sobota, lutego 12, 2022

4538. 43/365  //  Panna cotta (XXIII)

il verbo vivere è regolare ed il verbo morire è irregolare. è molto interessante, vero ed allo stesso tempo falso. non ogni giorno viviamo, ma moriamo regolarmente ogni notte*.

43/365

____________
  * czasownik żyć jest w języku włoskim czasownikiem regularnym, a czasownik umierać jest nieregularny. bardzo ciekawe, prawda i jednocześnie nieprawda. nie każdego dnia żyjemy, ale umieramy regularnie co noc.

Stadio, Sorprendimi.

le forme di verbi ed i sostantivi bei:
sorprendimi
non conosco
stupiscimi
sorreggimi, aiutami
a capire le cose del mondo
.

parlami
riapriamo le ali
non torna
respiro
amami, ti prego
capiscimi
ascoltami
penso a te

torniamo nel vento e riapriamo le ali.

4537. Czekariat (XXI)

Na początku tego tygodnia upłakałam się jak norka dzięki Smoku, który w roli li­ter­ko­wego kaowca trzyma rękę na pul­sie, jeśli chodzi o lubianego felietonistę. De­cy­zja, by za­trzy­mać tu wyimki, zapadła we wtorek, ale na siły, by to zrobić, mu­sia­łam po­czekać do dziś. Zachować od niepamięci, ale i polemizować.

Nie tylko znam psa-rasistę, ja dzielę życie z kudłatą rasistką i ejdżystką. Henia nie zno­si buldożków francuskich i daje im to odczuć, udając, że są powietrzem, choć one są nią za­chwy­co­ne zwykle od pierwszego wejrzenia. Gdy ja w siód­mym nie­bie przy każ­dym napotkanym szczeniaku rozpływam się ze szczęścia, Henia patrzy na mnie z poli­to­wa­niem i ob­rzy­dze­niem, psie dzieci działają Heni na nerwy od pierwszej se­kun­dy, nie muszą zupełnie nic robić, wy­star­czy, że są; a jeśli pró­bu­ją wejść z Kudłatą w relację, ta ostatnia głębokim, nis­kim szczęknięciem komunikuje im uprzejmie: spierda­laj! Sadow­nik kwituje takie chwile zawsze w ten sam sposób: ma to po ma­mu­si. Fakt, ludzkie nie­mow­lę­ta nie zachwycały i nie za­chwy­ca­ją mnie wcale.

Jeśli ludzie mają Duszę — choć czasem trudno uwierzyć, że wszyscy — to psy, panie Krzysztofie, mają ją na pewno. By kochać, trzeba mieć Duszę, a przynajmniej Du­cha. Nie czarujmy się, jeśli chodzi o miłość, człowiek to tylko marna podróba psa. I choćby z powodu miłości do ludzi, nie zawsze uzasadnionej, psy na pewno idą do nieba (fajne­go, na pewno nie katolickiego).

Czy spotkaliście kiedyś psa prezentującego spiskowe teorie dziejów? Natknę­liście się na psa homofoba, antysemitę, psa płaskoziemcę, na psa fo­lia­rza, a choćby i psa zwolennika Konfederacji? Nie spotkaliście, jestem pewien […].

*

Powiedzcie z ręką na sercu: czy zetknęliście się kiedyś z psem, który byłby kompletnym imbecylem? No właśnie, na pewno mieliście do czynienia z kompletnymi imbecylami rodzaju ludzkiego, nawet jeśli nie osobiście — choć w życiu prywatnym wyjątkowo trudno uniknąć takich osobników — to obserwując życie publiczne, nieraz łapaliście się za głowę, krzycząc: „Co za imbecyl!”. O żadnym psie nigdy zaś nie powiedzieliście, że jest imbecylem.

*

Prędzej dogadasz się z psem niż ze statystycznym Polakiem, prędzej z psem dojdziesz do kompromisu i osiągniesz wzajemne zro­zu­mie­nie niż z Po­la­kiem, ta prawda jest okrutna, ale za to prawdziwa. Wyższość psa nad Po­la­kiem polega na tym, że pies będzie słuchał, co masz mu do powie­dze­nia, ja­kie masz argumenty, jakie propozycje, tymczasem Polak bę­dzie słuchał tyl­ko siebie i domagał się, żebyś wykonywał jego polecenia i po­dzie­lał w peł­ni jego wizję świata. Jest to zazwyczaj wizja świata cha­rak­te­ry­stycz­na dla wa­ria­tów. Pies może być oczywiście mniej lub bardziej stuknięty, ale żaden pies nie jest obłąkańcem w sensie kliniczym.

Krzysztof Varga, O wyższości psa nad Polakiem,
Newsweek Polska, 6/2022.
(wyróżnienie własne)

*  *  *

Psów się pan boi? Niech się pan ich nie boi. Obwąchają pana tylko. Kto pierwszy raz, muszą go obwąchać. Żebym to ja wiedział. Nie uczyłem ich tego. Same z siebie tak. Pies, jak człowiek, jest nieprzenikniony. Pan ma psa? To powinien pan mieć. Od psa można się dużo nauczyć.

Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2007.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 10, 2022

4536. 41/365  //  Panna cotta (XXII)

utykając między ośmiotysięcznikami, łapię się na tym, że zma­gam się nie tylko ze znaczącym niedostatkiem zdrowia. jest du­żo trudniej, gdy nie do­strze­gam obfitości tego, co przyniosło dziś życie. a przyniosło!

41/365

«In bocca al lupo*!»
«Crepi il lupo!»

____________
  * włoskie podejście do wyzwań mnie leczy, wolę wilczą wymianę zwycięzców zamiast polskiego odpowiednika:
     — Powodzenia!
     — Nie dziękuję, by nie zapeszyć
.

piątek, lutego 04, 2022

4535. 35/365 // Covid Zone (IV)

nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak — w ulu wyrosły ośmio­tysięczniki. Kanczendzonga w drodze do łazienki, do fotela Lhotse i Makalu. aklimatyzacja trwa.

35/365

czwartek, lutego 03, 2022

4534. Covid Zone (III)

Naoglądałam się już w życiu lekarzy. Większość z nich miała głębokie deficyty ko­mu­ni­kacyjne i traktowała mnie w najlepszym razie patriarchalnie — nie wia­do­mo, czy śmiać się, czy płakać, gdy zachowuje się w ten sposób kobieta — w standardzie jak dziecko, w naj­gorszym jak debila. I nic nie mogłam z tym zrobić — taki klimat.

Trzy dni temu, Sadownik zaordynował lekarza, a Jabłoń była na tyle przerażona i ledwo żywa, że sił na protestowanie jej zabrakło.

Lekarka. Przyszła. Była rzeczowa, ale uważna na niemoc. Osłuchała. Bez zadęcia po­in­for­mo­wa­ła, co i kiedy robić, gdyby. Wychodziła z ula w porze suczego, wie­czor­ne­go wyjścia na spacer. Heniutka twardo ładowała się jej do torby, by medyczna pro­fesjo­na­listka zlitowała się i zabrała bezbronne zwierzę od tych omikronów.

Pani doktor chwyciła mnie za serce, gdy zaczęła sierściuchowi na głos tłumaczyć, że jej szczurki nie byłyby zachwycone, gdyby przyprowadziła do domu psa, choć ro­zu­mie, że Henia byłaby zachwycona szczurkami na pewno. Zapytana, jak znosi fakt, że szczurki żyją tylko dwa–trzy lata, odpowiedziała, że te Jej i tak mają szczęście, że nie skończyły jako karma dla zwierząt, bo to laboratoryjne odzyski.

Długo wieczorem o pani doktor rozmawialiśmy, bo rozmarzyliśmy się, że byłoby cudownie mieć taką ro­dzin­ną. Okazało się, że w swoim bio ma: mama czterech szczurków.

Może ja po prostu powinnam unikać lekarzy, którzy nie mają zwierząt? Ci, co mają tylko samochody, chorzy są po prostu. A mamy kudłatych światów są fajne i już.

środa, lutego 02, 2022

4533. 33/365

przeczytałam: witek zawierzyła parlament matce bożej — wyproś nam, posłom i se­na­to­rom, mądrość.

pomyślałam: ludzie powinni zdecydowanie po­wściągli­­wiej używać słów, których zna­cze­nia nie rozumieją.

przeczytane w wolnym tłumaczeniu:
mądrości, wyproś już tę paniom.

33/365

4532. Covid Zone (II)

Jabłoń:
(gdy wczoraj do żywych skromnie dołączyła,
zacykała, że załatwiła ważną nie tylko dla niej Osobę
)
Czujesz się jak człowiek?

Bardzo Ważna Osoba:
No też. Jak las, niebo, morze… 🔆

Jabłoń:
(od wczoraj jedzie na paliwie, które
w sobie kryje dla niej ta odpowiedź
)

wtorek, lutego 01, 2022

4531. 32/365

człowiek — jedyny w królestwie zwierząt gatunek grający na swoje samounicestwienie. grający wielogłosowo, wielepłaszczyznowo, rewelacyjnie wręcz! gratulować?

