sobota, kwietnia 16, 2016

1771. W okolicach niegrzechów

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

„Trylogia”. Odwaga. Walka. Grzech. Walkę zostawiłam na koniec, zakładając, że będzie tak dobra jak Odwaga. Wzięłam się za Grzech. Grzech jest kobietą (?) Co za głupi tytuł, wręcz insynuacja. Natychmiast przypomniał mi się Marek Halter, którego zdjęłam z półki, by wygrzebać z jego książki najbardziej znaczące dla mnie zdania dotyczące grzechu.

W judaizmie, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, ludzie przez swoje słabości i błędy nie grzeszą, lecz dopuszczają się nieposłuszeństwa. […] sama Biblia czynu Adama i Ewy wcale nie uznaje za grzech. Zarzuca im natomiast nieposłuszeństwo. Innymi słowy, obarcza ich odpowiedzialnością… za dokonanie złego wyboru.

*

Podoba mi się myśl, że posłuszeństwo i nieposłuszeństwo to wzięcie na siebie odpowiedzialności, nie zaś dowód uległości wobec silniejszego i potężniejszego ode mnie. Jestem nieomal pewien, moi drodzy, że jesteście na to tak przeczuleni jak ja. Czy każdy z nas doświadczając ojcowskiego nakazu: „Masz słuchać!”, nie odczuwał nieprzepartej chęci zapytania: „ Dlaczego?”.

Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla moich chrześniaków,
przeł. Katarzyna Skawina, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001. (wyróżnienie własne)
Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla chrześniaków

Grzech. Reportaże. Z daleka śmierdziało mi tanim myśleniem i stereotypem. Uderzyło mnie, że wszystkie napisali mężczyźni. No tak, kto lepiej niż mężczyźni od wieków najlepiej, najpełniej i najpiękniej definiuje kobiece grzechy. Jeden z reportaży kompletnie nie trzyma jakiegokolwiek poziomu — Katarzyna W. wraca… komentarzami z sieci i wieściami z tabloidu — ja bym się wstydziła podpisać pod tym i jeszcze nazywać to reportażem, a pan autor się nie wstydził, pani prowadząca zbiór też nie, niesamowite.

Grzech. Reportaże. Mimo wszystko, kilka naprawdę dobrych w tej książce jest — nie jestem pewna czy o grzechu, na pewno nie o grzechu, co jest kobietą.

Pani Deptuchowa w ogóle uważała, że nadmiar wiedzy i kultury zabija w człowieku ducha, przysparza melancholii — każdy powinien w sobie pielęgnować odrobinę chama, a akurat pan Krzysio pielęgnuje całego.

*

Staruszka okrąża mnie, przyglądając się z podejrzliwością. Zatrzymuje się, gdy na stole zauważa plakietkę z napisem „Dziennikarz”. Recepcjonistka kazała mi ją przypiąć do piersi, ale zauważyłem, że na ludzi z plakietkami („Terapeuta”, „Pielęgniarka”, „Kuchnia”) pensjonariusze reagują jak kierowcy na policjantów — odruchowo robią się mniejsi.
     — A o co młodzieniec chce zapytać? — docieka zdziwiona pani.
     — O poczucie winy.
     — Dla młodzieńca jest na to za wcześnie. Niech młodzieniec poczeka jeszcze parę lat, a Bóg na pewno zaspokoi jego ciekawość.
     
[…]
     — Niech młodzieniec spojrzy na ten parking. Pusty. Widać, jak wielu młodych nie może udźwignąć czwartego przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. I nawet się nie dziwię. Ono nie jest na dzisiejsze czasy. Bóg dał nam je dawno temu, ale zapomniał go znieść, gdy człowiek stał się długowieczny.
     — Żyjemy teraz średnio siedemdziesiąt siedem lat, czyli o trzydzieści więcej niż nasi przodkowie na początku XX wieku — wtrącam.
     — Oni nie mieli pojęcia o prawdziwej starości, dlatego mogli być rozliczani z czwartego przykazania. Dzisiejszym młodym jedyne, co po nim zostało, to poczucie winy.

Ewa Wołkanowska-Kołodziej (prow. zbioru), Grzech jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.

(1767+3). Peregrynacja, dzień 96.

odzyskują mnie moje marzenia

piątek, kwietnia 15, 2016

1769. Off

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Większość mego życia, całe dorosłe, jest życiem bez telewizora. W trakcie czytania tej książki przestałam włączać radio. Wycofałam się do środka siebie. Zdystansowałam się wobec społecznego wymiaru życia. Na ściemę nie chcę marnować ani chwili.

[…] jedynym wyborem prawdziwie demokratycznym jest wybór przez losowanie.

*

Nie ma powodu, by gardzić demokratycznymi wyborami. Chodzi tylko o to, by obstawać przy tym, że nie są one same przez się wskazaniem Prawdy — przeciwnie, z reguły zmierzają do tego, by odzwierciedlać panującą potoczną opinię określoną przez rządzącą ideologię.

*

Kapitalizm jest wyjątkowy dlatego, że stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie wolności i równości z wyzyskiem i dominacją.

*

Słowa nigdy nie są „tylko słowami”. Mają wagę, bo definiują kontury tego, co możemy zrobić.

*

„Oprócz powietrza, ziemi, wody i ognia to pieniądz jest piątą naturalną siłą, z którą najczęściej musi się liczyć człowiek”. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, rzut okiem na ostatni kryzys finansowy w zupełności wystarczy, by je rozwiać.

*

Tymczasem w przypadku kryzysu finansowego konieczność natychmiastowego działania była bezwarunkowa, natychmiast trzeba było znaleźć niewyobrażalne sumy pieniędzy. Ratowanie wymierających gatunków, obrona planety przed globalnym ociepleniem, ratowanie chorych na AIDS i tych, którzy umierają z powodu braku funduszy na drogie terapie, ratowanie głodujących dzieci… to wszystko może trochę poczekać. W odróżnieniu od tego wezwanie: „Ratujmy banki!”, to bezwarunkowy imperatyw, na który trzeba odpowiedzieć natychmiastowym działaniem.

*

To prawda, że często mówimy o czymś, zamiast robić, jednak czasami robimy rozmaite rzeczy, by uniknąć myślenia i rozmawiania o nich.

*

Jedyną prawdziwą niespodzianką związaną z kryzysem finansowym z 2008 roku jest osobliwa łatwość, z jaką zaakceptowano tezę, że nie dało się go przewidzieć i że uderzył w rynki niespodziewanie.

Slavoj Žižek, Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza,
przeł. Maciej Kropiwnicki i Barbara Szelewa,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

1768. Obchody 1050-lecia

Holly Near, I Ain't Afraid.

I'm afraid of what you do in the name of your god.

1767. Peregrynacja, dzień 94. (raport)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z wczoraj. Rehab. Dwadzieścia cztery godziny wcześniej mogłam wykonać ten ruch, a teraz nie mogę. Dlaczego? — pytałam głupkowato. A dlaczego nie? — odpowiada Ciało. Ciało. Niewiarygodny wymiar życia. Gada do mnie. Definiuje rzeczywistość. A ja? Uśmiecham się do niego, tocząc stopą piłkę rehabilitacyjną. Przewrotność. To nie ja odzyskuję sprawność, to moje Ciało odzyskuje… mnie i należną mu moją uwagę.

środa, kwietnia 13, 2016

1766. magiczne pytanie

// po-superwizyjna perełka:

pytanie, które trzeźwi, budzi. natychmiast.
zmusza, by się samookreślić i odkryć.

na czym polega problem?

zachwyciło mnie dziś.
uskrzydliło. umysł otwarło.

wtorek, kwietnia 12, 2016

1765. Nie daj się zmylić pozorom

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Pierwszy dzień czternastego tygodnia. Dokładnie pierwszy dzień czwartego miesiąca.

Lekarzyna mnie w piątek zapytał, czy zus wzywał mnie już na kontrolę. To można udawać S82.6? Chyba brak mi wyobraźni.

*

Gdy w styczniu w gipsie na nodze wspinasz się po zewnętrznych schodach, jesteś bohaterem. Gdy w marcu po tych samych schodach „wchodzisz” w ortezie, jesteś pacjentem. Gdy w kwietniu w dwóch butach należących do tej samej pary, o dwóch kulach „idziesz” po wąskim chodniku, możesz się zdziwić słysząc: a szerzej pani nie może? Zaniemówiłam i zatrzymałam się z wrażenia. Bardzo śmieszne, dziadu! Przyszło mi do głowy: quva, nie pomyślałam, że kule to ozdoba, fetyszyk, biżuteria, a dwa takie same buty czynią mnie zupełnie zdrowym człowiekiem.

