sobota, sierpnia 08, 2020

3896. 221/366

wilegiatura, dzień pierwszy. szpitalną wylinkę zrzucić, obrazy przemocy strukturalnej spod powiek usunąć. dojść do siebie.

221/366

3894. Czytana tam (I)  // Druga z trzech

[K]lik, klik i […] dowiedziałam się, że mam zaległości czytelnicze (nomen omen, trzy!) — napisałam, po przeczytaniu pierwszej wiele miesięcy temu. Dlaczego nie wzięłam zaraz potem do ręki drugiej i trzeciej, nie mam pojęcia.

Gdy kończyłam powieść, która testowała moją cierpliwość, wiedziałam — ku własnemu zdziwieniu — że chcę powieść, powieść męską dłonią nakreśloną, chcę i już! Szybko przypomniały mi się włoskie zaległości.

Druga z trzech była pierwszą połkniętą z rozkoszą w tamczasie. Nie znam innego pisarza, który potrafi uchwycić w słowa drżenie życia wewnętrznego człowieka. Pomysł na fabułę fantastyczny i od początku do końca wyłącznie rozkosz, która za nic miała szpitalną pande­rze­czy­wi­stość.

     — Nie, nie o to chodzi, po prostu nie chciałbym jej urazić. Koniec końców mówimy o pieniądzach w zamian za nagie ciało.
     — Jasne, jeśli tak pan to widzi…
     — Tak
jest.
     — Nieprawda. Tylko taki zakompleksiony purytanin jak pan może ująć to w takich sposób.
     — A zna pani lepszy?
     — Jasne.
     — Słucham.
     — „Czy w zamian za pięć tysięcy funtów pozwoli się pani oglądać przez trzydzieści dni, czas niezbędny, bym mógł przelać na papier pani tajemnicę?”. Nie takie trudne do powiedzenia. Niech pan poćwiczy przed lustrem, pomaga.
     — Pięć tysięcy, sporo.
     — Co, znowu pan zaczyna?
     Jasper Gwyn popatrzył na nią z uśmiechem i wielką sympatią. Przez chwilę myślał, że z nią wszystko byłoby prostsze, doskonały początek nowej pracy.
     — Niech pan da spokój, za stara jestem. Nie powinien pan zaczynać z kimś starym, to zbyt trudne.
     — Pani nie jest stara. Pani nie żyje.
     Starsza pani wzruszyła ramionami.
     — Umieranie to tylko szczególnie precyzyjny sposób starzenia się
.

*

Co jakiś czas w głosie starszej pani pojawiał się nauczycielski ton. Owa szorstkość, z jaką podchodzi się do spraw, które leżą na sercu.

*

Nagle zrozumiała, a spadło to na nią jak grom, bo czasami tak piorunują nas rzeczy, które rozumiemy długo po czasie, choć zawsze mieliśmy je przed oczami, wystarczyło tylko dobrze się przyjrzeć.

*

Zatrzymujemy się na myśli, że jesteśmy postacią uczestniczącą w jakiejś przygodzie, dajmy na to zwyczajnej, a powinniśmy zrozumieć, że jesteśmy całą historią, a nie tylko jedną postacią. Jesteśmy lasem, po którym ona chodzi, złym bohaterem, który ją oszukuje, chaosem wokół, napotkanymi ludźmi, barwami, dźwiękami.

*

Patrzył na nich. Przez długi czas. Aż w końcu dostrzegał w nich historię, którą byli.

*

     — Kiedyś mi powiedziałeś, że wykonanie komuś portretu to sposób na to, by go sprowadzić do domu. Czy to prawda?
     — Tak, coś w tym stylu.
     — Sposób, by sprowadzić go do domu.
     — Tak
.

*

Potem siedzieli przez dłuższą chwilę w milczeniu, każde zatopione we własnych myślach, jak para, która kocha się od tak dawna, że nie musi już rozmawiać.

*

     — Nie bądź gamoniem.
     — Nie będę.
     — Czy już ci mówiłem, że cię kocham, brachu?
     — Dzisiaj jeszcze nie.
     — Dziwne
.

*

Do czego jesteśmy zdolni, pomyślała. Dorastamy, kochamy, rodzimy dzieci, starzejemy się — będąc jednocześnie również gdzie indziej, w czasie zatrzymanym przez nieotrzymaną odpowiedź czy niedokończony gest. Ileż ścieżek pokonujemy i w jak różnym tempie podczas pozornie jednej podróży.

*

Bo to nie są jakieś czary-mary. Porównać to można do przejścia przez pustynię albo wspięcia się na górę. Nie można tego dokonać w salonie […].

Alessandro Baricco, Mr. Gwyn,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

Pięknie tu, powiedziała starsza pani w wodoodpornej chustce na głowie.

*

To nie może się udać, powiedziałaby pani w wodoodpornej chustce.
     Ale świat jest dziwny i się udało
.

(tamże)

3895. Chrystus stoi za nami murem!

Kopernik złożyła zawiadomienie do prokuratury albo (źródła nie podają zbyt precyzyjnie) osobiście udała się na komendę, by donieść, że została zbez­czesz­czo­na — jakie pięknie szeleszczące patriotycznie słowo! W jej ślady pobiegła warszawska Syrenka, bo poczuła się zbrukana. Wytrzymałam oba te fakty, nie zabierając głosu.

Gdy jednak dziś jakiś prawicowy pionek powiedział, że sprofanowano symbol religijny, jakim jest Chrystus, dokonał się akt obrazy moich uczuć religijnych i głos muszę zabrać. Symbolem religijnym to może być smoleński wrak, gest Lichockiej czy kłamstwa Pinokia, a Chrystus żadnym symbolem nie jest. Chrystus na jednej ławeczce z Buddą siedzą i nie mogą uwierzyć, że ludzie ludziom piekło w XXI wieku urządzają jak za starych „dobrych” czasów, nie pamiętając o historii, która się z nimi łączy.

Gdyby dziś zstąpił z nieba, sam rozdawałby tęczowe flagi i stał w jednym szeregu z tymi, którzy żądają równych praw dla wszystkich ludzi (jeśli ze zrozumieniem czytać Pismo Święte). Nie zmieniłby tego fakt, że uczucia religijne rządzących w tym kraju są delikatniejsze od uczuć kogokolwiek innego i z tego powodu (znów patriotyczny szelest) szczuje się bardziej prawych na tych, co im się praw zupełnie bezprawnie (zdaniem tych bardziej prawych) zachciało.

Choć prawa człowieka w tym kraju wydają się konstrukcją prawną należącą się wyłącznie białym­-heteroseksualnym­-mężczyznom­-aktywnym­-seksualnie­-kato­likom, są niezby­wal­nym prawem każdego człowieka, również kobiet, dzieci i osób 2SLGBTQQIA oraz kobiet i mężczyzn 2SLGBTQQIA, heteroseksualnych kobiet i dzieci, mimo że rządzącym od dziesięcioleci nie mieści się to w głowach.

To zdjęcie jest dla mnie zdjęciem roku 2020. We mnie budzi nadzieję.


fot. Marta Bogdanowicz / Spacerowiczka, źródło.

I nie daj zawłaszczyć Chrystusa polskim pseudokatolikom. Pamiętaj, że Chrystusem się bywa — może często, ale na pewno tylko na milisekundy — gdy dajesz coś z siebie, nie oczekując nic w zamian. Jak to? Tak to.

piątek, sierpnia 07, 2020

(3892+1). 217–220/366

szpital to… czekanie i bycie obdzieranym żywcem z godności. robią to młode istoty zaraz po uczelniach wyższych. uczą się sztuki, nim jeszcze trafisz na oddział.

217/366

szpital to… infantylizacja. na poziomie mistrzowskim: przy­trzy­ma pani rączkę, nie będzie bolało (wiadomo, że będzie), nie ma co płakać. a ja tę sześćdziesięciosześcioletnią kobietę, co płakała, kurwa, rozumiem.

