piątek, sierpnia 21, 2020

3916. Prezentoczytanie (III)

Prezentodawczynią byłam. Nie miałam pojęcia, że ten prezent mnie ze skóry żyw­cem będzie obierał. Sto lat minęło, a wciąż się niektórym wydaje, że muszą stać na straży honoru i godności kobiety polskiej. Utknęliśmy w czasie.

Panowie! Ja, kobieta, uprzejmie informuję: odpierdolcie się od mojego honoru, godności i czci. Gówno wam do tego. Odpierdolcie się od kobiet i łóżek, do których nikt was nie zaprasza.

Jabłoń:
W połowie Sadowskiej… tak mi ciężko,
że nie czytam o zamierzchłej egzotyce,
tylko o tym, co część społeczeństwa ma
w głowie w Polsce XXI w.

Serce mi pęka. To jednak nie był prezent,
bo prezenty serc nie łamią.

Oprezentowana:
Ja też już po 60%. Kopie w brzuch.
I tak, to jest prezent.
Od książek-prezentów oczekuję przeżyć.

Jabłoń:
Ale nie tak mrocznych. Chyba troszku
straciłam nadzieję na dobrą puentę.

Oprezentowana:
Bo ona jeszcze przed nami
(przed społeczeństwem).

Jabłoń:
I to jest dobra wiadomość.

Ta książka rani. W pierwszej wersji wyjęłam absurdalne cytaty, by móc napisać: spierdalajcie! W ostatecznej nie chcę im robić reklamy — większość wyrzuciłam.

Ulicy Rydygiera w Warszawie niedawno podarowano nowiuteńki asfalt, a powinno mu się podziękować za patronat — dla mnie od dziś to ulica Męskich Sierotek Marysiów na część wszystkich głupio-mądrych facetów zabierających głos w tej książce.

Tuwimowi lampki już nie zapalę, a tu zostawiam głównie te fragmenty, które nie patroszą. Zostawiam na pohybel tych, co piją zdrowie pań, ale jako organizatorzy życia społecznego, wyrażają niezadowolenie, bo choć nie mają nic przeciwko walce o swoje prawa, to grzecznie i z zachowaniem porządku społecznego i szacunkiem dla moralności!

Dzięki tej książce zrozumiałam w końcu, czym jest siła napędową męskiej homofobii — są nią erotyczna fantazja i lęk, że runie istniejący porządek. Panowie, fantazja erotyczna to nic złego, a porządek, w którym każdy człowiek jest człowiekiem, to byłaby jednak fajna rzecz — nie ma czego się bać.

Również dzięki tej książce ułożyło się we mnie, że męskość nie dotyczy mężczyzn, a kobiecość kobiet, choć ci od patriarchalno-heteroseksualnego porządku lubią upra­szczać świat. Kobiecośćmęskość to tylko etykietki (jak różowe i błękitne bu­ci­ki) przypisane specyficznym energiom. Każdy człowiek w swoim życiu potrzebuje mieć dostęp do obu, bez względu na to, czy jest kobietą, męż­czyz­ną, osobą niebinarną.

[Wojciech Szot] Nie chciałem być biografem, chociaż pewnie częściowo się nim stałem. Chciałem być przewodnikiem […] po bibliotekach i archiwach, artykułach i książkach, w których możemy szukać odpowiedzi na pytanie: kim była Zofia Sadowska? Przewodnikiem, który od początku się spodziewał, że nie uzyska na to pytanie — ani na żadne inne z niego wynikające — odpowiedzi.

Zofia Sadowska egzemplifikuje determinację w walce o god­ność własną, niczyją więcej. Tendencja do przy­wła­szcza­nia historii i postaci historycznych sprowadza je do jedno­wy­mia­ro­wych figur. W czasie, gdy lekarze zastanawiali się nad metodami leczenia homoseksualizmu, Sadowska mogła służyć innym jako przykład niezłomności i niezależności.

Przykład ten [Zofii Sadowskiej] pokazuje także, jak łatwo w przypadku dyskryminowanych mniejszości sfera prywatna zamienia się w sferę publiczną. Dlatego bierność i apolityczność to w przypadku gejów i lesbijek strategia samobójcza, bo zawsze może się pojawić prokurator, który stwierdzi, że nasi znajomi to szajka, a nasza praca to jedynie pretekst do uwodzenia. I wtedy lepiej nie być w skórze dr Sadowskiej, która może w innym kraju byłaby sztandarowym przykładem walki o godność osób homoseksualnych […].
// Krzysztof Tomasik

Jeffrey Weeks pisał, że każda historia seksualności, a zwłaszcza tej nienor­ma­tyw­nej, zawsze naznaczona będzie przez moment, w którym o niej piszemy. Dziś osoby nieheteroseksualne są obecne w przestrzeni publicznej — w ramach kampanii społecznych, wydarzeń medialnych, festiwali i innych aktywności kulturalno-politycznych. Współczesny gej i współczesna lesbijka mają możliwość wykrzyczenia swoich postulatów, zaakcentowania swojej obecności, choćby cały kraj uznano za „strefę wolną od LGBT”. Istnienie osób o nienormatywnej seksualności w polskiej historii wciąż jednak bywa negowane, czego przykładem jest kuriozalny spór o to, czy osoby LGBT+ brały udział w powstaniu warszawskim. Brały.

✎ ✎ ✎

Chociaż jeszcze w 1895 roku profesor medycyny Ludwik Rydygier grzmiał na łamach „Przeglądu Lekarskiego”:
      Biorąc rzecz zasadniczo, to równouprawnienie kobiet z mężczyznami jest non­sensem, bo się sprzeciwia odwiecznym prawom natury. […] Precz więc z Polski z dziwolągiem kobiety lekarza! […]
     Nie był Rydygier osamotniony w poglądach, ale szczęśliwie dla wielu tysięcy kobiet pozostawał w ariergardzie
.

Z charakterystycznym dla siebie zapałem Zofia — w imieniu nowoczesnej kobiety — pisze: „Nie chcę być wyłącznie przedmiotem miłości dla męż­czy­zny, nie chcę trwonić sił swych jedynie w miłości, chcę być samo­dziel­nym, żyjącym z pracy swej człowiekiem, chcę rozwijać wszystkie władze mej duszy, chcę pełni życia i swobody w miłości”.

[Julian Pruszynowski, 1931]  Gdy mowa o mniejszościach, występuje zazwyczaj logicznie nieumotywowana prześla­dow­cza postawa większości.

Ale męskość nie polega na tym, by nosić smoking, wyrażać się wulgarnie i zachowywać ordynarnie; męskość polega na tym, by do celu iść śmiało i zawzięcie, nie bać się odpowiedzialności, nie bać się walki, nie bać się wytężonej pracy. […]
     […]  stanowczość nie kłóci się z łagodnością, energia nie urąga gracji, pracowitość nie przekreśla subtelności.

 

Kobieta w patriarchalnej kulturze zawsze była widziana jako źródło nieszczęść, tym bardziej kobieta łamiąca społeczne i boskie zasady.

[…] doskonale działał aparat represji, który reprezentowały medycyna, szczególnie psychiatria, i władze państwowe. A nad tym wszystkim stała żądna krwi i seksu prasa.

     — Czy miłość lesbijską uważa pani za przestępstwo? — zapytał rzekomo mecenas Ettinger.
     — Nie — miała odpowiedzieć Sadowska.
     — A czy wedle pani nazwa lesbijki hańbi kobietę?
     — Nie
.

Wojciech Szot, Panna Doktór Sadowska,
Wydawnictwo Dowody Na Istnienie, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Sto lat minęło. I co? I nic. Bez zmian. Poniższe cytaty (ze stuletnią brodą) brzmią jak aktualności z Polski AD 2020.

Nie ulega wątpliwości, że zagadnienie płciowe jest bardzo skomplikowane. Ale twierdzenie, że pomiędzy obiema płciami nie ma zasadniczego podziału, wydaje mi się nazbyt ryzykowne. Zgodzę się, że przewaga pierwiastków męskich lub kobiecych jest rozmieszczona nieraz bardzo kapryśnie, ale nie można chyba z tego wysnuwać zbyt wielkiej swobody.