*

Idę na rehab. Idzie kobieta. Wiem, że ją znam, nie pamiętam skąd, ale gdy odpowiada na moje „dzień dobry” po głosie ją poznaję. To niesamowite, że trzy miesiące wycięły mi ją z pamięci podręcznej. A ona? Na mój widok, też zdziwiona:
     — Nie poznałam pani, zawsze była pani taka żywa.

Nie mówię jej, że nigdy w życiu nie czułam się bardziej żywa niż teraz, tyle że… w środku! Tego nie widać.

*

Na przystanek tramwajowy kiedyś szłam w pięć minut. Teraz, gdy idę na rehab, potrzebuję dwudziestu minut, by pokonać dwie trzecie tej trasy. Ale idę i uszczęśliwia mnie prostota i złożoność robienia każdego kolejnego kroku.

Tramwaj? Na razie dla mnie to wyzwanie i przyszłość.

*

O Boże, co ty masz za paskudztwo na wyświetlaczu telefonu? Jestem zdziwiona reakcją. Jak to, co mam? Tak wygląda szczęście, zdrowie, zaufanie i dobry sen!

poniedziałek, kwietnia 11, 2016

1764. Kobiety uskrzydlają!

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po przeczytaniu pierwszego reportażu umieszczonego w tej książce, miałam chęć ją odłożyć. Spokojnie, gdyby nie inna autorka, mógłby się on znaleźć w tomie od zamykania oczu. Dobrze zrobiłam, że nie odłożyłam.

Od wielu, wielu miesięcy mam świra na punkcie kobiet — kim są, jakie mają marzenia, jak je realizują, dokąd zmierzają, czy są widziane i słyszane, czego potrzebują. Ta książka mnie zachwyciła.

Dużo rozmawiamy, wiemy, że jako para możemy mieć w Polsce przykrości, nie my pierwsze, ale rezygnować z miłości ze zwykłego strachu?

*

Są rzeczy, których doświadczamy tak silnie, że nie potrafimy ich wytłumaczyć.

*

Możliwość ucieczki była tak kusząca, na wyciągnięcie ręki — wystarczyło wyjść najpierw z toalety, potem z budynku i już. Łatwizna. Wtedy zrozumiałam, że dorosłość polega między innymi na tym, że człowiek staje twarzą w twarz z własnymi demonami — choćby nie wiem jak bardzo były one śmieszne dla innych, muszę dać sobie z nimi radę, w przeciwnym wypadku przegram życie już na starcie. „Odwagi, dziewczyno! — mówiłam sobie. — Nie ty pierwsza, nie ostatnia”.

*

Odwaga czyni ludzi bardziej wolnymi.

*

Za każdym razem, gdy doświadczamy jakiegoś kryzysu i przeżywamy go w mądry sposób, ból uświadamia nam nasz fizyczny i mentalny stan, zupełnie jak dźwięk budzika na ranem. Nawet jeśli niekoniecznie witamy ból z radością, możemy z czasem docenić to doświadczenie. Zamiast myśleć wyłącznie o tym, jak najszybciej uwolnić się od bólu, jesteśmy wówczas w stanie coś wynieść z tego doświadczenia. Gdy uznamy ból za kolejny element mozaiki, na którą składają się doświadczenia naszego życia, zyskujemy nową perspektywę.

*

Ale i tak, jeśli nie znajdę szczęścia między uszami, we własnej głowie, myśli, to żaden wyjazd na koniec świata mi tego nie da.

*

Ni stąd, ni zowąd zapytał mnie, czy ja z nią współżyję. Po czym uzyskawszy informację, zapytał:
     — Ale nie jesteś lesbijką?
     — Tato, jestem.
     Na co on:
     — Ale jesteś szczęśliwa?
     — Tak, jestem.
     — Cholera, nie sądziłem, że czegoś takiego dożyję. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
     — Bo nie chciałeś wiedzieć.
     — Ale przecież pytałem.
     — Jak pytałeś? Przypomnij sobie pytania, które stawiałeś.

Marta Szarejko (prow. zbioru), Odwaga jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

(1759+4). W hołdzie uczuciom wszelkim

emocje mogą zwieść na manowce,
ludzie mogą kręcić, kłamać. uczucia nigdy.

niedziela, kwietnia 10, 2016

1762. Mistyka jednego słowa

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — moja wina, moja bardzo wielka wina. jesteś winna. jestem winny.

wina. jej szukanie czyni nas odrębnymi jednostkami; samotnymi, borykającymi się z życiem bytami. zaprzecza temu, że jesteśmy współistniejącą świadomością. bardziej przeczuwam to, niż wiem.

     — wina, proszę, dolej mi kochanie. za życie twoje, moje, nasze i za świat toast wznoszę dziś.

piątek, kwietnia 08, 2016

1759.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wyobraź sobie. Nie śpiesz się.

Wyobraź sobie, że trzymasz w ramionach noworodka. Ludzkiego noworodka. I? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

I? Jeden z wielu scenariuszy zamieniający nieudolnie uczucia na słowa:
     — Witaj Kruszynko na tym świecie! Ten świat czekał na ciebie! Piękne życie, całe przed Tobą…
I nie śpiesz się. Wyobraź sobie tę scenę z Tobą w roli tej osoby, co ramiona dorosłe ma. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

Co poczułaś? Miłość bezgraniczną? Wiarę w dobro życia i świata? Co poczułeś? Czuj! Czuj! Jeszcze bardziej. Jeszcze mocniej. Daj sobie czas.

A gdy masz już w sobie te czy inne wspaniałe uczucia, gdy masz ich świadomość, powiedz mi, dlaczego nie masz ich w takim natężeniu wobec siebie, swoich marzeń, Twoich najukochańszych Ludzi? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

Przyszło do mnie, gdy na rehabilitacji pole magnetyczne owiewało mi kostkę. Bo wczoraj rodzili się. Franek, Piotruś i Basia. Basia, Piotruś i Franek.

Życzę Tobie i sobie, niech niosą nas właśnie te uczucia w naszych wspaniałych życiach!

czwartek, kwietnia 07, 2016

(1757+1). Zagadka (suplement)

Jabłoń:
(Bliźniaczej Liczbie przez telefon opowiedziała
o niebywale szybkim rozwiązaniu zagadki przez Sadownika
)

Sadownik:
(po wszystkim, zadziwiony Drzewnym zdziwieniem dot. szybkości,
przy kolacji „sfilozofował”, „ugienderynił” i zgeneralizował
)
Mężczyzna jest od tego, żeby znaleźć rozwiązanie,
a nie  p o c z u ć  rozwiązanie!

1757. Zagadka rozwiązana

86. dzień. Przy kawie.

Jabłoń:
Mam dla Ciebie zagadkę.

Sadownik:
Nooo?

Jabłoń:
Na cięciu operacyjnym mam strip.
Ma on tam pobyć jeszcze tydzień.
To oznacza, że nie mogę iść pod prysznic,
a potwornie swędzi mnie skóra głowy.
Jak mam umyć głowę?

Sadownik:
To proste. Idź do fryzjera i podetnij końcówki.

*

87. dzień. Jabłoń  s o l o. Taksówka. Fryzjer — nie tylko końcówki. Taksówka. A potem.

Jabłoń:
(pod domem dzwoni do Sadownika,
by asekurował wejście po schodach
)

Sadownik:
(„zszedłowiony”)

Jabłoń:
Muszę szybko do domu.

Sadownik:
Co się stało?

Jabłoń:
But mnie dotyka. Nie obciera. Po prostu dotyka.
Dwanaście tygodni bez buta zrobiło swoje.

(1754+2). Ta druga

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kopytko. Spokojnie mogę powiedzieć: wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! Wiedziałam, że nauczy mnie wiele, dużo i jeszcze więcej. Uczyć mnie będzie tego, co najtrudniejsze i najprostsze jednocześnie. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie miałam pojęcia o zakresie i efekcie tych nauk. Czym innym są dla mnie teraz relacje, zdrowie, czas. Chylę czoła przed Relacjami, Zdrowiem i Czasem. Z wdzięczności za to, co mogę zobaczyć, usłyszeć, poczuć, wzruszam się do łez — moje życie jest Cudem.

*

To jest ta druga. Rozpoczęta natychmiast po pierwszej. Wróciła mnie do Sensu. Wpadła w me ręce przez przypadek, wróć!, przez Przypadek, we właściwym momencie, by pochylając się nad literkami, pochylić się nad mądrością doświadczenia „bezkopytkowego” już prawie kwartału.

Nie, nie trzeba umierać lub łamać nogi, by dać się dotknąć tej książce.

[…] zdrowie to coś więcej niż zarządzanie cholesterolem, ćwiczenia fizyczne i zdrowe odżywianie, a równie ważne jest nasze dobre samopoczucie psychiczne i duchowe.

*

Wdzięczność to najwyższy wyraz nadziei.