32/365

4530. Covid Zone (I)

Sadownik:
Mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić?

Jabłoń:
Pogłaszcz mnie po twarzy…
(a gdy Sadownik przystępuje do realizacji
zamówienia, Drzewko resztką sił protestuje
)
Ale nie jak tata!

Sadownik:
Jak pielęgniarz?

Jabłoń:
Jeśli jak pielegniarz,
to wyłącznie obcy!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

sobota, stycznia 29, 2022

4529. 29/365

nie poddajesz się, gdy przestajesz walczyć.
nie rezygnujesz z rzeczy najważniejszych, gdy się poddajesz.
pozostaje tylko to, co najważniejsze:
     miłość i oddech w czasie covida.

29/365

czwartek, stycznia 27, 2022

4528. Panna cotta (XXI)

Sadownik:
(patrzy, jak Drzewko z dziką radością
rozpakowuje przesyłkę
)
Co to? Takie chude!?!

Jabłoń:
(w zachwycie, z odwieczną słabością do krokodyli)
Książeczka! Popatrz!
Il coccodrillo!!!

Sadownik:
(udaje zdegustowanie)
Gdybym wiedział, że coccodrillo,
to bym nie odebrał!

*

To piękna książeczka o realizacji marzeń, o niezrozumieniu, które je spotyka ze stro­ny naszych bliskich, o trud­no­ściach, które pojawiają się po drodze do celu i uporze, by jednak te marzenia zrealizować. Coś pięknego! I mądrego. Nie wiem, która z nas — ja czy ma­ła dziewczynka we mnie — była tą lekturą bardziej zachwycona.

A na drugi deser okazało się, że można całą historię obejrzeć i posłuchać jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz. Obie byłyśmy zachwycone.

*

«Mamma! Pappa! Delle banane, presto!
Devo diventare grande!»

«Per mangiare un bambino!»

Sylviane Donnio, Mangerei volentieri un bambino,
ilustr. Dorotheé de Monfreid,
z j. francuskiego przeł. Federica Rocca,
Bababum di Babalibri, Milano 2019.

*

środa, stycznia 26, 2022

4527. Platynowa Czcionka (#2)

Z książkami tego wydawnictwa moje życie związane jest od zawsze, czyli nim nastał czas ula, nim wniosłam do domu pięć i pół kilograma Heniutki, nim choroba za­rzą­dziła odwrót od papieru.

To jedyne wydawnictwo, które ma tu od zawsze swój znacz­nik. Tak bardzo przy­zwy­cza­i­łam się, że można mieć książki Czarnego w wersji elektronicznej, że dopiero gdy zająknęłam się na temat Pustego przelotu, dotarło do mnie, że Platynowa Czcionka należała się Wydawnictwu dziesiątki lat przed tym, nim postanowiłam na swój spo­sób docenić wydawnictwa, które otwierają wiele drzwi do wielu światów, nie dyskry­mi­nu­jąc czytelniczek i czytelników ze względu na stan ich zdrowia.

Dziękuję. Z wielu powodów tu Platynowa Czcionka znaczy więcej niż Nike.


Wydawnictwo Czarne


Platynowa Czcionka 2022
Wydawnictwo przyjazne Ludziom

4526. 26/365

czasem jest to, co jest, i nic z tym nie można zrobić.

coś się zmienia, gdy przyznaję, że jest to, co jest,
i nic z tym nie mogę zrobić. coś zmienia się we mnie.

26/365

4525. Gdy jest to, co jest

Przedostatnie zdanie z podziękowań, umieszczone tu jako pierwszy cytat, podnosi znacząco rangę pytań. Jak dobrze, że jedno z nich zostało zadane, by stać się ka­mie­niem wę­giel­nym tej opowieści, bo to bardzo ważna powieść.

Na moim stosiku czekała prawie od dnia, w którym się ukazała. Odkładałam, bo prze­czuwałam, że przemieli mnie szybko i sprawnie. Sięgnęłam po nią, gdy moje życie przestało mnie oszczędzać. Zatrzymała mnie. Potrząsnęła mną.

Kazała dojrzeć wszystkie niteczki, które łączą mój los z wieloma ludźmi. Nie tylko mi daje w kość moja choroba. Przysiada się do wielu stołów bez mojej wiedzy i mędzi gospodarzom. W pewien sposób każdy z nas jest wydany na jej pastwę.

O tym właśnie jest ta powieść — o nieoczywistym, które z niewyobrażalną mocą za­krzy­wia lub tworzy porąbaną rze­czy­wistość. Czasem taką, której nie sposób unieść. Nie zawsze jest miejsce na negocjacje z życiem.

Pewnego razu [Monika Sznajderman]  zadała mi pytanie, na które odpowiedzią jest ta powieść.

*

[…]  stwierdziliśmy z bratem, że ten przydupas był trochę dziwny. Nad­zwy­czaj szczery, przyznający się do własnego strachu. Tak nie postępują praw­dzi­wi faceci – krytykowaliśmy go – a już na pewno nie postąpiłby tak nasz ojciec. Ale teraz, po latach dotarło do mnie, że jednak ten żeglarz był od­waż­ny, bo przekuł swój strach na pasję i w ten sposób z nim wygrał.

*

     – Mówisz serio?
     – A słyszysz, że żartuję?

*

[…]  prawdziwi wariaci żywią się społeczeństwem i bez niego nie są w stanie zaistnieć. Są całkowicie zanurzeni w rzeczywistości i prak­tycz­nie pozbawieni zdolności refleksji, bo brakuje im na to czasu. Cały in­te­lekt i ener­gię wydatkują na walkę o władzę nad innymi i próby ujarz­mie­nia rzeczy­wi­sto­ści, by skakała pod ich dyktando. Prawdziwi wariaci są wśród nas i nami rządzą. To oni wywołują wojny, oni są odpo­wie­dzial­ni za religijne podziały, czystki etniczne, morderstwa. To przez nich cierpią miliony.

*

Chciałem uwierzyć w to, że skoro tyle zabiera, może jednak coś daje. […]  Ale to było tylko złudzenie […]. Choroba była zbyt za­chłan­na, za­bie­ra­ła wszystko. […]  Próbowałem przekonać samego siebie, że cho­rób­sko czegoś nas uczy. Brata – innego świata; mnie – innego brata; matkę – innego syna.

*

Byłem bezradny i zmęczony, ale też przyzwyczajony do naszej bezbronności wobec choroby. Zrezygnowany i pogodzony, że przyjdzie nam z nią spędzić resztę życia, bo nawet jeśli była utrapieniem brata, ciągnęła mnie i matkę za sobą. Czuliśmy się nią zatruci i każde z nas potrzebowało trochę od­de­chu. Znajdowało swoją odtrutkę, własny sposób ucieczki, by od choroby choć na chwilę odpocząć.

*

[…]  obserwowałem całą tę dziejącą się rzeczywistość dokładnie w mo­men­cie jej powstawania. I to było dobre. Poprawiało nastrój zachwiany nie­chcia­nym wspomnieniem, które czekało za plecami. Czasami zdarza się tak w punkt tra­fione odczuwanie chwili obecnej. Ale nigdy nie trwa to długo. Bo już za­raz – zresztą z naszej przyczyny, przez te wszystkie myśli, roz­terki i plany – rzeczywistość zaczyna się cofać albo wyrywać do przodu i na­stę­pu­je zachwianie równowagi: ktoś potknie się, upadnie, przypominając jakiś upa­dek sprzed lat. Albo jeden z drugim zacznie się szarpać, przypominając bójkę z przeszłości.

*

[…]  ogarniało mnie tak wielkie przygnębienie, że stawałem się wrogiem samego siebie.

*

     – Uderzyłeś ją? – To było pierwsze, co mi przyszło na myśl.
     Zatkało go, ale na chwilę.
     – Co ty, swoją kobietę? W ogóle kobietę?!
     Jak w ogóle mogłem coś takiego pomyśleć? Jestem jego bratem czy nie? Pewnie, że jestem. To jak mogłem tak pomyśleć? To, że w szkole napierdalał się z różnymi gnojami, nie znaczy od razu, że kiedykolwiek uderzy kobietę! Tylko chuje biją kobiety. Czy uważam go za chuja?
     Był naprawdę wstrząśnięty moim pytaniem, ale mimo wszystko uwa­ża­łem, że jego reakcja była trochę przesadzona.
     – Dobra, dobra – ostudziłem go. – Powiedz w końcu, co zrobiłeś.
     – Rozpierdoliłem te jej skrzypce o ścianę.