[…] publicysta […] bardziej grozi, niż zachęca: „Już my sami postaramy się o to, aby w regulowaniu spraw życia publicznego nie zwy­cię­ża­ło to, co złem jest w kobiecie”. Na szczęście złem w kobiecie nazywa zapieranie się przy­ro­dzo­nych instynktów, które są potrzebne, bo pozba­wieni ich mężczyźni bu­do­wali gma­chy państwo­we i „może dlatego właśnie jest w nich tak duszno, ciem­no i chłodno”.

Wiadomość o wyroku skazującym redaktora „Expressu Porannego” […] w sprawie panny doktór Sadowskiej (...) zelektryzowała Warszawę.
     Zdumienie nie miało granic. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego pismo, które zdemaskowało w interesie zdrowia moralnego społeczeństwa wysoce szkodliwe praktyki, deprawujące kobiety polskie, to pismo zostało ukarane i potępione wyrokiem sądowym
.

Między prawnikami:
     — Powiedzcie mi, kolego, dlaczego Sadowskiej nie pociągnięto do odpowiedzialności sądowej?
     — Kodeks karny nie zna takiego przestępstwa.
     — Jak to, a ochrona przeciwko nieuczciwej konkurencj
i?!
„Eroticon”, 1924

(tamże)

czwartek, sierpnia 20, 2020

3915. 233/366

pięć etapów żałoby. każdy z członków rodziny na innym.

uwzględnić, objąć, pomieścić — uczę się.

233/366

wtorek, sierpnia 18, 2020

(3899+15). Prezentoczytanie (II)

Jestem ibukocenową sknerą (dla sportu), ale to nie jest powód, dla którego bym sobie tej książki nie kupiła. Nie kupiłabym i już, bo po co mi ona. Dostałam ją od Orzeszka i Białego Kruka — pewnie przez kruczy wzgląd na piękno liczb. Książka-powrót-do-przeszłości — było miło, do śmiechu, ale po przeczytaniu całej trochę nie wiem, dla kogo ta książka powstała.

Hiperbol, metafor i porównań tony, za dużo, za długie i znów za dużo. Po raz pier­wszy w życiu chwilami byłam czło­wie­kiem całkowicie pozbawionym poczucia hu­mo­ru. Dzięki temu doświadczeniu już wiem, że łatwego życia takie ludzie nie mają i trochę rozumiem, dlaczego oni zwykle patrzą na mnie ka­te­go­rycz­nie spod kry­tycz­nych rzęs — słuszne oburzenie jest bardzo męczące.

A jednak wiem, dla kogo jest ta pluszowa książka (plusz jest w niej kilkanaście razy ważnym budulcem atmosfery/wrażenia). To powinna być lektura obowiązkowa dla płasko­ziemców i anty­szcze­pion­kow­ców oraz dla tych z tkliwą wiarą i bez­gra­ni­czny­mi uczuciami religijnymi. Tylko kto sprawdzi, czy przeczytali ze zrozumieniem?

Niestety, nie jest to książka dla tych, którzy czerpią informacje o świecie z fejsbuka — zbyt skomplikowana i wymagająca skupienia, mimo nienachalnych intelektualnie ilustracji, haha­szków prawie w każdym akapicie i arcy­plu­szo­wych przymiotników.

I już naprawdę na koniec zagadka (niespecjalnie skomplikowana): dlaczego w krzy­żów­kę na pewno nie można było wpisać hasła Sosnowiec, a Bytom i owszem?

Gorzej być nie może — tak właśnie sobie myślę, że gorzej być nie może, ale to nigdy nie jest prawda.

Jest to też dyscyplina [statystyka] dość smutna w tym sensie, że gdyby była psem, to najpewniej takim łaciatym kundelkiem o wielkości konia, którego wszyscy się boją, a który po prostu bardzo chce być kochany. Nie no, serio, nie bójcie się, po prostu spróbujcie go oswoić.

Słuchajcie, ja zawsze mówiłam, że w życiu poprzeczkę należy sobie zawieszać wysoko, bo wtedy, przechodząc pod nią, nie trzeba się schylać.

[…]   ignorowanie dobiegającego ze świata nauki głosu rozsądku jest powszechną praktyką.
     Dlatego też rosnące statystyki odmowy szczepień mnie martwią, ale nie dziwią — tam, gdzie w grę wchodzą emocje, pierwszym zakładnikiem bardzo często stają się fakty. Wiele doniesień naukowych nie wymaga zaawansowanej wiedzy matematycznej czy specjalistycznej. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w erze dostępu do bibliotek, wykładów otwartych i internetu edukacja nie jest droga. Ale gdy jej brakuje, to mamy do czynienia z sytuacją taką jak obecnie: w XXI wieku 29% zgonów dzieci do lat pięciu jest wywołanych przez choroby, na które znamy szczepionki
(WHO 2014).

Słuchajcie, nie ma tylu wykrzykników na tym świecie, by wyrazić moją stanowczość — korelacja nigdy nie jest równoznaczna ze związkiem przyczynowo-skut­ko­wym!!! Nigdy.

     Panie doktorze, czy to HTML?
     Spójrzmy na przykład na wspomniane już wcześniej i głośne swego czasu badanie, które wykazało, że co dziewiąty Amerykanin myśli, że HTML to choroba weneryczna, he, he, he. To zawsze radość, gdy okazuje się, że 11% populacji to ludzie głupsi od nas, nawet jeśli w ostatniej krzyżówce, którą rozwiązywaliśmy, w odpowiedzi na hasło „graniczy z Polską” wpisaliśmy „Sosnowiec”.


A łącznie to w tej sondzie wypowiedziało się 143% naszego narodu, więc jeśli jesteście tymi ludźmi, którzy w czasie lekcji matematyki byli zajęci zlizywaniem lukru z wszystkich pączków w pobliskiej cukierni, to już tłumaczę: 143% to całkiem dużo.

[…]   trudno porównywać Harvard, jedną z najlepszych i najbogatszych uczelni na świecie, o rocznym budżecie od 32 do 38 miliardów dolarów (zależnie od źródła), z Kabul Medical University w Afganistanie, który najpewniej przegrywa z Harvardem na wielu frontach (na przykład liczby stypendystów czy oferty kursów), niemniej jest jednym z niewielu uniwersytetów w swoim kraju, które umożliwiają kobietom bezpieczną edukację wyższą dzięki wprowadzeniu udogodnień, takich jak żeńskie łazienki (tak jest, nie we wszystkich krajach świata jest to oczywiste!) lub autobusy bezpiecznie dowożące studentki na uczelnię. I nawet jeśli ten uniwersytet nie może się pochwalić laureatką czy laureatem Nagrody Nobla, to nie da się przecenić jego roli w zapewnianiu równego dostępu do edukacji.

[…]   przychodzi rozkład t-Studenta do lekarza, a lekarz mówi: „Ale proszę mi się tutaj rozłożyć normalnie” […].

[…]   wchodzi całka oznaczona do pociągu, a to nie jej przedział.

Wiecie, co jeszcze jest złego w stwierdzeniu o spacerze, psie i trzech nogach, oprócz tego, że wszystko? To, że w tym stwierdzeniu słowo „statystycznie” jest tożsame ze „średnio”, w domyśle zaś — ze średnią arytmetyczną […]. A statystyka i średnia mają się do siebie jak kwadrat do prostokąta — każde liczenie średniej jest działaniem statystycznym, ale nie każde działanie statystyczne musi być liczeniem średniej. Jest nawet gorzej — nie zawsze tę średnią w ogóle powinniśmy liczyć.

[…]   średnia arytmetyczna to taki sprzedajny labrador miar tendencji centralnych, czyli niby miły, niegroźny, wszyscy go lubią, ale tak naprawdę szalenie łatwo daje się zmanipulować kiełbasą wartości skrajnych.

Jako ludzie jesteśmy maszynami do postrzegania wzorców. W naturze i w życiu społecznym. Nie znosimy niepewności. Wolimy założyć, że A powoduje B, ponieważ najpierw było A, a potem zdarzyło się B. Ta obserwacja bywa nawet trafna. No właśnie. Bywa, a nie jest.

Chodzi o to, żeby chcieć widzieć świat takim, jaki jest. A nie takim, jaki chcielibyśmy, żeby był.

Janina Bąk, Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Jesteśmy ślepi na własną ślepotę.
Niewiele wiemy o tym, jak mało wiemy.
Nie mamy predyspozycji, aby
wiedzieć, jak mało wiemy
.