218/366

szpital to… żołnierski ton i krzyk. jeśli masz trudność w wer­bal­nym udzieleniu odpowiedzi lub potrzebujesz na to czasu, jesteś przygłucha, trzeba się drzeć — proste! na neurologii, kurwa, naprawdę?

219/366

infantylizacja i żołnierski ton — jak ja bym chciała zobaczyć, jak te „narzędzia kontroli” używane są w pozaszpitalnym świecie z rów­nym sobie zawodnikiem. bardzo bym chciała i uśmie­cham się do tej fantazji — wyobrażasz to sobie? koń by się śmiał i śmiał, a ja patrzyłabym z lubością, jak ktoś dostaje w zęby (werbalnie lub niewerbalnie), bo mu się, kurwa, naprawdę należy!

220/366

[suplement 24.01.2026]
Szpitale, szpitale, szpitale. Gdy o nich myślę, to zawsze mam ciarki na ple­cach. To miejsce, które za każdym razem uświadamia mi, jak bardzo je­stem zależny od innych. Jak kruche jest moje zdrowie i życie. A także jak łatwo pozbawić mnie moich praw, a nawet człowieczeństwa.

Warto w tym miejscu pochylić się nad nielegalną praktyką wyrzucania opie­kunów osób z przewlekłymi chorobami z oddziałów, niemal siłowego odseparowywania nas od nich, co notabene nikomu nie służy. Ani pa­cjen­tom, ani personelowi medycznemu. Nasi opiekunowie często stanowią nie­ocenioną pomoc dla medyków, ułatwiają wzajemną komunikację, wspo­ma­ga­ją ciężką pracę pielęgniarek i pielęgniarzy. Jednak z jakichś bliżej nie­okre­ślo­nych względów (ambicjonalnych?) ich obecność jest nie­mi­le wi­dzia­na. Uznawana za coś nagannego, podważającego lekarski autorytet. Coś, do czego za żadne skarby świata nie można dopuścić. Jest to również eg­zek­wo­wa­ne w niezwykle brutalny sposób. Na porządku dziennym są groźby, kłamstwa, szantaż, krzyk. Opiekunowie w obliczu takiego po­stę­po­wania dają za wygraną, nie wytrzymują presji.

Tymczasem według prawa nikt nie może ich stamtąd wyrzucić ani tym bardziej oddzielić od osób, którymi od lat się opiekują. Niestety rzadko o tym wiemy, nie jesteśmy o tym właściwie poinformowani. […]  Prawa pacjenta nie pozostawiają tutaj jednak żadnych wątpliwości. Otóż: „Przez dodatkową opiekę pielęgnacyjną sprawowaną nad pacjentem małoletnim lub posiadającym orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, w pod­miocie leczniczym, o którym mowa w art. 33 ust. 1, rozumie się rów­nież prawo do pobytu wraz z nim przedstawiciela ustawowego albo opie­ku­na faktycznego”. Ten ustęp pokazuje czarno na białym, że wszelkie próby wypraszania opiekunów ze szpitalnych oddziałów są cał­ko­wicie bezprawne i nie powinny mieć miejsca.

Wojciech Sawicki, Życie na kółkach,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[suplement 5.06.2026]
[…]  po­dejście, utrwalające oddzielenie ciała od duszy i umysłu, sprzyja złe­mu traktowaniu chorych i ich odczłowieczaniu. Postawa ta, w połączeniu z opisaną wcześniej mentalnością podszytą chęcią dominacji, pokazuje, jak nonszalancko i bezceremonialnie można się z pacjentem obchodzić — ni­czym z jakąś maszyną — lub też jak można w jego obecności mówić o nim tak, jak gdyby go tam nie było.

Wobec lekarza zawsze jest się w pozycji kogoś słabszego: bo przecież cierpi się na mniej lub bardziej poważne schorzenie, kończące się niekiedy śmier­cią; bo przecież on dysponuje wiedzą, której nam brakuje, a jeśli w czyjejś mocy jest nas uratować, to tylko w jego; bo przecież my leżymy, a on nad nami stoi — jak zauważał [Pierre (1939–1988)] Desproges. Owa sytuacja bezbronności powinna jednak skłaniać lekarzy do okazywania pacjentom przynajmniej odrobiny życzliwości, nie zaś do skazywania ich na jeszcze większą bezradność.

Uderzające jest to, że medycyna skupia w sobie nadal wszystkie te aspekty nauki, które zrodziły się w epoce polowań na czarownice: jest w niej agre­syw­ny duch podboju i nienawiść do kobiet; wiara we wszechmoc nauki oraz tych, którzy się nią zajmują, a także w możliwość oddzielenia ciała od umysłu, w chłodną, wyzbytą jakichkolwiek emocji racjonalność.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

3892. Tam (XVII)




poniedziałek, sierpnia 03, 2020

3891. Skończona jeszcze tu

Czwarta z czterech skończona! Prawie dwa miesiące mi zajęła, przy czym większość tego czasu z doskoku. Czterdzieści procent książki czytałam przez pięćdziesiąt pięć dni z uporem wynikającym wyłącznie z faktu, że Autor w wywiadzie z 2019 stwier­dził, że to jest jego najlepsza powieść.

Żadnej książce w moim życiu nie dałam tak długo trwającej szansy. Dla równowagi ostatnie czterdzieści procent czytałam — nie! — pochłonęłam w zastraszającym tempie (niepełne dwa wieczory). Dobra książka, ale nie najlepsza Autora.

Lubię takie zakończenia, zachwyciłam się swoistą inkrustacją, jaką jest dla mnie rozmowa głównego bohatera z matką pod koniec (sic!) książki. Warto zajrzeć, ale dobrze, że nie czytałam jej jako pierwszej — nie dałabym rady, nie chciałoby mi się nawet dowiedzieć, że Autor uznał tę książkę za swoją najlepszą.

Dla mnie najlepszą pozostaje (bezapelacyjnie) Znajdź mnie — choć jeszcze wszystko może się zmienić, bo jedna powieść wciąż przede mną (mam ją zaznaczoną do upo­lo­wania).

Czy jej życie było zawszonym okopem udającym elegancki butik? Może — powiedziała. Niektórzy z nas spędzili w okopach całe życie. Niektórzy z nas zmagają się i żyją nadzieją, i kochają tak blisko okopów, że cali nimi cuchną.

*

[…] nasze ciała znają nas lepiej niż my sami […].

*

Starałem się stąpać jak najostrożniej. O ile jedna część mnie nie wiedziała, dokąd zmierzam, o tyle inna czuła, że celowo wkraczam na grząski grunt.

*

     — Szukam swojej gwiazdy. — Zmień temat, idź dalej, daj temu spokój, zasłoń się dymem, powiedz cokolwiek.
     — Więc teraz nagle mamy swoje gwiazdy?
     — Jeśli mamy jakieś przeznaczenie, to mamy też swoje gwiazdy
.

*

[…] nie boję się rozczarowania, boję się, że otrzymam coś, na co nie zasługuję, i nie wiedziałbym, co z tym zrobić, a już na pewno nie potrafiłbym o to codziennie walczyć.

*

     — Czyli jak: ty niby wiesz, czego chcesz?
     — A ty?
     — Chyba tak. Chciałem tego od samego początku i doskonale o tym wiesz.
     — Wcale nie. Pukasz do drzwi, ale sam nie jesteś pewien, czy chcesz, żeby ci otworzono.
     — A ty?
     — Ja nie pukam. Już sobie otworzyłam. Ale fakt, nie weszłam jeszcze do środka
.

*

Zostawiłam ci milion wiadomości, tyle że nie raczyłeś ich sprawdzić.
     Nie sprawdzałem właśnie z obawy przed tym, że żadna wiadomość nie będzie na mnie czekać
.

*

     — Nie wiesz, czy będzie jeszcze jakieś jutro?
     — A ty wiesz?
     — Niczego nie obiecuję.
     — Ja też nie. — Przemawiała przeze mnie buta.
     — Printzu, czasami sam nie wiesz, co wygadujesz
.