*

„Wypiję jutro”, mówiłem sobie wtedy, gdy już myślałem, że nie wytrzymam i golnę sobie, cokolwiek. Jak dotąd ten wybieg pomagał, choć początkowo powtarzałem go tak często, że miałem kłopoty z myśleniem o czymkolwiek innym. Ale i tak byłem z siebie dumny. Z każdym kolejnym dniem „wypiję jutro” pojawiało się coraz rzadziej. Za to przychodziło coraz więcej myśli, które polegały nie na samooszukiwaniu się, lecz przekonywaniu, że dobrze jest jak jest, bo nie jest źle. Jest lepiej, niż było, nawet jeśli przyszłość stre­so­wa­ła tym, że nie wytrwam w swoim postanowieniu i pewnego dnia złamię się, by jednak wypić.

*

Zaczyna się podejrzliwość wobec tego, kto kim jest naprawdę i czy w ogóle jest. Niezauważalnie ogarnia cię inna rzeczywistość, która staje się rze­czy­wi­sto­ścią jedyną, tą, gdzie nie istnieje dobro. Prawdziwy przyjaciel zaczyna być wrogiem w przeciwieństwie do pozornego, w którego – mimo bólu, jaki ci zadaje – wciąż wierzysz. I wierzysz tylko w niego.
     Widziałem to, czułem, gdy brat patrzył na mnie z lękiem. I nienawiścią.

*

Szukali przyczyn. Nie dopuszczali do siebie myśli, że to mo­gło zdarzyć się samo z siebie. Taka możliwość wy­dawała się zbyt niepokojąca. Oznaczałaby, że los mojego brata mógł spotkać każdego z nich. Intuicyjnie postanowili temu za­przeczyć.

*

Na tym piętrze, w zamknięciu, przeczekiwali najgorsze. Tłumieni mocnymi farmaceutykami, mieli zwolnić i wyhamować do zera, we względnym spo­ko­ju wypocić z siebie nadmiar wrażeń, aby z czasem wrócić do tej rze­czy­wi­sto­ści, którą większość uważa za prawdziwą, a tym samym obowiązującą wszystkich, czyli również mniejszość.

*

[…]  w szpitalu już od pierwszego pobytu zaczął fajczyć papierosy jeden za drugim. Łapczywie, jakby się nimi żywił. A zdrowie?
     – Chuj z płucami, gdy rozum płonie
 – mówił i uśmiechał się pod nosem […].

*

Papieros był na oddziale towarem najcenniejszym. Osią, wokół której kręcił się świat. Można się go było przytrzymać, gdy leciałeś w dół. Oprzeć się o nie­go jak o słup, gdy nie było już żadnego innego oparcia. Podciągnąć się na nim jak na drążku, by zorientować się w rzeczywistości i spojrzeć trochę dalej, za ogrodzenie zbudowane przez własny niepokój albo własną obo­jęt­ność. Pale­nie papierosa przypominało, że proste czynności są na­praw­dę proste. Nie ma w nich żadnych podtekstów. Przez swoją powta­rzal­ność sta­ją się rytuałem, który daje poczucie bezpieczeństwa.

*

Zapamiętałem sobie jedno. […]  Brzmi tak: „Kiedy rozma­wiasz z Bogiem, nazywają to modlitwą, ale kiedy Bóg ci odpowiada, masz schizofrenię”.

Daniel Odija, Pusty przelot,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Przyjąłem, że prędzej czy później każdy z nas będzie mu­siał pożegnać się ze wszystkim, co kocha i co jest mu bli­skie, bo nic nie trwa wiecznie. Nasi przyjaciele i uko­cha­ni umrą z nami, nawet jeśli jest to tylko brat – „tyl­ko”, bo nie każdy kocha swojego brata. Wszystko to so­bie wy­tłu­maczyłem i jakoś zrozumiałem, co na długi czas pomogło mi zwalczyć smutek.

*

Nie tkwić wciąż w rozpamiętywaniu choroby brata i te­go, co mu zrobiła, do czego go popchnęła. Okazało się, że to wcale nie było łatwe. Po­trze­bo­wa­łem mie­się­cy, lat.

(tamże)

wtorek, stycznia 25, 2022

4524. Platynowa Czcionka (#1)

Dwa dni temu obudziłam się z iście niepolską myślą przewodnią, którą po­sta­no­wi­łam wprowadzić w czyn.

Tak! Wkurwia mnie, gdy mówi się, że nie stać nas, jako kraju na dorobku, na usta­wo­wy wymóg publikowania ISBN-ów w ibukach. Wkurwiam się, bo jaki kraj na do­robku, jakie nie stać? Naprawdę stać nas na dyskryminowanie ludzi, zaczynając od kra­węż­ni­ków, przez miłość, kończąc na literkach? Wkurwia mnie jeszcze bardziej, gdy do­wia­du­ję się, że są ważniejsze sprawy. Co jest ważniejsze od miłości do dru­gie­go czło­wie­ka, zwierzęcia czy literek?

Dwa dni temu obudziłam się z iście niepolską myślą przewodnią, która nie minęła mi do dzisiaj.

Tak! Bojkotuję książkę, jeśli nie została wydana w wersji elektronicznej. Nie to nie! Z wszelkich form dyskryminacji i ableizmu stosowanego otrząsam się tu, nominując takie ale-o-co-ci-chodzi do Nagrody Złota Siekiera. Ale, ale! Przecież nie na każdym kroku spotyka mnie taka czy inna, świadoma lub nieuświadomiona forma dys­kry­minacji.

Stąd myśl, by docenić Tych, którzy jednak wydają książki w wersji elektronicznej. Nie ma nominacji do nagrody, nie ma ścigania się. Każde wydawnictwo, które umożliwia mi czytanie, wcześniej czy później tu się znajdzie, bez nominacji, lecz z Nagrodą Platynowej Czcionki.

Pierwszym Laureatem Nagrody Platynowa Czcionka jest Wydawnictwo Drzazgi. Urzekły mnie swoją ideą Osoby, które założyły i prowadzą to młodziutkie wydawnictwo. Można? Można!

Pozostaję wdzięczna, że dzięki temu Wydawnictwu nie ominęła mnie wspaniała po­wieść — rozpuszczająca trudności w relacji z beletrystyką — Niejedno, a przecież mo­gła ominąć, bo kraj na dorobku, oni na początku wydawniczej drogi, inne rze­czy są ważniejsze.

Dziękuję. Z wielu powodów tu Platynowa Czcionka znaczy więcej niż Nike.


Wydawnictwo Drzazgi


Platynowa Czcionka 2022
Wydawnictwo przyjazne Ludziom

4523. O kudłatej nieobecności

Raz w życiu byłam na spotkaniu autorskim. Było miło, ale też głęboko rozcza­ro­wu­ją­co. Skąd wziął mi się wtedy pomysł, że na takie spotkania przychodzą ci, co prze­czy­ta­li książkę? Nie mam pojęcia. Powiedziałam sobie: nigdy więcej.

Z tej samej grupy zawodowej człowiek. Czyta, pisze, istnieje jego zdanie w mediach społecznościowych. Skąd wziął mi się pomysł, że jak ktoś czyta i pisze, to zdolność refleksji posiadł, rozwinął i z umiejętności zmiany perspektywy korzystać potrafi? Nie mam pojęcia. Powiedziałam sobie: nigdy więcej.

Muszę przyznać, że obie te decyzje były najlepszymi, jakie mogłam podjąć. Dotarło do mnie, że w pewien sposób jestem literkowym samotnikiem z wyraźnym rysem anarchicznym — nie będą mi mówić, co i jak czytać, a czego nie.

Choć nigdy więcej, to z anonsów nigdy-więcęj-osób czasem korzystam. Ta pro­po­zy­cja zaciekawiła mnie swoim tytułem. Kudłatej przecież obiecałam, więc dla książki ze spektrum tego, co ważne, trudne i nieuniknione, a przede mną i Sadownikiem, wy­da­łam się właściwą kandydatką na czytelniczkę. Zaryzykowałam.

Wyjęłam z tej książki jedno przejmujące spotkanie (Mama i Johan van Hooff), jed­no wspomnienie*, dwa niemiłe zaskoczenia (jedno zapomnienie i jedna, szokująca mnie, bez­myślność autora kosztowały życie trójkę ważnych dla niego zwierząt) i jed­no zadziwienie (jak chwi­lowy (dziesięcioletni) adept psychoanalizy może pieprzyć takie bzdury à propos depresji, psychologii i Elizabeth Kübler-Ross? — nie mam pojęcia).

_____________
  * Kiedy w 2012 roku [Anthony Lawrence] […]  zmarł [, …]  dwa róż­ne stada słoni, składające się w sumie z trzydziestu jeden sztuk, przeszły 180 ki­lo­metrów do jego domu, w którym nie były od półtora roku, i stały tam bez picia przez dwa dni i dwie noce, najwyraźniej oddając hołd przyjacielowi i opłakując jego odejście.

