piątek, stycznia 21, 2022

4518. Punkt #C ważnego wypunktowania

Autorka — powieściowa debiutantka, jak dla mnie odkrycie, już czekam na kolejne jej książki — polska Genova! Żadnego rwania na okładkę, haczyk krótkiego tytułu i prostej szaty graficznej połknęłam w mgnieniu oka.

To dla mnie czwarta książka dotycząca życia z konsekwencjami lub obok kon­sek­wen­cji choroby Alz­hei­me­ra (osobisty chronos czytelniczy: I, II, III; tej nie liczę, bo kłamie). W tej książce alzheimer jest także pretekstem do poruszenia kwestii, które dotyczą wszystkich — nie tylko tych dotkniętych nieuleczalnymi chorobami lub od­ło­żo­nym w tkankach czasem.

Wybieranie cytatów zajęło mi kilka dni, ale jednego byłam pewna, nim zaczęłam myśleć o wyborze. Po #A i #B Izabeli Morskiej (wspomnianej również w tej książce) ta opo­wieść jest obo­wiąz­ko­wym — tym razem beletrystycznym, nie mniej ściska­ją­cym w dołku — punktem #C.

Z kolei prace nad szczepionką redukującą zawartość amy­lo­idu beta i innych białek są zaawansowane, chyba na­wet we­szły w fazę testów na ludziach.
     Zresztą – to już przecież nie dla nas. Jesteśmy za daleko. Za głę­boko. Po szyję w tym nurcie, tych rzekach.

*

Krótkie rozmowy dotyczą zdrowia, radzenia sobie, tu każdy chce usły­szeć, że dobrze, bez szczegółów, a potem przechodzą do ży­czeń. Ale czego życzyć nieuleczalnie chorej osobie, na ręce syna.
     Zdrowia? Nie bardzo.
     Poprawy? Trzeba być realistycznym.
     Cudu? Trochę niezręcznie, to demaskuje beznadziejność sytuacji i brak wiary składającego. I jego niewiedzę o chorobie, w tym o jej gorzkich, najtrudniejszych aspektach.
     Nadziei?
     Może siły? Tak, najczęściej słyszę życzenia siły w zmaganiach z przeciwnościami losu. Z tą jedną, konkretną przeciwnością, nienazywaną wprost. Tabu. Nazwa nie pada często, zresztą po co by miała padać. Znamy ją.
     I wytrwałości. Tego też ludzie mi życzą.
     Powinni jeszcze pieniędzy, biorąc pod uwagę ceny wszystkiego i leków oraz postępującą inflację. Ale o tym akurat nie wspominają. Może nie wypada. […] 
     Czasem myślę, żeby sobie wsadzili gdzieś te modlitwy, a zamiast tego zaproponowali pomoc. Może niekoniecznie od razu mycie okien w całym domu, koszenie trawnika, cyklinowanie podłóg, ale jakieś zakupy, apteka czy drogeria, wzięcie ojca na spacer, godzinę czy dwie z nim w weekend, kiedy siedzimy sami, poczytanie mu książki, wspólne posłuchanie muzyki.

*

Słowa związane są z rzeczami zwykłym sznurkiem […].

*

[…]  irytują mnie współczujące spojrzenia Elżbiety i jej brak świadomości tego, jak to wszystko wygląda. Z czym się wiąże. Osoba z innego świata: obowiązków wyłącznie z wyboru.

*

Mam w pudle także książkę od Elżbiety, podobnych do Lavant gabarytów, coś z „psami” w tytule.
     Weź, powiedziała, to też o psychiatrii, spojrzenie na polską współ­czesność.

*

Film, książki i podwójne salto mortale do wewnątrz.

*

Nie było mnie i teraz też nie jestem w stanie stwierdzić wy­raź­nie, że wy­raź­nie jestem.

*

Chcę iść żyć. Udawać cząstkę społeczności. Chcę tylko wyjść z domu.

*

Patrzę w brązowe oczy naszej suki. Jest nasza, nikt się po nią nie zgłosił. Wygląda, jakby rozumiała wiele.
     Czasami, na przykład dziś, mam wrażenie, że rozumie więcej niż ojciec.
     Czasami mam też wrażenie, na przykład właśnie teraz, że ogarnia świat lepiej ode mnie.

*

Zostałem ostrzeżony, ale nie byłem przygotowany. Na to wszystko trudno się przygotować.

*

Coraz rzadziej wiem, o co mu chodzi. Zazwyczaj nie mam pojęcia. A jedyne, co mogę, to patrzeć, obserwować. Interpretować też mogę, jasne, choć to przecież nie przybliża mnie do rozumienia. […]  Nie wiem, co może mieć w głowie, kiedy ciska telefonem o ścianę. Słoikiem dżemu o podłogę. Kiedy powtarza ciągami ten sam zestaw sylab. Kiedy ze złością odpycha moją rękę. Albo uderza dłonią w oszkloną szafkę, choć to jasne, że szkło pęknie. Kiedy jest agresywny.

*

Widzę ciszę, ale czuję energię eksplozji.

*

Osiem dni i nas dwoje, nas troje, bo pies, nas czworo, bo jeszcze kot.
     Codzienna rutyna. […]  Rytuały nadające dniom rytm, dzięki któremu jest szansa poczuć się bezpieczniej w chaosie. Strukturyzujące bezładne strumienie zdarzeń w celowe sekwencje, prowadzące dokądś, przynajmniej z pozoru.

*

Pyta o zdrowie ojca, odpowiadam wymijająco. Dla mnie liczy się forma. Ta tu i teraz, dzisiaj, jest dobra.

*

Siedzimy w ojca pokoju, kolorujemy trójkąty. To znaczy – on koloruje, a ja, z ekierką w ręku, rysuję spiralę Teodorosa.

[dostęp: 21.01.2022], źródło.

*

Tu ochłodzenie ochłodzeń. Morze Barentsa niezrozumienia. Jakaś niepojęta nieprzekładalność perspektyw.

*

To społeczeństwo, podkreślam, nadaje osobom starszym status zależnych i bezproduktywnych. Działalność pożyteczna gospodarczo nie ogranicza się do udziału w rynku pracy.

*

Rozpowszechnione przekonanie o ekonomicznym fun­da­men­cie społeczeństwa jest bezzasadne.

*

Zadanie 95: Budowa szpitala dla chorych psychicznie kosztuje 6 milionów marek. Ile domów mieszkalnych po 15 000 marek można by wybudować za tę kwotę?
     (niemiecki podręcznik, 1935)

*

Czy znają państwo pojęcie biowładzy?, zaczynam najprościej, jak umiem.
     Odpowiadają, że tak. Ale wyczuwam z tonu, widzę po minach, że raczej nie. Mowa niewerbalna jest starsza niż ta druga, może dlatego bardziej się jej ufa. A może z tego powodu, że trudniej w niej kłamać.

Barbara Woźniak, Niejedno,
Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2021.
(wyróżnienie własne)

Niestety w dydaktyce i w praktyce lekarskiej dominuje podejście biomedyczne. Pacjenci traktowani są pater­na­li­stycz­nie, ciała chorych są uprzedmiotawiane, w pro­ce­sie te­ra­peu­tycz­nym często nie szanuje się podmiotowości i intymności drugiego człowieka, co w szczególności uderza w grupy niemające głosu, a więc najbardziej bezbronne i podatne na tego rodzaju nadużycia: w pacjentów całkowicie lub częściowo niekompetentnych, w osoby starsze, a także w grupy nieuprzywilejowane, takie jak kobiety, mniejszości seksualne, etniczne, w przedstawicieli niższej klasy społecznej.

*

Podczas całych studiów przyszły medyk ma szansę ze­tknąć się z etyką raz, dwa lub najwyżej trzy razy, w pier­wszych latach kształcenia (o ile wybierze taki fakultet). Kończąc studia, prawdopodobnie nie będzie nic pamiętał.
     Do tego etyka nie budzi entuzjazmu, dopowiadam sobie w głowie, już nie na papierze. Większym powo­dze­niem cieszą się zajęcia z samoobrony przed agre­syw­nym pacjentem. Czyli takim, który zapomniał, naj­pew­niej chwilowo, pod wpływem emocji, że pa­syw­ność poddawanego obróbce przedmiotu, pokora i uniżoność to cechy, które są bardzo pożądane i pomocne w trakcie przechodzenia przez tryby machiny służącej przy­wra­ca­niu zdrowia. Niezbędne nawet.

*

Trzeba się przygotować na tę podróż. Jednak.
     Nazwałem ją podróżą wędrowca do zmierzchu.

*

Dobry pacjent – to taka rola. Scenariusz jest bardzo prosty. Kładzie nacisk na powinności, o pra­wach zwykle się milczy.
     Dobry pacjent nie truje pretensjami. Nie wyraża zdzi­wienia. Nie okazuje emocji. Robi notatki. Nie filo­zo­fu­je. Nie zadaje krępujących pytań. Rozumie zawiłe terminy. Pracuje nad sobą. Jest uprzejmy. Zmienia nawyki. Ma zdrową wątrobę i wypchany portfel. Jest rozrzutny, nie może być sknerą. A jeśli nie ma pie­nię­dzy, nie żal mu pamiątek rodzinnych. Ukrywa roz­cza­ro­wa­nie i lubi pielgrzymować. Cierpliwy jest. Nie unosi się gniewem. Nie pamięta złego. Wszystko znosi. Wszyst­kie­mu wierzy. We wszystkich pokłada nadzieję. Wszystko przetrzyma.
     No i najlepiej, żeby nie był chory.

(tamże)

czwartek, stycznia 20, 2022

4517. 20/365

     — Musi pani…
     — Proszę?

Nie było mnie w urzędzie dziesięć lat — zmieniły się mebelki, pojawiły się numerki, urzędnicza mentalność drgnęła, ale ma jeszcze przed sobą długą drogę.

