wtorek, kwietnia 27, 2021

4210. Czekariat (XI)

Ten Pan Szpak miał pewność, że tu trafi, więc cierpliwie czekał. Zaczął się awantu­ro­wać dopiero wtedy, gdy groziło mu, że będzie musiał przepuścić nieznanego pta­ka. Obie­ca­łam mu, że pójdzie na pewno przed nieznanymi piórami.

Nie miałam pojęcia, że będzie czekał tak długo. Pan Szpak uruchamia tyle pięknych snów, że musiałam poczekać na słowa, które mają podobą moc. Przyszły.


fot. Saxifraga, fragment.

Sny przedstawiają życie /
Sny są samym życiem /
Sny to poezja /

*

Zwierzęta zawsze wyprzedzają ludzi o krok, bo polegają na swoich instynktach.

*

Ziszcza się jakiś nieświadomy potencjał, pełen niedostępnych, odległych obrazów.

*

Czy człowiek musi określić logiczny powód dla każdego działania? Boże drogi, jakże oszukańczy potrafi być ludzki umysł. Pozostaję tutaj, oddycham otoczony trwogą i majestatem nocy.

*

W podświadomości poszukuję /
Czegokolwiek, co ukształtowało moje istnienie /

*

Zawsze tak jest: potężna moc płynąca z głębi duszy prze­zwy­cię­ża nasze słabości i podtrzymuje w chwilach utraty nadziei.

Behrouz Boochani, Tylko góry będą ci przyjaciółmi.
Słowa z więzienia Manus
, przeł. Tomasz S. Gałązka,
ArtRage i Książkowe Klimaty, Warszawa–Wrocław 2020.

4209. Sadownicze wytchnienie…

…zatrzymane w pikselach. Cieszy mnie ogromnie.



fot. Sadownik, fragmenty.

niedziela, kwietnia 25, 2021

4208. O miłości obok choroby

Postępująca choroba jest wy­ma­ga­jąca nie tylko dla ludzi nią dotkniętych. Wymaga bardzo dużo od zdrowych bliskich, którzy choć drugoplanowi z punktu wi­dze­nia cho­ro­by, są pierwszoplanowi, jeśli chodzi o system rodzinny mierzący się z chorobą. Dlatego bardzo ważnym elementem dbania o chorego jest, choćby naj­krótszy, urlop wytchnieniowy dla opiekującego się osobą chorą.

Karty w naszej rodzinie rozdane. Szukamy dżokerów, a w międzyczasie Sadownik na pierwszym w życiu, cztero­dnio­wym urlopie wy­tchnie­nio­wym. Raz dziennie przez chwi­lę rozmawiamy przez telefon.

Jabłoń:
Kochasz mnie
jeszcze troszeczkę?

Sadownik:
Nawet bardzo.
Dlatego jestem tu,
gdzie jestem…

(pauza)
…nie na zawsze.


fot. Sadownik, fragmenty.

sobota, kwietnia 24, 2021

4207. W doborowym towarzystwie

Pięć lat temu
     w decathlonie.
Wczoraj
     odbierając ferrari.

Dziś
     od rana już trzy ćwiczenia wymyślone, każde w kilku seriach powtórzone. Obikujemy z Heniutką w ulu. Dobrze się bawiąc, włączamy w nasze wspólne życie ferrari. Znów z Kudłatą jesteśmy duetem.

[…] we are not bound by our wheelchairs—they give us freedom and independence to live our lives.

Naomi G., I Am Not ‘Wheelchair-Bound’,
[dostęp: 24.04.2021], źródło.

piątek, kwietnia 23, 2021

4206. Tam (XIX)

ostatni możliwy lek — start.

ostatni raz korzystając ze szpitalnego wózka.
na kilka godzin przed odbiorem ferrari.

czwartek, kwietnia 22, 2021

4205. Podróżując z miłością życia

Sadownik & Jabłoń:
(w dłuższej trasie)

Sadownik:
Powiedz mi coś dobrego…

Jabłoń:
Kocham Cię.

Sadownik:
O! To taka współczesna wersja
abrakadabra?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

Sadownik & Jabłoń:
(chwilę później ustalili, że abrakadabra to piękny,
świeżutki termin w ich relacyjnym idiolekcie
)

*

Jabłoń:
(pod latarnią ma najciemniej, naprawdę nie pyta
o siebie, bo przecież ma wiele dużych wątpliwości
)
Co robisz z kobietą,
która wszystko wie najlepiej?

Sadownik:
???

Jabłoń:
(szczerze)
Ja olewam.

Sadownik:
(robi teatralną przerwę, by Jabłoń
mentalnie go dogoniła
)
Jak to co?
Kocham.

Jabłoń:
(dogoniła, ale udaje, że nie rozumie,
dlaczego Sadownik zanosi się śmiechem
)

4204. Zielnik (XXVII)

Ze szcze­nię­cych lat przypomniała mi się roślina, która nie­zmien­nie wpra­wia­ła mnie w niemy zachwyt. Choć uka­tru­pi­łam w ulu niejedną roślinę doniczkową, po­sta­no­wi­łam na am­bi­cję sobie wleźć. Klik, klik, zakupiłam, po­cze­ka­łam. Sadownik ode­brał z paczkomatu wczoraj wieczorową po­rą. Bonus! Nie mia­łam pojęcia, że ta roślina kwitnie. Teraz mam i pojęcie, i kwit­ną­cą roślinę. Jest wyzwanie.

Nie zamordować myślą, mową, przesadą czy zapomnieniem.

Starzec Rowleya
/ senecio rowleyanus /

wtorek, kwietnia 20, 2021

4203. Ta wyczekana

Czekałam na tę książkę bardzo. Nabyłam ją kilka dni przed dniem jej premiery i czekałam. W dniu, w którym się ukazała, miałam ją z samego rana na czytniku. Dzięki niej podróżowałam: Sycylia, Szwecja, Sycylia, Szwecja. Po kawałeczku, nie­śpiesznie, tylko przy porannej kawie. Obie książki skończyły się tego samego dnia. Ta potrzebowała dużo więcej czasu, bym miała pewność, które frag­men­ty chcę tu mieć.

Ja potrzebowałam dużo więcej czasu, by odkaszlnąć te zdania, które we mnie zostały, oliwiąc i dając siłę tym kawałkom mnie, które nie są zainteresowane harmidrem chorego współczesnego świata.

Szwecja to kraj kolektywnych marzeń, o równo­upraw­nie­niu, ochronie środowiska, odpowiedzialności za świat.
// // Erikiem Gandini

*

Samotność, która mnie najbardziej przerażała, to ta, która pojawia się w to­wa­rzy­stwie innych ludzi. Niezdolność przebicia się. Rozmowa, której słowa nic nie pozostawiają. Bycie z pozoru częścią kontekstu, ale w rzeczy­wi­stości bycie poza nim.
// Malin Ekman

*

Może jest tak, że szwedzka samotność to po prostu marzenie o wolności? Pragnienie wyzwolenia od zobowiązań? Tęsknota za wyrwaniem się z ko­ło­wrot­ka zdarzeń i społecznych oczekiwań? Za oddychaniem pełną piersią? Za czuciem każdą komórką ciała?

*

Lubiłam i lubię spokojne, introwertyczne zajęcia, czytanie, pisanie, bycie w domu. Potrzebuję też samotności, żeby móc myśleć i pisać.
// Katarzyna Tubylewicz

*

[…] główną cechą introwertyków jest to, że dopiero w samotności odpo­czy­wa­ją. Potrzebują jej tak samo jak snu, po to, by naładować życiowy aku­mu­la­tor. Dla ekstrawertyka bycie wśród ludzi jest sposobem na dodanie sobie energii. Introwertyk po długim czasie w towarzystwie czuje się w środku dziwnie pusty, wydrążony i tylko samotność jest w stanie napełnić go z powrotem życiowymi siłami. I to jest dokładnie mój przypadek.

*

[K.T.] Czym jest dobry seks?
[Therese Bohman] W jakiś sposób to najbardziej uczciwe spotkanie między ludźmi, do jakiego może dojść. Ważna forma komunikacji. Oczywiście nie zawsze, ale może tym być, z właściwym człowiekiem i we właściwych oko­licz­no­ściach. W naszej rzeczywistości seks może być bardzo piękną prze­strze­nią całkowitej uczciwości i autentyczności.

*

Nie chodzi tylko o to, że są jacyś inni ludzie praktykujący to samo co ty, ale o cały system wiedzy. To nie jest tak, że człowiek siada sobie gdzieś sam w le­sie i ot tak sobie medytuje. W tym momencie staje się częścią pewnej koncepcji […].
// Joakim Gavazzeni

*

W twoim wnętrzu otwiera się sklepienie za sklepieniem bez końca. Nigdy nie będziesz gotowy i tak jest słusznie.
// Tomas Tranströmer

*

[…] w spotkaniu z krowami my, ludzie, jesteśmy jak nierozumiejący innych istnień kosmici? Czy to stąd bierze się część naszego wyobcowania? Tu, na ziemi? Mamy za to zmysł zachwytu. Co do tego nie ma wątpliwości.


fot. Daniel Tubylewicz, fragment.

