poniedziałek, lutego 15, 2016

1679. Drugi człowiek, kobieta

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Łatwiej byłoby mi się z tobą przespać niż… — powiedziała lub nie powiedziała dokładnie tymi słowami. Tak to zrozumiałam, a może wcale nie zrozumiałam, tylko tak to pamiętam. Pewna jestem za to miasta, adresu, daty, okoliczności.

Czytając przedwczoraj poniższe słowa, pomyślałam, że od tamtego miasta, adresu i okoliczności, choć nie poszłyśmy do łóżka, jesteśmy sto dwadzieścia trzy łóżka dalej i prawdziwiej w naszej relacji. Dlaczego sto dwadzieścia trzy? Nie skupiaj się na detalach.

Powrót do siebie jest przeciwieństwem wyrzeczeń, nadmiaru i wszelkich działań wynikających z lęku. W takim rozumieniu wejście w akt intymności z drugim człowiekiem nie musi oznaczać uprawiania seksu. Jest dzieleniem się tym, co cenne.

Hanna Rydlewska, Marta Niedźwiecka, Slow sex. Uwolnij miłość,
Agora, Warszawa 2016.

niedziela, lutego 14, 2016

1678. Walentynki 2016, nowy rekord

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik & Jabłoń:
(uradzili, że trzeba zwiększyć dystans)

Jabłoń:
Najpierw Henia czy ja?

Sadownik:
Laski w Walentynki mają pierwszeństwo!

Sadownik & Jabłoń:
(poszli na rundkę wokół bloku o kulach)


*

Sadownik & Jabłoń:
(jadą wokół bloku)

Sadownik:
O kulach zachowujesz się jak mężczyzna.

Jabłoń:
???
(zatrzymała się z wrażenia)

Sadownik:
Jak idziesz, to milczysz.

*

241 machnięć kulami done.

(1675+2). Mili, czas na seks

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z uważnością pogłaskałam Go po plecach.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Z wdzięcznością dłużej Mu w oczy patrzyłam.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Z uważnością i wdzięcznością przytuliłam. Jego do siebie. Się do Niego.
     — Mikroseks — powiedziałam.

Mikroseks za mikroseksem. Tego ćwiczenia nie ma w tej książce. Wymyśliło się samo na nasze potrzeby. Mikroseksów co dnia, ile się da. Proszę bardzo i poproszę.

Jabłoń:
Mikroseks.

Sadownik:
A dlaczego mikro?

Jabłoń:
Żebyśmy nie uschli do cna,
mikro do mikro, porażka niemożliwa.

Sadownik:
Ale to dużo więcej niż mikro.

(uradzili, by zmienić rząd wielkości)

Z uważnością. Z wdzięcznością. Z miłością. Z czułością. Z intencją, by cieszyć się wspólnym życiem, choćby nie wiem co.
     — Miliseks — mówi każde z nich w drodze do pełni.

(1675+1). Seksowna książka

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są okoliczności przyrody, gdy człowiek przechodzi automatycznie do klubu teoretyków seksu. Niecałe dwa (?) tygodnie temu jedna z autorek ciekawie o pomyśle na tę książkę opowiadała. Słuchając jej, pomyślałam, że skoro siłą rzeczy teoretyczką jestem i jeszcze jakiś czas będę, to sobie chociaż poczytam.

Po fazie euforii — można po polsku ładnie mówić o seksie, bez tabu, bez medykalizacji, bez wieszania psów na pragnieniach. Przyszła faza wkurwu — bigos wymieszany z powidłami i bergamotką, czyli PBP, pranajama, mindfulness, tantra na potrzeby seksu w trzy minuty wyłożone. A potem, powoli, powoli… to tylko książka.

To tylko rozmowa dwóch fajnych babeczek. W kraju bez seksu, ale za to z wynagradzaną rządowo prokreacją i religijnym tabu nałożonym na fantazje to pozycja książkowa bardzo wartościowa. Ot, leksykon pojęć, haseł, kluczy, map. To tylko miejsce, od którego warto zacząć, nie cel. Zawiedzie się wielu tą książką, bo dużo w niej o pracy nad sobą.

To aż rozmowa, której warto się przysłuchać.

[…] żyjemy w gigantycznym deficycie dotyku.

*

Zachwyt, wzruszenie, pełne przejęcie tym, co nas spotyka, to jedne z najbardziej odżywiających stanów, w jakie możemy wejść. Z nich wyrasta kreatywność, sztuka, miłość.

*

Jako dzieci mieliśmy uważność stuprocentową. Dłubiąc patykiem w piachu ze stopami zanurzonymi w lodowatym Bałtyku, byliśmy absolutnie oddani tej czynności, a próba oderwania nas od niej kończyła się aferą. Nie musieliśmy czytać poradników, żeby trwać uważnie w zabawie, bo mamy tę zdolność od urodzenia. Rzecz w tym, aby zauważyć, że jakość, satysfakcja, mięsistość doznań pojawia się wraz z naszym zaangażowaniem i oddaniem się czemuś.

*

[…] podejmując trudne decyzje, dajemy świadectwo tego, że żyjemy, że zależy nam na samych sobie.

*

Bo uważność to sztuka bycia tam, gdzie postanowiłeś się właśnie znaleźć.

*

[…] trudność wynika z rezygnacji z czegoś, do czego się przyzwyczailiśmy. Ten krok jest niezbędny, żeby opuścić własną strefę komfortu.

*

Moment nieciągłości, gdy na skutek przypadku lub planu wszystko zaczyna działać inaczej, da się opowiedzieć chyba tylko przy pomocy poezji.

*

Dotyk wynosi nas poza własne „ja” w stronę drugiego człowieka i pozwala wejść w kontakt z jego ciałem, tak jak tego pragniemy. Możemy przekazać tą drogą namiętność, czułość, która jest namacalna, niedeklaratywna.

*

Każda z naszych cech ma awers i rewers — wtedy mówimy o wadzie czy o zalecie. Ale pod spodem znajdują się jeszcze uczucia.

*

To twoje zaangażowanie czyni działanie ważnym […].

Hanna Rydlewska, Marta Niedźwiecka, Slow sex. Uwolnij miłość,
Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1675. Peregrynacja, dzień 34.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dokładnie tydzień temu. Zgadnąć miałam, która z książek była inspiracją do tego prezentu. Gepardzica i Sadownik nie mogli wyjść z podziwu, jak bardzo nie wiem, o co chodzi. Jaka książka? Jaka inspiracja? Wyparcie — zdiagnozowała Gepardzica. Nadal nic mi się nie zgadzało. Nie mogło, bo okazało się po jakimś czasie, że na tamten moment książka ta czekała na swoją kolej. Ubawiliśmy się wszyscy troje.

Dziś. Książka, o której mowa, skończona. Dziś, szóstego dnia piątego peregrynacyjnego tygodnia, komisyjnie razem z Sadownikiem wyjęliśmy nogę z ortezy, która sznytem nowości i nowoczesności w Przytulisku od piątku jest. Pierwszy raz, po trzydziestu czterech dniach podeszwa stopy dotknęła powierzchni wody. Inaugurację nowego etapu zaszczycił prezent, którego szczególny zapach, gdy troszkę straci na intensywności, kojarzy mi się z kwitnącym jaśminem w upalne lato.

sobota, lutego 13, 2016

1674. Klucz wiolinowy, basowy i liczby

25. Niespodziankę imieninową zrobił mi Sadownik tydzień temu. Intensywność — tym dla mnie jest Jej głos — dobrze wpływa na odrastanie moich kosteczek. Łomolę…

Adele, Water Under the Bridge, 25,
XL Recordings, 2015.