20/365

poniedziałek, stycznia 17, 2022

(4502+14). Zielnik (XXXIV)

Najpierw o niej czytałam. Potem Saxifraga upewniła mnie, że jadalna jest ta piękność. Na koniec wypatrzyłam ją zatrzymaną w pikselach Thorstena.

     — Wróć, wróć, wróć! — krzyczało coś we mnie. — Musisz ją tu mieć!
To mam.

Po obu stronach ścieżki rozciąga się dywan świecącego na zielono szcza­wi­ku zajęczego, zrywam kilka listków i wkładam sobie do ust. Ma kwasko­wa­ty smak, taki sam jak w lesie, w którym bawiłyśmy się w dzieciństwie, ale trudno przełyka się rozmiękłe listki, dlatego je wypluwam. Stella patrzy na mnie rozbawiona.
     – Można je dodać do sałatki – mówi.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Thorsten, fragment.

Thorsten:
Szczawik zajęczy

4515. Bo Barnes…

La Belle Époque — nie sięgnęłabym po książkę o niej. Szaleństwa La Belle Époque — mowy by żadnej nie było. Ale jest Julian Barnes i intrygująca okładka, i ibuko­skne­ra, który upolował książkę przy okazji czarnych piątko-weekendów pod koniec zeszłego roku.

Historyczna ignorantka we mnie zachwyciła się nieoczywistością otwarcia opo­wie­ści i chwilę trwało nim dotarło do mnie, że książka ta to przygoda z historią, plotkami i mentalnością belle époque w rolach głównych. Zdjęcia znanych osób wypadające z czekoladek Félixa Potina — majstersztyk! — prototyp nadciągających pod koniec XX wie­ku osób (znanych z tego, że są znane), które reklamują papier toaletowy?

To opowieść-przykład o tym, że każda epoka rządzi się własną szajbą.

„Szowinizm jest jedną z form ignorancji”. Pisałem tę książkę w ostat­nim roku przed pełnym złudzeń, masochistycznym wyjściem Wiel­kiej Bry­tanii z Unii Europejskiej. A maksyma doktora Pozziego często przy­cho­dzi­ła mi na myśl, ponieważ angielskie elity polityczne, niezdolne myśleć po euro­pej­sku (niechętne temu albo zbyt na to głupie), nieustająco zachowywały się tak, jakby utożsamiały to, czego same chcą, z tym, co ma się wydarzyć. Angli­cy (nie chodzi o ogół Brytyjczyków) często chełpili się swoim wyspiar­skim ro­do­wo­dem, brakiem zainteresowania „innymi”, preferując trywialne żarty i bezzasadne oszczerstwa.

*

Zdanie Barbeya d’Aurevilly także pasuje tu jak ulał: „Anglia, ofiara swo­jej historii, zrobiwszy krok ku przyszłości, teraz cofnęła się i przy­siadła w swo­jej przeszłości”. […]  Jestem synem nauczycieli ję­zy­ka obcego, których – gdyby żyli – zasmuciłby spadek poziomu nau­cza­nia języków nowożytnych. „Och, wszyscy mówią teraz po angielsku”, często słychać te pełne samozadowolenia słowa. Ale jak każdy nauczyciel lub student języków wie, rozumieć obcy język oznacza rozumieć tych, którzy się nim po­słu­gują; a co więcej, rozumieć, jak oni po­strze­ga­ją i rozumieją twój kraj. To rozwija wyobraźnię.

*  *  *

Belle époque była okresem wielkiego bogactwa dla bogatych, władzy spo­łecz­nej dla arystokracji, niepohamowanego, wyrafinowanego sno­bizmu, karkołomnych ambicji kolonialnych, mecenatów artystycznych i po­je­dyn­ków, których skala przemocy często bardziej odzwierciedlała indywidualną wybuchowość niż urażony honor. Nie można powiedzieć nic dobrego o I woj­nie światowej, ale przynajmniej zlikwidowała większość tych zapędów.

*

W 1905 roku, kiedy wprowadzano zmiany w Kodeksie Napoleona, Hervieu był członkiem komitetu, który miał dokładnie zbadać i, jeśli to konieczne, przeredagować artykuł 212: „Mąż i żona są sobie wzajemnie winni wier­ność, wsparcie i pomoc”. Hervieu zasugerował dodanie jednego słowa: „miłość”. Komitet, przypuszczalnie uznając, że owe trzy wymogi to ma­ksi­mum tego, co jakiekolwiek małżeństwo jest w stanie udźwignąć, odmówił przyjęcia jego rekomendacji.

*

Medycyna była w rozkwicie, jeśli chodzi o postęp i pomysłowość, i Pozzi, który napisał ponad czterdzieści artykułów na temat leczenia ran po­strza­ło­wych i innych ran wojennych, był w tej dziedzinie głównym ekspertem. Lecz broń stawała się coraz skuteczniejsza, podczas gdy ciało ludzkie zachowało swoją pierwotną wrażliwość. Zapewne często przychodziło to Pozziemu na myśl.

*

Słynne było oburzenie amerykańskiego chirurga Charlesa Meigsa (1792–1869), kiedy zasugerowano, że on i jego koledzy powinni myć ręce przed operacją. „Lekarze to dżentelmeni”, twierdził uparcie, „a ręce dżentelmenów są czyste”.

*

Tracisz nogę i pocisk, ale zyskujesz żółwia: w literaturze faktu jest więcej niepewności niż w fikcji.

*

Mój drogi i nieodżałowany Pozzi zwykł zapewniać mnie [Roberta de Montesquiou]  , że po przebudzeniu z trudem powstrzymywał radość odczuwaną na myśl o wszystkich pociągających rze­czach, które ten dzień miał dla niego w zanadrzu […].

*

Ale trudno nam uniknąć patrzenia z dzisiejszej perspektywy i odczytywania dzisiejszych emocji u tych, którzy się w nas wpatrują. […]  w pewien sposób próbujemy przywrócić ich do życia, prowadzić z nimi bezgłośną rozmowę; mamy wrażenie, że oni także patrzą na nas. I podczas tej wymiany możemy błędnie przyjąć, że ich uczucia to wersja naszych uczuć – lub też za­sta­na­wiać się, jakie byłyby nasze uczucia, gdybyśmy się znaleźli na ich miejscu; a także, że są w jakiś sposób tak samo zainteresowani nami jak my nimi.

*

Nie wiemy.
     Czasami wszystko sprowadza się do pytania: kto z nich rządzi? I czy oni robią to, co sądzą, że robią?

*

Pewnego razu naoczny świadek oskarżył Daudeta o kłamstwo. „Oczywiście kłamię”, odpowiedział Daudet. „Gdybym nigdy nie kłamał, byłbym zwy­kłym rozkładem jazdy pociągów”.

*

Istnieją plotki, istnieją też plotki na temat seksu. Plotka na temat seksu ma to do siebie, że każdy w nią mniej lub bardziej wierzy (nawet jeśli udaje, że nie), ponieważ zawsze wydaje się prawdopodobna. Niekoniecznie dlatego, że plotka potwierdza pewne istniejące wcześniej poszlaki (chociaż może); ale raczej dlatego, że seksualne zwyczaje istot ludzkich są tajemnicą, lecz taką, która po „ujawnieniu”, ujawnia szerszą tajemnicę ludzkiej oso­bo­wo­ści. Och, to wszystko tłumaczy – teraz rozumiem, oczywiście, teraz wszyst­ko ma sens.

*

Dlaczego teraźniejszość tak łatwo ocenia przeszłość? Jest zawsze jakaś neurotyczność w teraźniejszości, która uważa się za lepszą od przeszłości, ale nie potrafi przezwyciężyć dokuczliwego lęku, że może to nieprawda. Stoi za tym jeszcze jedno pytanie: jakie mamy prawo do tego, żeby oceniać? Jesteśmy teraźniejszością, a to jest przeszłość: zazwyczaj większości z nas to wystarcza. Im dalej odchodzi przeszłość, tym atrakcyjniejsze staje się jej upraszczanie. Jakkolwiek wielkie byłoby nasze oskarżenie, przeszłość nigdy nam nie odpowie, zachowa milczenie.

*

Każdy praktykujący powieściopisarz zna dowcipną, choć poważną odpo­wiedź, kiedy o jego fachu dowiaduje się ktoś dopiero poznany. „Chyba mu­szę uważać na to, co mówię, prawda?”; albo czasami: „Mam dla pana świetną historię”. Ty odpowiesz (no dobrze, ja odpowiem): „To tak nie działa”, ponieważ to tak nie działa.

Julian Barnes, Mężczyzna w czerwonym płaszczu,
przeł. Iwona Chlewińska, Świat Książki, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

C’est bien bô! (To taaakie piękne!).

*

Niektórzy zamkną książkę, którą trzymają w rękach, i jednocześnie zamkną swoje umysły; inni zostawią je otwarte i pełne zadumy.

*

[…]  często zanim prawdziwa miłość się zacz­nie, jest wiele „myślenia o tym, że kogoś kochasz”.

(tamże)

4514. Złota Siekiera 2022 — Nominacja (#1)

logo new balance Nie ma to, jak dać się zaskoczyć. Tym razem niemile. Sadownik chciał przy okazji rzucić okiem. Trampki. Nienajtańsze. I co? I sprawa prosta jak sznurek w kie­sze­ni. Trampek na rzepy lub gumki nie ma w ofercie — nie tylko w tym konkretnym sklepie, ale w ogóle w tej firmie — upewni­łam się. Osoby z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi i kobiety w trze­cim trymestrze ciąży nie potrzebują sportowego obuwia, bo każda brana na serio osoba, kura przez wu, musi sobie ra­dzić ze sznu­rów­kami. Naprawdę? Ableizm powszedni w praktyce życia.

New Balance—Old Ableism.