*

„Samotność” to jedno z tych słów, które wywołuje emocje i wiele sprzecz­nych uczuć. Jest podstawową kondycją człowieka, który odcięty od pę­po­wi­ny zostaje sam w swoim pierwszym krzyku i równie sam będzie, kiedy przyj­dzie mu ten świat opuścić. I choćby nie wiem, jak się starał, żeby tak nie było, to samotność będzie mu gdzieś w życiu towarzyszyć lub do­skwie­rać. A z drugiej strony, bez względu na kulturę, w której się wychował, bez względu na epokę, w której żył lub żyje, człowiek także pragnie być sam. Chce się wyrwać z ograniczających go wymagań i nacisków społeczeństwa. Odpocząć od rodziny.

*

Do dyskusji potrzeba argumentów. Należy wykonać jakąś wewnętrzną pracę, wątpić, zastanawiać się.
// Stina Oscarson

*

Jeśli nie potrafimy ze sobą pogadać, to jak, do cholery, mamy zachować pokój? Demokracja nie została stworzona po to, żebyśmy mieli takie same poglądy i wartości. Rozmowa to sposób na to, by się z tym zmierzyć, nie mordując się nawzajem.
// Stina Oscarson

*

Żadne idee nie mają się dobrze, jeśli zamienimy je w kościół. W ko­ście­le czystość ideologiczna staje się szybko ważniejsza od społecznej spra­wie­dli­wości, którą zgodnie z deklaracjami chce się osiągnąć. […] Brudu nie zwal­cza się argumentami, tylko higieną.
// Håkan Lindgren

*

Są takie doświadczenia w chorobie, których zdrowy nigdy nie zrozumie, nie podzieli. W ogóle jest tak, że sytuacje ekstremalne pogłębiają nasze do­świad­cze­nie samotności. To nie musi być tylko choroba, wystarczy nagły rozwód. Są problemy i tematy w życiu, których nie da się dzielić z innymi.
// prof. Peter Strang

Katarzyna Tubylewicz, Samotny jak Szwed?,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

*

[Stina Oscarson] Wszyscy możemy zrozumieć drugiego. Stąd moja wiara w rozmowę. Mamy inne doświadczenia, ale uczucia, takie jak samotność czy smutek, są takie same. Dlatego uważam, że inni ludzie mogą zrozumieć i mnie. Nie wszyscy to robią. Ale to jest możliwe i warto w to wierzyć. […]
     [K.T.]
Gdybyś musiała dać radę ludziom doświadczającym podobnej samotności w tłumie, którą przeżywasz czasem ty, tego wytykania palcem, komentarzy z powodu ciała, co byś im poradziła?
     [St.O.] Kiedyś myślałam, że to ja muszę odpowiedzieć w takiej sytuacji, że to ja muszę zareagować, obronić się, pokazać zaświadczenie lekarskie dyrektorowi basenu. Jednak teraz myślę, że w sytuacji, gdy ktoś mnie umniejsza, traktuje mnie jako osobę niedorosłą, jakoś niepoczytalną, to musi pomóc mi ktoś inny. Na tej samej zasadzie będzie lepiej, jeśli to nie czarnoskóry chłopak będzie rozmawiał z pogardzającym nim nazistą. Tę rozmowę mogę przeprowadzić ja. Myślę, że w społeczeństwie musimy prowadzić pewne rozmowy za innych. Pomagać sobie. W takiej sytuacji ten, kto jest sam, nie jest silny. Jeśli ktoś krzyczy za mną na ulicy, to będzie lepiej, jeśli moja przyjaciółka powie: „Przepraszam, co mówiłeś?”.

*

[K.T.] […] jesteś bardzo odważna, czy tylko nauczyłaś się radzić sobie ze strachem?
[Stina Oscarson] Cały czas strasznie się boję. Wcale nie nauczyłam się sobie z tym radzić. We wszystkim, co robię, chodzi o jakąś lojalność wobec mnie samej. O to, że nie mogę zdradzić tego, w co sama głęboko wierzę, że muszę być uczciwa względem siebie.

(tamże)

niedziela, kwietnia 18, 2021

4202. 108/365

przyszły do mnie, nim otworzyłam rano oczy, słowa. mam jeszcze ten dzień. zrobię z niego cacko, obiecałam sobie.

108/365

[suplement pikselowy: 5.08.2021]

piątek, kwietnia 16, 2021

4201. 106/365

szumowiny o zgodności z konstytucją. szumowiny moralne o moral­ności szczepień. koń by się uśmiał, gdyby atrakcje ostatnich dwóch dni zmieściły mu się w głowie.

106/365

środa, kwietnia 14, 2021

4200. Czekariat (X)

Ćwiczenie na temat: Podróż do siebie. Czekało i czekało na mnie ponad miesiąc. Centymetr po centymetrze musiałam wrócić. Do siebie.


Kaan.

Sztuka jest aktem wiary — wiary,
którą uprawiamy w praktyce
.

// Julia Cameron

*

Malowanie to po prostu inny sposób prowadzenia dziennika.
// Pablo Picasso

wtorek, kwietnia 13, 2021

4199. Wewnętrzne safari…  //  Panna cotta (VIII)

Beatore:
(rzekł, o czym napisała Zawsze-Wolna-od-Nudy)
Obudziło się we mnie zwierzę…
Leniwiec.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i kupiła na pniu!)

*

non è un leone.
non è una tigre.
è un bradipo.

4198. Czym skorupka nasiąknie…

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(cacko z podręcznika do j. polskiego
dla obcokrajowców przysłała
)

Jabłoń:
(zachwycona, dorzuciła propozycję nieobojętną
światopoglądowo w tym kraju
)
mężczyzna — kobieta — człowiek

4197. Z mentalnego Trzeciego Świata

Czytana powolutku od dnia premiery przy porannych kawach, których z przyczyn zdrowotnych było mniej. Odkładana często, gdy nie ruszając się z fotela, nie lecąc na Sycylię, dopadała mnie świadomość, że mafijność i mentalność Trzeciego Świata mam tu na śniadanie, obiad i kolację w ramach endemicznej polskości.

To wspaniała książka-quiz: po pierwszym zdaniu lub akapicie zgadnąć, kto jest autorem danego tekstu. Pomyliłam się tylko raz.

Dopóki każdy tłumaczy sobie świat po swojemu i nazywa jego tajemnice językiem własnych kołysanek, warto podróżować i poznawać. Kultywować w sobie święte podejrzenie, że wieloimiennym Bogiem jest jednoimienna ludzka natura, zagrzewająca do miłości bliźniego, do bycia razem z innymi, którzy są nami samymi.

*

W każdym spotkaniu chodzi przecież o coś innego niż o jego cel bezpośredni i wypowiedziany.

*

Oczywiście, w klimat przeszłości nie wchodzi się tak, jak do basenu — na słupek i hop do wody — lecz pomalutku, dodając wspomnienie do wspo­mnie­nia, okruszek do okruszka. Gdy się uzbiera cała garstka, nie ma rady. Pamięć nakazuje porównywać to, co się widzi, z tym, co już znamy.

*

Wiedzieć że teraz jesteś tutaj w tym czasie
Wiedząc że zawsze tu byłeś
Wiedzieć że masz korzenie pradawne i mocne
Wiedząc że powstałeś z kwiatów
Wiedzieć że płacz jest nasieniem
Wiedząc że miłość jest prawem większym
Wiedzieć że byłeś, że byliśmy
że my jest może tym słowem
którym mówimy jest tym kim jesteśmy
ze stopami wrośniętymi w ziemię
// Biagio Guerrera

*

[…]   jestem, kim jestem, i jestem, kim byłem, a tak naprawdę to jestem również wszystkimi, którymi będę.
     […] Każdy moment, pozbawiony granic dzielących od innych momentów jest nie tylko okazją do zmiany, lecz również zmianą nieuchronną. Nawet potwierdzenie tego, kim byliśmy, jest zmianą.

*

[…] uczyć się nawzajem względności historii i perspektyw, przetłumaczyć jedno drugiemu fragmenty swoich rzeczywistości.

*

Albatrosy, czaple, żurawie. Istoty ciemne i jasne, pastelowe i posągowe. Akwarele. Stany skupienia wody.
     […]
     Odchodzimy z poczuciem nienapatrzenia, ale też z pewnością, że na tym świecie — bo to jest ten świat, ten sam, w którym jestem teraz, na pe­ry­fe­riach Warszawy — nie można się napatrzeć, nacieszyć. Jesteś z kimś, wobec kogoś i czegoś — i tyle. Patrzysz, jesteś nienapatrzony — i tyle.

*

Jestem pewien, że w tym natrętnym hałasie i rozgardiaszu musi istnieć jakiś nieuchwytny dla mnie porządek.

