przyszły do mnie, nim otworzyłam rano oczy, słowa. mam jeszcze ten dzień. zrobię z niego cacko, obiecałam sobie.
108/365
[suplement pikselowy: 5.08.2021]

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
przyszły do mnie, nim otworzyłam rano oczy, słowa. mam jeszcze ten dzień. zrobię z niego cacko, obiecałam sobie.
108/365
[suplement pikselowy: 5.08.2021]

szumowiny o zgodności z konstytucją. szumowiny moralne o moralności szczepień. koń by się uśmiał, gdyby atrakcje ostatnich dwóch dni zmieściły mu się w głowie.
106/365
Ćwiczenie na temat: Podróż do siebie. Czekało i czekało na mnie ponad miesiąc. Centymetr po centymetrze musiałam wrócić. Do siebie.

Kaan.
Sztuka jest aktem wiary — wiary,
którą uprawiamy w praktyce.
// Julia Cameron
*
Malowanie to po prostu inny sposób prowadzenia dziennika.
// Pablo Picasso
Beatore:
(rzekł, o czym napisała Zawsze-Wolna-od-Nudy)
Obudziło się we mnie zwierzę…
Leniwiec.
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i kupiła na pniu!)
*
non è un leone.
non è una tigre.
è un bradipo.
Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(cacko z podręcznika do j. polskiego
dla obcokrajowców przysłała)
Jabłoń:
(zachwycona, dorzuciła propozycję nieobojętną
światopoglądowo w tym kraju)
mężczyzna — kobieta — człowiek
Czytana powolutku od dnia premiery przy porannych kawach, których z przyczyn zdrowotnych było mniej. Odkładana często, gdy nie ruszając się z fotela, nie lecąc na Sycylię, dopadała mnie świadomość, że mafijność i mentalność Trzeciego Świata mam tu na śniadanie, obiad i kolację w ramach endemicznej polskości.
To wspaniała książka-quiz: po pierwszym zdaniu lub akapicie zgadnąć, kto jest autorem danego tekstu. Pomyliłam się tylko raz.
Dopóki każdy tłumaczy sobie świat po swojemu i nazywa jego tajemnice językiem własnych kołysanek, warto podróżować i poznawać. Kultywować w sobie święte podejrzenie, że wieloimiennym Bogiem jest jednoimienna ludzka natura, zagrzewająca do miłości bliźniego, do bycia razem z innymi, którzy są nami samymi.
*
W każdym spotkaniu chodzi przecież o coś innego niż o jego cel bezpośredni i wypowiedziany.
*
Oczywiście, w klimat przeszłości nie wchodzi się tak, jak do basenu — na słupek i hop do wody — lecz pomalutku, dodając wspomnienie do wspomnienia, okruszek do okruszka. Gdy się uzbiera cała garstka, nie ma rady. Pamięć nakazuje porównywać to, co się widzi, z tym, co już znamy.
*
Wiedzieć że teraz jesteś tutaj w tym czasie
Wiedząc że zawsze tu byłeś
Wiedzieć że masz korzenie pradawne i mocne
Wiedząc że powstałeś z kwiatów
Wiedzieć że płacz jest nasieniem
Wiedząc że miłość jest prawem większym
Wiedzieć że byłeś, że byliśmy
że my jest może tym słowem
którym mówimy jest tym kim jesteśmy
ze stopami wrośniętymi w ziemię
// Biagio Guerrera
*
[…]
jestem, kim jestem, i jestem, kim byłem, a tak naprawdę to jestem również wszystkimi, którymi będę.
[…] Każdy moment, pozbawiony granic dzielących od innych momentów jest nie tylko okazją do zmiany, lecz również zmianą nieuchronną. Nawet potwierdzenie tego, kim byliśmy, jest zmianą.
*
[…] uczyć się nawzajem względności historii i perspektyw, przetłumaczyć jedno drugiemu fragmenty swoich rzeczywistości.
*
Albatrosy, czaple, żurawie. Istoty ciemne i jasne, pastelowe i posągowe. Akwarele. Stany skupienia wody.
[…]
Odchodzimy z poczuciem nienapatrzenia, ale też z pewnością, że na tym świecie — bo to jest ten świat, ten sam, w którym jestem teraz, na peryferiach Warszawy — nie można się napatrzeć, nacieszyć. Jesteś z kimś, wobec kogoś i czegoś — i tyle. Patrzysz, jesteś nienapatrzony — i tyle.
*
Jestem pewien, że w tym natrętnym hałasie i rozgardiaszu musi istnieć jakiś nieuchwytny dla mnie porządek.
*
Nigdy nie możemy być pewni, czy jesteśmy wystarczająco gotowi na spotkanie ze sztuką, nawet najbardziej wyczekiwaną.
*
[…] ktoś na nas jednak czeka tam, gdzie, jak się zdaje z perspektywy drogi, jest tylko pustka.
*
Sebastiano [Burgaretta] – Iano – jest cały ze spiżu. Ma nienaruszony etos człowieka honoru. A przy tym, w każdym swoim włóknie, jest chrześcijaninem. Wierzy, iż do słowa powołuje go Bóg, żeby przypadkowi nadać logikę zbawienia. Ach, jak bardzo wkurwia to Franca [Arminio]! Mówię „wkurwia” świadomie, bo inaczej tego oddać nie można.
*
Język – mówiono mi na studiach – to dialekt, który zrobił polityczną karierę.
Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Walka z posłuszeństwem wobec fatum, życiem zadekretowanym w chwili urodzenia i niepodlegającym przemianie, uległym do odległych, lecz istniejących granic wytrzymałości, zwieńczonym wreszcie skrajnym w swej postaci wybuchem gniewu i niepokory, należy do najważniejszych, najbardziej wyrazistych wątków sycylijskiego świata, sycylijskiej kultury i sycylijskiego losu.
*
— Powiedz, co zrobiliśmy źle — pyta na powitanie Ignazio, dyrektor szkoły, poeta. — Co zaniedbaliśmy? O czym nie pomyśleliśmy?
Ma na myśli zmiany klimatyczne, ksenofobię, przemoc, prymat kultury masowej.
*
Pytam, czy Włosi wolni są od rasizmu.
Andrea [Camilleri] zaciąga się przez dłuższą chwilę.
– Jesteśmy – mówi – rasistami wobec siebie, a co dopiero w stosunku do innych…
*
— Staliśmy się zakładnikami własnych słabości. Nasze wady to dzisiaj jedyna nasza siła. Kiedy wchodzisz do morza, zawsze zamoczysz spodnie. Sycylijskie morze to równoległe, ukryte państwo, które jest silniejsze od państwa realnego. Nie sposób tego nie zauważyć, chyba że celowo zamkniesz oczy. […] Sycylijskie elity mówią, że cały świat jest jednym globalnym państwem, wszędzie dzieje się to samo. Ale trafiają się też ludzie, którzy uważają, że tej patologicznej sytuacji już dłużej nie da się nie zauważać.
*
[…] walka z mafiosami nie jest tak ważna, jak walka z mafijnością. […] Ludzi można pokonać, lecz tym, czego nie udaje się zwalczyć, jest mafijna mentalność, to zaś dwie różne rzeczy. Mafijność przenika całe społeczeństwo sycylijskie, bogatych i biednych, arystokratów i mieszczan. Nosicielami mentalności mafijnej są tutaj nawet ci, którzy deklarują, że są wrogami mafii.
*
Każde spotkanie z Kasią do czegoś prowadzi. Ma w sobie coś znaczącego i wciąga w potrzebę sensu, którą żyje ona.