Złota Siekiera 2022

sobota, stycznia 15, 2022

4513. Zielnik skrzydeł (II)

Piękno absolutne! Jak dla mnie niewyobrażalne.
Wspomnienie z mazurskiej wsi wprost.

Dawny zielnik piór od jakiegoś czasu w bezszelestny sposób stał się synonimem zielnika skrzydeł, zauważyłam. Czas więc porządnie liczyć.


fot. Thorsten, fragment.

Thorsten:
Piórolotek pięciopiór
łac. Pterophorus pentadactyla
Piórolotek śnieżynka

piątek, stycznia 14, 2022

4512. O partnerstwie

Sadownik & Jabłoń:
(mkną obok siebie po centrum handlowym, by zrobić
zdjęcie do nowego drzewkowego dowodu osobistego
)

Sadownik:
(z lekkkością pcha prawą ręką
ferrari bez przystawki
)

Jabłoń:
(zachwycona, że jest obok Sadownika;
odpowiedzialna za sterowanie rękoma
)
To się nazywa partnerstwo!
Ty pchasz, ja steruję.

środa, stycznia 12, 2022

4511. 12/365

byłaby dumna z każdego pra­wi­dło­wo po­sta­wio­ne­go przeze mnie przecinka — ustaliliśmy z Białym Krukiem. zna­lazł przepis kreślony Jej ręką. literki Mamy Orzeszka mu­szę tu mieć.

12/365

4510. U Białego Kruka (XC)

Biały Kruk niepocieszony. Jeden puzzel nie pasuje. Dwóch dodatkowych brakuje. Skończone, wrócą do inwestora. Jabłoń zachwycona, widzi tylko potencjał w brakach.

Tradycyjnie, z każdymi skończonymi puzzlami jesteśmy bliżej wiosny. Na żurawie już czekam.


fot. Biały Kruk.

wtorek, stycznia 11, 2022

4509. 11/365

żadnego problemu z feminatywami nie było, ponieważ okazało się, że plejada figur wewnętrznych, które mają do powiedzenia tylko: nie tak, bez sensu, źle, nie dość dobrze, za póżno, za wcześ­nie, za mało, za dużo, to w moim przypadku sami męż­czyź­ni (o!). dumni z siebie opresorzy, ustawieni w szeregu, re­pre­zen­tu­ją przekrój mę­skiej Rzeczypospolitej Polskiej przez wieki — jest z sumiastymi wą­sa­mi i buzdyganem, jeden z sza­blą, inny z kijem bejs­bo­lo­wym, facet z siekierą i taki z ma­czu­gą. w pęczku dość osobliwi, nie przyjmują do wiadomości, że ży­ję w XXI wieku, więc trudno było mi tego nie sko­men­to­wać:
     — ho, ho, panowie, wolne żarty!

11/365

4508. Opróżnianie filiżanki wrażeń

Intensywne trzy dni trzymały mnie skutecznie z daleka od czasu spędzanego wy­łącz­nie w swoim towarzystwie — czasu, którego potrzebuję jak kania dżdżu. Potrzebuję odparować, przemyśleć, poczuć, przeżyć do cna, dowiedzieć się, co ja o tym wszyst­kim myślę. W moim przypadku to wymaga czasu — nie ma drogi na skróty.

Upuścić tę książkę tutaj, ale jak? Zachwycić się czytaniem o pisaniu? Mało! Nad­mie­nić o słowach, które, choć dawno temu (przed internetem) ułożone w rządek zdań i aka­pi­tów, wciąż są aktualne? Mało! Wspomnieć, że Autorka swoje wiedziała na te­mat choroby neurodegeneracyjnej? To chyba ważne tylko dla mnie. Mało? To niech będzie to wszystko razem. Plus dwa zdjęcia, które robią mi różnicę, więc chcę je tu mieć pod ręką.

Jej narracyjna literatura faktu to pytanie o prawdę. […]  prawda jest tymczasowa, a jedyną rzeczą, która ją potwierdza, jest to, kim jesteś w chwili pisania tego czy tamtego tekstu, a twoje radości, skłonności i uprzedzenia też są częścią pisarstwa.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  część wyjątkowego charakteru dzieł Didion wiąże się z jej odmową udawania, że nie istnieje.
// Hilton Als w Przedmowie.


fot. Thea Goldberg,
[dostęp: 9.01.2022], źródło.

*

[…]  niepokój potrząsa prętami klatki codzienności […].
// Hilton Als w Przedmowie.

*

Jako dziecko karmiono ją stałą dietą złożoną z mitów – mitu o krzepkich indywidualistach, zachodniego mitu o dążeniu do celu. […]  I to Eduene [Mama] dała pięcioletniej Joan dziecięcy notes w linie, żeby przestała na­rze­kać i zapisywała, co ją dręczy.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  niektórzy z nas walczą w te same dni, kiedy inni upa­dają […].

*

Pewnym sposobem, w jaki dzieci trzymają się krawędzi świata, jest wiara w to, że znajdują się w jego centrum. […]  Dorastając, człowiek w sposób nie­unikniony zaczyna dostrzegać, że odległość między miejscem, gdzie stoimy na stałym gruncie, a całkowitym wypadnięciem przez krawędź świata jest niezwykle mała, a my i inni ludzie, nie mó­wiąc już o naszych rodzicach, jesteśmy postrzeleni i samotni, bo wszyscy ta­cy jesteśmy.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  Didion, rzeźbiarka słów w granicie konkretu […].
// Hilton Als w Przedmowie.

*

Why I Write. Mamy tu trzy niedwuznaczne słowa, które współdzielą pewien dźwięk, a mianowicie:
     ja
     ja
     ja
.
     Pod wieloma względami pisanie to akt mówienia „ja”, narzucania się innym ludziom, twierdzenia: posłuchaj mnie, zobacz to na mój sposób, zmień zdanie. To akt agresywny, nawet wrogi. Jego agresywność można ukrywać jak tylko się chce pod osłoną zdań podrzędnie złożonych, przy­da­wek i nieśmiałych trybów łączących, za po­mo­cą elips i uników – za pomocą całej tej maniery sugerowania zamiast twierdzenia, czynienia alu­zji za­miast oświadczania – ale nie da się obejść faktu, że umieszczanie słów na pa­pie­rze to taktyka ukradkowego tyrana, inwazja, narzucenie wrażliwości pisarza czytelnikowi w jego najbardziej prywatnej przestrzeni.

*

Piszę wyłącznie po to, by dowiedzieć się, co myślę, na co patrzę, co widzę i co to oznacza. Czego chcę i czego się obawiam.


Joan Didion
(1934–2021)

fot. Autor(ka) nieznan(y/a), fragment,
[dostęp: 9.01.2022], źródło.

*

Wszystko, co wiem o gramatyce, to że jest nieskończenie potężna. Zmiana struktury zdania zmienia znaczenie tego zdania, tak samo nieodwołalnie i nieugięcie, jak ustawienie aparatu zmienia znaczenie fotografowanego przedmiotu. […]  Układ słów ma znaczenie, a pożądany przez siebie układ znajdziecie w obrazie tkwiącym w waszych głowach. To ten obraz dyktuje układ. To obraz dyktuje, czy będzie to zdanie podrzędnie złożone, czy nie, zdanie kończące się twardo czy wygasające stopniowo, długie czy krótkie, aktywne czy bierne. Obraz mówi wam, jak ułożyć słowa, a układ słów mówi wam, albo mnie, co dzieje się na obrazie. Nota bene:
     Mówi wam.
     A nie wy mówicie jemu.

*

[…]  co mi chodziło po głowie, a nie, o co mi chodziło […].

*

„Jeśli powiesz za dużo, tracisz część tej tajemnicy”, powiedział kiedyś Robert Mapplethorpe dziennikarzowi BBC, który chciał porozmawiać o jego pracy. „Chcesz mieć możliwość skorzystania z magii chwili. To właś­nie gorączka uprawiania fotografii. Nie wiesz, dlaczego tak się dzieje, ale się dzieje”.

*

Uczyń miejsce dostępnym dla oczu, a pod pewnymi względami nie będzie już dostępne dla wyobraźni.

*

Był to człowiek [Ernest Hemingway], dla którego słowa miały znaczenie. Pra­co­wał nad nimi, rozumiał je, dostawał się do ich środka. […]  Albo ci za­le­ży na interpunkcji, albo nie, a Hemingwayowi zależało. Albo ci zależy na „i” oraz „ale”, albo nie, a Hemingwayowi zależało.

*

Szukam tego, co nieoczekiwane. Szukam rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem.
// Robert Mapplethorpe

Joan Didion, Powiem wam, co o tym myślę,
przeł. Jowita Maksymowicz-Hamann,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

*

Jabłoń:
Kotku, mam problem
z feminatywem od „proroka”.

Sadownik:
Wróżka?!?

*

Joan Didion była prorokinią w 1968, pisząc poniższe sło­wa, smutne bardzo i tak bardzo prawdziwe w trzecim dzie­się­cio­leciu XXI wieku w kraju nad Wisłą:

[…]  mówię tu o czymś otępiającym i kuriozalnym, o nie­zdol­ności nas wszystkich do rozmawiania ze sobą w jakikolwiek bezpośredni sposób, o porażce ame­ry­kań­skich gazet, jeśli chodzi o „nawiązanie kontaktu”.

*

[…]  problem polega nie tyle na tym, czy ufa się informacjom, co na tym, czy się je znajduje […].

(tamże)

piątek, stycznia 07, 2022

4507. 7/365

nic się nie zmieniło. a
zmieniło się wszystko.
jestem.

7/365

4506. Nim nadejdzie jutro

Przez przypadek odkryta. Z premedytacją zamówiona. Trzeba było tylko poczekać, by przyszła. Przyszła. Piękna. Nic dodać, nic ująć, poza anegdotą o poczuciu wieku.