*

Nigdy nie możemy być pewni, czy jesteśmy wystarczająco gotowi na spotkanie ze sztuką, nawet najbardziej wyczekiwaną.

*

[…] ktoś na nas jednak czeka tam, gdzie, jak się zdaje z perspektywy drogi, jest tylko pustka.

*

Sebastiano [Burgaretta]  – Iano – jest cały ze spiżu. Ma nienaruszony etos człowieka honoru. A przy tym, w każdym swoim włóknie, jest chrze­ści­ja­ni­nem. Wierzy, iż do słowa powołuje go Bóg, żeby przypadkowi nadać logikę zbawienia. Ach, jak bardzo wkurwia to Franca [Arminio]! Mówię „wkur­wia” świadomie, bo inaczej tego oddać nie można.

*

Język – mówiono mi na studiach – to dialekt, który zrobił polityczną karierę.

Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Walka z posłuszeństwem wobec fatum, życiem zadekretowanym w chwili urodzenia i niepodlegającym przemianie, uległym do odległych, lecz istnie­ją­cych granic wytrzymałości, zwieńczonym wreszcie skrajnym w swej po­sta­ci wybuchem gniewu i niepokory, należy do naj­waż­niej­szych, naj­bar­dziej wyrazistych wątków sy­cy­lij­skiego świata, sycylijskiej kultury i sy­cy­lij­skie­go losu.

*

     — Powiedz, co zrobiliśmy źle — pyta na powitanie Ignazio, dyrektor szkoły, poeta. — Co zaniedbaliśmy? O czym nie pomyśleliśmy?
     Ma na myśli zmiany klimatyczne, ksenofobię, przemoc, prymat kultury masowej.

*

Pytam, czy Włosi wolni są od rasizmu.
     Andrea [Camilleri] zaciąga się przez dłuższą chwilę.
     – Jesteśmy – mówi – rasistami wobec siebie, a co dopiero w stosunku do innych…

*

     — Staliśmy się zakładnikami własnych słabości. Nasze wady to dzisiaj jedyna nasza siła. Kiedy wchodzisz do morza, zawsze zamoczysz spodnie. Sycylijskie morze to równoległe, ukryte państwo, które jest silniejsze od państwa realnego. Nie sposób tego nie zauważyć, chyba że celowo za­mkniesz oczy. […] Sycylijskie elity mówią, że cały świat jest jednym glo­bal­nym państwem, wszędzie dzieje się to samo. Ale trafiają się też ludzie, któ­rzy uważają, że tej patologicznej sytuacji już dłużej nie da się nie zauważać.

*

[…] walka z mafiosami nie jest tak ważna, jak walka z mafijnością. […] Ludzi można pokonać, lecz tym, czego nie udaje się zwalczyć, jest mafijna mentalność, to zaś dwie różne rzeczy. Mafijność przenika całe spo­łe­czeń­stwo sycylijskie, bogatych i biednych, arystokratów i mieszczan. No­si­cie­la­mi mentalności mafijnej są tutaj nawet ci, którzy deklarują, że są wrogami mafii.

*

Każde spotkanie z Kasią do czegoś prowadzi. Ma w sobie coś znaczącego i wciąga w potrzebę sensu, którą żyje ona.


[dostęp 13.04.2021], źródło.

     — Jak to jest, kiedy Etna się zaczyna gotować? – pytam Kasi-Cateriny z hotelu Palladio w Giardini-Naksos.
     — Śpiewa…
     — Jak śpiewa?
     — Pięknie.
     — Ale jak?
     — Przecież nie powtórzę…
     Pytam nazajutrz pracownika Kasi, Emilia.
     — Etna?… — zamyśla się Emilio. — Śpiewa.
     — Jak? — dopytuję.
     — No… Takie nagłe „łup!”.
     — „Łup!” to nie śpiew – oponuję. – To bęben… Kocioł…
     A Emilio swoje: to śpiew.
     — Jeszcze kilkoro znajomych w Katanii potwierdza mi, że Etna śpiewa. Niektórzy dodają, że ten śpiew jest piękny.

*

Patrzę mu w twarz: jego kraj ma na imię Depresja. Smutek. Beznadzieja. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „mu­zuł­ma­nin”, a raczej przeczytałem. Jako dziecko, w stojącej na półce rodziców książ­ce — obozowym wspomnieniu Abrahama Kajzera Za drutami śmierci. „Muzułmanin” znaczyło tyle, co wykończony człowiek; „zmuzułmanić” — doprowadzić do rozpaczy; „zmuzułmanieć” — rozpaczy i wycieńczeniu ulec.

*

[Matteo Collura, pisarz i dziennikarz] Kiedy jadę na Sycylię, zawsze wiem, że zobaczę samochody zaparkowane na przejściach dla pieszych; a cwa­nia­cy będą się wciskali do kolejek w urzędach… Na Sycylii żyje się jak w Afry­ce Północnej. Pod względem zachowań społecznych należymy do Trzeciego Świata.

*

Uchodźcy są, powtarza, prośbą, która zmienia się w krzyk: pomóżcie nam posprzątać to, co sami nabałaganiliście.

*

Niech zabrzmi to jak fraza z bajki, lecz czasami po prostu się przelewa. Leoluca uważa, że słowo „mafia” sprzedawało się lepiej niż „prawo”, a „nienawiść” lepiej niż „miłość”. Kto występował przeciwko mafii, był co najmniej komunistą i ateistą, bo za mafią stali chrześcijańscy demokraci, Kościół, biskupi, czyli ci od zastanego porządku, ustalonych raz na zawsze reguł, rycerze wolności broniący świat przed nihilizmem, bezbożnictwem, rewolucją i wszelkimi zboczeniami. Albo był obcy, a to też był wielki grzech.
     […]
     — Zacząłem walczyć z mafią, bo jestem Sycylijczykiem – opowiada burmistrz Orlando. – Występowałem przeciwko biskupom zachowującym się jak mafiosi, bo jestem katolikiem, choć przyznaję, był moment, iż w bez­sil­ności chciałem przejść na protestantyzm. Z tych samych powodów odszedłem od chrześcijańskich demokratów, a obecnie jestem przeciwko włoskiej prawicy, populistom, Lidze Północnej i naszemu faszyście Matteo Salviniemu.

*

Ludzie stają się agresywni, gdy muszą się ukrywać. Dlatego w Palermo odbywa się największa w tym regionie Morza Śródziemnego, wielodniowa Gay Pride, oczywiście pod patronatem burmistrza, wiernego syna Kościoła katolickiego. I co? I nic. Wspierają go tutejsi księża i mianowani przez Fran­cisz­ka nowi biskupi. Leoluca udzielił pierwszego ślubu homo­sek­su­al­nego w mieście i w regionie. Czy ucierpiała na tym jego wiara? Prze­ciw­nie, gdyż wiara rośnie w człowieku, kiedy widzi szczęście in­nych ludzi. Powtarza, że do niedawna chciał zmienić wy­zna­nie. Anty­ewan­ge­licz­na bezduszność Kościoła katolickiego prawie zmusiła go do tego. Tymczasem jednak przyszedł papież Franciszek i bur­mistrz może być kato­li­kiem zgodnie ze swoim sumieniem. Katolickim, ewangelicznym ojcem miasta.

*

     — [Leoluca Orlando, burmistrz Palermo] Nie ścigam się z nikim, tylko ro­bię swoje – tłumaczy. – Nie mam armii ani mennicy jak państwo, nie mo­gę stawiać granic ani rozdawać pieniędzy. Ale mogę pracować w Pa­ler­mo na rzecz równości, szczęścia i wolności. Z przytupem, głośno.

(tamże)

poniedziałek, kwietnia 12, 2021

4196. 102/365

wdech, wydech. przez dziesięciolecia nie­zau­wa­żal­ne, teraz bezcenne. takie czasy, że nie tylko dla mnie.

102/365

niedziela, kwietnia 11, 2021

4195. 95–101/365   //  Panna cotta (VII)

lista przyjemności — według klu­cza: bez wysiłku i w zasięgu moich moż­li­wo­ści — kiedyś bez­kre­sna, od dziś konstruuje się na nowo.

a) oddech — cudowna świadomość każdego wykonanego z ła­two­ścią wdechu. b) leżenie na pod­ło­dze w świeżutkich, wio­sen­nych promieniach słońca, któ­re błądzą ciepłem po moim od­sło­nię­tym brzuchu.

101/365

Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.

se bastasse una bella canzone a […]
se bastasse una vera canzone a […]
se bastasse una buona canzone a […]
se bastasse una grande canzone a […]
dedicato a tutti quelli che stanno aspettando.

*

è sognatore. sono sognatrice. due siamo sognatori.*

101/365

____________
  * // à la Leon Leszek Szkutnik:
jest marzycielem. jestem marzycielką. jesteśmy dwójką ma­rzy­cie­li.

*

pierdolę. nie dam rady. wysiadam.