*

[…] nie miałem już nic do stracenia, żadnej godności, żadnej amunicji, ani kropli wody w tykwie, i czułem, że warto cisnąć resztki dumy w ogień, tak jak w bardzo zimny dzień przemarznięty ubogi poeta mógłby rzucić w płomienie swój manuskrypt, żeby się ogrzać, odnaleźć miłość, wzgardzić sztuką i pokazać przeznaczeniu coś takiego, że nieźle by się zdziwiło.

*

Oto były słowa, którymi odznaczał czas w tej prywatnej księdze, w której prowadzimy rejestr tego, co tracimy, co nam się nie udaje, jak się starzejemy, dlaczego dostajemy tak niewiele z tego, czego pragniemy, i czy nadal mądrze jest czekać na coś lepszego, bo przecież radzimy sobie z życiem danym nam do przeżycia i z tym, którego nie przeżyliśmy, i z tym, które przeżyliśmy połowicznie, i tym, które chcielibyśmy nauczyć się przeżywać, kiedy mieliśmy jeszcze czas, i tym, które chcielibyśmy napisać od nowa, gdybyśmy tylko mogli, i tym, o którym wiemy, że pozostaje i może na zawsze pozostanie nienapisane, i tym przeżytym lepiej i mądrzej od naszego, którego życzymy innym […].

*

Któregoś dnia przyjdę tutaj posprzątać, powybierać odłamki jej życia, jego życia — gorzej, swojego własnego życia. Bóg jeden wie, na co się natknę, czego nie jestem gotów znaleźć.

*

Czasami — mówi — nie chcemy już nigdy kogoś widzieć z obawy, że nadal nam na nim zależy. Albo innym na nas. Czasami odwracamy się od przeszłości i spoglądamy ze wstydem gdzie indziej. Ale niewielu z nas całkowicie o niej zapomina. Znajdujemy innych ludzi. Najtrudniejsze jest zacząć od początku z tymi resztkami, które nam za każdym razem pozostają.
     
[…]
     Gasi niedopalonego papierosa. Spogląda na mnie, a potem poza mnie.
     — Poznałam kogoś.
     Matka kogoś poznała
.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

[…]  powściągam podekscytowanie i uciekam do pokoju, żeby się opanować. Tymczasem nieznajomy bierze moje szybkie wyjście za obojętność albo gorzej — za arogancję. Ja chciałem, żeby wywabił mnie z sypialni, podczas gdy on chciał zobaczyć radość i wdzięczność. Kiedy wreszcie nie mogę wytrzymać i pytam kogoś, czy to prezent dla mnie, słyszę: „Pewnie tak”, ale gość już wyszedł i zabrał paczkę ze sobą.

*

[…] nigdy nie stańcie się widmami, znaczącymi swoje lata kolejnymi warstwami rdzy, póki nie zacznie się przez nie przesączać woda, a wy przemienicie się w zwykłe koryta, puste kadłuby uwięzione na mieliźnie po wielu złych zakrętach i płytkich zakolach, aż stracicie panowanie nad swoimi sterami i rdza nie będzie już całkiem wasza, i przestaniecie pamiętać, że kiedyś byliście statkami — to wasza podróż jest prawdziwa, nie moja.

(tamże)

3890. Zielnik (XIV)

Cywilizowana (na oko) obok półdzikiej udawała dziką. Czy rośliny mogą marzyć o byciu kimś, kim nie są?

Jeśli tak, ja je troszkę rozumiem — jako dziecko marzyłam o kręconych włosach i stu pięćdziesięciu centymetrach wzrostu. Nie mam ani jednego, ani drugiego — jestem nieporzeczką.

Ale, ale. Myślę, że i rośliny, i ludzie lubią wiedzieć, kim są. Dziewczyny ci pomogą — dałam znać roślinie.

Profesora Saxifraga:
Żeniszek meksykański

3889. Zielnik (XIII)

Półdzikie (na oko) z uporem maniaka udaje cywilizowaną roślinę. Pojedyncze kwiatki na długich nóżkach lubią być od siebie daleko. Testowały mnie i bezczelnie zapytały, jak im na imię. A ja nie wiedziałam i nie wiem.

Dziewczyny będą wiedzieć — poinformowałam zielsko.

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(narzędzie podsunęła i cyk)
Gaura biała
[29.01.2021]

3888. 216/366

     — mam dość — powiedziała. bólu i kalectwa. i walki z wiatrakami.

216/366

*

[…]  rozdrapywałem to w kółko, odłamek po odłamku, przyjmując prawdę w maleńkich dawkach, tak jak zażywa się truciznę, aby od niej nie zginąć.

*

     A mogłabyś mnie teraz po prostu pocałować i skończyć tę dyskusję?

*

[…]  jest tyle rzeczy, o które tak trudno mi poprosić, Claro, ponieważ prosząc o zwykłe, proste drobiazgi, ujawniam więcej, niż kiedy proszę o coś ważnego.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

niedziela, sierpnia 02, 2020

3887. Oni

Apus i Oś — podziwiam obu, choć żadnemu prosto w twarz tego nie powiedziałam, bo o miłości nie tylko mężczyznom czasem głupio wspomnieć.

Apus oczami Autora dał się już poznać ciut bliżej. Który raz patrzę na ten świeżutki portret? Bez znaczenia, bo niezmiennie uśmiecham się na widok atrybutu pięć­dzie­się­cio­latka, tak delikatnie, ale stanowczo nakreślonego.


Oś.

3886. Jasny gwint!

Ona. Z niejedną Boginią (a nie tylko z Bogami) umie rozmawiać. Nudna trochę, bo od zawsze rozmawia wyłącznie o miłości. Na cokolwiek innego szkoda Jej czasu.

Gapię się na ten obraz od wczoraj. Gdyby musiał mieć tytuł — obrazy czasem zmusza się do posiadania tytułów — brzmiałby on: Miłość. I Bóg mi świadkiem, ile perspektyw skrywa. Hawk!


Kaan.

*

W sztuce chodzi o jedno: bezpośrednią rozmowę z Bogiem w Jego własnym języku, z nadzieją, że słucha.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

3885. 215/366

nieuleczalna choroba nie pyta: ogranicza, zabiera, anektuje. jednak nie jest w stanie pozbawić tego, co w naszym życiu jest dla nas samych naj­waż­niej­sze. już to wiem, dotarło do mnie, poczułam.

215/366

sobota, sierpnia 01, 2020

3884. Róbmy narodowcom falę!

Mitomance Terlikowskiej zawdzięczam od prawie pięciu lat profesora Obirka. Profesorowi Obirkowi (nie tylko) zawdzięczam powrót do znanego i lubianego hinduskiego jezuity Anthony'ego de Mello. W latach, gdy po niego sięgałam, nie miałam pojęcia, że był jezuitą, a że hinduskim i ciut wyklętym przez Watykan to dopiero u prof. Obirka przeczytałam.

Coś mnie tknęło w połowie przebudzonej żaby… klik, klik. O, TEGO nie znam! Klik, klik, mam. Jeszcze TEGO nie prze­czy­ta­łam i długo nie przeczytam, bo nie śpieszę się wcale, ale ten kawałek zrobił mi dzień, jakbyśmy powiedzieli w drugim najpolsko-patriotycznym języku ojczystym. Muszę mieć ten fragment pod ręką!

Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie klient, jest wyzdrowienie. On nie chce wy­zdro­wieć, chce doznać ulgi.
     Eric Berne, jeden ze znamienitszych psychiatrów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ujął to bardzo obrazowo. Prosił, żebyście wyobrazili sobie klienta, który jest zanurzony po nos w szambie. Tak, nazywał to płynnymi ekskrementami. I ten klient przychodzi do lekarza, i wiecie, co mu mówi? Prosi lekarza: — Czy mógłby pan mi pomóc, aby ludzie nie robili fal
?

Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 30, 2020

3883. 212/366

niech ten dzień wybrzmi pełnią.
niech gada do mnie. niech go usłyszę.

212/366

Michel Godard, Soyeusement.