     — To Helmut jeszcze żyje? — błysnęło zachwytem Drzewko w rozmowie z Białym Krukiem kilka dni temu. Pytanie wydało się Białemu Krukowi absurdalne, ale Hel­mut Drzew­ku — prawie czterdzieści lat temu, gdy zrobił w konia dziewczynkę, z któ­rej miała wy­ro­snąć Jabłoń — wydawał się wtedy staruszkiem (!). Miał wówczas, jak do­li­czy­li­śmy się z Białym Krukiem, czterdzieści pięć lat.

     — Są takie książki, których nikt nie wypożycza? — zdziwiła się Anna.
     — Owszem, i to całkiem sporo.
     — A dlaczego nikt nie chce ich czytać?
     — Bo wielu ludzi nie ma pojęcia, co im przechodzi koło nosa
— po­wie­dzia­ła cicho pani Monsen.

*

Anna się zamyśliła.
Skoro niszczono książki, których nikt nie czytał, to znikali również istniejący w nich ludzie.
Jak liście jesienią.
Liście więdną.
Potem rozsypują się w pył.
A później znikają na wietrze. Na zawsze.
To straszne.

*

I zaczęli.
A potem wydarzyło się mnóstwo rzeczy.

*

Waldemar często chodził z babcią na wycieczki do zaczarowanego lasu.
Podczas tych wycieczek mówił babci o tym, jak bardzo boi się starości.
Babcia zapewniała go, że nie ma się czego bać.
Na starość też może się zdarzyć wiele ciekawych rzeczy.

*

     — Jesteś mądrzejsza niż wyglądasz — stwierdziła.
     Teraz to Anna puściła do niej oczko.
     — Myśli pani, że wyglądam na niemądrą?
     Pani Monsen odmrugnęła.

*

Uśmiechał się on [Milton Berg], i uśmiechnęła się pani Monsen. Chociaż razem mieli ponad sto lat.

*

Jutro skończę dziesięć lat, pomyślała. Boję się tego.
Ale jak mogę się bać czegoś, czego nie znam?

*

     — Ile pani ma lat? — spytała.
     Pani Monsen popatrzała na nią trochę zdziwiona.
     — Za tydzień kończę pięćdziesiąt.
     — Czy pani się tym martwi?
     — A dlaczego?
     — Bo będzie pani stara.
     Pani Monsen zaprzeczyła.
     — Nie, jestem po prostu bardzo ciekawa.

Ze mną też tak jest, pomyślała nagle.
Przecież nie wiem, co przeżyję jutro.
Przecież jutro jeszcze nie żyłam.

Klaus Hagerup, O dziewczynce, która chciała ocalić książki,
ilustr. Lisa Aisato, przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Nie wiedziała, czy to sen, czy to jawa.
Jedno i drugie i tak było prawdziwe.

(tamże)

czwartek, stycznia 06, 2022

4505. 6/365  //  Panna cotta (XIX)

     — masz tam skrzydło? — zapytał Akuszer, wskazując palcem prze­strzeń nad jej prawym ramieniem.
     — tak — odpowiedziała z pewnością w głosie. a zaraz potem, przy każdym ruchu skrzydła, czuła, że wraca do życia.

6/365

Stadio, Ballando al buio.

ballando al buio
in silenzio, in silenzio
ti bacio piano

(4502+2). Zielnik skrzydeł

Są w tej książce również skrzydła. Klik, klik i okazało się, że jako dziecko, nie znając jej imienia, spotkałam tę motylą piękność. Pamiętam mój ówczesny zachwyt. Teraz i motyl, i zachwyt wrócili do mnie książką. Magia, ale i proszenie się o wiosnę.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a), fragment,
[dostęp: 6.01.2022], źródło.

Kiedyś w ogrodzie znalazłyśmy gąsienicę, gruba i owłosiona siedziała na ga­łęzi, […] w leksy­ko­nie owadów sprawdziłyśmy, co to za gąsienica: nie­dźwie­dziów­ka, zimuje pod postacią gąsienicy, było napisane, że żywi się liśćmi wierzby, zna­laz­ły­śmy wobec tego wierzbę w lesie i karmiłyśmy gą­sie­ni­cę, a ta pożerała wielkie kęsy liści, słychać było, jak gryzie, słuchając te­go, zanosiłyśmy się chichotem.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Andrzej Tokarski,
[dostęp: 6.01.2022], źródło.

Niedźwiedziówka nożówka,
niedźwiedziówka kaja

(4502+1). Zielnik (XXXIII)

Dużo w tej książce roślin. Może właśnie już tak będzie czasem. Nie bieganie po świe­cie, nie cyk, tylko między literkami odnalezione. Miejmy nadzieję, że będzie nie tyl­ko tak. Hawk!

     – Trifolium pratense – mruczy Stella, poprawiając zwisającą główkę kwiatka.
     – Mądrala. – Gabriel się uśmiecha. […] Stella zna naukowe nazwy wszystkich roślin, czasami ma się wrażenie, że ona nawet nie wie, że je wypowiada.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a),
[dostęp: 4.01.2022], źródło.

Koniczyna łąkowa,
(koniczyna czerwona)

łac. Trifolium pratense

4502. Na drugim brzegu

Wtedy zaryzykowałam. Zaraz potem zaznaczyłam tę do upolowania. Długo biernie czekałam, aż przyszedł ten dzień, gdy ibukosknera się ożywił i chwilę przed świę­ta­mi dał znać, że już, teraz, natychmiast. Nie było na co czekać, nabyłam; na moim sto­siku czy­tel­ni­czym tylko chwil­kę na mnie poczekała, a teraz jest już po. Czy ja już upra­wiam bulimiczne czytanie (termin wyjęty z tej opowieści)?

Lubię szorstkość tej prozy. Lubię nieoczywistości, niezamknięte wątki, niena­chal­ność wniosków, do których dojdę albo nie; myśli, na które sobie pozwolę lub nie. Lubię i tyle.

„Ptasim szlakiem”, pamiętam, jak po raz pierwszy usłyszałam to wyrażenie […]  – to najkrótsza droga między dwoma miejscami, droga, którą obie­ra­ją ptaki. […]  „ptasim szlakiem” było bliżej.

*

Zegar na ścianie znów głośno tyka, wydaje mi się, że jakoś nieregularnie, niektóre sekundy trwają za długo, jakby wska­zów­ka wahała się przed każdą nową sekundą, nie­pew­na, czy chce wejść w przyszłość, czy nie.

*

     – Nie.
     – Dlaczego nie?
     Wzdycham, nagle przypominam sobie, jaka potrafi być upierdliwa, choć sama tego nie zauważa.

*

[…]  ostatecznie wolę pociąg od samolotu, to mniej brutalne. Człowiek zdąży przyzwyczaić się do myśli, że jest w drodze.

*

Stwierdził: „Przecież to niepotrzebne”, a ja odparłam, że to nieprzyjemne, jak wraca się do ciemnego domu. Wtedy się uśmiechnął, skwitował naszą sprzeczkę jakimś „nie bądź śmieszna”, grzecznym, wręcz czułym tonem, ale który jednocześnie pokazywał, że nie ma zamiaru zostawiać zapalonych lamp i że muszę sobie z tym jakoś poradzić.

*

     – No to na zdrowie – mówi, podając mi kieliszek.
     – Czyje?
     Uśmiecha się.
     – Nie wiem. Twoje.
     – Moje?
     Wzrusza ramionami.
     – No to moje?

*

     Nigdy nie przepadałam za storczykami, uważam, że są trochę obrzy­dli­we, namacalnie organiczne.
     – Czy to pasożyt? – pytam.
     Linda się uśmiecha.
     – Nie. Epifit. To nie do końca to samo. Rosną na drzewach, ale nie wy­sy­sa­ją z nich soków. Korzystają z nich tylko po to, by móc się piąć wyżej i do­trzeć do światła.

*

[…]  rozłamuję łykowatą łupinę, aż z idealnym oporem się otwiera, uka­zu­jąc połyskujący ciemny kasztan w białym puchowym miąższu. Wyj­mu­ję go i wkładam do kieszeni, zamykam na nim dłoń. Gładki i zimny, niemal ole­i­sty, jakie to przyjemne uczucie.

*

     – Jak się pani czuje? – pyta.
     Wygląda, jakby naprawdę chciała wiedzieć, w przeciwieństwie do Gab­rie­la, który cały czas o to pyta, nie przejmując się odpowiedzią. Chociaż i ja tak robię, za każdym razem przyjmuję jego „dobrze”.

*

Otwieram okno i go przywołuję, a on natychmiast biegnie do drzwi i za­czy­na miauczeć. Wpuszczam go, a on ociera mi się o nogę. Jest mokry, na ca­łym futerku ma krople wody, wygląda, jakby ktoś go obsypał dia­men­ta­mi. Odrywam kawałek kuchennego ręcznika i delikatnie przeciągam nim po je­go grzbie­cie, kot rzuca mi zdziwione spojrzenie.

*

     – Jak się czujesz?
     Wzruszam ramionami.
     – Nie wiem.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

wtorek, stycznia 04, 2022

4501. 3–4/365

forma przemocy, forma obrony,
narzędzie w rozwoju duchowym.

trzy zastosowania,
jeden instrument?

milczenie.

3–4/365

niedziela, stycznia 02, 2022

4500. 2/365

puścić. zaufać. uwierzyć.

2/365

4499. Echo końca roku 2021

Mojego ukochanego pisarza wszystko, co dostępne w języku polskim, wydano, za­nim pojawiła się na świecie Heniutka, nim zaraz po Niej pojawił się imperatyw upuszczania tutaj słów.

Od tamtego czasu nie zmieniło się to, że uwielbiam obserwować drogi, które pro­wa­dzą mnie do książek. Często jest nudno — newsletter wydawniczy, czasem — ktoś, kogo zdanie biorę pod uwagę, od czasu do czasu — tajemniczy zbieg oko­licz­no­ści, czysty przypadek, w któ­ry nigdy nie wierzę. Tym razem było tak.

