i konserwatywnym Kościele poczucie największego zagrożenia. Hierarchowie wolą kontrolować wiernych i narzucać im pseudonaukowe prawdy
.

*

[St.O.] Jak każde społeczeństwo mamy tożsamość zbudowaną z mitów, a ich dekonstrukcja jest niezwykle trudna. Przekonali się o tym Niemcy, którym pożegnanie z mitem Tysiącletniej Rzeszy zajęło ładnych parę lat i było możliwe tylko wskutek wielkiej klęski tej idei. Polacy prawdo­po­dob­nie nie są jeszcze gotowi na pożegnanie z mitem nieska­zi­tel­nego Jana Pawła II. Nasza obywatelskość jest krucha, naznaczona totalitaryzmami i rozpaczliwie potrzebuje mocnej narracji. O tym, jak to się dzielnie sprzeciwialiśmy faszyzmowi, komunizmowi, że ponieśliśmy największe ofiary, a zaraz po „wyklętych” zwieńczeniem tej romantycznej narracji jest postać świętego Jana Pawła II, który jednoczył Polaków, obalił komunizm na świecie i pokazywał Zachodowi, jak żyć.

*

[St.O.] Dla Wojtyły katolik jest w posiadaniu prawdy, dla Bergoglia jest jej pokornym poszukiwaczem. Jak wiesz, idolem polskiego kleru jest Wojtyła, a nie Bergoglio.

*

[St.O.] Można mówić o dwóch rodzajach moralności: jednej, która obowiązuje wiernych i o której księża tak wiele na ambonie opowiadają, i drugiej, która jest dla wtajemniczonych, czyli właśnie dla kleru. Im wolno pić, gromadzić pieniądze, prowadzić rozwiązłe życie — i wara od tego innym! Jeśli się na to zwraca uwagę, jest się wrogiem Kościoła, a nawet nieprzyjacielem Pana Boga.
     To właśnie dziedzictwo Kościoła katolickiego, który bardzo przyczynił się do dwóch rzeczy trapiących polskie społeczeństwo: do braku refleksyjności politycznej czy religijnej oraz do układów towarzyskich, które niekiedy przypominają powiązania o charakterze wręcz mafijnym. Taki sam zarzut można było kiedyś sformułować pod adresem aktywu partyjnego, który z jednej strony walczył o „interes klasy robotniczej”, a z drugiej „dbał przede wszystkim o pomyślność partii i jej przedstawicieli
”.

*

[St.O.] Mamy obsesję pławienia się w tradycjach klęsk, wojen, tej całej martyrologii. Dla mnie ten „fenomen” to wynik lenistwa intelektualnego, które ma głębokie korzenie w naszej kulturze. To jest taki topos, pojawił się u nas już w schyłkowym okresie renesansu, gdy część kultury szlacheckiej odwróciła się od korzeni greckich i łacińskich i zaczęła doszukiwać się fantastycznych genealogii w prehistorii.
     [A.N.] Tę dość egzotyczną ideologię zwykliśmy nazywać sarmatyzmem.
     [St.O.] Ja bym ją nazwał antyintelektualizmem. Niechęcią do krytycznej refleksji nad samym sobą i własną tożsamością. Jan Stanisław Bystroń trafnie to określił jako megalomanię narodową połączoną zwykle z pogardą dla innych.

*

[St.O.] Niesamowite, że jest w naszej kulturze przyzwolenie na alkoholizm, a nie ma przyzwolenia na wielość opinii i na konstruktywną krytykę.

*

     [A.N] Nie zapowiadał się [M. Jędraszewski] na homofoba?
     [St.O] Absolutnie. Ale w pewnym momencie zadziałała niedobra reguła. Ubiorę ją w słowa pewnego znajomego księdza: piuska biskupia wpływa na intelekt. Mam wrażenie, że wielu biskupów, nawet profesorów, nie mówiąc już o mniej utytułowanych intelektualistach, po tym, jak zostało biskupami, przestało używać rozumu.