3882. Szach i mat

Sadownik & Jabłoń:
(lubią zabawę w trudne pytania,
którą zwykle uprawiają w samochodzie
)

Jabłoń:
(poszukuje inspiracji w radzeniu sobie
z postępującym kalectwem fizycznym
)
Co byś powiedział komuś, kto ma tak jak ja?

Sadownik:
Zapytałbym: na czym ci zależy?

sobota, lipca 25, 2020

3881. Polska wierszem oglądana

Poleciałam na psa i kompozycję z okładki. Zbyt wiele sobie po ilustracjach obiecywałam i rozczarowałam się okrutnie: zbyt dużo detali, zbyt mało przestrzeni na domysły i emocje. Gusta i moje osobiste guściki, ale znalazłam dwa rysunki, które robią mi emocjonalną różnicę. Jestem więc na plusie, tylko muszę to jeszcze z Kaan przegadać, bo może nie doceniam czegoś, czego nie umiem dostrzec.

A wiersze? Pierwszy raz w życiu czytałam pisany wierszem komentarz do życia społecznego. Nie mam wątpliwości na kogo w drugiej turze wyborów prezydenckich głosował poeta. Nie spędza mu snu z powiek fakt, że długo jeszcze licealiści nie będą czytać jego wierszy, ale nas powinno to przynajmniej troszkę martwić.

A wydawnictwo? Jak zwykle na wysokości zadania stanęło. Papier, światło, przestrzeń — wszystko to w tym tomiku jest.

Zło odejdzie i będzie
wymienione na zło.
I wtedy powiedzą:
zawsze byli przeciw
temu złu, co odeszło.
Nowe zło jest lepsze.
Ale o co ci chodzi
?

*

Polska dziesięć
Albowiem trzeba się bać. Twarz ma
przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą.
Twarz ma w odwiecznym grymasie
jak u rodzącej kamień. Jak u
piszącej esemesa w nieznanym języku.

I trzeba się bać. Teraz miłość jest bezsilna,
jest tylko w deklaracjach
oraz deklamacjach. Wszelkie poranne złudzenia
przemieniają się w gorzki wieczór. Jest
później, niż myślicie.

*

Mowa nienawiści
Pouczający poniedziałek, wieje,
grzmi. Wracam z psem ze spaceru,
pies w panice sunie
pod ścianą kamienicy, idzie baba
i przez komórkę gada, pies w panice sunie,
a baba idzie psu naprzeciw, idzie
i mówi: „Jeszcze czego, psu nie
będę ustępować!”. Zagadka: na jaką
partię ta baba głosowała? I dlaczego to jest
tak oczywiste, jasne? Czy dlatego, że
jestem złośliwym oraz złym człowiekiem?
Skąd aż tak dobrze to wiem? Czemu się nie mylę?
Och, pouczający
poniedziałek
.

*

Auta się boją, że zmokną, więc zapierdalają.
Płoszą staruszków na przejściach, którzy nie wyczuwszy
właściwej odległości, mogą zginąć lub polec,
to zależy. A w autach też są ludzie, którzy
jeszcze pożyją, z ludzkością ich wiąże
fakt posiadania przenośnych telefonów, przez które
właśnie główne problemy ludzkie omawiają
.

*

Czas potrzebuje czasu, potrzebuje ochrony,
[…].

Gdzieś są
maleńkie drzwi
.

I nikt nikomu niech nie musi się przedstawiać, dawać poznać, niech wiedza o każdym obecnym jest już w nas od samego początku, od momentu, kiedy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi usiedliśmy na tych krzesełkach, nie czekając już na nic, nie bojąc się, nie łaknąc.

*

To już wczoraj! Już wczoraj w euforii
umarłem. Dzisiaj muszę obejrzeć te zwłoki
i je ostrzyc. I kopnąć w dupę. Jakoś uruchomić.
Bo jeszcze cykl depresji trzeba przecież odbyć
i kolejne euforie. Jeszcze nieskończone
zadanie: palec losu odgryźć,
środkowy palec
.

Marcin Świetlicki, Ale o co ci chodzi?, ilustr. Marcin Maciejowski,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2019.

piątek, lipca 24, 2020

3880. 206/366

     — tak. — odpowiedziała zapytana, czy jest coś intymniejszego niż seks lub gapienie się w niebo.
     — jest, oddech — dodała.

206/366

[suplement pikselowy: 21.04.2022]

wtorek, lipca 21, 2020

(3878+1). Bo to Ty…

Wybierając cytaty z tej książki, z premedytacją od razu dzieliłam je na dwie grupy. Ten wybór jest dla mnie ważniejszy, bo nie dotyczy instytucji, władzy czy świętego patrona pedofili.

Cytaty zebrane tu — w minimalnej liczbie, by nie rozwodnić — dotyczą drogi, którą idzie każdy z nas. Idziemy, potykamy się, podnosimy się i odkrywamy jakąś prawdę na temat naszego życia raz za razem — uczymy się otwartości na doświadczenie swoje i innych ludzi. Uczymy się wolno, wolniutko, każdego dnia.

[St.O.] A u mnie wstąpienie do zakonu miało związek z tym, że widziałem Kościół jako przekaziciela kultury, miejsce, w którym kultura znajduje schronienie.
     [A.N.] Szczególnie wśród jezuitów.
     [St.O.] Jezuici stanowili odpowiedź na najgłębsze tęsknoty, z których nie do końca zdawałem sobie sprawę, a których zaspokojenia szukałem w literaturze i teatrze. Chodziło o poważne potraktowanie podstawowych pytań egzystencjalnych.

*

[St.O.] […] z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że te rozmowy i lektury na temat religijnego wymiaru ateizmu były dla mnie przełomem. Do tej pory wydawało mi się, że utrata wiary w Boga to największy grzech, a nawet zbrodnia. I że ja temu grzechowi zacząłem ulegać pod wpływem pisarzy i filozofów, którzy mnie fascynowali.
     Dzięki jezuitom zrozumiałem, że rozmawianie i czytanie na te tematy to żaden grzech. To po prostu inny sposób szukania prawdy — uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym, który poszukuje
.

*

[St.O.] […] zetknięcie się z medytacją buddyjską pomogło mi odkryć, że istnieje religijność, której ścieżką poznania jest pogłębione wejście w siebie.
     
[A.N.] To jest ta nasza tytułowa „wąska ścieżka”. „Szeroka droga” zapełniona jest ortodoksją, ten typ religijności jest tyleż prosty, co bezbarwny.
     [St.O] Tak, podążanie „wąską ścieżką” jest o wiele ciekawsze. Jej praktykowanie może sprawić, że będziesz postrzegany jako apostata, odstępca czy nawet zdrajca. Podążanie nią może jednak doprowadzić do odkrycia czegoś, co dla innych nie będzie zrozumiałe.

*

[St.O.] Dużo się teraz mówi, że tradycyjne wyznania czy religie przeżywają kryzys, pomija się natomiast to, że dokładnie w tym samym momencie pojawiają się nowe typy wspólnoty, współodczuwania, które są owocem transgresji. Ktoś, kto w poszukiwaniu swojej prawdy potrafi się wznieść ponad fanatyczny judaizm, islam czy chrześcijaństwo, doskonale się odnajdzie w dialogu z kimś, kto ma za sobą to samo doświadczenie, choć wyszedł z innej tradycji. Dla mnie to jest coś szalenie pozytywnego.

*

[St.O.] Eklektyzm ma negatywny ładunek, bo brzmi jak konglomerat idei od Sasa do Lasa. Ja widzę to bardziej jako mozaikę, proces twórczy, którego efekt jest nieskończony, ale coraz bardziej wyraźny. Sądzę, że na tym polega dojrzałość — i ta intelektualna, i ta duchowa — że człowiek nie staje się wyznawcą czegoś, co zostało jakoś raz na zawsze ustalone, ale dojrzewa, jego spojrzenie się zmienia i staje się coraz bardziej pełne, coraz bardziej własne.