Zdegustowana słowem w książce, klik, klik, coś o autorce. O! Jedna z za­chwy­ca­ją­cych mnie ilustracji znalazła swoje miejsce na okładce książki Klausa Hagerupa. Klik, klik w autora. O! Jest współautorem jednej z książek Josteina Gaardera — w ka­mień o tym za­pom­nia­łam. A może jest coś nowego autorstwa Gaardera? Klik, klik, jest! Klik, klik i mia­łam na czytniku.

Opowieść ta nic sobie nie robiła z ogonka książek, które grzecznie i cierpliwie cze­ka­ją na swoją kolej. Wskoczyła bezczelnie na szczyt stosiku do przeczytania, wy­prze­dza­jąc te pozycje książkowe, co już witały się z gąską.

Nic się nie zmieniło, to wciąż mój ukochany pisarz, choć w tej książce kopnął mnie w podbrzusze chorobą neurodegeneracyjną, jakby życie z moją nie dostarczało mi wystarczająco dużo atrakcji. Tę książkę powinno się obo­wiąz­ko­wo czytać w pakiecie z Taylor, tyle w niej gatunkizmu i potencjału na nie­wy­ob­ra­żal­ne cierpienie z okazji uwewnętrznionego ableizmu.

Może się wyda­wać, że lat nie da się ogar­nąć myślą, kiedy czło­wiek znaj­duje się pośrodku i usi­łuje nie­malże po omacku podą­żać ku nie­zna­nej przy­szło­ści, lecz gdy o tych samych latach pomy­śli się, kiedy już miną, można poczuć, że prze­le­ciały szybko jak burza.

*

Nie ma żad­nej innej wiecz­no­ści niż seria momen­tów, nie­wy­mie­nial­nej na nic obec­no­ści.

*

Tutaj jest godzina jede­na­sta, w Mel­bo­urne siódma rano. Zdu­miewa mnie, jak łatwo się przed sobą nawza­jem ukryć przy takiej róż­nicy czasu. […]  musie­li­by­śmy prze­by­wać w tym samym pomiesz­cze­niu, aby teraz do sie­bie dotrzeć. Tej nocy dzielą nas lata świetlne.

*

Coś tak pro­stego jak atom wodoru nie jest mniej­szym cudem niż lew czy słoń.

*

[…]  przy­się­gli­śmy sobie kie­dyś, że będziemy razem na dobre i na złe. Dni, które były nie­mal wyłącz­nie dobre, są już za nami. Teraz nad­cho­dzą złe dni, ale może rów­nież w nich uda nam się zna­leźć coś dobrego.

*

[…]  w mojej gło­wie poja­wiły się nowe myśli, przy­po­mi­na­jące małe nasionka roz­po­czy­na­ją­cego się pro­cesu pogo­dze­nia z losem.

*

Nie wszy­scy człon­ko­wie danej rodziny są obecni jed­no­cze­śnie w tym samym miej­scu. Nie­któ­rzy umarli, inni jesz­cze się nie uro­dzili. Ten sys­tem jest uni­wer­salny: w każ­dej rodzi­nie są tacy, któ­rzy już nie żyją. Ale to wca­le nie ozna­cza, że tę rodzinę opu­ścili.

*

No man is an island entire of itself; every man is a piece of the con­ti­nent, a part of the main.
// John Donne

*

Ludzie czę­sto cho­dzą dłu­gimi, krę­tymi, okręż­nymi dro­gami, zanim nawiążą ze sobą kon­takt bez­po­średni. Zale­d­wie nie­liczne dusze mają daną z łaski Bo­ga zdol­ność, by natych­miast przejść do rze­czy: Cześć! Chęt­nie cię poznam!

*

Chyba dostrze­gam czer­woną nić w całym tym cha­osie, lecz nie wiem, dokąd mnie ona dopro­wa­dzi.

Jostein Gaarder W sam raz. Krótka opowieść o prawie wszystkim, przeł. Iwona Zimnicka, Czarna Owca, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Myślę więc, że ten czas, który mi został, nie jest ani zbyt długi, ani zbyt krótki. Jest chy­ba w sam raz.

*

Szu­kam sensu, zmie­nia­jąc punkt widze­nia. Cho­ciaż być może punkt jest ten sam, ale son­duję głę­biej.

(tamże)

sobota, stycznia 01, 2022

4498. 10 000 000−

Odkryłam to, co jest całkiem na wierz­chu, nie trzeba było nawet zbyt mocno skrobać po powierzchni słów. Gatunkizm w języku polskim ma się doskonale. Kto nie zna jakiejś głupiej małpy, upasionej świni czy upartego osła? A nawet jeśli nigdy nie spotkaliście żadnej głu­piej krowy, ktoś, do kogo macie maksymalnie dwa uściski dłoni, przynajmniej raz tak o kimś pomyślał. Teraz już wiem, skąd wzię­ła się żyrafa, spocony jak szczur czy słoń w składzie porcelany, ale mogło być gorzej: cóż, będzie warzy­wem. Nie, język nigdy nie jest neutralny światopoglądowo.

Przeczołgała mnie w święta ta lektura, jakby było mi mało katoterroru. Odparować musiałam, dystans złapać, paru — osobistym, opresyjnym wobec mnie samej — prze­ko­na­niom się przyjrzeć, wewnętrznego ableistę namierzyć i zmierzyć się ze skur­wie­lem. Niechybnie czeka to każdą osobę, która sięgnie po tę książkę.

Biorąc pod uwagę, ile osób w Polsce mierzy się z niepełnosprawnością, obudziłam się któregoś ranka ze zgrubnie określonymi liczbami dla ableistów-wydawców, co na­rze­ka­ją na beznadziejny odsetek czytających. Otóż, powiedźmy, że w kraju nad Wisłą są (zaniżając dla równego rachunku) dwa miliony osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi. Przy­puść­my, że (znów dla równego rachunku) połowa umie czytać, ale nie jest w stanie obsługiwać książek papierowych. Załóżmy, że każda z tych osób, gdyby tylko miała możliwość, rocznie przeczytałaby (jak? tu) jedną pozycję w ibuku w ce­nie 10 zł. I co? I dziesięć milionów złotych leży na ulicy, i nikt ich nie chce. Wiem, wiem, to nie jest aż tak proste, ale idiotycznie prostym jest za to fakt, że bez przy­jemno­ści czytania daleko jako społeczeństwo nie zajedziemy. Tak, dyskryminację — nie tylko dotyczącą książek — da się przeliczyć na pieniądze. Nie ma takiego spo­łe­czeń­stwa, któremu dys­kry­mi­na­cja osób z niepełnosprawnościami się opłaca.

Po żadnej książce nigdy tak długo nie musiałam czekać na powrót do pionu.

Mówimy o gospodarce, że „kuleje”, albo o kimś, kto nie jest w stanie lub nie potrafi czegoś zrobić, że go „sparaliżowało”. Mówimy o ślepocie, jak gdyby oznaczała ignorancję lub naiwność, a coś, co naszym zdaniem stanowi prze­jaw niewiedzy lub konserwatyzmu, nazywamy „opóźnieniem w roz­wo­ju”. Rzeczy, które są zepsute lub nie działają, powszechnie postrzegane są jako „ułomne”.
     Tego typu przykłady często lekceważy się jako niewinne figury re­to­rycz­ne. Tymczasem słowa mają wymiar polityczny.

*

Ableizm to uprzedzenie wobec osób z niepełnosprawnościami, które może prowadzić do rozlicznych form dyskryminacji – od braku dostępu do pracy, wykształcenia i mieszkania po krzywdzące stereotypy i systemowe nie­rów­no­ści, które pociągają za sobą marginalizację. Ableizm rodzi dyskryminację i ucisk, ale też pokazuje, w jaki sposób określamy, które ucieleśnienia uwa­ża­my za normalne, które za wartościowe, a które za „z istoty negatywne”.

*

Ableizm wspiera nasz antropocentryczny światopogląd, począwszy od wia­ry w to, że człowiek został stworzony na obraz Boga, aż po prze­świad­cze­nie, że stoi na najwyższym szczeblu ewolucji.
     Ableizm sprawia, że ludzkie zdolności uchodzą za coś bezsprzecznie lep­sze­go od zdolności zwierząt, napędza nasze przekonanie, że sposób, w ja­ki się poruszamy, myślimy i żyjemy, jest nie tylko bardziej wy­ra­fi­no­wa­ny od zwierzęcego, ale w istocie nadaje nam wartość. Wiara w niższość stanu zwie­rzę­ce­go pozwala nam bez moralnych oporów wykorzystywać zwie­rzę­ta, a ludzi, których się z nimi kojarzy (między innymi kobiety, osoby nie­bia­łe, queer, biedne, z niepełnosprawnością), postrzegać jako mniej roz­wi­nię­tych, wartościowych, a niekiedy nawet jako mniej (lub całkowicie nie) ludzkich.

*

Według różnych statystyk osoby z niepełnosprawnościami stanowią od 15 do 20 procent ludności świata. To naj­więk­sza mniejszość na naszej planecie. Jak to możliwe? Gdzie się podziewa tych 900 (czy coś koło tego) milionów osób?

*

W rzeczywistości mamy na co dzień do czynienia z dużo większą liczbą osób z niepełnosprawnością, niż nam się wydaje, po prostu ich za takie nie uwa­ża­my (a i one mogą tak o sobie nie myśleć). Niepełnosprawność bywa głę­bo­ko stygma­ty­zu­ją­ca, nic więc dziwnego, że wielu ludzi woli „uchodzić” za pełnosprawnych, zamiast identyfikować się ze zbiorowością, którą naj­częś­ciej postrzega się jako godną pożałowania, ułomną i uciążliwą. Znaczna część społeczeństwa kojarzy niepełnosprawność z jakimś widomym zna­kiem róż­ni­cy, takim jak wózek, kule albo towarzystwo psa asystującego. Co jednak z osobami, które żyją z chorobami przewlekłymi lub mają pro­blem z pokonywaniem większych odległości? Co z ludźmi, których się dy­skry­mi­nu­je i uznaje za ułomnych ze względu na wagę?

