piątek, czerwca 28, 2013

(776+1). Bezdzietność... i kobiety

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie płakałam na filmie. Mogłam być dumna, że nie żyję w państwie wyznaniowym, że w moim kraju kobiety są podmiotowo traktowane, mogą nie tylko jeździć na rowerach, mogą wszystko — po ulicach same chodzić, w kapeluszach i bez...

Nie płakałam. Mogłam być dumna, ale nie byłam. Pomijając fakt, że prawo naturalne czy boskie w polskich dyskusjach społecznych argumentem jest najwyższym, odkryłam smutny mechanizm potwierdzony empirią.

Obrzezanie kobiet, choć wymyślone przez mężczyzn, ma stałe orędowniczki w... kobietach. Postacie kobiet-nauczycielek w filmie należą do tego samego klubu wspierających przedmiotowość kobiet. Moglibyśmy z pogardą stwierdzić, że takie rzeczy dzieją się tylko w niecywilizowanych krajach, nie u nas.

Przebiegłam swe dorosłe życie pamięciowym truchcikiem i okazało się, że moja bezdzietność tylko kobietom przeszkadza. Mężczyźni mówili zwykle coś w stylu „rób, co chcesz, to twoje życie” lub stwierdzali otwarcie, że takiej kobiety jak ja za żadne skarby by nie chcieli. Nie było dramatu, ja za nich też grosika bym nie dała. Obrzucały mnie błotem tylko... kobiety. Smutne, prawda? Pomyślałam o kobietach, które na tym blogu dały czadu, by należeć do tej niechlubnej grupy kobiet. Na myśl przyszły mi tylko słowa Dziewczynki z filmu:

Dogoń mnie!
Jeśli dasz radę.

*

Film. Pogodny. Pozostałam z marzeniem, by mężczyźni z łatwością odnaleźli drogę do chłopca-bohatera filmu, którego wewnątrz siebie mają; by kobiety odkryły w sobie Wadjdę — dziewczynkę, która nie tylko marzyła. Tylko takich Ludzi wart jest ten świat...

kadr z filmu Dziewczynka w trampkach
scenariusz/reżyseria: Haifaa Al-Mansour

czwartek, czerwca 27, 2013

776. Dlaczego kochasz kobiety?

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kobiecości odsłona I. Zobaczyłam to zdjęcie po raz pierwszy w poniedziałek. Wracam do niego niezmiennie kilka razy dziennie. Zatrzymuje mnie. Dotyka we mnie czegoś dobrego, czystego i prawdziwego. Patrzę i... widzę wielowymiarowość, głębię, bezkres i wspaniałą nieogarnialność... kobiecości. Zachwyt we mnie się budzi.

fot. Ewa Ciechanowska, (źródło)

Kobiecości odsłona II. Sadownik zawalony nauką potrzebuje wolnego wieczoru i wolnej chaty, by swe myśli rozrzucić, uporządkować i pozbierać. Z samego rana zaplanowałam dzisiejszy wieczór. Postanowiłam wrócić do kinowej samotni. Wybrałam film. Zarezerwowałam bilet. Obejrzałam zwiastun. Uroniłam łzę. I nastąpiła... poranna wymiana zdań:

Jabłoń:
(ciut zapłakana)
Masz wolną chatę.
Wieczorem idę do kina.

Sadownik:
(patrzy na zapłakaną)
Znowu wrócisz zapłakana...
Ja nie wiem, co ty widzisz w tym płakaniu.

środa, czerwca 26, 2013

775. Mój zwierzęcy totem

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skojarzenia. Całkiem złe. Miałam. Ćwierć wieku. Własnego życia. Dałam radę. Znalazłam funt odwagi. Przed trzydziestką. Pamiętam ten dzień. Warszawskie zoo. Sadownik w swej dłoni moją miał. Skręciliśmy. W alejkę prowadzącą do zwierząt, których szyja ma tyle samo kręgów co moja czy twoja. Oniemiałam. Na ich widok. Żyrafy!
Skojarzenia. Dobre. Zaczęłam mieć. Gdyby ktoś pokazał mi żywą żyrafę, gdy byłam dzieckiem. Majestatyczne zwierzę. Może nie byłoby mi tak źle, podle, beznadziejnie, gdy wytykano mnie palcami i krzyczano za mną. Żyrafa!
Skojarzenia. Już tylko cudne. Mam.
Co roku w urodzinowym tygodniu wolno mi więcej. Odnalazła mnie książka. Zagubiona. Od razu wiedziałam, że chcę ją mieć dla fantastycznych, pełnych poczucia humoru ilustracji. Chcę przeczytać z ciekawości, podejmując ryzyko, że nie zachwycę się książeczką. Tak właśnie zaczęła się nowa odsłona hasła: żyrafa. Ach, żyrafa!
Żyrafami bądźmy, bo wygląda na to, że szczęśliwe życie ma bardzo długą szyję!

Dla wielu osób stawanie się świadomym własnych uczuć i potrzeb jest jak odkrywanie nieznanego kontynentu.

*

Żyrafa nie szuka konkretnych rozwiązań, lecz w pierwszym rzędzie chodzi jej o spotkanie z drugim człowiekiem.

*

[...] bycie żyrafą niekoniecznie oznacza bycie łagodnym i cichym! To oznacza obchodzić się samemu ze sobą z życzliwością i zaciekawieniem, żyć w bezpośrednim kontakcie ze swoimi uczuciami i potrzebami, i wchodzić w relacje z innymi.

Serena Rust, Tańcowała żyrafa z szakalem.
Cztery kroki empatycznej komunikacji
,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.


(źródło)

Właśnie takie kręte drogi doprowadziły mnie do wydanej ludziom w zeszłym tygodniu książki Marshalla B. Rosenberga. Czytam. Bardzo powolutku. Zachwyciły mnie dzisiaj umieszczone w niej słowa Harolda Whitmana:

Nie pytaj siebie o to, czego potrzebuje świat.
Zapytaj, co sprawia, iż czujesz, że żyjesz?
I zrób to.
Ponieważ świat potrzebuje
ludzi, którzy czują, że żyją.

Marshall B. Rosenberg, To, co powiesz, może zmienić świat. O języku pokoju
w świecie konfliktów
, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Ciekawostką oczywistą jest siła tłumaczenia. W obu książkach pojawia się powyższy cytat. Tyle, że w książce Rust jest on efektem tłumaczenia z angielskiego na niemiecki a potem na polski. W książce Rosenberga tłumaczenie jest jednokrotne z angielskiego na polski. Nie dziwi, że lepsze, mniej przegadane. Fajnie jest móc na to zwrócić uwagę. Houk!

PS. Jeśli wiesz, kto jest Autorem lub Autorką fotografii żyrafek, proszę, podziel się ze mną tą informacją.

poniedziałek, czerwca 24, 2013

(772+2). Z Człowiekiem w tle

(769+3+1=772+1). Z Kudłatą w tle

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Heniutka ma za sobą pierwszy raz na warsztacie. Chyba była zachwycona. Z pewnością była padnięta pod koniec każdego dnia z powodu pięciu godzin spacerów po lesie i plaży. Była jedyną chrapiącą babeczką w pokoju.

Po warsztacie zostało kilka kudłatych pamiątek...

Uczestniczka warsztatu:
(na widok Jabłoni, z entuzjazmem)
Jesteś tu z mężem?

Jabłoń:
(zdziwiona treścią pytania,
z jeszcze większym entuzjazmem
)
Nie! Z suką!

*

Nek, gdy całą ferajną szliśmy na plażę wydeklamował:

Czyś ty Hexe, czyś te Henia,
uczuć moich to nie zmienia!

Umie facet kraść serca!

*

Ta, co moje serce ma:

wtorek, czerwca 18, 2013

(475+297=769+3). Peron 9 i 3/4 wzywa (II)

Wzywa znów... Czas na POP-owską magię... Czas na Hogwarts by the Sea (part II)... W doborowym towarzystwie z Bliźniaczą Liczbą, Jej Synkiem — co w magicznej drodze od dłuższego czasu już jest — i Henią na pokładzie ruszamy w oddelegowany Czas.

¡Vamos!

poniedziałek, czerwca 17, 2013

771. [*]

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Smutek. Zachwyt. Dystans.
W smacznych proporcjach w sobie miał. Jego
Smutek. Zachwyt. Dystans.
Dotykały mojego wewnętrznego, odwiecznego
Smutku. Zachwytu. Dystansu.
Miał w sobie zgodę na ukryte w nich bogactwo.

Waldemar Lewandowski, Acoustic Experience. Konsensus.