95–100/365

Achille Lauro, C’est la vie.

capisci.

niedziela, kwietnia 04, 2021

4194. 94/365

odziera mnie żywcem z życia. w co dobrego można przekuć doświadczenie choroby neuro­dege­ne­ra­cyj­nej? jeszcze nie wiem.

94/365

sobota, kwietnia 03, 2021

(4192+1). Reanimacja  //  Wodorościk (XXIV)

Utknęłam między dniem śmierci a dniem zmartwychstania, choć to nie moja religia.

Mój krzyż, jakby powiedzieli świętujący najważniejsze dla nich święta, zżerają kor­ni­ki lubujące się w mielinie. Pula ludzi, co wiedzą lepiej, a nawet najlepiej; tych, co dają sobie święte prawo pouczania i grożenia; tych, co pytają, ale nie słyszą odpo­wie­dzi, przekroczyła moją wyporność na bezgraniczną ludzką głupotę. Słowa prze­sta­ły słu­żyć komunikacji między­ludz­kiej. Na usta cisną mi się wyłącznie mięsiste przekleństwa.

Do siebie, do bezludzia — zaordynowało Drzewko — natychmiast! Tylko w ten spo­sób nie utonę. Reanimuję się słowami i tym, co one uruchamiają we mnie dla mnie teraz, tak jakby jutra miało nie być.

Niebo znajduje się w miejscu, w którym stoisz, i to jest dobre miejsce do praktyki.

*

[…] czasami któryś z młodszych i  śmielszych uczniów skarżył się: „Sensei, przerabiamy tę samą technikę od godziny. Prosimy cię, pokaż nam coś innego”. „Idioto! — wykrzykiwał Morihei. — Każda bez wyjątku była różna. Dopiero w momencie, gdy potrafisz dostrzec różnicę, zaczniesz robić po­stę­py w Aikido”. Jeżeli ktoś prosił, by mu pokazać „tajemną technikę”, otrzy­my­wał podobną odpowiedź. „Każda technika zawiera w sobie wszystkie ta­jem­ni­ce, których kiedykolwiek będziesz potrzebował”.

*

W Aikido uczymy się nie tego, jak wygrywać, ale jak zwyciężać w każdej sytuacji.

*


Ai, symbol oznaczający „miłość”.

*

Celem uczenia się jest wyzwalanie własnego ducha. […] Cały wszechświat jest wielką, otwartą i pełną cudów księgą i właśnie w niej należy szukać praw­dzi­wych nauk. Z takim nastawieniem weź na siebie odpowiedzialność, intensywnie trenuj, rozwijaj się, rozkwitaj i niech Twój wysiłek zaowocuje.

*

[…] duch może pokonać materię także wtedy, gdy coś wydaje nam się nieuniknione bądź absolutnie niemożliwe.

*

W gruncie rzeczy każdy ruch może stać się metodą w Aikido, więc patrząc z takiej perspektywy, można powiedzieć, że błędy nie istnieją. Moja rada brzmi: naucz się i zapomnij! Naucz się i zapomnij! Niech metody staną się częścią twojej istoty!

*

Oddech jest nicią, która łączy ze sobą całe stworzenie.

*

Każde solidne drzewo wznoszące się ponad nami, ludzkimi istotami, za­wdzię­cza swój byt głębokim korzeniom.
     Korzystaj z nauk udzielanych przez sosny, bambusy i kwiecie śliwy.

*

Jest wiele ścieżek wiodących na szczyt góry Fudżi, ale cel pozostaje ten sam.

*

Gdy Twoje oczy napotkają spojrzenie drugiej osoby, przywitaj ją uśmie­chem, a ona odpowie tym samym. To jedna z  podstawowych metod, z któ­rych korzysta sztuka pokoju.

*

Najlepsza strategia to ta, która zakłada nieograniczoną ilość reakcji.

*

Prawdziwą tarczą jest Twój duch.
     Ciągle stajemy twarzą w twarz z naszymi przeciwnikami, ale w rze­czy­wi­stości oni nie istnieją.

*

Gdy głęboko kłaniasz się wszechświatowi, on odpowiada tym samym; gdy wzywasz imię boże, odbija się ono echem wewnątrz Ciebie.

Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.

czwartek, kwietnia 01, 2021

4192. Na trzy kawy (II)

Tę piękność wyjęłam z ostatniem strony tamtej książki. Nie jest warta nie­ca­łych dzie­wię­ciu złotych, które dwa wieczory temu wysupłał na nią bez jęczenia Ibu­ko­skne­ra — jest bezcenna.

Skończona — wczoraj. Cytaty — jutro. Dziś tylko słowa, których teraz mocno się trzy­mam, by zmienić hals.

Klęska jest kluczem do sukcesu. Każdy błąd czegoś nas uczy.

*

Trzymaj się podstaw
— Tajemnice są na wierzchu!

Ueshiba Morihei, Sztuka pokoju, przeł. Magdalena Zamorska
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007.

4191. 91/365

polska to nie kraj. polska to stan umysłu. i chuj!

91/365

wtorek, marca 30, 2021

4190. Panna cotta (VI)

Zawsze jestem ciekawa wpisów podzielnych przez dziesięć, bo mu­szą same przyjść, zadbać o siebie, przekonać mnie, że nie są ka­pry­sem czy fa­na­be­rią chwili, która ma się za pępek świata. O uwagę poprosił symbol na klawiaturze: psie ucho, małpa, at…

obrazek symbolu @
Autor(ka) nie do ustalenia.

Pan Ciasteczko:
(oświecił Drzewko, czemu
zna to zwierzę po włosku
)
chiocciola — @
[ślimak]

Jabłoń:
(w deserowo-kudłatym zachwycie)

4189. Na trzy kawy…

Nazwisko jednego z Autorów jest dla mnie idealną antyreklamą sięgania po książki, których jest autorem. Nie ta estetyka patrzenia na życie — nic się nie zmieniło, brzy­dzi mnie ona w równym stopniu, co śmieszy termin life coaching. Gdy za­sta­na­wiam się, dlaczego nie trawię człowieka, to dochodzę do wniosku, że jest coś głębokiego i bar­dzo ważnego, o czym on wie — jestem przekonana — ale nie mówi o tym lub mó­wi w ta­ki sposób, że mi ręce opadają. Gdyby więc był jedynym autorem, co naj­wy­żej rzuciłabym okiem na okładkę tej książki.

Dwaj pozostali Autorzy, Ich perspektywa percepcji świata — ogromnym szacunkiem darzę wschodnie sztuki walki — sprawili, że wiele lat temu zaznaczyłam książkę do upolowania i… zapomniałam, bo miała chorą, obrzydliwie wysoką cenę (za czytanie autora z pierwszego akapitu powinni płacić czytelnikom i czytelniczkom). Trzy dni temu Ibukosknera doniósł, że 10,90 zł wy­su­pła. Wysupłał. I dobrze, i bardzo dobrze.

Bę­dziesz miał wie­le oka­zji do ćwi­czeń, bo nie­za­leż­nie od tego, kim je­steś i czym się zaj­mu­jesz, wcze­śniej czy póź­niej ży­cie wrzu­ci cię w sam śro­dek cha­osu.

*

Umie­jęt­ność od­kry­wa­nia spo­sob­no­ści tam, gdzie inni wi­dzą tyl­ko prze­szko­dy, jest po­tęż­nym za­so­bem.

*

[…] na­sze na­sta­wie­nie de­cy­du­je o tym, jak dzia­ła­my, co prze­ży­wa­my, ma na­wet wpływ na za­cho­wa­nie in­nych wo­bec nas. […] taki oto na­uko­wy eks­pe­ry­ment. Ta sama gru­pa ko­biet par­ku­je na pla­cu ma­new­ro­wym. Gdy in­struk­tor mówi im: „To bę­dzie test na to, jak par­ku­ją ko­bie­ty” – wszyst­kie pa­choł­ki na pla­cu są po­wyw­ra­ca­ne. Kie­dy jed­nak ko­bie­ty sły­szą in­for­ma­cję: „Par­kuj uważ­nie, bo tam może stać two­je dziec­ko” — wszyst­kie par­ku­ją ide­al­nie. Od­kry­to też, że więk­szość na­szych emo­cjo­nal­nych re­ak­cji, nie­po­trzeb­nych dys­ku­sji i awan­tur wy­ni­ka z tzw. błę­du atry­bu­cji, czy­li za­ło­że­nia, że oso­ba, któ­ra sta­je na na­szej dro­dze, jest zło­śli­wa, robi to ce­lo­wo, chce nas wy­ko­rzy­stać, trak­tu­je nas jak pod­wład­nych itp.