Jeśli nie wstydzisz się swoich uczuć do kudłatych Dusz, ta książka nie jest po­zy­cją obowiązkową do przeczytania. Obowiązkowo musiałam się zająknąć na jej temat, by mieć pod ręką wyjęte z niej wspaniałe literki, bo do całości tej lektury nie mam za­mia­ru wracać w przy­szło­ści.

Zanim weźmiesz psa, nie potrafisz sobie wyobrazić, jak wy­glą­da życie z psem pod jednym dachem. Kiedy już go masz, trudno ci przypomnieć sobie, jak wyglądało życie bez niego.
 //  Caroline Knapp

*

Jak to było go kochać? Zapytała Wdzięczność.
     […]  Miłość do konia różni się od miłości do psa lub kota (mam obydwa czworonogi). Konie stawiają przed tobą wyzwania i cię uczą. Są lustrami, które pokazują ci, kim jesteś. Pokazują ci te najokropniejsze rzeczy w tobie, których usiłujesz nie widzieć, i te piękne, których jeszcze nie umiesz do­strze­gać. Proszą cię, byś się tego uczył, a kiedy już to robisz, dają ci część swojej siły i skrzydeł, spokoju podczas szalejącej burzy, czynią cię mistrzem burzy. Na to wszystko trzeba zasłużyć.
 //  Lisa Marie Pompilio

*

Może psy pojawiły się na świecie po to, by ludzie stali się bardziej ludzcy, choć zabrało to więcej czasu, niż po­czątko­wo oczekiwano?

*

Można powiedzieć, że odczuwanie żalu czyni mnie człowiekiem, można też powiedzieć, że czyni mnie po prostu kolejnym zwierzęciem.

*

Śmierć ból zostawia, który nie przeminie.
Miłość – wspomnienie, które nie zaginie
.
Z irlandzkiego nagrobka

*

Często słyszy się opowieści o „starych, samotnych kobietach, których je­dy­nym towarzyszem jest kot”, jakby w byciu starą lub kobietą, lub w po­sia­da­niu kota było coś patologicznego.

*

Nie możemy stracić tego, co kiedyś przynosiło nam wielką radość. Wszystko, co kiedykolwiek kochaliśmy, staje się nierozłączną częścią nas.
 //  Helen Keller

*

Jest taka niewielka przestrzeń w moim sercu, gdzie już nie dociera światło, ale to nie oznacza, że nie skorzystam z każdej nadarzającej się okazji do miłości. […]  przypomina mi się ten cytat z Kahlila Gibrana: „Kiedy czujesz smutek, znów zajrzyj do swego serca, a dowiesz się, że płaczesz z powodu tego, co przynosiło ci radość”.

*

Nie ma znaczenia, kto opłakuje kogo, ponieważ żal i smutek po obydwu stronach jest namacalny i niepomierny.

*

Prawdopodobnie jest tak – […] – że pewne zwierzęta odczuwają niektóre emocje głębiej niż my (psy – miłość, koty – zadowolenie, słonie – żal), ale to obszar wciąż podlegający badaniom.

Jeffrey Moussaieff Masson, Kiedy odchodzi przyjaciel.
Refleksje o śmierci zwierząt domowych
, przeł. Anna Czechowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kiedy piszemy o śmierci albo tylko ubieramy myśli o niej w słowa, nagle znajdujemy się na zupełnie nieznanym terenie.

(tamże)

niedziela, stycznia 23, 2022

4522. 23/365  //  Panna cotta (XX)

Penso di sì.
Credo di sì.
Spero di sì.

23/365

*

Heniutka:
(wypada z klatki niczym kukułka
ze starego, włoskiego zegara,
lobbując w sprawie spaceru, po którym
będzie należał się psu obiadek
)

Jabłoń:
(grzecznie informuje psa, że jeszcze chwilka)
Sono le cinque meno dieci.

Heniutka:
(rżnie głupka, że nie wie, że Sadownik
ma jeszcze dziesięć minut, i prezentuje minę,
jakby znała jedno, jedyne, zdanie po włosku
)
Non parlo italiano.


Autor(ka) nieznany(y/a),
[dostęp: 23.01.2022], źródło.

4521. Bo matematyka to sztuka

Zadanie:
Aza za rok będzie miała tyle lat, co Bąbel ma dziś. Bąbel jest dwa razy star­szy od Emo. Cekin rok temu miał dwa razy tyle lat, co Emo będzie miał za trzy lata. Dulka ma tyle lat, ile razem mają Aza i Bąbel. Psy, o których mowa, mają łącznie 27 lat. Ile lat ma każ­dy członek tej sfory?

Rozwiązanie:

Jabłoń:
W zachwycie.

4520. Mąż szewca bez butów

Sadownik:
(na drzewne oko,
gada jak poparzony
)

Jabłoń:
Rozważałeś pójście na terapię?

Sadownik:
Nie jestem uzależniony!

Jabłoń:
(uderz w stół, a nożyce
i takie tam aż brzęczą
)
Od terapii?

Sadownik:
(od zawsze nie ogarnia drzewnego
zachwytu pracą nad sobą
)
Też nie!

*  *  *

Domowa Kinoterapia:
(piosenka z sobotniego seansu: John Wick)

Kaleida, Think.

sobota, stycznia 22, 2022

4519. 22/365

nachalnie nienachalna recepta wynurzyła się z oparów ab­surdu, logiki sprawnie mylącej przyczynę ze skutkiem, my­śle­nia ży­cze­nio­we­go, pa­ter­na­li­stycz­ne­go pouczania i ro­zu­mie­nia lepiej, co chcia­łam powiedzieć.

nie zaciągać się niechęcią i omijać wszystko, co nie karmi Duszy. za­sto­so­wa­nie zewnętrzne, od zaraz, bez konsultacji z farma­ceutą.

22/365

[suplement pikselowy: 22.01.2022]

piątek, stycznia 21, 2022

4518. Punkt #C ważnego wypunktowania

Autorka — powieściowa debiutantka, jak dla mnie odkrycie, już czekam na kolejne jej książki — polska Genova! Żadnego rwania na okładkę, haczyk krótkiego tytułu i prostej szaty graficznej połknęłam w mgnieniu oka.

To dla mnie czwarta książka dotycząca życia z konsekwencjami lub obok kon­sek­wen­cji choroby Alz­hei­me­ra (osobisty chronos czytelniczy: I, II, III; tej nie liczę, bo kłamie). W tej książce alzheimer jest także pretekstem do poruszenia kwestii, które dotyczą wszystkich — nie tylko tych dotkniętych nieuleczalnymi chorobami lub od­ło­żo­nym w tkankach czasem.

Wybieranie cytatów zajęło mi kilka dni, ale jednego byłam pewna, nim zaczęłam myśleć o wyborze. Po #A i #B Izabeli Morskiej (wspomnianej również w tej książce) ta opo­wieść jest obo­wiąz­ko­wym — tym razem beletrystycznym, nie mniej ściska­ją­cym w dołku — punktem #C.

Z kolei prace nad szczepionką redukującą zawartość amy­lo­idu beta i innych białek są zaawansowane, chyba na­wet we­szły w fazę testów na ludziach.
     Zresztą – to już przecież nie dla nas. Jesteśmy za daleko. Za głę­boko. Po szyję w tym nurcie, tych rzekach.

*

Krótkie rozmowy dotyczą zdrowia, radzenia sobie, tu każdy chce usły­szeć, że dobrze, bez szczegółów, a potem przechodzą do ży­czeń. Ale czego życzyć nieuleczalnie chorej osobie, na ręce syna.
     Zdrowia? Nie bardzo.
     Poprawy? Trzeba być realistycznym.
     Cudu? Trochę niezręcznie, to demaskuje beznadziejność sytuacji i brak wiary składającego. I jego niewiedzę o chorobie, w tym o jej gorzkich, najtrudniejszych aspektach.
     Nadziei?
     Może siły? Tak, najczęściej słyszę życzenia siły w zmaganiach z przeciwnościami losu. Z tą jedną, konkretną przeciwnością, nienazywaną wprost. Tabu. Nazwa nie pada często, zresztą po co by miała padać. Znamy ją.
     I wytrwałości. Tego też ludzie mi życzą.
     Powinni jeszcze pieniędzy, biorąc pod uwagę ceny wszystkiego i leków oraz postępującą inflację. Ale o tym akurat nie wspominają. Może nie wypada. […] 
     Czasem myślę, żeby sobie wsadzili gdzieś te modlitwy, a zamiast tego zaproponowali pomoc. Może niekoniecznie od razu mycie okien w całym domu, koszenie trawnika, cyklinowanie podłóg, ale jakieś zakupy, apteka czy drogeria, wzięcie ojca na spacer, godzinę czy dwie z nim w weekend, kiedy siedzimy sami, poczytanie mu książki, wspólne posłuchanie muzyki.

*

Słowa związane są z rzeczami zwykłym sznurkiem […].

*

[…]  irytują mnie współczujące spojrzenia Elżbiety i jej brak świadomości tego, jak to wszystko wygląda. Z czym się wiąże. Osoba z innego świata: obowiązków wyłącznie z wyboru.