Złoszczę się, gdy ludzie mówią przegrał z rakiem. Wierzę, że On wygrał z cierpieniem. Wierzę, że teraz wie to, co my możemy tylko przeczuwać.

*

PS. Inspirujący mnie sobą Człowiek napisał mi:

Jedno co mnie pociesza to, że gra teraz wśród mistrzów. Na pewno.

Tak. Na pewno!

niedziela, czerwca 16, 2013

770. Kudłata, magiczna chwila

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie można mieć w życiu wszystkiego,
można mieć ogromnie dużo.
Choć w skończonym czasie, to
w nieskończonej liczbie form.

Przyszły dziś do mnie nagle te słowa.
Gdy siedziałam na trawie.
Oparta o drzewo.
Z Heniutką leżącą obok mnie.
Westchnęłam wzruszona.
Życie jest magią.
I już.

769. Kto z kim?

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Osiem lat temu, gdy wyjeżdżałam na samotne pięć tygodni, pozostający w domu Sadownik odgrażał się, że tęsknić nie zamierza... pożyczy telewizor, kupi skrzynkę piwa i zaprosi kolegów.

*

Pojutrze Henia w charakterze osoby towarzyszącej jedzie ze mną na warsztat. Pozostający w domu Sadownik cieszy się na absolutną abstrakcję — pierwsze pięć dni od prawie trzech lat, gdy nie pójdzie na żaden spacer z żadnym Sierściem.

Jabłoń:
(relacjonuje przez telefon
radość Sadownika na jego nadchodzącą samotnię
)

Tata Jabłoni:
Uważaj, jak wrócisz do domu w niedzielę,
zastaniesz w nim Motonga.

Jabłoń:
Bo?
(po chwili dodaje)
Myślisz, że będzie bał się spać sam w pustym domu?

Tata Jabłoni:
Ano!

sobota, czerwca 15, 2013

768. Mądra miłość

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Spotykam ludzi, którzy przekonani są, że ich pies bywa złośliwy. Spotykam takich, co święcie wierzą w to, że ich sierściuch ma poczucie winy, gdy zrobi coś „nie tak”. Spotykam też tych, co ciężko pracują co dnia, by nie dać okazji swojemu pupilowi, by ich zdominował. Spotykam wielbicieli Cesara. Staram się z tymi wszystkimi ludźmi nie wchodzić w dyskusje, bo zwykle i tak wszystko wiedzą najlepiej, a siła ich przekonań powoduje czasem, że zaczynam zastanawiać się, czy jestem aby na pewno normalna w swoich psich poglądach.

Na koncie mam przeczytanych naście książek o psach, ale poniższa jest moją pierwszą, napisaną przez antrozoologa. Oczywiście jest wiele książek, które warto przeczytać zanim przyniesie się do domu szczenię. Okrutna prawda jest taka, że liczba przeczytanych książek nie ma znaczenia — twoje puchate maleństwo i tak cię zaskoczy — hi, hi, coś o tym wiem. Tak czy inaczej ta jest warta przeczytania bez względu na to, czy ma się już psa, czy się go dopiero będzie miało, ponieważ dobrze jest, gdy miłość do psa jest mądra.

Nowe odkrycia pokazują, że psy są jednocześnie mądrzejsze i głupsze, niż sądzimy. Na przykład mają niesamowitą zdolność zgadywania, co człowiek zamierza zrobić. Dzieje się tak, ponieważ są niezwykle wrażliwe na język naszego ciała. Ale zarazem psy nie potrafią przewidywać konsekwencji własnych czynów, czy to przyszłych, czy też przeszłych — są „uwięzione” w chwili bieżącej.

*

[...] zdolność psów do tworzenia więzi z dwoma lub więcej gatunkami jest dla wszystkich tak jasna, że uznajemy ją za oczywistą. A jednak umiejętność ta jest niezwykła w królestwie zwierząt.

*

[...] psy mają skłonność do tworzenia silniejszych więzów z ludźmi niż z innymi psami.

*

[...] emocje nie są luksusem, który potrafią docenić tylko ludzie, lecz podstawową częścią biologicznego systemu regulującego zachowania.

*

Fakt, że ewolucja wspiera pewien stopień blefowania, kiedy pojawia się konflikt między dwoma zwierzętami, tłumaczy, dlaczego czasem trudno zmierzyć emocjonalny stan zwierzęcia. Lecz psy, będące wysoko uspołecznionymi zwierzętami, bardziej otwarcie komunikują swoje uczucia niż jakikolwiek inny gatunek.

*

Na poziomie fizjologicznym miłość różni się od innych pozytywnych emocji tym, że tylko ona wiąże się z wydzielaniem hormonu zwanego oksytocyną. Kiedyś uważano, że jego wydzielanie pobudzała u matki jedynie opieka nad nowo narodzonym dzieckiem (zachowania opiekuńcze), ale teraz sądzi się, iż wiąże się ono ze wszelkiego rodzaju więziami. Psy doświadczają przypływu oksytocyny w trakcie przyjacielskich kontaktów z ludźmi. Uważa się także, iż takie przyjacielskie kontakty z psami są świetnym pogromcą stresu dla ludzi i prawdopodobnie także dla psów.

*

Psy żyją w tej samej przestrzeni co my, ale doświadczają świata w inny sposób. Mamy skłonność do myślenia, że nasze postrzeganie świata jest tym właściwym, ale nie jest to prawdą.

*

Dyscyplina w sensie kontroli, a nie w sensie karania, jest tym, czego psy potrzebują. Zwierzę nie nauczy się odpowiedniego zachowania tylko dlatego, że właściciel je kocha.

*

Osobiście jestem szczęśliwy, że ostatnie naukowe dowody wspierają podejście do psów, które jest mi bliskie. Jako naukowiec a jednocześnie miłośnik psów angażuję się w ocenianie dostępnych dowodów i decydowanie o przyjęciu najbardziej racjonalnego podejścia. Gdyby stada dzikich wilków okazały się równie pełne napięć, jak ich odpowiedniki w ogrodach zoologicznych, musiałbym się zgodzić, że podejście mówiące o dominacji miało jakąś wartość. Ale nadal trudno by mi było zaakceptować karanie zamiast nagradzania jako filozofię szkolenia mojego psa, ponieważ dla mnie sednem posiadania psa jest bliskość z nim i przyjaźń, a one nie idą w parze z dominacją. Jako właściciel psa odczułem ulgę, gdy podważono wiarygodność obiegowych poglądów na temat funkcjonowania stada wilków. Mogłem wreszcie wytłumaczyć sobie, a co ważniejsze wielu innym ludziom, dlaczego rutynowe karanie psa jest nie tylko niekonieczne, lecz nawet kontrproduktywne.

John Bradshaw, Zrozumieć psa. Jak być jego lepszym przyjacielem,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

A dla kociarzy tu...

piątek, czerwca 14, 2013

767. Podła baba, nie człowiek

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zobaczyłam ją dziś. Kolejny raz. Myślę o niej źle, bardzo źle...

*

Epizod #1. Henia była malutkim, dziewięciokilowym szczeniaczkiem. Wszystkie dzieci darzyła miłością, której nie byłam w stanie podzielać. Byłyśmy na spacerku. Pani X, jej dwóch synów, na oko 6 i 9 lat. Zaczęło się miło. Czy mogą pogłaskać? Ależ proszę. Zaczęli głaskać a potem popychać. Już prawie zabierałam Henię, bo przestało mi się to podobać, ale ta traktowała to jako świetną zabawę i skoczyła; przewróciła chłopca i się zaczęło. W skrócie, pani X postraszyła mnie strażą miejską. Ta scena nauczyła mnie bardzo szybko, że nie wszystkie dzieci; a te, na które się zgodzę, mogą mieć kontakt z Henią tylko i wyłącznie na moich warunkach. Nie wszystkie dzieci są słodkie wobec zwierząt. Nie wszyscy rodzice widzą coś więcej niż potencjalną słodycz swoich dzieci.

Epizod #2. Pani X rok później zaczepia mnie i opowiada o tym, ze zamówiła psa, setera. Prosiła, żeby opowiedzieć jej, co jest ważne w wychowaniu malucha. Miesiąc później z oburzeniem opowiadała mi, że pani hodowczyni zwróciła jej pieniądze i nie da jej szczeniaka. Po kilku kolejnych minutach opadła mi szczęka. Pani X zapowiedziała pani hodowczyni, że weźmie szczeniaka, ale istnieje możliwość, że po dwóch tygodniach go zwróci, bo nie wie, czy jej dzieci nie mają alergii na psią sierść. Pani hodowczyni miała nosa.

*

W zasadzie te dwa epizody powinny wystarczyć, by odpowiedzieć na pytanie, czy rodzina pani X potrafi mieć psa?