*

[…] brak kontroli działa wyzwalająco, jeśli tylko potrafisz się wyluzować i przyjąć tę koncepcję. Życie z nią prowadzi do ciekawości i zdziwienia, a to podstawa kreatywności i wewnętrznego rozwoju. […] Po prostu żyjesz, postępujesz najlepiej jak potrafisz i cieszysz się przynoszonymi przez życie chwilami.

*

Bywają dni, w których w twym sercu brakuje pieśni.
Śpiewaj mimo wszystko.
Emory Austin

*

Możesz mi tu pomóc?

*

Jeśli potrafisz pogodzić się z brakiem kontroli, to potrafisz zaakceptować wszystko, co się pojawia, i pogodzić się z tym, że z dalszej perspektywy czasowej nie wiesz, czy jest to dobre, czy złe. A wtedy nic nie wydaje się aż tak złe. Jak powiedziała Helen Keller, życie może być „odważną przygodą”, a wszystkie pojawiające się w nim wydarzenia — nauką.
     Sam wybierasz świat, w którym żyjesz. Może to być miejsce strachu i niedostatku, a może — tajemnicy i kreatywności. Wybierasz złość na swoje i cudze niedoskonałości, czy podchodzenie do nich z wyrozumiałością? Twój świat zdominuje strach przed śmiercią czy radość życia? To proste.

*

Odkryłem też, że życie pełnią życia nie ma nic wspólnego z chorowaniem albo niechorowaniem.

*

To tylko percepcja. […] rzeczywistość dla każdego człowieka jest czymś innym. Gdy widzę kolor niebieski, tonie mam pojęcia, czy ty, patrząc na tę samą rzecz, widzisz to samo. Kiedy słyszę wypowiadane przez kogoś zdanie, to nie wiem, czy interpretujesz je tam samo ja. W kinie na tym samym filmie możesz mieć zupełnie inne przeżycia niż ja, a ja prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, czego ty doświadczasz.

*

Mając kilkanaście lat, myślałem, że „uświęcony” oznacza „nudny” — staroświecki, oschły, zakurzony. I z pewnością mało zabawny.
     Teraz wiem, że „uświęcony to tylko inne określenie na
najszczególniejszy, a zatem najbardziej zabawny, najsensowniejszy, najintymniejszy, najbardziej erotyczny, najbardziej fascynujący, najbardziej zmysłowy, najbardziej ekstatyczny, najweselszy i najradośniejszy.

*

Zaufanie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy czujemy się bezpiecznie, możemy otworzyć serce przed drugą osobą, stanąć przed nią bez jakiejkolwiek zasłony i pokazać swoją bezbronność — na poziomie fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Kiedy otwieramy swoje serce na oścież i stajemy bezbronni, doświadczamy dogłębnej bliskości, która działa uzdrawiająco, sprawia radość, dodaje siły, rozwija kreatywność i wprawia w ekstazę. Poddajemy się komuś nie ze strachu, uległości albo słabości, lecz z mądrości i siły.

*

Jeśli szukam radości, zabawy i przyjemności, znajduje radość, zabawę i przyjemność. Jeśli szukam kłopotów, stresu i bólu, to je znajduję. Odkryłem, że jeśli co wieczór zapisuję lub mówię Kathy o trzech rzeczach, za które jestem wdzięczny, to z każdym dniem zaznaję więcej radości i przyjemności. Lęk i strach się rozpływają. Nauczyłem się także akceptować fakt, że czynniki powodujące stres stanowią nieodłączny element życia. I to zaakceptowanie przyniosło mi spokój.

*

[…] bliskość osiągamy tylko dzięki otwartości, a otwartość powoduje, że możemy zostać zranieni. Człowiek ma serce na dłoni. A wszystko inne to tylko muzyczny podkład.

Lee Lipsenthal, Ciesz się każdą chwilą, każdą kanapką,
przeł. Dariusz Bakalarz, MT Biznes, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

środa, kwietnia 06, 2016

1755. Peregrynacja, dzień 86.

niczym abstynent w sklepie alkoholowym,
niepalący w trafice,
cukrzyk w cukierni,
analfabeta w księgarni,
wybierałam rehabilitacyjne szpilki.
[przy nieocenionej pomocy Sadownika]

*

ale zanim, zaraz po wyjściu z klatki:

Sadownik:
Zobacz, magnolia już kwitnie!

Jabłoń:
(patrzy i natychmiast ma łzy w oczach)

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nic, strasznie się wzruszam co chwilę.

Sadownik:
To coś ty połamała, mózg?

1754. Nie zamykajmy oczu!

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeśli tu zajrzeliście i nie uciekliście od razu, to znaczy że autorefleksja nie jest wam obca. Jeśli tu wracacie regularnie, to znaczy że refleksyjność być może jest waszym nałogiem. Nie jest dobrze, mógłby powiedzieć ktoś zorientowany rynkowo.

Ale może być dużo gorzej po przeczytaniu tej książki. Mnie ona zmasakrowała. To po cholerę ją czytałaś? — mógłby zapytać ktoś inny. Powody były trzy. Po pierwsze, czas na autorkę. Po drugie, które powinno być pierwszym, chciałam przenieść się ze świata wyjątkowo uprzywilejowanych, białych, dobrze funkcjonujących mężczyzn do ciut bardziej realnego świata, w którym nie wszystko idzie wymedytować i wypracować. Po trzecie, moim zdaniem ominięcie tej książki jest zamykaniem oczu.

To książka, do której w pakiecie trzeba mieć drugą, która będzie stanowić odtrutkę na straszność, która zrównoważy wściekłość i świadomość bezsilności wobec systemu, który dumnie nazywany jest Rzeczpospolitą Polską.

Szybciutko trzeba wziąć inną — gwarantującą wzruszenie — książkę, która dotknie, doprowadzi do dobrych łez, by nie abdykować z człowieczeństwa, wrażliwości i refleksyjności, by nie utknąć w stanie „nic nie mogę”, by nie przepraszać za swoje przywileje; by dzieląc się nimi, zmieniać to, co możemy zmienić wokół nas i w sobie.

Jestem przekonana, że polskie prawo nie chroni zgwałconych kobiet. Adwokaci zrobią z nich zwykłe kurwy, a prokuratura będzie się temu przyglądać. Politycy mówią, że w Polsce jest sprawiedliwość. Gdzie?

*

Gdy w instytucjach zamkniętych pojawiają się systemy wymuszania informacji i zdobywania haków w zamian za przywileje, to łatwo można zamienić więzienie w zwykły system mafijny.

*

W wieku czternastu lat dostałem aparat słuchowy, operacyjnie zlikwidowano mi oczopląs, parę lat później wszczepiono jeszcze implant do ucha. Po raz pierwszy usłyszałem śpiew ptaków w naszym lesie. Nie da się opisać, co czułem. Zrozumiałem, że całe dzieciństwo spędziłem z dala od tego, co w życiu najpiękniejsze. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Beethovena, to cały w środku drżałem.

Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy,
Świat Książki, Warszawa 2016.

wtorek, kwietnia 05, 2016

1753. Peregrynacja, dzień 85.

Koniec i basta! Łóżko dzienne zlikwidowane.
Tadam! Pierwsza kawa w hamaku wypita.

*

Jabłoń:
(ućwiczona i upracowana okrutnie)
Mam dość, poproszę obiad do łóżka
i odcineczek filmu.

Sadownik:
Nie da rady!

Jabłoń:
???

Sadownik:
Moja żona zarządziła jakiś czas temu,
że w sypialni się tylko śpi lub kocha.

*

Już! Szew pooperacyjny wyjęty.
Voilà! Od jutra dwa — z tej samej pary — buciki na nogach.

poniedziałek, kwietnia 04, 2016

1752. Piękniej nie da się!

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik nie rozumie tej miłości. Jabłoń kocha ilustrowane książki dla dzieci, choć prawdą jest, że kocha miłością wybredną.

Dzięki Szpagacikowi, w majestacie prawa buszuję w książkach 8+. Ta utorowała sobie drogę do Przytuliska tytułem i kreską na okładce — nie zastanawiałam się ani minuty nad jej kupnem. A gdy przyszła — bo dzięki Szpagacikowi grany jest też papier — z każdym zdaniem, z każdą stroną miałam coraz bardziej rozmigdalone oczy.

Drugi tydzień wydzielałam sobie troszkę słów i obrazków, by starczyło na jak najdłużej. I śmiałam się, i w zadumę i w zachwyt wpadałam, taplałam się w pojawiających się uczuciach i tych dorosłych, i tych „dzieckowych”.

Ta książka to nie książka, to nie baja, nie opowieść! To jest Mistrzostwo Świata pod każdym względem — i tekst, i bohaterzy, i losy, i ilustracje tylko do kochania i… wracania. Skończyłam, ale i zaczęłam jeszcze raz.

A Sadownik? Gepardzica stwierdziła, że może jeszcze po prostu jest za młody na tę książkę. Nadzieja jest, może dojrzeje. Ale żeby sprawa była jasna, nie musi, nie sprzykrzy się Jabłoni.