*

Mam w pudle także książkę od Elżbiety, podobnych do Lavant gabarytów, coś z „psami” w tytule.
     Weź, powiedziała, to też o psychiatrii, spojrzenie na polską współ­czesność.

*

Film, książki i podwójne salto mortale do wewnątrz.

*

Nie było mnie i teraz też nie jestem w stanie stwierdzić wy­raź­nie, że wy­raź­nie jestem.

*

Chcę iść żyć. Udawać cząstkę społeczności. Chcę tylko wyjść z domu.

*

Patrzę w brązowe oczy naszej suki. Jest nasza, nikt się po nią nie zgłosił. Wygląda, jakby rozumiała wiele.
     Czasami, na przykład dziś, mam wrażenie, że rozumie więcej niż ojciec.
     Czasami mam też wrażenie, na przykład właśnie teraz, że ogarnia świat lepiej ode mnie.

*

Zostałem ostrzeżony, ale nie byłem przygotowany. Na to wszystko trudno się przygotować.

*

Coraz rzadziej wiem, o co mu chodzi. Zazwyczaj nie mam pojęcia. A jedyne, co mogę, to patrzeć, obserwować. Interpretować też mogę, jasne, choć to przecież nie przybliża mnie do rozumienia. […]  Nie wiem, co może mieć w głowie, kiedy ciska telefonem o ścianę. Słoikiem dżemu o podłogę. Kiedy powtarza ciągami ten sam zestaw sylab. Kiedy ze złością odpycha moją rękę. Albo uderza dłonią w oszkloną szafkę, choć to jasne, że szkło pęknie. Kiedy jest agresywny.

*

Widzę ciszę, ale czuję energię eksplozji.

*

Osiem dni i nas dwoje, nas troje, bo pies, nas czworo, bo jeszcze kot.
     Codzienna rutyna. […]  Rytuały nadające dniom rytm, dzięki któremu jest szansa poczuć się bezpieczniej w chaosie. Strukturyzujące bezładne strumienie zdarzeń w celowe sekwencje, prowadzące dokądś, przynajmniej z pozoru.

*

Pyta o zdrowie ojca, odpowiadam wymijająco. Dla mnie liczy się forma. Ta tu i teraz, dzisiaj, jest dobra.

*

Siedzimy w ojca pokoju, kolorujemy trójkąty. To znaczy – on koloruje, a ja, z ekierką w ręku, rysuję spiralę Teodorosa.

[dostęp: 21.01.2022], źródło.

*

Tu ochłodzenie ochłodzeń. Morze Barentsa niezrozumienia. Jakaś niepojęta nieprzekładalność perspektyw.

*

To społeczeństwo, podkreślam, nadaje osobom starszym status zależnych i bezproduktywnych. Działalność pożyteczna gospodarczo nie ogranicza się do udziału w rynku pracy.

*

Rozpowszechnione przekonanie o ekonomicznym fun­da­men­cie społeczeństwa jest bezzasadne.

*

Zadanie 95: Budowa szpitala dla chorych psychicznie kosztuje 6 milionów marek. Ile domów mieszkalnych po 15 000 marek można by wybudować za tę kwotę?
     (niemiecki podręcznik, 1935)

*

Czy znają państwo pojęcie biowładzy?, zaczynam najprościej, jak umiem.
     Odpowiadają, że tak. Ale wyczuwam z tonu, widzę po minach, że raczej nie. Mowa niewerbalna jest starsza niż ta druga, może dlatego bardziej się jej ufa. A może z tego powodu, że trudniej w niej kłamać.

Barbara Woźniak, Niejedno,
Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2021.
(wyróżnienie własne)

Niestety w dydaktyce i w praktyce lekarskiej dominuje podejście biomedyczne. Pacjenci traktowani są pater­na­li­stycz­nie, ciała chorych są uprzedmiotawiane, w pro­ce­sie te­ra­peu­tycz­nym często nie szanuje się podmiotowości i intymności drugiego człowieka, co w szczególności uderza w grupy niemające głosu, a więc najbardziej bezbronne i podatne na tego rodzaju nadużycia: w pacjentów całkowicie lub częściowo niekompetentnych, w osoby starsze, a także w grupy nieuprzywilejowane, takie jak kobiety, mniejszości seksualne, etniczne, w przedstawicieli niższej klasy społecznej.

*

Podczas całych studiów przyszły medyk ma szansę ze­tknąć się z etyką raz, dwa lub najwyżej trzy razy, w pier­wszych latach kształcenia (o ile wybierze taki fakultet). Kończąc studia, prawdopodobnie nie będzie nic pamiętał.
     Do tego etyka nie budzi entuzjazmu, dopowiadam sobie w głowie, już nie na papierze. Większym powo­dze­niem cieszą się zajęcia z samoobrony przed agre­syw­nym pacjentem. Czyli takim, który zapomniał, naj­pew­niej chwilowo, pod wpływem emocji, że pa­syw­ność poddawanego obróbce przedmiotu, pokora i uniżoność to cechy, które są bardzo pożądane i pomocne w trakcie przechodzenia przez tryby machiny służącej przy­wra­ca­niu zdrowia. Niezbędne nawet.

*

Trzeba się przygotować na tę podróż. Jednak.
     Nazwałem ją podróżą wędrowca do zmierzchu.

*

Dobry pacjent – to taka rola. Scenariusz jest bardzo prosty. Kładzie nacisk na powinności, o pra­wach zwykle się milczy.
     Dobry pacjent nie truje pretensjami. Nie wyraża zdzi­wienia. Nie okazuje emocji. Robi notatki. Nie filo­zo­fu­je. Nie zadaje krępujących pytań. Rozumie zawiłe terminy. Pracuje nad sobą. Jest uprzejmy. Zmienia nawyki. Ma zdrową wątrobę i wypchany portfel. Jest rozrzutny, nie może być sknerą. A jeśli nie ma pie­nię­dzy, nie żal mu pamiątek rodzinnych. Ukrywa roz­cza­ro­wa­nie i lubi pielgrzymować. Cierpliwy jest. Nie unosi się gniewem. Nie pamięta złego. Wszystko znosi. Wszyst­kie­mu wierzy. We wszystkich pokłada nadzieję. Wszystko przetrzyma.
     No i najlepiej, żeby nie był chory.

(tamże)

czwartek, stycznia 20, 2022

4517. 20/365

     — Musi pani…
     — Proszę?

Nie było mnie w urzędzie dziesięć lat — zmieniły się mebelki, pojawiły się numerki, urzędnicza mentalność drgnęła, ale ma jeszcze przed sobą długą drogę.

20/365

poniedziałek, stycznia 17, 2022

(4502+14). Zielnik (XXXIV)

Najpierw o niej czytałam. Potem Saxifraga upewniła mnie, że jadalna jest ta piękność. Na koniec wypatrzyłam ją zatrzymaną w pikselach Thorstena.

     — Wróć, wróć, wróć! — krzyczało coś we mnie. — Musisz ją tu mieć!
To mam.

Po obu stronach ścieżki rozciąga się dywan świecącego na zielono szcza­wi­ku zajęczego, zrywam kilka listków i wkładam sobie do ust. Ma kwasko­wa­ty smak, taki sam jak w lesie, w którym bawiłyśmy się w dzieciństwie, ale trudno przełyka się rozmiękłe listki, dlatego je wypluwam. Stella patrzy na mnie rozbawiona.
     – Można je dodać do sałatki – mówi.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Thorsten, fragment.

Thorsten:
Szczawik zajęczy

4515. Bo Barnes…

La Belle Époque — nie sięgnęłabym po książkę o niej. Szaleństwa La Belle Époque — mowy by żadnej nie było. Ale jest Julian Barnes i intrygująca okładka, i ibuko­skne­ra, który upolował książkę przy okazji czarnych piątko-weekendów pod koniec zeszłego roku.

Historyczna ignorantka we mnie zachwyciła się nieoczywistością otwarcia opo­wie­ści i chwilę trwało nim dotarło do mnie, że książka ta to przygoda z historią, plotkami i mentalnością belle époque w rolach głównych. Zdjęcia znanych osób wypadające z czekoladek Félixa Potina — majstersztyk! — prototyp nadciągających pod koniec XX wie­ku osób (znanych z tego, że są znane), które reklamują papier toaletowy?

To opowieść-przykład o tym, że każda epoka rządzi się własną szajbą.

Szowinizm jest jedną z form ignorancji”. Pisałem tę książkę w ostat­nim roku przed pełnym złudzeń, masochistycznym wyjściem Wiel­kiej Bry­tanii z Unii Europejskiej. A maksyma doktora Pozziego często przy­cho­dzi­ła mi na myśl, ponieważ angielskie elity polityczne, niezdolne myśleć po euro­pej­sku (niechętne temu albo zbyt na to głupie), nieustająco zachowywały się tak, jakby utożsamiały to, czego same chcą, z tym, co ma się wydarzyć. Angli­cy (nie chodzi o ogół Brytyjczyków) często chełpili się swoim wyspiar­skim ro­do­wo­dem, brakiem zainteresowania „innymi”, preferując trywialne żarty i bezzasadne oszczerstwa.