*

Epizod #3. U państwa X na jesieni zeszłego roku pojawiła się śliczna, młodziutka kundelka. Wesoła, otwarta, ciekawa, delikatna, śliczna. Na własne oczy przez zimowe miesiące oglądałam przekleństwo, jakim bywa dla psa mieszkanie z ogródkiem. Gdy szłam rano do pracy, mijałam sunię, która w ogródku szczęścia „zażywała”. Wracałam po kilku godzinach a sunia wciąż w ogródku, trzęsła się z zimna, towarzystwa ludzkiego potrzebowała, a miała minus dwadzieścia i śniegu na lata. Głaskałam, gadałam do niej i serce złamane miałam, gdy piszczała, gdy odchodziłam. W styczniu zaczęłam się zastanawiać nad tym, żeby może ukraść tego psa, bo sunia była cudna i było mi jej szkoda. Nie zdążyłam dojrzeć do czynu. Sunia zniknęła, choć jej nie ukradłam. W kwietniu spotkałam sąsiadkę-psiarę, z którą trochę kombinowałyśmy, by zrobić coś dla suni. Wtedy dowiedziałam się, że kobieta oddała psa, bo... zaszła w ciążę.

*

Pani X wróciła do świata. Minęłam kobietę w tym tygodniu dwa razy. Za każdym razem myślę sobie „podła suka” i czuję jak się we mnie gotuje. Zaraz potem skreślam słowo „suka”, bo nie każda ludzka baba, a już na pewno nie pani X, ma w sobie choć procent mądrości i serca psich dziewczynek.

Finał. Dobre w tym, że jest nadzieja, że sunia ma teraz dobry, kochający dom. Przykre natomiast, że epizod #3 oglądały dzieci. Czego się nauczyły? Pies to rzecz, bierzesz, nie dbasz, oddajesz.

Idzie sezon wakacyjny psów przywiązywanych do drzew, wyrzucanych z samochodów. „Człowiek”, to nie musi dumnie brzmieć. Piszę o pani X z nadzieją, że historia ta ode mnie się odczepi i będę mogła znów stawać się prawdziwym człowiekiem, a nie mieć ochotę powiedzieć pani X, co o niej myślę. Myślę źle, bardzo źle...

środa, czerwca 12, 2013

766. Odkrywanie nieznanego mentalnego lądu

Co „zrobić” z człowiekiem, który gada, gada i gada, peroruje, racje swoje wykłada, cały jest słowem, prawdą objawianą właśnie tobie? Zapytałam dziś.

(760+5). Kategorie prezentów

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są prezenty, z którymi nie wiesz, co zrobić.
Są prezenty, przy których czujesz się adresatem całkiem pomylonym.
Są prezenty zamówione i prezenty-niespodzianki. I są...
      ...prezenty-samo-mistrzostwo-świata — podarować komuś coś, czego się nie lubi, ale ma się pewność, że osobie obdarowywanej sprawi to przyjemność nie byle jaką. Uświadomił mi to Sadownik dając mi Maleńczuka...

Maciej Maleńczuk & Psychodancing, Sprzedaj mnie faktowi.

(760+4). Osobowości wielorakie

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(w rozmowie przez telefon)
Kocie, a może by tak...

Sadownik:
(przerywa)
Możesz do mnie mówić „Misiu”,
ale kotem w tym związku jesteś ty.
Zapamiętaj to sobie.

(godzinę później w parku)
Jabłoń:
(do Heniutki)
Myszko, tędy...

wtorek, czerwca 11, 2013

(760+3). U la la! (III)

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Między urodzinami Sadownika a urodzinami Jabłoni jest kilkadziesiąt dni, gdy różnica wieku między Dwunożnymi wynosi tylko dwa lata. W dniu urodzin Jabłoni, na dłuższą chwilę, różnica ta wzrasta do trzech lat. Ale wczoraj było inaczej…

Dwunożne:
(wrócone do domu przed północą)

Sadownik:
Wiesz kochanie, co?
Różnica wieku między nami teraz to…
nie trzy lata… to dekada!
(zaczyna się śmiać)

Jabłoń:
I znowu jestem szczęściarą. Po czterdziestce,
a młodego motocyklistę mam!
(kuguary zawsze spadają na cztery łapy!)

(760+2). U la la! (II)

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tydzień temu zapytał mnie Sadownik, czy jest coś szczególnego, co chciałabym robić w okrągłe, czterdzieste urodziny. Chciałam.

*

A dostałam dużo więcej niż chciałam.

*

Pobyć w domku na kocio-psich łapkach z Altówkami chciałam. Dostałam minitrening dla piesów. Poznałam pięciomiesięczną labradorkę Helę. I… ku memu absolutnemu zaskoczeniu, z okazji moich urodzin, jedliśmy… tort!

Gdy dziś myślę o ludziach, którzy wczoraj ze mną byli, którzy zadzwonili nie mogąc być, myślę… że są najwspanialszą Rodziną, jaką mogę mieć. Zadziwiające, że z żadnym z nich nie łączy mnie ani jedna kropla krwi, ale za to łączy całe serce.

(760+1). U la la! (I)

Były życzenia tylko dla mnie. Dziękuję i w nową drogę je zabieram…

Były życzenia, które nie sposób zostawić tylko dla siebie.
Dziękuję i ślę je dalej… do Was i w Świat… 

Tak też było…

poniedziałek, czerwca 10, 2013

760. Pierwszy dzień, co przyszedł po ostatnim

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czasy „młoda damo, nie wypada...” skończone.
Dziś rano rozpoczęłam drugą, jeszcze lepszą połowę życia.
Od dziś jestem najmłodszą w Starszyźnie.

*

(przy śniadanku)
Sadownik:
(z dumą hodowcy dzikich zwierząt)
No, to już teraz jesteś legalnym kugarem.

Jabłoń:
(z uśmiechem)
Noooo.

Sadownik:
(przewidując ze znawstwem przyszłość)
Ale możesz być jeszcze... pumą.

Jabłoń:
To chyba tylko kwestia czasu...

Sadownik:

Nie tylko, puma to zadbane 50+.

Jabłoń:
No to, nie jest to tylko kwestia czasu.

sobota, czerwca 08, 2013

(756+3). Tom i Pat

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dotyka człowieczeństwa. Dotyka najskrytszych marzeń. Porusza istotę rzeczy. Nie wolno czytać tej książki, jeśli nie ma się zgody na dotyk, co poruszy do łez; zmieni na zawsze perspektywę; wyśmieje to, co jeszcze wczoraj nazwane było niemożliwym.

     — Gdzie mój buziak? — pyta mężczyzna. — Gdzie mój buziak, wielkoludzie?
     Słysząc to, Tom wychyla się i dysząc z radości, składa wielki, mokry całus na policzku Pata Ringa.
     