[dostęp 13.04.2021], źródło.
— Jak to jest, kiedy Etna się zaczyna gotować? – pytam Kasi-Cateriny z hotelu Palladio w Giardini-Naksos.
— Śpiewa…
— Jak śpiewa?
— Pięknie.
— Ale jak?
— Przecież nie powtórzę…
Pytam nazajutrz pracownika Kasi, Emilia.
— Etna?… — zamyśla się Emilio. — Śpiewa.
— Jak? — dopytuję.
— No… Takie nagłe „łup!”.
— „Łup!” to nie śpiew – oponuję. – To bęben… Kocioł…
A Emilio swoje: to śpiew.
— Jeszcze kilkoro znajomych w Katanii potwierdza mi, że Etna śpiewa. Niektórzy dodają, że ten śpiew jest piękny.
*
Patrzę mu w twarz: jego kraj ma na imię Depresja. Smutek. Beznadzieja. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „muzułmanin”, a raczej przeczytałem. Jako dziecko, w stojącej na półce rodziców książce — obozowym wspomnieniu Abrahama Kajzera Za drutami śmierci. „Muzułmanin” znaczyło tyle, co wykończony człowiek; „zmuzułmanić” — doprowadzić do rozpaczy; „zmuzułmanieć” — rozpaczy i wycieńczeniu ulec.
*
[Matteo Collura, pisarz i dziennikarz] Kiedy jadę na Sycylię, zawsze wiem, że zobaczę samochody zaparkowane na przejściach dla pieszych; a cwaniacy będą się wciskali do kolejek w urzędach… Na Sycylii żyje się jak w Afryce Północnej. Pod względem zachowań społecznych należymy do Trzeciego Świata.
*
Uchodźcy są, powtarza, prośbą, która zmienia się w krzyk: pomóżcie nam posprzątać to, co sami nabałaganiliście.
*
Niech zabrzmi to jak fraza z bajki, lecz czasami po prostu się przelewa. Leoluca uważa, że słowo „mafia” sprzedawało się lepiej niż „prawo”, a „nienawiść” lepiej niż „miłość”. Kto występował przeciwko mafii, był co najmniej komunistą i ateistą, bo za mafią stali chrześcijańscy demokraci, Kościół, biskupi, czyli ci od zastanego porządku, ustalonych raz na zawsze reguł, rycerze wolności broniący świat przed nihilizmem, bezbożnictwem, rewolucją i wszelkimi zboczeniami. Albo był obcy, a to też był wielki grzech.
[…]
— Zacząłem walczyć z mafią, bo jestem Sycylijczykiem – opowiada burmistrz Orlando. – Występowałem przeciwko biskupom zachowującym się jak mafiosi, bo jestem katolikiem, choć przyznaję, był moment, iż w bezsilności chciałem przejść na protestantyzm. Z tych samych powodów odszedłem od chrześcijańskich demokratów, a obecnie jestem przeciwko włoskiej prawicy, populistom, Lidze Północnej i naszemu faszyście Matteo Salviniemu.
*
Ludzie stają się agresywni, gdy muszą się ukrywać. Dlatego w Palermo odbywa się największa w tym regionie Morza Śródziemnego, wielodniowa Gay Pride, oczywiście pod patronatem burmistrza, wiernego syna Kościoła katolickiego. I co? I nic. Wspierają go tutejsi księża i mianowani przez Franciszka nowi biskupi. Leoluca udzielił pierwszego ślubu homoseksualnego w mieście i w regionie. Czy ucierpiała na tym jego wiara? Przeciwnie, gdyż wiara rośnie w człowieku, kiedy widzi szczęście innych ludzi. Powtarza, że do niedawna chciał zmienić wyznanie. Antyewangeliczna bezduszność Kościoła katolickiego prawie zmusiła go do tego. Tymczasem jednak przyszedł papież Franciszek i burmistrz może być katolikiem zgodnie ze swoim sumieniem. Katolickim, ewangelicznym ojcem miasta.
*
— [Leoluca Orlando, burmistrz Palermo] Nie ścigam się z nikim, tylko robię swoje – tłumaczy. – Nie mam armii ani mennicy jak państwo, nie mogę stawiać granic ani rozdawać pieniędzy. Ale mogę pracować w Palermo na rzecz równości, szczęścia i wolności. Z przytupem, głośno.
(tamże)
wdech, wydech. przez dziesięciolecia niezauważalne, teraz bezcenne. takie czasy, że nie tylko dla mnie.
102/365
lista przyjemności — według klucza: bez wysiłku i w zasięgu moich możliwości — kiedyś bezkresna, od dziś konstruuje się na nowo.
a) oddech — cudowna świadomość każdego wykonanego z łatwością wdechu. b) leżenie na podłodze w świeżutkich, wiosennych promieniach słońca, które błądzą ciepłem po moim odsłoniętym brzuchu.
101/365
Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
se bastasse una bella canzone a […]
se bastasse una vera canzone a […]
se bastasse una buona canzone a […]
se bastasse una grande canzone a […]
dedicato a tutti quelli che stanno aspettando.
*
è sognatore. sono sognatrice. due siamo sognatori.*
101/365
____________
* // à la Leon Leszek Szkutnik:
jest marzycielem. jestem marzycielką. jesteśmy dwójką marzycieli.
*
pierdolę. nie dam rady. wysiadam.
95–100/365
Achille Lauro, C’est la vie.
capisci.
odziera mnie żywcem z życia. w co dobrego można przekuć doświadczenie choroby neurodegeneracyjnej? jeszcze nie wiem.
94/365
Utknęłam między dniem śmierci a dniem zmartwychstania, choć to nie moja religia.
Mój krzyż, jakby powiedzieli świętujący najważniejsze dla nich święta, zżerają korniki lubujące się w mielinie. Pula ludzi, co wiedzą lepiej, a nawet najlepiej; tych, co dają sobie święte prawo pouczania i grożenia; tych, co pytają, ale nie słyszą odpowiedzi, przekroczyła moją wyporność na bezgraniczną ludzką głupotę. Słowa przestały służyć komunikacji międzyludzkiej. Na usta cisną mi się wyłącznie mięsiste przekleństwa.
Do siebie, do bezludzia — zaordynowało Drzewko — natychmiast! Tylko w ten sposób nie utonę. Reanimuję się słowami i tym, co one uruchamiają we mnie dla mnie teraz, tak jakby jutra miało nie być.
Niebo znajduje się w miejscu, w którym stoisz, i to jest dobre miejsce do praktyki.
*
[…] czasami któryś z młodszych i śmielszych uczniów skarżył się: „Sensei, przerabiamy tę samą technikę od godziny. Prosimy cię, pokaż nam coś innego”. „Idioto! — wykrzykiwał Morihei. — Każda bez wyjątku była różna. Dopiero w momencie, gdy potrafisz dostrzec różnicę, zaczniesz robić postępy w Aikido”. Jeżeli ktoś prosił, by mu pokazać „tajemną technikę”, otrzymywał podobną odpowiedź. „Każda technika zawiera w sobie wszystkie tajemnice, których kiedykolwiek będziesz potrzebował”.
*
W Aikido uczymy się nie tego, jak wygrywać, ale jak zwyciężać w każdej sytuacji.
*
Ai, symbol oznaczający „miłość”.
*
Celem uczenia się jest wyzwalanie własnego ducha. […] Cały wszechświat jest wielką, otwartą i pełną cudów księgą i właśnie w niej należy szukać prawdziwych nauk. Z takim nastawieniem weź na siebie odpowiedzialność, intensywnie trenuj, rozwijaj się, rozkwitaj i niech Twój wysiłek zaowocuje.
*
[…] duch może pokonać materię także wtedy, gdy coś wydaje nam się nieuniknione bądź absolutnie niemożliwe.
*
W gruncie rzeczy każdy ruch może stać się metodą w Aikido, więc patrząc z takiej perspektywy, można powiedzieć, że błędy nie istnieją. Moja rada brzmi: naucz się i zapomnij! Naucz się i zapomnij! Niech metody staną się częścią twojej istoty!
*
Oddech jest nicią, która łączy ze sobą całe stworzenie.
*
Każde solidne drzewo wznoszące się ponad nami, ludzkimi istotami, zawdzięcza swój byt głębokim korzeniom.
Korzystaj z nauk udzielanych przez sosny, bambusy i kwiecie śliwy.
*
Jest wiele ścieżek wiodących na szczyt góry Fudżi, ale cel pozostaje ten sam.
*
Gdy Twoje oczy napotkają spojrzenie drugiej osoby, przywitaj ją uśmiechem, a ona odpowie tym samym. To jedna z podstawowych metod, z których korzysta sztuka pokoju.
*
Najlepsza strategia to ta, która zakłada nieograniczoną ilość reakcji.
*
Prawdziwą tarczą jest Twój duch.
Ciągle stajemy twarzą w twarz z naszymi przeciwnikami, ale w rzeczywistości oni nie istnieją.
*
Gdy głęboko kłaniasz się wszechświatowi, on odpowiada tym samym; gdy wzywasz imię boże, odbija się ono echem wewnątrz Ciebie.
Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.
Tę piękność wyjęłam z ostatniem strony tamtej książki. Nie jest warta niecałych dziewięciu złotych, które dwa wieczory temu wysupłał na nią bez jęczenia Ibukosknera — jest bezcenna.
Skończona — wczoraj. Cytaty — jutro. Dziś tylko słowa, których teraz mocno się trzymam, by zmienić hals.
Klęska jest kluczem do sukcesu. Każdy błąd czegoś nas uczy.
*
Trzymaj się podstaw
— Tajemnice są na wierzchu!
Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.