Daniel Kahneman
(ur. 1934)

Odwołanie do natury to argument lub retoryczna zagrywka, w której zjawisko lub rzecz opisuje się jako pożądane, ponieważ jest naturalne. Analogicznie: niepożądane jest to, co nienaturalne. Przy czym naturalne jest wszystko to, co w mniemaniu argumentującego pochodzi od natury. A nienaturalne (ergo złe) jest to, co stworzył człowiek. Argumentu tego używa się często w dyskusjach na temat homoseksualizmu, ekologii, medycyny, wegetarianizmu, feminizmu czy fizyki.
     Jest to argument o tyle chybiony, że nie bierze pod uwagę tego, że wiele przywilejów, którymi cieszymy się współcześnie, wynika właśnie z „nienaturalnej” działalności człowieka
.

Dla mnie naukowy sposób myślenia o świecie oznacza, że nigdy nie jest się niczego stuprocentowo pewnym. Nauka zaczyna się od wątpliwości i one tak naprawdę nigdy się nie kończą. To dobrze, że możemy otwarcie dyskutować o tym, że nasze metody mogą być obarczone błędem, a także szukać rozwiązań tego problemu. To dobrze, że wciąż weryfikujemy wszystko, co wiemy, i nigdy nie jesteśmy pewni. To nawyk, który powinniśmy w sobie wyrobić i pielęgnować go czule niczym rzeżuchę, którą w podstawówce własnoręcznie zasadziliśmy na wacie.

Zawsze tłumaczę moim studentom, że gdy cokolwiek liczą, to muszą pomyśleć o dwóch rzeczach: po pierwsze, czy dany wynik ma sens, po drugie, co im ta informacja daje. Szalenie ważne jest to, by o tych naszych danych i wnioskach pomyśleć, podejść do nich z rozsądkiem.

(tamże)

(3899+14). Prezentoczytanie (I)

Chyba pierwszy raz tę samą książkę we trzy w tym samym czasie zaczęłyśmy czytać. Kaan i Gepardzica w „papierzu”, ja w prezencie-ibuku. Kaan gryzdoli najczęściej ołówkiem, Gepardzica zakreśla długopisem, ja zaznaczam paluszkiem. Czytamy i podrzucamy sobie fragmenty, które nas zachwycają lub wyjmują z bucików (w moim przypadku).

Tyle wspaniałych fragmentów, przy których czułam, jak luzuje się zacisk, w jakim trzymane są moje skrzydła. Tyle, po których przeczytaniu znajdowałam się w opa­rach smutku, że relacje łatwe nie są, a życie społeczne to niemożliwość, która zawsze tak czy inaczej uwierać będzie.

Dla mnie ta książka to intensywne ćwiczenia z ambiwalencji. Dobra i już, ale nie wiem, czy do wracania — chyba nie, dla mnie nie.

W Indiach paradoksy i sprzeczności nie powodują aż takich napięć jak u nas. Tutaj łatwiej znosi się niejasność, niedopowiedzenie, nieoczywistość. Nie ma aż takiej potrzeby definiowania. Jakby to wszystko miało mniejsze znaczenie. W Indiach słowa też mają mniejsze znaczenie. Nie tną rzeczywistości równymi liniami o wyraźnych krawędziach. W tym świecie, stwarzanym ciągle od nowa przez tego samego boga zmieniającego tylko imiona, wszystko może istnieć naraz. Świat mógł się zrodzić z miłości, świat mógł się zrodzić z samotności, świat mógł powstać dla zabawy — co za różnica. Bo świat zrodził się z umysłu, który bezustannie opowiada siebie na nowo. Świat to opowieść, nic więcej.

*

Otworzył drzwi, spojrzał na stół. Jabłko, które zjadł wcześ­niej, ciągle tam było. W tym samym miejscu.
     Roześmiał się. Poczuł, jak opada z niego lęk, cała ta troska o przyszłość
.

*

Znajomy z Polski zapytał mnie niedawno, czy skoro trauma zostawia neurologiczny ślad w mózgu i może być przekazywana z pokolenia na pokolenie, to czy spełnianie marzeń też zmienia nam DNA?

*

W relacji odsłaniasz nawet najlepiej ukryte demony. Może i gałęzie sięgają nieba, ale korzenie tkwią głęboko w piekle. Co mnie zatrzymało? Wiedziałem, że jeszcze tyle jest do przeżycia. I chciałem to przeżyć z nią.

*

Kiedy wreszcie uda ci się coś pojąć, szybko odkrywasz, że to dopiero początek drogi.

*

Prawda jest trudniejsza do zaakceptowania. Nie ma gotowych rozwiązań. Jest tylko zaproszenie do ich szukania.

*

[…]  bar-do jest w każdym z nas. Pojawia się w momencie zagubienia, momencie strachu, momencie paniki, momencie decyzji i momencie zmiany. Umieranie zdarza się również za życia. I również za życia mamy szansę narodzić się na nowo.

*

[…]   rysował spiralę — symbol człowieka i jego działań. Do czegokolwiek byśmy się zabrali, zawsze oddalamy się od siebie. Jeszcze trochę, a będziemy sadzić marchewki na Księżycu. A wystarczyłoby odrobinę bardziej zadbać o to, co naokoło nas. Zadbać, czyli zostawić w spokoju.

*

2 stycznia 2019 roku Auroson przysłał mi wiadomość: czasem czujesz się lepiej, czasem gorzej. Czasem masz wątpliwości, czasem pewność. Czasem jesteś sam, czasem z kimś. Ale życie płynie dalej, a ty ciągle poruszasz się naprzód. Innej drogi nie ma. Jedyne, co masz, to ścieżka. Nie wiem, czy to głęboka myśl. Ale poczułem się dobrze, kiedy zrozumiałem, że tak wygląda życie.
     Banalne, prawda
?

*

Jeśli pragniesz zmiany, pokonaj własny opór.

*

Fanou urodziła się po wojnie, nie doświadczyła faszyzmu, ale tak właśnie go sobie wyobrażała. Brutalną zabawę większości, która nie liczy się z niczym i nikim.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Podziękowania należą się również zwierzętom. To one zakorzeniały mnie w miejscach, które nie są domem, i uczyły miłości. Książka nie powstałaby w takiej formie bez pana Colonela Mustarda, indie doga pierwszej wody i —klasy, który zdecydowanie chadzał własnymi drogami. To on pokazał mi, że są rzeczy ważniejsze niż „projekt książka” – chociażby spacer do lasu w poszukiwaniu rajskiego ptaka. A Gucio w te krótkie chwile, które spędzał w moim warszawskim mieszkaniu, wyciągał mnie z pisarskiej samolubności. Był jak klepsydra, która mówi: „już czas na przerwę”.

*

[…]   słowa są umowne i […] to my nadajemy im znaczenie.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 17, 2020

3912. 230/366

     — nie zdarzyło ci się marzyć o bezludnej wyspie, bez tych wszystkich trosk i pro­ble­mów? — zapytał.

nie odpowiedziałam, że w moim przypadku ta wyspa — bez ludzi, bez trosk, bez bólu, bez kalectwa — nazywa się śmierć. zdarzyło mi się.

230/366

niedziela, sierpnia 16, 2020

3911. Jadalne piłki golfowe

Wyjęcie książki z książki w moim przypadku to nudna oczywistość, wyjęcie muzyki z książki to dla mnie zmysłowa rozkosz, ale po raz pierwszy z niekulinarnych literek pozyskałam jadalną roślinę wraz z przepisem na jej przyrządzenie.

W naszym kręgu kulturowym nie mówi się kabaczek, mówi się cukinia, hoduje się ją w Małej Danii, pilnuje, by nie urosła zbyt duża i pała­szuje na wiele różnych spo­so­bów, ale o istnieniu okrągłej, jadalnej odmiany dowiedziałam się w połowie stycznia tego roku. Podpuściłam Białego Kruka, trochę pogrzebaliśmy w internetach (nie: rond de Nice, tylko banalnie: okrągła cukinia) i nasiona do Małej Danii szły. Musiał tylko jeszcze minąć odpowiedni czas na poprawę warunków meteo­ro­lo­gicz­nych, na sianie, wzejście, rozwinięcie liści, kwitnięcie i owocowanie.

Istniało ryzyko, że Barnes zmyślił, ale nie. Pierwszą degustację mamy za sobą. Wczoraj na kolację, gdy chłód zwrócił nam chęć do życia, delektowaliśmy się delikatnym, subtelnym smakiem jagód rond de Nice. Pisznnne! To potrawa dla koneserów, dziś wieczorem robimy dogrywkę.