[…] Pat nie był raczej typem „bojownika o prawa zwierząt”.
     — Kiedyś — mówi — jeżeli nie spodobało mi się, jak wyglądasz, po prostu nie podawałem ci ręki. A jeśli wyglądałeś inaczej niż ja, albo co gorsza wyglądałeś na geja… zapomnij.
     Gloria jeszcze ostrzej opisuje zachowanie ranczera na początkowym etapie ich znajomości:
     — Pat był po prostu burakiem. I chyba nie przeszkadzałoby mu, że używam tego określenia. Był kowbojem, myśliwych i homofobem. I panicznie bał się AIDS.
Kiedy Gloria wyznała Patowi, że planuje ratować szympansy, lekko go to zaskoczyło, ale mimo to przyrzekł, że jej pomoże. Kiedy się jednak dowiedział, że niektóre z małp będą seropozytywne, zaczął się wycofywać.
     — Wtedy się wszystko zaczęło — mówi. — Powiedziałem Glorii, że nie potrzebujemy tu żadnych szympansów z HIV. Nie zamierzałem zbliżać się do takich małp. Bałem się wtedy, że zarażę się HIV od ukąszenia komara. Byłem kompletnie ciemny.
     Podczas jednej z pierwszych wizyt w LEMSIP
[laboratorium biomedyczne] Gloria poznała Toma. Coś w tym szympansie — jego silna osobowość, surowa powierzchowność — natychmiast skojarzyło jej się z Patem.
     — Wróciłam do domu i po prostu powiedziałam: „Pat, musisz go poznać. On jest dokładnie taki jak ty!”.
     Podczas następnej wizyty Pat towarzyszył Glorii, a ta wyprawa całkowicie zmieniła jego życie.
[…] Ten szympans różnił się od pozostałych, które Pat poznał wcześniej. […] Upór, z jakim [Tom] odmawiał tego, czego żądali od niego technicy, poruszył w Pacie jakąś strunę. […] Pat Ring podszedł więc do pustej klatki, która sąsiadowała z klatką Toma i zawołał: „Tommie! Chodź, wielkoludzie! Chodź tu chłopie!”. Ku kompletnemu zdziwieniu techników laboratoryjnych, na dźwięk głębokiego barytonu Pata Tom po prostu wstał, przeszedł wolnym krokiem przez korytarz do nowej klatki, po czym usiadł obok tego szorstkiego, bezpośredniego nieznajomego, jakby znali się od zawsze.
     — Natychmiast zawiązała się między nimi nić porozumienia — mówi Gloria. — Od razu przypadli sobie do gustu.
     Ich relacja rozkwitła na farmie Fauna. Tom i Pat stali się nierozłączni, a Gloria zaczęła dostrzegać w Pacie cechy, których nigdy by się po nim nie spodziewała.
     — Szympansy widzą w nas rzeczy, z których sami nie zdajemy sobie sprawy — tłumaczy Gloria. — Wyglądało na to, że Pat znalazł bratnią duszę. Jego najlepszym przyjacielem został seropozytywny szympans.
     Teraz, ponad siedem lat po opuszczeniu Fauny, Pat nadal odwiedza Toma i jego szympansią rodzinę przynajmniej raz w miesiącu.
     Pat przyznaje, że bardzo zmiękł, odkąd poznał Toma. Stał się zdecydowanie bardziej otwarty na różne typy ludzi, wrażliwszy na cudze problemy. Zaczął też dostrzegać własne wady.
     — Ktoś taki jak Tom… Po tym wszystkim, co mu zrobiliśmy, nadal potrafi nam przebaczyć? Mówię ci, tylko niesamowite zwierzę byłoby w stanie to zrobić. Gdybyś kazał mi przejść choćby połowę tego, co przeszedł Tom, szukałbym cię przez resztę życia. Tropiłbym cię bez wytchnienia. Myślałbym tylko o zemście. Ale nie Tom. — Pat znowu wyciąga dłoń, żeby połaskotać przyjaciela. — Nie ty, wielkoludzie, prawda? — Tom sapie, a Pat go naśladuje. — Szympansy są lepsze od nas — mówi. Właśnie to mnie zmieniło.

Andrew Westoll, Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)

Tom

(źródło)

(i więcej)

758. Nieoczywiste

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przed oczami stanęły mi trzy tomy André Malrauxa wraz ze swoimi wymownymi tytułami: Nadprzyrodzone, Nierzeczywiste, Ponadczasowe. Odkryłam Nieoczywiste… Ale najpierw wydarzyło się poniższe.

*

W czwartek. Po pracy. U Francuza. Przycupnęłam w niewybrednym towarzystwie. Croissant z czekoladą. Niesłodzona kawa. Chwila tylko dla mnie przeznaczona.

Zagapiłam się na rytm podjeżdżających na przystanek autobusów. I usiadła przy moim stoliku… świadomość Nieoczywistego.

Nieoczywiste, że ja
u Francuza
z croissantem
i kawą
w czasie pokoju.

Nieoczywiste, że w ręku
z takim czy innym fachem,
z pracą tu i tam,
z tym mężczyzną.

Życie uznane za nieoczywiste
w cud istnienia się zamienia,
w baśń, piękny sen,
w gwiazdkę z nieba,
w wielki dar…

757. Koło ratunkowe

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na czarną godzinę zachować potrzebuję znaleziony u Ojca cytat, kóry pięknie parafrazuje znane mi powiedzenie Churchilla. Wpis do działu S.O.S. dodałam.


(cytując za Ojcem Karmiącym)
 

środa, czerwca 05, 2013

756. Wyznanie wiary

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
Wierzysz we mnie?

Sadownik:
Tak. Wierzę.

Jabłoń:
To cudnie.

Sadownik:
Skąd takie pytanie?

Jabłoń:
(czyta na głos poniższy fragment)

*

     — Powiedziałem Glorii, że nie ma rzeczy niemożliwych — opowiada dziś Richard. I tego właśnie potrzebowała. (...)
     — Wierzył we mnie — powtarza Gloria. — A jeśli ktoś w ciebie wierzy, jesteś w stanie osiągnąć niemal wszystko. Trzeba mieć w życiu ludzi, którzy w ciebie wierzą, wtedy sobie poradzisz. Nawet jeśli marzysz o czymś najdziwaczniejszym na świecie.

Andrew Westoll, Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

*

Jabłoń:
(gdy skończyła czytać)
Ja też w Ciebie wierzę.

Najdziwaczniejsze Marzenia
Sadownika i Jabłoni
:
(ucieszone ogromnie)

wtorek, czerwca 04, 2013

755. Wyjątkowa okazja: dziś!

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przeczytałam ten wiersz wczoraj.
Znalazł mnie, zatrzymał i do dziś trzyma:

Życie — jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;

być psem,
albo głaskać go po ciepłej sierści;

odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;

mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;

i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;

i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.

Wisława Szymborska, „Notatka”, Chwila/Moment,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2011.

*

Sadownik:
(dziś rano)
Jesteś smutna?

Jabłoń:
Nie. Spokojna.
Jak nigdy wcześniej w życiu.

*

Dziś. Dla mnie. Wyjątkowa okazja, by porozmawiać, pobyć, kochać, zatrzymać bieg myśli...

sobota, czerwca 01, 2013

(589+ 165). Pawłowicz 2.0

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Błysło się dzisiaj pewnej, nieznanej mi Pani w komentarzu do wpisu:

Szczerze Pani współczuję! Doświadczenia związane z macierzyństwem warte są wszystkich skarbów świata, także tych niematerialnych. Rozumiem kobiety, które gotowe są poświęcić wszystko, byle urodzić swoje dziecko. Kobiety bezdzietne są ułomne, mają defekt, wadę. Mogą temu zaprzeczać oczywiście, ale im głośniej krzyczą, tym bardziej słychać hipokryzję i rozpacz. Kobieta, która nie rodzi, chociaż może to gwałt zadawany naturze.

Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować. Zachwyciły mnie te słowa. Wadliwa, ułomna lecę gwałcić dalej Naturę...

753. Kim jestem?

Dostałam to od Sadownika parę dni temu. Ubawiło to pokratkowaną część mnie.

(źródło)

(751+1). Samochodowa gra

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeżeli chcesz poczuć więcej szczęścia i spokoju, zacznij od prowadzenia samochodu, myśląc o jadących przed Tobą kierowcom i ustępując im drogi.

R. Maurer, Filozofia kaizen,
Helion, Gliwice, 2007.

*

Obśmiałam się, gdy czytałam te słowa. Mamy bowiem z Sadownikiem ulubioną samochodową grę. Polega ona na tym by, gdy jest to możliwe, ustąpić kierowcy, który jedzie za nami — zjechać, by łatwiej było mu nas wyprzedzić. Gdy obdarowany naszym gestem kierowca podziękuje mrygając awaryjkami, zdobywamy 1 punkt. Jeśli samochód, który nas minął jest samochodem na warszawskich blachach… i mrygnął… zdobywamy 5 punktów. Jeśli samochód, który nas wyprzedził jest samochodem marki BMW… i mrygnął… uzyskujemy 10 punktów. Jeśli jest to BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… zdobywamy 20 punktów. Jeśli jest to czarne BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… łączna pula naszej wygranej wzrasta o 50 punktów. Piękna gra. Zawsze wygrywamy!

*

W środę ruszyliśmy w pierwszą w naszym życiu podróż innego typu. Dziewczynki wsiadły do samochodu i pojechały na wieś. Sadownik na motongu przemierzał tę samą drogę dwie godziny później. Wróciliśmy w tym samym, seksistowskim układzie w czwartek. Dziś przy śniadanku rozmawialiśmy o naszych wygranych.

Jabłoń:
Wiesz, zdobyłam za jednym razem 100 punktów.

Sadownik:
???

Jabłoń:
(z dumą, że wie troszkę o etykiecie motocyklistów)
Ustąpiłam kierowcy na motorze. Mrygnął…
i „powiedział” dziękuję używając motocyklowej etykiety.

Sadownik:
A ile punktów dostaje motocyklista,
który ustąpi czarnemu BMW na warszawskich blachach,
którego kierowca podziękuje mryganiem?

Jabłoń:
Żartujesz?

Sadownik:
No! Tak właśnie było!

Jabłoń:
To tysiąc!

751. Moja broszura roku 2013

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak zwykle przypadek, ciekawość i odrobina dobrej woli.