Zawsze jestem ciekawa wpisów podzielnych przez dziesięć, bo muszą same przyjść, zadbać o siebie, przekonać mnie, że nie są kaprysem czy fanaberią chwili, która ma się za pępek świata. O uwagę poprosił symbol na klawiaturze: psie ucho, małpa, at…

Autor(ka) nie do ustalenia.
Pan Ciasteczko:
(oświecił Drzewko, czemu
zna to zwierzę po włosku)
chiocciola — @
[ślimak]
Jabłoń:
(w deserowo-kudłatym zachwycie)
Nazwisko jednego z Autorów jest dla mnie idealną antyreklamą sięgania po książki, których jest autorem. Nie ta estetyka patrzenia na życie — nic się nie zmieniło, brzydzi mnie ona w równym stopniu, co śmieszy termin life coaching. Gdy zastanawiam się, dlaczego nie trawię człowieka, to dochodzę do wniosku, że jest coś głębokiego i bardzo ważnego, o czym on wie — jestem przekonana — ale nie mówi o tym lub mówi w taki sposób, że mi ręce opadają. Gdyby więc był jedynym autorem, co najwyżej rzuciłabym okiem na okładkę tej książki.
Dwaj pozostali Autorzy, Ich perspektywa percepcji świata — ogromnym szacunkiem darzę wschodnie sztuki walki — sprawili, że wiele lat temu zaznaczyłam książkę do upolowania i… zapomniałam, bo miała chorą, obrzydliwie wysoką cenę (za czytanie autora z pierwszego akapitu powinni płacić czytelnikom i czytelniczkom). Trzy dni temu Ibukosknera doniósł, że 10,90 zł wysupła. Wysupłał. I dobrze, i bardzo dobrze.
Będziesz miał wiele okazji do ćwiczeń, bo niezależnie od tego, kim jesteś i czym się zajmujesz, wcześniej czy później życie wrzuci cię w sam środek chaosu.
*
Umiejętność odkrywania sposobności tam, gdzie inni widzą tylko przeszkody, jest potężnym zasobem.
*
[…] nasze nastawienie decyduje o tym, jak działamy, co przeżywamy, ma nawet wpływ na zachowanie innych wobec nas. […] taki oto naukowy eksperyment. Ta sama grupa kobiet parkuje na placu manewrowym. Gdy instruktor mówi im: „To będzie test na to, jak parkują kobiety” – wszystkie pachołki na placu są powywracane. Kiedy jednak kobiety słyszą informację: „Parkuj uważnie, bo tam może stać twoje dziecko” — wszystkie parkują idealnie. Odkryto też, że większość naszych emocjonalnych reakcji, niepotrzebnych dyskusji i awantur wynika z tzw. błędu atrybucji, czyli założenia, że osoba, która staje na naszej drodze, jest złośliwa, robi to celowo, chce nas wykorzystać, traktuje nas jak podwładnych itp.
*
W filozofii Wschodu nic się nie kończy ani nie zaczyna. Albo coś jest, albo tego nie ma.
// W. Eichelberger
*
[…] gdy ktoś zamierza cię uderzyć, zejdź z linii ataku. Przemieszczenie się w bok daje jeszcze wiele innych korzyści. Dzięki zmianie punktu widzenia możesz zobaczyć również to, co znajduje się za tobą. Istotne jest, by spojrzeć na sytuację z innej perspektywy — jeśli ktoś lub coś zmierza w twoim kierunku, a ty odbierasz to jako zagrożenie, zrób mały krok w bok i spójrz na ten problem pod innym kątem. Zmień punkt widzenia i zobacz, czy teraz wszystko nie wygląda zupełnie inaczej.
*
Nieważna jest wola zwycięstwa,
wielu ją ma, ważna jest wola
przygotowania się do zwycięstwa.
// Paul Breant
*
Droga bywa czasem mozolna, jest wiele dni i miesięcy, które zdają się nie przynosić żadnych zmian. Wtedy — jak powiedział jeden z naszych uczniów — najłatwiej jest przestać ćwiczyć, bo współczesny świat uwielbia szybkie i spektakularne efekty.
*
Stare porzekadło zen mówi: „dowiesz się, zrobiwszy to…” […] często to nie musi być nic wielkiego.
*
Aby randori wygrać, trzeba umieć ten chaos opanować i odnaleźć porządek w pozornym nieładzie. […] Randori to nie tylko akcja i reakcja, czyli fizyka w działaniu. Mistrzostwo to o wiele więcej niż repertuar gotowych odpowiedzi. Mistrzostwo wymaga artyzmu, kreatywności, odwagi wychodzenia poza strefę komfortu. Wymaga umiejętności opuszczania znanego i konfrontowania się z nieznanym — często bez żadnej gwarancji sukcesu. To uczy pokory — cechy zapomnianej, ale jakże obecnej i nieodzownej na drodze do mistrzostwa.
*
Trening czyni mistrza. Do tego potrzebna jest jednak spora doza pokory, która każe nam powtarzać bez końca pewne czynności i tak długo je cyzelować, aż zamienią się w tzw. nieświadomą kompetencję.
*
[…] nawet słonia można zjeść kęs po kęsie.
*
[…] jeśli potrafię reagować tylko w jeden określony sposób na daną sytuację — to jest żaden wybór. Zyskałem świadomość, że robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych rezultatów jest szaleństwem. Z kolei z innej książki dowiedziałem się, że wybór między dwoma sposobami zachowań to właściwie dylemat. Wybór istnieje dopiero wtedy, kiedy mamy dostępne trzy albo cztery sposoby reakcji na daną sytuację.
Paweł Bernaś, Paweł Olesiak, Jacek Santorski, Życiowe Aikido,
JS & Co Dom Wydawniczy, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