*

Zdanie Barbeya d’Aurevilly także pasuje tu jak ulał: „Anglia, ofiara swo­jej historii, zrobiwszy krok ku przyszłości, teraz cofnęła się i przy­siadła w swo­jej przeszłości”. […]  Jestem synem nauczycieli ję­zy­ka obcego, których – gdyby żyli – zasmuciłby spadek poziomu nau­cza­nia języków nowożytnych. „Och, wszyscy mówią teraz po angielsku”, często słychać te pełne samozadowolenia słowa. Ale jak każdy nauczyciel lub student języków wie, rozumieć obcy język oznacza rozumieć tych, którzy się nim po­słu­gują; a co więcej, rozumieć, jak oni po­strze­ga­ją i rozumieją twój kraj. To rozwija wyobraźnię.

*  *  *

Belle époque była okresem wielkiego bogactwa dla bogatych, władzy spo­łecz­nej dla arystokracji, niepohamowanego, wyrafinowanego sno­bizmu, karkołomnych ambicji kolonialnych, mecenatów artystycznych i po­je­dyn­ków, których skala przemocy często bardziej odzwierciedlała indywidualną wybuchowość niż urażony honor. Nie można powiedzieć nic dobrego o I woj­nie światowej, ale przynajmniej zlikwidowała większość tych zapędów.

*

W 1905 roku, kiedy wprowadzano zmiany w Kodeksie Napoleona, Hervieu był członkiem komitetu, który miał dokładnie zbadać i, jeśli to konieczne, przeredagować artykuł 212: „Mąż i żona są sobie wzajemnie winni wier­ność, wsparcie i pomoc”. Hervieu zasugerował dodanie jednego słowa: „miłość”. Komitet, przypuszczalnie uznając, że owe trzy wymogi to ma­ksi­mum tego, co jakiekolwiek małżeństwo jest w stanie udźwignąć, odmówił przyjęcia jego rekomendacji.

*

Medycyna była w rozkwicie, jeśli chodzi o postęp i pomysłowość, i Pozzi, który napisał ponad czterdzieści artykułów na temat leczenia ran po­strza­ło­wych i innych ran wojennych, był w tej dziedzinie głównym ekspertem. Lecz broń stawała się coraz skuteczniejsza, podczas gdy ciało ludzkie zachowało swoją pierwotną wrażliwość. Zapewne często przychodziło to Pozziemu na myśl.

*

Słynne było oburzenie amerykańskiego chirurga Charlesa Meigsa (1792–1869), kiedy zasugerowano, że on i jego koledzy powinni myć ręce przed operacją. „Lekarze to dżentelmeni”, twierdził uparcie, „a ręce dżentelmenów są czyste”.

*

Tracisz nogę i pocisk, ale zyskujesz żółwia: w literaturze faktu jest więcej niepewności niż w fikcji.

*

Mój drogi i nieodżałowany Pozzi zwykł zapewniać mnie [Roberta de Montesquiou]  , że po przebudzeniu z trudem powstrzymywał radość odczuwaną na myśl o wszystkich pociągających rze­czach, które ten dzień miał dla niego w zanadrzu […].

*

Ale trudno nam uniknąć patrzenia z dzisiejszej perspektywy i odczytywania dzisiejszych emocji u tych, którzy się w nas wpatrują. […]  w pewien sposób próbujemy przywrócić ich do życia, prowadzić z nimi bezgłośną rozmowę; mamy wrażenie, że oni także patrzą na nas. I podczas tej wymiany możemy błędnie przyjąć, że ich uczucia to wersja naszych uczuć – lub też za­sta­na­wiać się, jakie byłyby nasze uczucia, gdybyśmy się znaleźli na ich miejscu; a także, że są w jakiś sposób tak samo zainteresowani nami jak my nimi.

*

Nie wiemy.
     Czasami wszystko sprowadza się do pytania: kto z nich rządzi? I czy oni robią to, co sądzą, że robią?

*

Pewnego razu naoczny świadek oskarżył Daudeta o kłamstwo. „Oczywiście kłamię”, odpowiedział Daudet. „Gdybym nigdy nie kłamał, byłbym zwy­kłym rozkładem jazdy pociągów”.

*

Istnieją plotki, istnieją też plotki na temat seksu. Plotka na temat seksu ma to do siebie, że każdy w nią mniej lub bardziej wierzy (nawet jeśli udaje, że nie), ponieważ zawsze wydaje się prawdopodobna. Niekoniecznie dlatego, że plotka potwierdza pewne istniejące wcześniej poszlaki (chociaż może); ale raczej dlatego, że seksualne zwyczaje istot ludzkich są tajemnicą, lecz taką, która po „ujawnieniu”, ujawnia szerszą tajemnicę ludzkiej oso­bo­wo­ści. Och, to wszystko tłumaczy – teraz rozumiem, oczywiście, teraz wszyst­ko ma sens.

*

Dlaczego teraźniejszość tak łatwo ocenia przeszłość? Jest zawsze jakaś neurotyczność w teraźniejszości, która uważa się za lepszą od przeszłości, ale nie potrafi przezwyciężyć dokuczliwego lęku, że może to nieprawda. Stoi za tym jeszcze jedno pytanie: jakie mamy prawo do tego, żeby oceniać? Jesteśmy teraźniejszością, a to jest przeszłość: zazwyczaj większości z nas to wystarcza. Im dalej odchodzi przeszłość, tym atrakcyjniejsze staje się jej upraszczanie. Jakkolwiek wielkie byłoby nasze oskarżenie, przeszłość nigdy nam nie odpowie, zachowa milczenie.

*

Każdy praktykujący powieściopisarz zna dowcipną, choć poważną odpo­wiedź, kiedy o jego fachu dowiaduje się ktoś dopiero poznany. „Chyba mu­szę uważać na to, co mówię, prawda?”; albo czasami: „Mam dla pana świetną historię”. Ty odpowiesz (no dobrze, ja odpowiem): „To tak nie działa”, ponieważ to tak nie działa.

Julian Barnes, Mężczyzna w czerwonym płaszczu,
przeł. Iwona Chlewińska, Świat Książki, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

C’est bien bô! (To taaakie piękne!).

*

Niektórzy zamkną książkę, którą trzymają w rękach, i jednocześnie zamkną swoje umysły; inni zostawią je otwarte i pełne zadumy.

*

[…]  często zanim prawdziwa miłość się zacz­nie, jest wiele „myślenia o tym, że kogoś kochasz”.

(tamże)

4514. Złota Siekiera 2022 — Nominacja (#1)

logo new balance Nie ma to, jak dać się zaskoczyć. Tym razem niemile. Sadownik chciał przy okazji rzucić okiem. Trampki. Nienajtańsze. I co? I sprawa prosta jak sznurek w kie­sze­ni. Trampek na rzepy lub gumki nie ma w ofercie — nie tylko w tym konkretnym sklepie, ale w ogóle w tej firmie — upewni­łam się. Osoby z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi i kobiety w trze­cim trymestrze ciąży nie potrzebują sportowego obuwia, bo każda brana na serio osoba, kura przez wu, musi sobie ra­dzić ze sznu­rów­kami. Naprawdę? Ableizm powszedni w praktyce życia.

New Balance—Old Ableism.


Złota Siekiera 2022

sobota, stycznia 15, 2022

4513. Zielnik skrzydeł (II)

Piękno absolutne! Jak dla mnie niewyobrażalne.
Wspomnienie z mazurskiej wsi wprost.

Dawny zielnik piór od jakiegoś czasu w bezszelestny sposób stał się synonimem zielnika skrzydeł, zauważyłam. Czas więc porządnie liczyć.


fot. Thorsten, fragment.

Thorsten:
Piórolotek pięciopiór
łac. Pterophorus pentadactyla
Piórolotek śnieżynka

piątek, stycznia 14, 2022

4512. O partnerstwie

Sadownik & Jabłoń:
(mkną obok siebie po centrum handlowym, by zrobić
zdjęcie do nowego drzewkowego dowodu osobistego
)

Sadownik:
(z lekkkością pcha prawą ręką
ferrari bez przystawki
)

Jabłoń:
(zachwycona, że jest obok Sadownika;
odpowiedzialna za sterowanie rękoma
)
To się nazywa partnerstwo!
Ty pchasz, ja steruję.

środa, stycznia 12, 2022

4511. 12/365

byłaby dumna z każdego pra­wi­dło­wo po­sta­wio­ne­go przeze mnie przecinka — ustaliliśmy z Białym Krukiem. zna­lazł przepis kreślony Jej ręką. literki Mamy Orzeszka mu­szę tu mieć.