Prolog. Służbowe maile od czasu do czasu w temacie mają słowo kaizen. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale na kilometr śmierdziało mi na nieobowiązkowe szkolenie, którego głównym składnikiem będzie obowiązkowe tracenie czasu. W świetle przyjętych w ten sposób założeń kasowałam każdy taki mail bez czytania i nadal mam zamiar tak robić.

Akcja. Dostaję mail z nowościami książkowymi, wznowieniami. I co? Przypadek, oczywiście, widzę tam znajome, nieznane mi słowo. Dobijał się do mojego mózgu „dwusylab” tak długo, że w końcu postanowiłam chociaż go intelektualnie obwąchać. Wynalazłam w zapasach jednej z internetowych księgarni. Uznałam, że mogę zaryzykować siedemnaście złotych i pięćdziesiąt groszy. Odczekałam swoje. Odebrałam.

Reakcja. Gdy tylko dostałam ją w swe ręce, natychmiast przed oczami stanął mi mój zamierzchły znajomy, który mawiał, że książki poniżej dwustu stron to broszury i on po nie sięgać nie zamierza. No więc, nie jest to książka. Można powiedzieć, że jest to broszurka. Malutka, chudziutka i inaczej być nie może.

Epilog. Broszurkę tę zaczęłam czytać po raz drugi zaraz po tym, jak tylko ją skończyłam. Jest wspaniałym antidotum na wyniesione z domu przekonania dotyczące zmiany, dyscypliny, wysiłku. Pokochałam tę książeczkę.

*

Podejmowanie małych kroków z wiedzą, że za ich pomocą opanowuje się strach i buduje nowe nawyki, wymaga zaufania i optymizmu. Ludzie zmagający się z kaizen mają problemy nie dlatego, że kroki są tak trudne, a właśnie dlatego, że są one łatwe. W ich przypadku przeszkodą jest wpojona im przez kulturę zasada, że zmiana musi być natychmiastowa, musi wymagać żelaznej dyscypliny i nigdy nie może być przyjemna. Sądzimy, że osiągniemy lepsze wyniki, gdy jesteśmy dla siebie surowi, zmuszając się do szybszego i bardziej wyczerpującego działania.

*

Zwracanie uwagi na małe szczegóły wydaje się czymś łatwym, lecz w istocie wymaga dużo szacunku, wyobraźni i ciekawości.

*

(…) jednym z najlepszych wskaźników sukcesu życiowego jest umiejętność zwrócenia się do innego człowieka w trudnych chwilach.

*

(…) małe kroki naprawdę się liczą i nawet najkrótszy kontakt z inną osobą jest niezwykle istotny.

Robert Maurer, Filozofia kaizen,
Helion, Gliwice 2007.

***

Pobiegłam do mojej ulubionej Nauczycielki języka japońskiego. O napisanie w edytorze i znaczenie każdego znaku poprosiłam. Zmieniać się na lepsze — czyż nie brzmi to pięknie?

kaizen = zmiana/poprawa na lepsze
(zmiana + dobroć)

wtorek, maja 21, 2013

(739+11). Hołdując spójnikowi ‘i’

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dzisiaj przeczytałam:

List
Napisał raz Los krótki list do swojej Pani.
Silił się na łagodność, kobiecości nie chciał zranić…
W słowach kilku zrzekł się całej tej posady.
Pisał: Piękno? Zgoda. Ale Mądrość? No już bez przesady!

Małgorzata Zalewska, nagrodzona wyróżnieniem
w VI OTWOCKIM TURNIEJU JEDNEGO WIERSZA, 2010.

Losie, westchnęłam, proszę Cię, bez przesady!
I Piękno, i Mądrość, i Siła, pamiętasz, prawda?

749. Po kronikarsku

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tej książki nie należy czytać jako pierwszej Autora, bo może stać się również ostatnią, a szkoda by było. Bez porywu, bo to kompilacja różnych tekstów, ale wydłubać smaczne się dało.

Duchowości tej nie należy jednak mylić z religijnością. Zdarza się bowiem, że na początku trzeźwienia chory idzie na kilka mityngów AA, potem wraca do kościoła, spowiada się, dostaje rozgrzeszenie i myśli, że Pan Bóg teraz będzie trzeźwy za niego. Najczęściej kończy się to zapiciem. Religia bardzo pomaga w trzeźwieniu, ale tylko wtedy, gdy nie zastępuje pracy nad rozwojem duchowym, emocjonalnym oraz nad przebudową myślenia. Duchowość osiągnięta w AA nie jest cudownym lekarstwem, ale najczęściej ukoronowaniem ciężkiej pracy nad własnym rozwojem.

*

Trzecim środkiem leczenia z przemocy jest stworzenie możliwości, by ludzie gwałtowni mogli nabierać szacunku do samych siebie. Można to uzyskać poprzez proste prace, z których mogą się wywiązać warsztaty artystyczne i nauka szkolna czy uniwersytecka. Nauka nie jest bowiem tylko gromadzeniem wiadomości lub zdobywaniem umiejętności przydatnych w życiu. Uczenie się jest najtańszym w skali społecznej i najbardziej dostępnym środkiem budowania poczucia własnej wartości.

*

[Ernest Kurtz w rozmowie z W. Osiatyńskim] (…) Używam słowa „duchowy” w szerokim znaczeniu — duchowa jest na przykład przyjaźń.
     (…)
     Duchowość to jest coś, co nam mówi, że najcenniejsze rzeczy w życiu nie podlegają naszej kontroli. Jest też sposobem życia z tą świadomością.
(…)
Istnieje taki rodzaj zadziwienia i wzruszenia, który wiąże się z uświadomieniem sobie, że rzeczywistość wykracza poza osobę człowieka. To wystarczy.

*

Nie myśleć w kategoriach „rozum albo coś innego”, lecz „rozum plus coś jeszcze”. Rozum i tajemnica. Rozum i emocje. Rozum i intuicja. Rozum i objawienie. Rozum i mądrość. Rozum i miłość.

Wiktor Osiatyński, Drogowskazy,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niedziela, maja 19, 2013

748. Małe, ważne odkrycie

muszę...
nie mogę...
powinienem...

nie pytam, czy możesz, musisz, powinieneś...
pytam, czy chcesz?

pragnę...
chcę...

czasem nie jest istotnym, że czegoś chcę, ale...
czy tego potrzebuję?

*

Tego się nauczyłam w kończącym się tygodniu.
To, czego nie chcę, jest tym, czego potrzebuję — teraz właśnie tak jest.

747. Domorosły kudłatych Klinicysta

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

(wczoraj, równiutko o 20:55)
Heniutka:
(zrywa się ze spania, niczym kukułka wyskakująca z zegara
i patrzy jednoznacznie, intensywnie na Dwunożne)

Jabłoń:
(w codziennym niesłabnącym zadziwieniu,
że Henia znów doskonale wie, która jest godzina
)

Sadownik:
Wiesz co, Henia, jak można w życiu zajmować się tylko jedzeniem,
spaniem i spacerami... książkę byś jakąś przeczytała.

(po chwili)
Sadownik-klinicysta:
A w ogóle, to idź na terapię, bezustannie jesteś szczęśliwa,
to musi być dwubiegunówka z wieczną fazą maniakalną.

Stado:
(nic sobie nie robiąc z diagnozy
poszło na wieczorny spacer
)

sobota, maja 18, 2013

746. O wartościach

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jabłoń zapytała Sadownika, jak to jest możliwe, że ta sama religia (katolicka) może jednych czynić ludźmi przez wielkie ‘L’, a innych niszczyć, np. Ksiądz Tischner i znajomy, rodzinny Katotalib.

Sadownik:
(próbuje znaleźć analogię, by w sprawny sposób
podać swoje wyjaśnienie,
a gdy ją już prawie ma mówi
)
Kiepski przykład, bo w poprzednich wyborach nie głosowałaś na PO.

Jabłoń:
No, nie głosowałam. Popełniać błędy — tak,
ale nigdy dwa razy te same.

(po chwili, gdy złapała się na tym,
że semi-mądrość życiową Sadownikowi wyłożyła
)
Jabłoń:
A teraz możesz mnie zapytać,
czy bym za Ciebie wyszła,
gdybyśmy cofnęli czas.

(oboje ryknęli śmiechem)

745. Jabłoń u Doktora

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jabłoń:
(zbliża się do swojego ośrodka zdrowia
i widzi swojego Doktorka jarającego z kolegą fajki
)
Panie Doktorze, po pierwsze, nie urośnie Pan,
a po drugie, jest Pan lekarzem i na pewno Pan wie, że palenie szkodzi.