     — Wiewiórko, czy ja ci się kiedyś sprzykrzę?
     — Ty? — odpowiedziała wiewiórka. — No coś ty.
     Mrówka umilkła, a po chwili powiedziała:
     — Przecież to możliwe.
     — Nie — upierała się wiewiórka. — To niemożliwe. Jak miałabyś mi się sprzykrzyć?

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

     Mrówka i wiewiórka milczały i odpoczywały od samych siebie. Od czasu do czasu wzdychały, marszczyły czoła i zjadały parę orzeszków bukowych oraz odrobinę miodu.

*

     — A tak właściwie, to jak się spada z wierzby? — zapytała wiewiórka.
     — Twardo — odpowiedział słoń. — Ale z dębu jeszcze twardziej.
     — A z topoli?
     — Z topoli…? Szczerze mówiąc, nie wiem — odparł słoń.
     Skoczył na równe nogi. Wiewiórka zdążyła jeszcze powiedzieć:
     — Nie chodziło mi o to, żebyś…
     Ale słoń już wspinał się na topolę i chwilę później spadł z jej czubka. Rozległ się potężny łomot, którego echo jeszcze długo rozbrzmiewało wokoło.
     Zaniepokojona wiewiórka pochyliła się nad leżącym słoniem. Na jego czole pojawił się ogromny guz. Ale on wyszeptał:
     Rewelacyjnie, wiewiórko… Spada się rewelacyjnie.

*

     — Kto tam? — zapytał [Kozioróg].
     — Ja — odpowiedział głos. — Świerszcz.
     Drzwi się otworzyły, ale nic widocznego nie weszło do środka.
     — Gdzie pan jest? — zapytał kozioróg.
     — Jestem tylko głosem świerszcza — odrzekł głos. — Reszta przyjdzie za chwilę.
     Kozioróg głęboko westchnął. „Robota” — pomyślał.
     Wkrótce do środka przeniknął zapach świerszcza, a wiatr przywiał na dywanik jego czułki, szczękę i korpus.
     Po chwili w pokoju zrobiło się niespokojnie. To myśli świerszcza, jedna po drugiej, wlatywały do środka.
     — Wybuchnąłem — oświadczył głos.
     — No tak — powiedział kozioróg.
     — Może mnie pan poskładać?

*

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

Toon Tellegen, Nie każdy umiał się przewrócić,
przeł. Jadwiga Jędryas, ilustr. Ewa Stiasny,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niedziela, kwietnia 03, 2016

(1750+1). Inna perspektywa, skąd i jak?

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Siedziała na krześle obitym skóropodobnym materiałem. Nóżkami nie sięgała podłogi. Przed nią na stoliku deser lodowy w pucharku. W dłoni miała długą łyżeczkę. Obok, po jednej stronie mama, po dru­giej babcia. Nabrała łyżeczką słodyczy i, bach, nią wprost w usta swojej mamy. Dziewczynka z pucharkiem i łyżeczką. Na oko mogła mieć pięć lat. Stała się moją Nauczycielką Życia.

Zaniemówiłam z zachwytu. Pojawiła się we mnie myśl, granicząca z pewnością nie­znoszącą sprzeciwu, że każdy z nas w każdej chwili ma jakieś przywileje, którymi może się podzielić. Dziewczynka miała deser i sprawne ręce — podzieliła się. Po­dzie­li­ła się tak pięknie!

Dzielmy się. Bo zawsze coś mamy.

*

David Garrett, Viva la vida.

[suplement pikselowy: 28.10.2021]

1750. Inna perspektywa

dobre życie jest
dzieleniem się swoimi przywilejami.

Odkryłam. A jak? To za chwilę tu.
Odkryłam. I niesie mnie ta prawda.

nie zapominaj o tym, proszę.
szepcze Drzewko Jabłoni do uszka wprost.

sobota, kwietnia 02, 2016

1749. Męskie pogaduchy z iesbeenem

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Życie nie jest dla mnie biznesem. Relacje nie są aktywami, pasywami, nie podlegają dywersyfikacji, bywają ryzykowne, ale nie stanowią ryzyka. Mniej lub bardziej umiejętnie wchodzę w relacje, a nie inwestuję w nie, czy nimi zarządzam. To powoduje, że chwilami, przy kilku zdaniach tej książki wykręca mnie na lewą stronę — rozumiem, że taki styl, metafora, ale jednak nie.

Obrzydliwością jest wykorzystanie konkretnych nazwisk — żywych lub całkiem martwych już ludzi — nie mam zielonego pojęcia po co, poza pompowaniem autorskiego poczucia ważności. Fuj!

Reszta jest już czystą przyjemnością — pogaduchy dwóch mężczyzn (co mi to przypomina) — kilka, kilkanaście perełek w postaci zdań, akapitów, historii. Książka nie ukrywa prawdy — mówi wprost: praca, praktyka, praca, praktyka… inaczej się nie da i tak już do końca życia. I za to cenię sobie te spisane męskie spotkania.

[…] „znajdź w sobie karła”, bo on mieszka gdzieś po tej drugiej stronie. I razem z nim buduj olbrzyma. Ten karzeł może być prowadzony za rękę z najgłębszym współczuciem, które we mnie tkwi. Znajdując w sobie karła, mogę znaleźć w sobie bardzo głęboko ukrytą wewnętrzną moc, dobro, współczucie czy wrażliwość.

*

Gdy odkrywasz, że byłeś NIEOBECNY — ODZYSKUJESZ przytomność.

*

[…] wciąż chcę się uczyć, oduczać i uczyć na nowo.

*

[Sokrates] był już gotów iść na spotkanie, ale jeszcze przed wyjściem zapytał ucznia: „Tylko odpowiedz mi na pytanie, jako KTO idziesz do Protagorasa i jako do kogo?”. „A jakie to ma znaczenie?” — pyta uczeń. Sokrates na to: „Bo wiesz, jeżeli chcesz od kogoś nauczyć się, jak śpiewać piosenki, to możesz w każdej chwili wyjść z lekcji i po chwili zapomnisz piosenkę. Jeżeli próbujesz jakiejś potrawy, możesz w każdej chwili od niej wstać i już nie będziesz jej smakował. Natomiast jeśli ktoś uczy cnoty, to wystarczy, że na chwilę się otworzysz, a jedno wypowiedziane zdanie może zmienić cały twój umysł. Pytam więc, czy jesteś gotowy, żeby pójść do niego jako uczeń do mistrza i aż tak się otworzyć? Czy być może jako gospodarz Ateńczyk i przywitać go jako gościa?”. Pytanie „jako kto?” i „jako do kogo?” przychodzisz pozostały ze mną do dziś.

*

[…] liczy się każde słowo.

*

„Zaraz, zaraz, czego ja się mogę z tej sytuacji nauczyć? Czego potrzebują inni, co może dalej z tego wyniknąć. Czasem mam przecież ochotę komuś powiedzieć: „Głupstwa gadasz!”, albo coś jeszcze gorszego. Ale biorę oddech, przekładam zwrotnicę i pytam: „Jak do tego doszedłeś?”. Jest różnica? Mała, ale znacząca, bo otwiera przestrzeń do dalszej rozmowy.

Jacek Santorski, Jarek Szulski, Siła spokoju, którego nie ma,
Burda Publishing Polska, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

piątek, kwietnia 01, 2016

1748. Za-duma

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj. 80. dzień. Pierwszy przepełniony poczuciem, że zdrowieję, że jestem coraz bliżej dwóch takich samych bucików; w jednej dłoni laseczka, w drugiej smycz, na końcu której Heniutka i deszcz, i wiatr.

Tylko osiemdziesiąt dni trzeba, by zaczynać życie od nowa. Zaczynać z nadzieją, że nie przegapię ważnego i najważniejszego. Zaczynać z wdzięcznością wobec Tych, którzy pomogli mi tę cholernie trudną drogę prze-być. Zaczynam.

To dla mnie ogromny przywilej.

1747. Gender miłości

Sadownik:
Kocham cię.

Jabłoń:
Dziękuję.
(zadumała się)
A Ty czujesz się kochany?

Sadownik:
W sumie… nie sprzątasz, nie gotujesz, nie pierzesz, brudzisz…
możesz po męsku [okazać miłość]… nie musisz mówić,
wystarczy, że zrobisz.
(puścił wielkie oko, gdyby drzewny moduł poczucia humoru nie zadziałał)

czwartek, marca 31, 2016

1746. Peregrynacja, dzień 80.

pierwszy dzień,
pierwsze świętowanie,
pierwsza kawa
we wspaniałym ludzkim towarzystwie.

bez śruby.