*

14. Imieninowo u Białego Kruka i Orzeszka, po konsultacjach, niespodziankę zamówiłam. Przyszła. Zaskoczyła bardzo mile, również historią, którą kryje: czternastoletni skrzypek, materiał nagrany w 1995 ukazał się po prawie dwudziestu latach, bo… odnalazł się. Łomolę…

Our feelings change all the time, but in themselves, at any given time, they are always true.

David Garrett, 14,
Deutsche Grammophon, Berlin 2013.

David Garrett, 14.

czwartek, lutego 11, 2016

1672. O szczęściu słów kilka

Pan Ciasteczko:
(z Heniutką na pokładzie jechał do pracy)

Sadownik:
(dzwoni z trasy)
Bardzo cię kocham.

Jabłoń:
Ja Ciebie też.

Sadownik:
Ale ja ciebie bardziej…
(pauza)
…bo  w r ó c ę!

Jabłoń:
(przelicytowana, ale przeszczęśliwa)

1671. Książka nie na podpałkę

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Książkę przysłał mi Biały Kruk. Na stosik odłożyłam. A w temacie książki przypomniało mi się, jak zdjęcie orzeszkowo-krukowym polanom robiłam prawie miesiąc temu. Dwa dni później Biały Kruk stwierdził, że książka fantastyczna, ale pewnie wyda mi się nudna, bo jest naprawdę dla mężczyzn. Przeczytałam swoje to i owo. Gapiąc się na szczyt czytelniczego stosiku, mając nie lada dylemat, wybrałam i pochłonęłam.

Jeden z portali, podobno opiniotwórczych, wybrawszy cytaty z tej książki, opatrzył je śródtytułami, a całości nadał tytuł zaczynając od słów: Obudź w sobie psychopatę — trzeba być niezłym świrem reklamowej targetologii klikalności, by coś tak idiotycznego wymyśleć. Mało? Mało! Ów portal zrobił to we współpracy z wydawcami — ręce do ziemi opadają. Na szczęście ten twórczy potworek wpadł mi w oczy dopiero dziś, gdy szukałam zdjęć.

A książka? Fascynująca! I? I gdybym była mężczyzną, chciałabym mieć ją w papierze. Psychopatów ta książka zanudzi na śmierć, bo jest o najwspanialszych cechach, jakie może mieć człowiek.

[…] polowałem na duszę ukrywającą się w rytuale palenia drewnem. Niestety entuzjaści tego surowca to takie plemię, które nieszczególnie lubi ubierać swoje uczucia w słowa. Widać je natomiast w wysokich, ostro zarysowanych stosach, w świeżym kicie w starych, żeliwnych piecach, w otwartych drewutniach o dłuższym boku wystawionym na południe (spokojnie, wrócimy jeszcze do tego). Dlatego właśnie w tej książce dużo będzie o metodzie, bo mówi ona pośrednio o uczuciach.

*

[…] zawsze możemy wysilić się bardziej niż zwykle. Być może efekt będzie lepszy, jeśli któregoś dnia popracujemy do ósmej i odpowiemy na e-mail już po położeniu dzieci spać, a już na pewno niemal wszystko da się ulepszyć, jeśli porobimy troszkę w weekend. A prywatnie — zawsze możemy zachowywać się trochę lepiej, więcej czasu spędzać z dzieciakami, rozmawiać o tym, o czym zwykle nie mamy ochoty.
Jednak praktyczna praca daje spokój ducha innego rodzaju. Gdy polano jest rozłupane, to jest rozłupane. Nie można go już przerobić ani ulepszyć. Frustracje dnia przechodzą na drewno, a później do pieca. Jedną z najbardziej fantastycznych cech drewna opałowego jest to, że ma zostać spalone. Nigdy nie będzie analizowane przez żadną komisję, pokazywane przez projektor ani porównywane z konkurencyjnym polanem
.

*

Nie ma nic złego w kontakcie także z tym, co przemija.

Lars Mytting, Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie,
przeł. Witold Biliński, Smak Słowa/Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

wtorek, lutego 09, 2016

1670. Trzy peregrynacyjne chwile

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

#1
Jabłoń:
(pomimo zaliczonej pierwszej nocy z pełnymi sześcioma godzinami snu,
ciut marudząca skarży się na swój los
)
Już wiem, dlaczego mamuty wyginęły. Jeden był w gipsie.

Sadownik:
(daje sobie pięknie radę z kiepściutkim drzewnym nastrojem)


#2
Jabłoń:
(za jakiś czas opowiada Gepardzicy,
że już wie, dlaczego wyginęły mamuty
)

Gepardzica:
Nie, nie dlatego. Bo się poślizgnęły!


#3
Jabłoń:
(za jakiś czas i jeszcze trochę czasu dostała takie cudo
i pomyślała: rodzinnie wszystko się zgadza!
)

poniedziałek, lutego 08, 2016

(1668+1). Peregrynując

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynuję siódmy dzień czwartego tygodnia. Czasem odsłoni się kawałeczek tajemnicy, po co mi to wszystko było, po co mi to jest. Poniższe cytaty aż prosiły się, by przytoczyć je ku czci każdej peregrynacji, która uczy nas szybko tego, czego w innych warunkach nawet nie moglibyśmy dostrzec, a co dopiero poczuć/zrozumieć, zinternalizować i używać.

Motocyklista miał rację: należało unieść ociężałe stopy, na oślep zrobić parę kroków wstecz, zaryzykować utratę równowagi, zaryzykować upadek w bezdenną otchłań, byle zrobić życiu miejsce. Czy o to właśnie mu chodziło? Kto to mógł wiedzieć.

*

[…] życie potrafi przynieść wstrząsy, gdy zmienia się zwrotnice. W czym mieści się zarówno sejsmologiczna, jak i kolejowa metafora. I właśnie dlatego, kiedy życie mknie niegrzecznie przed siebie, trzeba mu ustąpić.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1668. Wytrych

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Noce wykańczają mnie, więc ja wykańczam kolejne książki, a ich stosik wcale od tego nie maleje.

Na beletrystykę trudno mnie naciągnąć, chyba że moja ulubiona autorka lub ulubiony autor. Okazało się, że jest poza tym, dość łatwym do przewidzenia, kluczem również wytrych: niech książka „dotyka” jakiejś kobyły psychologicznej lub mini świętej krowy i mówię: wchodzę w to!

To właśnie książka z drzewnym wytrychem: relacje, ludzkie pragnienie bliskości, zrozumienia i porozumienia. Subtelna, ale i przerysowana. Dobrze się bawiłam.

Zauważyliście, jak czas staje w chwili zdmuchiwania świeczek, mimo że chwile unoszą dym?

*

     — Zawsze należy się spodziewać niespodziewanego — odkrzyknął.

*

No i gdzie te niedozwolone substancje?
     Cierpliwość to też substancja. Pozyskiwana z rud. Wywodzących się z gwiazdy. Czuła, że też jej trochę zawiera. Nie zawsze jednak przynosiło to owoce, a przynajmniej nie zawsze przynosiło to słodkie owoce.

*

Bake i Suzy zostali zaproszeni. Strony biernej od wieków używa się do zwalania winy na innych.

*

     — I kto to mówi.
     Była załamana, że doszli do tego punktu. Gdyby jednak człowiek znał przyszłość, gdyby umiał przewidzieć wszystkie zachowania bliskich, zapewne nie miałby odwagi niczego zaczynać ani tym bardziej ciągnąć. Najprawdopodobniej dlatego dziewięć dziesiątych ludzkiego mózgu leżało odłogiem: abyśmy byli dzielnymi głupkami. Do dyspozycji został nam zwierzęcy móżdżek, a boski, czarodziejski mózg, ten zdolny do przewidywania przyszłości i telekinezy, drzemał. Skurczybyk.