*

[St.O.] Chcę coś jasno powiedzieć, choć myślę, że dla wielu katolików nie będzie to przyjemne. Myślę, że instytucja kościelna żywi się takimi ofiarami, które — w ramach biernego podporządkowania się ideologii, wedle której najważniejsze jest dobro Kościoła — zapominają o tym, że często owo dobro oznacza ofiarę z własnego życia.

*

[St.O.] Musiałem sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, czy ten Kościół jest jeszcze mój, czy daje mi takiemu, jakim jestem, przestrzeń dla siebie. […] Bo człowiek, który żyje sfrustrowany w relacji absolutnie nierokującej, siłą rzeczy otwiera się na nowe możliwości. Kiedy ma absolutne przekonanie, że coś się wyczerpało, szuka miłości, wolności.

*

[St.O.] Ręce Kościoła są długie — w urzędach, na uczelniach, wszędzie.

*

[St.O.] Wymienię tu Michela Foucaulta i Pierre’a Bourdieu, którzy przenikliwie i bardzo racjonalnie pokazali, że sakramenty i różne rytuały kościelne nie pełnią żadnej funkcji w zbawieniu człowieka. Tak naprawdę służą z jednej strony kontroli społecznej, z drugiej zaś zabezpieczeniu dobrostanu Kościoła — bo były i nadal są odpłatne.

*

[St.O.] Był [x. Michał Heller] prawdziwym i utalentowanym kosmologiem, który wierzył, że piękno wszechświata jest najbardziej prze­ko­nu­ją­cym dowodem na istnienie Boga. Nie wdawał się w ideologiczne potyczki. Słynne były jego przyjaźnie z innymi astrofizykami i filozofami, które do dziś owocują dynamicznym rozwojem wspomnianego Copernicus Center. Dla mnie to wzór godny naśladowania. Szkoda, że nie Michał Heller, a Tadeusz Rydzyk jest dziś twarzą polskiego katolicyzmu.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

[St.O.] Powtarzałem często i tego się trzymam, że zrobiłem dwie mądre rzeczy w swoim życiu: wstąpiłem do zakonu i z niego wystąpiłem. Podtrzymuję to. Uważam, że człowiek ma prawo do błędów, a pewne wybory wyczerpują się.

*

[St.O.] Dla mnie ważniejsza była prawda, to, że nie będę udawał nikogo innego, niż jestem. Pamiętam rozmowy z ludźmi autentycznie przejętymi moją przyszłością. Padło pytanie: „A czy pan kogoś ma?”. Zapytała mnie o to znakomita socjolożka, profesor Hanna Świda-Zięba, z którą się przyjaźniłem: „Tak, mam”, odpowiedziałem szczerze. Ona mi na to: „To jest bardzo ważne, bo jak człowiek nie ma nikogo bliskiego, to źle mu jest na świecie”. Była ateistką, miała szerokie horyzonty. Dla niej kwestia wierności ślubom nie była w ogóle problemem. Ważne było tylko to, czy ja będę szczęśliwy. To były bardzo mądre słowa.

(tamże)

poniedziałek, lipca 20, 2020

(3875+2). Powidoki (II)

Matko, pomóż mi, jak kochać
Ponad moimi ludzkimi lękami,
Naucz mnie wszystkich radości życia,
Schowanych za zasłoną łez.

Daj mi odnaleźć przyjemność
Delikatnych rąk kochanka,
Pozwól mi poznać mądrość
Szacunku bez żądań.

O, Strażniczko Wybaczania,
Naucz mnie, jak widzieć
Poza drobnymi osądami,
Wspierając ludzką godność.

Nauczę się twej Mocy
Matki, kochanki, przyjaciółki,
Uczącej innych, jak kochać
I naprawiać złamane serca
.

Jamie Sams, 13 Pierwotnych Matek Klanowych, przeł. Maria Ela Lewańska,
CoJaNaTo Blanka Łyszkowska-Zacharek, Warszawa 2012.


Kaan.

(3875+1). Powidoki (I)

bez mężczyzn opowieści intymne zamierzchłe o mężczyznach. dzielenie się swoimi osobistymi historiami. prezent. bezcenne chwile.

trzy postawy. muszę je tu mieć i ONE o tym wiedzą.

chciałam być dziewicą w dniu ślubu.
duch hippy.
chciałam w trumnie nie być dziewicą!