*

[St.O] Wiedział [jezuita George Coyne], że tak naprawdę podziały na wiarę i niewiarę są drugorzędne. Szukanie zrozumienia siebie nawzajem jest ważnym doświadczeniem duchowym.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

3878. Bo to Polska właśnie…

Trzecia, czwarta wciąż rozgrzebane, a do dwóch innych zaglądam bez żadnych wyrzutów sumienianapisałam. Ta była drugą z tych dwóch.

Nie śpieszyło mi się do niej. W dniu premiery zaznaczyłam do upolowania i cze­ka­łam na niską cenę, bo podtytuł nie zachęcał mnie do czytania — co mi po powodach, dla których prof. Obirek przestał księdzować.

Podtytuł nie kłamie, ale to nie książka-usprawiedliwienie lecz rozmowa z mądrym, oczytanym człowiekiem, który przemyślał i przeżył głęboko wiele. To książka, która uświadamia mi, że bliżej mi do katolicyzmu niż niejednemu polskiemu klesze.

[St.O.] Do dziś to zresztą widać, teologia jest poniekąd narzędziem ucisku i walki. Z jednej strony stygmatyzuje się bowiem tych wszystkich, którzy nie podzielają katolickiego światopoglądu jako ludzi niemoralnych, zdeprawowanych i ulegających obcym wpływom, a z drugiej — mobilizuje się opinię społeczną do masowych akcji poparcia dla Kościoła. Nigdzie indziej na świecie nie występuje to na taką skalę. Poza tym tylko w Polsce udało się konserwatystom katolickim uzyskać tak wielki wpływ na politykę.

*

     [St.O.] Wracając do Opus Dei — to stowarzyszenie stało się niezwykle wpływowe za Jana Pawła II.
     [A.N.] Ciekawy jest wątek związków Opus Dei z generałem Franco i z faszyzmem.
     [St.O.] Tak. Jak wiemy, Franco był, w przeciwieństwie do Hitlera i Mussoliniego, blisko Kościoła. Przedstawiano go nawet jako tarczę przed lewactwem.

*

[St.O.] Na świecie księża i biskupi rzadko już chodzą w długich sutannach. Biskupi na Zachodzie zwykle noszą garnitury. Polscy księża i biskupi są soczewką, która skupia w sobie najbardziej groteskowe cechy polskiego społeczeństwa. A to społeczeństwo ciągle szuka własnej tożsamości i — zamiast upatrywać ją w intelektualnych etosach pracy, wykształcenia, solidności, uczciwości czy też wierności swoim zasadom — poszło w kierunku szlacheckiego rozpasania, takiego „postaw się, a zastaw się”; nieważne, co robię, ważne, jak mnie widzą.

*

[St.O.] A co do Soboru Watykańskiego II, to on wyrósł właśnie jako próba nawiązania partnerskiego dialogu ze współczesną kulturą. Wojtyła w dużym stopniu tę kulturę odrzucał, by w ostatnich latach swego pontyfikatu ją stygmatyzować jako „cywilizację śmierci”.

*

[St.O.] Myślę, że ważnym źródłem tego, iż Kościół tak się broni przed nauką, jest obawa przed utratą monopolu na wyjaśnianie rzeczywistości.

*

[St.O.] Kościół polski […] absolutnie nie jest w stanie zaakceptować demokratycznych reguł gry i ciągle próbuje je podważyć. A czyni to, korumpując polityków, domagając się jakichś specjalnych przywilejów, bo inaczej będzie inkryminował takiego czy innego przedstawiciela władzy.
     To kaleczy demokrację. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją jak dziś — że Kościół domaga się penalizowania twórców spektakli, które w jego mniemaniu są gorszące. To się dzieje, jak sądzę, dlatego, że gdzieś w tle jest właśnie przeświadczenie, że Kościołowi należy się więcej niż innym.
     
[…] Historia pokazuje, że Kościół nigdy się nie zmienia, dopóki nie zostaje przymuszony do zmian. Nigdy nie są to dobrowolne ustępstwa, procesy emancypacyjne, gdy ludzie stopniowo wychodzą z roli wasala Kościoła lub kiedy otwierają się na świat, to jest uczą się języków, poznają inne kultury. Intelektualiści, a więc osoby, które rozumieją biologię, funkcjonowanie ludzkiego ciała, seksualność, mechanizmy ludzkich zachowań, nie będą przecież akceptować nauczania, a właściwie pseudonauczania księży, którzy wszystko tłumaczą diabłem, opętaniem, którzy chcą egzorcyzmować zamiast pozwolić na normalną terapię psychiatryczną.
     I ta forma emancypacji osób, które są wyposażone w aparat poznawczy, budzi w tym tradycyjnym i konserwatywnym Kościele poczucie największego zagrożenia. Hierarchowie wolą kontrolować wiernych i narzucać im pseudonaukowe prawdy
.

*

[St.O.] Jak każde społeczeństwo mamy tożsamość zbudowaną z mitów, a ich dekonstrukcja jest niezwykle trudna. Przekonali się o tym Niemcy, którym pożegnanie z mitem Tysiącletniej Rzeszy zajęło ładnych parę lat i było możliwe tylko wskutek wielkiej klęski tej idei. Polacy prawdo­po­dob­nie nie są jeszcze gotowi na pożegnanie z mitem nieska­zi­tel­nego Jana Pawła II. Nasza obywatelskość jest krucha, naznaczona totalitaryzmami i rozpaczliwie potrzebuje mocnej narracji. O tym, jak to się dzielnie sprzeciwialiśmy faszyzmowi, komunizmowi, że ponieśliśmy największe ofiary, a zaraz po „wyklętych” zwieńczeniem tej romantycznej narracji jest postać świętego Jana Pawła II, który jednoczył Polaków, obalił komunizm na świecie i pokazywał Zachodowi, jak żyć.

*

[St.O.] Dla Wojtyły katolik jest w posiadaniu prawdy, dla Bergoglia jest jej pokornym poszukiwaczem. Jak wiesz, idolem polskiego kleru jest Wojtyła, a nie Bergoglio.

*

[St.O.] Można mówić o dwóch rodzajach moralności: jednej, która obowiązuje wiernych i o której księża tak wiele na ambonie opowiadają, i drugiej, która jest dla wtajemniczonych, czyli właśnie dla kleru. Im wolno pić, gromadzić pieniądze, prowadzić rozwiązłe życie — i wara od tego innym! Jeśli się na to zwraca uwagę, jest się wrogiem Kościoła, a nawet nieprzyjacielem Pana Boga.
     To właśnie dziedzictwo Kościoła katolickiego, który bardzo przyczynił się do dwóch rzeczy trapiących polskie społeczeństwo: do braku refleksyjności politycznej czy religijnej oraz do układów towarzyskich, które niekiedy przypominają powiązania o charakterze wręcz mafijnym. Taki sam zarzut można było kiedyś sformułować pod adresem aktywu partyjnego, który z jednej strony walczył o „interes klasy robotniczej”, a z drugiej „dbał przede wszystkim o pomyślność partii i jej przedstawicieli
”.

*

[St.O.] Mamy obsesję pławienia się w tradycjach klęsk, wojen, tej całej martyrologii. Dla mnie ten „fenomen” to wynik lenistwa intelektualnego, które ma głębokie korzenie w naszej kulturze. To jest taki topos, pojawił się u nas już w schyłkowym okresie renesansu, gdy część kultury szlacheckiej odwróciła się od korzeni greckich i łacińskich i zaczęła doszukiwać się fantastycznych genealogii w prehistorii.
     [A.N.] Tę dość egzotyczną ideologię zwykliśmy nazywać sarmatyzmem.
     [St.O.] Ja bym ją nazwał antyintelektualizmem. Niechęcią do krytycznej refleksji nad samym sobą i własną tożsamością. Jan Stanisław Bystroń trafnie to określił jako megalomanię narodową połączoną zwykle z pogardą dla innych.