*

Ale czy się kłócimy? Ja nie, ja tylko… tylko rzucam od czasu do czasu parę pytań. Pytam: „Co ty, do cholery, wyprawiasz?” i „Chcesz nas wszystkich podusić?”, i „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. I jeszcze raz: „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. A potem: „Głuchy jesteś?”. Pytam go też: „Czym według ciebie jest małżeństwo? Naprawdę chciałabym to wiedzieć!” oraz „Twoim zdaniem tak wygląda porządnie przewietrzony dom?”. Krótki zwykły wywiad. Nie lubię się kłócić. Jestem nastawiona pokojowo.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1667. Peregrynacja, dzień 28.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wszystkie moje aktualnie największe marzenia mogą wydawać się postronnym dość trywialne. Nic bardziej mylnego, nigdy w życiu nie miałam tak soczystych, niby prostych, ale wymagających, wielkich drzewnych marzeń. To jedna z wartości dodanych całej tej peregrynacyjnej przygody, która leczy metodą szokową z niezdrowej neokapitalistycznej neurozy spełnień i neurotycznego kapitalizmu zachcianek mylonych namiętnie z potrzebami. Nie jestem materiałem, półproduktem czy targetem. Jestem jakoś inaczej, jakoś bardziej.

*

Nie mam zamiaru iść na żaden kompromis. Już dziś cieszę się na pierwszą szóstą rano, gdy będę mogła powiedzieć do Heniutki: idziemy!

(cała fantastyczna rysunkowa historia
tu, czyli źródło)

niedziela, lutego 07, 2016

(1663+3). Poprzedniczka

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od jakiegoś czasu czytam naprzemiennie, na suwak, przestrzegając parytetu, autorka, autor, autorka, autor. Na tapecie autorka, ale nazwisko i słowo zawiesiły czytanie, by pochłonąć z przeogromną przyjemnością nazwisko i słowo, a teraz poprzednik słowa. Magia!

Droga pani Schubert, piszę do pani w języku polskim. To dziwny język. Przykleja się do podniebienia. Trzeba go stale tłumaczyć na języki obce. […] Bywa, że rozkręca się w miłości. Pamięta pani ten leksykalny zawrót głowy, kiedy biegliśmy przez plażę, a deszcz zmywał nam resztki mowy z ust?

*

Szukam gorących źródeł naszej miłości, pijalni mineralnych słów, leczniczych godzin we dwoje.

*

Droga pani Schubert, czasami czuję się jak wystawiony na sprzedaż dom. Jest we mnie sześć pokoi, są dwie kuchnie, trzy łazienki i jeden przygarbiony strych. Teoretycznie mam dwa wyjścia, ale od podwórza wiecznie zamknięte.

*

Pyta pani, kiedy to się nie zdarzyło? Nie potrafię powiedzieć.

*

Droga pani Schubert, śniła mi się wojna. Od stóp do głów. Na szczęście niebo przechowało się w piekle, wiara w grzechu, ogień w ogniu.

*

Kiedy miłość zagląda w oczy, budzą się instrumenty dęte.

*

Droga pani Schubert, od dłuższego czasu obserwuję głupotę. Bestseller światowy. Napina mięśnie w toksycznej siłowni. Stepper. Handle. Sztangi. Pewna siebie kondycja. Podobno istniała już przed swoim narodzeniem.

Ewa Lipska, Droga pani Schubert…,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Książkę znakomicie ilustrował Sebastian Kudas.

(Sebastian Kudas, źródło)

(1630+35). Reality v. 2.0

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jest, jak przewidział. W naszym kinie już go nie grają. Jeszcze nie chodzę. No i? Zew zmiany. Postanowiliśmy na ten film pójść do kombinatu kinowego. Byłam zachwycona pomysłem od samego początku, gdy jeszcze w domu poprosiłam o lewy but i prawą frotową męską skarpetę na gips. Nie wspominając o bonusie: cudownym świeżym powietrzu, gdy tylko znaleźliśmy się na podwórku w sobotni wieczór.

*

Sadownik & Jabłoń:
(już przed domem na końcu bloku, w drodze do kina)

Sadownik:
Zostawię cię pod śmietnikiem i pójdę po samochód.

Jabłoń:
(z udawaną nadzieją w głosie)
Poczekamy, aż ktoś mnie weźmie?
(po chwili i przeczytaniu tabliczki informacyjnej)
Ale tu jest napisane „zakaz składowania gabarytów”!

Sadownik:
Ty nie jesteś gabaryt.
Ty jesteś nieruchomość!

*

*

(na powrocie do domu)
Sadownik:
Śmigasz na tych kulach tak,
że wystawimy cię w Wielkiej Pardubickiej!

Jabłoń:
(uśmiecha się przy każdym osobiście zdobytym metrze)

Rehabilitowanie współpracy zdrowej z chorą częścią narządu ruchu „wyjściem do kina” zakończyliśmy sukcesem o 1:30 w niedzielę. Dumni oboje!

_____________________
za naszych młodzieńczych czasów pod śmietnikiem zostawiało się przysłowiowy chleb dla konia, czyli wszystko to, co mogło się jeszcze komuś przydać.

sobota, lutego 06, 2016

(1657+7). Czekanie na Komplet

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Było:

Coś w tym jest. Eeeee! Jest w tym bardzo dużo. Poprosiłam o autoryzację. Otrzymałam. Umieściłam.


***

Jest:

Upuściłam już wszystkie wrażenia i czekam sobie. Czekam na Sadownika, który pojechał do Altówek po Heniutkę. Jeszcze chwilka i będziemy w komplecie.

1663. Objawienie (II)

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wiem, jak to się stało. Wymówiła nazwisko, po raz drugi w ciągu ostatnich kilku dni, a potem wypowiedziała słowo «miłość». Nie wiem, czy nazwisko i magiczne słowo stało się falą dźwiękową wczoraj, czy przedwczoraj. Wiem, że stało się to w Przytulisku, miejscu, w którym dla mnie ostatnio dzieje się wszystko.

Tknęło mnie wczoraj wieczorem, że może to nie chodziło o świetny tekst w magazynie, periodyku, gazecie, bo Ona czyta tego na tony i ja za nią w tej materii nie nadążam. Prawda jest szkaradna: nawet nie próbuję samej sobie na ambicję wleźć w tym temacie.

Tknęło mnie, jak już napisałam, zaanonsowałam, zeznałam. I co? I mnie nie było, szanowni państwo, nie było, bo to bardzo groźna książka, która przenosi w czasie, przestrzeni i uczuciach. A na jej końcu zaskoczenie — to już? koniec? — i wdzięczność, że można było wypuścić uczucia na tak piękny literkowy wybieg. Miłość? Miłość! I wdzięczność!

Droga pani Schubert, niepokój, jak pani zapewne pamięta, narodził się w bibliotece pośród odurzonych zdań. Żadne z nas nie wierzyło wtedy w Słownik Wyrazów Obcych, który próbował nas ostrzec.

*

Czy dowiedzieliśmy się wtedy czegoś więcej o sobie? Nie jest to nigdzie zapisane, chociaż słowa już w drodze.

*

Jak pani wie, wszystko co jest niemożliwe, nadaje się do życia.

*

Aroganckie przeznaczenie przegląda gazetę w pobliskiej kawiarni.

*

[…] a my, jak zwykle, w ulewie niepewności, gdzieś obok, w samym sercu, poza.

*

Droga pani Schubert, niech pani nie przyśpiesza Losu; że musi, że tylko teraz, że za zakrętem w prawo… Niech go pani nie popycha, nie nakłania, nie kusi… Jest właścicielem ziemskim. Skupuje miłość, fortunę, ogień i umarłych.

*

Jest wciąż ta sama pora samotności, której nie ma, chociaż na boku coś tam sobie notuje, szkicuje, pisze kamień.

*

Droga pani Schubert, zastanawiam się, gdzie zamieszkamy Potem. […] Będzie to pomiędzy tym, czego nie zrobiliśmy i czego już nie zrobimy.