*

W fi­lo­zo­fii Wscho­du nic się nie koń­czy ani nie za­czy­na. Albo coś jest, albo tego nie ma.
// W. Eichelberger

*

[…] gdy ktoś za­mie­rza cię ude­rzyć, zejdź z li­nii ata­ku. Prze­miesz­cze­nie się w bok daje jesz­cze wie­le in­nych ko­rzy­ści. Dzię­ki zmia­nie punk­tu wi­dze­nia mo­żesz zo­ba­czyć rów­nież to, co znaj­du­je się za tobą. Istot­ne jest, by spoj­rzeć na sy­tu­ację z in­nej per­spek­ty­wy — je­śli ktoś lub coś zmie­rza w two­im kie­run­ku, a ty od­bie­rasz to jako za­gro­że­nie, zrób mały krok w bok i spójrz na ten pro­blem pod in­nym ką­tem. Zmień punkt wi­dze­nia i zo­bacz, czy te­raz wszyst­ko nie wy­glą­da zu­peł­nie in­a­czej.

*

Nie­waż­na jest wola zwy­cię­stwa,
wie­lu ją ma, waż­na jest wola
przy­go­to­wa­nia się do zwy­cię­stwa
.
// Paul Bre­ant

*

Dro­ga bywa cza­sem mo­zol­na, jest wie­le dni i mie­się­cy, któ­re zda­ją się nie przy­no­sić żad­nych zmian. Wte­dy — jak po­wie­dział je­den z na­szych uczniów — naj­ła­twiej jest prze­stać ćwi­czyć, bo współ­cze­sny świat uwiel­bia szyb­kie i spek­ta­ku­lar­ne efek­ty.

*

Sta­re po­rze­ka­dło zen mówi: „do­wiesz się, zro­biw­szy to…” […] czę­sto to nie musi być nic wiel­kie­go.

*

Aby ran­do­ri wy­grać, trze­ba umieć ten cha­os opa­no­wać i od­na­leźć po­rzą­dek w po­zor­nym nie­ła­dzie. […] Ran­do­ri to nie tyl­ko ak­cja i re­ak­cja, czy­li fi­zy­ka w dzia­ła­niu. Mi­strzo­stwo to o wie­le wię­cej niż re­per­tu­ar go­to­wych od­po­wie­dzi. Mi­strzo­stwo wy­ma­ga ar­ty­zmu, kre­atyw­no­ści, od­wa­gi wy­cho­dze­nia poza stre­fę kom­for­tu. Wy­ma­ga umie­jęt­no­ści opusz­cza­nia zna­ne­go i kon­fron­to­wa­nia się z nie­zna­nym — czę­sto bez żad­nej gwa­ran­cji suk­ce­su. To uczy po­ko­ry — ce­chy za­po­mnia­nej, ale jak­że obec­nej i nie­odzow­nej na dro­dze do mi­strzo­stwa.

*

Tre­ning czy­ni mi­strza. Do tego po­trzeb­na jest jed­nak spo­ra doza po­ko­ry, któ­ra każe nam po­wta­rzać bez koń­ca pew­ne czyn­no­ści i tak dłu­go je cy­ze­lo­wać, aż za­mie­nią się w tzw. nie­świa­do­mą kom­pe­ten­cję.

*

[…] na­wet sło­nia moż­na zjeść kęs po kę­sie.

*

[…] je­śli po­tra­fię re­ago­wać tyl­ko w je­den okre­ślo­ny spo­sób na daną sy­tu­ację — to jest ża­den wy­bór. Zy­ska­łem świa­do­mość, że ro­bie­nie cią­gle tego sa­me­go i ocze­ki­wa­nie in­nych re­zul­ta­tów jest sza­leń­stwem. Z ko­lei z in­nej książ­ki do­wie­dzia­łem się, że wy­bór mię­dzy dwo­ma spo­so­ba­mi za­cho­wań to wła­ści­wie dy­le­mat. Wy­bór ist­nie­je do­pie­ro wte­dy, kie­dy mamy do­stęp­ne trzy albo czte­ry spo­so­by re­ak­cji na daną sy­tu­ację.

Paweł Bernaś, Paweł Olesiak, Jacek Santorski, Życiowe Aikido,
JS & Co Dom Wy­daw­ni­czy, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

Mu­sisz mieć na­dzie­ję, żeby wy­grać.

*

Każ­de­go dnia przy­po­mi­nam so­bie, że mogę trak­to­wać swój umysł jako rze­kę, nad któ­rą sie­dzę. Nie wska­ku­ję do tej rze­ki, nie ucie­kam przed nią, nie przy­spie­szam też jej bie­gu.

*

[…] prak­ty­ka czy­ni mi­strza. Nie od­pusz­czaj. Na­wet je­śli nie wyj­dzie za pierw­szym ra­zem, pró­buj zno­wu. To dla­te­go po­trze­bu­jesz być od­waż­ny.

(tamże)

poniedziałek, marca 29, 2021

4188. 88/365

grzmi, bo wie, jak być powinno. odkleił się od rzeczywistości, zaklina ją — nie jest tak, jak być powinno. nie drgnie jej nawet powieka, by nie wydało się, że widzi to inaczej.

88/365

niedziela, marca 28, 2021

4187. Opróżnianie filiżanki wrażeń

Tomik wyczekany. Na wirtualnym stoliczku w dniu publikacji ibuka. Sma­ko­wa­ny nieśpiesznie przy trzech kawach. Męki trwające prawie cztery dni, by wybrać frag­men­ty, te najwłaściwsze, które chcę tu mieć pod ręką. Wybrane, zło­żo­ne, wy­rzu­co­ne. Dwa wieczory mierzenia się z własną ograniczonością i zmien­no­ścią natury. Dziś ostatnie podejście: wybrane, złożone, zostają tu.

Czy można wierszem gównianą historię opowiedzieć? Można. I można to zrobić pięknie. Mikołajewski potrafi to zrobić przepięknie.

On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.

*

Przed epidemią mówiliśmy o „wirusie nienawiści”. Nikt już nie rozumiał, co znaczy „wirus”. W umierających roz­poz­na­je­my w końcu skutek nienawiści. Zła to pociecha.

lekcja metafory

na lekcję metafory pan przyniósł dzisiaj
wirusa pogardy
i wirusa głupoty
 
wirusa spłaszczenia świętej wyobraźni
błogosławionej mateczki litości
i sługi bożej łaski przebaczenia
 
tak właśnie
powiedział
działa uproszczenie
 
pogarda
głupota
spłaszczona wyobraźnia
 
sproszkowane przebaczenie
i litość
 
[…]

jak wirus który nie jest metaforą niczego
tylko odwala swą zwykłą robotę
 
naturalną
bezkresną
niepodległą ocenom

*

Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.

wdzięczność

potrzebna jest nie bogu
lecz nam

*

Bóg zawsze nas łapie za język.

konsekwencje modlitwy

nie wódź na pokuszenie
i bóg zesłał starość

*

Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.

marzenie

nie ma wolnej woli
tylko przymus pieprzony który zbawi
bo skazał

*

wolę pytanie o sens
bo sensowniej
jest pytać bez szansy na dobrą odpowiedź

*

 
los to jest musieć i nie móc
inaczej

[…]

los jest bogiem
dlatego
bóg tak go nie lubi

*

pokój ludziom złej i dobrej woli
i ludziom niewoli
od własnego błędu
z którego rozliczać się będą przed sobą
w prywatnym czyśćcu
 
innego nie trzeba

*

musiałem przeoczyć
musiałem przeskoczyć
to nagłe pęknięcie
między kiedyś a teraz

*

oto w końcu doszło
do oczekiwanej harmonii
obu biegunów milczącego ciała
 
czas stopom spojrzeć w oczy
a oczom w stopy

*

sen we śnie
w którym właśnie w tej chwili
może jesteśmy
 
nie wiadomo które z nas
pyta
które odpowiada
 
długa droga przed nami

*

Moje sześćdziesiąte urodziny.

sto lat ale po co

żeby być coraz rzadszą rośliną
która puszcza liście stare
od urodzenia
 
i przeprosić cienie
zanim je spotkamy kiedy sami będziemy
już cieniem
 

Co dzień, wielokrotnie, jak zbir w ciemnej bramie, w myślach napadają na mnie starzy znajomi.

*

wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny
gdyby mimo wszystko zaczekał
na ciebie

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

rozproszone wspomnienia ożywają we mnie
jedno rodzi kilka
a każde z tych kilku
chyba kilkanaście migotliwych cieni
których nazywanie byłoby jak próba
chrztu ryb co do jednej
w rozległej ławicy

*

z pauzami
dysgrafią
zawahaniem pióra

*

Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest — w moim odczuciu — dość ser­deczny.

* * *

świat się mną najadł
zdradza skłonność do torsji

(tamże)

sobota, marca 27, 2021

4186. 86/365

gówna w kolorowe papierki z feministkami nie będę zawijać. Sadownik to rozumie. wiem, dlaczego tylko on.

86/365

*

jest tylko to że rozumiesz
i kochasz

[…]

raz wyjdzie lepiej
raz nie wyjdzie gorzej

jest jedna i druga strona mocy
niemocy

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

czwartek, marca 25, 2021

4185. Wiosna zakwita… kotami!


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment.