*

(po półgodzince)
Jabłoń
:
(wchodzi do gabinetu świadoma układu rang;
ma niższą, nie dyskutuje, tylko stosuje się do zaleceń
)

Pan Doktor ulubiony:
(rozbawia Jabłoń do łez, wyciągając paczkę cienkich, mentolowych papierosów)
Tak w ogóle to ja nie palę.
Robię to okazjonalnie z powodów społecznych.
No wie pani, żeby się pokolegować.

*

Jabłoń:
Panie Doktorze, po objawach mogę stwierdzić,
że chorą prostatę panu przyniosłam.

Pan Doktor ulubiony:
Czy my się nie umawialiśmy w lutym, że widzimy się za rok?

Jabłoń:
Też bym tak chciała, ale nie wyszło.
Cały pakiet utyskujących na mnie organów przyniosłam i lęków worek cały.

Pan Doktor ulubiony:
(po wysłuchaniu listy nieszczęść)
Damy radę!

Jabłoń:
Trzymam za słowo.
(ustalili co i jak będą leczyć, co na badania musi pójść)

wtorek, maja 14, 2013

744. Prośba Wielka!

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Poszukiwania mądrze wyglądających głupich wypowiedzi na temat /bez/dzietności rozpoczęte. Potrzebuję każdą ilość. Sama nie jestem w stanie wymyślić takich prawd życiowych. Niestety, nie wszystkie, warte „obrobienia”, wpadną mi w ręce.

Gdyby — niechcący, przez przypadek — wpadło Wam coś w rękę, proszę, podarujcie mi to w komentarzu. Listę fantastycznych cytatów rozpoczyna hicior absolutny:

Lepiej być grubą matką niż chudą bezdzietną
Dorota Wellman, tu.

743. Ech, Życie!

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Dawno, dawno temu, wymyśliłam grę Taśmociąg. Idąc w niedzielę na superwizję zobaczyłam inną jej wersję:

Praca. Mieć. By. Nieruchomość. Nabyć. Przetargi. Wygrywać. Zamówienia publiczne. Realizować. Kryzys wieku średniego. Zwalczać. Setki koni mechanicznych. Ujeżdżać. Nie martw się, klepsydrę zamówi za ciebie już ktoś inny…

Pan lub Pani od reklamy głowę na karku mieli, by ludzkie życie tak sprawnie zamknąć w pięciu słowach. Następujących po sobie. Nie w przypadkowej kolejności. Może nawet zaryzykować można tezę o zgrabnie uchwyconym statystycznym sensie życia Polaka...

poniedziałek, maja 13, 2013

742. Lingwistyczna eugenika stosowana

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

     — Normalni ludzie robią tak… — rozpoczęła swą wypowiedź studentka siedząca jeden stolik obok mnie w Kafce.
     — Normalni, czyli jacy? — pomyślałam zaczepnie przy moim stoliku.
     — Dominujący! — przyszło mi do głowy…

…w obuwniczym damskie 38 i męskie 43
formułują statystycznie silne hipotezy na temat
kształtu i długości życia ludzkiego…

…sposób, w jaki dziewczyna wyartykułowała zgrabne, zupełnie normalne zdanie, sprawił, że dotarło do mnie zaskakujące:

Za każdym razem, gdy przyjdzie nam powiedzieć: „normalni ludzie to…”,
normalny człowiek to…” stosujemy… eugenikę…
wobec swoich uczuć, pragnień, wobec siebie.

niedziela, maja 12, 2013

741. /Bez/dzietne pogaduchy

Jabłoń:
(po kilku miesiącach przyznaje się do strachu)
Wiesz, bałam się, że nas znielubisz…

Bliźniacza Liczba:
(z Synkiem dwudziestocentymetrowym)
Ja też myślałam, że już nie będziecie nas lubić…

*

Urzekła mnie ta wczorajsza, krótka wymiana zdań.

*

Jak często — bojąc się — przychodzi nam do głowy, że druga strona też się boi?

sobota, maja 11, 2013

(735+5). Reminiscencje (vi)

Jabłoń:
(w środę, w godzinach pracy Sadownika,
po raz drugi dzwoni do Małżonka
)

Sadownik:
Kochanie, koledzy w pracy się śmieją,
że ja zamiast pracować, tylko gadam przez telefon
albo z żoną, albo z kochanką.

Jabłoń:
Kochanie, jakie albo–albo?
Powiedz im, że między słowami żona, kochanka,
używasz spójnika „i”.

(mija kilka godzin)

Jabłoń:
I co? Powiedziałeś kolegom?

Sadownik:
(wrócony z pracy)
Nie.

Jabłoń:
Dlaczego nie?

Sadownik:
Nie zrozumieliby.

(735+4). Reminiscencje (v)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Niektóre kobiety są… Piękne.
Niektóre kobiety są… Mądre.
Mądre i Piękne kobiety?
Bagaż, z którym weszłam w dorosłe życie zawierał przekonanie, że kobiety mogą być albo piękne, albo mądre. Dużo czasu zajęło mi dojście do miejsca, w którym pomiędzy tymi przymiotnikami z niebywałą pewnością stawiam spójnik „i”.

Odkrycie przekonania, które dotyczyło kolejnej pary przymiotników — silna, piękna — zaskoczyło mnie. Wyjaśniło się, dlaczego reagowałam złością i bezsilnością, za każdym razem, gdy okazywałam się silną kobietą. Byłam już wtedy piękna i mądra. Nie chciałam być tylko mądrą i silną. Dzięki Pauli Cole z łatwością postawiłam spójnik „i” pomiędzy trzema przymiotnikami…

*

Przypomniała mi się ta moja wewnętrzna przemiana, gdy czytając Osiatyńskiego, przeczytałam, że i On ceni sobie książkę Susan Jeffers pt. Nie bój się bać. Tak! Siła, uświadomiona i dobrze wykorzystywana, nie zabija miłości, Ona tworzy! Przypomniane przez Autora Rehabilitacji słowa ćwiczenia Susan Jeffers postanowiłam zachować od zapomnienia.

*

Dla Nietoperza, któremu komputer czyta:

Jestem silny i kochany.
Jestem silny i kocham.
Jestem silny i to uwielbiam.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

(735+3). Reminiscencje (iv)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Ostatnia część Trylogii (Rehab+Litacja+Rehabilitacja) za mną. Szkoda.

Od kilku dni myślę sobie co jakiś czas z wdzięcznością: „Panie Wiktorze, dziękuję, dziękuję, dziękuję!”. Książka, która w zamierzeniu Autora miała być o dojrzewaniu, o tożsamości, o miłości i przyjaźni, jest o dojrzewaniu, o tożsamości, o miłości i przyjaźni — jest piękna!

Wybrane z wybranych podkreśleń:

Wiem tylko tyle, że zmieniałem się poprzez kryzysy i dzięki nim.

*

Zawsze starał się załatwiać sprawy innych ludzi, a teraz zobaczył, iż robił to po to, żeby samemu się dowartościować. Zapisał więc: Nie dawaj nikomu rad, dopóki cię nie poproszą. I nie załatwiaj nikomu ich spraw, nawet jeśli cię poproszą.

*

Kolejną płaszczyzną zdrowienia było nauczenie się dbania o siebie. Należy otaczać się ludźmi, którzy troszczą się o siebie, a unikać wszystkich, którzy siebie niszczą. Nauczyć się mówić ludziom i propozycjom „nie”, po to, by znaleźć czas dla siebie samego.

*

Tylko rodzice mieli prawo okazywać złość. Innych uczuć nie okazywali, bo chyba nie umieli. Gdy W. chciał mówić o swoich uczuciach, słyszał, żeby w nich nie grzebał, pracował i był zadowolony z tego, co ma.

*

Wewnętrznie wolny człowiek żąda i bierze odpowiedzialność, niewolnik błaga i obwinia.

*

Nie wiedziałem dokładnie, na czym to wybaczenie polegało, aż po latach ktoś mi przysłał maila, że „wybaczenie oznacza pozbycie się wszelkiej nadziei na lepszą przeszłość”.

*

W Sierra Tucson usłyszał, że najważniejsze decyzje życiowe podejmujemy — nieświadomie — w dzieciństwie, pod wpływem doświadczenia i bólu. Ten, którego spotykają kary za wyrażenie złości, będzie milczał, a kogo nagradzają za śmiech będzie się śmiał. Ale każdemu kiedyś zrobi się dziura w tkance życia i w duszy. Może zatem najważniejsze w wychowaniu jest nie to, by temu zapobiec, ale by uczyć dzieci, jak taką dziurę dostrzec, zatrzymać, by oczka nie poleciały za daleko i umieć ją zacerować. Życie, dobre życie to chyba jest właśnie umiejętność naprawiania tego, co inni albo my sami popsuliśmy.