*

A chciałbym pani tylko powiedzieć, że wszystko, co nigdy nie istniało, ma szansę się zdarzyć.

Ewa Lipska, Miłość, droga pani Schubert…,
Wydawnictwo a5, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

1662.

(1659+2). Objawienie (I)

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Już mogę. Bo wcześniej nie mogłam. To nie jest książka, która wystawi ci rachunek za marnowane życie. Nie jest o zdobyciu świętego Graala szczęśliwości wszelakiej w jeden weekend. Choć tytuł może kusić o założenie podobnej hipotezy i skutkować porzuceniem idei jej przeczytania.

Jak ja do tej książki doszłam? Mam książkę, którą szalenie lubię. Zdziwiłam się, bo wyszła w języku polskim. Odkryciu temu towarzyszyło kolejne: pomysłodawca i realizator portalu ibukowego, który uwielbiam i któremu kibicuję, też lubi tę książkę. Rzuciłam okiem, co jeszcze lubi i w ten sposób odkryłam dla siebie tego Autora. Polecana książka jeszcze czeka, ale ta to prawdziwy majstersztyk. Zmienia perspektywę. Niby nic się nie stało, a stało się… wszystko.

Posiadasz pewną skończoną ilość czasu, uwagi i energii, jakie możesz zaoferować światu, a kiedy już je na coś „wydasz”, nie sposób ich odzyskać.

*

     — Czemu nie zaczniesz teraz? — zapytał go kiedyś przyjaciel.
     — Żartujesz? — zdziwił się mężczyzna. — Mam pięćdziesiąt lat! Nauczenie się gry na przyzwoitym poziomie zajmie mi pięć lat. Będę miał pięćdziesiąt pięć lat, kiedy w końcu zacznę sobie radzić jako pianista.
     Jego przyjaciel przez chwilę milczał, a następnie odparł:
     — A jak stary się wtedy poczujesz, jeśli jednak
nie zaczniesz uczyć się grać teraz?

*

[…] kiedy była mała, jej ojciec regularnie pytał: „jaką porażkę odniosłaś w tym tygodniu?”. Gdy odpowiadała „żadnej”, ojciec odcinał się mówiąc „ach, to szkoda”. Teraz Sara twierdzi, że ten rytuał nauczył ją, iż porażką nie jest wcale wynik starań, ale ich brak.

Todd Henry, Die Empty. Życie na 100%,
przeł. Piotr Borman i Marcin Jedynak,
OSM Consult, 2015.
(wyróżnienie własne)

(1655+5). Gapię się…

…który już dzień? ale to!
zobaczyłam dopiero dziś.

piątek, lutego 05, 2016

1659. Lekarstwo na kontrolę

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skończyłam czytać tę książkę w nocy. Przeżywam ją wciąż, w neofickim zachwycie pozostając.

*

Kontrolować siebie? Trzeba! Każdy głupi to wie. Kontrolować sytuację? Lubimy, lubimy. Kontrolować ludzi? Bardzo byśmy chcieli, choć w życiu się do tego tak łatwo nie przyznamy. No wiesz, żeby ona, on, one i oni robili to i owo właśnie tak, bo tak jest najlepiej, najkorzystniej, najwygodniej i nie ma zmiłuj. Predestynowane do tego w „naturalny sPiSób” są matki (nie wszystkie!), teściowe (prawie wszystkie?) i szefowie obu płci bez względu na preferencje polityczne. Nie bądźmy małostkowymi szowinistami, proszę!

Wróć, matki, teściowe i szefowie obu płci też, ale, powiedzmy to głośno, wszyscy ludzie tak mają — lubią, uwielbiają kontrolować, co się da, i basta! Bo tak ma być i koniec! To się trudno „leczy”. Relacje toto umie tak precyzyjnie i skutecznie rozwalić jak mało co. Antidotum?

Antidotum! Najważniejsze zdanie w tej książce:

Zamiast walczyć o kontrolę,
powinniśmy walczyć o wpływ.

Todd Henry, Die Empty. Życie na 100%,
przeł. Piotr Borman i Marcin Jedynak,
OSM Consult, Warszawa 2015.

1658. Imienionki

Damskie. Imienionki. Dwie.
Przy kawie. Magia relacyjna w pakiecie. Dziś.

Magia imieninowo-aniołowa na zadany temat.
Od dołu. Ku pamięci. Jabłoni.

1657. Czekanie na ukochanego Goja

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Coś w tym jest. Eeeee! Jest w tym bardzo dużo. Poprosiłam o autoryzację. Otrzymałam. Umieszczam. :)

A Pan Ciasteczko? Będzie w domu. Za niecałą godzinę.

*

The O'Jays, Now that We Found Love, 1973.

czwartek, lutego 04, 2016

1656. Przez telefon o smakach

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj wieczorem o jedzeniu rozmawiali,
że Jabłoń zadbana przez Dziewczyny cudownie jest,
że Pan Ciasteczko coś fajnego jadł, ale do domu już chce
)

Sadownik:
U was jutro Tłusty Czwartek?

Jabłoń:
(Tłusty Czwartek ją zawsze zaskakuje
w ten sam sposób: «tadam, jestem dziś!»)
Podobno.

Sadownik:
Buuuuu! To mnie ominie w tym roku.

Jabłoń:
Nic Cię nie ominie. Kto powiedział,
że Tłusty Czwartek musi być w czwartek?
Zrobimy go w sobotę!

1655. Peregrynacja nocą… między dniem 23. a 24.

*

A Pan Ciasteczko? Wraca. Za niepełnych 37 godzin.

1654. Peregrynacja, dzień 22. (wspomnienie)

wciąż się uśmiecham do chwil, które kryją się za frazą:

kotlet rzymsko-katolicki.

jadłam. nie tylko. :)

nie tylko. kotlet rzymsko-katolicki.
nie tylko. jadłam.

wtorek, lutego 02, 2016

1653. Gipsowo

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Jest prawdziwe.
nie mogę, nie dam rady, nie mam możliwości… to prawda!

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Jest fałszywe.
nie mogę, nie dam rady, nie mam możliwości… to nieprawda!
nie możesz dzisiaj,
nie dasz rady w tym tygodniu,
nie masz jeszcze niezbędnych zasobów,
ale czy chcesz? tylko to mnie interesuje.

Każde zdanie, które. Pomyślisz. Wypowiesz. Szanuję.

poniedziałek, lutego 01, 2016

(1647+5). Czekając na ukochanego Goja

ćwicząc wieczorem, odkryłam na suficie…

…oskubaną szałwię judejską, 4/7 menory.

*

Pan Ciasteczko. Wraca. Za niepełnych 90 godzin.

(1240+411). Z uwagą wśród liczb

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynacji dzień 21.
Peregrynacji Sadowniczej w mojej peregrynacji dzień 2.
Dziś.
Mój 365. dzień z kundlem. Sprawdziłam.
91. książka w tym czasie. Skończona.

     — Dziecko — zapytał mnie Biały Kruk jakiś czas temu — jak to się dzieje, że ty tyle czytasz?

Całkiem normalnie się dzieje. Czytam w tramwaju, autobusie, metrze. Od roku czytam po ciemku. Na przystankach późnym wieczorem. Bez zapalania światła w łóżku w środku lekko bezsennej nocy.

*

Nie dla akcji, nie dla fabuły czytam z przyjemnością Jej książki. Czytam dla atmosfery, dla wyobraźni, której używa, dla wyobraźni, którą budzi, dla wrażliwości, która w Niej spisała słowo po słowie, dla wrażliwości, która we mnie czyta. Bo akcji i fabuły prawie brak.

Zaczęłam więc toczyć. Szło bardzo pomału. Kamień wciąż kładł się na plecy i leżał bez ruchu, a kiedy udawało mi się znów go odwrócić, kładł się na brzuchu i się bujał.