4184. Tikn (VI)

Ostatnia z zamówionego pakietu. Wrażenia, mieszane podczas czytania (zakręcone konstrukcje językowe), musiały się uleżeć, bym mogła poczuć zachwyt i wybrać to, co chcę tu mieć. Wybór musiał być bardzo precyzyjnie określony, by przepisać z mo­zo­łem literkę po literce te fragmenty, których nie wyrzucę. Udało się! Wracam do ibu­ków — ich czytanie to czysta przyjemność bez elementów rehabilitacji dla jednej z moich dłoni.

Odsłaniać rzeczy, odnosić powierzchnię do jej głębokich źródeł, wynosić te źródła na powierzchnię — do tego nie trzeba po prostu czasu, musi to być pewien porządek czasu. Zasłona podnosi się stopniowo, podług zdolności, jakie można przypisać umysłowi […].

*

[Samoucy] posuwają się powoli, krok po kroku, wciąż porównując to, czego nie wiedzą, z tym, co wiedzą.

*

Triumf wiedzy, która zmniejsza nierówność, możliwy jest dzięki wiedzy o nierówności. […]
     Równość i nierówność to nie dwa stany, lecz raczej dwie „opinie”, to zna­czy dwa przeciwstawne założenia, które wyznaczają porządek nau­cza­nia.

*

Nauczyciel, który nie wie — nie wie o nierówności — zwraca się więc do „niewiedzącego” nie od strony jego niewiedzy, lecz od strony jego wiedzy. Domniemany niewiedzący wie już przecież wiele rzeczy. Nauczył się ich słuchając i powtarzając, obserwując i porównując, do­my­śla­jąc się i potwierdzając. Tak właśnie nauczył się ojczystego języka. […] Trzeba go tylko skłonić, by odniósł to, czego nie wie, do tego, co wie, by obserwował i porównywał, by opowiadał, co zobaczył i we­ry­fi­ko­wał to, co powiedział. Jeśli odmawia, to dlatego, że sądzi, że nie jest w stanie lub nie potrzebuje wiedzieć więcej. Nie niewiedza przeszkadza niewiedzącemu w wy­ko­rzy­sty­wa­niu własnych zdolności, lecz jego zgoda na nierówność, ufundowana w przekonaniu o nierówności inteligencji.

*

A działanie maszyny nierówności zawiesić może nie wiedza nauczyciela, lecz wola. Polecenie wydane przez wyzwalającego nauczyciela nie pozwala rzekomemu niewiedzącemu zadowolić się tym, co wie, twierdzić, że nie jest w stanie wiedzieć więcej. Zmusza go do sprawdzenia własnych zdolności, do kontynuowania intelektualnej przygody za pomocą tych samych środ­ków, którymi ją zaczął. Ta logika, działająca poprzez założenie równości i nakazująca jego potwierdzanie, zasługuje na nazwę intelektualnej eman­cy­pacji.

*

Uczeń jest zawsze poszukującym badaczem. Nauczyciel zaś jest przede wszystkim człowiekiem, który mówi do drugiego człowieka […].

*

[…] szkoła nie spełnia powierzonej sobie misji zmniejszania nie­rów­no­ści, ponieważ nic nie wie o tym, jak funkcjonuje nie­rów­ność. Udaje więc, że rozdzielając równo pomiędzy wszystkich tę samą wiedzę zmniejsza nie­rów­ność. Ale ten właśnie równościowy pozór stanowi w istocie motor re­pro­duk­cji szkolnej nierówności. Pozostawia on różnicowanie „indywidualnym talentom” uczniów. Same te talenty są jednak tylko kulturowymi przy­wi­le­ja­mi uwewnętrznionymi przez dobrze urodzone dzieci. Dzieci z klas uprzy­wi­le­jo­wa­nych nie chcą tego wiedzieć, natomiast dzieci z klas pod­po­rząd­ko­wa­nych wiedzieć tego nie mogą, toteż same się wy­klu­cza­ją, odczuwając boleśnie swój brak talentu.

Jacques Rancière, O nauczycielach, którzy nie wiedzą,
przeł. Piotr Laskowski, Oficyna Bractwa Trojka,
Poznań/Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

x

4183. Tikn (V)

Z czterech zamówionych książeczek ta, czytana jako trzecia, porwała mnie naj­szyb­ciej i w pewien sposób nie oddała mnie światu. Wracam i wracam do niej, ale po­trze­bu­ję też ją już odłożyć, by zrobić miejsce na nowe zachwyty od jutra, od samego rana.

[…] rzeczy mogą stać się sobą — oderwane i uwolnione od zwy­czaj­ne­go użycia […]. Skupiamy się na matematyce dla samej ma­te­ma­ty­ki, na języku dla języka, gotowaniu dla gotowania, stolarstwie dla sto­lar­stwa. Wszystko to jednak wydarza się w oderwaniu od wyznaczonego na­tych­mia­sto­wego celu. Przykłady natychmiastowych celów byłyby takie: ta średnia musi dać temu klientowi ogląd projektowanego oprocentowania; użyj poprawnej angielszczyzny, by sformułować listownie skargę do na­jem­cy twojego mieszkania; tę zupę należy zanieść do stolika numer 7; te drzwi należy zamontować w domu na Baldwin Street.

*

Σχολή (scholè): czas wolny, odpoczynek, odroczenie, nauka, dyskusja, klasa, szkoła, budynek szkolny.

*

Nasi „źli uczniowie”, ci skazani na to, że nic z nich nie będzie, nigdy nie przychodzą do szkoły sami. Do klasy wkracza coś w rodzaju cebuli z kil­ku warstw szkolnego smutku — lęków, obaw, żalów, złości, nie­za­do­wo­le­nia, wściekłej rezygnacji — narosłych wokół wstydliwej przeszłości, zło­wróżb­nej teraźniejszości, przeklętej przyszłości. Oto oni: ich ciała w pro­ce­sie sta­wa­nia się, rodziny niosą w plecakach. Lekcja nie może się naprawdę rozpocząć, dopóki nie zdejmie się tego ciężaru nie obierze cebuli. Trudno to wyjaśnić, ale często wystarczy jedno spojrzenie, przyjazna uwaga, jasne, stanowcze słowo od uważnego dorosłego, by rozwiać te smutki, rozjaśnić umysły i spokojnie wprowadzić dzieci w czas teraźniejszy w trybie oznaj­mia­ją­cym. Korzyści są naturalnie tymczasowe; poza klasą cebula obrośnie na powrót warstwami, a jutro będziemy musieli zacząć od nowa. Ale właśnie na tym polega nauczanie: na zaczynaniu od początku raz po raz, aż osią­gnie­my kry­ty­czny moment, gdy nauczyciel może zniknąć.

*

Wyobraźmy sobie pływaka próbującego przemierzyć szeroką rzekę. Może się wydawać, że usiłuje zwyczajnie przepłynąć z jednego brzegu na drugi (z ziemi ignorancji — do ziemi wiedzy). W tym ujęciu jednak sama rzeka nic by nie znaczyła, byłaby środkiem bez wymiaru, pustą przestrzenią; płynąć nią to jakby lecieć w powietrzu. Pływak w końcu dotrze oczywiście na dru­gą stronę, ważniejsza jednak jest przestrzeń pomiędzy brzegami — śro­dek — miejsce wiodące we wszystkie kierunki. Tego typu wspólny grunt (middle ground) nie ma kierunku ani celu, ale umożliwia wszystkie kierunki i cele. Być może ‘szkoła’ to inne słowo określające tego typu wspólny grunt, gdzie nauczyciele wciągają młodzież w te­raż­niej­szość.

*

Szkoła stwarza równość dokładnie o tyle, o ile tworzy czas wolny, to jest na ile udaje jej się tymczasowo zawiesić czy odroczyć przeszłość czy przyszłość, czyni przez to wyłom w czasie linearnym, czasie przyczyny i skutku: „Tym jesteś, więc tym być musisz”, „Będzie ci to w życiu potrzebne, więc to wła­ści­wy wybór i odpowiedni dla ciebie przedmiot”. Przełamanie tego czasu i tej logiki sprowadza się do następującego mechanizmu: szkoła wciąga mło­dych ludzi w czas teraźniejszy […] i uwalnia ich zarówno od możliwego ciężaru ich własnej przeszłości, jak i potencjalnej presji wyznaczonej (lub z góry zaprzepaszczonej) przyszłości.

Jan Masschelein, Maarten Simons, Szkoła jako czas wolny, przeł. Maciej Łagodziński, Oficyna Bractwa Trojka,
Poznań/Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

środa, marca 24, 2021

4182. Tikn (IV)

Rodzina. Dawno, dawno temu twierdziłam, że to nic dobrego. Mogłam sobie szastać takim stwierdzeniem, bo miałam przywilej życia w rodzinie, która, poza drobnymi incydentami dysfunkcjonalności, działała dość dobrze.