Musisz mieć nadzieję, żeby wygrać.
*
Każdego dnia przypominam sobie, że mogę traktować swój umysł jako rzekę, nad którą siedzę. Nie wskakuję do tej rzeki, nie uciekam przed nią, nie przyspieszam też jej biegu.
*
[…] praktyka czyni mistrza. Nie odpuszczaj. Nawet jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem, próbuj znowu. To dlatego potrzebujesz być odważny.
(tamże)
grzmi, bo wie, jak być powinno. odkleił się od rzeczywistości, zaklina ją — nie jest tak, jak być powinno. nie drgnie jej nawet powieka, by nie wydało się, że widzi to inaczej.
88/365
Tomik wyczekany. Na wirtualnym stoliczku w dniu publikacji ibuka. Smakowany nieśpiesznie przy trzech kawach. Męki trwające prawie cztery dni, by wybrać fragmenty, te najwłaściwsze, które chcę tu mieć pod ręką. Wybrane, złożone, wyrzucone. Dwa wieczory mierzenia się z własną ograniczonością i zmiennością natury. Dziś ostatnie podejście: wybrane, złożone, zostają tu.
Czy można wierszem gównianą historię opowiedzieć? Można. I można to zrobić pięknie. Mikołajewski potrafi to zrobić przepięknie.
On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.
*
Przed epidemią mówiliśmy o „wirusie nienawiści”. Nikt już nie rozumiał, co znaczy „wirus”. W umierających rozpoznajemy w końcu skutek nienawiści. Zła to pociecha.
lekcja metafory
na lekcję metafory pan przyniósł dzisiaj
wirusa pogardy
i wirusa głupoty
wirusa spłaszczenia świętej wyobraźni
błogosławionej mateczki litości
i sługi bożej łaski przebaczenia
tak właśnie
powiedział
działa uproszczenie
pogarda
głupota
spłaszczona wyobraźnia
sproszkowane przebaczenie
i litość
[…]
jak wirus który nie jest metaforą niczego
tylko odwala swą zwykłą robotę
naturalną
bezkresną
niepodległą ocenom
*
Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.
wdzięczność
potrzebna jest nie bogu
lecz nam
*
Bóg zawsze nas łapie za język.
konsekwencje modlitwy
nie wódź na pokuszenie
i bóg zesłał starość
*
Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.
marzenie
nie ma wolnej woli
tylko przymus pieprzony który zbawi
bo skazał
*
wolę pytanie o sens
bo sensowniej
jest pytać bez szansy na dobrą odpowiedź
*
los to jest musieć i nie móc
inaczej
[…]
los jest bogiem
dlatego
bóg tak go nie lubi
*
pokój ludziom złej i dobrej woli
i ludziom niewoli
od własnego błędu
z którego rozliczać się będą przed sobą
w prywatnym czyśćcu
innego nie trzeba
*
musiałem przeoczyć
musiałem przeskoczyć
to nagłe pęknięcie
między kiedyś a teraz
*
oto w końcu doszło
do oczekiwanej harmonii
obu biegunów milczącego ciała
czas stopom spojrzeć w oczy
a oczom w stopy
*
sen we śnie
w którym właśnie w tej chwili
może jesteśmy
nie wiadomo które z nas
pyta
które odpowiada
długa droga przed nami
*
Moje sześćdziesiąte urodziny.
sto lat ale po co
żeby być coraz rzadszą rośliną
która puszcza liście stare
od urodzenia
i przeprosić cienie
zanim je spotkamy kiedy sami będziemy
już cieniem
Co dzień, wielokrotnie, jak zbir w ciemnej bramie, w myślach napadają na mnie starzy znajomi.
*
wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny
gdyby mimo wszystko zaczekał
na ciebie
Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