(1740+4+1). Peregrynacja, dzień 79. (suplement)

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ankietę dla anestezjologa wypełniałam wczoraj. Przy każdym pytaniu zaznaczyć: tak/nie. Powagę chwili, mieszankę strachu, spokoju i lęku, wielogodzinny głód unieważnił na chwilę śmiech, którym ryknęłam po przeczytaniu pytania:

czy pan(i) jest w stanie wejść na drugie piętro bez zatrzymywania się?

poniedziałek, marca 28, 2016

(1738+5). Wielkanocne dopełnienie

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wracaliśmy. Ze sobą. Do siebie. Do naszego życia. Do Przytuliska. Z każdym kilometrem bliżej Domu. Ja z każdym kilometrem z większą świadomością, że ta Książka wciąż mnie trzyma — niczym dłonie, które za chwile podrzucą gołębia do lotu.

Wracaliśmy. Zastanawiałam się, które słowa pozostaną ze mną na dłużej. Na moje dalej, szerzej i bardziej. Już wiem. Te, o tu, poniżej.

W uciekaniu […] nie ma nic wyzwalającego.

*

[…] żaden zakaz nie zabroni ludziom uczyć i myśleć.

*

Bycie uczniem to nie podążanie śladami i drogami tych, którzy byli przed nami, lecz szukanie tego, czego szukali oni — kontynuowała [Joan Chittister], nawiązując do słów japońskiego poety Bashō.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 27, 2016

1742. Nie w naszym świecie

znane miejsca, ale nie mój świat — powiedział.
niełatwe doświadczenie. zadumaliśmy się. w stylu naszego świata.

(1738+3). Wielka książka na Wielkanoc (III)

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta Książka kontaktuje z powołaniem, które niekoniecznie musi być związane z religią. Jak świadczą życia wielu wypowiadających się Kobiet, powołanie to nie szybka ścieżka do sukcesu, to ciężka praca, zaangażowanie i kucie w społecznych skamielinach myślowych bez gwarancji bajkowego zakończenia. Jest konkretna robota do zrobienia — dla nas, dla innych, dla kolejnych ludzkich pokoleń — by przeciwdziałać istniejącej wokół nas ilości niekoniecznego cierpienia. Jest robota do zrobienia — dla mnie, dla ciebie już dziś. Ta książka rozpala ogień i pozostawia ze znakiem zapytania: co karmi moją duszę? na co chcę mieć wpływ? Wielkanoc jest dobrym czasem dla tych pytań, by nie pozostały bez odpowiedzi.

Można pozostać na idealistycznym poziomie fantazji o kobiecej receptywności i otwartości na życie albo rozmawiać o ciele takim, jakim go doświadczają kobiety.

*

Teoria gender uczy też, że musimy być podejrzliwi wobec własnych wyobrażeń o tym, co znaczy być mężczyzną i kobietą, oraz wobec ról, jakie na tej podstawie zadało nam społeczeństwo i Kościół. W tym sensie krytyczne spojrzenie na tradycję oraz praktykę społeczną i kościelną może być wyzwalające. „Jakim prawem współczująca miłość, szacunek czy opiekuńczość mają być uznawane za cechy kobiece, a nie po prostu ludzkie?” — pyta Elizabeth Johnson. „Dlaczego siła, władza, racjonalność mają przynależeć bardziej do mężczyzn niż do ludzi, włączając w to kobiety?

*

Geniusz i tajemnica kobiety, jej piękno, intuicyjność i relacyjność oraz komplementarność płci. Bardzo to pięknie brzmi, ale czy odpowiada rzeczywistości? Geniuszu kobiety i komplementarności nie oszczędzają katolickie feministki. Wiele tuszu zużyto już na druk ich krytycznych opinii. Nie tak dawno amerykańska zakonnica, siostra Sandra Schneiders, oburzała się, kiedy na watykańskiej konferencji prasowej „tańczono” wokół tych terminów. „Najwyższy czas przyjąć do wiadomości, że słowa te, i inne należące do tej samej grupy językowej, są kodem oddającym teorię i program seksualnego apartheidu i kobiecego poddaństwa w Kościele — pisała w „National Catholic Reporter”.

*

Zamiast więc rozwijać poetycko stereotypy, moglibyśmy budować partnerską antropologię, która wzbogaci obraz i mężczyzn, i kobiet. A może kobiety opowiedziałyby o sobie same?

*

Prokreacjonizm krytykowany przez Gudorf skupia się na samym akcie seksualnym i jego potencjalne biologicznym, a nie na godności i dobru uczestników. Amerykańska teolożka nazywa moralnym minimalizmem sytuację, w której cnotą seksualną jest unikanie aktów zamiast skupiania się na konstruowaniu relacji seksualnych, które są sprawiedliwe i dają poczucie bycia kochanym, dzięki czemu wspierają osobisty i społeczny rozwój człowieka. Przypomina też o problemie przemocy seksualnej, wspominanym w tekstach i kazaniach dużo rzadziej niż kwestia antykoncepcji.

*

Katolicy pytają, jak mogę być [Tina Beattie] feministką. Feministki pytają, jak mogę być katoliczką”. „I co odpowiadasz?” — dopytuję. „Ale są przecież katolickie feministki” — tłumaczy. „Może w Polsce jeszcze nie tak wiele. W jakimś sensie chciałabym obnażyć antyintelektualizm świeckiego feminizmu, który odmawia brania religii na poważnie. Wiele inteligentnych kobiet na całym świecie łączy feminizm ze swoją religijną wiarą. Kiedy świecki feminizm odmawia dostrzeżenia tego, też jest winny nietolerancji. Jest niemal lustrzanym odbiciem watykańskiego języka wykluczenia i kontroli”.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

sobota, marca 26, 2016

1740. Peregrynacja, dzień 75.

(w środę wielki dzień, wyjmujemy operacyjnie śrubę)
Jabłoń:
(o planach poświętnych)
Wracamy w poniedziałek, bo
we wtorek muszę zrobić jeszcze ekg.

Zkemi:
A po co? Przecież ty nie masz serca.

Jabłoń:
(kocha Zkemi już prawie dwadzieścia lat)

(1738+1). Wielka książka na Wielkanoc (II)

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie wiem, czy żyję dostatecznie długo, czy może czytam dostatecznie dużo, by otworzyć książkę i znaleźć w niej inne książki, które czytałam, które lubię, pamiętam, do których wracam i cenię ogromnie. Tak czy inaczej to bardzo przyjemne, gdy tak się dzieje, a dzieje się co krok.

Pamiętam. Kraków. MOCAK. Wystawa. Pierwsze dzieło i nic już nie było takie jak wcześniej. I czytałam dziś w nocy, że nie tylko mnie przemieniło to dzieło. Przyjemnie było o tym czytać.

[Benedyktynki z Erie], które pod przewodnictwem swojej ówczesnej przełożonej, Joan Chittister, jadą trzema autokarami do Cleveland na słynną feministyczną wystawę Judi Chicago The Dinner Party, brzmią nieprawdopodobnie, ale tak właśnie było. Za pomocą trójkątnego stołu i nakryć symbolizujących konkretne trzydzieści dziewięć kobiecych postaci historycznych Judy Chicago postanowiła pokazać historię kobiet. Na talerzach leżały obiekty przedstawiające stylizowane waginy. Chittister była tak zachwycona, że na wystawę przywiozła cały swój klasztor. Rok później na krajowym spotkaniu benedyktynek prowadziła dyskusję o waginie jako budującym symbolu. Tak, to działo się naprawdę.

*

Ruch kobiecy jest naprawdę czymś absolutnie wyjątkowym i zmieniającym ludzką historię. Nie było wcześniej takiego momentu w historii, żeby na całym świecie, w różnych kulturach, religiach i kontekstach kobiety wyłaniały się jako przywódczynie i nauczycielki oraz przemawiały w debatach. Stąd głęboki lęk przed anarchią i tym, że starożytne role i dotychczasowe ustalenia dotyczące płci zostaną naruszone.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1738. Wielka książka na Wielkanoc (I)

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka. Audycja o niej. Rozmowa z Autorką innej książki, dotykającej tego samego, obcego mi z wyboru, świata. Mówi miękko, mądrze, bez zacietrzewienia. Słyszałam o Jej książce, gdy wychodziła. Postanawiam ją przeczytać.

Polski katolicyzm przypomina mi zepsute trzy mądre małpki: nie widzi, nie słyszy, ale wiecznie moralizuje, poucza, do piekieł strąca — nieustannie gada starymi dziadami, co kontakt z rzeczywistością stracili we wczesnej młodości.

Czytam. Gdy napotkałam po raz pierwszy w tej książce na związek frazeologiczny: chrześcijańska teologia feministyczna, pomyślałam: oksymoron! A potem było i jest już tylko lepiej.

To najwspanialsza feministyczna książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Chylę czoła przed kobietami, które wierzą, że kościół może być czymś więcej niż tym, czym jest. Czytam więc powolutku, delektuję się świątecznie. Kobiety — wspaniałe kobiety spotykam na kartach tej książki. Wspaniałe pytania i odpowiedzi.