Właśnie niezwykle bujnie i swawolnie dojrzewają kabaczki. Hoduję odmia­nę zwaną rond de Nice. Osobiście wątpię, czy można ją dostać w Anglii, gdzie preferujecie te długie, kutasowate w kształcie odmiany […]. Tym­cza­sem rond de Nice, jak sama nazwa wskazuje, mają kształt kulisty. Zbiera się je, gdy są większe od piłki golfowej, ale mniejsze od piłki do te­ni­sa, po czym gotuje krótko na parze, przecina na pół, polewa kropelką masła, oprósza czarnym pieprzem i zażywa się rozkoszy podniebienia.

Julian Barnes, Pomówmy szczerze, przeł. Katarzyna Kasterka,
Świat Książki, Warszawa 2019.
(wyróżnienie oryginalne)


fot. Autor(ka) nie do ustalenia.
[te są za duże na kulinarną orgię]

3910. 229/366

staraj się popełniać jak najmniej błędów w życiu — bzdura!

nie ma czegoś takiego jak popełnianie błędów w życiu. pamiętaj: jedyny błąd popełniasz, mając przekonanie, że istnieje coś takiego jak błędy w życiu, ich popełnianiestaranie się, by nie…

229/366

Mumford & Sons, If I Say.

and if I say I love you,
then I love you

sobota, sierpnia 15, 2020

3909. 228/366

milczenie* to nie karmiąca cisza.

nieobecność* jest formą obecności.

a dusza w hamaku.

228/366

____________
* à propos niełatwych więzów krwi.

piątek, sierpnia 14, 2020

3908. Zielnik (XV)

Tę roślinę, nie tylko z nazwy, znam dzięki, nomen omen, Saxifradze. Wiedziałam, że mam. Nie pa­mię­ta­łam gdzie. Cierpliwie przetrząsnęłam to i owo. Po dwóch dniach szukania… znalazłam! I cieszę się jak dziecko. Już wiem, że mam to zdjęcie dokładnie od miesiąca — też na mnie czekało.

Ta-kwitnąca-wytrwałość uczy mnie konstruktywnego uporu i pogody ducha. Niezły, a jednocześnie prze­pięk­ny, z niej Nauczyciel.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Saxifraga Caesia

Jabłoń:
(klik, klik…)
Skalnica seledynowa

3907. 227/366

granica. między słuchaj swojego ciała a folgowaniem sobie. cieniutka jest bardzo.

227/366

Lambchop, Is a Woman.

can you be sure
of anything you make
?

*

is a woman […]
more than it is
no more than it is

3906. Pogaduchy międzygatunkowe

Kudłata:
(kursuje za Białym Krukiem kuchnia–spiżarka,
spiżarka–kuchnia z maniakalnym uporem
i wiecznym labradorskim głodem w oczach
)

Biały Kruk:
Czemu mnie wąchasz?
Nie ma we mnie nic do jedzenia.

Jabłoń:
(zza ściany ryknęła śmiechem)

Kudłata:
(niezrażona tryska optymizmem, że
może jednak małe conieco… wysępi
)

środa, sierpnia 12, 2020

3905. 225/366

marzenia mieć — koniecznie te niemożliwe, z księżyca, nieracjonalne przynajmniej ciut. zwariowałaś? one mówią o tobie, mówią do ciebie — otwierają możliwości.

225/366

[suplement pikselowy: 26.08.2021]

3904. Oni

Nie ze swojego Miejsca Mocy, ale razem — Bliźniacza Liczba i Zalo łapią oddech. Tak bliscy, są blisko, a jednocześnie (fizycznie) boleśnie daleko.

Jest w tym zdjęciu coś… latarnia, skały, a może latarnia i skały? I gada do mnie każdy piksel: nie ustawaj! Przypomina o historiach, które za mną (dałaś radę, pamiętasz?), o tym, co jest teraz (jest dobrze!), o przyszłości — dasz radę!

Mogę tradycyjnie już napisać: pozostaję poruszona i tęskniąca — wyjątkowo mocno tęskniąca.


fot. Bliźniacza Liczba, fragment.

3903. Doczekanie

Długo czekały, choć od razu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie — dzikie dzwonki. Poza pięk­nem, samym w sobie, są metaforą, jak nie ustawać (wbrew logice) i mieć dobre życie pomimo nie­ule­czal­nej choroby — jak? tak właśnie!

Czekały, bo wciąż mi czegoś było brak, by dom­knąć tymczasową całość. Dziś w nocy już wiedziałam: mam, przyszedł do mnie brakujący element! I jest.

Co im każe tam rosnąć […]?
Saxifraga
[…]  nie dość, że żyją wbrew logice,
to jeszcze są tak kolorowe


fot. Saxifraga, fragment.

[…]  kobieta spojrzała na niego i powiedziała: — Rumi mówi, że rana jest miejscem, przez które wstępuje w ciebie światło.
     
[…]
     Rumi go przekonał
. […] Spojrzała na niego, spojrzała w swoje obliczenia, głośno westchnęła. — Joseph Campbell powtarzał: „Kiedy spadasz — zanurkuj”. Już czas. Musisz się w końcu dowiedzieć, kim jesteś.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

wtorek, sierpnia 11, 2020

3902. 224/366

wilegiatura, dzień czwarty. czytamy.
psy też są «niemożliwymi» osobami.

224/366

Niemniej nie znam żadnej pięknej rzeczy, która nie byłaby właśnie taka: obraz, rozkwitający kwiat, związek z drugą osobą — wszystko to jest przecież «niemożliwe».

*

Muszle, kamyki, lalki, liście, guziki, kwiaty, patyki, pla­sti­ko­we zwierzaki, łuski ryby, kryształy, pióra, wstążki, kości, mosiężne figurki, figurki szklane, maska demona, ości, ziarna, sztuczna szczęka.
     […]  Tysiące przedmiotów, którymi można wyrazić to, co dzieje się w duszy.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

3901. ONE trzy

Gepardzica:
(zdjątko, nieprzypadkowo przez siebie zrobione, przysłała)

(fot. fragment)

Jabłoń:
Bierę te Anioły, bo
wspaniałe piersi majom.

Gepardzica:
W ogóle mamy fajne cycki!

Kaan:
(nie polemizuje z tym, co napisała Gepardzica,
odpowiada na drzewny zachwyt
)
Nie chcę cię rozczarować,
ale to są dłonie.

Jabłoń:
(znana bliskim z oślego uporu w każdej kwestii)
Piersi!!!

poniedziałek, sierpnia 10, 2020

3900. 223/366

nie ma dobrej prasy Syzyf i wiadomo dla­cze­go. ale na granicy snu zoba­czy­łam w nim człowieka wielkiej nadziei i wiary, który co dnia z determinacją robi swoje. bo liczy się droga, jak mówi inna piękna tradycja.

223/366

*

Gdzie popełnił błąd?
     
[…]
     Pozbierał fragmenty tamy i zaczął od nowa
.

Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń, Agora, Warszawa 2020.

[suplement pikselowy: 12.08.2021]

3899. Prezentoczytanie

Jabłoń:
(wczoraj z uśmiechem od ucha do ucha
informuje Rodziciela, jednego z prezentodawców
)
Uprawiam prezentoczytanie.

Biały Kruk:
Nieważne, czym się bawią dzieci.
Ważne, żeby nie płakały.

*

     W Indiach wierzy się w to, że dźwięk podtrzymuje świat.
     
[…]
     W Indiach wierzy się w to, że życie żyje się po to, żeby zrozumieć.
     
[…]
     I nikogo tu nie obchodzi, w co wierzą inni. Przecież każda dusza ma swoją drogę
.

  Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.

[…]   czy naukowcy, zupełnie jak żony, też się (nigdy!) nie mylą? Wszak, jak donosi pewien użytkownik internetu, Ojciec_Mateusz53, którego kompetencje i wiarygodność są dodatkowo wzmocnione przez całkowitą anonimowość: „nauka nie jest nigdy niczym dobrym, bo wprowadza tylko zamieszanie, a de facto jest bardzo ograniczona i ułomna, więc nie warto się nią posługiwać”. No bo — wtóruje mu Marcin B. na LinkedInie: „w czasach, gdy poziom zaufania do wszelkich badań, rankingów, sondaży jest niski, komu należy ufać? Chyba tylko zdrowemu rozsądkowi”. Zresztą — uzupełnia Lubie_maslo1234 — „po co dowody naukowe – wystarczy się po znajomych rozejrzeć, w rodzinie popytać, po mieście pospacerować”. No to rozejrzyjmy się, pospacerujmy po mieście, dokładniej rzecz ujmując: po dziewiętnastowiecznym Wiedniu.