rozproszone wspomnienia ożywają we mnie
jedno rodzi kilka
a każde z tych kilku
chyba kilkanaście migotliwych cieni
których nazywanie byłoby jak próba
chrztu ryb co do jednej
w rozległej ławicy
*
z pauzami
dysgrafią
zawahaniem pióra
Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest — w moim odczuciu — dość serdeczny.
* * *
świat się mną najadł
zdradza skłonność do torsji
(tamże)
gówna w kolorowe papierki z feministkami nie będę zawijać. Sadownik to rozumie. wiem, dlaczego tylko on.
86/365
*
jest tylko to że rozumiesz
i kochasz
[…]
raz wyjdzie lepiej
raz nie wyjdzie gorzej
jest jedna i druga strona mocy
niemocy
Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.
Ostatnia z zamówionego pakietu. Wrażenia, mieszane podczas czytania (zakręcone konstrukcje językowe), musiały się uleżeć, bym mogła poczuć zachwyt i wybrać to, co chcę tu mieć. Wybór musiał być bardzo precyzyjnie określony, by przepisać z mozołem literkę po literce te fragmenty, których nie wyrzucę. Udało się! Wracam do ibuków — ich czytanie to czysta przyjemność bez elementów rehabilitacji dla jednej z moich dłoni.
Odsłaniać rzeczy, odnosić powierzchnię do jej głębokich źródeł, wynosić te źródła na powierzchnię — do tego nie trzeba po prostu czasu, musi to być pewien porządek czasu. Zasłona podnosi się stopniowo, podług zdolności, jakie można przypisać umysłowi […].
*
[Samoucy] posuwają się powoli, krok po kroku, wciąż porównując to, czego nie wiedzą, z tym, co wiedzą.
*
Triumf wiedzy, która zmniejsza nierówność, możliwy jest dzięki wiedzy o nierówności. […]
Równość i nierówność to nie dwa stany, lecz raczej dwie „opinie”, to znaczy dwa przeciwstawne założenia, które wyznaczają porządek nauczania.
*
Nauczyciel, który nie wie — nie wie o nierówności — zwraca się więc do „niewiedzącego” nie od strony jego niewiedzy, lecz od strony jego wiedzy. Domniemany niewiedzący wie już przecież wiele rzeczy. Nauczył się ich słuchając i powtarzając, obserwując i porównując, domyślając się i potwierdzając. Tak właśnie nauczył się ojczystego języka. […] Trzeba go tylko skłonić, by odniósł to, czego nie wie, do tego, co wie, by obserwował i porównywał, by opowiadał, co zobaczył i weryfikował to, co powiedział. Jeśli odmawia, to dlatego, że sądzi, że nie jest w stanie lub nie potrzebuje wiedzieć więcej. Nie niewiedza przeszkadza niewiedzącemu w wykorzystywaniu własnych zdolności, lecz jego zgoda na nierówność, ufundowana w przekonaniu o nierówności inteligencji.
*
A działanie maszyny nierówności zawiesić może nie wiedza nauczyciela, lecz wola. Polecenie wydane przez wyzwalającego nauczyciela nie pozwala rzekomemu niewiedzącemu zadowolić się tym, co wie, twierdzić, że nie jest w stanie wiedzieć więcej. Zmusza go do sprawdzenia własnych zdolności, do kontynuowania intelektualnej przygody za pomocą tych samych środków, którymi ją zaczął. Ta logika, działająca poprzez założenie równości i nakazująca jego potwierdzanie, zasługuje na nazwę intelektualnej emancypacji.
*
Uczeń jest zawsze poszukującym badaczem. Nauczyciel zaś jest przede wszystkim człowiekiem, który mówi do drugiego człowieka […].
*
[…] szkoła nie spełnia powierzonej sobie misji zmniejszania nierówności, ponieważ nic nie wie o tym, jak funkcjonuje nierówność. Udaje więc, że rozdzielając równo pomiędzy wszystkich tę samą wiedzę zmniejsza nierówność. Ale ten właśnie równościowy pozór stanowi w istocie motor reprodukcji szkolnej nierówności. Pozostawia on różnicowanie „indywidualnym talentom” uczniów. Same te talenty są jednak tylko kulturowymi przywilejami uwewnętrznionymi przez dobrze urodzone dzieci. Dzieci z klas uprzywilejowanych nie chcą tego wiedzieć, natomiast dzieci z klas podporządkowanych wiedzieć tego nie mogą, toteż same się wykluczają, odczuwając boleśnie swój brak talentu.
Jacques Rancière, O nauczycielach, którzy nie wiedzą,
przeł. Piotr Laskowski,
Oficyna Bractwa Trojka,
Poznań/Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Z czterech zamówionych książeczek ta, czytana jako trzecia, porwała mnie najszybciej i w pewien sposób nie oddała mnie światu. Wracam i wracam do niej, ale potrzebuję też ją już odłożyć, by zrobić miejsce na nowe zachwyty od jutra, od samego rana.
[…] rzeczy mogą stać się sobą — oderwane i uwolnione od zwyczajnego użycia […]. Skupiamy się na matematyce dla samej matematyki, na języku dla języka, gotowaniu dla gotowania, stolarstwie dla stolarstwa. Wszystko to jednak wydarza się w oderwaniu od wyznaczonego natychmiastowego celu. Przykłady natychmiastowych celów byłyby takie: ta średnia musi dać temu klientowi ogląd projektowanego oprocentowania; użyj poprawnej angielszczyzny, by sformułować listownie skargę do najemcy twojego mieszkania; tę zupę należy zanieść do stolika numer 7; te drzwi należy zamontować w domu na Baldwin Street.
*
Σχολή (scholè): czas wolny, odpoczynek, odroczenie, nauka, dyskusja, klasa, szkoła, budynek szkolny.
*
Nasi „źli uczniowie”, ci skazani na to, że nic z nich nie będzie, nigdy nie przychodzą do szkoły sami. Do klasy wkracza coś w rodzaju cebuli z kilku warstw szkolnego smutku — lęków, obaw, żalów, złości, niezadowolenia, wściekłej rezygnacji — narosłych wokół wstydliwej przeszłości, złowróżbnej teraźniejszości, przeklętej przyszłości. Oto oni: ich ciała w procesie stawania się, rodziny niosą w plecakach. Lekcja nie może się naprawdę rozpocząć, dopóki nie zdejmie się tego ciężaru nie obierze cebuli. Trudno to wyjaśnić, ale często wystarczy jedno spojrzenie, przyjazna uwaga, jasne, stanowcze słowo od uważnego dorosłego, by rozwiać te smutki, rozjaśnić umysły i spokojnie wprowadzić dzieci w czas teraźniejszy w trybie oznajmiającym. Korzyści są naturalnie tymczasowe; poza klasą cebula obrośnie na powrót warstwami, a jutro będziemy musieli zacząć od nowa. Ale właśnie na tym polega nauczanie: na zaczynaniu od początku raz po raz, aż osiągniemy krytyczny moment, gdy nauczyciel może zniknąć.
*
Wyobraźmy sobie pływaka próbującego przemierzyć szeroką rzekę. Może się wydawać, że usiłuje zwyczajnie przepłynąć z jednego brzegu na drugi (z ziemi ignorancji — do ziemi wiedzy). W tym ujęciu jednak sama rzeka nic by nie znaczyła, byłaby środkiem bez wymiaru, pustą przestrzenią; płynąć nią to jakby lecieć w powietrzu. Pływak w końcu dotrze oczywiście na drugą stronę, ważniejsza jednak jest przestrzeń pomiędzy brzegami — środek — miejsce wiodące we wszystkie kierunki. Tego typu wspólny grunt (middle ground) nie ma kierunku ani celu, ale umożliwia wszystkie kierunki i cele. Być może ‘szkoła’ to inne słowo określające tego typu wspólny grunt, gdzie nauczyciele wciągają młodzież w terażniejszość.
*
Szkoła stwarza równość dokładnie o tyle, o ile tworzy czas wolny, to jest na ile udaje jej się tymczasowo zawiesić czy odroczyć przeszłość czy przyszłość, czyni przez to wyłom w czasie linearnym, czasie przyczyny i skutku: „Tym jesteś, więc tym być musisz”, „Będzie ci to w życiu potrzebne, więc to właściwy wybór i odpowiedni dla ciebie przedmiot”. Przełamanie tego czasu i tej logiki sprowadza się do następującego mechanizmu: szkoła wciąga młodych ludzi w czas teraźniejszy […] i uwalnia ich zarówno od możliwego ciężaru ich własnej przeszłości, jak i potencjalnej presji wyznaczonej (lub z góry zaprzepaszczonej) przyszłości.
Jan Masschelein, Maarten Simons, Szkoła jako czas wolny, przeł. Maciej Łagodziński,
Oficyna Bractwa Trojka,
Poznań/Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Rodzina. Dawno, dawno temu twierdziłam, że to nic dobrego. Mogłam sobie szastać takim stwierdzeniem, bo miałam przywilej życia w rodzinie, która, poza drobnymi incydentami dysfunkcjonalności, działała dość dobrze.
Rodzina. Troszkę później, zaczęłam głosić tezę, że rodzina jest tworem z natury patologicznym — ludzie, dobierając się w pary, kierują się podobieństwami gustów, przekonań, światopoglądów, tym samym odrzucają inne gusta, przekonania i światopoglądy. Niby nic, ale… Nie jest łatwo zostać się zawodowym tancerzem, rodząc się w rodzinie prawników czy lekarzy od pokoleń, które mają plan na przyszłość każdego członka rodziny. Śmiertelnym zagrożeniem może być urodzenie się osobą nieheteronormatywną w ortodoksyjnej rodzinie wyznającej jedną z monoteistycznych religii.
Rodzina. Dziś myślę, że rodzina to zbiór ludzi, których na bardzo głębokim poziomie łączy miłość. Niektórym z tych ludzi jest do siebie bardzo blisko — bez wielu słów i pomimo trudnych wydarzeń, które były ich udziałem. Są tacy, że trzeba troszkę podrapać, by dotrzeć do tej bliskości. I są tacy, w relacji z którymi, ile byś nie kopał, to albo nie możesz się dokopać, albo ktoś Ci mówi: miłość? teraz? stary, spóźniłeś się wiele dziesiątek lat, za późno, nie chcę. Jestem w takim miejscu, że tym, którzy oczekują, że będę kopać głęboko, bo na to czekają, bo tego oczekują, bo uważają, że powinnam, uprzejmie mówię: dziękuję, nie. Wiem, że bardzo głęboko jest miłość i ta wiedza mi wystarcza; za wszelką cenę to już nie ja — poczucie skończoności życia obliguje do cieszenia się tym, co jest, bez stawiania warunków.
W takich oto okolicznościach przyrody trafia do mnie ta książeczka. Należy do jedynej serii wydawniczej, której wybaczam fakt, że jest tylko „w papierzu”. Tak, przepisałam te cytaty, bo chcę je tu mieć.
Rodzina. Płaczę ze śmiechu, gdy słyszę osłów i osłanki grzmiących, że rodzina naturalna jest najważniejsza, choć pojęcia o naturze nie mają żadnego. Naturalna według nich, czyli jaka? Dzieci, mama i babcia? Nic się nie zmieniło, podtrzymuję: każde dwie osoby, żyjące wspólnie są na wagę złota, każdy pojedynczy człowiek powinien być dla kraju ważny. Pozostaniemy gówno-krajem, dopóki tego nie zrozumiemy.
Rodzina nie jest jednak morfologicznie elementarną cząstką społeczeństwa. Przeciwnie, jest jego cząstką morfologicznie pochodną. Jej podstawą są społecznie uformowane osobniki. Jest też genetycznie wtórna — tworzywem pierwotnym jest grupa i ona wytwarza sposobem prób i błędów tę swoją szczególną odrośl, jaką jest monogamiczna rodzina. Jest więc rodzina funkcjonalnie zależna od grupy — grupa ma pulę ról do rozdania; pewne przypadają rodzinie, delegowanej do obsługi fragmentu tej puli, szczególnie tego, gdzie chodzi o odchowanie młodych. To zaś zabiera sporo czasu, „naga małpa” bowiem późno osiąga samodzielność.
*
Rodzina to układ społeczny o wysokim stopniu złożoności, wiążący bardzo różnych pod istotnymi względami ludzi, wiążący ich bez reszty (obszar autonomii jednostki jest w rodzinie w najlepszym razie niewielki) na długi zazwyczaj okres czasu. […] Rodzina przygotowuje nas do życia w świecie jako całości: uczy języka, daje pierwsze wyobrażenia i przekonania o rzeczywistości, wdraża elementarne nastawienie wobec świata, uczy współpracy i współżycia z innymi, przysposabia do radzenia sobie z konfliktami
Mało kto tymczasem nadaje się do uczestnictwa w tak bogatym układzie, a zarazem każdy może się w nim znaleźć. […] Kto wie, czy nie jest to jedyny układ, w którym robimy tak ważne rzeczy bez ustalonego progu kompetencji. Szewcem zostaje się o szkoleniu na szewca, ojcem czy matką po „szkoleniu” w rodzinie, czyli w środowisku takich jak my dyletantów.
*
Rodzina to układ niewolnczy. Poziom niewolniczej zależności jednych od drugich w rodzinie oscyluje od niewolnictwa pełnego i jawnego do szczątkowego i utajonego, pod czysto fizycznego, po „tylko” mentalnego.
*
Przemoc w społeczeństwie jawnym jest łatwo widoczna, zaś terror rodzinny, jedno z głównych źródeł społecznej przemocy, jest na ogół ukryty.
Bohdan Chwedeńczuk, Szpetna rodzina,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań/Warszawa 2020.

Ankiety (tu: suka, to dziwna kobieta). Zawsze mnie trochę kosztowały. Co można poprawić w wykładach? Czego brakowało studentkom i studentom? Czy jestem właściwą osobą na właściwym miejscu?
Akcja zbierania na moje ferrari zakończyła się po 132 godzinach i pięciu minutach dziś, cztery minuty po północy. Ja padłam dwadzieścia minut wcześniej, ale Gepardzica, Smoku, Sadownik i inni dotrwali do Nowego 100% Roku. Emocje jeszcze z nas schodzą.
Ta zbiórka była, ku memu zaskoczeniu, nie tylko zbiórką, ale również ankietą odwróconą — wśród Darczyńców byli dawni Studenci, dla których kontakt ze mną na zajęciach był ważny. Dobrze to wiedzieć. Trawię tę piękną żabę, a moje ferrari już się szyje.
Dziękuję. Thank you. Gracias. Grazie. Дякую.