*

Trzeba przechadzać się w ciszy i spokoju i badać swoje samopoczucie, i zastanawiać się, za czym się właściwie tęskni.

*

Prawdę mówiąc, zrobiłam tylko to, co każdy dobry obywatel powinien zrobić. Chodzi mi o to, że przegnać niebezpieczeństwo potrafi byle kto, ale sztuką jest gdzieś je potem ulokować.

*

Przekręciłam klucz i czekałam. Po chwili drzwi same się otworzyły, bardzo pomału, tak jakby ktoś je pchnął od środka szafy. A potem wysunęła się czarna tiulowa spódnica i drzwi stanęły. Powtórzyłam to kilka razy. Za każdym razem drzwi otwierała tiulowa spódnica mamy, tak jakby była żywa.

*

Zwierzę domowe nigdy cię nie oszuka, ale też tobie nigdy nie wolno go nabrać.

*

Kiedy się zbiera kamienie, trzeba chodzić samemu.

*

Wiosłowanie szło wolno, ale szło.

*

Słońce wzeszło akurat w porę na poranną kawę.

*

Jest czwarta rano, a ja uratowałam trzy ważne godziny, które można uznać za dodatkowe. Albo może trzy i pół. Nauczyłam się odczytywać godziny na zegarze, ale minut jeszcze nie.

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, przeł. Teresa Chłapowska,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1650. Bo zabrakło mi słów…

wspaniały czas…

…dziękuję, dziękuję, dziękuję.

niedziela, stycznia 31, 2016

(1644+5). Film wyjęty z książki, a potem dwa filmy

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O istnieniu i pracy Pawła Łozińskiego dowiedziałam się przy okazji czytania Polityki nowotworowej. Zapragnęło mi się obejrzeć jego film Chemia (2009). Gdzie znaleźć film dokumentalny z 2009 roku? Trwało.

Znalazłam. Wczoraj. Bez reklam. Odkryłam dla siebie Ninatekę. Odkryłam też dwa fantastyczne męskie filmy.

Trzeba obejrzeć oba. Ta sama podróż. Ci sami ludzie. Ale… dwa różne montaże. W obu filmach… miłość — niełatwa, prawdziwa i bardzo po męsku czuła. Najpierw Ojciec i syn Pawła Łozińskiego (tu), syna. Potem Ojciec i syn w podróży Marcela Łozińskiego (tu), ojca. Samej sobie robię smaka, choć już widziałam oba. Dwa razy każdy.

Ojciec i syn, 2013, zwiastun.

*

Paweł Łoziński w drodze z Ojcem i synem.

1648. Odmierzając chwile

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

„Spotkaliśmy” się po raz pierwszy jeszcze w papierze. Jeszcze bez bloga, czyli miesiąc, rok lekko niedookreślone, ale za to pokreślona książka na półce stoi. Wymiary życia zachwyciły mnie już cyfrowo. W konsekwencji postanowiłam spotkać Autora i w tej książce.

Chciałoby się napisać: stary, dobry Barnes! Mistrz zatrzymania, zamyślenia, refleksji, badania miejsc, w których najchętniej w ogóle nie chcielibyśmy się znaleźć, ale się znajdziemy, czy nam się podoba czy nie — kwestią są tylko rekwizyty.

Wierzę z pewnością, że wszyscy doznajemy krzywd w taki czy inny sposób. Jak moglibyśmy ich uniknąć, jeśli wykluczyć świat idealnych rodziców, braci i sióstr, sąsiadów, przyjaciół? Jest jeszcze kwestia, od której tak wiele zależy — jak reagujemy na krzywdę: czy uświadamiamy ją sobie, czy tłumimy jej poczucie? Jak wpływa na nasze relacje z innymi? Niektórzy uświadamiają sobie jej rozmiary, inni próbują łagodzić jej skutki. Niektórzy przez resztę życia starają się pomóc innym, których skrzywdzono, ale są też tacy, których główną troską jest uniknięcie kolejnego urazu, bez względu na koszty. I ci właśnie odznaczają się największą bezwzględnością, i to na nich trzeba najbardziej uważać.

*

Ktoś kiedyś powiedział, że jego ulubione momenty w historii to te, gdy wszystko się waliło w gruzy, ponieważ oznaczało to, że rodzi się coś nowego.

*

Jak często opowiadamy naszą własną historię życia? Jak często dopasowujemy, upiększamy, dokonujemy chytrych skrótów? Im dłużej trwa życie, tym mniej jest tych, którzy mogliby zakwestionować naszą relację, przypomnieć nam, że nasze życie nie jest naszym życiem, lecz jedynie historią, którą o swoim życiu opowiadamy. Opowiadamy innym, ale głównie — samemu sobie.

*

Lecz czas… jakże czas najpierw nas uziemia, a potem zawstydza. Myśleliśmy, że jesteśmy dojrzali, podczas gdy byliśmy tylko bezpieczni. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy odpowiedzialni, a byliśmy tylko tchórzliwi. To, co nazywaliśmy realizmem, okazało się sposobem unikania pewnych rzeczy, nie zaś stawianiem im czoła. Czas… wystarczy, byśmy mieli go dostatecznie dużo, a nasze najrozsądniejsze decyzje okażą się niebawem chwiejne, nasze pewności zmienne i kapryśne.

*

Im więcej się uczycie, tym mniej się boicie. „Uczycie” nie w znaczeniu studiów akademickich, ale praktycznego rozumienia życia.

Julian Barnes, Poczucie kresu, przeł. Jan Kabat,
Świat Książki, Warszawa 2012.

1647. Peregrynacja w peregrynacji

Sadownik:
(plecie straszne farmazony, kończąc się pakować)

Jabłoń:
Głupi jesteś!

Sadownik:
A kto mądry by się z tobą ożenił!

*

Pan Ciasteczko:
(cztery godziny później pisze)
Zaraz wylatujemy. :(

Jabłoń:
(też pisze)
Czyli jest coraz bliżej twojego powrotu. :)

Sadownik & Jabłoń:
(policzyli, zobaczą się za 123 godziny)

piątek, stycznia 29, 2016

1646. Hej! Graff i Frej!

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ja uwielbiam Graff. Ona uwielbia Frej. Wszystko co najlepsze w nas spotyka się, gdy siadamy we dwie przy jednym stoliku lubianej przez nas knajpki. Ja Ją. Ona mnie. Wzajemność. Cudowna niecodzienność.

Gdy kilka dni temu zajrzałam do książek jednego z moich ulubionych wydawnictw, zobaczyłam wspólną książkę Graff i Frej. Musiałam ją mieć. Mam, ale już przeczytaną i obejrzaną. Kaan też ma, ale w papierze.

[A. G.] Zobaczyć wyzysk i niesprawiedliwość tam, gdzie dotychczas była tylko mowa o emocjach i niejasne poczucie, że coś jest nie tak — dla mnie to było wspaniałe, wyzwalające. Zobaczyłam pułapkę, niebezpieczeństwo, tam gdzie zwykło się widzieć „poukładane życie”.

*

[M. F.] Strasznie mało jest książek dających dziewczynkom wzorzec silnej kobiety, która daje sobie prawo do szukania przygód i wiedzy.

*

[A. G.] Za każdą ważną opowieścią kryje się jakieś pytanie egzystencjalne, na przykład dotyczące tożsamości, autonomii czy granic wolności człowieka.

*

[M. F.] Nie mogę zrozumieć, dlaczego patriotyzm po polsku to hołdy dla symboli, nadęty, populistyczny sentymentalizm, ciągłe odwołania do szlacheckich korzeni (podczas gdy większość narodu wywodzi się od ciemiężonych chłopów pańszczyźnianych), a nie przekaz, że patriota to ktoś, kto płaci podatki, działa na rzecz społeczności lokalnej, segreguje śmieci, sprząta kupy po swoim psie…

*

[A. G.] Tak to już jest, że zanim się zrobi smutno, przez chwilę musi być gniewnie. Prawdziwa żałoba zawsze zaczyna się od ataków, zaprzeczeń i gniewu.