*

Gdy mikrobus odjechał, W. przypomniał sobie obietnicę na bramie wjazdowej „Spodziewaj się cudu”. Pomyślał o cudach, jakie tu przeżył. […]
Gdy mikrobus dojeżdżał do bramy wyjazdowej W. przeczytał drugi napis: „You are a Miracle”, czyli „Ty sam jesteś cudem”.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

(735+2). Reminiscencje (iii)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wdałam się w mijającym tygodniu w dwie nędzne, ale pouczające rozmowy. Wyciągnęłam wnioski i nie dam się już więcej sprowokować. Tak postanowiłam. I już.


     — czy psychoterapia ma sens?
     Odpowiedź poprawna, ale jednocześnie całkowicie niewłaściwa:
     — TAK. Bo… tutaj należy wypruć sobie flaki wyciągając, poza argumentami merytorycznymi, również osobiste wątki. W końcu każdy psychoterapeuta, poza swoją praktyką, ma za sobą setki godzin terapii własnej i ewidentnie mu się lepiej żyje.

     Odpowiedź niepoprawna, ale całkowicie uzasadniona:
     — NIE. I już. Zadowolony?

*

Był taki czas w mej młodości, gdy chciałam zostać weterynarzem. Wygląda na to, że będąc psychoterapeutką „spełnia” się również to marzenie. Popłakałam się ze śmiechu czytając poniższą opowiastkę.

[...] W. wymyślił opowieść o stonodze. Przychodzi stonoga do doktora, kulejąc na kilkanaście nóżek. Lekarz ją bada i mówi, że może da się to jakoś naprawić. Zaczyna masować nóżkę. Ale ta mnie nie boli tak bardzo jak tamta, mówi stonoga. Nie szkodzi, odpowiada lekarz i masuje dalej. Potem drugą. Stonoga znowu protestuje, bo tamte sześć, po drugiej stronie są w gorszym stanie. A lekarz swoje. Po kilku zabiegach zdziwiona stonoga przestaje kuleć. Jej problem tkwił w centralnym układzie nerwowym, który trzeba było pobudzić i zmienić jego funkcjonowanie. Można się było do niego dostać od dowolnej nóżki, z wyjątkiem tych, które były już w dużej części zniszczone.
     Z czasem W. radził swoim podopiecznym, by na początek nie wybierali największych wad. Raczej takie, co do których sądzą, że będą mogli sobie z nimi stosunkowo łatwo poradzić. Bo nie ma większej przeszkody niż porażka i większej motywacji niż sukces.

Wiktor Osiatyński, Rehabilitacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

(735+1). Reminiscencje (ii)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Czytając Osiatyńskiego dotarło do mnie, że jestem „współuzależniona”, pomimo nieposiadania rekwizytu, jakim jest uzależniony członek rodziny. To, co nazywałam swoim życiem, zawierało zbyt wiele elementów wyraźnie nacechowanych między innymi chronicznym cierpieniem na perfekcjonizm czy rzutami pracoholizmu. Postanowiłam podjąć kroki ku wyzdrowieniu...

Czysta przyjemność. Niezmącona żadnym celem czy półśrodkiem do celu. Nieograniczona czasem. Niezawierająca nawet grama sensu. Odkryłam Ją. Najczystszą, pierwotną Przyjemność nakryłam na istnieniu. A stało się to tak... Leżałam na kanapie. Obok mnie Heniutka, z głową na mym brzuchu, z przymkniętymi oczami, rozluźniona, ciepła, spokojna, pewna, że właśnie tak wygląda proste, dobre życie. Moja kudłata, wielka Nauczycielka i odrobina ludzkiej uważności. Uznałam to odkrycie za pierwszy krok...

*

Przypomniało mi się zdjęcie, które otrzymałam od Atagi. Czyżby wróżyło już wtedy zmianę?

(źródło)

735. Reminiscencje (i)

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Kim jesteś? To najtrudniejsze pytanie jakie znam. Niby wiem, że najczęściej pytający mają na myśli zawód, ale nawet wówczas, czyli biorąc to ograniczenie pod uwagę, konstruowanie odpowiedzi nie staje się dla mnie prostsze. Inna trudność obsługi tego pytania wynika chyba z natury mego „jestestwa” i polega na tym, że nie umiem na to pytanie odpowiadać, bo nie opuszcza mnie pewność, że jutro będę kimś innym niż byłam wczoraj.

Ostatnie dwa tygodnie pełne były drobnych gestów, niby nic nie znaczących rozmów, ważnych słów, zatrzymanych chwil. Przemieniły mnie tak bardzo, że sama siebie pytam: kim jesteś? Kto teraz będzie pisał tego bloga? po co?

niedziela, maja 05, 2013

734. Namolna Solenizantka

Henia:
(wczorajsza, urodzinowa, wieczorową porą gapi się na Drzewko)

Jabłoń:
(w ramach prezentu daje Kudłatej kawałek kiełbasy)

Henia:
(połyka, zamiast gryząc delektować się smakiem
i gapi się wciąż na Drzewko
)

Sadownik:
Ona Ci tylko mówi, że wciąż ma urodziny
i co ty na to?

733. O miłości inaczej

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Lane o czasach swojego studiowania — gdy Arny Mindell z nim pracował — powiedział dziś, w drugim dniu warsztatu:

He loved all
I couldn’t love.

Zapisałam. Właśnie przepisałam, by nie zgubić słów i uczucia, które mi teraz towarzyszy. Czuję bezkresną wdzięczność do moich Nauczycieli, którzy kochają wszystko to, czego ja na razie nie potrafię pokochać; wszystko to, o czym nie mam pojęcia, że mogę pokochać; wszystko to, o czym jeszcze nie wiem, że istnieje we mnie i na miłość czeka cierpliwie. Jestem szczęściarą, cholerną szczęściarą!

*

Do następnego spotkania z Lanem w przyszłym roku pozostaję z drogowskazem:

Pozostaję również z wspaniałym wyzwaniem, by pokochać własny strach, frustracje i lęki. Jestem szczęściarą!

sobota, maja 04, 2013

732. Ukochany Osiatyński

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Może dwa tygodnie temu włączyłam radio w okolicach 19.56, a może 20.56. Załapałam się tylko na końcówkę audycji „O pomaganiu”. Gdy rozpoczął się już blok reklam dotarło do mnie, że znam głos zaproszonego gościa, który należy do jednego z dwóch moich ulubionych Profesorów. Z tyłu głowy zapamiętałam, że na pewno nie przez przypadek pojawił się w radio. Prawie tydzień temu przypomniał mi się ów incydent. W ulubionej księgarni klik, klik... zdziwiłam się milusińsko... klik, klik i trzy nowe książki już szły na poczet majowego czytania. Jedna już za mną. Stanowi kontynuację Rehaba. Prawdziwa, mądra, ludzka...

Zapisał w dzienniczku, że po to, by być w dobrym stanie ducha, musi narzucić sobie codzienną dyscyplinę: chodzić wcześnie spać i rano wstawać; robić to, co do niego należy, nie odkładając nic na potem; nie planować za dużo i realistyczniej mierzyć czas potrzebny na każde zadanie; robić jedną rzecz naraz; codziennie trochę pisać i nie pisać wieczorami. Niemal nic z tego mu się nie udało. Nigdy.

*

Przypomniał sobie rozmowę, jaką przeprowadził siedem lat wcześniej z Janem Szczepańskim. Rozmawiali o sensie życia i o szczęściu. Profesor mówił o tym, że w życiu trzeba mieć cele i trzeba mieć dyscyplinę, by te cele realizować. W. porównał cele do mety i zapytał, czy dobiegnięcie do mety daje szczęście. „Nie” — odpowiedział profesor. „Szczęście to rozkoszować się pełnią sił podczas tego biegu”.

*

Zapomniałem o tym, że ludzie mają prawo być neurotyczni i pokręceni.

*

Nikt mu nie mówił o uczuciach — ani w szkole, ani w kościele, ani w domu. Słowo „uczucie” było synonimem miłości, oprócz tego były „emocje”, głównie zresztą złość.