* * *
Jest sobie Dorota,
kocha psa i kota.
Spotkała ją bardzo
ch****a przygoda.
Teraz, aby przebyć
choć kawałek drogi
musi mieć wehikuł
bardzo k***a drogi!
Sama nie nazbiera,
z nieba też nie spadnie.
Ratujmy Dorotę,
co została na dnie!
// Lucas, 19.03.2021.
*
Ta cudna Baba chce do parku wiosną, sama! Bo to taka samosia jest. ;)
//Leonia, 20.03.2021.
Ten moment, gdy melodia ludzkiego głosu rozsuwa się w słowa. Jeszcze nie rozumiesz zdecydowanej większości z nich, jeszcze nie zapiszesz bezbłędnie, ale już słyszysz słowa — czysta magia! Ludzki mózg jest czarodziejem.
Jovanotti, Ragazzini per strada.
Oggi è una bella giornata!
Ta seria wydawnicza — 333 książki temu, czyli dawno. Klik, klik, parę tytułów, które mnie interesują. Klik, klik, opłacone, zamówione. W piątek wrzucono do skrzynki. Wczoraj Sadownik przyniósł do ula.
LGBT to teraz bardzo modne słowo — powiedział. Zaniemówiłam. Kura przez wu, modne słowo? Modne to są spodnie, fryzura, kozaki i w niecovidowych czasach knajpy, ale nie LGBT! LGBT to ludzie, bardzo konkretni — mam wśród nich Przyjaciół, są wspaniałymi Ludźmi.
Siły pedalstwa, pobudzone piątkowym [27/28.06.1969] nocnym najściem policji na Stonewall Inn — jeden z największych, najbardziej popularnych i najdłużej istniejących gejowskich barów w mieście — w sobotni wieczór połączyły się w bezprecedensowym proteście, a w niedzielę w nocy powróciły, by do wczesnego rana walczyć o swoją obecność, przyszłość i dumę.
*
Po drodze mówił [Allen Ginsberg] […]: „Wiesz, ci faceci są tacy piękni — nie wyglądają na poranionych, a jeszcze dziesięć lat temu każdy pedał miał to wypisane na twarzy”. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, jak ktoś mówi o tym tłumie, że jest piękny.
Lucian Truscott IV, Gejowska moc na Sheridan Square,
przeł. Piotr
Laskowski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2019.

O serii Tikn
Słowo „tikkun” […] oznacza naprawę — naprawę świata. […]
Naprawa wymaga nie tyle zniszczenia zła, ile poszukiwania i chronienia tego, co w tym świecie może przynieść ocalenie. […]
[…] jedyną drogą wyjścia z nocy, jaka pochłania dziś nasze myślenie, jest porzucenie twierdzy tożsamości, odkrycie, że wszystko, czym jesteśmy, pozostaje ostatecznie nie nasze obce, tymczasowo używane. W miejsce przywiązania do spektaklu polskości, europejskości, Polski Walczącej czy kariery senior managera — potrzebujemy odwagi błądzenia, wędrowania, migrowania. Tym, co łączy nas z innymi jest właśnie wspólne doświadczenie istot, które dziwią się samym sobie.
Anna Blumsztajn
Jagoda Dolińska
Andrzej Grzybowski
Magdalena Kowalska
Piotr Laskowski
Maciej Łagodziński
Sebastian Matuszewski
(tamże)
mów, słuchaj, pytaj. dociekaj, gdy nie rozumiesz odpowiedzi. nie ustawaj, gdy wyjaśnienie rodzi nowe pytania.
79/365
Rzuciłam wszystkie cztery czytane książki, bo utknęłam w jednej z nich. Ze stosika nowość Mistrza z współautorem wyjęłam. Nie skończyłam, delektuję się, nie śpieszę, ale jak przeczytałam o tej roślinie — upartej dość — to pomyślałam, że musimy ją mieć w zielniku. W ten sposób w zespole redagującym zielnik pojawił się mężczyzna, a w zasadzie dwóch umiejących pięknie pisać.
Ale najbardziej zależy mi na żółtym, mocnym jak rzemień janowcu. Już nie wiem, czy drogi mi jest sam kwiat, czy legenda i znaczenia, jakie nadał mu Giacomo Leopardi. Chodząc po suchym, popielistym Wezuwiuszu, dostrzegł wielki samotnik w janowcu, świadectwo człowieka i jego – naszego – losu. W poemacie La Ginestra (czyli Janowiec właśnie) pisze o losie żółtego kwiatu jako bytu, który na dobrą sprawę w ogóle nie powinien istnieć. […] dano żyjątku (człowiekowi, roślinie…) „egzystencję na warunkach śmiesznych”. A mimo to – jesteśmy. My ludzie i on kwiat (po włosku: ona). I na dodatek potrafimy wypuszczać żółte płatki. Na znak, że trwamy. Znak nie tylko dla siebie — przede wszystkim dla innych, zwłaszcza dla tych, co zwątpili. Zrywam więc jedną ukwieconą łodygę janowca jak skarb i znak. Jak klucz do zasady zanegowanego, lecz upartego istnienia.
Jarosław Mikołajewski i Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Autor(ka) nieznany/a,
[dostęp: 20.03.2021], źródło.
Jarosław Mikołajewski:
Janowiec
Człowiek-Legenda odszedł trzy dni temu. Wiem, bo napisała mi o tym Saxifraga dwa dni temu wieczorem. Od wczoraj wracam do najważniejszego, co wciąż poza słowami.
Dick
Hoyt
(1940–2021)
Zapytał:
— Mamo, czy ktoś to kupi?
W ten sposób dołączył do Twórców, wystawiająch swoje prace na licytacje, z których dochód przeznaczony jest na moją rehabilitację. Spłakał mnie Oś tym pytaniem, spłakał wielkimi, dobrymi łzami. Pierwszego obrazu nikt spokojnie nie kupił — do ostatnich chwil toczyła się zaciekła walka między kolekcjonerami.
Gdy malował pierwszy obraz, nie wiedział nic o rodzącym się dyptyku. Gdy pierwszy znalazł swój nowy dom, drugi obraz do niego przyszedł i kazał się namalować, i sprzedać.

Oś.

A ja? Ja muszę je tu mieć. Autor wyraził zgodę.
wiosna. po cichutku i uparcie. idzie do nas.
75/365
*
fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy.
Jabłoń:
to zwykły niezwykły mlecz?
bo troszkę jakby nie…
Zawsze-Wolna-od-Nudy:
Podbiał
Sadownik & Jabłoń:
(w samochodzie, w krótkiej drodze po mieście)
Jabłoń:
Il gattino, come stai?
[Kotku, jak się masz?]
Sadownik:
(z udawanym wyrzutem)
Il gattino? Jak to brzmi?
Jabłoń:
Wolisz: Il gattone?
[Wolisz: Kocurze?]
Sadownik:
Musisz się tylko dowiedzieć,
jak jest wyliniały.
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
Przekład słów Romana Kurkiewicza* na mój świat brzmi:
najgorzej wykonane ćwiczenie jest lepsze
od najlepiej niewykonanego ćwiczenia.
___________
* za którego udziałem w audycji o książkach tęsknię od lat.
Ćwiczenie na temat Baza na Marsie czekało i czekało. Doczekało się.