Rodzina. Troszkę później, zaczęłam głosić tezę, że rodzina jest tworem z natury pa­to­lo­gicz­nym — ludzie, dobierając się w pary, kierują się po­do­bień­stwa­mi gustów, przekonań, świato­po­glą­dów, tym samym odrzucają inne gusta, przekonania i świa­to­po­glą­dy. Niby nic, ale… Nie jest łatwo zostać się zawodowym tan­ce­rzem, rodząc się w rodzinie prawników czy lekarzy od pokoleń, które mają plan na przyszłość każ­de­go członka rodziny. Śmiertelnym zagrożeniem może być urodzenie się osobą nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­ną w ortodoksyjnej ro­dzi­nie wyznającej jedną z monoteistycznych religii.

Rodzina. Dziś myślę, że rodzina to zbiór ludzi, których na bardzo głębokim po­zio­mie łączy miłość. Niektórym z tych ludzi jest do siebie bardzo blisko — bez wielu słów i pomimo trudnych wydarzeń, które były ich udziałem. Są tacy, że trzeba trosz­kę podrapać, by dotrzeć do tej bliskości. I są tacy, w relacji z którymi, ile byś nie kopał, to albo nie możesz się dokopać, albo ktoś Ci mówi: miłość? teraz? stary, spóźniłeś się wiele dziesiątek lat, za późno, nie chcę. Jestem w takim miejscu, że tym, którzy oczekują, że będę kopać głęboko, bo na to czekają, bo tego oczekują, bo uważają, że powinnam, uprzejmie mówię: dziękuję, nie. Wiem, że bardzo głęboko jest miłość i ta wiedza mi wystarcza; za wszelką cenę to już nie ja — poczucie skoń­czo­no­ści życia obliguje do cieszenia się tym, co jest, bez stawiania warunków.

W takich oto okolicznościach przyrody trafia do mnie ta książeczka. Należy do jedynej serii wydawniczej, której wybaczam fakt, że jest tylko „w papierzu”. Tak, przepisałam te cytaty, bo chcę je tu mieć.

Rodzina. Płaczę ze śmiechu, gdy słyszę osłów i osłanki grzmiących, że rodzina naturalna jest najważniejsza, choć pojęcia o naturze nie mają żadnego. Naturalna według nich, czyli jaka? Dzieci, mama i babcia? Nic się nie zmieniło, podtrzymuję: każde dwie osoby, żyjące wspólnie są na wagę złota, każdy pojedynczy człowiek powinien być dla kraju ważny. Pozostaniemy gówno-krajem, dopóki tego nie zrozumiemy.

Rodzina nie jest jednak morfologicznie elementarną cząstką społeczeństwa. Przeciwnie, jest jego cząstką morfologicznie pochodną. Jej podstawą są spo­łecz­nie uformowane osobniki. Jest też genetycznie wtórna — two­rzy­wem pierwotnym jest grupa i ona wytwarza sposobem prób i błę­dów tę swoją szczególną odrośl, jaką jest monogamiczna rodzina. Jest więc ro­dzi­na funkcjonalnie zależna od grupy — grupa ma pulę ról do roz­da­nia; pew­ne przypadają rodzinie, delegowanej do obsługi fragmentu tej puli, szcze­gól­nie tego, gdzie chodzi o odchowanie młodych. To zaś zabiera sporo czasu, „naga małpa” bowiem późno osiąga samodzielność.

*

Rodzina to układ społeczny o wysokim stopniu złożoności, wiążący bardzo różnych pod istotnymi względami ludzi, wiążący ich bez reszty (obszar auto­no­mii jednostki jest w rodzinie w najlepszym razie niewielki) na długi zazwyczaj okres czasu. […] Rodzina przygotowuje nas do życia w świecie jako całości: uczy języka, daje pierwsze wyobrażenia i przekonania o rze­czy­wi­sto­ści, wdraża elementarne nastawienie wobec świata, uczy współ­pra­cy i współżycia z innymi, przysposabia do radzenia sobie z kon­flik­tami
     Mało kto tymczasem nadaje się do uczestnictwa w tak bogatym układzie, a zarazem każdy może się w nim znaleźć. […] Kto wie, czy nie jest to jedyny układ, w którym robimy tak ważne rzeczy bez ustalonego progu kom­pe­ten­cji. Szewcem zostaje się o szkoleniu na szewca, ojcem czy matką po „szko­le­niu” w rodzinie, czyli w środowisku takich jak my dyletantów.

*

Rodzina to układ niewolnczy. Poziom niewolniczej zależności jednych od drugich w rodzinie oscyluje od niewolnictwa pełnego i jawnego do szcząt­ko­we­go i utajonego, pod czysto fizycznego, po „tylko” mentalnego.

*

Przemoc w społeczeństwie jawnym jest łatwo widoczna, zaś terror ro­dzin­ny, jedno z głównych źródeł społecznej przemocy, jest na ogół ukryty.

Bohdan Chwedeńczuk, Szpetna rodzina,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań/Warszawa 2020.

poniedziałek, marca 22, 2021

(4174+7). Mamy to!

Ankiety (tu: suka, to dziwna kobieta). Zawsze mnie trochę kosztowały. Co można poprawić w wykładach? Czego brakowało studentkom i studentom? Czy jestem właściwą osobą na właściwym miejscu?

Akcja zbierania na moje ferrari zakończyła się po 132 go­dzi­nach i pięciu minutach dziś, cztery minuty po północy. Ja pa­dłam dwadzieścia minut wcześniej, ale Gepardzica, Smoku, Sadownik i inni dotrwali do Nowego 100% Roku. Emocje jeszcze z nas schodzą.

Ta zbiórka była, ku memu zaskoczeniu, nie tylko zbiórką, ale również ankietą odwróconą — wśród Darczyńców byli daw­ni Stu­den­ci, dla których kontakt ze mną na zajęciach był ważny. Dobrze to wiedzieć. Trawię tę piękną żabę, a moje ferrari już się szyje.

Dziękuję. Thank you. Gracias. Grazie. Дякую.

*   *   *

Jest sobie Dorota,
kocha psa i kota.
Spotkała ją bardzo
ch****a przygoda.

Teraz, aby przebyć
choć kawałek drogi
musi mieć wehikuł
bardzo k***a drogi!

Sama nie nazbiera,
z nieba też nie spadnie.
Ratujmy Dorotę,
co została na dnie
!

// Lucas, 19.03.2021.

*

Ta cudna Baba chce do parku wiosną, sama! Bo to taka samosia jest. ;)
//Leonia, 20.03.2021.

niedziela, marca 21, 2021

4180. Panna cotta (V)

Ten moment, gdy melodia ludzkiego głosu rozsuwa się w słowa. Jeszcze nie rozu­miesz zdecydowanej większości z nich, jeszcze nie zapiszesz bezbłędnie, ale już sły­szysz słowa — czysta magia! Ludzki mózg jest czarodziejem.

Jovanotti, Ragazzini per strada.

Oggi è una bella giornata!

4179. Tikn (III)

Ta seria wydawnicza — 333 książki temu, czyli dawno. Klik, klik, parę tytułów, które mnie interesują. Klik, klik, opłacone, zamówione. W piątek wrzucono do skrzynki. Wczoraj Sadownik przyniósł do ula.

LGBT to teraz bardzo modne słowo — powiedział. Zaniemówiłam. Kura przez wu, modne słowo? Modne to są spodnie, fryzura, kozaki i w niecovidowych czasach knajpy, ale nie LGBT! LGBT to ludzie, bardzo konkretni — mam wśród nich Przyjaciół, są wspa­nia­łymi Ludźmi.

Siły pedalstwa, pobudzone piątkowym [27/28.06.1969] nocnym najściem policji na Stonewall Inn — jeden z największych, najbardziej popularnych i najdłużej istniejących gejowskich barów w mieście — w sobotni wieczór połączyły się w bezprecedensowym proteście, a w niedzielę w nocy po­wró­ci­ły, by do wczesnego rana walczyć o swoją obecność, przyszłość i dumę.

*

Po drodze mówił [Allen Ginsberg] […]: „Wiesz, ci faceci są tacy piękni — nie wyglądają na poranionych, a jeszcze dzie­sięć lat temu każdy pedał miał to wypisane na twarzy”. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, jak ktoś mówi o tym tłu­mie, że jest piękny.

Lucian Truscott IV, Gejowska moc na Sheridan Square,
przeł. Piotr Laskowski, Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2019.

O serii Tikn
Słowo „tikkun” […] oznacza naprawę — naprawę świata. […]
     Naprawa wymaga nie tyle zniszczenia zła, ile poszukiwania i chronienia tego, co w tym świecie może przynieść ocalenie. […]
     […] jedyną drogą wyjścia z nocy, jaka pochłania dziś nasze myślenie, jest porzucenie twierdzy tożsamości, odkrycie, że wszystko, czym jesteśmy, po­zo­sta­je ostatecznie nie nasze obce, tymczasowo używane. W miejsce przy­wią­za­nia do spektaklu polskości, europejskości, Polski Walczącej czy ka­rie­ry senior managera — potrzebujemy odwagi błądzenia, wędro­wa­nia, migrowania. Tym, co łączy nas z innymi jest właśnie wspólne do­świad­cze­nie istot, które dziwią się samym sobie.