*

Postanowił zapamiętać, co ma robić, jeśli nie chce cierpieć.
     1. Szanować siebie;
     2. Kochać siebie;
     3. Nie mówić do siebie bez przerwy „muszę”;
     4. Przestać się bać i wyzbyć poczucia winy;
     5. Wybierać i selekcjonować swoje plany i zobowiązania;
     6. Mniej mówić i słuchać innych;
     7. Nie krytykować;
     8. Akceptować innych i tolerować ich poglądy:
     9. Pomagać innym;
     10. Żywić uczucie rewerencji wobec świata, natury i ludzi.
     To było jego własne dziesięć przykazań. Tamte dostał od Boga po to, by być dobrym. Te dostał od siebie, z własnego życia, po to, by być szczęśliwym. A najpierw po to, by nie być nieszczęśliwym. Nauczył się ich na pamięć i włączył do codziennej porannej medytacji.
     Po jakimś czasie poczuł, że czegoś ważnego mu brakuje. Dopisał jedenaste przykazanie: Bądź radosny.

Wiktor Osiatyński, Litacja,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

niedziela, kwietnia 28, 2013

729. Kuguar na rozgrzanym dachu...

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nie jest żadnym odkryciem, że seks nie ma szczęścia do języka polskiego. Wybór jest chorobliwie ograniczony. Do medycznych terminów, z których uszło pożądanie zanim powstały. Do wulgaryzmów, których szerokie zastosowanie do opisu uczuć gwałtownych niewiele ma wspólnego z satysfakcjonującym pożyciem. Być może dlatego, pary tworzą na swoje potrzebny swój własny idiolekt. Wyrazy, frazy, swoisty kod miłosny, zwykłe słowa o niezwykłym znaczeniu. Odkryliśmy, że nasz wciąż się rozwija...

Jabłoń:
(w sobotni poranek ma w perspektywie naście godzin pracy
i nijak nie przypomina ryczącej prawie czterdziestki
)
Bardzo Cię przepraszam, ale mam już tylko 20 minut do wyjścia
i mając do wyboru seks albo śniadanie, wybieram śniadanie.

Sadownik:
(z teatralnym smutkiem na twarzy)
Miał być kuguar, a tu widzę, że kot marny mi się trafił...

*

(późnym wieczorem)
Jabłoń:
Czy ktoś tutaj zamawiał kuguara? 

sobota, kwietnia 27, 2013

728. Kult jakości życia

 wpis przeniesiony 6.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Końcówka miesiąca niezmiennie oznacza embargo na owocne wizyty w księgarniach. Rzuciłam więc okiem na zasoby własne i na jednej z półek znalazłam Staruszkę. Kupiłam Ją, gdy była nowością, by choć w teorii odczarować ówczesne straszenie mnie starością, która… dopadnie mnie, czy tego chcę, czy nie… a jak powszechnie wiadomo, starość bez dzieci jest straszna… i niech temu nikt nie próbuje zaprzeczać… tak jest i basta. Dobrze mi radzono, z dna serca pełnego miłości, żebym może jednak przemyślała swoją decyzję. Chyba aż tak bardzo się nie bałam, skoro tylko nabyłam tę książkę, by zaraz potem odłożyć Ją na półkę. Musiałam jednak bać się choć troszkę, skoro postanowiłam poznać obiekt strachu choć w teorii, by mieć mgliste wyobrażenie o nieuniknionym.

Zajrzałam Nie-Najmłodszej w bebechy z ciekawości. Sam pomysł na książkę… wyśmienity! Króciutkie rozdziały, których inspiracją były wyniki badań naukowych nad dobrostanem ludzkim. Zawartość każdego z rozdziałów jest historią człowieka. Wyjątkowo inspirująca książka. A starość? Dopadnie w dowolnym wieku, jeśli tylko sobie na ten nędzny luksus pozwolimy, bo starość nie ma nic wspólnego z wiekiem, proszę Państwa. Nic a nic!

     — Czy kiedykolwiek słyszeliście, aby dziecko zadawało pytanie, jeżeli nie jest zainteresowane odpowiedzią? —pyta Gary. — Nie. Dzieci zadają pytania, ponieważ naprawdę coś je ciekawi. Dlatego nigdy nie usłyszymy od dziecka: „Jak się masz?”. A ponieważ dzieci nie pracują zawodowo, nie pytają: „Czym się zajmujesz?”, a mimo to jakoś udaje im się zawierać znajomości między sobą i nawiązywać przyjaźnie.

*

Zrób dzisiaj coś, co odzwierciedla to, kim jesteś, na co cię stać i na czym ci zależy. Czy dokonasz tego w domu, czy w pracy, odpłatnie czy za darmo, zrób coś, czym wyrazisz siebie. Pragniemy widzieć świadectwa swoich umiejętności, potrzebujemy potwierdzenia swojej wartości. Jeśli udowodnisz sobie, że coś potrafisz, nie będziesz wątpić w swoje umiejętności.

*

Mogłoby się wydawać, że trudno wiele osiągnąć, stawiając małe kroki. W istocie jednak nie sposób dokonać czegoś wielkiego, nie posuwając się naprzód małymi kroczkami. Zdolność do posuwania się naprzód pomimo przeszkód staje się jeszcze ważniejsza, gdy przybywa nam lat. (…) potrzeba pokonywania trudności i dążenia do upragnionego celu towarzyszy nam na każdej z dróg życia.
     Po ukończeniu studiów medycznych doktor Robert Lopatin rozpoczął roczny staż. W przeciwieństwie do innych stażystów, na których pacjenci spoglądali sceptycznie, zastanawiając się, czy nie są aby za młodzi na lekarzy, Robert najwyraźniej wzbudzał zaufanie. Żaden z pacjentów nie miał obiekcji co do jego wieku. Być może miało to coś wspólnego z faktem, że Robert ukończył pięćdziesiąt pięć lat.

*

(…) uwierzyć w siebie — w swoje możliwości, wizje, pasje, we wszystko to, co pozwoliło ci zajść tak daleko. Tego nie mierzą żadne testy. Jest to niepokojące, ale z drugiej strony dodaje energii.

David Niven, 100 prostych sekretów lepszej połowy życia,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.

piątek, kwietnia 26, 2013

727. Prezent

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Bardzo rzadko dostaję książkowe prezenty. Jeszcze rzadziej dostaję takie książki, od których nie mogę się oderwać, choć literek jest w środku nich tyle, co pies napłakał. Dostałam. Oniemiałam. Obejrzałam i obczytałam ją już setki razy. I wygląda mi to na początek…

*

Strach pomyśleć, jakie byłoby moje życie…
Mam nadzieję, że Ona wie, że kocham Ją z całej swojej mocy…

Józef Wilkoń, Psie życie,
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011.

(źródła zdjęć)

środa, kwietnia 24, 2013

(724+2). Berlińskie łzy

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Upłakałam się jak norka z anegdoty, którą opowiedział Arny. Fragment, szybciutko zapisałam, by nie zgubić:

*

Upłakałam się ze wzruszenia, gdy jeden z Uczestników seminarium w niedzielę rano opowiedział, co mu się przytrafiło dzień wcześniej, gdy wracał z koleżanką po całym, wyczerpującym seminaryjnym dniu. Po powrocie do domu, napisałam do Piotra, by ocalić tę historię od zapomnienia. Oto ona:

We were on the underground and my friend Tracey lied down on the chair to relax. As she did that there was an older, kind of tramp guy who said:
Berlin is like a dream...
I said: wow, interesting...
He then offerred some Jägermeister to my friend.

He looked at her lying and said:
In Berlin we forgive everything...
I said: I see...
He said: We forgive because the whole world forgave us...

to już umiem:
danke shön

(724+1). Berlin

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W moim dwudniowym doświadczeniu Berlin był...

*

... kobietą. Piękną, wolną wolnością wewnętrzną, wrażliwą. Pasłam swoje oczy, serce, duszę.

*

...muzyką. Za każdym razem, gdy dwoje ludzi rozmawiało w absolutnie, dziewiczo obcym mi języku.

*

...snem. Prawie czterdziestoletniego dwulatka, który nie umie jeszcze mówić. Zamawiałam kawę. Zamawiałam ciastko... paluszkiem. Dwa razy dziennie. U tej samej Pani. Sto kilometrów od polskiej granicy rzeczywistość była dla mnie snem śnionym po niemiecku.

to już umiem:
danke shön

piątek, kwietnia 19, 2013

724. On

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

W moich wyobrażeniach jest mężczyzną. Nieprzyzwoicie uporządkowanym. Intrygującym, pomimo swej niemieckiej zadaniowości, perfekcyjności, punktualności. Ciekawa jestem Jego zapachu i atmosfery, którą wokół siebie roztacza. Mam ochotę poczuć Jego siłę. Chcę usłyszeć nad ranem Jego westchnienie. Chcę poznać Jego Wyjątkowość. Chcę odkryć Jego kobiecą stronę... Spotkamy się po raz pierwszy. Tylko na dwa dni. Liczę na magię. Berlinie, już dziś w nocy... jadę do Ciebie.