*

[St.O.] Niesamowite, że jest w naszej kulturze przyzwolenie na alkoholizm, a nie ma przyzwolenia na wielość opinii i na konstruktywną krytykę.

*

     [A.N] Nie zapowiadał się [M. Jędraszewski] na homofoba?
     [St.O] Absolutnie. Ale w pewnym momencie zadziałała niedobra reguła. Ubiorę ją w słowa pewnego znajomego księdza: piuska biskupia wpływa na intelekt. Mam wrażenie, że wielu biskupów, nawet profesorów, nie mówiąc już o mniej utytułowanych intelektualistach, po tym, jak zostało biskupami, przestało używać rozumu.

*

[St.O.] Chcę coś jasno powiedzieć, choć myślę, że dla wielu katolików nie będzie to przyjemne. Myślę, że instytucja kościelna żywi się takimi ofiarami, które — w ramach biernego podporządkowania się ideologii, wedle której najważniejsze jest dobro Kościoła — zapominają o tym, że często owo dobro oznacza ofiarę z własnego życia.

*

[St.O.] Musiałem sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, czy ten Kościół jest jeszcze mój, czy daje mi takiemu, jakim jestem, przestrzeń dla siebie. […] Bo człowiek, który żyje sfrustrowany w relacji absolutnie nierokującej, siłą rzeczy otwiera się na nowe możliwości. Kiedy ma absolutne przekonanie, że coś się wyczerpało, szuka miłości, wolności.

*

[St.O.] Ręce Kościoła są długie — w urzędach, na uczelniach, wszędzie.

*

[St.O.] Wymienię tu Michela Foucaulta i Pierre’a Bourdieu, którzy przenikliwie i bardzo racjonalnie pokazali, że sakramenty i różne rytuały kościelne nie pełnią żadnej funkcji w zbawieniu człowieka. Tak naprawdę służą z jednej strony kontroli społecznej, z drugiej zaś zabezpieczeniu dobrostanu Kościoła — bo były i nadal są odpłatne.

*

[St.O.] Był [x. Michał Heller] prawdziwym i utalentowanym kosmologiem, który wierzył, że piękno wszechświata jest najbardziej prze­ko­nu­ją­cym dowodem na istnienie Boga. Nie wdawał się w ideologiczne potyczki. Słynne były jego przyjaźnie z innymi astrofizykami i filozofami, które do dziś owocują dynamicznym rozwojem wspomnianego Copernicus Center. Dla mnie to wzór godny naśladowania. Szkoda, że nie Michał Heller, a Tadeusz Rydzyk jest dziś twarzą polskiego katolicyzmu.

Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem,
Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z kościoła,
Angora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

[St.O.] Powtarzałem często i tego się trzymam, że zrobiłem dwie mądre rzeczy w swoim życiu: wstąpiłem do zakonu i z niego wystąpiłem. Podtrzymuję to. Uważam, że człowiek ma prawo do błędów, a pewne wybory wyczerpują się.

*

[St.O.] Dla mnie ważniejsza była prawda, to, że nie będę udawał nikogo innego, niż jestem. Pamiętam rozmowy z ludźmi autentycznie przejętymi moją przyszłością. Padło pytanie: „A czy pan kogoś ma?”. Zapytała mnie o to znakomita socjolożka, profesor Hanna Świda-Zięba, z którą się przyjaźniłem: „Tak, mam”, odpowiedziałem szczerze. Ona mi na to: „To jest bardzo ważne, bo jak człowiek nie ma nikogo bliskiego, to źle mu jest na świecie”. Była ateistką, miała szerokie horyzonty. Dla niej kwestia wierności ślubom nie była w ogóle problemem. Ważne było tylko to, czy ja będę szczęśliwy. To były bardzo mądre słowa.

(tamże)

poniedziałek, lipca 20, 2020

(3875+2). Powidoki (II)

Matko, pomóż mi, jak kochać
Ponad moimi ludzkimi lękami,
Naucz mnie wszystkich radości życia,
Schowanych za zasłoną łez.

Daj mi odnaleźć przyjemność
Delikatnych rąk kochanka,
Pozwól mi poznać mądrość
Szacunku bez żądań.

O, Strażniczko Wybaczania,
Naucz mnie, jak widzieć
Poza drobnymi osądami,
Wspierając ludzką godność.

Nauczę się twej Mocy
Matki, kochanki, przyjaciółki,
Uczącej innych, jak kochać
I naprawiać złamane serca
.

Jamie Sams, 13 Pierwotnych Matek Klanowych, przeł. Maria Ela Lewańska,
CoJaNaTo Blanka Łyszkowska-Zacharek, Warszawa 2012.


Kaan.

(3875+1). Powidoki (I)

bez mężczyzn opowieści intymne zamierzchłe o mężczyznach. dzielenie się swoimi osobistymi historiami. prezent. bezcenne chwile.

trzy postawy. muszę je tu mieć i ONE o tym wiedzą.

chciałam być dziewicą w dniu ślubu.
duch hippy.
chciałam w trumnie nie być dziewicą!

ONE

piątek, lipca 17, 2020

3874. Pakując walizkę…

Jedziemy — zostawiając swoim mężów i partnerów – by mieć dla siebie czas […], siebie tam […] odwrócić w dobrą stronę wzrok // zostawić wszystko w tyle, tyle // bo może będzie lepiej pójść pod prąd. Podczas pakowania ta piosenka przedstawiła mi się i natychmiast mnie zagarnęła — samozwańczy, mój osobisty hymn nad­cho­dzą­ce­go wspólnego czasu w jednej przestrzeni (na ciut dłużej)… bez mężów i partnerów.

Rosalie, Moment.

3873. Wygrani przegrani

W tym samym dniu, gdy jako społeczeństwo przegrywaliśmy, Sadownik i ja kolejny raz mówiliśmy sobie „tak”. Kwiatom, które w tym dniu po raz osiemnasty, dziś musiałam „cyk”, bo jak wrócę w niedzielę, to już ich pewnie nie będzie.

3872. Zielnik (XII)

Znam te ozdobne liście, tzn. widziałam je w tysiącu miejsc. Znajoma bez imienia i bez mojej chęci pozyskania imienia.

Wczoraj dotarło do mnie, że te fioletowe kwiatki nie należą do innej ogrodowej rośliny, co zamieszkała pod naszym blokiem. Te fioletowe kwiatki, już na granicy przekwitnięcia należą do TYCH ozdobnych liści.

W takim razie to ja bym jednak chciała znać imię tej zieloności. Ciekawe, co na to powiedzą dziewczyny.

Profesora Saxifraga:
Funkia

poniedziałek, lipca 13, 2020

3870. 195/366

ukorzenić, zakorzenić. chwilę.
nie zadeptać i docenić.

195/366

3871. Zielnik (XI)

Im bardziej ignorowałam to zielsko, w tym większej liczbie miejsc na mnie napadało od wielu dni. Rozochocona polnym mleczem myślę sobie, że to polny rumianek. Zielsko nie potwierdziło. Że dzikie to pewnik, więc wiadomo, na czyje zielone oko* czekam.

_____________
* to have green fingers w wolnym tłumaczeniu, uwzględniającym okoliczności.

Profesora Saxifraga:
Przymiotno białe

Jabłoń:
(trochę jej przykro, że takie „bez skrzydeł”
to roślinne nazwisko, ale sprawdziła,
że rodzina astrowatych znów… i uśmiechnęła się
)

niedziela, lipca 12, 2020

3869. 194/366

ukorzenić jedną dobrą myśl o dniach, które przed nami. zakorzenić ją w sobie. tylko jedną, ale co dnia.

194/366

[suplement pikselowy: 19.05.2022]

3868. Zielnik (X)

Te kwiatowe nochale kiwnęły na mnie paluchem i… musiałam się zatrzymać, i cyk, i dziewczyny prosić o pomoc w ustaleniu zielonej tożsamości, co bezczelnie upomniała się o żółte, by zachować chronologię w zielniku, a nie wyrzucać, bo nieostre.