Janina Bąk, Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.

niedziela, sierpnia 09, 2020

3898. 222/366

kończy się tydzień przemocy. przemocy, której nadejścia w poniedziałek nawet nie przeczuwałam. niech jutro zacznie się lepszy dla nas czas, niech!

222/366

*

Kaan:
Od wczoraj myślę inaczej o strachu.
Bo ważniejsze od strachu jest
to, czego się boimy. Tak jak
od bólu istotniejsza jest choroba.

3897. Czytana tam (II)  // Trzecia z trzech

Czytana tam, musiała uleżeć się kilka dni. Fusy wrażeń musiały opaść. Ta książka mnie zdziwiła i nie zdziwiła wcale. Dziwiła podczas czytania — jak dobrze, że nie była to pierwsza przeze mnie czytana książka Autora. Nie zdziwiła wcale, gdy ją skończyłam i oddaliłam się od niej na kilkadziesiąt godzin.

Kilkudziesięciu godzin potrzebowałam, by zrozumieć mądrość, którą ta książka dla mnie kryła. Cały Autor!

     Czyta panienka książki?
     Tak.
     Proszę tego nie robić.
     Nie?
     Czy w tym domu widzi panienka jakieś książki?
     Nie, w rzeczy samej, jeśli się zastanowić, to nie.
     Właśnie. Nie ma książek.
     Dlaczego?
     Rodzina pokłada ufność w przedmiotach, w osobach i w sobie samych. Nie widzi potrzeby, by uciekać się do półśrodków
.

*

Nie śpieszyła się, czekała, aż właściwe gesty same nadejdą, pojawią się jak wspomnienia, niespójne, ale precyzyjne w każdym szczególe.

*

Łączyły ich pociąg do niedokończonych zdań, zamiłowanie do pewnego rodzaju światła i obojętność wobec ciasnoty umysłu.

*

[…]  ustąpiłem, gdy zrozumiałem, że zdania przemawiają do mnie, tylko jeśli pozwolę im swobodnie płynąć […].

*

[…]  kochać się to bez ustanku szukać takiej pozycji, w której można się stopić z drugą osobą, pozycji, która nie istnieje, ale istnieje szukanie, i sztuką jest wiedzieć, jak to robić.

*

Ciekawe, ile nocy trzeba spędzić, żeby stać się taką kobietą. I ile dni stracić. Lat. Dolała sobie wina. Raz się żyje.

*

Nawet wtedy, kiedy z pozoru uczą, jak być silnym i rezolutnym, a właściwie przede wszystkim wtedy, kiedy uczą siły i rezolutności, w rzeczywistości przekazują strach, bo wszystko, co według nich mocne i rezolutne, jest niczym innym jak ich lekarstwem na strach, często na pewien szczególny, określony strach.

*

Trudno przedrzeć się przez trzy lata milczenia i rozłąki. Wytworzyła się między nimi taka odległość, że Syn od dawna przestał być dla Panny młodej łatwo dostępną myślą, wspomnieniem czy uczuciem. Stał się miejscem. Enklawą skrytą w krajobrazie emocji, którą nie zawsze dało się odnaleźć. Często wyruszała, żeby do niej dotrzeć, lecz po drodze się gubiła. Łatwiej by jej było, gdyby dysponowała jakimś fizycznym pragnieniem, którego mogłaby się uchwycić i wspiąć po ścianach zapomnienia.

*

     Czego najbardziej panu brakuje?
     Oprócz snów?
     Oprócz snów.
     Snów na jawie.
     Wiele ich było?
     Tak.
     Zrealizował je pan?
     Tak
.

*

Idiotyzm, powinienem był wyrzucić wszystko, co kobieta, którą tak bardzo kochałem, pozostawiła, ale jak, skoro rozstanie jest jak zatonięcie statku, na wodzie pływa mnóstwo różnorakich rzeczy. Nie da się tak naprawdę wszystkiego sprzątnąć. Czegoś musisz się uchwycić, kiedy brakuje sił, by płynąć dalej.

*

[…]  kiedy zaprowadzasz ład na świecie, nie ty, lecz on decyduje, jak szybko się to stanie.

*

Przez cały czas patrzyłem na nią i szukałem w myślach nazwy na tę cienką powłoczkę, jaka pozostaje na kobietach, które kiedyś kochaliśmy, ale z którymi tak naprawdę się nie rozstaliśmy, nie nienawidziliśmy czy walczyliśmy, lecz zwyczajnie się oddaliliśmy. Nie powinno mnie to specjalnie obchodzić teraz, kiedy już na wszystko brakuje mi nazw, rzecz w tym, że z tą nazwą mam niewyrównane rachunki, bo umyka mi od lat.

*

Południe reorganizuje priorytety. Zmienia się podejście do problemów — rozwiązywanie ich nie jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy. Dlatego przez chwilę spacerowałem, potem usiadłem w porcie na niskim murku, a na koniec zacząłem obserwować przypływające i wypływające łodzie.

*

Dlatego teraz wiedziała, że nie ma wielu losów, lecz jest jedna historia, a jedynym dokładnym ruchem jest powtórka.

Alessandro Baricco, Panna młoda,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

sobota, sierpnia 08, 2020

3896. 221/366

wilegiatura, dzień pierwszy. szpitalną wylinkę zrzucić, obrazy przemocy strukturalnej spod powiek usunąć. dojść do siebie.

221/366

3894. Czytana tam (I)  // Druga z trzech

[K]lik, klik i […] dowiedziałam się, że mam zaległości czytelnicze (nomen omen, trzy!) — napisałam, po przeczytaniu pierwszej wiele miesięcy temu. Dlaczego nie wzięłam zaraz potem do ręki drugiej i trzeciej, nie mam pojęcia.

Gdy kończyłam powieść, która testowała moją cierpliwość, wiedziałam — ku własnemu zdziwieniu — że chcę powieść, powieść męską dłonią nakreśloną, chcę i już! Szybko przypomniały mi się włoskie zaległości.

Druga z trzech była pierwszą połkniętą z rozkoszą w tamczasie. Nie znam innego pisarza, który potrafi uchwycić w słowa drżenie życia wewnętrznego człowieka. Pomysł na fabułę fantastyczny i od początku do końca wyłącznie rozkosz, która za nic miała szpitalną pande­rze­czy­wi­stość.

     — Nie, nie o to chodzi, po prostu nie chciałbym jej urazić. Koniec końców mówimy o pieniądzach w zamian za nagie ciało.
     — Jasne, jeśli tak pan to widzi…
     — Tak
jest.
     — Nieprawda. Tylko taki zakompleksiony purytanin jak pan może ująć to w takich sposób.
     — A zna pani lepszy?
     — Jasne.
     — Słucham.
     — „Czy w zamian za pięć tysięcy funtów pozwoli się pani oglądać przez trzydzieści dni, czas niezbędny, bym mógł przelać na papier pani tajemnicę?”. Nie takie trudne do powiedzenia. Niech pan poćwiczy przed lustrem, pomaga.
     — Pięć tysięcy, sporo.
     — Co, znowu pan zaczyna?
     Jasper Gwyn popatrzył na nią z uśmiechem i wielką sympatią. Przez chwilę myślał, że z nią wszystko byłoby prostsze, doskonały początek nowej pracy.
     — Niech pan da spokój, za stara jestem. Nie powinien pan zaczynać z kimś starym, to zbyt trudne.
     — Pani nie jest stara. Pani nie żyje.
     Starsza pani wzruszyła ramionami.
     — Umieranie to tylko szczególnie precyzyjny sposób starzenia się
.

*

Co jakiś czas w głosie starszej pani pojawiał się nauczycielski ton. Owa szorstkość, z jaką podchodzi się do spraw, które leżą na sercu.

*

Nagle zrozumiała, a spadło to na nią jak grom, bo czasami tak piorunują nas rzeczy, które rozumiemy długo po czasie, choć zawsze mieliśmy je przed oczami, wystarczyło tylko dobrze się przyjrzeć.