*

[A. G.] Wkurzenie na patriarchat jest czasochłonne i ryzykowne, bo jego przedstawiciele mają realną władzę. Zdecydowanie łatwiej wkurzać się na feministki.

*

[A. G.] Współczesna polska homogeniczność to żadna wartość. To efekt ludobójstwa i polityki mocarstw, które poprzesuwały nam granice wedle własnego widzimisię.

*

[A. G.] Feminizm powstał po to, by kobiety mogły „mieć wszystko”, by miały wybór i wolność. Dziś powszechne odczucie jest takie, że każda z nas musi mieć i robić wszystko.

*

[A. G.] […] nie chodzi o to, kto ma rację, bo racje są różne. Chodzi o to, kto komu będzie życie urządzać, ile sobie nawzajem zostawimy wolności.

*

[A. G.] Staś przegląda książkę, siedząc na dywanie. Nagle podnosi głowę i pyta: „Mamo, chcesz kupić ode mnie buziaka?”.
     „A ile kosztuje?” — pytam roztropnie.
     „Dwa buziaki.”.

Agnieszka Graff, Marta Frej, Memy i graffy. Dżender, kasa i seks,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.

*

(rys. Marta Frej, źródło)

1645. Peregrynacja, dzień 16.

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — O, widzi pani, tu (!), tu musimy zachować teraz ciszę mechaniczną — powiedział Pan Rzeźnik Wspaniały wczoraj wieczorem na kontroli. Patrzyłam na blachę, śrubę i „gwoździe”, wyświetlone na ekranie monitora. Patrzyłam na pana doktora w zachwycie, pozwalając sobie, by widzieć w nim głównie Człowieka, który kiedyś tam postanowił w ramach swojej — makabrycznie trudnej i wymagającej — profesji, pomagać ludziom.

„Szwy” zdjęte.
Matko bosko, ile metrów o kulach wczoraj zrobiłam! Padł rekord.
Powietrze na podwórku tak cudownie smakowało.
A termin cisza mechaniczna zachwycił mnie — poezja zdrowienia tak brzmi, mojego zdrowienia.

środa, stycznia 27, 2016

1644. Ty, ja i rak

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie znam ani jednej rodziny, która nie byłaby naznaczona doświadczeniem nowotworu czy raka: ktoś chorował, ktoś umarł, ktoś się leczył bądź leczy. Po śmierci Barbary Falandysz przeczytałam, że powiedziała: wszyscy umrzemy na raka oprócz szczęśliwców, którym uda się umrzeć na zawał, wylew albo w wypadku.

Sprawa dotyczy więc mnie, ciebie, naszych przyjaciół i bliskich, nas wszystkich. Może dlatego jest to książka, którą umieściłabym w kategorii „obowiązkowa lektura”, bo jest konkretna praca do wykonania przez ciebie, przeze mnie, przez nas wszystkich.

[…] chorych i zdrowych zdecydowanie więcej łączy, niż dzieli.

*

Pacjenci nie są konsumentami ani biernymi odbiorcami leczenia, tylko pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, którzy chcą być traktowani profesjonalnie i po partnersku w każdej sytuacji — także na szpitalnym oddziale, który nie może być utożsamiany ze swego rodzaju specjalistycznym punktem usługowym. Polityka ochrony zdrowia pozbawiona społecznych podstaw szybko staje się niebezpieczną dla naszej przyszłości hybrydą administracji, technologii i ekonomii. Niemal natychmiast następuje wówczas zmiana w hierarchii wartości: liczy się wyłącznie mierzona statystykami skuteczność, dla której wrażliwość, cierpliwość i dialog stają się przeszkodami.

*

Choroba nowotworowa obudowana całym zestawem emocji żyje w każdym pacjencie jeszcze długo po zakończeniu leczenia szpitalnego. Mam tu na myśli nie cykliczne kontrole, które nawet po kilku latach budzą strach, lecz świadomość, że przewlekła choroba zmienia wszystko.

*

Sam w odpowiedzi na te szepty pomyślałem, że z trudem, ale jednak zniosę to, iż moja choroba uchodzi za nieziemską, czy w inny, wciąż nie do końca zrozumiały dla mnie sposób nadzwyczajną. Nie zaakceptuję jednak tego, że w związku z tym, że mam raka, muszę też mieć problemy ze słuchem. Tylko na tyle starczyło mi odwagi. Niestety, odwaga w takich sytuacjach pojawia się, podobnie jak rozbudowana refleksja, zazwyczaj długo po fakcie, kiedy jest już za późno, by zareagować.

*

[…] choroba ani nie pozbawia, ani nawet nie zawiesza marzeń, potrzeb czy indywidualnych cech charakteru.

*

Ból i strach nie odbierają przecież potrzeb emocjonalnych.

*

Zdrowie i choroba są naturalnymi elementami społecznego krajobrazu.

*

[…] nie można empatii zadekretować, opisać odpowiednią ustawą, a potem doprecyzować rozporządzeniem. Empatia jest tyleż kwestią indywidualną, ile sprawą społeczną i polityczną, a nawet szerzej — jest przecież również problemem filozoficznym. Trzeba odkryć w sobie jej potencjał i nieustannie go rozwijać.

Łukasz Andrzejewski, Polityka nowotworowa. Pamiętnik
praktyczno-teoretyczny
, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

(1642+1). Parskali dzisiaj

Jabłoń:
Czy ja Ci dzisiaj mówiłam,
że Cię kocham?

Sadownik:
Nie!

Jabłoń:
???

Sadownik:
I wczoraj nie mówiłaś!
I przedwczoraj też nie!

Jabłoń:
Że co?

Sadownik:
(z szelmowskim uśmiechem na twarzy)
Wiem, bo tak czuję!

Sadownik & Jabłoń:
(parsknęli śmiechem)

1642. Parskali wczoraj

Sadownik:
Kochasz mnie jeszcze trochę?

Jabłoń:
Bardzo Cię kocham.

Sadownik:
A dlaczego?

Jabłoń:
Musi być uzasadnienie?

Sadownik:
W twoim wieku, tak!

Sadownik & Jabłoń:
(parsknęli śmiechem)

poniedziałek, stycznia 25, 2016

(1640+1). Nie jest za poźno

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie mogę sobie przypomnieć, jak informacja o tej książce do mnie dotarła. Wiem za to, że pobyt w szpitalu uznałam za wystarczająco słuszne okoliczności przyrody, by się za nią wziąć.

Jak w wielu innych książkach i w tej spotkałam szanowane przeze mnie inne osoby. Tym razem byli to Joan Didion i Günter Wallraff.

To książka, która w jednym pakiecie z 24/7 potrząsa człowiekiem w potrzebny, właściwy i bardzo na miejscu sposób… dopóki nie jest za późno.

„Kiedy w Bernie pewna grupa przedszkolaków miała w czasie pleneru narysować akwedukt, jedno z dzieci dorysowało przęsłom buty. To dziecko nazywało się Paul Klee i od tej chwili wszystkie akwedukty są w ruchu”. Nie chodzi mi tu oczywiście o bezpośrednie porównanie, tylko o to, co zachodzi w takim momencie: oto jakieś dziecko maluje akwedukt w butach i w tym momencie powstaje możliwość, żeby akwedukty się poruszały. To, co mnie w tej krótkiej historyjce tak bardzo fascynuje, to otwartość na coś innego, nowe spojrzenie, kreatywność w postrzeganiu wbrew wszelkim regułom.
Człowiek potrzebuje takich doświadczeń, aby zrozumieć, że wolno mu samemu wymyślać świat, a nie tylko czekać, żeby świat wymyślał jego. Że wolno mu się na coś odważyć, by wywołać zmianę perspektywy i zrobić coś inaczej, a nie być zmuszonym do poruszania się wyłącznie wydeptanymi koleinami wzdłuż ścieżek widzenia
.