Anna Blumsztajn
Jagoda Dolińska
Andrzej Grzybowski
Magdalena Kowalska
Piotr Laskowski
Maciej Łagodziński
Sebastian Matuszewski

(tamże)

sobota, marca 20, 2021

4178. 79/365

mów, słuchaj, pytaj. dociekaj, gdy nie rozumiesz odpowiedzi. nie ustawaj, gdy wyjaśnienie rodzi nowe pytania.

79/365

4177. Chronos (III)  // Zielnik (XXVI)

Rzuciłam wszystkie cztery czytane książki, bo utknęłam w jednej z nich. Ze stosika nowość Mistrza z współautorem wyjęłam. Nie skończyłam, delektuję się, nie śpie­szę, ale jak przeczytałam o tej roślinie — upartej dość — to pomyślałam, że musimy ją mieć w zielniku. W ten sposób w zespole redagującym zielnik pojawił się męż­czy­zna, a w zasadzie dwóch umiejących pięknie pisać.

Ale najbardziej zależy mi na żółtym, mocnym jak rzemień janowcu. Już nie wiem, czy drogi mi jest sam kwiat, czy legenda i znaczenia, jakie nadał mu Giacomo Leopardi. Chodząc po suchym, popielistym Wezuwiuszu, dostrzegł wielki samotnik w janowcu, świadectwo człowieka i jego – naszego – losu. W poemacie La Ginestra (czyli Janowiec właśnie) pisze o losie żółtego kwia­tu jako bytu, który na dobrą sprawę w ogóle nie powinien istnieć. […] dano żyjątku (człowiekowi, roślinie…) „egzystencję na warunkach śmiesznych”. A mimo to – jesteśmy. My ludzie i on kwiat (po włosku: ona). I na do­da­tek potrafimy wypuszczać żółte płatki. Na znak, że trwamy. Znak nie tylko dla siebie — przede wszystkim dla innych, zwłasz­cza dla tych, co zwątpili. Zry­wam więc jedną ukwieconą łodygę ja­now­ca jak skarb i znak. Jak klucz do zasady zanegowanego, lecz upartego ist­nie­nia.

Jarosław Mikołajewski i Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)


Autor(ka) nieznany/a,
[dostęp: 20.03.2021], źródło.

Jarosław Mikołajewski:
Janowiec

4176. [*]  // Chronos (II)

Człowiek-Legenda odszedł trzy dni temu. Wiem, bo napisała mi o tym Saxifraga dwa dni temu wieczorem. Od wczoraj wracam do najważniejszego, co wciąż poza słowami.

Dick Hoyt
(1940–2021)

4175. Chronos (I)

Zapytał:
     — Mamo, czy ktoś to kupi?

W ten sposób dołączył do Twórców, wystawiająch swo­je pra­ce na licytacje, z których dochód przeznaczony jest na moją rehabilitację. Spłakał mnie Oś tym pytaniem, spłakał wielkimi, dobrymi łzami. Pierwszego obrazu nikt spo­koj­nie nie kupił — do ostatnich chwil toczyła się za­cie­kła wal­ka między kolekcjonerami.

Gdy malował pierwszy obraz, nie wiedział nic o ro­dzą­cym się dyptyku. Gdy pierwszy znalazł swój nowy dom, dru­gi obraz do niego przyszedł i kazał się namalować, i sprze­dać.


Oś.

A ja? Ja muszę je tu mieć. Autor wyraził zgodę.

środa, marca 17, 2021

4174. Zbieramy na moją samodzielność

jedna myśl powoduje
      rewolucję
w głowie,
w rękach,
w nogach.
// Ev

Możesz nam pomóc, możesz podać dalej i  Ty. TU.
Całym Stadem z góry mówimy: dziękujemy!

[Aktualizacja: 22.03.2021], Mamy to!

wtorek, marca 16, 2021

4173. 75/365  // Zielnik (XXV)

wiosna. po cichutku i uparcie. idzie do nas.

75/365

*


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy.

Jabłoń:
to zwykły niezwykły mlecz?
bo troszkę jakby nie…

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
Podbiał

poniedziałek, marca 15, 2021

4172. Panna cotta (IV)

Sadownik & Jabłoń:
(w samochodzie, w krótkiej drodze po mieście)

Jabłoń:
Il gattino, come stai?
[Kotku, jak się masz?]

Sadownik:
(z udawanym wyrzutem)
Il gattino? Jak to brzmi?

Jabłoń:
Wolisz: Il gattone?
[Wolisz: Kocurze?]

Sadownik:
Musisz się tylko dowiedzieć,
jak jest wyliniały.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

niedziela, marca 14, 2021

4171. Tłumaczenie

Przekład słów Romana Kurkiewicza* na mój świat brzmi:

najgorzej wykonane ćwiczenie jest lepsze
od najlepiej niewykonanego ćwiczenia.

___________
  * za którego udziałem w audycji o książkach tęsknię od lat.

sobota, marca 13, 2021

4170. Czekariat (IX)  // W kolorze

Ćwiczenie na temat Baza na Marsie czekało i czekało. Doczekało się.


Kaan.

*

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj, dzięki wiedzy pozyskanej od Pełnoprawnej, z panami
Sebastianem i Bartkiem kroili na miarę wózek dla Drzewka
)

Jabłoń:
(kobiecy dylemat na głos rozważa)
Pomarańczowy czy czerwony,
czerwony czy pomarańczowy…

Pan Bartek:
(profesjonalnym, bardzo poważnym tonem)
Czerwone są najszybsze!

*

Pan Ciasteczko:
(po wszystkim tonę nieodebranych połączeń miał,
więc numer po numerze oddzwania; zaczął od Onemu
)
Dwie godziny ustalaliśmy detale.

Onemu:
(nie należy do niewybrednych)
To ja swoje auto szybciej kupiłem!

4169. Panna cotta (III)

Liczbę mnogą poćwiczyć. Jak mówi Maestra-Di-Italiano: rozmnożyć rzeczowniki. Ćwiczenie sobie wymyśliłam, by przy okazji pouczyć się liczyć, niczym trzylatek, do dziesięciu, na blachę. Jestem najdumniejszą na świecie trzylatką, bo umiem się sobą zająć.

ene, due, riche*, fache*.
uno, ragazzo, ragazza.
due favole,
tre cani,
quattro scarpe,
cinque alberi,
sei monete,
sette sogni,
otto farfalle,
nove libri,
dieci parole**.

____________
  * zapis po włosku, by fonetycznie brzmia­ło jak polska wyliczanka: ene, due, rike, fake

  ** // à la Leon Leszek Szkutnik:
    raz, chłopak, dziewczyna.
    dwie bajki,
    trzy psy,
    cztery buty,
    pięć drzew,
    sześć monet,
    siedem marzeń,
    osiem motyli,
    dziewięć książek,
    dziesięć słów.

*

Mogłabym napisać znów to samo: [ł]omolę trzeci dzień. I gapię sięjak wtedy… na relację, na taniec i na to, co między tancerzami. Nie mogę przestać…

Achille Lauro, Bam bam twist.

Malandrino!

4168. Na terapię?

Uwielbiam branżowe żarty! Uwielbiam, pomimo tego, że nie zawsze mam towarzystwo do współdzielenia zachwytu.

Ulubione psy-choterapeutyczne mam dwa (pierwszy, drugi). Sprawdziłam — wciąż z tą samą intensywnością mnie bawią.

Gdy wczoraj z rana Sadownik pokazał mi ten, wiedziałam, że mu­szę go zawsze pod ręką mieć. Na szczęście są nurty psycho­te­ra­peu­tycz­ne niewymagające kozetki.


Autor(ka) nieznan(y/a).

czwartek, marca 11, 2021

4167. 70/365

kartonik w słońcu. potrafi uszczęśliwić. a trzy?

70/365

*

Zefir i Mars są niebywałymi Nauczycielami.

fot. Saxifraga, fragment.

I przyszedł cień…

fot. Saxifraga, fragment.

[…] takie miejsce […] , gdzie człowiek w naturalny sposób czuje się zadowolony i silny. Poklepał podłogę tam, gdzie siedział, mówiąc, że to właśnie jest jego miejsce, i dodał, że postawioną przez niego zagadkę muszę rozwiązać sam, zabierając się od razu do dzieła.
     […] wyjaśnił mi, że nie wszędzie siedzi się lub przebywa jednakowo dobrze, gdzieś na werandzie istnieje jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie czułbym się lepiej niż gdziekolwiek indziej. Moje zadanie polegało na tym, żeby odnaleźć to miejsce.

Carlos Castaneda, Nauki don Juana,
przeł. Adam Szostkiewicz, Rebis, Poznań 1997.