*

Zatrzymujemy się na myśli, że jesteśmy postacią uczestniczącą w jakiejś przygodzie, dajmy na to zwyczajnej, a powinniśmy zrozumieć, że jesteśmy całą historią, a nie tylko jedną postacią. Jesteśmy lasem, po którym ona chodzi, złym bohaterem, który ją oszukuje, chaosem wokół, napotkanymi ludźmi, barwami, dźwiękami.

*

Patrzył na nich. Przez długi czas. Aż w końcu dostrzegał w nich historię, którą byli.

*

     — Kiedyś mi powiedziałeś, że wykonanie komuś portretu to sposób na to, by go sprowadzić do domu. Czy to prawda?
     — Tak, coś w tym stylu.
     — Sposób, by sprowadzić go do domu.
     — Tak
.

*

Potem siedzieli przez dłuższą chwilę w milczeniu, każde zatopione we własnych myślach, jak para, która kocha się od tak dawna, że nie musi już rozmawiać.

*

     — Nie bądź gamoniem.
     — Nie będę.
     — Czy już ci mówiłem, że cię kocham, brachu?
     — Dzisiaj jeszcze nie.
     — Dziwne
.

*

Do czego jesteśmy zdolni, pomyślała. Dorastamy, kochamy, rodzimy dzieci, starzejemy się — będąc jednocześnie również gdzie indziej, w czasie zatrzymanym przez nieotrzymaną odpowiedź czy niedokończony gest. Ileż ścieżek pokonujemy i w jak różnym tempie podczas pozornie jednej podróży.

*

Bo to nie są jakieś czary-mary. Porównać to można do przejścia przez pustynię albo wspięcia się na górę. Nie można tego dokonać w salonie […].

Alessandro Baricco, Mr. Gwyn,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

Pięknie tu, powiedziała starsza pani w wodoodpornej chustce na głowie.

*

To nie może się udać, powiedziałaby pani w wodoodpornej chustce.
     Ale świat jest dziwny i się udało
.

(tamże)

3895. Chrystus stoi za nami murem!

Kopernik złożyła zawiadomienie do prokuratury albo (źródła nie podają zbyt precyzyjnie) osobiście udała się na komendę, by donieść, że została zbez­czesz­czo­na — jakie pięknie szeleszczące patriotycznie słowo! W jej ślady pobiegła warszawska Syrenka, bo poczuła się zbrukana. Wytrzymałam oba te fakty, nie zabierając głosu.

Gdy jednak dziś jakiś prawicowy pionek powiedział, że sprofanowano symbol religijny, jakim jest Chrystus, dokonał się akt obrazy moich uczuć religijnych i głos muszę zabrać. Symbolem religijnym to może być smoleński wrak, gest Lichockiej czy kłamstwa Pinokia, a Chrystus żadnym symbolem nie jest. Chrystus na jednej ławeczce z Buddą siedzą i nie mogą uwierzyć, że ludzie ludziom piekło w XXI wieku urządzają jak za starych „dobrych” czasów, nie pamiętając o historii, która się z nimi łączy.

Gdyby dziś zstąpił z nieba, sam rozdawałby tęczowe flagi i stał w jednym szeregu z tymi, którzy żądają równych praw dla wszystkich ludzi (jeśli ze zrozumieniem czytać Pismo Święte). Nie zmieniłby tego fakt, że uczucia religijne rządzących w tym kraju są delikatniejsze od uczuć kogokolwiek innego i z tego powodu (znów patriotyczny szelest) szczuje się bardziej prawych na tych, co im się praw zupełnie bezprawnie (zdaniem tych bardziej prawych) zachciało.

Choć prawa człowieka w tym kraju wydają się konstrukcją prawną należącą się wyłącznie białym­-heteroseksualnym­-mężczyznom­-aktywnym­-seksualnie­-kato­likom, są niezby­wal­nym prawem każdego człowieka, również kobiet, dzieci i osób 2SLGBTQQIA oraz kobiet i mężczyzn 2SLGBTQQIA, heteroseksualnych kobiet i dzieci, mimo że rządzącym od dziesięcioleci nie mieści się to w głowach.

To zdjęcie jest dla mnie zdjęciem roku 2020. We mnie budzi nadzieję.


fot. Marta Bogdanowicz / Spacerowiczka, źródło.

I nie daj zawłaszczyć Chrystusa polskim pseudokatolikom. Pamiętaj, że Chrystusem się bywa — może często, ale na pewno tylko na milisekundy — gdy dajesz coś z siebie, nie oczekując nic w zamian. Jak to? Tak to.

piątek, sierpnia 07, 2020

(3892+1). 217–220/366

szpital to… czekanie i bycie obdzieranym żywcem z godności. robią to młode istoty zaraz po uczelniach wyższych. uczą się sztuki, nim jeszcze trafisz na oddział.

217/366

szpital to… infantylizacja. na poziomie mistrzowskim: przy­trzy­ma pani rączkę, nie będzie bolało (wiadomo, że będzie), nie ma co płakać. a ja tę sześćdziesięciosześcioletnią kobietę, co płakała, kurwa, rozumiem.

218/366

szpital to… żołnierski ton i krzyk. jeśli masz trudność w wer­bal­nym udzieleniu odpowiedzi lub potrzebujesz na to czasu, jesteś przygłucha, trzeba się drzeć — proste! na neurologii, kurwa, naprawdę?

219/366

infantylizacja i żołnierski ton — jak ja bym chciała zobaczyć, jak te „narzędzia kontroli” używane są w pozaszpitalnym świecie z rów­nym sobie zawodnikiem. bardzo bym chciała i uśmie­cham się do tej fantazji — wyobrażasz to sobie? koń by się śmiał i śmiał, a ja patrzyłabym z lubością, jak ktoś dostaje w zęby (werbalnie lub niewerbalnie), bo mu się, kurwa, naprawdę należy!

220/366

[suplement 24.01.2026]
Szpitale, szpitale, szpitale. Gdy o nich myślę, to zawsze mam ciarki na ple­cach. To miejsce, które za każdym razem uświadamia mi, jak bardzo je­stem zależny od innych. Jak kruche jest moje zdrowie i życie. A także jak łatwo pozbawić mnie moich praw, a nawet człowieczeństwa.

Warto w tym miejscu pochylić się nad nielegalną praktyką wyrzucania opie­kunów osób z przewlekłymi chorobami z oddziałów, niemal siłowego odseparowywania nas od nich, co notabene nikomu nie służy. Ani pa­cjen­tom, ani personelowi medycznemu. Nasi opiekunowie często stanowią nie­ocenioną pomoc dla medyków, ułatwiają wzajemną komunikację, wspo­ma­ga­ją ciężką pracę pielęgniarek i pielęgniarzy. Jednak z jakichś bliżej nie­okre­ślo­nych względów (ambicjonalnych?) ich obecność jest nie­mi­le wi­dzia­na. Uznawana za coś nagannego, podważającego lekarski autorytet. Coś, do czego za żadne skarby świata nie można dopuścić. Jest to również eg­zek­wo­wa­ne w niezwykle brutalny sposób. Na porządku dziennym są groźby, kłamstwa, szantaż, krzyk. Opiekunowie w obliczu takiego po­stę­po­wania dają za wygraną, nie wytrzymują presji.

Tymczasem według prawa nikt nie może ich stamtąd wyrzucić ani tym bardziej oddzielić od osób, którymi od lat się opiekują. Niestety rzadko o tym wiemy, nie jesteśmy o tym właściwie poinformowani. […]  Prawa pacjenta nie pozostawiają tutaj jednak żadnych wątpliwości. Otóż: „Przez dodatkową opiekę pielęgnacyjną sprawowaną nad pacjentem małoletnim lub posiadającym orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, w pod­miocie leczniczym, o którym mowa w art. 33 ust. 1, rozumie się rów­nież prawo do pobytu wraz z nim przedstawiciela ustawowego albo opie­ku­na faktycznego”. Ten ustęp pokazuje czarno na białym, że wszelkie próby wypraszania opiekunów ze szpitalnych oddziałów są cał­ko­wicie bezprawne i nie powinny mieć miejsca.

Wojciech Sawicki, Życie na kółkach,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[suplement 5.06.2026]
[…]  po­dejście, utrwalające oddzielenie ciała od duszy i umysłu, sprzyja złe­mu traktowaniu chorych i ich odczłowieczaniu. Postawa ta, w połączeniu z opisaną wcześniej mentalnością podszytą chęcią dominacji, pokazuje, jak nonszalancko i bezceremonialnie można się z pacjentem obchodzić — ni­czym z jakąś maszyną — lub też jak można w jego obecności mówić o nim tak, jak gdyby go tam nie było.