Miriam Meckel, List do mojego życia.
Historia wypalenia zawodowego
, przeł. Ryszard Turczyn,
Kurhaus Publishing, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

Paul Klee, At the Core, 1935.

1640. Tysiąc sześćset czterdziesty raz

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dlaczego piszesz bloga? Dlaczego nie? — odpowiadam niezmiennie.

Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Dlaczego? Potrzebowałam powiedzieć głośno to i owo. Potrzebowałam powiedzieć nie do ściany. Potrzebowałam usłyszeć, zobaczyć i poczuć brzmienie określonych słów, fraz i zdań. Ważni dla mnie wówczas ludzie nie chcieli mieć z tym nic wspólnego. Potrzebowałam wyjąć wrażenia z siebie, uznać je za znaczące, odłożyć na bok, zrobić miejsce na nowe.

Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Dlatego też — pomyślałam, przeczytawszy te słowa:

Moje życie to długa, niedokończona opowieść. Wokół każdego słowa opleciony jest mały świat doświadczenia i życia, opisany przy okazji tworzenia tekstu. Pragnę zachować te małe światy dla siebie i w sobie, więc zachowuję teksty. Czasami któryś z nich przeczyta jakaś inna osoba i pomyśli o jakimś drobnym jego ułamku. Wtedy powstaje rozmowa, wspólne rozważanie i kontynuacja myśli. To są te chwile, w których tekst sprawia, że powstanie nie tylko obraz mnie samej, ale też obraz kogoś drugiego.

Miriam Meckel, List do mojego życia.
Historia wypalenia zawodowego
, przeł. Ryszard Turczyn,
Kurhaus Publishing, Warszawa 2012.

niedziela, stycznia 24, 2016

(1638+1). W duecie idziemy na rekord!

Po wczorajszym kryzysie. Zawzięłam się.

5 × (3 × 6 m × 2)

Gdy kończyłam, Sadownik powiedział:

The Best «Cripplessa» of the World!

Dziś to ja. Peregrynacji 13. dzień. Sto osiemdziesiąt metrów o kulach. Na raty, ale za mną. Nie licząc osobistych wizyt w toalecie. Kąpiel należy się, będę się rosolić!

1638. Misa szczęścia

(po śniadanku, ale przed kawowym rytuałem)
Jabłoń:
…mam marzenie…

Sadownik:
Noooo?

Jabłoń:
Duża miska na środku saloonu,
a ja w niej… i ciepła woda…

(późnym popołudniem)
Sadownik:
(wrócony z miasta pokazuje miskową zdobycz)

Jabłoń:
(z uśmiechem od ucha do ucha)
Jaka duuuża!

Sadownik:
(z dumą)
Duża d**a! Duża miska!

Jabłoń:
Ale będzie kąpiel!

*

My, ludzie, czasem dopiero w trakcie dojmujących przeżyć uświadamiamy sobie, jak wrażliwymi, delikatnymi i pełnymi uczuć istotami jesteśmy.

Miriam Meckel, List do mojego życia.
Historia wypalenia zawodowego
, przeł. Ryszard Turczyn,
Kurhaus Publishing, Warszawa 2012.

piątek, stycznia 22, 2016

1635. Reality v. 1.0

Jabłoń:
(miała ten film w planie z Sadownikiem od ponad miesiąca)
…dzisiaj premiera filmu…

Sadownik:
Nooo…
(pauza)
A może się złamię i pójdę sam…

Jabłoń:
Beze mnie?

Sadownik:
Nie czarujmy się, jak ty zaczniesz chodzić,
to go już w kinach nie będą grać…

Jabłoń:
…fakt.

wtorek, stycznia 19, 2016

1633. Poza pierwszą pięćdziesiątką

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pojawiła się w zdecydowanej większości subiektywnych rankingów najlepszych książek 2015 roku. Pomyślałam, że zaryzykuję, zwłaszcza, że nazwisko autora obiło mi się o uszy kilka lat temu. Nie wzięłam pod uwagę, że większość tych rankingów stworzyli mężczyźni. To przy czytaniu tej, błyskotliwej skądinąd, książki miało niebagatelne znaczenie.

Gdy plan gry szpitalnej był już znany, Biały Kruk stwierdził, że będę miała dużo czasu na czytanie. Mylił się. Miałam koszmarne kłopoty z koncentracją i dawałam radę tylko i wyłącznie oglądać kabarety na jutjubie.

Końcówkę tej książki podzieliłam sobie przynajmniej na kilka części. Wzięłam na ambit i skończyłam ją jeszcze w szpitalu, bo w blokach startowych czekała już inna książka. Nie mam pojęcia, dlaczego przedstawiony w tej powieści mechanizm do złudzenia przypomina mi aktualną od jakiegoś czasu polską rzeczywistość polityczną.

To nie jest książka, która znalazłaby się w pierwszej dwudziestce najlepszych według mnie książek 2015 roku. Zastanowiłam się. Nie zmieściłaby się nawet w pierwszej pięćdziesiątce. No ale spróbować było warto, bo kto nie próbuje, nie wie, co lubi.

[…] literatura od zawsze łączy się z pozytywnymi konotacjami w sektorze artykułów luksusowych.

*

     — Nie wiem, może to prawda, chyba faktycznie jestem czymś w rodzaju macho; nigdy nie byłem przekonany, że kobiety powinny mieć prawa wyborcze, dostęp do tych samych kierunków studiów, do tych samych zawodów co mężczyźni i tak dalej. Cóż, przywykliśmy do tego, ale czy to naprawdę był dobry pomysł?
     […]
     — Jesteś za powrotem patriarchatu, prawda?
     — Nie jestem za niczym, przecież świetnie wiesz, ale patriarchat miał przynajmniej tę zaletę, że istniał. Chodzi mi o to, że jako system społeczny trwał w swoim istnieniu, były rodziny z dziećmi, które odtwarzały z grubsza ten sam schemat i jakoś ten świat się kręcił, a teraz nie ma żadnych dzieci, czyli wszystko z głowy
.

*

[…] nigdy nie zawalałem terminów. Ale czy to wystarczy, żeby życie miało sens? I dlaczego w ogóle życie ma mieć sens? Wszystkie zwierzęta i miażdżąca większość ludzi żyje bez najmniejszej potrzeby sensu. Zgodnie ze swoim rozumowaniem żyją, bo żyją, ot i wszystko; zapewne umierają, bo umierają, i na tym się kończy ich analiza. Jako specjalista od Huysmansa czułem się w obowiązku pójść nieco dalej.

*

[…] zaślepienie nie jest w historii niczym niezwykłym: to samo można było zaobserwować w latach trzydziestych u intelektualistów, polityków i dziennikarzy, powszechnie przekonanych, że Hitler „w końcu odzyska zdrowy rozsądek”. Ludzie żyjący w określonym systemie społecznym prawdopodobnie nie potrafią sobie wyobrazić punktu widzenia tych, którzy niczego od systemu nie oczekując, planują jego zniszczenie.

Michel Houellebecq, Uległość, przeł. Beata Geppert,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

1632.