12/365

4510. U Białego Kruka (XC)

Biały Kruk niepocieszony. Jeden puzzel nie pasuje. Dwóch dodatkowych brakuje. Skończone, wrócą do inwestora. Jabłoń zachwycona, widzi tylko potencjał w brakach.

Tradycyjnie, z każdymi skończonymi puzzlami jesteśmy bliżej wiosny. Na żurawie już czekam.


fot. Biały Kruk.

wtorek, stycznia 11, 2022

4509. 11/365

żadnego problemu z feminatywami nie było, ponieważ okazało się, że plejada figur wewnętrznych, które mają do powiedzenia tylko: nie tak, bez sensu, źle, nie dość dobrze, za póżno, za wcześ­nie, za mało, za dużo, to w moim przypadku sami męż­czyź­ni (o!). dumni z siebie opresorzy, ustawieni w szeregu, re­pre­zen­tu­ją przekrój mę­skiej Rzeczypospolitej Polskiej przez wieki — jest z sumiastymi wą­sa­mi i buzdyganem, jeden z sza­blą, inny z kijem bejs­bo­lo­wym, facet z siekierą i taki z ma­czu­gą. w pęczku dość osobliwi, nie przyjmują do wiadomości, że ży­ję w XXI wieku, więc trudno było mi tego nie sko­men­to­wać:
     — ho, ho, panowie, wolne żarty!

11/365

4508. Opróżnianie filiżanki wrażeń

Intensywne trzy dni trzymały mnie skutecznie z daleka od czasu spędzanego wy­łącz­nie w swoim towarzystwie — czasu, którego potrzebuję jak kania dżdżu. Potrzebuję odparować, przemyśleć, poczuć, przeżyć do cna, dowiedzieć się, co ja o tym wszyst­kim myślę. W moim przypadku to wymaga czasu — nie ma drogi na skróty.

Upuścić tę książkę tutaj, ale jak? Zachwycić się czytaniem o pisaniu? Mało! Nad­mie­nić o słowach, które, choć dawno temu (przed internetem) ułożone w rządek zdań i aka­pi­tów, wciąż są aktualne? Mało! Wspomnieć, że Autorka swoje wiedziała na te­mat choroby neurodegeneracyjnej? To chyba ważne tylko dla mnie. Mało? To niech będzie to wszystko razem. Plus dwa zdjęcia, które robią mi różnicę, więc chcę je tu mieć pod ręką.

Jej narracyjna literatura faktu to pytanie o prawdę. […]  prawda jest tymczasowa, a jedyną rzeczą, która ją potwierdza, jest to, kim jesteś w chwili pisania tego czy tamtego tekstu, a twoje radości, skłonności i uprzedzenia też są częścią pisarstwa.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  część wyjątkowego charakteru dzieł Didion wiąże się z jej odmową udawania, że nie istnieje.
// Hilton Als w Przedmowie.


fot. Thea Goldberg,
[dostęp: 9.01.2022], źródło.

*

[…]  niepokój potrząsa prętami klatki codzienności […].
// Hilton Als w Przedmowie.

*

Jako dziecko karmiono ją stałą dietą złożoną z mitów – mitu o krzepkich indywidualistach, zachodniego mitu o dążeniu do celu. […]  I to Eduene [Mama] dała pięcioletniej Joan dziecięcy notes w linie, żeby przestała na­rze­kać i zapisywała, co ją dręczy.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  niektórzy z nas walczą w te same dni, kiedy inni upa­dają […].

*

Pewnym sposobem, w jaki dzieci trzymają się krawędzi świata, jest wiara w to, że znajdują się w jego centrum. […]  Dorastając, człowiek w sposób nie­unikniony zaczyna dostrzegać, że odległość między miejscem, gdzie stoimy na stałym gruncie, a całkowitym wypadnięciem przez krawędź świata jest niezwykle mała, a my i inni ludzie, nie mó­wiąc już o naszych rodzicach, jesteśmy postrzeleni i samotni, bo wszyscy ta­cy jesteśmy.
// Hilton Als w Przedmowie.

*

[…]  Didion, rzeźbiarka słów w granicie konkretu […].
// Hilton Als w Przedmowie.

*

Why I Write. Mamy tu trzy niedwuznaczne słowa, które współdzielą pewien dźwięk, a mianowicie:
     ja
     ja
     ja
.
     Pod wieloma względami pisanie to akt mówienia „ja”, narzucania się innym ludziom, twierdzenia: posłuchaj mnie, zobacz to na mój sposób, zmień zdanie. To akt agresywny, nawet wrogi. Jego agresywność można ukrywać jak tylko się chce pod osłoną zdań podrzędnie złożonych, przy­da­wek i nieśmiałych trybów łączących, za po­mo­cą elips i uników – za pomocą całej tej maniery sugerowania zamiast twierdzenia, czynienia alu­zji za­miast oświadczania – ale nie da się obejść faktu, że umieszczanie słów na pa­pie­rze to taktyka ukradkowego tyrana, inwazja, narzucenie wrażliwości pisarza czytelnikowi w jego najbardziej prywatnej przestrzeni.

*

Piszę wyłącznie po to, by dowiedzieć się, co myślę, na co patrzę, co widzę i co to oznacza. Czego chcę i czego się obawiam.


Joan Didion
(1934–2021)

fot. Autor(ka) nieznan(y/a), fragment,
[dostęp: 9.01.2022], źródło.

*

Wszystko, co wiem o gramatyce, to że jest nieskończenie potężna. Zmiana struktury zdania zmienia znaczenie tego zdania, tak samo nieodwołalnie i nieugięcie, jak ustawienie aparatu zmienia znaczenie fotografowanego przedmiotu. […]  Układ słów ma znaczenie, a pożądany przez siebie układ znajdziecie w obrazie tkwiącym w waszych głowach. To ten obraz dyktuje układ. To obraz dyktuje, czy będzie to zdanie podrzędnie złożone, czy nie, zdanie kończące się twardo czy wygasające stopniowo, długie czy krótkie, aktywne czy bierne. Obraz mówi wam, jak ułożyć słowa, a układ słów mówi wam, albo mnie, co dzieje się na obrazie. Nota bene:
     Mówi wam.
     A nie wy mówicie jemu.

*

[…]  co mi chodziło po głowie, a nie, o co mi chodziło […].

*

„Jeśli powiesz za dużo, tracisz część tej tajemnicy”, powiedział kiedyś Robert Mapplethorpe dziennikarzowi BBC, który chciał porozmawiać o jego pracy. „Chcesz mieć możliwość skorzystania z magii chwili. To właś­nie gorączka uprawiania fotografii. Nie wiesz, dlaczego tak się dzieje, ale się dzieje”.

*

Uczyń miejsce dostępnym dla oczu, a pod pewnymi względami nie będzie już dostępne dla wyobraźni.

*

Był to człowiek [Ernest Hemingway], dla którego słowa miały znaczenie. Pra­co­wał nad nimi, rozumiał je, dostawał się do ich środka. […]  Albo ci za­le­ży na interpunkcji, albo nie, a Hemingwayowi zależało. Albo ci zależy na „i” oraz „ale”, albo nie, a Hemingwayowi zależało.

*

Szukam tego, co nieoczekiwane. Szukam rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem.
// Robert Mapplethorpe

Joan Didion, Powiem wam, co o tym myślę,
przeł. Jowita Maksymowicz-Hamann,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

*

Jabłoń:
Kotku, mam problem
z feminatywem od „proroka”.

Sadownik:
Wróżka?!?

*

Joan Didion była prorokinią w 1968, pisząc poniższe sło­wa, smutne bardzo i tak bardzo prawdziwe w trzecim dzie­się­cio­leciu XXI wieku w kraju nad Wisłą:

[…]  mówię tu o czymś otępiającym i kuriozalnym, o nie­zdol­ności nas wszystkich do rozmawiania ze sobą w jakikolwiek bezpośredni sposób, o porażce ame­ry­kań­skich gazet, jeśli chodzi o „nawiązanie kontaktu”.

*

[…]  problem polega nie tyle na tym, czy ufa się informacjom, co na tym, czy się je znajduje […].

(tamże)

piątek, stycznia 07, 2022

4507. 7/365

nic się nie zmieniło. a
zmieniło się wszystko.
jestem.

7/365

4506. Nim nadejdzie jutro

Przez przypadek odkryta. Z premedytacją zamówiona. Trzeba było tylko poczekać, by przyszła. Przyszła. Piękna. Nic dodać, nic ująć, poza anegdotą o poczuciu wieku.

     — To Helmut jeszcze żyje? — błysnęło zachwytem Drzewko w rozmowie z Białym Krukiem kilka dni temu. Pytanie wydało się Białemu Krukowi absurdalne, ale Hel­mut Drzew­ku — prawie czterdzieści lat temu, gdy zrobił w konia dziewczynkę, z któ­rej miała wy­ro­snąć Jabłoń — wydawał się wtedy staruszkiem (!). Miał wówczas, jak do­li­czy­li­śmy się z Białym Krukiem, czterdzieści pięć lat.