Wobec lekarza zawsze jest się w pozycji kogoś słabszego: bo przecież cierpi się na mniej lub bardziej poważne schorzenie, kończące się niekiedy śmier­cią; bo przecież on dysponuje wiedzą, której nam brakuje, a jeśli w czyjejś mocy jest nas uratować, to tylko w jego; bo przecież my leżymy, a on nad nami stoi — jak zauważał [Pierre (1939–1988)] Desproges. Owa sytuacja bezbronności powinna jednak skłaniać lekarzy do okazywania pacjentom przynajmniej odrobiny życzliwości, nie zaś do skazywania ich na jeszcze większą bezradność.

Uderzające jest to, że medycyna skupia w sobie nadal wszystkie te aspekty nauki, które zrodziły się w epoce polowań na czarownice: jest w niej agre­syw­ny duch podboju i nienawiść do kobiet; wiara we wszechmoc nauki oraz tych, którzy się nią zajmują, a także w możliwość oddzielenia ciała od umysłu, w chłodną, wyzbytą jakichkolwiek emocji racjonalność.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

3892. Tam (XVII)




poniedziałek, sierpnia 03, 2020

3891. Skończona jeszcze tu

Czwarta z czterech skończona! Prawie dwa miesiące mi zajęła, przy czym większość tego czasu z doskoku. Czterdzieści procent książki czytałam przez pięćdziesiąt pięć dni z uporem wynikającym wyłącznie z faktu, że Autor w wywiadzie z 2019 stwier­dził, że to jest jego najlepsza powieść.

Żadnej książce w moim życiu nie dałam tak długo trwającej szansy. Dla równowagi ostatnie czterdzieści procent czytałam — nie! — pochłonęłam w zastraszającym tempie (niepełne dwa wieczory). Dobra książka, ale nie najlepsza Autora.

Lubię takie zakończenia, zachwyciłam się swoistą inkrustacją, jaką jest dla mnie rozmowa głównego bohatera z matką pod koniec (sic!) książki. Warto zajrzeć, ale dobrze, że nie czytałam jej jako pierwszej — nie dałabym rady, nie chciałoby mi się nawet dowiedzieć, że Autor uznał tę książkę za swoją najlepszą.

Dla mnie najlepszą pozostaje (bezapelacyjnie) Znajdź mnie — choć jeszcze wszystko może się zmienić, bo jedna powieść wciąż przede mną (mam ją zaznaczoną do upo­lo­wania).

Czy jej życie było zawszonym okopem udającym elegancki butik? Może — powiedziała. Niektórzy z nas spędzili w okopach całe życie. Niektórzy z nas zmagają się i żyją nadzieją, i kochają tak blisko okopów, że cali nimi cuchną.

*

[…] nasze ciała znają nas lepiej niż my sami […].

*

Starałem się stąpać jak najostrożniej. O ile jedna część mnie nie wiedziała, dokąd zmierzam, o tyle inna czuła, że celowo wkraczam na grząski grunt.

*

     — Szukam swojej gwiazdy. — Zmień temat, idź dalej, daj temu spokój, zasłoń się dymem, powiedz cokolwiek.
     — Więc teraz nagle mamy swoje gwiazdy?
     — Jeśli mamy jakieś przeznaczenie, to mamy też swoje gwiazdy
.

*

[…] nie boję się rozczarowania, boję się, że otrzymam coś, na co nie zasługuję, i nie wiedziałbym, co z tym zrobić, a już na pewno nie potrafiłbym o to codziennie walczyć.

*

     — Czyli jak: ty niby wiesz, czego chcesz?
     — A ty?
     — Chyba tak. Chciałem tego od samego początku i doskonale o tym wiesz.
     — Wcale nie. Pukasz do drzwi, ale sam nie jesteś pewien, czy chcesz, żeby ci otworzono.
     — A ty?
     — Ja nie pukam. Już sobie otworzyłam. Ale fakt, nie weszłam jeszcze do środka
.

*

Zostawiłam ci milion wiadomości, tyle że nie raczyłeś ich sprawdzić.
     Nie sprawdzałem właśnie z obawy przed tym, że żadna wiadomość nie będzie na mnie czekać
.

*

     — Nie wiesz, czy będzie jeszcze jakieś jutro?
     — A ty wiesz?
     — Niczego nie obiecuję.
     — Ja też nie. — Przemawiała przeze mnie buta.
     — Printzu, czasami sam nie wiesz, co wygadujesz
.

*

[…] nie miałem już nic do stracenia, żadnej godności, żadnej amunicji, ani kropli wody w tykwie, i czułem, że warto cisnąć resztki dumy w ogień, tak jak w bardzo zimny dzień przemarznięty ubogi poeta mógłby rzucić w płomienie swój manuskrypt, żeby się ogrzać, odnaleźć miłość, wzgardzić sztuką i pokazać przeznaczeniu coś takiego, że nieźle by się zdziwiło.

*

Oto były słowa, którymi odznaczał czas w tej prywatnej księdze, w której prowadzimy rejestr tego, co tracimy, co nam się nie udaje, jak się starzejemy, dlaczego dostajemy tak niewiele z tego, czego pragniemy, i czy nadal mądrze jest czekać na coś lepszego, bo przecież radzimy sobie z życiem danym nam do przeżycia i z tym, którego nie przeżyliśmy, i z tym, które przeżyliśmy połowicznie, i tym, które chcielibyśmy nauczyć się przeżywać, kiedy mieliśmy jeszcze czas, i tym, które chcielibyśmy napisać od nowa, gdybyśmy tylko mogli, i tym, o którym wiemy, że pozostaje i może na zawsze pozostanie nienapisane, i tym przeżytym lepiej i mądrzej od naszego, którego życzymy innym […].

*

Któregoś dnia przyjdę tutaj posprzątać, powybierać odłamki jej życia, jego życia — gorzej, swojego własnego życia. Bóg jeden wie, na co się natknę, czego nie jestem gotów znaleźć.

*

Czasami — mówi — nie chcemy już nigdy kogoś widzieć z obawy, że nadal nam na nim zależy. Albo innym na nas. Czasami odwracamy się od przeszłości i spoglądamy ze wstydem gdzie indziej. Ale niewielu z nas całkowicie o niej zapomina. Znajdujemy innych ludzi. Najtrudniejsze jest zacząć od początku z tymi resztkami, które nam za każdym razem pozostają.
     
[…]
     Gasi niedopalonego papierosa. Spogląda na mnie, a potem poza mnie.
     — Poznałam kogoś.
     Matka kogoś poznała
.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

[…]  powściągam podekscytowanie i uciekam do pokoju, żeby się opanować. Tymczasem nieznajomy bierze moje szybkie wyjście za obojętność albo gorzej — za arogancję. Ja chciałem, żeby wywabił mnie z sypialni, podczas gdy on chciał zobaczyć radość i wdzięczność. Kiedy wreszcie nie mogę wytrzymać i pytam kogoś, czy to prezent dla mnie, słyszę: „Pewnie tak”, ale gość już wyszedł i zabrał paczkę ze sobą.

*

[…] nigdy nie stańcie się widmami, znaczącymi swoje lata kolejnymi warstwami rdzy, póki nie zacznie się przez nie przesączać woda, a wy przemienicie się w zwykłe koryta, puste kadłuby uwięzione na mieliźnie po wielu złych zakrętach i płytkich zakolach, aż stracicie panowanie nad swoimi sterami i rdza nie będzie już całkiem wasza, i przestaniecie pamiętać, że kiedyś byliście statkami — to wasza podróż jest prawdziwa, nie moja.

(tamże)

3890. Zielnik (XIV)

Cywilizowana (na oko) obok półdzikiej udawała dziką. Czy rośliny mogą marzyć o byciu kimś, kim nie są?

Jeśli tak, ja je troszkę rozumiem — jako dziecko marzyłam o kręconych włosach i stu pięćdziesięciu centymetrach wzrostu. Nie mam ani jednego, ani drugiego — jestem nieporzeczką.

Ale, ale. Myślę, że i rośliny, i ludzie lubią wiedzieć, kim są. Dziewczyny ci pomogą — dałam znać roślinie.

Profesora Saxifraga:
Żeniszek meksykański

3889. Zielnik (XIII)

Półdzikie (na oko) z uporem maniaka udaje cywilizowaną roślinę. Pojedyncze kwiatki na długich nóżkach lubią być od siebie daleko. Testowały mnie i bezczelnie zapytały, jak im na imię. A ja nie wiedziałam i nie wiem.