Kaan.
*
Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj, dzięki wiedzy pozyskanej od Pełnoprawnej, z panami
Sebastianem i Bartkiem kroili na miarę wózek dla Drzewka)
Jabłoń:
(kobiecy dylemat na głos rozważa)
Pomarańczowy czy czerwony,
czerwony czy pomarańczowy…
Pan Bartek:
(profesjonalnym, bardzo poważnym tonem)
Czerwone są najszybsze!
*
Pan Ciasteczko:
(po wszystkim tonę nieodebranych połączeń miał,
więc numer po numerze oddzwania; zaczął od Onemu)
Dwie godziny ustalaliśmy detale.
Onemu:
(nie należy do niewybrednych)
To ja swoje auto szybciej kupiłem!
Liczbę mnogą poćwiczyć. Jak mówi Maestra-Di-Italiano: rozmnożyć rzeczowniki. Ćwiczenie sobie wymyśliłam, by przy okazji pouczyć się liczyć, niczym trzylatek, do dziesięciu, na blachę. Jestem najdumniejszą na świecie trzylatką, bo umiem się sobą zająć.
ene, due, riche*, fache*.
uno, ragazzo, ragazza.
due favole,
tre cani,
quattro scarpe,
cinque alberi,
sei monete,
sette sogni,
otto farfalle,
nove libri,
dieci parole**.
____________
* zapis po włosku, by fonetycznie brzmiało jak polska wyliczanka: ene, due, rike, fake…
** // à la Leon Leszek Szkutnik:
raz, chłopak, dziewczyna.
dwie bajki,
trzy psy,
cztery buty,
pięć drzew,
sześć monet,
siedem marzeń,
osiem motyli,
dziewięć książek,
dziesięć słów.
*
Mogłabym napisać znów to samo: [ł]omolę trzeci dzień. I gapię się… jak wtedy… na relację, na taniec i na to, co między tancerzami. Nie mogę przestać…
Achille Lauro, Bam bam twist.
Malandrino!
Uwielbiam branżowe żarty! Uwielbiam, pomimo tego, że nie zawsze mam towarzystwo do współdzielenia zachwytu.
Ulubione psy-choterapeutyczne mam dwa (pierwszy, drugi). Sprawdziłam — wciąż z tą samą intensywnością mnie bawią.
Gdy wczoraj z rana Sadownik pokazał mi ten, wiedziałam, że muszę go zawsze pod ręką mieć. Na szczęście są nurty psychoterapeutyczne niewymagające kozetki.

Autor(ka) nieznan(y/a).
kartonik w słońcu. potrafi uszczęśliwić. a trzy?
70/365
*
Zefir i Mars są niebywałymi Nauczycielami.