1631. Z tej innej perspektywy…

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z tej innej perspektywy wszystko jest prostsze: wiadomo, co jest ważne a co nie. Listę wielkich marzeń otwierają: wejść pod prysznic, wyjść z domu na spacer, wejść po schodach samodzielnie…

Z tej innej perspektywy najważniejsze są relacje: bez nich nie da się przez to wszystko przejść ani fizycznie, ani psychicznie. Listę wyzwań otwierają: umieć powiedzieć, czego się potrzebuje; nauczyć się przyjmować pomoc; uwierzyć, że są ludzie, którzy naprawdę chcą pomóc, bo cię lubią, szanują, kochają, bo jesteś ważna, w jakimś sensie najważniejsza…

Z tej innej perspektywy wszystko bywa trudniejsze: są łzy, jest strach, są myśli o czwartej nad ranem czarniejsze od najczarniejszych, jest rozpacz i cierpienie. Wtedy, gdy docieram na samo dno, ale i nie tylko wtedy, odpalam mój hymn zdrowienia, który pomaga mi przejść do tego, co prostsze i najważniejsze…

Playing for Change Band, Stand by Me.

To piosenka oryginalnie z 1961 roku. Znam ją od 25 lat. To wykonanie — w którym się zakochałam, którym się leczę — odkryłam w szpitalu.

poniedziałek, stycznia 18, 2016

(1623+7). Peregrynacja, dzień 7.

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

I pomyśleć, że Or wysyłając mi ten rysunek dziś rano, nie wiedział, że w gipsie mam aż dwa (!) okienka. Skrzydła były bardzo potrzebne, bo mocna, wspaniała Ekipa przesadzała wieczorkiem Drzewko ze szpitalnego łóżka do domu. Wdzięczność i brak słów pozostał ze mną jako główne wrażenia dnia.

(rys. Or)

(1623+6). Peregrynacja, dzień 6. i 7.

bo Ona uczy mnie miłością…
      …już od lat, jak nikt inny.

[to ostatnie szpitalne zdjęcie]

(1623+4+1). Peregrynacja, dzień 5. (suplement)

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Perspektywę inną od wielu dni mam. Kiedyś ważne jest teraz mniej ważne lub wcale.

*

     — Kochanie [do Sadownika], marzę o… zacinającym, gęstym, zimnym, paskudnym deszczu, a ja na zdrowych nogach idę z Heniutką na szybki spacer.

Wczoraj, jak dzieliłam się tym marzeniem z Sadownikiem i Antenką, bo przez chwilę byli u mnie jednocześnie, Antenki twarz tężała. Gdy skończyłam, poważnym głosem powiedziała:
     — Bałam się, że powiesz „zawsze”.

Ryknęliśmy śmiechem.

sobota, stycznia 16, 2016

(1623+4). Peregrynacja, dzień 5.

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Leżę obok okna. Od wczoraj wiem, że spadł śnieg, bo mi powiedziano. Dziś rano, ćwicząc sprawne mięśnie i stawy, zrobiłam zdjątko. I popłakałam się okrutnie, że tej zimy nie pójdziemy na stadny spacer do lasu w bieli.

*

Leżałam koło południa w całkowitej ciszy. Słyszałam, jak słońce swym ciepłem wędruje po mojej twarzy. I popłakałam się okrutnie, poruszona tym spotkaniem.

*

Jeszcze tydzień temu klęłabym, że zimno. Jeszcze tydzień temu słońce co najwyżej goniłoby moje zabiegane plecy.


_____________
Wpisy peregrynacyjne możliwe są tylko dzięki Sadownikowi, który poza Darem swojej Obecności przynosi do szpitala kompa i sieć.

piątek, stycznia 15, 2016

(1623+3). Peregrynacja, dzień 4.

 wpis przeniesiony 18.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dzisiejsza wymiana esemesów z Białym Krukiem rozbawiła mnie do łez:

To nie ma szpitalnego [wi-fi]? Co to za szpital!

Tato!!!! :)

Trochę jestem zepsuty, jak na 70-latka, przyznaję. Ale najlepsze, co może człowieka spotkać w szpitalu to dobre wi-fi :)

Najlepsze, co mnie tu spotkało [z rzeczy nieożywionych], to... kroplówka przeciwbólowa.

*

Rozbawił mnie też dziś Or tym cudem:

(rys. Or)

(1623+2). Peregrynacja, dzień 3. (okruchy)

Jak pisze do mnie więcej niż pięć słów to zawsze tak, by do łez wdzięczności mnie doprowadzić, że jest w moim życiu. I nie musi się Skubana wysilać przy składaniu literek, a między nie serce upycha:

dobrego dnia Ci życzę i wiary, że taki być może i będzie. […] to czego doświadczasz jako zatrzymanie, w innym wymiarze jest kosmicznym przyspieszeniem. Anioły przepraszają za metody, współczują i wspierają. Gdyby mogły zorganizować to inaczej, na pewno by to zrobiły.

Kilka godzin później byłam na stole operacyjnym. Cudowne Anestezjolożki miałam! I pana Rzeźnika też fantastycznego.

*

A gdy dochodziłam do siebie po wszystkim, pod czujnym okiem Sadownika, okazało się, że w telefonie czekało na mnie takie kudłate cudo:

(rys. Or)

*

Po co mi to wszystko? By zwolnić? By nauczyć się być księżniczką? By nauczyć się prosić, nie dla innych, lecz dla siebie?

Kalendarz pusty. Uczę się. Najważniejszego.

(1623+1). Peregrynacja, dzień 2. (suplement)

Pogadaliśmy sobie esemesami w naszym stylu:

Dziś mnie nie kroją. Do zobaczenia wieczorkiem.

Szkoda, ale na spotkanie się cieszę :)

Musiałam połamać nogę, byś mi powiedział, że cieszysz się na spotkanie ze mną?!? ;)

Jeszcze jeden taki sms, a będę się cieszył jutro ;)

środa, stycznia 13, 2016

1623. Peregrynacja, dzień 2. (raport)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj Bliźniacza Liczba napisała:

Mały krok, a przenosi w inną czasoprzestrzeń.

*

Jak my-ludzie jesteśmy kiepsko zaprojektowani! Tacy nieprzystosowani do warunków zewnętrznych. Psu to by się nigdy nie przytrafiło!

Wczoraj szłam do pracy. Nie doszłam. Jestem w zupełnie innej rzeczywistości. Wszystkie plany skasowała jedna chwila na oblodzonym chodniku. Uprawiam od wczorajszego ranka prawdziwą, poważną peregrynację. Moja wolność wyznaczona jest długością sprawnych rąk.

*

Kobieta-Anioł dzisiaj przez telefon powiedziała tak: wiesz, niektórzy, żeby odpocząć, idą do więzienia lub szpitala.

*

Altówka za to napisała:

Hej, jak się miewasz? Słyszałam, że użyłaś nóżki niezgodnie z przeznaczeniem.

*

Gepardzica:
To po to, żebyś nie zapomniała,
kim naprawdę jesteś.

(fot. Sadownik)

*

Sadownik:
(po tym jak na dole minął się z Gepardzicą,
rozpakował to, co przyniósł
)
Wszyscy ci współczują, a ty przecież tylko leżysz!

Jabłoń Szpitalna:
(ryknęła śmiechem)

poniedziałek, stycznia 11, 2016

1622. Konfiturka z nocy w mieście

1621. Drzewny zachwyt filatelistyką

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy kończyłam pracę, spotkałam w korytarzu Neka, który powiedział mi, że wyjął z poczty coś dla mnie. Uśmiechałam się od ucha do ucha, widząc, Kto adresował kopertę — niespodzianka i całkowita zaskoczka.

Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam znaczki. Uwielbiam Tego Człowieka. Jest dla mnie wzorem wielu cnót dotyczących życia społecznego.

*

Flashback: Meet San Francisco Supervisor Harvey Milk.

niedziela, stycznia 10, 2016

1620. Serce, polityka i rodzina (3 w 1)

Jabłoń & Sadownik:
(przed kinem upolowali osobiście Pana z puszką)

Jabłoń:
(po wyjściu z kina i zapięciu kurtki)
…zgubiłam serduszko…

Sadownik:
Jak to?

Jabłoń:
…normalnie, odkleiło się pewnie…

Sadownik:
Dzień jak co dzień.
Żona bez serca!