Szpagacik w tym roku idzie do komunii — dzięki tej książce nie będą mi się z tej okazji przewracać flaki. Tylko kobiety mogą zmienić ostatni bastion wiary w seksizm. Kobiety bezczelnie i śmiałe — uwielbiam.

„Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie, że jeśli mi się powie, kim muszę być albo co muszę zrobić, postaram się zrobić dokładnie coś przeciwnego” — mówi [Diana Hayes], wybuchając śmiechem podczas jednego z prowadzonych przez siebie wykładów.

*

[…] termin womanist (na polski tłumaczony najczęściej za Bożeną Umińską jako „kobiecystyka”).
     Walker oparła ten termin o słowa
womanism i womanish (kobiecy), oba funkcjonujące w społecznym obiegu i niekoniecznie pochlebne, określające kobiety nazbyt bezczelne i śmiałe. Intencją Walker było przez neologizm wyrazić odpowiedzialność i dorosłość, połączone z dumą z bycia kobietą oraz docenieniem i wyborem kobiecej kultury oraz kobiecości jako takiej.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1737. Błękit Wielkanocny

w gościach.

błękit. na balkonie
z herbatką i kundlem
adoruję.

piątek, marca 25, 2016

1736. Peregrynacja, dzień 73. (donos drogowy)

Formalnie wczoraj, czyli w czwartek.
Setki kilometrów przemierzaliśmy.
Na widok znaku:

pomyślałam… szpital.

Kto to mówił, że doświadczenie determinuje myślenie?

*

środa, marca 23, 2016

(1638+1+96). Peregrynacja, dzień 72.

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

trzy punkty podparcia… noga, pupa, twarz, noga, pupa, twarz… przypomina mi się skecz, gdy płynę, nie po chodniku, lecz po parkiecie. Wszystko takie samo, tylko trochę inne — wolniutko, precyzyjnie: pięta, kostka [pod małym palcem mocno do podłoża], kość [przyśrodkowa mocno do podłoża], pięta, kostka, kość… kolano nad duży paluch i płynę na kulach po parkiecie! Po dwunastu metrach jestem… mokrusieńka.

7 × (6 m × 2)

The Best «Cripplessa» of the Day!

1734. Inaczej mi w środku

Akuszerska koronkowa robota:

nie goń się, proszę,
wtedy zaczniesz chodzić,
a nie będziesz poganiana.

wtorek, marca 22, 2016

1733. Cyzelując nieobojętność

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy wprowadzano 1% byłam zachwycona, bo była w tym szansa na sprawczość, poczucie wspólnotowości i małe decyzje, które wspierają ważne duże idee. Zachwyt minął, gdy polska mentalność przerobiła procent wsparcia idei w zindywidualizowany 1% — dla dziewczynki Y czy chłopczyka X. Pojawił się wkurw, bo specyfika tak skonstruowanego procentu nie buduje społeczności, lecz promuje jednostkową obrotność i odmianę „osobistą” przez wszystkie przypadki: dla mojegomojemu…, bo moje… Nie chodzi już o ideę wspierania osób z trudnością Z, budowania świata, w którym Z nie zamyka wszystkich drzwi, zrozumienia świata określonego przez Z — chodzi o konkretne osoby, X i Y.

Powyższe przemyślenia wróciły do mnie, gdy wczorajszą noc calusieńką, a kto zabroni,  p r z e c z y t a ł a m. Od wielu lat nie udało się żadnej książce przegonić snu, a tej i owszem. Gdy kończyłam, w głowę zachodziłam, skąd ta książka do mnie przyszła. Trwało, nim znalazłam odpowiedź — wyskoczyła z książki Pań Graff i Frej.

Mam w dupie świat uświęconych mechanizmów rynkowych, zasobów ludzkich i optymalizacji procesów myślowych oraz wzrostu za wszelką cenę — wszystkiego tego, co za nic ma Życie, Przyjaźń, Miłość i „marnowany” czas, gdy nie dzieje się nic, a buduje wszystko, co najważniejsze w relacjach z Najważniejszymi. Jestem radykalna — mam przywilej wieku, w którym już mogę.

Ta książka pomaga zamieniać ewentualne znaki zapytania — a może idę na łatwiznę lub jestem nienormalna? — na wykrzykniki — tak! Życie, Przyjaźń, Miłość i Marnowany Święty Czas!

[…] w ostatecznym rozrachunku pytanie o rynki sprowadza się do pytania o to, w jaki sposób chcemy wspólnie żyć. Czy pragniemy społeczeństwa, w którym wszystko jest na sprzedaż? Czy może jednak istnieją pewne nieuznawane przez rynki wartości moralne i obywatelskie, których za pieniądze nie da się kupić?

*

[…] kiedy dobre rzeczy w życiu przemieniamy w towar, to ulegają one wypaczeniu, degradacji.

*

„Ekonomista we mnie mówi, że najlepszym prezentem jest gotówka”, pisze na swoim blogu ekonomista Alex Tabarrok, „ale reszta mnie się buntuje”. […]
     Tabarrok jest, moim zdaniem, na dobrym tropie. Dawanie prezentów nie zawsze jest irracjonalnym odejściem od wydajnej maksymalizacji użyteczności, ponieważ w obdarowywaniu nie chodzi tylko o użyteczność. Niektóre podarunki są wyrazem pewnych relacji, które stanowią wyzwanie, angażują nas i w jakimś sensie każą na nowo zinterpretować naszą tożsamość. dzieje się tak dlatego, że przyjaźń to coś więcej niż wzajemna użyteczność — to także pogłębianie wiedzy o sobie i wspólny rozwój w towarzystwie innych ludzi.

*

[…] nie zauważyliśmy, jak ze społeczeństwa, które wykorzystuje gospodarkę rynkową, sami bezwolnie staliśmy się rynkowym społeczeństwem.

*

Ekonomiści często przyjmują, że rynki nie zostawiają śladu na dobrach, które podlegają regulacji. Ale tak nie jest. Rynek odciska swe piętno na normach społecznych. Często motywacje rynkowe psują lub wypierają te nierynkowe.
Ten mechanizm dobrze ilustruje pewne badanie, którym objęto kilka przedszkoli w Izraelu. Zmagały się ode z powszechnie znanym problemem: rodzice często przychodzili po dzieci spóźnieni, więc wychowawcy musieli zostawać z przedszkolakami po godzinach, czekając, aż ktoś je odbierze. Aby rozwiązać ten problem, dyrekcja wprowadziła kary za tego rodzaju spóźnienia. Jak sądzicie, co się stało? Otóż rodzice spóźniali się jeszcze bardziej.
Jeśli zakładamy, że ludzi motywują zachęty finansowe, to taki wynik eksperymentu może się wydawać zaskakujący. Spodziewalibyśmy się raczej, że kara ograniczy ilość spóźnień, zamiast je powiększać. O co więc chodzi? Otóż wprowadzenie opłaty pieniężnej zmieniło normę. Do tej pory spóźnieni rodzice mieli poczucie winy, ponieważ czuli, że sprawiają wychowawcom kłopot. Teraz jednak późniejsze odebranie dziecka zaczęli traktować jak usługę
[…].

*

Traktując kary jak opłaty, ludzie lekceważą normy, których wyrazem są owe kary.

*

Ale reklama nie znosi dystansu. Stara się uczynić z każdego miejsca, niezależnie od jego charakteru, przestrzeń handlową.

Michael J. Sandel, Czego nie można kupić za pieniądze,
przeł. Anna Chromik, Tomasz Sikora,
Kurhaus Publishing, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 21, 2016

1732. Peregrynacja, dzień 70.

Pan Ciasteczko & Heniutka:
(wrócili do domu po bardzo długim dniu pracy)

Sadownik:
Wejdź na efkę.

Jabłoń:
Po co?

Sadownik:
Wejdź.
(a gdy Jabłoń weszła, mówi jej,
co ma wpisać w okienku poszukiwania)

Jabłoń:
(weszła, wpisała, klepnęła enter i…
zobaczyła Heniutkę w wersji „pracuję w biurze”
)

Jabłoń:
(obśmiała się jak norka,
poczuła, że kur ją opiał i…
szybciutko skradła sierściucha 2D
)

(fot. Pani Nes)

1731. Magia w literkach

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Powieść. A w niej ani jednego imienia. Ta książka to czysta poezja wrażeń zapisana prozą. Uważność, niebywała wrażliwość między każdą spisaną parą zdań. Im wolniej się czytało, tym szybciej znikały kolejne rozdziały. Ta książka coś otwiera, coś znajduje, coś porusza, zmienia… przynajmniej we mnie.