ONE

piątek, lipca 17, 2020

3874. Pakując walizkę…

Jedziemy — zostawiając swoim mężów i partnerów – by mieć dla siebie czas […], siebie tam […] odwrócić w dobrą stronę wzrok // zostawić wszystko w tyle, tyle // bo może będzie lepiej pójść pod prąd. Podczas pakowania ta piosenka przedstawiła mi się i natychmiast mnie zagarnęła — samozwańczy, mój osobisty hymn nad­cho­dzą­ce­go wspólnego czasu w jednej przestrzeni (na ciut dłużej)… bez mężów i partnerów.

Rosalie, Moment.

3873. Wygrani przegrani

W tym samym dniu, gdy jako społeczeństwo przegrywaliśmy, Sadownik i ja kolejny raz mówiliśmy sobie „tak”. Kwiatom, które w tym dniu po raz osiemnasty, dziś musiałam „cyk”, bo jak wrócę w niedzielę, to już ich pewnie nie będzie.

3872. Zielnik (XII)

Znam te ozdobne liście, tzn. widziałam je w tysiącu miejsc. Znajoma bez imienia i bez mojej chęci pozyskania imienia.

Wczoraj dotarło do mnie, że te fioletowe kwiatki nie należą do innej ogrodowej rośliny, co zamieszkała pod naszym blokiem. Te fioletowe kwiatki, już na granicy przekwitnięcia należą do TYCH ozdobnych liści.

W takim razie to ja bym jednak chciała znać imię tej zieloności. Ciekawe, co na to powiedzą dziewczyny.

Profesora Saxifraga:
Funkia

poniedziałek, lipca 13, 2020

3870. 195/366

ukorzenić, zakorzenić. chwilę.
nie zadeptać i docenić.

195/366

3871. Zielnik (XI)

Im bardziej ignorowałam to zielsko, w tym większej liczbie miejsc na mnie napadało od wielu dni. Rozochocona polnym mleczem myślę sobie, że to polny rumianek. Zielsko nie potwierdziło. Że dzikie to pewnik, więc wiadomo, na czyje zielone oko* czekam.

_____________
* to have green fingers w wolnym tłumaczeniu, uwzględniającym okoliczności.

Profesora Saxifraga:
Przymiotno białe

Jabłoń:
(trochę jej przykro, że takie „bez skrzydeł”
to roślinne nazwisko, ale sprawdziła,
że rodzina astrowatych znów… i uśmiechnęła się
)

niedziela, lipca 12, 2020

3869. 194/366

ukorzenić jedną dobrą myśl o dniach, które przed nami. zakorzenić ją w sobie. tylko jedną, ale co dnia.

194/366

[suplement pikselowy: 19.05.2022]

3868. Zielnik (X)

Te kwiatowe nochale kiwnęły na mnie paluchem i… musiałam się zatrzymać, i cyk, i dziewczyny prosić o pomoc w ustaleniu zielonej tożsamości, co bezczelnie upomniała się o żółte, by zachować chronologię w zielniku, a nie wyrzucać, bo nieostre.

Detektywka Yuki:
(specjalizuje się tu w mniej dzikich)
Pstrolistka sercowata

3867. Zielnik (IX)


W zeszłym tygodniu zatrzymał mnie wspaniały cień tych kwiatów. Ale nieostre, skwitowałam po przyjściu do domu.

Nazywam tę roślinę szlachetniejszą wersją mlecza. Ma drobne płatki, mniejsze kwiaty, ciut inny kolor żółtego, na wysokich łodygach się trzyma. Imię z paszportu? Nie mam pojęcia. Liczę na Saxifragę, bo to dzika, czyli wolna roślina.

Wczoraj bez hipnotyzujących cieni, a ona wciąż uparcie nieostra i… muszę z tym żyć.

Saxifraga:
(nie kazała na siebie długo czekać)
rodzina astrowatych:
mlecz polny

Jabłoń:
(już teraz rozumie osobistą słabość do astrów,
mniszków i mleczy… to jedna rodzina robi jej ją
)