*

Niepełnosprawność jest wszechobecna jako metafora, a jako historia z ży­cia wzię­ta stanowi praktycznie niewyczerpany temat. W tego typu opo­wie­ściach niemal zawsze postrzega się ją jako osobistą tragedię. Oczekuje się przy tym, że – dzięki sile charakteru, a nie wygranej z dys­kry­mi­na­cją i uci­skiem – osoby z niepełnosprawnością znajdą odwagę, by przezwyciężyć własne ograniczenia.

*

[…]  niepełnosprawność nie jest rezultatem upośledzenia, tylko tego, jak zostało urządzone społeczeństwo.

*

[…]  granica oddzielająca pełno- i niepełnosprawnych nie jest ani wyraźna, ani stała. Niepełnosprawność może być tożsamością, którą człowiek przyj­mu­je, stanem, z którym walczy, przestrzenią, w której znajduje wolność, albo pojęciem, które wykorzystuje się do marginalizowania i ucisku. Może być też wszystkimi tymi rzeczami naraz.

*

Aktywiści i badaczki od dziesięcioleci sprzeciwiają się stawianiu znaku rów­no­ści między niepełnosprawnością a cierpieniem. Wielu i wiele z nas twier­dzi, że znaczna część cierpienia związanego z nie­peł­no­spraw­no­ścią bierze się z ableizmu, przejawiającego się choćby w dyskryminacji i margi­na­li­za­cji, których doświadczamy.

*

[…]  to nie rozum stanowi problem, tylko raczej fakt, że przedstawia się go jako coś odrębnego i bardziej warto­ścio­we­go od emocji, uczuć oraz innych form poznania i ist­nie­nia. Taka definicja rozumu jest pochodną stu­le­ci pat­riar­cha­tu, imperializmu, rasizmu, klasizmu, ableizmu, antro­po­cen­try­zmu i aż nazbyt często niesie ze sobą te właśnie formy ucisku.

*

Gdy miarę wartości stanowią kompetencje ludzi pełnosprawnych i neuro­ty­po­wych, tracą na tym zarówno pozaludzkie zwierzęta, jak i osoby z nie­peł­no­spraw­no­ścią. Cechy, które służą ludziom za probierz zdolności kog­ni­tyw­nych, z całą pewnością wskazują na pewien rodzaj złożonych procesów poznawczych, ale niekoniecznie stanowią jedyny miernik inteligencji ani tym bardziej wartości.

*

W ciągu ostatnich pięciuset lat nie było odkrycia, po którym moglibyśmy powiedzieć: «Mój Boże, zwierzęta są głupsze, niż sądziliśmy». Wszystkie dowodziły czegoś wręcz przeciwnego.
// Michael Bérubé

*

Kiedy tym, czego szukamy, są podobieństwa – wspólny typ inteligencji czy umiejętności poznawczych, ta sama wrażliwość i bezbronność, takie same reakcje emocjonalne – mamy skłonność do ukrywania czy przegapiania szczególnie cennych aspektów życia innych.
// Lori Gruen

*

Nie da się zaprzeczyć, że zwierzęta doświadczają straszliwej przemocy z rąk ludzkich – przemocy, która często ma to samo źródło co przemoc ludzi wo­bec ludzi.

*

To wielkie wyzwanie mówić o inteligencji i kompetencjach, które mają tylko inne zwierzęta, a nie my.

*

[…]  niepełnosprawność stanowi część naszego życia. Nie powstrzymuje nas przed cieszeniem się nim w pełni. Nie oznacza też, że przez cały czas mu­si­my swoją niepełnosprawność lubić – po prostu z nią żyjemy. Nie jest też dla nas sprawą najważniejszą.

*

Niepełnosprawność to nie są «dzielne zmagania» czy «odwa­ga w obliczu przeciwności» […]  niepełno­spraw­ność to sztuka. To pomysłowy sposób życia.
// Neil Marcus

*

Harriet McBryde Johnson przejmująco pyta: „Czy jesteśmy «w gorszej sytuacji»?”. I odpowiada: „Nie sądzę. W żadnym istotnym sensie. Za dużo zmiennych wchodzi w grę. W przypadku tych z nas, którzy są niepełno­spraw­ni od urodzenia, niepełnosprawność kształtuje wszystko. Ci, których spotkała później, przystosowują się. W ramach ograniczeń, których nikt by nie wybrał, tworzymy bogate i satysfakcjonujące życie. Cieszymy się tymi samymi przyjemnościami co inni i takimi, które są dostępne tylko dla nas. Mamy coś, czego potrzebuje świat”.
     Nawet jeśli niepełnosprawność ma wpływ na jakość czyjegoś życia, zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby twierdzenie, że życie tej osoby jest mniej satysfakcjonujące i przyjemne niż osoby bez niepełnosprawności.

*

Niepełnosprawność pyta o to, kogo i na jakich podstawach uważamy za produktywnego członka społeczeństwa, a jakie aktywności za cenne oraz warte podjęcia. Pyta o rzeczy, które uznajemy za oczywistość: o ra­cjo­nal­ność, sposób, w jaki się poruszamy i w jaki postrzegamy świat. Może nam podsunąć nowe paradygmaty rozumienia, jak i dlaczego troszczymy się o siebie nawzajem oraz w jakim społeczeństwie chcemy żyć.
     Nieżyjący już historyk i badacz niepełnosprawności Paul Longmore opi­sał systemy wartości, które wykształciły się w łonie wspólnot osób nie­peł­no­spraw­nych: „[…]  cenią nie samowystarczalność, lecz sa­mo­sta­no­wie­nie, współzależność zamiast niezależności, osobisty zwią­zek, a nie funkcjonalną odrębność, i ludzką wspólnotę, nie fizyczną autonomię”. Te „wartości” związane z niepełnosprawnością zyskują na znaczeniu w naszym coraz bardziej sprekaryzowanym świecie.

*

Niepełnosprawność daje człowiekowi zupełnie nowe możliwości wchodzenia w interakcje ze światem….

*

Niepełnosprawność jest zjawiskiem zbyt złożonym, żeby umieścić ją po stronie zysków albo strat. Ale odpowiedzialne za nią systemowe i gospodarcze nierówności można wskazać bez większego wahania.

*

Za negatywne skutki zależności – czy będą to ekonomiczne ubezwłasnowolnienie, marginalizacja, uwięzienie czy też bariery społeczne, kulturowe lub architektoniczne – w prze­wa­ża­ją­cej mierze odpowiadają ludzie.

Sunaura Taylor, Bydlęce brzemię. Wyzwolenie ludzi z niepełnosprawnością i zwierząt, przeł. Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Wszyscy istniejemy w spektrum zależności. Chodzi o to, by zależność rozumieć nie tylko jako coś negatywnego i na pewno nie jako coś nienaturalnego, lecz raczej jako integralną część naszego świata i re­la­cji. Ponieważ oso­by z niepełnosprawnością traktuje się jak ciężar, nasz wkład w życie rodzinne, społeczne i kultu­ro­we czę­sto jest pomijany albo całkowicie negowany.

*

[…]  wszyscy jesteśmy istotami bez­bron­ny­mi, które w ciągu swojego życia wchodzą w re­la­cje zależności i z nich wychodzą, troszczą się o in­nych i same są przedmiotem troski (przy czym najczęściej znajdują się w obu tych sytuacjach naraz).

(tamże)

4497. 1/365

wymagaj od siebie, ale świętuj chwile. bądź dobra dla siebie. rozpakuj ten rok dzień po dniu, bez pośpiechu, niczym naj­lepszy prezent.

1/365

trzy zdania? otwierające rok.
raz, dwa, po raz trzeci.

1/365

poniedziałek, grudnia 27, 2021

4495. Znów w ulu

Sadownik:
(patrzy na uśmiechające się Drzewko,
które z koperty wyjęło piękną książkę
)
Ma jest niezłą wiedźmą
i ma duże jaja!

(po chwili uzasadnia)
Trzeba mieć odwagę,
by kupić ci książkę.

Jabłoń:
(cieszy się jak dziecko, bo uwielbia wszystkie
znane jej Wiedźmy, czyli Te, które wiedzą
)

niedziela, grudnia 26, 2021

4494. Puls? Jest!

Rękę na pulsie twórczości Autorki niezmiennie trzyma Kaan. Jest czego pilnować, bo tylko papier, a sama Autorka nie ma szczęścia do wydawniczych stajni, każda książka to inne wy­daw­nic­two.

Mocna, bez lukru, o tym, o czym wolimy społecznie milczeć. Stanowi doskonałe fik­cyj­ne dopełnienie Więźniarek — książ­ki, którą podyktowało życie. Choć niełatwa, subiek­tyw­nie z trzech książek Autorki ta była dla mnie najlżejsza. Jeszcze nie wiem do­kład­nie dla­cze­go, nawet jeśli prze­czu­wam i nie czuję z tego powodu dumy.

„Boże, ratuj mnie”— z tymi słowami, prawie wypowiedzianymi na głos, bu­dzę się codziennie. […]
     Zatem ratuj mnie, Boże. Ratuj, ratuj, nie patrz bezradnie, jakbyś nic nie mógł zrobić. Jakbyś był jedynie tęsknotą.

*

Ludzie nie patrzą często w niebo, a powinni.

*

Wbrew pozorom wiele rzeczy wciąż mogę. Mogę nawet nie chcieć. […] Biorę dzień, jakim jest. Tłumaczę sobie, że wolność jest w nas. Człowiek może być na zewnątrz i być mocno zniewolony przez pracę, obowiązki rodzinne. Ży­cie potrafi nas zamknąć w więzieniu w najmniej oczekiwanych momentach.