     — Są takie książki, których nikt nie wypożycza? — zdziwiła się Anna.
     — Owszem, i to całkiem sporo.
     — A dlaczego nikt nie chce ich czytać?
     — Bo wielu ludzi nie ma pojęcia, co im przechodzi koło nosa
— po­wie­dzia­ła cicho pani Monsen.

*

Anna się zamyśliła.
Skoro niszczono książki, których nikt nie czytał, to znikali również istniejący w nich ludzie.
Jak liście jesienią.
Liście więdną.
Potem rozsypują się w pył.
A później znikają na wietrze. Na zawsze.
To straszne.

*

I zaczęli.
A potem wydarzyło się mnóstwo rzeczy.

*

Waldemar często chodził z babcią na wycieczki do zaczarowanego lasu.
Podczas tych wycieczek mówił babci o tym, jak bardzo boi się starości.
Babcia zapewniała go, że nie ma się czego bać.
Na starość też może się zdarzyć wiele ciekawych rzeczy.

*

     — Jesteś mądrzejsza niż wyglądasz — stwierdziła.
     Teraz to Anna puściła do niej oczko.
     — Myśli pani, że wyglądam na niemądrą?
     Pani Monsen odmrugnęła.

*

Uśmiechał się on [Milton Berg], i uśmiechnęła się pani Monsen. Chociaż razem mieli ponad sto lat.

*

Jutro skończę dziesięć lat, pomyślała. Boję się tego.
Ale jak mogę się bać czegoś, czego nie znam?

*

     — Ile pani ma lat? — spytała.
     Pani Monsen popatrzała na nią trochę zdziwiona.
     — Za tydzień kończę pięćdziesiąt.
     — Czy pani się tym martwi?
     — A dlaczego?
     — Bo będzie pani stara.
     Pani Monsen zaprzeczyła.
     — Nie, jestem po prostu bardzo ciekawa.

Ze mną też tak jest, pomyślała nagle.
Przecież nie wiem, co przeżyję jutro.
Przecież jutro jeszcze nie żyłam.

Klaus Hagerup, O dziewczynce, która chciała ocalić książki,
ilustr. Lisa Aisato, przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Nie wiedziała, czy to sen, czy to jawa.
Jedno i drugie i tak było prawdziwe.

(tamże)

czwartek, stycznia 06, 2022

4505. 6/365  //  Panna cotta (XIX)

     — masz tam skrzydło? — zapytał Akuszer, wskazując palcem prze­strzeń nad jej prawym ramieniem.
     — tak — odpowiedziała z pewnością w głosie. a zaraz potem, przy każdym ruchu skrzydła, czuła, że wraca do życia.

6/365

Stadio, Ballando al buio.

ballando al buio
in silenzio, in silenzio
ti bacio piano

(4502+2). Zielnik skrzydeł

Są w tej książce również skrzydła. Klik, klik i okazało się, że jako dziecko, nie znając jej imienia, spotkałam tę motylą piękność. Pamiętam mój ówczesny zachwyt. Teraz i motyl, i zachwyt wrócili do mnie książką. Magia, ale i proszenie się o wiosnę.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a), fragment,
[dostęp: 6.01.2022], źródło.

Kiedyś w ogrodzie znalazłyśmy gąsienicę, gruba i owłosiona siedziała na ga­łęzi, […] w leksy­ko­nie owadów sprawdziłyśmy, co to za gąsienica: nie­dźwie­dziów­ka, zimuje pod postacią gąsienicy, było napisane, że żywi się liśćmi wierzby, zna­laz­ły­śmy wobec tego wierzbę w lesie i karmiłyśmy gą­sie­ni­cę, a ta pożerała wielkie kęsy liści, słychać było, jak gryzie, słuchając te­go, zanosiłyśmy się chichotem.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Andrzej Tokarski,
[dostęp: 6.01.2022], źródło.

Niedźwiedziówka nożówka,
niedźwiedziówka kaja

(4502+1). Zielnik (XXXIII)

Dużo w tej książce roślin. Może właśnie już tak będzie czasem. Nie bieganie po świe­cie, nie cyk, tylko między literkami odnalezione. Miejmy nadzieję, że będzie nie tyl­ko tak. Hawk!

     – Trifolium pratense – mruczy Stella, poprawiając zwisającą główkę kwiatka.
     – Mądrala. – Gabriel się uśmiecha. […] Stella zna naukowe nazwy wszystkich roślin, czasami ma się wrażenie, że ona nawet nie wie, że je wypowiada.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a),
[dostęp: 4.01.2022], źródło.

Koniczyna łąkowa,
(koniczyna czerwona)

łac. Trifolium pratense

4502. Na drugim brzegu

Wtedy zaryzykowałam. Zaraz potem zaznaczyłam tę do upolowania. Długo biernie czekałam, aż przyszedł ten dzień, gdy ibukosknera się ożywił i chwilę przed świę­ta­mi dał znać, że już, teraz, natychmiast. Nie było na co czekać, nabyłam; na moim sto­siku czy­tel­ni­czym tylko chwil­kę na mnie poczekała, a teraz jest już po. Czy ja już upra­wiam bulimiczne czytanie (termin wyjęty z tej opowieści)?

Lubię szorstkość tej prozy. Lubię nieoczywistości, niezamknięte wątki, niena­chal­ność wniosków, do których dojdę albo nie; myśli, na które sobie pozwolę lub nie. Lubię i tyle.

„Ptasim szlakiem”, pamiętam, jak po raz pierwszy usłyszałam to wyrażenie […]  – to najkrótsza droga między dwoma miejscami, droga, którą obie­ra­ją ptaki. […]  „ptasim szlakiem” było bliżej.

*

Zegar na ścianie znów głośno tyka, wydaje mi się, że jakoś nieregularnie, niektóre sekundy trwają za długo, jakby wska­zów­ka wahała się przed każdą nową sekundą, nie­pew­na, czy chce wejść w przyszłość, czy nie.

*

     – Nie.
     – Dlaczego nie?
     Wzdycham, nagle przypominam sobie, jaka potrafi być upierdliwa, choć sama tego nie zauważa.

*

[…]  ostatecznie wolę pociąg od samolotu, to mniej brutalne. Człowiek zdąży przyzwyczaić się do myśli, że jest w drodze.

*

Stwierdził: „Przecież to niepotrzebne”, a ja odparłam, że to nieprzyjemne, jak wraca się do ciemnego domu. Wtedy się uśmiechnął, skwitował naszą sprzeczkę jakimś „nie bądź śmieszna”, grzecznym, wręcz czułym tonem, ale który jednocześnie pokazywał, że nie ma zamiaru zostawiać zapalonych lamp i że muszę sobie z tym jakoś poradzić.

*

     – No to na zdrowie – mówi, podając mi kieliszek.
     – Czyje?
     Uśmiecha się.
     – Nie wiem. Twoje.
     – Moje?
     Wzrusza ramionami.
     – No to moje?

*

     Nigdy nie przepadałam za storczykami, uważam, że są trochę obrzy­dli­we, namacalnie organiczne.
     – Czy to pasożyt? – pytam.
     Linda się uśmiecha.
     – Nie. Epifit. To nie do końca to samo. Rosną na drzewach, ale nie wy­sy­sa­ją z nich soków. Korzystają z nich tylko po to, by móc się piąć wyżej i do­trzeć do światła.

*

[…]  rozłamuję łykowatą łupinę, aż z idealnym oporem się otwiera, uka­zu­jąc połyskujący ciemny kasztan w białym puchowym miąższu. Wyj­mu­ję go i wkładam do kieszeni, zamykam na nim dłoń. Gładki i zimny, niemal ole­i­sty, jakie to przyjemne uczucie.

*

     – Jak się pani czuje? – pyta.
     Wygląda, jakby naprawdę chciała wiedzieć, w przeciwieństwie do Gab­rie­la, który cały czas o to pyta, nie przejmując się odpowiedzią. Chociaż i ja tak robię, za każdym razem przyjmuję jego „dobrze”.

*

Otwieram okno i go przywołuję, a on natychmiast biegnie do drzwi i za­czy­na miauczeć. Wpuszczam go, a on ociera mi się o nogę. Jest mokry, na ca­łym futerku ma krople wody, wygląda, jakby ktoś go obsypał dia­men­ta­mi. Odrywam kawałek kuchennego ręcznika i delikatnie przeciągam nim po je­go grzbie­cie, kot rzuca mi zdziwione spojrzenie.

*

     – Jak się czujesz?
     Wzruszam ramionami.
     – Nie wiem.

Therese Bohman, Utonęła, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

wtorek, stycznia 04, 2022

4501. 3–4/365

forma przemocy, forma obrony,
narzędzie w rozwoju duchowym.

trzy zastosowania,
jeden instrument?

milczenie.

3–4/365