Dziewczyny będą wiedzieć — poinformowałam zielsko.

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(narzędzie podsunęła i cyk)
Gaura biała
[29.01.2021]

3888. 216/366

     — mam dość — powiedziała. bólu i kalectwa. i walki z wiatrakami.

216/366

*

[…]  rozdrapywałem to w kółko, odłamek po odłamku, przyjmując prawdę w maleńkich dawkach, tak jak zażywa się truciznę, aby od niej nie zginąć.

*

     A mogłabyś mnie teraz po prostu pocałować i skończyć tę dyskusję?

*

[…]  jest tyle rzeczy, o które tak trudno mi poprosić, Claro, ponieważ prosząc o zwykłe, proste drobiazgi, ujawniam więcej, niż kiedy proszę o coś ważnego.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, sierpnia 02, 2020

3887. Oni

Apus i Oś — podziwiam obu, choć żadnemu prosto w twarz tego nie powiedziałam, bo o miłości nie tylko mężczyznom czasem głupio wspomnieć.

Apus oczami Autora dał się już poznać ciut bliżej. Który raz patrzę na ten świeżutki portret? Bez znaczenia, bo niezmiennie uśmiecham się na widok atrybutu pięć­dzie­się­cio­latka, tak delikatnie, ale stanowczo nakreślonego.


Oś.

3886. Jasny gwint!

Ona. Z niejedną Boginią (a nie tylko z Bogami) umie rozmawiać. Nudna trochę, bo od zawsze rozmawia wyłącznie o miłości. Na cokolwiek innego szkoda Jej czasu.

Gapię się na ten obraz od wczoraj. Gdyby musiał mieć tytuł — obrazy czasem zmusza się do posiadania tytułów — brzmiałby on: Miłość. I Bóg mi świadkiem, ile perspektyw skrywa. Hawk!


Kaan.

*

W sztuce chodzi o jedno: bezpośrednią rozmowę z Bogiem w Jego własnym języku, z nadzieją, że słucha.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

3885. 215/366

nieuleczalna choroba nie pyta: ogranicza, zabiera, anektuje. jednak nie jest w stanie pozbawić tego, co w naszym życiu jest dla nas samych naj­waż­niej­sze. już to wiem, dotarło do mnie, poczułam.

215/366

sobota, sierpnia 01, 2020

3884. Róbmy narodowcom falę!

Mitomance Terlikowskiej zawdzięczam od prawie pięciu lat profesora Obirka. Profesorowi Obirkowi (nie tylko) zawdzięczam powrót do znanego i lubianego hinduskiego jezuity Anthony'ego de Mello. W latach, gdy po niego sięgałam, nie miałam pojęcia, że był jezuitą, a że hinduskim i ciut wyklętym przez Watykan to dopiero u prof. Obirka przeczytałam.

Coś mnie tknęło w połowie przebudzonej żaby… klik, klik. O, TEGO nie znam! Klik, klik, mam. Jeszcze TEGO nie prze­czy­ta­łam i długo nie przeczytam, bo nie śpieszę się wcale, ale ten kawałek zrobił mi dzień, jakbyśmy powiedzieli w drugim najpolsko-patriotycznym języku ojczystym. Muszę mieć ten fragment pod ręką!

Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie klient, jest wyzdrowienie. On nie chce wy­zdro­wieć, chce doznać ulgi.
     Eric Berne, jeden ze znamienitszych psychiatrów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ujął to bardzo obrazowo. Prosił, żebyście wyobrazili sobie klienta, który jest zanurzony po nos w szambie. Tak, nazywał to płynnymi ekskrementami. I ten klient przychodzi do lekarza, i wiecie, co mu mówi? Prosi lekarza: — Czy mógłby pan mi pomóc, aby ludzie nie robili fal
?

Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 30, 2020

3883. 212/366

niech ten dzień wybrzmi pełnią.
niech gada do mnie. niech go usłyszę.

212/366

Michel Godard, Soyeusement.

3882. Szach i mat

Sadownik & Jabłoń:
(lubią zabawę w trudne pytania,
którą zwykle uprawiają w samochodzie
)

Jabłoń:
(poszukuje inspiracji w radzeniu sobie
z postępującym kalectwem fizycznym
)
Co byś powiedział komuś, kto ma tak jak ja?

Sadownik:
Zapytałbym: na czym ci zależy?

sobota, lipca 25, 2020

3881. Polska wierszem oglądana

Poleciałam na psa i kompozycję z okładki. Zbyt wiele sobie po ilustracjach obiecywałam i rozczarowałam się okrutnie: zbyt dużo detali, zbyt mało przestrzeni na domysły i emocje. Gusta i moje osobiste guściki, ale znalazłam dwa rysunki, które robią mi emocjonalną różnicę. Jestem więc na plusie, tylko muszę to jeszcze z Kaan przegadać, bo może nie doceniam czegoś, czego nie umiem dostrzec.

A wiersze? Pierwszy raz w życiu czytałam pisany wierszem komentarz do życia społecznego. Nie mam wątpliwości na kogo w drugiej turze wyborów prezydenckich głosował poeta. Nie spędza mu snu z powiek fakt, że długo jeszcze licealiści nie będą czytać jego wierszy, ale nas powinno to przynajmniej troszkę martwić.

A wydawnictwo? Jak zwykle na wysokości zadania stanęło. Papier, światło, przestrzeń — wszystko to w tym tomiku jest.

Zło odejdzie i będzie
wymienione na zło.
I wtedy powiedzą:
zawsze byli przeciw
temu złu, co odeszło.
Nowe zło jest lepsze.
Ale o co ci chodzi
?

*

Polska dziesięć
Albowiem trzeba się bać. Twarz ma
przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą.
Twarz ma w odwiecznym grymasie
jak u rodzącej kamień. Jak u
piszącej esemesa w nieznanym języku.

I trzeba się bać. Teraz miłość jest bezsilna,
jest tylko w deklaracjach
oraz deklamacjach. Wszelkie poranne złudzenia
przemieniają się w gorzki wieczór. Jest
później, niż myślicie.

*

Mowa nienawiści
Pouczający poniedziałek, wieje,
grzmi. Wracam z psem ze spaceru,
pies w panice sunie
pod ścianą kamienicy, idzie baba
i przez komórkę gada, pies w panice sunie,
a baba idzie psu naprzeciw, idzie
i mówi: „Jeszcze czego, psu nie
będę ustępować!”. Zagadka: na jaką
partię ta baba głosowała? I dlaczego to jest
tak oczywiste, jasne? Czy dlatego, że
jestem złośliwym oraz złym człowiekiem?
Skąd aż tak dobrze to wiem? Czemu się nie mylę?
Och, pouczający
poniedziałek
.

*

Auta się boją, że zmokną, więc zapierdalają.
Płoszą staruszków na przejściach, którzy nie wyczuwszy
właściwej odległości, mogą zginąć lub polec,
to zależy. A w autach też są ludzie, którzy
jeszcze pożyją, z ludzkością ich wiąże
fakt posiadania przenośnych telefonów, przez które
właśnie główne problemy ludzkie omawiają
.

*

Czas potrzebuje czasu, potrzebuje ochrony,
[…].

Gdzieś są
maleńkie drzwi
.

I nikt nikomu niech nie musi się przedstawiać, dawać poznać, niech wiedza o każdym obecnym jest już w nas od samego początku, od momentu, kiedy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi usiedliśmy na tych krzesełkach, nie czekając już na nic, nie bojąc się, nie łaknąc.

*

To już wczoraj! Już wczoraj w euforii
umarłem. Dzisiaj muszę obejrzeć te zwłoki
i je ostrzyc. I kopnąć w dupę. Jakoś uruchomić.
Bo jeszcze cykl depresji trzeba przecież odbyć
i kolejne euforie. Jeszcze nieskończone
zadanie: palec losu odgryźć,
środkowy palec
.

Marcin Świetlicki, Ale o co ci chodzi?, ilustr. Marcin Maciejowski,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2019.

piątek, lipca 24, 2020

3880. 206/366

     — tak. — odpowiedziała zapytana, czy jest coś intymniejszego niż seks lub gapienie się w niebo.
     — jest, oddech — dodała.

206/366

[suplement pikselowy: 21.04.2022]