Zaczyna do nich mówić […]. O myślach. O tych osobliwych, drobnych chwilach, które się po prostu pamięta, długo pamięta, chociaż być może wcale nie były takie istotne. O tym, czego się nie pamięta i nie ma odwagi pamiętać, i o tych wszystkich niestosownych sprawach, co do których ma się uczucie, że nie da się z nikim nimi podzielić.

*

To dobra rzecz, myśli, kiedy on dotyka jej dłoni. On idzie gdzieś, gdzie tak naprawdę nie chce być, tylko po to, żeby być z nią.

*

     — Teraz jesteś moja! — mówi rankiem.
     — Nie! Postanowiłam, że będę już tylko swoja własna! — odpowiada, mierząc się z nim spojrzeniem.

*

Tak to właśnie jest, myśli. Mężczyźni przemawiają. Kobiety słuchają i myślą.

*

Chciałabym dobrego bycia we dwoje i czasu na rozmowy o rzeczach, które coś znaczą.

*

Ruchy ma niespokojne i pełne siły. Jest sporo starszy od niej, ale jeszcze nie zdążył wydorośleć. I być może nie jest to konieczne, myśli sobie. A przynajmniej nie w jego przypadku.

*

[…] wieczność kryje się w chwili. […]
     […]
     — Moi drodzy! Zapomnijcie wszystko, co powiedziałam! Zapomnijcie. Myślcie! Żyjcie! Piszcie!
     Który mężczyzna powiedziałby coś tak mądrego?
     Żaden z tych, których zna.

*

Mężczyzna demonstrujący swoją władzę i siłę bez pokazania najpierw, że ma mózg, jest tylko zwierzęciem w zagrodzie.

*

[…] dochodzi do wniosku, że tragiczne wydarzenia często mają swój głębszy sens.

*

Cały zastęp dużych i mniejszych uczuć schodzi z półki z książkami i ustawia się tuż przed nią. Wybuchają w kolorach i kształtach, jakie można zobaczyć tylko w snach.

*

Często mają odmienne zdanie w dyskusjach. Jeśli istnieje coś naprawdę pożytecznego, to są to ludzie otwarcie wyrażający swój sprzeciw.

*

Czy wszelki rodzaj zachłanności jest tylko formą pustki?

*

Odchodząc, odwraca się w jej stronę i gdzieś w powietrze rzuca, że ona jest przedziwną kobietą. Odpowiada, że nic nie może na to poradzić.
     — Wiem o tym — odpowiada krótko i zdecydowanym ruchem zamyka za sobą drzwi.

*

Gdzie są moje słowa, kiedy ich potrzebuję, żeby wyjaśnić coś ważnego? Gdzie jest odwaga?, myśli, stawiając kołnierz płaszcza.

*

Słowa mówiące o uczuciach byłyby nie do pomyślenia. Ból głowy i wrzód na palcu, to w porządku. Siorbanie, stukanie sztućcami, charkanie jest dozwolone. Te dźwięki zdradzają życie.

*

Najgorsze są te słowa, które nie mogą zostać wypowiedziane i dlatego nigdy nie zostaną zapisane. To prawdziwe zniszczenie, które nigdy nie przemija.

*

Prawie nigdy [słowa] nie są tym, za co się podają. Niczym marzenia. Niewiarygodne, niezrozumiałe, ale nie chciałoby się z nich rezygnować.

Herbjørg Wassmo, Te chwile, przeł. Ewa M. Bilińska,
Smak Słowa, Sopot 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 20, 2016

(1727+3). Start w drodze do Szpagacika

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
(zawiózł Jabłoń na pocztę)

Jabłoń:
(do pani w okienku)
Jeśli mogłaby pani, to proszę
wybrać kolorowe znaczki.
(po chwili w zachwycie,
że kwiatki i motylek, między innymi
)
A czy mogłaby pani nakleić nalepkę
z priorytetem?

Sadownik:
(szturcha tajnie Jabłoń, że już starczy tych żądań)

Pani w pocztowym okienku:
(wszystko przepięknie okleiła)

Jabłoń:
(w jeszcze większym zachwycie dziękuje)


Sadownik & Jabłoń:
(po wszystkim wracają do samochodu)

Jabłoń:
Ty nic nie rozumiesz,
w dziewczyńskim świecie detale są ważne!

1729. Mały, ale wielki chłopiec

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj. Nagła zmiana planów. Miejsce publiczne. Sadownik szuka wolnego stolika. Czekam przy drzwiach; przyzwyczajona, że dorośli udają, że nie patrzą, choć w skrytości, widocznej gołym okiem, gapią się z zaciekawieniem. Jak dobrze, że nie było tam znajomych z kretyńskim pytaniem-interpretacją: Alpy?

Przechodzi obok mnie trzy–czterolatek. Zatrzymuje się. Nie ściemnia, że na mnie patrzy. Patrzy szczerze, całym sobą. Uśmiechamy się do siebie, bo przecież nieoczywistym jest to spotkanie. Oswajamy naszą współobecność w tej samej czasoprzestrzeni. Z ciekawością, która nie ma nic wspólnego z żądzą sensacji, pyta: złamana nóżka?

Tak po prostu rozmawialiśmy o tym, co jest.

     — Musisz opiekować się swoimi stopami — mówi. Trudno się z tym nie zgodzić.

Herbjørg Wassmo, Te chwile, przeł. Ewa M. Bilińska,
Smak Słowa, Sopot 2015.

1728. Nie ustawaj, idź do końca

na samym końcu bezsilności i niemocy jest (u mnie) akceptacja, szczególna przytomność i trzeźwość umysłu.

*

nie upijam się emocjami. jestem emocjonalnie trzeźwa jak świnia.

sobota, marca 19, 2016

1727. Celebrując dziewczyński czas

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bywa już pannicą, ale tak w ogóle Szpagacik jeszcze przez chwilę jest dziewczynką — najsłodszą, najukochańszą, najbardziej wyczekaną. Najsłodszą, najukochańszą i najbardziej wyczekaną pozostanie, ale dziewczyński czas kurczy się z dnia na dzień, jest policzony. Postanowiłam go wykorzystać na książki, które nigdy potem nie będą dla Niej zabawne, pożyteczne czy dobre, po prostu.

Klasyczna ciocia ze mnie żadna. Szpagacik zaś jest dziewczynką szczególną. Obie dzielimy uwielb dla Mamy Mu. To właśnie dla tej szczególnej Dziewczynki postanowiłam ruszyć w podróż uzupełniania „dzieckowych” książek z dostojną liczbą literek w środku, nim wypełni się czas — mają być dobre! Innych nie chcę Jej podarować.

Oczywiście, czytam je jako dorosła i w rechot żołądka wprawiają mnie dorosłe skojarzenia do napotykanych słów, treści i przygód bohaterki. Jakieś wady to moje czytanie musi mieć.

Była sobie Malutka Czarownica, która miała tylko sto dwadzieścia siedem lat, a to, jak na czarownicę, jest naprawdę bardzo mało.

*

     — Ładna historia! — zakrakał. — Całymi dniami latasz po świecie, a ja tu siedzę i czekam jak głupi.

*

     — Leć wolniej! — strofował ją kruk. — Przez ten piekielny pęd kark skręcisz! Czy jesteś szalona?
     — To nie ja! — zawołała Malutka Czarownica. — To miotła. Poniosła mnie, bestia!

*

     — P-później ci to op-powiem. Przede wszystkim m-mu-szę sobie z-zagotować herbaty, bo z-zimno tak mnie t-trzęsie, że ledwo m-mogę mówić.
     — A widzisz! — zakrakał Abraksas. — To są skutki wychodzenia w takie pieskie zimno! Ale ty nigdy nie chcesz mnie słuchać!
     
[…]
     — Wiesz, zupełnie cię nie rozumiem. Pomogłaś czarami sprzedawcy kasztanów, żeby nie marzł, dlaczego więc nie pomogłaś samej sobie? Co ma o tym myśleć rozsądny kruk?

Otfried Preussler, Malutka Czarownica,
przeł. Hanna Ożogowska i Andrzej Ożogowski,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2009.
(wyróżnienie własne)

1726. Tymczasem u Orzeszka i Białego Kruka

Biały Kruk doniósł, że skończyli…

…a Jabłoń w zachwycie,
również z powodu brakującego elementu,
który przepięknie, jej zdaniem, dopełnia całość.

(1724+1). Senne powidoki

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zmywała ze ścian krwawe bluzgi wczorajszych przekleństw i utyskiwań na los. Dobrze jej tak. Na granicy snu i jawy próbowała sobie wyobrazić ten sposób porządkowania życia.

Podróżą jest już pierwszy krok — nieznośny, pieprzony optymizm, skąd to się w niej bierze? Zaraz potem na granicy snu i jawy, nim uchyli poranne powieki.

Zmiana jest w niej. Stała się kimś, kogo jeszcze sama nie zna.

*

Nie przejmuj się rzeczywistością, i tak jest fałszywa, uśmiecha się Sara, wsiadając na rower.