fot. Saxifraga, fragment.
I przyszedł cień…

fot. Saxifraga, fragment.
[…] takie miejsce […] , gdzie człowiek w naturalny sposób czuje się zadowolony i silny. Poklepał podłogę tam, gdzie siedział, mówiąc, że to właśnie jest jego miejsce, i dodał, że postawioną przez niego zagadkę muszę rozwiązać sam, zabierając się od razu do dzieła.
[…] wyjaśnił mi, że nie wszędzie siedzi się lub przebywa jednakowo dobrze, gdzieś na werandzie istnieje jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie czułbym się lepiej niż gdziekolwiek indziej. Moje zadanie polegało na tym, żeby odnaleźć to miejsce.
Carlos Castaneda, Nauki don Juana,
przeł. Adam Szostkiewicz, Rebis, Poznań 1997.
Kanapkowe czytanie trwa. Z niedzieli na poniedziałek kanapkę z nienormatywnymi na kawałek nocy odłożyłam, bo na tego Autora nie trzeba mnie namawiać — biorę, jak tylko dowiem się, że jest ibuk. A wewnętrzny ibukosknera na to: nie mogłaś poczekać? Nie mogłam. Nie powiedziałam ibukosknerze, że za niecałe dwa tygodnie ukaże się nowa książka Autora i że nie będę czekać, bo nie mogę się doczekać.
Książkę tę pisałem cztery lata, z czego trzy i pół roku zajęło mi podróżowanie pociągami po Polsce. Co tydzień pokonywałem około siedmiuset kilometrów, jeżdżąc drugą klasą PKP. […] Wielu ludzi twierdziło, że marnuję czas, pieniądze i życie. Przyzwyczaiłem się do tego i dla świętego spokoju przyznaję im rację.
*
Pociąg jest doskonałym miejscem, żeby zacząć wszystko od początku.
*
Sekundy na wszystkich dworcach świata są w tym samym momencie. Na stacjach kolejowych punktualność jest jak religia. Wszyscy, którzy chcą gdzieś dojechać, spoglądają w górę na wielki zegar i wyglądają, jakby się modlili. Część modli się za stratę czasu, część za niemożność spóźnienia, a część za plany, których nie da się zrealizować. Na dworcach czas zarządza wspomnieniami, które miały nastąpić.
*
Czekanie jest pokutą za grzechy. Głównie za te, których się nie popełniło.
*
Skoro nikt nie słucha, należy ciągle powtarzać to samo.
*
Siedząc w przedziale, staram się wiercić Bogu dziurę w brzuchu, ale nie wiem, od jakiego słowa zacząć. […]
Zaczynam od nowa napraszać się Najwyższemu, ale Bóg nie może nic odpowiedzieć, bo wtedy zdradziłby, że istnieje.
*
[…] postanowił, że zostanie świętym. Kiedy się dotlenił, wszystko mu przeszło.
*
„Ani to, ani tamto” – tyle podsłuchałem na temat mądrości. Ludzie, którzy tak myślą, są nad wyraz spokojni.
*
Nie mam szczęścia w grach losowych. Mam szczęście w tym momencie, chociaż ten moment też jest grą losową z mniej pewnie działającym rachunkiem prawdopodobieństwa.
*
Ile potrzeba czasu, żeby coś nadrobić?
Nic nie trzeba, bo nic nie da się nadrobić.
*
Wszystkie nieprzeprowadzone rozmowy zostają w nas na całe życie i powodują, że czujemy się jak w tunelu. Wiemy, że wyjście jest za nami i przed nami.
*
— Czy ty nie za rzadko o mnie myślisz?
— Myślę często, ale wszystko dociera z dużym opóźnieniem.
*
Po powrocie do domu moja głowa jedzie jeszcze co najmniej dwa dni.
*
Podobno wszystko magazynuje się w mięśniach.
Przechowuję w nich:
widoki, których nie pamiętam,
ludzi, których nie poznałem,
bary dworcowe,
zbyt szybko dopijane piwa,
nerwowo poszukiwane perony,
zgubione bilety i
myśli, których nie zapisałem.
*
Mam dużo czasu do zmarnowania, ponieważ czekam. Kiedy się czeka, najważniejsze jest, żeby nie myśleć o tym, że trzeba się gdzieś śpieszyć. Odzwyczailiśmy się od tego, ponieważ na coraz mniej rzeczy czekamy.
*
Charakter jest losem.
Mój charakter jest moim losem.
Jej charakter jest naszym losem.
*
Najlepiej odczuwa się życie, kiedy jest ono tragedią. Wtedy działa się intuicyjnie. Działa się jak zwierzę. Działa się jak niedźwiedź. Dlatego w tym momencie chciałbym się położyć i obudzić za pół roku. Jednak to niemożliwe, bo jestem żukiem przybitym szpilką do małej deski.
*
Graliśmy w kółko i krzyżyk. Niby nic się nie stało, przegrałem, chwilę później przegrałem po raz drugi. Zwykła małżeńska przemoc w granicach zdrowego rozsądku. Trzy kółka, trzy krzyżyki. Wszystko wydawało się tak proste, że przez moment poczułem, że mam system na życie.
*
Dusza nigdy nie przejmuje się ciałem, bo w przeciwieństwie do niego nie popełnia błędów.
*
Patrzy dwa metry przed siebie.
To wystarczająca odległość, żeby zrozumieć nieskończoność.
Filip Zawada, Psy pociągowe,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Czytanie kanapkowe uprawiam od jakiegoś czasu: Nienormatywni, Solnit (odkryłam, że mam jeszcze na stosiku nieprzeczytane dwie wcześniejsze jej książki), Nienormatywni i Solnit, czyli ta książka. Skończyła się w niedzielę, ale z publikacjami tej Autorki już tak mam, że muszą się uleżeć, nim będę w stanie wybrać cytaty, które chcę mieć tu pod ręką.
Nie mam pojęcia, jak to się stało, że ta książka leżała i czekała na mnie na moim stosiku czytelniczym półtora roku z hakiem.
Zamieszkujemy dziś skąpaną w świetle dnia przyszłość, która kilka dziesięcioleci temu stanowiła mrok nie do przeniknięcia. Wówczas ludziom łatwiej przychodziło wyobrażenie sobie końca świata niż rychłych zmian, jakie miały nastąpić w odgrywanych na co dzień rolach, w myślach, praktykach, zmian, których nie przewidziała w nawet najbardziej wybujałej fantazji literatura science fiction.
*
Musimy żywić nadzieję na ziszczenie się naszych własnych marzeń, ale i pogodzić się z tym, że świat jest o wiele dziwniejszy niż nasze wyobrażenia o nim.
*
[…] musimy mieć nadzieję — zaś nadzieja w tym znaczeniu, o którym tu mówię, nie jest nagrodą czy darem, ale czymś, co zdobywamy dzięki nauce, dzięki opieraniu się łatwej pokusie rozpaczy, czymś, co zdobywamy, kopiąc tunele, wybijając okna, otwierając drzwi i znajdując ludzi, którzy czynią podobnie. Bo ci ludzie istnieją. „Musisz im dać nadzieję” — powiedział dawno temu Harvey Milk. A potem to zrobił.
*
[…] niebezpieczeństwo jest siostrą możliwości.
*
Albo mamy w sobie nadzieję, albo nam jej brakuje; to wymiar duchowy; nie jest ona zasadniczo zależna od jakiegoś konkretnego spojrzenia na świat ani od oceny sytuacji. Nadzieja to nie rokowanie. To ukierunkowanie ducha, ukierunkowanie serca; wykracza ona poza świat bezpośrednio przeżywany i zakorzeniona jest gdzieś poza jego horyzontem.
*
Problemy to nasza specjalność, radzimy sobie z nimi, by przetrwać albo by naprawić świat, zatem stawianie im czoła jest lepsze niż odwracanie się do nich plecami, zamiatanie ich pod dywan czy zaprzeczanie ich istnieniu. Stawianie im czoła może być aktem nadziei, jednak tylko kiedy pamiętamy, że na problemach świat się nie kończy.
Nadzieja to nie brama, lecz przekonanie, że brama gdzieś istnieje, że istnieje jakieś wyjście z obecnych problemów, przekonanie żywione, jeszcze zanim znajdzie się właściwą drogę i nią podąży.
*
Nadzieja jest opowieścią o niepewności, o radzeniu sobie z ryzykiem, jakie niesie niewiedza o tym, co nas czeka za rogiem, a to jest bardziej wymagające niż rozpacz i w pewien sposób jeszcze bardziej przerażające. Ale i nieskończenie satysfakcjonujące.
*
Nieustannie jednak warto podkreślać, że nadzieja to dopiero początek; nie może być ona substytutem działania, ale jedynie jego podstawą. „Nie wszystko, z czym się mierzymy, da się zmienić, niczego jednak niepodobna zmienić, póki się z tym nie zmierzymy” – napisał James Baldwin. Nadzieja doprowadza nas do pewnego punktu, dalej konieczna jest praca.
*
Oto miejsce, w którym teraz stoję, aby zmierzyć się z przeszłością i przyszłością, miejsce, w którym zbiegają się opowieści, jedno z niezliczonych centrów świata.
*
Czasem wydaje się, że wiele i wielu z nas po prostu nie wie, jak być człowiekiem innego rodzaju, osobą, która potrafi mówić o wielkich marzeniach, o wzniosłych ideałach, o głębokich uczuciach; wydaje się, jakby pozostała nam jedynie zredukowana wersja „ja”, sarkastyczna i zdolna funkcjonować tylko na małą skalę.
*
Nie ma dnia bez chwil raju.
// Jorge Luis Borges
*
[…] w tym, co nieuchronne i oczywiste, pojawiają się pęknięcia.
*
„Zwyciężamy”, a nie „Zwyciężyliśmy”. To taki sposób mówienia i pisania, dzięki któremu możesz poczuć, że osiągnęłaś sukces, nie popadając przy tym w samozadowolenie, możesz czuć, że wciąż jeszcze piętrzą się przed tobą trudności, a jednak uniknąć poczucia klęski. Prawie wszystkie zwycięstwa okażą się tymczasowe, niepełne albo w jakiś sposób narażone na szwank, co nie znaczy, że nie możemy ich świętować tak, jak świętujemy zwycięstwa wielkie i oszałamiające, bo i takie przecież od czasu do czasu się zdarzają. Nie możemy się zatrzymywać.
*
[…] kryzys często wydobywa z nas to, co najlepsze.
*
Bóg Starego Testamentu ciężką ręką rządzi statycznym światem moralności, ja jednak raczej skłonna jestem wierzyć, że naszym światem włada zupełnie inna istota: Kojot, bóstwo rdzennych Amerykanów, niezniszczalny, lubieżny, zabawny i spontaniczny trickster, który pakuje się w katastrofy, zawsze jednak wychodzi z nich cało […].
*
Kojot zachęca, by zaufać fundamentalnej dziwaczności świata, jego poczuciu humoru, jego odporności.
*
[…] historią jest to, co się wydarza, natomiast anioł historii odmiennej mówi nam, że nasze czyny się liczą, że cały czas tworzymy historię dzięki temu, co się nie wydarzyło, podobnie jak dzięki temu, co się stało.
*
Nie jesteśmy już tymi, którymi byliśmy jeszcze niedawno.
Rebecca Solnit, Nadzieja w mroku,
przeł. Anna Dzierzgowska i Sławomir Królak,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Rozwiązanie większości problemów w rodzaju „A lub B” brzmi: jedno i drugie; najlepszym sposobem poradzenia sobie z tym paradoksem jest przyjęcie racji obu stron zamiast pozbywania się jednej lub drugiej w imię spójności. Pytanie brzmi: jak poukładać zdrowe relacje między tym, co lokalne, i tym, co globalne, a nie: jak stanąć po stronie jednego i uciszyć drugie.
*
[…] nie ma nic groźniejszego dla władz niż poczucie przynależności i obywatelstwa, niż nieustraszoność i poczucie jedności ze światem, całkowicie różne od podszytego lękiem ślepego patriotyzmu.
*
Potrzebujemy zmiany w kolosalnej skali i nie wiemy, czy uda się nam ją osiągnąć, póki tego nie spróbujemy.
*
W wielu krajach została uwolniona niezwykła potęga wyobraźni, pozwalająca nam odkrywać siebie na nowo, nawet jeśli niełatwo orzec, w jaki sposób ta wyobraźnia zdoła przeciwstawić się morderczemu ciężarowi neoliberalizmu, fundamentalizmu, zniszczeniu środowiska i doskonale się sprzedającej bezmyślności. Nadzieja nie wiąże się jednak z tym, czego oczekujemy. Oznacza uznanie zasadniczej niepoznawalności świata, wyrw w teraźniejszości, niespodzianek. […] spodziewać się cudów – przy czym nie chodzi o to, by oczekiwać, że pojawią się w określonym czasie i miejscu, ale by być gotowym na zdumienie i zachwyt, otworzyć się na to, że czegoś nie wiemy. To bowiem stanowi podstawę działania. […] Nie ma innej drogi, chyba że poddanie się. Ono zaś oznacza porzucenie nie tylko przyszłości, lecz także duszy.
*
Lepszy świat – tak. Doskonały świat – nigdy.
*
[…] nadzieja to siekiera, którą rozrąbuje się drzwi w sytuacji nagłej konieczności, bo nadzieja powinna nas wypychać za drzwi, bo musicie dać z siebie wszystko, by wytrącić przyszłość z kolein wiodących ku niekończącej się wojnie, ku unicestwieniu całej planety, jej bogactw i skarbów, i ku uciskowi biednych i zmarginalizowanych. Nadzieja oznacza po prostu, że inny świat jest możliwy, a nie że jest ziemią obiecaną, bowiem jego nadejścia nic nie gwarantuje. Nadzieja domaga się działania; działanie nie jest możliwe bez nadziei.
*
Nawet to, co zdaje się wydarzać nagle, sięga korzeniami głęboko w przeszłość i kiełkuje z nasion od dawna spoczywających w uśpieniu.
*
Mury wznoszą się i stanowią usprawiedliwienie tego, że tkwi się w miejscu, bramy zaś wymagają przejścia.
*
Nadzieja to dar, którego nie musimy się wyrzekać, moc, której nie musimy się wyzbywać.
*
Opowieści wyłaniają się z mroku i wychodzą na jasne światło dzienne. I choć na scenie rozgrywa się dramat naszej bezsilności, mrok skrywa sekret naszej mocy.
(tamże)