Detektywka Yuki:
(specjalizuje się tu w mniej dzikich)
Pstrolistka sercowata

3867. Zielnik (IX)


W zeszłym tygodniu zatrzymał mnie wspaniały cień tych kwiatów. Ale nieostre, skwitowałam po przyjściu do domu.

Nazywam tę roślinę szlachetniejszą wersją mlecza. Ma drobne płatki, mniejsze kwiaty, ciut inny kolor żółtego, na wysokich łodygach się trzyma. Imię z paszportu? Nie mam pojęcia. Liczę na Saxifragę, bo to dzika, czyli wolna roślina.

Wczoraj bez hipnotyzujących cieni, a ona wciąż uparcie nieostra i… muszę z tym żyć.

Saxifraga:
(nie kazała na siebie długo czekać)
rodzina astrowatych:
mlecz polny

Jabłoń:
(już teraz rozumie osobistą słabość do astrów,
mniszków i mleczy… to jedna rodzina robi jej ją
)

sobota, lipca 11, 2020

3866. Leczenie magią

Trzecia, czwarta wciąż rozgrzebane, a do dwóch innych zaglądam bez żadnych wyrzutów sumienia. Ta jest jedną z tych dwóch. Co zrobić, potrzeby Ducha za nic mają sobie liniowość, obowiązkowość i ge­ne­tycz­ne obciążenie po Orzeszku regułą zaczęłaś-skończ.

Gdy zajrzałam do darmowego fragmentu tej książki… szału nie było, ale zbliżały się urodziny Kaan (dzielimy miłość do literek Patti Smith)… więc dyskusji też nie było.

Biały Kruk, już to wiem, jest niecały tydzień starszy od Patti Smith i nie wiedzieć czemu, ma to dla mnie znaczenie — dwoje ważnych dla mnie ludzi jest z tego samego rocznika, niezłe! W tej książce jest sporo urodzin i rocznic. Najwięcej jest magii, której potrzebowałam bardziej niż powietrza.

Rok Małpy to również rok, w którym Patti Smith odbierała za Dylana nagrodę Nobla — nie ma o tym w książce ani słowa. Ile razy oglądałam, jak dopadła ją niemoc? Setki! I wciąż jestem pod wrażeniem Jej szczerości i serca. Przyszedł więc czas, by to tu mieć pod ręką. Jest moją Nauczycielką Magii i Serca.

Jakiś czas siedziałam, dumając, co dalej, aż wreszcie postanowiłam podążyć za impulsem, który weźmie akurat górę nad innymi. A więc za tym zwycięskim.

*

Marek Aureliusz. Otworzyłam jego Rozmyślania. „Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat dziesięć tysięcy”… Miało to jakiś straszliwy sens dla kogoś, kto jak ja wspiął się już wysoko po drabinie czasu i zbliżał się do siedemdziesiątki. Weź się w garść, powiedziałam sobie, po prostu rozkoszuj się ostatnimi chwilami sześćdziesiątego dziewiątego roku, świętą liczbą Jimiego Hendrixa, który na takie przestrogi miał własną odpowiedź: „Będę żył tak, jak mi się podoba”.

*

[…] cyknęłam zdjęcie polaroidem, a oderwana odbitka powędrowała do kieszeni.
     — Dziękuję ci, Motelu Marzeń – powiedziałam, trochę do powietrza wokół, ale trochę jednak do znaku.
     — Motelu
Snów! — wykrzyknął znak.
     — No tak, przepraszam — odparłam nieco skonsternowana. — Choć szczerze mówiąc, nic mi się nie śniło.
     — Czyżby? Nic a nic?
     — Nic a nic
!
     […]
     — A teraz?
     — Ten umysł! — krzyknęłam zrozpaczona, bo ruchome szkice mnożyły się w zastraszającym tempie.
     —
Przytomny umysł! — zachichotał znak triumfalnie.
     […] mózg, gdy naprawdę go rozruszać, uwrażliwia się na najróżniejsze sygnały… Nie miałam jednak zamiaru spowiadać się z tego wszystkiego jakiemuś znakowi.

*

[…] rozsiadłam się na ławce, żeby podumać o zeszłym wieczorze i jego ostrych krawędziach.

*

Dobry znak? Zły? Hm, zważywszy na ogólną kondycję świata, któż by je umiał rozróżnić?

*

Ogarnęło mnie złe przeczucie. Towarzyszył mu lęk, że zdarzy się coś prze­raź­li­we­go, czego zupełnie się nie spodziewam, albo co gorsza — że nie zdarzy się nic.

*

[…] tak to już z nim jest, że wciąż biegnie [czas], tyka sobie w najlepsze, i wciąż przybywa rzeczy, których nie da się zmienić ani nawet w porę zanotować.

*

     — Niektóre sny wcale nie są snami. To tylko inna perspektywa, z której oglądamy rzeczywistość.
     — Jak mam to rozumieć? — spytałam.
     — Ze snami jest tak, że równania rozwiązują się w nich zupełnie inaczej niż zwykle
[…].

*

Być może potrzeba przerwy, czegoś na kształt antraktu, może trzeba porzucić jeden scenariusz, by mogło rozwinąć się coś innego. Coś, co jest nieistotne, lekkie i całkiem nieoczekiwane.

*

Czasem w inny wymiar przenoszą nas najbardziej przypadkowe rzeczy.

*

Żadnych zasad. Żadnych zmian. Tylko że wszystko w końcu się zmienia. Taki już jest ten świat. Cykle śmierci i wskrzeszeń, choć nie zawsze tych, które sobie wyobrażaliśmy. Na przykład: wskrzeszeni możemy wyglądać inaczej, chodzić w ciuchach, w których nawet umrzeć byśmy nie chcieli.

*

[…] nic o mnie nie wiedział, ja o nim jeszcze mniej. Ale tak czasem bywa. Ktoś nie całkiem obcy staje się nam bliższy niż wszyscy inni.

*

[…] każda pusta strona jest obietnicą ucieczki, a pióro robi swoje […].

*

[…] i tomiszcze o geometrii euklidesowej. Wyciągnęłam to ostatnie. Gęsto ilustrowana książka, z której niewiele rozumiałam, ale starałam się coś wchłonąć.
     — Zginął mi ten płaszcz od ciebie — powiedziałam. — Ten czarny, który mi dałeś na urodziny.
     — Wróci – odparł.
     — A jak nie?
     — To będzie na ciebie czekał w przyszłym życiu.
     Uśmiechnęłam się, bo z jakiegoś powodu podniosło mnie to na duchu
.

*

To wszystko zdawało się tak bliskie: promienie słońca, ta słodycz, poczucie utraconego raz na zawsze czasu.

Patti Smith, Rok Małpy, przeł. Krzysztof Majer,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

Istnieje wiele prawd i wiele światów — oświadczył uroczyście znak.

*

Pamiętałam, że jako dziecko na spacerze z wujkiem stanęłam kiedyś przed podobnym wizerunkiem trzech małp. Którą chciałabyś być? — spytał. Tą, która nic złego nie widzi, tą, która nic złego nie mówi, czy tą, która nic złego nie słyszy? Trochę mnie wtedy zemdliło, bo bałam się źle wybrać.

*

Nie tylko odłamki miłości, jak by to ujął Sandy, ale cała czara.

(tamże)

* * *

Patti Smith na gali wręczenia nagród Nobla w 2016 roku.

* * *

Ufałam jego dłoniom na kierownicy. Kojarzyły mi się z innymi dłońmi — należącymi do dobrych ludzi.
     
[…]
     Mówił głównie on, o geometrii metafizycznej. Ten jego cichy, medy­ta­cyj­ny styl, jak gdyby wyciągał słowa z tajemnego schowka
. […]
     — Nie ma hierarchii. Na tym polega cud trójkąta. Nie ma góry, dołu, żad­nych stron, po których można by stanąć. Usuń z Trójcy etykietki Ojca, Syna i Ducha Świętego, a pod każdą podstaw Miłość. Rozumiesz już, o czym mówię? Miłość. Miłość. Miłość. Równowaga w całym naszym tak zwanym życiu duchowym
.