Herbjørg Wassmo, Te chwile, przeł. Ewa M. Bilińska,
Smak Słowa, Sopot 2015.
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 18, 2016

1724. Peregrynacja, dzień 67.

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

między jednym uczuciem a drugim. znajduję się i gubię. bezsilność. niemoc. nadzieja. poczucie sensu. wszystko to. dziś. moje. w hektolitrach, tonach i metrach kwadratowych na sekundę.

plan. uczuciem tępym szkicowany.

pierwszy krok? w przenośni i dosłownie. uśmiecham się. gubię i znajduję odpowiedzi.

*

zabiję dziś każdego, kto powie: ale ci dobrze, odpoczywasz sobie… lub zapyta o przyczynę: Alpy? utłukę ludzką bezmyślność tak po prostu, ortezą.

*

Czy są słowa mogące wyjaśnić, kim ona jest? Czy da się wyjaśnić prawdę o byciu człowiekiem?

*

Dziwne. Smutek jednego człowieka jest we wszechświecie mniejszy od cząsteczki pyłu. Tak już jest. Ona jest tego częścią. Obca. Nie ma w sobie właściwego dążenia do przynależności. Nie wie, czy czuje z tego powodu ulgę czy przykrość. Ta świadomość otwiera w niej przestrzeń.

*

Wkłada wiele pracy w bycie po prostu sobą, kimkolwiek jest.

*

To niewiarygodne, myśli sobie. To dar! Tamta postrzega ją zupełnie inaczej niż ona siebie.
     Tylko czy tak jest?
     Może wystarczy tylko przyznać się do własnej siły?

Herbjørg Wassmo, Te chwile, przeł. Ewa M. Bilińska,
Smak Słowa, Sopot 2015.

czwartek, marca 17, 2016

1723. Peregrynacja, dzień 66.

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

lewa: bawełna

prawa: włókno bambusowe

*

Chciałoby się powiedzieć, który to już dzień! Ale przecież pamiętam chwile, gdy stan dnia dzisiejszego był odległym marzeniem. Patrzę dziś na swoje stopy i tak sobie myślę przewrotnie dość, a może już zawsze nosić dwie różne skarpetki? Na cześć Życia nieoczywistego, zadziwiającego, szczęśliwego mimo wszystko!

1722. Człowiekiem być, nie świętym

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pokolenia X, Y, Z, itd. Nie o tym było to, co przeczytałam. Zadumałam się. Zdecydowanie bliżej mi do pokolenia AIDS niż do jp2, bo samemu polskiemu świętemu, według mnie, zdecydowanie bliżej do ludobójcy w białych rękawiczkach niż świętości.

Do wczoraj nie miałam pojęcia o osobie Larry’ego Kramera. Do wczoraj nie miałam pojęcia o sztuce i scenariuszu filmowym, które napisał. Był Świadkiem heteronormatywnej megaobojętności. Jest Aktywistą społecznym. Film Odruch serca (oryg. Normal Heart) — jak dobrze, że go nie przegapiłam.

Bały się mnie [inne dzieci]. Nadal przerażam ludzi. […]
Ja też przerażam ludzi.
Naucz się to wykorzystywać. Nie wszyscy muszą cię kochać i popierać.

Odruch serca, 2014.

Jestem jednak zwierzem książkowym i po obejrzeniu filmu myślę też Gardell (I), Gardell (II), Gardell (III). Świat potrzebuje ludzkich ludzi, nie ideologii.

środa, marca 16, 2016

1721. Amen

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czy w każdym życiu pojawia się ktoś, z kim chciałoby się być ciut bliżej? Usiąść; porozmawiać o rzeczach nietrywialnych, zajmujących, z własnym doświadczaniem życia związanych; pobyć prawdziwie? No więc chciało się. I? Niedobre momenty. Niewłaściwe gesty. Nie te co trzeba słowa. Nie szło, nie dało się — permanentny brak kompatybilnych chwil. Mijał tylko czas.

W poniedziałek rano ni z tego, ni z owego przyszło do mnie pytanie. Usiądzie, powie o rzeczach nietrywialnych, zajmujących i co ja z tym zrobię? Czy naprawdę chcę te wszystkie, wydobywające się z trzewi ludzkich, dźwięki usłyszeć? Po co mi to? Co byłoby dalej?

Synchronicznie, kilka godzin później, zupełnie obok mojego bycia, myślenia i czucia dzieje się Zaskakująco-Niemożliwe Coś. Mowę z wrażenia odbiera, bo ten ktoś, z kim chciałoby się być ciut bliżej, nigdy, przenigdy nie zrobiłby czegoś takiego, a tu Zaskakująco-Niemożliwe stało się faktem. Znika „ktoś, z kim” i potencjalne rozmawianie o nietrywialnym i zajmującym. Jest dobra, ciekawa, fascynująca, ale niewłaściwa osoba. Albo ja byłam niewłaściwą osobą lub niewłaściwe były miejsce i czas.

Z głowy. Z serca. Już. Amen.

1720. Chwila w świecie bez kopytka

wtorek, marca 15, 2016

1719. Peregrynacja, dzień 64.

(na końcu drogi wewnętrznej stanęła i czeka,
by przepuścić auta, co po ulicy jadą
)
Jabłoń:
(za chwilę rusza w poprzek jezdni
do samochodu, co po drugiej stronie ulicy
)
Widziałeś?
(w dziecięcym zachwycie ludzkim gatunkiem)
Mrygnął mi długimi i zatrzymał się, bym mogła przejść!

Sadownik:
Bo ty jesteś pojazd uprzywilejowany!

poniedziałek, marca 14, 2016

(1717+1). Robin But i czary

Jabłoń:
(w nowym lewym wymarzonym po śniegu „idzie”,
ale i zatrzymuje się, patrząc pod nogi
)

Sadownik:
(widzi, że Jabłoń zatrzymuje się na parkingu co chwilę)
Robin Bucie, idź!
Nie szukaj zdjęć do zrobienia.

*

kwadrans później. już z Przytuliska
urok przez bucik rzucony
zatrzymany w kwadracie chwili.

nie wynagrodzi zobaczonych, ale
niezrobionych zdjęć na parkingu.
[bo ręce służą Jabłoni do chodzenia]

1717. Peregrynacja, dzień 63.

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od kilkudziesięciu dni moc samodzielnych wycieczek do toalety wrócona. Wychodząc z łazienki, opieram się o ścianę, zamykam drzwi, gaszę światło. Nim chwycę się ponownie kul, mój wzrok samoistnie ląduje pod przeciwną ścianą, gdzie rządkiem stoją… moje buty. Kilkadziesiąt dni temu śmiały się niemożnością. Teraz uśmiechają się przyszłością. To jedyny sposób, w jaki spotykamy się od dwóch miesięcy.

*

Siódmy dzień dziewiątego tygodnia. Dziś.Przyszłość… stanęła w rządku. Nowa wymarzona para. Dzięki Bliźniaczej Liczbie i Sadownikowi. Ja tylko powiedziałam: chcę, bardzo, bardzo.

niedziela, marca 13, 2016

(1715+1). Wciąż w nas, do ostatniego tchu

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Byłaś dzieckiem… ono wciąż w Tobie gdzieś jest… ten zapach, ta melodia, to miejsce… ułamek sekundy i z łatwością ożywają w nas „dzieckowe” uczucia… założę się, że masz takie doświadczenie. Byliśmy dziećmi, a więc byliśmy też poetami, marzycielami i filozofami. Wróć!

Byliśmy i jesteśmy poetkami, filozofami, poeatami i filozofkami, marzycielkami i marzycielami. Dlaczego tak łatwo o tym zapominamy w doroślejszym wieku? Dlaczego tak łatwo rezygnujemy z tych supermocy.

Poetą jest człowiek, który bardzo się weseli i bardzo się martwi, łatwo się gniewa i mocno kocha — który silnie czuje, wzrusza się i współczuje. I takie są dzieci.
     A filozofem jest człowiek, który się bardzo zastanawia i chce koniecznie wiedzieć, jak wszystko jest naprawdę. I znów, takie są dzieci.
     Dzieciom trudno powiedzieć, co czują i o czym myślą, bo trzeba mówić wyrazami. A jeszcze trudniej pisać. Ale dzieci są poetami i filozofami.

*

     Pytałem raz w klasie, czym kto chce być. Jeden chłopiec powiedział:
     — Czarnoksiężnikiem.
     Zaczęli się śmiać. Chłopiec zawstydził się i dodał:
     — Będę pewnie sędzią, jak mój tatuś, ale pan się przecież pytał, czym chcę być.
     I tak właśnie śmiech, a potem i przezwiska uczą nieszczerości i ukrywania. Przecież każde marzenie jest jakby bajka czarnoksiężnika.
     A pożyteczne i ważne są marzenia.

Janusz Korczak, Prawidła życia,
Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2012.