*

Niby gadamy, ale przeważnie zawieszamy się w ciszy.

*

[…] szukając spokoju i wolności, wyjścia poza celę ciała i społecznych norm. Klatki w głowie. Trzymamy ręce na prętach, coś nas hamuje, nie możemy iść dalej, bo gdzieś nie zdążymy wrócić.

*

Okoliczności życiowe i reakcja na nie to skomplikowana układanka.

*

     — Czy więźniarka może być bohaterką mityczną?
     — Zapewne, choć wtedy nie będzie już chyba więźniarką.

*

Zatem czytanie jako wyraz buntu wobec systemu, życia i rodzaj kontaktu z drugim człowiekiem. Jedynego kontaktu, jaki tutaj jest możliwy w wy­mia­rze me­ta­fi­zycznym, a może jedynego, do jakiego ja jestem zdolna w ogóle.

*

Nasze religijne zasady nie mogły nas aż tak zawieść. Wystarczy skupić uwa­gę na czymś innym, czymś konkretnym — i znikam, jakbym nigdy nie ist­nia­ła. Można znowu ferować moralne wyroki, być za, a nawet przeciw. To przecież takie proste.

*

[…] moją bezradność przyjmuje z pobłażliwością. Jakimi kalekami —my, pozornie zdrowi — musimy być w ich oczach. Mamy tyle sprawności, która nas przerasta, nie wiemy, jak nią pokierować, by życie było wartościowe.

*

Patrzymy sobie w oczy i jesteśmy dla siebie wzajemnie wyzwaniem.

*

Zapewne poznały się od podszewki, do tego nie są potrzebne zwierzenia, wystarczy obserwować wzajemne reakcje na życie.

*

Miło, gdy ktoś cię nie ocenia, widzi w tobie jedynie to, co jest tu i teraz, przyjmuje twoją energię.

Kinga Kosińska, Kurzajka,
Wydawnictwo Seqoja, Olsztyn 2021.
(wyróżnienie własne)

W momencie, gdy uświadamiamy sobie, że życie ciągle odcina nas od tego, co było, każ­da chwila staje się jak ostrze.

(tamże)

4493. 360/365

święta. ćwiczenia terenowe z terroru rodzinnego i uwikłania. jak dobrze, że ten obowiązkowy poligon tylko raz na rok.

360/365

Portugal. The Man, Feel It Still.

piątek, grudnia 24, 2021

4492. Na ząb przed Wigilią

Piękny format. Doskonały papier. Fantastyczne ilustracje. No i tyle. Zwykle ci od literek wiedzą, że nie umieją obsługiwać mistrzowsko kredek. Czasem, tak jak w tym przypadku, ci od kredek nie uważają literek za równie wymagającą formę wy­po­wie­dzi, i po­peł­nia­ją błąd, duży błąd. Tekst w tej książce jest tak banalny (chwilami pro­sta­cki), ste­reo­ty­po­wy i nieinspirujący, że trudno go traktować jako zachętę do życia, nawet jeśli swoje się lubi.

Prosty tekst nie obraża inteligencji czytelnika tylko w jednym fragmencie tej książki, bo o tym nie da się nic lepiej, w mniejszej liczbie słów powiedzieć, można się tylko zachwycić ilustracjami, a potem szybko oddać książkę właścicielce. Nie, nie chcia­ła­bym tej książki mieć, ale te ilustracje zabieram ze sobą, by je tu mieć.

*

*  *  *

i zdarza się, że znajdujemy.

Spotkać

kogoś

i pokochać.

*  *  *

Lisa Aisato, Życie, przeł. Wojciech Mann,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

4491. U Białego Kruka (LXXXIX)

Nim ruszyły trzy dni, które w tym roku
musimy jak najszybciej przeżyć.


fot. Biały Kruk.

4490. Czekariat (XX)

Od poniedziałkowego wieczoru zaklęta w piernikowe ciasto miłość Kaan do ludzi i świa­ta czekała na dzienne światło w ulu. Wczoraj przed wyjazdem na święta za­gro­zi­ła pie­kiel­nym ogniem, jeśli nie zrobię cyk. Zrobiłam.

Dziś od rana wierci dziurę w moim brzuchu. Chce tu być na święta. Niech! Nam i Światu!

czwartek, grudnia 23, 2021

4489. W drodze na święta

Jabłoń:
(cichutka, zamyślona,
na miejscu pasażera
)

Sadownik:
Złotówka za twoją myśl.

Jabłoń:
(zamienia zdziwienie na
udawany wyrzut w głosie
)
Nie jestem taka tania!

Sadownik:
Nie jestem tak bogaty!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

4488. Siurpryza — only ♯ ♯ ♯

Koneser i znawca win, co bukiety, nuty — winne mu nie jedną rozkosz podniebienia — w małym palcu ma. Ów, bez mno­że­nia tu już zbędnych słów, obdarował mnie pły­tą. Szacunek do jego gustu muzycznego posiadam, więc nie mogłam z do­sko­ku, na ko­la­nie czy podczas rehabilitacyjnego zestawu zrób to sama co dnia.

Listopadowy gigant choć ma ogromną zaletę — brak czasu na zjazd na­stro­ju, związany z najciemniejszymi dniami w roku — ma też ogromną wadę. Wró­ci­łam do domu, odkopać się z zaległości usiłuję i gdy już widzę światełko w tu­ne­lu, okazuje się, że gwiazda betlejemska nadciąga z prędkością meteoru. Życze­nia, prezenty, a ja całkiem nieprzygotowana.

Wracając do płyty. Wytwórnia fonograficzna — ulubiona, fortepian — cudnie, od Konesera — będzie się działo, dobry czas — wymagany! Wczoraj dopadłam ten Czas. Słuchawki — najlepsiejsze — na uszy, dodatkową deprywację sensoryczną poprzez zamknięcie oczu uzyskać i wio, maleńka.

Znana jestem z ignorancji do nazwisk. Sztukę lubię kon­su­mo­wać od doznań cielesnych, więc wszystkie opisy chętnie, ale potem, najpierw trzewia. Tak też zrobiłam z tą płytą.

Pierwsze takty. Pierwsze utwory. Hmmm. Smaczne echa charaktery­stycz­nych ele­men­tów kom­po­zy­cji Satie’go. Hmmm. Piękne staccato. Hmmm. A to? To musi być coś skandy­naw­skie­go. Dla przyjemności lewą rękę odddzielić od prawej. Uwagę tylko na prawej przy­trzy­mać, a teraz na lewej. O! To? To jest piosenka! Ja ją znam, a gdy przy­po­rząd­ko­wu­ję do melodii słowa thank you for the music, jestem już w do­mu, Abba! Potem dwa kawałki całkiem nowe dla mojego ucha i znów znany szla­gier. Kim jest ten facet, co gra? Gugl, gugl i wszystko jasne. Niesamowity życiorys. Nie­sa­mo­wi­ta płyta — dziękuję Kone­se­rze! Tego nie znałam, więc łomolę z zachwytem.

Benny Andersson, Aldrig.

*

W drodze na święta, gdy puścilam płytę w samochodzie, Sadownik zapytał: na­praw­dę nie wiedziałaś, kim jest Benny Andersson? A niby skąd? Nim zyskał znaczące dla mnie nazwisko, był dla mnie starszym panem z okładki, obie­cu­ją­cym kawałek do­brej muzyki bez prądu. Dotrzymał słowa. Wisienką na torcie była poniższa ruchoma opowieść.


Benny Andersson, Piano. Live and Direct.
(od lewej: 1., 2., 3. część)

niedziela, grudnia 19, 2021

4487. 353/365

kto i co jest dla mnie oparciem w życiu? niezłe, ale
mam lepsze pytanie. przez sen moje życie zapytało:
     — jakie uczucie stanowi dla ciebie oparcie?

353/365

Dotan, Numb.

4486. Wiedzieć, by lepiej widzieć

I po wspaniałej trzeciej książce Autora wydanej w języku polskim. Takie mogłoby być najkrótsze podsumowanie po najwolniejszej z możliwych prób czytania tej opo­wie­ści.

Książkę kilka miesięcy temu podarowała mi Ma, bo ibukosknera kilka dni po uka­za­niu się tej pozycji nie chciał nawet słyszeć o odstępstwie od sportowej reguły maksy­mal­nie kilkanaście złotych za książkę dam.

To książka o ludziach, nie więźniach; o okolicznościach, które mogły przytrafić się każ­de­mu człowiekowi. Pozycja godna polecenia szczególnie zwolennikom świętości tra­dy­cyj­nej rodziny oraz wszystkim kowalom własnego losu, rekomendowana z na­dzie­ją na zbawienną moc doznania choćby chwilowego dysonansu poznawczego.

Naturalna tendencja jest taka, że nawiązujemy kontakty z osobami z tej samej grupy społecznej co my, mającymi upodobania, ideały, poglądy po­li­tycz­ne i styl życia podobne do naszych. Mimo że ten model społeczny jest dla nas wygodny, czyni nas ślepymi na wszystkie modele alternatywne i całkowicie nas izoluje od sposobów myślenia i życia radykalnie od­mien­nych niż nasze.

*

Od lat próbuję zrozumieć, dlaczego krewni odwiedzają osadzonego w wię­zie­niu męskiego członka rodziny, a zapominają o siostrze, córce lub matce w tej samej sytuacji.
     Być może dlatego, że córka lub matka w więzieniu to dla rodziny większy wstyd niż wsadzony za kraty syn lub ojciec, bo zgodnie ze społecznymi nor­ma­mi kobiety powinny być pokorne, skromne i wiedzieć, gdzie ich miejsce.