(tamże)

Autor(ka) portretu nieznan(y/a), 2016.

piątek, lipca 10, 2020

3865. 192/366  //  wybory 2020

kandydaci idą łeb w łeb i dlatego bez względu na to, kto wygra, jako społeczeństwo przegraliśmy z kretesem.

problemem nie jest przegrana, lecz to, że nigdy się do niej nie przyznamy. i niczego nie nauczymy się na przyszłość.

192/366

*

W Roku Szczura w ślepo wpatrzonym w Amerykę kraju powtórka z rozrywki:

Miałam złe przeczucia co do wyborów w Roku Małpy. Wszyscy mówili: nie martw się, wygra większość. Akurat, spierałam się, chyba ta milcząca, o wy­ni­ku przesądzą ci, którzy nie chodzą głosować. Ale czy można ich wi­nić, jeśli to wszystko stek kłamstw, wybór zatruty toksycznymi odpadami? Miliony utopione w bagnie plazmy, przepuszczone na niekończący się ciąg kłótliwych spotów. Doprawdy zmroczniały nam dni. Za te pieniądze można było zdrapać ołów ze ścian rozpadających się szkół, dać schronienie bez­dom­nym, oczyścić skażoną rzekę. Co tymczasem robią kandydaci? Jeden desperacko ładuje pieniądze w bagno, drugi wznosi puste gmachy na własną cześć, i wszystko to równie nieetyczne. A jednak, mimo wszelkich wątpliwości, zagłosowałam.

Patti Smith, Rok Małpy, przeł. Krzysztof Majer,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 09, 2020

wtorek, lipca 07, 2020

3863. 189/366  // wodorościk (XVII)

kolory wyblakłe. atrakcje mało atrakcyjne. żuławy psychiczne*.

189/366

__________
* lub morze Martwe, Dolina Śmierci czy Lammefjord.

sobota, lipca 04, 2020

3862. Zielnik (VIII)

Posadzone z premedytacją przez człowieka w osiedlowym kwietniku, który na pewno pamięta słusznie minione czasy. Zatrzymało mnie zielone życie i co mu zrobić. Kopnęło moją oso­bi­stą nie­czu­łość na zielsko w kostkę. A ja? Ja biegusiem na skargę do Saxifragi. Kto mnie kopnął w niewiedzę?

Jabłoń:
(miała nadzieję, że komuś
ten badyl nie da spokoju
)

Detektywka Yuki:
(pokonała google’a, co guzik
o roślinie wiedział, i 
voilà)
Scewola

3861. Zielnik (VII)

Bo cień tak pięknie układa się na papierze.
Bo książka, którą kocham. Bo TE kwiatki
nie pierwszy raz proszą, bym dowiedziała się, jak mają na imię.

Bez Saxifragi ani rusz, bo daje światu coś, czego nie daje nikt inny.


fot. Gepardzica, fragment.

Profesora Saxifraga:
(szybsza od światła)
no jak to, nie wiesz???
Goździk kartuzek

3860. Wodorościk (XVI)

Anyone who doesn’t believe in
miracles is not a realist
.

David Ben-Gurion
(1886–1973)

*

Baptiste Trotignon & Minino Garay, Jenny Wren.

poniedziałek, czerwca 29, 2020

3859. 181/366

leje. mocno, głośno, bez umiaru, świata nie widać i nagle znikąd to. bądź jak woda — nie ustawaj, nie zatrzymuj się, znajdź sposób.

181/366

3858. Kromeczki (XI)

Gdy pierwszy raz zobaczyłam to zdjęcie, byłam pewna, że odwrócone jest do góry nogami. Musiałam przyjrzeć się, by zobaczyć, że nic z tego — wszystko z tym zdjęciem jest w najlepszym porządku, góra na górze, dół na dole. Osiem kaczych nóżek — jak pięknie rzeźbi powierzchnię wody.


fot. Kaan, fragment.

Może moje życie, podobnie jak to zdjęcie, wcale nie stoi do góry nogami? Może to tylko takie wrażenie, które utrzymuje się na tyle długo, bym prawie w to uwierzyła.

3857. Kromeczki (X)

Powrót do, czyli klasyczna kromeczka.



fot. Kaan, fragmenty.

Gapię się. I natychmiast przypominają mi się słowa, którymi Tollini podzielił się ze mną wczoraj. On sam został nimi poczęstowany przez przyjaciela:

Rozejrzyj się wokół. Niczego, co Cię otacza, nie stworzyłaś. Na nic nie zasłużyłaś, ani nie zapracowałaś. Wszystko jest darem. Dlatego każdą kolejną chwilę witaj i przyjmuj z wdzięcznością, bo jest Ci podarowana za darmo — bez Twojego udziału.

piątek, czerwca 26, 2020

3856. Zielnik (VI)

Kwietne dzwonki nie porywają mnie wcale. Róż i fiolet też już nie. Nigdy nie mów nigdy! Wyrwał mnie ten ozdobny badyl na plamki wewnątrz kielichów. Jakby było mało, bezczelnie w kwadrat nie dał się zamknąć. Ma wewnętrzne piękno i moc, choć nie jest owadożerny (chyba).

To jakieś ogrodowe, ugrzecznione przez człowieka zielsko, ale co ma wpisane w dokumenty rodowe, tylko Profesora zielnika wie.

Profesora Saxifraga:
(przeszła najśmielsze oczekiwania Jabłoni)
Naparstnica purpurowa

czwartek, czerwca 25, 2020

3855. 177/366

chwile i doświadczenia, których nie sposób zamienić na słowa bez utraty informacji. bezcenne drobiazgi. życiowe drogowskazy.

177/366

Lars Danielsson, Liberetto.

*

Zamknij oczy, żeby łatwiej ci było zbliżyć się do tego, co w tobie święte.

Judith Orloff, Błogość życia, przeł. Magdalena Witkowska,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2020.

3854. Opierzony zachwyt (III)

Za naszym oknem dojrzewa teraz wiśniowe drzewko. Miesiąc z jedno­dnio­wym haczykiem temu wrona nie pogardziła czereśnią — napisała w tamtym czasie Saxifraga.

Pamiętałam o szpaku, a ta piękność wypadła z mojej pamięci? Nie może tak być. Jak dobrze czasem zrobić odrobinę porządku w elektronicznej poczcie.

Pół kilograma piękna. Monochromatyczny ptak. Jeszcze nie lubisz wron?


fot. Saxifraga, fragment.

środa, czerwca 24, 2020

3853. Opierzony zachwyt (II)

Wrony mają szczególne miejsce w moim życiu. Uwielbiam te monochroma­tycz­ne ptaki od dziesiątek lat, gdy odkryłam, że są w mieście cały okrągły rok i… dają radę.

To zdjęcie, jedno z wielu, leczyło mnie zachwytem w pandetamczasie. Czekało na mnie, na moją decyzję — w prawo czy w lewo? Najpiękniejsze to zobaczyć, że szary ptak (a) różowe ma jak ja czy ty, (b) gdy po raz pierwszy coś robi, pewności nie ma wcale, ale próbuje jak ty czy ja. Ja pewnie bardziej panikuję.

To zdjęcie łaziło za mną miesiąc i dwa dni — te dzieciaki dziś to już wspaniale latające ptaki, ale wtedy przymierzały się do swojej natury. Ten zbiór nieprzypadkowych pikseli przypomniał mi o innym odważnym ptaku, który został zatrzymany w pikselu przez Saxifragę. I stało się jasne, że zielnik piór — seria limitowana i ekskluzywna — już tu jest, zawsze pod ręką, po prostu klik.


fot. Saxifraga, fragment.

*

[…] wszystkie odpowiedzi są zwodnicze. Jeżeli będąc w czasie, za­da­jesz pytanie o to, co jest możliwe, odpowiedź jest prosta: wybór drogi leży przed tobą. Żadna z dróg nie jest zamknięta.

C.S. Lewis, Podział ostateczny, przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)