*

Czy na wolności, czy w niewoli, mężczyźni są niezwykle wyczuleni na kwe­stię hierarchii – spełniają polecenia zwierzchników z takim samym po­słu­szeń­stwem, jakiego wymagają od podwładnych. Ograniczenie fi­zycz­nej prze­strze­ni tylko uwypukla rolę tych współzależności.
     […] 
     W więzieniach kobiecych panują podobne prawa, hierarchia ustalana jest w wyniku takiego samego procesu rywalizacji i doboru naturalnego, z tą różnicą, że traktuje się ją swobodniej. Kobieta, kierując się poniekąd samym instynktem przetrwania, jest bardziej oporna w pod­po­rząd­ko­wy­wa­niu się zwierzchnikom, od dziecka uczy się bowiem podgryzać za­sta­ny porządek poprzez naginanie go do międzyludzkich ukła­dów, w miarę mo­żli­wo­ści nie stwarzając pozorów buntu.

*

Uważny stosunek do pacjenta potrafi rozładować wzburzone nastroje i bu­dzić wdzięczność leczonych osób, czy są to praworządni obywatele, czy bez­li­tośni mordercy.
     […]  Medycyna to kapryśny zawód, zdolny z minuty na minutę wywołać wzajemną empatię w dwojgu obcych sobie ludzi.

*

     – Rzuć palenie, nie bądź tchórzem.
     Na chwilę zamarła. Poczułem, że użyłem za mocnego słowa, w świecie przestępczym wręcz agresywnego. Przeprosiłem ją, mówiąc, że to był żart.
     – Po tym, jak mi pan pomógł, nie musi pan za nic przepraszać, doktorze.
     – Niby jak ja ci pomogłem?
     – Przebadał mnie pan i posłuchał o moim życiu.

*

Tego ranka [Cris]  była wyjątkowo szczęśliwa.
     – W ubiegły weekend urodziła mi się wnuczka.
     – Wnuczka? Ile ty masz lat?
     – Dwadzieścia osiem.
     – Dwadzieścia osiem?
     – Starzeję się, doktorze.

*

Ja nie z tych, co to od razu mówią „tak”. Zanim coś obiecam, porządnie się zastanawiam, bo potem trzeba czasem iść aż do piekła, żeby spełnić te obietnice.

*

Jest skazana na osiemdziesiąt lat z hakiem za kradzież i cztery napady z bro­nią w ręku z tych ponad pięćdziesięciu, w których uczestniczyła.
     Badałem Jéssikę w pewien upalny poniedziałek. Kiedy zacząłem wy­pi­sy­wać receptę, szarpnęła się nagle do tyłu, aż pękło pod nią krzesło. Zląkłem się, ale sądząc po przerażonym spojrzeniu, ona bała się znacznie bardziej. Zro­zu­mia­łem, dlaczego wskazuje moje ramię, dopiero wtedy, gdy poczułem kroczki karalucha na szyi.
     Z odrazą i niemałym trudem za pomocą bloczka z receptami zdołałem strą­cić go na ziemię i rozdeptać.
     Jéssica potrzebowała chwili, aby wziąć się w garść.
     – Przepraszam, że panu nie pomogłam, przerażają mnie te robale.

*

Kiedy skończyła opowieść, łzy ciekły jej po twarzy. Sie­dzia­łem w milcze­niu. Trzymam się zasady, by nie prze­ry­wać lu­dziom płaczu.

*

     – Dzięki Bogu, że mnie przymknęli.
     Wyjaśnienie?
     – W stanie, w jakim byłam na wolności, czekała mnie tylko śmierć na ulicy.
     Jest paradoksem, że dobre postanowienia trafiają na mur wraz z wyjściem na wolność. Dokąd iść, kiedy nie ma się ani pieniędzy, ani krewnych go­to­wych udzielić schronienia?

*

Kiedy oglądamy filmy o gangsterach, którzy byli plagą amerykańskich miast w czasach Ala Capone, śmieszy nas przekonanie prawodawców tamtej epoki, że prohibicja rozwiąże problemy związane z konsumpcją alkoholu. „Jak mogli nie przewidzieć, że właśnie dzięki temu konsumpcja wzrośnie w sposób niekontrolowany, społeczeństwo zostanie przeżarte korupcją i nastąpi dynamiczny rozwój przemytu i przestępczości?
     Jak mogli nie przewidzieć? Z tych samych powodów, dla których my trzymamy się praw, które kryminalizują stosowanie narkotyków i handel nimi. Ile czasu potrzeba, abyśmy sobie uświadomili, że takie prawodawstwo zawiodło nas do najgorszego ze światów – świata kradzieży, mordów, gangów wiecznie rywalizujących o strefy wpływów i szlaki przemytu, świata wiecznej strzelaniny, śmierci niewinnych osób, krakolandii, korupcji policjantów, prawników i sędziów, a narkotyki i tak trafiają w ręce użytkowników? Ile pieniędzy zainwestowano w system represji policyjnej oraz budowę i utrzymywanie ośrodków karnych, aby uzyskać tak żałosne efekty?

*

Władza to abstrakcyjna kategoria, która nie uznaje próżni.

*

Przemoc miejska to zakaźna choroba o wieloczynnikowej etiologii. W prze­ci­wień­stwie do innych zaraźliwych schorzeń, w których przypadku nauka, począwszy od XX wieku, czyni wielkie postępy, jeśli chodzi o analizę i środki zaradcze, w tej dziedzinie brak pogłębionych badań przyczyn i kon­sek­wen­cji. […]
     Mam dość wysłuchiwania w kółko argumentu, że bieda nie jest wy­tłu­ma­cze­niem przemocy w naszych miastach.

*

[Cris]  Upokorzenia dają tylko tyle, że ludzie robią się jeszcze bardziej wściekli. Wyszłam stamtąd gorsza, niż przyszłam.

*

Czuję odrazę i organiczną pogardę dla mężczyzn, którzy wykorzystują seksualnie kobiety. Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może czuć podniecenie wobec osoby podporządkowanej siłą, przerażonej, która się wyrywa, płacze i błaga, aby ją oszczędzono. Ci, którzy wykorzystują nieletnie, wydają się najbardziej odpychający. Poznałem ich trochę w dawnym Carandiru. Przy­zna­ję, że wzbudzali we mnie odruchy nienawiści, które z trudem udawało mi się opanować. Takie opanowanie nie jest dane mężczyznom torturującym i zabijającym w więzieniach gwałcicieli z niewyobrażalnie wyszukanym okrucieństwem. […]
     Większość gwałtów wcale nie jest popełniana przez mężczyzn ata­ku­ją­cych dziewczynkę w pustym zaułku. Najczęściej napastnikami są ci, którzy wykorzystują bliskość bezbronnych ofiar – ojczymowie, wujkowie, dziad­ko­wie, starsi kuzyni, synowie partnera matki, przyjaciele rodziny lub sąsiedzi, którzy cieszą się zaufaniem domowników. Rodzice wykorzystujący swo­je có­reczki dopełniają tę bandę szumowin.

*

Kiedy ktoś mu opowiada jakąś nieprawdopodobną historię, [Valdemar Gonçalves]  robi naiwną minę, wpatruje się z podziwem w rozmówcę, jakby wierzył całym sercem w jego rewelacje. Po czym nagle, z błyskiem w oczach i dyskretnym uśmieszkiem, rzuca komentarz, po którym cała opowieść rozsypuje się w drobny mak.

Drauzio Varella, Więźniarki, przeł. Michał Lipszyc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

sobota, grudnia 18, 2021

4485. U Białego Kruka (LXXXVIII)

Wiosna po raz pierwszy zacznie się dla mnie wraz z powrotem światła za cztery dni. Mam nadzieję, że gdy Biały Kruk upora się z kolejną odsłoną zi­mo­wej tradycji — tym razem drewnianymi dro­biaz­gami, które mają stać się Marsem — do Małej Danii wrócą żu­ra­wie, roz­po­czynając dla mnie wiosnę po raz drugi.


fot. Biały Kruk.

środa, grudnia 15, 2021

(4480+4). Errata  //  Czekariat (XIX)

Wrócona do ula odkopuję się. Czytam zaległe wiadomości. Ślę zaległe po­dzię­ko­wa­nia. I wzruszył mnie do łez otrzymany wiersz Nobilisty, który ominąłby moje życie, bo choć dwa–trzy podejścia do poety w życiu zrobiłam, były to próby całkowicie nieudane — intelektu, erudycji nie dość posiadłam w życiu, by zachwycić się twór­czo­ścią rze­czo­ne­go. Jeśli jednak chodzi o ten wiersz, kupiłam go na pniu i muszę go tu mieć.

Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
[…]

Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
[…]

Miłość
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
[…]

Czesław Miłosz, Wiara, Nadzieja, Miłość.

*

Podziękowałam Artystycznej Duszy za piękno. Wybaczać zadanego przez Nią py­ta­nia o zakładkę nie miałam zamiaru. Poszłam, sprawdziłam… nie było żadnej za­kład­ki w kopercie.

Gdy Arty­sty­czna Dusza napisała: gdybym była swoją matką, powiedziałabym „sprawdź jesz­cze raz”, nie miałam wątpliwości, że nawet nie swojej matki warto czasem posłuchać, zwłaszcza że Sadownik, niebędący niczyją matką, powiedziałby na pewno to samo. I? Bingo! Piękna, trójwymiarowa zakładka — najpiękniejszy okruch/pa­proch w moim życiu. Od dziś kocham zaklęcie: sprawdź jeszcze raz.

Wiersz czekał na mnie pięć dni.
Zakładka o cztery dni dłużej niż musiała.

poniedziałek, grudnia 13, 2021

4483. 347/365

zaakceptować, że nigdy nie miałam, wciąż nie mam i prze­nig­dy nie będę miała kontroli nad własnym życiem. roz­luź­nić się i po­zwo­lić so­bie na ciekawość, gdzie teraz życie mnie za­pra­sza, gdzie chce mnie zaciągnąć lub zawlec.

zaakceptować, roz­luź­nić się — czasem nie jest łatwo.

347/365

[suplement pikselowy: 16.12.2021]